01.03.09, 08:13
mateusz.pl/czytania/2009/20090301.htm
"Całkiem nie tak dawno – w niedzielę 23 stycznia – rozważaliśmy tę ewangelię,
ale w zupełnie innym kontekście: wypełnienia się czasu obietnicy Bożej i
przyjścia Królestwa Bożego w Osobie Jezusa Chrystusa. Dziś chcemy bardziej
podkreślić kwestię naszego przygotowania się na podjęcie zadań, które kreśli
przed nami Chrystus. Tym przygotowaniem jest przeżycie Wielkiego Postu, a
najpilniejszym zadaniem wielkopostnym – nasze nawrócenie.

Wielki Post kojarzy się nam z pokutą i jej przejawami: popiołem, Gorzkimi
Żalami, Drogą Krzyżową, rekolekcjami, spowiedzią. I słusznie: w ten bowiem
sposób Kościół nas mobilizuje i pomaga nam w nawróceniu. Nawrócenie jednak
najczęściej rozumiemy tylko jako jednorazową zmianę swego postępowania – na
przykład z okazji Wielkiego Postu, spowiedzi św. czy rekolekcji. A więc w
naszej świadomości pokuta i nawrócenie są na ogół ściśle powiązane przypisane
do jakiejś okazji czy okresu czasu – są czymś na wzór „czynów społecznych”,
podejmowanych ongiś dla uczczenia kolejnej rocznicy rewolucji czy 1 Maja.

Otóż jest to rozumienie trochę mylące, wynikające z akcyjnego i odświętnego
charakteru polskiego duszpasterstwa i religijności: jest Wielki Post, więc
trzeba coś zrobić, postanowić, np. że nie będzie się paliło czy piło. Byle do
Wielkanocy, ale gdy tylko wróci się z Rezurekcji, natychmiast wracają stare
nawyki, a wielkopostną abstynencję nadrabia się z nawiązką. Nie o takie
rozumienie pokuty, postu i nawrócenia chodziło Jezusowi w Ewangelii.

Tekst grecki używa w tym miejscu terminu: metanoia, czyli dogłębna, wewnętrzna
przemiana, a raczej nieustający proces przemiany. Oj, trudno nam będzie takie
pojmowanie nawrócenia zaakceptować i realizować. Nic bowiem nie sprawia nam
takich trudności jak systematyczność i wytrwałość w jakimś działaniu. Gdy
trzeba się sprężyć i zdobyć na chwilę heroizmu, walki, poświęcenia – wtedy
jesteśmy niezawodni. Ale gdy coś ma trwać całe lata, gdy powinno przebiegać
zgodnie z jakimś planem i gdy co gorsza, nie ma przynieść natychmiastowych,
wymiernych rezultatów – oj, jak trudno jest nam się wtedy zmobilizować! Szybko
tłumaczymy się, że to nie ma sensu, nic nie daje, tylko męczy człowieka
niepotrzebnie. No może jakoś jeszcze dotrwamy w wyrzeczeniach do wyznaczonego
terminu, ale zaraz potem zwalamy ciążący nam balast postanowień i wracamy do
starego. To z nawróceniem nie ma nic wspólnego, raczej jest to chwilowe
„odwrócenie”.

Otóż Wielki Post nie powinien być taką czterdziestodniową akcją udowodnienia,
że „stać nas”. Bo co z tego, skoro nie pociągnie to za sobą trwalszych
skutków, skoro wszystko szybko wróci do dawnej „normy”? Jezus miał na myśli co
innego. I dlatego związał nawrócenie nie z uczynkami pokutnymi lecz z wiarą. W
uczynkach pokutnych przodowali faryzeusze, ale tylko po to, by stworzyć wokół
siebie parawan pozorów pobożności. A komu to potrzebne?

Jezus chciał czegoś innego: chciał, byśmy uwierzyli w miłość Boga i z pokorą
ją przyjęli. Bo tylko miłość jest siłą zdolną zmobilizować człowieka do
ciągłego wysiłku dorastania do miary swojej godności. Wtedy nawrócenie nie
będzie jednorazową akcją lecz wytrwałym procesem. Motywacją do wytrwałości i
źródłem siły będzie wtedy wiara, czyli świadomość, że Bóg mnie kocha i czuwa
nade mną, że z Nim jestem bezpieczny, że nie muszę się niczym wykazywać,
niczego udowadniać, że nie muszę Go „przekupywać” ani mamić swoimi postami i
pokutą. Natomiast powinienem patrzeć, w czym nie dorastam do swego powołania,
czego mi brakuje, czego oczekuje ode mnie Bóg i w jaki sposób mogę wyrazić
swoją miłość i zaufanie do Niego. Na to On naprawdę czeka, a moje możliwości w
tym względzie nigdy się nie wyczerpią."

Ks. Mariusz Pohl
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka