Moje dziecko skończyło kilka dni temu rok.
Nie jest to juz niemowlak, tylko mała pannica

. Jest stworkiem dwunożnym,
wesoła, wiecznie uśmiechnięta z iskierkami w oczach, posiada już własne
zdanie na wiele tematów i charakterek który delikatnie określic można -
urocza hetera

) ( w końcu jabłko nie pada daleko od jabłoni

).
Jak popatrzyłam na jej menu, to łzy stanęły mi w oczach.
Owszem skóra jest prawie idealna (jak na alergika), ale co z resztą rzeczy?
Roczne dziecko i je same mamałygi - nic dziwnego, że ostatnio odmówiło
jedzenia wciąż takiej samej zupki. Mi też by w gardle stanęła.
I powiem wam szczerze, że mnie to przeraziło. W tym całym dbaniu o nią,
smarowaniu, unikaniu alergenów, zastanowieniu się co próbować w następnej
kolejności zapomniałam zupełnie o jej potrzebach.
Zawsze starałam się, aby żyła jak normalne dziecko, chociaż które normalne
dziecko oglada pieski i inne futerkowce z odległości conajmniej kilku metrów.
O dotknięciu mowy być nie może. Tak naprawdę nie powinna miec kontaktu z
osobami posiadającymi psy - tak straszliwie reaguje -dziadkowie, gdy
przychodzą muszą zmieniać ubranie.
Tak straszliwie smutno mi się zrobiło. Od kilku dni siedzę wieczorami przy
komputerze i wyszukuję przepisy na coś co mozna zrobić z 8 produktów. Coś tam
znalazłam, przynajmniej to moge dla niej zrobic.
Tylko tak czasami sobie myślę, jak będzie wyglądało jej życie?
Ale mam doła...