sekwana2005
06.09.07, 06:00
Muszę się ujawnić - też jestem "czechitą".
No i pewnie ksiązkę kupię. Wywiad sympatyczny jak Czechy i Czesi.
Jeden zgrzyt - gdy pada słowo "porażające", a to przecież z innej,
naszej, pisowskiej bajki...
Czechy odwiedzam od jakiś 35 lat i to też moja druga ojczyzna. Nawet
żonę sobie z tego kraju importowałem. Ponieważ mam imię i nazwisko
brzmiące z czeska, choć żadnych dowodów nie mam, żartowałwm, iż mój
praprapra- pewnie z Czech przybył na bitwę pod Grunwaldem...
Jeszcze w latach 70-tych jeździłem do jaskiń na Słowacji,
zatrzymując się u przyjaciela, którego ojca wyrzucono w 1968 roku z
Uniwersytetu Karola w Pradze. Więc w Demanowskiej Dolinie kupił
willę w "zakopiańskim" stylu i żył z tłumaczeń światowej naukowej
literatury.
W latach 80-tych żona zbierała materiały do pracy magisterskiej w CS
Akademii Nauk, a ja pisałem jakąś ekspertyzę. 2 godziny u Zlateho
Tigra, po godzinie w kolejnych knajpkach, przy okazji gadając z
Prażakami. Hrabalowskie opowieści...
W latach 90-tych z przyjaciółmi z Czech uchwaliliśmy iż w tym czasie
Polacy znają trzy rodzaje piwa: polskie, czeskie i puszkowane...
Parę lat później mam dom gdzieś pod Warszawą - na przystanku
autobusowym kosz na smieci się wypełnił, potem cały rów za
przystankiem - posprzątano dopiero przy przebudowie skrzyżowania.
Mój szwagier ma "chatę" w jednej z czeskich wiosek. Przetarg na
opróżnianie publicznych koszy wygrywa nie specjalistyczna firma,
lecz tubylec, dający najniższą cenę - "skoro i tak codziennie kilka
razy jako serwisant komputerów jeżdżę "wzdłuż i w poprzek", przy
okazji mogę kosze opróżniać i przy okazji kilka korunek zarobić"...
Za Klausem nie przepadam, natomiast Havel mi imponuje. Nie tylko
mnie. Dzisiejszym czytelnikom, szczególnie z PiS i IPN "w pale się
nie mieści" iż przed 1989 rokiem doszło do konfliktu
dyplomatycznego - mimo oporów cenzury Komitet Warszawski PZPR dał
zgode na wystawienie jednoaktówek Havla w Teatrze Powszechnym a na
premierę przyszedł premier Rakowski, by swoją żonę w spektaklu
grającą zobaczyć. Dziś premier tylko do Częstochowy chodzi i na Hel
lata...
W tej czeskiej wiosce przegadałem noc z Czechem, który po latach
wrócił z Australii. Z tej słynnej kapeli, której ściganie
doprowadziło do powstania Karty 77.
Ale i znałem polskiego profesora od "marksistwa-lenistwa", który
prawie całe "Przygody dobrego wojaka Szwejka" znał na pamięć - w
czeskim oryginale...
Gdy moja córka miała jakieś 6-8 lat, w Pradze wędrowała do
najbliższej hospody z dzbankiem pełnym wody. Dlaczego? Bo woda
schładzała dzbanek, zanim piwo do niego hospodsky nalał dla taty...
Ale też faktycznie Czesi i przed, i po 1989 rokiem umieli np.
budować drogi. Czeską Skodę kupił Volkswagen, dziś nieco przerazony,
iż Skody lepiej się sprzedają, także w Polsce, niż niemieckie auta,
ludowwe "wagony". A co na Żeraniu? Romans z Daewoo, obecnie
ukraińska składalnia autek...
Wprawdzie ponoć w czasie praskiego powstania aż dwie szklanki się
stłukły - wolę to, niż warszawską hekatombę.
Ech, chyba pojadę do Pragi - mimo że zadeptana dziś przez turystów -
więcej tam dziś zagranicznych rezydentów, niż w Paryżu przed 100
laty...
Albo przynajmniej posłucham piosenek Jarka Nohavicy - ze 30 tekstów
jego poezji śpiewanej przetłumaczyłem dla prywatnej przyjemności...
"Laska je hora"...