ml130676
31.08.07, 07:47
i sami autorzy tych "rewelacji" z pewnością w to nie wierzą, chodzi
tylko o wyciągnięcie kasy, brukowce zwiększą nakład, a grafomani
sprzedadzą więcej bzdurnych książek. Czemu ktoś, kto był tzw. vipem,
nie miałby po prostu zginąć w zwykłym wypadku drogowym? I po co
wywiad miałby się angażować w morderstwo jakiejś rozpieszczonej
paniusi, która przez całe życie zajmowała się jedynie zakupami,
podróżami i innymi przyjemnościami, za które płacili brytyjscy
podatnicy? Dużo osób o wiele bardziej angażuje się charytatywnie,
ale nie trąbią o tym na lewo i prawo, nie fotografują się
ostentacyjnie z chorymi na Aids ani nie klepią po główkach biednych
etiopskich dzieci na pokaz. Diana była jednym z typowych
arystokratycznych pasożytów - bez wykształcenia, polotu, urody, ale
za to z koneksjami. Dzięki małżeństwu z brytyjskim następcą tronu
stała się kimś, a największym jej dokonaniem było urodzenie
kolejnego przyszłego monarchy. Ta kobieta nie skalała się w życiu
jakąkolwiek pracą, nie znała wartości pieniądza i szastała nim na
lewo i prawo. Wszystko, co zyskała, zawdzięczała pochodzeniu. Trudno
też uwierzyć w jej miłość do Karola, który urodą nie grzeszył i był
starym kawalerem o zainteresowaniach emeryta, podczas gdy jego
małżonka lubiła się zabawić w dyskotece. Można ją jedynie podziwiać
za to, że była tak wyrachowana, żeby wcisnąć swój tyłek na dwór
królewski, żyć za państwowe pieniądze najpierw z mężem, a potem z
kolejmymi kochankami, stwarzając jednocześnie pozory, jakoby to ona
jest ta najbardziej skrzywdzona przez złą królową, najporządniejsza
i w ogóle królowa ludzkich serc, a prawda jest taka, że ludzie jej
pokroju w du..e mają innych. To pustaki myślące tylko o
przyjemnościach - kolejnych ciuchach, imprezach, podróżach etc.
Problemy, z którymi przeciętny człowiek boryka się na codzień i nie
podcina sobie z tego powodu żył co pięć minut, dla niej były nie do
przejścia, więc "biedactwo" wpadało na przemian w anoreksję i
bulimię, usprawiedliwiając się "ciężkim" życiem. Jakoś nie żal mi
takich osób, to od nich w dużej mierze zależy, jak potoczą się ich
losy. Nikt nie każe 19-latce wychodzić za mąż za zgreda. W tym wieku
wypadałoby się jeszcze pouczyć i poobserwować świat, a nie wchodzić
w skostniałe układy, a potem jęczeć nad swoim losem. Diana nie
zginęła w wypadku śmigłowca lecąc z misją charytatywną do
Afganistanu, nie zaraziła się też czerwonką jedząc z jednego talerza
z afrykańskim chłopcem chorym na Aids, tylko balowała, a potem
wsadziła swój tyłek do mercedesa, który akurat prowadził facet po
paru głębszych, ale równie dobrze wszyscy mogli być trzeźwi, ot,
jeden z tysięcy przypadków, kiedy kierowca nagle stracił panowanie
nad pojazdem. Ale w tym pokręconym świecie jest tak, że gdyby nie
zdrowy rozsądek garstki ludzi, większość uczyniłaby świętą z osoby,
która pozdrawiała tłum głodujących w ciuchach od Armaniego, a za
pierścionek na jej palcu możnaby wyżywić kilka biednych wiosek w
Namibii.