krystianwro
10.09.03, 12:08
Rewolucja w tramwajach - planuje miasto
Jakimi tramwajami jeździmy najczęściej, chcą wiedzieć w Ratuszu. A gdy się
dowiedzą, zaczną zmieniać ich trasy tak, żeby wreszcie przestały kursować
stadami!
Czy potrzebny jest tramwaj do Tarchomina? Czy powinna powstać linia z
Nowego Bemowa do ul. Broniewskiego? A może czwórka znów będzie skręcać na
Pragę? Odpowiedzi na te pytania ma przynieść opracowanie (warte 200-300
tys. zł), które wczoraj zamówiło miejskie biuro komunikacji. Lada dzień do
ratusza zaczną wpływać oferty wykonania projektu "zmian marszrutyzacji"
linii tramwajowych. Co to takiego? Adam Kotuszewski, odpowiedzialny za
konkurs: - Ta skomplikowana nazwa oznacza po prostu korekty tras.
Dowiedzieliśmy się, że miasto jeszcze w tym roku (do 5 grudnia) chce mieć
w ręku analizę częstotliwości kursowania warszawskich tramwajów. Zbadane
zostanie: którędy, skąd i dokąd najczęściej jeździmy; pomiędzy jakimi
dzielnicami ruch jest największy; gdzie wśród pasażerów przeważają
uczniowie i studenci, gdzie klienci wielkich centrów handlowych, a gdzie
pacjenci szpitali i ludzie starsi; w jakim miejscu brakuje połączeń
tramwajowych.
Zbliżenia nie wystarczą
W rezultacie sieć tramwajową czeka rewolucja podobna do tej, jaka dwa lata
temu przetoczyła się przez Łódź. Na pewno zniknie kilka linii (te, które w
badaniu okażą się słabo wykorzystane), część tras zostanie skrócona,
zapewne pojawią się zupełnie nowe połączenia. Zmienią się też
częstotliwości kursowania. - Nie będzie już takiego przypadku, że na
przystanek przyjeżdża kilka tramwajów w tym samym czasie, a potem przez
kwadrans żaden - zapewnia Adam Kotuszewski.
Pierwsze zmiany będą widoczne w mieście prawdopodobnie jeszcze w styczniu.
Jednak największej korekty tras należy się spodziewać w kolejne wakacje.
- Nie wiemy jeszcze, jakie linie znikną - uspokajał wczoraj Grzegorz
Dziemieszczyk z Zarządu Transportu Miejskiego. - Mamy też własne analizy.
Opierają się one na tym, ile razy pasażerowie zbliżali do kasowników karty
miejskie. Nie są one jednak ani kompletne, ani miarodajne.
Z ustaleń "Gazety" wynika, że najwięcej uwag, jakie wpływają do ZTM,
dotyczy linii 4 (ludzie chcą jej powrotu na Pragę), 33 (notorycznie się
spóźnia) i 36 (zamiast na Ochotę powinna znowu kursować na Mokotów).
Rada na przesiadki
Robert Człapiński, warszawski motorniczy, choć pomysł miasta uważa za
trafiony, wskazuje też jego wady: - Może wyjść, że wiele tras jest
niepotrzebnych. W rezultacie zostanie zlikwidowane np: połączenie z Huty
na Gocławek linią nr 6. Pasażerowie będą się musieli przesiadać i więcej
płacić za bilet.
Jednak stojący wczoraj na przystanku przy ul. Puławskiej Jerzy Kosmal nie
miał wątpliwości: - Od tego mam miesięczny. Jeśli zrobiliby coś, żeby
tramwaje nie przyjeżdżały "stadami" zamiast co kilka minut po kolei, będę
się tylko cieszyć.
A czy ZDiK nie planuje zrobić projektu "zmian marszrutyzacji" na wzór
Warszawy. Może dzieki temu okazałoby się między innymi, że tramwaje na
Szewskiej to rzecz święta dla Wrocławian ???