leziox
08.01.12, 17:49
Zwolennikom energii atomowej-od Lezia z wirtualná dedykacjá.
Wywiad z dyrektorem polskiej elektrowni atomowej w Żarnowcu
Witamy Państwa bardzo serdecznie i życzymy miłego dnia.Jak już niektórym ze słuchaczy wiadomo,dzisiaj nasza niezmordowana ekipa reporterska udaje się do miejskiej elektrowni atomowej na wycieczkę.
Elektrownia ta została niedawno oddana do użytku i znajduje się oczywiście na obrzeżach naszego miasta.Naturalnie,nie za daleko od centrum,aby nie utrudniać pracownikom dojazdu do miejsca zatrudnienia.
Mieszkańcy naszego pięknego miasta,będącego notabene uzdrowiskiem dla wielu chorych na schorzenia tarczycy,dróg oddechowych i niewydolność krążenia,niepokoją się trochę obecnością elektrowni w okolicy.Bo to różne rzeczy się przecież na temat tych atomów opowiada i tak naprawdę,to nikt nie wie,czy jest ta elektrownia bezpieczna,czy nie jest.
Nasza wizyta ma na celu przeprowadzenie bezwzględnego wywiadu na żywo z dyrekcją elektrowni,oraz sprawdzenie zasadności zarzutów mieszkańców miasta i okolicznych wsi na temat rzekomej szkodliwości zakładu produkującego prąd.
Od pana dyrektora elektrowni,Józefa Neutrona,otrzymaliśmy osobiste zaproszenie do zwiedzenia naszej atomówki.
Magister Neutron będący notabene długoletnim pracownikiem Zakładu Obrotu Materiałami Odpadowymi,w skrócie ZOMO,posiada doskonałą znajomość tematu.Pan dyrektor pragnie nam pokazać zarówno samą elektrownię,jak i jej najbliższe otoczenie,czyli jego całe oczko w głowie.
Pan Józef twierdzi też,iż jest w stanie udowodnić,że skargi malkontentów,to tylko czcze pomówienia i złośliwe plotki,nie mające najmniejszego związku z rzeczywistością.
Z zaproszenia skorzystaliśmy z prawdziwym zadowoleniem,bo
i my,reporterzy,rzadko mamy okazję do zwiedzenia tak potężnego zakładu,jakim jest elektrownia atomowa.Będziemy też mogli mieszkańcom miasta naświetlić wreszcie prawdę o tym,czy rzeczywiście elektrownia jest w jakimś calu szkodliwa,czy też nie.
Wczesnym rankiem więc,gdy niebo nad elektrownią przybrało swój zwykły,zielonofioletowy kolor,wyruszamy z naszą redakcyjną ekipą w kierunku fabryki energii,aby drogim słuchaczom umożliwić wysłuchanie bardzo ciekawego reportażu.Reportaż ten odmienić może całkowicie państwa spojrzenie na współczesny świat,oraz energię atomową,która wcale nie musi być aż tak
groźna,jak to się niektórym z nas wydaje. Albowiem prąd elektryczny uzyskiwany w wyniku przeobrażenia materiałów
rozszczepialnych w czystą energię jest takim samym prądem,jak ten wytwarzany przez jakąś głupią rzekę,czy brudną
i zapyziałą elektrownię na węgiel brunatny,zanieczyszczającą wyziewami z kominów olbrzymie aglomeracje i tworzącą olbrzymie dziury po kopalniach odkrywkowych,w które to dziury można przecież wpaść i złamać sobie rękę,nogę,albo inny członek.Elektrownia atomowa zaś prawie w ogóle nie dymi,
a energia wpływająca do ogólnokrajowej sieci jest tak samo dobra,jak każda inna...
Wjeżdżamy akurat w prawdziwy labirynt uliczek,wśród których usiłujemy znaleźć tę jedyną i właściwą.Ale to nie jest wcale prostym zadaniem,wziąwszy pod uwagę,że jesteśmy tu po raz pierwszy.Wprawdzie kominy widać z daleka,tylko że my nie podróżujemy samolotem.Dlatego nie możemy do naszego celu dotrzeć w prostej linii.Musimy więc nadal krążyć,zdając się na kompas i nasz reporterski nos.
Nikt ze spotkanych po drodze ludzi nie chce nam za żadną cenę udzielić jakichkolwiek informacji,jakbyśmy jechali elektrownię nie zwiedzić,tylko ją wysadzić w powietrze.Wszyscy z nieprzyjemnym grymasem na prawdziwych,robotniczych twarzach,klnąc pod nosem i zaciskając ręce na ciężkich termosach z nieznaną zawartością,oddalają się w pośpiechu,gdy tylko usłyszą nasze niewinne pytanie o sposób dojechania do zakładu.Być może prawdziwy strach przed zamachem powstrzymuje tych ludzi
w zbyt szybkim udzielaniu informacji obcym przybłędom, pojawiającym się tutaj nie wiadomo po co.
Ale wygląda wreszcie na to,szanowni słuchacze,że po wielogodzinnym krążeniu trafiamy do celu.Bo oto ukazuje się przed nami coś na kształt bramy wjazdowej,sporządzonej
z potężnej ilości kutej stali.Możemy zapewnić,iż budynki elektrowni wyglądają z bliska tak,jakby ktoś je wyciął żywcem
z filmu science-fiction.Piękna niebieskawo-zielona poświata wydobywa się z murów,podkreślając ich niezwykłe kontury
i ogrom.Uważamy,że jest to niezwykle udany pomysł na zewnętrzne oświetlenie tego kombinatu,tym bardziej,iż nie używa się przy tym żadnego ze znanych nam źródeł sztucznego światła, czyli żarówek,świetlówek,oraz halogenów itd.
To światło jest po prostu wszędzie,zupełnie jakbyśmy weszli do wnętrza olbrzymiej żarówki bez drucika.Wybaczcie nam drodzy słuchacze tą dygresję naszego wrażliwego na piękno zespołu.
Przy bramie wita nas uprzejmie starszy człowiek w mundurze straży przemysłowej,na wszelki wypadek celując do nas
z przenośnej wyrzutni rakiet przeciwpancernych i sprawdza nasze przepustki.Jako dociekliwi reporterzy korzystamy z nadarzającej się okazji i pytamy,nie wiedząc,czy uzyskamy na nasze pytanie odpowiedź od strażnika,bo może to tajemnica:
-Czy może nam pan powiedzieć coś na temat ewentualnej szkodliwości elektrowni i jej rzekomym katastrofalnym wpływie na środowisko naturalne?
Pan strażnik po odłożeniu swojej broni na bok nieoczekiwanie okazuje się nadzwyczaj rozmowny,co nas cieszy:
-Hi,hi,hi-śmieje się w kułak nasz sympatyczny rozmówca-panowie,jaka tam ona szkodliwa!Ja tu już 5 lat bez przerwy pracuję,jeszcze gołębie hoduję na stróżówce,no i powiedzcie sami,czy ja i moje ptaszki wyglądamy niezdrowo?To tylko jakieś ploty,co je ktoś złośliwie rozpuszcza.Głupich bab z bazaru,albo dywersantów z wiadomego kraju tu nigdy nie brakowało...
-Rzeczywiście,szanowni słuchacze,pan strażnik jest wyjątkowo energiczny i wygląda rześko i zdrowo.Zieloną twarz ma szeroko uśmiechniętą,a garnitur zębów błyszczy i zaczepia o jego naramienniki ze stopniem służbowym zawsze wtedy,gdy jego uśmiech jest nieco bardziej serdeczny,niż zwykle.
Mamy też okazję,aby podziwiać hodowlę gołąbków wartownika. Ptaki mieszkają na codzień w kolejowym hangarze,bo tylko tam mają dostatecznie dużo miejsca dla siebie.Właśnie w tej chwili jeden z gołąbków unosi naszego technika wysoko w górę i krąży nad naszymi głowami,wzbijając tumany kurzu i przyginając nas do ziemi podmuchem powietrza wytwarzanym przez jego skrzydła, gdy od czasu do czasu nurkuje w naszą stronę.
-Boluś,puść pana,cholera,puść,mówię!-nieco poddenerwowany krzyknął nasz rozmówca,grożąc ptaszkowi pięścią.
Jak na komendę,gołąbek wypuszcza ze szponów naszego technika,który spada na zrobiony z blachy falistej dach wartowni,robiąc przy tym mnóstwo hałasu,ale lądując w miarę cało,bez widocznych otwartych złamań i okaleczeń.
-Wiecie,panowie redaktorzy,te moje gołąbki są bardzo dumne
z tego,że mogą w tym miejscu mieszkać i dlatego chcą zawsze nowym przybyszom pokazać,jak wygląda z góry nasz zakład,co niestety nie u każdego wywołuje zrozumienie.A że trochę one większe,niż normalne gołębie,to inna rzecz,jednak są miłe,nikomu krzywdy nie robią,ptaszki moje...
Ptaszki popatrują z ciekawością i pewną nadzieją w oczach, przekrzywiając potężne głowy,jakby pytały nas,czy nie chcemy jeszcze polatać,tym razem wszyscy.Ale my już żegnamy się
z pewnym pośpiechem z panem strażnikiem i jego gołąbkami mającymi tak na oko 160 kilo żywej wagi i jakieś 5 metrów rozpiętości skrzydeł,wymawiając się koniecznością punktualnego spotkania z dyrektorem.Podążamy więc w kierunku biurowca dyrekcji,a nasz miły rozmówca macha nam na pożegnanie swymi silnymi rękoma,co długie są do kostek i nieparzyste,czyli trzy. Podjeżdżamy na parking przy biurowcu,gdzie czeka już na nas szef atomówki,zawiadomiony przez strażnika o naszym przybyciu.