Dodaj do ulubionych

Doktoranci i publikowanie

15.10.14, 10:04
Przeczytałem posta flamengisty i znowu zobaczyłem informacje o doktorantach i papierze toaletowym. No i zadałem sobie pytanie, na jakim poziomie system to wspiera, oraz czy najlepsi spośród młodych są tym skażeni. Właśnie buszuje po stronie NCN z wynikami preludium i próbuję znaleźć ilość publikacji poszczególnych laureatów.

Jadę sobie po SH2 i
Agnieszka Dauksza 10 ale to tylko wybrane www.antropologia.polonistyka.uj.edu.pl/agnieszka-dauksza

Michalina Edyta Kmiecik nie znalazłem informacji

Radosław Wójtowicz nie znalazłem informacji

Joanna Barska 1 książka 7 artykułów uw.academia.edu/JoannaBarska

Rozalia Małgorzata Wojkiewicz według strony domowej publikacji brak www.staff.amu.edu.pl/~pozlit/rozalia_wojkiewicz_publikacje.html

Anna Barbara Gumkowska nie znalazłem danych

Lidia Grzybowska nie znalazłem danych

Paweł Maria Bem 3 ale tylko wybrane ibl.waw.pl/pl/o-instytucie/pracownicy/bem-pawel

Joanna Jopek nie znalazłem strony

Dobra nie chwilowo nie chce mi się dalej przeglądać, tam gdzie nie znalazłem strony, to znaczy, że nie znalazłem na pierwszej stronie wyników google, dla zapytanie imię nazwisko + jednostka (jednostki da się zidentyfikować po USOS).

Ale, nie w tej w miarę losowej próbce nie znalazłem osoby, która chwaliłaby się 10 publikacjami rocznie...

Jak to więc jest z tym publikowaniem papieru toaletowego i tym kto zostanie na uczelni, no bo wydaje mi się, że jednak tymi co dostają granty uczelnie nie pogardzają...
Obserwuj wątek
    • flamengista chwila 15.10.14, 11:03
      jednak wśród realizatorów grantów z NCN nie szukałbym producentów makulatury naukowej. Owszem, jacyś zawsze się trafią (nobody is perfect) ale sam system recenzji wyklucza na wstępie większość odtwórczych, bezsensownych badań sprowadzających się do żenującej próby eksploracji lub marnej przeglądówki.

      Co więcej, ludzie ci dostali upragniony grant i powinni być trochę zwolnieni z presji masowego publikowania, bo stypendium doktoranckie i tak mają zapewnione (plus wypłaty z grantu).

      Mi chodziło raczej o typowego doktoranta: skoro podany przeze mnie wyjątkowo zdolny doktorant miał taki "urobek", bo w przypadku przeciętnych jednostek produkcja makulatury musi być zatrważająca.

      Największą plagą są pokonferencyjniaki. Moim zdaniem należy je całkowicie zlikwidować na parę lat - tzn. nie przyznawać za nie żadnych punktów. To jest totalna patologia. Likwidacja pokonferencyjniaków wymusiłaby nadsyłanie artykułów do krajowych czasopism, których redakcje miałyby z czego wybierać.

      Dodatkowo warto się zastanowić nad przyznawaniem punktów w ocenie okresowej za recenzje naukowe dla czasopism, bo teraz praktycznie nikomu się to nie opłaca.
      • piotrek-256 Re: chwila 15.10.14, 11:18
        No ja rozumiem, że przeciętny doktorant produkuje, ale ci przeciętni nie zostaną na uczelniach, bo ile osób rocznie jest wstanie wchłonąć polska nauka w dobie zapaści demograficznej. Mimo wszystko wierzę, że ci co mają granty jednak zostaną, bo wydziały też liczą pieniądze.
        • flamengista ale psują system 15.10.14, 15:40
          jeśli idzie przykład z góry, że promowana jest ilość publikacji, a nie jakość - to wszyscy będą produkować więcej, kosztem jakości. Nawet wymienieni przez ciebie doktoranci mogą czuć się zagrożeni naporem słabszych, ale bardziej "produktywnych". I dla świętego spokoju oprócz 2 lepszych artykułów w roku wyprodukować 4-5 bardziej przeciętnych.

          I robi się nieszczęście, bo doktoranci zamiast czytać pisują na potęgę.
          • charioteer1 Re: ale psują system 15.10.14, 21:28
            Studia doktoranckie demoralizuja strasznie. Ludzie, ktorzy pracuja i sami placa za swoj doktorat, robia doktoraty szybciej. Doktoranci dzienni sa tak zajeci dzialalnoscia pozorujaca nauke, ze na doktorat nie starcza czasu.
            • chilly Re: ale psują system 23.10.14, 08:59
              Taka mnie naszła refleksja (wyspany jestem, po śniadanku...): czy można psuć zepsute?
              • dobrycy Re: ale psują system 23.10.14, 10:02
                Alf (taki kosmaty bohater jednego z filmów) twierdził, że nie można zepsuć czegoś co już jest zepsute.


                chilly napisał:

                > Taka mnie naszła refleksja (wyspany jestem, po śniadanku...): czy można psuć ze
                > psute?
      • nieopierzony Re: chwila 15.10.14, 12:02
        Proszę się nie martwić o pokonferencyjniaki. Doktoranci są najbardziej plastyczni i publikują tam gdzie się bardziej "opłaca". Odkąd zmienił się regulamin przyznawania stypendiów na UJ w zasadzie z roku na rok liczba takich publikacji spadła. Osoby, które mają coś napisanego - nawet na konferencję, wolą to wysłać do czasopisma niż publikować w pokonferencyjnym tomie. Czasami powstają "numery specjalne" czasopism z takimi wystąpieniami.
        • flamengista tego się właśnie obawiam 15.10.14, 15:47
          że czasopisma mające problem z tekstami stają się krypto-konferencyjniakami, przyjmującymi jak leci produkt marnej jakości.

          Mi chodzi o artykuły podlegające normalnemu, cywilizowanemu procesowi recenzyjnemu. W mojej działce różnie z tym bywa. Ponieważ obszar badawczy bardzo popularny, mamy wysyp doktorantów. Na ogół ich teksty pomijają kwerendę krajową i ograniczają się do pobieżnej kwerendy zagranicznej. Dzięki czemu są zupełnie bezwartościowe. To już zjawisko powszechne. Pytanie, jakim cudem to przechodzi do druku?

          Niedawno trafił mi do recenzji tekst, złożony do solidnego czasopisma polskiego z listy B (8 pkt, zacna uczelnia). To, że trafił do recenzji jest już przesadą, bo nadawał się wyłącznie do desk rejection. Brak teorii, brak kwerendy, brak logicznego porządku - brak wszystkiego.
          • larry4 Re: tego się właśnie obawiam 16.10.14, 09:53
            Zdziwiłem się czytając, że solidne polskie czasopismo jest na liście B i ma 8 punktów. Dla mnie wszystko, co jest na liście B jest po prostu 'be" W mojej działce koniecznością jest publikowanie tylko w czasopismach z listy A. Jaki sens ma wypuszczanie [zakładam bardzo sensownego artykułu, prezentującego ciekawe badania, z elementami nowości naukowej, itp.itd] do czasopisma B dajmy na to za 5 pkt.?
            • dala.tata Re: tego się właśnie obawiam 16.10.14, 10:14
              Bo jakosc sama sie obroni, a na dodatek przeciwstawiamy sie dominacji dominatorow. :)
            • piotrek-256 Re: tego się właśnie obawiam 16.10.14, 12:01
              Bo artykuł jest specjalistyczny i idealnie pasuje do słabszego czasopisma. Ci co mają go przeczytać go przeczytają i z głowy.

              A do czasopisma z listy A może by się dostał, a może nie, może trzeba by go przerabiać i wysyłać do następnego, wszak recenzenci nie są nieomylni i mogą nie docenić. Więc zamiast męczyć się z wygładzaniem tekstu pogłębianiem wywodów nad tym jakie to jest ważne i czemu ta praca uczyni świat lepszym miejscem, możesz zająć się innymi badaniami.

              Ostatnio wkurzyłem się strasznie, bo dostałem do zrecenzowania pracę na dobrą ogólną konferencję. Praca zawierała obserwację, nawet ciekawą z pewnego praktycznego punktu widzenia, taką wziąć dać komuś do wdrożenia i zapomnieć. Z szerszego punktu widzenia, obserwacja na poziomie wykorzystania podstawowej techniki uczonej na 2 roku studiów w szczególnym przypadku. Autorzy sensowni, sporo dobrych publikacji, stałe pozycje na uczelniach z pierwszej 50 rankingu światowego, ogólnie doświadczeni naukowcy, ale zamiast wysłać ten wynik na jakąś małą konferencję dla ludzi, którzy zajmują się wąską tematyką wokół tego problemu, to pchają ją na duży międzynarodowy event jakby to było wielkie odkrycie.
              Trochę zakręcić przy opisie, żeby wydawało się, że to jest bardziej skomplikowane niż jest i może przejdzie, może recenzenci przelecą pracę szybko, popatrzą na rysunki, autorów i jest "dobra publikacja". A to, że robią śmietnik, że ci co powinni ją przeczytać, mają mniejsze szanse do niej zajrzeć, że recenzenci tracą czas próbując z kwiecistego wywodu zrozumieć co oni naprawdę zrobili, to ich nie obchodzi.

              Zero krytycznego spojrzenia na swoje dzieło, wszystko jak leci wysyłajmy do Science albo Nature tak długo, aż nie wejdzie, bo nie ma sensu publikowanie gdzie indziej.
            • nieopierzony Re: tego się właśnie obawiam 16.10.14, 12:45
              W prawie najlepsze czasopismo - Państwo i Prawo ma 6 punktów i jest oczywiście na liście B.
            • adept44_ltd Re: tego się właśnie obawiam 16.10.14, 12:47
              choćby taki, że w pewnych dyscyplinach nie ma czasopism z listy A (co pokazuje nonsensowność reguł tych list, nb. pismo, którego tytuł się tu pojawił jest w indeksie Thompsona Reutersa, w humanistycznym odpowiedniku JCR, a jest na liście B...).
            • larry4 Re: tego się właśnie obawiam 17.10.14, 00:07
              Widocznie nie dostrzegam jeszcze skomplikowanych reguł publikowania. Wyraziłem swój pogląd z punktu widzenia nauk technicznych, gdzie jak wnoszę liczy się A. Chodzi o większy sumaryczny IF oraz większą ilość punktów [ja tego systemu nie wymyśliłem], a także wzrostową tendencję H, aniżeli gdybym publikował w B. Fakt, opublikowałem 2 prace w B, ale to były długie przeglądówki, które machnąłem "przy okazji" robienia kwerendy. To były solidne opracowania, ale warte tylko 2 x 5 pkt. [i tu znów uwaga jw.]. reprezentuje pokolenie, któremu wtłoczono do głowy IF, H oraz pkt. jako miary postępu naukowego oraz sposobu zmierzenia ilościowego tego postępu. Jak będę publikował w B, choćby najlepsze artykuły, to po mnie...
          • akuku5 Re: tego się właśnie obawiam 17.10.14, 00:11
            Co żeście się tak uwzięli na te pokonferencyjniaki? W mojej dziedzinie akurat prace pokonferencyjne były dobre i bardzo dobre. Były recenzje, słabe teksty nie wchodziły, a te co się ukazały, często uchodzą za ważne (czasami przełomowe), są cytowane itd. Niektóre tomy z konferencji sprzed np. dziesięciu to dzisiaj białe kruki.
            • nullified Re: tego się właśnie obawiam 17.10.14, 14:49
              akuku5 napisał:

              > Co żeście się tak uwzięli na te pokonferencyjniaki? W mojej dziedzinie akurat p
              > race pokonferencyjne były dobre i bardzo dobre. Były recenzje, słabe teksty nie
              > wchodziły, a te co się ukazały, często uchodzą za ważne (czasami przełomowe),
              > są cytowane itd. Niektóre tomy z konferencji sprzed np. dziesięciu to dzisiaj b
              > iałe kruki.

              E Ty! siuedź cicho po Cię policja szariatowa... emmm publikacyjna zaraz wyprostuje!
            • dala.tata Re: tego się właśnie obawiam 17.10.14, 15:53
              bo pokonferencyjniaki nie licza sie nigdzie poza, z tego, co czesto slysze, informatyki. podobno ona sie rozwija tak szybko, ze czasopisma nie nadazaja. jednak nawet w informatyce w brytyjskiej REF informatycy wola przedstawiac artykuly w dobrych czasopismach, a nie rozdzialy pokonferencyjne.
              • akuku5 Re: tego się właśnie obawiam 17.10.14, 17:00
                Ja bym jednak uważał z tymi wielkimi kwantyfikatorami. Mam trochę znajomych po uczelniach z szanghajskiego top 50, prowadziliśmy długie nocne akademików rozmowy i dla nich jednak najważniejsze jest wydanie książki. Oczywiście w prestiżowym wydawnictwie, najlepiej OUP czy CUP czy jakoś tak, ale jednak książka - nie artykuł. Czyli coś, co w polskim systemie traktowane jest trochę po macoszemu. Ostatnio dawałem też swój artykuł do zagranicznego tomu pokonferencyjnego i obok mnie widniały tam wielkie nazwiska (naprawdę wielkie) i nikogo to najwyraźniej w zęby nie kłuło, że za mało prestiżowe i poniżej jego poziomu. W ogóle, oni w tym Świecie tak się chyba punktami tak nie przejmują, dorobek oceniany jest chyba bardziej jakościowo niż ilościowo. Mają publikacje zarówno za "MNiSW-owskie" 50 pkt jak i artykuły w zbiorówkach, które polscy reformatorzy skwitowaliby pogardliwym prychnięciem.
                Konkludując: różne dyscypliny i subdyscypliny mają własne systemy i tradycje. Inne u ciebie, inne u mnie. I chyba nie ma potrzeby, żeby to ujednolicać, bo nauka różnorodnością stoi.
                • dala.tata Re: tego się właśnie obawiam 17.10.14, 18:30
                  Z ta jakosciowoscia oceny to sa fajne mity. Naprawde nikt nie bedzie ocenial jakosci w przyslowiowym Nature.Codo ksiazek, ndal sa pisane w spolhumach, jednak w parametryzacji sa traktowane na rowni z artykulami.

                  A ze sa wielkie nazwiska w pokinferencyjniakach? No to co? Przeciez to zaden wstyd, one sie tylko do niczego nie licza.
                  • charioteer1 Re: tego się właśnie obawiam 17.10.14, 23:12
                    Jezeli to naprawde top 50 w ARWU, to kolega musi byc z bardzo scislej humanistyki.
    • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 15.10.14, 11:26
      zagladnalem do dwoch i przynajmniej jedna osoba miala calkiem niezle publikacje. Teksty Drugie to bardzo dobre czasopismo.
    • nieopierzony Re: Doktoranci i publikowanie 15.10.14, 11:59
      W recenzjach jakie dostałem do grantu w zasadzie wszystkie punkty oceny analizowano przez pryzmat dotychczasowego dorobku.

      W HS5 wszystkie osoby jakie znam i dostały grant mają ponad 10 publikacji.

      • flamengista no ale jakie są te publikacje 15.10.14, 15:48
        bo jeśli z tych ponad 10 przynajmniej połowa to solidny poziom z listy B, to nie jest powód do niepokoju. Gorzej, gdy mamy wysyp marnych tekstów publikowanych byle gdzie i byle jak.
        • nieopierzony Re: no ale jakie są te publikacje 15.10.14, 19:48
          To może z tym publikowaniem "byle gdzie i masowo" to jest jakaś bujda powtarzana przez wszystkich ale nieprawdziwa? Proszę podesłać jakieś linki. Z moich doświadczeń, publikują w marnych miejscach raczej osoby, które nie mają zbyt wielu publikacji.
          • adept44_ltd Re: no ale jakie są te publikacje 15.10.14, 19:52
            raczej nie jest to lipa, ale weź pod uwagę, że tu są linki do osób, które dostały grant, a w NCN - zwłaszcza zresztą w Preludium, gdzie ilość dość rzadko wchodzi w grę - liczy się miejsc publikowania...; co do reszty - widziałem wPreludium wniosek z 40 "publikacjami": internet plus niewiadomogdzie..., nie przeszło
            • dala.tata Re: no ale jakie są te publikacje 15.10.14, 20:13
              Podejrzewam ze troche idealizujesz, ale tak wlasnie powinno byc.
            • piotrek-256 Re: no ale jakie są te publikacje 15.10.14, 20:14
              Adepcie mnie chodzi o to, że ci którzy mają szanse zostać na uczelniach to właśnie ci co mają granty. Reszta zrobi albo nie zrobi papierek jak Pan Goliszewski i pójdzie do rad nadzorczych czy innych polityk.
              Młodzi, którzy zostaną na uczelniach nie mają zakodowane, że liczą się kilogramy publikacji, więc ten papier toaletowy produkowany przez ogólną masę doktorantów nie jest jakiś bardzo szkodliwy, bo o niczym istotnym nie decyduje i nikt tego nie czyta.
              • podworkowy Re: no ale jakie są te publikacje 15.10.14, 20:41
                I wish it were true.... Tyrania liczby funkcjonuje w najlepsze.
                To bodaj dala zwrócił uwagę na ciekawą rzecz z blogu prof-ped-a. Otóż onże, opisując habilitacje i profesury, nigdy nie pisze, ze Iksiński postawił i obronił taką a taką tezę, skutecznie podważył taki a taki dogmat, wyczerpująco opisał taki a taki problem. I to samo funkcjonuje przy konkursach na stanowiska. Komisja konkursowa nigdy nie mówi: "Wybieramy Nowaka, bo zrobił coś ważnego". Nie, wybierze Kowalskiego, bo ten ma 17 publikacji, a rywale mają mniej.
                P.S. Mówimy oczywiście o przypadkach konkursów nieustawionych (czyli trochę o jednorożcach)
                • flamengista zdobywcy grantów 15.10.14, 21:06
                  są na ogół tak dobrzy, że z łatwością mogą dostać pracę w zachodnim ośrodku badawczym i często tam trafiają po doktoracie. W dodatku jeśli byli zbyt niezależni, mogą być zagrożeniem dla GTW, więc nie zawsze dostają etat.

                  W dodatku mowa o nielicznej elicie - współczynnik sukcesu to 10-15%, w dodatku w niektórych działkach jeszcze mniej. Chodzi natomiast o szarą masę, z której - przez jej masowość właśnie - siłą rozpędu rekrutować się będą (i już rekrutują) przyszli asystenci i adiunkci. Ci młodzi ludzie chorują na pęd publikacyjny, przez co za mało czytają i nie doskonalą warsztatu badawczego.

                  Chodzi właśnie o poprawienie ogólnego poziomu doktorantów, tak samo jak ogólnego poziomu polskiej nauki. Bo wybitni zawsze "jakoś" sobie radzą: albo walczą z wiatrakami na miejscu, albo emigrują. Natomiast przeciętni będą przez 40 lat produkować w dalszym ciągu makulaturę. Gdyby był nacisk na jakość, produkowali by jej mniej, być może częściowo zrezygnowaliby z pracy w nauce, a ci najbardziej pracowici od czasu do czasu wyprodukowaliby coś lepszego.
                  • piotrek-256 Re: zdobywcy grantów 15.10.14, 21:33
                    > W dodatku mowa o nielicznej elicie - współczynnik sukcesu to 10-15%, w dodatku
                    > w niektórych działkach jeszcze mniej. Chodzi natomiast o szarą masę, z której -
                    > przez jej masowość właśnie - siłą rozpędu rekrutować się będą (i już rekrutują
                    > ) przyszli asystenci i adiunkci.

                    Ile ludzi po doktracie zostaje u ciebie na wydziale? Pamiętaj, że niż się pogłębia...
                    Zatrudnianie adiunktów tuzinami się skończyło.

                    Część wyemigruje, jasne ale sporo z nich zostanie, złapanie pozycji na zachodzie wcale nie jest takie łatwe. Postdoc spoko, ale wyżej ciężko wskoczyć. Kryzys...
                  • nieopierzony Re: zdobywcy grantów 15.10.14, 23:53
                    Liczba osób dostających granty w skali kraju jest mała, ale niektóre wydziały skupiają większość grantobiorców - co nie przekłada się na etat. W każdym konkursie na kilkanaście przyznanych preludiów z HS5 jest co najmniej kilka osób z WPiA UJ. To się robi nawet kilkadziesiąt osób z grantami od początku istnienia konkursu (6 edycja rozstrzygnięta). Nie każda z tych osób, które dostały grant uzyska etat. Co więcej, pierwsze edycje są już rozliczone i osoby po doktoracie nie znalazły zatrudnienia na UJ. Nowych etatów jest mniej niż ludzi z lub po grancie.

                    Tylko w mojej katedrze było łącznie 6 grantów Preludium.
                    • piotrek-256 Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 00:21
                      Niech walczą o Sonate i desantują się do mniejszych ośrodków. Bratanek dziekana czy 300 tyś zł oto jest pytanie, no i jeszcze ta głupia kategoryzacja, ktoś musi pracować na utrzymanie się w grupie B.

                      Jasne, że w wielu miejscach bratanek będzie ważniejszy, ale hasło zaorać naukę jest dużo bardziej nośne, niż dofinansować najsłabsze ośrodki, więc liczę na to, że ci którzy nie zatrudniają młodych zdolnych publikować i walczyć o granty będą dosyć szybko znikali z mapy polski.

                      Może jestem naiwny, ale studentów coraz mniej, a skądś kasę na ogrzanie budynków mieć trzeba.
                      • spokojny.zenek Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 16:55
                        piotrek-256 napisał:

                        > Niech walczą o Sonate i desantują się do mniejszych ośrodków.

                        :-) Myślisz, ze tam na nich czekają?
                        • nullified Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 18:07
                          spokojny.zenek napisał:

                          > piotrek-256 napisał:
                          >
                          > > Niech walczą o Sonate i desantują się do mniejszych ośrodków.
                          >
                          > :-) Myślisz, ze tam na nich czekają?

                          no mogę u mnie na wsi polobbowac za jakąś śmieciówką, ale nic nie obiecuję >.>
                          • dobrycy Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 18:11
                            nullified napisał:

                            > spokojny.zenek napisał:
                            >
                            > > piotrek-256 napisał:
                            > >
                            > > > Niech walczą o Sonate i desantują się do mniejszych ośrodków.
                            > >
                            > > :-) Myślisz, ze tam na nich czekają?
                            >
                            > no mogę u mnie na wsi polobbowac za jakąś śmieciówką, ale nic nie obiecuję >
                            > ;.>
                            >
                            Bo to będzie desant chińskich biedronek. Ci młodzi zdolni, będą na prowincji równie mile widziani.
                            • nullified Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 18:14
                              dobrycy napisał:

                              > >
                              > Bo to będzie desant chińskich biedronek. Ci młodzi zdolni, będą na prowincji r
                              > ównie mile widziani.

                              wiesz, nawet niekoniecznie dlatego, że "starzy niezdolni" trzymają etaty (etaty x.x !???) dla swoich pociotków. Brak mocy po prostu. Desatnt całego zespołu, najlepiej od razu ze sprzetem, kawałkiem biblioteki i jeszcze budynku... ooo - to zupełnie inna sprawa ;)
                              • spokojny.zenek Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 19:46
                                No i koniecznie z finansowaniem tego wszystkiego...
                          • piotrek-256 Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 18:54
                            >nullified napisał:
                            > no mogę u mnie na wsi polobbowac za jakąś śmieciówką, ale nic nie obiecuję >
                            > ;.>

                            That's the spirit! ;)
                        • piotrek-256 Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 18:45
                          Myślę, że w niektórych powoli się zastanawiają, choćby na prywatnych uczelniach, kogo młodego zatrudnić.

                          Jeśli 5 młodych osób z rodziny dziekana pracuje na wydziale i jest groźba, że jeśli wydział się nie odbije od dna to go zamkną, to dziekan może ryzykować i zatrudniać 6 pociotka albo ryzykować mniej i zatrudniać kogoś kim będziemy orać. Dla mnie wcale nie jest oczywiste co wybierze.

                          Jeszcze parę wydziałów filozofii czy innych pójdzie do likwidacji, napiszą o tym gazety i nastawienie do tego kogo zatrudniamy będzie się zmieniać.
                          • spokojny.zenek Re: zdobywcy grantów 16.10.14, 19:45
                            piotrek-256 napisał:

                            > Myślę, że w niektórych powoli się zastanawiają, choćby na prywatnych uczelniach
                            > , kogo młodego zatrudnić.

                            Zatrudnianie kogokolwiek to raczej ostatnia rzecz, nad która się w prywatnych szkołach zastanawiają, w każdym razie w prowincjonalnych.
                            • spokojny.zenek Re: zdobywcy grantów 18.10.14, 21:49
                              Tkwiłem w niewiedzy ale już się doinformowałem:

                              forum.gazeta.pl/forum/w,87574,155163449,155163449,Ministerstwo_zacheca.html
                              • piotrek-256 Re: zdobywcy grantów 19.10.14, 20:51
                                Trochę smutne w polsce mieszka jakies 6-7% populacji unii i chyba mamy około 100 kilo naukowców co oznacza redukcje zatrudnienia ;(
                          • piotrek786 Re: zdobywcy grantów 21.10.14, 23:26
                            To nie jest tak, zawsze istniałą zasada, ze ktoś wołem roboczym musi być.

                            Czytam tę dyskusję świeżo po bardzo głośnym eksperymencie, z bardzo udanymi wynikami. Naprawdę osoby w nagłówkach publikacji w przeważającej większości nie miały nic wspólnego z tak a nie inaczej zrealizowanymi badaniami. OT po prostu są u nas naukowcy woły robocze i celebryci.
          • flamengista żadnych linków nie prześlę 15.10.14, 20:59
            bo nie chcę nikomu dowalać, ani nikogo stygmatyzować. Z łatwością jednak odnajdziesz takie osoby. Nieszczęście polega na tym, że ten mechanizm (ilość nade wszystko) powielany jest już w 3 pokoleniu. Nie dość, że występuje często (w społ-humach) wśród 60-80 latków, ich 40-50 letnich uczniów, ale i powiela się to wśród młodych doktorantów. Tym samym tracimy szansę na jakościowe zmiany w całych dyscyplinach.

            Popatrz na postępowania habilitacyjne i profesorskie, gdzie z dumą wspomina się o "kilkudziesięciu" i więcej artykułach, kilkunastu książkach, setkach wypromowanych licencjatów i magistrów - nikt nie pyta, czy to były dobre artykuły, dobre prace magisterskie etc. Liczy się ilość.
    • adept44_ltd Re: Doktoranci i publikowanie 15.10.14, 18:33
      hm, pewien problem polega na tym, że w pierwszym podanym przez ciebie przypadku to są bardzo dobre publikacje w bardzo dobrych miejscach (reszty przypadków już nie sprawdzałem), byłbym zadowolony, gdyby wielu profesorów miało takie..., więc jednak nie kwalifikowałbym tego jako papier toaletowy...
    • charioteer1 Re: Doktoranci i publikowanie 15.10.14, 21:22
      A czy w Preludium nie jest brany pod uwage przy ocenie dorobek naukowy promotora?

      Jak ktos juz zwrocil uwage, laureaci Preludium nie sa grupa reprezentatywna dla elity doktorantow w zaden sposob. Roznice miedzy doktorantami z roznych osrodkow sa bardzo duze i wynikaja przede wszystkim z roznych skal punktowania dorobku do stypendium. Ja na razie widze na swoim podworku, ze ci, co ambitnie punktowali do stypendium, szosty rok walcza z doktoratem i konca tej walki nie widac. Najlepsze doktoraty robia ludzie, ktorzy niczym szczegolnym sie w skali punktowej nie wyrozniaja.
      • piotrek-256 Re: Doktoranci i publikowanie 15.10.14, 21:43
        Nie tylko dorobek, cała osoba, razem ze zdjęciem jak panel dociekliwy i sobie pogoogla :). Promotor chyba daje koło 25% punktów.

        Jasne, że doktorantów z Lublina, jest mniej niż tych z Krakowa wśród laureatów preludium, ale i z lublina szybciej ubywa studentów, niż z Krakowa więc w Lublinie mniej ludzi mogą zatrudniać. Nie sądzę, żeby w "małych" ośrodkach ochoczo zatrudniali nawet doktoranta, który wyrobił 500% normy punktowej.
        • solar37 Re: Doktoranci i publikowanie 15.10.14, 22:00
          >Promotor chyba daje koło 25% punktów.

          Opiekun naukowy daje 10% punktów, we wcześniejszych konkursach było to 20%.
          • piotrek-256 Re: Doktoranci i publikowanie 15.10.14, 22:04
            Dzięki za poprawienie :)
    • dr_pitcher Re: Doktoranci i publikowanie 16.10.14, 18:39
      Toz to grafomania!!!

      PS. Sa dziedziny gdzie doktorant po dwoch , trzech latach moze miec najwyzej 2-3 publikacje
      • whiteskies Re: Doktoranci i publikowanie 17.10.14, 10:06
        I to co piszesz wydaje mi sie normalne.... 2-3 publikacje + jakies przezentacje konferencyjne. Wazne żeby były DOBRE.
        • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 17.10.14, 10:16
          Zeby nie bylo, ze to tylko scislaki. Dla mnie doktorant rowniez moze miec 2-3 dobre publikacje. Najczesciej z promotorem, zeby sie nauczyc publikowac. Do tego dysertacja.
          • nullified Re: Doktoranci i publikowanie 17.10.14, 14:50
            dala.tata napisał:

            > Zeby nie bylo, ze to tylko scislaki. Dla mnie doktorant rowniez moze miec 2-3 d
            > obre publikacje. Najczesciej z promotorem, zeby sie nauczyc publikowac. Do tego
            > dysertacja.
            >

            wiesz, jakby była _dobra_ to by wystarczyła nawet jedna ;) niejeden CeKista nie ma *nawet* jednej >.>
            • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 17.10.14, 15:51
              Bez watpienia.

              Jednak ja to widze tak. praca mgr powinna sie przelozyc ja 1-2 artykuly. Do tego badania doktorskie moga dac jakas publikacje obok dysertacji. I jesli to beda 2-3 dobre publikacje, uwazam, ze doktorant jest swietny (w naukach spolecznych).

              Kilkanascie publikacji doktoranta to jakies zupelne nieporozumienie.
              • adept44_ltd Re: Doktoranci i publikowanie 17.10.14, 16:14
                w pełni się pod tym podpisuję, nie mam też zresztą przekonania co do konieczności dużej ilości publikacji po doktoracie, ale, niestety, żyjemy w kulturze ilości...
                • piotrek-256 Re: Doktoranci i publikowanie 17.10.14, 17:50
                  Nie ma co sie zastawnawiac czy 1,2 5 czy 10. Zależy od tematyki.

                  Ważne jest to, że najlepsi w polsce, czyli ci co dostają granty NCN, wcale nie żyją gorączką publikacyjną, oraz to, że wcale nie ma tak dużo nowych pozycji, żeby ci ludzie nie stanowili istotnej grupy przyszłych adiunktów.

                  Konkludując, jest jeszcze nadzieja dla polskiej nauki. Mam nadzieję :)
                  • dr_pitcher Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 00:09
                    Dalej twierdze ze to grafomania.
                    Napisanie dobregomartykulu wymaga pomyslu, badan, metodologii etc. Samo zglebienie tematu to czasami lata. Na poczatku kariery naukowej nie ma sie jeszcze warsztatu i wiedzy by produkowac jeden artukul co miesiac dwa.
                    • flamengista wreszcie kawa na ławę 18.10.14, 00:35
                      dobrze, że ktoś to napisał - widocznie byłem zbyt uprzejmy i owijałem w bawełnę.

                      Sprawa jest brutalnie prosta. Mimo niskiego poziomu polskiej nauki (szczególnie w społ-humach) statystyczny doktorant jest dopiero kandydatem na naukowca, a z pewnością jest słabszy od swojego promotora. Skoro promotor publikuje średnio po 5-6 artykułów rocznie, to doktorant nie ma szans wyprodukować nawet połowę tego dobrej jakości. Bo doktorant dopiero się uczy być naukowcem. W tej sytuacji powinien przede wszystkim czytać, doskonalić narzędzia badawcze i pracować nad swoim projektem. A nie dzielić się swoimi mądrościami z całym światem, publikując po 10 artykułów rocznie.
                      • trzy.14 Re: wreszcie kawa na ławę 18.10.14, 23:51
                        Opiekun SAMODZIELNIE nie jest w stanie wyprodukować rocznie więcej niż jednego artykułu, którego by się nie wstydził. Jeżeli opiekun ma w dorobku coś nad to, to tylko dzięki współpracy.
            • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 17.10.14, 17:16
              Pewnie że wystarczałaby. Niestety nie tam, gdzie 2-3 to absolutne minimum, żeby w ogóle marzyć o studiach doktoranckich. A 2-3 następne, żeby marzyć o jakimś stypendium na tych studiach.
              • dama-z-wachlarzem Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 12:22
                Wypowiem się jako doktorantka, która patrzy na sprawę od wewnątrz: zauważyłam pewną prawidłowość - jeżeli opublikuję jeden artykuł (nawet z listy ministerialnej, co również wymusza na mnie oczekiwanie na recenzję i później na druk), to i tak osoba, która ma na koncie trzy pokonferencyjniaki wychodzi na tym "lepiej" (od ręki ma zaświadczenie o udziale w konferencji, a za miesiąc czy dwa zaświadczenie o przyjęciu do druku) - pod pojęciem "lepiej" rozumiem otrzymanie stypendium; jeżeli nie otrzymam stypendium, będę musiała iść do pracy, jeżeli będę musiała iść do pracy, nie będę miała czasu na badania, a jeżeli nie będę miała czasu, to nie dostanę go w kolejnym roku, bo nawet "chałturzyć" na konferencjach nie będę mogła, bo na wyjazdy nie pozwoli mi praca. Tutaj obronię się jeszcze przed atakiem na mnie, jako leniwego stwora z kosmosu, który nie chce pracować - nie, pracuję przez całe studia na pełny etat (nie w zawodzie, ale fizycznie) i staram się pisać dobre artykuły do czasopism, jednak jest mi przykro, że osoby, które z tej "chałtury" żyją otrzymują pieniądze, mogą jeździć na kwerendy, wychodzić kiedy chcą do bibliotek, siedzą sobie w czytelni, a wieczorem wychodzą na kawę do kulturalnej restauracji, by uczestniczyć w spotkaniu literackim, ja natomiast nie, bo wracam zmęczona z pracy, by zaraz wczytywać się w kolejne teksty do doktoratu. W takiej sytuacji, kiedy trzeba łączyć pracę i studia, pisanie artykułów i doktorat, zmęczenie fizyczne i psychiczne godzić z rozczarowaniem i pragnieniem osiągnięcia jak najlepszych wyników, może pojawić się frustracja i złość. Wiem, znowu narzekam, ale boli mnie to, że tak jest, a ja nie potrafię tego zmienić. Jednak studiów nie porzuciłabym nigdy, bo lubię robić to, co robię, lubię rozmawiać na zajęciach ze studentami i widzieć w ich oczach zainteresowanie tematem, wczytywać się w moje starocie na cyfrowych bibliotekach i siedzieć po nocy nad aktami urodzenia czy zgonu, choć odbija się to na moim zdrowiu i życiu np. towarzyskim. Ale o systemie stypendialnym chyba można by napisać tyle, że moje wynurzenia, to żadna nowość i pewnie zebranym tutaj temat już wychodzi nosem, ale nie mogłam się oprzeć :)

                PS Kto to jest CeKista?
                • charioteer1 Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 13:02
                  Przekaz z pierwszej reki. Ja siedze z drugiej strony i widze, jak ten system (de)motywacyjny rozwala prace naukowa. Doktorant nie dosc, ze nie ma czasu, bo musi zarobic na utrzymanie, to tez nie ma sily, by zmusic go do sensownej pracy, poniewaz musi koniecznie zajmowac sie jakimis calkowicie nieistotnymi pierdolami, bo z tego ma dodatkowe pieniadze. Na sensowna prace nie ma czasu, sil, ani mocy przerobowej.
                  • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 13:10
                    Zgadza się.
                  • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 14:10
                    No ale to dotyczy wielu doktorantow na calym swiecie, nie tylko w Polsce. to, co jest demotywujace w Polsce to udawanie, ze publikacja rowna publikacji. Tak nie jest, a my uczymy doktorantow grafomanstwa.
                    • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 14:24
                      dala.tata napisał:

                      > No ale to dotyczy wielu doktorantow na calym swiecie, nie tylko w Polsce.

                      A nie tak dawno twierdziłeś, że wokół siebie w ogóle tej patologii nie dostrzegasz a nawet powątpiewałeś w to, co pisały m.in. chario, mn7 i ja, na przykład do tym, że często już żeby zostać doktorantem trzeba mieć "publikacje".

                      • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 14:47
                        Nie wiem, o czym mowisz. czy o tym, ze doktoranci musza pracowac i to jest patologia czy o tym, ze maja publikacje, czy tez o tym, ze musza miec publikacje, by sie dostac na studia doktoranckie. Jesli o tym pierwszym, to sie nie wypowiadalem, jesli o tym drugim, to sie wypowiadalem i nie zmienilem zdania (doktorant w czasie pisania doktoratu moze napisac 2-3 dobre publikacje i tyle powinien pisac). Jesli z kolei o tym trzecim, to nadal nie widze wokol siebie patologii i od doktorantow nie wymaga sie publikacji, ale sensownej propozycji badawczej. I wlasnie tak powinno byc.

                        Natomiast, jesli w naukach prawnych tak jest, ze kandydat na studia doktoranckie musi miec iles tam publikacji, no to musze przyjac, ze tak jest pomimo tego, ze to jest patologia z przerzutka. I moge jedynie z zalem i przerazeniem skonstatowac, ze akceptujecie takie patologie.
                        • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 14:55
                          dala.tata napisał:

                          > Jesli o tym pierwszym, to sie nie wypowiad
                          > alem, jesli o tym drugim, to sie wypowiadalem i nie zmienilem zdania (doktorant
                          > w czasie pisania doktoratu moze napisac 2-3 dobre publikacje i tyle powinien p
                          > isac).

                          Bardzo się cieszę, że się ze mną zgadzasz.

                          > Jesli z kolei o tym trzecim, to nadal nie widze wokol siebie patologii i
                          > od doktorantow nie wymaga sie publikacji, ale sensownej propozycji badawczej.
                          > I wlasnie tak powinno byc.

                          Bardzo się cieszę, że się ze mną zgadzasz (że tak powinno być). mam nadzieję, że z fakty niewidzenia tego wokół siebie nie wywodzisz już (jak kiedyś) wniosku, ze tego czegoś nie może w przyrodzie być.

                          > Natomiast, jesli w naukach prawnych tak jest, ze kandydat na studia doktorancki
                          > e musi miec iles tam publikacji, no to musze przyjac, ze tak jest pomimo tego,
                          > ze to jest patologia z przerzutka.

                          Bardzo się cieszę, że się ze mną zgadzasz, bo wielu uważa to za normalne i właściwe.

                          > I moge jedynie z zalem i przerazeniem skonstatowac, ze akceptujecie takie patologie.

                          Po pierwsze, ja jestem jeden, domyślam się, ze ta liczba mnoga to tak dla wyrażenia szacunku ale naprawdę nie trzeba...
                          Po drugie, gdyby to naprawdę dotyczyło akurat tylko nauk prawnych...
                          Po trzecie, chyba wystarczająco wiele razy pisałem (także w odpowiedzi na Twoje posty w innych dyskusjach) jakie jest moje stanowisko w tej mierze, by nie było możliwe podejrzewanie mnie o "akceptowanie" tej patologii z przerzutką.

                          • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 15:03
                            Jednak twe prywatne stanowisko nie ma najmniejszego znaczenia. Raczej sie zastanow, co zrobiles, by zmienic ten idiotyzm.
                        • nieopierzony Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 15:03
                          Tego typu "dobre rady" są niebezpieczne (publikowanie 2-3 tekstów przez okres studiów doktoranckich) bo niepotrzebnie mieszaja w głowach młodych ludzi. Skazuje Pani takiego człowieka (jeżeli w to uwierzy) na brak możliwości w miarę normalnego funkcjonowania w nauce. Jeśli profesor cieszący sie autorytetem będzie mówił doktorantowi, że lepiej pracować na "jednym ale dobrym" artykułem niż publikować więcej, to powinen jednocześnie zapewnić mu funkcjonowanie w nauce i stworzyć możliwość pracy po. W przeciwnym razie mamy świeżo wypromowanego doktora, który nie miał nigdy grantu, ma tylko kilka publikacji i jest uzależniony od dobrej woli promotora/kierownika katedry. Nie jest konkurencyjny na rynku, bo nie wygra żadnego - nawet "nieustawinego" konkursu, będzie miał problemy z uzyskaniem grantu w przyszłości itp.

                          Proszę skonfrontować myślenie życzeniowe z rzeczywistością - sprawdzić laureatów stypendiów ministra dla najlepszych doktorantów, sprawdzić laureatów stypendium FNP Start, sprawdzic grantobiorcow z preludium. Osoby jakie Pani opisuje (2-3 publikacje podczas studiów) prawie w ogóle nie funkcjonują na tych listach.
                          • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 15:15
                            nieopierzony napisał:

                            > Tego typu "dobre rady" są niebezpieczne (publikowanie 2-3 tekstów przez okres s
                            > tudiów doktoranckich) bo niepotrzebnie mieszaja w głowach młodych ludzi. Skazuj
                            > e Pani takiego człowieka (jeżeli w to uwierzy) na brak możliwości w miarę norma
                            > lnego funkcjonowania w nauce.

                            O to właśnie tutaj chodzi. Akceptacja i przyjęcie za własne nienormalnych reguł jest w tej chwili warunkiem "w miarę normalnego funkcjonowania w nauce". Ten kto traktuje studia doktoranckie jako studia odbiera sobie możliwość choćby "załapania się" na jedno z nielicznych stypendiów.

                            > Jeśli profesor cieszący sie autorytetem będzie mó
                            > wił doktorantowi, że lepiej pracować na "jednym ale dobrym" artykułem niż publi
                            > kować więcej, to powinen jednocześnie zapewnić mu funkcjonowanie w nauce i stwo
                            > rzyć możliwość pracy po.

                            No i jeszcze (...).

                            > W przeciwnym razie mamy świeżo wypromowanego doktora,
                            > który nie miał nigdy grantu, ma tylko kilka publikacji i jest uzależniony od do
                            > brej woli promotora/kierownika katedry.

                            Gdyby to jeszcze kreowanie nowych etatów tylko od "dobrej woli" promotora/kierownika zależało.....

                            • charioteer1 Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 16:05
                              spokojny.zenek napisał:

                              > O to właśnie tutaj chodzi. Akceptacja i przyjęcie za własne nienormalnych reguł
                              > jest w tej chwili warunkiem "w miarę normalnego funkcjonowania w nauce".

                              True. Zgadzam sie.
                              • nieopierzony Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 16:13
                                Tylko czy z czystym sumieniem - znając realia - doradza Państwo doktorantom inną drogę?
                                • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 16:14
                                  Nie moge sie powstrzymac: 'doradza Panstwo' mnie zabilo :)
                                  • nieopierzony Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 16:21
                                    Autokorekta nie ta na urządzeniu mobilnym.
                                • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 21:52
                                  Co doradzamy znając realia - to jedna rzecz.
                                  Co myślimy o tych chorych realiach - inna. Nie mieszajmy płaszczyzny jak jest z płaszczyzną jak być powinno a jednego i drugiego z naszą subiektywną oceną.
                                • flamengista ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan rację 19.10.14, 23:12
                                  chodzi o chorą sytuację, w której młodzież będąca przyszłością polskiej nauki zamiast się uczyć pracy naukowca uczy się cwaniactwa, marnując czas na pseudopublikacje, produkcję naukowej makulatury i pozoranctwo naukowe. Tak działa obecnie nasz system, szczególnie w naukach społecznych.

                                  Jest to przerażające, bo skoro tak działa to przez kolejne 20 lat nic się nie zmieni.
                                  • piotrek-256 Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 20.10.14, 07:26
                                    Wszystko się zgadza, nasz system studiów doktoranckich robi więcej złego niż dobrego, ale z uporem maniaka powtarzam.

                                    Ten system ma mało wspólnego z przyszłością polskiej nauki! Studia doktoranckie stają się masowe, średni doktorant nie będzie pracował na uczelni. Nie będzie etatów. To od uczelni zależy kogo zatrudni na adiunkta, czy tego kto ma 2-3 dobre publikacje, czy tego co produkował makulaturę.

                                    Co do stypendiów, to u mnie nie było źle, większość ludzi którzy chcieli robić doktorat na pełen etat miała stypendia, w dużej mierze z projektów unijnych, a więc pozwalające na egzystencję w dużym mieście. Dodatkowo duża część promotorów starała się załatwiać dla doktorantów dodatkową kasę z grantów. Ale to są nauki ścisłe, a ilość doktorantów nie rosła jakoś specjalnie na przestrzeni ostatnich 10 lat.

                                    Idąc na studia doktoranckie, nie trzeba było mieć publikacji, żeby się załapać, nie było też żadnego projektu. Trzeba było mniej więcej wiedzieć w której dziedzinie będzie się robić doktorat, nawet promotor nie musiał być ustalony, (musiał zostać wybrany przed końcem 1 roku).

                                    Dobry doktorant jest wstanie w czasie doktoratu napisać kilka dobrych prac naukowych, według mnie. Oczywiście nie samodzielnie. Problem badawczy proponuje promotor, podrzuca literaturę, pomaga przy pisaniu. Doktorant rozwiązuje problem i to jest jego główny wkład do artykułu. W społ-hum rozumiem, że jest inaczej. Tu gdzie teraz jestem, już studenci w tym trybie piszą publikacje przyjmowane na dobre konferencje (informatyka).

                                    • dobrycy Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 20.10.14, 17:02
                                      piotrek-256 napisał:

                                      > Wszystko się zgadza, nasz system studiów doktoranckich robi więcej złego niż do
                                      > brego, ale z uporem maniaka powtarzam.

                                      System studiów doktoranckich jest powiązany z finansowaniem wydziałów przez magiczną cyfre 5.
                                      Gdyby ta cyfra się zmieniła, a najlepiej zmieniła znak, to doktoranta najpierw by się
                                      selekcjonowało a potem na niego dmuchało żeby sie nie zepsuł. A zepsuty doktorant wyrzucany
                                      byłby w ciemności zewnętrzne.

                                      >
                                      > Ten system ma mało wspólnego z przyszłością polskiej nauki! Studia doktoranckie
                                      > stają się masowe, średni doktorant nie będzie pracował na uczelni. Nie będzie
                                      > etatów. To od uczelni zależy kogo zatrudni na adiunkta, czy tego kto ma 2-3 dob
                                      > re publikacje, czy tego co produkował makulaturę.
                                      >
                                      Zatrudnią swojego. Publikacje to jest pic na wode, w sytuacji gdy w b. dobrej jednostce
                                      badania wnoszą 1/10 kasy ze studentów (a ich też jest mało)


                                      > Co do stypendiów, to u mnie nie było źle, większość ludzi którzy chcieli robić
                                      > doktorat na pełen etat miała stypendia, w dużej mierze z projektów unijnych, a
                                      > więc pozwalające na egzystencję w dużym mieście. Dodatkowo duża część promotoró
                                      > w starała się załatwiać dla doktorantów dodatkową kasę z grantów. Ale to są nau
                                      > ki ścisłe, a ilość doktorantów nie rosła jakoś specjalnie na przestrzeni ostatn
                                      > ich 10 lat.
                                      >

                                      Ale tak było, bo raz że sie załapałeś na czasy dolce vita, a dwa byłeś w jednym z dwóch oczek
                                      w głowie w naszym kraju. Gdybyś był w innym oczku, to piana by ci z pyska ciekła na samo
                                      wspomnienie doktoratu (mnie bardziej cieknie, na wspomnienie charakteru
                                      zatrudnienia po doktoracie, ale to bywa różnie)


                                      > Idąc na studia doktoranckie, nie trzeba było mieć publikacji, żeby się załapać,
                                      > nie było też żadnego projektu. Trzeba było mniej więcej wiedzieć w której dzie
                                      > dzinie będzie się robić doktorat, nawet promotor nie musiał być ustalony, (musi
                                      > ał zostać wybrany przed końcem 1 roku).
                                      >
                                      Tak wciąż jest tam gdzie doktorant jest towarem deficytowym.

                                      > Dobry doktorant jest wstanie w czasie doktoratu napisać kilka dobrych prac nauk
                                      > owych, według mnie. Oczywiście nie samodzielnie. Problem badawczy proponuje pro
                                      > motor, podrzuca literaturę, pomaga przy pisaniu. Doktorant rozwiązuje problem i
                                      > to jest jego główny wkład do artykułu. W społ-hum rozumiem, że jest inaczej. T
                                      > u gdzie teraz jestem, już studenci w tym trybie piszą publikacje przyjmowane na
                                      > dobre konferencje (informatyka).
                                      >
                                      Doktorant może być dobry i wtedy jest to kandydat na naukowca (tak to kiedyś było pomyślane)
                                      i wtedy z niewielką pomocą promotora ma sie szanse rozwinąć. Ja myśle że takich doktorantów obecnie jest nie więcej niż 1/4-1/3. Reszta to jakiś zapychacz który na uczelnie
                                      przyszedł bo jest ciepło i deszcz nie pada, a można przy tym wyrwać jakieś unijne pieniądze.

                                    • nieopierzony Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 20.10.14, 18:04
                                      A może się Pan myli? Możliwe, że system właśnie ma "wytresować" przyszłych pracowników nauki. Przyjmuje się dużą liczbę osób, duża konkurencja między nimi wzmaga mobilność i tworzy umiejętności szukania zewnętrznego finansowania - w ten sposób po kilku latach odpadają "nieprzystosowani" a ci właściwie zaprogramowani "nowi naukowcy" są konkurencyjni na rynku międzynarodowym. Wydaje się, że wzrost liczby osób z grantami unijnymi/międzynarodowymi to tylko kwestia czasu.

                                      Postęp w nauce dokonuje się z dnia na dzień raczej na zasadzie ewolucji niż rewolucji - do takiej pracy nie trzeba geniuszów, a raczej solidnych i pracowitych ludzi.

                                      Może to więc stary system był zły?
                                      • flamengista gdzie tu konkurencyjność na rynku międzynarodowym? 20.10.14, 18:08
                                        myśli Pan, że tacy młodzi doktorzy - produkt studiów doktoranckich - z 20 śmieciowymi publikacjami będą konkurencyjni dla solidnego Holendra czy Włocha, mającego po doktoracie 2-3 solidne publikacje na JCR?

                                        A może to ja się mylę i młodzi zachodni naukowcy zaczną zabiegać o masowe publikacje w naszych pokonferencyjniakach i czasopismach z średnio-dolnej półki;)
                                        • nieopierzony Re: gdzie tu konkurencyjność na rynku międzynarod 20.10.14, 18:16
                                          Przecież system ewoluuje w lepszym kierunku. Pokonferencyjniaki przestają już być "opłacalne", może niedługo zgodnie z postulatami nastąpi dalsze rozwarstwienie punktowe czasopism i jedna dobra publikacja przebije kilka słabych.

                                          Już w kryteriach stypendiów ministra, fundacji na rzecz nauki polskiej, grantów europejskich wymogiem staje się być publikacja w czasopiśmie obcojęzycznym z listy A. To pokazuje priorytety - sam nigdy nie zastanawiałbym się gdzie publikować gdyby nie ostatnia reforma.
                                          • flamengista małe szanse 20.10.14, 22:32
                                            już teraz teoretycznie publikacja na JCR jest jednym z warunków w postępowaniu habilitacyjnym, co jakoś nie spowodowało wysypu polskich publikacji w topowych źurnalach (w społ-humach). Więc jeśli wymóg jest kosmiczny, to staje się nieosiągalny i ludzie nawet do niego nie aspirują.

                                            Ewolucja powinna polegać na tym, że promuje się jakość a nie ilość. Ilości nie da się w jakość przekuć w żaden sposób. Wręcz przeciwnie, produkowanie makulatury praktycznie uniemożliwia produkcję czegoś sensownego w przyszłości. Robienie sensownych badań i publikowanie ich wyników w dobrych żurnalach to ciężka i długoletnia praca dla wytrwałych. Natomiast w obecnym systemie premiuje się tu i teraz, za produkcję taśmową. Przestawienie się na odmienną filozofię działania parę lat po doktoracie dla 99% będzie niemożliwe.

                                            CytatTo pokazuje priorytety - sam nigdy nie zastanawiałbym się gdzie publikować gdyby nie ostatnia reforma.
                                            Czy ja dobrze Pana zrozumiałem? Mam nadzieję, że nie potrzebuje Pan wytycznych ministerstwa, by wiedzieć gdzie warto publikować:)
                                            • nieopierzony Re: małe szanse 21.10.14, 10:46
                                              Czy ja dobrze Pana zrozumiałem? Mam nadzieję, że nie potrzebuje Pan wytycznych ministerstwa, by wiedzieć gdzie warto publikować:)

                                              Wcześniej nie zwracano takiej uwagi na miejsce publikacji - to po pierwsze. Ludzie publikowali tam gdzie można było, pierwsze moje publikacje są w tomach pokonferencyjnych - nikt mi wtedy nie mówił, że to nie jest najlepsze miejsce na publikacje (podczas studiów magisterskich).

                                              Co do publikacji w liście A to planuję to głównie ze względów pragmatyczno-ciekawskich. Widzę, że bez tego nie osiągnę "kolejnego poziomu" więc nie chcę się pozbawiać szansy. Inną kwestią jest to, że traktują niektórzy z Państwa na tym forum publikację w takim miejscu prawie, że jak święty graal i chcę zobaczyć, czy rzeczywiście jest tak ciężko coś opublikować. Bo co do tego gdzie toczy się wartościowa dyskusja naukowa, to nie mam wątpliwości, że na łamach naszych czasopism z listy B.
                                              • flamengista OMG! 21.10.14, 12:11
                                                Szanowny Panie, tu nie chodzi o punkty tylko o to kto Pana czyta. Ja złudzenia do pokonferencyjniaków straciłem po pierwszej takiej publikacji, gdy okazało się że nie ma jej w żadnej bibliotece poza naszą uczelnianą.

                                                Publikacje na liście A są takie fajnie nie dlatego, że są za nie punkty i to "świety Graal", tylko że wszyscy którzy się liczą w mojej działce na całym świecie mój artykuł mogą zobaczyć.

                                                Mnie o wiele większą satysfakcję sprawia cytowanie moich prac: to oznacza, że ktoś je przynajmniej przeczytał. I to nie tylko w Polsce. I wcale publikacja w żurnalu z JCR nie jest do tego konieczna (choć bardzo pomaga): wystarczy umieścić swoją opublikowaną (choćby w pokkonferencyjniaku!) pracę w ssrn, academia.edu czy researchgate. Jeśli jest ciekawa i nieźle napisana, jest szansa że ktoś ją ściągnie, przeczyta i zacytuje.

                                                Co do wartościowej dyskusji naukowej: w Polsce ogranicza ją dostępność prac, szczególnie że młodzież w ogóle nie bawi się w szukanie papierowych źródeł w bibliotece. Jeśli tego nie ma w necie, to nie istnieje. Siłą rzeczy kwerenda w wielu pracach jest zupełnie przypadkowa: cytowane są prace mierne, ale dostępne w sieci. Do poprawienia jakości dyskusji naukowej w Polsce konieczne jest parę rzeczy:
                                                1. obowiązkowy system OA ze wsparciem technicznym dla wszystkich czasopism w Polsce będących na liście B (od razu powiem: da się, potrafili Brazylijczycy to tym bardziej my powinniśmy dać sobie radę)
                                                2. dowartościowanie recenzji w procesie oceny okresowej i awansowej: chodzi o recenzowanie zarówno artykułów, jak i pisanie recenzji książkowych. Obecnie te drugie są z punktu widzenia publikacyjnego całkowicie bezwartościowe (bez punktów) - a to idealna wprawka szczególnie dla doktorantów
                                                3. wyrywkowe kontrole systemu recenzyjnego w czasopismach listy B pod kątem anonimowości, dotrzymywania terminów etc

                                                Obecnie w wielu czasopismach listy B autor nie dostaje nawet 1 recenzji do wglądu, recenzje są byle jakie a dyskusja naukowa toczy się w zamkniętych grupach w których grzecznościowo się cytuje znajomych, co często związane jest z regularnymi spotkaniami na tych samych, cyklicznych konferencjach krajowych.

                                                Więc ja mam spore wątpliwości co do "wartościowej dyskusji naukowej" w czasopismach z listy B.
                                                • nieopierzony Re: OMG! 21.10.14, 19:29
                                                  >Szanowny Panie, tu nie chodzi o punkty tylko o to kto Pana czyta. Ja złudzenia do pokonferencyjniaków >straciłem po pierwszej takiej publikacji, gdy okazało się że nie ma jej w żadnej bibliotece poza naszą uczelnianą.

                                                  No ale mnie się wydawało, że solidny warsztat wymaga sięgnięcia do każdej pozycji - także pokonferencyjnej. Z punktu widzenia możliwości cytowania w świecie idealnym nie ma problemu miejsca publikacji, "czasopisma punktowane" są dowodem na to, że jednak jest problem z rzetelnością w nauce. To dlaczego publikuję teraz w czasopismach jest związane po części z punktozą a po części z tym o czym Pani piszę, pamiętam rozczarowanie jakie przeżyłem jak powstawały publikacje dotyczące jakiegoś problemu, które w części sprawozdawczej nie uwzględniały mojej publikacji, która dawała odpowiedź na większość problemów jakie w tych nowych publikacjach podnoszono.

                                                  >Publikacje na liście A są takie fajnie nie dlatego, że są za nie punkty i to "świety Graal", tylko że wszyscy którzy >się liczą w mojej działce na całym świecie mój artykuł mogą zobaczyć.

                                                  Wszyscy, którzy się w mojej działce liczą piszą po Polsku i są w Polsce. Wiem, że to ciężko przyswoić ale tak jest. Nie raz to było tutaj poruszane.

                                                  >Obecnie w wielu czasopismach listy B autor nie dostaje nawet 1 recenzji do wglądu, recenzje są byle jakie a >dyskusja naukowa toczy się w zamkniętych grupach w których grzecznościowo się cytuje znajomych, co >często związane jest z regularnymi spotkaniami na tych samych, cyklicznych konferencjach krajowych.

                                                  To patologia konkretnej dziedziny, którą Pani reprezentuje - nie rozciągałbym tego na inne dziedziny. W prawie nie ma czasopism na liście A.
                                                  • flamengista to jest niemożliwe 21.10.14, 20:32
                                                    niemożliwe jest dotarcie do każdej publikacji z danej tematyki. W tym momencie prawdopodobnie 20-30 osób pracuje na całym świecie nad problemem, który próbowałem dzisiaj rozwiązać. Dlatego wiele osób sięga po google scholar, a w ramach tego narzędzia - tylko po artykuły publikowane w solidnych czasopismach. Niestety, tak jest bo ludzie nie mają nieskończonej ilości czasu na kwerendę.

                                                    Co do polskiej nauki - problemem, jak już napisałem poprzednio jest nieobecność w internecie wielu istotnych polskich czasopism. W rezultacie opublikowałem swego czasu ważny artykuł przeglądowy w Gospodarce Narodowej, którego - mimo popularności badań nad tą tematyką - prawie nikt nie zacytował. Za to cytowane są prace z zeszytów naukowych w Dolnej Wólce, bo są dostępne w internecie:)

                                                    Powtarzam: jakość dyskusji w polskiej nauce jest niska. Choć jestem wielkim zwolennikiem jej prowadzenia, przy wprowadzeniu postulowanych zmian. Wbrew temu co Pan sądzi też cenię dobre publikacje po polsku. Ale muszą być dobre i łatwo dostępne.
                                                  • nieopierzony Re: to jest niemożliwe 22.10.14, 15:33
                                                    niemożliwe jest dotarcie do każdej publikacji z danej tematyki. W tym momencie prawdopodobnie 20-30 osób pracuje na całym świecie nad problemem, który próbowałem dzisiaj rozwiązać. Dlatego wiele osób sięga po google scholar, a w ramach tego narzędzia - tylko po artykuły publikowane w solidnych czasopismach. Niestety, tak jest bo ludzie nie mają nieskończonej ilości czasu na kwerendę.

                                                    No to może stąd wynika brak zrozumienia pomiędzy przedstawicielami nauk umiędzynarodowionych i lokalnych. Polski badacz np. prawa wekslowego jest w stanie dotrzeć do każdego tekstu, jaki w tym zakresie powstał. Stąd może wynikać brak poparcia dla tezy, że najważniejsze jest miejsce publikacji. Z punktu widzenia szans zacytowania nie ma żadnego znaczenia czy to będzie czasopismo z listy A czy publikacja pokonferencyjna. Do wszystkich tekstów jesteśmy w stanie dotrzeć. Rzetelność warsztatu zmusza do znalezienia wszystkich tekstów.
                                                  • flamengista serdecznie gratuluję 22.10.14, 22:43
                                                    jeśli to prawda:

                                                    CytatDo wszystkich tekstów jesteśmy w stanie dotrzeć. Rzetelność warsztatu zmusza do znalezienia wszystkich tekstów.

                                                    to reprezentujesz tą specyficzną działkę, która należy do 0,0001% idealnych światów nauki.

                                                    Ośmielę się jednak zauważyć, że w polskiej nauce, a w szczególności w naukach społecznych i humanistycznych nie jest już tak różowo. Owszem, zasadniczo w każdej z działek badawczych jest 4-5 głównych czasopism z listy B które wszyscy powinni czytać i cytować. Ale nie czytują, z różnych względów. Gdyby te czasopisma były w trybie OA, nie byłoby żadnego zmiłuj się. Nie można by się tłumaczyć brakiem ich dostępności.
                                                  • nieopierzony Re: serdecznie gratuluję 22.10.14, 23:49
                                                    To jest raczej norma z w zakresie prawa, ale tylko przy dziedzinach dogmatycznych (prawo cywilne, pracy, karne, administracyjne), działki bardziej międzynarodowe mają trudniej (filozofia prawa, socjologia prawa, prawo międzynarodowe publiczne itp.).

                                                    Przy naukach dogmatycznych wystarczy trzymać rękę na pulsie i nie przegapi się żadnej publikacji. Oczywiście jak ktoś się będzie bardzo starał to uda się wydać coś niedostępnego (pokonferencyjna konferencja z kilkoma egzemplarzami), ale to jest raczej margines.

                                                    Powtarzam więc jeszcze raz - to może być właśnie powód tego, że prawnikom tak ciężko uwierzyć w konieczność oceny czasopism. Do tej pory radzili sobie bez tego oceniając konkretny tekst a nie całe czasopismo/publikację.
                                      • dobrycy Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 20.10.14, 18:17



                                        nieopierzony napisał:

                                        > A może się Pan myli? Możliwe, że system właśnie ma "wytresować" przyszłych pra
                                        > cowników nauki. Przyjmuje się dużą liczbę osób, duża konkurencja między nimi wz
                                        > maga mobilność i tworzy umiejętności szukania zewnętrznego finansowania - w ten
                                        > sposób po kilku latach odpadają "nieprzystosowani" a ci właściwie zaprogramowa
                                        > ni "nowi naukowcy" są konkurencyjni na rynku międzynarodowym.

                                        Niezbyt rozumiem w jaki sposób wzrasta mobilność. Umiejętność znalezienia źródła które jest dostępne
                                        niekoniecznie przekłada się na szukanie źródeł poza systemem, chociaż wychowawczą rolę grantów dla doktorantów dostrzegam. Konkurencyjności wychowywanych obecnie nowych naukowców jednak nie.

                                        Wydaje się, że wz
                                        > rost liczby osób z grantami unijnymi/międzynarodowymi to tylko kwestia czasu.
                                        >
                                        Jaki mechanizm to spowoduje - nawyk pisania grantów ?
                                        Przecież poziom nauki i pomysłów od samego pisania grantów nie wzrasta, dodatkowo
                                        czas który kiedyś doktorant poświęciłby na badania czy publikacje teraz poświeci
                                        na użeranie sie z administracją uczelnianą i rozliczanie grantów

                                        > Postęp w nauce dokonuje się z dnia na dzień raczej na zasadzie ewolucji niż rew
                                        > olucji - do takiej pracy nie trzeba geniuszów, a raczej solidnych i pracowitych
                                        > ludzi.

                                        Tego to na 100% nie można powiedzieć o obecnym młodym pokoleniu. Jest ono równie solidne i niezawodne jak telewizor rubin

                                        >
                                        > Może to więc stary system był zły?

                                        Stary był na pewno zły na dzisiejsze czasy, pytanie czy częsciowe importowanie rozwiązań z zewnątrz, gdzie są inne realia cokolwiek poprawia, czy tylko powiększa patologie.
                                        • nieopierzony Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 20.10.14, 18:29
                                          dobrycy napisał:

                                          > Niezbyt rozumiem w jaki sposób wzrasta mobilność. Umiejętność znalezienia źród
                                          > ła które jest dostępne
                                          > niekoniecznie przekłada się na szukanie źródeł poza systemem, chociaż wychowawc
                                          > zą rolę grantów dla doktorantów dostrzegam. Konkurencyjności wychowywanych obe
                                          > cnie nowych naukowców jednak nie.

                                          Wcześniej odsiew osób, które mogą stać się pracownikami nauki następował po studiach magisterskich - co było rozleniwiające i hamowało mobilność, gdyż osoba raz "wybrana" funkcjonowała w nauce bez specjalnego przemęczania się. Duża konkurencyjność powoduje, że nie dla wszystkich ludzi po doktoracie starczy miejsca na uczelni (wcześniej do nadprodukcji w ogóle nie dochodził). Zdają sobie z tego ludzie sprawę i pracują więcej, żeby polepszyć swoją szansę w przyszłości. Cześć uzyska etat, a część nie. Ci co nie uzyskali, a też są dobrzy będą szukać miejsca gdzie indziej - dlatego napisałem o mobilności.


                                          > Jaki mechanizm to spowoduje - nawyk pisania grantów ?
                                          > Przecież poziom nauki i pomysłów od samego pisania grantów nie wzrasta, dodatko
                                          > wo
                                          > czas który kiedyś doktorant poświęciłby na badania czy publikacje teraz poświec
                                          > i
                                          > na użeranie sie z administracją uczelnianą i rozliczanie grantów


                                          A może taka umiejętność jest jednak niezbędna. Może potencjał ludzi zdolnych był niewykorzystywany gdyż uważali się za uczestników światowego rynku idei. Zajmowali się tym co ich środowisko uważało za ważne - co niekoniecznie odzwierciedlać musiało rzeczywiste potrzeby dziedziny.

                                          > Tego to na 100% nie można powiedzieć o obecnym młodym pokoleniu. Jest ono równi
                                          > e solidne i niezawodne jak telewizor rubin

                                          To już chyba typowy przejaw międzypokoleniowego narzekania. Wątpię, że liczba ludzi wartościowych istotnie zmienia się.

                                          > > Może to więc stary system był zły?
                                          >
                                          > Stary był na pewno zły na dzisiejsze czasy, pytanie czy częsciowe importowanie
                                          > rozwiązań z zewnątrz, gdzie są inne realia cokolwiek poprawia, czy tylko powięk
                                          > sza patologie.

                                          Możliwe, że to problem nowości - stopniowo przecież następuje ulepszanie.
                                          • dobrycy Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 20.10.14, 18:45
                                            nieopierzony napisał:


                                            > Wcześniej odsiew osób, które mogą stać się pracownikami nauki następował po stu
                                            > diach magisterskich - co było rozleniwiające i hamowało mobilność, gdyż osoba r
                                            > az "wybrana" funkcjonowała w nauce bez specjalnego przemęczania się. Duża konku
                                            > rencyjność powoduje, że nie dla wszystkich ludzi po doktoracie starczy miejsca
                                            > na uczelni (wcześniej do nadprodukcji w ogóle nie dochodził). Zdają sobie z teg
                                            > o ludzie sprawę i pracują więcej, żeby polepszyć swoją szansę w przyszłości. Cz
                                            > eść uzyska etat, a część nie. Ci co nie uzyskali, a też są dobrzy będą szukać m
                                            > iejsca gdzie indziej - dlatego napisałem o mobilności.
                                            To zależy jakie wcześniej - ta sytuacja o której Pan pisze miała miejsce przed
                                            modelem powszechnych studiów doktoranckich. Siła napędową systemu dawniej
                                            były pewne utajone i antycypowane benefity, które powodowały że ludzie starali się
                                            i chcieli zostać na uczelni. Uśmieciowienie pracy uczelnianej powoduje, że mający
                                            instynkt samozachowawczy doktorant nie będzie nawet rozpatrywał możliwości pracy
                                            na polskiej uczelni, bo nie ma ona obecnie żadnych zalet a ma same wady. Kiedyś było inaczej.
                                            I ta cała mobilność i selekcja to jest śmiech na sali. Jeżeli obecnie ktoś jest doktorantem i nie ma
                                            taty albo wujka profesora, albo nie robi doktoratu u kierownika zakładu to ma szanse znaleźć prace
                                            na uczelni takie jak na wygraną w totka. Tylko że tu od tej wygranej dopiero się zaczyna horror.
                                            Ale wciąż jest sporo młodych naiwnych, którzy zamiast spieprzać w podskokach z tego grajdoła liczą
                                            że jak będą ciężko pracować i pisać dużo dobrze punktowanych publikacji to los się do nich uśmiechnie.
                                            >
                                            >
                                            > > Jaki mechanizm to spowoduje - nawyk pisania grantów ?
                                            > > Przecież poziom nauki i pomysłów od samego pisania grantów nie wzrasta, d
                                            > odatko
                                            > > wo
                                            > > czas który kiedyś doktorant poświęciłby na badania czy publikacje teraz p
                                            > oświec
                                            > > i
                                            > > na użeranie sie z administracją uczelnianą i rozliczanie grantów
                                            >
                                            >
                                            > A może taka umiejętność jest jednak niezbędna. Może potencjał ludzi zdolnych by
                                            > ł niewykorzystywany gdyż uważali się za uczestników światowego rynku idei. Zajm
                                            > owali się tym co ich środowisko uważało za ważne - co niekoniecznie odzwiercied
                                            > lać musiało rzeczywiste potrzeby dziedziny.

                                            Potencjał ludzi zdolnych na pewno był niewykorzystany. Ale potrzeby dziedziny
                                            to dla mnie jakiś abstrakt. Nie rozumiem co ma jedno do drugiego.

                                            >
                                            > > Tego to na 100% nie można powiedzieć o obecnym młodym pokoleniu. Jest ono
                                            > równi
                                            > > e solidne i niezawodne jak telewizor rubin
                                            >
                                            > To już chyba typowy przejaw międzypokoleniowego narzekania. Wątpię, że liczba l
                                            > udzi wartościowych istotnie zmienia się.
                                            >
                                            Zmienił sie sposób wychowania przez rodziców i szkołę. Samych ludzi zdolnych może
                                            nawet jest tyle samo procentowo, ale są zdemoralizowani przez obecny system edukacji
                                            oraz sposób wychowania.

                                            > > > Może to więc stary system był zły?
                                            > >
                                            > > Stary był na pewno zły na dzisiejsze czasy, pytanie czy częsciowe importo
                                            > wanie
                                            > > rozwiązań z zewnątrz, gdzie są inne realia cokolwiek poprawia, czy tylko
                                            > powięk
                                            > > sza patologie.
                                            >
                                            > Możliwe, że to problem nowości - stopniowo przecież następuje ulepszanie.

                                            Niewątpie, w końcu można jeszcze tyle zreformować !
                                        • chilly Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 21.10.14, 15:11
                                          dobrycy napisał:
                                          > Tego to na 100% nie można powiedzieć o obecnym młodym pokoleniu. Jest ono równie solidne i niezawodne jak telewizor rubin
                                          Pamiętam, że walnięcie pięścią pozwalało naprawić każdą awarię wspomnianego. Za wyjątkiem pożaru...
                                          • dobrycy Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 21.10.14, 16:58
                                            Wygląda na to, że analogia jest tutaj nawet na poziomie metod
                                            terapeutycznych. Gorzej, że faktycznie te rubiny mogą nam się zacząc
                                            palić i co wtedy ? Kupimy nowe Sanyo za dewizy ?

                                            chilly napisał:

                                            > dobrycy napisał:
                                            > > Tego to na 100% nie można powiedzieć o obecnym młodym pokoleniu. Jest ono
                                            > równie solidne i niezawodne jak telewizor rubin
                                            > Pamiętam, że walnięcie pięścią pozwalało naprawić każdą awarię wspomnianego. Za
                                            > wyjątkiem pożaru...
                                            • chilly Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 21.10.14, 20:41
                                              dobrycy napisał:
                                              > Wygląda na to, że analogia jest tutaj nawet na poziomie metod terapeutycznych. Gorzej, że faktycznie te rubiny mogą nam się zacząc palić i co wtedy ? Kupimy nowe Sanyo za dewizy ?
                                              Pozwolimy zachodniemu koncernowi uruchomić u nas montownię. W Specjalnej Strefie Ekonomicznej.
                                    • spokojny.zenek Re: ale w ten sposób pośrednio przyznaje mi Pan r 23.10.14, 18:33
                                      piotrek-256 napisał:

                                      > Ten system ma mało wspólnego z przyszłością polskiej nauki! Studia doktoranckie
                                      > stają się masowe, średni doktorant nie będzie pracował na uczelni. Nie będzie
                                      > etatów. To od uczelni zależy kogo zatrudni na adiunkta, czy tego kto ma 2-3 dob
                                      > re publikacje, czy tego co produkował makulaturę.

                                      Widzenie studiów doktoranckich jako "kuźni kadr naukowych" jest już dawno nieaktualne i w przewidywalnej przyszłości aktualne się nie stanie. To my - relikty dawnej epoki - jeszcze się łapiemy na tym błędzie ale dzisiejsze pokolenie doktorantów już na ogół nie ma tego problemu.
                    • charioteer1 Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 15:43
                      Dala, demotywujacy jest caly system oceny od poczatku do konca.

                      Nauka pozoranctwa zaczyna sie juz na etapie rekrutacji na studia doktoranckie. Sensowny projekt badawczy? A kto to ocenia? Ten, co ocenia, potrafi ocenic sensownosc planowanych badan? Give me a break. To nie jest konkurs grantowy, w ktorym powoluje sie recenzentow, a komisja ma z reguly blade pojecie o tym, co rzeczywiscie doktorant chce robic. Ze swojej dotychczasowej pracy znam rownie wiele sensownych projektow, ktore na tym etapie przepadly, co projektow, ktore nie trzymaly sie kupy, a jednak przeszly. Inteligentny kandydat na doktoranta lapie bardzo szybko, ze licza sie punkciki za cokolwiek oraz ogolnie dobre wrazenie. Wiec robimy projekt, ktory ma jakies pozory prawdopodobienstwa i sprzedajemy go komisji za pomoca ogolnej charyzmy doktoranta. Doktorant bez charyzmy odpada w przedbiegach, chocby nawet trzymal w domu w szufladzie juz napisany doktorat.

                      Doktoranci musza pracowac na calym swiecie. Git. Paranoja jednak zaczyna sie wtedy, kiedy doktorant dzienny, oprocz tego, ze jest doktorantem, pracuje na caly etat poza uczelnia, poniewaz inaczej sie nie utrzyma w zaden sposob, a na jakiekolwiek stypendium nie ma co liczyc. Oczywiscie na uczelni musi prowadzic zajecia i samemu uczestniczyc w zajeciach.

                      W tej sytuacji doktorant wie, ze moze dostac jakies stypendium, jezeli uzbiera dosyc punkcikow zgodnie z wydzialowa skala oceniania. I tu sie zaczyna prawdziwy horror. Nie wiem, jak jest w scislych i przyrodniczych, w spolhumach to jest kleska. Znam skale oceny z roznych wydzialow roznych uczelni. Generalnie sa dwa trendy. Trend pierwszy, doktorantow traktujemy jako zdolnych inaczej i punktujemy rowno wszystkie pierdoly, wszystkie publikacje sa sobie rowne, a liczymy je na sztuki. Efektem jest calkowita demoralizacja. Trend drugi, skala jest bardzo sensowna na pierwszy rzut oka. W praniu okazuje sie, ze interpretacja tej skali jest calkowicie dowolna i wszyscy rowno oszukuja na wszystkim co sie da nagiac. Zebranie zakladu nie jest konferencja miedzynarodowa? Jak to nie, przeciez w zeszlym roku mielismy goscia z zagranicy, ktory wykladal w swoim jezyku, wiec punkty za konferencje miedzynarodowa sie naleza jak z bata strzelil. Doktorant z publikacjami w JCR tez dostanie w tylek, bo jak mu podziela liczbe punktow przez liczbe autorow, to bedzie daleko w tyle za tymi, co 10 takich konferencji zaliczyli w ciagu roku. Efekt jak w punkcie wyzej.
                      • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 16:18
                        Sorry, chario, znam niejednego takiego doktoranta tutaj. Ludzie maja normalna prace, zeby sie utrzymac i pisza doktorat. System im to ulatiwa, jednak fakty sa wlasnie takie.

                        natomiast, zgadzam sie. system, w ktorym tak po prostu liczymy punkty, dodajemy i w ten sposob ustalamy ranking, jest tak glupi, ze trudno sie o nim wypowiadac. no ale jesli promotorzy sami nie maja porzadnych publikacji, no to dzielnie wspieraja doktorantow w tym idiotyzmie.
                        • chilly Re: Doktoranci i publikowanie 19.10.14, 22:56
                          dala.tata napisał:
                          > Sorry, chario, znam niejednego takiego doktoranta tutaj. Ludzie maja normalna prace, zeby sie utrzymac i pisza doktorat. System im to ulatiwa, jednak fakty sa wlasnie takie.
                          "Tam" chodzi o wytrzymanie, "TU" o przetrwanie. A praca TUTAJ - jesli w ogóle jest - to rzadko "normalna". I system nic nie ułatwia.
                          Można się tylko zastanowić: po co im te doktoraty. No, chyba że chodzi o czteroletnie ubezpieczenie...
                      • trzy.14 Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 23:59
                        charioteer1 napisał:

                        > Dala, demotywujacy jest caly system oceny od poczatku do konca.
                        >
                        > Nauka pozoranctwa zaczyna sie juz na etapie rekrutacji na studia doktoranckie.

                        Tak

                        > Sensowny projekt badawczy?

                        Nie spotkałem się z czymś takim jak projekt badawczy kandydata na doktoranta.
                        Czy to gdzieś funkcjonuje?

                        > A kto to ocenia? Ten, co ocenia, potrafi ocenic sens
                        > ownosc planowanych badan? Give me a break. To nie jest konkurs grantowy, w ktor
                        > ym powoluje sie recenzentow, a komisja ma z reguly blade pojecie o tym, co rzec
                        > zywiscie doktorant chce robic. Ze swojej dotychczasowej pracy znam rownie wiele
                        > sensownych projektow, ktore na tym etapie przepadly, co projektow, ktore nie t
                        > rzymaly sie kupy, a jednak przeszly. Inteligentny kandydat na doktoranta lapie
                        > bardzo szybko, ze licza sie punkciki za cokolwiek oraz ogolnie dobre wrazenie.

                        Eeee, jesteście rozpuszczeni.
                        Liczy się sam fakt złożenia papierów i zgoda opiekuna naukowego.

                        > Wiec robimy projekt, ktory ma jakies pozory prawdopodobienstwa i sprzedajemy go
                        > komisji za pomoca ogolnej charyzmy doktoranta.

                        Charyzma doktoranta?
                        A cóż to za dziwo?
                        Charyzmę to może mieć opiekun naukowy.

                        > Doktorant bez charyzmy odpada w
                        > przedbiegach, chocby nawet trzymal w domu w szufladzie juz napisany doktorat.
                        >

                        > Doktoranci musza pracowac na calym swiecie. Git. Paranoja jednak zaczyna sie wt
                        > edy, kiedy doktorant dzienny, oprocz tego, ze jest doktorantem, pracuje na caly
                        > etat poza uczelnia, poniewaz inaczej sie nie utrzyma w zaden sposob, a na jaki
                        > ekolwiek stypendium nie ma co liczyc.

                        Nie te czasy.
                        Teraz wielu doktorantów nie zastanawia się, czy się utrzyma, tylko na jakim poziomie!

                        > Oczywiscie na uczelni musi prowadzic zaje
                        > cia i samemu uczestniczyc w zajeciach.
                        >
                        > W tej sytuacji doktorant wie, ze moze dostac jakies stypendium, jezeli uzbiera
                        > dosyc punkcikow zgodnie z wydzialowa skala oceniania. I tu sie zaczyna prawdziw
                        > y horror. Nie wiem, jak jest w scislych i przyrodniczych, w spolhumach to jest
                        > kleska. Znam skale oceny z roznych wydzialow roznych uczelni. Generalnie sa dwa
                        > trendy. Trend pierwszy, doktorantow traktujemy jako zdolnych inaczej i punktuj
                        > emy rowno wszystkie pierdoly, wszystkie publikacje sa sobie rowne, a liczymy je
                        > na sztuki. Efektem jest calkowita demoralizacja. Trend drugi, skala jest bardz
                        > o sensowna na pierwszy rzut oka. W praniu okazuje sie, ze interpretacja tej ska
                        > li jest calkowicie dowolna i wszyscy rowno oszukuja na wszystkim co sie da nagi
                        > ac. Zebranie zakladu nie jest konferencja miedzynarodowa? Jak to nie, przeciez
                        > w zeszlym roku mielismy goscia z zagranicy, ktory wykladal w swoim jezyku, wiec
                        > punkty za konferencje miedzynarodowa sie naleza jak z bata strzelil. Doktorant
                        > z publikacjami w JCR tez dostanie w tylek, bo jak mu podziela liczbe punktow p
                        > rzez liczbe autorow, to bedzie daleko w tyle za tymi, co 10 takich konferencji
                        > zaliczyli w ciagu roku. Efekt jak w punkcie wyzej.
                        >

                        Ooooo, tu mnie zatkało.
                        • charioteer1 Re: Doktoranci i publikowanie 19.10.14, 00:49
                          Trzy, opiekun to ma miec chody u dziekana. Charyzma jest wtorna.

                          Projekty sa dosc popularne w spolhumach. Tu tez sa dwie szkoly. Albo pisze kandydat na doktoranta, a kandydat na opiekuna ocenia, albo kandydat na doktoranta pisze wspolnie z kandydatem na opiekuna, a ocenia komisja. Wez i rozbierz, ktore ma wiecej sensu.
                          • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 23.10.14, 18:35
                            charioteer1 napisał:

                            > Trzy, opiekun to ma miec chody u dziekana. Charyzma jest wtorna.

                            Względnie u GTW.

                            > Projekty sa dosc popularne w spolhumach. Tu tez sa dwie szkoly. Albo pisze kand
                            > ydat na doktoranta, a kandydat na opiekuna ocenia, albo kandydat na doktoranta
                            > pisze wspolnie z kandydatem na opiekuna, a ocenia komisja. Wez i rozbierz, ktor
                            > e ma wiecej sensu.

                            Co kraj to obyczaj, jak zwykle zresztą. Odnoszę wrażenie, że to kolejny element systemu, którego po prostu nikt poważnie nie traktuje.
                    • chilly Re: Doktoranci i publikowanie 19.10.14, 08:12
                      dala.tata napisał:
                      > No ale to dotyczy wielu doktorantow na calym swiecie, nie tylko w Polsce.
                      To jest jeden z tych argumentów dali, które podobaja mi się najbardziej. Bo tak jest na świecie. A nawet tak jest w cywilizowanym (?) świecie. Więc u nas też tak musi być.
                      Ja tymczasem chciałbym zwrócić uwagę, że mówimy o ludziach 24-30-letnich, którzy oprócz "robienia doktoratu" wchodzą w naprawdę dorosłe życie. W którym się pobieramy, mamy dzieci, musimy kupić mieszkanie, a nawet jeść i ubierać się. Z tego tysiączłotowego stypendium, którego na dodatek wiekszośc doktorantów nie otrzymuje? Chory świat. A my udajemy, że normalny i tej normalności domagamy się od doktorantów.
                      Gdy byłem doktorantem, to zarobki kształtowały się podobnie jak dzisiaj (średnio nieco wyżej - 4-5 tysięcy zł). A doktorant (każdy!) miał 3 tys. zł stypendium (wiem, było nas 5, nie 40 tysięcy i uważaliśmy się za pracowników - i tak byliśmy traktowani przez kolegów). Do tego braliśmy dodatkowe pieniądze z realizacji - mówiąc dzisiejszym językiem - grantów. W moim zespole brali je wszyscy, regularnie przez 11 miesięcy w roku (czasami i 12). Przepisy dopuszczały dodatek w wysokości 50% stypendium, ale za zgodą rektora mogło to być 70%. No więc brałem te 2100,- i byliśmy w stanie się za to utrzymać w dużym mieście (wynajmując mieszkanie) - z żoną i dwójką dzieci.
                      Przywróćmy normalnośc także i w tej dziedzinie!
                      • dala.tata Re: Doktoranci i publikowanie 19.10.14, 10:37
                        Ja nie argumentuje i nie mowie, czy to zle czy dobrze. Mowie jedynie, ze polscy doktoranci nie roznia sie od innych.
                        • spokojny.zenek Re: Doktoranci i publikowanie 19.10.14, 13:13
                          dala.tata napisał:

                          > Ja nie argumentuje i nie mowie, czy to zle czy dobrze. Mowie jedynie, ze polscy
                          > doktoranci nie roznia sie od innych.

                          Na przykład mają takie same potrzeby podstawowe.
              • whiteskies Re: Doktoranci i publikowanie 18.10.14, 23:37
                Ja uważam że to problem promotora zeby zapewnić doktorantowi mozliwość uczenia sie i "przeżycia".Problem w tym że promotor sie nie poczuwa...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka