"My, w "Gazecie Wyborczej", sądziliśmy jednak, że idea lustracji
jest fałszywa; że urządzanie lustracyjnego spektaklu
ogólnonarodowego przeobrazić się musi w krzywdzenie ludzi i
polowanie na czarownice, że materiały Służby Bezpieczeństwa są
trucizną, która nie będzie służyć oczyszczeniu życia publicznego,
lecz wyniszczeniu więzi międzyludzkich."
Jakie to piękne i jakie fałszywe?
Dlaczego autor tych słów był jednym z pierwszych opozycjonistów
grzebiacych w tej truciźnie?
Oczywiście pod opieką swego cicerone,późniejszego "człowieka honoru".