Dodaj do ulubionych

Nauczyciel akademicki ma lepiej...

11.06.09, 01:42
Niby też "nauczyciel", ale zupełnie inny status. Jestem nauczycielką w szkole
podstawowej, moja znajoma jest nauczycielem akademickim, dr hab na wyższej
uczelni. Ja pracuję w dużo cięższych warunkach, jestem odpowiedzialna za
dzieci, ona natomiast uczy dorosłych ludzi, więc kwestia odpowiedzialności
odpada. Ja mam 18 godzin dydaktycznych na tydzień, ona 10. Ja zarabiam 1500 na
rękę, ona trzy razy tyle i ma w dodatku czas, żeby jeszcze dorobić na
prywatnych uczelniach. Nie rozumiem, dlaczego nauczyciele szkół podstawowych i
średnich są dyskryminowani - ich praca jest przecież dużo cięższa. A
najbardziej denerwują mnie powielane na forum stereotypy, że nauczyciel (leń,
a jakże) zarabia kokosy i ma mnóstwo wolnego czasu. To ja apeluję, porównajcie
sobie pracę i zarobki nauczycieli szkół do pracy nauczycieli akademickich
(których zarobków - o dziwo - nikt się nie czepia), i wyciągnijcie wnioski!
Obserwuj wątek
    • tocqueville Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 01:52
      ale o co chodzi?
      chcesz zarabiać jak koleżanka? zrób doktorat, potem habilitację i zapraszamy...

    • jolix Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 08:09
      ... pracujemy dydaktycznie 10 godzin tygodniowo, poza tym
      nielimitowany czas pracy naukowej :) Kiedy? najczęściej w wakacje, bo
      wtedy jest czas na skupienie się.
      Mam koleżankę - równolatkę - która zdobyła stosowny tytuł
      nauczycielski i zarabia wiecej ode mnie (jestem adiunktem), ma
      większe niż ja szanse dorobienia w szkołach i poza nimi. Ale żadna z
      nas nie skarży się i nie marzy o zajęciu miejsca tej drugiej.

    • dala.tata zmien prace. 11.06.09, 09:09
      a po dokotracie i habilitacji (takie male pikusie) bedziesz miala swiete zycie.
      • dala.tata dodalbym jeszcze, ze cysorz do ma klawe zycie! 11.06.09, 09:14

    • mysterious1988 Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 12:01
      Zrob doktorat i habilitacje - za 10lat bedziesz zarabiala tyle samo co kolezanka
      :) Do kogo masz pretensje, ze jestes 'tylko' magistrem?
      • jolix Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 12:14
        eeee tam ;)

        Moja znajoma fryzjerka ma skończoną podstawówkę i kurs w cechu
        rzemieślników: tygodniowo zarabia więcej niż ja miesięcznie - ma
        własny zakład, w którym pracuje, a nie tylko kasę liczy :)
        Przewrotne pytanie: i po co komu matura, mgr, dr czy jeszcze inne
        skróty?

        • dala.tata Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 12:18
          no i niech zarabia. ty tez mozesz. hajda do cechu na kurs i bediesz szczesliwa!
          • jolix Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 12:23
            Dala.tato - to nie była moja skarga, absolutnie!!!! a jedynie
            refleksja co do porównywania swojej sytuacji zawodowo-materialnej.
            Skoro inicjatorka wątku uważa, że tytułowani mają lepiej, pokazuję,
            że ci bez wykształcenia miewają jeszcze lepiej ;)

            • dala.tata Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 12:55
              ano miewaja. ale w tym wypadku nie chodzi, jak mis ie zdaje, o wyksztalcenie ale
              o zdolnosci biznesowe, ktore fryszjerka najwyrazniej ma. kto wie, gdyby
              skonczyla jescze jakies sensowne MBA, to by miala juz siec fryzjerska :-)
              • mr_kagan Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 14:04
                Jakby skonczyla MBA, to by rozlozyla nie tylko swoj salon...
                • dala.tata Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 15:20
                  tak serdelku mietowy. powinna przyjsc do ciebie i sie poradzic.
                  • charioteer1 Poezja kulinarna 11.06.09, 15:42
                    serdelku mietowy... z macepanem
                    • charioteer1 z marcepanem n/t 11.06.09, 15:42

                    • dala.tata caly nasz Lesio! 11.06.09, 15:44
                      z marcepanem!
                      • dala.tata ale bez MBA!!! brrrr! n/t 11.06.09, 15:45

                        • charioteer1 Re: ale bez MBA!!! brrrr! n/t 11.06.09, 15:48
                          Z MBA bylby gorzko-kwasny. Co ty, kuchnie chinska tu chcesz miec? 5 smakow?
                          • dala.tata Re: ale bez MBA!!! brrrr! n/t 11.06.09, 15:50
                            zaraz przyjdzie lesio i zrobi nam 5-point heart exploding technique
                            • charioteer1 Re: ale bez MBA!!! brrrr! n/t 11.06.09, 15:54
                              Spoko. Jak przyjdzie, to go oblejemy czekolada i bedzie udawal banana split.
                            • eeela Re: ale bez MBA!!! brrrr! n/t 12.06.09, 00:08
                              Oj , nie sądzę, w końcu Pai Mei nie godzi się mówić po angielsku, i nawet nie ma
                              MBA.
          • mr_kagan Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 14:03
            Jako elektryk czy inny mechanik samochodowy zarobilbym wiecej. Ale
            nie mial bym tyle radosci z pracy. No, chyba zebym restaurowal stare
            samochody albo budowal jakies prototypy. Ale to ostanie to przeciez
            nie w dzisiejszej Polsce.
    • 4nakin Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 12:24
      widzę wreszcie dociera do nauczycieli, że za pracę należy się godna płaca
      może więc pora przestać pierdzielić o etosie i zrobić jakiś strajk przed końcem
      roku?
      jak górnicy, kolejarze i inni tacy co to nie czują zbytecznej odpowiedzialności
      za pracę
      • tocqueville Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 13:15
        a może wreszcie płacić za efekty (a nie za samą pracę) i zerwać z powszechnym "a
        mnie się należy" - czy nauczyciele są gotowi na zmiany? na zerwanie z kartą
        nauczyciela? na prawdziwą konkurencyjność?
        • 4nakin Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 14:10
          myślę, że znam dostatecznie dużą ilość nauczycielek gotowych na wolny rynek
          niestety, ministerstwo nie jest tym zainteresowane :)
          • tocqueville Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 15:31

            nie zrzucajmy winy na ministerstwo
            nie widziałem żadnej manifestacji nauczycieli pod hasłem - zniśmy
            biurokratycznego potworka-kartę nauczyciela
            już nie mówiąc o stanowisku ZNP, które dotąd chyba zbyt mocno trzyma się
            korzeniami poprzedniego systemu
            • niewyspany77 Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 16:52
              problem w tym, ze wraz z modyfikacja KN poszlaby dalsza dewaluacja zawodu, m.
              in. finansowa. np. sa takie zapedy, by z 18h dydaktyki tygodniowo zrobic 24h.
              • 4nakin Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 12.06.09, 01:38
                oraz za zniesieniem karty bynajmniej nie poszedł by wzrost wynagrodzeń
                • flamengista ale faktem jest... 12.06.09, 15:54
                  że nauczyciele mają silne związki zawodowe i możliwość postawienia rządu przed
                  ścianą.

                  Anulowanie sesji i strajk profesorów nikogo nie wzruszy, a jak nauczyciele
                  zamkną szkołę - dramat i minister przyjedzie.

                  Natomiast problem polega na tym, czego broni lobby nauczycielskie. Na pewno nie
                  interesów nauczycieli, a utrzymania status quo.
                  • 4nakin Re: ale faktem jest... 12.06.09, 17:56
                    pewnie, że jest faktem - przecież o tym mówiłem - strajk i ministerstwo kwiczy
                    a pamiętasz - wieele lat temu była duża mobilizacja środowiska na strajk
                    i co? doszli do wniosku, że nie można krzywdzić młodzieży
                    etos, Panie kochany
        • sendivigius Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 17:01
          tocqueville napisał:

          > a może wreszcie płacić za efekty (a nie za samą pracę) i zerwać z
          powszechnym " a mnie się należy" - czy nauczyciele są gotowi na
          zmiany? na zerwanie z kartą nauczyciela? na prawdziwą
          konkurencyjność?

          Jezeli by zaczac placic za efekty to akademicy w Polsce sa pierwsi
          ktorzy by poplyneli do szamba. Wiecej nie napisze bo dala mnie
          wytnie.

          Jezeli zas chodzi o ponizsze:

          Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej...
          tocqueville 11.06.09, 01:52 Odpowiedz
          ale o co chodzi?
          chcesz zarabiać jak koleżanka? zrób doktorat, potem habilitację i
          zapraszamy...

          to na przyklad w mojej dziedzinie nie bylo jednego publicznie
          ogloszonego otwarcia przez ostatnie 20 lat.


          Wiec nie bujaj wujta, bo sie dziecko nabierze i rzeczywiscie zacznie
          pisac doktorat.
          • dala.tata Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 17:06
            bo otwarcia nie sa publiczne, sendi. to obrony sa publiczne.
            • carnivore69 Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 17:44
              Czyli odwrotnie niz np. w takiej Anglii ;-)

              Pzdr.
              • dala.tata Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 17:53
                w anglii to jest roznie. u mnie nie ma 'otwarcia' jako wydarzenia. i ogolnie nic
                nie jest publiczne.
                • carnivore69 Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 17:58
                  Zalozylem oczywiscie, ze Sendi mial na mysli 'job openings'.

                  Pzdr.
                  • dala.tata Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 17:59
                    aaaaaa, to ja zalozylem otwarcie przewodu :-)
            • sendivigius Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 17:55
              Dala, zwierzyniec akademicki nie jest tak roznorodny. Choc sa
              gatunki endemicznie dla danego ekosystemu, to wciaz archetypy mozna
              liczyc na palcach. Jak zmkne oczy to was widze. Zniknalem z tego
              safari, schowalem lornetke i kapelusz, a oswiecenie (nomen-
              omen) "publiczne" zostawiam dla powolanych do tego instytucji.
          • adept44_ltd Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 23:44
            tradycyjnie - chrzanisz, na takim poziomie uogólnienia to se można pod budką z
            piwem wyrażać poglądy, ale przecież nie masz pojęcia, o czym mówisz...
      • mr_kagan Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 14:05
        A strejkujcie sobie. Przyjma innych na wasze miejsca!
        Poczytajcie najpierw o strajkach pilotow w Australii i kontrolerow
        ruchu powietrznego w USA...
    • niewyspany77 Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 13:35
      mam doktorat, pracuje w liceum. mimo najszczerszych checi, nie potrafie
      jednoznacznie odpowiedziec na pytanie, czy ma lepiej, czy gorzej. tu jest za
      duzo zmiennych. obowiazki nauczyciela szkoly powszechnej i wyzszej sa
      nieporownywalne, a jestem sklonny zaryzykowac teze, ze wypelniajac je
      obiektywnie na wysokim poziomie, to i w tej i w tamtej pracy ma sie duzo roboty.
      nie zapominaj tez, ze na te 10 godzin moze sie skladac 5 i wiecej przedmiotow.
      chetnie sie dowiem, czy by ci to pasowalo, i jak duzo czasu by zabralo ci
      przygotowanie sie do nich.

      nie ma czegos takiego, jak 'kwestia odpowiedzialnosci odpada'. odpowiedzialnosc
      jest zawsze.

      co do zarobkow - zapewniam cie, ze typowy magister-asystent ma mniej wiecej to,
      co ty. adiunkt jakies 2000 (jezeli sie myle, to koledzy poprawia). ty tez masz
      mozliwosc nadgodzin, mozesz wziac dodatkowe pol etatu.

      pamietaj ze w zakres obowiazkow pracownika na etacie naukowo-dydaktycznym
      wchodza tez publikacje, i z nich jest sie rozliczanym. takze, podobnie jak w
      szkolnictwie 'nizszym' - jest sciezka awansu. o ile w nizszym jest przymus
      zrobienia kontraktowego (1 rok tzw. stazu), o tyle w szkolnictwie wyzszym
      oczekuje sie pokonywania szczebelkow - asystent-adiunkt-profesor. subtelna
      roznica jest taka, ze w szkolnictwie wyzszym musisz te szczebelki pokonywac.

      obecnie powszechna praktyka sa kilkuletnie kontrakty. nie ma czegos takiego jak
      karta nauczyciela, ktora po mianowaniu de facto gwarantuje ci zatrudnienie. masz
      kontrakt na 4 lata, pozniej ocena. ocena negatywna - wypadasz.

      by byc pozytywnie ocenionym, trzeba zadbac o a) jakosc dydaktyki (mnostwo czasu)
      b) jakosc dorobku naukowego (mnostwo kasy). dziwisz sie, ze nauczyciele
      zarabiaja wiecej. no ok, sproboj napisac jakis artykul na dobrym poziomie.
      podziel sie swoimi wrazeniami, ile wydalas na ksiazki i ksera. bywa i tak, ze
      trzeba wziac pol etatu na innej uczelni, by pokryc koszt ksiazek.

      habilitowani to insza inszosc - tu jest duzo etato-patologii. niemniej nie mam
      problemu z wysunieciem tezy, ze zdecydowana wiekszosc adiunktow ma mniej niz
      srednia krajowa.

      mozemy podyskutowac :)
    • tocqueville Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 13:46
      ten wpis jest niemal w całości demagogiczny
      weźmy chociaż sprawę zarobków: nie porównujmy zarobków nauczyciela kontraktowego
      z zarobkami doktora habilitowanego, porównywać można z zarobkami asystentów a tu
      już przepaści nie będzie
      po drugie - cyz rzeczywiście doktorzy hab. na państwowych uczelniach zarabiają
      4,5 tys. na rękę zasadniczej pensji? bez dodatkó funkcyjnych - wątpię.
    • adept44_ltd Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 11.06.09, 23:40
      hm, rób doktorat i habilitację, będziesz miała te kokosy...
    • flamengista ależ oczywiście, że ma lepiej! 12.06.09, 14:56
      Generalnie swoim postem odkryłaś Amerykę.

      Jasne, że mamy lepiej - ale ja to wiedziałem PRZED podjęciem pracy. Wiem też,
      jakie warunki mają nauczyciele w szkole i NIGDY nie rozważałem pracy w
      podstawówce czy liceum.

      I jeszcze taka drobnostka - jesteśmy pracownikami naukowo-dydaktycznymi, więc
      nasze obowiązki to 50% dydaktyka, 50% nauka.

      Nauczyciel w szkole też musi się dokształcać, ale nie musi prowadzić badań.

      A że my uczymy dorosłych (też nie zawsze) ludzi, to już nie nasza wina.

      Powiem szczerze: widziały gały co brały. Ja uważam, że praca nauczyciela w
      szkole jest źle wynagradzana i nie wiąże się z prestiżem społecznym - więc w
      ogóle nie rozpatrywałem takiej możliwości...
      • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 12.06.09, 15:49
        U mnie dydaktyka to nawet mniej obowiązków: 25%. 25% to aktywność organizacyjna.
        50% nauka.
      • zielka Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 12.06.09, 16:08
        flamengista napisał:

        > Generalnie swoim postem odkryłaś Amerykę.
        > Jasne, że mamy lepiej - ale ja to wiedziałem PRZED podjęciem pracy. [...]
        > Powiem szczerze: widziały gały co brały.

        No i co? Wszyscy naiwniacy, ktorzy pochodza z rodzin i srodowisk gdzie nie
        mowilo sie o ewentualnych karierach akademickich, i ktorzy skonczyli studia
        myslac o (koszmarnej i niskoplatnej) pracy w szkole, maja po prostu sobie
        powiedziec, ze no trudno, do konca zycia bede znerwicowanym biedakiem o niskim
        prestizu spolecznym?

        Osoba, ktora rozpoczela ten watek ma niestety racje irytujac sie przed
        niesprawiedliwoscia spoleczna. Co dalej jednak? No obawiam sie, ze jedyna
        mozliwa inicjatywa jest inicjatywa oddolna, gdzie osoby bedace dobrymi
        nauczycielami zaproponuja powazne zmiany dot. swojego zawodu, etc. Blagam
        jednak, nie robcie tego przy pomocy strajku, tylko jakos ladnej. No, to co,
        powodzenia, tak? Moze traficie na jakiegos nieglupiego ministra.
        • flamengista inicjatywy oddolne mile widziane 12.06.09, 16:34
          Proponuję zacząć od założenia własnej, prywatnej szkoły.

          W dużych miastach nadal jest ich za mało, a ludzie coraz bardziej doceniają
          solidną edukację.
        • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 12.06.09, 17:51
          trzy pytania:
          - co to jest "niesprawiedliwość społeczna"?
          - czy różni się niesprawiedliwość społeczna od zwykłej niesprawiedliwości?
          - w jakim kontekście w przypadku nauczycieli mamy do czynienia z
          niesprawiedliwością społeczną?
          • zielka Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 12.06.09, 19:57
            Niesprawiedliwosc spoleczna? No wydaje mi sie, ze jest o tyle rozna od
            niesprawiedliwosci na przyklad, ktora dotyka, nie wiem, mniej kochane rodzenstwo
            wobec faworyzowanego brata/siostry, ze jest wynikiem istniejacych i
            akceptowanych ukladow spolecznych. Ale termin jest wylacznie umowny, i jesli
            panstwu przeszkadza, to prosze o nim zapomniec, nie to bowiem bylo glownym
            przedmiotem mojego postu.

            W kontescie nauczycieli mamy do czynienia z niesprawiedliwoscia spolecznan
            wydaje mi sie, bo zapieprzaja jak glupi, denerwuja sie 100 razy bardziej niz my,
            a ich place (i prestiz) sa nieporownywalnie nizsze. No taka mam tego naiwna
            wizje wlasnie, patrzac na to, co robia na przyklad moi kolezanki i koledzy na
            przedmiesciach francuskich miast za marne 1500 euro (za kawalerke trzeba placic
            ok. 800-900 euro miesiecznie).
            • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 12.06.09, 20:54
              nic się nie dowiedziałem o tej n.społecznej, ale możemy to zostawić - uznaję, że
              się wycofujesz


              > W kontescie nauczycieli mamy do czynienia z niesprawiedliwoscia spolecznan >
              wydaje mi sie, bo zapieprzaja jak glupi, denerwuja sie 100 razy bardziej niz my,
              > a ich place (i prestiz) sa nieporownywalnie nizsze.

              jak dla mnie trzy razy fałsz
              - nie wydaje mi się, aby przeciętny nauczyciel pracował więcej niż ja,
              denerwował się 100 razy bardziej niż ja, a płace wcale nie się nieporównywalnie
              niższe (jeśli porównujemy zarobki mianowanego z adiunktem, a dyplomowane z dr
              habilitowanym)
              • dala.tata Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:07
                sprawiedliwosc spoleczna jest powszechnie uzywanym terminem na przyklad w UK.
                odnosi sie do tego, ze nie wszyscy na swiecie maja rowny start i panstwo czy
                spoleczenstwo moze chciec te roznice wyrownywac. innymi slowy, przyjmujac
                sprawiedliwosc jako cos absolutnego, nalezaloby kazdego obywatela traktowac
                dokladnie tak samo jak wszystkich innych. jednak tak nie jest i wprowadzamy
                nierownosci, czy, jesli chcesz, niesprawiedliwosci, zeby zachowac
                'sprawiedliwosc spoleczna'.

                dla przykladu. w UK obowiazuja 3 progi podatkowe: 10 proc, 20+ proc, 40 proc.
                mozna przyjac ze to niesprawiedliwe: im wiecej zarabiasz tym wieksza proporcje
                swojego dochodu placisz w podatkach. jednak jesli przyjmiesz perspektywe
                'sprawiedlisoci spolecznej' moze sie okazac ze to niekoniecznie niesperawiedliwe.

                idac dalej: nie wszystkie dzieci w UK musza placic za lunch w szkole:
                niesprawiedliwe czy nie? takich przykladow jest wiecej. nie wszyscy placa za
                dentyste. takich przykladow jest cala masa.

                proste? jak dla mnie dosc proste, ale nie mam zadnych watplwosci, ze ty
                tocqueville bedziesz mial straszne problemy z tym wszystkim.
                • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:21
                  sprawiedliwosc spoleczna jest powszechnie uzywanym terminem na przyklad w UK.

                  ale ja nie pytałem o sprawiedliwość społeczną tylko o niesprawiedliwość

                  odnosi sie do tego, ze nie wszyscy na swiecie maja rowny start i panstwo czy
                  spoleczenstwo moze chciec te roznice wyrownywac.


                  a rozumiem - urawniłowka

                  innymi slowy, przyjmujac sprawiedliwosc jako cos absolutnego, nalezaloby
                  kazdego obywatela traktowac dokladnie tak samo jak wszystkich innych.


                  są różne definicje sprawiedliwości, a to nie jest rozumienie "Absolutne" tylko
                  egalitarystyczne


                  jednak tak nie jest i wprowadzamy
                  nierownosci, czy, jesli chcesz, niesprawiedliwosci, zeby zachowac
                  'sprawiedliwosc spoleczna'.


                  nic z tego nie rozumiem, tak jak przewidziałeś
                  co to jest ta magiczna sprawiedliwość społeczna lepiej wyjaśnij - to znaczy, że
                  wszystkich traktujemy tsk samo czy inaczej bo się zgubiłem...

                  dla przykladu. w UK obowiazuja 3 progi podatkowe: 10 proc, 20+ proc, 40 proc.
                  mozna przyjac ze to niesprawiedliwe: im wiecej zarabiasz tym wieksza proporcje
                  swojego dochodu placisz w podatkach.


                  to czy to jest sprawiedliwe czy niesprawiedliwe, zależy tylko od tego, jak
                  rozumiesz pojęcie "sprawiedliwość"

                  jednak jesli przyjmiesz perspektywe 'sprawiedlisoci spolecznej' moze sie
                  okazac ze to niekoniecznie niesperawiedliwe.


                  to za skomplikowane na mój prosty umysł - dalej nie wiem co to jest "sp. społeczna"
                  • dala.tata Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:24
                    nie chce mi sie powtarzac mojego postu.wydawal mi sie dosc prosty. ale moze tak
                    nie jest i w takim razie zawiodlem sromotnie.
                    • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:28
                      To nie był prosty post. Daj mi kawa na ławę przykład -
                      bo to, że biedne dzieci dostają śniadanie to dla mnie nie jest żadna
                      "sprawiedliwość społeczna" tylko pomoc socjalna
                      • dala.tata Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:30
                        no to zawiodlem sromotnie.
                        • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:34
                          czy fakt, że dala.tata zarabia więcej niż nauczycielka w przedszkolu to jest
                          sprawiedliwość czy niesprawiedliwość społeczna?
                          • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:52
                            Oddaję głos drugiemu, obok AdT, mojemu ulubionemu myślicielowi, cytuję:
                            "sprawiedliwość społeczna to religijny przesąd stający się pretekstem do
                            wywierania na rządy przymusu przez różnego rodzaju grupy nacisku"
                            (A.
                            Hayek
                            )
                    • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 13.06.09, 00:32
                      nie musisz się unosić, bo pytam poważnie
                      czy fakt, że więcej zarabiający muszą płacić procentowo więcej, to jest przejaw
                      a) sprawiedliwości społecznej
                      b) niesprawiedliwości społecznej
                      czy wybór przez ciebie a lub c, jest wyborem obiektywnym czy subiektywnym
                      czy są jakieś mierniki ssp. czy jest ona uznaniowa?
                      • lemontree2 podajac przykład: 15.06.09, 15:39
                        niesprawiedliwosc społeczna jest wtedy gdy sie ma etat na uczelni
                        gdzie wlasna tesciowa pełni wazne funkcje, np jest dziekanem,
                        rektorem
                        niesprawiedliwe jest jednak nie to, ze sie ten etat dostało, ale ze
                        inni nie maja takich tesciowych i to ich wlasnie dotyka
                        niesprawiedliwosc spoleczna, sytan patologioczny, jednak akceptowany
                        przez spoleczenstwo
                        ze sprawiedliwoscia mielibysmy do czynienia, gdyby wszyscy mieli
                        takie same szanse na wymarzony i wyteskniony etat (zatrudnienie +
                        placony ZUS), np. poprzez posiadanie tesciowych-dziekanów albo
                        poprzez przeprowadzenie otwartego konkursu na etat (i ocena
                        kandydatow w kategoria merytorycznych)
                        wtedy zfustrowani i depresyjni doktorzy nie musieliby pracowac w
                        szkolach podstawowych i tonac w zupełnie subiektywnym odczuciu
                        niesprawiedliwosci spolecznej
                        a to znow jest zalezne (oprocz zmiennych osobowosciowych) m.in. na
                        jakim szczeblu/w jakiej warstwie spolecznej sie sytuujemy i co jest
                        nasza grupa odniesienia (i stad pani zalozycielka watku porownujac
                        grupe nauczycieli bez podzialu na "podstawowkowych" i "akademickich"
                        zapedziła te dyskusje w kozi rog)
                        • tocqueville Re: podajac przykład: 15.06.09, 15:47
                          niesprawiedliwosc społeczna jest wtedy gdy sie ma etat na uczelni
                          gdzie wlasna tesciowa pełni wazne funkcje, np jest dziekanem,
                          rektorem


                          jeśli chodzi o prywatną uczelnię to nie widzę w tym niczego patologicznego - to
                          standard. Rektor szkoły prywatnej może sobie zatrudnić nawet całą swoją rodzinę
                          i bardzo dobrze - oprze się na zaufanych ludziach :) O państwowych się nie
                          wypowiadam.
                          • adept44_ltd Re: podajac przykład: 15.06.09, 16:49
                            tak Tocq..., owszem, ma zaufanych... ej... zaczynam nie wierzyć w to, co czytam...
                            • tocqueville Re: podajac przykład: 15.06.09, 16:50
                              jakbym założył szkołę, to bym z niej zrobił instytucję rodzinną :) - powiązania
                              wzajemne powodowałby, że każdemu zależałoby na przetrwaniu szkoły, ponieważ jej
                              upadek wiązalby się z utrata pracy całej rodziny :)
                              • adept44_ltd Re: podajac przykład: 15.06.09, 16:56
                                nie wiem, czy te uśmieszki załatwiają wszystko... poza tym w większości szkół
                                prywatnych tak właśnie jest, jak piszesz... podobnie zdarza się z kadrą... :-)
                                • tocqueville Re: podajac przykład: 15.06.09, 17:02
                                  wybacz, ale na większość uczelni prywatnych nie ma własnej kadry - więc tu
                                  analogię się nie sprawdzą
                                  ludzie często pracują na 1/4 gwizdka, mało się ze szkołą utożsamiają
                                  ja mówię o pełnym związaniu - jeden etat, być albo nie być
                                  • adept44_ltd Re: podajac przykład: 15.06.09, 17:04
                                    nie wiem, czy to odnosi się do mojego postu, nie rozumiem...
                                    napisałem, że na prywatnych zatrudnia się rodzinę, znajomych, sąsiadów (to jest
                                    kryterium częste)... więc nie wiem, czego dotyczył twój post...
                                    • tocqueville Re: podajac przykład: 15.06.09, 17:05
                                      tak zatrudnia się - w kategorii fuszki, trzeciego etatu, miejsca dorobienia itd.
                                      • adept44_ltd Re: podajac przykład: 15.06.09, 17:10
                                        a ja znam takich, co mają tam największą pensję...
                                        • tocqueville Re: podajac przykład: 15.06.09, 17:13
                                          ale często najwyższa pensja nie jest równoznaczna z jednoetatowością i pełna
                                          identyfikacją
                                          • adept44_ltd Re: podajac przykład: 15.06.09, 17:28
                                            tocq, ale ja nie piszę o identyfikacji, piszę o tym, że zatrudnia się na etat
                                            asystenta ciotkę nauczycielkę... i ma ona pensję większą od adiunkta (może temu,
                                            że jest po 50...???), już? starczy?
                                            • bumcykcyk2 o co Wy się kłócicie? 15.06.09, 23:04
                                              Ja nic nie rozumiem z tej dyskusji. Wszystkie strony wypowiadają
                                              same oczywistości i jednocześnie mają rację. Bo i belfer w szkole i
                                              nauczyciel akademicki wszyscy mają ZA MAŁO.

                                              Ps. Te dane o adiunktach to zaniżone raczej. Ja mam ponad 2800 netto
                                              i 4000 netto u prywaciarza.
                                              • adept44_ltd Re: o co Wy się kłócicie? 15.06.09, 23:07
                                                no o tym pisałem, że brak tu podstawy porównania...

                                                a co do pensji - to ty masz zawyżoną... ;-)
                                              • jolix Re: o co Wy się kłócicie? 16.06.09, 07:10
                                                > Ps. Te dane o adiunktach to zaniżone raczej. Ja mam ponad 2800
                                                netto
                                                > i 4000 netto u prywaciarza.

                                                Bumcykcyk2,
                                                niczego nie zaniżyłam, niestety :( 2800 to ja mam - brutto
                                            • tocqueville Re: podajac przykład: 16.06.09, 07:27
                                              no i co? może dobrze uczy
                                              dla mnie firmy rodzinne są fundamentem gospodarki rynkowej
                                              • adept44_ltd Re: podajac przykład: 16.06.09, 09:52
                                                masz skłonności samobójcze, zaczynam to podziwiać...


                                                a co do poprzedniego - jak dotąd konsultuje się ze swoją młodszą koleżanką
                                                (zarabiającą o wiele, wiele mniej), bo sytuacja ją przerosła... no ale firma
                                                jest rzeczywiście rodzinna, jest tam więcej takich perełek, naprawdę bomba...
                                              • dala.tata Re: podajac przykład: 16.06.09, 10:18
                                                dzizus, a ty w zaparte nie. tata rektor, mama prorektor d/s logistycznych, cora
                                                z doktoratem (a co!) prorektor d/s nauki i badan. Zieciu (po zarzadzaniu!)
                                                bedzie kanclerzem.

                                                dziekanami beda wujowie i ciotki.

                                                dla mnie tez firmy rodzinne to podstawa i ja bym na tej uczelni chcial studiwoac
                                                przez wiele wiele lat.


                                                tocqueville napisał:

                                                > no i co? może dobrze uczy
                                                > dla mnie firmy rodzinne są fundamentem gospodarki rynkowej
                                                >
                                                >
                                                >
                                                • tocqueville Re: podajac przykład: 16.06.09, 10:25
                                                  dla mnie kryterium oceny jest wysoki poziom uczelni, a nie fakt czy poziom
                                                  tworzą ludzie z zewnątrz czy rodzinni
                                                  jeśli zięć po zarządzaniu sprawdzi się jako kanclerz to co?

                                                  w japonii, singapurze, tajwanie czy korei płd. duża liczba firm jest rodzinna,
                                                  tam są dość silne więzi rodzinne, i się sprawdza
                                                  • dala.tata Re: podajac przykład: 16.06.09, 10:37
                                                    tocq, ja ci mowie jeszcze raz: nei porownuj firm nawet duzych rodzinnych z
                                                    uczelniami. a Polska to nie japonia, singapur czy korea. naprawde.

                                                    a co do ziecia, to kto bedzie go ocenial? jak myslisz?
                                                  • tocqueville Re: podajac przykład: 16.06.09, 11:13
                                                    gdybym miał teraz zakładać szkołę to chętnie wziąłbym szwagra-ekonomistę na
                                                    kancelrza a siostrę na nauczycielkę itd. Myślę, że by się sprawdzili. Jeśli nie
                                                    - to ja bym oceniał albo zrobi to rynek :)
                                                  • adept44_ltd Re: podajac przykład: 16.06.09, 11:17
                                                    to nie doczytałeś - rynek na kiepski papier nie zweryfikuje szwagra i ciotkę...
                                                    no chyba, że nic nie robiąc, będą za bardzo "wymagający" - ale wtedy przeniesie
                                                    się ich na inne stanowisko...
                                                  • dala.tata Re: podajac przykład: 16.06.09, 12:51
                                                    z pewnoscia by ocenil.

                                                    nie mam pojecia co musialoby sie stac, zebym poszedl studiwoac do szkoly w
                                                    ktorej stanowiska rektorskie sa objete przez rodzine. ale kazdy ma swoje kolko
                                                    zainteresowan.

                                                    tocqueville napisał:

                                                    > gdybym miał teraz zakładać szkołę to chętnie wziąłbym szwagra-ekonomistę na
                                                    > kancelrza a siostrę na nauczycielkę itd. Myślę, że by się sprawdzili. Jeśli nie
                                                    > - to ja bym oceniał albo zrobi to rynek :)
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                  • adept44_ltd Re: podajac przykład: 16.06.09, 11:08
                                                    chyba niewyraźnie napisałem,ale spróbuję uogólnić - jeśli podstawowym kryterium
                                                    zatrudnienia są więzy krwi, to istnieje przynajmniej 50 % więcej szans na
                                                    pomyłkę niż w przypadku, kiedy decyduje merytoryczność... dodam też, że nie
                                                    filozofowałem na temat firm rodzinnych (które bardzo lubię, np. sklepik z dobrym
                                                    pieczywem na osiedlu), tylko o sytuacji, w której ostatnia miernota znajduje
                                                    zatrudnienie, bo jest z rodziny, i mnóstwo takich przykładów mogę wrzucić...
              • iweta33 Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 07:56
                >płace wcale nie się nieporównywalnie niższe (jeśli porównujemy zarobki
                mianowanego z adiunktem, a dyplomowane z dr habilitowanym)<

                Widać, że masz zero pojęcia o zarobkach nauczyciela. Wiem od znajomej, że płace
                adiunkta to ok. 3000 zł podstawowej pensji (dochodzą do tego różne dodatki oraz
                nadgodziny), podczas gdy płace mianowanego to ok. 1500 zł. A gdy dojdzie jeszcze
                etat na drugiej uczelni, adiunkt zarabia drugie tyle. Nauczyciel choćby chciał,
                nie da rady pracować na dwóch etatach, co najwyżej na pół. Nauczyciel
                dyplomowany to ok. 2000zł, zaś zarobki habilitowanego (najczęściej z tytułem
                profesora) zaczynają się od 4000zł, a górnej granicy właściwie nie ma bo na
                prywatnych uczelniach są i tacy, co po 6000zł wyciągają.
                • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 08:09
                  Widać, że masz zero pojęcia o zarobkach nauczyciela. Wiem od znajomej, że
                  płace adiunkta to ok. 3000 zł podstawowej pensji (dochodzą do tego różne dodatki
                  oraz nadgodziny),


                  daj spokój, ilu adiunktów tyle zarabia netto?


                  podczas gdy płace mianowanego to ok. 1500 zł. A gdy dojdzie jeszcze
                  etat na drugiej uczelni, adiunkt zarabia drugie tyle.


                  drugi etat to patologia - to powinno być natychmiast zniesione

                  Nauczyciel
                  dyplomowany to ok. 2000zł, zaś zarobki habilitowanego (najczęściej z tytułem
                  profesora) zaczynają się od 4000zł


                  serio?
                  • niewyspany77 Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 08:16
                    toc, wiec ile typowy adiunkt zarabia netto? pytam jak najbardziej powaznie, bo
                    nie wiem.
                    • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 08:38
                      typowy adiunkt, ok. 2000-2200 netto (i suppose)
                    • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 08:41
                      a ile zarabia netto nauczyciel mianowany - bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że
                      tylko 1500 zł
                      • niewyspany77 Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 09:00
                        hm, mianowany obecnie to okolice adiunkta (ino brutto ;)) czyli faktycznie
                        jakies 1500 na reke (pi razy oko, to naprawde zalezy co to za szkola).

                        ps masz maila na gazecie.
                        • ford.ka Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 09:20
                          W internecie sa tabelki z 2006, tam jest 2710 do 4900 brutto.
                          Adiunkt na UW dostaje minimalnie 2818PLN brutto (w zeszlym roku bylo
                          4% podwyzki, wydawalo mi sie ze ministerialnej, ale nie moge znalezc
                          nowych tabelek, wiec moze to pani rektor dala?). Ze wzgledu na
                          wyzsze koszty uzyskania wychodzi tego troche wiecej niz innym jakies
                          2200 netto. Teoretycznie widelki siegaja do 5000, ale jak kto tyle
                          dostaje, niech sie tu odezwie. UW na wiekszosci wydzialow placi
                          minimalnie.
                          • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 09:45
                            jeśli jest 2800 brutto to jak wychodzi ponad 2200 netto?
                            • ford.ka Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 10:37
                              W zaleznosci od uczelni do czesci pensji (zwykle 75 do 90%)
                              przysluguja koszta uzyskania za "dzialalnosc tworcza", zmniejsza sie
                              podstawa opodatkowania a wraz z nia podatek i wiecej zostaje w
                              kieszeni.
                    • jolix Re: Zarobki adiunkta 15.06.09, 09:30
                      Serio na pytanie o zarobki odpowiada adiunkt: zasadnicza brutto 2800
                      Dodatek za staż: 5%
                      Dodatek za bycie tutorem studenta: 200 zł brutto / semestr
                      • niewyspany77 Re: Zarobki adiunkta 15.06.09, 09:33
                        > Dodatek za bycie tutorem studenta: 200 zł brutto / semestr

                        a co to takiego?
                        • jolix Re: Zarobki adiunkta 15.06.09, 10:48
                          Tutor wg SJP: «pracownik uniwersytetu lub innej szkoły czuwający nad
                          przebiegiem studiów studentów kształcących się w indywidualnym
                          trybie»

                          Moje zadanie to zatwierdzenie skonstruowanego przez studenta planu
                          zajęć (z reguły na 3-4 kierunkach), ustalenie tematu pracy rocznej,
                          konsultacje tejże pracy, ocena tejże pracy (chyba że pisze u kogoś
                          innego to akceptacja/weryfikacja oceny) itd.
                          • adept44_ltd Re: Zarobki adiunkta 15.06.09, 10:54
                            hm, to ja to robię za darmo
                            • jolix Re: Zarobki adiunkta 15.06.09, 10:58
                              A u nas płacą :)
                • niewyspany77 Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 08:13
                  iweta, to zalezy w jakiej szkole. bardzo zalezy! i jeszcze bardziej zalezy co
                  uczy! w mojej szkole stazysta na dzien dobry dostaje 1500.
                • adept44_ltd Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 09:49
                  1. zastanawia mnie, dlaczego płace nauczyciela podajesz netto, a pracownika
                  naukowego - brutto...
                  2. płaszczyzną porównania powinien być etat asystenta i tu wychodzi, że jest
                  podobnie...
                  • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 09:51
                    ja porównuję
                    kontraktowy - asystent
                    mianowany - adiunkt
                    dyplomowany - adiunkt z hab.
                    profesor oświaty - profesor

                    mnie nie dziwi, że zarobki akademików są kilkaset zł większe, b przecież mają
                    jeszcze obowiązki naukowe
                    • adept44_ltd Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 10:11
                      hm, ale to czysto formalne porównanie, zrobienie awansu nauczycielskiego ma się
                      nijak do doktoratu i habilitacji...
                      równie dobrze można porównywać:
                      kontraktowy - szeregowy
                      mianowany - chorąży
                      dyplomowany...
                    • iweta33 Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 11:34
                      Profesor oświaty to tytuł honorowy, w ogóle nietrafione te Twoje porównania. A
                      co do obowiązków naukowych, to akademicy mają sporo mniejsze pensum od naszego,
                      stąd czas na prowadzenie badań.
                      • jolix Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 11:38
                        Prowadzenie badań przez akademików to nie jest kwestia wolnego czasu,
                        ale OBOWIĄZKÓW
                      • adept44_ltd Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 11:56
                        hm, fajnie, jak ktoś wie, o czym mówi... - obowiązki akademika to dydaktyka +
                        badania... - a nie luksus czasu wolnego z małej ilości godziny dydaktycznych...
                        • winoman Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 12:29
                          adept44_ltd napisał:

                          > hm, fajnie, jak ktoś wie, o czym mówi... - obowiązki akademika to dydaktyka +
                          > badania... - a nie luksus czasu wolnego z małej ilości godziny dydaktycznych...
                          >

                          Dodam, że nie cała dydaktyka jest wliczona do pensum (np. prowadzenie prac
                          magisterskich zwykle nie jest), a do wymienionych obowiązków bardzo często
                          dochodzą obowiązki administracyjne. Jeśli zaś o "badania" chodzi, to na liście
                          obowiązków postawiłbym je na pierwszym miejscu, gdyż to przede wszystkim za ich
                          efekty jest się rozliczanym, jakość dydaktyki ma (inna rzecz czy słusznie)
                          zwykle dużo mniejsze znaczenie.

                          Pozdrawiam!
                          • jolix Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 12:43
                            To dorzucę kolejne, co nie jest ;)
                            Recenzowanie prac magisterskich, licencjackich itp. - płatne też nie
                            jest

                • eeela Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 14:55
                  > Widać, że masz zero pojęcia o zarobkach nauczyciela. Wiem od znajomej, że płace
                  > adiunkta to ok. 3000 zł podstawowej pensji (dochodzą do tego różne dodatki oraz
                  > nadgodziny), podczas gdy płace mianowanego to ok. 1500 zł.


                  Że co???
                  Mój kolega pracuje jako adiunkt na uczelni w Polsce i pensję ma ok. 1500 zł
                  właśnie. I żadnych dodatków.
                  • eeela Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 15:00
                    Aha, a moja mama, jak była mianowanym, miała na rękę ok. 1700, chociaż to pewnie
                    z jakimiś dodatkami. Jako dyplomowany - niecałe 2000. Emerytura - 1100, po 30
                    latach wysokiej jakości pracy i wiecznego dokształcania się.

                    Ja rozumiem wątpliwości co do Karty Nauczyciela, bo znając niektóre koleżanki
                    mamy z pracy, to rzeczywiście wiem że niektórych nauczycieli przyałoby się móc
                    wywalić na zbity pysk. Ale z drugiej strony gniewa mnie, że doskonali,
                    zaangażowani, dobrze przygotowani i dokształcający się nauczyciele dostają
                    ochłapy zamiast godziwego wynagrodzenia.
                  • tocqueville Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 15:17
                    ale te 1500 zł dla adiunkta to już patologia , standardem jest ok. 2000 na rękę
                    • eeela Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 15.06.09, 15:20
                      OK, walnęłam się. Sprawdziłam jego profil i jest zatrudniony jako asystent, nie
                      jako adiunkt :-) Źle zapamiętałam, a sama z siebie się średnio wyznaję na
                      stopniach, na które się zatrudnia w Polsce.
        • adept44_ltd Re: ależ oczywiście, że ma lepiej! 12.06.09, 19:33
          hm, o jakiej niesprawiedliwości społecznej mowa? ja tu widziałem tylko
          frustrację i porównywanie się z czymś, o czym się nie ma pojęcia, w myśl zasady
          rarus fortuna sua contentus est...
          poza tym - pełna zgoda, płace nauczycieli to skandal, ale w dużej mierze
          podobnie jest z ich poziomem, no i w dużej mierze sami są sobie winni, trzymając
          się karty nauczyciela
      • niewyspany77 zalezy, co lepiej 12.06.09, 16:48
        kolezance z postu chodzilo o pensje oraz cos co ja nazywam poziomem
        nicnierobienia. tu sie faktycznie zgadzam, ze dr hab ma leeeepiej (jak akurat ma
        takie a nie inne podejscie do pracy).



        • adept44_ltd Re: zalezy, co lepiej 12.06.09, 19:35
          niewyspany!!! bo zaraz cię kopnę... ;-))) zapewniam cię, że pani nie chciałaby
          się wymienić ze mną na pracę...
          • tocqueville Re: zalezy, co lepiej 12.06.09, 20:56
            z całym szacunkiem dla nauczycieli, ale przygotowanie do lekcji w szkole
            podstawowej to mimo wszystko mniejszy nakład pracy niż przygotowanie godziny
            wykładu.
            miałem praktykę w szkole podstawowej, może to mało, ale wiem jak wyglądają lekcje
            • eeela Re: zalezy, co lepiej 15.06.09, 15:03
              > z całym szacunkiem dla nauczycieli, ale przygotowanie do lekcji w szkole
              > podstawowej to mimo wszystko mniejszy nakład pracy niż przygotowanie godziny
              > wykładu.


              Dołóż do tego godziny sprawdzania prac w domu, oraz poziom wyczerpania jaki
              osiągasz po godzinie lekcyjnej z trzydziestką dzieci zamiast piętnaściorga
              dorosłych na ćwiczeniach.
    • eni.huso Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 12.06.09, 23:38
      nie wiem dlaczego jest inna/niższa pensja? dla mnie mogłaby być wyższa, nic mi
      do tego.
      ale akurat TE pretensje trzeba miec do kogos innego, a nie do nauczyciela
      akademickiego?

      pewne rzeczy mi sie w Twoim poście nie podobają, bo są to krzywdzące uogólnienia:
      1. > Niby też "nauczyciel"
      jak to niby?
      dlaczego ten niby nauczyciel nie ma 2-miesiecznych wakacji?, tylko normalny
      36-dniowy urlop na rok, ani nie ma wolnego kiedy studenci mają ferie takie czy inne?
      2. skoro znajoma jest dr. hab. to znaczy ze "pobierała" nauki bardzo długo, (no
      chyba ze Ty też jestes dr hab.?) i choć to oczywiscie może być bardzo względne
      należy się jej wyższa pensja.
      3. nauczyciel akademicki tez jest odpowiedzialny za studentów w czasie zajęć
      prowadzonych z nimi, a szczegolnie w laboratoriach.
      4. kwestia liczby godzin, nie wiem czy Twoja dr hab jest pracownikiem
      dydaktycznym czy naukowo dydaktycznym? sadzac po tym ze ma 10 godzin to tym
      pierwszym, i trzeba dodac ze chodzi o rok akademicki. Natomiast prac.
      naukowo-dydaktyczny ma 8 godzin, ale pozostała ilość czasu wypelniaja mu
      badania. natomiast dydaktyczni maja tylko dydaktyke na glowie, wiec moga
      dorabiac gdzie indziej, bo mają czas.
      5. w zyciu sie nie spotkalam ze stwierdzeniem, ze nauczyciel zarabia kokosy i
      uwazam ze naprawde trzeba ta prace lubic, zeby sie tak poświęcić, więc chyba
      może ? ktoś się minął z powołaniem???
      6. mysle, ze ten apel jest skierowany pod całkowicie zły adres. po przeczytaniu
      czegoś takiego nachodzi mnie pytanie? czy ktoś tym biednym nauczycielom każe
      pracować w tych strasznych szkołach? sorry, ale sama się prosiłaś, więc
      napisałam to co myślę.

    • iweta33 Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 15.06.09, 07:44
      Dzięki za słowa poparcia. Tak jak myślałam, pojawiły się także wypowiedzi typu
      "sama zrób habilitację"... No niestety, ale gdyby wszyscy mieli habilitację, to
      kto by uczył w szkole? Może czas docenić nauczyciela, który Wam przyszłych
      studentów przygotowuje, a nie z pogardą jak flemengista pisać o ich niskim
      prestiżu społecznym?
      • flamengista jaka pogarda... 15.06.09, 08:44
        Ja jestem z pokolenia, które do nauczycieli w liceum mówiło "Profesorze". I
        mówiło to bez ironii, nawet jeśli ten nauczyciel nic nie umiał, a na lekcjach by
        zwolnić nas z odpowiedzi sprzedawał precle z własnego sklepiku. Albo opowiadał o
        upadku obyczajów - na lekcji matematyki.

        Chodzi mi o to, że świadomość tej "niesprawiedliwości społecznej" jest w
        społeczeństwie powszechna. Jest też powszechna wśród przyszłych nauczycieli,
        którzy przecież mają praktyki w szkole i mogą się pytać nauczycieli o zarobki i
        warunki pracy.

        Dlatego nie rozumiem pretensji - i to właśnie miałem na myśli pisząc "widziały
        gały, co brały".

        PS. Wielokrotnie na forum GW głosiłem tezę o konieczności dowartościowania pracy
        polskiego nauczyciela - bo zło polskiej edukacji zaczyna się od poziomu
        podstawowego - nie na polskich uczelniach. I reforma powinna iść od dołu, nie od
        góry (edukacji wyższej, trzeciego stopnia).

        Ale: "dowartościowanie" oznacza to, że nie wszyscy mają po równo. Oznacza tyle,
        że świetny pedagog z poczuciem misji i wynikami dostaje 300% tego, co leń i
        obibok (są tacy, podobnie jak wśród społeczności akademickiej).
      • adept44_ltd Re: Nauczyciel akademicki ma lepiej... 15.06.09, 09:47
        no to chyba niezbyt zrozumiałaś... bo chodziło wyłącznie o zestawianie
        nauczyciela z pracownikiem naukowym i tkwiącą w tym zestawieniu gorycz, powtórzę
        to, co napisałem - nie chciałabyś się zamienić na ilość wykonywanej pracy ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka