Dodaj do ulubionych

A co z prowincją?

IP: *.jeleniag.sdi.tpnet.pl 04.07.01, 13:20
Od dnia zlikwidowania województwa w Jeleniej Gorze, miasto dostaje o wiele
mniej srodków, które są pochłaniane przez silniejszy ekonomicznie i wiele
wiekszy Wrocław. To samo dzieje się w Wałbrzychu i Legnicy.
Wrocławianie, myślcie trochę o innych miastach na Dolnym Śląsku. Wspierajcie je
tam gdzie możecie, bo wojewodztwo dolnośląskie to nie jest tylko Wrocław.

Z poważaniem,

Maurycy Kisielnicki
Obserwuj wątek
    • Gość: STrup Re: A co z prowincją? IP: *.chem.uni.wroc.pl 05.07.01, 10:17
      Gość portalu: maurycy napisał(a):

      > Od dnia zlikwidowania województwa w Jeleniej Gorze, miasto dostaje o wiele
      > mniej srodków, które są pochłaniane przez silniejszy ekonomicznie i wiele
      > wiekszy Wrocław. To samo dzieje się w Wałbrzychu i Legnicy.
      > Wrocławianie, myślcie trochę o innych miastach na Dolnym Śląsku. Wspierajcie je
      >
      > tam gdzie możecie, bo wojewodztwo dolnośląskie to nie jest tylko Wrocław.
      >
      > Z poważaniem,
      >
      > Maurycy Kisielnicki

      Drogi Maurycy!
      Powyzsza opinia (o zzeraniu pieniedzy regionu przez silny, dominujacy Wroclaw)
      jest - niestety - w znacznym stopniu nieprawdziwa. Jest to typowa tzw. wiesc
      gminna, ktora mieszkancy tzw. prowincji usprawiedliwiaja swoje frustracje i chec
      zrzucenia na kogos winy za niepowodzenia.
      Proporcjonalnie biorac, byle miasta wojewodzkie (Walbrzych, Jelenia Gora,
      Legnica) dostaja wiecej niz Wroclaw.
      Nie jest to ZNACZNIE wiecej, ale jest.
      Problem jest nieco inny: w tych miastach (a takze miasteczkach i wsiach)
      zaniedbania i zaleglosci sa wieksze niz w metropoliach w rodzaju Wroclawia.
      Tam przede wszystkim widoczne jest bezrobocie, brak pieniedzy na inwestycje i
      rozwoj regionu itp. Po prostu mamy fatalny system dystrybucji pieniedzy od
      centrali (w Warszawie, a jakze) ku samorzadnym regionom.
      Najprosciej mowiac: samorzady lokalne obarczono olbrzymia iloscia zadan, nie
      dajac na to wystarczajacych pieniedzy.
      To sprytna polityka centralnych wladz: skoro samorzxady maja wlasne zrodla
      dochodow, finansowanie z centrali nie jest 100%-we, ale mniejsze, np. do 90%
      potrzeb. Reszte samorzad ma znalezc sobie sam.
      Jak podsumowac te potrzeby: policja, szkolnictwo, opieka spoleczna, zdrowotna,
      okazuje sie, ze dochody regionu na to nie wystarczaja.
      Nieliczne wyjatki (np. gmina Bielany Wroclawskie) tylko potwierdzaja te regule.
      Nie wszedzie tak rozwinal sie handel i wytworczosc, ze podatki wystarczaja na
      wszystko i jeszcze sporo zostaje.
      A jaka recepta? Nikt jej tak naprawde nie zna... Dopoki nie bedzie u nas
      prostszego systemu podatkowego, nizszych stop procentowych i - co za tym idzie -
      nizszych kosztow kredytow, dopoki drobny przedsiebiorca nie bedzie zarzynany
      podatkiem VAT pobieranym ZANIM mu klient zaplacil, jak dlugo biurokracja zabiera
      drobnym przedsiebiorcom wiekszosc czasu, ktory mogliby poswiecic na prace, tak
      dlugo bedzie marnie.
      Mamy kapitalizm, ale do naszych wybrancow w Sejmie i Senacie to nie dociera. Oni
      chca RZADZIC, i widac ciagaty centralistyczne i umilowanie idei gospodarki
      planowej.
      Tak wiec, Maurycy, nie win Wroclawia za biede Jeleniej Gory.
      Naprawde winni sa gdzie indziej.
      Kolejnych wybierzesz najblizszej jesieni...
      • Gość: Roberto Re: A co z prowincją? IP: 213.76.92.* 05.07.01, 19:46
        Maurycy , Wrocław nie jest tu niczemu winien. Nam także zabierają większość
        wypracowanych w naszym mieście pieniędzy. Chyba wiesz, kto nas tak "kroi"...
      • Gość: e-X. Re: A co z prowincją? IP: *.venco.com.pl 06.07.01, 08:43

        > Powyzsza opinia (o zzeraniu pieniedzy regionu przez silny, dominujacy Wroclaw)
        > jest - niestety - w znacznym stopniu nieprawdziwa. Jest to typowa tzw. wiesc
        > gminna, ktora mieszkancy tzw. prowincji usprawiedliwiaja swoje frustracje i che
        > c
        > zrzucenia na kogos winy za niepowodzenia.

        Mimo, ze zgadzam sie z wymowa Twojego listu, to niezupelnie jest to 'wiesc gminna', jak piszesz.
        Nie wiem czy kojarzysz sprawe finansowania jednostek kulturalnych sprzed kliku lat, kiedy to dokonywano podzialu na te finansowane przez wojewodztwo, oraz gminne (czy powiatowe). Na liscie ~20 placowek tylko kilka bylo spoza Wroclawia, a przykladowo z Legnicy - nic!!!
        Jezeli nie jest to praktyka centralistyczna (w skali wojewodztwa), to jak to inaczej nazwac ?

        pzdr,
        e-X.
        • Gość: STrup Re: A co z prowincją? IP: *.chem.uni.wroc.pl 06.07.01, 10:45
          Oczywiscie, bywaly i bywaja nieporozumienia lub przekrety.
          W tym konkretnym przypadku rozdzial pieniedzy byl w gestii (bodajze) jednego
          urzedasa, np. wojewodzkiego konserwatora zabytkow, nie pamietam dokladnie.
          Ale mi chodzi o zasade rozdzialu pieniedzy: kazdy samorzad (gmina, powiat) ma
          swoj budzet: cos tam dostaje z Centrali (z Warszawy), a czesc ma sam wypracowac
          - np. z podatkow lokalnych. Te pierwsze pieniadze pochodza z podatkow
          centralnych, ida do samorzadow na podstawie algorytmow uwzgledniajacych np.
          liczbe mieszkancow, stopien bezrobocia, infrastrukture itp.
          Te pieniadze sa w wiekszosci dokladnie adresowane: tyle na policje, tyle na
          szkolnictwo.
          Zasada generalna jest taka, ze stanowia one zawsze mniej niz 100% ocenionych
          kosztow; reszte samorzad ma sam wypracowac.
          Dokladnie tak samo finansuje sie np. uczelnie wyzsze (panstwowe): dostaja
          pieniadze z budzetu Ministerstwa Edukacji, obliczone wg liczby pracownikow
          naukowo-dydaktycznych (ale pracownikow kwestury, dziekanatow itp. juz nie) oraz
          liczby studentow: liczone jest to tak, ze ma pokryc (zdaje sie) 96% tych
          potrzeb. Wszystkie inne potrzeby trzeba zapewnic samemu. Tak wiec pensje
          pracownikow-nienauczycieli obciazaja pensje profesorow i adiunktow.
          Jesli uczelnia ma za duze zatrudnienie a za malo studentow, ma klopoty.
          Poniewaz zas wydzialy sa samodzielne finansowo, wiec cierpia te, na ktore nie
          ma naboru oraz gdzie studia sa kosztowne (laboratoria, konieczne sa cwiczenia w
          malych grupach), np. nauki scisle, czesc inzynierskich itp.
          Jesli na dodatek szkola nie ma mozliwosci zdobywania pieniedzy od przemyslu, ma
          wielkie klopoty! Tak jest wlasnie z Uniwersytetem.
          Dalem powyzsze jako dobry przyklad polityki finansowej panstwa, bo z
          finansowaniem samorzadow jest zgola podobnie.
          Po prostu RADZTA SOBIE SAMI.
          I powtarzam: Wroclaw nie ma nic - poza nielicznymi dzialami sterowanymi
          centralnie, poprzez urzedy wojewodzkie - do pieniedzy innych gmin i powiatow.
          Jesli jest tam zle, to naprawde nie jest wina Wroclawia.
          No, moze posrednio: silny osrodek, "metropolia", zawsze wysysa w jakims stopniu
          aktywnych i wyksztalconych z "prowincji". Ale to juz jest wybor ludzi, skoro
          widza we Wroclawiu wieksze szanse niz u siebie, na miejscu.
    • Gość: hen Re: A co z prowincją? IP: 156.17.85.* 06.07.01, 11:21
      Jak powiedział Wielki Katon "Trzeba zburzyć fontannę"

      A teraz do rzeczy:
      Troszeczkę jest tak, że Wrocław spija śmietankę z całego dolnośląskiego mleka.
      I dochody miastu wypracowuje w dużej mierze masa ludzi przyjeżdżających tu do
      pracy, na zakupy, studenci, którzy ciężko zarobione pieniadze rodziców
      przetracają na drogie knajpiane piwo, płacą róznym babciom nieopodatkowaną kasę
      za stancje, tak że pieniadze z regionu uciekają do Wrocławia. No ale już tak
      jest i trudno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka