pastafarian 12.03.08, 20:41 Taki tam link, częściowo na temat: scholar.google.com/scholar?hl=en&lr=&sa=G&oi=qs&q=wieslaw+faltynowicz+author:w-fa%C5%82tynowicz Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Eryk Pierdoły i użalanie się IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 12.03.08, 21:06 1. Niech zweryfikuje działalność naukową swojego stałego personelu na etatach - co robią, ile publikują i jaką mają wartość naukową. Problem w tym, że dla wielu (nie mówię dosłownie o Wydziale Nauk Biologicznych, ale znam na wylot inny instytut UWr)to po prostu ciepłe posadki. Bo średnio jedna publikacja (mam na myśli artykuł, a nie pozycję książkową) na rok, to tak trochę słabo. Jak zweryfikuje i zwolni parę osób, to będzie miał miejsce dla super uzdolnionych doktorantów, nad których losem się trochę użala. 2. Na Zachodzie nie wszędzie jest tak różowo. Np. w Niemczech nie każdy doktorant ma stypendium na uniwerku, wielu musi dodotkowo pracować i też bez gwarancji na zatrudnienie. Owszem najlepsi dostają posadę. 3. Poza tym w Niemczech, póki nie ma się profesury C3 lub C4 nie ma się "dośmiertnej" posady na uniwerku. Są to stanowiska rozpisywane na zasadzie konkursów - na np. 3-5 semestrów, a potem papa i przychodzi ktoś inny. Dlatego doktorzy czy dr habilitowani tak bardzo musza się przeprowadzać - i tak np. 2 lata Monachium, potem 2 Berlin, potem np. 3lata Hamburg i tak czas leci. A jaki tego efekt - najwyższy wskaźnik rozwodów w Niemczech dotyczy właśnie kręgów akademickich. 4. I tak na koniec - w trakcie kariery zawodowej w Niemczech profesor prowadzący wykład może go z reguły przeprowadzić (tzn. temat wykładu) tylko 2 razy. Efekt - no muszą się trochę przygotowywać do zajęć, a nie od 30 lat powtarzać to samo. Trochę mniej sztampy i więcej wymagań wobec własnych kręgów, a problemy mogą się czasem same rozwiązać, a wtedy znajdą się etaty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: po doktoracie Re: Pierdoły i użalanie się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.08, 22:26 Co nie zmienia faktu, że u nas doktorant dostaje 1100 zł, a asystent po doktoracie 1400-1700, i to w czasie, gdy każdemu normalnemu człowiekowi pałęta się współmałżonek i rodzą dzieci, w czasie, gdy robol na pl. Grunwaldzkim dostaje ponad 3 tys, a srednia krajowa za II kwartał 2007 r. wynosi 2703,41 zł. Za takie pieniądze to nie jest życie i żadne powołanie do dydaktyki czy pasja naukowa tego nie zmieni. Też uciekam z uczelni, mimo, że doktorat napisany w 2 lata, ze świetnymi recenzjami (nie po znajomości), i zostanie wydany w Anglii. Mam dość życia na garnuszku rodziców. W biznesie zarobię trzy razy tyle, a rozgoryczenie jakoś przełknę :-( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doktorat po angiel Re: Pierdoły i użalanie się IP: *.leed.cable.ntl.com 12.03.08, 22:59 Wydzial biotechnologii medycznej UWr rocznik 2005: na 15 osob na specjalizacji 5 osob wyjechalo do UK, dwie do Irlandii, jedna do Francji. To ponad 50%. Zacznijcie prosze prowadzic statystyki, jest to szokujace. prawda jednak ze za 1100zl nie mozna nawet samemu wynajac kawalerki. Ale co dopiero jak sie pojawia rodzina? Pozostaje emigracja albo firma farmaceutyczna. Odpowiedz Link Zgłoś
pastafarian Re: Pierdoły i użalanie się 12.03.08, 23:03 Gość portalu: Doktorat po angiel napisał(a): "Wydzial biotechnologii medycznej UWr" Zakladam sie o talerz sw. makaronu, ze na UWr nie ma takiego wydzialu. Odpowiedz Link Zgłoś
gosc-2008 Moze nie pierdoly ale uzalanie sie 12.03.08, 23:52 To co napisal pastararian to fakt. Ale nie zmienia postaci rzeczy. Pensje nawet pasjonatow naukowych, publikujacych wiecej niz wczesniej wspomniano, uragaja wszystkiemu. Toz to za Gierka bylo lepiej gdyz byly ciut powyzej sredniej krajowej. Czyli teraz powinno to byc w okolicach 2700 a nie 1700. Ale czy ktos widzial strajk na uczelniach wyzszych? I to zaklamanie wladz - na uczelniach mozna zarabiac nawet i po 10000 jak je na to stac, sa przeciez samorzadne. Ale budzet szkolnictwa wyzszego w procentach PKB jest coraz mniejszy. Polska znajduje sie w samym ogonie nie tylko Europy ale i Swiata. Moze jest to celowe dzialanie - doprowadzic Polske do sredniowiecza. Wtedy takimi niedouczonymi bedzie sie latwiej rzadzic. Co madrzejsi osiada tam gdzie nie bedzie "polskiego piekielka" jak w tym dowcipie (?) o piekle - dlaczego przy kotle z polakami (Polakami) nie trzeba diabla straznika - bo co ktory probuje z niego wyjsc to inni go z powrotem wciagaja. Amen Odpowiedz Link Zgłoś
trzy.14 Re: Pierdoły i użalanie się 13.03.08, 10:49 > Co nie zmienia faktu, że u nas doktorant dostaje 1100 zł, u nas jeszcze mniej :-( Ale to jest stypendium, a nie wynagrodzenie! Inna rzecz, że doktoranci w Polsce to tacy Murzyni. > a asystent po doktoracie 1400-1700, Minimalna pensja asystenta na UWr (2007 r) - 1760 brutto. po doktoracie powinien zostać zatrudniony na stanowisku adiunkta. Wtedy on(a) dostanie podwyżkę, a wydział dodatkowe pieniądze z ministerstwa. W ogóle nie powinno sie zatrudniać asystentów (po to stworzono studia doktoranckie, żeby zlikwidować tę grupę pracowników). Przeciętna pensja adiunkta na UWr w 2007 r. to 4550 zł brutto (z wszystkimi dodatkami). www.bibliotekacyfrowa.pl/dlibra/doccontent?id=16893&dirids=1 Nie znam adiunkta, nawet z habilitacją, który by tyle zarabiał. To świadczy o ogromnych dysproporcjach w dochodach. Tę średnią wyrabiają zapewne ekonomiści i prawnicy, którzy i tak po zajęciach płatnych lecą na 2-gi, 3-etat / praktykę. Minimalne ustawowo średnie wynagrodzenie w grupie adiunktów w 2007 to 4690 zł brutto. > i to w czasie, gdy każdemu normalnemu > człowiekowi pałęta się współmałżonek i rodzą dzieci, ano... > robol na pl. Grunwaldzkim dostaje ponad 3 tys, ten "robol" zasuwa 8 godzin dziennie + soboty + fuchy u majstra. > a srednia krajowa za > II kwartał 2007 r. wynosi 2703,41 zł. Teraz (2008 r) to już prawie 3000 brutto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dr Re: Pierdoły i użalanie się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.08, 14:26 Minimalna pensja asystenta 1760 zł brutto, to ile jest na ręke? 1200- 1300? Zawsze odrobinkę więcej, niż stypendium, ale nie na tyle, żeby się opłacało robić doktorat :-] A system jest jaki jest, po doktoracie dostajesz asystenturę i tyle... Jesli chodzi o robola, to owszem, zasuwa więcej, ale naaukowiec to nie tylko kilkanaście godzin pensum - to czytanie, publikowanie, konferencje, egzaminy dtudentów, dydaktyka (jak chcesz porządnie, z prezentacją w ppoincie, to zjada duuużo czasu). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też dr, też z UWr A co to ma do rzeczy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.08, 08:46 Przepraszam, ale miarą prawdy nie jest ilość publikacji indeksowanych w scholarze. Prawda zaś jest taka, że ludzi po studiach (w tym doktoranckich) po prostu nie stać na bycie naukowcem. Niektórym udaje się związać jakoś koniec z końcem, robiąc na boku fuchy, ale tak być nie powinno, bo to się odbija na jakości ich pracy. Przypomnę to, co napisał któryś z dyskutantów: stypendium doktoranta na UWr: 1100 zł, pensja po doktoracie: 1400-1700 zł, średnia krajowa 2700. Z faktami się nie dyskutuje, nawet, jak się nie lubi Fałtynowicza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eryk Re: A co to ma do rzeczy? IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 13.03.08, 09:01 Pośrednio ma. Na Zachodzie (weźmy pod uwagę sławny MIT pod Bostonem i rzekomy wzór dla EIT) prace naukowe finansują w znacznym stopniu firmy prywatne i koncerny, a nie środki publiczne. W związku z tym bardzo często naukowcy są zatrudniani do badań naukowych w ramch projektu, a nie dożywotniego etatu. Są wybierani najlepsi, którzy niejednokrotnie są opłacani proporcjonalnie do swoich osiągnięć ( w tym od publikacji). Mierna kasa dla doktorantów i asystentów jest mierna. To fakt. Ale dlaczego mało kto wspomni, że różowe życie doktorów za Oceanem zaczyna się od spłaty kredytu za studia. I to nie są polskie kredyty studenckie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dr Re: A co to ma do rzeczy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.08, 10:48 Moich znajomych doktorów zza Atlantyku jakoś mimo spłat kredytów stać i na wynajęcie lub kupno domu, i na żonę, i na dziecko, i na jakiś przyzwoity używany samochód, i nawet na skromne wakacje. Z samej pensji. Owszem, do końca życia będą zaciągać kredyty na kolejne zakupy czy edukację dziecka, ale tam już jest taki obyczaj. Mnie bez kredytów, ale też bez dorabiania na prawo i lewo, nie byłoby stać na nic z tej "prozy życia". Nie wiem, czy byłoby mnie stać na wyżywienie i opłaty do końca miesiąca. Przepraszam, ale mimo wszystko uważam, ze bezcelowe jest porównywanie naszego systemu do systemu w USA. Co z tego, że tam większość pieniędzy na naukę idzie z firm prywatnych i wielkich koncernów? U nas przemysł czy sektor usług nie jest w stanie wysupłać takich środków. Często nie ma nawet środków na bieżące inwestycje. Poza tym tam naród bogatszy i mentalność inna - nam żaden milioner nie fundnie stypendiów dla zdolnych naukowców czy nowej biblioteki, przez sentyment, że kiedyś tu studiował... Nie jesteśmy w stanie tego zmienić, taka specyfika rynku i tyle. Tak jak w większości krajów Europy, polskie szkolnictwo wyższe opiera się na środkach publicznych. Tyle, że środków tych jest mniej, są one głupio zagospodarowane, a młodzi naukowcy są w tym systemie pokrzywdzeni. Nie oni jedni, ale to przez ich wyjazdy za chlebem, przechodzenie do sektora prywatnego, zgorzknienie i chałtury system się za te kilkanaście lat posypie. Odpowiedz Link Zgłoś
krajka222 Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczony 13.03.08, 10:48 Profesor powiedział: Wiele zależy od nas samych, starszej kadry naukowej. Nie można tylko narzekać na brak pieniędzy i etatów, czekając na to, co da rektor i dziekan. Trzeba być aktywnym, unijne programy dają szansę na zdobycie atrakcyjnych grantów. Oczywiście, to wymaga dużo wysiłku Ale jak od naszej kadry wymagać wysiłku, skro większość z niej nie zna angielskiego ani innego języka obcego i nosa nie wychylają poza uczelniane mury? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Herbowa Re: Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczo IP: *.lanet.net.pl 13.03.08, 14:07 Zgadza się, nie umieją się posługiwać nie tylko językiem obcym ale też komputerem , więc nowoczesne techniki też z głowy. A Rektorzy tylko snuja smętne historie powojenne, pierwsi osadnicy....Młodzi ludzie nie liczą się dla władz uczelni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczony IP: *.219.146.194.generacja.pl 13.03.08, 13:14 A ja uważam, że cały ten system studiów doktoranckich to jakas pomyłka. Dziś doktorant to takie nie wiadomo co: ani student, ani pracownik. Nawet jak ktoś dostaje te głodowe 1000 zl (1100 to dopiero na IV roku), to i tak nie ma ubezpieczenia emerytalnego, a zatrudnić się na pełny etat mu nie wolno (byłoby to zresztą kłopotliwe ze wzgledu na koniecznośc prowadzenia zajęć). Lepsza byłaby asystentura. Odpowiedz Link Zgłoś
bahar45 Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczony 13.03.08, 16:38 Znam naszych doktorantow z PHD na poziomie O Level z Papua New Guinea . Na zachodzie firmy juz podczas studiow sa w kontakcie z najlepszymi uniwersytami i podpisuja z nimi umowy . Jezeli czlowiek sie sprawdzi to jego zatrzymuja a jezeli nie to do widzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jot Re: Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.08, 07:01 Ale nasze firmy i instytucje jeszcze długo nie będą "w kontakcie z najlepszymi uniwersytetami" i nic na to nie poradzimy - nie od nas to zależy. Wiele natomiast zależy od dyrektorów instytutów, którzy powinni zabiegać o studentów i granty. Instytuty i kierunki bez studentów i grantów, bez dochodów własnych - po prostu nie maja racji bytu. Przepis senacki na Uniwersytecie dopuszcza aneksy w wysokości 120% górnych widełek, co nawet w wypadku adiunktów daje ponad 10 tysięcy. Do tego mogą dojść zarobki z grantów i dobrze opłacanych godzin ponadwymiarowych. Znam instytuty gdzie adiunkci dociągają do 10 tysięcy. Ale trzeba się postarać o tzw. "dochody własne" w instytucie czy na kierunku. Pensje są jednak rzeczywiście katastrofalnie niskie i nie wszyscy prowadzą modne kierunki. Odpowiedz Link Zgłoś
beretelwi Re: Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczo 14.03.08, 16:51 to tylko tyle co pokazało google? to śmieszne jak na Dziekana Wydziału chyba, że google nie pokazuje wszystkiego ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość dr Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczony IP: *.eranet.pl 14.03.08, 16:59 Trochę sie tu chyba pogubiliście w tych dyskusjach. Porównywanie polskich i zachodnich standardów badań naukowych czy funkcjonowania uczelni nie ma sensu. Niby jedne i drugie to uczelnie wyższe, ale ... To tak jakby ktoś porównał Odrę Wodzisław z Arsenalem Londyn. Jedno i drugie to piłka nożna. Z Panem Fałtynowiczem zgadzam się z pewnością w jednym. Wiele zależy od "starej" kadry. Więcej pieniędzy zapewnić wprawdzie nie mogą, ale mogą dać zwyczajnie "oddychać". Toż to towarzystwo w większości spod znaku "wicie rozumicie". Układy, wódeczka i poklepywanie po ramionach. Spójrzcie na strony www instytutów na UWr. Nazwiska młodych doktorów w większości pokrywają się z nazwiskami profesorów. A komu Uniwersytet wydaje książki? Jednym i tym samym ludziom. Nieistotne, że większość z nich jest zwyczajnie nudna. Ważne, aby "swojak" miał co wpisać w cv. Czy to przypadek? Chyba komentarz zbędny. Nikt spoza obśmiewanego tak często "układu" dostać się tam nie może. Pomimo wielu narzekań nikt też jakoś nie bardzo chce stamtąd uciec. Owszem, niewiele się zarabia, ale i niewiele robi. Chałturka w prywatnej szkole i miesięcznie 5-6 tysiączków wpływa. Do tego wakacje, ferie, jakaś dodatkowa kaska na "badania". Cóż więcej trzeba? Mam wrażenie, że profesura na UWr. i nie tylko jest zwyczajnie niereformowalna. Wszelkie zmiany na uczelniach wyższych powinno zacząć sie od niej właśnie. Zdaniem towarzystwa w gronostajach konkurencja jest dobra, ale nie u nich. Sprzyja to ogólnej miernocie i marazmowi. Niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jot Re: do gościa doktora IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.08, 17:27 Nie dostałeś etatu? Współczuję. Ale jeszcze są inne konkursy. Nie załamuj się. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
marketa0 Re: Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczo 14.03.08, 17:12 ech tam wiesiaczek faltynowiaczek. On jest nędzny. Nikt kto myśli rozsądnie nie chodzi do niego. Dla myślących rzetelnie zdanie dziekana WNB UWr jest niczym. Niech też dyr. IBR - Grażyna Kłobus weźmie pod uwagę, że dopisywanie się jako autor do artykułów swoich pracowników to jest to skandal. Niech Ta .....dyr. weźmie pod uwagę, że jest niczym tak samo jak i pseudoprofesor Kosina. Temu z kolei wystarczy wywiesić na tablicy w instytucie swoje jakieś pseudoosiągnięcia i jest szczęśliwy. Oni wszyscy uwielbiają media. Uwielbiają brylować wtedy. Odpowiedz Link Zgłoś
beretelwi Re: Wiesław Fałtynowicz: Nie samą nauką żyje uczo 14.03.08, 18:18 fałtynowicz jest nędznym udawaczem. On twierdzi, że jest kimś wielkim a jest nikim- jest kimś kto wpisuje oceny do indeksów i na więcej go nie stać. Odpowiedz Link Zgłoś