Dodaj do ulubionych

dydaktyka...

18.01.07, 12:18
Jestem bardzo ciekawa, jakie macie doświadczenia z uczeniem studentów. Ja od
pewnego czasu mam kłopot - mam wrażenie, że 'młodzi ludzie' nie za bardzo chcą
się czegoś dowiedzieć czy popatrzeć na różne sprawy z nowych perspektyw,
raczej oczekują, że w przyjemny sposób potwierdzimy im ich wizję świata.
Dziwne, bo różnica wieku nie jest aż tak duża, a oczekiwania wobec studiów
wskazywałyby na różnicę pokoleniową. Do tego, że studenci nie chodzą do
biblioteki, kserują, nie czytając, i sądzą, że net jest jedynym źródłem
wiedzy, już się przyzwyczaiłam. Do niedawna jednak uważałam, że niezależnie od
tego, kogo mam uczyć, powinnam to robić, odpowiadając na rzeczywiste
zapotrzebowanie. Teraz obawiam się, że oznaczałoby to powtarzanie wiadomości
ze szkoły podstawowej i średniej (najlepiej w formie wizualnej) wzbogacane
anegdotami, newsami z mediów i zabawami w grupie... A, i naukę czytania dla
niektórych..
Jak to robicie?
Obserwuj wątek
    • jancio.wodnik Re: dydaktyka... 19.01.07, 16:28
      Jak to robimy?
      Ja mam proste podejscie: oni olewaja mnie, a ja ich.

      Studenci sa z roku na rok coraz to glupsi i bardziej bezczelni. Masz 2 wyiscia:
      a) trzymac ich krotko przy pysku - jesli pracujesz na studiach dziennych i nie
      zalezy ci aby gamonie zapisali sie na twoje zajecia
      b) pozwolic im robic co chca, najlepiej w ogole nie chodzic zajecia, a na
      koniec wpisac 5 - jesli pracujesz na platnych studiach i kazdy zapisany gamon
      to dla ciebie kasa

      zdarza sie, ze gamonie jakby na przekor sobie zapisuja sie do tego, kto stosuje
      zamordyzm, ale zeby to sie zdarzylo trzeba przyciskac ich umiejetnie. IMO za
      duzo zachodu.
      • joanna13975 Re: dydaktyka... 19.01.07, 19:58
        No prosze, zblizam sie do rozwiazania b, ale nie czuje się z tym dobrze.
        Przestalam douczac sie przed zajeciami. Udaje ze nie widze, ze w sali
        komputerowej dzieciaki sprawdzaja poczte i przegladaja allegro. nie zawstydzam
        ich, gdy wylaza z nich przerazajace stereotypy. Chwale ich prace pisemne, jesli
        jest tam cien jakiejkolwiek mysli.
        Ale na uniwersytecie nie jest lepiej. Wiekszosc studentow np. oczekuje, ze
        wymyslisz im temat pracy zaliczeniowej i podasz pelna bibliografie (potem
        przepisuja te bibliografie - z bledami - chociaz nie zajrzeli do zadnej
        pozycji:)) Jedyna roznica – staraja się sprawiac wrazenie, ze wszystko rozumieja
        i wszystko wiedza. A gdy przychodzi do jakiejs konfrontacji – zalosc. Najlepsze
        rzeczy pisza w ocenach - np. 'pan ma wyniosly wyraz twarzy' albo 'pan X [znany
        profesor] rzeczywiscie zna sie na tym, co mowi'. Czy dzis wszyscy musza miec mgr???
        • niewyspany77 Re: dydaktyka... 19.01.07, 20:13
          Ja tam jestem cienki bolek, ale jesli moge swoje 5 gr:

          pomijajac przypadki tzw durnych cwokow ktorzy zwyczajnie nie sa niczym
          zainteresowani poza odbiorem dyplomu (skoro place czesne to... itd) nalezy w
          sporej czesci przypadkow przyznac racje studentom gdyz:

          - wykladowcy maja ich w d* wyrazajac to w calym spektrum, poczawszy od
          spozniania sie i odwolywania zajec na kilka h wczesniej poprzez przychodzenie na
          zajecia w stanie wskazujacym na spozycie

          - traktowanie studentow jak wsiowych glupkow ktorzy na niczym sie nie znaja, ze
          to nie tak, ze to zle, ze to inaczej etc

          - nie umieja uzasadnic praktycznie tego co ucza, czyli odpowiedz na pytanie jaki
          to ma zwiazek z reczywistoscia - odpowiedzi nie ma albo faktycznie trzeba sie
          spytac "czy pan profesor na pewno wie o czym mowi"


          Jako ze mialem okazje prowadzic zajecia przy komputerze, wiem ze tak to juz
          jest. Wystarczy przyjac zasade, ze nie opozniamy cwiczen z powodu allegro,
          bramek sms, czatow, gg etc.

          JEstem swiecie przekonany ze wiekszosc kazdej grupy to ludzie ktorzy chca z sie
          nauczyc czegos, jednak czasem prowadzacy zapomina ze poza "wykladaniem" powinien
          tez do studentow umiec dotrzec, bo typowemu studentowi nie robi roznicy postawa
          "zrobta to sami" od "robta co chceta".

          Tyle ode mnie, ale jak juz mowilem ja tam cienki bolek jestem.
          • flamengista ok, ale kto jest temu wszystkiemu winny? 25.01.07, 13:21
            Kto pozwala na to, że wykładowcy olewają studentów?
            Kto toleruje tumiwisizm sekretariatów i dziekanatów?
            Kto nie egzekwuje ciekawych zajęć od prowadzących?
            etc.

            Otóż przede wszystkim studenci są temu winni. Pora się obudzić - to nie są
            dzieci, najwyższa pora zachowywać sie jak dorośli. Skoro poświecają swój czas,
            część za studia płaci spore pieniądze - to najwyższa pora WYMAGAĆ:
            - dobrych zajęć, które odbywane są w terminie;
            - sumiennego wypełniania obowiązków przez wykładowców, ćwiczeniowców,
            prowadzących seminaria;
            - rzetelnej pracy sekretariatów i dziekanatów;
            - konkretnej wiedzy, która przyda sie w dorosłym życiu;
            - dyplomu, który nie jest świstkiem papieru.

            Chcącemu nie dzieje się krzywda. Obecny rynek edukacyjny zbudowany jest na
            hipokryzji i powszechnej akceptacji miernoty. My was nic nie uczymy, wy się nic
            nie uczycie, dajemy wam nic nie znaczący dyplom i wszyscy są zadowoleni.

            A skoro wszyscy są zadowoleni - to po co coś zmieniać...
            • jancio.wodnik Re: ok, ale kto jest temu wszystkiemu winny? 25.01.07, 13:57
              > Otóż przede wszystkim studenci są temu winni.

              nie moge sie z tym zgodzic

              edukacja to nie jest taki sam biznes jak prosukcja batonikow i tutaj klient
              (student) nie powienien decydowac o wszystkim. wszscy studenci maja wspolny
              cel: dostac zaliczenie z jak najlepsza ocena, jak najmniejszym kosztem,
              niektorzy studenci maja takze inny cel: pobieranie wiedzy. tendencja do
              zdobywania zaliczen jak najmniejszym kosztem jest wiec dominujaca, rola wladz
              uczelni jest te tendecje opanowac i zadbac o interesy tych, ktorzy przyszli
              pobierac wiedze. wladze tego nie robia, bo im sie nie oplaca - stawiajac
              wymagania straciliby znaczna czesc klientow, ktorzy nie przyszli pobierac
              wiedzy i ich peniadze. klienci owi (nawywani przeze mnie gamoniami)
              przeniesliby sie do prywatnych szkol, gdzie zaliczenia dostaje sie za darmo.
              zarzadzajacy wydzialem staraja sie maksymalizowac zysk i w ten oto sposob
              uniwerystety dzialaja na zasadach komercyjnych tak samo jak fabryki batonow.
              • niewyspany77 Re: ok, ale kto jest temu wszystkiemu winny? 25.01.07, 14:10
                jancio.wodnik napisał:

                > niektorzy studenci maja takze inny cel: pobieranie wiedzy

                Zdolny student, tzn potrafiacy wdac sie w intelektualna polemike z wykladowca
                etc, zazwyczaj obrywa za wymadrzanie sie tudziez podwazanie autorytetu. Jak
                podpadniesz to za Chiny Ludowe nie dostaniesz max. oceny czy tam zaliczenia.
                Moral z tego taki ze lepiej polechtac "autorytet" niz pokazac, ze "my nie plebs
                jeno lud swiatly i rozumny".
                • jancio.wodnik Re: ok, ale kto jest temu wszystkiemu winny? 25.01.07, 14:16
                  niewyspany77 napisał:

                  > jancio.wodnik napisał:
                  >
                  > > niektorzy studenci maja takze inny cel: pobieranie wiedzy
                  >
                  > Zdolny student, tzn potrafiacy wdac sie w intelektualna polemike z wykladowca
                  > etc, zazwyczaj obrywa za wymadrzanie sie tudziez podwazanie autorytetu.

                  u mnie TYLKO profesorowie maja autorytet, a oni nie prowadza zajec na ktorych
                  mozna wdac sie w plemikie

                  doktorzy i doktoranci zadnego autorytetu u studenta nie maja
                  caly czas jestem pouczany przez jakiegos gamonia, ze sie nie znam i musze z
                  usmiechem przyznawac mu racje, chocby gadal najwieksze bzdury.

                  czlowieku zrozum: tam gdzie walka o kazdego placacego studenta jest ostra, nie
                  ma takie mozliwosci aby jakikolwiek gamon zostal skrytykowany przez wykladowce
                  za cokolwiek. oni sa najwapanialsi, najmadrzejsi i basta!

                  za to student, ktory przygotowuje sie do zajec obrywa od grupy.

                  Jak
                  > podpadniesz to za Chiny Ludowe nie dostaniesz max. oceny czy tam zaliczenia.
                  > Moral z tego taki ze lepiej polechtac "autorytet" niz pokazac, ze "my nie
                  plebs
                  > jeno lud swiatly i rozumny".
                  • niewyspany77 Re: ok, ale kto jest temu wszystkiemu winny? 25.01.07, 14:22
                    jancio.wodnik napisał:

                    > czlowieku zrozum: tam gdzie walka o kazdego placacego studenta jest ostra, nie
                    > ma takie mozliwosci aby jakikolwiek gamon zostal skrytykowany przez wykladowce
                    > za cokolwiek. oni sa najwapanialsi, najmadrzejsi i basta!

                    ALez ja wlasnie o tym mowie: student uczy sie blyskawicznie ze to i tamto nie ma
                    sensu, wiele rzeczy nie ma sensu, wiec wlasciwie wszystko jest bez sensu.
                    Jedynie zaliczenie, mozliwie najbardziej pozytywne ma sens, mniejsza z tym czy
                    za zaslugi, odwage, milosc do ojczyzny, ulozona fryzure czy za pochodzenie :D I
                    w tym kontekscie byla moja uwaga: nie ma po co sie wysilac, bo i po co.
                    • niewyspany77 Re: ok, ale kto jest temu wszystkiemu winny? 25.01.07, 14:26
                      Dokoncznie (za wczesnie sie wyslalo). Problem w tym ze to jest wynik sytuacji.
                      Gdyby was bylo tam o polowe mniej (w tym molochu) i zapisanie sie do konkretnego
                      wykladowcy/przedmiotu bylo traktowane jako nagroda a nie "przysluga" to by to
                      zdeczka inaczej wygladalo. Spojrz na to inaczej: czy to nie jest tez oznaka ze
                      wasz dyplom dra sie dewaluuje? Macie modelowy przerost formy i niestety to
                      akurat nie jest wina studenta ze wykorzystuje wasza sytuacje na swoja korzysc,
                      bo co, maja sobie sami rzucac klody pod nogi?
              • flamengista hmm... 25.01.07, 22:32
                Wiesz, ja patrzę na to z perspektywy ekonomisty.

                I widzę w każdym studencie potencjalnego homo ekonomicus, który chce
                zmaksymalizować stopę zwrotu z wysiłku włożonego w studia;)

                Owszem, studenci postępują często irracjonalnie, ale - na Boga - powinni się
                trochę uczyć na błędach. Swoich i swoich starszych kolegów.

                To nie jest też tak, że chcę oddać władzę na uczelni w ręce studentów. Mi raczej
                chodzi o to, że ci studenci wogóle nie korzystają z możliwości prawnych, by
                swoimi działaniami poziom studiów podwyższać.

                Studenci świetnie potrafią:
                - walczyć o wyższe stypendia;
                - bronić ulg na bilety w komunikacji miejskiej;
                - donieść na wykładowcę, który jest zbyt surowy przy egzaminowaniu do dziekana
                (z powodzeniem - dziekan nakazuje... wykreślić dwóje;);
                - nagrać "niegrzecznego" wykładowcę, wcześniej specjalnie go do tego prowokując.

                Niestety, gdy przychodzi do rzeczy ważnych studenci olewają sprawę. Ankiety
                traktują jako zło konieczne. Na panie w sekretariacie się nie poskarżą. Na brak
                prowadzącego na dyżurach - również, bo na nie nie chodzą. W życiu nie pamietam
                inicjatywy, by coś studenci sami z siebie, konstruktywnie zaproponowali.

                Jest tylko postawa roszczeniowa i chęć balowania przez całe studia. Ciągle mam
                nadzieję, że to zacznie się trochę zmieniać. A na razie tych lekkoduchów mi nie
                żal. Ani trochę. Już nie długo życie da im kopa w siedzenie...
        • avvg Re: dydaktyka... 21.01.07, 02:26
          > Ale na uniwersytecie nie jest lepiej. Wiekszosc studentow np. oczekuje, ze
          > wymyslisz im temat pracy zaliczeniowej i podasz pelna bibliografie (potem
          > przepisuja te bibliografie - z bledami - chociaz nie zajrzeli do zadnej
          > pozycji:)) Jedyna roznica – staraja się sprawiac wrazenie, ze wszystko ro
          > zumieja

          kochanie, a czego Ty oczekiwałaś? ze pod twoim kierunkiem beda pisac doktoraty?
          Najpierw skoncz swoj.
          Oczekujesz od dwudziestolatka, ze bedzie chcial z kazdego przedmiotu pisac
          odkrywcza prace? Mnie sie pare razy zdarzylo, ze musiałam napisać pracę z
          przedmiotu, którego nienawidziłam. Poszłam do prowadzącego i powiedziałam, że
          chcę napisać dobrą pracę, sama nic nie wymyślę, poprosiłam o wskazówki
          bibliograficzne, które dostałam. Napisałam najlepiej jak umiałam. Nie oczekuj,
          że każdy przed Twoim przedmiotem padnie na kolana.

          a poza tym, co w tym złego, że przed zajęciami ktoś wejdzie sobie na pocztę? Nie
          każdy ma w domu internet. W trakcie zajęć - co innego, ale przed?
            • avvg Re: dydaktyka... 25.03.07, 17:22
              kochanie, sprawdź znaczenie słowa "oksymoron" w słowniku.

              Można napisać na studiach bardzo dobrą, nieodkrywczą pracę. Co więcej, są wydziały - chociażby WDiNP
              UW - na których zbyt odkrywcze prace magisterskie nie są mile widziane. Student ma się nauczyć
              pracować z bibliografią, czyli - nie musi napisać nic, co miałoby dokonać rewolucji w nauce, żeby dostać
              ocenę bardzo dobrą. Kotku.
      • flamengista :-) 25.01.07, 13:15
        > Jak to robimy?
        > Ja mam proste podejscie: oni olewaja mnie, a ja ich.

        Mądrze napisane, choć brzmi okrutnie;)

        Ale prawda też jest okrutna. Młodzi ludzie mają w zdecydowanej większości studia
        w dpie.

        Śmieszne jest tylko to, że po ich skończeniu mają pretensję że nie mogą znaleźć
        pracy. Nic dziwnego, skoro przez cały ten czas sobie bimbali.


        Wychodzę z założenia, że dydaktyka jest uzupełnieniem pracy naukowej. Nie na
        odwrót. Robię więc to, co mnie interesuję, a nauczania traktuję jako zło konieczne.

        inne podejście grozi nerwicą i/lub postępującą depresją.
    • mikrometr Re: dydaktyka... 19.01.07, 17:40
      Wychodzę z założenia, że studenci to inteligentni młodzi ludzie, którzy bardzo
      chcą się zdobywać wiedzę. Tak ich traktuję i na ogół okazuje się, że moje
      założenie jest prawdziwe.
      • dr_lolo Re: dydaktyka... 19.01.07, 22:45
        rowniez tak podchodze. to pomaga. chociaz jak pracowalem w szkole prywatnej nie
        udalo sie. studenci byli naprawde malo pracowici i niezbyt zdolni. dlatego tez
        nie pracuje juz tam.
    • pudicitia Re: dydaktyka... 19.01.07, 21:22
      Witam serdecznie. Ja również widzę raczej brak chęci do nauki na twarzach
      studentów.. Pracuję na uczelni państwowej, jednak nie ma chyba aż takich
      różnic. Czasami aż ręcę opadają. Ja z moim entuzjazmem i oni z tymi znudzonymi
      minami i wyrazem twarzy: "a po co nam to". Mam wrażenie, że oni na ćwiczeniach
      oczekują kolejnego wykładu.. Nie mogę powiedzieć, słuchają i notują, jednak bez
      entuzjazmu, bez zainteresowania. W głowach z tego mają jakieś mikroułamki, ale
      wierzę, że warto..
    • bumcykcyk2 Re: dydaktyka... 21.01.07, 17:24
      Nauka na kierunkach humanistycznych w dobie łatwego dostępu do netu powinna być
      przewartościowana. Szeregu rzeczy kompletnie nie ma sensu uczyć się na pamięć,
      wystarczy wiedzieć czego, gdzie i jak szukać. Tu popieram styl zachowania
      studentów.

      Natomiast oprócz tego absolutnie zgadzam się, że bezprzykładne lenistwo i
      postawa roszczeniowa jest dziś normą. Zwłaszcza w szkołach prywatnych i na
      płatnych studiach w pństwowych uczelniach.

      Co do środków radzenia sobie z tym zjawiskiem... Ja studenta właśnie "wzbogacam
      anegdotami, newsami z mediów i zabawami w grupie", bo to najlepsza na nich
      metoda. Do tego rzutnik multimedialny i slajdy z możliwie największą liczbą
      zdjęć. Jest miło i przyjemnie, a że potem życie da im potężnego kopniaka w dupę
      to już inna sprawa.
      • iwona_an Re: dydaktyka... 22.01.07, 17:27
        Witam serdecznie,
        czytając wcześniejsze wypowiedzi, powiem szczerze jestem w lekkim "szoku".
        Dlaczego? Na moich zajęciach ćwiczeniowych mam prawie 100% obecność. Studenci
        są bardzo aktywni na zajęciach. Kolokwia do tej pory napisali 2 wypadły na
        niezłym poziomie (u mnie jest totalny zakaz ściągania).Naprawdę bardzo lubię z
        nimi pracować, a przedmioty które wykładam nie należą do najciekawszych i
        najłatwiejszych.
        • avvg Re: dydaktyka... 23.01.07, 00:26
          z czego wynika jednoznacznie, że nie wszyscy nadają się do pracy ze studentami i
          koniec. nakaz prowadzenia zajęć to barbarzyństwo, szczególnie dla studentów
        • epingle Re: dydaktyka... 17.09.07, 12:50
          Przypadkiem trafiłam na ten temat i po przeczytaniu całości mogę
          powiedzieć jedno - z niepokojem myślę o październiku, kiedy to
          zacznę prowadzić po raz pierwszy zajęcia. Chętnie dowiem się, jakie
          było wasze nastawienie i sposoby na poradzenie sobie, kiedy
          zaczynaliście dopiero prowadzenie zajęć. Mnie to czeka po raz
          pierwszy w życiu i mam mnóstwo obaw czy dobrze się z tego wywiążę.
    • tocqueville Re: dydaktyka... 23.01.07, 06:45
      Dyskusja zaczyna przypominać pogawędki w stylu: studenci są ok/nie ok
      Przecież nie ma tutaj reguły. Studenci są różni.
      Z tym, że w sytuacji kiedy coraz więcej osób idzie na studia łatwiej trafić na
      osoby mało zainteresowane zajęciami, takich których interesuje przede wszystkim
      zdobycie dypomu (a nie np. poszerzenie wiedzy, czy rozwój)
      I naprawdę umiejętności dydaktyczne nie pomogą za wiele kiedy wśród grupy
      dominuje tendencja - "celem jest dyplom, ten kto stawia wymagania, stanowi
      przeszkodę do jego uzyskania".

      Wykłądowcom, którzy mają
      - na dziennych tzw. przedmioty kierunkowe z grupą na kierunkach na które było 20
      kandydantów na miejsce będzie się lepiej prowadziło zajęcia niż tym, którzy
      - uczą na zaocznych tzw. przedmiotów podstawowych na kierunkach i uczelniach
      mniej obleganych.
      Ci pierwsi będą częściej chwalić postawę studentów, drudzy - narzekać.

      • joanna13975 Re: dydaktyka... 23.01.07, 21:10
        Czyli działają prawa rynku - ci, którzy oferują rzadkie dobra, mają lepszych
        klientów niż ci, którzy sprzedają marchewkę :) Coś w tym jest.
        A poza tym jakie macie wspomnienia z innych niż zajęcia kontaktów ze studentami?
        Chodzi mi o egzaminy, zaliczenia, dyżury.. Mnie np. zdumiewają zachowania w
        sesji. Kiedyś jakiś pan (UW, kulturoznawstwo) nie przyszedł na żaden z około
        czterech moich dyżurów, na których wystawiałam oceny z prac i odpytywałam
        ustnie. Dwa tygodnie później przesłał mi mailem pracę roczną, wyjaśniając, że
        pojechał do cioci czy gdzieś tam, i pytał, kiedy się z nim umówię na egzamin. A
        kiedy indziej inny pan (amerykanistyka UW) nie przyszedł po wpis w czerwcu (dwa
        terminy), w lipcu zatelefonował do mnie na komórkę (oczywiście nie podawałam
        jego grupie telefonu) i pytał, gdzie mnie może złapać. Byłam wtedy w 9 miesiącu,
        więc powiedziałam, że najpewniej w szpitalu na Zelaznej..
        A jakies fajne odpowiedzi na egzaminach? Na szybko przychodzi mi do głowy
        studentka, która zapytana o Freuda, zaczęła opowiadać o 'ajdi'
      • flamengista no właśnie 25.01.07, 13:28
        Problem w tym, że wraz z idącym niżem demograficznym i rosnącym współczynnikiem
        scholaryzacji dostajemy coraz gorszy materiał ludzki. Nie każdy uczy na
        psychologii czy socjologii, gdzie odsiew jest znaczny.

        Dlatego niestety jest coraz gorzej. Sam u siebię obserwuję zjawisko "obniżania
        poprzeczki" w stosunku do studentów. Coraz mniej wymagam, bo zwyczajnie nie ma
        to sensu. Szkoda stresu i czasu.

        Mimo to trafiają się rodzynki. Przykładowo w tym semestrze wieczorowi zaskoczyli
        mnie pozytywnie. Było kilka dobrych studentów, nawet bardzo dobrych. A egzamin
        napisali naprawdę nieźle, w zasadzie lepiej niż dzienni.
    • jancio.wodnik Re: dydaktyka... 23.01.07, 12:20
      To nie jest wina ani studentow, ani prowadzacych zajecia tylko komercyjnego
      systemu w nauce.
      Na moim wydziale sa studia dzienne i wieczorowe (zaocznych nie ma). Na studia
      dzienne jest dosc duzy przesiew, ale na wieczorowe przyjmuja kazdego, chocby
      byl niepismienny. Dzienni i wieczorowi maja taki sam program, sa wymieszani w
      grupach cwiczeniowych. W zwiazku z potworna liczba doktorantow (ponad 100
      sztuk !) jest ogromna nadpodarz zajec - prawie kazdy doktorant zglasza po kilka
      zajec autorskich w nadziei, ze zarobi kase. Przy takiej nadpodarzy nie
      wszystkie kursy sie otwieraja, a zeby grupa miala racej bytu musi byc
      wypakowana co najmniej 20 gamoniami z wieczorowych. W tej sytuacji prowadzacy
      te zajecia - doktoranci i doktorzy - sa zmuszeni rywalizowac o studenta.
      Konkurencja jest ostra. Gamoniom w pierwszej kolejnosci zalezy na otrzymaniu
      zaliczenia jak najmiejszym kosztem z jak najwyzsza ocena, jesli sa tacy ktorym
      zalezy na czyms jeszcze, np. przyszli na studia pobierac wiedze, hehe to jako
      mniejszosc nie maja oni sily przebicia. Jako ze wielu zajec na studiach
      dziennych po prostu nie ma (dzienne sa obrabiane doktorantami za darmoche, w
      ramach tzw. "praktyk") dzienni sa zmuszeni skamlec o zapisanie ich do grup
      pieczorowych. Suma sumarum powstal system na studiach obydwu trybow pt. "czy
      sie siedzi, czy sie lezy bardzo dobry sie nalezy". W tej sytuacji kazdy kto
      chce prowadzic zajecia musi dawac piatki calkowicie za darmo, poniewaz gdyby
      tego nie robil nie uzbieralby odpowiednio licznej gromadki gamoni aby otworzyc
      kurs.
      pozdrawiam z wydzialu, ktory zajmuje pierwsze miejsce w rankingu
      porzygac sie mozna, n'est-ce pas?
    • natalicja Re: dydaktyka... 24.01.07, 22:59
      Od paru lat uczę na pierwszym semestrze tego samego przedmiotu i w tym roku to był horror. Z grupą po raz pierwszy nie byłam w stanie złapać żadnego kontaktu, w ogóle nie słuchali, co mówię, treści zadań odtwarzali tak, jak akurat było im wygodnie/umieli zrobić. A że zadania miały dłuższy termin, to treśc a)przypominałam dość często b) umieściłam na stronie specjalnie dla nich przygotowanej. Wejść na stronę 0, zadania oddawane - dowolne wariacje na zadany temat. Po raz pierwszy w ciągu przeuczonych 300 godzin musiałam się mocno pilnować, żeby nie rozpocząć złośliwych represji...
    • mikrometr Re: dydaktyka... 25.01.07, 07:32
      Wydaje mi się, że na interakcję z grupą ma wpływ wiele czynników a samo
      przygotowanie i nastawienie studentów to tylko jeden z nich.

      Bardzo ważne jest nasze (prowadzącego podejście). Energiczna postawa, wyraźnie
      nastawiona na chęć przekazania wiedzy i poparta przekonaniem, że student jest
      partnerem w dyskusji może nawet zmienić niechętne nastawienie tego ostatniego.

      Nie wiem czy zauważyliście wpływ np. pory dnia (zajęcia popołudniowe 14-16 na
      ogół trudniej się prowadzi niż te między 10-12). Wyraźnie też daje się wyczuć
      czy grupa miała wcześniej zajęcia wymagające wysiłku intelektualnego czy też
      nie. Ewidentnie rozbija pracę stres (oczekiwanie na kolokwium powoduje zupełną
      utratę koncentracji). O pogodzie wspomnę, która paradoksalnie przeszkadza kiedy
      jest piękna (zwłaszcza wiosenna).

      O nastawieniu grupy do przedmiotu decyduje zazwyczaj kilka osób. Jeśli tacy
      liderzy dążą do zdobycia wiedzy, to cała grupa się dostosowuje, jeśli chcą tylko
      dyplom to bardzo trudno coś wykrzesać.
      • kok.o Re: dydaktyka... 25.01.07, 11:43
        bardzo trafne uwagi :)
        Co do pory dnia - najgorsze sa zajecia wlasciwie wieczorne (godz. 17-19),u
        wiekszosci widac zmeczenie na twarzach (u prowadzacej zreszta tez :-) ).
        Chociaz na zajeciach rachunkowych o 8 rano tez ciezko cos wykrzesac, zazwyczaj
        "rozkrecaja" sie po godzinie :)
      • jancio.wodnik Mikrometr, w jakim Ty świecie żyjesz? 25.01.07, 13:19
        mikrometr napisała:

        > Wydaje mi się, że na interakcję z grupą ma wpływ wiele czynników a samo
        > przygotowanie i nastawienie studentów to tylko jeden z nich.

        jakie przygotowanie studentów?
        żarty sobie robisz

        > Bardzo ważne jest nasze (prowadzącego podejście).

        jasna sprawa, jesli zakomunikujesz gamonim ze masz wobec nich jakies
        oczekiwania to od razu wypisza ci sie z kursu. kazdy ubytek oznacza dla ciebie
        kilkaset zlotych mniej. grupa nie wypakowa na full nie jest pelnoplatna (!)

        Energiczna postawa, wyraźnie
        > nastawiona na chęć przekazania wiedzy

        jesli wiedza nazywasz pseudorozmowy o tym co w kinie nowego, jaki skandal teraz
        mamy w politce itp. to owszem :P

        i poparta przekonaniem, że student jest
        > partnerem w dyskusji

        ooooooo tak, student jest partnerem jak h*j
        tego nie wolno kwestionowac

        >może nawet zmienić niechętne nastawienie tego ostatniego.

        aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
        qupa smiechu

        > Nie wiem czy zauważyliście wpływ np. pory dnia (zajęcia popołudniowe 14-16 na
        > ogół trudniej się prowadzi niż te między 10-12).

        zajecia 10-15 to jest odrabienie panszczyzny na dziennych
        zajecia 16-21.30 to sa zajecia platne

        Wyraźnie też daje się wyczuć
        > czy grupa miała wcześniej zajęcia wymagające wysiłku intelektualnego czy też
        > nie.

        jedyne zajecia wymagajace wysilku to wychowanie fizyczne

        Ewidentnie rozbija pracę stres (oczekiwanie na kolokwium powoduje zupełną
        > utratę koncentracji).

        jakie kolokwium?
        jaki stres?

        O pogodzie wspomnę, która paradoksalnie przeszkadza kiedy
        > jest piękna (zwłaszcza wiosenna).

        im wszystko przeszkadza, nawet piekna pogoda

        > O nastawieniu grupy do przedmiotu decyduje zazwyczaj kilka osób. Jeśli tacy
        > liderzy dążą do zdobycia wiedzy,

        jesli ktos dazy do zdobycia wiedzy musi siedziec cicho, bo zostanie natychmiast
        spacyfikowany przez reszte gamoni

        to cała grupa się dostosowuje, jeśli chcą tylk
        > o
        > dyplom to bardzo trudno coś wykrzesać.
        >
        >
        pewnie, ze o dyplom. placa to im sie dyplom nalezy, co nie?

        platne studia potwornie zdemoralizowaly mlodziez, a mieszanie zajec dziennych i
        wieczorowych, sprowadzilo dziennych na ten sam poziom. taki mix bardzo sie
        oplaca wladzom.
        - jeden wyklad zamiast dwoch - tylko dla wieczorowych
        - w grupach cwiczeniowych dzienni na wieczowych nie sa w ogole liczeni,
        natomiast wieczorowi na dziennych sa liczeni i obrabiani za darmoche przez
        doktorantow w ramach 90h praktyk

        korzysci ze studiow wieczorowych i mieszaniu ich z dziennymi sa wiec kolosalne.
        wladze wydzialu napychaja sobie kieszenie, nie patrzac w ogole na to, ze caly
        ten system produkuje juz wylacznie debili z dyplomem.
          • jancio.wodnik Re: W świecie szacunku dla drugiego człowieka 25.01.07, 14:00
            mikrometr napisała:

            > Moi studenci to młodzi ludzie a nie gamonie. Wyjątki jedynie potwierdzają
            reguł
            > ę.
            >
            > Współczuję Ci. Ale jest niezły sposób na Twoje problemy. Zmień pracę.

            ty sie lala z choniki urwalas, serio

            na co mam te prace zmienic co?
            dr akwizytor moze

            o szacunku sobie porozmawiamy jak bedziesz musiala walczyc o studenta, ktory
            mowi do ciebie "ej ty, przymknij sie" i nie bedziesz mogla NIC z tym zrobic,
            niuniu.

            >
            • jancio.wodnik Re: W świecie komercji 25.01.07, 14:06
              gdzie KAZDY nawet najwiekszy debil musi byc traktowany z atencja, bo przeciez
              on placi, nie ma miejsca na szacunek. jest tylko poza, ktora polega na
              ukrywaniu przed gamoniem jego indolencji.

              i zeby bylo dla ciebie jasne: ja tych kretynow MUSZE traktowac z szacunkiem,
              oni moga traktowac mnie jak smiecia, bo klient nasz pan.
              dzienni na pierwszym roku sa jeszcze jako tacy, ale szybko lapia bakcyla
              totalnego opierniczania sie.

              kto nie ma do czynienia z komercyjnym szkolnictwem nie powinien w ogole
              wypowiadac sie na ten temat.
              • tlenek_wegla Wspolczuje Ci Jancio 25.01.07, 14:45
                Z tego co piszesz wyziera okropna wizja szkolnictwa wyzszego zdominowanego
                przez okrutnych studentow za nic majacych prawa i obowiazki wynikajace z
                regulaminu. AAaaaa! I starszych wykladowcow, przelozonych tolerujacych
                skandaliczne zachowanie studentow-chamow.

                Zastanawiam sie w jakim Ty swiecie zyjes? Co to za uczelnia, gdzie forsa stoi
                na pierwszym miejscu bez wzgledu na sytuacje. TO dla forsy doktoranci na
                zajeciach daja sobie pluc w twarz i jeszcze mowia, ze deszcz pada...

                Chyba przesadziles w tworzeniu tej uni-fiction.

                A prawda jest taka, ze jezeli nie znajdziesz szacunku do drugiego czlowieka u
                siebie - nie oczekuj go w zamian...
                • flamengista trochę racji to Jancio ma 25.01.07, 22:43
                  poczytałem trochę tej dyskusji i coś niestety w tym jest.

                  Wiadomo, że Jancio nieco przejaskrawił pewne fakty. Ale sporo z tych rzeczy
                  widze też u siebie.

                  Na niektóre kierunki pewne grupy... studentów;) wogóle nie trafiają. Dlatego
                  trudno niektórym wogóle zrozumieć, co co Janciowi chodzi.

                  Ja mam do czynienia z mnóstwem kopii Dody-elektrody (nie chodzi tu o sam
                  "efektowny wygląd", ale raczej sposób zachowania) oraz pełno dresiarzy. Część z
                  nich na zajęcia przychodzi na haju, inni pod wpływem alkoholu.

                  Jakoś sobie z nimi radzę, choć czasem dochodzi do konfrontacji. Na razie
                  wychodzę z tego obronną ręką. Ale nie każdy ma tyle dystansu do dydaktyki, by
                  nic sobie z tego nie robić. Koleżanka z zakładu na przykład strasznie się tym
                  przemuje, dopiero co zaczęła pracę i już ma jej dość...
                • jancio.wodnik Re: Wspolczuje Ci Jancio 26.01.07, 09:14
                  tlenek_wegla napisała:

                  > Z tego co piszesz wyziera okropna wizja szkolnictwa wyzszego zdominowanego
                  > przez okrutnych studentow

                  ty na prawde niczego nie rozmiesz, czy udajesz glupiego?

                  w jaki sposob sobie wykoncypowales, ze studenci sa okrutni????????
                  gratukuje pomyslunku

                  studenci sa:
                  a) rozbestwieni do granic absurdu
                  b) w pewnej czesci po prostu debilowaci

                  o jakim regulaminie ty piszesz czlowieku???

                  wszystko to, co opisuje jest zgodne z regulaminem

                  gamonie maja w ciagu calych studiow 8 egazminow u profesorow, ktorych sie
                  jeszcze troche boja i na ktore musza sie nieco pouczyc. reszta to zaliczenia z
                  ocena dawane za friko.

                  popracuj troche w prywatnyej szkole i na wydziale, ktory prowadzi platne studia
                  to zobaczysz jak tam jest.
            • mikrometr Re: W świecie szacunku dla drugiego człowieka 25.01.07, 18:10
              Rozumiem, że te epitety (lala z choinki, niunia) to nie tyle wyraz braku
              szacunku dla rozmówcy a jedynie efekt uniesienia emocjonalnego?

              Dla wyjaśnienia mam zajęcia z zaocznymi i nigdy nie miałam kłopotu ze
              znalezieniem wspólnego języka z nimi.

              Szkoda, że wziąłeś moje wypowiedzi jako osobisty atak. Nie były tym. Zmienić
              można pracę na Uczelni na inną Uczelnię np. bardziej prestiżową, gdzie poziom
              jest lepszy. Jeśli pociąga Cię sama nauka to może warto poszukać zajęcia w
              jednostce badawczej a nie na uczelni?

              Warto też pamiętać, że szacunek lub jego brak to uczucie na ogół wzajemne.
              • jancio.wodnik Re: W świecie szacunku dla drugiego człowieka 26.01.07, 09:22
                mikrometr napisała:

                > Rozumiem, że te epitety (lala z choinki, niunia) to nie tyle wyraz braku
                > szacunku dla rozmówcy a jedynie efekt uniesienia emocjonalnego?
                >
                > Dla wyjaśnienia mam zajęcia z zaocznymi i nigdy nie miałam kłopotu ze
                > znalezieniem wspólnego języka z nimi.
                >
                > Szkoda, że wziąłeś moje wypowiedzi jako osobisty atak. Nie były tym. Zmienić
                > można pracę na Uczelni na inną Uczelnię np. bardziej prestiżową, gdzie poziom
                > jest lepszy.


                sluchaj kiciu,
                moja uczelnia jest max prestizowa, pierwsze miejsce w rankingu, o czym juz
                napisalem, wiec czytaj ze zrozumieniem zanim zaszczycisz kogos swoimi dobrymi
                radami. kierunek dzienny ma b. duza selekcyjnosc i co z tegpo?????? jak platne
                studia przyjmuja KAZDEGO. takich samych platnych kierunkow jest w moim miescie 5
                (!), mozna sobie wiec wyobrazic jaka cudna mlodziez mamy na wieczorowce.

                P.S. jak ci sie nie widza moje epitety via net, to sobie wyobraz ze student
                mowi tak do ciebie bezposrednio

                Jeśli pociąga Cię sama nauka to może warto poszukać zajęcia w
                > jednostce badawczej a nie na uczelni?
                >
                > Warto też pamiętać, że szacunek lub jego brak to uczucie na ogół wzajemne.

                reszty tych pierdol nie bede komentowac

                ten kto nigdy nie bykl w samym srodku komercyjnego gowna edukacyjnego nigdy nie
                zrozumie o czym pisze


                • tlenek_wegla A najbardziej prestizowych 26.01.07, 11:41
                  ... to ma wykladowcow - doktorantow.

                  Nie rozumiem Twojej agresji. Czyzbys przejmowal cechy swoich podopiecznych?
                  Jezeli nie potrafisz prowadzic normalnej dyskusji, to nie wlaczaj sie do niej.
                  Na razie udowodniles jedno - jestes malo kulturalny.

                  Jestem pewien, ze mozna swoje zdanie wyrazic o wiele bardziej taktownie(patrz
                  post flamengisty). Zyjesz w swiecie skrajnosci Jancio. Ja nie mam kontaktu z
                  ludzmi, ktorych opisujesz. Dlatego Ci wspolczuje. Nie wszystkie uczelnie to
                  szkolki pedagogiki i zarzadzania wszelakiego (tak jak ta, w ktorej pracujesz),
                  gdzie byle burak moze zyskac dyplom - i pracowac.
                  -------( @ @ )---------
                • mikrometr Re: W świecie szacunku dla drugiego człowieka 26.01.07, 11:48
                  Jancio.wodnik bardzo Ci współczuję. Z drugiej strony nie dziwię się, że jesteś
                  traktowany przez studentów tak jak jesteś.

                  Skoro obcego człowieka obrażasz bez żadnego powodu to pewnie nie inaczej
                  traktujesz studentów.

                  Więcej nie odpowiem na Twoje posty bo są poniżej elementarnego poziomu kultury.
                  • jancio.wodnik Re: W świecie szacunku dla drugiego człowieka 26.01.07, 12:14
                    mikrometr napisała:

                    > Jancio.wodnik bardzo Ci współczuję. Z drugiej strony nie dziwię się, że jesteś
                    > traktowany przez studentów tak jak jesteś.
                    >
                    > Skoro obcego człowieka obrażasz bez żadnego powodu to pewnie nie inaczej
                    > traktujesz studentów.
                    >

                    objasnie ci laluniu: daje ci tylko e-learningowy przyklad szacunku studentow do
                    wykladowcy, a ty to uwazasz za obraze. pytam sie, co bys zrobila gdyby tak
                    zwaracali sie do ciebie studenci, a ty dalej nabzdyczona nie pojmujsze idei
                    prowokacji.

                    szacunek do studanta nadal mie rozbraja :D


                    > Więcej nie odpowiem na Twoje posty bo są poniżej elementarnego poziomu
                    kultury.
                    >
                  • jancio.wodnik jeszcze raz to samo 26.01.07, 12:40
                    > Jancio.wodnik bardzo Ci współczuję. Z drugiej strony nie dziwię się, że jesteś
                    > traktowany przez studentów tak jak jesteś.

                    Mikro, ty nic nie rozumiesz.

                    Mnie ci 'studenci' sa gleboko obojetni.

                    Trudne warunki mojej (i moich kolegow) pracy dydaktycznej polegaja na tym, ze
                    az do ostatniego dnia zapisow nie mozemy byc pewni, ze w ogole bedziemy
                    prowadzili jakies zajecia (!) Wymagane sa duze grupy 20+ a prowadzacych jest
                    prawie dwukrotnie wiecej, niz suma studentow podzielonych przez 20. Poniala?
                    nadpodarz prowadzacych zajecia. dotyczy to wszystkich zajec, na obligatoryjnych
                    i specjalizacyjnych tez jest zglasznaych wiecej grup niz moze zostac
                    zapelnionych. Tu lezy przyczyna niemoznosci wymagania czegokolwiek od studenta -
                    wymagasz to student przepisze sie do tego, kto nie wymaka i nie masz roboty.
                    Proste.
        • joanna13975 Re: 25.01.07, 14:55
          To jest niestety prawda - można udawać, że traktuje się studenta jak partnera w
          dyskusji, pod warunkiem że dyskusje dotyczą tego, co w TV (do kina już trzeba
          zaganiać). Choć też trzeba uważać - kiedyś puściłam na zajęciach fragment
          programu publicystycznego, zatrzymywałam co 5 minut i chciałam, żeby
          rekonstruowali, co kto powiedział... NIE UMIELI TEGO ZROBIć. KRótkich łatwych
          artykulików czytanych na zajęciach też oczywiście nie rozumieją. ostatnio
          zrobiłam eksperyment i na teście pozwoliłam korzystać z netu. Inf potrafią
          znalezc ale nie wiedza jak ja zastosowac...



          jancio.wodnik napisał:

          > jesli wiedza nazywasz pseudorozmowy o tym co w kinie nowego, jaki skandal teraz
          >
          > mamy w politce itp. to owszem :P
          >
          > i poparta przekonaniem, że student jest
          > > partnerem w dyskusji
          >
          > ooooooo tak, student jest partnerem jak h*j
          > tego nie wolno kwestionowac
          >
          • tlenek_wegla Nie generalizujmy 25.01.07, 15:03
            Zalezy od dziedziny, podejscia...Czasami ludzie dziwnie w stadzie reaguja.

            Wracajac do postu - umiejetnosc znajdowania informacji ma wielka przyszlosc.
            Biorac pod uwage terrabajty produkowane z dnia na dzien powiedzialbym, ze to
            umiejetnosc podstawowa dla kazdego.

            Brak kreatywnosci (sugerowane przez Ciebie) to jedno a brak szacunku to drugie
            (smutna wypowiedz Jancia).

            Tyko po co Jancio katuje ludzi swoimi przezyciami? Szuka wspolczucia,
            akceptacji dla wlasnego postepowania?
            • kok.o Re: Nie generalizujmy 25.01.07, 15:18
              > Tyko po co Jancio katuje ludzi swoimi przezyciami? Szuka wspolczucia,
              > akceptacji dla wlasnego postepowania?

              A moze tylko informuje/uswiadamia tych nieuswiadomionych, ze sa miejsca gdzie
              nauczanie to wlasciwie katorga.
              Ja, prawde mowiac, w lekkim szoku bylam czytajac Jancia. prowadze zajecia na
              dziennych, niewiele na zaocznych,na panstwowej uczelni, wiec nie zetknelam sie z
              TAKIM olewactwem i taka farsa .Tylko wspolczuc. I wiac z tamtad jak najdalej i
              najszybciej sie da.
            • joanna13975 Re: Nie generalizujmy 25.01.07, 15:26
              Wiesz co, to coś więcej niż brak kreatywności, podejrzewam, że mamy do czynienia
              z pokoleniem, które nie umie przetwarzać informacji na poziomie werbalnym. Moja
              działka to rozumienie tego, co napisane, ewentualnie powiedziane - i studenci
              tego nie potrafią. Mają w poleceniu, powiedzmy, 'felieton', wklikują w google
              'felieton' i na tym się kończą ich umiejętności.
              Oczywiście wszysto zależy od instytucji. Ale na UW też trzeba uważać z
              odwoływaniem się do tego, co studenci już na pewno mieli na wcześniejszych
              latach, i zakładaniem, że dzięku temu wytworzyły im się odpowiednie połączenia
              synaptyczne. Jeśli np. zostawia im się kserówki (bo do czytelni nie pójdą),
              lepiej przed skopiowaniem podkreślić, to, co ważne, bo sami nie wyłapią.
              Głupio na forum plotkować o innym uczestniku dyskusji, ale mi się akurat podoba
              to, co pisze jancio, bo otwarcie wypowiada to, co mi w tyle glowy przemyka w
              chwilach zalamania. Chyba nikt z nas nie siedzial przez lata w czytelni z mysla
              o tym, ze bedzie uczyc dzieci alfabetu, a na 'normalnym' rynku pracy wiekszosc z
              nas moze zostac, no wlasnie, dr. akwizytorem :)
              • tlenek_wegla Re: Nie generalizujmy 25.01.07, 15:51
                Byc moze. Warto przeanalizowac doniesienia plynace z rownych srodowisk,
                dotyczace poziomu szkolnictwa wyzszego.

                Jednak w jednej kwesti pozwole sie nie zgodzic.
                To wizja Jancia z zapalem malowana przed oczami forumowiczow. Jego skrajne
                wypowiedzi rozciagane pozniej na ogol spolecznosci studenckiej. Fakt, ze tak
                jest u Jancia nie oznacza, ze jest to regula. Ja, na szczescie, mam skrajnie
                inne doswiadczenie ze studentami. Rzeczywiscie ludzie podchodza inaczej teraz
                do problemow. Pokolenie google jest tragicznie bezkrytyczne jezeli chodzi o
                dostepnosc i przyswajanie informacji. Ale latwo im to wytknac i zmobilizowac.

                Nie kazdy moze uczyc. Mozna byc swietnym fachowcem i marnym dydaktykiem.
                Widocznie ta prawda nie dla wszystkich jest oczywista. Obowiazek odrabiania
                ilus tam godzin dydaktyki pozwala przesiac ziarna od plew.

                To dziwne dyskutowac o kims trzecim i mam nadzieje, ze jancio sie ustosunkuje.
                Moim skromnym zdaniem nie nadaje sie na dydaktyka. Dla niego student jest
                idiota niewyszkolonym, chamskim prymitywem. Plankton uczelniany znaczacy mniej
                niz nic. Dzieki obecnej polityce na wielu prywatnych uczelniach ten planktom ma
                duzy wplyw na prowadzacych zajecia (de facto ich finanse). Posiada wladze. jest
                wiec nienawidzony za swoja ignorancje i wladze, ktorej nie pojmuje.

                Oczywiscie zdarzaja sie studenci glupi i wybitni. Ale to skrajnosci. Nie
                generalizujmy na ich podstawie.
                • iwona_an Re: Nie generalizujmy 25.01.07, 17:56
                  Łomatko, że tak powiem, czytając wypowiedzi Jancia nasuwa mi się jeden wniosek,
                  że emocje Jancia, jego negatywne podejście do pracy ze studentami odbija się na
                  ich obopólnych relacjach- Jancio nie lubi studentów, oni nie lubią
                  Jancia.Horror.
                  Myślę, że czas spróbować zmienić nastawienie. Ja akurat ze szkolnictwem
                  komercyjnym mam do czynienia i uważam, że nie należy wszystkich studentów tych
                  uczelni wrzucać do wora "płacę to mi się 5 należy".
                  Ja prowadzę zajęcia z 8 grupami (1 grupa ok. 30 osób).Wszystkie grupy mają ze
                  mną 2 przedmioty ćwiczeniowe i wykład.Nigdy nikt ze studentów nie powiedział
                  złego słowa, obraził bądź rzucał uszczypliwe uwagi(uczę 3 lata). Grzecznie
                  kłaniają się w miejscach poza uczelnią zarówno studenci których uczyłam i uczę.
                  Mówią o mnie że jestem "normalna".Bardzo lubię to co robię (studenci naprawdę
                  to wyczuwają), staram się zarazić ich swoją pasją.
                • tocqueville Re: Nie generalizujmy 25.01.07, 18:13
                  Powtarzam - studenci są różni.
                  Wiele zależy od kierunku, trybu, przedmiotu, wykładowcy itd.
                  Można trafić świetnie, a można dostać słabą grupę.
                  Ale nawet w trudnych sytuacjach nie można sobie pozwolić na takie traktowanie
                  jakie opisuje jancio w.

    • jancio.wodnik Re: dydaktyka... 26.01.07, 09:45
      Problem zaczal sie wraz z namnazaniem sie prywatnych szkol i przyjmowaniem
      coraz wiekszych rzeszy na studia doktoranckie.

      Pamietam czasy, gdy na moim kierunku byly tylko studka dzienne, pamietam czasy
      kidy byly tylko studia wieczorowe na uniwersytecie. Wtedy jeszcze byla pewna
      selekcyjnosc nawet na studia platne, a profesorowie prowadzili wiecej zajec na
      macierzystej uczelni. W tej chwili 90% zajec obrabiaja doktorzy i doktoranci.
      Doktorantow jest niemal tylu, co 10 lat temu studentow i 2 razy mniej, niz 5
      lat temu. Za to studentow ubywa, bo wybieraja szkoly prywatne, a poza tym idzie
      niz demograficzny. Wszystko wiec zostalo postawione na glowie: to nie student
      zabiega o przyjecie na studia, a potem otrzymanie zaliczenia, tylko uczelnia
      zabiega o studenta, utrzymanie go na studiach. To nie student musi sie starac o
      przyjecie na zajecia, tylko prowadzacy musi zabiegac o to by gamonie sie do
      niego zapisali. Na domiar zlego wladze wydzialu widzac, ze sytuacja jest trudna
      przykrecaja srube prowadzacym zajecia, czyli mlodszym pracownikom i
      doktorantom, czego przykladem jest zwiekszanie liczebnosci grup. Czym to sie
      wszystko skonczy? Nie mam pojecia, ale staram sie ograniczac swoj kontakt z
      dydaktyka do minimum.
      • tlenek_wegla Re: dydaktyka... 26.01.07, 11:43

        Piszesz:
        >>To nie student musi sie starac o przyjecie na zajecia, tylko prowadzacy musi
        >>zabiegac o to by gamonie sie do niego zapisali.

        To niech sie stara, zeby zapisywali sie do niego ludzie z ambicjami i
        zdolnoscia myslenia.
        • niewyspany77 Re: dydaktyka... 26.01.07, 12:30
          tlenek_wegla napisała:

          > To niech sie stara, zeby zapisywali sie do niego ludzie z ambicjami i
          > zdolnoscia myslenia.

          tlenek, zrozum. jesli wszystkich studentow masz 50, prowadzic zajecia ma 2
          doktorantow, a do uznania grupy za pelnoplatna masz miec grupe 30 studentow, to
          sie nie dziw. Moze i jancio pracuje w dziwnym miejscu, moze i jest malo
          kulturalny, ale on pisze o tym calym g* ktore idzie z gimnazjow, w ktorych to
          przyzwyczailo sie do bycia swieta krowa, z dokladnie takich samych powodow - nizu.
          • bumcykcyk2 Parę pytań do jancia 28.01.07, 20:50
            Jancio opisuje straszną patologię - w dodatku jest to mix góvvna państwowego z
            najgorszymi przywarami szkół prywatnych. Bo ta szkoła jest przecież państwowa!
            Mam parę pytań/uwag.

            1. Zaiste, to szatański pomysł łączyć wykład i ćwiczenia dla dziennych i
            wieczorowych. Ale jak z godzinami zajęć? Chyba muszą być popołudniowe dla
            wszystkich, bo przecież wieczorowym niczego przed 15.00 absolutnie nie można
            zaproponować. Ci z dziennych moga w takim razie zaprotestować, że chcieli by
            mieć zajęcia w ciągu dnia, a nie późnym popołudniem i wieczorem. Nie jest tak?
            Jak uczelnia radzi sobie z protestami dziennych?

            2. Co mówią pracownicy mianowani na obrabianie zajęć w takiej ilości przez
            doktorantów? Czy dr, dr hab i prof mają pensum? U mnie pewna część
            przeterminowanych mianowanych adiunktów żyje z nadgodzin i zwyczajnie nie
            pozwoli na to, żeby oddawać tony zajęć do prowadzenia doktorantom.

            3. Dlaczego organizuje się te "zapasy kogutów", czyli walki nadmiaru
            doktorantów o prowadzenie zajęć? O co tu chodzi? Przecież to jest za friko -
            czyżby to był taki ukryty mobbing w stylu "jak się nikt do ciebie nie zapisze,
            to się nie nadajesz na naukowca"? To jakiś mega horror!

            PS. Ja już wolę typowe patologie szkół prywatnych. Należy do nich np.
            - prowadzenie zajęć w grupach po 300 osób, albo wykładu dla ponad 1000
            (przeżyłem!)
            - nie płacenie za poprawki egzaminów i zaliczeń (zwłaszcza to jest niezłym
            bacikiem na wyniki, bo jak szkoła dalece zamiejscowa, to naukowiec dwa razy
            stuknie się w głowę zanim przyjedzie ponad 100 km aby na własny koszt robić
            egzamin poprawkowy - notabene za paliwo też nie zwracają)
            • terminator_t1000 Re: Parę pytań do jancia 27.03.07, 17:12
              Patologia niestety powstała wraz z momentem zgody srodowiska na "uczelnie prywatne".
              Pracuję i na państwowej i na prywatnej - "młody adiunkt" i problemy z którymi
              się stykam niestety dotyczą obu rodzajów uczelni - z tym że na państwowej
              studentom się po prostu w większości nie chce i kombinują jak najlżejszym
              sumptem przebrnąć przez studia (a mój przedmiot do łatwych nie należy - więc
              mają niezłe schody i bez mojej złośliwości) a na prywatnej wychodzą z założenia
              że płacą i niestety coraz częściej są bezczelni - na seminarium pojawiają się
              b.rzadko a proszenie ich o przygotowanie czegokolwiek spotyka się z "odzewem" -
              a nie może Pan tego na maila przesłać nam..bo mi się nie chce po
              internecie/bibliotece szukać...."

              Nikt już nie pamięta że studia to przede wszystkim własna praca studenta -
              studia stały się dalszą częścią szkółki i to boli studentów jeżeli trzeba po
              dyskusji na zajęciach cokolwiek samodzielnie podsumować-sformułować wnioski itp.

              Masowa scholaryzacja i plany "umagistrzenia" Polski prezentowane przez
              Ministerstwo i komitety doradcze wołają o pomstę do nieba. Nie każdy musi mieć
              dyplom ukończenia studiów wyższych - w szczególności gdy mamy do czynienia z
              masową produkcją dyplomów z dziedzin humanistycznych - chyba tylko po to żeby
              statystyki w UE podciągnąć i dać zarobić emerytowanym profesorom dla których
              szkółki prywatne to niezłe źródło dodatkowych dochodów.
              Jeżeli mówić o środowisku naukowym i jego "rozwoju" to należy również wspomnieć
              o sytuacji finansowej asystentów i adiunktów - w większości uczelni państwowych
              nie istnieją zachęty finansowe do dobrej dydaktyki i rozwoju naukowego. Celem
              samym w sobie jest jak najszybsze "zrobienie" doktoratu - vide "3-letnie"
              doktoraty o poziomie słabych prac magisterskich - bo po doktoracie zostaje się
              jako tako docenionym (u mnie na uczelni jest to podwyżka z 1740 zł brutto do
              2100, a po mianowaniu na adiunkta 2700 brutto) - czyli w okolicach średniej
              krajowej. Wtedy też większość ludzi zaczyna "olewać" dydaktykę i rozwój naukowy
              - podejmując pracę w drugim zakładzie pracy i pojawiając się sporadycznie na
              uczelni (zajęcia najlepiej wtedy mieć w weekendy - np 8 zjazdów w semestrze po
              12-16 godzin co daje 8*2*2=32 dni pracy dydaktycznej w roku i uwierzcie mi że są
              takie osoby - wiem od kolegów z innych uczelni jak robią).
              T1000
              • epingle pierwsze zajęcia... 17.09.07, 12:54
                Troche odejdę od ostatnich wypowiedzi.
                Przypadkiem trafiłam na ten temat i po przeczytaniu całości mogę
                powiedzieć jedno - z niepokojem myślę o październiku, kiedy to
                zacznę prowadzić po raz pierwszy zajęcia. Chętnie dowiem się, jakie
                było wasze nastawienie i sposoby na poradzenie sobie, kiedy
                zaczynaliście dopiero prowadzenie zajęć. Mnie to czeka po raz
                pierwszy w życiu i mam mnóstwo obaw czy dobrze się z tego wywiążę.
                Czy każdy z Was przed swoimi pierwszymi zajęciami się tym
                stresował?:)


    • ewamewa2 Re: dydaktyka... 19.09.07, 21:51
      Moja p. promotor chyba od zawsze pomiędzy wierszami daje mi do zrozumienia, że
      przede wszystkim jest nauka, dydaktyka natomiast - to raczej "obowiązek". Z roku
      na rok coraz mniej miły z racji przyjmowania sttudentów na podstawie nowej
      matury, a nie z predyspozycji i zamiłowań...
      Zajęcia będę prowadzić trzeci rok, na dziennych jak zwykle za darmo (wrrr), na
      zaocznych szczątkową liczbę godzin za pieniązki (po podliczeniu to śmieszna jak
      za semestr suma) i wciąż mam stresa...Poza tym, jak traktować studentkę, która
      otwarcie mówi, że studiuje filologię orientalną (mniejsza o specjalizację), bo
      chce dopieścić swój angielski, a na anglistyce wydawało jej się to zbyt nudne???
      A takich kwiatków, otwierających się przed młodą panią doktorantką, mam sporo:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka