Dodaj do ulubionych

LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym

03.12.09, 23:50
Wiekszosc jednostek to ludzie banalni, dla ktorych proste
przyczynowo skutkowe myslenie jest szczytem osiagniec. Dla takich
jakakolwiek humanistyka, ale rowniez i matematyka, fizyka, filozofia
to strata czasu i dzielenie wlosa na czworo.

Dla takich osob prawicowe poglady daja proste odpowiedzi, czynia
swiat czarno-bialym. To jest elektorat PO w Polsce (PiS jest dla
glupszych, o prawicowym SLD nawet nie wspominam), i roznych formacji
prawicowych na calym swiecie.

Jedyne pocieszenie ze ludzie tacy sa niesamowitymi snobami. Jak
uczyni sie tolerancje, myslenie, etc modnymi, to beda sie starac
nasladowac.
Obserwuj wątek
    • maruda.r Re: LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadniony 04.12.09, 01:52
      d_jak_zupa napisała:

      > Jedyne pocieszenie ze ludzie tacy sa niesamowitymi snobami. Jak
      > uczyni sie tolerancje, myslenie, etc modnymi, to beda sie starac
      > nasladowac.

      *************************

      Wykorzystać instynkt leminga.

      Jest jednak pewien problem: kto ma uczynić tolerancję i myślenie modnymi, skoro
      np. na tym forum obserwujemy bardzo znaczną ilość mentalnych klonów M.?

    • ttiikkttaakk LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym 04.12.09, 06:41
      p. A.Konarzewska popełniła świetny opis - znam wielu takich M., K., B., Ł., J.
      - jota w jotę, wypisz wymaluj M. Ich dobre samopoczucie i wysoka samoocena są
      zadziwiające. Są tacy "mądrzy" i wszystko "wiedzą" i "rozumieją", jedyne co
      wprawia ich w zdumienie (poza tym, że czasem czują konsternację oglądajac TV,
      jak w opisie w artykule) to to, że niektórzy nie odbierają ich telefonów, co
      tłumaczą sobie w przezabawny sposób...
      • zmora68 Re: LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadniony 07.12.09, 00:19
        ...ciekawe...a co z tymi telefonami?
    • dradlis LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym 04.12.09, 07:19
      Celne!
    • mariusz1020 LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym 04.12.09, 10:00
      A Pani Konarzewska jak domyślnie można przyjąć - jest oczywiście wrażliwsza
      rozumie że większość sytuacji nie jest czarno biała i bardzo chętnie
      dobrowolnie pół co tam pół 90% swojej pensji przeznaczy na dofinasowywanie
      prawdziwej sztuki. I oczywiście rozumie że ktoś może mieć różne opinie na
      daną sprawę np na zachowanie jej szefa Adam Michnika po 89 roku, że ma prawo
      uważać go za ..... i rozumie i akceptuje publiczne opinie zupełnie odmienne od
      swoich. I oczywiście nie pogardza takimi jak ten jej kolega czy moherami.
      • alakyr Re: LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadniony 04.12.09, 12:01
        Wiesz co, masz troche racji, świat potrzebuje i jednych i drugich.
        Osobno, bez siebie żaden z nich niczego nie zbuduje. Mam sporo do
        czynienia z typami opisanymi w artykule, nie martw się oni nie są
        tacy nieczuli najbardziej ich boli uśmiech politowania u rozmówcy
        albo zlewanie ich pogladów. No chyba że ktoś namolnie chce poznać
        inne punky widzenia ale ostrzegam, tłumaczenia trzeba zacząć od
        zdania "na początku była ziemia i morze".
        Z intelektualistami, ludzmi o wrażliwej duszy też nie jest łatwo,
        ich rozterki wewnętrzne, indywidualizm nie pozwalają na wypracowanie
        wspólnego stanowiska, praca w grupie to męka.
    • sewa1 LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym 04.12.09, 10:47
      swietnie napisane!

      pozdrawiam

      S.
    • vdrapatz LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym 04.12.09, 13:19
      Doskonały artykuł, którego głęboka treść daje rzeczywiście powód
      zaniepokojenia! Należałoby tytuł artykułu uzupełnić, nagłówkiem
      Rynek i Moralność! To właśnie ten narybek, który jak to świetnie
      Pani Konarzewska określiła cytuję „wkroczy w świat krawatów i dużych
      pieniędzy” dodałbym, których filozofia życia polega na tym, że musi
      jeszcze coś więcej być, istnieć, niż wszystko!Es muss wohl mehr, als
      alles geben!! To są właśnie m.in. te jednostki, /zwani Investment
      bankierzy, albo precyzyjnie określając „Heuschrecken” Szarańcza,
      którzy z firmowymi skórzanymi kuferkami grasują po Europie i
      Świecie, zjawiają się w niewypłacalnych przedsiębiorstwach, gdzie
      biegnie już „Insolvenzverfahren”

      Najpierw występują w roli doradców, ekspertów, speców próbując
      wspólnie z „Insolvenzverwalter” szukać rozwiązania tj. uratowania
      firmy kasują horrendalne tantiemy! Następnym pociągnięcie tych
      bezwzględnych przedstawicieli Rabunkowego-
      Kapitalizmu „Raubtierkapitalismus“ jest kupno podupadłej,
      niewypłacalnej Firmy, za czapkę gruszek, niby modernizują, czytaj
      rozbijają, wykorzystując, co najlepsze i sprzedają i dalej za dobrą
      pieniądz! Efekt, załoga zostaje na bruku, protestując z powodu
      utraty stanowiska pracy!

      Zaś Panowie dobrze i modnie ubrani, wracają do macierzystych banków,
      gdzie czeka już następne zlecenie, a potem na koniec roku milionowe
      Bonni!
      Ten krótki opis można by nazwać, że wolny ale radykalny rynek
      posiada własne siły uzdrawiania sytemu kapitalistycznego
      tzw. „Selbstheilungskräfte des Marktes!“ Zastanówmy się nad tym,
      jeżeli kapitalizm, jako system społeczno-gospodarczy funkcjonuje
      poprzez regulację rynku na zasadzie sinusoidy, cyklicznie tzn. cykle
      koniunkturalne od prosperity do zapaści, a tak niestety jest, to
      oczekiwanie permanentnej hossy, czyli walka o ciągły wzrost
      gospodarczy jest utopią! Właśnie dziś Bundestag w Niemczech
      dyskutuje się nad Rządowym Projektem Ustawy pod tytułem
      przyśpieszenie wzrostu
      gospodarczego „Wachstumsbeschleunigungsgesetz”, który jest niczym
      innym jak polityką obsługi zapowiedzianych przez neoliberalną partię
      FDP obniżenia podatku dla średniego stanu i dobrze zarabiających! Es
      ist eine pure Klientelpolitik! Ta hipokryzja czarno-żółtego rządu
      nie zna granic, przy zadłużeniu ponad 1,6 Biliona Euro obniżają
      podatki z nadzieją, że wzrost gospodarczy pokryje wydatki 8,5
      miliarda związane z obniżeniem podatków! Przepraszam za rozwlekły
      wpis i pozdrawiam Walek

    • vdrapatz LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym 04.12.09, 13:31
      Doskonały artykuł, którego głęboka treść daje rzeczywiście powód
      zaniepokojenia! Należałoby tytuł artykułu uzupełnić, nagłówkiem
      Rynek i Moralność! To właśnie ten narybek, który jak to świetnie
      Pani Konarzewska określiła cytuję „wkroczy w świat krawatów i dużych
      pieniędzy” dodałbym, których filozofia życia polega na tym, że musi
      jeszcze coś więcej być, istnieć, niż wszystko!Es muss wohl mehr, als
      alles geben!! To są właśnie m.in. te jednostki, /zwani Investment
      bankierzy, albo precyzyjnie określając „Heuschrecken” Szarańcza,
      którzy z firmowymi skórzanymi kuferkami grasują po Europie i
      Świecie, zjawiają się w niewypłacalnych przedsiębiorstwach, gdzie
      biegnie już „Insolvenzverfahren”

      Najpierw występują w roli doradców, ekspertów, speców próbując
      wspólnie z „Insolvenzverwalter” szukać rozwiązania tj. uratowania
      firmy kasują horrendalne tantiemy! Następnym pociągnięcie tych
      bezwzględnych przedstawicieli Rabunkowego-
      Kapitalizmu „Raubtierkapitalismus“ jest kupno podupadłej,
      niewypłacalnej Firmy, za czapkę gruszek, niby modernizują, czytaj
      rozbijają, wykorzystując, co najlepsze i sprzedają i dalej za dobrą
      pieniądz! Efekt, załoga zostaje na bruku, protestując z powodu
      utraty stanowiska pracy!

      Zaś Panowie dobrze i modnie ubrani, wracają do macierzystych banków,
      gdzie czeka już następne zlecenie, a potem na koniec roku milionowe
      Bonni!
      Ten krótki opis można by nazwać, że wolny ale radykalny rynek
      posiada własne siły uzdrawiania sytemu kapitalistycznego
      tzw. „Selbstheilungskräfte des Marktes!“ Zastanówmy się nad tym,
      jeżeli kapitalizm, jako system społeczno-gospodarczy funkcjonuje
      poprzez regulację rynku na zasadzie sinusoidy, cyklicznie tzn. cykle
      koniunkturalne od prosperity do zapaści, a tak niestety jest, to
      oczekiwanie permanentnej hossy, czyli walka o ciągły wzrost
      gospodarczy jest utopią! Właśnie dziś Bundestag w Niemczech
      dyskutuje się nad Rządowym Projektem Ustawy pod tytułem
      przyśpieszenie wzrostu
      gospodarczego „Wachstumsbeschleunigungsgesetz”, który jest niczym
      innym jak polityką obsługi zapowiedzianych przez neoliberalną partię
      FDP obniżenia podatku dla średniego stanu i dobrze zarabiających! Es
      ist eine pure Klientelpolitik! Ta hipokryzja czarno-żółtego rządu
      nie zna granic, przy zadłużeniu ponad 1,6 Biliona Euro obniżają
      podatki z nadzieją, że wzrost gospodarczy pokryje wydatki 8,5
      miliarda związane z obniżeniem podatków! Przepraszam za rozwlekły
      wpis i pozdrawiam Walek
      • alakyr Re: LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadniony 05.12.09, 15:49
        Powiem Ci tyle, krawaciarze będą na tyle mocni na ile tacy jak Ty im
        na to pozwolą. Jeżeli w głębi duszy chciałbyś być taki jak oni,
        dostać się do ich kasty to już przegrałeś.
      • ufffaa Re: LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadniony 06.12.09, 18:57
        Maly slowniczek do powyzszego wpisu, ktorego autor zapomnial dolaczyc.

        Insolvenzverfahren - przygotowanie do ogloszenia upadlosci
        Insolvenzverwlter - zsrzadzajacy masa upadlosciowa
        Raubtierkapitalismus - drapiezny kapitalizm
        Selbstheilungskräfte des Marktes - samouzdrawianie sie rynku
        Wachstumsbeschleunigungsgesetz - ustawa o przyspieszeniu wzrostu gospodarczego
        Klientelpolitik - polityka popierajaca interesy pewnej grupy

        Arroganz - arogancja (to dla vdrapatz)!
    • rumcajs68 Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - list 06.12.09, 16:50
      Autorka, pomimo że zapewne przeczytała wiele książek, najwyraźniej nie rozumie świata, w którym żyje. Pewnie zabrzmi to brutalnie, ale kariery w świecie nie robią ludzie wrażliwi, szlachetni, o czułym, miękkim sercu, refleksyjni, empatyczni itp. Karierę robią ludzie przebojowi, asertywni, potrafiący dostosować się do rynku i aktualnego zapotrzebowania społecznego, często cyniczni, wykorzystujący innych, potrafiący bez zahamowań walczyć o swoje. Taki jest świat i nigdy innego nie było, a szanowna autorka zapewne nigdy go nie poznała, bo nie potrafiła wyjść poza swój świat książek, sztuki i własnego malkontenctwa. Sam bym wiele dał, aby cały swój czas spędzać na czytaniu Dostojewskiego i Prousta, chodzić co wieczór do teatru, prowadzić dyskusje o wielkiej sztuce i problemach egzystencjalnych z innymi oczytanymi humanistami. Niestety, życie jest inne i, chcąc nie chcąc, musiałem się do niego (przynajmniej w pewnym stopniu) dostosować.

      Ja mam nadzieję, że ta pani nie jest nauczycielką, bo swoimi "dobrymi" radami, głębokim "humanizmem" i długim "doświadczeniem życiowym" wyrządziłaby młodym ludziom więcej szkody niż pożytku, gdyby tylko dano jej okazję do wcielania swoich idei w życie.
      • zmora68 Re: Mój kolega M. 06.12.09, 18:53
        Autorka przecież doskonale wie, że Świat jest Cyniczny.
        I Pan do niego dostosowałeś się? Świetnie. Wszak cnota non-
        konformizmu też już jest uważana za frajerstwo.
        Och, wiem: oportunizm to po prostu oznaka dojrzałości społecznej.
        Wyżej pupy nie podskoczysz.

        • rumcajs68 Re: Mój kolega M. 06.12.09, 19:20
          A co w tym złego, że się dostosowałem? Dlaczego zakładasz, że świat i ludzie są źli, i chlubą jest być nonkonformistą? Ja tak wcale nie uważam. Bardzo lubię ludzi, potrafię czerpać satysfakcję z kontaktu z nimi i powiem Ci, że dużo bardziej satysfakcji daje mi kontakt z ludźmi nie czytającymi książek, mało znającymi się na sztuce, ale szczerze mówiącymi to, co myślą, niż z wysublimowanymi, wysnobowanymi, przemądrzałymi niektórymi humanistami, malkontentami pogardzającymi każdym, kto przeczytał mniej książek od nich. Ludzie są bardzo różni i zamiast krytykować innych za to, że są inni od nas (wcale nie powiedziane, że gorsi), lepiej spróbować u każdego dostrzec coś wartościowego. Jak tak staram się robić i bardzo dobrze mi z tym.

          A konformizm jest nierozłączną częścią życia społecznego, bez niego nie byłoby ani społeczeństwa, ani cywilizacji, ani rozwoju, ani kultury. Jakbyś troszkę więcej poczytał(a), tobyś to wiedział(a).
          • alakyr Re: Mój kolega M. 06.12.09, 21:07
            Zgadzam się z Tobą, stety, niestety postęp i rozwój świata w 99,999%
            dokonuje się dzięki ludziom którzy się przystosowali do jego wymagań.
            Co nie znaczy że nie mogą tęsknić do innego świata.
            • zmora68 Re: Mój kolega M. 06.12.09, 23:34
              Po pierwsze, Alakyr oczywiscie, się myli.
              Postęp - jesli coś takiego sie w ogóle dokonuje - ma miejsce tylko
              dzięki jednostkom które mają dość inteligencji i charakteru by
              pójść pod prąd.
              Po drugie, Rumcajs68 w swoim głęęęęęboko humanistycznym wywodzie ma
              troche racji. Nie jest on jednak odkrywczy. Że ludzie są różni i nie
              erudycja decyduje o wartosci człowieka? Mój Boże, to chyba jasne.
              Dyskutowany tu LIST jest chyba jednak o czyms innym?
              Nie chciałbym tu wyjść na erudytę (wolę się dostosować;), ale LIST
              jest chyba o tym, czego bali sie tacy faceci jak Ortega y Gasset
              albo Witkacy?
              Nowa masowa półinteligencja zadowolona z siebie i swojego konta?
              • rumcajs68 Re: Mój kolega M. 07.12.09, 01:19
                Jakim jednostkom? Teza to co najmniej wątpliwa, zapewne stworzona na podstawie naszej narodowej literatury patriotycznej, którą zbyt serio potraktowałaś. Postęp dokonuje się dzięki mrówczej pracy miliardów ludzi na przestrzeni tysiącleci, a do tego potrzebna jest zgoda, kompromis i współpraca. Jak myślisz, dlaczego człowiek jest gatunkiem stadnym, tworzy społeczeństwa? Dlatego, że jest to jedna z najlepszych strategii przystosowawczych, jaką zna życie w ogóle. I to uspołecznienie coraz bardziej się pogłębia. Takie są prawa natury, ale Ty oczywiście pewnie tego nie wiesz, bo zamiast poczytać "zdehumanizowaną" literaturę popularnonaukową czytasz zapewne jakieś łzawe powieścidła (bez obrazy) zapewniające co najwyżej przeżycia estetyczne, a nie rzetelną wiedzę na temat rzeczywistości.

                Nie wiem natomiast, dlaczego ta "masowa półinteligencja", jak ją nazywasz, nie miałaby być zadowolona z siebie. Czy oni nie mają prawa do szczęścia w życiu (a trudno być szczęśliwym, nie będąc zadowolonym z siebie). Na czym polega ich wina, bo ja jedyną "winę", jaką widzę, to niezaspokajanie pewnych wyimaginowanych oczekiwań określonej (na szczęście niezbyt licznej) grupki osób przekonanych o swojej wyższości.
                • zmora68 Re: Mój kolega M. 07.12.09, 12:50
                  Ta 'mrówcza praca' milionów ludzi o której piszesz, to nie tyle
                  Postęp, lecz czysto ilosciowa reprodukcja społeczna. Ciężka znojna
                  praca z pokolenia na pokolenie, którą trzeba szanować, ale która
                  jest zaledwie podtrzymywaniem status quo.
                  Postęp pojawia się wtedy, gdy zjawia się innowacyjna jednostka (mała
                  grupa jednostek), która wprowadza nowe rewolucyjne idee i
                  rozwiązania. Te nowe idee zmieniają sposób myślenia i działania tej
                  armii 'mrówek'. Bez tego, 'mrówki' wciąż by tylko znojnie
                  reprodukowały to, co jest.
                  Pitagoras. Kopernik. Newton. Jezus z Nazaretu. Edison. Konfucjusz.
                  Bach. Einstein. Marks. Galileusz. Homer. Mozart. Bohr. Nawet Bill
                  Gates...Ty dodasz na pewno jakichś swoich bohaterów.

                  Oczywiscie nikt nie chce przemawiac z wysoka i prawić tu kazań, że
                  tylko 'obcowanie z kulturą wyższą' daje szczęście. To absurd i tu
                  się z Tobą zgadzam.
                  Jedyne co podkreślam, to fakt, że dany stan kultury musi umożliwiać
                  pojawianie się tych wybitnych jednostek - lokomotyw postępu. Nazwij
                  to kultem innowacyjnej refleksji.
                  Sam kult forsy, orki korporacyjnej na kredyt hipoteczny, nie
                  wystarczy by było kiedyś lepiej.


                  • rumcajs68 Re: Mój kolega M. 07.12.09, 13:48
                    zmora68 napisał:

                    > Ta 'mrówcza praca' milionów ludzi o której piszesz, to nie tyle
                    > Postęp, lecz czysto ilosciowa reprodukcja społeczna.

                    Co to jest "ilościowa reprodukcja społeczna", bo dużo książek przeczytałem, ale Twoich pojęć ni w ząb pojąc nie mogę?

                    Ciężka znojna
                    > praca z pokolenia na pokolenie, którą trzeba szanować, ale która
                    > jest zaledwie podtrzymywaniem status quo.

                    Te "status quo" polega właśnie na ciągłym, kumulatywnym postępie. Ktoś musi realizować te nowe pomysły, prawda? Dlaczego więc umniejszasz rolę tych ludzi?

                    No, ale jak ktoś uważa, że status quo jest z założenia złe i jakiekolwiek by nie było, trzeba je zmieniać...

                    > Postęp pojawia się wtedy, gdy zjawia się innowacyjna jednostka (mała
                    > grupa jednostek), która wprowadza nowe rewolucyjne idee i
                    > rozwiązania. Te nowe idee zmieniają sposób myślenia i działania tej
                    > armii 'mrówek'. Bez tego, 'mrówki' wciąż by tylko znojnie
                    > reprodukowały to, co jest.
                    > Pitagoras. Kopernik. Newton. Jezus z Nazaretu. Edison. Konfucjusz.
                    > Bach. Einstein. Marks. Galileusz. Homer. Mozart. Bohr. Nawet Bill
                    > Gates...Ty dodasz na pewno jakichś swoich bohaterów.

                    Takie jednostki są, owszem, potrzebne, ale - jak wyżej napisałem - to nie jedyny motor postępu (choć niewątpliwie niezbędny). Rola wyrobników jest nie mniej ważna, gdyby tak nie było, to by ich nie było.

                    >
                    > Oczywiscie nikt nie chce przemawiac z wysoka i prawić tu kazań, że
                    > tylko 'obcowanie z kulturą wyższą' daje szczęście. To absurd i tu
                    > się z Tobą zgadzam.
                    > Jedyne co podkreślam, to fakt, że dany stan kultury musi umożliwiać
                    > pojawianie się tych wybitnych jednostek - lokomotyw postępu.

                    A dlaczego uważasz, że tego nie umożliwia? Ja widzę wokół siebie mnóstwo kreatywnych jednostek, które zresztą przeważnie nie mają możliwości realizowania swoich twórczych ambicji, co mogłoby świadczyć, że jest ich wręcz za dużo w stosunku do aktualnych potrzeb społeczeństwa.

                    Nazwij
                    > to kultem innowacyjnej refleksji.
                    > Sam kult forsy, orki korporacyjnej na kredyt hipoteczny, nie
                    > wystarczy by było kiedyś lepiej.

                    A jak myślisz, dlaczego za pewną pracę jest forsa, a za inną nie? Może to właśnie społeczeństwo w ten sposób wartościuje, co jest dla niego pożyteczne, a co mniej, i daleki byłbym od stwierdzenia faktu, że oto, po wielu milionach lat ewolucji, właśnie zatraciło ono swój instynkt samozachowawczy.
                    • zmora68 Re: Mój kolega M. 07.12.09, 17:34
                      Przez 'reprodukcję ilościową' nie miałem nic tajemniczego na myśli.
                      Ludzie umierają-nowi sie rodzą (ilosciowa reprodukcja biologiczna).
                      Domy, sprzęty niszczeją - trzeba zbudować następne (ilosciowa
                      reprodukcja materialna).
                      Postęp jest raczej wtedy, gdy "te następne" są JAKOŚCIOWO LEPSZE od
                      tych poprzednich. Dotyczy to również następnych pokoleń(np.ich
                      wykształcenia).

                      Najciekawsza jest jednak Twoja ostatnia uwaga: społeczeństwo płaci
                      tylko tym których uważa za pożytecznych. Bo społeczeństwo (sądzi,
                      że) wie najlepiej co jest, a co nie jest pożyteczne.
                      Tak. Tu sie zgadzamy co do faktów.
                      I co tu własciwie dodać?
                      Smutne to wszystko.
                      • rumcajs68 Re: Mój kolega M. 07.12.09, 18:20
                        zmora68 napisał:

                        > Przez 'reprodukcję ilościową' nie miałem nic tajemniczego na myśli.
                        > Ludzie umierają-nowi sie rodzą (ilosciowa reprodukcja biologiczna).
                        > Domy, sprzęty niszczeją - trzeba zbudować następne (ilosciowa
                        > reprodukcja materialna).
                        > Postęp jest raczej wtedy, gdy "te następne" są JAKOŚCIOWO LEPSZE od
                        > tych poprzednich. Dotyczy to również następnych pokoleń(np.ich
                        > wykształcenia).

                        O ile zrozumiałem, większość ludzkiego społeczeństwa (poza nielicznymi, wybitnymi, humanistycznymi jednostkami) nie realizuje żadnego celu wartościowego społecznie, tylko się rozmnaża, tak? I ewentualnie odnawia to, co uległo zniszczeniu? A nie przyszło Ci do głowy, że to też może być bardzo pożyteczne społecznie, dużo bardziej od pustej gadaniny humanistów (nie wszystkich, ale dużej ich części)?

                        >
                        > Najciekawsza jest jednak Twoja ostatnia uwaga: społeczeństwo płaci
                        > tylko tym których uważa za pożytecznych. Bo społeczeństwo (sądzi,
                        > że) wie najlepiej co jest, a co nie jest pożyteczne.
                        > Tak. Tu sie zgadzamy co do faktów.
                        > I co tu własciwie dodać?
                        > Smutne to wszystko.

                        I znowu ta Twoja irracjonalna megalomania. Pogódź się ze światem, a będzie Ci łatwiej. Światu też. Na zachętę dodam, że ja też kiedyś myślałem podobnie jak Ty, ale już dawno mi przeszło i uważam, że bardzo dobrze na tym wyszedłem.
                      • ciamej Re: Mój kolega M. 08.12.09, 14:57
                        > Przez 'reprodukcję ilościową' nie miałem nic tajemniczego na myśli.
                        > Ludzie umierają-nowi sie rodzą (ilosciowa reprodukcja biologiczna).
                        > Domy, sprzęty niszczeją - trzeba zbudować następne (ilosciowa
                        > reprodukcja materialna).
                        > Postęp jest raczej wtedy, gdy "te następne" są JAKOŚCIOWO LEPSZE od
                        > tych poprzednich. Dotyczy to również następnych pokoleń(np.ich
                        > wykształcenia).

                        i tu się chyba mylisz właśnie - "te następstwa" praktycznie zawsze są JAKOŚCIOWO
                        LEPSZE

                        jak ktoś buduje nowy dom, to przypomina sobie wszystkie błędy jakie popełnił
                        przy poprzedniej budowie i stara się ich uniknąć, wie gdzie mu woda przecieka,
                        wie że podczas ostatniej burzy prawie mu dach urwało, więc stara się wymyślić
                        nową konstrukcję, która będzie lepsza

                        potrzeba jest matką wynalazków, wszystkie przedmioty użytku powszedniego, czy
                        wszelkie instytucje społeczne podlegają ciągłej weryfikacji i zmianie przez
                        anonimowy tłum zwykłych ludzi, nie tylko przez te jednostki płynące pod prąd

                        tak samo jest z wychowywaniem dzieci, większość ludzi uważa, że byli źle
                        traktowani/wychowywani przez swoich rodziców i stara się być lepszymi od nich,
                        doskonale wiedzą jakie błędy popełniali ich rodzice, bo sami to odczuli na
                        własnej skórze, co prawda potem gdy sami zostają rodzicami popełniają nowe
                        błędy, których ich rodzice nie popełniali, jednak ogólnie i tak bilans jest
                        pozytywny

                        można na to spojrzeć jako na taki zdecentralizowany proces optymalizacji ;) cały
                        system (społeczeństwo, cywilizacja, kultura) ulega ciągłym ulepszeniom z powodu
                        ciśnień "u dołu", to nie jest nigdzie sterowane, ani planowane, to jest po
                        prostu ewolucja

                        pozdrawiam
              • alakyr Re: Mój kolega M. 07.12.09, 20:30
                Zmora oczywiście jest w błędzie, z naciskiem na "oczywiście".
                Przez postęp rozumiem rozwój cywilizacji a nie wynalazczość również
                twórców.
                Stwierdzenie iść z prądem lub pod prąd ma znaczenie dla rozwoju
                cywilizacji tylko w odniesieniu do grup ludzi i to na tyle dużych że
                mogą zaistnieć, jednostki tylko o tyle o ile są w stanie "zarazić"
                swoją odrębnością innych.
      • rock73 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 06.12.09, 23:49
        rumcajs68 napisał:

        > Autorka, pomimo że zapewne przeczytała wiele książek, najwyraźniej nie
        rozumie
        > świata, w którym żyje.

        Z większością Twojego komentarza nie zgodzę się, ale tu akurat wg mnie trafiłeś w
        sedno. Autorka żyje w swoim świecie tak odległym od świata M. i od świata np.
        mojego (uwaga: to nie jest ten sam świat), że do jego opisu posługuje się wyłącznie
        stereotypami. Wyobraża sobie jakichś gości w krawatach, z walizkami pieniędzy,
        którzy muszą być bardzo niedobrzy, skoro nie chcą tych pieniędzy przeznaczyć na
        kulturę, filologię albo biedne dzieci w Afryce.
      • rock73 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 00:06
        rumcajs68 napisał:
        > Ja mam nadzieję, że ta pani nie jest nauczycielką, bo swoimi "dobrymi" radami,
        > głębokim "humanizmem" i długim "doświadczeniem życiowym" wyrządziłaby
        > młodym ludziom więcej szkody niż pożytku, gdyby tylko dano jej okazję do
        > wcielania swoich idei w życie.

        Jeśli dobrze zrozumiałem, Autorka jest studentką kierunku humanistycznego. Swoją
        drogą - taka młoda, a taka sfrustrowana. Nie dziwię się tej frustracji i szczerze
        współczuję, ale co będzie dalej? Przecież nie lepiej.

        Kiedyś prywatnie słyszałem, jak pewna nauczycielka chyba z wiejskiej czy
        małomiasteczkowej podstawówki mówiła, że jest przerażona dzisiejszym światem.
        Czego ona nauczy dzieci? Że dzisiejszy świat jest straszny i lepiej się od niego
        trzymać z daleka? A funkcjonowania w tym świecie kto dzieci nauczy? Kto je
        nauczy jak się szuka pracy, zdobywa zawód, oszczędza pieniądze?
        • zmora68 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 00:18
          No, akurat o Ciebie rock73 jesteśmy spokojni;-)
          Trafiłeś w punkt: swiat nie jest od tego, by go zmieniać. Trzeba go
          zaakceptować jakim jest i sobie w nim dzielnie radzić. I tak trzeba
          dzieci chować.
          No, ale tego te 'wiejskie czy małomiasteczkowe nauczycielki' nie
          mogą rozumieć, bo i skąd?
          • rumcajs68 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 01:32
            Masz wypaczone pojęcie na temat zmieniania świata, podejrzewam, że zbyt serio potraktowałaś pewną specyficzną porcję literatury, jaką karmi się u nas dzieci w szkole. Można zmieniać świat przez rewolucję, można przez ewolucję, można się buntować przeciwko złemu, a można pracować na rzecz dobrego. Ze zgrozą myślę, jak absolwentka filologii (nie mam tu na myśli nikogo konkretnego), żyjąca w odrealnionym świecie książek i lektur, idzie uczyć do szkoły (bo nigdzie indziej pracy nie dostanie, jej kwalifikacje są na poziomie sekretarki) i tam wpaja dzieciom swoje wartości. Na szczęście większość ludzi ma na tyle inteligencji, że nie daje się w ten sposób zindoktrynować i postępuje w życiu nie tak, jak pani nauczycielka każe (ku zgrozie i przerażeniu pani nauczycielki, która przez to szybko dochodzi do przekonania, że świat zmierza ku złemu), ale uczy się, obserwując świat i innych ludzi i wyciągając wnioski. I to jest udowodnione w licznych badaniach psychologicznych i nie ma w tym absolutnie nic złego.
          • rock73 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 08.12.09, 00:15
            zmora68 napisał:

            > No, akurat o Ciebie rock73 jesteśmy spokojni;-)
            > Trafiłeś w punkt: swiat nie jest od tego, by go zmieniać. Trzeba go
            > zaakceptować jakim jest i sobie w nim dzielnie radzić.

            Świat można i trzeba zmieniać, ale ja tu nie widzę zmieniania świata, tylko raczej
            narzekanie, że świat nie chce się zmienić wg wyobrażeń humanistów.
    • mojo123 O czym jest ten text i o co tu chodzi bo nie kumam 06.12.09, 17:14
      • zmora68 Re: O czym jest ten text i o co tu chodzi bo nie 06.12.09, 18:54

        Jeśli to retoryczna prowokacja, to fajna.

        Jeśli nie, to odpowiedź na w/w pytanie brzmi: o Tobie.
        • kontakt-gw Re: O czym jest ten text i o co tu chodzi bo nie 07.12.09, 13:36
          zmora68 napisał:

          >
          > Jeśli to retoryczna prowokacja, to fajna.

          Nie jest fajna. Jest na poziomie szkolnej wprawki i zabawy slowami, ale Autorka
          sama sie w szkole umieszcza wiec jest OK.

          O wiele ciekawsza intelektualnie byla by polemika z kolega M. na temat przyczyn
          zyciowych wyborow jego i Autorki.

          >
          > Jeśli nie, to odpowiedź na w/w pytanie brzmi: o Tobie.

          Nie! Ten tekst najlepiej charakteryzuje Autorke i jej srodowisko. Sposob
          rozumowania tych, ktorzy uwazaja sie za elity intelektualne i nie potrafia
          zrozumiec dlaczego spoleczenstwo przestaje ich uznawac za swoje elity... Po
          prostu Autorka nie zauwaza, ze Rzeczpospoplitej potrzebna jest epoka
          pozytywistyczna i prawdziwe autorytety na miare wyzwan epoki.
          • zmora68 Re: O czym jest ten text i o co tu chodzi bo nie 07.12.09, 17:05
            Wlasciwie zgadzam się z Twoją diagnozą:
            - ludzie wzgardzili dotychczasowymi krytariami elitarności;
            - rodzi nam się nowy, dumny z siebie, pozytywizm;

            Pytanie 'dlaczego?' jest faktycznie ważne.
            Moja hipoteza nie jest odkrywcza: bo w RP doszły do głosu ludzkie
            potrzeby (więc i cele oraz wartości), które sa odmienne od tych,
            które głosił stary inteligencki etos.

            • rumcajs68 Re: O czym jest ten text i o co tu chodzi bo nie 07.12.09, 18:22
              zmora68 napisał:

              bo w RP doszły do głosu ludzkie
              > potrzeby (więc i cele oraz wartości), które sa odmienne od tych,
              > które głosił stary inteligencki etos.

              To źle?
    • templariuszz Re: LIST. Mój kolega M., czyli o lęku uzasadniony 06.12.09, 17:38
      je_@#$_bać kulturę.

      Niech darmozjady same na siebie zarabiają.
    • kontakt-gw pogarda vs niepokoj intelektualny 06.12.09, 17:54
      M. szczerze pogardza tymi, którzy dzielą włos na czworo,
      zamiast dawać jasne odpowiedzi

      natomiast Alaksandra Konarzewska piszac:
      gdy myślę o M., trudno mi się oprzeć uczuciu pewnego niepokoju
      bynajmniej nie pogardza M, ani nie ma poczucia wyzszosci tylko sie o niego
      niepokoi i to oczywiscie z pozycji wysublimowanej i wrazliwej intelektualistki...

      • zmora68 Re: pogarda vs niepokoj intelektualny 07.12.09, 01:17
        Kolega sądzi, że przejrzał rzecz na wylot?
        Widać takie czasy, że przyjęcie 'pozycji wysublimowanej i wrażliwej
        intelektualistki' samo wystawia się na szyderstwo.
        Komuś to szyderstwo schlebia...tylko komu?
    • hetmanwiechu Niedawno spotkalem takiego Kolege z sgh 06.12.09, 17:56
      Ci magistrzy maja niezle wykute, piste pojecia I zwroty. Niestety malo
      mozliwosci analitycznych, dlatego sie nie dziwie ze kolega nie moze
      pojac pewnych spraw takich jak dwu stronna debata. Moze ten kolega
      kiedys zrobi studia za granica I sie nauczy ze istnieje swiat poza
      wkuwaniem pojec I teori.
    • zdzisiek_2 Typowa humanistka 06.12.09, 18:03
      Czuje lęk przed człowiekiem który posługuje się rozumem a nie uczuciami.
      Ofiara braku matematyki na maturze, ta co to jej "czucie i wiara silniej mówią
      niż starca szkiełko i oko". Tacy ludzie mają skłonność do uproszczonego
      postrzegania świata. Ponieważ nie są w stanie śledzić bardziej skomplikowanych
      związków przyczynowo-skutkowych zastępują je uproszczonymi schematami
      myślowymi. I ostatecznie zasilają szeregi lewicy lub populistycznej prawicy
      (co na to samo wychodzi).
      • d_jak_zupa Typowy prawicowiec. 06.12.09, 18:53
        Na wiekszosci wydzialow fizyki, matematyki, na renomowanych
        swiatowych uniwersytetach wykladaja naukowcy o wyraznie lewicowych
        pogladach. Co zreszta jest ciagle wytykane przez roznej masci
        zdroworozsadkowych prawicowcow.

        Jezeli w ogole to uproszczone schematy myslowe, na dodatek nie
        poparte zadnymi faktami sa domena prawicowcow z POPiS-u, czy
        Republican Party. Twoja wypowiedz jest tego pieknym przykladem.




        zdzisiek_2 napisał:

        > Czuje lęk przed człowiekiem który posługuje się rozumem a nie
        uczuciami.
        > Ofiara braku matematyki na maturze, ta co to jej "czucie i wiara
        silniej mówią
        > niż starca szkiełko i oko". Tacy ludzie mają skłonność do
        uproszczonego
        > postrzegania świata. Ponieważ nie są w stanie śledzić bardziej
        skomplikowanych
        > związków przyczynowo-skutkowych zastępują je uproszczonymi
        schematami
        > myślowymi. I ostatecznie zasilają szeregi lewicy lub
        populistycznej prawicy
        > (co na to samo wychodzi).
      • zmora68 Re: Typowa humanistka 06.12.09, 19:01
        Ech. Typowy 'prosty inżynier'.
        Prosze zanotować: "inteligencja jest rodzajem wrażliwości".

        Nie ma ona nic wspólnego z algorytmicznym, 0-1 calculusem.
        Homo sapiens to nie komputer.
        Kolega by to wiedzial, gdyby otarł się nieco o humanistykę.
        Znałem pewnego profesora matematyki, który lubił o sobie
        mawiać, "my, humaniści" ....
        • rumcajs68 Re: Typowa humanistka 06.12.09, 19:46
          zmora68 napisał:

          > Prosze zanotować: "inteligencja jest rodzajem wrażliwości".

          Bzdura! Niektórym humanistom wydaje się, że jak ktoś nie czyta literatury pięknej, nie chodzi do teatru i opery, a cały czas poświęca na robienie kariery w biznesie, gospodarce czy polityce, to nie jest inteligentny. Inteligencja polega właśnie na tym, aby umieć odróżnić to, co się przydaje w życiu, od tego, co może stanowić co najwyżej ciekawe hobby.

          A inteligencja nie ma zupełnie nic wspólnego z wrażliwością, jako humanistka powinnaś mieć te minimum wiedzy psychologicznej na temat człowieka.
          • zmora68 Re: Typowa humanistka 06.12.09, 23:52
            Rumcajsie, inteligencja to oczywiscie wrażliwość- wrażliwość
            intelektualna. Czujesz?
            Inteligencja o której Ty piszesz, to tylko tzw.'rozum
            instrumentalny'. To taki praktyczny typ racjonalnosci, dzięki której
            odróżniamy kromkę z masełkiem o tej bez masełka. A ważną cechą
            człowieczeństwa jest też tzw. rozum refleksyjny. Ona daje sztukę,
            filozofię i prawdziwą naukę. I zapewniam Cię, że to coś więcej niż
            hobby. Zgoogluj w wolnej chwili nazwisko Horkheimer.
            • rumcajs68 Re: Typowa humanistka 07.12.09, 01:39
              Proponuję, żebyś Ty sobie wygooglała wcześniej definicję inteligencji, bo to, co piszesz, to aż strach czytać. Podpowiem Ci, że jednym ze składników jednej z najczęściej przyjmowanych definicji jest umiejętność przystosowania się do rzeczywistości. Podejrzewam, że autorka tego tekstu w świetle tego kryterium wypadłaby blado. Nie chce mi się komentować Twojej "definicji", bo to są jakieś Twoje własne, wyssane z palca i zupełnie nie mające pokrycia w teoriach naukowych wymysły. "Rozum instrumentalny", "rozum refleksyjny" - co to jest, na boga? Jak dla mnie jesteś dobrym dowodem na to, co humanistyka potrafi zrobić z człowieka.
              • zmora68 Re: Typowa humanistka 07.12.09, 13:34
                Rumcajsie, negujesz nieustannie moje kompetencje, a podkreślasz
                wciąż swoje. Brak ci odrobine pokory. A przeciez inteligentny z
                Ciebie czlowiek.
                Pewnie wiesz, ze pojęcie 'inteligencji' jest wciąż jedną z
                najbardziej tajemniczych i dyskutowantych kategorii w psychologii.
                "Zdolnosc do adaptacji" rozumiesz bardzo powierzchownie, po
                amatorsku.
                Na pewno znasz z historii wiele wybitnych postaci (naukowców,
                artystów) którzy byli nie lubianymi i nie rozumianymi samotnikami?
                Mieli oni wielkie kłopoty z dostosowaniem sie do otoczenia
                spolecznego. Bo przerastali je. Odmówisz im inteligencji?
                Jest wiele teorii inteligencji i rozróżnia sie wiele rodzajów
                inteligencji. Nic w tym dziwnego. Pojęcie inteligencji wiąże się
                jakoś z kategoriami "racjonalnosci,"rozumu,"kreatywnosci, itp. Te
                natomiast należą do podstawowych pojęć spornych w filozofii od setek
                lat.
                Wspomniałam o 'rozumie instrumentalnym' i 'refleksyjnym' (krytycznym)
                Czy mi sie wydawało, czy odniosłeś się szyderczo do tych pojęć? To
                nie świadczy dobrze o Twoich kompetencjach. Zgooglowałeś już
                nazwisko Horkheimer?
                • rumcajs68 Re: Typowa humanistka 07.12.09, 14:04
                  zmora68 napisał:

                  > Rumcajsie, negujesz nieustannie moje kompetencje, a podkreślasz
                  > wciąż swoje.

                  Co do Twoich kompetencji, stwierdzam tylko fakty.

                  > Pewnie wiesz, ze pojęcie 'inteligencji' jest wciąż jedną z
                  > najbardziej tajemniczych i dyskutowantych kategorii w psychologii.


                  Bzdura! Fakt, że definicji trochę jest, ale wszystkie one mniej więcej mówią to samo. A z pewnością jest wiele bardziej tajemniczych kategorii w psychologii niż inteligencja.

                  > "Zdolnosc do adaptacji" rozumiesz bardzo powierzchownie, po
                  > amatorsku.
                  > Na pewno znasz z historii wiele wybitnych postaci (naukowców,
                  > artystów) którzy byli nie lubianymi i nie rozumianymi samotnikami?
                  > Mieli oni wielkie kłopoty z dostosowaniem sie do otoczenia
                  > spolecznego. Bo przerastali je. Odmówisz im inteligencji?

                  Tak przypuszczałem, że to napiszesz. Trochę to moim zdaniem ryzykowne stwierdzenie, że ci artyści "przerastali społeczeństwo", ich osiągnięcia jednak nie tyle świadczą o ich inteligencji, ale o posiadaniu pewnych specyficznych zdolności rozwiniętych w większym stopniu niż u reszty społeczeństwa. Znasz takie pojęcie "sawantyzm"? Niektórym z tych artystów udało się osiągnąć sukces, ale ilu z nich umarło i nawet pies z kulawą nogą się o nich nie dowiedział? Czy oni też przerastali społeczeństwo?

                  > Jest wiele teorii inteligencji i rozróżnia sie wiele rodzajów
                  > inteligencji.

                  To nie są rodzaje inteligencji, tylko raczej pewne specyficzne zestawy zdolności. Jest też coś takiego jak inteligencja ogólna, mierzą to różne testy, np. Wechslera czy Ravena.

                  Nic w tym dziwnego. Pojęcie inteligencji wiąże się
                  > jakoś z kategoriami "racjonalnosci,"rozumu,"kreatywnosci, itp. Te
                  > natomiast należą do podstawowych pojęć spornych w filozofii od setek
                  > lat.

                  No jasne, filozofowie lubią się spierać nawet o rzeczy już dawno wyjaśnione przez inne dyscypliny. Tylko oni o tym nie wiedzą, bo ich nie znają.

                  > Wspomniałam o 'rozumie instrumentalnym' i 'refleksyjnym' (krytycznym)
                  > Czy mi sie wydawało, czy odniosłeś się szyderczo do tych pojęć? To
                  > nie świadczy dobrze o Twoich kompetencjach.

                  Poprosiłem o ich definicje. Jak ich nie uzyskam, to faktycznie zacznę odnosić się do nich szyderczo.

                  Zgooglowałeś już
                  > nazwisko Horkheimer?

                  Jeszcze nie, ale wiem, czego się spodziewać.
                  • zmora68 Re: Typowa humanistka 07.12.09, 17:41
                    Tak.
                    To był zdecydowanie Twój najsłabszy post, Rumcajsie.
                    Arogancja to maska Ignorancji.
                    Myślę, że stać Cię na więcej.
                    Powodzenia.
                    • rumcajs68 Re: Typowa humanistka 07.12.09, 18:29
                      Myślę, że Twój był jeszcze słabszy, bo akurat w tym momencie argumenty merytoryczne zamieniłaś na argumenty ad personam.
                • rock73 Re: Typowa humanistka 07.12.09, 17:26
                  zmora68 napisał:

                  > Na pewno znasz z historii wiele wybitnych postaci (naukowców,
                  > artystów) którzy byli nie lubianymi i nie rozumianymi samotnikami?
                  > Mieli oni wielkie kłopoty z dostosowaniem sie do otoczenia
                  > spolecznego. Bo przerastali je.

                  To nie całkiem tak. Owszem, byli i są tacy, i owszem, przerastali swoje
                  otoczenie pod względem intelektualnym, ale jeśli byli nielubianymi i
                  nierozumianymi samotnikami, niedostosowanymi do otoczenia, to dlatego, że
                  brakowało im umiejętności społecznych. Jedno z tych zjawisk drugiemu przecież
                  nie przeszkadza.
                  • rumcajs68 Re: Typowa humanistka 07.12.09, 18:27
                    Jak najbardziej się zgadzam, wręcz wyjąłeś mi to z ust. Dodam jeszcze, że oni często wcale nie próbują pracować nad swoimi kompetencjami społecznymi, bo wydaje im się, że skoro osiągnęli sukces, są samowystarczalni. Przeciętny człowiek raczej nie może sobie pozwolić na ten luksus.
    • matmis Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - list 06.12.09, 20:21
      Witam!

      Tytułowy lęk pani Aleksandry Konarzewskiej nie jest (jeszcze?)
      uzasadniony. Niech autorka zrobi sobie research, w jaki sposób
      dostaje się stanowisko w administracji państwowej albo zlecenie
      ekspertyzy z ministerstwa (zwłaszcza ministerstwa odpowiedzialnego za
      kulturę lub szkolnictwo wyższe), oraz w jaki sposób wynik pracy
      pracownika takiego jak M, czyli z tak małym doświadczeniem może
      wpłynąć na politykę kulturalną państwa (zgaduję, że prawie wcale, i
      to co najwyżej w sprawach na których faktycznie się zna).

      Prostymi słowy: ludzie którzy decydują o wydatkach na kulturę nie
      przejmują się zbytnio opiniami takich obywateli jak M.; a zanim M.
      dostałby się do grona takich osób które mają realny wpływ, zdążyłby
      wyrobić sobie dojrzalsze opinie i gusty.
      • matmis Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 06.12.09, 23:20
        A jeśli lęk i niepokój wzbudzają u autorki listu inne wspomniane
        rzeczy, tj. klucze oceniania na maturze z polskiego lub historii, to
        proszę pisać o nich właśnie, a nie o znajomym studencie kończącym
        akurat wkrótce ekonomię, któremu ten sposób egzaminowania przypadł do
        gustu.
    • rock73 Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - list 06.12.09, 23:44
      O co chodzi Autorce listu? Bo ja zrozumiałem, że o to, że M. pogardza humanistami,
      a przecież powinno być odwrotnie.
      • zmora68 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 00:02
        Autorkę niepokoją trendy cywilizacyjne które jej kolega M. uosabia.
        Jest on bowiem modelowym przykładem zmieniających się standardów
        elitarności społecznej.
        To tak w dwóch zdaniach ;-)
        • rock73 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 00:14
          To zrozumiałem, ale dlaczego ją niepokoją? Czy chodzi o obawę, że w przyszłości
          nie będzie miała dobrze płatnej pracy? Przecież nie ma w tym niczyjej winy, nikt
          nie ma obowiązku płacić za filozofię, historię czy filologię. Tak samo jak nikt nie
          ma obowiązku płacić za analizę giełdową albo projekt nowego silnika, a jednak
          ktoś płaci, bo mu się to opłaca.
          • zmora68 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 00:35
            Ha, a to wlasciwie dobre pytanie: skąd niepokój Autorki? ;-)
            Czy ona sie martwi o swoją przyszłą pracę?
            Hm. Niepokoi ją to, że wlasnie taki powód jej niepokoju Ci przyszedł
            jako pierwszy do głowy.
            O tym troche wlasnie jest ten LIST.
            Kiedyś ludzie niepokoili sie tym, co przytrafiło się Hamletowi,
            Raskolnikowowi czy Józefowi K. Ciary im szły po plecach, gdy
            słuchali mszy h-moll Bacha. I żyli w znacznie biedniejszych czasach
            niż nasz młody M.
            Ale pewnie idealizuję. 'Późno już, piszę bzdury, kot zagonił mysz do
            dziury...'
            • rumcajs68 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 01:47
              Ja Ci powiem, czego ona się boi. Ona boi się samotności, tego, że nie ma z kim pogadać (o książkach i nie tylko), że świat jest inny, niż ona sobie wyobrażała, że nie rozumie ludzi. Jej powód lęku jest całkowicie egoistyczny, mimo że sobie tego nie uświadamia, ani za żadne skarby nie przyznałaby się do tego przed sobą. I niech nie liczy, że świat się do niej dostosuje, to ona będzie musiała to zrobić i dla jej dobra radziłbym to jej zrobić jak najszybciej.
              • topolowka Swietny tekst! 07.12.09, 09:46
                Bardzo dobry portret psychologiczny i spoleczny wyksztalciucha:
                papier ma, ale tylko na swoj fach, i mysli, ze to juz wszystko, a
                wszystko inne to sa glupstwa.

                • kontakt-gw Re: Swietny tekst! - czy na pewno? 07.12.09, 13:16
                  Ten tekst nie jest swietny tylko calkowicie pozbawiony autorefleksji i pytania o
                  odpowiedzialnosc tej wrazliwej elity intelektualnej za stworzenie jej kolegi M.
                  Zapewne uslysze, ze winni sa jacys 'oni', niedofinansowanie, telewizja. Tylko
                  czy aby na pewno?

                  Autorka obserwuje swojego kolege M, ale nie zadaje juz sobie pytania dlaczego
                  jest on produktem polskiej szkoly i katolickiego (wg statystyk) domu.

                  Kto wyksztalcil nauczycieli, ktorzy wprowadzali kolege M w dorosle zycie,
                  ksztaltowali jego postawe? Czy teoretycznie ci najlepsi wychowawcy nie sa
                  produktem wrazliwych intelektualistow jak Marcin Krol, ktory bez zadnej
                  autorefleksji szczerze pisze w
                  Dzienniku,
                  ze nie widza sensu w poswiecaniu swojego cennego czasu czesci studentow, ktorzy
                  wg niego nie sa tego warci?

                  W 2004 r. we
                  Wprost
                  moglismy przeczytac
                  Etos polskiej inteligencji - klasy, która przez stulecia pielęgnowała
                  narodową tradycję i dbała o rozwój społeczeństwa - umiera tam, gdzie się
                  narodził: na uniwersytetach.


                  Tyle tylko, ze znalezienie zwiazku przyczynowo-skutkowego miedzy kolega M a
                  sytuacja na polskich uczelniach i wyborami etycznymi kwiatu polskich
                  autorytetow-intelektualistow wymaga juz pewnej analitycznej umiejetnosci
                  postrzegania faktow i laczenia ich w logiczna calosc, czego z calego serca zycze
                  Autorce i srodowisku Gazety Wyborczej.

                  Zamiast niepokoju o spoleczenstwo zabierzcie sie za prace u podstaw - zwlaszcza
                  w swoim najblizszym otoczeniu.
              • zmora68 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 12:25
                Nie gniewaj sie rumcajs, ale uprawiasz domorosłą psychologię.
                Pomyśl: idąc tym tropem, to każdą krytykę społeczną można wyjaśniać
                tym, że krytykujący 'boi się samotności'.
                No i znowu z tym 'dostosowaniem się'.
                Może czasem warto sie nie dostosować do Swiętych Ogólnych Trendow?
                Choć to bywa niewygodne?
                • rumcajs68 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 14:15
                  Ale właśnie prawie zawsze tak jest. Społeczeństwo składa się z grup interesów i każda walczy o swój interes, a nie całego społeczeństwa. W efekcie tego zawsze zostaje wypracowany jakiś konsensus. Myślisz, że ci wszyscy "ludzie kultury" tak krzyczą o zaniku korzystania z kultury, upadku wartości, zdehumanizowaniu człowieka (cokolwiek to oznacza), bo jest to spowodowane ich troską o przyszłość społeczeństwa? A może bardziej troską o to, aby mieć jutro co do garnka włożyć?

                  I nie rozumiem, dlaczego ciągle powtarzasz, że dostosowanie jest z założenia złe (tym bardziej, gdy jego brak jest niewygodny). Nauczono Cię niestety myśleć takimi elitarnymi kategoriami, że tłum, status quo, trendy itp. to coś złego, z czym z założenia należy się nie zgadzać. Nie trudno się domyśleć, czyja to zasługa.
            • rock73 Re: Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - li 07.12.09, 17:38
              zmora68 napisał:

              > Ha, a to wlasciwie dobre pytanie: skąd niepokój Autorki? ;-)
              > Czy ona sie martwi o swoją przyszłą pracę?
              > Hm. Niepokoi ją to, że wlasnie taki powód jej niepokoju Ci przyszedł
              > jako pierwszy do głowy.

              Bo to jest powód:
              - łatwy do zmierzenia i porównania,
              - który mógłby mieć najbardziej bezpośredni wpływ na nią.

              > Kiedyś ludzie niepokoili sie tym, co przytrafiło się Hamletowi,
              > Raskolnikowowi czy Józefowi K. Ciary im szły po plecach, gdy
              > słuchali mszy h-moll Bacha.

              Owszem, tak. Ale wracam do głównego pytania: jakie to ma znaczenie dla Autorki i
              dlaczego ją niepokoi? Ma dziewczyna fajne hobby - no i dobrze, nikt jej nie
              zabrania. Ale jej to nie wystarcza: chce, żeby inni podzielali jej
              zainteresowania i nie mieli innych, np. żeby przykładowy M. nie czytał
              Sapkowskiego, tylko takie książki, jak ona. W imię czego? Kasy, dla uniknięcia
              samotności, jak to ktoś wyżej zauważył, czy są jakieś inne, jeszcze wyższe racje?
    • ronchamp Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - list 09.12.09, 11:11
      Być może pobrzmiewa tu nietolerancja, może wręcz pogarda dla... No
      właśnie, nietolerancji?

      Niemniej jednak tekst niezwykle celny, dotykający podstawowego
      problemu kondycji współczesnej inteligencji i braku idei
      humanistycznych w coraz liczniejszych kręgach ludzi wykształconych.

      Przykłady opisanego kolegi można mnożyć, ale nie to jest sednem.
      Myślę, że skupić się należy nie na krytyce, a szukaniu pomysłów, jak
      zminimalizować występowanie podobnych postaw. Frustracją istniejącym
      stanem rzeczy nie zdziałamy wiele. Co najwyżej wywołamy ostre
      dyskusje, które zakończą się wzajemną wrogością. A nie o to przecież
      chodzi.

      Należy stawiać na świadome edukowanie młodzieży i dzieci, co przy
      kondycji współczesnych szkół i mediów oraz biorąc pod uwagę obecny
      system wartości, może okazać się niezwykle karkołomnym
      przedsięwzięciem.

      pozdrawiam
    • zaratoostra Mój kolega M., czyli o lęku uzasadnionym - list 11.12.09, 05:58
      Jak widze nikt z wrazliwych humanistow nie zrozumial ze to
      perwersyjnie autoironiczny zart, ten caly artykul jest!

      Z brzegu: autorka opisujac binarny sposob myslenia sama mysli
      binarnie i stereotypami malujac nam stylizowanego idiote.

      Albo o pogardzie plynacym od M: toz artykul ten pelen jest jadowitej
      pogardy dla "wykresow gieldowych" tudziez "krawatow i teczek".

      Bardzo celny zart z zakompleksionych humanistow ktorzy by chcieli no
      ale sie boja no i oparcia w konkretach im brak.

    • kadykianus Dobre :) I straszne, zarazem 18.12.09, 11:25
      No, ale takie osoby będą w większości. Poziom edukacji spada. Życie im mija w świecie ułudy. Korporacji. Tragedia polega na tym, że dla korporacji on jest nikim. Kiedy mu zabiorą duszę albo po prostu wywalą z roboty, to jedyną rzeczą, jaka może mu pomóc spojrzeć na świat trzeźwo, jest refleksja. A refleksja to myślenie. A myślenia nie ma bez studiowania, tak pogardzanej przez niego, filozofii.

      A co do giełdy. Nie ma czegoś takiego jak analiza wyników giełdowych, bo to nie jest nauka. To wróżbiarstwo. Sama ekonomia nie jest w ogóle nauką. Nikt nie wie, dla czego rynek działa a czasami nie. Złudzenia i uproszczony (okropny!) świat - to jest jedyne co ten człowiek ma.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka