Dodaj do ulubionych

KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o.

    • Gość: * Re: Kult Wojtyły IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.04.06, 14:36
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=39628237
      • edico Re: Kult Wojtyły 03.04.06, 16:42
        21.37 - De mortuis nisi bene

        Jan Paweł II to Wielki Człowiek, ale jednak człowiek. Zmarł jak każdy i nikt
        mu nie zaoszczędził upokorzenia starości ani cierpienia człowieka chorego.
        Jeśli nawet przyjąć, że w nagrodę odszedł do Ojca, to ten Ojciec jawi się
        nieco wirtualnie. Przypomina mi to współczesnego ojca wielu dzieci, który z
        powodu bezrobocia dopuszcza absolutną nędzę i upokorzenie swoich dzieci. Jest
        jednak różnica, bo ten Ojciec mógł wszystko a wobec swego nie musiał się
        kierować zasadą, że zemsta jest rozkoszą bogów.
        Jan Paweł II to Wielki Polak, ale jednak Polak. Całe życie reprezentował parę
        wyłącznie polskich cech i w ich doskonaleniu osiągnął mistrzostwo. Wezmę
        pierwszy lepszy przykład: w oparciu o żarliwą religijność dochodził do
        ustalenia prawdy na jakiś temat. A potem już był nietolerancyjny - dla innych
        poglądów na ten temat i dla przeciwników jego poglądu. Trochę było to
        widoczne podczas pontyfikatu, ale z powodu braku mechanizmów demokratycznych
        w Kościele, prawda znana jest tylko niektórym. Z tych niektórych tylko
        jezuita Obirek cokolwiek powiedział, ale przypłacił to swoją karierą.
        Obecny „kaczym” to krasnale w reprezentowaniu tej cechy. A ile to złej krwi
        robi. I dziwię się, że elita katolicka woła o pojednanie. Z kim chcecie się
        pojednać, jeśli niszczycie przeciwników. Z kim chcecie się pojednać, jeśli
        przeciwników eliminujecie z zatrudnienia? Pojednajcie się najpierw sami z
        sobą, tzn. własne charaktery pogódźcie z Ewangelią. Zróbcie przegląd tych
        zasad, zobaczcie, co do powiedzenia miał Papież, a potem zaproponujcie nam
        równe zasady współżycia. Wasza tolerancja to tylko przyzwolenie dla nas na
        niegodne życie.
        Jan Paweł II to Wielki Papież, ale jednak papież. To znaczy, że nie mógł
        posunąć Kościoła w teraźniejszość. Ale i nie chciał, bo Kościół
        uwspółcześniony straciłby wpływ na politykę. Nie byłoby konkordatów i itp.
        zniewoleń. A szkoda, bo łatwiej byłoby wielu krajom, w tym naszemu. Pomógł
        wprawdzie zdemontować system komunistyczny, ale na zasadzie ostrego
        pogłębienia różnic światopoglądowych. Tzw. pokolenie JPII jest niestety
        nijakie, bo albo ma słomiany zapał, albo wnosi nietolerancję we wszystkie
        szczegóły życia. Jest to pokolenie JPII jako sama forma, bez treści. Jest to
        powielenie katolicyzmu zwanego kiedyś ludowym, później maryjnym - tym razem
        nagranym na odtwarzaczu MP3.
        Jan Paweł II to Wielki Aktor, ale jednak aktor. Wspaniale reżyserował własną
        rolę. I trzeba przyznać, że był aktorem a nie komediantem. I w tym
        aktorstwie, właściwym misterium sceny religijnej, przeistoczył nasze wady w
        zalety. Po prostu, zaprzągł je w skład dumy narodowej. Jeśli mówimy,
        że „kochamy cię Ojcze Święty”, to znaczy, że czujemy to, iż polskie wydało
        cię plemię a ty wszystkie znamiona plemienne wziąłeś z sobą. Już nie mamy ani
        wad, ani przywar. Jesteśmy dobrymi i wspaniałymi ludźmi. Z wdzięczności
        zrobiliśmy wszystko, o czym myślałeś. Nie możesz umrzeć, musisz być wiecznie
        żywy, bo kto za nas będzie myślał…
        W rocznicę śmierci JPII wspominam ten medialny kociokwik, jaki miał miejsce
        we wszystkich mediach rok temu. Tym razem już o dziewiątej rano otrząsnąłem
        się z tej służalczości mediów. Wyłączyłem wszystko, co może do mnie mówić o
        Wielkim Człowieku, Polaku, Papieżu i Aktorze.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=39635068&v=2&s=0
        • edico Re: CIA pomagała Janowi Pawłowi II 28.04.06, 14:55
          Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) pomagała Janowi Pawłowi II podczas jego
          pierwszej pielgrzymki do Polski w czerwcu 1979 roku - ujawnił były dyrektor CIA
          Robert Gates w wywiadzie, który znalazł się we włoskim filmie dokumentalnym o
          polskim Papieżu: "Karol Wojtyła - człowiek, który zmienił historię". Wywiad
          opublikował rzymski dziennik "La Repubblica".

          Gates powiedział, że CIA wkroczyła do akcji, gdy dowiedziała się, że władze PRL
          zamierzają utajnić trasę oraz termin pielgrzymki Jana Pawła II po to, by na msze
          i spotkania z papieżem przybyło jak najmniej wiernych.


          REKLAMA Czytaj dalej



          "Gdy dowiedzieliśmy się o tych zamiarach, stworzyliśmy nadajnik, mieszczący się
          w walizce, który w pewnym momencie nałożył się na fale Telewizji Polskiej i w
          ten sposób nadaliśmy trasę wizyty papieża. Nie dowiemy się nigdy, jaki wpływ
          miał ten wybieg, ale jasne jest, że napływ milionów Polaków na spotkania z
          Papieżem podczas pierwszej pielgrzymki oraz następnych miał olbrzymie
          konsekwencje polityczne" - podkreślił Gates.

          Przypomniał, że CIA w latach 80. przekazywała Watykanowi i Janowi Pawłowi II
          osobiście swoje zdjęcia satelitarne, dokumentujące na przykład manifestacje w
          Polsce i inne wydarzenia w ojczyźnie oraz swe tajne informacje wywiadowcze,
          dotyczące sytuacji w Europie Wschodniej i ZSRR, w tym także militarne.

          Gates podkreślił, że operacja przekazywania przez CIA Papieżowi oraz jego
          współpracownikom sekretnych informacji prowadzona była na ogromną skalę i była -
          jak zauważył - całkowicie jednostronna, to znaczy Agencja nie otrzymywała nic w
          zamian. Dodał, że w tej sprawie Jan Paweł II oraz watykańscy hierarchowie byli
          bardzo dyskretni.

          Gates opowiedział również w wywiadzie o prowadzonej wielotorowo akcji wspierania
          "Solidarności" w Polsce po ogłoszeniu stanu wojennego.

          Były szef CIA zapytany o to, w jaki sposób Agencja kontaktowała się z Watykanem,
          odparł, że ówczesny prezydent USA Ronald Reagan wysyłał często do Rzymu byłego
          wicedyrektora CIA Vernona Waltersa. Gościem Watykanu był także sam ówczesny
          dyrektor CIA Bill Casey.

          Gates z wielkim uznaniem wypowiedział się o doradcy ds. bezpieczeństwa
          narodowego za prezydentury Jimmy'ego Cartera Zbigniewie Brzezińskim, którego
          nazwał wręcz "tajną bronią Waszyngtonu", gdyż - jak podkreślił - osobiście
          poznał on kardynała Wojtyłę w czasach krakowskich. "Nikt tak, jak Brzeziński w
          całych amerykańskich władzach nie był świadom potencjalnego wpływu nowego
          papieża" - oświadczył Gates.

          (Sylwia Wysocka)
          wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8239871&rfbawp=1143179120.540&ticaid=11826
          • Gość: Ed Re: Jedyne religijne osiągnięcie JP2 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.05.06, 12:36
            To chyba to, że nie dał się wmanewrować w wyświęcania Piusa XII. Fama głosi, że
            JP2 tę kolejną spuściznę po nim w niedługim czasie także wyeliminuje.
    • Gość: Ed Re: Kolejny zakonnik ludobójca!!! (1) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.04.06, 21:58
      W 11 lat po masowych mordach i czystkach etnicznych w Rwandzie – państewku
      zagubionym w środku Afryki – miejscowe władze znalazły winnego. Wszystko zwalono
      na Kościół katolicki.
      Wszystko wyglądało jak w sensacyjnym filmie. Kilka tygodni temu na rwandyjskim
      lotnisku w Kigali aresztowano belgijskiego misjonarza ojca Guy Theunisa.
      Osadzono go w największym więzieniu stolicy i postawiono 10 zarzutów, w tym
      najcięższy – „podżegania do ludobójstwa” w wojnie domowej sprzed 11 lat. W
      Rwandzie grozi za to kara śmierci.

      Zakonnik nie czekał długo na wyrok trybunału ludowego, zwanego Gacaca. W czasie
      trwania przewodu sądowego misjonarz, oskarżany przez ponad 20 osób, miał tylko
      jednego obrońcę. Trybunał uznał ojca Theunisa za winnego. Jednocześnie
      samokrytycznie stwierdził, że jego przypadek jest zbyt skomplikowany, by mogli o
      nim decydować ludzie w większości bez fachowego przygotowania.

      O zakonnika upomniały się władze belgijskie. Dzięki zabiegom brukselskiego MSZ
      rząd w Kigali zgodził się na ekstradycję zakonnika. Rwanda podkreśliła
      jednocześnie, że gdyby rząd belgijski miał zawiesić postępowanie, zakonnik byłby
      ostatnim więźniem przekazanym do kraju pochodzenia.

      Los zakonnika zainteresował liczne organizacje międzynarodowe. Robert Menard,
      sekretarz generalny organizacji Reporterzy bez Granic, ostro skrytykował
      zatrzymanie ojca Theunisa, określając go jako człowieka, który „zawsze bronił
      zasad tolerancji oraz poszanowania innych i całe swoje życie poświęcił walce z
      rasizmem i nienawiścią”. „To sprawa polityczna. Wydaje się, że nie podjęto
      żadnego wcześniejszego śledztwa prowadzonego przez organy sądowe.

      Wygląda na to, że rwandyjski prokurator podpisał nakaz aresztowania pod presją
      liderów rządzącego Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (z plemienia Tutsi),
      którego przedstawiciele zeznawali przeciwko ojcu Theunisowi przed trybunałem
      ludowym” – napisali w oświadczeniu Reporterzy bez Granic.

      Filip de Vestele, współbrat o. Theunisa, twierdzi, że była to parodia procesu. –
      W Rwandzie istnieją grupy fałszywych świadków, którzy są gotowi złożyć
      jakiekolwiek świadectwo w trakcie procesu – tłumaczy. Zainteresowanie ojcem
      Theunisem rządu belgijskiego może mieć z kolei jeszcze inne tło.

      Bez względu na to, jaki będzie dalszy los zakonnika, jest on pierwszym
      cudzoziemcem – choć nie pierwszym przedstawicielem Kościoła – oskarżanym przez
      rwandyjski sąd o udział w zbrodniach sprzed 11 lat. Zakonnik, który ma dziś 60
      lat, pracował w tym środkowoafrykańskim kraju w latach 1970–1994. Był
      współzałożycielem rwandyjskiego Stowarzyszenia na rzecz Obrony Praw Człowieka i
      Wolności Publicznej oraz rwandyjskiej sekcji międzynarodowej pokojowej
      organizacji katolickiej Pax Christi. Jako dziennikarz przez 19 lat pisał dla
      czasopism „Dialogue” oraz „Presse Rwandaise Dialogue”. Przez wiele lat
      współpracował też z organizacją Reporterzy bez Granic.

      Jednym z 10 zarzutów stawianych ojcu Theunisowi było przedrukowywanie w
      czasopiśmie "Dialogue" materiałów z rwandyjskiego dziennika „Kangura”,
      zachęcających do zabijania Tutsi. Według przełożonych zakonu Ojców Białych, do
      których należy ojciec Theunis, zakonnik swoimi artykułami starał się pokazać
      okrucieństwo Hutu i zwrócić uwagę zagranicy na niebezpieczny rozwój sytuacji w
      Rwandzie. Jeszcze przed rozpoczęciem rzezi w 1994 roku opisywał naruszanie praw
      człowieka zarówno przez wojska rządowe, jak i ówczesnych rebeliantów z
      Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego pod wodzą obecnego prezydenta Paula Kagame.

      Kto następny?

      Czy aresztowanie Theunisa oznacza, że podobnych konsekwencji mogą się spodziewać
      inni misjonarze pracujący w Rwandzie? O swoich obawach mówią polscy misjonarze
      przebywający w tym kraju. W ostatnich latach oskarżenia o rzekome uczestnictwo w
      masakrach postawiono wielu księżom i zakonnikom. Niektórych oczyszczono z
      zarzutów, jednak inni otrzymali wyroki.

      W 2001 roku sąd przysięgły w Brukseli skazał dwie rwandyjskie zakonnice na 20 i
      12 lat więzienia za udzielanie pomocy zbrodniarzom. Odwołały się one od tego
      wyroku do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który do tej pory nie zajął w
      tej sprawie stanowiska. W 2000 roku, po 15 miesiącach aresztu i długotrwałym
      procesie publicznym, z zarzutów oczyszczono biskupa Augustina Misago z diecezji
      Gikongoro. Po wyjściu z więzienia powiedział, że jego aresztowanie miało na celu
      próbę skompromitowania Kościoła katolickiego w Rwandzie, wciąż oskarżanego w
      rwandyjskiej prasie o "utrzymywanie ideologii ludobójstwa".

      Kilka tygodni temu rozpoczął się proces administratora Kościoła Adwentystów Dnia
      Siódmego, oskarżonego o współudział w morderstwie dużej grupy ludzi, którym
      udzielił schronienia w kompleksie Mugonero. Przed Międzynarodowym Trybunałem
      Karnym do spraw zbrodni w Ruandzie stanął także Athanase Seromba, katolicki
      duchowny, mający wydać polecenie zburzenia kościoła, w którym przebywało ponad
      dwa tysiące uchodźców Tutsi.
      Kościoły były miejscem, gdzie szukało schronienia wielu ludzi. Szwadrony śmierci
      cieszyły się z tego, bo mieli ich zebranych razem, nie musieli szukać po wioskach.

      – W sąsiedniej parafii ksiądz właśnie spowiadał. Wpadli do kościoła, wszystkich
      zabili – wspomina kapucyn ks. Stanisław Urbaniak, który jako jeden z niewielu
      został w Rwandzie w czasie wojny. Na plebani chronił 500 osób. Rebelianci trzy
      razy atakowali parafię.

      – Ostatni raz, to było 13 maja, podjechało chyba z 10 samochodów, by nas zabrać.
      Jeden z oficerów odbezpieczył karabin, żeby we mnie strzelić. Uderzyłem w ten
      karabin, on upadł, a ja w tym momencie uciekłem do kościoła – opowiada o.
      Urbaniak. Mówi, że nie wie, jak to się stało, że ich wszystkich nie zabili –
      relacjonuje polski misjonarz.
      • Gość: Ed Re: Kolejny zakonnik ludobójca!!! (2) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.04.06, 22:07
        Przeciwko Kościołowi w Rwandzie występują parlamentarzyści tego kraju,
        oskarżający go niedawno o stosowanie segregacji etnicznej w przyjmowaniu
        kandydatów do kapłaństwa. Atakowany jest też przez związaną z rządem prasę. Gdy
        aresztowano belgijskiego zakonnika, w jednej z gazet ukazały się oskarżenia pod
        adresem Kościoła katolickiego o podejmowanie działań separatystycznych przeciw
        rządowi w Kigali.

        Przy okazji, nie po raz pierwszy zresztą, jednym z głównych „prowodyrów
        wszelkiego zła” nazwano arcybiskupa Henryka Hosera. W styczniu tego roku Jan
        Paweł II mianował tego pallotyńskiego księdza, pracującego przez 20 lat jako
        misjonarz w Rwandzie, sekretarzem pomocniczym Kongregacji Ewangelizacji Narodów
        i przewodniczącym Najwyższej Rady Papieskich Dzieł Misyjnych.

        Obecne władze twierdzą, że do dzisiejszego podziału etnicznego kraju
        doprowadziły rasistowskie teorie głoszone niegdyś przez kolonialistów i
        misjonarzy. Podobnie dzisiaj zarzuca się misjonarzom prowadzenie działań
        separatystycznych. Kilka tygodni temu jedna z rwandyjskich gazet wyraziła
        nadzieję, że nowy papież ukróci poczynania zakonników.

        Dobrze zaplanowana tragedia

        Po ponad 11 latach od tragicznej rzezi (którą w Polsce można sobie przypomnieć
        dzięki wyświetlanemu właśnie w kinach filmowi „Hotel Ruanda”) kraj wciąż nie
        może rozliczyć się z przeszłością, a aresztowanie belgijskiego misjonarza jest
        jedynie najbardziej widocznym przejawem tych problemów.

        Wojna domowa, będąca w istocie ludobójstwem na ogromną skalę, rozpoczęła się 7
        kwietnia 1994 roku po zestrzeleniu samolotu, w którym zginęli prezydenci Rwandy
        i Burundi, udający się na rokowania pokojowe.

        To wydarzenie sprowokowało rwandyjskich żołnierzy do wprowadzenia w życie planu
        ludobójstwa, przygotowywanego co najmniej od kilku miesięcy. Oddziały milicji
        Internhamwe (tzn. Uderzmy Razem), złożone z młodych bezrobotnych ludzi
        rekrutowanych przez ekstremistyczne partie plemienia Hutu, nie oszczędzały
        nikogo z Tutsi. W rejonach, w których masakry nie przebiegały dość sprawnie,
        członkowie milicji przyjeżdżali, aby zachęcać do rzezi.

        O skali tragedii świadczą na przykład wydarzenia w południowej prefekturze
        Butare, gdzie zarówno milicjantów, jak i członków Gwardii Prezydenckiej
        specjalnie przywieziono do przeprowadzania masowych morderstw. Tam, gdzie
        mieszkańcy odmawiali udziału w masakrach sąsiadów, Hutu często stawiano wobec
        wyboru – albo zabiją, albo sami zostaną zabici. W obliczu takiej groźby
        większość ludzi brała udział w rzezi. Sto dni, które wstrząsnęło afrykańskim
        krajem, przyniosło blisko milion ofiar. W wyniku wojny ok. 2 mln z 7,5 mln
        mieszkańców Rwandy opuściło swe domy, uciekając do innych części kraju, a 1,3
        mln uchodźców schroniło się w sąsiednich Kongu i Tanzanii.

        Sądy ludowe takie jak ten, przed którym stanął belgijski zakonnik, to pomysł
        samego Kościoła. Miały one jednak polegać na rachunku własnego sumienia, a nie
        na sądzeniu się nawzajem. ...

        Dzięki międzynarodowej obojętności od 11 lat po centralnej Afryce rozpełzają się
        kolejne konflikty: powstanie w północno-zachodniej Rwandzie, dwie wojny w
        sąsiednim Kongu i 10 lat wojny domowej w Burundi. Dane HRW mówią, że w
        konsekwencji tych konfliktów – bezpośrednio lub pośrednio – zginęło około 4 mln
        cywilów.

        Magda Wolnik, Marcin Grudzień
        www.christianitas.pl/c/czytanewsieci/?id=279

    • Gość: @ Big Cyc IP: *.chello.pl 04.04.06, 18:22
      www.antyradio.pl/warszawa/img_upload/files2/BIG_CYC_Moherowe_Berety.mp3
    • Gość: . Marcinkiewicz : "yes ,yes ,yes" IP: *.chello.pl 04.04.06, 18:30
      img53.imageshack.us/my.php?image=index0dl.swf
    • Gość: AS gnębiły ,biły i znęcały się IP: *.chello.pl 04.04.06, 18:34
      www.se.com.pl/se/index.jsp?place=subLead&news_cat_id=1585&news_id=99312&scroll_article_id=99312&scroll_gallery_aid=99312&layout=1&page=text&list_position=1
      • Gość: * Re: gnębiły ,biły i znęcały się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.06, 16:55
        Bardzo szybko takie informacje zdejmowane są z portali. Myślę, że dobrym
        rozwiązaniem zarówno dla czytających jak i korzystających z tego wątku było by
        wklejanie całych treści takich artykułów. O ile ktoś znajdzie jeszcze tę notkę,
        bardzo proszę o jej wklejenie.

        Pozdrawiam
    • Gość: * Dotacje z budżetu dla trzech kościelnych uczelni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.06, 16:48
      Z projektem ustawy o dofinansowaniu uczelni wystąpiła kilka miesięcy temu
      Platforma Obywatelska, powołując się na ustalenia konkordatu. Papieski Wydział
      Teologiczny w Warszawie, Wyższa Szkoła Filozoficzno-Pedagogiczna "Ignatianum" w
      Krakowie oraz Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu otrzymać mają w sumie
      22,5 mln rocznie

      czytaj dalej »

      r e k l a m a




      Po drugim czytaniu Sejm skierował projekt do komisji edukacji oraz komisji
      finansów. Wczoraj komisje niemal jednogłośnie opowiedziały się za jego
      przyjęciem.

      Z płomiennym sprzeciwem wystąpiła Joanna Senyszyn (SLD). - Prawica w wyścigu o
      poparcie Kościoła składa wiernopoddańcze deklaracje. To wstyd dla Sejmu i dla
      Kościoła katolickiego, który po te pieniądze wyciąga ręce - stwierdziła,
      dodając, że SLD zaskarży projekt jako sprzeczny z konstytucją.

      Odpowiadał jej Bogusław Sobczak (LPR). - Na promocję homoseksualizmu to SLD by
      nie szczędziło - ironizował.

      Politycy PiS, którzy do tej pory krytykowali Platformę, że zamiast czekać na
      projekt rządowy w tej sprawie, występuje z własnym, teraz nie mieli już żadnych
      obiekcji. Pałeczkę przejęło PSL. - Niedobrze, że rząd spóźnił się w tej
      sprawie - ubolewał Tadeusz Sławecki.

      Dzisiaj Sejm przegłosuje wniosek SLD o ponowne skierowanie projektu ustawy do
      komisji.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3260483.html
      • edico Re: Marszałek obiecał, KUL egzekwuje 09.04.06, 18:53
        Powołując się na obietnice marszałka Józefa Piłsudskiego oraz przedwojenne
        dokumenty, KUL chce przejąć od wojska budynek przy ul. Radziszewskiego, gdzie
        obecnie mieści się dowództwo 3. Brygady.

        – Memoriał w tej sprawie złożony został na ręce ministra obrony w 1990 r. KUL
        nie jest właścicielem terenu ani budynku. Liczymy na przekazanie nam budynku,
        powołując się na przedwojenne plany i zamiary władz RP. Trudno w tej chwili
        określić prawną formę i koszty przekazania – powiedział Kurierowi radca prawny
        KUL mecenas Krzysztof Pachoł.
        Zachowały się rozkazy marszałka Piłsudskiego, który w 1921 r. polecił przekazać
        na potrzeby uniwersytetu tzw. koszary świętokrzyskie, w których obecnie, przy
        Al. Racławickich 14, mieści się uczelnia. W telegramie od marszałka jest także
        mowa o kolejnych obiektach, jakie ma otrzymać uniwersytet.
        Konsekwencją tych postanowień jest mapa z 1935 r. wykonana przez Inspektorat
        Geodezyjny, gdzie budynek, o który ubiega się KUL, jest zaznaczony jako ten,
        który w przyszłości ma być przekazany uniwersytetowi. Istnieje też projekt
        przedwojennej uchwały sejmowej nadającej KUL-owi m.in. ten obiekt.
        Budynek przy ul. Radziszewskiego, z racji bliskości głównych gmachów KUL, byłby
        dla uczelni bardzo atrakcyjny. Uniwersytet gotów jest do rozmów o jego
        przekazaniu. Rzecznik KUL Beata Górka powiedziała, że w razie przejęcia budynku
        Muzeum Martyrologii „Pod Zegarem” pozostanie na swoim miejscu.
        Sprawa przekazania obiektu ma szansę na załatwienie teraz, kiedy decydują się
        losy wojska w Lublinie.
        3. Brygada jest bowiem w stanie redukcji, a w budynku mieści się jej dowództwo
        MON potwierdza, że jest w posiadaniu pisma z KUL. Na zapytanie ministerstwa
        Rejonowy Zarząd Infrastruktury rozpoczął nawet rozpoznanie zasobu wojskowych
        nieruchomości.
        – Są możliwości przeniesienia dowództwa do innych obiektów, np. do koszar
        jednostki na Majdanku czy ul. Kruczkowskiego – mówi płk Jan Bęś, szef RZI. –
        Taką odpowiedź przesłaliśmy do MON.
        To jednak nie oznacza jeszcze ani przekazania, ani przeprowadzki. Za dwa
        tygodnie MON wyda opinię w tej sprawie. Jeżeli będzie przychylna, rozpocznie się
        procedura i negocjacje. Do sprawy włączy się Agencja Mienia Wojskowego i
        sporządzi np. ofertę sprzedaży dla KUL. W opinii wojskowych procedura na pewno
        potrwa przynajmniej do końca roku.
        (WUKA, MOUL)
        www.kurierlubelski.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=24687
    • Gość: * Protest Marka Edelmana przeciwko RM IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.06, 17:10
      Edelman protestuje przeciwko ideologii Radia Maryja

      Marek Edelman w liście do premiera i marszałka Sejmu protestuje przeciwko
      ideologii propagowanej w Radiu Maryja. Wzywa do podjęcia konkretnych decyzji, z
      zamknięciem radiostacji włącznie.

      Ostatni z żyjących dowódców powstania w getcie warszawskim pisze, że Radio
      Maryja w swoich programach szerzy ksenofobię, szowinizm i antysemityzm, a
      niektóre jego audycje "nie odbiegają od hitlerowskiego Sturmera". Edelman
      skarży się ponadto, że wielokrotne interwencje opinii społecznej w tej sprawie
      nie dały rezultatu.




      REKLAMA Czytaj dalej





      W liście Edelman podkreśla, że premier, marszałek Sejmu, ministrowie i
      niektórzy posłowie występują w Radiu Maryja, co - jego zdaniem - podnosi rangę
      rozgłośni, czyni ją wiarygodną i sprawia wrażenie, że państwo solidaryzuje się
      z linią polityczną Radia Maryja. .

      W ubiegłym tygodniu Radio Maryja wyemitowało felieton Stanisława
      Michalkiewicza, w którym mówił on o roszczeniach organizacji żydowskich do
      spadku po ofiarach zagłady w Polsce. Rada Etyki Mediów oceniła, że były
      to "prymitywne wypowiedzi antysemickie".

      Wczoraj Stowarzyszenie "Otwarta Rzeczpospolita" złożyło do Krajowej Rady
      Radiofonii i Telewizji skargę na felietonistę Radia Maryja. Szefowa "Otwartej
      Rzeczpospolitej" zapowiada, że jeszcze w tym tygodniu organizacja złoży do
      prokuratury w Toruniu zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
      (ap)
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8257047,wiadomosc.html
    • Gość: * Kolejny biznes - parafialne ORMO!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.06, 17:24
      Powstanie parafialne ORMO?

      Wicepremier Ludwik Dorn zgłosił biskupom "chęć współpracy administracji
      publicznej z proboszczami i organizacjami kościelnymi w dziedzinie
      bezpieczeństwa publicznego". Czyżby za tym eufemizmem miała się kryć oferta
      nawiązania współpracy policji z Kościołem? - zastanawia się "Trybuna".

      "Zapewne tak" - czytamy w dzienniku. "Trybuna" przypomina, że biskup Piotr
      Libera na konferencji prasowej powiedział, że w czasie posiedzenia Komisji
      Wspólnej Rządu i Episkopatu strony omówiły kwestie "działań na rzecz
      podniesienia bezpieczeństwa lokalnych społeczności". Logicznym krokiem - według
      dziennika - winno być zatem powołanie parafialnych oddziałów ORMO.

      "Trybuna" dodaje, że inną kwestią, nad którą także pochyliła się Komisja, była
      sprawa zarządu cmentarzy wyznaniowych. Dziennik pisze, że to poważny, szacowany
      w dziesiątkach milionów złotych biznes. "Trybuna" przypomina słowa biskupa
      Libery, który oświadczył, że "pojawiają się działania różnych firm
      pogrzebowych, wspierane przez Urząd do spraw Ochrony Konsumentów, które
      podważają kościelny i sakralny charakter cmentarzy".

      "Eminencja przez delikatność nie wspomniał, że owe agresywne działania
      marketingowe przedstawicieli sektora funeralnego uszczuplają przy tym dochody
      proboszczów. Mając wsparcie władz państwowych, można ów proceder ukrócić" -
      czytamy w "Trybunie".
      (IAR)
      wiadomosci.wp.pl/kat,8172,wid,8256518,prasaWiadomosc.html?ticaid=11601
    • Gość: wuj Sp z o.o. IP: 24.177.139.* 06.04.06, 03:05
      opodatkowac
    • Gość: Ed Re: Veto kościelnej statystyce IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 06.04.06, 20:34
      Sąd odrzucił pozew ateisty

      Mieszkaniec Olecka, który chce wystąpić z kościoła katolickiego odwoła się od
      decyzji olsztyńskiego sądu, który odrzucił pozew w jego sprawie.

      Zbigniew Kaczmarek twierdzi, że jest ateistą i od wielu lat nie uczestniczy w
      życiu kościoła. Dlatego nie chciał również być brany pod uwagę w kościelnych
      statystykach. Zgodnie z prawem, wystąpienie z kościoła - czyli akt apostazji,
      następuje poprzez wręczenie odpowiedniego pisma proboszczowi swojej parafii.

      Ksiądz infułat Edmund Łagód nie chciał jednak przyjąć dokumentu i dlatego sprawa
      trafiła do sądu. Jednak po przesłuchaniu stron sporu, sąd odrzucił pozew.

      Na złożenie apelacji Zbigniew Kaczmarek ma czas do piątku.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3260665.html
    • edico Proboszcz z radnymi ujarzmia dzieci 07.04.06, 12:13
      Mamy IV RP, czas na zmiany nie tylko w polityce, ale również w wychowaniu - mówi
      ks. Henryk Kroll z podtucholskiego Żalna, który wysłał do wszystkich gmin w
      swoim powiecie apel o wprowadzenie godziny policyjnej dla młodzieży. Pomysł
      księdza spodobał się prawicowym radnym.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3258413.html
    • edico Buntownicy z LPR-u boją się weksli 07.04.06, 23:27
      W Lidze Polskich Rodzin narasta sprzeciw wobec autorytarnej polityki Romana
      Giertycha wspieranego przez wiernych "pretorian" - posłów wywodzących się z
      Młodzieży Wszechpolskiej. Na bezproblemowe odejście nie pozwalają jednak weksle
      - twierdzi "Nasz Dziennik".

      Coraz więcej parlamentarzystów i samorządowców przyznaje, że z chęcią opuściłoby
      szeregi LPR, a jedyne, co trzyma ich w tej partii, to... weksle. Mimo że wielu z
      nich nie dostało się do parlamentu, wciąż straszy się ich realizacją przyjętych
      na siebie w czasie kampanii wyborczej zobowiązań.


      REKLAMA Czytaj dalej



      Weksle opiewają na niemałe sumy. Każdy kandydat na posła poniżej pierwszego
      miejsca na liście musiał się zobowiązać, że w razie opuszczenia klubu (a także
      wyrzucenia z niego) zapłaci ustaloną kwotę. Jeśliby nastąpiło to w pierwszym
      roku kadencji - 100 tys. zł. W każdym kolejnym po 60 tys.

      "Nasz Dziennik" pociesza jednak parlamentarzystów LPR: według ekspertyzy prawnej
      sformułowanej dla Biura Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu przez prof.
      Kazimierza Piaseckiego, posłowie nie mają żadnych powodów, by obawiać się
      konsekwencji podpisania tych dokumentów, nie przedstawiają one bowiem żadnej
      wartości.
      (PAP)
      wiadomosci.wp.pl/kat,9913,wid,8259222,prasaWiadomosc.html
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20060407&id=po01.txt
    • edico Miliony Rydzyka na giełdzie... 08.04.06, 11:16
      Przyboczny Rydzyka stracił na giełdzie miliony



      Co się stało z częścią świadectw udziałowych NFI, które Radio Maryja zbierało na
      ratowanie Stoczni Gdańskiej?

      mocnik księdza Króla przynosił kilogramy świadectw w torbach turystycznych -
      wspomina pracownik nieistniejącego już biura maklerskiego Eastbrokers (Global
      Capital Partners). - Świadectw było około pół miliona. Na niektórych widniały
      ręczne dopiski "Dar dla Radia Maryja".

      Ks. Jan Król to główny dziennikarz polityczny toruńskiego radia i TV Trwam.
      Prowadzi audycje z udziałem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, premiera i
      goszczących w Toruniu ministrów. Jego sukcesem było "parafowanie" paktu
      stabilizacyjnego wyłącznie przed kamerami toruńskiej telewizji.

      Ks. Król jest też kasjerem Radia Maryja, współwłaścicielem TV Trwam, kwestorem
      toruńskiej uczelni o. Rydzyka i właścicielem 25 proc. akcji giełdowej spółki
      ESPEBEPE.

      To jemu o. Rydzyk przekazał świadectwa NFI zebrane w latach 1997-98 od słuchaczy
      na ratowanie Stoczni Gdańskiej. Ile ich było - zakonnicy nie ujawnili. Według
      naszych informacji - od 600 tys. do miliona. Cena jednego wahała się między 60 a
      160 zł.

      Część świadectw ks. Król zamienił na akcje NFI. W transakcji pośredniczyło małe
      warszawskie biuro Eastbrokers z ul. Solec. Ks. Król nie zaglądał tam osobiście.
      Działał przez pełnomocnika - inżyniera Aleksandra R.

      Były pracownik Eastbrokers wspomina, że inżynier podpisywał wszystkie zlecenia
      od księdza. W latach 1998-

      -99 Aleksander R. obracał w jego imieniu wielkimi pakietami akcji.

      Ks. Król był wczoraj dla nas nieuchwytny. Inżynier zaś odmówił odpowiedzi na
      pytanie, skąd pochodziły pieniądze na tamte transakcje. - Pierwsze słyszę, że
      pan Król jest z tego radia i że jest księdzem - mówi Aleksander R. - Zawsze gdy
      się widywaliśmy, był po cywilnemu. Skąd pochodziły świadectwa - nawet gdybym
      wiedział, bym nie zdradził.

      Były pracownik biura maklerskiego: - Jan Król i jego pełnomocnik kupowali
      spółki, o których można było przeczytać w gazetach, że dobrze rokują. Nie mieli
      wielkich zysków. Aż pewnego dnia pan R. przyszedł z nowym pomysłem - ESPEBEPE.

      Szczecińskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego trafiło na giełdę w 1994
      r. Akcje kosztowały zrazu ponad 30 zł, potem taniały. W latach 1999-2000 płacono
      za jedną między 3 a 10 zł, co oznaczało, że spółkę można było przejąć za 5-15
      mln zł.

      Ale ESPEBEPE było i jest właścicielem terenów w Szczecinie (np. przy wylotówce
      na Warszawę - ul. Strugi) i w Świnoujściu. Ich wartość to co najmniej 50 mln. Do
      tego spółka ma warte kolejne miliony udziały w firmach zależnych.

      Od 1999 r. Aleksander R. za pośrednictwem Eastbrokers masowo skupował akcje
      ESPEBEPE - na siebie i ks. Króla. Wielkie zakupy podbiły kurs o kilkaset
      procent. Inżynier, aby kupować dalej, podparł się kilkumilionowym kredytem
      inwestycyjnym.

      W 2001 r. roku Jan Król ma już 25 proc. ESPEBEPE, zaś Aleksander R. - 9 proc.
      Obaj zyskują bezwzględną większość na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy.
      Inżynier zostaje szefem rady nadzorczej.

      A spółka tonie. Gigant, który zatrudniał kilka tysięcy ludzi i budował
      autostradę w Czechach, staje się bankrutem. Rosną długi, pracownicy nie dostają
      pensji. W trakcie 2001 r. cena akcji spada trzydziestokrotnie: z 9 zł w marcu do
      37 groszy w grudniu. W maju 2002 sąd ogłasza upadłość. Zdaniem Aleksandra R.
      pochopnie. - Firma była do uratowania, ale załatwiła ją rządząca lewica z
      powodów politycznych - mówi tajemniczo.

      Władzę nad ESPEBEPE przejmuje syndyk. Ks. Król i jego pełnomocnik tracą
      zainwestowane pieniądze i nadzieje na sprzedaż terenów. Traci ważność m.in.
      sporządzona już umowa wstępna na sprzedaż działki przy ul. Strugi, za którą
      kupiec miał dać 30 mln zł. Akcji ESPEBEPE też nie można sprzedać, bo wycofano je
      z notowań giełdowych.

      Ks. Król i Aleksander R. zostają z niespłaconą czteromilionową pożyczką bankową
      - zastawem pod nią są weksle. Wykupuje je za 2 mln zł Warszawska Prowincja
      Redemptorystów, spłacając część pożyczki. Pieniądze pochodzą z konta Radia Maryja.
      (Marcin Kowalski, Piotr Głuchowski)
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3268630.html
      • edico Re: Miliony Rydzyka na giełdzie... 08.04.06, 12:34
        wiadomosci.onet.pl/1303565,11,item.html
        • edico Re: Rydzyk na widelcu (1) 09.04.06, 12:58
          Oszustwo podatkowe na wielką skalę, działalność niezgodna ze statutem i
          zakulisowe spekulacje akcjami spółki giełdowej. To nasze zarzuty wobec zakonu
          redemptorystów, Radia Maryja i dyrektora Tadeusza Rydzyka. Żądamy
          przeprowadzenia wnikliwej kontroli działalności finansowej Radia Maryja i
          redemptorystów. Zbadania ich geszeftów.

          Sobie znanym sposobem weszliśmy w posiadanie dokumentów dotyczących niezwykłych
          operacji finansowych z początków tego roku. Najważniejszy z nich to zawarta 25
          stycznia umowa cesji wierzytelności. Warszawska Prowincja Redemptorystów
          odkupiła wówczas od spółki POLKOMBI wierzytelności pieniężne, czyli weksle,
          dwóch osób fizycznych: Aleksandra R. i Jana Króla. Łączna wartość wierzytelności
          wynosi 4 392 000 zł, lecz POLKOMBI opyliło je tylko za 2 000 000.

          Szmal na transakcję spłynął na konto POLKOMBI przelewem bankowym 28 stycznia
          2002 r. 2 miliony żywej gotówki pochodziły z konta Radia Maryja (patrz przelew
          nr 1). Następnego dnia, 29 stycznia, POLKOMBI przesłało na konto Polskiego
          Kredyt Banku 1 866 600 zł (patrz przelew nr 2). Była to zapłata za weksle, które
          wcześniej sprzedano redemptorystom.
          28 stycznia zarząd POLKOMBI, reprezentowany przez ówczesnego prezesa Kazimierza
          Woźniaka, podpisał bowiem z Polskim Kredyt Bankiem umowę cesji wierzytelności.
          Kupił od banku wierzytelności Aleksandra R. i Jana Króla, płacąc właśnie 1 866
          600 zł.

          Skomplikowane? Nie tak bardzo. Po prostu spółka POLKOMBI posłużyła za
          pośrednika, za co skasowała uczciwie zarobione 133 400 zł prowizji. To często
          stosowany chwyt, gdy właściciel szmalu chce ukryć jego pochodzenie. Przepuszcza
          wówczas gotówkę przez różne spółki, licząc, że nikt nie dojdzie do źródła
          szmalu. Nazywa się to potocznie praniem pieniędzy.
          Niektórzy dodają: brudnych pieniędzy. Ale czy ktoś widział czyste?

          Oto, co powiedział nam na ten temat Kazimierz Woźniak, były prezes POLKOMBI,
          podpisany pod umowami z PKB i redemptorystami:

          – Czy pamięta pan transakcję polegającą na wykupieniu weksli prywatnych osób, a
          następnie odsprzedaniu ich zakonowi redemptorystów?

          – Pamiętam. Ale ja już nie jestem w POLKOMBI. Szczegółów nie pamiętam.

          – A kto pamięta?

          – Moi finansiści z firmy, na przykład pani Kochanowicz-Mańk. Mogę podać numer
          telefonu.

          – Czy ta transakcja była korzystna dla POLKOMBI?

          – Niewątpliwie na tym zarobiliśmy. Nic więcej nie jestem dziś w stanie powiedzieć.

          Proszę zwrócić uwagę na daty. POLKOMBI, które było w trudnej sytuacji
          finansowej, czekało na kasę od Radia Maryja. Dopiero po jej wpłynięciu nastąpił
          przelew na konto Polskiego Kredyt Banku. Obieg pieniądza był zatem inny, niż
          mogłoby to wynikać z dokumentów. Na wszelki wypadek, żeby przynajmniej na
          umowach daty się zgadzały, strony podpisały oświadczenie, że do umowy z 25
          stycznia wkradł się błąd drukarski, bo rzeczywiście podpisano ją 28 stycznia.

          Redemptoryści dali osobę prawną, a faktycznym płatnikiem było Radio Maryja ojca
          Rydzyka. Czego bał się ojciec dyrektor? Czemu dał zarobić pośrednikowi, zamiast
          samemu kupić weksle? Dwóch doradców finansowych, gdy zapoznaliśmy się z
          dokumentami, odmówiło nam komentarza. Mimo życzliwości bali się, że "Kościół
          skończy z nimi". Trzeci zgodził się powiedzieć anonimowo:

          – To jest transakcja, której celem było ominięcie obowiązku podatkowego.
          Redemptoryści powinni zapłacić podatek od zysku, czyli różnicy między wartością
          weksli a ceną, za którą je kupili. Środki przeznaczone na transakcje powinni
          opodatkować, zanim jej dokonali, gdyż handel długami nie jest statutową
          działalnością zakonu zwolnioną z podatku. Mało tego, od momentu transakcji
          redemptoryści powinni prowadzić ewidencję podatkową.

          Warszawska Prowincja Redemptorystów jest kościelną osobą prawną. Korzysta ze
          zwolnienia podatkowego. Dotyczy ono jednak wyłącznie działalności statutowej
          wymienionej w art. 17 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób
          prawnych. Art. 17 stanowi (uwaga, będzie ważny fragment dla kontroli skarbowej)
          o dochodach kościelnych osób prawnych z: niegospodarczej działalności
          statutowej; w tym zakresie kościelne osoby prawne nie mają obowiązku prowadzenia
          dokumentacji wymaganej przez przepisy Ordynacji podatkowej. Zatem w przypadku
          działalności gospodarczej, a taką jest handel długami, redemptoryści mają psi
          obowiązek prowadzić księgowość. Zwolnienie podatkowe z działalności gospodarczej
          dotyczy wyłącznie części przeznaczonej na cele: kultu religijnego,
          oświatowo-wychowawcze, naukowe, kulturalne, charytatywno-opiekuńcze oraz na
          konserwacje zabytków, prowadzenie punktów katechetycznych, inwestycje sakralne w
          zakresie: budowy, rozbudowy i odbudowy kościołów oraz kaplic, adaptację innych
          budynków na cele sakralne, a także innych inwestycji przeznaczonych na punkty
          katechetyczne i zakłady charytatywno-opiekuńcze (art. 17 pkt 4b ustawy o podatku
          dochodowym od osób prawnych). Nigdzie nie ma mowy o zwolnieniu z podatku w
          handlu dłu-gami czy innej lichwie. Czyli, mówiąc krótko, zakon ojca Rydzyka i
          jego radyjko orżnęli skarb państwa na gruby szmal, o czym niniejszym donosimy
          właściwym organom kontroli skarbowej, prokuraturze i innym zainteresowanym.

          Ile szmalu są winni redemptoryści państwu? Trudno wyliczyć. Nie wiadomo, ile
          takich lub podobnych transakcji przeprowadzili braciszkowie i ile z nich
          zostanie wykrytych. Od tego zależy też, jaką karę nałoży na nich urząd skarbowy.
          Mogą to być miliony złotych, ale bardziej dokuczliwa będzie dla redemptorystów
          konieczność prowadzenia rachunkowości takiej jak inne osoby prawne prowadzące
          działalność gospodarczą.

          Pozostaje jeszcze wyjaśnić, dlaczego Radio Maryja kupuje za 2 miliony weksle
          jakichś obywateli. Ustaliliśmy, że Aleksander R. jest mecenasem, a Jan Król to
          duchowny znany z eteru Radia Maryja i stron "Naszego Dziennika". To ojciec Jan
          Król, zamieszkały w Warszawie przy ulicy Karolkowej 49, czyli w siedzibie
          Warszawskiej Prowincji Redemptorystów. To właśnie on relacjonował spotkanie
          Radiomaryjców z Janem Pawłem II, w październiku tego roku w Watykanie. Obydwaj
          panowie za szmal pożyczony od Polskiego Kredyt Banku kupili w 2000 r. znaczny
          pakiet akcji szczecińskiej spółki giełdowej Espebepe. Dlaczego właśnie Espebepe?
          Nie mamy zielonego pojęcia. Skąd zakonnik miał szmal na kupienie ponad jednej
          czwartej akcji giełdowej spółki? Co było podstawą do udzielenia kredytu?

          – Nasz oddział popełnił w tej sprawie błąd – przyznaje proszący o anonimowość
          wysoki pracownik banku. – Udzielono kredytu, którego zastawem były weksle i
          konto w biurze maklerskim. Jednak myślę, że pożyczkobiorca mimo to musiał
          wykazać się posiadaniem sumy 150, a nawet 200 proc. kredytu. Takie były wówczas
          przepisy kredytowe w naszym banku. Bardzo się ucieszyliśmy, gdy zgłosiła się
          spółka POLKOMBI z propozycją wykupu wierzytelności. Wobec drastycznego spadku
          notowań akcji, które kupili nasi dłużnicy, straciliśmy nadzieję na odzyskanie
          czegokolwiek.

          Faktycznie, obaj panowie wyszli na akcjach Espebepe jak Zabłocki na mydle.
          Kupowali je po ok. 9 zł.
          Teraz kurs tej spółki waha się wokół 10 gr, a w październiku wynosił nawet 2 gr
          (słownie: dwa). Należy jeszcze dodać, że szczeciński holding jest na skraju
          bankructwa i nie zanosi się na to, że stanie się giełdowym blue chipem. Czy
          znaczy to, że rydzyjkowi gracze giełdowi dali dupy, czy też kupnu szczecińskiej
          spółki przyświecał jakiś inny cel?

          Próbowaliśmy skontaktować się z panią Lidią Kochanowicz-Mańk. Robiliśmy to
          zawzięcie, bowiem kobieta ta zdaje się być postacią łączącą całą ciemną operację
          finansową Radia Maryja. W czasie gdy podpisywano dwie umowy cesji wierzytelności
          pani Lidia była w POLKOMBI dyrektorem generalnym zajmującym się finansami. Ta
          sama pani Lidia jest udziałowcem spółki Espebepe.
          Posiada 5,6 proc. udziałów. Wreszcie ta sama Lidia Kochanowicz-Mańk działa w
          Fundacji "Nasza Przyszłość", będącej "inicjatywą ewangelizacyjną" Radia Maryja.
          • edico Re: Rydzyk na widelcu (2) 09.04.06, 13:03
            Z pogadanki ojca dyrektora Rydzyka wygłoszonej 16 listopada przez Radio Maryja:

            To jest metoda, stara metoda diabelska divide et impera, dziel i rządź; kłamcie,
            kłamcie, a zawsze coś zostanie; plujcie, plujcie, a zawsze coś przyschnie. To są
            ci propagandyści XX wieku, ci najwięksi tak robili systemów totalitarnych i tak
            dalej się robi. (...) Z jednej strony jest takie zapalenie wyobraźni, że te
            biura Radia Maryja, koła przyjaciół, tyle tych pieniędzy do Radia Maryja, że to
            Radio Maryja, już nie wiedzą, co robić. Są to pieniądze, ale jak czytamy w
            poszczególnych miejscowościach, to jest nie ze wszystkich miejscowości te
            pieniądze przychodzą do nas. A z niektórych jak przyjdą, z wielkiej części, to
            przychodzi 9 osób, 10 osób, jak już 20 z tej miejscowości, to już święto, tak że
            niewiele. (...) Nie ukrywam, że dowiaduję się, że w niektórych biurach, na
            przykład tu na ławki jeszcze z tego dla księdza z parafii, a jeszcze na
            utrzymanie tego biura, telefon sobie zrobią, faks, coś tam kupią i tak dalej. To
            już jest nadużycie. (...) To takie oskubywanie tego radia. To jest nieuczciwe.
            Z jednej strony radio nie utrzyma się, świadczy też o takim jeszcze
            komunistycznym kombinowaniu.

            POLKOMBI

            Towarzystwo Transportu Kombinowanego POLKOMBI, Spółka Akcyjna. Siedziba:
            Warszawa, Łucka 11.
            Jedna z wielu spółek, które wyłoniły się z PKP S.A. W 2001 r. osobistym doradcą
            prezesa POLKOMBI była Ewa Spychalska (była posłanka, była ambasador w Białorusi,
            niegdyś doradca prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, członek rady nadzorczej
            Espebepe). Częstym gościem w spółce bywał Bogusław Bagsik, doradca w spółce
            Variant Logistic.

            ESPEBEPE

            Szczecińskie PrzedsiębiorstwoBudownictwa Przemysłowego. Holding, Spółka Akcyjna.
            Obecny (14 listopada) kurs akcji: 0,11 zł; kurs maksymalny: 34 zł; minimum
            absolutne (i roczne): 0,02 zł.

            Akcjonariat: Jan Król 25,43 proc. (zakonnik)
            Aleksander Rostocki 9,28 proc.
            Lidia Kochanowicz-Mańk 5,60 proc.
            Pozostali: 59,69 proc.

            Fundacja "Nasza Przyszłość"

            Mieści się w Szczecinku, przy ulicy Klasztornej 16. Wydaje ogólnopolski
            miesięcznik "Rodzina Radia Maryja", prowadzi w Szczecinku prywatne liceum i
            gimnazjum, księgarnię wysyłkową, kafeterię i laboratorium fotograficzne. To
            właśnie ta fundacja występowała do władz Torunia z propozycją przejęcia
            kilkudziesięciu hektarów ziemi miejskiej na działalność wyższej szkoły założonej
            przez Rydzyka.
            www.nie.com.pl/tekst_druk.php?id=1255
    • Gość: Ed Czy myślenie religijne jest racjonalne? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 08.04.06, 17:41
      By odpowiedzieć na to pytanie po dotychczasowych "dyskusjach" formowych (hi),
      słusznym było by uściślenie przynajmniej niektórych pojęć.

      Zacznijmy od pierwszego pytania - "Co to jest religia?":

      Z katechizmu:
      =============
      1. Co to jest religia? - Religia jest to łączność człowieka z Panem Bogiem.
      2. Jaką religią jest religia katolicka? - Religia katolicka jest religią
      objawioną przez Boga.

      Jest to przykład katolickiego punktu widzenia mającego zastosowanie dla szkolnej
      indoktrynacji religijnej - i nic więcej.

      Czy można jednak tak wielką rozmaitość zjawisk, którą widzi się zarówno w
      religiach wymarłych jak i współczesnych można ująć w jakiś schemat i stworzyć
      określenie odpowiadające im wszystkim???

      Niezależnie od tego, czy religię będziemy pojmowali w sposób szerszy czy węższy,
      jesteśmy świadomi, że istnieją pewne cechy właściwe i wspólne wszystkim religiom
      – czego niejednokrotnie dał dowód nawet JPII w swoich wycieczkach
      pielgrzymkowych nie wspominając już o katolicyzmie adoptującym wszelkiego
      rodzaju aspekty religijności, które mogą przynieść mu korzyści. W celu ich
      uściślenia można posłużyć się rozmaitymi metodami, w tym albo:
      - wyjaśniającymi sam termin "religia",
      - analizującymi jej strukturalne elementy,
      - wykrywającymi pewne prawidłowości w historii zjawisk uznawanych za religie.

      Bezsprzecznie najwięcej wartości dla osiągnięcia wymienionego celu ma metoda
      historyczna zapoczątkowana przez ewolucjonizm. Przy jej użyciu określa się
      rzeczywistość jako przejściową, zmienną i uwarunkowaną, gdzie odrzuca się
      koncepcję wiecznej i niezmiennej istoty rzeczy.
      Pozwala ona dostrzec, że każdy przejaw kultury (a więc także i religia)
      kształtuje się w zależności od wielu innych przejawów z uwzględnieniem
      sprzeczności występujących nie tylko pomiędzy różnymi zjawiskami kierunków
      rozwoju tzw. duchowości religijnej, ale i wewnątrz tego samego zjawiska
      określanego potocznie ogólnym mianem religii.

      W tym świetle religia przedstawia się jednoznacznie jako wynik procesu
      historycznego, a nie jako coś stałego i wiecznego oraz niezmiennego. W tej
      kwestii również i katolicyzm nie jest wolny od karkołomnej w swej historii
      ewolucji zarówno w pozytywnym jak i negatywnym znaczeniu stosunku do
      racjonalności myślenia.
      Ten sam proces zachodzi u różnych ludów i w różnych historycznie okresach tylko
      dla tego, że dokonuje się on w niezwykle urozmaiconych warunkach dla
      poszczególnych środowisk społecznych, co przy jednoczesnej nawet
      jednokierunkowości teoretycznych założeń pozwala na występowanie wielorakości
      praktykowanych form religijnych uwarunkowanych ich sposobem postrzegania a
      przede wszystkim interpretacji. W naszych warunkach mamy do czynienia z Radiem
      Maryja i tzw. Pokoleniem JP2.

      Próby jakiegokolwiek wyjaśnienia genezy takiej czy innej religii napotyka na
      jeszcze większe trudności niż próby określenia jej istoty. Jaki był początek
      religii, jakie jej źródła, kiedy i w jakich warunkach powstała, na czym opiera
      swą egzystencję???

      Temat niezwykle otwarty, którego niezwykle trafne resume przedstawił
      Charles-Louis de Secondat de Montesquieu pisząc – „To zdumiewające, że bogactwo
      ludzi Kościoła wzięło swój początek od zasady ubóstwa”, która do dnia
      dzisiejszego znajduje swoje poczesne miejsce w ocenie zjawiska zwanego religią.

      Analiza wierzeń ludów nie tylko prymitywenych stanowiła dla wielu myślicieli
      ostatnich stu lat jedyne źródło, na którym opierali swoje poglądy o wierzeniach
      pierwotnych. Każdy badacz uważał za swoją powinność konstruowanie teorii
      najwcześniejszych wierzeń:
      - zdaniem Maxa Mullera - taką postacią był kult nieskończoności,
      - zdaniem P. Tielego i B. Tylora - kult dusz i duchów,
      - według E. Durkheima - totemizm grupowy,
      - według T. Preussa - nieporadne zabiegi magiczne,
      - zdaniem R. Otto - mistyczna trwoga uwarunkowana czynnikami metafizycznymi,
      - według M. Eliadego - poczucie jedności ducha indywidualnego z wszechświatem.

      Często spotykane dywagacje w tym zakresie nie dają niestety absolutnie żadnego
      rozstrzygnięcia tej materii, by móc świadomie optować za jakąkolwiek z nich.

      Może postawmy więc pytanie – czym jest religia?

      Przedmiotem religii jest „Byt Transcendentny” (inaczej Bóg), który wymyka się ze
      wszystkich doświadczeń w ścisłym tego słowa znaczeniu nie wyłączając także
      teologicznych. Trudności jawią się także ze strony samego człowieka, jako
      podmiotu aktu religijnego nie tylko w naszym kraju i nie tylko katolicyzmie,
      będącego jednocześnie rzeczywistością nie do końca zbadaną, nie mówiąc już o
      jego walorach zindoktrynowanego „uduchowienia”.
      Religia pozostaje więc nadal relatywną tajemnicą zarówno dla nauki, głosicieli
      religii jak i dla samego człowieka.

      W starożytności i średniowieczu próbowano wyprowadzać "definicję" religii ze
      samego słowa religia. I tak:
      - Cycero wywodził termin "religia" od słowa łacińskiego "relegere", co znaczyło
      "odczytywać na nowo";
      - Laktancjusz od słowa "religere" (wiązać, spajać) i określał religię jako
      związanie człowieka z Bogiem;
      - św. Augustyn od "religare" - ponownie wybierać.
      - Św. Tomasz z Akwinu twierdził, że "religia jest sprawnością (cnotą), na mocy
      której człowiek oddaje Bogu należną Mu cześć".
      - E. Durkheim uznawał, że "religia stanowi jednolity system wierzeń i praktyk,
      które zespalają w jedną wspólnotę moralną, zwaną Kościołem, tych wszystkich,
      którzy do niej należą"
      - A. N. Whitehead napisał: "Religia jest wizją czegoś, co znajduje się ponad,
      poza i wewnątrz strumienia bezpośrednich rzeczy; czegoś, co jest realne i
      zarazem jeszcze oczekuje realizacji; czegoś, co jest odległą możliwością a
      zarazem jest największym z realnych faktów; czegoś, co nadaje sens wszystkiemu,
      co przemija i wymyka się poznaniu; czegoś, czego posiadanie jest ostatecznym
      dobrem a co jest ponad wszelkim zasięgiem; czegoś, co jest ideałem ostatecznym,
      i zarazem jest beznadziejnym poszukiwaniem".
      - papież Grzegorz VII (1073-1086) doszedł wręcz do rewelacyjnego wniosku -
      "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał";
      - papież Leon X (1513-1521) dzieląc się zrozumieniu istoty religii wyjaśniał -
      "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła".
      - Słowa papieża Leona XIII z 1903 roku 11878-1903) także nie budzą w tym
      zakresie żadnych wątpliwości, że "Kościół wstrzymuje się na razie od
      prześladowania heretyków tylko dlatego, ażeby nie pogarszać stosunków w
      dzisiejszych okolicznościach wyjątkowych, ale bynajmniej nie wyrzeka się prawa
      do tych prześladowań, skoro to tylko stanie się możliwe. Bo Kościół ma prawo i
      ma obowiązek tłumienia błędów dowiedzionych i karania winnych."

      Mam zatem pytanie, który z nich myślał religijnie a który z nich myślał nie
      religijnie?

      Czyżby Słowo Boże można było zestawiać kontra kanonicznym słowom władzy nie
      koniecznie tylko papieskiej bez pomijania ambicji proboszczowskich?

      Skoro mówimy o racjonalności myślenia religijnego, zakładamy więc a priori o
      racjonalności wiary w przekazy religijne. Czy zatem wszystkie te przekazy
      religijne są racjonalne?

      Czy czasem tzw. racjonalność wiary nie jest skrywanym religijnym napięciem
      między elementem racjonalizmu i irracjonalizmu?

      Każda religia jest z jednej strony chce być domeną serca, uczuć, natchnień i
      mistyki, z drugiej zaś racjonalnego namysłu, poszukiwania mądrości, wglądu w
      istotę rzeczywistości i budowania spójnych systemów teologicznych. Czy w religii
      zatem powinno być więcej żarliwego porywu czy głębokiej, mądrościowej refleksji?

      Inaczej mówiąc, co lepiej ukazuje istotę religii: rozum czy serce???
    • kaczynienko Tadek zatroskany o los stoczni 08.04.06, 21:58
      www.ojciec-dyrektor.de/stocznia.htm
    • Gość: a film 15 min. o ks.Rydzyku IP: *.chello.pl 09.04.06, 17:44
      video.google.com/videoplay?docid=-5835749526554211113
    • kaczynienko www.antykler 09.04.06, 18:57
      antykler.wordpress.com/category/kler/
    • edico Chrzest nienarodzonych dzieci 11.04.06, 09:38
      Medycyna Pastoralna - Podręcznik dla kleru katolickiego autorstwa Dr Juliana
      Czarneckiego, lekarza z Gniezna Wydanie Drugie (Nakładem Autora - Gniezno
      1910 r.). Na stronie drugiej czytamy:
      Odróżniamy chrzty wśródmaciczne i pozamaciczne. Wobec chrztów
      wśródmacicznych, które się udzielać winno, jeżeli jest obawa, że dziecko
      nieżywe na świat przyjść może, najlepszem zaspokojeniem dla duszpasterza jest
      sumienny lekarz chrześcianin. Chrzest, udzielony w takich warunkach przez
      akuszerkę, zawsze winien być uważany za wątpliwy, ponieważ z przyczyn
      nizkiego wykształcenia ogólnego i fachowego akuszerek nie ma się gwarancyi,
      czy akt chrztu św wykonany był tak jak się przypisuje. Kościół bowiem wymaga,
      skoro tylko część dziecka może być dosięgniętą, dokonania chrztu, jeżeli już
      nie >per ablutionem< to przynajmniej >per aspersionem<. Za pomocą strzykawki
      możemy zawsze przez mały otwór, sztucznie zrobiony w błonach płodowych, polać
      wodą część ciała dziecka. Przy tej sposobności zaleca się wprowadzenie
      strzykawki przy pomocy palca, ażeby się tym sposobem przekonać, czy
      doprowadzona woda rzeczywiście w bezpośrednią styczność przychodzi z odnośną
      częścią ciała dziecięcego. Chrzest wśródmaciczny albo też dla krótkości
      maciczny, dokonany z zamoczonym w wodzie palcem, jest w każdym razie natury
      bardzo problematycnej, gdyż na palcu się znajdują ca woda przy wprowadzeniu
      palca do części miękkich narządów porodowych zwykle z niego bywa startą, a
      przynajmniej znacznie zmięszaną śluzem lub innemi nieczystemi domieszkami...
      Nie podano, czy ma to być woda święcona czy chociaż sterylna.
      www.racjonalista.pl/kk.php/s,3175
      A jak to jest teraz ?
    • Gość: a ks.Rydzyk na Teneryfie IP: *.chello.pl 11.04.06, 15:06
      wiadomosci.onet.pl/1304752,11,item.html
      • the.bill1 Re: a gdzie jeżdzą pieszczochy Okrągłego Stołu? 14.04.06, 15:18
        Z imienia i nazwiska - prosze wymienić, gdzie jeżdża Ci , co rozkradli Polskę?
        • edico Re: Demiurgia partii rządzącej face to face 15.04.06, 18:23
          img140.imageshack.us/my.php?image=rzadzacapartiakatolicka6ae.jpg
    • Gość: Ed Podejrzany o wyłudzenia ksiądz wciąż wykorzystuje IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.04.06, 14:39
      Podejrzany o wyłudzenia ksiądz wciąż wykorzystuje ludzką naiwność. Przeniósł się
      tylko z Osobowic do Leśnicy. Lech K. zapewnia, że nie sprzedaje ziół, nie leczy
      dotykiem i nie obiecuje nikomu wyjazdu za granicę. Tymczasem na policję
      zgłaszają się kolejni ludzie, którzy stracili powierzone mu pieniądze.

      O Lechu K. zrobiło się głośno w lipcu ubiegłego roku. W wynajętym domu przy
      Lesie Osobowickim we Wrocławiu prowadził Instytut Jerozolimski Świętego Jana
      Umiłowanego Ucznia. Jako polskokatolicki ksiądz odprawiał tam msze, udzielał
      porad duchowych i sprzedawał lecznicze zioła. W osiedlowych gazetach oferował
      pomoc w załatwieniu wyjazdu do Australii. – Dałem się na to nabrać – opowiada ze
      złością pan Piotr, wrocławianin. Woli zachować anonimowość, bo mówi, że nie ma
      się czym chwalić. – Chciałem ze znajomym trochę dorobić. Zapłaciłem za dwie
      osoby 2800 zł. Ale po kilku dniach stwierdziłem, że w tym może tkwić jakiś kant.
      W umowie był zapis, że klient może się z niej wycofać i odzyskać pieniądze. Pan
      Piotr poszedł do Lecha K., który wówczas ogłaszał się jako ojciec Mateusz L., i
      zażądał zwrotu gotówki. Na próżno. Więc zgłosił sprawę policji.

      Rzymskokatolicka kuria metropolitalna uznała, że działalność Lecha K. jest
      niebezpieczna i ostrzegła przed nim swoich wiernych. – Chcę tylko pomagać,
      leczyć ziołami. Ale jak widzę, zioła mogą być katolickie lub nie. Pewnie to, co
      ja rozdaję chorym, to jakieś diabelskie ziele – szydził wówczas. Lechem K.
      zainteresowała się też policja. Sąd aresztował go na dwa miesiące pod kilkoma
      zarzutami. Wśród nich było oszustwo w pośredniczeniu przy załatwianiu pracy,
      przywłaszczenie samochodu i groźby karalne.

      Prokurator nic nie może

      Prokuratura jeszcze nie zamknęła śledztwa w jego sprawie. Lech K. nie trafił do
      aresztu, ale pozostaje pod policyjnym dozorem. Co tydzień musi się meldować w
      komisariacie na Psim Polu. Robi to, a później, w wynajętym w Leśnicy domu, znowu
      obiecuje wyjazdy do Australii. – Wiemy o tym, bo zgłaszają się kolejni
      poszkodowani – przyznaje prokurator Elżbieta Orzeł. – Ale ciągle jeszcze brakuje
      nam dowodów, które przesądziłyby o jego winie. Nieoficjalnie wiemy, że
      prokuratura czeka na dokumenty z ambasady Australii w Warszawie.

      Tylko rejestruje

      Lech K. daje ogłoszenia w gazetach powiatowych. Sygnały o tym bez przerwy
      docierają do proboszcza parafii św. Jadwigi w Leśnicy. – Po trzydziestym
      telefonie od ludzi z okolic Jeleniej Góry i Wałbrzycha, pytających, czy znam
      tego księdza, wybrałem się do niego z wizytą – opowiada ks. Krzysztof Szuwart. –
      Powiedział mi, że jest księdzem polskokatolickim i że założył stowarzyszenie św.
      Jana Ewangelisty. Lech K. mieszka przy al. Klonowej we Wrocławiu. Na jego
      domofonie widnieje napis: Johanniter International. To charytatywna organizacja
      międzynarodowa, która zrzesza stowarzyszenia chrześcijańskie z różnych krajów.
      Jej siedziba znajduje się w Brukseli.

      Obrona przez atak

      – Pracuję nad zarejestrowaniem filii we Wrocławiu – wyjaśnia Lech K., ubrany w
      czarną koszulę i spodnie, ale bez koloratki. Tłumaczy, że napis umieścił z myślą
      o zagranicznych gościach, którzy przyjeżdżają do niego raz w miesiącu.
      Przyznaje, że czuje w sercu potrzebę pomagania ludziom, ale na razie nic nie
      robi. Nie leczy dotykiem, nie pośredniczy w wyjazdach dokądkolwiek. – Tym
      bardziej nie sprzedaję ziółek, bo ukradli mi je policjanci wraz z szatami
      liturgicznymi – mówi mężczyzna. – Stało się to po moim aresztowaniu. W sumie
      straciłem 43 tysiące zł. O tworzonej we Wrocławiu komórce Johanniter
      International nic nie wiedzą w Stowarzyszeniu Joannici Dzieło Pomocy, które do
      niego należy. – Musimy skontaktować się z tym panem jak najszybciej i wyjaśnić
      sprawę – powiedziała nam Roksana Wereszka z zarządu stowarzyszenia. •

      Ksiądz bez teczki

      Kuria biskupia Kościoła polskokatolickiego potwierdza, że Lech K. odebrał
      święcenia w 1971 r., ale w tej chwili jest już tylko byłym księdzem. Najpierw
      sprawował posługę kapłańską w Kielcach, prowadził parafię polskokatolicką w
      Kosarzewie, potem poprosił o zgodę na wyjazd do USA. Dostał ją. Nie wiadomo
      dokładnie, kiedy został przeniesiony do stanu świeckiego, bo teczka z jego
      aktami zaginęła. Dokumentów nie przekazał do archiwum zmarły bp Tadeusz
      Majewski. Są jedynie prywatne notatki biskupa o wydalonym z Kościoła Lechu K.
      Ten mężczyzna nie ma więc prawa używać habitu ani tytułować się księdzem.

      Kościół polskokatolicki

      Nazywany Polskim Kościołem Narodowo-Katolickim, powstał w 1898 r. w USA, po
      nieporozumieniach pomiędzy amerykańską Polonią a jej biskupami. Poszło o zarząd
      dobrami kościelnymi, a także sprawy duszpasterskie. Polacy wysłali do Rzymu
      delegację. Nie spodobała im się odpowiedź Stolicy Apostolskiej, więc w grudniu
      1898 r. wierni z parafii św. Stanisława w Scranton wypowiedzieli kanoniczne
      posłuszeństwo biskupowi i papieżowi. Zostali ekskomunikowani.

      Anna Gabińska, Anna Waszkiewicz )
      wiadomosci.wp.pl/kat,12471,wid,8265215,prasaWiadomosc.html
      • edico Re: W imię Chrystusa 12.04.06, 20:04
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=40192268
    • edico Rydzykowe skomlenie o przebaczenie 12.04.06, 14:54
      Ojciec Tadeusz Rydzyk prosi na antenie Radia Maryja o przebaczenie "za błędy".
      Od rana stacja emituje specjalne oświadczenie dyrektora rozgłośni. Rydzyk
      przeprosił wszystkich, którzy poczuli się dotknięci wypowiedziami "jednego z
      najbardziej znanych polskich felietonistów". Chodzi o antysemicki felieton
      Stanisława Michalkiewicza, w którym padło sformułowanie o "przedsiębiorstwie
      holokaust".

      Przebaczamy wszystkim czyniącym nam zło, i również prosimy o przebaczenie
      naszych popełnionych błędów - mówił ojciec Rydzyk.

      Jednocześnie redemptorysta mówił, że nie wprowadzi na antenie cenzury, a
      mikrofon rozgłośni pozostanie otwarty. "Liberalnym mediom" zarzucił kampanię
      oszczerstw i zmasowany atak na Radio Maryja. Odniósł się w ten sposób także do
      informacji "Gazety Wyborczej" o pieniądzach, jakie redemptoryści stracili
      inwestując przed laty w przedsiębiorstwo ESPEBEPE oraz w gazetę "Ilustrowany
      Kurier Polski".
      (mn)
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8265680,wiadomosc.html
    • Gość: Ed Pokolenie JP2 – jakie jest? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:17
      Nie mogąc znaleźć zadawalającej odpowiedzi na postawione w ten sposób pytanie
      podjąłem się w miarę samodzielnej próby wyjaśnienia i sprecyzowania tego
      zjawiska odmienianego przez wszystkie przypadki przez nasze media po śmierci
      Jana Pawła II. Zacznijmy może od rozbioru logicznego próbując odczytać treści
      zawarte w tym haśle.

      A więc pokolenie (generacja) - to wszyscy potomkowie pary rodzicielskiej lub
      większej grupy osobników, którzy w jednakowym stopniu wywodzą się od nich. Ze
      zrozumiałych względów takie odniesienie zupełnie upada.
      Określenie „Pokolenie JP2” jest więc w tym kontekście co najmniej dyskusyjne i
      może nawiązywać co najwyżej do bardziej trafnego moim zdaniem określenia
      „Pokolenia Kolumbów”. Ale i takie odniesienie niczego nie wyjaśnia.

      Można zatem przyjąć co najwyżej założenie, że to uogólniające hasło to zostało
      wylansowane propagandowo i podtrzymywane przez jakąś grupę ludzi, dla których
      papież stał się największym autorytetem.

      Czym jest więc ten autorytet? W słowniku Kopalińskiego czytamy: Społeczne
      uznanie, prestiż osób lub grup i instytucji społecznych oparte na cenionych w
      danym społeczeństwie wartościach.
      Grupa osób to jeszcze nie społeczeństwo w sensie largo a co najwyżej w sensie
      stricto jakieś środowisko o jakichś wspólnych cechach. Ale powstaje znowu
      pytanie - jakich?

      Skoro dotychczasowe próby rozważań nie są w stanie dać żadnej rozsądnej
      odpowiedzi w tej kwestii, koniecznością wydaje się podjęcie próby odszukania
      tych uznawanych wartości w grupie chcącej tak usilnie nosić miano „Pokolenia
      JP2” bezpośrednio w jego spuściźnie pontyfikalnej.
      Pozostaje więc rozważania w zakresie utożsamiania się z „Pokoleniem JP2” oprzeć
      li tylko i wyłącznie o jego ogólnie znane dokonania, które w tym środowisku
      mogły zdobyć aż taki aplauz. Spróbujmy to zrobić spokojnie po kolei, co wcale
      nie znaczy, że ta próba rości sobie jakiekolwiek prawa do kompleksowego
      wyciągania wniosków z tego zjawiska. Wątek będę rozpatrywał w punktach w ramach
      dostrzeżonych problemów i ewentualne uwago bardzo proszę dla porządku dyskusji i
      prezentowanych poglądów zamieszczać stosownie do kwestii ujętych w
      poszczególnych tematach.
      • Gość: Ed 1 - Wzrost potęgi "Opus Dei" IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:25
        Wzrost potęgi Opus Dei.Jan Paweł II - w odróżnieniu od swych poprzedników –
        poparł wzrost wpływów Opus Dei. Tej Półtajnej, integrystycznej,
        fundamentalistycznej (jeżeli nie fanatycznej) organizacji wewnątrz Kościoła.
        „Dzieło” bo tak się je teraz nazywa, od roku 1982 zorganizowane jest w formie
        prałatury personalnej, quasi-diecezji lub biskupstwa, lecz bez określonego
        terytorium. Jest więc wszędzie i nigdzie, czyli zupełnie tak samo jak loże
        masońskie. Ewenement na skalę całego Kościoła. Wcześniejsi papieże odmawiali
        takiego uprzywilejowania. Biskupi pozbawieni zostali praktycznie władzy nad tą
        instytucją, która podporządkowana jest bezpośrednio papieżowi. Janowi Pawłowi II
        mało więc było informacji dostarczanych przez bezpośrednio do tego celu
        powołanych zakonów jezuitów czy dominikanów, bądź też nie darzył ich odpowiednim
        zaufaniem tworząc kolejny niezależny system przepływu informacji i oddziaływania
        na kształtowanie sytuacji w imperium watykańskim. O wadze tego zagadnienia dla
        JP2 świadczy fakt beatyfikacji założyciela tej organizacji Josamerii Escrivy de
        Balaguery Balasa już w 17 lat po jego śmierci (jeszcze nikt nigdy nie był tak
        szybko beatyfikowany). Starzy członkowie Opus Dei opisywali Josamarię Escrivę
        jako megalomana, łatwo wpadającego w gniew, kłamliwego, antyfeministę, sympatyka
        faszyzmu i antysemitę, związanego niejedną nicią z faszystowskim reżimem
        frankistowskim. Przypisywany mu cud (uzdrowienie kobiety chorej na raka) budził
        wątpliwości wielu ekspertów (np. Bernardo Vali).
      • Gość: Ed 2- Walka z teologią wyzwolenia IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:34
        JP2 zwalczał teologię wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej (czyli tzw. Kościół
        ubogich), który odżegnywał się od bogatych i działał w imieniu i na rzecz
        biednych (patrz: dokumenty Ratzingera „O niektórych aspektach teologii
        wyzwolenia” z 3 września 1984 r. i „O wolności chrześcijańskiej i teologii
        wyzwolenia” z 5 kwietnia 1986 r.). To na skutek jego interwencji zostało
        wstrzymane działanie programu „Słowo i życie” Stowarzyszenia Zakonników Ameryki
        Łacińskiej, której celem była „alfabetyzacja biblijna” prowadzona z perspektywy
        ludzi ubogich. Nie jest to pierwszy raz, kiedy Kościół wzbraniał wiernym dostępu
        do Pisma Świętego. Jan Paweł II niestety wpisał się w tę smutną tradycję.
        Posądzanie tego ruchu, „w którym wiara i sprawiedliwość społeczna łączą się w
        jednej gorącej pasji” (Valii, „La Republica”) o ciągoty marksistowskie jest z
        gruntu fałszywa nie tylko w swojej ogólnej formie. Arnulfa Romero, który przybył
        do niego zaraz po obraniu go na papieża z kraju ogarniętego wojną, gdzie groziła
        mu śmierć z prośbą o pomoc i wsparcie zachęcił jedynie, by utrzymywał on lepsze
        stosunki z oligarchicznym rządem 14 rodzin (Vali, „La Republica” z 13 maja 2001
        r,, „Kto rządzi za spiżową bramą”). Rok później Romero ginie od salwy karabinu
        maszynowego podczas mszy trzymając w ręku uniesioną hostię.
      • Gość: Ed 3. Prawa człowieka IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:35
        Wiemy, z jaką energią i siłą głosił owe prawa Jan Paweł II, chociaż – jak
        powiedział otwarcie z okazji czterdziestolecia ONZ – nie można ich akceptować
        bezkrytycznie. W liście z 10 grudnia 1980 r. do biskupów brazylijskich pisze:
        „Prawa człowieka ważne są tam, gdzie respektuje się prawo Boże. Jeśli chce się
        doprowadzić do kompromisu, zapominając o tym ostatnim, albo spychając go na
        margines, kompromis taki będzie iluzoryczny, niewystarczający i nietrwały”. W
        przemówieniu w Monachium z 3 maja 1987 r. mówi: „Dziś wiele mówi się o prawie
        człowieka. Nie mówi się jednak o prawie Bożym” (?). I dodał: „Oba te prawa są
        ściśle ze sobą związane. Tam, gdzie nie respektuje się Boga i Jego prawa,
        człowiek nie jest zdolny sprawić, aby respektowano prawa człowieka. Trzeba oddać
        Bogu, co Boże. Tylko w ten sposób będzie można dać człowiekowi to, co
        człowiecze”. Myśl tę kontynuował Jan Paweł II dalej przy okazji beatyfikacji
        pewnego jezuity, ofiary faszyzmu twierdząc: „W sposób oczywisty doświadczyliśmy,
        także w zachowaniu się kierownictwa narodowego socjalizmu, że bez Boga nie
        istnieją solidne prawa dla człowieka.” Stanowisko JP2 nie jest żadnym novum w
        watykańskiej polityce.
        Zanim została proklamowana Deklaracja ONZ, „l’Osservatore Romano (z dnia 15
        sierpnia 1948 r.) opublikowało oficjalny komunikat napisany przez Piusa XII,
        dziś już całkowicie zapomniany, któremu nigdy nawet nie starano się zaprzeczyć:
        „A więc to nie Bóg, lecz człowiek zwiastuje ludziom, że są wolni i równi,
        wyposażeni w świadomość i inteligencję i powinni traktować się jak bracia. Są to
        ci sami ludzie, którzy stroją się w szatki przywilejów, których w każdej chwili
        – jeśli zajdzie taka potrzeba – mogą się pozbyć”. Taka jest linia tradycyjnej
        krytyki praw człowieka stosowanej także przez JP2. Kiedy Jan XXIII w roku 1963 w
        swoim „Pacem In terris” zacytował przez długie lata ten tekst Pacelliego
        zwracając uwagę na to, że „niektóre rozdziały tej Deklaracji wzbudzają
        gdzieniegdzie pewne słuszne zastrzeżenia” – zapytany o nie powiedział bez
        „ogródek” i „wątpliwości”, że podstawą przyczyną był „BRAK FUNDAMENTALIZMU
        ONTOLOGICZNEGO”. Chodzi o to, że prawa człowieka oparte są jedynie na słabym i
        niepewnym gruncie woli człowieka.
      • Gość: Ed 4. JP2 – Pochwała konkwisty IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:36
        Papież święcił hucznie obchody „500-lecia ewangelizacji Ameryki Łacińskiej,
        podczas gdy postępowe środowiska katolickie domagały się, aby papiestwo
        wykorzystało tę rocznicę do przeproszenia za zbrodnie wobec Indian (zob. np. akt
        końcowy Trzeciej Europejskiej Konferencji na rzecz Praw Człowieka w Kościele,
        ustęp 7 z 12 stycznia 1992 r.). Podczas otwarcia z tej okazji Latarni Kolumba na
        Santo Domingo (w kształcie olbrzymiego krzyża) powiedział: „Zgromadziliśmy się
        przed latarnią Kolumba, która swą formą krzyża ma symbolizować krzyż Chrystusa
        wbity w tę ziemię w 1492 roku. W ten sposób chciano zarazem uczcić wielkiego
        admirała, który dał pisemny wyraz swojej woli: Ustawiajcie krzyże na wszystkich
        drogach i traktach, żeby im Bóg pobłogosławił (zapewne świętym mieczem
        najeźdźców- eksterminatorów – przyp. wł). Tak rozpoczęła się siejba cennego daru
        wiary.” Jak to się skończyło – wszyscy wiemy :((
        Bardzo słusznie podsumowała to pewna Indianka twierdząc, że od czasów Kolumba
        zaczął się „proces eksterminacji, który nigdy nie ustał”, a rok 1992 nie jest
        żadnym powodem do świętowania, gdyż „Holokaustu popełnionego na Żydach też się
        przecież nie celebruje, tylko oddaje cześć pamięci ofiar ludobójstwa”.
      • Gość: Ed 5. JP2 – Pozorny ekumenizm IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:37
        Ekumenizm papieża nie był szczery, o czym świadczy deklaracja „Dominus Jesus”,
        której wymiernym skutkiem jest np. gwałtowne pogorszenie się stosunków z
        hinduizmem, które do tej pory były poprawne. Dobre stosunki z anglikami
        zaprzepaściła reakcja papieża na wprowadzenie kapłaństwa kobiet w tamtejszym
        Kościele. Z prawosławiem (takim samym odłamem chrześcijaństwa, jak katolicyzm i
        który najmniej różni się od niego) stosunki układają się jak najgorzej. Na
        stosunki watykańsko-żydowskie niekorzystnie wpłynęła beatyfikacja Piusa IX,
        który był „aktywnym antysemitą” (np. słynny casus porwania dziecka żydowskiego,
        które wychował na katolickiego księdza), a Żydów nazwał „psami”. Nawet w
        stosunkach z protestantami, z którymi relacje były względnie dobre, nie obywały
        się bez zgrzytów.
        ”(…) ekumenizm ucierpiał w wyniku położenia nacisku na autorytet papieża.
        Wysiłki zmierzające do zajęcia przyjaznej postawy wobec innych kościołów i
        religii stały się w ten sposób odległym marzeniem”
        (The Economist)
        Jako ciekawostkę „ekumenizmu nadwiślańskiego” w czasie pielgrzymki papieża w
        czerwcu 1999 r. można uznać fakt urządzenia uroczystej mszy ekumenicznej w
        Drohiczynie, w której wzięli udział m.in. prawosławny arcybiskup Sawa i
        ewangelicki biskup Jan Szarek. Usadzono ich obydwu na krzesłach, podczas gdy
        papież siedział na olbrzymim (dwumetrowym) tronie, z którego nawoływał do
        jedności chrześcijan. Wniosek - w tym ekumenizmie Jana Pawła II każdy musi znać
        swoje miejsce…
      • Gość: Ed 6. JP2 – umacnianie absolutyzmu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:38
        Jan Paweł II nie tylko nie zdobył się na decentralizację władzy kościelnej, ale
        zrobił wszystko w kierunku umocnienia centralizmu i absolutyzmu w Kościele.
        Ogłosił np. że kościelne przepisy kanoniczne są rozkazami Boga. Wzmacniał
        tradycję zrównywania papieskich decyzji z mocą samej Biblii (np. 12 listopada
        1988 r., gdy podczas kongresu na temat teologii etycznej Opus Dei ogłosił, że
        poglądy etyczne zawarte w encyklice „Humanie vitae” staną się od tej chwili
        częścią doktryny katolickiej. Tym samym etyka encykliki została zrównana z
        takimi naukami Biblii jak zmartwychwstanie czy odkupieńcza śmierć Jeshua. W
        zestawieniu z jego poprzednikiem Janem XXIII zawsze przeciwnym najwyższej mocy
        papieskich rozporządzeń, w tej kwestii Jan Paweł II wypada mimo wszystko
        mizernie. Jan Paweł II wprowadził wewnętrzną cenzurę w Kościele („Instrukcje
        dotyczące pewnych aspektów wykorzystywania społecznych środków przekazu” z 30
        marca 1992 r.). Od tej chwili publikacje wszystkich kapłanów i zakonników muszą
        być wcześniej przedstawione do wcześniejszego sprawdzenia specjalnek „komisji do
        spraw wiary” przy episkopatach krajowych. Z inicjatywy Jana Pawła II po
        zakończeniu 23 konferencji episkopatów Europy w dniu 14 grudnia 1991 r.
        zniesiono m.in. Radę Europejskich Konferencji Episkopatów i zastąpiono ją nową
        „radą”, w której wszelka władza należy do papieża. Na początku lat 90-tych
        mianował niechcianego przez ok. 80% wiernych oraz cały episkopat w diecezji
        Chur-Zurych, nowego biskupa pochodzącego z Opus Dei Wolfganga Haasa, wzywając
        wszystkich do posłuszeństwa i lekceważąc opinię ludzi, którzy mieli inne poglądy
        niż „opusdeista” na sprawy wyznawania wiary i sposobu jej wyrażania. Swoją
        wymowę do nieposłusznych Szwajcarów zakończył słowami: „Ten, kto wypiera się
        biskupa, wypiera się Boga”. Ten przykład unaocznia nie tylko niezwykłą potrzebę
        demokratyzacji struktur Kościoła, ale też bezduszną arogancję „Pana na włościach
        watykańskich” wobec opinii wiernych.
      • Gość: Ed 7. JP2 – Zakaz antykoncepcji IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:38
        Jan Paweł II zakazując antykoncepcji, odżegnał się tym samym od kierunku zmian
        zamierzonych przez Jana Pawła I (1978). „W dziedzinie polityki zagranicznej
        sprawy kontroli urodzeń zapewniają Kościolowi miano siły nieodpowiedzialnej i
        obstrukcyjnej w każdej dyskusji nad przeludnieniem, ubóstwem a przede wszystkim
        walką z AIDS.” (The Economist z dnia 27 stycznia 2004 r.). Pewien młody ksiądz
        po wysłuchaniu papieskiego wezwania do wszystkich aptekarzy świata w 1991 r. o
        nie sprzedawanie środków antykoncepcyjnych skwitował krótko: „papież żyje na
        księżycu”.
      • Gość: Ed 8. JP2 – Zakaz aborcji IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:39
        Holenderski dominikanin Theo Koster ustosunkowując się do tej kwestii
        powiedział: „Aborcja to wielki problem. Też jestem przeciwko aborcji. Bóg
        chciał, żeby człowiek żył. Ale kiedy widzę ludzi przychodzących do mnie ze
        swoimi olbrzymimi problemami, to wiem, że sprzeciwiając się aborcji byłbym
        przeciwko tym ludziom. Niestety, dla papieża mówienie o takich niuansach jest
        niemożliwe. U nas w Holandii, mimo że aborcja jest legalna, mamy jeden z
        najniższych na świecie wskaźników zabiegów. Więcej jest w katolickiej Polsce i
        Hiszpanii. Nasz rząd próbował rozmawiać o tym z Rzymem, ale to nie działa, bo
        papież mówi „nie” i koniec.
        (Fronda, marzec 1998)
      • Gość: Ed 9. JP2 – Utrzymywanie fikcyjnego celibatu duchowie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:40
        Jan Paweł II nie dość, że nie złagodził wymogów celibatowych, to jeszcze
        dodatkowo je zaostrzył. Jego poprzednik Paweł VI (1963-1978) „niemal z reguły
        załatwiał pozytywnie prośby księży o zwolnienie ich ze ślubowania czystości i
        wyrażenie zgody na zawarcie związku małżeńskiego (…). Jan Paweł II z reguły (…)
        prośby takie odrzuca.
        (Z. Morawski)
        W roku 1986 było ok. 10.000 żonatych księży katolickich, których nie pozbawiono
        uprawnień kapłańskich ze względu na brak zastępców dla ich parafii (nie miał by
        kto ściągać podatków od boskiego czasu – hi).
      • Gość: Ed 10. JP2 – przeciw prawu i moralności IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:40
        Za czasów JP2 kardynał Ratzinger przypomniał wszystkim biskupom o obowiązującej
        instrukcji dotyczącej ukrywania księży pedofilii”. Tajny dokument kościoła
        „INSTRUCTIO DE MODO PRCEDENDI IN CAUSIS SOLLICITATIONIS (...) ;omnes et signuli
        ad tribunal quomodocumque pertinentes vel propter eorum officium ad rerum
        notitiam admissi arctissimum secretum, quod secretum Sancti Officii communiter
        audit, in omnibus et cum omnibus, sub poena excommunicationis latae sententiae,
        (...)”
        Oznacza to (...) wszyscy i każdy z osobna przed trybunałem w jakimkolwiek
        charakterze stojący lub gdyby kto z racji swego urzędu o sprawie tej
        (przestępstw seksualnych księży) uzyskał wiedzę zobowiązany jest do zachowania
        najściślejszej tajemnicy, która jest traktowana jako tajemnica Świętego Urzędu,
        wszędzie i wobec każdego, pod groźbą ekskomuniki latae sententiae.

        CO TO JEST ? To jest tajna instrukcja sygnowana przez papieża Jana XXIII w dniu
        16 marca 1962 roku, a więc już za życia większości internautów ! O powadze z
        jaką Jan Paweł II traktował tę sprawę może świadczyć memorandum przesłane do
        wszystkich biskupów przez kardynała Ratzingera, szefa Kongregacji Doktryny Wiary
        w 2001 roku !!!. Sprawa posiada dwa aspekty - etyczny i praktyczny. W wymiarze
        etycznym godzi się uprzejmie zapytać naszych pasterzy, jakie wartości
        chrześcijańskie (lub inne)rozwijają w sobie stawiając wyżej dobro Kościoła, niż
        dobro dzieci gwałconych przez pedofili w koloratkach? W wymiarze praktycznym
        tajna instrukcja papieża stanowi doskonałe usprawiedliwienie dla biskupów
        tuszujących odchylenia swoich proboszczów i własne. Po prostu tylko wykonywali
        rozkazy.... Co więcej, jeżeli wasze dziecko zostanie zgwałcone w szkole przez
        księdza katechetę, jego koledzy po fachu też mają siedzieć cicho, bo inaczej
        może ich dosięgnąć ekskomunika latae sententiae. W samych tylko USA, tylko w
        jednej diecezji bostońskiej 500 ofiarom pedofili w koloratkach diecezja ma
        wypłacić około 85 000 000$ odszkodowań za straty moralne. Słowa Woltera słusznie
        brzmią do dzisiaj: "Boże strzeż nas przed Kościołem".”
        Dodatkowo złożoność sytuacji polega jednak na tym, że biskup staje wówczas w
        obliczu konfliktu lojalności. Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej
        zobowiązany jest do powiadomienia organów ścigania, ale papieskie zalecenia z
        2001 r., zawarte w liście "Sacramentorum Sanctitatis Tutela", de facto nakazują
        mu zachowanie takiej wiedzy w tzw. sekrecie papieskim, równoznacznym z tajemnicą
        spowiedzi. Kim więc są funkcjonariusze Kościoła katolickiego realizujący
        obowiązek przedkładania nakazów i instrukcji watykańskich ponad prawo państwowe?
        Taka sytuacja najczęściej określana jest, jako agentura.
        • Gość: Ed Re: Katolicyzm jest religią mało użyteczną moralni IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 16:28
          KATOLICYZM JEST RELIGIĄ MAŁO UŻYTECZNĄ W ZASZCZEPIANIU WARTOŚCI MORALNYCH.

          Oprócz, kilku (zresztą dość niefortunnie sformułowanych) norm uniwersalnych
          religia ta nakłada na wiernego liczne powinności i zakazy rozmywające czy wręcz
          dewaluujące pojęcie moralności. Dotyczą one bowiem spraw spoza właściwego
          obszaru zastosowań pojęć dobra i zła.
          Dziwna etyka katolicka z jakiegoś nie mniej dziwnego powodu skupia uwagę głównie
          na sferze seksualnego życia człowieka. Podczas gdy to, co dzieje się w tej
          sferze między dwojgiem, czy dwoma ludźmi, za ich wzajemną , niewymuszoną zgodą,
          nie powinno podlegać restrykcjom etycznym ludzi Kościoła. Jest tu bowiem
          znacznie więcej miejsca na ludzka krzywdę niż, na przykład, w relacjach między
          nauczycielem i uczniem czy między zwierzchnikiem a podwładnym.

          Obsesja antyaborcyjna i potępianie antykoncepcji to już zupełne etyczne
          aberracje. Sekularyzacja ludzi Kościoła wyzwala ich od rozmaitych ograniczeń,
          które arbitralnie narzuca religia dla wiernych.

          Rozszerzając więc zakres wolności człowieka sprzyjać się będzie jego
          samorealizacji i osiąganiu szczęścia nie tylko koniecznie kościelnego wg.
          nieustabilizowanych wyobrażeń jego funkcjonariuszy. Stwarzać to będzie też
          lepsze warunki dla edukacji moralnej w duchu humanizmu .
        • Gość: Ed Re: Katolicyzm, jako los IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.04.06, 20:24
          Teolog niemiecki Johann Baptist Metz powiada, że cała jego teologia (a raczej
          krytyka teologii) wyrosła z przerażenia tym, co się stało w Auschwitz (Teologia
          polityczna, Kraków 2000, s. 235-236). sądzę, że i dla katolika polskiego to
          wydarzenie powinno wpłynąć na myślenie o Bogu. To prawda i nie ulega żadnej
          wątpliwości, że Metz jest Niemcem i zapewne ma szczególnie powody do takiego
          postrzegania teologii. Ale zasadne jest również w tym miejscu pytanie, czy tylko
          teolog niemiecki powinien odczuwać potrzebę odczytania na nowo całej tradycji
          chrześcijańskiej "po tym, co się stało"???
      • Gość: Ed 11. JP2 – Archaiczna teologia IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:41
        Jan Paweł II nie potrafił „unowocześnić” teologii Kościoła, przez co stała się
        ona nie do zaakceptowania dla ludzi myślących, na których najwyraźniej
        Kościołowi i papieżowi nie zależało, ponieważ swoją ewangelizację oparł na
        medialnych tournee i ekstatycznych uniesieniach opartych na igrzyskach własnego
        charyzmatu.
        • Gość: Ed Re: Katolicja fotokopiarka IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 16:10
          Tygodnik „Le Point” przedstawił serię wywiadów z przeciętnymi katolikami
          francuskimi; ludźmi różnych profesji, pochodzącymi z różnych klas społecznych –
          studentami, pracownikami umysłowymi, rolniczką, działaczką katolickich związków
          zawodowych, księżmi. Z ich wypowiedzi wynika jasno, że niełatwo jest być dzisiaj
          we Francji katolikiem. Dlaczego?
          Adrien (student politechniki, lat 20) twierdzi, że jego rówieśnicy postrzegają
          katolików jako przytłumionych, smutnych, zbyt poważnych, ciągle moralizujących i
          w dodatku hipokrytów. Z tego powodu ma poczucie winy. Czuje się zacofany i
          staroświecki. Jego rówieśniczka Honorine – studentka historii na Sorbonie –
          twierdzi, że nawet działając w prezydenckiej prawicowej partii RPR nie ujawnia
          swego katolicyzmu, bo zepchnęłoby ją to do funkcji, jak mówi, fotokopiarki.
          Nawet w tym, wydawałoby się, konserwatywnym środowisku uważa się katolików za
          zacofanych naiwniaków. Pejoratywne określenie „catho” charakteryzuje
          konserwatywnego, staroświeckiego katolika-hipokrytę, na 100 proc. ze szkoły
          prywatnej. A przecież nikt nie chce nosić takiego odium. Claudette (emerytowana
          rolniczka, lat 66) mówi, że jej 30- i 40-letnie dzieci nie chodzą do kościoła,
          choć wnuczki są bardzo zainteresowane religią, gdy są u babci. Twierdzi, że
          niechęć jej dzieci do religii to reakcja na wykorzystywanie kultu Joanny d’Arc
          przez nacjonalistyczną partię Le Pena. Wielu jej wierzących sąsiadów jest
          sympatykami lub członkami Frontu Narodowego, co zniechęca młodsze pokolenia do
          religii katolickiej utożsamianej z nacjonalizmem.
          Gérard (proboszcz z Nantes, lat 60): „Młodzi albo naśmiewają się z religii, albo
          w ogóle się nią nie interesują. – Wolę, gdy mówią: »i tak nie wierzymy w twojego
          Boga« – wtedy przynajmniej można z nimi dyskutować. Ludzie oczekują od księży
          zgodności głoszonych poglądów z aktami życia codziennego. A to jest niezwykle
          trudne. Dlatego Kościół powinien poważnie rozważyć możliwość święcenia żonatych
          księży. Dzisiaj nie można nawet o tym dyskutować. Drzwi pozostają zatrzaśnięte”.
          Aleth (księgowa, matka trojga dzieci, lat 45) mówi, że czuje powołanie do
          kapłaństwa, jednak jako mężatka i kobieta nie może nawet domagać się takiego
          przywileju.
          Z tego zestawu wypowiedzi widać, gdzie leży problem. Z jednej strony trudno być
          prawdziwym katolikiem, bo Kościół wymaga tak wielu poświęceń, z drugiej katolicy
          są ciągle dyskryminowani, atakowani lub ignorowani przez niewierzących, a często
          niepraktykujących katolików. Ciekawe, że dzieje się to w kraju, w którym prawie
          80 proc. dorosłych przyznaje się do wiary katolickiej, jest ochrzczona, brała
          ślub kościelny, choć nie chodzi do kościoła.
          www.tygodnik.com.pl/numer/274911/kubiak.html
          • Gość: Ed Re: Katolicja teologia moralna IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.04.06, 01:46
            O katolickiej moralności mówią podręczniki teologii moralnej, które już przed
            wiekami miały tak złą i ponurą sławę, że Ludovico Sergardii, rzymski prałat za
            czasów papieża Aleksandra VIII (1689-1691), uznał za celowe ostrzec wiernych
            przed ich dobroczynnym wpływem: "Teologia moralna jest tego rodzaju, że czyści
            młodzieńcy winni się wystrzegać zetknięcia z nią, gdyż popadną w jej sidła
            haniebne i zwrócą się ku bezeceństwu. Jakiegoż brudu nie ma w podręcznikach
            teologii moralnej, omawiającej najhaniebniejsze plugastwa..."

            Pius XI (1922-1939) w jednym z okólników oświadczył, że jest rzeczą nie do
            pomyślenia, aby jakakolwiek społeczność chrześcijańska, pozwalała wiernym na
            swobodę wyboru sposobu pojmowania rzeczy wiary.

            "Grzesznik nie jest po to, aby się nawrócił, lecz aby dalej grzeszył i płacił" -
            orzekł papież Innocenty VIII (1484-1492).

            Kościół rozgrzeszał tyranów i błogosławiąc ich, posyłał do nieba, kiedy tylko
            współgrali za życia z kastą kapłańską. Francuscy królowie Ludwik XV czy Ludwik
            XVI, byli rozpustnikami pierwszej klasy, ale chodzili przykładnie na msze i
            płacili duchowieństwu wysokie pensje. I rzecz jasna, w oczach Kościoła nie byli
            źli i niemoralni.

            "Czymże ja będą, Tarnowski - pytał biskup Zebrzydowski - gdy mi w Polsce
            heretyków sądzić nie będzie wolno, woźnym czy biskupem?"

            Gdyby pan prezydent, Aleksander Kwaśniewski miał na uwadze dobro Narodu, z
            pewnością nie byłoby konkordatu, ani ustawy zasadniczej w takim brzmieniu. Skoro
            u schyłku XX wieku, państwo odwołuje się w Konstytucji do Nicości i
            Nadprzyrodzonych Sił, to znaczy, że mamy powrót ku pogańskim wierzeniom i praktykom.

            Wiek XIX obalił papieski tron. Czerwony Garibaldii na czele swoich
            rewolucjonistów, zdruzgotał odwieczną potęgę Namiestnika Chrystusa, i dowiódł
            zdumionemu światu, że z tego powodu żadna katastrofa nie zniszczyła naszej
            ziemi. A i moralność ludzka wcale nie upadła.
      • Gość: Ed 12. JP2- Masowa produkcja świętych IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:42
        W latach 1000 – 1980 kanonizowano ok. 420 osób. Jan Paweł II w czasie swego
        pontyfikatu kanonizował ponad 480 osób! Wyświęcił więc więcej osób, niż wszyscy
        pozostali papieże razem wzięci. Dokonał więcej, niż inni przez tysiąc lat. Z
        tego względu rzeczywiście bardzo słusznie należy mu się miano „Papieża
        1000-lecia”. Uproszczenie procedury ogłoszenia świętymi przez zmniejszenie
        wymagań w stosunku do błogosławionych (wystarczy już tylko jeden cud) i
        skrócenie wymaganego dotąd 5-letniego okresu minimalnego między śmiercią
        kandydata a rozpoczęciem procedury beatyfikacyjnej (np. 4-letni okres dla Matki
        Teresy). W tej sytuacji słowa popularnej piosenki lansowanej w reżimowej
        telewizji w ramach katolickich programów dla dzieci „Ziarno”: „Taki mały, taki
        duży, może świętym być…” nabierają groteskowego wymiaru stosowanej formy
        indoktrynacji kościelnej.
      • Gość: Ed 13. JP2 – Kontrowersyjne wyświęcenia. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:42
        Pius IX (1846-1878), będący dla większości historyków symbolem czarnego
        wstecznictwa. Jako ostatni władca Państwa Kościelnego zapisał się okrucieństwem.
        Kiedy odbił swoje ziemie po buncie ludowym i proklamowaniu republiki, srogo się
        zemścił na pojmanych „buntownikach”. Ścinano i rozstrzeliwano. Prośby o
        ułaskawienie odrzucał powtarzając osławione „nie chcemy i nie możemy”. Wydał
        encyklikę potępiającą postęp, liberalizm i nowoczesną cywilizację. W 1855 r.
        ogłosił Sprzeciw Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych. W imieniu
        Kościoła głosił iż "wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od
        prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga". Wcześniej ,do
        Kongresu Stanów Zjednoczonych kościół wniósł projekt ustawy zabraniającej
        wydobywania z łona ziemi ropy naftowej, którą Bóg tam umieścił, aby czarci w
        piekle mieli czym pod kotłami palić. To on ogłosił, że jest nieomylny (dogmat o
        nieomylności papieża został uchwalony na Soborze Watykańskim I zwołanym 29 VI
        1868 r. przez papieża Piusa IX.). Kiedy odprawiano mszę, na której proklamował
        tę bzdurę, zdarzyło się coś zastanawiającego: w Bazylikę św. Piotra uderzył piorun.
      • Gość: Ed 14. JP2 – Absurd kultu „bogini” Maryi IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:43
        Hubertus Mynarek nazywa go maryjnym papieżem. Kult ten nie tylko nie ma żadnego
        oparcia w Biblii, ale jawnie jej przeczy. W dniu 24 marca 1984 r. Klęcząc pod
        figurą Maryi w obliczu milionów zawierzył… całą planetę Niepokalanemu Sercu
        Maryi. Podkreślał jednocześnie, że jej władza jest podobna do papieża i że
        rozciąga się do wszystkich krańców świata. H. Mynarek podsumowuje: „Jedynie
        papież mógł zrobić coś równie komicznego – albo zdumiewająco bezsensownego”.
      • Gość: Ed 15. JP2 – Kult zdrajcy IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:43
        Rozniecił z nową siłą gorszący o obłudny kult zdrajcy św. Stanisława. Czczony
        jest on jako patron Polski, podczas gdy właśnie on zdradził władcę Polski (m.in.
        Gall Anonim)

      • Gość: Ed Re: Pokolenie JP2 – jakie jest? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 01:44
        Jezuita o. Stanisław Musiał zapytany o polską „pomnikomanię” papieską, odparł:
        „To mnie przeraża”. Nazywa się go Ojcem Świętym, Jego Świątobliwością itp.
        Podczas gdy Jezus, który ma być jakoby założycielem Kościoła katolickiego (?? –
        przyp. wł.), tego surowo zabraniał: „Nikogo na ziemi nie nazywajcie waszym
        ojcem; jeden bowiem jest Ojciec, Ten w niebie” (Mt 23.9). Najwidoczniej
        niektórzy z katolików doczytali się tego zakazu, ponieważ na jednej z
        pielgrzymek wierni z Polski trzymali olbrzymi transparent: „Tatusiu Św. –
        kochamy Cię”. Czyli Bogu świeczkę a diabłu ogarek? :))
        Prawdą jest, że o „tatusiach” Jezus nie wspominał, a więc nie jest to grzechem.
        Jednocześnie ta mniej grzeszna i milsza formuła „Tatuś Święty” nie narusza
        ewangelii Mateusza.
        • Gość: Ed Re: 16. JP2 – Kult jednostki IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 15:47
          Poprawka do powyższego tytułu postu.
      • Gość: Ed 17. Działalność antysoborowa IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 02:09
        Jan Paweł II był niezdolny do kontynuowania kursu głębokich przemian związanych
        z Vaticanum II. „Zamiast kontynuować tę ryzykowną drogę, papież postanowił ów
        proces w dużej mierze zahamować” (The Economist). Podobnie uważa również
        Bernardo Valii na łamach „La Republica”: „Jan Paweł II stara się powstrzymać
        nurty soborowe, które mogły by obalić hierarchię Kościoła katolickiego.
      • Gość: Ed 18. cechy autorytetu środowiskowego Pokolenia JP2 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.04.06, 02:14
        1) megalomana, łatwo wpadającego w gniew, kłamliwego, antyfeministę, sympatyka
        faszyzmu i antysemitę;
        2) zdecydowana negacja „alfabetyzacji biblijnej” prowadzonej dla ludzi ubogich
        przedkładająca w to miejsce pożądane stosunki z oligarchią;
        3) oczekiwanie zwiastowania wolności i równości dla ludzi przez Boga (lub jego
        zastępców na ziemi) wykluczając w tym zakresie jakąkolwiek działalność
        człowieka, jako nieuprawnioną;
        4) przedkładanie symbolu wbicia w ziemię (lub zawieszenia) krzyża ponad prosty i
        nic nie kosztujący gest przeproszenia za dokonane zbrodnie jego imieniu;
        5) ekumenizm pod katolickim dyktatem;
        6) bezduszna arogancja w stosunku do innych w imię własnych ideałów;
        7) nieodpowiedzialna i obstrukcja w każdej dyskusji nad przeludnieniem, ubóstwem
        a przede wszystkim AIDS;
        8) usilne lansowanie idei zakazu aborcji przy znieczulicy na ludzkie często
        olbrzymie problemy;
        9) tolerowanie fikcji kościelnego celibatu kościelnego duchowieństwa;
        10) ukrywanie pedofilii funkcjonariuszy Kościoła przed wymiarem sprawiedliwości
        wbrew prawu państwowemu i moralności nakazując;
        11) opieranie teologia Jana Pawła II na jego własnej charyzmie i igrzyskach
        organizowanych dla ludu w oparciu o oligarchię;
        12) dynamiczny rozwój i ułatwienia produkcji świętych w oparciu o utrzymanie
        tajemnych zasad ich weryfikacji w celu pobudzenie niezbyt wyszukanych ambicji
        wśród wiernych;
        13) lansowanie kontrowersyjnych wyświęceń kościelnych hołdujących wstecznictwu,
        ciemnocie i podporządkowaniu interesom Watykanu;
        14) absurdalne podnoszenie kultu Maryi ignorując jego brak oparcia w Biblii;
        15) dążenie do podporządkowania świeckich władz władzy Stolicy Apostolskiej
        przez rozniecanie kultu zdrajców.
        16) kontynuował kultu papieża jako zastępcy Boga na tej ziemi;
        17) bezwolne poddanie się władzy Kościoła katolickiego.
        • adam81w Ed moze wpadniesz pisac do nas ? Forum kosciol , r 14.04.06, 22:50
          eligia bezKATOcenzury

          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21155
          • Gość: Ed Re: Ed moze wpadniesz pisac do nas ? Forum koscio IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 15.04.06, 18:27
            Musiał bym zmienić nicka, bo mój ktoś w GW zarezerwował :))
            Będę zaglądał.

            Pozdrawiam życząc jednocześnie całamu Forum Wesołych świąt.
      • edico Kpiny z Watykanu w niemieckiej MTV 18.04.06, 20:11
        Zdziecinniały papież - miłośnik sprężynowej skakanki i horrorów - otoczony przez
        kardynałów-bandytów. W taki sposób życie w Watykanie wyobrażają sobie twórcy
        kreskówki "Popetown". W maju serial zobaczą widzowie niemieckiej MTV. Ale
        episkopat zapowiada, że do emisji nie dopuści, a organizacje kościelne
        rozkręcają akcję protestu

        Sprawa kreskówki zburzyła spokój, jaki podczas Wielkanocy zwykle panuje w
        Niemczech. Wytoczono najcięższe działa. - Ten film to wstrętne znieważenie
        naszej wiary - oceniał w Wielki Piątek biskup Fuldy Heinz-Josef Algermissen i
        wzywał do bojkotu MTV.

        Prawnicy kurii arcybiskupiej w Monachium już przygotowują pozwy z żądaniem
        zakazu emisji kreskówki. Jak zapowiada prasa, w sukurs mają im przyjść obrażeni
        niemieccy katolicy i ewangelicy.

        Do chóru oburzonych dołączyli też politycy chadecji. Zarówno bawarski premier
        Edmund Stoiber, jak i szef młodzieżówki CDU Phillip Mißfelder oceniają
        "Popetown" jako "ohydne i tanie efekciarstwo", którego w dobie sporu o
        karykatury Mahometa nie można puścić płazem.

        W trakcie świąt w internecie pojawiła się nawet strona www.stop-popetown.de.
        "Nadszedł czas, byśmy wyrazili nasze niezadowolenie. Jeśli nie będziemy się
        bronić, nikt się nami nie przejmie" - piszą autorzy strony, na której można też
        kupić naklejki i kubki z logo protestu.

        Wyprodukowany trzy lata temu w Wielkiej Brytanii "Popetown" to utrzymana w stylu
        kultowych kreskówek "The Simpsons" satyra na Watykan: na blichtr, komercję,
        kościelną biurokrację i hipokryzję. Papieża (autorzy odżegnują się od porównań
        do Jana Pawła II) przedstawiono jako człowieka o mentalności nadpobudliwego
        dzieciaka, który gania po korytarzach Watykanu, skacząc na pogo-stick, czyli
        sprężynowej skakance, a przy okazji zdarza mu się tratować niewinnych.

        Dlatego rządy nad papieskim miastem i nad całym Kościołem sprawuje klika
        kardynałów spod ciemnej gwiazdy, skorumpowanych i żądnych władzy. Nad chaosem
        stara się zapanować ojciec Nicholas, ale w państwie, którym rządzi infantylny
        papież, jest to niezwykle trudne.

        W 2004 r. serial miał się stać gwoździem programu trzeciego kanału BBC. Stacja
        jednak zrezygnowała z emisji, bo przeciwko "Popetown" zaprotestowali brytyjscy
        katolicy. Podobnie stało się we Włoszech.

        Niemcy być może przełknęliby "Popetown" w ramówce tamtejszej MTV, gdyby nie
        plakat, który zapowiadał serial. Widać na nim okaleczonego Chrystusa, który
        siedzi pod krzyżem i oglądając telewizję, pęka ze śmiechu. "Z krzyża zdjęty",
        "Śmiech zamiast wiszenia (na krzyżu)" - głosi podpis reklamujący "Popetown".

        Sugestia jest jasna: Jezus zszedł z krzyża, by oglądać kreskówkę. - Tu granica
        została przekroczona. Ciężko sobie wyobrazić, że wierzący katolicy i ewangelicy
        uznają to za śmieszne - komentują na www.stop-popetown.de.

        Niemiecka MTV ani myśli odpuścić. - Nie ma mowy o żadnym świętokradztwie -
        twierdzi dyrektor programowy stacji Elmar Giglinger. Jego zdaniem film do emisji
        zatwierdziła Dobrowolna Samokontrola Telewizji, instytucja oceniająca treść
        filmów, w której zasiadają m.in. przedstawiciele Kościołów.

        - Na całe szczęście żyjemy w kraju, w którym wolność słowa dopuszcza też
        kontrowersyjne programy - mówi Giglinger. Apele o wyciszenie sprawy i
        nierobienie MTV darmowej promocji giną w tle.
        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3287466.html
    • edico Gdańska kuria może spłacać długi 14.04.06, 15:36
      Watykan pozwolił gdańskiej kurii sprzedać część jej nieruchomości w celu oddania
      pieniędzy wierzycielom kościelnego wydawnictwa Stella Maris. Tym samym abp
      Tadeusz Gocłowski może zrealizować porozumienie zawarte przed miesiącem przez
      gdańską archidiecezję z bankami i przedsiębiorstwami leasingowymi. Zgoda
      Watykanu była niezbędna, bo w prawie kanonicznym jest zapis, że arcybiskup musi
      uzyskać aprobatę Stolicy Apostolskiej na rozporządzenie majątkiem kościelnym,
      jeśli jego wartość przewyższa 500 tys. dol.

      Według naszych ustaleń w umowie z wierzycielami może chodzić nawet o 70 mln zł.
      Zapłatą będą m.in. działka w nadmorskim pasie pod Władysławowem oraz ostatnia
      siedziba wydawnictwa Stella Maris.
      (sz, rod)
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3276140.html
    • edico Chiny: nie będzie kompromisu w rozmowach z Watykan 14.04.06, 19:23
      Chiny nie pójdą na żaden kompromis w rozmowach z Watykanem w sprawie ponownego
      ustanowienia formalnych stosunków, które zostały zerwane ponad pięćdziesiąt lat
      temu - powiedział chiński przedstawiciel do spraw religijnych.

      "Nie można mówić o odprężeniu" - powiedział zastępca szefa państwowego urzędu
      ds. religii Ki Xiaofei, nie chcąc jednak komentować natury relacji łączącej obie
      strony.

      Ki powiedział w Pekinie, że żaden kraj nie może ingerować w wewnętrzne sprawy
      Chin lub "uznawać dwóch Chin", odnosząc się do żądań Pekinu, aby Watykan zerwał
      kontakty z Tajwanem, które Chiny traktują jako swoje terytorium. Od 1951 r.
      chiński Kościół i Watykan nie utrzymują stosunków -powodem była odmowa Stolicy
      Apostolskiej zerwania kontaktów z Tajwanem.

      U podstaw rozdźwięków na linii Pekin-Watykan leżą też kwestie nominacji biskupów
      przez papieża.Oficjalny Kościół katolicki, zwany także patriotycznym, jest w
      pełni kontrolowany przez władze. To one udzielają zgody na funkcjonowanie
      świątyń, mianują własnych

      księży i biskupów.

      Na pytanie, czy stosunki mogłyby zostać uregulowane do 2008 roku, jak sugerował
      ostatnio nowo mianowany kardynał Hongkongu Joseph Zen, Ki odparł, że "życzenia
      Zena są jego sprawą". Pod koniec lutego Joseph Zen (Zen Ze Kiun), krytyczny
      wobec komunistycznych władz, otrzymał godność kardynalską od papieża Benedykta XVI.

      Według oficjalnych danych, chrześcijanie w Chinach stanowią około jednego proc.
      ludności; ok. 5 mln to protestanci, a 4 mln - katolicy - "patrioci". Liczba
      wiernych Kościoła podziemnego, wiernego Watykanowi, także oceniana jest na około
      pięciu milionów. Na Tajwanie jest około 300 tys. katolików.
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3277446.html
    • Gość: up Re: kk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.06, 13:14
      up
      • Gość: kazik Re: kk IP: *.bois.qwest.net 17.04.06, 03:48
      • Gość: kazik ED ? IP: *.bois.qwest.net 17.04.06, 04:07
        jak to u ciebie wyglada z tymi wesolymi swietami,ktorych wszystkim zyczysz?ja
        podejrzewalem,ze ty ateista i z zadnymi swietami sie nie asymilujesz,szczegolnie
        jezeli chodzi o twe sprawy duchowe.wiem,ze masz ogromna wiedze i myslalem,ze
        z niej skozystasz dajac do zrozumienia innym,jak to naprawde sie ma,co do
        obchodzenia tych obecnych swiat.oczywiscie zgodnie co do podania biblijnego,
        bowiem wiem,ze Biblie znasz.poczatek paschi,jej kontynuacja,ostatnia wieczerza i
        wskazanie co do tego swieta zgodne z dyrektywa Stworcy przekazana przez Jego
        Syna.
        wszystkiego najlepszego dla ciebie i pamietaj,ze juz mniej niz wiecej Pamiatek
        do nowego systemu na ziemi.predzej czy pozniej,a raczej juz wczesniej do objecia
        wladzy przez K.B.nad cala ziemia.nawet wiecej niz z Biblii[mozna by tak
        powiedziec]mowi nam o tym sytuacja polityczno ekonomiczna na swiecie.ty tez o
        tym dobrze wiesz i wierze,ze ktoregos dnia przyznasz mi racje.stac twa
        osobowosc na to bardzo dobrze.a ja nawet licze na ciebie.jeszcze raz,pozdrawiam
        i zycze radosci w zyciu na codzien.
        • Gość: kazik Re: ED ? IP: *.bois.qwest.net 17.04.06, 04:10
          jeszcze,czy to prawda,ze kiedy ten temat osiagnie 2500 wpisow,bedzie
          zlikwidowany? ponoc tak juz w przeszlosci sie stawalo.zobaczymy.
          • Gość: Ed Re: ED ? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.04.06, 21:42
            Gość portalu: kazik napisał(a):

            > jeszcze,czy to prawda,ze kiedy ten temat osiagnie 2500 wpisow,bedzie
            > zlikwidowany? ponoc tak juz w przeszlosci sie stawalo.zobaczymy.

            Jest to częściowa prawda. Wątek posiadający 2500 wpisów zostanie zarchiwizowany
            i więcej po prostu do niego nie będzie można dopisywać. Będzie natomiast można
            sięgać do niego choiciaż by np. dla odświeżenia sobie skąd innąd miłych
            wspomnień o naszej konwersacji. Jak widzisz, można wymieniać sobie poglądy a
            nawet spierać się w miłej atmosferze pełnej szacunku i zrozumienia dla
            adwersarza :))

            Pozdrawiam Kaziu
        • Gość: Ed Re: ED ? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.04.06, 21:36
          Witam Kaziu.

          Moje święta chyba nie wiele odbiegają od świąt wielu innych żyjących w Polsce
          zazwyczaj w miłym gronie najbliższej rodzinny. To, że nie odnajduję Boga ani w
          dziejach, ani w przyrodzie ani też poza nią w niejednokrotnie niedorzecznym i
          szkodliwym – moim zdaniem - ujęciu katolickim, nie jest ani zbrodnią ani żadnym
          błędem względem życia. Dniem świętym (stosownie do Biblii) nazwane święto od
          słowa hebrajskiego „sabat”, które znaczy dosłownie "odpoczywać" a więc wstrzymać
          się od pracy i tyle albo aż tyle. Formy tego świętowania (czytaj odpoczywania)
          ukształtowane zostały w źródłach kanonicznych na potrzeby organizacji Kościoła i
          nie wiele mają wspólnego nie tylko z dobrze pojętym tzw. uduchowieniem mającym
          kształtować świadomy stosunek do świata i otoczenia, ale nawet z Biblią. Zwróć
          uwagę, że te wszystkie zwyczaje pojawiały się kształtowały się w miarę rozwoju
          chrześcijaństwa a w drugim tysiącleciu pod dyktando katolickich ośrodków władzy
          religijnej. Generalna ogólna dyrektywa dla wiernych jest jednaka we wszystkich
          religiach, niestety paskudnie zniekształcana przez organizacje religijne
          wyłącznie dla swoich politycznych i materialnych potrzeb. Już samo to
          zdecydowanie odbiega od wartości humanitarnych, którymi religie tak się afiszują
          ca co dzień.

          Co do objęcia władzy przez K.B. mam sporo wątpliwości w zakresie interpretacji
          samego obiecująco brzmiącego hasła. Jeżeli jednak ta władza ma być obejmowana
          przez zastępców Boga na ziemi, to Boże strzeż przed takimi następstwami. Jeżeli
          ma to jednak zrobić sam Bóg, to dla czego to zaniechanie do dnia dzisiejszego
          nosi znamiona grzechu lenistwa???

          Jeżeli wszechmocny i wszechwiedzący Bóg dopuszcza do takiego stanu jaki jest i
          nie reaguje, działa w pełni zatem świadomie i wyciąganie jakichkolwiek
          konsekwencji w ujęciu katolickim jest najczystszą formą sadyzmu. Kazus Barabasza
          jest tu chyba aż nadto wystarczający dla uzasadnionego skrytykowania
          nieodpowiedzialnych fanaberii urzędników kościelnych od szczebla najwyższego do
          najniższego. Mając z tym bez mała i coraz częściej na co dzień, wszelkiego
          rodzaju święta wolę spędzać osobiście w znacznie przyjemniejszej atmosferze bez
          snobizmu i ksenofobii w narzucanym wyścigu o najlepszą formę świątecznego
          czczenia Boga. Odrzucając jako jedynie słuszny katolicki model konceptualny,
          możemy nauczyć się także wiele z innych modeli wytworzonych przez inne kultury
          czy tradycje.

          Nie mniej jednak dziękuję za życzenia świąteczne i pamięć. Mam szczerą nadzieję,
          że Twoje święta upłynęły również przyjemnej rodzinnej atmosferze.

          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka