diabollo 10.05.26, 09:12 wyborcza.pl/7,147648,32779100,kochaly-ich-pokolenia-polakow-podziwial-kaczynski-zakazal.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.1.duzy Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
diabollo Re: Pancerni jak Sarmaci. 11.05.26, 07:03 Pancerni jak Sarmaci. Jak telewizja w PRL wymyśliła nowoczesny patriotyzm Witold Mrozek awet jeśli dziś młodzi Polacy nie bawią się już w Gustlika, Grigorija i Szarika, to nostalgiczny mit "Czterech pancernych" jeszcze pożyje. „Czterej pancerni i pies", oparty na powieści PRL-owskiego pułkownika słynny serial z Januszem Gajosem, Włodzimierzem Pressem, Polą Raksą czy Franciszkiem Pieczką kończy 60 lat. „Gdzie my, tam granica" – ironicznie posługiwał się kwestiami z serialu mój zmarły ojciec. Do przygód czołgistów podążających z głębi ZSRR na Berlin nawiązywali często obaj moi dziadkowie – i ten, co siedział w stalinowskim więzieniu za antykomunistyczną działalność, i ten, co był w PZPR. I ja też w podstawówce intensywnie oglądałem powtórki „Pancernych" – przed kineskopowym telewizorem, w transformacyjnej TVP lat dziewięćdziesiątych. Jakiś czas temu próbowałem wrócić do "Pancernych", obejrzałem parę odcinków. W porównaniu do dzisiejszych produkcji, akcja toczy się powoli. Jeśli serial nie uwodzi już tak jak kiedyś, to raczej dlatego, że nie odpowiada dynamice dzisiejszych mediów i innej strukturze ludzkiej uwagi – a nie ze względu na przemiany pamięci II wojny światowej czy dlatego, że ludzie mają taki czy inny stosunek do PRL. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Z perspektywy zaciekłych antykomunistycznych bojów toczonych w Polsce w ostatnich dekadach, przygody „Pancernych" mogą zaskoczyć młodszego widza stężeniem patriotyzmu, niekoniecznie bynajmniej spod znaku Gwardii Ludowej czy robotniczych tradycji. Pojawiają się raczej stare wzorce XIX-wieczne i romantyczne. Janek Kos wraca przecież z Syberii (którą grała Kotlina Kłodzka). Słucha o powstańcach styczniowych, którym powrót do ojczyzny, oczywiście, umożliwiła dopiero rewolucja październikowa. „Ruszysz i ty ich tropem" – słyszy od swojego nauczyciela- starego myśliwego. A w finale pierwszego odcinka widzimy zbliżenie na rękojeść pamiątkowego noża z inskrypcją „Honor i ojczyzna. 1863" – wprost odsyłającą do powstania. „Czterej pancerni i pies". Byle nie za rosyjsko Bo „Czterej pancerni i pies" to nie tylko oczywiste dziś manipulacje – jak pomysł, by w czasie, gdy trwa powstanie warszawskie, bohaterowie trafili do szpitala – żeby uniknąć trudnego tematu nieudzielenia przez stalinowską armię pomocy płonącej stolicy. PRL-owscy decydenci nie chcieli, żeby serial był postrzegany jako obcy czy gloryfikujący ZSRR kosztem Polaków. Ślady tego są w urzędowych stenogramach – mechanizmy ideologicznej kontroli państwa działały tu tak, by serial był bardziej „polski", a mniej „radziecki". „Ta armia wygląda dość rosyjsko" – mówił z obawą na kolaudacji serialu Włodzimierz Sokorski. To ważna figura – wcześniejszy minister kultury, a wówczas szef Radiokomitetu. Czyli, mówiąc po dzisiejszemu, ktoś w rodzaju prezesa TVP i prezesa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w jednym, tylko o mocniejszej politycznej pozycji. Z tych obaw polscy komuniści wyciągali wnioski. Przypomnijmy chociażby, że w powieści Janusza Przymanowskiego dowódca czołgu Janka Kosa, Olgierd (grany przez Romana Wilhelmiego), był Rosjaninem. W serialu zmienił się w Polaka, i to potomka – właśnie – powstańców styczniowych, powracającego do ojczyzny. Bajka z historii „Czterej pancerni" oglądani byli w społeczeństwie, w którym wojenne potworności: śmierć, gwałty, głód, rekwizycje, poniżenie, donosy – były bardzo żywo pamiętane, nawet jeśli nie opowiadane głośno. Nic dziwnego, że głosy krytyczne wobec łagodzenia obrazu wojny – a nawet idealizowania jej czy opowiadania jako bajki – pojawiały się też zaraz po premierze serialu i książki. „Wojna na wysoki połysk" - zatytułował swoją recenzję Stanisław Zieliński w PRL-owskiej „Kulturze". Autor „Pancernych", Janusz Przymanowski, odpowiedział na krytykę, że „wojna wydobywa też w człowieku to, co najszlachetniejsze, najbardziej wzniosłe". Zabrzmiało znajomo? Całkiem niedawno, za rządów PiS, te same argumenty powróciły w sporze o Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, kiedy to bliscy prawicy recenzenci zarzucali placówce, że nie pokazuje „pozytywnych stron wojny". To konkretnie zarzuty historyka dr. Piotra Niwińskiego, w sporze brali udział również publicysta Piotr Semka czy niegdysiejszy senator PiS i twórca Instytutu Dmowskiego, prof. Jan Żaryn – również historyk. Sporu o „pozytywne strony wojny" nie wymyśliliśmy zatem w Polsce wczoraj. A obóz narodowo-katolicko-prawicowy kolejny raz okazuje się mieć pewne niepokojące cechy wspólne z władzami PRL. Czy raczej pewną frakcją tych władz, o której prof. Paweł Machcewicz, były dyrektor Muzeum II Wojny, napisał niedawno świetną książkę – „Narodowy komunizm po polsku". To z tych środowisk – odpowiedzialnych m.in. za antysemicką nagonkę Marca 1968 – wywodził się pułkownik Przymanowski, weteran polskiej kampanii wrześniowej 1939, później żołnierz Armii Czerwonej i wreszcie 1. Korpusu Polskiego w ZSRR, jeszcze później, w stanie wojennym – poseł na Sejm z ramienia PZPR. Polityka młodzieżowa Zarazem „Pancerni" pokazują, jak PRL rozumiał popkulturę i jak widział młodzież. Rozrywkę ludzie władzy traktowali poważnie, nie tracąc zarazem z oczu ideologicznych celów. W całej Polsce zakładano młodzieżowe drużyny pancerne, mające realizować zadania wytyczane w telewizyjnym programie „Klub Pancernych". Drużyny odwiedzali później aktorzy grający w serialu. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Pancerni jak Sarmaci. 11.05.26, 07:07 Na spotkania przychodziły dziesiątki tysięcy ludzi – w moim rodzinnym Bytomiu, w maju 1967 prasa pisała o 60 tysiącach uczestników spotkania z „Pancernymi". Zdjęcia wskazują, że nie było to raczej mocno przesadzone. „Jesteśmy wzruszeni. Jak widać w Bytomiu mamy też tysiące przyjaciół" - mówił Franciszek Pieczka (Gustlik) na pierwszej stronie „Życia Bytomskiego" z tamtego czasu. Twórcą „Klubu Pancernych" był dziennikarz i redaktor Maciej Zimiński – dawny harcerz słynnej drużyny „Czarna Jedynka", w Telewizji Polskiej lat 60. i 70. odpowiedzialny za redakcję programów dziecięcych (był twórcą m.in. słynnej „Niewidzialnej ręki"). Pozostawione przez niego materiały analityczne, powstałe do użytku wewnętrznego TVP, to bardzo ciekawa lektura. W swojej pracy Zimiński analizował działanie przedwojennej prasy dziecięcej, młodzieżowej, np. „Płomyczka", wydawanego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Zauważał też, że kolejne hity telewizyjnej rozrywki, jak „Zorro", przekładają się na podwórkowe zabawy dzieci, sprzyjają przyjmowaniu przez dzieci serialowych ról, i tak dalej. Badał więc w pewnym sensie zjawisko, które nazywamy dziś „fandomem". Jednocześnie celem państwowej telewizji było uregulowanie tych oddolnych zachowań (kulturoznawca powiedziałby: „praktyk"), nadanie im struktury, oficjalnej ramy. I celów: tak społecznych, jak propagandowych. Bo obok pomysłów, które rzeczywiście czyniły świat lepszym: akcji ocieplania bud dla psów, pomagania osobom starszym czy masowego (skutek: ponad 800 tysięcy uczestników) zachęcania do zdawania przez uczniów egzaminu na kartę rowerową, co poprawiało bezpieczeństwo ruchu drogowego – były oczywiście pogadanki oficerów ludowej armii, zasiadających przed kamerami w mundurach. Zresztą, „Klub Pancernych" zajmował się nie tylko serialem Przymanowskiego. Przeszedł płynnie od przygód czołgistów do starszej opowieści, „Przygód pana Michała", czyli telewizyjnej wersji „Pana Wołodyjowskiego" Henryka Sienkiewicza. „Towarzysz" to w XX wieku członek partii, „pancerny" – czołgista. Ale w XVII wieku i u Sienkiewicza, „towarzysz pancerny" to szlachcic z chorągwi husarskiej. Tę wieloznaczność słowa „pancerny" wykorzystano na antenie, szerząc w socjalistycznym państwie ekscytację szlachtą i jej przygodami. W ten sposób popkultura Polski ludowej czasów późnego Gomułki i wczesnego Gierka produkuje sarmatyzm umasowiony, „sarmatyzm plebejski". Tego ostatniego określenia użył literaturoznawca prof. Przemysław Czapliński, widzący w szlacheckich opowieściach „opium dla Polaków" silniejsze i skuteczniejsze niż „własne" opowieści PRL-owskich propagandystów. Dlaczego? Czapliński twierdzi, że dawały poczucie szlacheckiej dumy bez przyznawania politycznej podmiotowości. Ale działały też chociażby dlatego, że przesuwały wyobraźnię w odleglejsze światy historyczne. Przecież „Trylogia" Sienkiewicza też wypacza historię, a nie kłócimy się o nią tak zajadle, jak o obraz wojny w „Czterech pancernych". Z twórczością Sienkiewicza łączy też serial o czołgistach odcinkowa fabuła – „Trylogia" powstała przecież jako drukowana w prasie powieść w odcinkach, oczekiwana w napięciu przez czytelników. Z kolei kolejne tomy książkowej wersji „Czterech pancernych i psa" powstały w oparciu o dokręcone do adaptacji oryginału odcinki serialu. A odcinki serialu telewizja z kolei wyprodukowała, tłumacząc, że jest społeczne zainteresowanie. I właśnie to zainteresowanie, budzone emocje, przesądzały o sukcesie obu projektów. Husarz Skrzetuski czy czołgista Kos ruszają w podróż niczym wiejski chłopak – bohater ludowej baśni, ich przygody mają strukturę mityczną – angażują z tych samych powodów, co „Gwiezdne wojny" z Lukiem Skywalkerem. Kaczyński chce mieć swój serial Że emocje są polityczne, wiedziano na długo, zanim wzorem politycznej debaty stała się inba na platformach społecznościowych. I tak już po upadku PRL prawicowi antykomuniści „Czterech pancernych" widzieli nie tylko jako zagrożenie, ale i jako wzór do naśladowania. Dobrze pokazuje to wywiad, którego w 1995 udzielił pismu „Fronda" (nr 4/5) Jarosław Kaczyński, wtedy zresztą – jedyny raz w historii III RP – chwilowo nie będący posłem. Tamta rozmowa pokazuje ekscytację Kaczyńskiego telewizją, zwłaszcza – PRL-owskimi serialami, wśród których wymienia właśnie „Pancernych". „Zawierają w sobie kondensację historycznego kłamstwa, ale były zręcznie zrealizowane" – ocenił Kaczyński. „Otóż ten patent można było wykorzystać" – mówił późniejszy prezes PiS. Zapytany o to, czy chciałby zatem nakręcić „kontr-seriale", polityk odpowiedział: „Może nawet lepsze, trzeba to po prostu umieć zrobić". Jak pokazały kolejne dekady i próby tworzenia nowego prawicowego historycznego kina i serialu – ludzie Kaczyńskiego niekoniecznie umieli. Próbowali za to zwalczać stare. Bronisław Wildstein usunął „Czterech pancernych" z anteny, gdy tylko objął prezesurę TVP w roku 2006. „Takie zakłamane, deformujące masową świadomość produkcje powinno się eliminować od razu po upadku komunizmu" – perorował Wildstein w wywiadzie rzece Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby, zatytułowanym „Niepokorny" (2012). „Nie tylko tego nie żałuję, ale i poczytuję sobie za zasługę" – mówił o zdjęciu „Pancernych". I dodał: „Nawet jeśli bezpośrednio po moim odejściu serial został przywrócony". Gustlik wiecznie żywy Bo przecież „Pancernych" pożegnać niełatwo. W Żaganiu w województwie lubuskim wciąż istnieje odwiedzany przez turystów „Szlak Czterech Pancernych" – prezentujący miejsca, gdzie powstawał serial. Trasę oficjalnie otwarto w 2010 roku. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Pancerni jak Sarmaci. 11.05.26, 07:08 Jednym z najważniejszych spektakli teatru politycznego poprzedniej dekady było „Niech żyje wojna!!!" – krytyczna parafraza „Pancernych…" zrealizowana przez Monikę Strzępkę i Pawła Demirskiego w Teatrze Szaniawskiego w Wałbrzychu, pokazywana po festiwalach w całej Polsce. Książka Marka Łazarza „Czterej pancerni i pies. Przewodnik po serialu i okolicach" osiąga w Internecie ceny przekraczające 200 zł. To bogate i dokładne opracowanie tematu od PRL-owskich dokumentów, przez rekonstrukcję procesu produkcji, współczesne oblicze serialowych lokacji czy scenariusze odcinków „Klubu Pancernych" z telewizji lat 60. A płyta winylowa ze zremasterowaną muzyką z serialu, autorstwa Adama Walacińskiego, wydana w 2020 roku, szybko się rozeszła. Nawet jeśli dziś młodzi Polacy nie bawią się już w Gustlika, Grigorija i Szarika, to nostalgiczny mit „Czterech pancernych" jeszcze pożyje. Korzystałem m.in. z książek i artykułów: Marek Łazarz, "Czterej pancerni i pies. Przewodnik po serialu i okolicach", Roch Sulima, "O rycerzach, herosach i czterech pancernych" (z tomu "Folklor i literatura"), "Czterej pancerni i pies. Wokół fenomenu kulturowego"(red. Marcin Hlebionek i Rafał Moczkodan). Odpowiedz Link