wilk-miejski
12.08.09, 21:52
Wiadomo, był ktoś i nie ma. Nie chodzi nawet o to, jak i dlaczego, ale co z niego zostało. A nawet konkretnie: dlaczego służby takie siakie i owakie zostawiły fragmenty roztrzaskanego ciała (można dokładnie zobaczyć sobie tkankę szarą na bruku) w jednym z najczęściej uczęszczanych miejsc we Wrocławiu? Posypali piachem i pojechali... Wracając z pobliskiej kawiarni widziałem, jak piesek pewnej panny wesoło zlizuje zaznaczone kredą kawałki. Ona, oczywiście nieświadoma tego co się stało (podobnie jak całująca się para opodal, stojąca dokładnie w środku kopczyka piachu) pozwoliła mu dokończyć i poszła w swoją stronę.
Pytanie w pustkę: nie dało się tego wszystkiego posprzątać lub ogrodzić do czasu uprzątnięcia? Po co było zaznaczać kawałki mózgu i zostawiać je bez opieki, skoro psów na rynku jest pod dostatkiem?
Ot, nasza wrocławska groteska.