kpix
16.06.09, 08:47
To jest walka dwoch frakcji w ramach tego samego systemu.
Tylko ze swoboda wypowiedzi i obyczajow byla w tym kraju
na tyle tlumiona, ze dla ludzi ta walka jest chyba tylko
pretekstem. Kazdy z tych obozow podejmuje jakies haslo
sprzeciwu: Ahmadinezad mowi o ogromnej korupcji, Moussavi
z Karroubim o zamordystycznym rezimie obyczajowym,
nieprzejrzystosci wyborow i tlumieniu swobod. Rzecz w tym,
ze kazde z tych syfnych zjawisk ma w Iranie miejsce, jak
i miejsce maja inne syfy w polityce zagranicznej, ktorych
podwazyc ci politycy nie smia (albo nie chca): oprocz
znanej wszystkim eskalacji wobec Izraela i USA i zbrojeniu
terrorystow, jest okupowanie 3 wysp Zjednoczonych Emiratow
Arabskich i pretensje do Bahrajnu, jak rowniez szeroki
szyicki prozelityzm w krajach sunnickich, czemu te kraje coraz
bardziej sie sprzeciwiaja.
Gdyby spoleczenstwo nie bylo przez lata tlamszone w wielu
dziedzinach, dzisiaj nie byloby buntu rzesz - i to jest niezalezne
od tego, czy wybory byly uczciwe, czy nie. Po prostu wladza dala
sie ludziom tak w kosc, ze juz nie ma zaufania.