cze67
05.03.03, 13:25
Chodzi mi o wykonawcow/zespoly, ktore pozostawily po sobie niedosyt. Nagraly
tylko jedna, dwie, gora trzy plyty, a chcialoby sie wiecej. A zapowiadalo sie
ze nastepne tez bylyby sliczne.
Chodzi tez o grupy, ktore rozstaly sie ze swietnymi muzykami po nagraniu
jednej, dwoch plyt. A, wedlug mnie, mogliby zdzialac w takim skladzie wiecej.
My Bloody Valentine - co za kapela!, ich ostatnia plyta Lovelles - to
arcydzielo. Poprzedna, ktora znam (bo wydali chyba trzy) tez przepiekna.
Szkoda, ze ich juz nie ma.
Janes Adiction - tez trzy plyty, wszystkie znakomite.
Genesis z Rayem Willsonem - tu poprze mnie zapewne vulture, mogliby chociaz
jedna jeszcze plyte w tym skladzie nagrac. Nie obrazilbym sie.
Yes z Morazem. W tej chwili Relayer to moja ulubiona plyta tego zespolu.
Szkoda, ze sie rozstali.