Dodaj do ulubionych

Polska atomówka

08.01.12, 17:49
Zwolennikom energii atomowej-od Lezia z wirtualná dedykacjá.

Wywiad z dyrektorem polskiej elektrowni atomowej w Żarnowcu

Witamy Państwa bardzo serdecznie i życzymy miłego dnia.Jak już niektórym ze słuchaczy wiadomo,dzisiaj nasza niezmordowana ekipa reporterska udaje się do miejskiej elektrowni atomowej na wycieczkę.
Elektrownia ta została niedawno oddana do użytku i znajduje się oczywiście na obrzeżach naszego miasta.Naturalnie,nie za daleko od centrum,aby nie utrudniać pracownikom dojazdu do miejsca zatrudnienia.
Mieszkańcy naszego pięknego miasta,będącego notabene uzdrowiskiem dla wielu chorych na schorzenia tarczycy,dróg oddechowych i niewydolność krążenia,niepokoją się trochę obecnością elektrowni w okolicy.Bo to różne rzeczy się przecież na temat tych atomów opowiada i tak naprawdę,to nikt nie wie,czy jest ta elektrownia bezpieczna,czy nie jest.
Nasza wizyta ma na celu przeprowadzenie bezwzględnego wywiadu na żywo z dyrekcją elektrowni,oraz sprawdzenie zasadności zarzutów mieszkańców miasta i okolicznych wsi na temat rzekomej szkodliwości zakładu produkującego prąd.
Od pana dyrektora elektrowni,Józefa Neutrona,otrzymaliśmy osobiste zaproszenie do zwiedzenia naszej atomówki.
Magister Neutron będący notabene długoletnim pracownikiem Zakładu Obrotu Materiałami Odpadowymi,w skrócie ZOMO,posiada doskonałą znajomość tematu.Pan dyrektor pragnie nam pokazać zarówno samą elektrownię,jak i jej najbliższe otoczenie,czyli jego całe oczko w głowie.
Pan Józef twierdzi też,iż jest w stanie udowodnić,że skargi malkontentów,to tylko czcze pomówienia i złośliwe plotki,nie mające najmniejszego związku z rzeczywistością.
Z zaproszenia skorzystaliśmy z prawdziwym zadowoleniem,bo
i my,reporterzy,rzadko mamy okazję do zwiedzenia tak potężnego zakładu,jakim jest elektrownia atomowa.Będziemy też mogli mieszkańcom miasta naświetlić wreszcie prawdę o tym,czy rzeczywiście elektrownia jest w jakimś calu szkodliwa,czy też nie.
Wczesnym rankiem więc,gdy niebo nad elektrownią przybrało swój zwykły,zielonofioletowy kolor,wyruszamy z naszą redakcyjną ekipą w kierunku fabryki energii,aby drogim słuchaczom umożliwić wysłuchanie bardzo ciekawego reportażu.Reportaż ten odmienić może całkowicie państwa spojrzenie na współczesny świat,oraz energię atomową,która wcale nie musi być aż tak
groźna,jak to się niektórym z nas wydaje. Albowiem prąd elektryczny uzyskiwany w wyniku przeobrażenia materiałów
rozszczepialnych w czystą energię jest takim samym prądem,jak ten wytwarzany przez jakąś głupią rzekę,czy brudną
i zapyziałą elektrownię na węgiel brunatny,zanieczyszczającą wyziewami z kominów olbrzymie aglomeracje i tworzącą olbrzymie dziury po kopalniach odkrywkowych,w które to dziury można przecież wpaść i złamać sobie rękę,nogę,albo inny członek.Elektrownia atomowa zaś prawie w ogóle nie dymi,
a energia wpływająca do ogólnokrajowej sieci jest tak samo dobra,jak każda inna...
Wjeżdżamy akurat w prawdziwy labirynt uliczek,wśród których usiłujemy znaleźć tę jedyną i właściwą.Ale to nie jest wcale prostym zadaniem,wziąwszy pod uwagę,że jesteśmy tu po raz pierwszy.Wprawdzie kominy widać z daleka,tylko że my nie podróżujemy samolotem.Dlatego nie możemy do naszego celu dotrzeć w prostej linii.Musimy więc nadal krążyć,zdając się na kompas i nasz reporterski nos.
Nikt ze spotkanych po drodze ludzi nie chce nam za żadną cenę udzielić jakichkolwiek informacji,jakbyśmy jechali elektrownię nie zwiedzić,tylko ją wysadzić w powietrze.Wszyscy z nieprzyjemnym grymasem na prawdziwych,robotniczych twarzach,klnąc pod nosem i zaciskając ręce na ciężkich termosach z nieznaną zawartością,oddalają się w pośpiechu,gdy tylko usłyszą nasze niewinne pytanie o sposób dojechania do zakładu.Być może prawdziwy strach przed zamachem powstrzymuje tych ludzi
w zbyt szybkim udzielaniu informacji obcym przybłędom, pojawiającym się tutaj nie wiadomo po co.
Ale wygląda wreszcie na to,szanowni słuchacze,że po wielogodzinnym krążeniu trafiamy do celu.Bo oto ukazuje się przed nami coś na kształt bramy wjazdowej,sporządzonej
z potężnej ilości kutej stali.Możemy zapewnić,iż budynki elektrowni wyglądają z bliska tak,jakby ktoś je wyciął żywcem
z filmu science-fiction.Piękna niebieskawo-zielona poświata wydobywa się z murów,podkreślając ich niezwykłe kontury
i ogrom.Uważamy,że jest to niezwykle udany pomysł na zewnętrzne oświetlenie tego kombinatu,tym bardziej,iż nie używa się przy tym żadnego ze znanych nam źródeł sztucznego światła, czyli żarówek,świetlówek,oraz halogenów itd.
To światło jest po prostu wszędzie,zupełnie jakbyśmy weszli do wnętrza olbrzymiej żarówki bez drucika.Wybaczcie nam drodzy słuchacze tą dygresję naszego wrażliwego na piękno zespołu.
Przy bramie wita nas uprzejmie starszy człowiek w mundurze straży przemysłowej,na wszelki wypadek celując do nas
z przenośnej wyrzutni rakiet przeciwpancernych i sprawdza nasze przepustki.Jako dociekliwi reporterzy korzystamy z nadarzającej się okazji i pytamy,nie wiedząc,czy uzyskamy na nasze pytanie odpowiedź od strażnika,bo może to tajemnica:
-Czy może nam pan powiedzieć coś na temat ewentualnej szkodliwości elektrowni i jej rzekomym katastrofalnym wpływie na środowisko naturalne?
Pan strażnik po odłożeniu swojej broni na bok nieoczekiwanie okazuje się nadzwyczaj rozmowny,co nas cieszy:
-Hi,hi,hi-śmieje się w kułak nasz sympatyczny rozmówca-panowie,jaka tam ona szkodliwa!Ja tu już 5 lat bez przerwy pracuję,jeszcze gołębie hoduję na stróżówce,no i powiedzcie sami,czy ja i moje ptaszki wyglądamy niezdrowo?To tylko jakieś ploty,co je ktoś złośliwie rozpuszcza.Głupich bab z bazaru,albo dywersantów z wiadomego kraju tu nigdy nie brakowało...
-Rzeczywiście,szanowni słuchacze,pan strażnik jest wyjątkowo energiczny i wygląda rześko i zdrowo.Zieloną twarz ma szeroko uśmiechniętą,a garnitur zębów błyszczy i zaczepia o jego naramienniki ze stopniem służbowym zawsze wtedy,gdy jego uśmiech jest nieco bardziej serdeczny,niż zwykle.
Mamy też okazję,aby podziwiać hodowlę gołąbków wartownika. Ptaki mieszkają na codzień w kolejowym hangarze,bo tylko tam mają dostatecznie dużo miejsca dla siebie.Właśnie w tej chwili jeden z gołąbków unosi naszego technika wysoko w górę i krąży nad naszymi głowami,wzbijając tumany kurzu i przyginając nas do ziemi podmuchem powietrza wytwarzanym przez jego skrzydła, gdy od czasu do czasu nurkuje w naszą stronę.
-Boluś,puść pana,cholera,puść,mówię!-nieco poddenerwowany krzyknął nasz rozmówca,grożąc ptaszkowi pięścią.
Jak na komendę,gołąbek wypuszcza ze szponów naszego technika,który spada na zrobiony z blachy falistej dach wartowni,robiąc przy tym mnóstwo hałasu,ale lądując w miarę cało,bez widocznych otwartych złamań i okaleczeń.
-Wiecie,panowie redaktorzy,te moje gołąbki są bardzo dumne
z tego,że mogą w tym miejscu mieszkać i dlatego chcą zawsze nowym przybyszom pokazać,jak wygląda z góry nasz zakład,co niestety nie u każdego wywołuje zrozumienie.A że trochę one większe,niż normalne gołębie,to inna rzecz,jednak są miłe,nikomu krzywdy nie robią,ptaszki moje...
Ptaszki popatrują z ciekawością i pewną nadzieją w oczach, przekrzywiając potężne głowy,jakby pytały nas,czy nie chcemy jeszcze polatać,tym razem wszyscy.Ale my już żegnamy się
z pewnym pośpiechem z panem strażnikiem i jego gołąbkami mającymi tak na oko 160 kilo żywej wagi i jakieś 5 metrów rozpiętości skrzydeł,wymawiając się koniecznością punktualnego spotkania z dyrektorem.Podążamy więc w kierunku biurowca dyrekcji,a nasz miły rozmówca macha nam na pożegnanie swymi silnymi rękoma,co długie są do kostek i nieparzyste,czyli trzy. Podjeżdżamy na parking przy biurowcu,gdzie czeka już na nas szef atomówki,zawiadomiony przez strażnika o naszym przybyciu.
Obserwuj wątek
    • leziox Re: Polska atomówka part II 08.01.12, 17:50
      -Witam,witam panów serdecznie-cieszy się dyrektor-jak to pięknie,że zdecydowaliście się panowie na wizytę u nas.
      Mam nadzieję,że pomoże to rozwiać wątpliwości i pytania,które mają na pewno mieszkańcy naszej okolicy...Niestety,z powodu nawału pracy nie jestem w stanie osobiście odpowiedzieć na każdy telefon,nawet obraźliwy,więc może dzisiaj uda nam się wiele rzeczy wyjaśnić.Z przyjemnością pokażę panom cały zakład, rzeczywiście niczego nie ukrywając.A że jest naprawdę co oglądać,przekonacie się panowie sami.
      Pan dyrektor jest człowiekiem szczupłym,ale nad wyraz wysokim. Widząc nasze pełne podziwu spojrzenia wyjaśnia pośpiesznie:
      -Na pewno dziwi panów trochę mój wzrost-zagaja pan Józef Neutron-mnie też trochę zdziwiło,gdy w wieku lat 52 tak nagle zacząłem rosnąć.Mój wzrost zatrzymał się kiedyś na 1,82 m.W tej chwili mam 2,70 m.Można to chyba uznać za kolejny dobroczynny wpływ elektrowni na przyrodę,środowisko naturalne oraz ludzi,no bo że tak nieoczekiwanie urosłem,musi być zdrowe,nieprawdaż?
      -Jedyne,co nam pozostaje,drodzy państwo,to potwierdzić słowa dyrektora,bo nic nie wskazuje,aby pan Neutron był chory na cokolwiek...
      Wsiadamy do zakładowego pojazdu obwożącego po terenie wizytujące elektrownię wycieczki,bo teren jest olbrzymi,nie do przebycia na piechotę nawet w trzy dni.
      -Wiecie panowie-rzuca dyrektor-w pierwszy dzień mojej pracy tutaj,gdy jeszcze nikt nie wiedział,że jestem szefem firmy, zabłądziłem wśród uliczek,zabudowań,zbiorników i sieci rur.
      I przysłowiowo utknąłem.Nikt nie chciał odpowiedzieć na moje pytania,jak dojść do biurowca,ludzie widocznie obawiali się,że jestem z kontroli,co lojalność pracowników sprawdza,czy co,
      a tajemnica służbowa była wtedy pilnie strzeżona.Nikt nie chciał stracić pracy.Dwa dni i noce błąkałem się po zakładzie,szukając właściwego kierunku.Żywiłem się kanapkami wykradanymi
      z szafek pracowniczych i popijałem herbatę z wielkich termosów ustawianych wtedy co krok,aby ludzie w każdej chwili mogli wypić coś ciepłego.Wreszcie wpadłem na pomysł,aby orientować się dzięki Słońcu w obranym kierunku.I tak trzeciego dnia trafiłem do swojego dyrektorskiego gabinetu.Przez tą śmieszną przygodę znam tu wszystkie zakamarki i wiem,że pracownicy są odpowiedzialni i byle komu tajemnicy służbowej nie zdradzą.
      -Wiemy,wiemy,dyrektorze,zdążyliśmy się po drodze sami zapoznać z pańskimi lojalnymi współpracownikami i możemy tylko potwierdzić,iż rzeczywiście trudno od nich wyciągnąć jakiekolwiek słowo poza "nie wiem".
      -No proszę,a nie mówiłem,szanowni redaktorzy?Lojalność jest
      u nas sprawą podstawową i każdy tego przestrzega,nawet jeśli już teraz nie musi.A teraz zapraszam dalej,pojedziemy do serca naszej elektrowni,czyli miejsca,w którym pracuje reaktor.
      -Drodzy państwo,zmierzamy teraz do hali,gdzie znajduje się reaktor.Widzimy wielu robotników na stanowiskach.Panuje tu półmrok,który zresztą nikomu w pracy nie przeszkadza.
      Wygląda na to,że pracownicy dysponują własnym źródłem światła.Z daleka podobni są do wielkich robaczków świętojańskich,latających w nocy wokół kwiatów.
      -Panie dyrektorze-pytamy-co sprawia,że pańscy pracownicy tak jasno świecą?Czy może być to spowodowane wysokim promieniowaniem na terenie elektrowni?
      -Promieniowaniem?-dziwi się pan Neutron-niee,panowie,to nie jest żadne promieniowanie,bo skąd by się ono mogło u nas wziąć?Moi pracownicy,jeśli już czymkolwiek promieniują,to najwyżej wrodzoną pogodą ducha i wewnętrzną radością
      w wypełnianiu swoich obowiązków,a to może też świecić-przecież to normalne.Stąd zapewne bierze się światło.
      -Bardzo dziękujemy za wyjaśnienie.Szanowni słuchacze,mamy nieczęstą okazję,aby przyjrzeć się z bliska pracy reaktora.Jego rytmicznie pulsujące serce pompuje w elektryczny krwioobieg naszego kraju świeży tlen w postaci prądu.Jak to się mówi,proszę państwa,żaden prąd nie śmierdzi,bo spróbujmy na przykład podczas zimy wyłączyć elektryczne ogrzewanie,telewizor i w ogóle wszystko,to zobaczymy wnet,ile oznacza w naszym życiu energia elektryczna.Wracając do reaktora,który wygląda prawie jak wielka puszka od konserw,zauważamy bezpośrednio nad nim zbudowane wysokie rusztowanie,z którego dwóch robotników wrzuca w głąb reaktora jakiś materiał.Podchodzimy bliżej,uprzejmie pytając:
      -Dzień dobry panom,jesteśmy z rozgłośni radiowej.Czy mogą nam panowie powiedzieć,co w tej chwili robicie?
      -Hehehe,a co możemy tu robić?Pracuje się.Reaktor musi energię wytwarzać,więc opał wrzucamy,uran znaczy się i pluton.To wszystko na dół spada,do reaktora i się przerabia-odpowiadają nam robotnicy.
      -No tak,proszę panów,ale czy to nie trochę szkodliwe ten uran
      i pluton łopatami do reaktora wrzucać?
      -Przecież rękami wrzucać tego nie będziemy.A co do tej szkodliwości-na początku trochę pył uranowy w gardło gryzł,bo bardziej jest miałki niż pluton,ale niedawno dyrekcja załatwiła nam maski,więc żadna pylica się nie wda.A oprócz tego,to praca, jak każda inna,jakby węglem człowiek w kotłowni palił,czy drewkiem,właściwie nie ma żadnej różnicy...
      Pan dyrektor dorzuca parę słów:
      -U nas troska o pracownika jest bardzo ważną sprawą.Okresowe badania wykazują doskonały stan ich zdrowia,nie chorują oni na żadne przewlekłe choroby,czy inne świństwa,jak w innych zakładach.Zresztą sami panowie możecie się przekonać,że to,co mówię,jest zgodne z prawdą.
      -Widzimy to,proszę państwa.Wszyscy pracownicy wyglądają świetnie i budująco.Czułki na głowach trzymają im się prosto,
      a wewnętrzne pragnienie ulepszania świata wciąż popędza ich do wykonywania nowych zadań.Cztery nogi,w jakie są zaopatrzeni, pomagają im w bardzo szybkim przemieszczaniu się po hali reaktora-co za tym idzie,zwiększają ich wydajność pracy.
      Przejeżdżamy teraz z budynku reaktora do przyzakładowej oczyszczalni ścieków.Mijamy po drodze klomby z przylaszczkami
      o wielkości słoneczników i słonecznikami o wielkości przylaszczek, oraz z wieloma odmianami innych roślin,których jeszcze nigdy
      w życiu,atlasie,albumie czy telewizji nie widzieliśmy.Obok nas jakaś dzika kaczka walczy z drapieżnym kwiatkiem o życie,czego pan Neutron zdaje się wcale nie zauważać,objaśniając dalej:
      -Do tego zbiornika,proszę panów,spływa woda,która jeszcze niedawno chłodziła reaktor.Po chemicznym i biologicznym oczyszczeniu jest ona prawie w 100%-ach czysta,a więc kierujemy ją zaraz do miejskiego ujęcia wody pitnej.Każde dziecko wie
      o tym,że woda jest zbyt cenna,aby ją marnować,a w naszym mieście i pobliskich wsiach każda ilość się przydaje.Bardzo niewielka ilość promieniowania pozostająca w wodzie,zabija wszystkie szkodliwe bakterie i wirusy,czyniąc ją tak zdrową,że
      w końcowym efekcie nawet chlorowanie nie jest potrzebne.
      Woda ta jest krystalicznie czysta,stanem chemicznym przypomina wodę źródlaną,gdzie na dodatek żyją całe stada ryb.Ale proszę
      o nie wkładanie do wody rąk,rybki są trochę nerwowe,gdy wyczują obcych,a to grozi wypadkiem.
      -Słowa pana Neutrona,szanowni słuchacze,dotarły we właściwym czasie do naszego technika,który w ostatniej chwili zdążył wyjąć ręce z wody.Niestety,jedna z rybek odgryzła z wyraźnym apetytem pół mikrofonu wraz z kablem,dlatego chcemy z góry przeprosić za ewentualne pogorszenie odbioru.
      • leziox Re: Polska atomówka part III 08.01.12, 17:51
        Pan Neutron pośpiesznie wyjaśnia:
        -Te ryby stanowią coś w rodzaju kordonu sanitarnego,który zabezpiecza elektrownię przed ewentualnym sabotażem,lub kradzieżą.Odnotowaliśmy już kilka prób samowolnego wejścia na teren zakładu przez osoby niepowołane,ale w związku z tym,że nasze rybki są ciągle głodne,nikomu jeszcze nie udało się z tej strony przebyć zbiornika w stanie,że tak powiem,nienaruszonym. Uprzedzając dalsze pytania,panowie,od razu przyznam,iż nie wiem,co to jest za rybi gatunek.Dawniej pływały tu tylko karpie, dzisiaj oprócz tych rybek żadnych innych w zbiorniku nie ma.Ale proszę dalej,bo czas nas goni,a ja mam panom jeszcze tyle do pokazania.
        -Kochani państwo,zbliżamy się teraz do najbardziej przez miejscowych rolników krytykowanej części atomówki,czyli do składowiska materiałów już przerobionych przez reaktor,znanych też pod nazwą odpadów radioaktywnych.Chłopi mieszkający
        w pobliżu twierdzą,iż po składowisku hula radioaktywny wiatr,
        w nocy biją tam w niebo różnokolorowe światła,jak w dyskotece,
        a promieniowanie jest tak twarde,że dziurawi z daleka ściany stodół i chlewów,oraz kosi zboże,jakby kombajn jechał.Dopiero osłona z płyt ołowianych pomaga.Oprócz tego w elektrowni są prowadzone rzekomo jakieś tajne eksperymenty genetyczne na zwierzętach,bo co jakiś czas po okolicy hula potwór wychodzący
        z terenu elektrowni,który morduje krowy i konie.Co sądzi pan
        o wypowiedziach gospodarzy,panie dyrektorze?
        -To są,jak już wspomniałem na wstępie,tylko zwykłe pomówienia
        i oszczerstwa rolników,którzy zamiast uczciwie pracować,liczą na otrzymanie wysokiego odszkodowania.Jak taki jeden z drugim, zamiast plony zbierać,piją cały miesiąc bez przerwy,a grad
        i deszcze zboże wytłuką,to wszystko najlepiej na złą elektrownię zwalić,że to właśnie ona zbiory załatwiła,przecież to normalne.
        Ściany stodół dziurawe są ze starości,a osłony z ołowianych płyt to tylko zwykły snobizm gospodarzy.Sąsiad założył to i drugi chce mieć,normalna rzecz,prosze panów.A jeśli o potwora chodzi,to jedynymi drapieżnikami są tu koty,co się błąkają po zakładzie...
        -Drodzy słuchacze,rzeczywiście trochę tu wieje,lecz nie wydaje nam się,aby panowało tu jakiekolwiek promieniowanie radioaktywne.Nasze liczniki Geigera mierzące współczynnik promieniowania raz tylko przesunęły się na czerwoną skalę-przy wchodzeniu na teren elektrowni.Wskazówki spoczywają cały czas na tym samym miejscu,wskazując wartości maksymalne,co samo w sobie jest już śmieszne.Nawet w Hiroszimie w minutę po wybuchu atomowym promieniowanie było kilka razy mniejsze,niż te,które według naszych aparatów pomiarowych rzekomo ma panować na terenie elektrowni.Musimy więc nasze aparaty oddać na złom.Po prostu wzięły i się zepsuły,innego wyjaśnienia nie ma.
        -Naturalnie nie powinniście panowie wierzyć prymitywnym aparatom wyprodukowanym gdzieś na końcu świata-mówi pan Józef-proszę zobaczyć,na moim aparacie wskazówka grzecznie leży na zerze i ani drgnie.Wymowa faktów jest więc oczywista,
        przecież to normalne.
        -Dziękujemy za wypowiedź,panie dyrektorze.Na czas schodzimy
        z drogi spychaczowi,przesuwającemu następną porcję odpadów radioaktywnych na sporą górkę pietrzącą się nieopodal.I tu,drodzy słuchacze-rewelacja!Nic nie śmierdzi,żadne brudne wody podskórne nie wyciekają i nie zanieczyszczają środowiska.Czysto tu,jak w szpitalnym prosektorium,ha,ha,ha,to taki niewinny żart. Panie dyrektorze,a skąd właściwie bierze się tu te oryginalne fioletowe światło,upodabniające teren wysypiska bardziej do sceny z filmu fantastyczno-naukowego, a nie do części elektrowni?
        -Panie redaktorze,światło,jak światło.Właściwie nikt nie wie,skąd się ono bierze,ale zdążyliśmy się już do niego przyzwyczaić.
        Po prostu jest,ostatecznie znajdujemy się w elektrowni,to musi tu być i światło,prawda,czy nie?A barwę ma sympatyczną i przydaje się też dla naszych pracowników.Zamiast marnować czas na chodzenie do przychodni na rentgena,można się tutaj prześwietlić i sprawdzić,czy z płuckami wszystko w porządku.Cały szkielet też przy okazji można przejrzeć,czy w nim jakie zmiany nie zachodzą,a wszystko jeszcze wyraźniej,niż na rentgenie widać.
        To wprost kolosalna oszczędność czasu i kosztów,bo te światełko mamy przecież za darmo.No proszę,niech panowie podejdą bliżej,proszę bardzo-i już wyglądacie panowie jak ekipa radiowa
        z radia „Szkielet”,bo was na wylot że tak powiem widać,hahaha!
        -Rzeczywiście,korzystając z okazji zdążyliśmy się właśnie
        prześwietlić-okazuje się,że płucka i wszystko inne u nas jak na razie w porządku.
        Ale co to,co to?!Drodzy słuchacze,właśnie pojawiło się tu nagle jakieś olbrzymie zwierzę,które zmierza w naszym kierunku.
        Panie dyrektorze,czy nie nadszedł czas podjąć odpowiednie kroki w celu odparcia ewentualnego ataku tego drapieżnika,co najwyraźniej zamierza nas pożreć?
        -Panowie redaktorzy,proszę o spokój,proszę o spokój!Nic tu nas nie pożre,to jest przecież nasz sympatyczny kotek,Mruczek. Zawsze,jak tu jestem,przychodzi,aby się połasić.Kici,kici,kotku! Znalazłem go zimą na wpół zamarzniętego,odkarmiłem
        i przyniosłem tutaj,do elektrowni,żeby miał gdzie pobiegać.Polubił to miejsce,nas,a my jego.No,proszę,ładny,grzeczny kotek,on nie gryzie,proszę go pogłaskać,on za tym przepada...
        -Ależ panie dyrektorze,ten kotek ma więcej,niż półtora metra wysokości,długie wystające zęby,dziki wzrok i warczy głucho...
        -Ooo,panowie,haha,wy się chyba za bardzo nie znacie na zwierzętach,nawet na zwykłych domowych.On sobie tylko mruczy,jak to wszystkie koty.Miejscowe powietrze mu służy,
        jedzenia dostaje w bród,więc zwierzę rośnie zadowolone,przecież to normalne.Ostatnio jak go zważyliśmy,to przyniósł 320 kilo na wagę.A że ząbki mu trochę z pyszczka wystają,nikomu tu nie przeszkadza,Mruczek wygląda jakby bardziej poważnie...
        -Głaszczemy nie bez pewnych obaw tak zwanego kotka. Rzeczywiście,pupilek dyrektora jest bardzo miły.Łasi się, przewracając nas na ziemię,dokazuje i bawi się,jak każdy domowy kot,tyle że nieco większy.Nasz technik,którego lubią chyba wszystkie zwierzęta na świecie,również tym razem odczuł ich miłość do niego.Mruczek w nagłym przypływie sympatii rzucił się właśnie na naszego operatora,chcąc okazać dla niego swoje uczucia.Oczywiście,jego waga jest znacznie wyższa,niż technika
        i doszło do przewrócenia go na ziemie i przygniecenia Mruczusiowym cielskiem.Na szczęście nasz kolega jak zwykle nie odniósł poważniejszych obrażeń i po odciągnięciu od niego sympatycznego Mruczusia mógł się podnieść o własnych siłach na nogi.Po zabandażowaniu ran na plecach i twarzy nasz technik mógł powrócić do pełnienia służbowych obowiązków.
        -W związku z Mruczusiem-mówi dyrektor-chciałbym panom opowiedzieć ciekawą historię,która,Bóg mi świadkiem,jest prawdziwa.Rok temu,jak panom również wiadomo,gościł
        w naszym mieście cyrk.Dnia pewnego zdarzyło się,iż zwierzęcy opiekun po nakarmieniu tygrysów bengalskich niedokładnie zamknął ich klatki i one po prostu uciekły.Pamiętacie panowie,tą
        olbrzymią akcję poszukiwawczą,nagonkę i nastrój grozy
        w mieście.Ale tygrysy jak znikły,to jak kamień w wodę.Nie dawały o sobie w ogóle znać,mieszkańcy miasta powoli się uspokoili,zaczęli znów wieczorami wychodzić na ulicę.Policja
        i wojsko zaprzestały poszukiwań,chociaż zagadka nadal pozostawała nierozwiązana.A one oba znalazły sobie schronienie tutaj,na terenie elektrowni.Chytre to były bestie i przebiegłe. Oswojone z ludźmi nie zaatakowały nikogo,tylko wyżerały ze stołówkowego magazynu zapasy,nigdy przy tym nie dając się złapać,zupełnie jak duchy pojawiając się i znikając.Pięć nowych obław policyjnych po wykryciu ich obecności w elektrowni nic nie dało,cyrkowe tygrysy doskonale znały ludzkie obyczaje i miały jakąś wspaniałą kryjówkę.Powoli zaczęliśmy myśleć o zamknięciu zakładu,aby nie narażać personelu na tragedię.Nie było to jednak,szczęśliwym zbiegiem okoliczności,potrzebne.Dnia pewnego tygrysy zniknęły znowu,tym razem na dobre.Nikt już ich nie widział,zapasy w stołówce pozostawały nienaruszone,a one jakby pod ziemię się zapadły.
        • leziox Re: Polska atomówka part IV 08.01.12, 17:59
          Minęły dwa miesiące i nadal nie było wiadomo,gdzie one mogą być.Razu pewnego nasi pracownicy robili profilaktyczne porządki wokół wysypiska.Przypadkowo natknęli się na jedno z wielu legowisk Mruczusia,co to są rozsiane po całym terenie naszej elektrowni,no bo kotek musi przecież gdzieś spać.I co panowie powiecie?W legowisku naszej maskotki znaleźli oba zaginione drapieżniki.I oba z przegryzionymi gardłami.Tak,tak,nikt nie znosi konkurencji na swoim terenie,
          a Mruczuś doskonale rozumie,kto nam może zaszkodzić.Dzięki niemu problem był rozwiązany.No chodź tu Mruczek,kici,kici,dobry kotek,dobry...
          -Panie dyrektorze,może pożegnamy już Mruczusia,bo dzień krótki,a zapewne będziemy mogli jeszcze coś obejrzeć,prawda?
          -Dobrze,panowie,już idziemy.To cześć,Mruczuś,do następnego razu.I masz mi się nie rzucać na krowy rolników,jak ostatnio,bo odszkodowania musimy płacić.Inaczej dostaniesz w skórę!
          -Kotek mruknął,jakby zrozumiał słowa pana Neutrona,a my
          z pewną ulgą żegnamy się ze zwierzątkiem,kierując się w stronę magazynu.Tu przyjmuje się dostawy,oraz przechowuje materiały rozszczepialne.Mijamy rampę,gdzie trwa akurat rozładunek głowic nuklearnych z rozmontowanych w Rosji atomowych rakiet dalekiego zasięgu,które zakupiono po rewelacyjnej cenie. Robotnicy zwalają głowice z ciężarówki prosto na asfalt,aby szło szybciej.Ładunek jądrowy zostanie później wykorzystany do wytworzenia prądu.Tuż obok wyładowuje się pręty uranowe,które posłużą jako paliwo do reaktora nowej generacji zakupionego
          w Chinach za półdarmo.Pręty przerzuca się ręcznie na wózki widłowe,które zawożą je do magazynu.Pręty uszkodzone,lub połamane wyrzuca się na pobliskie wysypisko,gdzie pozostaną przez najbliższe 10.000 lat,aby się rozłożyć.
          -Szanowni redaktorzy-mówi pan Neutron-ostatnio ubiliśmy wspaniały interes z członkami nieformalnej grupy z Libanu.
          Kupili oni od nas całe 2 tony połamanych prętów uranowych,płacąc za nie żywą gotówką i to prawdziwymi dolarami.Kiedy zapytałem, co zamierzają zrobić z tym wybrakowanym,bądź,co bądź, materiałem,odrzekli,głośno się śmiejąc,że bombki na choinkę dla babci w Izraelu.No tak,czego ostatecznie się nie robi dla ukochanej rodziny...A my oczyściliśmy wysypisko,dostarczając dla kraju cennych dewiz.W tej chwili w kolejce po zakup uranu czekają jeszcze trzy inne grupy z bliskiego wschodu,które chcą
          z nami nawiązać stałą współpracę w dziedzinie atomowej.
          Wczoraj dzwonił nawet prezydent Iraku,pan Saddam Hussajn,ale ze względu na barierę językową nie zdołaliśmy się,niestety,z tym miłym panem,porozumieć.Może zadzwoni jeszcze raz,mam nadzieję,że tym razem z tłumaczem...
          Przerywamy na chwilę wywody Józefa Neutrona,pytając:
          -A cóż to za sterta złomu spiętrzona jest tam pod ścianą, dyrektorze?-i wskazujemy palcem na oryginalną konstrukcję, wyglądającą na pierwszy rzut oka na rzeźbę nowoczesną
          w metalu,wykonaną przez obłąkanego artystę-maniaka.
          -Panowie,proszę bez profanacji.To nie jest złom,to jest nasz zabytek.Jest to pierwszy reaktor atomowy,jaki zaczął w naszym kraju pracować,otrzymany w darze od narodu radzieckiego. Niestety,ostatnio zaczął nam trochę przeciekać,więc ustawiliśmy go na moc minimalną.Miejsce przecieku zatkaliśmy pakułami, zalaliśmy gipsem,a w środku urządziliśmy wielki kurnik.Hodujemy tu drób,kurki rosną nam w oczach.Ciepło mają,światło też odpowiednie,a delikatne promieniowanie pobudza przyrost masy mięśniowej,z czego trzeba się tylko cieszyć.A teraz zdradzę panom pewną tajemnicę.Otóż jako pierwsi hodowcy na świecie uzyskaliśmy możliwość wyhodowania sześcionogiej kury.
          Nasi inżynierowie genetyczni sporządzili projekt,który został zresztą w pełni zrealizowany.Proszę spojrzeć przez okienko,tam właśnie biegają nasze nowe kury.
          -Proszę państwa,to prawdziwa hodowlana rewolucja!Wyobraźcie sobie państwo,że już niedługo będziecie mogli z każdej kupionej kury,wyhodowanej w tej elektrowni,położyć na rodzinny talerz nie 2,a 6 tak lubianych przez wszystkich kurzych udek.Cóż za wspaniała perspektywa dla rodzin słabiej sytuowanych!
          -To jeszcze nie wszystko,panie redaktorze.Nasi naukowcy są
          w trakcie opracowywania nowego projektu,który całkowicie przewróci do góry nogami dotychczasowe zasady hodowli drobiu.Albowiem już wkrótce zostanie w naszym laboratorium wyhodowana pierwsza kura-stonoga.
          Mamy cichą nadzieję,że i my,produkując obok energii również żywność,przyczynimy się w jakiś sposób do zlikwidowania głodu na świecie.Nie muszę chyba dodawać,jak bardzo zdrowe jest mięso naszych kur.Bo my nie faszerujemy ich żadnymi paszami
          z dodatkiem chemii,lub hormonów,po których wyrastają ludziom włosy w najbardziej dziwnych miejscach.Kury i bez tego rosną jak na drożdżach w naszym reaktorku.
          -No dobrze,ale wspomniał pan przed chwilą o jakimś przecieku. Możemy wiedzieć,jakiego rodzaju był to przeciek,czy był może radioaktywny i czy spowodował istotne zagrożenie dla ludzi
          i środowiska?
          -Ależ proszę panów,nikt i nic nie zostało tu zagrożone.Przeciek,jak przeciek,pociekło,a potem przestało.Teraz,nawet jeśli coś się
          zawilgoci,to nasze kurki szybko to wypijają i problem praktycznie nie istnieje.A jedyną rzeczą,która jest radioaktywna na terenie elektrowni,jest wasza ekipa,ha,ha,ha,no bo jesteście panowie przecież aktywni,nieprawdaż?
          -Potwierdzamy słowa pana Neutrona.I na koniec jeszcze tylko jedno,naprawdę ostatnie pytanie:-czy może nam pan powiedzieć,panie dyrektorze,co to w tej chwili tak głośno grzmotnęło i co to za śmieszna chmura w kształcie grzyba, unosząca się dokładnie nad budynkiem reaktora oraz czemu nagle zrobiło się tu tak gorąco,jak na powierzchni Słońca?
          -Panowie,nie ma się co martwić,chmura,jak chmura.One czasem przybierają takie dziwne kształty.Jak się pojawiła,tak i zniknie.
          Co tak grzmotnęło,to niestety nie wiem,ale bywa,że nasz reaktor często tak głośno pracuje.A że gorąco-no cóż,ostatecznie atomowa elektrownia to jest jakby takie małe piekiełko,to i gorąco też tu bywa,ha,ha,ha!
          -Dziękujemy bardzo,panie Józefie.Stwierdzamy zatem autorytatywnie,że pańska elektrownia jest dla ludzi i środowiska jak najbardziej nieszkodliwa?
          -Alez oczywiście panowie,bez wątpienia,co zaświadczam moim autorytetem!
          -Jeszcze raz dziękujemy za wywiad,panie redaktorze.Drodzy słuchacze,żegnamy się z państwem pośpiesznie,gdyż jesteśmy właśnie w trakcie wyparowywania.Ze zrozumiałych względów nie mówimy „do usłyszenia”,tylko prosimy o zmówienie "Zdrowaś Maryja"za naszą ekipę...

          *****
          Pierwsze kręgi fali uderzeniowej powstałej po eksplozji jądrowej w elektrowni właśnie zaczynały rozchodzić się po okolicy. Międzynarodowe satelity w kosmosie wszczęły alarm,ich operatorzy we wszystkich krajach zmartwiałymi z przerażenia palcami wstukiwali komendę „potwierdzić”,aby wykluczyć pomyłkę,a w żarnowieckim sanatorium kolejna grupa wczasowiczów układała się w swoich wygodnych leżakach na poobiednią drzemkę...


          THE END

          Copyright by Leziox

          • black-sandra Re: Polska atomówka part IV 08.01.12, 21:56
            Dobrze ze nie jestem zwolenniczką tej atomówki bo musiałabym to wszystko czytać smile
            • leziox Re: Polska atomówka part IV 08.01.12, 22:08
              Widzisz,sa na swiecie ludzie,którym umiejetnosc czytania oraz samo czytanie nie przeszkadza,
              a wrecz przeciwnie-przynosi radosc.
              Innych to meczy.
              Mówi sie trudno.
              • black-sandra Re: Polska atomówka part IV 08.01.12, 22:13
                Widzisz , są też na świecie ludzie którzy czytają tylko to co ich interesuje i są tez tacy co czytają wszystko .
                • leziox Re: Polska atomówka part IV 08.01.12, 22:37
                  Nikt nie czyta wszystkiego,tu grubo przesadzilas.
                  • girl_32 Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 16:57
                    Jak nie ?! Ja czytam wink
                  • black-sandra Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 17:57
                    W takim razie nie gniewasz sie na mnie , że tego nie przeczytałam , tak ?smile
                    • leziox Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 20:00
                      Nie,nie gniewam sie.
                      Tak tylko w zamysleniu poleruje bejsbola,myslac z czuloscia o tobie.
                      • black-sandra Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 20:18
                        Normalnie aż wypieków dostałam smile to przez tą czułość do mnie smile
                        • leziox Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 20:23
                          Co do bejsbola,to mnie rzeczywiscie chodzi o bejsbola,a nie o inne rzeczy,które mogly ci przyjsc na mysl w naglym ataku babskiego pozádania.
                          • black-sandra Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 20:27
                            Tak tak , oczywiście smile
                            • leziox Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 21:42
                              Odebralem tá odpowiedz w sensie:pierdol pierdol,ja poslucham.
                              No dobra.Niech ci bedzie.
                              • black-sandra Re: Polska atomówka part IV 09.01.12, 22:14
                                Ooo , widze , że masz tam dobry odbiór smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka