Dodaj do ulubionych

Warto zdobyć się na tę odwagę

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.08, 23:56
Przeciwstawienie się władzom wymaga odwagi. Dużo większej odwagi wymaga jednak
przeciwstawienie się tzw. opinii publicznej.
Obserwuj wątek
    • Gość: Piotr Badura Machulski o przejściowym etapie do komunizmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:00
      W październiku 2008 ukazało się pierwsze wydanie pisma „Bluszcz”. Jest to „Pismo
      miesięczne ilustrowane dla kobiet”. Nawiązuje ono do ukazującego się w latach
      1865-1939 ilustrowanego tygodnika kobiecego o tym samym tytule. Jednym z autorów
      dzisiejszego „Bluszczu” jest reżyser Juliusz Machulski (Vabank, Seksmisja, Kiler
      etc.). W październikowym „Bluszczu” w tekście zatytułowanym „Kino Bałtyk” pisał
      m.in. o Wacku, swym starszym koledze z czasów młodości, który był mocno
      zaangażowany politycznie. Napisał o nim tak:
      ...rozprawiał o czasach, kiedy ludzie nie będą potrzebowali pieniędzy, żeby coś
      kupić. W sklepie wszystko będzie leżało na półkach i każdy weźmie sobie tyle,
      ile zechce. To się miało nazywać komunizm. Powinno wkrótce nadejść. I pewnego
      dnia komunizm zjawił się w Lublinie!
      W nowo otwartym sklepie towary leżały na półkach i ludzie chodzili i brali
      sobie, co chcieli, i kładli do drucianych koszyków. Spytałem Wacka, czy to już
      to? „Prawie – odpowiedział. – Można sobie brać ile się chce, ale potem w kasie
      trzeba zapłacić.” Ten przejściowy etap do komunizmu nazywał się sklep samoobsługowy.
      • Gość: behemot Badurze dupcy się komputer.. IP: *.punkt.pl 21.12.08, 00:04

        bo nic nie może w jednym kawałku napisać. Nic do smiechu, bo sam to
        przeżywałem niedawno
    • Gość: Piotr Badura Dziwna sprawa z klubem Progres IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:04
      W 1972 rozpocząłem studia chemiczne na Uniwersytecie im. Bolesława Bieruta we
      Wrocławiu. Działałem już wtedy intensywnie w Stowarzyszeniu PAX, w którym od
      1973 pełniłem funkcję kierownika Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr. Z tą
      funkcją wiązała się m.in. aktywność polityczna w środowisku studenckim. Z powodu
      tej właśnie aktywności zetknąłem się wtedy m.in. z klubem Progres, działającym
      przy ul. Szewskiej. Było to miejsce regularnych spotkań i dyskusji aktywu
      uczelnianego ZMS.
      Związek Młodzieży Socjalistycznej uważałem za organizację nudną i sztuczną, ale
      środowisko skupione w klubie Progres było bardzo nietypowe. Jednym z kierunków
      studiów na UBB była filozofia. Były to jednak studia podyplomowe, tzn. można
      było je rozpocząć nie wcześniej niż po ukończeniu drugiego roku studiów na
      jakimś kierunku pierwotnym. W środowisku aktywu uczelnianego ZMS na UBB była
      wtedy taka nieformalna zasada, że należy równolegle do swego kierunku studiów
      podjąć też studia filozoficzne. To nieformalne kryterium powodowało, że bywalcy
      klubu Progres byli zwykle atrakcyjni intelektualnie.
      Aktywiści z Progresu znali dzieła klasyków, w tym Marksa. Różniło ich to bardzo
      od innych aktywistów ZMS, czy PZPR, którzy w większości nigdy w życiu nie
      przeczytali niczego z klasyków marksizmu. To od bywalców Progresu dowiadywałem
      się, że Marks pisał trochę inaczej, niż się powszechnie twierdzi i dobrze jest
      weryfikować to, co ktoś mówi o Marksie z pracami Marksa. Dlatego dość powszechny
      pogląd, jakoby Marks przewidywał, że w komunizmie każdy będzie sobie brał w
      sklepie co chce i ile chce sprawdziłem. Marks tego nie napisał.
      Aktywiści klubu Progres skończyli jakoś dziwnie. Zostali sukcesywnie, jeden po
      drugim, zepchnięci na jakiś boczny tor. Ich szef pojechał nawet na studia
      doktoranckie do ZSRR, ale go stamtąd odesłali, przed ich ukończeniem. Wtedy, w
      połowie lat 70. wydawało mi się bardzo dziwne, że PZPR metodycznie eliminuje
      swych najbardziej ideowych ludzi. Dlatego zapamiętałem tę sytuację, choć wówczas
      jej nie rozumiałem. Dziś myślę, że tak działała KBWE.
      • Gość: behemot Re: Dziwna sprawa z klubem Progres IP: *.punkt.pl 21.12.08, 00:12
        Komitet Badawczy Wrocławskich Ekonomistów ?
        • Gość: Piotr Badura Przepraszam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:16
          Przepraszam za użycie skrótu bez jego rozwinięcia. Wydawało mi się (błędnie, jak
          się okazuje), że jest on dobrze znany. Chodzi o tzw. Konferencję Bezpieczeństwa
          i Współpracy w Europie.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
      • Gość: hhh Re: Dziwna sprawa z klubem Progres IP: *.xdsl.centertel.pl 21.12.08, 18:38
        No faktycznie trzeba było wielkiej odwagi, żeby byc działcZem PAX
        w PRL.... Do tego kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr.
        Jak to się stało Panie Badura żeś Pan nie trafił między posły
        i ministry?
        • Gość: Piotr Badura Pyta Pan serio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 20:27
          Szanowny Panie HHH
          Pyta Pan serio? Bo nie jestem pewien. Jeśli pyta Pan serio, to wyjaśniam, że nie
          trzeba było żadnej odwagi, by być działaczem PAX. Trzeba tylko było mieć
          umiejętność porzucenia myśli o "karierze politycznej". Kto w latach 70. chciał
          robić "karierę", wstępował do PZPR. No chyba że był całkiem stuknięty, to mógł
          wierzyć, że PAX jest drogą do "kariery politycznej".
          Mnie tzw. "kariera polityczna" nie pociągała. Jeśli już coś mnie pociągało, to
          bardziej polityka, choć i ona nie za bardzo. Dlatego mogłem sobie pozwolić na
          luksus związania się z PAX-em, czyli środowiskiem straceńców.
          A jak się stało, że nie trafiłem między posły i ministry? Trafienie tam wymagało
          zapłacenia pewnej ceny, która wydawała mi się o wiele zawyżona, więc nie
          reflektowałem. Inna sprawa, że skoro Pan tak pyta, to domyślam się, że dla Pana
          trafienie między posły i ministry jest jakąś wartością. Po przyjacielsku powiem
          Panu, że wybrał Pan sobie kiepski system wartości. Nigdy nie potrafiłem
          zrozumieć ludzi, którzy tak głupio wybierają.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: hhh Re: Pyta Pan serio? IP: *.xdsl.centertel.pl 21.12.08, 21:25
            To czego Pan szukał w tym całym PAXie?
            Co Pan chciał w ten sposób osiągnąć?
            Po co się Pan zapisał dio tych koncesjonowanych katolików na
            uslugach PZPR co palili Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek?
            Ciężko mi coś takiego zrozumieć. Może mi Pan to wytlumaczyć?
            • Gość: Piotr Badura Odpowiadam bardzo chętnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 23:40
              Szanowny Panie HHH
              Bardzo mnie ucieszyło, że Pan o coś pyta, bo 99 proc. forumowiczów w ogóle nie
              uznaje pytań. Uważają, że zjedli wszystkie rozumy i mówią wyłącznie twierdzeniami.
              Ja mam swoją filozofię życiową. Uważam, że moim obowiązkiem jest działać dla
              dobra publicznego, a moim interesem działać dla swego dobra. Między jednym a
              drugim trzeba wyważyć, trzeba znaleźć złoty środek.
              Wyraźnie tu podkreślam (zwłaszcza z myślą o młodszych forumowiczach), że
              działalność dla dobra publicznego to obowiązek, a nie przyjemność. Ja deklaruję
              gotowość, a jeśli społeczeństwo mnie zwalnia z tego obowiązku, to ja się cieszę.
              Dlatego jest dla mnie niepojęte, że komuś może zależeć, by być np. posłem czy
              ministrem. A po co? Przecież to jest trudny obowiązek. To społeczeństwu ma
              zależeć, by ktoś o odpowiednich kwalifikacjach był posłem czy ministrem. Jeśli X
              ma najlepsze kwalifikacje do bycia posłem, a ludzie wybrali Y, który tych
              kwalifikacji nie ma, to X jest wygrany, a Y i wyborcy są przegrani.
              Odwołam się do przykładu. X byłby świetnym chirurgiem, ale społeczeństwo
              obsadziło w tej roli Y, który knoci operacje. Czy społeczeństwo wygrało na tym,
              że Y pozbawia jego przedstawicieli szans na przeżycie operacji? Czy Y wygrał los
              na loterii, bo może sobie knocić operacje? Nie, wygrał tylko X, który ma czas
              wybrać się z żoną i dziećmi w góry, ma czas na piwo ze znajomymi i nikt go nie
              budzi po nocy telefonami, że trzeba natychmiast przyjechać do szpitala, bo jest
              trudny przypadek.
              Gdy skończyłem 18 lat (1971), w poczuciu obowiązku względem społeczeństwa
              zgłosiłem swą gotowość do służby publicznej. Sprawdziłem, jakie są programy
              wszystkich legalnie działających organizacji politycznych. (Podjęcie
              działalności nielegalnej to, moim zdaniem, katastrofa. Jest to zadeklarowanie,
              że nie potrafi się działać legalnie. Zawsze miałem poczucie, że potrafię
              legalnie.) Wyszło mi, że PAX ma program, który mi najbardziej odpowiada.
              W programie PAX-u podobało mi się to, że bardzo twardo stawiał on postulat
              neutralności światopoglądowej państwa. Oznaczało to, że żaden światopogląd nie
              może być przez państwo uprzywilejowany w żadnej dziedzinie. Skoro np. 90 proc.
              społeczeństwa deklaruje światopogląd katolicki, to licząc w dłuższym czasie 90
              proc. np. ministrów, profesorów, redaktorów naczelnych, dyrektorów etc. powinno
              być katolikami. Gdyby katolikami było 90 proc. obywateli, a np. wśród ministrów
              katolicy stanowiliby tylko 50 proc., to byłby to dowód na brak neutralności
              światopoglądowej państwa w tej dziedzinie i zdaniem PAX-u byłoby to zło. PAX
              stawiał też postulat demokracji parlamentarnej, jako celu, ku któremu należy
              zmierzać. To wyborcy mieli, zdaniem PAX-u, decydować, która partia będzie rządzić.
              Wymienione dwie sprawy były dla mnie najważniejsze, ale podobało mi się też
              wiele innych. PAX twierdził np., że ocena trafności kierunków politycznych
              przyjętych przez rząd londyński i AK to jedno, a bohaterstwo żołnierzy AK to
              drugie. PAX dopuszczał krytykę programu politycznego AK, ale nie dopuszczał
              kwestionowania bohaterstwa AK-owców.
              Nie bez znaczenia było też to, że z wydawnictw PAX dowiedziałem się wtedy, w
              latach 70., o pogromie kieleckim tuż po wojnie. W wydanej przez Instytut
              Wydawniczy PAX w 1970 roku książce Stanisława Zabiełły "O rząd i granice" mogłem
              przeczytać o sprawie Katynia. Ja o sprawie Katynia wiedziałem wcześniej, bo
              zginął tam kolega mojego ojca, a niewiele brakowało, by zginął tam mój wujek
              (trafił ostatecznie na Syberię i wyszedł z ZSRR z Andersem), ale wokół Katynia
              było w PRL znamienne milczenie. Tymczasem Instytut wydawniczy PAX potrafił to
              milczenie złamać i w 1971 kupiłem sobie w księgarni PAX koło opolskiej katedry
              książkę, w której o Katyniu napisano.
              Ogromne znaczenie miało też dla mnie to, że w PAX-ie spotkałem cudownych ludzi.
              Mnie nikt do PAX-u nie namawiał. Gdy skończyłem 18 lat, to sam zgłosiłem się w
              opolskim oddziale. Jacy tam byli wspaniali ludzie! A gdy dwa lata później
              rozpocząłem studia we Wrocławiu i zameldowałem się w tamtejszym oddziale PAX-u,
              to spotkałem równie cudownych ludzi. Ja nie wierzę, że może być złą organizacja,
              w której są tacy ludzie. Oczywiście w PAX-ie zdarzali się też ludzie, którzy nie
              budzili mojej sympatii, ale były to pojedyncze przypadki. Generalnie ludzie w
              PAX-ie byli świetni i mówię to mimo tego, że ten PAX w końcu skierował mnie w
              marcu 1976, po niecałych pięciu latach mojej w nim obecności, na polityczną
              emeryturę. Było to jednak wspaniałe pięć lat, podczas których wiele
              skorzystałem, mając kontakt z ludźmi o wysokich kwalifikacjach intelektualnych a
              także moralnych. Do dziś boleję, że z wieloma z nich straciłem kontakt.
              Mógłbym o PAX-ie pisać długo, bo było to naprawdę cudowne środowisko, nijak
              mające się do PRL. Taka oaza na pustyni. Może jeszcze kiedyś coś napiszę.
              Pozdrawiam serdecznie
              Piotr Badura
              • Gość: hhh Re: Odpowiadam bardzo chętnie IP: *.xdsl.centertel.pl 22.12.08, 00:06
                To miło że moje pytania s[prawily Panu przyjemnosć.
                W zwiazku z tym spodziewam się że nie odmówi Pan odpowiedzi na
                kolejne moje pytania. Jeśli w PAXie byli tacy cudowni ludzie,
                to dlaczego posłali Pana na "polityczną emeryturę"?
                Coś mi tu nie pasuje. Albo z tą ich cudownością było nie tak jak się
                Panu wydawało albo Pan do nich nie pasował albo... nie wiem co...
                Może Pan mi powie? Jeśli posłano Pana na "polityczną emeryturę" to
                chyba jednak Pańska próba legalnej działalności się nie udała?
                Może jednak nie potrafił Pan działać legalnie?
                CVzy w zwuiązku z tym nie ma Pan poczucia porażki?
                • Gość: Piotr Badura Bo to była piękna emerytura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.08, 22:32
                  Szanowny Panie XXX
                  Gdy wstępowałem do PAX-u w 1971, miałem 18 lat i dużo mogłem się w PAX-ie
                  nauczyć. Gdy w 1976 tenże PAX posłał mnie na polityczną emeryturę, miałem 23
                  lata i, w mojej ocenie, nie mogłem się już w nim wiele nauczyć. Myślę iż jest
                  normalne, że rozpoczętą szkołę kiedyś się kończy.
                  W jednej z kluczowych dla mnie kwestii programowych, tj. dążeniu do demokracji
                  parlamentarnej, istotnie zmieniły się okoliczności. Gdy w 1971 zainteresowałem
                  się PAX-em, to otrzymane przeze mnie "Wytyczne ideowo-polityczne" (z lat 60.)
                  były broszurą przepisaną na maszynie do pisania. Pytałem, dlaczego nie są
                  wydrukowane. Wyjaśniono mi, że gdyby miały być drukowane, to podlegałyby
                  cenzurze, a PAX nie zamierza pozwalać na cenzurowanie swych "Wytycznych". W tej
                  sytuacji przeczytałem "Wytyczne" bardzo wnikliwie. Postulat demokracji
                  parlamentarnej nie był w "Wytycznych" sformułowany wprost. Był jakby ukryty, ale
                  udało mi się to odczytać.
                  Wojewódzki Ośrodek Szkolenia Kadr (WOSK) to była faktycznie organizacja
                  młodzieżowa PAX-u. W tamtych czasach nie było politycznej zgody na utworzenie
                  przez PAX organizacji młodzieżowej. Utworzono zatem WOSK-i, w których nazwie nie
                  było nic o organizacji młodzieżowej, ale faktycznie nią były. Ponad WOSK-ami był
                  Centralny Ośrodek Szkolenia Kadr (COSK). Kierownictwo COSK-u było jednoosobowe,
                  ale istniała nieformalna struktura, którą było spotkanie kierownika COSK-u i
                  wszystkich kierowników WOSK-ów. Co pewien czas przyjeżdżaliśmy (kierownicy
                  WOSK-ów) już w sobotę do Warszawy na te spotkania. Potem mieliśmy nocleg a w
                  niedzielę dojeżdżały do Warszawy kilkuosobowe grupy aktywu z naszych WOSK-ów i
                  mieliśmy takie duże spotkanie w Klubie Pietrzaka przy Mokotowskiej. Przyjeżdżał
                  na nie zwykle sam Bolesław Piasecki. Wygłaszał referat, potem były nasze
                  pytania, a po przerwie odpowiedzi Piaseckiego. W tydzień-dwa później
                  dostawaliśmy pocztą ten wygłoszony referat, skorygowany odpowiedziami
                  Piaseckiego na zgłaszane przez nas problemy. Ten materiał był podstawą do
                  dyskusji w szerokim gronie WOSK-u.
                  Bolesław Piasecki był w PAX-ie osobą wyjątkową. Był w jakimś sensie wodzem.
                  Żaden z jego następców nie miał już tej pozycji. Zdanie Piaseckiego miało zatem
                  ogromną wagę. Dlatego korzystałem z okazji i na spotkaniach w Klubie Pietrzaka
                  zgłaszałem swe wątpliwości ideologiczne. Niektórych odpowiedzi Piaseckiego nie
                  mogłem zaakceptować. Po spotkaniu z 20 stycznia 1974 w materiale Piaseckiego
                  znalazła się uwaga, że niektórzy zrobiliby więcej dobrego, gdyby działali w
                  PZPR, a nie w PAX. Odebrałem to do siebie. Pomysł, bym wstąpił do nieco obcej mi
                  ideowo PZPR i tam, od środka prowadził działalność zgodną z ideologią PAX-u
                  wydał mi się trochę absurdalny.
                  Jeszcze gorzej było na spotkaniu 19 maja 1974. Nawiązałem wówczas w pytaniach do
                  postulatu demokracji parlamentarnej. Piasecki skrzywił się, więc dodałem, że tak
                  jest przecież zapisane w obowiązujących "Wytycznych". I wtedy zdarzyło się coś
                  dziwnego. Podczas przerwy między pytaniami a odpowiedziami zostałem poproszony
                  do odrębnego pokoiku na rozmowę z Piaseckim w cztery oczy. Piasecki zapytał
                  mnie, gdzie w "Wytycznych" jest mowa o demokracji parlamentarnej. Byłem
                  zdumiony. Piasecki pytał szczerze, a to oznaczało, że redakcją tego fragmentu
                  "Wytycznych" zajmował się ktoś, kto ukrył tam postulat demokracji
                  parlamentarnej, bez wiedzy Piaseckiego. Do dziś nie wiem, kto to był.
                  Gdy niedługo potem dostałem skorygowany referat Piaseckiego, natychmiast
                  odszukałem w nim fragmenty, które mnie dotyczyły. Były kuriozalne. Piasecki
                  dokonał własnej interpretacji wskazanego przeze mnie fragmentu "Wytycznych",
                  mówiącego o "alternatywie programowej i związanej z nią alternatywie
                  personalnej". Moim zdaniem oznaczało to, że do wyborów stają co najmniej dwie
                  partie, które proponują odmienne programy. Ludzie wybierają bardziej
                  odpowiadający im program i głosują na partię, która go proponuje. Tymczasem
                  Piasecki napisał, że należy rozumieć to tak, że społeczeństwu będą przedstawione
                  dwa różne programy, ale oba zaakceptowane przez partię jako siłę kierowniczą.
                  Znamienne było, że w nowej wersji "Wytycznych" (już drukowanych) wspomnianego
                  fragmentu wcale nie było.
                  Podjąłem próbę wyjścia z sytuacji, w której się znalazłem. Stanowisko
                  Piaseckiego było wiążące, ale dla mnie nie do przyjęcia. Od października 1974 do
                  maja 1975 prowadziłem wraz z aktywem wrocławskiego WOSK-u dyskusję nad
                  "gorącymi" tematami. Jej rezultaty zostały opracowane w formie dokumentu
                  zatytułowanego "Uwagi do dyskusji nad Wytycznymi". Stawialiśmy sprawę tak:
                  Wiemy, że obowiązuje dyscyplina, ale istnieje też prawo do poszukiwań.
                  Opracowany przez nas materiał nie jest naszym stanowiskiem, bo takim wobec
                  obowiązującej linii być nie może, ale jest naszą propozycją do dyskusji w
                  sprawie ewentualnych przyszłych zmian obowiązującej linii. Z taką "osłoną"
                  kolportowaliśmy nasz materiał po kraju. Tryby już się jednak wtedy kręciły i na
                  początku 1976 okazało się, że albo przestanę "prowadzić dyskusję" albo będę
                  odwołany.
                  Wybrałem odwołanie. Miałem świadomość, że PAX musi wykonać taki ruch, bo ja go
                  niszczę. Nie było aż tyle swobody. Propozycja, że będę "siedział cicho", była
                  jednak dla mnie nie do zaakceptowania. Nadto przypomnę, że miałem 23 lata i,
                  mówiąc oględnie, krew w żyłach. Inne rzeczy chodziły mi po głowie. PAX
                  dżentelmeńsko płacił mi przez półtora roku (do końca studiów) "emeryturę" w
                  wysokości 100 proc. dotychczasowego (dobrego) wynagrodzenia i nic ode mnie za to
                  nie chciał. Było super.
                  Prowadziłem intensywne życie prywatne, czekając na odwołanie z "emerytury".
                  Przyszło ono w początku 1980. Mieszkałem już wtedy w Brynicy i pracowałem tam
                  jako nauczyciel. Szef COSK-u był z wizytą w Opolu. Spotkaliśmy się. Zaproponował
                  mi, że załatwi moje przejście do zakładu INCO w Ogorzelcu koło Kamiennej Góry.
                  Był to zakład należący do PAX-u, w którym produkowano rozpuszczalnik nitro.
                  Miałem tam być "ukryty", jako główny technolog, by w razie czego można mnie było
                  bez trudu przywrócić do działalności politycznej. Poszedłem na to, ale ktoś
                  czuwał (myślę, że SB) i sprawa została storpedowana. Krótko potem odwołano
                  kierownika COSK-u (w latach późniejszych został on wicemarszałkiem sejmu z
                  ramienia Unii Demokratycznej), a za parę miesięcy powstała "Solidarność" i
                  wszystko potoczyło się zupełnie innymi torami.
                  Czy ja mogę mieć do kierownika COSK-u pretensje, że mnie w 1976 odwołał?
                  Przecież ja go do tego zmusiłem, a on zachowywał się maksymalnie elegancko i gdy
                  tylko wydawało mu się, że można mnie znów uruchomić, próbował to zrobić. Nie mam
                  do niego pretensji, a wprost przeciwnie, jestem mu wdzięczny. Myślę że wielu
                  pajaców, działających dziś w partiach politycznych, mogłoby się kultury
                  działania nauczyć od tych dawnych PAX-owców.
                  PAX dał mi bardzo dużo w sensie intelektualnym, a także w sensie
                  "prywatno-przyjemnościowym". Działając w PAX-ie przez kilka lat mogłem w sposób
                  legalny lansować np. pogląd o słuszności demokracji parlamentarnej. Wierzę, że
                  to miało jakieś znaczenie. Mam poczucie należytego wywiązania się z obowiązku
                  służby społeczeństwu. Dlaczego miałbym mieć poczucie porażki?
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                  • z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" 27.12.08, 21:04
                    Szanowny Panie Badura,

                    Z dużym zainteresowaniem przeczytałem Pańskie wspomnienia z okresu działalności
                    politycznej na studiach. Zdziwiło mnie jednak, że zupełnym milczeniem pominął
                    Pan bardzo ciekawą sprawę nieudanej próby założenia Towarzystwa Hilozoistycznego
                    jako bliskiej ideowo „PAX”-owi organizacji młodzieżowej w środowisku akademickim.

                    Sprawa ta jest szczególnie ciekawa z uwagi na to, że w związku z nią stał się
                    Pan obiektem zainteresowania SB, dążącej do rozpoznania charakteru nowej
                    organizacji. Przeprowadzono z Panem szereg rozmów operacyjnych. Nękane rozmowami
                    przez SB były także inne osoby z grona niedoszłych członków Towarzystwa.

                    Był Pan wtedy bardzo młodym człowiekiem, studentem Uniwersytetu Wrocławskiego, i
                    myślę, że owe kontakty z SB były dla Pana niemałym przeżyciem. Było to z
                    pewnością ważne doświadczenie życiowe i polityczne. Takich rzeczy raczej się
                    nie zapomina. Bardzo zaskoczyło mnie więc, że ani słowem nie wspomniał Pan o
                    tych doświadczeniach.

                    Sądzę również, że ówczesne doświadczenia z SB mogły jakoś zaciążyć na Pańskim
                    dalszym życiu, a w szczególności mogły one mieć istotne znaczenie dla Pańskich
                    dalszych perypetii na niwie społeczno-politycznej. Także z tego względu
                    zasługiwałyby one na uwagę.

                    Tak się składa, że znam tę sprawę z dość bogatej dokumentacji, wytworzonej w
                    latach 1972-1974 przez Wydział III KW MO we Wrocławiu. W związku z próbami
                    założenia przez Pana Towarzystwa Hilozoistycznego, a wcześniej Związku
                    Eganimistów - Niezależni, SB prowadziła sprawę operacyjnego sprawdzenia krypt.
                    „ZEN”. Był Pan głównym figurantem tej sprawy, w związku z czym zebrano bogaty
                    materiał informacyjny na Pana temat, a także na temat bliskich Panu osób. W
                    sprawie tej wykorzystano szereg osobowych źródeł informacji: TW ps. „Kowalski”,
                    TW ps. „MS”, TW ps. „KCN”, TW ps. „11S”, TW ps. „Maciek”, TW ps. „Andrzej”, KS
                    „DD” i KO „TŻ” (być może uda się Panu rozszyfrować wymienione tu inicjały
                    niektórych źródeł). Przeprowadzono liczne rozmowy wyjaśniające i operacyjne,
                    wytworzono wiele dokumentów. .

                    Szczegółowe omówienie zawartości zachowanych materiałów sprawy krypt. „ZEN”
                    przekracza moje możliwości w tym miejscu (to temat na poważniejszą publikację).
                    W związku z tym ograniczę się tylko do przytoczenia ważniejszych fragmentów
                    wybranych dokumentów. Z tego, co mi wiadomo, nie miał Pan dotąd okazji zetknąć
                    się z ogromną większością owych dokumentów. Mam w związku z tym nadzieję, że
                    chętnie zapozna się Pan z poniższym wyciągiem. Liczę także na Pańskie uwagi i
                    refleksje na ten temat. Myślę również, że może to być ciekawy materiał
                    historyczny dla innych osób, interesujących się politycznymi realiami PRL.

                    Z datą 20 grudnia 1972 r. Wydział III KW MO we Wrocławiu przesłał obszerną
                    informację pisemną dla Wydziału IV Departamentu III MSW w Warszawie. W
                    dokumencie tym czytamy m. in.:

                    „W dniu 22 listopada 1972 r. otrzymaliśmy z KW MO w Opolu dokument »W« [tj.
                    dokument pozyskany w przez Wydział „W” SB w drodze tajnej kontroli
                    korespondencji – Z.B.], kierowany przez studenta Uniwersytetu Wrocławskiego
                    Piotra Badurę do Sergiusza Kowalskiego, zam. Warszawa […]. Z treści dokumentu
                    wynikało, że Piotr Badura jest członkiem i organizatorem nielegalnej organizacji
                    młodzieżowej, występującej pod nazwą »Towarzystwo Hilozoistyczne«.

                    W związku z powyższym założono sprawę operacyjnego sprawdzenia krypt. »ZEN«. […]

                    W ramach prowadzonej sprawy, poprzez osobowe źródła informacji, ustalono, że
                    Piotr Badura zamieszkuje w DS »Szklany Dom«. […] Na studentów, którzy z nim
                    zamieszkują w pokoju, wywiera wpływ swym poziomem umysłowym, zdolnościami
                    narzucania swej woli. Jest człowiekiem inteligentnym, mającym ambicję odgrywania
                    istotnej roli w życiu społeczno-politycznym mieszkańców DS. Organizuje spotkania
                    z ciekawymi ludźmi na terenie akademika. Jako członek PAX-u dąży do
                    zorganizowania na terenie DS-u spotkania z przedstawicielem tego stowarzyszenia.
                    Szczególną aktywność wykazuje w ostatnim okresie w związku z trwającymi ostatnio
                    dyskusjami w środowiskach akademickich na temat zjednoczenia organizacji
                    młodzieżowych. Został wybrany delegatem na Konferencję Uczelnianą ZSP
                    Uniwersytetu Wrocławskiego przez studentów Wydziału Mat.-Fiz.-Chem. i zabierając
                    głos na Konferencji Uczelnianej wystąpił z własnymi poglądami [na temat]
                    przyszłej integracji organizacji młodzieżowej. Zwrócił uwagę na to, że przyszła
                    organizacja powinna być socjalistyczna z nazwy, lecz nie polityczna. Jest
                    zdania, że organizacja nie może reprezentować żadnej ideologii, ponieważ grupuje
                    w swych szeregach ludzi o różnych światopoglądach. Jak wynika z materiałów »W«,
                    utrzymuje kontakt z zamieszkałym na terenie Warszawy Sergiuszem Kowalskim […]
                    studentem Uniwersytetu Warszawskiego. Wymieniają między sobą wiadomości, które
                    dotyczą spraw integracji organizacji młodzieżowych na Uniwersytecie Warszawskim
                    i Wrocławskim. Prowadzą dyskusję listowną z pozycji przekonywania się i
                    wzajemnego doradzania, jak ma wyglądać ich działalność dyskusyjna na tych
                    uczelniach. Ustalają wspólne terminy spotkań członków »Towarzystwa
                    Hilozoistycznego«, którego obecnie najważniejszym zadaniem jest walka o kształt
                    przyszłej organizacji młodzieżowej. Ich zdaniem organizacja ta powinna być
                    wieloświatopoglądowa jak ZSP, natomiast z ZMS powinna przejąć zaangażowanie
                    polityczne i dyscyplinę organizacyjną.

                    W wyniku dokonywanych przedsięwzięć kontrolujemy na bieżąco zachowanie P.
                    Badury, jego kontakty na terenie DS »Szklany Dom« jak i uczelni. Jego
                    wystąpienie na Konferencji Uczelnianej ZSP zostało skrytykowane przez nasze
                    źródła osobowe, w efekcie czego nie został wybrany delegatem na Kongres ZSP.

                    Po stwierdzeniu, że organizacja »Towarzystwo Hilozoistyczne« (o ile w ogóle
                    istnieje) w swych założeniach nie zawiera przestępczych celów, mając na uwadze
                    cechy charakteru Piotra Badury i jego predyspozycje do przewodzenia w środowisku
                    akademickim oraz popularność u niektórych studentów, celem zneutralizowania jego
                    działalności, planujemy pozyskanie go do współpracy”.

                    Koniec cytatu.

                    Bardzo ciekawym dokumentem jest także obszerne doniesienie TW ps. „KCN” z 18
                    grudnia 1972 r., dotyczące przygotowań do kongresu zjednoczeniowego organizacji
                    młodzieżowych (na kongresie tym powołano kilka organizacji środowiskowych, m.
                    in. SZSP) Dokument ten jest szczególnie interesujący m. in. z uwagi zawarte w
                    nim informacje, wskazujące na tożsamość niektórych współpracowników SB,
                    wykorzystywanych w ramach sprawy krypt. „ZEN”. Oto ważniejsze fragmenty owego
                    doniesienia:

                    „1. Najpierw chcę poinformować o uchwale podjętej na Konferencji
                    Przedkongresowej na kierunku chemii.[…] Dziwną postacią na konferencji był Piotr
                    Badura. W pewnych sprawach reprezentował inne stanowisko na konferencji
                    uczelnianej i instytutowej Jest to człowiek niebezpieczny, który posiada
                    dar przekonywania i potrafi głosić wywrotowe hasełka pod płaszczykiem dobrych
                    intencji. Głosił, że organizacja nie może reprezentować ideologii żadnej,
                    ponieważ wśród swoich członków grupuje ludzi o różnych światopoglądach.

                    2. Konferencja uczelniana odbyła się 17.12.1972 r., godz. 11. Był obecny tylko
                    prorektor Zbigniew Sidorski i obok niego człowiek z brodą, którego nie znam
                    bliżej. Z władz KU PZPR nie było nikogo, mimo doręczonych zaproszeń. Intencją
                    KWRO ZSP i RU ZSP było przedstawienie listy kandydatów wcześniej ustalonych,
                    łącznie z narzuconymi odgórnie przedstawicielami Rady Naczelnej i Okręgowej. […]
                    Ja w imieniu delegatów Instytutu Chemii zgłosiłem Marka Slesaka, ale on nie
                    wyraził zgody na kandydowanie. […]

                    • z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 1 27.12.08, 21:07
                      Ogólnie proponowano i akceptowano nazwę: Związek Studentów Polskich i tak też
                      odnotowano w projekcie uchwały z wczorajszej konferencji. Ma być to organizacja
                      o wewnętrznej strukturze ZSP, o podobnym profilu działania, ale też z
                      rozszerzonym programem wychowawczo-ideowym młodzieży studenckiej - w duchu
                      patriotycznym. Unikano raczej sformułowań "socjalistyczny", a w jednym ze swych
                      wystąpień przedstawiciel chyba WSN-u stwierdził, że słowo socjalizm, choć
                      wielkie, to jednak przez ciągłe używanie stało się sloganem i nastąpiła jego
                      dewaluacja. Takie głosy padały też na konferencji chemików i ja w swym
                      wystąpieniu przedstawiałem stanowisko chemików w tym sensie, twierdząc, że już w
                      samym określeniu "Polskich” tkwi charakter socjalistyczny i inny być nie może,
                      powiedziałem też, że partia Goldy Meir też ma przymiotnik socjalistyczny i wiele
                      innych partii na Zachodzie, mających w istocie charakter konserwatywny.
                      Postulowałem też, aby organizacja była socjalistyczna nie z nazwy ale z działania.

                      Moje wystąpienie skomentował w kuluarach Dariusz Doktór stwierdzeniem, że w swej
                      demagogii przerosłem nawet Afelbowicza. […]

                      Wracając do wystąpienia Piotra Badury, twierdzącego, że organizacja powinna być
                      w nazwie socjalistyczna,ale nie może być organizacją polityczną - wystąpienie to
                      o charakterze sprzecznym skomentował najpierw Marek Slesak w sposób bardzo
                      krytyczny, a następnie prorektor Sidorski, zarzucając także sprzeczność w jego
                      wystąpieniu. […]

                      3. Odnośnie Piotra Badury, to słyszałem z rozmowy z Andrzejem Koszakowskim z V
                      roku chemii, że ma istnieć sztab przeciwko zjednoczeniu na ul. Gwarnej 5, ale
                      nie wiem czy w Warszawie czy we Wrocławiu. W związku z tym o Piotrze B. mówi się
                      jako o "chłopaku z Gwarnej 5". Wiadomo mi też, że jest działaczem PAX-u i chce
                      organizować spotkania z działaczami PAX-u i wprowadzić pracę PAX-owską do DS
                      "Szklany Dom". On i jego grupka kolegów z roku zajmuje dominującą pozycję i
                      nadaje ton na I roku chemii. W moim odczuciu jest to człowiek, mimo młodego
                      wieku, o skłonnościach przewodzenia w stylu apodyktycznym. Widać, że jest
                      przeciwko wszystkiemu co aktualnie istnieje na uczelni (chodzi o organizacje
                      młodzieżowe) i usiłuje wszystko krytykować. Słyszałem, że był na konferencji ZU
                      ZMS lub ZW i stamtąd go wyrzucono w trakcie zebrania. Potem zaczął występować
                      krytycznie na zebraniu chemików. Ze śmiałość i odwagę wypowiedzi został wybrany
                      delegatem na Konferencję Uczelnianą”.

                      Koniec cytatu.

                      Inny ciekawy dokument to datowana 16 stycznia 1973 r. notatka służbowa z rozmowy
                      operacyjnej z KO ps. „T.Ż.”, sporządzona przez ppor. Edwarda Plebana, starszego
                      inspektora Grupy IV z Wydziału III KW MO we Wrocławiu. Sądzę, że treść tego
                      dokumentu może być dla Pana czytelną wskazówką na temat tożsamości osoby
                      skrywającej się za inicjałami T.Ż. Oto najważniejsze fragmenty notatki:

                      „W dniu 16 stycznia 1973 uzyskałem od KO "T.Ż" następujące dane o studencie I
                      roku chemii Uniwersytetu Wrocławskiego -Piotrze Badurze:

                      - wymieniony już w początkach listopada 1972 r. zwrócił się do KO z postulatem
                      zaopatrywania DS-u w prasę PAX-owską. Otrzymał jednak odmowę z wyjaśnieniem, że
                      nie ma środków na pisma wg indywidualnych zainteresowań;

                      - następnie zgłosił akces działalności w ramach klubu "Piryt". Zapytany przez
                      KO, a także przewodniczącego Rady Mieszkańców, co chciałby robić, odpowiedział,
                      że może dzięki swoim znajomościom w Warszawie organizować spotkania i odczyty
                      działaczy PAX-u. Na kolejną odmowę stwierdził, że skoro klub "Progres" ZMS-u
                      organizuje takie spotkania, to tym bardziej można to robić w DS-ie.

                      Sprawy te poruszył na spotkaniu mieszkańców DS "Szklany Dom" w początku grudnia
                      1972 r., zorganizowanym przez RU ZSP w związku z kampanią przed integracją
                      ruchu młodzieżowego. W swym wystąpieniu oraz w indywidualnych rozmowach z
                      kierowniczką DS-u zarzucił jej, że widocznie obawia się konsekwencji ze strony
                      władz Uniwersytetu. Kierowniczka tłumaczyła Piotrowi B., że akademik nie może
                      stać się klubem dla działalności paxowskiej. Na zebraniu natomiast zrezygnował z
                      dalszego upierania się, gdy na pytanie prowadzącego "kto chce spotkań z
                      przedstawicielami PAX ?" zgłosiło się kilku kolegów Badury na około 100
                      zebranych”.

                      Koniec cytatu.

                      W zamykających cytowaną notatkę wnioskach ppor. Pleban postawił sobie
                      następujący cel: „Przygotować się do rozmowy operacyjnej z P. Badurą, z zamiarem
                      pozyskania go w charakterze TW”.

                      Zgodnie z powziętym zamysłem, w dniu 20 stycznia 1973 r. por. Edward Pleban
                      przeprowadził z Panem pierwszą rozmowę operacyjną. Zapoczątkowała ona dalsze
                      tego typu rozmowy, kontynuowane także w 1974 r. Ppor. Pleban sporządził
                      następnie notatkę służbową, datowaną 22 stycznia 1973 r. W notatce tej pisał on
                      m. in.:

                      „W wyniku rozmowy uzyskałem od Piotra B. pisemne oświadczenie, szczegółowo
                      przedstawiające jego dotychczasową działalność, aktualne zamierzenia związane z
                      organizacją pt. "Towarzystwo Hilozoistyczne" oraz programowe założenia tego
                      "Towarzystwa". Ponadto uzyskałem następujące informacje:

                      - Piotr B. jest działaczem stowarzyszenia "PAX" i zapisał się do Wrocławskiego
                      Koła Studenckiego "PAX". Reprezentuje ideologię tego stowarzyszenia
                      sprowadzającą się w skrócie do stwierdzenia, że "socjalizm w Polsce mogą
                      budować wszyscy: wierzący i niewierzący". Sam Badura nie jest fanatykiem
                      religijnym, ale jest praktykującym katolikiem. Nie przeszkadza mu to jednak
                      należeć do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Zdaje sobie jednak sprawę z tego,
                      iż działaczem ZMS nawet w skali KU ZMS przy Uniwersytecie być nie może z uwagi
                      na swą przynależność do PAX-u, czego nie ukrywa. […]
                      - Jeżeli chodzi o organizacje typu "ZEN" czy aktualnie "Towarzystwo
                      Hilozoistyczne", to cały czas Piotr B, jest inspiratorem ich utworzenia i
                      autorem programów działania. Jego założeniem jest, aby były to organizacje o
                      charakterze filozoficzno-politycznym. Działalność polegać ma w głównej mierze na
                      zebraniach, dyskusyjnych, na których omawiać będą problemy relacji między
                      światem subiektywnym, a obiektywnym. Nie ma to być jednak dyskusja o charakterze
                      czysto filozoficznym (abstrakcyjnym), ale ma się wiązać z problematyką życia
                      społeczno-politycznego i gospodarczego w naszym kraju.

                      W oparciu o "prawo o stowarzyszeniach" Piotr B., po zadeklarowaniu się 8-9 osób
                      na spotkaniach w dniu 20.1.br. we Wrocławiu i 21.1.br. w Warszawie, ma zamiar
                      zgłosić „Stowarzyszenie Hilozoistyczne" w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN
                      Wrocław -Śródmieście. Nie sądzi, aby mu odmówiono zarejestrowania, gdyż działa
                      zgodnie z przepisami.
                      Jego najbliższy kolega i współorganizator „Towarzystwa Hilozoistycznego” na
                      gruncie warszawskim - Sergiusz Kowalski nie jest zbytnio zaangażowany w te
                      sprawy i robi to rączej z pobudek przyjacielskich. Jest on studentem I roku
                      matematyki Uniwersytetu Warszawskiego i aktywnie działa w ZSP.
                      […]
                      Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż błędem byłby wniosek, że Piotr Badura popiera
                      ideę zjednoczenia organizacji studenckich dlatego, iż akceptuje w sposób
                      ortodoksyjny linię polityki Partii i Rządu w tej kwestii. Z podtekstu jego
                      wypowiedzi na te tematy wynika bowiem wniosek następujący: Istotnym motywem
                      poparcia sprawy zjednoczenia jest nadzieja, że gdy powstanie jedna wielka
                      organizacja, obejmująca wszystkich studentów, to w jej ramach będzie większa
                      możliwość rozwinięcia działalności ze strony studentów reprezentujących
                      ideologię "PAX"-owską.
                      • z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 2 27.12.08, 21:09
                        W końcowej części rozmowy Badura P. zwrócił się do mnie z prośbą, abym w
                        przypadku jakichś wątpliwości co do jego działalności nie zwracał się do osób
                        postronnych, ale bezpośrednio do niego, a on szczerze wszystko wyjaśni.
                        Wykorzystując ten dogodny moment, podjąłem propozycję wysuniętą wcześniej pod
                        jego adresem, czy w przypadkach naprawdę szkodliwej działalności politycznej
                        może nam udzielić pomocy w postaci określonych informacji, z zachowaniem
                        dyskrecji. Tę propozycję przyjął, proponując bym w razie potrzeby powiadomił go
                        pisemnie o miejscu i godzinie spotkania. Zgodził się też na złożenie
                        sprawozdania ze spotkań,, które miał odbyć w sobotę (20 I) we Wrocławiu i
                        niedzielę (2l I) w Warszawie.

                        Omówienie i wnioski

                        Rozmowa przeprowadzona została w budynku KW MO. Badura zachowywał się spokojnie,
                        otwarcie mówił o sprawach związanych z organizacjami, o których pisał w
                        Oświadczeniu. Widać, że posiada ambicje odgrywania przewodniej roli w swym
                        środowisku. Jest dość inteligentny, posiada zdolność logicznego operowania
                        terminami filozoficznymi. Jest to jednak wiedza raczej encyklopedyczna (jak w
                        przypadku hilozoizmu - wczesnego stadium materializmu), a nie oparta na
                        głębszych studiach filozoficznych. Należy jednak podtrzymywać go w mniemaniu, że
                        traktujemy go jako jednostkę wybijającą się swą indywidualnością w otoczeniu,
                        gdyż widać, że mu to imponuje i zachęca do kontaktu z nami. Poprzez podtrzymanie
                        kontaktu poufnego wpływać na kształtowanie jego poglądów i wygrywać jego wpływy
                        dla idei zjednoczenia ruchu młodzieżowego, a także wiązać go z naszym aparatem”.

                        Koniec cytatu.

                        Wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN” zachowało się także napisane własnoręcznie
                        przez Pana zobowiązanie „do zachowania w tajemnicy rozmowy przeprowadzonej w
                        dniu 20 I 1973 r. w KW MO Wrocław”.

                        W dniu 19 lutego 1973 r. ppor. Pleban przeprowadził z Panem kolejną rozmowę
                        operacyjną. W odnośnej notatce służbowej z 20 lutego 1973 r. pisał on:

                        „W dniu 19 lutego 1973 r. przeprowadziłem rozmowę z figurantem sprawy
                        operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN" - Piotrem Badurą. Wymieniony sam
                        zainicjował to spotkanie, gdyż wyjeżdżał w godzinach nocnych do Szklarskiej
                        Poręby na 2-3 dni, gdzie odbywa się zimowisko dla aktywistów "PAX", a pierwotnie
                        byliśmy umówieni na 20 lutego br. godz. 15.00.

                        Na spotkanie Piotr B. przyniósł dla mnie jeden egzemplarz pisma, które ma złożyć
                        wraz z Waldemarem Kulaszką w WSW PDRN Wrocław-Krzyki dla dokonania formalności
                        zgłoszenia.Towarzystwa Hilozoistycznego.

                        W rozmowie na ten temat Piotr B. poinformował mnie, że Sergiusz Kowalski i jego
                        koledzy z Warszawy nie zaakceptowali na razie jego propozycji, w związku z czym
                        nie weszli w skład Towarzystwa Hilozoistycznego jako współzałożyciele. Mogą
                        natomiast ubiegać się o członkostwo wg reguł określonych w piśmie.

                        Mimo iż Towarzystwo Hilozoistyczne działa na terenie Wrocławia, jako obszar
                        działalności podali PRL, aby mieć otwartą drogę do poszerzenia obszaru swego
                        działania. Ponieważ w założeniu ma to być towarzystwo o charakterze
                        filozoficznym, jego działalność będzie polegała przede wszystkim na dyskusjach i
                        organizowaniu prelekcji w klubach studenckich. Na razie miejscem dyskusji ma być
                        klub "Progres" przy ul. Szewskiej.

                        Nawiązując do problemu integracji Piotr B. oświadczył, że członkowie Towarzystwa
                        Hilozoistycznego są za zjednoczeniem ruchu młodzieży studenckiej, nie
                        wypowiadają się jednak w założeniach programowych, gdyż wykracza to poza
                        zakres ich działalności.

                        W rozmowach z Sergiuszem Kowalskim w Warszawie nie udało mu się go przekonać,
                        aby popierał ideę integracji, ale jak twierdzi, nakłonił go i jego kolegów do
                        zajęcia pozycji biernej. Faktem jest, że głównym ośrodkiem opozycji w tym
                        względzie jest Wydział Matematyczno-Mechaniczny Uniwersytetu Warszawskiego. […]

                        W czasie rozmowy Piotr B, pokazał mi także egzemplarz Uchwały Wydziału
                        Mat.-Mech. Uniwersytetu Warszawskiego, którą rozesłano na adresy uczelni lub
                        prywatne nazwiska studentów w całym kraju. Jego zdaniem uchwała jest bardzo
                        słabo opracowana i nie mogła mieć szkodliwego efektu. Toteż dziwi go fakt, że
                        do niego nie dotarła ani też do Koła Wydziałowego ZSP przy Wydz..
                        Mat,-Fiz.-Chem. Na zakończenie rozmowy Piotr B. powiedział, że po powrocie ze
                        Szklarskiej Poręby i złożeniu pisma do Wydz. Spraw Wewnętrznych gotów jest
                        spotkać się ze mną, aby poinformować o wyniku. Nie spodziewa się odmowy ze
                        strony WSWewnętrznych”.

                        Koniec cytatu.

                        Zachowała się również notatka służbowa z kolejnej rozmowy operacyjnej,
                        przeprowadzonej z Panem przez ppor. Plebana w dniu 27 marca 1973 r. Cytuję:

                        „Zgodnie z ustaleniem z poprzedniej rozmowy, wywołałem telefonicznie spotkanie z
                        Piotrem B., aby uzyskać relację z aktualnego stanu organizacyjnego Towarzystwa
                        Hilozoistycznego.

                        W trakcie rozmowy stwierdził [on], że miałem rację w tym, że nie będzie miał
                        wśród członków Towarzystwa dobrych partnerów do dyskusji na tematy wynikające z
                        założeń programowych Towarzystwa. Poinformował mnie też, że złożył zgłoszenie do
                        Wydziału Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście i będzie czekał na decyzję.

                        Ja ze swej strony podtrzymałem wątpliwości co do celowości i efektywności
                        prowadzenia dyskusji na tematy polityczno-filozoficzne w kręgu kilku studentów i
                        studentek i powiedziałem, że swoje zamiłowanie i znajomość przedmiotu filozofii
                        może o wiele korzystniej spożytkować w Kole Naukowym Filozofów przy Klubie ZU
                        ZMS lub ZSP.

                        Badura odpowiedział, że zastanowi się nad tą sprawą po rozpoczęciu działalności
                        nowej organizacji studenckiej. Poza tym po przeszkoleniu w Szklarskiej Porębie
                        ma zamiar nadal aktywnie uczestniczyć w Stowarzyszeniu PAX-u we Wrocławiu. Za
                        wiele czasu na działalność nie ma, gdyż na I roku chemii jest bardzo dużo nauki,
                        a on chce osiągnąć jak najlepsze wyniki, by po II roku studiować wg
                        indywidualnego programu studiów.

                        Na zakończenie umówiliśmy się, że po 2-3 tygodniach znowu spotkamy się na
                        rozmowę. […]

                        Było to kolejne spotkanie mające na celu zbliżenie Piotra B. do naszego aparatu
                        i zasugerowanie mu zaangażowania się w pracy społecznej w organizacji
                        studenckiej lub Kole Naukowym, prowadzonym przez pracownika naukowego. Piotr B.
                        rozmawia ze mną szczerze i otwarcie i chętnie zgodził się na następną rozmowę.
                        Wg informacji KO »TŻ« faktycznie nie udziela się w pracy społecznej w DS
                        »Szklany Dom«, a wiele czasu poświęca na naukę”.

                        Koniec cytatu.

                        Kolejny godny uwagi dokument to doniesienie TW ps. „11S” z 22 maja 1973 r. Jest
                        on szczególnie interesujący z uwagi na zawarte w nim informacje na temat
                        Romualda Szeremietiewa, późniejszego czołowego działacza KPN, z którym zetknął
                        się Pan w szeregach wrocławskiego „PAX”-u. Cytuję ważniejsze fragmenty:

                        „W ostatnim okresie Piotr Badura - działacz PAX-u, przewodn. oddz. młodzieżowego
                        Uniwersytetu Wr., rozpoczął werbować nowych członków PAX-u. PAX-em już wcześniej
                        interesował się Romuald ,Szeremietiew, który to w tej chwili wspólnie z Piotrem
                        opracowuje program działania grupy młodzieżowej. Szeremietiew zwerbował do swej
                        pracy kol. Jabłko i kol. Koniuszewskiego. Mnie także namawiają do wstąpienia w
                        szeregi PAX-u, jednak do tej pory nie podjąłem decyzji. Działalność ich ma się
                        rozwijać w następujących kierunkach: kultura, sport i turystyka [bez] propagandy
                        i szkolenia ideologicznego. Działaczom, którzy będą pracować w PAX-ie proponują
                        stypendia organizacyjne w wysokości do 700 zł miesięcznie. W tej chwili
                        największy nacisk kładzie się na sprawy rekrutacji członków. Pragną także, aby
                        członkowie PAX-u pracowali w komórkach SZSP. Bazę socjalną i finansową ma
                        zapewnić oddział wojewódzki. Mnie proponowana jest Komisja Organizacyjna łącznie
                        ze szkoleniem ideologicznym. Głębszą charakterystykę mogę przedstawić później po
                        bardziej dokładnym zorientowaniu się w ich zamiara
                        • z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 3 27.12.08, 21:14
                          „W ostatnim okresie Piotr Badura - działacz PAX-u, przewodn. oddz. młodzieżowego
                          Uniwersytetu Wr., rozpoczął werbować nowych członków PAX-u. PAX-em już wcześniej
                          interesował się Romuald ,Szeremietiew, który to w tej chwili wspólnie z Piotrem
                          opracowuje program działania grupy młodzieżowej. Szeremietiew zwerbował do swej
                          pracy kol. Jabłko i kol. Koniuszewskiego. Mnie także namawiają do wstąpienia w
                          szeregi PAX-u, jednak do tej pory nie podjąłem decyzji. Działalność ich ma się
                          rozwijać w następujących kierunkach: kultura, sport i turystyka [bez] propagandy
                          i szkolenia ideologicznego. Działaczom, którzy będą pracować w PAX-ie proponują
                          stypendia organizacyjne w wysokości do 700 zł miesięcznie. W tej chwili
                          największy nacisk kładzie się na sprawy rekrutacji członków. Pragną także, aby
                          członkowie PAX-u pracowali w komórkach SZSP. Bazę socjalną i finansową ma
                          zapewnić oddział wojewódzki. Mnie proponowana jest Komisja Organizacyjna łącznie
                          ze szkoleniem ideologicznym. Głębszą charakterystykę mogę przedstawić później po
                          bardziej dokładnym zorientowaniu się w ich zamiarach. […]

                          Roman (sic!) Szeremietiew ma zamiar podjąć pracę etatową w »PAX«-ie pod
                          warunkiem przejęcia przez "PAX" spłaty stypendium fundowanego z DOKP.”

                          Koniec cytatu.

                          W omówieniu pozyskanych informacji ppor. Pleban pisał: „Jak wynika z informacji,
                          Roman Szeremietiew wraz z Jabłko i Koniuszewskim, usuniętymi z Zarządu UKNP,
                          zaangażowali się do działalności w stowarzyszeniu "PAX". Ze względu na znaną nam
                          ich postawę istnieje konieczność podjęcia operacyjnych przedsięwzięć
                          zmierzających do kontroli tej działalności. Naszemu TW ps. "11S" zabroniłem
                          wstępowania do PAX-u, a działać ma, dopóki to będzie możliwe, na zasadzie
                          sympatyka”.

                          Koniec cytatu.

                          Zgodnie z treścią cytowanej notatki, ppor. Pleban planował następujące
                          przedsięwzięcia:

                          1. Porozumieć się z Wydz. IV w tej sprawie w celu ewentualnego zdyskredytowania
                          wymienionych osób w Zarządzie »PAX«-u.

                          2. Przeprowadzić rozmowę z Piotrem B. pod pretekstem interesowania się losami
                          "Towarzystwa Hilozoistycznego" w celu wysondowania jego aktualnych zamierzeń”.

                          TW ps. „11S” otrzymał następujące zadanie: „Na zasadzie sympatyka brać udział w
                          zebraniach w celu dalszego rozpoznania zamierzeń i programu działania Koła "PAX"”.

                          Bardzo ciekawe są również uwagi, jakimi przytoczone powyżej doniesienie opatrzył
                          mjr Albin Zalewski, zastępca naczelnika Wydziału III KW MO we Wrocławiu. Cytuję:

                          „- Poinformować Wydział IV w/m o "Kole" studenckim i PAX-ie. Przedstawić im
                          naszą koncepcję, tzn. że my będziemy przeciwstawiać się wpływom PAX-u na uczelniach.

                          - Poinformować, kim są Szeremietiew, Jabłko, Koniuszewski - uzgodnić czy oni nie
                          mają możliwości wyeliminowania ich z tej organizacji.

                          - Sprawa TW "11S" - gdyby nie udało się wyeliminowanie w/w z "PAX"-u, należy się
                          zastanowić, czy nie byłoby słuszne wstąpienie tam TW - po to, aby kontrolować
                          działalność tej grupy (ale należy uprzedzić TW, że później mógłby mieć trudności
                          w wstąpieniu do PZPR - wyrażał takie chęci)”.

                          Koniec cytatu.

                          W dniu 10 października 1973 r. ppor. Pleban rozmawiał m. in. na Pański temat z
                          doc. dr Ignacym Siemionem, I sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR przy
                          Uniwersytecie Wrocławskim. Cytuję dotyczące Pana fragmenty odnośnej notatki
                          służbowej:

                          „Z Piotrem Badurą doc. S. zetknął się na forum publicznym dwukrotnie. Po raz
                          pierwszy na zebraniu studentów Wydz. Mat.-Fiz.-Chem. w lutym br., w okresie
                          kampanii przed zjednoczeniem ruchu młodzieżowego. Wymieniony wraz z innymi
                          studentami II i III roku […] sugerował, aby mająca powstać jedna organizacja
                          SZSP miała charakter apolityczny i spełniała rolę związku zawodowego studentów.
                          Wówczas jednak spotkał się z odpowiednią kontrpostawą działaczy i niektórych
                          studentów. Po raz drugi Piotr. B. w trakcie spotkania działaczy z doc. Siemionem
                          w Klubie ."Progres" (maj 1973 r.) zapytał o możliwość utworzenia studenckiego
                          koła "PAX" przy Uniwersytecie. Podał jednocześnie, że ocenia członków i ew.
                          kandydatów na takiego koła na 40 osób. Doc. S. odpowiedział jednak, że władze
                          uczelni nie mogą zaakceptować tej propozycji, gdyż organizacja "PAX", związana z
                          Kościołem, nie może mieć miejsca na świeckiej uczelni.

                          Ja zasugerowałem, aby opiekun II roku chemii zainteresował się bliżej Piotrem
                          Badurą, gdyż jest to student o ambicjach i predyspozycjach przywódczych i może
                          udałoby się go zaangażować do bardziej konstruktywnej działalności w ramach SZSP”.

                          Koniec cytatu.

                          W dniu 20 grudnia 1973 r. ppor. Pleban odbył z Panem kolejną rozmowę operacyjną.
                          Cytuję odnośną notatkę służbową z 22 grudnia 1973 r.:

                          „W dniu 20 grudnia 1973 r., zgodnie z planowaną taktyką postępowania,
                          przeprowadziłem rozmowę operacyjną z figurantem sprawy operacyjnego sprawdzenia
                          krypt. "ZEN" – Piotrem B., w wyniku której uzyskałem następujące informacje:

                          1. "Towarzystwo Hilozoistyczne", które Piotr B. usiłował zarejestrować w
                          Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście, nie podjęto żadnej
                          działalności przewidywanej regulaminem. Na pismo złożone przez Badurę
                          W.S.Wewnętrznych nie odpowiedział; także członkowie zrezygnowali ze
                          zorganizowanych spotkań dyskusyjnych w tej sytuacji Piotr B. postanowił
                          zaangażować się w działalność w ramach "PAX"-u.

                          2. Na terenie Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie,
                          ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na rozmowy pod
                          zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione zostały także uczelnie. W
                          efekcie wina spadła na Bzdurę i rodzice studentów nie chcą go przyjmować w domu
                          ani zezwalać na spotkania ze swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje,
                          że nie dotrzymałem obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać
                          jego zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo jego
                          sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania wspomnianych studentów.

                          3. Posiadając przeszkolenie w zakresie działalności w "PAX", Piotr B. postanowił
                          sporządzić listę studentów Uniw. Wrocł. – członków "PAX" i zorganizować grupę
                          uniwersytecką. Okazało się, że jest ich 24 osoby, w tym kilku absolwentów
                          ubiegłorocznych. Zarówno Piotr B. jak i inni członkowie "PAX" nie wstępowali do
                          SZSP, ale w ostatnich dniach postanowili wstąpić do tej organizacji ze względu
                          na korzyści socjalno-kolturalno-turystyczne.

                          4. Dobre imię "PAX"-owi podrywają częściowo w środowisku uniwersyteckim
                          członkowie KIK-u, twierdząc, że "PAX" to agentura komunistyczna Moskwy, KC PZPR
                          itp. Tym też Piotr B. tłumaczy stosunkowo niską cyfrę studentów – członków "PAX".

                          Na pytanie o Romana (sic!) Szeremietiewa i jego pracę w Stowarzyszeniu "PAX"-
                          Piotr B. udzielił odpowiedzi wymijającej.

                          Stwierdził też, że ktoś z pracowników Służby Bezpieczeństwa poinformował Zarząd
                          Wojewódzki Stowarzyszenia "PAX" o jego przeszłości i wzywaniu go z tego powodu
                          do KW MO, bo go o te sprawy pytano i proszono o wyjaśnienie, co to były za
                          nielegalne organizacje. Złożył więc relację dot. Koła "ZEN" (Związek
                          Enigmatystów Niezależnych) i Towarzystwa Hilozoistycznego oraz z faktu wzywania
                          go do KW MO, tak aby jego "konto" w Stowarzyszeniu było czyste.

                          Bywa więc w Zarządzie Wojewódzkim [„PAX”] 2-3 razy w tygodniu, w godzinach
                          rannych, natomiast w środowisku uniwersyteckim ani na Wydziale Mat.-Fiz.-Chem.
                          ani w DS "Szklany Dom" nie podejmuje żadnej działalności społeczno-politycznej.
                          Zdecydowany jest nadal działać w "PAX" i o ile mu się uda, ożywić działalność
                          wśród studentów – członków "PAX"-u.
                          • z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 4 27.12.08, 21:16
                            Ponadto uczęszcza i jest członkiem w Ośrodku Wyższej Kultury Chrześcijańskiej
                            przy Duszpasterstwie im. św. Macieja przy ul. Szewskiej. Bierze udział w
                            odczytach i dyskusjach na tematy filozoficzne, organizowanych w "Maciejówce". W
                            dyskusjach tych uczestniczy różna liczba studentów (20, 30, 40), nie mają one
                            jednak charakteru politycznego, takiego, który by mógł spowodować interwencję
                            władz administracyjnych. Powodem jest m. in. otwarty charakter tych imprez, tzn.
                            każdy, kto chce, może w nich brać udział. Odczyty na tematy
                            filozoficzno-teologiczne przygotowują studenci, a czasem gościnnie ma wykład
                            duchowny. Ośrodek ma swój znaczek, który uczestniczący w życiu duszpasterstwa
                            noszą w klapach marynarek.

                            Wykorzystując okazaną przez Piotra B. niechęć do Klubu Inteligencji Katolickiej,
                            zwróciłem się do niego o rozpoznanie rozmiaru jego działalności wśród studentów
                            Uniwersytetu. Piotr B. przyjął moją propozycję i zobowiązał się przygotować
                            informację w tej sprawie na koniec II dekady stycznia 1974 r. Podał mi numer
                            telefonu do Woj. Zarządu "PAX" przy [ul.] Kuźniczej i dni, w które mogę do niego
                            zadzwonić w godzinach rannych w celu wywołania spotkania”.

                            Koniec cytatu.

                            Notatka kończy się następującymi uwagami: „Piotr B. zgodził się na odbycie
                            rozmowy bez żadnych oporów. Powiedział też, że chciał ze mną rozmawiać przed
                            wakacjami w związku z interwencją SB na terenie Warszawy, ale nie udało mu się
                            kilkakrotnie dodzwonić się do mnie, więc zrezygnował. W trakcie rozmowy
                            zachowywał się swobodnie, lecz zauważyłem, że się kontroluje i jest bardziej
                            powściągliwy niż przy poprzednich rozmowach. […] Kontynuować kontakt z Piotrem
                            B., wykorzystując zadania związane z KIK-iem”.

                            Koniec cytatu.

                            Bardzo ciekawym dokumentem jest także notatka służbowa z dnia 16 października
                            1974 r., spisana przez por. Plebana (awansował!) po przeprowadzonej tego dnia
                            kolejnej rozmowie z Panem. Cytuję:

                            „W dniu 16.X.1974 r. przeprowadziłem kolejną rozmowę z Piotrem B. – III r.
                            chemii Un. Wr. – figurantem sprawy oper. krypt. "ZEN". W trakcie poprzedniej
                            rozmowy ustaliliśmy, że zorientuje się [on] o zasięgu i formach działalności
                            Klubu Inteligencji Katolickiej. Zadanie to zrealizował, informując mnie o
                            następujących problemach:

                            - istnieją trzy formy powiązania z KIK: członek zwyczajny, członek nadzwyczajny
                            i sympatyk. Na członków przyjmuje się raczej niechętnie.

                            - zasięg oddziaływania na młodzież akademicką ze strony KIK jest stosunkowo
                            znikomy. Na prelekcje i odczyty nie przychodzi więcej jak 10-15 osób, a w
                            wyjątkowych przypadkach, np. spotkań z którymś z biskupów, do 50 osób.

                            - na co dzień w Klubie KIK bywają starsi wiekiem członkowie Klubu, przeważnie
                            repatrianci ze Wschodu (Wilno, Lwów) oraz ich dzieci ze swymi kolegami. Dyskusji
                            na tematy polityczne na forum publiczne unikają, choć niewątpliwie w rozmowach
                            prywatnych starsi nie okazują sympatii do ZSRR z powodu pozostawionych tam dóbr
                            materialnych. Także programy prelekcji nie przewidują przeważnie spraw
                            politycznych i ta właśnie izolacja jest w odniesieniu do młodych zjawiskiem
                            szkodliwym. Odcinaniem się od polityki tłumaczyć też należy, zdaniem Piotra B.,
                            niechęć do przyjmowania na członków KIK członków "PAX"-u.

                            - ostatnio prelekcję w Klubie KIK prowadził dr Adolf Juzwenko z Uniwersytetu na
                            temat "Dylematy polityki wschodniej II Rzeczypospolitej". Po prelekcji padło
                            kilka pytań o szczegóły, ale nie było dyskusji o charakterze wrogim w stosunku
                            do ZSRR.

                            - prezesem KIK jest doc. Kazimierz Czapliński z Politechniki, v-ce prezesem mgr
                            Ewa Unger z UWr. Piotr B. zobowiązał się informować mnie o przypadkach
                            szkodliwej działalności politycznej ze strony KIK.

                            Jeżeli chodzi o "PAX", to Piotr B. prowadzi tam sprawy młodzieży, tj. organizuje
                            spotkania, prelekcje i odczyty. Jako wynagrodzenie otrzymuje rodzaj stypendium w
                            kwocie 1.400 zł.

                            W Klubie "PAX" zrzeszonych jest około 100 studentów z wrocławskich uczelni, ale
                            aktywnie uczestniczy w różnych formach zajęć około 50 studentów. Roman (sic!)
                            Szeremietiew jako etatowy pracownik Stowarzyszenia "PAX" zajmuje się sprawami
                            szkoleniowymi. Zdaniem Piotra B. przyszedł on do Stowarzyszenia z opinią
                            czołowego działacza studenckiego, ale w rzeczywistości żadną rewelacją w
                            działalności "PAX" się nie okazał. W rozmowach prywatnych na tematy polityczne
                            wykazuje wiele uznania i szacunku do Józefa Piłsudskiego i jego roli w
                            stworzeniu II Rzeczypospolitej. Nadal zamierza pisać doktorską pracę o
                            doktrynach politycznych okresu międzywojennego. […]

                            Piotr B. poinformował mnie też, że nadal zamierza działać w Stowarzyszeniu "PAX"
                            i w związku z tym wybiera się jeszcze w tym miesiącu na 2-3 dniowe
                            przeszkolenie. […]

                            - Na teren DS "Szklany Dom" swej działalności w "PAX"-ie nie przenosi zgodnie z
                            moim zaleceniem. […]

                            Piotr B. chętnie zgodził się na rozmowę ze mną i wg mego odczucia szczerze ze
                            mną rozmawiał. Uważa się za człowieka lojalnego względem naszego państwa i
                            ustroju socjalistycznego, z tym, że jak twierdzi, należy do grupy ludzi
                            budujących ustrój socjalistyczny z pozycji katolickich ("Jeden ustrój – dwie
                            ideologie", takie jest założenie "PAX"-owców). Nie uważa swej postawy za
                            szkodliwą politycznie i deklaruje się informować mnie w przyszłości o wrogiej
                            działalności wobec naszego państwa i ustroju”.

                            Koniec cytatu.

                            W zakończeniu notatki por. Pleban zawarł następujące wnioski:

                            „1. Sporządzić analizę sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN".

                            2. Zaniechać dalszego prowadzenia ze względu na wyjaśnienie sprawy.

                            3. Materiały przekazać do Wydziału IV, ponieważ Piotr B. pracuje w "PAX".

                            4. Odbywać okresowo spotkania z Piotrem B. w celu odebrania informacji na temat
                            działalności KIK i "Maciejówki"”.

                            Koniec cytatu.

                            Zgodnie z owymi wnioskami por. Edward Pleban opracował datowaną 30 października
                            1974 r. analizę końcową sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. „ZEN”. W
                            dokumencie tym czytamy m. in.:

                            „Sprawa operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN" wszczęta została przez inspektora
                            G. Gołębiewskiego w dniu 27 listopada 1972r. […] W efekcie przeprowadzonych
                            wszechstronnych wywiadów za pomocą TW ps. "11S" i TW ps. "Maciek" oraz TW ps.
                            "Andrzej" a także informacji Służby Bezpieczeństwa w Opolu, uzyskano dane, że
                            Piotr Badura jest centralną postacią i inspiratorem utworzenia zarówno nieznanej
                            bliżej organizacji "ZEN", jak i powoływanej o nazwie "Towarzystwo
                            Hilozoistyczne". Żadna z tych organizacji nie przejawiała na zewnątrz
                            konkretnych form i metod działania. Uzyskano też informację, że w środowisku DS
                            "Szklany Dom" Piotr Badura usiłuje propagować ideologię i literaturę
                            Stowarzyszenia "PAX".

                            Ponieważ w drodze operacyjnej nie istniały dalsze możliwości ustalenia
                            charakteru i form działalności organizacji o nazwie "ZEN" postanowiono
                            przeprowadzić rozmowę rozpoznawczo-sondażową i jednocześnie profilaktyczną z
                            figurantem Piotrem Badurą. Rozmowa spełniła swój cel i dostarczyła
                            przewidywanych informacji.

                            W obszernym oświadczeniu Piotr Badurą wyjaśnił, że skrót "ZEN" oznacza "Związek
                            Eganimistów - Niezależni". Miała to być organizacja o charakterze filozoficznym,
                            której podstawową formą działania miały być dyskusje. Podstawy filozoficzne i
                            założenia programowe opracował Piotr Badura i przedstawił swoim kolegom. Od
                            początku pomysłu utworzenia organizacji zamierzał zalegalizować ją w Wydziale
                            Spraw Wewnętrznych, zgodnie z "prawem o stowarzyszeniach". Podejmowane starania
                            przez P. Badurę w okresie lat 1971-72 powołania organizacji nie dały jednak
                            rezultatu ze względu m.in. na zmianę miejsca zamieszkania i luźny kontakt z
                            przyszłymi członkami, a także błędy w programie filozoficznym. W efekcie "ZEN"
                            pozostał w sferze niezrealizowanego projektu organizacyjnego.
                            • z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 5 27.12.08, 21:18
                              Po przybyciu do Wrocławia na I rok studiów w październiku 1972 r. Piotr Badura
                              zaczął od podstaw przygotowania do legalizacji nowej organizacji ze zmienionym
                              programem. Do współpracy z nim Do współpracy z nim i Sergiueszem Kowalskim
                              pozyskał oferty dwóch współmieszkańców.,z DS "Szklany Dom" i trzech studentów z
                              I roku filologii, w tym jego siostry, Zofii Badury. […]

                              Na czoło programu "TH", opracowanego przez P. Badurę, wysuwa się założenie, że
                              społeczeństwo socjalistyczne może być budowane przez ludzi o różnych
                              światopoglądach i że rozwój stanowi główny czynnik poprawy warunków życia całej
                              ludzkości (likwidacja głodu, klęsk żywiołowych, chorób itp.).

                              Uzyskanie od P. Badury nazwisk wszystkich członków i sympatyków Towarzystwa
                              Hilozoistycznego oraz zapewnienie o próbie legalizacji stowarzyszenia ułatwiło
                              dalszą operacyjną kontrolę jego działalności.
                              Poprzez współpracę z Wydziałem III K[omendy]S[stołecznej] MO Warszawa uzyskano
                              informację, że w dniu 21 stycznia 1973 r. w mieszkaniu Sergiusza Kowalskiego
                              odbyło się spotkanie 6 członków towarzystwa, na którym przyjęto założenia
                              programowe opracowane przez P. Badurę. Konsekwencje administracyjne ze strony SB
                              i powiadomienie władz Uniwersytetu Warszawskiego o nielegalnym spotkaniu u S.
                              Kowalskiego doprowadziły do zaniechania dalszych spotkań i uznania P. Badury
                              przez rodziców Kowalskiego za niepożądanego w ich domu.

                              W trakcie dalszych rozmów z Piotrem Badurą uzyskano informację, że Wydział Spraw
                              Wewnętrznych w ogóle nie odpowiedział na pismo o zgłoszeniu Towarzystwa
                              Hilozoistycznego.

                              Z dalszych materiałów wynika, że w środowisku uniwersyteckim w okresie kampanii
                              zjednoczeniowej do SZSP Piotr B. lansował pogląd o organizacji typu związkowego,
                              ale jego wystąpienia były umiejętnie neutralizowane przez TW ps. "11S".

                              W wyniku rozmów z KO "TŻ" i ostrzeżeniu Piotra B. nie dopuszczono do rozwinięcia
                              przez niego działalności z pozycji ideologii "PAX" na terenie uczelni i DS
                              "Szklany Dom". Wykorzystując wewnętrzne animozje "PAX" i KIK skierowano uwagę
                              P. Badury na rozpoznanie dla celów Służby Bezpieczeństwa programu i zakresu
                              oddziaływania na środowisko uczelniane Klubu Inteligencji Katolickiej. […]

                              Współpracę z Wydziałem III KS MO należy uznać za korzystną, gdyż doprowadziła w
                              krótkim czasie do przerwania spotkań członków Towarzystwa Hilozoistycznego
                              zamieszkałych w Warszawie oraz do poderwania reputacji w tamtym środowiska
                              Piotrowi B. Mówił o tym sam figurant na jednym ze spotkań z por. E. Plebanem. […]

                              Przekazanie informacji KO "TŻ" o postawie i zamierzeniach Piotra B. na terenie
                              DS "Szklany Dom" spowodowało zainteresowanie się jego osobą i skuteczne
                              przeciwdziałanie rozwinięciu przez niego działalności PAX-owskiej.

                              Rozmowy i spotkania o charakterze konspiracyjnym z figurantem miały m. in. na
                              celu związanie go z naszym aparatem i w perspektywie wykorzystanie go jako
                              źródła informacji. Reprezentuje [on] bowiem wysoki poziom intelektualny, chce
                              studiować wg indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej w
                              Uniwersytecie Wrocławskim”.

                              Koniec cytatu.

                              We wnioskach końcowych por. Pleban pisał:

                              „1. Nadal kontynuować okresowe spotkania z figurantem P. Badurą.

                              2. Z uwagi na pracę figuranta w Woj. Stowarzyszeniu "PAX" wybrane materiały
                              przekazać do Wydz. IV tut. KW MO.

                              3. Sprawę operacyjnego sprawdzenia zakończyć i złożyć do archiwum”.

                              Koniec cytatu.

                              Przytoczone powyżej dokumenty stanowią, moim zdaniem, ciekawą ilustrację form i
                              metod działania, z pomocą których SB starała się kontrolować sytuację w polskich
                              środowiskach akademickich w latach 70. Za szczególnie interesujące uważam
                              informacje mówiące o próbach wykorzystywania przez SB wzajemnych animozji KIK i
                              „PAX”.

                              Przytaczam dokumenty bez daleko sięgających ocen i komentarzy, traktując je jako
                              godne uwagi źródło historyczne (co nie znaczy, że nie mam swojego zdania na ten
                              temat). Nie chcę oceniać i osądzać. Zdaję sobie sprawę z tego, że znane mi
                              dokumenty prezentują dość jednostronne spojrzenie na ówczesną rzeczywistość –
                              tylko z punktu widzenia SB. Dlatego pozwalam sobie wyrazić nadzieję, że wzbogaci
                              Pan ten obraz swoimi uwagami i komentarzami.

                              Przedstawiona tu sprawa wydaje mi się dość istotna w kontekście naszkicowanych
                              pobieżnie przez Pana okoliczności odesłania Pana na, jak Pan to określił,
                              polityczną emeryturę z „PAX”. Czy nie sądzi Pan, że do działaczy „PAX” mogły
                              dotrzeć informacje na temat Pańskich spotkań z por. Plebanem, budząc zrozumiałe
                              zaniepokojenie w tym środowisku? Być może to właśnie zadecydowało o odstawieniu
                              Pana na boczny tor, a nie jakieś nieporozumienia na temat tych czy innych
                              sformułowań w dokumentach programowych? Przynajmniej niektórzy działacze „PAX”
                              (jak np. Romuald Szeremietiew, późniejszy działacz KPN) mogli słusznie obawiać
                              się tego typu kontaktów. Informacje na ten temat mogły rozejść się dość szeroko
                              i dotrzeć nawet później do działaczy opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej.
                              Kto wie, czy nie dlatego właśnie szybko wyeliminowano Pana z grona czołowych
                              działaczy związkowych, o czym pisał Pan w innym wątku na tym forum? W tamtych
                              czasach wystrzegano się osób utrzymujących jakiekolwiek kontakty z SB, nawet
                              jeśli chodziło o sprawy z przeszłości. Dmuchano na zimne, bo z tego typu
                              kontaktami wiązało się wielkie ryzyko. Oczywiście są to tylko moje subiektywne
                              spekulacje na temat Pańskich perypetii sprzed lat. Sądzę jednak, że warto byłoby
                              wziąć je pod uwagę.

                              Pozdrawiam

                              Zbigniew Bereszyński


















                              • Gość: ;-) Figurant Badura = jawny współpracownik? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.08, 22:37
                                • Gość: sm Re: Figurant Badura = jawny współpracownik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.08, 22:56
                                  To sie chyba nazywa nieformalna wspólpraca? Co na to Piotr B?
                              • Gość: Piotr Badura Uzbrójcie się w cierpliwość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 22:44
                                Szanowni Forumowicze
                                Jeszcze przed świętami pożegnałem się tu na forum z panem Bereszyńskim. Złożyłem
                                mu życzenia świąteczne i poinformowałem, że aż do Nowego Roku, z braku czasu,
                                nie będę mógł pisać na forum. Patrz:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88138533&a=88899423
                                Pan Bereszyński złożył mi wzajemnie życzenia. Napisał też: "dla zniesławienia
                                kogoś wystarczy napisać dwa-trzy zdania. To bardzo łatwe. Aby wyjaśnić sprawę,
                                trzeba niekiedy zapisać kilka stron. Na tym polega przewaga oszczerców nad
                                ludźmi przez nich szkalowanymi. Łatwiej atakować niż się bronić. Życzę Panu, aby
                                nie musiał Pan
                                przekonywać się o tym na własnej skórze." Patrz:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88138533&a=88904943
                                Życzenie, bym o przewadze oszczercy nad szkalowanym nie musiał przekonywać się
                                na własnej skórze, było absolutnie nieszczere, bo pan Bereszyński trzymał już w
                                pogotowiu oszczerczy względem mnie materiał i nie było go dwa-trzy zdania, ale
                                sporo ponad dwadzieścia stron znormalizowanego maszynopisu. Trzymając się
                                proporcji pana Bereszyńskiego, tj. dwa-trzy zdania oszczerstwa – kilka stron
                                wyjaśnień, musiałbym na ponad dwadzieścia stron oszczerstw odpowiedzieć setkami
                                stron wyjaśnień. Oczywiście nie jestem w stanie napisać teraz kilkuset stron
                                wyjaśnień. Pan Bereszyński wie o tym tak samo doskonale, jak wiedział, że
                                umieszczając swe oszczerstwa tu na forum w dniu 27 grudnia gwarantuje sobie
                                tydzień wiszenia ich tu bez mojej reakcji. Forumowiczom pozostawiam ocenę
                                takiego postępowania.
                                Oszczerstwa pana Bereszyńskiego są oszczerstwami drugiego stopnia. Oszczerstwami
                                pierwszego stopnia były konfabulacje ppor. Edwarda Plebana. Opisał on rozmowy,
                                które bądź to w ogóle nie miały miejsca, bądź też miały inny, niż opisany
                                przebieg. Pan Bereszyński poszedł jednak dalej. Konfabulacje ppor. Edwarda
                                Plebana jeszcze „podrasował”. Przez odpowiedni dobór i układ cytowanych
                                oszczerstw, przez pomijanie istotnych elementów, a także przez swoje insynuacje
                                starał się wzmocnić efekt. Myślę, że wobec ludzi o skromnych możliwościach
                                intelektualnych zdało to egzamin. Kilku forumowych osiołków rzeczywiście dało
                                się panu Bereszyńskiemu na ten przegnity pasztet nabrać (nie dotyczy to pana
                                Juhasa, który zwrócił tylko uwagę, że wywód pana Bereszyńskiego jest
                                niezrozumiały). Stali bywalcy forum zachowali jednak zdrowy rozsądek i
                                cierpliwie czekają. Uzbrójcie się jeszcze trochę w cierpliwość. Postaram się od
                                jutra krok po kroku dementować te wszystkie oszczerstwa. A dla rozweselenia
                                polecam niedokończoną bajkę w następnym poście.
                                Pozdrawiam wszystkich i życzę pomyślności w Nowym Roku 2009
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Niedokończona bajka o smoku Bąkaczu ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 22:45
                                W środku głębokiego lasu żył rycerz. Mieszkał w wieży z kości słoniowej. W ciszy
                                i spokoju oddawał się w niej medytacjom. Pewnego dnia jego spokój zakłóciły
                                jakieś hałasy. Wpierw nie zważał na nie, ale stawały się coraz głośniejsze.
                                Wyjrzał więc przez okienko i dostrzegł u stóp wieży gromadę ludzi.
                                - Zaraz otworzę drzwi i spuszczę wam drabinę, zawołał do nich.
                                - Ach nie, panie, dla twego dobra lepiej ty zejdź do nas, bo jak my wejdziemy na
                                górę, to będziesz musiał się wyprowadzić ze swej wieży, tak tam będzie śmierdzieć.
                                - Wobec tego schodzę do was – zawołał rycerz.
                                Rycerz otworzył drzwi, rozwinął sznurową drabinę i zaczął schodzić. Trochę to
                                trwało, bo drzwi były dość wysoko. Nieszczęśnicy pod wieżą przesunęli się w tym
                                czasie o dobre dwadzieścia kroków na wschód.
                                - Zostań panie tam gdzie jesteś – zwołali. – Wieje od zachodu i dzięki temu
                                będziesz mógł oddychać.
                                - Cóż was do mnie sprowadziło? – zapytał rycerz.
                                - Ach panie, okropnie cierpimy – powiedział przywódca gromady. Żyje w naszej
                                okolicy smok, który uwielbia pasztety. Nie byłoby w tym nic złego. Pieklibyśmy
                                mu te pasztety. Ale on gustuje wyłącznie w pasztetach, które piekli sekretni w
                                służbie poprzedniego króla. Tymczasem takie pasztety mogą jeść tylko smoki o
                                mocnych trzewiach, a nasze smoczysko ma niestety trzewia liche i po każdym
                                zjedzonym pasztecie sekretnych bulgocze mu w nich, bulgocze, aż na koniec...
                                Wybacz panie, ale nie mam odwagi powiedzieć, co się potem dzieje.
                                - A dlaczegóż to nie masz odwagi?
                                - Ach, bo to zbyt prostackie dla twego pańskiego ucha.
                                - Mów szczerze. Nie lubię prostactwa, ale me ucho niejedno już słyszało i mam
                                pewną odporność.
                                - Skoro tak panie, to powiem. Gdy smoczysku rozbulgocze się już w trzewiach
                                niemożliwie, to nagle puszcza ono okrutnie śmierdzącego, mokrego bąka. Stąd
                                wszyscy nazywamy go Bąkaczem. Biada temu, kto jest wtedy w pobliżu. Zostanie
                                cały tak ubabrany, że długo tego nie zmyje. Cuchnie przez to okrutnie w naszej
                                okolicy i na wszystkich nas ten smród powoli przechodzi.
                                - A próbowaliście smokowi wytłumaczyć, by jadał co innego? – zapytał rycerz.
                                - Ach panie, wiele razy. Nic to jednak nie dało i Bąkacz wciąż żywi się
                                pasztetami sekretnych. W was panie teraz cała nasza nadzieja. Wy jesteście
                                rycerzem bez skazy i zmazy, znanym obrońcą uciśnionych, więc błagamy o pomoc.
                                - Jest pewna możliwość – powiedział rycerz. Skoro smoczysko je tylko pasztety
                                sekretnych, to trzeba go uleczyć pasztetem sekretnych.
                                - Ale jakżeż to panie?! – zawołali nieszczęśnicy. Przecież te pasztety nie
                                leczą, a szkodzą!
                                - Macie rację i jej nie macie. Pasztety sekretnych rzeczywiście szkodzą, ale
                                bywa tak, że gdy ktoś jakiś pokarm mocno odchoruje, to dostaje wstrętu do takich
                                pokarmów. Gdyby wasze smoczysko zjadło taki pasztet, to może odeszłaby mu ochota
                                na ten rodzaj jadła i byłoby zdrowe.
                                - Ale skąd panie mamy wziąć taki pasztet!
                                - Zostawcie to mnie. Sekretni w przesławnym grodzie Wrocławiu upiekli kiedyś
                                taki pasztet. Może uda się smoczysko zachęcić do zjedzenia go.
                                - Oj dałby Bóg, panie, dałby Bóg.
                                - Wracajcie więc do domów i módlcie się, by kuracja smoka uleczyła, a nie
                                zabiła, bo słyszałem, że tak w ogóle to poczciwe smoczysko, tyle tylko, że w
                                złym jadle gustuje.
                                Goście pożegnali rycerza i wyruszyli do swych domów, modląc się o uzdrowienie
                                smoka. Rycerz tymczasem zaczął obmyślać plan skuszenia Bąkacza na wrocławski
                                pasztet.
                              • Gość: Piotr Badura Proszę uzupełnić braki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 22:48
                                Szanowny Panie Bereszyński
                                Zrobił Pan rzecz dla siebie fatalną (choć dla mnie akurat korzystną). Ma Pan w
                                tej chwili trzy możliwości:
                                1) Zreflektować się i przyznać, że poniesiony emocjami, wskutek nieradzenia
                                sobie w prowadzonych przez nas na forum i poza nim dyskusjach, postanowił Pan
                                jako argumentu użyć haków, a ponieważ prawdziwych haków Pan nie znalazł, to je
                                Pan spreparował. Teraz mnie Pan przeprasza, wszystko odwołuje i prosi, bym uznał
                                sprawę za zamkniętą. To byłoby najrozsądniejsze wyjście z sytuacji.
                                2) Może też Pan pod pretekstem obrażenia się, wycofać się z tej sprawy (ja się
                                oczywiście nie wycofam). To głupsze wyjście.
                                3) Na koniec może też Pan podjąć trud obrony swego postępowania. To byłoby moim
                                zdaniem najgłupsze (choć dla mnie najkorzystniejsze), ale myślę, że to właśnie
                                Pan wybierze. Dlatego oczekuję, że ujawni Pan forumowiczom, kiedy i w jaki
                                sposób zakończyła się sugerowana przez Pana moja "owocna współpraca" z Edwardem
                                Plebanem. Chyba znalazł Pan jakiś dokument w tej sprawie.
                                Oczekuję też dwóch szczegółów, które Panu mogły się wydać bez znaczenia, a dla
                                mnie są istotne w sprawie.
                                a) Czy w relacji z przesłuchania w dniu 20 stycznia 1973 odnotowano fakt, że
                                miałem wpięty w klapę marynarki znaczek organizacyjny "Towarzystwa
                                Hilozoistycznego"?
                                b) Czy w moich aktach znalazł Pan rachunek (jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to
                                był to rachunek za kawę, herbatę i ciasto wuzetka), z moim podpisem na odwrocie?
                                Jeśli tak, to jaka była data wystawienia tego rachunku? Istotna jest dla mnie
                                właśnie ta data.
                                W kolejnych postach będę sukcesywnie prostował oszczerstwa, ale na razie proszę
                                o wspomniane informacje.
                                Pozdrawiam serdecznie
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura W pewnym sensie Advocatus Diaboli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.09, 23:01
                                Szanowni Forumowicze
                                Pan Zbigniew Bereszyński napisał, iż "zdziwiło go, że zupełnym milczeniem
                                pominąłem bardzo ciekawą sprawę nieudanej próby założenia Towarzystwa
                                Hilozoistycznego". To oczywiście nieprawda.
                                W dniu 11 listopada 2008 zamieściłem na tym forum skierowany do pana
                                Bereszyńskiego post, który dostępny jest pod adresem:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=86414005&a=87096144
                                W poście tym dałem następujący odsyłacz:
                                www.cwru.edu/artsci/math/szarek/XIVLO/ksiega
                                W tym odsyłaczu można było znaleźć następującą informację na mój temat:
                                "Pewnego dnia rzecznik grupy rozrywkowej pojawił się w szkole sam.
                                Wychowawczynię poinformował, że koledzy zjedli konserwę rybną i się zatruli".
                                Jedno i drugie było prawda; liczył na to, że potocznie nie odróżnia się
                                koniunkcji od implikacji. Miał charakterystyczne, wyzywająco-ironiczne
                                spojrzenie. Nie wiemy, czy już wtedy czytał "Biesy", ale "stowarzyszenie
                                hilozoistyczne", które założył, miało wszelkie cechy tajnego sprzysiężenia
                                (jednego z nas na te okoliczność przesłuchiwała potem Służba Bezpieczeństwa).
                                Porzucił naszą szkołę, a później został działaczem PAX: niezbadane są wyroki
                                losu i ludzkie gusta."
                                Pan Bereszyński ten mój post przeczytał (bo odpowiedział następnego dnia). Nie
                                miał zatem prawa napisać, że pominąłem tę sprawę zupełnym milczeniem. Miał
                                natomiast czas, by w oparciu o tę i inne wcześniejsze informacje dotrzeć do
                                moich akt wytworzonych przez SB.
                                Wiele razy pisałem tu na forum, że absolutnie nie potępiam SB jako instytucji.
                                Potępiam oczywiście tych jej funkcjonariuszy, którzy łamali prawo. Nie zgadzam
                                się jednak na żadną odpowiedzialność zbiorową. Nie potępiam też tajnych
                                współpracowników SB, jeśli oczywiście nie łamali prawa. Dla dobra publicznego
                                współpracowali z legalną służbą legalnego państwa i nie mogą z tego tytułu być w
                                jakikolwiek sposób szykanowani. Nie zmienia to jednak faktu, że już podczas
                                pierwszego mojego zetknięcia się z SB jasno dałem do zrozumienia, że jakakolwiek
                                moja praca dla SB jest wykluczona. Wiem, że zostało to podczas tego pierwszego
                                zetknięcia doskonale zrozumiane przez przesłuchujących mnie oficerów SB (chyba
                                było ich trzech).
                                Moja praca dla SB była wykluczona nie dlatego, że uważałem SB za coś złego. Nie
                                uważałem tak. Po prostu praca dla SB byłaby dla mnie bardzo przykra, a
                                przypuszczałem, że jest do niej wystarczająco dużo chętnych, więc po co ja mam
                                robić coś, co dla mnie jest tak przykre. Z tego samego powodu nie pracowałbym
                                np. dla UOP czy ABW. Pan Bereszyński zgłosił chęć podjęcia takiej pracy, o czym
                                niedawno wyczytałem w piśmie "Indeks". Ja pana Bereszyńskiego za to nie
                                potępiam. Ktoś tę przykrą pracę musi wykonywać. Ale dlaczego ja, skoro są inni
                                chętni, np. pan Bereszyński. Nie mógłbym też przeglądać cudzych esbeckich
                                teczek, choć ktoś to musi robić. Ale dlaczego ja, skoro są inni chętni, np. pan
                                Bereszyński?
                                Moje kontakty z SB, moja pryncypialna postawa zajęta w tych kontaktach, a także
                                rozwaga, to, moim zdaniem, chlubna karta w moim życiorysie. Czy miałem jednak tu
                                na forum wychwalać się? Miałem poczucie, że moje doświadczenia w kontaktach z SB
                                nie powinny pójść w zapomnienie, bo zwłaszcza młodych mogłyby czegoś nauczyć.
                                Potrzebny był mi jednak jakiś Advocatus Diaboli (zachowując wymagane proporcje).
                                Znalazłem go w osobie pana Bereszyńskiego. Nie sądzę, by ktoś podejrzewał pana
                                Bereszyńskiego, że opisuje tu na forum moje kontakty z SB, kierując się
                                życzliwością wobec mnie. I tak jest dobrze, bo w ten sposób i druga pieczeń się
                                tu piecze.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski sprawy nie przedstawiają się tak prosto 04.01.09, 21:45
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  W powyższym poście napisał Pan coś takiego: „już podczas pierwszego mojego
                                  zetknięcia się z SB jasno dałem do zrozumienia, że jakakolwiek moja praca dla SB
                                  jest wykluczona. Wiem, że zostało to podczas tego pierwszego zetknięcia
                                  doskonale zrozumiane przez przesłuchujących mnie oficerów SB (chyba było ich
                                  trzech)”.

                                  Niestety sprawy nie przedstawiają się tak prosto. Pańska postawa podczas
                                  pierwszej rozmowy z SB nie była tak jednoznaczna, jak Pan to tutaj przedstawia.
                                  Złożył Pan wtedy pisemne zobowiązanie do zachowania w tajemnicy treści rozmowy.
                                  Zobowiązanie to zobowiązanie – zadzierzgnięcie formalnej więzi, w jednym
                                  przypadku luźniejszej, w innym bardziej ścisłej, ale zawsze więzi. Tak nie
                                  wygląda jasne dawanie do zrozumienia, że jakakolwiek współpraca jest wykluczona.
                                  To przejaw większej lub mniejszej uległości, który może być odbierany jako
                                  sygnał, że współpraca jest możliwa, jeżeli tylko odpowiednio „popracuje” się nad
                                  delikwentem. Tak też zostało to odebrane w Pańskim przypadku. Nic dziwnego, że
                                  po złożeniu takiego oświadczenia SB nadal zajmowała się Pańską osobą, planując
                                  docelowo pozyskanie Pana w charakterze osobowego źródła informacji.

                                  Bardzo często podobne oświadczenia bywały traktowane przez SB nawet jako
                                  formalne zobowiązanie do współpracy. Wiele osób zarejestrowano w charakterze TW
                                  czy KO właśnie na podstawie tego rodzaju zobowiązań. Spotkałem się już z
                                  niejednym takim przypadkiem.

                                  Zobowiązanie, o którym tu mowa, przytoczyłem już powyżej, w swoim wyciągu z akt
                                  sprawy krypt. „ZEN”. Jest to oryginalny dokument, napisany odręcznie oraz
                                  sygnowany Pańskim imieniem i nazwiskiem (podobnie jak napisane tego samego dnia
                                  obszerniejsze oświadczenie, dotyczące Towarzystwa Hilozoistycznego). Trudno
                                  zatem mówić w tym przypadku o jakichś konfabulacjach.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński
                                  • Gość: max Badura - hilozoista :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.09, 18:52
                                    poczet słynnych filozofów:

                                    Tales z Miletu
                                    Heraklit z Efezu
                                    Demokryt z Abdery
                                    .....
                                    Badura z Brynicy
                                    :)
                              • z.bereszynski proponuję złożenie wniosku w IPN 04.01.09, 00:41
                                Szanowny Panie Badura,

                                Pańskie pytania pod moim adresem są co najmniej dziwaczne. Stawiając je postąpił
                                Pan w sposób skrajnie nielogiczny i niekonsekwentny.

                                Nieco wcześniej napisał Pan przecież o mnie coś takiego: „Konfabulacje ppor.
                                Edwarda Plebana jeszcze »podrasował«. Przez odpowiedni dobór i układ cytowanych
                                oszczerstw, przez pomijanie istotnych elementów, a także przez swoje insynuacje
                                starał się wzmocnić efekt”. Koniec cytatu. Zarzucając mi rzekome podrasowanie
                                „konfabulacji” ppor. Plebana, „pomijanie istotnych elementów” oraz inne tego
                                typu manipulacje zachował się Pan jak osoba dobrze znająca całość dokumentów, z
                                których korzystałem. Czy osoba nie znająca dokumentów źródłowych może w
                                odpowiedzialny sposób formułować tego typu opinie? Coś takiego miałby prawo
                                napisać tylko ktoś, kto wcześniej korzystał z tych samych co ja materiałów i
                                dzięki temu mógłby obiektywnie ocenić rzetelność wykorzystania ich przeze mnie.
                                Jeżeli jest Pan taką osobą, to dlaczego sam Pan sobie nie odpowie na swoje
                                pytania? Dlaczego zwraca się Pan z tym do mnie, skoro Pańska wiedza sięga tak
                                daleko?

                                Jeśli natomiast jest tak, że nie zna Pan dokumentów źródłowych, to jakim prawem
                                oskarża mnie Pan o uprawianie podobnych manipulacji? Skąd Pan wie, że pominąłem
                                jakieś „istotne elementy” z treści owych dokumentów, skoro treść ta pozostaje
                                Panu nieznana? Widocznie a priori zakłada Pan, że manipuluję tekstami i
                                przeinaczam ich treść. Jeżeli tak, to zadawanie przez Pana pytań pod moim
                                adresem także nie ma sensu. Jeżeli z góry zakłada Pan, że nie jestem wiarygodnym
                                źródłem informacji, to co Panu po kolejnych informacjach z mojej strony?
                                Przecież i tak będą one dla Pana niewiarygodne.

                                W tej sytuacji szkoda Pańskiego czasu na zadawanie pytań, a mojego na udzielanie
                                Panu odpowiedzi. No chyba, że chodzi Panu o poddanie mnie jakiemuś egzaminowi i
                                sprawdzenie mojego stanu wiedzy. Ja jednak nie widzę potrzeby poddawania się
                                takiemu egzaminowi. Jeżeli zna Pan odpowiedź na swoje pytania, to nie widzę
                                powodu, bym na nie odpowiadał., Jeżeli zaś naprawdę chce Pan czegoś się
                                dowiedzieć, niech Pan zwróci się do innego źródła informacji – takiego, które
                                uzna Pan za wiarygodne.

                                W tym ostatnim wypadku najlepiej będzie, jeżeli wystąpi Pan ze stosownym
                                wnioskiem do IPN – jako osoba prywatna bądź jako dziennikarz i wydawca gazety (w
                                ramach szczególnych uprawnień, przysługujących wydawcom i dziennikarzom). Jeżeli
                                IPN nie dopatrzy się żadnych przeciwwskazań natury prawnej, to będzie Pan mógł w
                                takim przypadku zaspokoić swoją ciekawość w dużo większym zakresie niż byłoby to
                                możliwe w wypadku korzystania z mojego pośrednictwa.

                                Oprócz nielogiczności Pańskiego postępowania jest też inny powód, dla którego
                                nie mam ochoty odpowiadać na Pańskie pytania. Gdyby w grzeczny sposób poprosił
                                mnie Pan o dodatkowe informacje, być może postarałbym się Pana zadowolić. Nie
                                zamierzam jednak w podobny sposób reagować na Pańskie oczekiwania wyrażone w
                                formie żądania, połączonego na dodatek z obraźliwymi uwagami na mój temat.
                                Chętnie spełniam prośby, ale żądań nie lubię i w tej formie trudno coś ode mnie
                                uzyskać.

                                Wbrew temu, co Pan napisał, nie dopuściłem się żadnych oszczerstw na Pański
                                temat. Nie wypaczyłem sensu cytowanych dokumentów, niczego nie próbowałem
                                „podrasować”. Przytoczyłem wybrane fragmenty dokumentów nie dlatego, że chciałem
                                coś zataić z ich treści, ale wyłącznie z tego prostego powodu, że jest fizyczną
                                niemożliwością wsadzenie do internetu (na forum gazety) kilkudziesięciu
                                dokumentów w pełnym brzmieniu. Jeżeli dostanie Pan z IPN komplet dokumentów na
                                swój temat, to będzie Pan mógł spróbować czegoś takiego. Ja jednak nie widziałem
                                takiej możliwości ani potrzeby. Przytoczyłem to, co uznałem za istotne z punktu
                                widzenia meritum sprawy, starając się, aby wybór ten był możliwie najbardziej
                                obiektywny i reprezentatywny. Jeżeli się Pan z tym nie zgadza, to proszę
                                konkretnie – z powołaniem się na źródła - napisać, jakie fragmenty dokumentów
                                zostały przeze mnie przekłamane bądź bezzasadnie pominięte ze szkodą dla wymowy
                                prezentowanego materiału.

                                Cytując dokumenty, ograniczyłem swoje komentarze do minimum. Oświadczyłem, że
                                nie chcę oceniać ani osądzać. Z góry też zastrzegłem się, że same tylko
                                dokumenty SB prezentują dość jednostronny obraz sprawy i zwróciłem się do Pana o
                                własne uwagi i komentarze. To Pan z własnej woli zaprezentował tu konkretną
                                interpretację przytoczonych przeze mnie dokumentów i Pański własny wybór
                                zadecydował o tym, że jest to interpretacja dla Pana niekorzystna. Ja niczego
                                Panu nie narzucałem. Zadałem tylko kilka pytań jako materiał do refleksji i
                                ewentualnej dyskusji.

                                Proszę nie mawiać sobie i forumowiczom, że nie dawałem sobie rady w dyskusjach w
                                Panem. To kompletny nonsens. To Panu brakowało merytorycznej argumentacji, w
                                związku z czym musiał Pan uciekać się do śmiesznych manipulacji (jak np. z tymi
                                tekstami na stronie www.sciaga.pl).

                                Nie musiałem szukać żadnych „haków” na Pana i nigdy coś takiego nie było moją
                                intencją. Do materiałów wytworzonych na Pański temat przez SB sięgnąłem jakiś
                                czas temu tylko z tego powodu, że zbierałem materiały do opracowania
                                historycznego na temat opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej z lat 1980-1989.
                                Wiedziałem, że przez jakiś czas funkcjonował Pan w tej strukturze i stąd wynikło
                                moje zainteresowanie Pańską osobą (podobnie jak w przypadku wielu innych osób z
                                tego środowiska). O materiały te wystąpiłem już we wrześniu ub. r., na co mam
                                dowód w postaci kopii wniosku złożonego w IPN (do okazania w dowolnym momencie).
                                Pański link z 11 listopada ub. r. nie miał z tym nic wspólnego, choćby ze
                                względów czasowych.

                                Inna sprawa, że w materiałach, jakie dostałem z IPN, nie było nic na temat
                                Pańskich związków z „Solidarnością”. Były natomiast dokumenty z lat 70.,
                                dotyczące zupełnie innych spraw. Z tego powodu nie wykorzystałem tych materiałów
                                w swoim opracowaniu na temat opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej, uznając,
                                że byłaby to zbyt daleko sięgająca dygresja. Samo opracowanie jako takie ujrzało
                                światło dzienne już w październiku ub. r. na łamach „Kuriera Brzeskiego”.

                                Prawdę mówiąc długo nie miałem żadnej koncepcji wykorzystania owych materiałów.
                                Sprawy tam przedstawione wydawały mi się zbyt egzotyczne w kontekście moich
                                właściwych zainteresowań badawczych, ponieważ zasadniczo zajmuję się najnowszą
                                historią polityczną Śląska Opolskiego, a sprawy wrocławskie wykraczają poza ten
                                horyzont.

                                Być może jeszcze długo nie zajmowałbym się Pańskimi przygodami z lat 70., gdyby
                                nie założenie przez Pana tego wątku. Zdumiało mnie, że opisując w tym wątku
                                swoją działalność z lat 70. całkowicie przemilczał Pan sprawy przedstawione w
                                znanych mi dokumentach. Dlatego uznałem za wskazane ustosunkować się do tego, z
                                powołaniem się na dokumenty. Sam Pan mnie do tego zdopingował, przedstawiając
                                bardzo jednostronny obraz swojej działalności w „PAX”. Ot i całe wyjaśnienie
                                powodów, dla których postanowiłem zabrać głos w tym wątku. Uważam, że był to
                                głos jak najbardziej na temat, a nie żadna dygresja na zasadzie szukania
                                „haków”. To Pan wybrał temat, a ja odniosłem się bezpośrednio do tegoż tematu.

                                To, że o Towarzystwie Hilozoistycznym wspomniano w tekście, do którego odniósł
                                się Pan 11 listopada ub. r., nie jest powodem, dla którego sprawa ta miałaby być
                                przemilczana w ramach obecnego wątku. Tym bardziej, że przywołany wtedy przez
                                Pana tekst wcale tego tematu nie wyczerpywał.
                                • z.bereszynski Re: proponuję złożenie wniosku w IPN 04.01.09, 00:43
                                  Pretensje o to, że napisany przez siebie tekst umieściłem na forum akurat wtedy,
                                  gdy Pan zajmował się innymi sprawami, są po prostu śmieszne. Każdy z nas ma swój
                                  własny „rozkład jazdy” i nie musimy uzgadniać żadnego wspólnego harmonogramu
                                  działań. Każdy pisze wtedy, gdy ma na to czas i ochotę. Ja akurat miałem czas na
                                  pisanie w okresie między świętami i Nowym Rokiem i dlatego właśnie wtedy
                                  postanowiłem obszerniej odnieść się do tego, co napisał Pan tuż przed świętami.
                                  Nie widziałem żadnego powodu, dla którego miałbym czekać z tym do ponownego
                                  zjawienia się Pana na forum. Pan także nie uzgadnia ze mną terminu swoich
                                  wystąpień.

                                  W napisanym przez siebie tekście nie zawarłem żadnych własnych opinii na Pański
                                  temat, które ktokolwiek mógłby uznać za obraźliwe. Oprócz informacji dla Pana
                                  kłopotliwych cytowałem także opinie dla Pana pozytywne. Starałem się zachować
                                  jak największy obiektywizm i jak największą powściągliwość w ocenach. Bardzo
                                  obraźliwe oceny i opinie zostały natomiast sformułowane przez Pana pod moim
                                  adresem. To ja miałbym wszelkie podstawy po temu, by zarzucać Panu pisanie
                                  insynuacji na mój temat. Dlatego nie widzę żadnego powodu, dla którego miałbym
                                  Pana przepraszać. Myślę, że to do obowiązku przeproszenia za napisane w tym
                                  wątku złe słowa powinien poczuwać się ktoś inny.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński
                              • Gość: Piotr Badura Polecam Pana uwadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.09, 14:24
                                Szanowny Panie Bereszyński
                                Niemal w tym samym czasie, gdy Pan mnie oczerniał tu na forum, przy pomocy
                                esbeckich fałszywek, które dodatkowo Pan zmanipulował, ukazał się w "Gazecie
                                Wyborczej" artykuł Tomasza Wołka, dostępny pod adresem:
                                wyborcza.pl/1,75515,6105836,Slepa_bezpieka__byle_jakie_teczki.html
                                Polecam go Pana uwadze. Przeczyta, Pan jaka jest czasem wartość esbeckich
                                materiałów i jakie szkody mogą wyrządzić szperający po tych materiałach, gdy
                                chcą koniecznie znaleźć na kogoś haki, a trochę też są ignorantami.
                                Pozdrawiam serdecznie
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski nie trzeba mnie oświecać 04.01.09, 16:42
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  To Pan oczernia mnie pisząc, że zmanipulowałem "esbeckie fałszywki".
                                  Aby uzasadnić takie twierdzenia, musiałby Pan dokonać porównania między owymi
                                  "fałszywkami" a moim tekstem i pokazać czarno na białym, co zniekształciłem,
                                  wypaczyłem lub przekręciłem. Dopóki Pan tego nie uczyni, mam prawo nazywać
                                  Pańskie wypowiedzi na ten temat wyssanym z palca kłamstwem i oszczerstwem. To
                                  kiepska metoda obrony, Panie Badura.

                                  Ponadto wypraszam sobie stawianie mojej kandydatury do UOP na równi z
                                  wysługiwaniem się SB przez inne osoby. Takie porównania to zwyczajne obelgi,
                                  podobnie jak stawianie UOP czy ABW na równi z komunistyczną bezpieką. Może dla
                                  Pana to wszystko jedno, ale na pewno nie dla mnie i nie dla milionów innych
                                  ludzi. Ja nie stawiam znaku równości między PRL i wolną Polską.

                                  Nigdy nie twierdziłem, że dokumenty SB wolne są od błędów i nieścisłości
                                  (problem ten dotyczy wszystkich bez wyjątku źródeł historycznych). Nie trzeba
                                  "oświecać" mnie w tym zakresie z pomocą Tomasza Wołka. Potrafię korzystać ze
                                  źródeł w sposób krytyczny i tak jest również w Pańskim przypadku, jak o tym
                                  świadczy poczynione przeze mnie już na wstępie zastrzeżenie, że obraz oparty na
                                  samych dokumentach SB jest dość jednostronny. W dokumentach sprawy krypt. "ZEN"
                                  na pewno niejedno można byłoby skorygować czy uściślić. Ale to nie znaczy, że są
                                  to w całości jakieś esbeckie "fałszywki". SB mogła popełniać błędy i na pewno je
                                  popełniała, ale nie miała żadnego powodu, by samą siebie oszukiwać poprzez
                                  świadome pisanie fikcji w dokumentach. Proszę nie opowiadać ludziom takich
                                  bajek.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński

                              • Gość: Piotr Badura Przesłuchanie przez SB w dniu 20 stycznia 1973 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.09, 23:42
                                Był rok akademicki 1972/1973. Studiowałem na pierwszym roku chemii Uniwersytetu
                                Wrocławskiego. Mieszkałem w akademiku "Szklany Dom" przy rogu ul. Świdnickiej i
                                placu Teatralnego w ośmioosobowym pokoju. Pewnego poranka, gdy jeszcze
                                drzemałem, do pokoju weszła kierowniczka akademika, obudziła mnie i powiedziała,
                                że w jej gabinecie czeka jakiś pan, który chce ze mną rozmawiać. Nie pamiętam,
                                kiedy dokładnie to było, ale pan Bereszyński na podstawie akt ustalił, że miała
                                to być sobota 20 stycznia 1973. Nie mam powodu, by kwestionować tę datę.
                                Kierowniczka akademika nie mogła mi powiedzieć, że czeka ktoś z SB, bo nie byłem
                                w pokoju sam. Mimo to domyśliłem się, że jest to ktoś z SB. Nie wiem na
                                podstawie czego, ale prawdopodobnie podświadomie rejestrowałem od jakiegoś czasu
                                sygnały węszenia wokół mnie. Całkiem świadomie natomiast zarejestrowałem też już
                                wcześniej, że zaginął list, wysłany mi z Warszawy przez mego kolegę Sergiusza, w
                                którym była uchwała Wydziału Matematyczno-Mechanicznego Uniwersytetu
                                Warszawskiego, przedstawiająca stanowisko studentów tego wydziału w sprawie
                                zjednoczenia organizacji studenckich. Z późniejszego listu Sergiusza wiedziałem,
                                że ją wysłał, a przecież jej nie otrzymałem. Podejrzewałem, że to robota SB.
                                Ponieważ Sergiusz nie napisał na kopercie "tym razem w środku jest uchwała",
                                więc założyłem, że SB przegląda częściej listy do mnie, a zatrzymuje tylko te,
                                które ma ochotę zatrzymać.
                                Skoro uznałem, że czeka na mnie ktoś z SB, a nietrudno było zgadnąć, że chodzi o
                                Towarzystwo Hilozoistyczne (TH), to ubierając się wpiąłem w klapę marynarki
                                znaczek organizacyjny TH. To ważna okoliczność. Tak nie robi ktoś przestraszony.
                                Ja czułem się pewny swego. O żadnym lęku nie było mowy. Zostałem zapytany przez
                                funkcjonariusza o ten znaczek. Wyjaśniłem, że to projekt znaczka organizacyjnego
                                TH. To też ważna okoliczność, bo funkcjonariusz miał obowiązek przyjąć do
                                wiadomości moją pewność siebie. Dlatego pytałem pana Bereszyńskiego, czy
                                funkcjonariusz odnotował, że miałem ten znaczek.
                                Pan Bereszyński napisał: "Był Pan wtedy młodym człowiekiem (...) i myślę, że owe
                                kontakty z SB były dla Pana niemałym przeżyciem". Tu pan Bereszyński myli się.
                                Kontakt z SB nie był dla mnie "niemałym przeżyciem". Ja robiłem swoje, SB robiła
                                swoje – gdzie tu miejsce na wielkie emocje.
                                Przesłuchujący mnie oficer SB przedstawił się jako Edward Pleban (EP). Myślałem,
                                że to pseudonim, ale z tego, co ustalił pan Bereszyński on się chyba
                                rzeczywiście tak nazywał. W początkowej fazie przesłuchania EP pytał o jakieś
                                głupoty, typu: jak się nazywam (jakby nie wiedział), gdzie mieszkam (a przyszedł
                                po mnie do akademika), gdzie studiuję etc. Potem zaczął pytać o TH. Szło mu
                                kiepsko. Pytanie i przeprasza, że musi wyjść po papierosy. Następne pytanie i
                                przeprasza, że jeszcze po zapałki. Kolejne pytanie i musi iść po papier, bo mu
                                zabrakło. Potem mu długopis nie chciał pisać itd., itp.
                                Chyba każdy zorientowałby się, że EP wychodzi, by zapytać, jakie ma być kolejne
                                pytanie. Jego zwierzchnicy przerwali w końcu tę komedię i gdy EP kolejny raz
                                wyszedł, to wrócił już ze zwierzchnikami. Było ich chyba dwóch. Jeden był
                                starszy i ten był chyba ważniejszy. Odniosłem wtedy wrażenie, że zjawienie się
                                zwierzchników oznaczało, iż oceniają oni, że EP nie radzi sobie.
                                W dalszej części przesłuchania pytał mnie ten starszy, m.in. o chęć współpracy.
                                Odmówiłem. Powiedział, że może się zdarzyć, iż zauważę, że dzieje się coś
                                politycznie złego i czy nie powinienem wtedy ich o takich sprawach zawiadamiać,
                                by podjęli przeciwdziałanie. Odpowiedziałem, że jeśli zauważę coś złego, to sam
                                podejmę przeciwdziałanie i nie ma potrzeby, bym się do nich zwracał. Pytał mnie,
                                co będzie, gdy zauważę, że dzieje się coś tak złego, że przerasta to moje
                                możliwości przeciwdziałania. Powiedziałem, że jeśli zdarzyłaby się taka
                                sytuacja, że uznałbym, iż nie jestem już w stanie przeciwdziałać, i wskazane
                                jest ich przeciwdziałanie, to sam ich odnajdę i nie ma potrzeby, byśmy byli w
                                kontakcie.
                                W trakcie przesłuchania sporządziłem obszerną pisemną informację o historii
                                powstawania, podstawach ideowych i celach TH. Niewykluczone, że w tym pisemnym
                                materiale była też mowa o planach TH na najbliższą przyszłość, m.in. o planie
                                zgłoszenia powstania TH w przewidzianym prawem urzędzie oraz o składzie grupy
                                założycielskiej. Pewności co do tego jednak nie mam, bo minęło w końcu 36 lat.
                                Te szczegóły zna z pewnością pan Bereszyński, który może rzecz doprecyzować.
                                (Na marginesie: Uwaga pana Bereszyńskiego, że mogę sam podjąć działanie, na
                                rzecz wglądu w esbeckie papiery, wskazuje, że pan Bereszyński wciąż nie czuje
                                mojego charakteru. Zaglądanie w jakiekolwiek esbeckie papiery uważam za rzecz
                                nieco przykrą, ale mógłbym to ewentualnie zrobić. Jednak zabieganie o wgląd do
                                nich uchybiałoby mojej godności. Jeśli mi je przyniosą grzecznie do domu na
                                srebrnej tacy, to zapewne zapoznam się z nimi. Jeśli nie, to w moje papiery musi
                                zaglądać pan Bereszyński, któremu za to akurat jestem zobowiązany, bo szkoda by
                                było, gdyby to wszystko poszło w niepamięć.)
                                Pod koniec przesłuchania poinformowano mnie (to chyba dalej mówił ten starszy),
                                że w celu zweryfikowania mojego zeznania funkcjonariusze powinni, zgodnie z
                                procedurą, przesłuchać pozostałych członków założycieli. Nie chcieliby jednak
                                tego robić, bo sytuacja w środowisku studenckim jest gorąca, z powodu dyskusji
                                wokół zjednoczenia organizacji studenckich, a wszelkie informacje, że SB
                                przesłuchuje studentów, jeszcze zaogniają atmosferę. Z tego samego powodu nie
                                chcieliby też, abym ja kogoś informował, że SB mnie przesłuchała. Mają więc dla
                                mnie propozycję: ja się pisemnie zobowiążę do zachowania tej rozmowy w
                                tajemnicy, a oni nie będą już przesłuchiwać nikogo innego z członków założycieli TH.
                                Szczerze mówiąc mnie najbardziej odpowiadałoby takie rozwiązanie, że ja
                                wszystkich informuję, iż przesłuchiwała mnie SB, także ludzi spoza TH, a SB nie
                                przesłuchuje pozostałych członków założycieli TH. Funkcjonariusze zdecydowanie
                                odrzucali jednak ten wariant. Albo tajemnica i nikogo nie przesłuchują, albo nie
                                ma tajemnicy i przesłuchują wszystkich pozostałych. Przekonywali mnie, że oni
                                mają zwierzchników i muszą im jakoś wytłumaczyć odejście od procedury
                                przesłuchań. Jeśli ja nie podpiszę oświadczenia o tajemnicy, to ich zwierzchnicy
                                nie zaakceptują odejścia od przesłuchań.
                                Była to kwestia wyboru. Sprawiłoby mi wielką przyjemność, gdybym mógł
                                natychmiast rozplotkować informację o moim przesłuchaniu, ale ceną byłaby
                                przykrość dla moich przyjaciół, którzy zostaliby przesłuchani, a podejrzewałam,
                                że przynajmniej część z nich nie chciałaby tego. (Część, podobnie jak ja,
                                potraktowałaby przesłuchanie zabawowo.) Wybrałem jednak dobro tych mniej
                                odpornych psychicznie przyjaciół i zgodziłem się zachować tę rozmowę w tajemnicy.
                                Tak wyglądało przesłuchanie mnie przez SB, wedle mojej pamięci, przyćmionej
                                niestety upływem 36 lat. Jeśliby pan Bereszyński dostrzegł tu jakieś
                                nieścisłości, to mam nadzieję, że je sprostuje. Jak opisał to przesłuchanie EP,
                                poinformował już pan Bereszyński. W relacji pana Bereszyńskiego, którą niestety
                                nadal uważam za manipulatorską, dostrzegam jednak istotne mankamenty, o których
                                napiszę w następnym poście. Skomentuję też w nim niektóre szczegóły tego, co
                                napisał o tym przesłuchaniu EP.
                                Pozdrawiam wszystkich serdecznie
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski był to spory sukces SB 07.01.09, 00:30
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  Myślę, że Pańska relacja z rozmowy z SB w dniu 20 stycznia 1973 r.
                                  jest w ogólnych zarysach wiarygodna. Nie mam poważniejszych podstaw
                                  do jej kwestionowania. Pewne szczegóły mogą wprawdzie budzić
                                  wątpliwości, ale ogólny obraz rozmowy uważam za z grubsza
                                  wiarygodny. Również z osobistych doświadczeń wiem, że esbecy
                                  próbowali rozmawiać z ludźmi mniej więcej tak jak Pan to opisał.
                                  Naszkicowany tu przez Pana schemat postępowania SB jest na pewno
                                  wiarygodny.

                                  Nie mogę jednak zgodzić się z Pańską oceną wyników rozmowy. Uważam,
                                  że wyniki te były dla Pana fatalne, ponieważ dał się Pan wciągnąć
                                  esbekom w bardzo niebezpieczną pułapkę psychologiczną.

                                  Musiał Pan być bardzo naiwnym i łatwowiernym człowiekiem, jeżeli
                                  naprawdę uwierzył Pan w to, że esbecy dotrzymają słowa i nie będą
                                  nękać rozmowami Pańskich kolegów, o ile tylko napisze Pan wymagane
                                  przez nich zobowiązanie. Tego typu gołosłowne obietnice należały do
                                  rutynowych środków działania SB, z pomocą których uzyskiwano
                                  pożądane przez tę służbę efekty ze strony delikwentów: udzielanie
                                  interesujących SB informacji, składanie obciążających zeznań w
                                  śledztwie, pisanie wymaganych przez SB oświadczeń itp. SB na ogół
                                  nie uciekała się do fizycznej przemocy, ale łamała ludzi środkami
                                  psychologicznymi. Obiecywano delikwentowi, że jeśli tylko zrobi to,
                                  czego oczekuje SB, to natychmiast zostanie zwolniony, zaoszczędzi
                                  represji sobie i swoim kolegom itp. Ludzie bardzo często się na to
                                  nabierali i mówili esbekom wszystko, co wiedzieli, podpisywali różne
                                  zobowiązania itp. W skrajnych przypadkach kończyło się to nawet
                                  nawiązaniem formalnej współpracy z SB.

                                  Oczywiście esbecy mieli czysto instrumentalne podejście do
                                  składanych przez nich obietnic. Robili co im pasowało, nie oglądając
                                  się na złożone obietnice. Jeśli nawet działali zgodnie z udzieloną
                                  obietnicą, to nie dlatego, że byli tacy słowni i honorowi, ale
                                  dlatego, że w danym przypadku tak im było wygodniej. Kiedy indziej
                                  szybko zapominali o swoich obietnicach, jak tylko osiągnęli to, co
                                  chcieli.

                                  To, że zobowiązał się Pan na piśmie do zachowania tajemnicy, wcale
                                  nie uchroniło Pańskich kolegów przed wymuszonymi kontaktami z SB.
                                  Pan czuł się związany treścią złożonego przez siebie oświadczenia,
                                  ale nie można tego samego powiedzieć o esbekach i ich obietnicach.
                                  Oni dalej robili swoje, nie patrząc na to, co Panu obiecali.
                                  Wyraźnie mówią o tym późniejsze dokumenty z akt sprawy krypt. „ZEN”,
                                  a w szczególności notatka służbowa z rozmowy przeprowadzonej z Panem
                                  w dniu 20 grudnia 1973 r. Cytuję ten dokument ponownie: „Na terenie
                                  Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie,
                                  ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na
                                  rozmowy pod zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione
                                  zostały także uczelnie. W efekcie wina spadła na Badurę i rodzice
                                  studentów nie chcą go przyjmować w domu ani zezwalać na spotkania ze
                                  swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje, że nie dotrzymałem
                                  obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać jego
                                  zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo
                                  jego sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania
                                  wspomnianych studentów”. Koniec cytatu. Tak wyglądała praktyczna
                                  realizacja obietnic, jakie uczyniono Panu w dniu 20 stycznia 1973 r.

                                  Był Pan wtedy młodym i, jak można przypuszczać, bardzo naiwnym
                                  człowiekiem. Fakt ten może w jakimś stopniu tłumaczyć Pańskie
                                  ówczesne postępowanie. Dziś, jako człowiek bogatszy o doświadczenia
                                  minionych 36 lat, powinien Pan jednak dostrzec swój błąd i mieć
                                  odwagę przyznać się do błędu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego Pan tego
                                  nie potrafi.

                                  Pańskie oświadczenie o zachowaniu tajemnicy dawało korzyść tylko
                                  jednej stronie, a mianowicie SB. Dzięki temu, że zachowywał Pan
                                  milczenie, SB mogła działać z zaskoczenia przeciwko Pańskim kolegom.
                                  Ludzi ci nie mieli szansy psychologicznego przygotowania się na
                                  ewentualne rozmowy z SB. Nie mogli skorzystać z Pańskich doświadczeń
                                  w tym zakresie. To bezpośrednia korzyść operacyjna dla SB
                                  z „dżentelmeńskiej umowy” z Panem. Ale były także korzyści
                                  pośrednie. Podpisując zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy i
                                  postępując następnie zgodnie z tym zobowiązaniem, stawał się Pan
                                  bardziej lojalny wobec SB niż wobec własnych kolegów. Był Pan
                                  szczery w rozmowach z SB, ale nieszczery w kontaktach z kolegami,
                                  których nie poinformował Pan o swojej rozmowie z esbekami.
                                  Ujawnienie tego faktu mogło Pana totalnie skompromitować w oczach
                                  kolegów. W ten sposób stawał się Pan psychologicznym zakładnikiem
                                  SB. Na tym, polegała pułapka, do jakiej się Pan dostał podpisując
                                  zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy. Podpisując to nieszczęsne
                                  zobowiązanie i ukrywając ten fakt przed kolegami, dawał Pan esbekom
                                  psychologiczną władzę na Panem. To była ta druga korzyść operacyjna
                                  SB. Może nawet ważniejsza od tej, którą wcześniej wymieniłem.

                                  Przykład ten stanowi dobrą ilustrację mechanizmów usidlania ludzi
                                  przez SB i wciągania we współpracę z tą służbą. Zaczynało się często
                                  od niewinnych z pozoru oświadczeń i deklaracji, a kończyło na pełnej
                                  dyspozycyjności wobec SB. Niektórzy potrafili zdobyć się na odwagę
                                  i w pewnym momencie wyrwać z pułapki. Nie wszyscy mieli jednak na
                                  tyle silny charakter. Wielu nie potrafiło lub nie chciało się
                                  wycofać.

                                  Żeby kogoś psychologicznie usidlić nie trzeba było żądać pisania
                                  kolejnych zobowiązań po każdym spotkaniu. To trochę tak jak z cnotą –
                                  wystarczy jeden jedyny raz, by stracić ją raz na zawsze. To głównie
                                  o tę o „utratę cnoty” chodziło esbekom i dlatego nie musieli zabiegu
                                  powtarzać za każdym razem. To odpowiedź na jedno z Pańskich
                                  ostatnich pytań.

                                  Najbardziej szokujący jest dla mnie fakt, że po swojej pierwszej
                                  rozmowie z SB i podpisaniu oświadczenia o zachowaniu tajemnicy,
                                  nadal spotykał się Pan z kolegami, działając na rzecz założenia
                                  Towarzystwa Hilozoistycznego, a jednocześnie nie informował Pan
                                  kolegów o swoich kontaktach z SB. Z dokumentów wynika, że już
                                  następnego dnia po pierwszej rozmowie z SB, 21 stycznia 1973 r.,
                                  spotkał się Pan w Warszawie z innymi założycielami Towarzystwa. Z
                                  tego, co Pan tu napisał, wynika, że ludzie ci nie dowiedzieli się o
                                  Pańskiej rozmowie z esbekami. Nie byli świadomi tego, jakie
                                  działania podjęła SB i czego w związku z tym można się spodziewać.
                                  Natomiast SB miała sytuację pod kontrolą, ponieważ – jak już
                                  zaznaczyłem – był Pan bardziej szczery w rozmowie z SB niż w
                                  kontaktach z kolegami. W ten sposób jako inicjator TH wciągał Pan
                                  kolegów w pułapkę, nawet jeśli wydawało się Panu, że Pańska lojalna
                                  postawa wobec SB chroni ich przed represjami.

                                  Nic dziwnego, że SB zaczęła patrzeć na Pana jako na kandydata na
                                  tajnego współpracownika. Wbrew temu co Pan tutaj pisze, Pańska
                                  postawa podczas rozmowy w dniu 20 stycznia 1973 r. została odebrana
                                  jako sygnał, że taki werbunek jest możliwy. Uznano, że złapał Pan
                                  haczyk i dlatego postanowiono dalej „pracować” nad Panem podczas
                                  kolejnych rozmów.

                                  Dodam jeszcze, że fakt noszenia przez Pana znaczka TH nie zrobił
                                  chyba na esbekach większego wrażenia. O znaczku tym nie wspomniano w
                                  ogóle w notatce służbowej z rozmowy przeprowadzonej 20 stycznia 1973
                                  r. Widać nie była to dla SB ważna sprawa. Znaczenie ważniejszy był
                                  fakt wstępnego usidlenia Pana poprzez uzyskanie pisemnego
                                  zobowiązania do zachowania tajemnicy.
                              • Gość: Piotr Badura To nie budziło wątpliwości?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 23:48
                                Pan Zbigniew Bereszyński zamieścił na forum wybrane fragmenty materiałów, które
                                SB wytworzyła na mój temat. Moim zdaniem pan Bereszyński dokonał wyboru w sposób
                                manipulatorski, ale forumowicze mają prawo do własnej oceny.
                                1) Z opublikowanych przez pana Bereszyńskiego materiałów wynika, że SB we
                                Wrocławiu podjęła wobec mnie działania po otrzymaniu 22 listopada 1972 z KW MO w
                                Opolu dokumentu, uzyskanego w drodze tajnej kontroli mojej korespondencji.
                                Powstaje pytanie, dlaczego w Opolu tajnie kontrolowano moją korespondencję i od
                                kiedy to robiono. Przecież 22 listopada ja byłem dopiero od kilku tygodni
                                studentem! Czy SB inwigilowała mnie już w liceum? Jest istotną okolicznością w
                                sprawie, od kiedy i z jakiego powodu SB rozpoczęła inwigilowanie mnie. W
                                opublikowanych tu na forum materiałach pan Bereszyński ignoruje tę ważną kwestię.
                                2) Według materiałów zamieszczonych na forum przez pana Bereszyńskiego pierwsze
                                przesłuchanie mnie przez SB miało miejsce w sobotę 20 stycznia 1973. Na ten sam
                                dzień zaplanowane było spotkanie wrocławskiej grupy Towarzystwa Hilozoistycznego
                                (TH), a na dzień następny (niedzielę) spotkanie grupy warszawskiej. Te spotkania
                                miały służyć sfinalizowaniu sprawy zgłoszenia rozpoczęcia działalności przez TH
                                w odpowiednim urzędzie. Trudno uwierzyć, że zbieżność daty pierwszego
                                przesłuchania (sobota 20 stycznia) i dat obu kluczowych zebrań (sobota 20
                                stycznia i niedziela 21 stycznia) była przypadkowa. Należy przypuszczać, że SB
                                znała daty planowanych spotkań i "dostosowała się". Z materiałów ujawnionych
                                przez pana Bereszyńskiego nie wynika, skąd SB znała daty planowanych zebrań.
                                Obawiam się, że wyjaśnienia tego w aktach nie było. To z kolei kazałoby
                                przypuszczać, że porucznik Edward Pleban mógł pozyskać te informacje w sposób
                                sprzeczny z prawem, więc nie mógł napisać, skąd one są (To informacja dla pana
                                Bereszyńskiego, który dokumenty SB stawia zapewne na równi z Pismem Świętym.
                                Jednym z powodów, dla których funkcjonariusze SB w wytwarzanych dokumentach
                                kłamali, mogła być konieczność ukrycia działań sprzecznych z prawem.)
                                3)Pan Bereszyński napisał, ze w aktach znajduje się napisane własnoręcznie
                                przeze mnie zobowiązanie "do zachowania w tajemnicy rozmowy przeprowadzonej w
                                dniu 20 I 1973 r. w KW MO Wrocław". A co z pozostałymi rzekomymi moimi rozmowami
                                z SB? Skoro miałem jakoby podtrzymywać kontakt, to funkcjonariusze powinni byli
                                żądać ode mnie zobowiązania do zachowywania w tajemnicy wszystkich moich rozmów
                                z nimi, a nie tylko tej jednej z 20 I 1973.
                                4) Pan Bereszyński cytuje dokument, z którego wynika, jakobym zadeklarował, że
                                "w przypadkach naprawdę szkodliwej działalności politycznej mogę udzielić SB
                                pomocy w postaci określonych informacji". Podobno zaproponowałem jednak, by w
                                takich przypadkach "powiadamiać mnie pisemnie o miejscu i godzinie spotkania.
                                Przecież to musiało dziwić. Co oznacza "naprawdę szkodliwej"? A jak byłaby
                                zwyczajnie szkodliwa to pomocy by nie było? I jeszcze rzekome żądanie
                                zawiadamiania mnie na piśmie. Podania mieli składać? Przecież czuć, że tu coś
                                nie gra. No ale pan Bereszyński tego "nie zauważył".
                                Tak to jest, gdy pisze się pod z góry ustaloną tezę.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: iks Re: To nie budziło wątpliwości?! IP: *.punkt.pl 06.01.09, 23:53
                                  Przestań już bełkotać i idź spać dziadku
                                • z.bereszynski Był to spory sukces SB 07.01.09, 00:32
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  Myślę, że Pańska relacja z rozmowy z SB w dniu 20 stycznia 1973 r.
                                  jest w ogólnych zarysach wiarygodna. Nie mam poważniejszych podstaw
                                  do jej kwestionowania. Pewne szczegóły mogą wprawdzie budzić
                                  wątpliwości, ale ogólny obraz rozmowy uważam za z grubsza
                                  wiarygodny. Również z osobistych doświadczeń wiem, że esbecy
                                  próbowali rozmawiać z ludźmi mniej więcej tak jak Pan to opisał.
                                  Naszkicowany tu przez Pana schemat postępowania SB jest na pewno
                                  wiarygodny.

                                  Nie mogę jednak zgodzić się z Pańską oceną wyników rozmowy. Uważam,
                                  że wyniki te były dla Pana fatalne, ponieważ dał się Pan wciągnąć
                                  esbekom w bardzo niebezpieczną pułapkę psychologiczną.

                                  Musiał Pan być bardzo naiwnym i łatwowiernym człowiekiem, jeżeli
                                  naprawdę uwierzył Pan w to, że esbecy dotrzymają słowa i nie będą
                                  nękać rozmowami Pańskich kolegów, o ile tylko napisze Pan wymagane
                                  przez nich zobowiązanie. Tego typu gołosłowne obietnice należały do
                                  rutynowych środków działania SB, z pomocą których uzyskiwano
                                  pożądane przez tę służbę efekty ze strony delikwentów: udzielanie
                                  interesujących SB informacji, składanie obciążających zeznań w
                                  śledztwie, pisanie wymaganych przez SB oświadczeń itp. SB na ogół
                                  nie uciekała się do fizycznej przemocy, ale łamała ludzi środkami
                                  psychologicznymi. Obiecywano delikwentowi, że jeśli tylko zrobi to,
                                  czego oczekuje SB, to natychmiast zostanie zwolniony, zaoszczędzi
                                  represji sobie i swoim kolegom itp. Ludzie bardzo często się na to
                                  nabierali i mówili esbekom wszystko, co wiedzieli, podpisywali różne
                                  zobowiązania itp. W skrajnych przypadkach kończyło się to nawet
                                  nawiązaniem formalnej współpracy z SB.

                                  Oczywiście esbecy mieli czysto instrumentalne podejście do
                                  składanych przez nich obietnic. Robili co im pasowało, nie oglądając
                                  się na złożone obietnice. Jeśli nawet działali zgodnie z udzieloną
                                  obietnicą, to nie dlatego, że byli tacy słowni i honorowi, ale
                                  dlatego, że w danym przypadku tak im było wygodniej. Kiedy indziej
                                  szybko zapominali o swoich obietnicach, jak tylko osiągnęli to, co
                                  chcieli.

                                  To, że zobowiązał się Pan na piśmie do zachowania tajemnicy, wcale
                                  nie uchroniło Pańskich kolegów przed wymuszonymi kontaktami z SB.
                                  Pan czuł się związany treścią złożonego przez siebie oświadczenia,
                                  ale nie można tego samego powiedzieć o esbekach i ich obietnicach.
                                  Oni dalej robili swoje, nie patrząc na to, co Panu obiecali.
                                  Wyraźnie mówią o tym późniejsze dokumenty z akt sprawy krypt. „ZEN”,
                                  a w szczególności notatka służbowa z rozmowy przeprowadzonej z Panem
                                  w dniu 20 grudnia 1973 r. Cytuję ten dokument ponownie: „Na terenie
                                  Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie,
                                  ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na
                                  rozmowy pod zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione
                                  zostały także uczelnie. W efekcie wina spadła na Badurę i rodzice
                                  studentów nie chcą go przyjmować w domu ani zezwalać na spotkania ze
                                  swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje, że nie dotrzymałem
                                  obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać jego
                                  zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo
                                  jego sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania
                                  wspomnianych studentów”. Koniec cytatu. Tak wyglądała praktyczna
                                  realizacja obietnic, jakie uczyniono Panu w dniu 20 stycznia 1973 r.

                                  Był Pan wtedy młodym i, jak można przypuszczać, bardzo naiwnym
                                  człowiekiem. Fakt ten może w jakimś stopniu tłumaczyć Pańskie
                                  ówczesne postępowanie. Dziś, jako człowiek bogatszy o doświadczenia
                                  minionych 36 lat, powinien Pan jednak dostrzec swój błąd i mieć
                                  odwagę przyznać się do błędu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego Pan tego
                                  nie potrafi.

                                  Pańskie oświadczenie o zachowaniu tajemnicy dawało korzyść tylko
                                  jednej stronie, a mianowicie SB. Dzięki temu, że zachowywał Pan
                                  milczenie, SB mogła działać z zaskoczenia przeciwko Pańskim kolegom.
                                  Ludzi ci nie mieli szansy psychologicznego przygotowania się na
                                  ewentualne rozmowy z SB. Nie mogli skorzystać z Pańskich doświadczeń
                                  w tym zakresie. To bezpośrednia korzyść operacyjna dla SB
                                  z „dżentelmeńskiej umowy” z Panem. Ale były także korzyści
                                  pośrednie. Podpisując zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy i
                                  postępując następnie zgodnie z tym zobowiązaniem, stawał się Pan
                                  bardziej lojalny wobec SB niż wobec własnych kolegów. Był Pan
                                  szczery w rozmowach z SB, ale nieszczery w kontaktach z kolegami,
                                  których nie poinformował Pan o swojej rozmowie z esbekami.
                                  Ujawnienie tego faktu mogło Pana totalnie skompromitować w oczach
                                  kolegów. W ten sposób stawał się Pan psychologicznym zakładnikiem
                                  SB. Na tym, polegała pułapka, do jakiej się Pan dostał podpisując
                                  zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy. Podpisując to nieszczęsne
                                  zobowiązanie i ukrywając ten fakt przed kolegami, dawał Pan esbekom
                                  psychologiczną władzę na Panem. To była ta druga korzyść operacyjna
                                  SB. Może nawet ważniejsza od tej, którą wcześniej wymieniłem.

                                  Przykład ten stanowi dobrą ilustrację mechanizmów usidlania ludzi
                                  przez SB i wciągania we współpracę z tą służbą. Zaczynało się często
                                  od niewinnych z pozoru oświadczeń i deklaracji, a kończyło na pełnej
                                  dyspozycyjności wobec SB. Niektórzy potrafili zdobyć się na odwagę
                                  i w pewnym momencie wyrwać z pułapki. Nie wszyscy mieli jednak na
                                  tyle silny charakter. Wielu nie potrafiło lub nie chciało się
                                  wycofać.

                                  Żeby kogoś psychologicznie usidlić nie trzeba było żądać pisania
                                  kolejnych zobowiązań po każdym spotkaniu. To trochę tak jak z cnotą –
                                  wystarczy jeden jedyny raz, by stracić ją raz na zawsze. To głównie
                                  o tę o „utratę cnoty” chodziło esbekom i dlatego nie musieli zabiegu
                                  powtarzać za każdym razem. To odpowiedź na jedno z Pańskich
                                  ostatnich pytań.

                                  Najbardziej szokujący jest dla mnie fakt, że po swojej pierwszej
                                  rozmowie z SB i podpisaniu oświadczenia o zachowaniu tajemnicy,
                                  nadal spotykał się Pan z kolegami, działając na rzecz założenia
                                  Towarzystwa Hilozoistycznego, a jednocześnie nie informował Pan
                                  kolegów o swoich kontaktach z SB. Z dokumentów wynika, że już
                                  następnego dnia po pierwszej rozmowie z SB, 21 stycznia 1973 r.,
                                  spotkał się Pan w Warszawie z innymi założycielami Towarzystwa. Z
                                  tego, co Pan tu napisał, wynika, że ludzie ci nie dowiedzieli się o
                                  Pańskiej rozmowie z esbekami. Nie byli świadomi tego, jakie
                                  działania podjęła SB i czego w związku z tym można się spodziewać.
                                  Natomiast SB miała sytuację pod kontrolą, ponieważ – jak już
                                  zaznaczyłem – był Pan bardziej szczery w rozmowie z SB niż w
                                  kontaktach z kolegami. W ten sposób jako inicjator TH wciągał Pan
                                  kolegów w pułapkę, nawet jeśli wydawało się Panu, że Pańska lojalna
                                  postawa wobec SB chroni ich przed represjami.
                                  • z.bereszynski Był to spory sukces SB - c.d. 07.01.09, 00:33
                                    Nic dziwnego, że SB zaczęła patrzeć na Pana jako na kandydata na
                                    tajnego współpracownika. Wbrew temu co Pan tutaj pisze, Pańska
                                    postawa podczas rozmowy w dniu 20 stycznia 1973 r. została odebrana
                                    jako sygnał, że taki werbunek jest możliwy. Uznano, że złapał Pan
                                    haczyk i dlatego postanowiono dalej „pracować” nad Panem podczas
                                    kolejnych rozmów.

                                    Dodam jeszcze, że fakt noszenia przez Pana znaczka TH nie zrobił
                                    chyba na esbekach większego wrażenia. O znaczku tym nie wspomniano w
                                    ogóle w notatce służbowej z rozmowy przeprowadzonej 20 stycznia 1973
                                    r. Widać nie była to dla SB ważna sprawa. Znaczenie ważniejszy był
                                    fakt wstępnego usidlenia Pana poprzez uzyskanie pisemnego
                                    zobowiązania do zachowania tajemnicy.

                                    Zaczęto nawet ochraniać Pana jako przyszłego współpracownika SB. Po
                                    wspomnianym spotkaniu w Warszawie w dniu 21 stycznia 1973 r.
                                    stołeczna SB nosiła się z zamiarem skierowania sprawy do kolegium
                                    przeciwko Sergiuszowi Kowalskiemu (za udział w nielegalnym
                                    zebraniu). W związku z tym zwrócono się do wrocławskiej SB o
                                    uzyskanie Pańskiego oświadczenia w tej sprawie. Wrocławska SB nie
                                    wyraziła jednak na to zgody, aby nie kompromitować Pana jako
                                    potencjalnego współpracownika. Zastępca naczelnika Wydziału III KW
                                    MO we Wrocławiu, mjr Albin Zalewski, wyraził w tej sprawie
                                    następującą opinię w formie odręcznej adnotacji na otrzymanym z
                                    Warszawy szyfrogramie: „Nie wiem, czy powinniśmy to zrobić, o ile
                                    chcemy coś mieć z Badury”. Ostatecznie w dniu 15 marca 1973 r.
                                    wysłano do Warszawy odpowiedź następującej treści: „w sprawie
                                    pobrania oświadczenia od Piotra Badury informuję, iż nie jesteśmy
                                    zainteresowani we włączeniu wymienionego do postępowania przed
                                    Kolegium Karno-Administracyjnym. Planujemy przedsięwzięcia
                                    operacyjne w stosunku do Piotra Badury, które wymagają
                                    wyeliminowania go z tego rodzaju postępowania”.

                                    Wbrew temu, co Pan pisze, rozmowa przeprowadzona w dniu 20 stycznia
                                    1973 r. była dla SB bardzo owocna. W oczach esbeków rozmowa ta
                                    zapoczątkowała wiązanie Pana z aparatem bezpieczeństwa PRL. Opinia
                                    ta przewija się niezmiennie przez całość akt sprawy krypt. „ZEN”.

                                    To, co napisał Pan w swoim ostatnim poście, to kolejna próba
                                    przypisania mi grzechów, których nie popełniłem. To nie ja
                                    kompletowałem teczkę sprawy krypt. „ZEN” i nie ja odpowiadam za to,
                                    co do niej kiedyś włączono, a czego nie. Proszę swoje zarzuty w tej
                                    materii kierować pod adresem Pańskiego znajomego z SB, por. Plebana,
                                    który ową teczkę prowadził, a nie pod adresem mojej osoby. Proszę
                                    jego pytać, dlaczego nie chciało mu się wszystkiego pisać, dlaczego
                                    nie ma tam wszystkich ważnych dla Pana informacji itp. Ja cytuję te
                                    dokumenty, które znalazłem. Niczego celowo nie ukrywam ani
                                    nie „ignoruję”.
                                    Nie mam też możliwości wykreowania dodatkowych dokumentów na Pańskie
                                    zamówienie. Jeżeli ma Pan jakieś wątpliwości co do mojej
                                    rzetelności, to ponownie sugeruję, aby złożył Pan stosowny wniosek w
                                    IPN celem osobistego sprawdzenia zawartości teczki.

                                    Datę planowanych przez Pana i kolegów spotkań SB mogła ustalić np. w
                                    drodze tajnej kontroli korespondencji, czym zajmował się
                                    Wydział „W”. O korzystaniu z usług tego wydziału jest mowa w aktach
                                    sprawy krypt. „ZEN” (cała sprawa zaczęła się właśnie od informacji z
                                    tego wydziału). Wcale tego nie ukrywano. Dokumenty z Wydziału „W”
                                    nie były w bezpośredni sposób załączane do akt sprawy „ZEN”, ale to
                                    nie znaczy, że w aktach tych świadomie pisano nieprawdę.

                                    Proszę nie ośmieszać się poprzez udawanie, że nie rozumie Pan, co
                                    może oznaczać np. określenie „powiadamiać mnie pisemnie o miejscu i
                                    godzinie spotkania”. To mogło oznaczać np. urzędowe wezwanie do
                                    stawienia się na komendzie MO w określonym dniu i o określonej
                                    godzinie. Nigdy nie widział Pan takich wezwań?

                                    Dokumenty SB nie są dla mnie żadnym „Pismem Świętym”. Traktuję je w
                                    sposób równie krytyczny jak inne źródła historyczne, wliczając w to
                                    także Pańskie wypowiedzi na tym forum.

                                    Pozdrawiam

                                    Zbigniew Bereszyński



                                • Gość: Luks bzdury Badury IP: *.xdsl.centertel.pl 07.01.09, 08:28
                                  Chciał chronic kolegow, dlatego ich wsypał i ukrywal
                                  przed nimi swoje konszachty z SB. Co za bzdury.
                                  Samiście tacy głupi Badura czy innych macie za idiotów?
                              • Gość: Piotr Badura Insynuacje pana Bereszyńskiego - 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 01:09
                                Pan Bereszyński napisał: "Czy nie sądzi Pan, że do działaczy PAX mogły dotrzeć
                                informacje na temat Pańskich spotkań z por. Plebanem, budząc zrozumiałe
                                zaniepokojenie w tym środowisku? Być może to właśnie zadecydowało o odstawieniu
                                Pana na boczny tor, a nie jakieś nieporozumienia na temat tych czy innych
                                sformułowań w dokumentach programowych?"
                                Napisał też: "Oczywiście są to tylko moje subiektywne spekulacje na temat
                                Pańskich perypetii sprzed lat. Sądzę jednak, że warto byłoby wziąć je pod uwagę."
                                To nie są żadne "subiektywne spekulacje", ale raczej "prymitywne manipulacje".
                                Mimo to nabrał się na te plewy np. pan Behemot, który napisał o mnie: "Z PAX-u
                                poszedł na polityczną emeryturę za niejasne kontakty z organami władzy".
                                Na polityczną emeryturę poszedłem w PAX-ie wiosną 1976, tymczasem nawet z
                                "Bereszyńskiego Pisma Świętego", czyli fałszywek wytworzonych przez por. Plebana
                                wynika, jakobym 20 grudnia 1973 informował go, że władze PAX-u wiedzą już o
                                moich z nim rozmowach. Z tego wynikałoby, że przez ponad dwa lata nie umiano
                                zdecydować się na odwołanie mnie, co więcej, mocno awansowano mnie w tym czasie.
                                Wiosną 1976 kierownikiem COSK, czyli moim zwierzchnikiem w pionie, był Jan Król.
                                To on przyjechał z Warszawy do Wrocławia na formalne odwołanie mnie i powołanie
                                nowego kierownika WOSK. Wszystko odbywało się z najwyższą elegancją. Wszystkich
                                swych ludzi przygotowałem do tego tak, by okazali maksimum życzliwości nowemu
                                kierownikowi WOSK i by traktowali całe to zdarzenie bez emocji, jako zwykłą
                                kolej rzeczy. Także PAX zachował się wobec mnie super. Utrzymano mi wysokie
                                stypendium do czasu ukończenia studiów (półtora roku). Ja to wtedy rozumiałem
                                tak, że jest nacisk, prawdopodobnie zewnętrzny, że muszę być odwołany. Miałem
                                nadzieję, że PAX to moje odwołanie należycie zdyskontował. W polityce obowiązuje
                                zasada "coś za coś", czyli "odwołamy go, ale w zamian chcemy tego i tego".
                                W tym, że tak właśnie było utwierdziło mnie późniejsze wydarzenie. W końcu 1979
                                rozmawiałem w Opolu z Janem Królem, który chciał mnie wmontować w otoczenie
                                PAX-u, bym w razie czego był natychmiast do dyspozycji. Uzgodniliśmy, że zostanę
                                ukryty w którymś z zakładów, należących do PAX-u Zjednoczonych Zespołów
                                Gospodarczych. Stamtąd w trybie natychmiastowym mógłbym być przesunięty do
                                aparatu PAX. Po tej wstępnej rozmowie otrzymałem taki list:
                                "W-wa, 27.X.79 r.
                                Piotr!
                                W nawiązaniu do naszej rozmowy w Opolu chcę Cię poinformować, że możliwości
                                Twojego przejścia do ZZG nabierają realnego kształtu. Chodzi o to abyś
                                przyjechał w dogodnym dla Ciebie terminie do W-wy na nasz koszt w celu
                                przeprowadzenia bardziej wiążących rozmów. Daj tylko wcześniej znać kiedy
                                przyjedziesz.
                                Janek Król"
                                Skan tego listu, w całości pisanego ręcznie, można ode mnie otrzymać mailem,
                                pisząc na adres: beczka@ceti.com.pl
                                Gdyby było tak, jak insynuuje pan Bereszyński i głupio mu przytakuje pan
                                Behemot, to dlaczego odwołujący mnie wiosną 1976 Jan Król (rzekomo z powodu
                                kontaktu z SB), miałby jesienią 1979 działać na rzecz mojego potajemnego
                                przejścia do ZZG, bym był tam w pogotowiu?
                                Do ZZG nie przeszedłem. Początkowo wszystko szło dobrze. Uzgodnione zostało, że
                                przejdę na etat głównego technologa w zakładzie w Ogorzelcu koło Kamiennej Góry
                                (rozpuszczalniki nitro). Byłem w Ogorzelcu wczesną wiosną 1980 dogadać
                                szczegóły. Uzgodniliśmy, że firma przygotuje dla mnie mieszkanie w Kamiennej
                                Górze, które ma być do dyspozycji od 1 lipca 1980 (chciałem zakończyć w Brynicy
                                rok szkolny). Zwiedziłem zakład. Było bardzo miło. Po powrocie do Brynicy
                                zgłosiłem, że pracuję tylko do końca roku szkolnego. To zapewne był błąd, bo SB
                                miała w mojej gminie informatorów. Gdy późną wiosną 1980 pojechałem do Ogorzelca
                                dopiąć ostatnie szczegóły, wszyscy mnie unikali. Odesłano mnie do szefa PAX-u w
                                Jeleniej Górze, Sławomira Z., ale gdy tam dotarłem, już go nie było. Sytuacja
                                była jasna. Niedługo potem dostałem informację, że Janek Król został odsunięty
                                jako opozycjonista.
                                Jan Król wszedł w 1989 do Sejmu jako poseł Komitetu Obywatelskiego. Był w Sejmie
                                do 2001. W latach 1997-2001 był wicemarszałkiem Sejmu z ramienia Unii Wolności.
                                Jeśli ktoś chce zweryfikować autentyczność jego listu do mnie, bez trudu ustali
                                na niego namiary.
                                Wracam jeszcze do opublikowanej przez pana Bereszyńskiego notatki por. Plebana z
                                22 grudnia 1973, opisującej rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 20
                                grudnia 1973. Z notatki tej wynika, że 20 grudnia 1973 kierowałem w PAX-ie grupą
                                studencką z Uniwersytetu Wrocławskiego. To nie jest prawda. Moje kierowanie
                                zespołem uniwersyteckim zakończyło się praktycznie w czerwcu 2003. Od 1
                                października 2003 kierowałem już Wojewódzkim Ośrodkiem Szkolenia Kadr (WOSK),
                                czyli podlegały mi sprawy studentów wszystkich wrocławskich uczelni, a także
                                całej PAX-owskiej młodzieży Dolnego Śląska. Por. Pleban miał więc informacje
                                przestarzałe o jakieś pół roku.
                                Można oczywiście przyjąć, że ja prowadziłem jakąś dziwną grę z por. Plebanem.
                                Spotykałem się z nim tylko po to, by przekazywać mu dawno nieaktualne
                                informacje. To jednak karkołomna hipoteza. O wiele bardziej prawdopodobne jest
                                to, że por. Pleban wymyślał te rozmowy ze mną. Bazował na donosach swego
                                informatora, który miał słabe dojście i dowiadywał się o zmianach z opóźnieniem.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: Piotr Badura Sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 01:48
                                  Zwrócono mi uwagę na błędnie podany rok. W zdaniu: "Moje kierowanie zespołem
                                  uniwersyteckim zakończyło się praktycznie w czerwcu 2003. Od 1 października 2003
                                  kierowałem już Wojewódzkim Ośrodkiem Szkolenia Kadr (WOSK)" miał być oczywiście
                                  1973 a nie 2003.
                                  Pozdrawiam wszystkich
                                  Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Insynuacje pana Bereszyńskiego - 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 17:59
                                Pan Bereszyński napisał: "Przynajmniej niektórzy działacze PAX (jak np. Romuald
                                Szeremietiew, późniejszy działacz KPN) mogli słusznie obawiać się tego typu
                                kontaktów". Panu Bereszyńskiemu chodzi tu o moje rzekome kontakty z SB. Piszę
                                rzekome, bo te, które miały miejsce, zostały przeze mnie szefowi wrocławskiego
                                PAX-u ujawnione i nie dawały one nikomu podstaw do obaw. Te zaś, które mogłyby
                                ewentualnie budzić obawy, były fikcją, tworzoną przez por. Plebana i
                                eksploatowaną dziś przez pana Bereszyńskiego, w wiadomym mu celu.
                                Zacznę sprawę mojego kontaktu z Romkiem (bo tak się do niego zwracaliśmy) od
                                początku. Na deklaracji wstąpienia Romka do PAX-u jest mój podpis, jako osoby
                                wprowadzającej. Była to jednak czysta formalność. Romek jest ode mnie blisko
                                osiem lat starszy (20 i 28 lat to duża różnica wieku). Gdy trafił do PAX-u, miał
                                dużo większe doświadczenie polityczne ode mnie. Ja byłem na początku studiów, on
                                je po. W dodatku Romek nie przyszedł do PAX-u sam, a wraz z grupą kolegów, też
                                mających jakieś doświadczenie polityczne. Umiałem realnie ocenić sytuację. Do
                                głowy by mi nie przyszło, by próbować Romkiem czy jego kolegami jakoś tam
                                kierować, choć przez krótki czas formalnie byłem ich zwierzchnikiem.
                                Kolegów Romka nie poznałem nigdy bliżej, ale z nim samym byłem w kontakcie, póki
                                był we Wrocławiu. Gdy przeszedł do Leszna nasze kontakty stały się rzadkie.
                                Latem 1975 byliśmy w tym samym czasie na wczasach w ośrodku ZZG w Międzywodziu.
                                Romek, który w porównaniu ze mną był zawsze rzutki i światowiec, zaaranżował
                                kameralne spotkanie z kimś ważnym z PAX-u, chyba naczelnym jednego z pism, ale
                                nie jestem już tego pewien. Był on też na urlopie w ośrodku ZZG. Rozmawialiśmy
                                we trójkę - ten redaktor, Romek i ja (były też żony). Rozmowa była przy
                                alkoholu. Czy Romek, gdyby nie miał do mnie zaufania, organizowałby takie
                                spotkanie z moim udziałem? Wątpię.
                                Gdy przeniosłem się w 1976 do Opola, moje kontakty z Romkiem praktycznie ustały.
                                Nawiązałem je ponownie dopiero gdy Romek trafił wiosną 1981 do więzienia.
                                Odniosłem wtedy wrażenie, że ucieszyło go, iż się odezwałem. Tak przynajmniej
                                pisał w pierwszym liście z Rakowieckiej. Nasze korespondencyjne kontakty ustały
                                chyba znów w 1986. Romek był już od jakiegoś czasu na wolności i znów wchodził w
                                świat polityki, więc nie zawracałem mu głowy.
                                Miłe jest dla mnie, że w niewielkim wyborze zdjęć na jego osobistej stronie
                                internetowej znalazło się zdjęcie ze mną. Dostępne jest ono pod adresem:
                                szeremietiew.com/zoom.php?f=1974_1
                                Ja siedzę pierwszy od prawej, potem moja siostra Zofia, a następnie Romek.
                                Informacje o działaniach SB wokół Romka można znaleźć na stronie 329 wydawnictwa
                                dostępnego pod adresem:
                                www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=6286
                                Z Romkiem różniliśmy się ideologicznie i politycznie. Mimo to zawsze bardzo
                                sobie ceniłem znajomość z nim i lubiłem go. Gdy ubóstwiane przez pana
                                Bereszyńskiego et hoc genus omne kryształowo uczciwe służby specjalne
                                najjaśniejszej III RP przystąpiły w 2001 do wykańczania Romka, trzymałem za
                                niego kciuki. Cieszę się, że po siedmiu latach zapadł w końcu wyrok
                                uniewinniający. Nie dziwię się rozgoryczeniu Romka, że wyeliminowanie go z życia
                                politycznego, czyli to, co nigdy nie udało się SB, udało się kryształowo
                                uczciwym służbom przenajświętszej III RP. Więcej o tym pod adresem:
                                szeremietiew.com/index.php?c=ksiazka
                                Mnie takie rozgoryczenie nigdy nie groziło, bo dla mnie służby to służby. Po UOP
                                czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB. Aby była jednak jasność:
                                Wszystkie one to legalne służby, legalnego państwa i nikt, kto w nich lub dla
                                nich działał lub działa zgodnie z prawem nie może być potępiany.
                                Zanim pan Bereszyński skonstruował opartą o esbeckie fałszywki insynuację, że
                                Romek mógł się mnie obawiać z powodu moich rzekomych kontaktów z SB, powinien
                                był po prostu wysłać do Romka maila ze stosownym pytaniem. Ale gdyby wysłał, to
                                dostałby negatywną odpowiedź i byłyby nici z insynuacji. Czyli nie mógł wysłać.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: behemot Re: Insynuacje pana Bereszyńskiego - 2 IP: 77.252.18.* 10.01.09, 23:45
                                  Najpierw cytat :

                                  Mnie takie rozgoryczenie nigdy nie groziło, bo dla mnie służby to
                                  służby. Po UOP
                                  czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB. Aby była jednak
                                  jasność:
                                  Wszystkie one to legalne służby, legalnego państwa i nikt, kto w
                                  nich lub dla
                                  nich działał lub działa zgodnie z prawem nie może być potępiany


                                  No ja perwollę, Piotrek. Chyba żeś się namachał szuflą w te mrozy za
                                  dużo lub walnął drinka na oczyszczenie dróg oddechowych z pyłu
                                  opałowego, a w ostateczności nawdychał spalin piecowych, co wszelako
                                  daje taki sam skutek, jak wyżej wymienione. Służby to służby, jeżeli
                                  chodzi o metody - zgoda. No ale jak stawiasz znak równości między
                                  peerelem a Polską pookrągłostołową to czas golić jaja i na jakąś
                                  podyplomówkę się zapisać, by nie tylko mieć papiery na obsługę
                                  pieca, znajomość z Szeremietiewem ale i wiedzę o społeczeństwie mieć
                                  współczesną zaliczoną jak licealiści przynajmniej.
                                  Ja współpracując z ABW i CBŚ, wypraszam sobie by stawiano między mną
                                  a jakimś esbeckim TW znak równości.
                                  • mx4 Re: Insynuacje pana Bereszyńskiego - 2 11.01.09, 00:13
                                    No to teraz Ci się dostanie Behemocie tak jak mi i jeszcze paru
                                    innym. Zostałem nazwany tchórzem, bo nie podpisuję się imieniem i
                                    nazwiskiem. Ciekawe jak Ciebie potraktuje pan Badura ? Mam już
                                    ślinotok.
                                  • Gość: golarz stare figle IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.09, 11:47
                                    Figlarz z tego Behemota. Znowu wywołał stary temat.
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=43558659&a=43558659
                                  • Gość: Piotr Badura Lepiej argumentować, niż pohukiwać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:03
                                    Szanowny Panie Behemocie
                                    Nie wiem na czym oparł Pan stwierdzenie, że stawiam znak równości między PRL a
                                    Polską pookrągłostołową. Inni znów forumowicze uznają, też nie wiem na podstawie
                                    czego, że jestem wielbicielem PRL. Przecież już choćby z materiałów SB na mój
                                    temat, zamieszczonych tu na forum przez pana Bereszyńskiego, jasno wynika, że w
                                    PRL nie podobało mi się tak wiele rzeczy, iż SB uważała za konieczne, by mnie
                                    "zneutralizować".
                                    Mnie się nie podobało wiele rzeczy w PRL i nie podoba mi się wiele rzeczy w III
                                    i dalszych RP. Jeśli już jednak musiałbym jedno z drugim porównywać, to nie
                                    wiem, czy nie byłbym bliżej poglądu, że przejście od PRL do III RP było
                                    przejściem z deszczu pod rynnę. Dyskusja nad tym mogłaby być bardzo ciekawa, ale
                                    musiałaby to być wymiana argumentów, a nie pohukiwań, które Pan w swym poście
                                    zaprezentował.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                                    • Gość: bubo uhuuuuuu Re: Lepiej argumentować, niż pohukiwać IP: *.xdsl.centertel.pl 14.01.09, 19:29
                                      Coś tu się kupy nie trzyma. Jak ten Pleban taki kłamczuch
                                      i wszystko zmyślał, to może to "neutralizowanie" Pana też sobie
                                      wymyslił? Jeśli tworzył "fałszywki" to nie wstyd Panu podpierać się
                                      teraz tymi "fałszywkami"? Strasznie się Pan Panie Piotrze zamotał
                                      w tej swojej "argumentacji".
                                    • Gość: behemot Litooosci Piotrek... IP: 77.252.18.* 15.01.09, 14:17
                                      , bo dla mnie służby to
                                      służby. Po UOP
                                      czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB. Aby była jednak
                                      jasność:
                                      Wszystkie one to legalne służby, legalnego państwa i nikt, kto w
                                      nich lub dla
                                      nich działał lub działa zgodnie z prawem nie może być potępiany

                                      Po UOP czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB.
                                      UOP lub ABW = SB
                                      (UOP lub ABW = SB) = legalne służby = legalne państwo
                                      UOP lub ABW = rzeczpospolita pookrągłostołowa
                                      SB = PRL
                                      rzeczpospolita pookrągłostołowa = PRL

                                      Prościej się nie da. A że krytycznie odnosisz się do obu ustrojów,
                                      czy ich elementów, albo zjawisk społecznych w nich występujących to
                                      inna sprawa. Naiwnością lub głęboką wiarą było przekonanie, że
                                      peerelowi można przydać ludzką gębę działając w zalegalizowanych
                                      przez reżim organizacjach. Organizacje i towarzystwa rejestrowane w
                                      oparciu o papier, statuty, regulaminy i takie tam, do których z
                                      formalnego punktu widzenia, władza nie mogła sie przyczepić i tak
                                      były pozniej infiltrowane i kontrolowane przez organy władzy
                                      legalnej, podobnie jak i one były legalne. Był to więc legalizm do
                                      kwadratu, który w konsekwencji skutecznie udoopiał obywatelską
                                      energię i inicjatywę, czego sam Ty jesteś niezaprzeczalnym dowodem.


                                      • Gość: Piotr Badura Widzę to o wiele czarniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 19:56
                                        Szanowny Panie Behemocie
                                        W PRL były spore możliwości pozytywnego działania, powiedziałbym nawet, że
                                        ogromne. Problem w tym, że ludzie nie chcieli. Jedni bali się własnego cienia a
                                        innych wcale to nie obchodziło, bo uważali, że należy się dostosować do takiego
                                        państwa, w jakim wypadło żyć.
                                        Byli ludzie, którzy się nie bali i umieli walczyć. To byli ludzie silni. Ludzie
                                        silni nie byli jednak zainteresowani naprawianiem PRL, bo teoretycznie jego
                                        ustrój to była obrona słabych przed silnymi. Silni nie byli zainteresowani takim
                                        ustrojem. Oni właśnie chcieli wykorzystywać słabych. To po co mieli naprawiać PRL?
                                        Ja uważam się za silnego, ale wolę popierać rozwiązania korzystne dla słabych.
                                        To najczęściej przegrana sprawa. Przegrywam, ale prywatnie na tej przegranej
                                        wychodzę dobrze, bo system korzystny dla silnych jest przecież korzystny także
                                        dla mnie.
                                        Pozdrawiam serdecznie
                                        Piotr Badura
                                • Gość: Piotr Badura Uzupełnienie - dokument z 6 sierpnia 1976 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 10:47
                                  Już po napisaniu postu, dotyczącego Romka Szeremietiewa, dokopałem się do dość
                                  obszernego (ok. 18 stron znormalizowanego maszynopisu) dokumentu, zatytułowanego
                                  "PROGRAM 44 (Propozycja reform ustrojowych PRL)". Przypomniałem sobie
                                  natychmiast jego historię. Romek wręczył mi go osobiście i poufnie, gdyż
                                  dokument był rozpowszechniany w sposób tajny. Autorzy dokumentu nie ujawnili się
                                  w nim. Uwidoczniona data powstania tego dokumentu to 6 sierpnia 1976 roku. Jako
                                  polityczny emeryt spędzałem wakacje 1976 w rodzinnym Opolu, a pamiętam, że Romek
                                  przekazał mi ten dokument we Wrocławiu. Musiał zatem być co najmniej październik
                                  1976.
                                  Jeśli w końcu 1976, czyli pół roku po moim odwołaniu w PAX-ie, Romek w tajemnicy
                                  przekazuje mi dokument i oczywiste jest, że nikt nie może dowiedzieć się, że to
                                  właśnie on mi ten dokument przekazał, to jest to nie do pogodzenia z hipotezą,
                                  jakoby Romek miał do mnie ograniczone zaufanie, zwłaszcza gdy zestawi się to z
                                  informacją SB w Lesznie, że Romek był wyjątkowo ostrożny w kontaktach z ludźmi.
                                  Gdyby ktoś miał wątpliwości co do faktu przekazania mi przez Romka wspomnianego
                                  dokumentu wraz z instrukcją jak postępować, by jego kolportaż nie mógł być
                                  wykryty, to może się skontaktować w tej sprawie z Romualdem Szeremietiewem na
                                  jego adres mailowy. Nie wydaje mi się, by Romek o tej sprawie nie pamiętał.
                                  Pomijam już fakt, że ja ten dokument mam, a SB chyba go nie miała, bo w
                                  przywoływanym przeze mnie artykule o Romku nie trafiłem na żadną wzmiankę o nim.
                                  Pozdrawiam wszystkich
                                  Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Insynuacje pana Bereszyńskiego - 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 23:41
                                Pan Bereszyński napisał: "Przytoczone powyżej dokumenty stanowią, moim zdaniem,
                                ciekawą ilustrację form i metod działania, z pomocą których SB starała się
                                kontrolować sytuację w polskich środowiskach akademickich w latach 70. Za
                                szczególnie interesujące uważam informacje mówiące o próbach wykorzystywania
                                przez SB wzajemnych animozji KIK i PAX".
                                Z tego zdania wynika, że pan Bereszyński uważa konfabulacje por. Plebana na
                                temat rzekomego informowania go przeze mnie o wrocławskim KIK za prawdę.
                                Sugeruje to forumowiczom. Forumowicze, jak to forumowicze, w większości
                                przypadków nie mają przygotowania do analizowania takich dokumentów. Na to
                                zapewne liczył pan Bereszyński.
                                Z materiałów opublikowanych przez pana Bereszyńskiego wynika, że por. Pleban
                                zwrócił się do mnie 20 grudnia 1973 z propozycją, bym "rozpoznał rozmiar
                                działalności KIK-u wśród studentów Uniwersytetu" a ja "przyjąłem tę propozycję i
                                zobowiązałem się przygotować informację w tej sprawie na koniec II dekady
                                stycznia". Czy zgodziłem się wykonać to zadanie za pieniądze, albo inne
                                korzyści? Nie. O tym nie ma mowy. Zgodziłem się z czystej niechęci do KIK-u
                                ("wykorzystując okazaną przez Piotra B. niechęć do Klubu Inteligencji Katolickiej").
                                Absurdalność podanej motywacji budzi zdumienie. KIK nie lubi PAX-u, więc ja,
                                wielbiciel PAX-u, ze złości na ten KIK postanawiam rozpracowywać go na potrzeby
                                SB. Na cztery dni przed Wigilią nie pojechałem do domu, tylko spotykam się z
                                funkcjonariuszem SB i uzgadniam, że nic tam święta, nic tam Nowy Rok,
                                najważniejsze jest rozgryzanie KIK-u.
                                Zdumienie budzi też deklaracja, że w tak krótkim czasie rozeznam rozmiar
                                działalności KIK wśród studentów Uniwersytetu. Jak niby miałem to zrobić?
                                Przeprowadzić wśród studentów ogromnej uczelni ankietę z pytaniami: 1) należysz
                                do KIK-u? 2) jeśli tak, to czy jako członek KIK-u jesteś bierny czy aktywny? A
                                może miałem się udać do prezesa KIK i poprosić o listę członków? Lista członków
                                KIK była jawna dla władz, ale nie dla ludzi przychodzących z ulicy.
                                Ciekawe jest też, że informacje, które miały być na II dekadę stycznia,
                                przekazałem jakoby 16 października, bo dopiero wtedy, według konfabulacji por.
                                Plebana miało dojść do kolejnego spotkania.
                                Pisałem już we wcześniejszym poście, że spotkanie w dniu 20 grudnia zostało
                                przez por. Plebana zmyślone. Dowodem tego jest fakt, że pisze on o mnie jako
                                kierowniku zespołu uniwersyteckiego, tymczasem ja od trzech miesięcy (od 1
                                października 1973) byłem kierownikiem WOSK, a sprawami uniwersytetu zajmował się
                                już kto inny. Gdyby por. Pleban faktycznie się ze mną spotkał, to by o tym wiedział.
                                Dlaczego por. Pleban w tej zmyślonej notatce umieścił sprawę KIK? Podejrzewam,
                                że przez jakiegoś informatora dowiedział się, że wykazuję pewną aktywność w
                                sprawie KIK. Nie miał jednak informatora blisko mnie, a daleki informator miał
                                raczej mgliste informacje. Władze partyjno-państwowe prowadziły względem
                                ugrupowań katolickich politykę skłócania ich (dziel i rządź). Por. Pleban
                                wiedział o tym i założył zapewne, że jeśli ja się interesuję KIK-iem to z
                                jakichś złych motywacji. Trafił kulą w płot.
                                Już przed 20 grudnia 1973 PAX prowadził politykę zbliżania w stosunkach z innymi
                                ugrupowaniami katolickimi. O ich skłócanie oskarżał PZPR. W materiale ze
                                szkolenia COSK w dniu 20 stycznia 1974, który miałem obowiązek upowszechnić
                                wśród młodzieży WOSK, Bolesław Piasecki jasno powiedział (str. 20): "W obecnej
                                fazie jest rzeczą pożądaną, aby młodzi członkowie PAX-u nawiązywali dialog i
                                kontakty na terenie młodych w tych organizacjach. Uważamy to za korzystne, ale
                                trzeba pamiętać, że rozmowy takie winny być prowadzone z maksymalną
                                odpowiedzialnością polityczną".
                                Por. Pleban nie znał aktualnej linii PAX-u. Znał wskazania swojej partii
                                (skłócanie) i myślał, że PAX to realizuje. Pomylił się. Gdyby por. Pleban miał
                                informacje ode mnie, to by wiedział, że doprowadziłem do istotnego zbliżenia
                                młodzieży PAX i KIK przy akceptacji kierownictw PAX i KIK. Akceptacja
                                kierownictwa PAX była oczywista. Dowodem akceptacji w KIK był fakt, że spotkanie
                                grupy młodych z PAX z grupą młodych KIK miało miejsce w prywatnym domu prezesa
                                KIK, Kazimierza Czaplińskiego. Córka prezesa Czaplińskiego była, o ile dobrze
                                pamiętam, moją rówieśnicą. Por. Pleban nie miał chyba pojęcia o tym spotkaniu,
                                bo inaczej nie plótłby takich bzdur w swych meldunkach ze zmyślonych spotkań ze
                                mną. Informację o spotkaniu młodych PAX-KIK można dziś łatwo zweryfikować,
                                dzwoniąc do prof. Kazimierza Czaplińskiego, bądź jego córki.
                                To, co por. Pleban napisał w notatce z 16 października 1974, czuć brednią na
                                kilometr. Wszelkie stowarzyszenia miały (i mają też dziś) obowiązek informowania
                                władz o szeregu spraw. Muszą już przy rejestracji przedłożyć statut i na bieżąco
                                informować o każdej jego zmianie. Ze statutu musi wynikać jakie są formy
                                powiązania ze stowarzyszeniem (członek zwyczajny, nadzwyczajny, sympatyk). Po co
                                miałem informować o tym por. Plebana, skoro SB miała statut KIK, z którego można
                                było to wyczytać? Po co miałem informować, kto jest prezesem, a kto
                                wiceprezesem, skoro KIK sam musiał zawiadamiać o tym władze? Po co miałem
                                informować jakie są tematy prelekcji, skoro program pracy KIK-u był jawny i mógł
                                go dostać każdy, kto chciał? Itd.
                                Cała ta relacja z rozmowy ze mną na temat KIK wygląda tak, że konkrety są tylko
                                te, które KIK miał obowiązek przekazać władzom. W pozostałych sprawach są same
                                ogólniki. Szczegółem, który przesądza o tym, że rozmowa z 16 października 1974
                                była zmyślona, jest jednak wysokość mojego stypendium. Por. Pleban informuje, że
                                było to 1.400 zł, tymczasem było to 2.000 zł. 1.400 zł było w poprzednim roku
                                akademickim (skan dokumentu potwierdzającego to mogę przesłać zainteresowanym,
                                którzy zwrócą się o to pod adres beczka@ceti.com.pl). Gdyby informacje por.
                                Plebana pochodziły ode mnie, to wiedziałby o podwyżce mojego stypendium.
                                Fałszywki por. Plebana są tak prymitywne, że nie mogę uwierzyć, iż pan
                                Bereszyński nie zorientował się, że to czysta fikcja. Myślę, że zorientował się,
                                ale mimo to nie umiał się powstrzymać od ich użycia przeciwko mnie. Tak to
                                czasem bywa.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: a1974 Re: Insynuacje pana Bereszyńskiego - 3 IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.09, 21:36
                                  Panie Badura-jak jest Pan taki dokładny-to niech Pan -do k..nędzy sprawdza
                                  informacje zawarte w Pana brukowcu-i niech Pan mi nie zarzuca-braku kultury-jak
                                  się ma taką sztukę przed sobą-to ciężko zachować kulturę-wystarczy,że rzuci Pan
                                  okiem na ostatni nr pisemka swojego tragicznego-tam też są sumy wynagrodzeń i
                                  nagród-i nijak się mają do rzeczywistości-powiem tyle-że świat toleruje jeszcze
                                  taką gnidę jak Pan..Pan i Pana kumpel TW z Popielowa(ten z domu kultury)-jaka
                                  szkoda,że nie mieszkał Pan w 1989 roku w Rumunii...może los byłby dla nas łaskawy...
                              • z.bereszynski nie wierzę, by to były "fałszywki" 11.01.09, 00:43
                                Szanowny Panie Badura,

                                Nie posunąłem się do żadnych insynuacji. Sformułowałem pewną hipotezę na temat
                                możliwych przyczyn wyeliminowania Pana z „PAX”-u i „Solidarności”, którą uważam
                                za w pełni uprawnioną w kontekście informacji zawartych w materiałach sprawy
                                krypt. „ZEN”. Czyniąc to, zastrzegłem się wyraźnie, że „są to tylko moje
                                subiektywne spekulacje na temat Pańskich perypetii sprzed lat”. Nie twierdziłem
                                ani nawet nie sugerowałem, że posiadam jakąś „tajemną wiedzę” na ten temat.
                                Sugerowałem tylko rozważenie wskazanej przeze mnie hipotetycznie możliwości.
                                Było to uczciwe postawienie sprawy, a nie żadna insynuacja.

                                Nazwisko Romualda Szeremietiewa wymieniłem w tym kontekście wyłącznie w
                                konwencji hipotetyczno-egzemplifikacyjnej: jako przykład osoby, która –
                                posiadając ewentualnie jakąś wiedzę na temat Pańskich spotkań z por. Plebanem –
                                miałaby wszelkie podstawy po temu, by odczuwać zaniepokojenie. Nie twierdzę, że
                                faktycznie posiadał on taką wiedzę, ani tym bardziej, że w jakiś sposób
                                przyczynił się do Pańskiego odejścia z „PAX”-u. Mogło być więcej osób w podobnej
                                jak on sytuacji, do których informacje na ten temat mogły dotrzeć i które
                                mogłyby być z tego powodu zaniepokojone. Nazwisko p. Szeremietiewa wymieniłem
                                tylko dlatego, że jako osoba prezentująca postawę opozycyjną miałby on
                                szczególne powody po temu, by obawiać się działań SB w jego najbliższym
                                otoczeniu. Nawet gdyby było tak, że akurat on się nie niepokoił , to nie jest
                                wcale powiedziane, że inni nie odczuwali niepokoju. Być może p. Szeremietiew
                                miał do Pana pełne i bezwarunkowe zaufanie. Nie wykluczam takiej możliwości. Ale
                                to nie eliminuje problemu niepokoju, jaki mogły budzić Pańskie spotkania z SB
                                wśród wrocławskich działaczy „PAX”-u. Problem ma charakter ogólniejszy i tak tę
                                sprawę stawiałem od początku.

                                Zarzut, że nie zadałem sobie trudu, by wypytać o Pańską osobę p. Szeremietiewa,
                                uważam za chybiony. Nie chcę prowadzić żadnego śledztwa w Pańskiej sprawie i
                                dlatego nie zwracałem się w tej materii do p. Szeremietiewa. Nie chcę zachowywać
                                się jak esbek, wypytujący ludzi na temat tej czy innej osoby bez wiedzy samego
                                zainteresowanego. Uważam, że takie działania za Pańskimi plecami byłyby z mojej
                                strony wielkim nietaktem. Wolę zacząć uczciwie - od pytań skierowanych
                                bezpośrednio do Pana. Sam Pan zaczął tutaj publicznie opisywać swoją
                                działalność z lat 70. i dlatego miałem wszelkie podstawy po temu, by zwrócić się
                                w tej materii publicznie do Pana. Lubię działać otwarcie i tak też postępuję w
                                tym przypadku.

                                Ponieważ tak obszernie zajął się Pan tutaj osobą p. Szeremietiewa i jego
                                relacjami z Panem, to może sam Pan zechce wyjaśnić, czy wiedział on o Pańskich
                                spotkaniach z por. Plebanem, kiedy i w jakiej formie został o tym poinformowany
                                oraz jaki był jego stosunek do tej sprawy? Miło byłoby, gdyby w tej sprawie
                                zechciał wypowiedzieć się także p. Szeremietiew. Może nie odmówiłby on Pańskiej
                                prośbie w tej sprawie? Nie będę jednak nalegać, ponieważ rozumiem, że nasza
                                wymiana zdań na tym forum niekoniecznie musi być dla niego rzeczą ważną (z
                                pewnością ma on wiele ważniejszych spraw na głowie).

                                Oficjalne powody odstawienia Pana na boczny tor w „PAX”-ie niekoniecznie musiały
                                pokrywać się powodami faktycznymi. W tamtych czasach pewnych rzeczy nie mówiło
                                się wprost. Nie przeczę, że oficjalnym powodem odwołania Pana z funkcji szefa
                                WSOK mogły być opisane przez Pana dyskusje z lat 1974-1976. Ale czy na pewno był
                                to powód jedyny i najważniejszy? Wspominany tu wielokrotnie Romuald Szeremietiew
                                prowadził w tamtych czasach w ramach „PAX”-u otwartą działalność opozycyjną, a
                                mimo to nie poszedł w odstawkę w tym czasie co Pan. Mimo opozycyjnej postawy,
                                robił dalej karierę w „PAX-ie”, awansował, znalazł się we władzach krajowych.
                                Wyrzucono go z „PAX”-u dopiero w październiku 1978 r. Mimo, że był większym niż
                                Pan radykałem, utrzymał się jako funkcyjny działacz „PAX-u” znacznie dłużej niż
                                Pan? Czy to nie dziwne? Fakt ten sugeruje, że mogły być jeszcze inne powody
                                Pańskiej niełaski, których oficjalnie Panu nie przedstawiono. Jakie? Ja
                                przedstawiłem swoją hipotezę na ten temat. Pan może oczywiście się z tym nie
                                zgadzać, ale obawiam się, że Pańskie wyjaśnienia powodów „niełaski” wszystkiego
                                nie tłumaczą.

                                Jeszcze mniej przekonujące są Pańskie spekulacje na temat wyeliminowania Pana z
                                „Solidarności”, zaprezentowane jakiś czas temu w innym wątku na tym forum.

                                Trudno uwierzyć, by faktycznie było to efektem zastosowanej przez SB prowokacji.
                                Nie chce mi się wierzyć, by SB miała tak wielki wpływ na działaczy opolskiej
                                „Solidarności” nauczycielskiej. Na bardzo rozumiem też, dlaczego SB miałaby
                                podejmować w tym czasie takie działania wobec Pańskiej osoby, skoro nie należał
                                Pan do antykomunistycznie nastawionych działaczy opozycyjnych (przynajmniej
                                wtedy). Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że ktoś z działaczy „Solidarności”
                                dowiedział się o Pańskich spotkaniach z SB we Wrocławiu, powiedział o tym innym
                                i uznano, że bezpieczniej będzie się Pana pozbyć.; Oczywiście są to tylko moje
                                spekulacje, nie mam na to żadnych dowodów. Uważam jednak, że w kontekście
                                materiałów sprawy krypt. „ZEN” nie można wykluczyć takiej ewentualności,
                                zwłaszcza, że trudno jest znaleźć jakieś inne przekonujące wyjaśnienie przyczyn
                                pozbycia się Pana z „Solidarności”.

                                Jan Król mógł być Panu życzliwy, ale część działaczy wrocławskich mogła być do
                                Pana inaczej nastawiona. Niektórzy z nich mogli Panu nie ufać, wiedząc, że
                                spotykał się Pan z por. Plebanem także w warunkach konspiracyjnych. Sam Pan
                                pisał tutaj o spotkaniu z nim w hotelu „Savoy”. Takie fakty, w razie ich wyjścia
                                na jaw, nie mogły budzić zaufania.

                                Przywołana przez Pana notatka służbowa ppor. Plebana z 22 grudnia 1973 r. mówi,
                                że poinformował Pan władze „PAX”-u o wzywaniu Pana na SB. Od tego czasu
                                faktycznie minęło sporo czasu do momentu odwołania Pana z funkcji szefa WOSK.
                                Ale to nie znaczy, że nie mogło być żadnego związku miedzy odwołaniem a Pańskimi
                                rozmowami z por. Plebanem. Informacje na temat tych rozmów mogły docierać do
                                różnych osób w różnym czasie, nawet już po paru latach. Odbiór tych informacji
                                mógł być rozmaity, a skutki nie musiały być natychmiastowe.

                                Mało przekonujące są także Pańskie spekulacje na temat powodów, dla których
                                ostatecznie upadła sprawa zatrudnienia Pana w ZZG w Ogorzelcu koło Kamiennej
                                Góry. Nie wydaje mi się wiarygodne, aby kryły się za tym sugerowane przez Pana
                                naciski ze strony SB. Nie rozumiem, dlaczego SB miałaby storpedować zamiar
                                zatrudnienia Pana w ZZG, jeśli nie przeszkadzała jej Pańska praca w szkole.
                                Gdyby faktycznie widziano w Panu niebezpiecznego przeciwnika politycznego, to SB
                                z pewnością tym bardziej starałaby się przeciwdziałać zatrudnianiu Pana w
                                oświacie. Sądzę, ze jako faktyczny lub potencjalny opozycjonista byłby Pan
                                bardziej niebezpieczny w szkole, wśród młodzieży, niż w ZZG. A jednak pozwolono
                                panu pracować w szkole i mieć wpływ na edukację młodzieży. Myślę więc, że także
                                w sprawie Pańskiego niedoszłego zatrudnienia w ZZG mogły zadziałać inne czynniki
                                niż te, o których Pan pisze. Może i w tym wypadku ktoś przestrzegał innych przed
                                Panem jako osobą, która utrzymywała „dziwne” kontakty? To także tylko moje
                                spekulacje, ale ewentualność taka wydaje mi się całkiem prawdopodobna.

                                Nie twierdzę, że dokumenty wytworzone przez por. Plebana są w stu procentach
                                wiarygodne. Nie traktuję tych dokumentów w kategoriach „Pisma Świętego” i proszę
                                po raz kolejny nie wypisywać tutaj takich bzdur. Przypuszczam, że nie są one
                                wolne od błędów i nieporozumień. Zapewne są tam informacje wymagające
                                sprostowania i uściślenia. Trudno jed
                                • z.bereszynski nie wierzę, by to były "fałszywki" - c.d. 11.01.09, 00:45
                                  Nie twierdzę, że dokumenty wytworzone przez por. Plebana są w stu procentach
                                  wiarygodne. Nie traktuję tych dokumentów w kategoriach „Pisma Świętego” i proszę
                                  po raz kolejny nie wypisywać tutaj takich bzdur. Przypuszczam, że nie są one
                                  wolne od błędów i nieporozumień. Zapewne są tam informacje wymagające
                                  sprostowania i uściślenia. Trudno jednak zgodzić się z Pańską tezą, że dokumenty
                                  te są jakimiś „fałszywkami”, wytworzonymi w celu wprowadzania w błąd przełożonych.

                                  Nawet przetoczone tu przez Pana informacje na temat wysokości stypendium w
                                  poszczególnych latach nie są mocnym dowodem na rzekome fałszowanie dokumentów
                                  przez por. Plebana. Por. Pleban mógł słyszeć od Pana o podwyżce stypendium, ale
                                  niedokładnie zapamiętał informację i pisząc notatkę wymienił tylko jedną z
                                  podanych przez Pana kwot –akurat tę zdezaktualizowaną. To jedno z możliwych
                                  wyjaśnień tej nieścisłości. „Ziarnem prawdy” byłaby informacja, że na spotkaniu
                                  z Panem była mowa o stypendiach. Dla pełniejszego wyjaśnienia tej sprawy
                                  należało dokładnie sprawdzić, z jaką datą dzienną została wprowadzona podwyżka
                                  stypendiów oraz jakiego dnia wypłacono po raz pierwszy stypendia w podwyższonej
                                  wysokości (sama data roczna to za mało).

                                  To, że w informacje na temat KIK sprowadzały się do danych ogólnie dostępnych,
                                  można zinterpretować tak, że w ten sposób „wykpił” się Pan z zadania zleconego
                                  przez por. Plebana. To nie jest dowód fałszowania dokumentów przez tego
                                  ostatniego. „PAX”-owcy mogli mieć pozytywny stosunek do KIK, ale niekoniecznie
                                  sprawa wyglądała tak samo z drugiej strony. Z własnego doświadczenia wiem, że w
                                  środowiskach zbliżonych do KIK przeważała raczej nieufność do „PAX” jako
                                  formacji związanej politycznie z reżimem komunistycznym. Nie widziałbym zatem
                                  sugerowanego przez pana fałszerstwa w informacji mówiącej o negatywnym stosunku
                                  KIK-owców do „PAX”. Cytuję: „Dobre imię "PAX"-owi podrywają częściowo w
                                  środowisku uniwersyteckim członkowie KIK-u, twierdząc, że "PAX" to agentura
                                  komunistyczna Moskwy, KC PZPR itp. Tym też Piotr B. tłumaczy stosunkowo niską
                                  cyfrę studentów – członków "PAX"”. Koniec cytatu. Fakt, że uczestniczył Pan w
                                  spotkaniu z KIK-owcami przydaje raczej wiarygodności informacji, że ppor. Pleban
                                  chciał, by rozpoznał Pan to środowisko.

                                  Por. Pleban mógł przekręcić tę czy inną informację. Pisał przecież swoje notatki
                                  po odbytych spotkaniach, bazując na swojej pamięci, a ta bywa zawodna. Mógł to
                                  czy owo trochę podkoloryzować, by bardziej wyeksponować swoją inicjatywę w pracy
                                  operacyjnej (np. pisząc, że taki czy inny fakt jest efektem jego starań, choć
                                  faktycznie jego rola mogła być niewielka). Trudno mi jednak uwierzyć w to, w
                                  bezczelny sposób oszukiwał on przełożonych, opisując fikcyjne spotkania itp. i
                                  narażając się w ten sposób na odpowiedzialność karną.

                                  Po co miałby robić coś takiego? Przecież nikt nie urwałby mu głowy, gdyby
                                  zgodnie z prawdą napisał, że rozmówca jest krnąbrny, arogancki, nie chce
                                  współpracować itp. Dostałby wtedy od przełożonych inne wytyczne w sprawie
                                  dalszego postępowania i to wszystko. Widziałem dziesiątki jeżeli nie setki tak
                                  napisanych dokumentów, ale nie znam ani jednego przypadku ukarania
                                  funkcjonariusza SB z tego tytułu, że jego rozmówca okazał się „niegrzeczny”.
                                  Sugerowanie, że za wytworzenie tego typu rzetelnych dokumentów ktoś miałby
                                  dostawać „po głowie” i dlatego uciekał się do klecenia „fałszywek”, to kompletna
                                  niedorzeczność. Właśnie za pisanie „fałszywek” groziła realna odpowiedzialność
                                  karna i trudno zrozumieć, dlaczego ktoś miałby w ten sposób się narażać.

                                  Przełożeni por. Plebana osobiście interesowali się Pańską sprawą i rozmowami z
                                  Panem. Świadczy o tym m. in. dokument z dnia 3 czerwca 1974 r. (wyciąg z
                                  informacji TW ps. „Zbigniew”). Zastępca naczelnika Wydziału III KW MO we
                                  Wrocławiu, mjr Albin Zalewski, opatrzył ten dokument następującą adnotacją
                                  odręczną, adresowaną do ppor. Plebana: „przed rozmową z Badurą porozumieć się ze
                                  mną”. Por. Pleban wiedział, że jest kontrolowany i musiałby być samobójcą, gdy
                                  z nieznanych powodów chciał oszukiwać przełożonych.

                                  O tym, że starał się on być rzetelny w sporządzanych przez siebie dokumentach,
                                  świadczy najlepiej znana już Panu notatka służbowa z dnia 22 grudnia 1973 r.
                                  Ppor. Pleban zawarł w niej również następujące informacje, nie rzucające
                                  najlepszego światła na jego stosunek do obowiązków służbowych: „Piotr B. zgodził
                                  się na odbycie rozmowy bez żadnych oporów. Powiedział też, że chciał ze mną
                                  rozmawiać przed wakacjami w związku z interwencją SB na terenie Warszawy, ale
                                  nie udało mu się kilkakrotnie dodzwonić się do mnie, więc zrezygnował”. Z
                                  notatki tej przełożeni ppor. Plebana mogli dowiedzieć się, że z jego winy nie
                                  doszło do wcześniejszego kontaktu z interesującą ich osobą, którą planowano
                                  nawet pozyskać w charakterze osobowego źródła informacji. Ppor. Pleban mógł za
                                  to zaniedbanie nieźle oberwać, ale mimo nie pominął tej kłopotliwej dla niego
                                  informacji. Wiedział, że pisanie nieprawdy lub celowe pomijanie istotnych
                                  informacji mogłoby być dla niego jeszcze bardziej ryzykowne.

                                  Por. Pleban robi na mnie wrażenie (może mylne) pewnego niezguły, niezbyt
                                  przykładającego się do swojej roboty. Tak np. w notatce służbowej z 22 grudnia
                                  1973 r. planował on kolejne spotkanie z Panem w drugiej dekadzie stycznia 1974
                                  r. Tymczasem zgodnie z dokumentami kolejne spotkanie odbyło się dopiero 16
                                  października 1974 r. Por. Pleban nawet nie zadał sobie trudu, by jakoś
                                  wytłumaczyć tak wielkie opóźnienie w realizacji planowanych działań. Nie wiadomo
                                  też dlaczego podobna sytuacja wystąpiła rok wcześniej: za notatką służbową z
                                  rozmowy przeprowadzonej w dniu 27 marca 1973 r. następuje notatka z analogicznej
                                  rozmowy w dniu 20 grudnia 1973 r., także bez wyjaśnienia powodów tak dużej luki
                                  czasowej.

                                  Mimo to nic na wskazuje na to, by sprawy por. Plebana ułożyły się dla niego tak
                                  źle, jak sugeruje Pan w swoim wpisie z dnia 7 stycznia br., godz. 22.12. Wbrew
                                  Pańskim sugestiom przełożeni musieli być z niego zadowoleni, skoro między
                                  czerwcem a październikiem 1974 r. awansowano go z podporucznika na porucznika: 3
                                  czerwca 1974 r. występował on jeszcze jako podporucznik, a 16 października 1974
                                  r. już jako porucznik.

                                  To nieprawda, że jestem bezkrytycznym admiratorem służb specjalnych III RP
                                  (Pańskie słowa: „ubóstwiane przez pana Bereszyńskiego et hoc genus omne
                                  kryształowo uczciwe służby specjalne najjaśniejszej III RP”). Doskonale wiem, że
                                  w służbach specjalnych III RP działo się wiele złego (przykładem może być choćby
                                  słynna sprawa inwigilacji prawicy pod rządami Hanny Suchockiej). Nigdy tych
                                  służb nie idealizowałem. To wyłącznie Pańskie wymysły. Widzę jednak
                                  fundamentalną różnicę między niepodległą Polską a sowieckim protektoratem pod
                                  nazwą PRL. Wolna Polska ma wiele wad i mankamentów, o których należy mówić
                                  głośno i otwarcie. Owe wady i mankamenty nie usprawiedliwiają jednak
                                  prezentowanej przez Pana idealizacji PRL i SB jako legalnych rzekomo instytucji
                                  państwowych.

                                  Należą się Panu podziękowania za podanie linku do „Pamięci i Sprawiedliwości” z
                                  artykułem Grzegorza Waligóry na temat opozycyjnej działalności Romualda
                                  Szeremietiewa.

                                  Z treści owego artykułu wynika, że dr Waligóra nie dotarł do akt sprawy krypt.
                                  „ZEN”. Szkoda, bo zawarte w tych aktach informacje mogłyby znacznie wzbogacić ów
                                  artykuł o wątki wrocławskie, potraktowane w nim nader zdawkowo. Niemniej jednak
                                  artykuł dr Waligóry jest bardzo interesujący m. in. z tego powodu, że daje on
                                  dodatkowy punkt odniesienia dla weryfikacji materiałów sprawy krypt. „ZEN”.
                                  Dowiadujemy się z niego np., że wrocławska SB wielokrotnie prowadziła rozmowy
                                  operacyjne z Romualdem Szeremietiewem
                                  • z.bereszynski nie wierzę, by to były "fałszywki" - c.d. - 2 11.01.09, 00:46
                                    Należą się Panu podziękowania za podanie linku do „Pamięci i Sprawiedliwości” z
                                    artykułem Grzegorza Waligóry na temat opozycyjnej działalności Romualda
                                    Szeremietiewa.

                                    Z treści owego artykułu wynika, że dr Waligóra nie dotarł do akt sprawy krypt.
                                    „ZEN”. Szkoda, bo zawarte w tych aktach informacje mogłyby znacznie wzbogacić ów
                                    artykuł o wątki wrocławskie, potraktowane w nim nader zdawkowo. Niemniej jednak
                                    artykuł dr Waligóry jest bardzo interesujący m. in. z tego powodu, że daje on
                                    dodatkowy punkt odniesienia dla weryfikacji materiałów sprawy krypt. „ZEN”.
                                    Dowiadujemy się z niego np., że wrocławska SB wielokrotnie prowadziła rozmowy
                                    operacyjne z Romualdem Szeremietiewem, a nawet traktowała go jako kontakt
                                    operacyjny. Jeżeli takie rozmowy prowadzono z R. Szeremietiewem, to równie
                                    dobrze mogły być on prowadzone z innym działaczem wrocławskiego „PAX”-u, Piotrem
                                    Badurą. To bardzo mocny argument na rzecz wiarygodności przytoczonych przeze
                                    mnie materiałów sprawy krypt. „ZEN. Dobrze byłoby w bezpośredni sposób
                                    skonfrontować ze sobą materiały obu tych spraw. Może uda się zainspirować w tym
                                    kierunku dr Waligórę. Mogłaby w ten sposób powstać bardzo ciekawa publikacja.

                                    Pozdrawiam

                                    Zbigniew Bereszyński
                                • Gość: Piotr Badura Pismo z KW MO w Opolu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.09, 19:54
                                  Szanowny Panie Bereszyński
                                  Z bardzo wieloma sprawami w trzech ostatnich Pana postach nie zgadzam się, ale
                                  będę się do nich ustosunkowywać w miarę wolnego czasu. Teraz tylko jedno.
                                  Najpierw jednak chciałbym zaznaczyć, że wyczułem pewną zmianę tonu w Pana
                                  postach i uważam to za krok w dobrym kierunku. Zachęcam do dalszych takich
                                  kroków. A teraz sprawa, którą chcę wyjaśnić.
                                  Zwracałem Panu jakiś czas temu uwagę, że pisząc o prezydium opolskiej Komisji
                                  Zakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" pominął Pan mój
                                  udział w tym gremium. Pisałem, że w podejrzany sposób wyeliminowano mnie z tego
                                  organu, prawdopodobnie z inicjatywy SB. Nie mogłem wtedy więcej napisać, bo
                                  sprawa mojego udziału w prezydium była dla mnie mało znaczącym epizodem, stąd w
                                  pamięci został mi tylko ów szczegół domniemanej akcji SB.
                                  Od tamtej mojej uwagi dla Pana minęło trochę czasu. Przejrzałem stare dokumenty
                                  i dziś mogę być bardziej precyzyjny. Odnalazłem "Komunikat Komisji Rewizyjnej
                                  NSZZ Solidarność Pracowników Oświaty i Wychowania przy Komisji Zakładowej z
                                  siedzibą w Opolu" wydany po sprawdzeniu protokółów wyborczych do komisji kół i
                                  protokółu wyborczego do Komisji Zakładowej z dnia 9 stycznia 1981 r. oraz po
                                  zebraniu Komisji Zakładowej w dniu 16 stycznia (kopia maszynopisu). Z tego
                                  protokółu dowiedziałem się, że 9 stycznia w dwóch turach nie udało się wybrać
                                  przewodniczącego Komisji Zakładowej i dlatego między 16 a 28 lutego 1981 miała
                                  być trzecia tura. Kandydaci na przewodniczącego w trzeciej turze to: Piotr
                                  Badura, Aniela Górzna i Jarosław Parkitny. Anielę Górzną w tym protokóle
                                  wykreślono, a dopisano ręcznie Romana Kwolka. Ponadto przy Jarosławie Parkitnym
                                  dopisano ręcznie znak zapytania. Protokół podpisał przewodniczący komisji
                                  rewizyjnej Władysław Szewczyk. Okazuje się, że byłem nawet kandydatem na
                                  przewodniczącego komisji, o czym zdążyłem już zapomnieć. Nie pamiętam też, jak
                                  potoczyła się III tura wyborów i czy w ogóle do niej doszło.
                                  W tym samym mniej więcej czasie SB przekazała mi sygnał. Wyglądało to tak:
                                  Przyjeżdżam porannym autobusem z Opola do Brynicy. Na przystanku czeka na mnie
                                  stary Ślązak (rocznik chyba sprzed 1945). Prosi o chwilkę rozmowy na osobności.
                                  Oddalamy się od ludzi i on mi mówi, że wczoraj wieczorem była we wsi milicja i
                                  rozpytywała o mnie. Prosi mnie, bym nikomu nie mówił, że o tym wiem, bo nakazano
                                  mu milczeć. Dlaczego uznałem, że to SB? Ja pochodzę ze starej śląskiej rodziny i
                                  wiem, że zwykli Ślązacy mieli zakodowane w głowie, że jak władza coś nakaże, to
                                  musi być tak zrobione, jak nakazano. Gdyby temu staremu Ślązakowi nakazano
                                  trzymać gębę na kłódkę, to by ją trzymał. Skoro do mnie przyszedł, to znaczy, że
                                  kazano mu przyjść i kazano mu mówić, że zabroniono mu mówić. On wykonał wszystko
                                  dokładnie tak, jak mu kazano.
                                  Od długiego już czasu postępowałem wtedy w myśl zasady zachowywać się tak,
                                  jakbym niczego nie rozumiał. Zgodnie z tą zasadą postąpiłem i w tym przypadku.
                                  Ustaliłem kiedy komendant Urantówka przyjmuje osobiście skargi (postanowiłem
                                  udać się do niego jako obywatel zatroskany o brak profesjonalizmu w działaniach
                                  MO). Zjawiłem się u niego ostatecznie 9 marca 1981. Pan Urantówka przywitał mnie
                                  szerokim szczerozłotym uśmiechem, zaproponował bym usiadł i wyłożył swą skargę.
                                  Zakomunikowałem mu, że potrzebny będzie protokolant, bo chcę złożyć skargę do
                                  protokołu (składanie skargi do protokołu to taka forma złośliwości). Uśmiech
                                  natychmiast zniknął z twarzy pana Urantówki. Wyszedł do sekretariatu i poprosił
                                  sekretarkę, by wezwała jakiegoś tam funkcjonariusza. Nie wszedł już z powrotem
                                  do swego gabinetu (pewnie by na mnie nie patrzeć) tylko czekał w sekretariacie
                                  na tego funkcjonariusza. Gdy młody przyszedł wszedł razem z nim do gabinetu i
                                  powiedział: "Ten pan będzie składać skargę do protokołu". Młody poprosił mnie o
                                  udanie się z nim do innego pokoju. Tam złożyłem skargę do protokołu.
                                  Skargi do protokołu składane złośliwie powinny być w miarę możliwości jak
                                  najdłuższe, by piszący je musiał się napracować. Nie pamiętam już, jak długo się
                                  uskarżałem, ale wystarczająco długo. O tym jednak za chwilę.
                                  Treść mojej skargi sprowadzała się do tego, że gdy milicja prowadzi wywiad
                                  środowiskowy w sprawie osoby podejrzanej o przestępstwo, to musi to robić tak,
                                  by ten domniemany przestępca nie zorientował się. Tymczasem ja się dowiedziałem,
                                  że milicja przepytuje ludzi na mój temat i jako obywatel jestem tym głęboko
                                  zaniepokojony, bo świadczy to o zbyt małym profesjonalizmie naszej milicji.
                                  Gdy pozwoliłem młodemu skończyć protokół było już przed czwartą. Młody był
                                  wyraźnie ucieszony, że dobrnął do końca i będzie mógł iść do domu. Radość jego
                                  była krótka. Poprosiłem o pokwitowanie na złożenie skargi (to taka ekstra
                                  złośliwość, gdy przyjdzie się na skargę tuż przed końcem pracy, składa się ją
                                  długo do protokołu, a na koniec mówi się: proszę o pokwitowanie, a przecież
                                  wiadomo, że sekretarka poszła już do domu i zamknęła pieczątki). Młody,
                                  stropiony mówi, że nie może wystawić pokwitowania, bo sekretarka poszła już do
                                  domu. Ja na to, że pokwitowanie zgodnie z prawem mi się należy i nie pozostaje
                                  nic innego, jak dzwonić do komendanta, by zarządził przywiezienie sekretarki, by
                                  ta udostępniła pieczątkę, bo ja bez pokwitowania nie wyjdę.
                                  Widziałem, że młody boi się dzwonić do komendanta i nie wie co zrobić. Po jakimś
                                  czasie zaproponował mi, że on na moich oczach wpisze moją skargę do dziennika.
                                  Pokazał, że dziennik ma numerowane i zszyte kartki, a zszycie jest ostemplowane.
                                  Wpisanej skargi nie da się więc usunąć. Bardzo prosił, bym się na to zgodził.
                                  Zgodziłem się, bo w końcu młody nie był niczemu winny. Inna sprawa, że to
                                  dopiero był przejaw nieprofesjonalizmu. Podczas gdy młody na moich oczach
                                  wpisywał moją skargę, ja miałem czas spokojnie przeczytać w wyższych wierszach
                                  tabel kilka wcześniejszych wpisów, kto i na co się skarżył.
                                  Na swoją skargę dostałem odpowiedź datowaną na 7 kwietnia 1981 (jej skan mogę
                                  udostępnić). Treść odpowiedzi była następująca:
                                  "W odpowiedzi na skargę Obywatela z dnia 09.03.br. złożoną w tut. KWMO uprzejmie
                                  informuję, że w sprawie zarzutu podniesionego w niej pod adresem funkcjonariuszy
                                  MO przeprowadzono postępowanie wyjaśniające. W jego toku nie stwierdzono w
                                  działaniu funkcjonariuszy MO żadnych niezgodności z obowiązującymi przepisami. W
                                  szczególności ustalono, iż funkcjonariusze MO rzeczywiście przeprowadzili
                                  rozmowy na temat Obywatela. Nie miały one jednak charakteru wywiadu
                                  środowiskowego oraz w żaden sposób nie zagrażały godności i opinii Obywatela w
                                  miejscowym środowisku. Rozmowy takie przeprowadzono na temat wielu obywateli i
                                  miały one charakter jedynie ogólnoorientacyjny. Tego rodzaju rozmowy mógłby
                                  przeprowadzić każdy obywatel z każdym obywatelem." Tę wesołą odpowiedź podpisał
                                  Z-ca Naczelnika Wydziału Ogólnego kpt. mgr St. Krawiec.
                                  Podczas przesłuchania w dniu 6 lutego 1982 młody funkcjonariusz SB powiedział mi
                                  konfidencjonalnie, że dziś może mi wyjaśnić, że tamto zdarzenie, w sprawie
                                  którego składałem skargę, to było ostrzeżenie od SB. Nie wiem jak to jego
                                  wyznanie zakwalifikować. Czy chciał mnie zamordować, wywołując u mnie wesołość
                                  tak silną, że umarłbym ze śmiechu? Jeśli nie, jeśli SB potraktowała serio moją
                                  skargę na brak profesjonalizmu MO, to należy mi się Oscar i powinienem być na
                                  pierwszym miejscu listy aktorów najlepiej odgrywających rolę idioty.
                                  Myślę, że zbieg czasowy "ogólnoorientacyjnych" rozmów SB w Brynicy z wyborami
                                  przewodniczącego komisji zakładowej nie był przypadkowy, a proszę jeszcze
                                  dołożyć cytat z umieszczonych przez Pana tu na forum esbeckich materiałów: "Jego
                                  wystąpienie na Konferencji Uczelnianej ZSP zostało skrytykowane przez nasze
                                  źródła osobowe, w efekcie czego nie został wybrany delegatem na Kongres ZSP".
                                  Pozdrawiam serdecznie
                                  Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Towarzystwo Hilozoistyczne - daty i inne fakty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 19:32
                                1) Konferencja założycielska TH odbyła się 20 stycznia 1973 we Wrocławiu. Wzięło
                                w niej udział sześć osób. Konferencja przyjęła uchwałę, którą potem (25.01 i
                                27.01) podpisało dwoje pozostałych członków grupy wrocławskiej, nieobecnych na
                                konferencji. Zgodnie z uchwałą powołano dwie osoby do tymczasowego zarządu TH,
                                rezerwując trzecie miejsce dla przedstawiciela zespołu warszawskiego.
                                Konferencja zobowiązała tymczasowy zarząd, by najpóźniej do 28 lutego dokonał
                                zgłoszenia TH we właściwym urzędzie. Posiadam oryginalny, ręcznie pisany tekst
                                uchwały wraz ze wszystkimi podpisami.
                                2) Na spotkaniu zespołu warszawskiego w dniu 21 stycznia jego członkowie
                                postanowili, że nie podpiszą uchwały konferencji założycielskiej. W związku z
                                tym tymczasowy zarząd TH na posiedzeniu w dniu 25 stycznia 1973 zawiesił
                                działalność zespołu warszawskiego. Posiadam ręcznie napisany i podpisany
                                protokół z tego posiedzenia zarządu.
                                3) Pismo do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej
                                Wrocław Krzyki, w sprawie zgłoszenia Towarzystwa Hilozoistycznego, datowane jest
                                na 21 lutego 1973. W przypadku zgłoszenia organowi założenia stowarzyszenia
                                zwykłego obowiązywała zasada, że jeśli organ w ciągu 30 dni nie zakaże jego
                                działalności, to oznacza, iż stowarzyszenie może ją rozpocząć.
                                4) W dniu 27 lutego 1973 odbyło się we Wrocławiu Walne Zgromadzenie Członków
                                Towarzystwa Hilozoistycznego (w organizacji). Z lakonicznego protokołu, który
                                posiadam, podpisanego przez wszystkich ośmiu członków, wynika, że zwołano je w
                                zasadzie tylko po to, by "omówić aktualną sytuację".
                                5) Listę członków TH (którą dysponuję) utworzono w dniu 23 marca 1973 i z tą
                                datą wpisano na nią ośmiu członków, wcześniejszych członków-założycieli. Od 21
                                lutego do 23 marca minęło dokładnie 30 dni, w ciągu których organ mógł zakazać
                                działalności TH. Organ nie zakazał, więc 23 marca TH mogło rozpocząć normalną
                                działalność.
                                6) Z datą 9 kwietnia 1973 pięcioro członków TH (czyli wszyscy prócz
                                trzyosobowego zarządu) poprosiło pisemnie o skreślenie ich z listy członków TH.
                                Pięć próśb o skreślenie jest napisanych w całości ręcznie na pięciu kolejnych
                                stronach notatnika.
                                KOMENTARZ
                                Krótko przed 21 lutego ośmiu członków-założycieli TH podpisało pismo do urzędu w
                                sprawie zgłoszenia TH. Zaledwie kilka dni później (27 lutego) w trybie nagłym
                                odbyło się walne zgromadzenie, poświęcone "omówieniu aktualnej sytuacji".
                                Frekwencja była stuprocentowa (nie było takiej na konferencji założycielskiej).
                                Wskazuje to wyraźnie, że w ciągu tych kilku dni zaszło coś bardzo istotnego.
                                Moim zdaniem podczas weekendu 24-25 lutego byłem na spotkaniu w Warszawie i
                                dowiedziałem się, że SB przesłuchała Sergiusza. Spotkanie to odbyło się u niego
                                w domu. Poinformowałem zebranych, że ja byłem przesłuchiwany już 20 stycznia, a
                                na spotkaniu 21 stycznia nie mówiłem im o tym, bo miałem zapewnienie SB, że w
                                zamian za zachowanie tajemnicy w tej sprawie nikt nie będzie więcej
                                przesłuchiwany. Ponieważ SB złamała umowę, więc ja jestem zwolniony z tajemnicy
                                i informuję ich teraz o całej sprawie. Warszawiacy przyjęli to ze zrozumieniem.
                                Podkreślam tu wyraźnie, że spotkanie odbyło się w mieszkaniu rodziców Sergiusza,
                                czyli nie było jeszcze problemu represji SB wobec rodziców Sergiusza.
                                Zwołanie w trybie nagłym na 27 lutego walnego zebrania w celu "omówienia
                                aktualnej sytuacji" miało zapewne na celu poinformowanie także grupy
                                wrocławskiej o przesłuchaniu mnie przez SB 20 stycznia 1973.
                                Jeśli 23 marca utworzono listę członków TH, a 17 dni później wszyscy, prócz
                                zarządu, poprosili o skreślenie, to znaczy, że podczas tych 17 dni miało miejsce
                                następne istotne zdarzenie. Tym istotnym zdarzeniem musiała być moja kolejna
                                wizyta w Warszawie (prawdopodobnie podczas weekendu 7-8 kwietnia), podczas
                                której dowiedziałem się o represjach wobec rodziców Sergiusza. Wtedy już nie
                                mogliśmy spotkać się w ich mieszkaniu.
                                Działania odwetowe SB wobec rodziców Sergiusza były dla mnie sygnałem, że SB
                                idzie z nami na wojnę. Dlatego skłoniłem członków TH do natychmiastowego
                                opuszczenia jego szeregów. Mogliby w razie czego tłumaczyć, że dla nich jest to
                                sprawa zamknięta, bo nie należą już do TH. Zawiesiłem też wszelkie działania TH.
                                Po prostu przestało ono działać po zaledwie 17 dniach oficjalnego istnienia.
                                Wszystko to, co powyżej napisałem, jest doskonale udokumentowane, w odróżnieniu
                                od konfabulacji por. Plebana, na potwierdzenie których brak jakichkolwiek
                                dokumentów.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski przydał Pan wiarygodności materiałom sprawy ZEN 16.01.09, 20:22
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  Bardzo się cieszę, że umieścił Pan tutaj powyższe "kalendarium" TH.
                                  Podane przez Pana informacje, niezależnie od Pańskich intencji,
                                  przemawiają bowiem za wiarygodnością przytoczonych przeze mnie
                                  materiałów sprawy krypt. "ZEN".

                                  W notatce służbowej z dnia 20 lutego 1973 r. ppor. Pleban pisał m.
                                  in.: "W dniu 19 lutego 1973 r. przeprowadziłem rozmowę z figurantem
                                  sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN" - Piotrem Badurą. […]
                                  Na spotkanie Piotr B. przyniósł dla mnie jeden egzemplarz pisma,
                                  które ma złożyć wraz z Waldemarem Kulaszką w WSW PDRN Wrocław-Krzyki
                                  dla dokonania formalności zgłoszenia Towarzystwa Hilozoistycznego”.
                                  Informacje te są zbieżne z podanymi przez Pana następującymi
                                  informacjami: "Krótko przed 21 lutego ośmiu członków-założycieli TH
                                  podpisało pismo do urzędu w sprawie zgłoszenia TH. […]
                                  Pismo do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prezydium Dzielnicowej Rady
                                  Narodowej Wrocław Krzyki, w sprawie zgłoszenia Towarzystwa
                                  Hilozoistycznego, datowane jest na 21 lutego 1973".

                                  W notatce spisanej po rozmowie z dnia 27 marca 1973 r. ppor. Pleban
                                  pisał:

                                  "Zgodnie z ustaleniem z poprzedniej rozmowy, wywołałem telefonicznie
                                  spotkanie z Piotrem B., aby uzyskać relację z aktualnego stanu
                                  organizacyjnego Towarzystwa Hilozoistycznego.

                                  W trakcie rozmowy stwierdził [on], że miałem rację w tym, że nie
                                  będzie miał wśród członków Towarzystwa dobrych partnerów do dyskusji
                                  na tematy wynikające z założeń programowych Towarzystwa.
                                  Poinformował mnie też, że złożył zgłoszenie do Wydziału Spraw
                                  Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście i będzie czekał na decyzję".

                                  Pan natomiast pisze: "Listę członków TH (którą dysponuję) utworzono
                                  w dniu 23 marca 1973 i z tą datą wpisano na nią ośmiu członków,
                                  wcześniejszych członków-założycieli. Od 21 lutego do 23 marca minęło
                                  dokładnie 30 dni, w ciągu których organ mógł zakazać działalności
                                  TH. Organ nie zakazał, więc 23 marca TH mogło rozpocząć normalną
                                  działalność".

                                  Ppor. Pleban nie mylił się zatem pisząc 27 marca 1973 r. o członkach
                                  TH. Skoro, jak Pan podaje, listę członków TH utworzono 23 marca 1973
                                  r., to cztery dni później były wszelkie podstawy po temu, by pisać o
                                  członkach Towarzystwa.

                                  Za wiarygodnością cytowanych przeze mnie notatek ppor. Plebana
                                  przemawia nawet błąd popełniony przez niego w notatce z 27 marca
                                  1973 r. Pisze on w tej notatce o złożeniu zgłoszenia w Wydziale
                                  Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście. To informacja nieścisła,
                                  ponieważ zgłoszenie zostało faktycznie złożone w Wydziale Spraw
                                  Wewnętrznych DRN Wrocław-Krzyki. Pomyłki takiej nie ma natomiast w
                                  notatce z dnia 20 lutego 1973 r., w której ppor. Pleban powołuje się
                                  na otrzymane od Pana pismo. Posługując się otrzymanym od Pana
                                  pismem, ppor. Pleban nie popełnił błędu. Pomylił się natomiast
                                  pisząc notatkę z 27 marca 1973 r. wyłącznie na podstawie informacji
                                  ustnych (widocznie zawiodła go pamięć). Sądzę na tej podstawie, że
                                  ppor. Pleban dość rzetelnie relacjonował przeprowadzane z Panem
                                  rozmowy. Nie kłamał on pisząc, że 19 lutego otrzymał od Pana
                                  egzemplarz pisma-zgłoszenia TH. Nie kłamał też w notatce z 27 marca
                                  1973 r., powołując się w niej wyłącznie na otrzymane od Pana
                                  informacje ustne (niedokładnie przez niego zapamiętane).

                                  Gdyby ppor. Pleban konfabulował (jak Pan utrzymuje), bazując na
                                  informacjach dostępnych drogą urzędową, to najpewniej nie byłoby
                                  mimowolnej pomyłki w notatce z 27 marca 1973 r. Inna sprawa, że
                                  ppor. Pleban był mało staranny w swoich czynnościach i najwyraźniej
                                  nie zadał sobie trudu, by informacje wyniesione z rozmowy
                                  przeprowadzonej 27 marca 1973 r. (niedokładnie zapamiętane)
                                  skonfrontować z tym, co pisał w notatce z 21 lutego 1973 r. Pisał z
                                  pamięci, a nie na podstawie dokumentów, a to przemawia za tym, że
                                  faktycznie pozyskiwał informacje w rozmowach z Panem.

                                  Dokumenty sprawy krypt. "ZEN" mogą zawierać różne mimowolne błędy i
                                  pomyłki (i faktycznie tak jest, jak widać na powyższym przykładzie).
                                  Nie ma jednak żadnych podstaw do uważania ich za wytwór rzekomej
                                  konfabulacji.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński
                              • Gość: Piotr Badura Manipulacja z "Maciejówką" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.09, 13:14
                                Nie wiem, kto jest manipulatorem w sprawie "Ośrodka Wyższej Kultury
                                Chrześcijańskiej przy Duszpasterstwie im. św. Macieja przy ul. Szewskiej". Już
                                sama ta nazwa, podana przez por. Plebana budzi wątpliwości, zwłaszcza to "im.
                                św. Macieja". Dla mnie to była "Maciejówka". Przypuszczam jednak, że w sprawie
                                "Maciejówki" manipulatorem jest pan Bereszyński.
                                Z opublikowanych przez pana Bereszyńskiego materiałów literalnie nie wynika,
                                abym udzielił por. Plebanowi jakichkolwiek informacji na temat "Maciejówki".
                                Por. Pleban, formalnie rzecz biorąc, pisze o mojej aktywności na terenie tego
                                duszpasterstwa "od siebie". pisze też, że planuje uzyskiwać ode mnie informacje
                                na temat "Maciejówki", ale nigdzie nie wspomina, że uzyskał choćby jedną,
                                najmarniejszą informację. Pomijam w tym momencie fakt, że cała ta rozmowa (20
                                grudnia 1973) jest najprawdopodobniej całkowicie zmyślona przez por. Plebana.
                                Jednak por. Pleban w swych zmyśleniach nie posunął się tak daleko, by przypisać
                                mi przekazywanie informacji na temat "Maciejówki". To prawdopodobnie jest już
                                manipulacja autorstwa pana Bereszyńskiego.
                                Przytoczę tu treść dwóch widokówek, przysłanych mi przez ks. XY, kierującego
                                "Maciejówką". Nie podaję imienia i nazwiska księdza, bo jest dla mnie
                                wystarczająco dużą przykrością ujawnianie prywatnej korespondencji i robię to
                                tylko dlatego, że pan Bereszyński swoimi oszczerstwami i manipulacjami zatruwa
                                umysły przypadkowych forumowiczów, często młodych ludzi, którym trudno jest
                                rozróżnić między prawdą a fałszem. Dobro tych przypadkowych forumowiczów,
                                zwłaszcza młodych, jest wartością, która upoważnia mnie do złamania zasady
                                nieujawniania prywatnej korespondencji. Skany obu cytowanych tu widokówek można
                                otrzymać ode mnie mailem, pisząc na adres:
                                beczka@ceti.com.pl
                                Treść pierwszej widokówki, wysłanej 3 lutego 1976 z Piwnicznej, na adres Piotr
                                Badura, Pl. Grunwaldzki 28, DS "Parawanowiec: 50-365 Wrocław:
                                Drogi Piotrku, z uroczego zakątka Ziemi Sądeckiej i z centrum wielkiej zimy
                                przesyłam braterskie pozdrowienia i pamięć przed Nieogarnionym.
                                Wracam 9.II. do Wrocławia. Przy okazji nawiedź mnie. Bądź zdrów i dzielny na
                                egzaminach.
                                XY
                                Treść drugiej widokówki, wysłanej 26 czerwca 1976 z Watykanu, na adres Piotr
                                Badura, ul.xxxxxxxxxxx, 45-061 Opole:
                                Drogi Piotrku, dla Ciebie, Żony i Dziecka przesyłam najgorętsze pozdrowienia i
                                pamięć w modlitwie u świętych grobów Apostołów. Dziś wracam do Wiednia, by
                                próbować uczyć się niemieckiego. 15-ego sierpnia będę we Wrocławiu.
                                Z serdeczną miłością i prośbą o westchnienie do Ducha Św. - oddany ks. XY
                                Przytaczam treść tych dwóch widokówek, bo pokazują one stopień przyjaźni. Ks. XY
                                znał wszystkie moje adresy, telefony. Znał moją sytuację rodzinną. Mój
                                pierworodny przyszedł na świat 9 kwietnia 1976. Ja przebywałem już wtedy poza
                                Wrocławiem, bo nie miałem zajęć na uczelni (ostatni semestr) a w PAX-ie byłem
                                dawno na emeryturze. ksiądz XY mimo to wie o narodzinach mego syna i nie żal mu
                                waluty, na wysyłanie mi kartki z Watykanu (kto pamięta PRL, ten wie, jak ciężko
                                było wydawać skromny przydział waluty na wysyłanie widokówek).
                                Przy takim stopniu przyjaźni, jakiego dowodem są te widokówki, oczywistym jest,
                                że miałem mnóstwo bardzo szczegółowych informacji o pracy "Maciejówki" i o
                                ludziach tam bywających. Tymczasem w materiałach sfabrykowanych przez por.
                                Plebana i zmanipulowanych przez gorliwego kontynuatora jego dzieła, pana
                                Bereszyńskiego jest praktycznie zero informacji o "Maciejówce". Żadnych dat,
                                żadnych nazwisk, żadnych konkretów na temat spotkań, kompletnie nic. Te
                                informacje, które w esbeckich aktach są, a nawet lepsze, por. Pleban mógł mieć
                                bez niczyjej pomocy. Przecież wystarczyło pójść do kościoła pw. św. Macieja i
                                spisać to, o czym "Maciejówka" informowała w swej gablocie. Byłoby znacznie
                                więcej szczegółów.
                                W czasie gdy por. Pleban fabrykował swe materiały, podległe mi środowisko
                                młodzieży PAX czyniło bardzo wiele na rzecz znoszenie nieufności między
                                młodzieżą aktywną w duszpasterstwach akademickich a PAX-em. Osobiście
                                uczestniczyłem w pracy nie tylko "Maciejówki" ale też innych ośrodków
                                duszpasterstwa akademickiego. Por. Pleban nie miał o tym zielonego pojęcia. Nie
                                wiedział nawet o jawnej przecież sprawie, że dzięki aktywności w
                                duszpasterstwach akademickich udało mi się zorganizować w PAX-ie cykl spotkań,
                                na których księża byli prelegentami. To był ogromny sukces w burzeniu muru
                                uprzedzeń między duchowieństwem a PAX-em.
                                Informacje zawarte w materiałach sfabrykowanych przez por. Plebana wskazują, że
                                nie miał on żadnego informatora w środowisku wrocławskiej młodzieży PAX. Jest to
                                dla mnie dziś element satysfakcji, bo nie znając stanu faktycznego, zakładałem
                                możliwość zainstalowania przez SB swego informatora w środowisku WOSK. Kompletna
                                niewiedza por. Plebana o tym, co robił WOSK, wskazuje, że nie miał tam żadnego
                                informatora.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: juhas To jest niepokojące IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.09, 13:22
                                  Zauważam u Pana niepokojące objawy świadczące o poważnym problemie z
                                  regularnymi wypróżnieniami. Powinien Pan zacząć pić regularnie wywar
                                  z liści senesu.
                                  • Gość: Piotr Badura Zabolało? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.09, 16:17
                                    Szanowny Panie Juhasie vel... no właśnie
                                    Widzę że ujawniana przeze mnie prawda bardzo Pana boli, więc pod wszystkimi
                                    swymi nickami będzie Pan teraz przerabiać ten wątek na rynsztok. Współczuję, ale
                                    to jeszcze nie koniec. Na dobrą sprawę to dopiero początek początku.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                                    • Gość: juhas Re: Zabolało? IP: *.punkt.pl 24.01.09, 16:44
                                      Naprawdę staram się Panu pomóc. Widzę, że sprawa jest poważniejsza. Proponuję
                                      oprócz senesu jeszcze dodatkowo tabletki Xenna Extra. Tak mniej więcej dwa razy
                                      dziennie.
                                      • z.bereszynski puszczają Panu nerwy? 25.01.09, 12:40
                                        Szanowny Panie Badura,

                                        Niedorzeczne, wyssane z palca insynuacje, zawarte aluzyjnej formie w
                                        Pańskiej korespondencji z Juhasem, świadczą o tym, że najwyraźniej
                                        puszczają Panu nerwy. Człowiek pewny swoich racji nie musi uciekać
                                        się do insynuacji i innych tego typu brudnych środków polemicznych.
                                        Niestety to Pan, uciekając się do tego typu środków, zaczyna
                                        sprowadzać tę polemikę do poziomu rynsztoka (sto razy bardziej niż
                                        Juhas). Postępując w ten sposób coraz bardziej utwierdza mnie Pan w
                                        przekonaniu, że działa Pan w złej wierze, w związku z czym trudno
                                        mieć do Pana zaufanie.

                                        Pozdrawiam

                                        Zbigniew Bereszyński
                                        • Gość: Piotr Badura Uderz w stół... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 14:19
                                          Szanowny Panie Bereszyński
                                          Moja wymiana postów z panem Juhasem w tym wątku (nim puściły mu nerwy) wyglądała
                                          następująco:
                                          xxxxx
                                          Re: Panie Piotrze
                                          Autor: Gość: juhas 30.12.08, 07:33
                                          Nie rozumiem. To on walczył z komuną, czy nie? Jak walczył, to czy on teraz
                                          kombatant?
                                          xxxxx
                                          Re: Panie Piotrze
                                          Autor: Gość: juhas IP: *.punkt.pl 03.01.09, 11:12
                                          No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w papierach?
                                          xxxxx
                                          Nie doczeka się Pan odpowiedzi
                                          Autor: Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:32
                                          Szanowny Panie Juhasie
                                          Domyślam się, że oczekuje Pan odpowiedzi od pana Bereszyńskiego. Obawiam się, że
                                          się jej Pan nie doczeka.
                                          Pozdrawiam serdecznie
                                          Piotr Badura
                                          xxxxx
                                          Panie Juhasie, powstała wątpliwość
                                          Autor: Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:00
                                          Szanowny Panie Juhasie
                                          Pytał Pan: "No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w
                                          papierach?" Myślę, że pytał Pan pana Bereszyńskiego, ale pan Bereszyński uważa,
                                          że mnie. W rezultacie żaden z nas się nie poczuwa do odpowiedzi. Proszę
                                          skonkretyzować, kogo Pan pyta.
                                          Pozdrawiam serdecznie
                                          Piotr Badura
                                          xxxxx
                                          Re: Panie Juhasie, powstała wątpliwość
                                          Autor: Gość: juhas IP: 77.252.18.* 07.01.09, 20:23
                                          Rzuciłem pytanie ogólnie bez konkretnego adresata. Sytuacja jest jaka jest, więc
                                          odpowiem sam sobie - Piotr Badura ma zasługi w
                                          obaleniu komuny. Gdyby nie On to ho, ho, ho!
                                          xxxxx
                                          Rozumiem i przyjmuję do wiadomości
                                          Autor: Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 19:33
                                          Szanowny Panie Juhasie
                                          Gdy nie ma się odwagi podpisać imieniem i nazwiskiem, gdy nie ma się odwagi
                                          zadać pytania konkretnie, to trzeba potem samu sobie odpowiadać. Wiem, że to
                                          przykry stan i współczuję.
                                          Pozdrawiam serdecznie
                                          Piotr Badura
                                          xxxxx
                                          Re: Rozumiem i przyjmuję do wiadomości
                                          Autor: Gość: juhas IP: 77.252.18.* 09.01.09, 21:02
                                          A ileż to osób tu się podpisuje imieniem i nazwiskiem? A wiesz dziaduniu
                                          dlaczego tego nie muszą robić? Na pewno nie ze strachu przed tobą.
                                          xxxxx

                                          Proszę zwrócić uwagę, że pan Juhas pisze z dwóch IP:
                                          IP: *.punkt.pl
                                          IP: 77.252.18.*
                                          Z tych samych IP pisze autor, który wyznał w tym wątku (zapewne zamroczony
                                          wściekłością):
                                          "Ja, współpracując z ABW i CBŚ, wypraszam sobie, by stawiano między mną a jakimś
                                          esbeckim TW znak równości."
                                          Pozdrawiam serdecznie
                                          Piotr Badura
                                          • Gość: juhas Drogi Panie Badura ! IP: *.punkt.pl 25.01.09, 14:51
                                            Pisanie z różnych lub tych samych IP nie oznacza, że pisze ta sama osoba z tego
                                            samego komputera. Nie jestem tą osobą, która napisała jak Pan to zacytował
                                            "Proszę zwrócić uwagę, że pan Juhas pisze z dwóch IP:
                                            > IP: *.punkt.pl
                                            > IP: 77.252.18.*
                                            > Z tych samych IP pisze autor, który wyznał w tym wątku (zapewne zamroczony
                                            > wściekłością):
                                            > "Ja, współpracując z ABW i CBŚ, wypraszam sobie, by stawiano między mną a jakim
                                            > ś
                                            > esbeckim TW znak równości."
                                            Przebywam w różnych miejscach i korzystam z różnych komputerów.

                                            W tekście "...Piotr Badura ma zasługi w
                                            > obaleniu komuny. Gdyby nie On to ho, ho, ho!" nie dostrzegł Pan drwiny. Na
                                            pytanie "No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w
                                            > papierach?" w gruncie rzeczy liczyłem, że uda się Pana sprowokować do
                                            odpowiedzi. Nigdy nie oczekiwałem na to pytanie odpowiedzi od Pana
                                            Bereszyńskiego. Natomiast znowu odpowiem sam - Nie ma Pan zasług w obalaniu
                                            komuny, natomiast ma Pan narąbane w papierach.
                                            • Gość: Piotr Badura Przyjmuję Pana wytłumaczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 00:41
                                              Szanowny Panie Juhasie
                                              W moim poście (skierowanym zresztą do pana Bereszyńskiego) przytoczyłem tylko
                                              naszą wymianę postów. Dodałem też, że zauważyłem, iż Pan pisze z dwóch IP:
                                              *.punkt.pl oraz 77.252.18.*, a z tych samych dwóch IP pisze też pan Behemot,
                                              który tu na forum przyznał się (chyba w stanie zamroczenia), że pracuje na rzecz ABW
                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89622607
                                              Ja nie napisałem, że z tego wynika, iż Juhas i Behemot to ta sama osoba, która
                                              na dodatek jest agentem ABW, czynnym tu na forum. Jako agent ABW zadeklarował
                                              się tylko pan Behemot, a to, że Pan pisze z dokładnie takich samych IP jak on,
                                              to wg Pana czysty przypadek i ja przyjmuję te Pańskie tłumaczenia bez zastrzeżeń.
                                              Pan Behemot wyznał już w swoim czasie, że działa na tym forum pod bardzo wieloma
                                              nickami, ale przecież nie ma powodu, by przypuszczać, że jeden z tych nicków to
                                              Juhas. A przynajmniej ja jestem daleki o twierdzenia tu na forum, że tak właśnie
                                              jest.
                                              Ja nie piszę nawet (na razie), że pan Bereszyński pracuje tu na forum na rzecz
                                              ABW, działając także pod wieloma różnymi nickami (te różne nicki pana
                                              Bereszyńskiego podawał już chyba kiedyś pan Andrzej Szubert). A przecież nie
                                              jest tajemnicą, że pan Bereszyński zabiegał o etat w UOP. Pomysł, że choć
                                              oficjalnie mu odmówiono, to nieoficjalnie jednak zatrudniono, jest absurdalny,
                                              bo takie rzeczy są tylko w amerykańskich filmach (albo w Erze), ale na pewno nie
                                              w naszych służbach. Zresztą pan Bereszyński wyznał niedawno na łamach "Indeksu",
                                              że o pracę w UOP zabiegał bez entuzjazmu i niezbyt usilnie, a ponadto zabiegał o
                                              nią głównie dlatego, że i tak nie wierzył, iż go zatrudnią.
                                              Jeśli chodzi o Pana pytanie na mój temat: "No to w końcu ma zasługi w obalaniu
                                              komuny, czy ma narąbane w papierach?", to nie mogło ono być skierowane do mnie.
                                              Ja tych papierów nie widziałem (co wyraźnie zaznaczył pan Bereszyński), więc nie
                                              mogę wiedzieć, co tam por. Pleban i inni, mówiąc Pana językiem, "narąbali". To
                                              wie pan Bereszyński, który te akta czytał. Jeśli zaś chodzi o "zasługi w
                                              obalaniu komuny", to jest to pytanie niejasne. Ja walczyłem z nieprawościami
                                              tamtego systemu i w tej walce mam ogromne zasługi. Inni walczyli z komuną,
                                              której istoty upatrywali w tym, że np. pan Jerzy Urban nie opływał w dostatki w
                                              wystarczającym stopniu. Ja akurat tej walki nie prowadziłem, ale niech Pan spyta
                                              pana Bereszyńskiego. Może on tak "walczył z komuną".
                                              Pozdrawiam serdecznie
                                              Piotr Badura
                                              • Gość: juhas Drogi Ubawicielu IP: *.punkt.pl 26.01.09, 08:07
                                                Tak przy okazji - Ani razu nie puściły mi nerwy przy czytaniu Pańskich
                                                "wypracowań" (w różnych wątkach). Wprost przeciwnie. Dostarcza mi Pan sporego
                                                ubawu.
                                                • Gość: Piotr Badura Cieszy mnie to niezmiernie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 11:24
                                                  Szanowny Panie Juhasie
                                                  Cieszy mnie ostatni Pana post. Dla mnie cała aktywność tu na forum to rodzaj
                                                  zabawy po godzinach. Jest to zabawa o charakterze lekko edukacyjnym (to pewnie
                                                  takie moje skrzywienie zawodowe). Zabawa z natury rzeczy ma dostarczać radości,
                                                  a często jakoś wydaje mi się, że niektórzy jej uczestnicy jakby byli
                                                  niezadowoleni (np. pan Bereszyński). Pana też o to podejrzewałem, ale cieszę
                                                  się, że niesłusznie. Życzę więc nadal jak najwięcej "ubawu". Postaram się go
                                                  zapewnić.
                                                  Pozdrawiam serdecznie
                                                  Piotr Badura
                                              • Gość: behemot Czarny Pąpiotruś IP: *.punkt.pl 27.01.09, 02:20
                                                Juhas się przyznał, że nie jest behemotem. Behemot oświadcza, że nie
                                                jest juhasem. Figurant, KO lub TW drąży sprawę ajpików wekslując
                                                wątek na manowce. Nie używam wielu nicków z tego samego powodu co TY
                                                drogi Piotrze a mianowicie prozaicznego lansu. Piszesz, że juhas i
                                                behemot mają takie same ajpiki, że behemot używa wielu nicków no to
                                                jednym może byc juhas, a następnie walisz się w piersi, że przecież
                                                nie napisałem, że juhas i behemot to ta sama osoba. Nie napisałes
                                                tego wprost. Szwankują albo lepiej, zawodzą Cię techniki operacyjne
                                                przyswojone na pozimie korespondecji papierowej i łączności
                                                telefonicznej ewentualnie radiowej. Początkujący a także wnikliwy
                                                użytkownik netu wie, że podany przez Ciebie nr ajpi ma połowa
                                                zetłemu. Praca na rzecz literek w wolnej Polsce, dla mnie, to mimo
                                                wszystko nie to samo co praca na rzecz literek w PRL. Dla Ciebie to
                                                to samo i między innymi tym się różnimy. Ujawnienie przezemnie a nie
                                                przyznanie się, jak piszesz - bo przyznanie się nosi znamiona winy -
                                                tego faktu nie było wynikiem "zamroczenia" ale zwykłego ludzkiego
                                                wkoorwienia, że ktoś mą ciężką pracę dla ojczyzny zrównuje z pracą
                                                agenta reżimu obcego państwa.
                                                • Gość: Piotr Badura To nie manowce, ale chyba rdzeń całej sprawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.09, 20:50
                                                  Szanowny Panie Behemocie
                                                  Napisał Pan: "Figurant, KO lub TW drąży sprawę ajpików wekslując wątek na
                                                  manowce". Nie wiem dlaczego Pan to napisał. Ma mnie Pan za pozbawionego rozumu?
                                                  Niech Pan przeczyta esbeckie akta publikowane tu przez pana Bereszyńskiego, pod
                                                  kątem oceny mojego rozumu, gdy miałem 19 lat. A chyba nie myśli Pan, że potem z
                                                  roku na rok głupiałem.
                                                  Ja całym sercem jestem po Pana stronie i bez zastrzeżeń wierzę w to, co Pan tu
                                                  do wierzenia podaje. Ale niektóre sprawy nie są kwestią wiary lecz wiedzy. Jak
                                                  mi Pan napisze, że urodziłem się 7 maja 1950, to wiara nie będzie miała nic do
                                                  rzeczy. Wiem kiedy się urodziłem więc Pana informację uznam za fałszywą.
                                                  Nawet w tych sprawach, które są sprawą wiary, istnieje jeszcze rachunek
                                                  prawdopodobieństwa. Twierdzi Pan, że jeden z IP, wspólnych dla Pana i pana
                                                  Juhasa, ma pół ZWM. To możliwe, ale jaka była szansa, że dwie różne osoby,
                                                  korzystające z tego właśnie IP zdecydują się na korzystanie również z drugiego
                                                  IP i na dodatek znów ze wspólnego? Zapewniam Pana, że szansa była poniżej 10
                                                  proc. I ja mam obowiązek wiedzieć, że szanse na to, że Behemot i Juhas to ta
                                                  sama osoba, przekraczają 90 proc. a szanse na to, że to dwie różne osoby, są
                                                  mniejsze niż 10 proc.
                                                  Ja oczywiście wiem też, że szansa na szóstkę w totka to ok. 0,000007 proc., a
                                                  ludzie wierzą w wygraną i niektórzy nawet wygrywają. Dlatego ja Panu wierzę, że
                                                  Juhas to kto inny, ale mam świadomość, że jest to wiara w rzecz dość mało
                                                  prawdopodobną.
                                                  Pozwolę sobie teraz zwrócić Pana uwagę, na przypadek redaktora Szymańskiego. Nie
                                                  wiem, kto to jest, ale opisał go tu na forum pan Bereszyński. Redaktor Sz.
                                                  napisał w 1968 roku do "Trybuny Opolskiej" artykuł na temat majora H. Artykuł
                                                  był oparty o materiały dostarczone red. Sz. przez służby specjalne PRL i miał na
                                                  celu skompromitowanie majora H. To jedna z metod pracy służb specjalnych.
                                                  Czy dziś ABW też posługuje się taką metodą? Trzeba być bardzo naiwnym, by
                                                  wierzyć, że nie stosuje tej metody. ABW zapewne też ma swoich dyspozycyjnych
                                                  "publicystów", którzy w razie potrzeby kogoś opluskwią, bądź wprost przeciwnie,
                                                  kogoś wybielą. Czy ABW na Opolszczyźnie ma takiego człowieka? Myślę że ma.
                                                  "Publicysta" na usługach ABW powinien być raczej tzw. "niezależnym publicystą",
                                                  tj. niezwiązanym na stałe z żadną redakcją (chyba są jakieś obostrzenia prawne,
                                                  które zabraniają dziś werbowania dziennikarzy). Czy mamy na Opolszczyźnie
                                                  "publicystę", który nie będąc formalnie związany z żadną redakcją, zamieszcza w
                                                  różnych tytułach swoje teksty oparte o materiały służb specjalnych? Ja śledzę
                                                  nie tylko "nto" czy opolską "Wyborczą", ale także gazety powiatowe i zauważyłem
                                                  tylko jedną taką osobę. Jest to pan Bereszyński. Niezależnie więc od faktu, że
                                                  moje serce jest po stronie pana Bereszyńskiego i ufam mu bezgranicznie, to mam
                                                  jednak obowiązek przyjąć do wiadomości, że postępowanie pana Bereszyńskiego może
                                                  wskazywać na to, iż realizuje on zadania przydzielone mu przez ABW.
                                                  Nie bez znaczenia jest też fakt, iż ktoś z kręgu dawnych przyjaciół pana
                                                  Bereszyńskiego przekazał mediom za pośrednictwem pana TK informację, że pan
                                                  Bereszyński zabiegał o pracę w służbach specjalnych najjaśniejszej III RP. Pan
                                                  Bereszyński nie zanegował tego. Tłumaczył, że to nie był jego pomysł i on się
                                                  tylko zgodził zabiegać o tę pracę.
                                                  Kolejnym znamiennym faktem jest działalność tu na forum pana Andrzeja Szuberta.
                                                  Pan AS twierdzi, że pan Bereszyński dorabia niektórym byłym agentom SB fikcyjne
                                                  konspiracyjne życiorysy, robiąc z nich bohaterów podziemia. Jednocześnie
                                                  oczernia innych, którzy naprawdę walczyli z dawnym systemem. Pan AS przytoczył
                                                  też maila, którego posłał mu prywatnie pan Bereszyński. Jest on dostępny pod
                                                  adresem:
                                                  porozumienie.mojeforum.net/viewtopic.php?t=171
                                                  Z treści tego maila wywnioskować można, że pan Bereszyński dość lekce sobie waży
                                                  prawdę i gotów jest tak manipulować, by na podstawie tych samych materiałów
                                                  zrobić z kogoś już to bohatera, już to szmaciarza, jak akurat jest to potrzebne.
                                                  To są nadzwyczaj przydatne kwalifikacje dla "niezależnego publicysty" na
                                                  usługach służb specjalnych. Wierzyć się nie chce, że służby zrezygnowały z kogoś
                                                  takiego, zwłaszcza gdy zadeklarował chęć pracy dla nich. Dużo bardziej
                                                  prawdopodobne wydaje się, że oficjalnie mu odmówiły, a dyskretnie zawarły umowę.
                                                  Pan się zadeklarował już dwukrotnie, jako pracujący dla ABW. Jeśli pan
                                                  Bereszyński też pracuje dla ABW, to muszę przyjąć, że to, co dzieje się w tym
                                                  wątku jest najprawdopodobniej robotą ABW, która ma do mnie chyba jakieś pretensje.
                                                  Panie Behemocie
                                                  Mam prośbę. Niech Pan powie swym pryncypałom, że jeśli coś do mnie mają, to
                                                  zamiast przez swą agenturę robić tu na forum cyrk, mogą się zwyczajnie umówić ze
                                                  mną na piwo i wyjaśnić, co im leży na wątrobie. W końcu są to legalne służby
                                                  legalnego państwa i ja nie mam żadnego powodu, by robić im na złość.
                                                  Pozdrawiam serdecznie
                                                  Piotr Badura
                                                  • z.bereszynski karnawałowe szaleństwa Piotra B. 28.01.09, 23:12
                                                    Szanowny Panie Badura,

                                                    Doprawdy jest pan mistrzem nad mistrze, jeżeli chodzi o sztukę
                                                    niszczenia własnej wiarygodności. Naprawdę sądzi Pan, że wymyślanie
                                                    kolejnych insynuacji na mój temat, to najlepszy sposób na uratowanie
                                                    własnej twarzy? Niestety sprawy mają się dokładnie na odwrót. To
                                                    najkrótsza droga do tego, by stracić twarz do końca, i obawiam się,
                                                    że właśnie osiągnął Pan ten pułap. Postępując konsekwentnie w ten
                                                    sposób pokazał Pan w sposób ostateczny, że nie można uważać Pana za
                                                    osobę poważną, odpowiedzialną i wiarygodną. Gratuluję niezwykłej
                                                    konsekwencji w tym autodestrukcyjnym działaniu, ale nie mam chyba
                                                    powodu, by gratulować Panu końcowego efektu (tj. totalnego
                                                    ośmieszenia się).

                                                    Nic dziwnego, że zaczął Pan podpierać się wytworami chorej wyobraźni
                                                    innego fantasty i mitomana, znanego od lat jako główny bohater
                                                    kluczborskiej wersji historii o Kargulu i Pawlaku. Pokaż, kto jest
                                                    dla ciebie autorytetem, a powiem ci, kim jesteś, chciałoby się
                                                    powiedzieć. Szkopuł w tym, że opierając się na takim "autorytecie",
                                                    daleko Pan nie zajedzie, bo kłamstwa i manipulacje owego fantasty i
                                                    mitomana są łatwe do zdemaskowania.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=89936723&a=90494738
                                                    Ale to oczywiście nie moje zmartwienie. Jeżeli koniecznie chce Pan
                                                    kompromitować się również w taki sposób, to proszę bardzo.

                                                    Rzecz jasna nie zamierzam nikomu – a zwłaszcza Panu, tudzież
                                                    wspomnianemu "autorytetowi" - udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
                                                    Poza tym podzielam opinię Behemota, że współpraca z ABW jako legalną
                                                    służbą niepodległego państwa polskiego nie jest niczym moralnie
                                                    nagannym (w przeciwieństwie do analogicznych relacji z SB), w
                                                    związku z czym nie czuję szczególnej potrzeby "oczyszczania" się z
                                                    tego typu pomówień. Jeżeli konfabulacje na temat moich związków z
                                                    ABW mają poprawić Panu samopoczucie, to baw się Pan dalej w ten
                                                    sposób. Miłej zabawy! Żeby jeszcze bardziej poprawić Panu nastrój,
                                                    podsunę Panu całkiem gratis parę innych konceptów tego typu. Możesz
                                                    Pan pisać np., że jestem agentem Mossad, bo usprawiedliwiam
                                                    działania zbrojne Izraela w 1967 r. i potępiam ekscesy antysemickie
                                                    z 1968 r. Możesz Pan też zaliczyć mnie do agentów wywiadu
                                                    niemieckiego, bo parę razy zdarzyło mi się pisać życzliwie o
                                                    Niemcach, za co gromił mnie tutaj niejaki Jasio (kolejny Pański
                                                    bliźniak duchowy na tym forum, po wspomnianym powyżej "autorytecie"
                                                    z Kluczborka). Możesz Pan zaliczyć mnie także do agentów CIA, bo już
                                                    od lat 70. konsekwentnie reprezentuję orientację proamerykańską i
                                                    popieram naszą obecność militarną w Iraku i Afganistanie. Możesz Pan
                                                    do woli eksploatować te wątki tematyczne. Mamy jeszcze karnawał,
                                                    więc baw się Pan na całego. Jak szaleć to szaleć!

                                                    Uważaj Pan tylko, by nie przeholować z megalomańskimi wyobrażeniami
                                                    na temat wyjątkowej ważności własnej osoby. Możesz Pan pisać, że
                                                    jestem agentem ABW, CIA, BND, Mossad, MI6 i co tam jeszcze podsunie
                                                    Panu Pańska bujna wyobraźnia. Proszę bardzo. Przestrzegałbym jednak,
                                                    przed nadmiernym rozwijaniem teorii, że wszystkie te służby razem
                                                    wzięte nie mają ważniejszych zadań na głowie niż prowadzenie skrytej
                                                    wojny z Piotrem B. i jego "Beczką". To samo dotyczy teorii, że
                                                    równie interesująca jest dla nich kluczborska wojna Kargula z
                                                    Pawlakiem z Andrzejem Sz. w roli głównej. Kontynuowanie Pańskiego
                                                    wysiłku twórczego w tej dziedzinie wprawdzie także gwarantuje ubaw
                                                    po pachy. Obawiam się jednak, że na dłuższą metę wysiłek ten mógłby
                                                    mieć opłakane skutki dla Pańskiej psyche. Głupio byłoby na stare
                                                    lata wylądować w jednym zakładzie zamkniętym z jakimś na ten
                                                    przykład Napoleonem czy Juliuszem Cezarem. Splendor splendorem, ale
                                                    zawsze w domu najlepiej.

                                                    Życząc miłej zabawy i szampańskiego nastroju na resztę karnawału,
                                                    naprawdę szczerze pozdrawiam. Zdrowia i jeszcze raz zdrowia!

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • Gość: max Czy pamięta Pan inne spotkania z SB? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 00:43
                                                    W tym wątku pisze Pan o trzech swoich kontaktach z SB


                                                    (...) pamiętam, że były trzy moje kontakty z SB we Wrocławiu:
                                                    1) Przesłuchanie w dniu 20 stycznia 1973
                                                    2) Spotkanie z por. Plebanem w kawiarni przy Placu Kościuszki, którego daty nie
                                                    pamiętam (dlatego prosiłem pana Bereszyńskiego o informację w sprawie daty na
                                                    rachunku z tej kawiarni, o ile zachował się w aktach)
                                                    3) Spotkanie prywatne z por. Plebanem na jego gorącą prośbę, które odbyło się w
                                                    miejscu jego zamieszkania w pokoju hotelu Savoy




                                                    Tymczasem kilka lat temu równiez na forum GW pisał Pan tak:



                                                    W dniu 19 maja 1974 odbyło się bardzo ciekawe spotkanie COSK,
                                                    poświęcone "Zaangażowaniu socjalistycznemu w historii Stowarzyszenia PAX".
                                                    (...)
                                                    Po tygodniu przysłano mi do Wrocławia referat Piaseckiego

                                                    (...)
                                                    Nieco później zostałem przesłuchany przez SB, ale wtedy jeszcze tego nie
                                                    wiedziałem. Po prostu zgłosił się do mnie jakiś chłopak, który mówił, że
                                                    interesuje się PAX-em i zastanawia się nad przystąpieniem do niego. Mówił też,
                                                    że ma paru kolegów, którzy też przystąpiliby do PAX-u, ale chcieliby najpierw
                                                    coś więcej o nim wiedzieć. Pytał, czy moglibyśmy się spotkać u jednego z nich w
                                                    mieszkaniu. Zareagowałem entuzjastycznie, bo starałem się budować zaplecze na
                                                    rzecz walki o demokrację parlamentarną. Poszedłem na spotkanie z nimi.
                                                    Sprawiali wrażenie inteligentnych i dobrze zorientowanych, co mnie cieszyło.
                                                    Mówili, że ta demokracja parlamentarna im się bardzo podoba, ale pytali, czy to
                                                    na pewno jest program PAX-u, czy mój prywastny. Powiedziałem im uczciwie, że
                                                    myślałem, iż jest to program PAX-u, ale po rozmowie z Piaseckim nie mam
                                                    pewności. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by walczyć o taki właśnie
                                                    program PAX-u. Mówili, że się zastanowią i dadzą mi znać, czy przystąpią do PAX-
                                                    u. Nigdy nie dali znać.

                                                    Z perspektywy wielu lat doszedłem do przekonania, że byli to ludzie SB, którzy
                                                    chcieli wybadać, czy prowadzona przeze mnie akcja na rzecz demokracji
                                                    parlamentarnej (rozsyłałem materiały na temat demokracji parlamentarnej po
                                                    Polsce do szefów innych WOSK-ów) ma charakter mojego osobistego "wybryku", czy
                                                    też jest to szersze działanie wewnątrz PAX-u.

                                                    ---
                                                    ???
                                                  • Gość: Piotr Badura Pyta Pan serio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:27
                                                    Szanowny Panie Max
                                                    Jeśli wdał się Pan w rozmowę z sąsiadem, a on pracował dla SB, lecz Pan o tym
                                                    nie wiedział, to miał Pan spotkanie z sąsiadem, a nie z SB. Gdyby przyjąć
                                                    sugerowany przez Pana punkt widzenia, to wszyscy mieli nieustanne kontakty z SB.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Piotr Badura
                                                  • Gość: max prawie serio o obsesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 02:15
                                                    Panie Piotrze, litości... W 1974 roku mógł Pan nie wiedzieć, że młodzi ludzie z
                                                    którymi się Pan spotyka są z SB, ale 26.01.09 o godz. 13:58 - gdy pisał Pan
                                                    tutaj o swoich TRZECH kontaktach z SB - to już chyba tak?
                                                    /Poważnie traktuje Pana własne słowa z 2006 roku: " z perspektywy wielu lat
                                                    doszedłem do przekonania, że byli to ludzie SB"/


                                                    Jeszcze raz zacytuje Pana słowa:

                                                    "Zdrowy rozsądek nakazuje brać pod uwagę, że niektórzy DZIENNIKARZE mogą na tym
                                                    forum realizować pewne zadania wyznaczane przez służby specjalne".

                                                    Hmmmm.... z egzotycznego tercetu 3xB "Behemot-Bereszyński-Badura" zdaje się, że
                                                    to Pan jest dziennikarzem?

                                                    :)
                                                  • z.bereszynski łapaj złodzieja? 29.01.09, 04:19
                                                    Tzw. służby chętnie stosują zasadę "łapaj złodzieja". SB często
                                                    rozpuszczała fałszywe plotki, że dana osoba z grona politycznych
                                                    przeciwników reżimu jest agentem SB. Tak np. niejaki Piotr Król, TW
                                                    ps. "Pilny" przez wiele lat szkalował Karola Smoczkiewicza, szefa
                                                    opolskiej "Solidarności" rzemieślniczej jako rzekomego agenta SB.
                                                    Był tak konsekwentny i sugestywny w tych działaniach, że tylko
                                                    nieliczni nie dawali mu wiary. Dopiero po wielu latach wyszło na
                                                    jaw, że prawdziwym agentem SB był sam Piotr Król.
                                                    wyborcza.pl/1,75480,5878843,Krol_i_Smok.html
                                                    W 1989 r. jeden z kluczborskich esbeków puścił w obieg informację,
                                                    że agentem SB jest Wojciech Gilewicz, ówczesny szef
                                                    miejscowej "Solidarności". Faktycznie Gilewicz tylko pozorował
                                                    współpracę, co SB zauważyła już kilka lat wcześniej. Znaleźli się
                                                    jednak nawiedzeni amatorzy sensacji, którzy tę esbecką "rewelację" z
                                                    1989 r. powtarzają jak mantrę po dziś dzień (także na tym forum),
                                                    nie patrząc na to, co wynika z dokumentów.

                                                    UOP rekrutował się głównie z byłych esbeków. Nielicznych
                                                    opozycjonistów, jacy tam trafili, szybko wycięto przy kolejnych
                                                    reorganizacjach i zmianach kierownictwa. ABW wyrosła z UOP. Tylko
                                                    ktoś bardzo naiwny mógłby myśleć, że nie przejęto także części
                                                    byłych kontaktów zewnętrznych SB: agentury i osób luźniej
                                                    powiązanych z "aparatem". Na pewno też przejęto wiele technik i
                                                    sposobów działania.

                                                    Dlatego, wiedząc, jak działała SB ze swoją agenturą, wcale bym się
                                                    nie zdziwił, gdyby jakiś TW, KO czy inna osoba pozostająca
                                                    niegdyś "na kontakcie" SB, a mająca obecnie nadal potajemne relacje
                                                    ze "służbami", robiła dzisiaj to samo, co robiono w czasach PRL. Np.
                                                    w ramach działań dezinformacyjnych pomawiała o rzekomą współpracę
                                                    ze "służbami" kogoś, kto był i jest przez "służby" źle postrzegany,
                                                    bo ujawnia jakieś tajemnice sprzed lat itp. Taka działalność
                                                    dezinformacyjna - na zasadzie "łapaj złodzieja" - to jednocześnie
                                                    znakomity kamuflarz dla prawdziwych agentów danej służby.

                                                    Oczywiście są to wyłącznie czysto teoretyczne dywagacje na
                                                    marginesie tego, co napisał Max. Nikogo konkretnego o nic takiego
                                                    nie podejrzewam. W przeciwieństwie do Piotra B., nie chcę też
                                                    demonizować ABW, będącej ważnym i niezbędnym elementem naszej
                                                    niepodległej państwowości.

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • z.bereszynski errata 29.01.09, 04:22
                                                    Powinno być oczywiście: kamuflaż.

                                                    Z.B.
                                                  • z.bereszynski p.s. 29.01.09, 00:47
                                                    Szanowny Panie Badura,

                                                    Jest Pan nieuczciwy nie tylko w swoich własnych insynuacjach na mój
                                                    temat, ale nawet w tym, jak wykorzystuje Pan cudze insynuacje.
                                                    Andrzej Sz. wymyślił i napisał wiele bardzo niesprawiedliwych opinii
                                                    na mój temat, ale nawet on, przy całym swoim zaślepieniu i
                                                    zacietrzewieniu, nigdy nie posunął się do insynuacji, że w swoich
                                                    opracowaniach historycznych oczerniam ludzi, "którzy naprawdę
                                                    walczyli z dawnym systemem". Zarzucał mi co najwyżej rzekome
                                                    umniejszanie czyichś zasług (głównie jego własnych i jego żony, co
                                                    zresztą jest kompletną bzdurą, bo o zasługach tych napisałem już aż
                                                    za dużo). No i oczywiście rzekome wybielanie niektórych osób (to
                                                    jego stały zarzut pod moim adresem). Nigdy jednak nie ośmielił się
                                                    napisać, że kogoś oczerniłem (bardzo ciężko byłoby coś takiego
                                                    udowodnić). To Pan sam, z własnej inicjatywy, przypisał mu tego typu
                                                    opinie, by mocniej ugodzić w moją osobę. Bardzo nieładnie jest
                                                    uciekać się do tego typu manipulacji. Oczywiście odbieram to jako
                                                    kolejny dowód braku dobrej woli z Pana strony.

                                                    Spodziewam się, że wskaże Pan, gdzie konkretnie została sformułowana
                                                    opinia na temat rzekomego oczerniania przeze mnie prawdziwych
                                                    bojowników z reżimem. Ewentualnie odwoła Pan swoje oszczerstwo w tej
                                                    materii. Tę akurat wypowiedź proszę potraktować całkiem serio (bo
                                                    czasem sobie żartujemy).

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • Gość: max nie jestem Z.B. n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 00:55
                                                    ... to tak na wszelki wypadek, gdyby Pan Piotr miał takie podejrzenia. Zresztą, od czego ma informatyków w "Beczce"

                                                    Jeszcze jeden cytat "z Badury" sprzed lat:
                                                    "Zdrowy rozsądek nakazuje brać
                                                    pod uwagę, że niektórzy dziennikarze mogą na tym forum realizować pewne zadania
                                                    wyznaczane przez służby specjalne".

                                                    Cóż, stare obsesje nie rdzewieją :)
                                                  • z.bereszynski Re: nie jestem Z.B. n/t 29.01.09, 01:09
                                                    Tylko dlaczego to nazywa się akurat "zdrowy rozsądek"?

                                                    Przy okazji potwierdzam, że Max nie jest mną czyli Z.B. (żeby
                                                    informatykom z "Beczki" nie trzeba było płacić godzin
                                                    nadliczbowych).

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • Gość: Piotr Badura Dlaczego obsesja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:22
                                                    Szanowny Panie Max
                                                    Przecież pan Behemot dwukrotnie tu na forum oświadczył, że pracuje dla ABW, a
                                                    pan Bereszyński w "Indeksie" potwierdził, że starał się o pracę w służbach
                                                    specjalnych. Dlaczego więc uważa Pan, że pogląd, iż trzeba brać pod uwagę taką
                                                    ewentualność, to obsesja?
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Piotr Badura
                                                  • Gość: Piotr Badura No nie mogę teraz odpowiedzieć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:15
                                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                                    Zadał mi Pan pytanie z pogróżką. Nie mogę więc odpowiedzieć, bo wyglądałoby, że
                                                    przejąłem się pogróżką. Musi Pan sobie teraz odpowiedzieć sam. Nie trzeba było
                                                    używać pogróżek.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Piotr Badura
                                                  • z.bereszynski zaczął pan wierzyć w baboki? 29.01.09, 03:19
                                                    Szanowny Panie Badura,

                                                    O jakie pytanie z pogróżką Panu chodzi, bo ja takiego nie mogę tu
                                                    znaleźć? Jaka pogróżka? Nie przesadza Pan aby z tą podejrzliwością?
                                                    Próbuje Pan od czegoś się wykręcić, a ja nawet nie wiem od czego, bo
                                                    niczego od Pana ostatnio nie oczekiwałem. Nie czekałem na żadną
                                                    odpowiedź. Najwyraźniej coś się Panu pomyliło.

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • z.bereszynski Re: zaczął pan wierzyć w baboki? 29.01.09, 03:27
                                                    W końcu zrozumiałem, o co Panu chodzi (trochę pogubiłem się w tym
                                                    gąszczu wpisów). Ale to nie było żadne pytanie z pogróżką. Niczym
                                                    Panu nie groziłem. Oczekiwałem uczciwego sprostowania, to wszystko,
                                                    podkreśląjąc, że tę akurat sprawę traktuję poważnie, w
                                                    przeciwieństwie do Pańskich konfabulacji na temat ABW. Czy dla Pana
                                                    poważne traktowanie sprawy i pogróżki to jedno i to samo?

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • Gość: Piotr Badura Ja piszę w oparciu o Pana teksty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:05
                                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                                    Ja nie podpieram się tekstami pana Andrzeja Szuberta, ale Pana tekstami.
                                                    Na stronie internetowej
                                                    porozumienie.mojeforum.net/viewtopic.php?t=171
                                                    pan Andrzej Szubert opublikował treść maila, który od Pana otrzymał. Brzmi on tak:
                                                    Dnia 23 listopada 2008 10:22 Zbigniew Bereszyński <zbereszynski@wp.pl> napisał(a):
                                                    "Chcesz wojny, skur....nu? (wykropkowanie moje - Pb) Będziesz miał wojnę. Pisząc
                                                    o kluczborskiej "Solidarności" wyidealizowałem twój wizerunek, pomijając wiele
                                                    wstydliwych faktów na twój temat. Pominąłem wszystko, co mogłoby ciebie
                                                    kompromitować lub ośmieszać. Pisałem tylko to, co mogłoby dobrze o tobie
                                                    świadczyć. To samo dotyczy twojej żony. Nie napisałem wszystkiego na wasz temat,
                                                    choć mogłem. Napisałem wam piękne życiorysy, wyprane ze wszystkich brudów.
                                                    Zrobiłem tak, bo nie jestem świnią i nie lubię grzebać się w brudach. Ale koniec
                                                    z tym. Chcecie wojny, będziecie mieć wojnę. Napiszę całą prawdę na wasz temat, a
                                                    na twój temat w szczególności. A jest o czym pisać! Wszystko na podstawie
                                                    dokumentów. To będzie twój koniec, szmaciarzu! Byłeś, jesteś i będziesz zerem,
                                                    panie Nikt Znikąd. Ja napisałem ci super-życiorys i to był mój wielki błąd.
                                                    Teraz ludzie poznają całą prawdę na twój temat, gnojku."
                                                    Jeśli ja cokolwiek rozumiem, to z tego maila wynika, że napisał Pan panu
                                                    Andrzejowi Szubertowi i jego żonie Bożenie (z domu Kawka) piękne życiorysy, ale
                                                    ponieważ okazali się względem Pana niewdzięczni, to teraz, korzystając z tych
                                                    samych dokumentów, napisze Pan, że są szmaciarzami, gnojkami i zerami o brudnych
                                                    życiorysach.
                                                    Taka deklaracja pozwala mi zrozumieć, dlaczego, choć ja mam wręcz kryształowy
                                                    życiorys, Pan uważa, że jest go w stanie przedstawić tu na forum jako brudny.
                                                    Skorzystałem też z drugiego Pana tekstu. W piśmie Uniwersytetu Opolskiego
                                                    "Indeks" z września-października 2008 napisał Pan m.in.: "To nie ja wpadłem na
                                                    pomysł zgłoszenia się do pracy w UOP i nie ja usilnie o to zabiegałem. Była to
                                                    inicjatywa Wiesława Uklei".
                                                    W tej wypowiedzi potwierdził Pan, że starał się o pracę w służbach specjalnych,
                                                    ale wskazał na pana Wiesława Ukleję jako tego, który Pana namówił. Dla mnie
                                                    jednak istotny jest fakt, że chciał się Pan zatrudnić w Urzędzie Ochrony
                                                    Państwa. Oczywiście ze zrozumieniem przyjmuję Pana wyjaśnienia, że podobnie jak
                                                    pan Behemot, który ujawnił tu fakt swej pracy dla ABW, Pan też kieruje się
                                                    patriotyzmem i uważa, że współpraca z ABW nie przynosi najmniejszej ujmy. Nie
                                                    było zresztą potrzeby, żeby mi Pan to pisał, bo ja od zawsze twierdzę, że praca
                                                    dla legalnych służb specjalnych legalnego państwa nikomu nie przynosi ujmy. To
                                                    tylko wymaga pewnych predyspozycji, a Pan akurat je ma.
                                                    Jeśli chodzi o napięte relacje "Beczka" - ABW, to niech się Pan tym nie zajmuje.
                                                    Pan ma swoje zadania i proszę je sumiennie wykonywać. Proszę nie zajmować się
                                                    sprawami, które zdecydowanie Pana przerastają.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Piotr Badura
                                                  • z.bereszynski to nie jest wątek na mój temat 29.01.09, 02:24
                                                    Szanowny Panie Badura,

                                                    Znowu typowe dla Pana odwracanie kota ogonem. Przypisał Pan
                                                    konkretną opinię Andrzejowi Sz. Teraz pisze Pan, że to opinia
                                                    wysnuta z treści mojego e-mailu do A. Sz., a więc Pańska własna
                                                    opinia. Uczciwy człowiek przeprosiłby za nieporozumienie, a Pan, jak
                                                    zwykle, mataczy. Nieładnie.

                                                    To jedna z Pańskich manipulacji. Druga polega wyrwaniu przytoczonej
                                                    przez Pana treści e-mailu z określonego kontekstu
                                                    sytuacyjnego. „Zapomniał” Pan wspomnieć, że była to moja reakcja na
                                                    bezczelną próbę szantażu ze strony A. Sz. Reakcja, przyznaję, nazbyt
                                                    emocjonalna, ale psychologicznie uzasadniona zaistniałą sytuacją.
                                                    Ignorowanie tego kontekstu, to ewidentna manipulacja z Pańskiej
                                                    strony.

                                                    Do tego dorzuca Pan insynuacje na temat rzekomego manipulowania
                                                    przeze mnie informacjami na temat Szubertów. Są to wyłącznie
                                                    złośliwe insynuacje, bo – jak dotąd - nigdy w żadnym ze swoich
                                                    tekstów historycznych nie pisałem źle o Szubertach. Generalnie
                                                    jestem życzliwie usposobiony do ludzi i w każdym staram się widzieć
                                                    przede wszystkim dobre strony. O tym, co złe i niegodne, piszę w
                                                    ostateczności. Dlatego nawet teraz, po wielu miesiącach
                                                    permanentnego szkalowania mnie przez A. Sz., w tekstach
                                                    historycznych umieszczonych na mojej prywatnej stronie internetowej
                                                    nie znajdzie Pan jednej negatywnej opinii na temat A. Sz. i jego
                                                    żony.
                                                    www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_9.htm
                                                    Ja nie manipuluję historią dla doraźnych potrzeb ani z pobudek
                                                    osobistych. Staram się być sprawiedliwy nawet wobec ludzi, którzy
                                                    wyrządzili mi wiele zła.

                                                    Złe opinie na temat A. Sz., jego kłótliwości, pieniactwa itp. były
                                                    mi znane od dawna. Traktowałem je jednak ze sporym dystansem,
                                                    wychodząc z założenia, że ludzie głoszący te opinie mogą przesadzać.
                                                    Dlatego nie powoływałem się na nie pisząc swoje opracowanie na temat
                                                    kluczborskiej „Solidarności” (skrócona wersja w publikacji
                                                    książkowej „Opolskie drogi do niepodległości”). Doszło nawet do
                                                    tego, że – w dobrej wierze, czy raczej w swojej naiwności –
                                                    próbowałem polemizować z tymi opiniami na łamach prasy (w „Kulisach
                                                    Powiatu”). Niestety przyszedł czas, że sam na własnej skórze
                                                    przekonałem się, że opinie te były niestety zasadne. Sam przed sobą
                                                    musiałem przyznać się do tego, że nie znałem dobrze A. Sz.
                                                    (pamiętałem go osobiście tylko z okresu internowania). Byłem
                                                    zdumiony, gdy w końcu poznałem jego prawdziwe oblicze. Doświadczenia
                                                    te kazały mi przyznać słuszność osobom, które mówiły o jego
                                                    destrukcyjnej roli wśród kluczborskich działaczy „Solidarności”. Z
                                                    perspektywy tych doświadczeń widzę, że jego rola w tym środowisku
                                                    była przeze mnie przedstawiana w sposób nazbyt jednostronny,
                                                    wyidealizowany. Oczywiście przy ponownym opracowywaniu spraw
                                                    kluczborskich muszę jakoś te doświadczenia uwzględniać. Nie mogę na
                                                    siłę utrzymywać obrazu, o którym wiem już, że był nazbyt
                                                    jednostronny. To nie są żadne „manipulacje”, ale naturalna
                                                    konsekwencja poszerzania zasobu wiedzy i doświadczeń. Po prostu
                                                    jestem mądrzejszy o dwa lata doświadczeń i grzebania w archiwach.
                                                    Tylko człowiek umysłowo ograniczony nie rewiduje swoich opinii i
                                                    ocen, bez względu na obiektywną wymowę faktów.

                                                    Musi Pan czuć się ostatnio bardzo osamotniony i niepewny siebie,
                                                    skoro tak usilnie stara się Pan wciągnąć A. Sz. do polemiki między
                                                    nami. Dwoi się Pan i troi, żeby zrobić z niego swojego sojusznika w
                                                    walce ze mną. Odpowiadając pozytywnie na te zabiegi z Pana strony,
                                                    A. Sz. musiałby jednak rozstać się ze starannie wypielęgnowanym
                                                    wizerunkiem nieprzejednanego wroga osób, mających za sobą dwuznaczne
                                                    relacje z SB. Cały jego „image” medialny mógłby się od tego rozsypać
                                                    w proch i pył. Przypuszczam, że A. Sz. chętnie skorzystałby z okazji
                                                    do „przyłożenia” mi, ale w tym wypadku cena (prestiżowa) mogłaby być
                                                    dla niego zbyt wysoka. Ale to oczywiście nie moje zmartwienie.

                                                    Jest zasadnicza różnica między chęcią pracy w UOP, a zgodą na
                                                    przeprowadzenie pewnego testu politycznego. Ja nasze kandydatury do
                                                    UOP traktowałem w kategoriach testu, z góry przewidując, jaki będzie
                                                    wynik. Chodziło o to, by ówczesne władze państwowe nie mogły
                                                    zasłaniać się argumentem, że nie było innych kandydatur niż z grona
                                                    byłych esbeków. Jeżeli postanowią zatrudnić esbeków, niech będzie
                                                    jasne, że tak chciały, a nie że nie miały alternatywy. O taki test
                                                    mi chodziło i dlatego zgodziłem się na przedłożenie mojej
                                                    kandydatury. Nie czyniłem żadnych zabiegów w tym kierunku, a chęcią
                                                    pracy w UOP pałał kto inny. Wyjaśniłem te sprawy publicznie już
                                                    jakiś czas temu. Mimo to uparcie pisze Pan o rzekomych zabiegach i
                                                    rzekomej chęci z mojej strony. Bardzo to nieuczciwe z Pana strony,
                                                    ale teraz rozumiem już, o co Panu chodzi (co nie znaczy, że
                                                    usprawiedliwiam Pańskie postępowanie).

                                                    Jeśli chodzi o „zadania”, jakie sobie stawiam czy realizuję, to nie
                                                    Pan będzie decydował o ich zakresie. Niech Pan lepiej pilnuje
                                                    własnych spraw i swojej „Beczki”. Z tego, co Pan tu wypisuje,
                                                    wnioskuję, że zrozumienie istotnego sensu owych „zadań” przerasta
                                                    Pańskie możliwości percepcyjne. Zanadto jest Pan uwikłany w swoją
                                                    własną, spiskową wizję świata, z której ja mogę się tylko śmiać. To
                                                    takie Pańskie prywatne aprioryczne formy postrzegania rzeczywistości
                                                    (trochę jak u Kanta), poza które nie potrafi Pan wyjść. Niech Pan
                                                    pozostanie przy swoich wizjach i nie przejmuje się zanadto moją
                                                    osobą. Ten wątek nie jest o mnie, tylko o Panu.

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński



                                                  • z.bereszynski p.s. 29.01.09, 10:26
                                                    Pisząc o kluczborskiej wersji wojny Kargula z Pawlakiem, muszę
                                                    dodać, że wersja ta ma pewną znamienną osobliwość. Taką mianowicie,
                                                    że Kargul i Pawlak grają w tym wypadku w jednej drużynie. Tylko
                                                    jedna z stron miejscowego konfliktu reprezentuje zajadłość,
                                                    zawziętość i czupurność charakterystyczną dla K&P. Nie dodając tego
                                                    zastrzeżenia, wyrządziłbym krzywdę drugiej stronie konfliktu, która
                                                    reprezentuje zupełnie inną postawę.

                                                    Koniec dygresji.

                                                    Z.B.
                                                  • Gość: Piotr Badura Strasznie się Pan gubi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 20:33
                                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                                    Napisał Pan:
                                                    1) "Ten wątek nie jest o mnie, tylko o Panu".
                                                    Nie mogę się z tym zgodzić. Ten wątek zakładałem z myślą, że będzie on
                                                    poświęcony różnym opiniom, wprawdzie powszechnie obowiązującym, ale fałszywym
                                                    (proszę to sobie sprawdzić u początku wątku). Pan wkroczył tu ze swoimi
                                                    sprawami, w sposób mało elegancki. Nie mam o to pretensji, ale dlaczego uważa
                                                    Pan, że można mnie zmusić do przyjęcia narzucanej przez Pana zmiany tematu wątku?
                                                    2) "usilnie stara się Pan wciągnąć A. Sz. do polemiki między nami. Dwoi się Pan
                                                    i troi, żeby zrobić z niego swojego sojusznika w walce ze mną".
                                                    Kula w płot. Gdyby pan AS zaczął współdziałać ze mną, to i on, i ja
                                                    stracilibyśmy. Pan by zyskał. Przecież AS ma odmienne ode mnie poglądy. Gdybyśmy
                                                    współdziałali, to wzajemnie ograniczalibyśmy się. Ja musiałbym uważać, by nie
                                                    wchodzić panu AS w szkodę, a on musiałby pilnować się, by mi nie mieszać szyków.
                                                    Po co nam to? Pan AS świetnie sobie z Panem radzi. Ja też. I tak jest dobrze. A
                                                    może to była tak przewrotna próba z Pana strony, by zasugerować nam szkodliwe
                                                    dla nas obu współdziałanie? Niech Pan to sobie wybije z głowy. Nawet gdyby pan
                                                    AS na to poszedł, a nie podejrzewam go o to, to ja z pewnością nie pójdę.
                                                    3) "Ja nie manipuluję historią dla doraźnych potrzeb ani z pobudek osobistych.
                                                    Staram się być sprawiedliwy nawet wobec ludzi, którzy
                                                    wyrządzili mi wiele zła".
                                                    Trzeba jednak być tupeciarzem, żeby po tylu nieprawdach i manipulacjach na mój
                                                    temat, których się Pan w tym wątku dopuścił, napisać coś takiego.
                                                    4) "Jeśli chodzi o „zadania”, jakie sobie stawiam czy realizuję, to nie Pan
                                                    będzie decydował o ich zakresie".
                                                    No oczywiście, że nie ja. To przecież zdecydowanie kto inny decyduje. Jak Pan
                                                    doszedł do poglądu, że to ja przydzielam Panu zadania? Że niby ja jestem w ABW?
                                                    Tak to mam rozumieć? Przecież to nie ja zabiegałem o pracę w służbach specjalnych.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Piotr Badura
                                                  • z.bereszynski to Pan jest w pułapce 29.01.09, 21:20
                                                    Szanowny Panie Badura,

                                                    To Pan wymyśla wciąż nowe insynuacje na mój temat, czego najlepszym
                                                    przykładem są Pańskie najnowsze wpisy w tym wątku, i Pan ma czelność
                                                    pomawiać mnie o rzekome pisanie nieprawdy i manipulacje? To Pan jest
                                                    prawdziwym tupeciarzem.

                                                    Nie wymyśliłem ani jednego faktu na temat Pańskiego życiorysu. Ja
                                                    tylko przytaczam treść zachowanych dokumentów, niczego do nich od
                                                    siebie nie dodając ani też niczego istotnego z nich nie ujmąjąc.
                                                    Wszystko jest do sprawdzenia w IPN. Ale Pan niczego sprawdzać nie
                                                    chce, bo po co? Przecież Pan doskonale wie, że piszę prawdę. I
                                                    właśnie dlatego będzie Pan do upadłego twierdzić, że dokumenty
                                                    są "fałszywkami", a a ja nimi manipuluję. Coż innego Panu pozostało?

                                                    Obaliłem wszystkie Pańskie "dowody" rzekomych manipulacji z mojej
                                                    strony. Wykazałem czarno na białym, że to Pan mija się z prawdą, a
                                                    Pańskie "wyjaśnienia" nie trzymają się tzw. kupy. Cóż Panu
                                                    pozostało? Klepanie jednej i tej samej mantry, że ja manipuluję, a
                                                    dokumenty są wytworem konfabulacji. Może ludzie się do tej mantry
                                                    przyzwyczają i zaczną traktować ją poważnie?

                                                    Będzie Pan wymyślać kolejne insynuacje na mój temat, byle tylko
                                                    odwracać uwagę od swoich własnych problemów z przeszłością. Wiadomo,
                                                    że najlepszą obroną jest atak. Tylko, żeby skutecznie atakować,
                                                    trzeba mieć w ręku mocne zarzuty, a Pan ma guzik z pętelką. Dlatego
                                                    atakuje mnie Pan przy użyciu insynuacji, co jest działaniem głupim i
                                                    samobójczym. W ten sposób szkodzi Pan tylko samemu sobie, podkopując
                                                    swoją wiarygodność w innych kwestiach. Im większą bzdurę na mój
                                                    temat Pan wymyśli, tym większy uszczerbek przyniesie to Pańskiej
                                                    własnej reputacji.

                                                    Pańskim problemem nr 1 jest niezdolność do uczciwego rozliczenia się
                                                    z własną przeszłością. Nie potrafi Pan uczciwie przyznać się
                                                    do błędów i grzechów młodości. Dlatego popełnia Pan nowe błędy,
                                                    które pogrążają Pana do reszty.

                                                    Postępując w ten sposób wpakował się Pan w pułapkę bez wyjścia.
                                                    Rzeczywiście znakomicie sobie Pan radzi... Tylko tak dalej - jak
                                                    flemingi do morza...

                                                    Piszę to bez żadnej złośliwej sytuacji. Potrafię wczuć się w Pański
                                                    stan ducha i naprawdę szczerze Panu współczuję. Jeszcze wczoraj
                                                    nieźle mnie Pan ubawił. Ale dzisiaj piszę o tym wszystkim ze
                                                    smutkiem. Żal mi Pana. Naprawdę.

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • z.bereszynski errata 29.01.09, 21:45
                                                    Miało być oczywiście: jak lemingi.

                                                    Z.B.
                                                  • z.bereszynski errata II 29.01.09, 23:07
                                                    Jeszcze jeden błąd w tekście. Miało być: Bez żadnej złośliwej
                                                    satysfakcji.

                                                    Im więcej się pisze, tym łatwiej popełnić błąd.

                                                    Z.B.
                                                  • Gość: Piotr Badura Jest pan podejrzanie gorliwym obrońcą SB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 00:36
                                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                                    W chwili szczerości, wywołanej, jak by to napisał pan Behemot, wkoorwieniem,
                                                    posłał Pan Andrzejowi Szubertowi maila, w którym był Pan szczery do bólu. Treść
                                                    tego maila ujawniono na stronie internetowej Porozumienia Organizacji
                                                    Niepodległościowych. Jest on dostępny pod adresem:
                                                    porozumienie.mojeforum.net/viewtopic.php?t=171
                                                    Do tego maila swój komentarz dopisał Zarząd Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci
                                                    Narodowej w składzie: Jerzy Łysiak, Wiesław Ukleja i Antoni Klusik. Napisali oni:
                                                    "W odpowiedzi na pytania postawione mu przez Andrzeja Szuberta na forum PON
                                                    wylewa pod adresem jego i innych osób inwektywy, które skrajną formę przybrały w
                                                    liście prywatnym. Jego metodologię "naukową" oraz instrumentalne posługiwanie
                                                    się historią najdobitniej charakteryzuje właśnie to, co prywatnie myśli i jak
                                                    naprawdę działa. Przedstawił to w udostępnionym nam liście internetowym
                                                    skierowanym do swojego adwersarza Andrzeja Szuberta. Korespondencję tę
                                                    przytaczamy w całości. (...) Tę wyjątkowo wulgarną i cyniczną wypowiedź
                                                    umieszczamy, aby każdy czytelnik mógł sobie sam wyciągnąć wnioski co do
                                                    kwalifikacji Zbigniewa Bereszyńskiego do prowadzenia badań historycznych, gdzie
                                                    tak ważny jest obiektywizm i osobisty dystans do przedmiotu badań. Wnioskujemy,
                                                    by strony internetowej PON nie zapełniać "twórczością" tej osoby, bowiem
                                                    niepotrzebnie przenosi ona personalne rozgrywki i swoje osobiste frustracje na
                                                    to forum".
                                                    Ja mógłbym oczywiście uznać, że Jerzy Łysiak, Wiesław Ukleja, Antoni Klusik,
                                                    Andrzej Szubert, Tadeusz Kasprowicz i wielu innych, także tych, których znam
                                                    osobiście, to jacyś durnie, którzy się Pana czepiają bez żadnej przyczyny.
                                                    Jest jednak powód, dla którego nie mogę tak uznać. Ja znam swój życiorys i wiem
                                                    jak wyglądały moje sprawy z SB. Wiem zatem, że to, co Pan tu wypisuje, to są
                                                    nieprawdy i insynuacje. Nikt inny tego nie może wiedzieć. Może wierzyć Panu lub
                                                    mnie. Dla mnie jednego nie jest to sprawa wiary, bo ja wiem jak było. Moja
                                                    pewność siebie płynie właśnie z tego, że ja wiem jak było.
                                                    Pan stosuje dwie miarki. Gdy dowodzę Panu w sposób niezbity, że por. Pleban
                                                    umieścił w swej relacji z rzekomej rozmowy ze mną absolutnie fałszywą
                                                    informację, to Pan pisze:
                                                    "Por. Pleban mógł przekręcić tę czy inną informację. Pisał przecież swoje
                                                    notatki po odbytych spotkaniach, bazując na swojej pamięci, a ta bywa zawodna".
                                                    Bardzo jest Pan życzliwy por. Plebanowi. Aż dziw bierze, jak strasznie życzliwy.
                                                    Już po paru godzinach od rozmowy por. Pleban miał prawo nie pamiętać szczegółów
                                                    i tylko z tego powodu pisał oczywistą nieprawdę.
                                                    W moim przypadku nie ma u Pana nawet cienia tej życzliwości. Ode mnie żąda Pan,
                                                    bym po 35 latach umiał drobiazgowo odtworzyć każdy szczegół, bo jak gdzieś jakiś
                                                    szczegół się nie zgodzi, to ani chybi ze strachu kłamię.
                                                    Nawet jednak tak skrajnie nierówna miarka nic Panu nie daje, bo nie potrafi Pan
                                                    złapać mnie na żadnej nieprawdzie. I co Pan w tej sytuacji robi?
                                                    Gdy ja piszę "Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973
                                                    rozmawiał ze mną w PAX-ie" to Pan stwierdza, że kłamię, bo ma Pan dowód, że
                                                    musiał ze mną rozmawiać w tym czasie. Zwracam Panu uwagę, że przecież pisałem,
                                                    iż dopuszczam taką możliwość, a Pan nadal, że w takim razie kłamię, bo Pan ma
                                                    dowód, że musiał ze mną rozmawiać. Jak ja mam to rozumieć? Przecież nie jest Pan
                                                    przygłupem kompletnie nierozumiejącym języka polskiego.
                                                    Czy zostaje mi coś innego, ponad przyjęcie, że ma Pan przydzielone zadanie, by
                                                    wykazać, że jestem niewiarygodny, a gdy się to Panu w żaden sposób nie udaje, to
                                                    gotów jest Pan udawać osła, byle tylko pokazać przełożonym, że się Pan wywiązuje
                                                    ze zlecenia.
                                                    Nie wiem dlaczego wymienieni przeze mnie opolscy działacze nie biorą pod uwagę
                                                    wprost narzucającej się hipotezy, że pracuje Pan dla ABW i na jej polecenia
                                                    jednych Pan oczernia a innych wybiela. Fakt że zabiegał Pan o pracę w służbach
                                                    specjalnych III RP utwierdza mnie w takim przekonaniu. Podejrzewam, że były na
                                                    Pana haki, Pan o tym wiedział i starał się Pan zabezpieczyć. Dlatego deklarował
                                                    Pan chęć współpracy z nowymi służbami. Współczuję Panu, jeśli tak jest, ale na
                                                    mojej sprawie niestety Pan polegnie.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Piotr Badura
                                                  • Gość: max Re: Jest pan podejrzanie gorliwym obrońcą SB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 01:28
                                                    Z uporem maniaka wkleja pan tu linki do niesławnego (co przyznaje sam autor) listu Bereszyńskiego do Szuberta, z lubością i satysfakcją cytuje pan nieprzychylny i napastliwy komentarz OSPN do tego listu a jednoczesnie całkowicie ignoruje pan obszerne i wnikliwe wyjasnienia Bereszynskiego odnosnie do tych kwestii zamieszczone pod tym samym adresem internetowym (a takze w tym wątku).

                                                    Czy to jest uczciwe i obiektywne?

                                                    Nie wydaje mi się, aby ktokolwiek rozsądny wymagał od pana pamietania (ze szczegółami) wydarzeń sprzed 35 lat. Ale mam wrazenie, ze pana pamiec jest dosć wybiórcza i selektywna: "przypomina" pan sobie pewne wydarzenia, komentuje je lub im zaprzecza dopiero po tym, jak ujawni je Bereszyński.


                                                    Przy czym asekuruje się pan:

                                                    "Rzekome spotkanie 19 lutego 1973 nie bardzo mi pasuje do spotkania wspomnianego w punkcie 2"

                                                    "skłaniam się raczej do poglądu, że RZEKOMA
                                                    rozmowa por. Plebana ze mną w dniu 19 lutego 1973 to jednak ZMYŚLENIE" - po czym szczegółowo uzasadnia pan ten swój pogląd i "konfabulacje" por.Plebana

                                                    aby jednak nie być posądzonym o kłamstwo dodaje pan dla osłody: "Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973 rozmawiał ze mną w PAX-ie"
                                                  • Gość: Piotr Badura Dziwnie gorliwie wspiera Pan pana Bereszyńskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 12:23
                                                    Szanowny Panie Maksie
                                                    Podejrzana jest dla mnie gorliwość z jaką wspiera Pan tutaj pana Bereszyńskiego.
                                                    Z powodu tych podejrzeń przestałem reagować na Pana posty. Na ten jednak
                                                    odpowiem, bo i tak musiałbym to napisać, więc może być do Pana.
                                                    Na początku dopuszczałem możliwość, że pan Bereszyński pisze tu nieprawdę
                                                    wskutek niewiedzy. Teraz jednak wydaje mi się, że są to świadome kłamstwa. Podam
                                                    jeden przykład:
                                                    W moim poście "Nie czyta Pan ze zrozumieniem - dowód" z 26.01.09, godz. 21:23
                                                    napisałem: "Ja dziś jeszcze mam trzy egzemplarze (przebitka)". Chodziło o pismo
                                                    zgłaszające TH skierowane do WSW PDRN Wrocław Krzyki.
                                                    Pan Bereszyński, w swej odpowiedzi "jeszcze może Pan zawrócić z błędnej drogi" z
                                                    26.01.09, godz. 23:37 napisał: "Nie będę spierać się o to, jaką dokładnie liczbę
                                                    egzemplarzy wykonano. Kwestia ta nie ma większego znaczenia. Ważne jest tylko
                                                    to, że – jak wszystko na to wskazuje - jeden egzemplarz był od początku
                                                    przeznaczony dla por. Plebana (w tym sensie był to egzemplarz dodatkowy w
                                                    stosunku do potrzeb organizacyjnych TH). O to chodziło mi we wcześniejszym
                                                    wpisie i to samo twierdzę również w tym miejscu."
                                                    Panu Bereszyńskiemu potrzebne jest stwierdzenie, że wykonano jeden dodatkowy
                                                    egzemplarz pisma zgłoszeniowego ponad potrzeby organizacyjne TH, bo wyłącznie na
                                                    tym "dowodzie" opiera swą insynuację, iż ten dodatkowy egzemplarz musiał być z
                                                    góry przeznaczony dla SB. Ponieważ fakt, że ja dziś jeszcze mam trzy kopie tego
                                                    pisma przeczy tej insynuacji, więc pan Bereszyński ten fakt ignoruje. Dlatego
                                                    uważam, że w przytoczonym wyżej poście pan Bereszyński świadomie mija się z
                                                    prawdą, czyli kłamie.
                                                    Jeśli pan Bereszyński kłamie, to robi to z jakiegoś powodu. Najprawdopodobniej
                                                    kłamie, bo musi, bo takie dostał zadanie. A może uważa Pan, że mam uwierzyć, iż
                                                    pan Bereszyński kłamie, rzucając tu na mnie oszczerstwa, ot tak sobie z nudów.
                                                    To jest akurat bardzo mało prawdopodobne.
                                                    W sprawie zgłoszenia przez pana Bereszyńskigo gotowości do pracy w służbach
                                                    specjalnych III RP nadzwyczaj ochoczo przyjmuje Pan jego wyjaśnienia. Przecież
                                                    one są tak naiwne, że głowa boli. Nie zauważa Pan, że pan Bereszyński dla
                                                    ratowania skóry brnąć musi teraz w swoistą schizofrenię. Z jednej strony musi
                                                    bronić poglądu, że ABW to zupełnie co innego niż dawne SB, a z drugiej strony
                                                    musi bronić poglądu, że ABW to praktycznie dawne SB. Tak właśnie wygląda
                                                    brnięcie w kłamstwa.
                                                    Normalny człowiek uważa za rzecz oczywistą, że po 35 latach nie pamięta się
                                                    często istotnych spraw, nie mówiąc już o szczególikach. Zupełnie inaczej jest w
                                                    przypadku ludzi z mentalnością śledczego z dawnego UB. Z opowiadań starszych
                                                    ludzi wiem, że w pierwszej połowie lat 50. trzeba było często wykuć na pamięć
                                                    swój życiorys, bo ludzi nieustannie sprawdzano. Sprawdzający, dysponując jakąś
                                                    starszą wersją życiorysu, pisaną np. w 1949, kazali np. w 1953 pisać życiorys
                                                    ponownie i porównywali, czy wszystkie szczegóły są zgodne. Gdy trafili na
                                                    najmniejszą różnicę, to była to podstawa do oskarżenia o kłamstwo. Jednocześnie
                                                    ci śledczy byli bardzo tolerancyjni, jeśli chodzi o ich własne nieścisłości. Pan
                                                    Bereszyński też jest bardzo tolerancyjny dla por. Plebana. Dopuszcza, że już po
                                                    paru godzinach pamięć tak go zawodzi, iż myli on podstawowe fakty. Ode mnie
                                                    oczekuje, bym po 35 latach miał absolutną pewność nawet w kwestii
                                                    trzeciorzędnych szczegółów.
                                                    Pan też, podobnie jak pan Bereszyński, prezentuje tutaj taką właśnie mentalność
                                                    śledczego UB. Gdy ja piszę, że być może spotkałem się osobiście w okolicy 19
                                                    lutego 1973 z por. Plebanem, a może tylko rozmawiałem z nim przez telefon, to
                                                    Pan twierdzi, że ja się asekuruję, czyli w domyśle kłamię i się zabezpieczam. No
                                                    przecież nie jest możliwe, bym po prawie 36 latach tego nie pamiętał. Otóż to
                                                    jest nie tylko możliwe, ale pewne. Dla mnie ktoś, kto po 35 latach pamiętałby
                                                    takie szczególiki, byłby podejrzany. Normalny człowiek tak długo nie przechowuje
                                                    w pamięci nieistotnych szczegółów. Normalny człowiek nie oczekuje też od
                                                    drugiego, że będzie takie rzeczy pamiętał. Ubecki śledczy oczywiście oczekiwał.
                                                    Fakt że Pan i pan Bereszyński macie taką właśnie dziwną mentalność jest moim
                                                    zdaniem znamienny.
                                                    Znamienna jest też Pana łatwość do posługiwania się tu na forum oszczerstwami
                                                    (to też ma Pan wspólne z panem Bereszyńskim). Jak Pan mógł napisać: "mam
                                                    wrażenie, że pana pamięć jest dość wybiórcza i selektywna: "przypomina" pan
                                                    sobie pewne wydarzenia, komentuje je lub im zaprzecza dopiero po tym, jak ujawni
                                                    je Bereszyński."
                                                    Przecież ja tu ujawniłem wiele faktów i przytoczyłem treść wielu dokumentów, o
                                                    których pan Bereszyński nie miał pojęcia. Podam tylko jeden przykład:
                                                    Pan Bereszyński snuł tutaj przypuszczenia, że bardzo podejrzane okoliczności
                                                    wyeliminowania mnie z prezydium komisji zakładowej NSZZ Solidarność (wskazujące
                                                    wyraźnie na robotę agenta SB) mogły być spowodowane tym, że z Wrocławia do Opola
                                                    dotarła informacja, iż przed laty byłem tam przesłuchiwany przez SB. Ja
                                                    ujawniłem dwa twarde dowody. Po pierwsze komunikat, z którego jasno wynikało, że
                                                    w drugiej połowie lutego 1981 byłem najbardziej stabilnym kandydatem na
                                                    przewodniczącego komisji zakładowej, a po drugie, dokument dowodzący, że w tej
                                                    samej drugiej połowie lutego 1981 SB podjęła desperacką próbę powstrzymania mnie
                                                    od angażowania się w Solidarność, świadomie płacąc za tę próbę dekonspiracją
                                                    swego TW. Nie sądzę, by SB łatwo przychodziło dekonspirowanie swych TW. Musiało
                                                    im nadzwyczaj zależeć.
                                                    Co zrobił pan Bereszyński po ujawnieniu przeze mnie tych dowodów? Nic nie
                                                    zrobił. Nie napisał: "Snułem krzywdzące pana przypuszczenia i przepraszam za
                                                    to". Można i tak, ale jest zasada: "Jak piszesz, tak będzie ci odpisane". Warto
                                                    o niej pamiętać.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Piotr Badura
                                                  • z.bereszynski Mniej jadu, więcej logiki, Panie Badura! 30.01.09, 20:36
                                                    Szanowny Panie Badura,

                                                    I znowu w tym, co Pan napisał, więcej jest bezsilnej złości niż
                                                    logiki. To, że zostały Panu do dziś trzy kopie przebitkowe
                                                    zgłoszenia rejestracyjnego TH, nie jest żadnym dowodem na to, że
                                                    jedna z takich (takich, powtarzam, a nie tych konkretnie!) kopii nie
                                                    była od początku przeznaczona dla ppor. Plebana. Wykonując w lutym
                                                    1973 r. określoną ilość (mniejsza o to, jaką dokładnie) kopii
                                                    zakładał Pan, że będą one potrzebne w związku z planowaną
                                                    działalnością TH. Mam też podstawy, by przypuszczać, że niezależnie
                                                    od tego od początku planował Pan przekazanie jednej kopii ppor.
                                                    Plebanowi, co faktycznie nastąpiło w dniu 19 lutego 1973 r. Jedną z
                                                    wykonanych kopii (tę dla Plebana) można zatem określić jako
                                                    nadliczbową w stosunku do własnych potrzeb organizacyjnych TH. Ppor.
                                                    Pleban „swoją” kopię dostał. Inne kopie nie zostały w całości
                                                    wykorzystane, bo TH nie rozwinęło planowanej działalności. W efekcie
                                                    zostały Panu trzy sztuki. Ot i wszystko.

                                                    Tak uważam, a podstawową przesłankę mojego rozumowania stanowi fakt,
                                                    że w aktach sprawy krypt. „ZEN” znajduje się kopia przebitkowa
                                                    zgłoszenia rejestracyjnego TH, będąca załącznikiem do notatki
                                                    służbowej z dnia 20 lutego 1973 r. To jest fakt o fundamentalnym
                                                    znaczeniu dowodowym, a nie jakieś tam stwierdzenie, którego w
                                                    rzeczywistości (wbrew temu, co Pan pisze) do niczego nie potrzebuję.
                                                    Cytowane przez Pana stwierdzenie jest konkluzją, a nie przesłanką
                                                    mojego rozumowania. Celowo miesza Pan przesłankę z wnioskiem
                                                    końcowym, by siać zamęt w głowach forumowiczów - jedna z typowych
                                                    dla Pana sztuczek erystycznych.

                                                    Za co niby miałbym Pana przepraszać? Za to, że ja rozumuję w sposób
                                                    logiczny, a Pan nie? To Pan powinien przeprosić mnie i innych
                                                    forumowiczów za robienie zamętu i uprawianie dezinformacji. Ale
                                                    oczywiście nie liczę, by tak się stało. To do Pana niepodobne.

                                                    To nieprawda, że wymagam od Pana niezawodnej i doskonałej pamięci.
                                                    Gdzie i kiedy formułowałem takie wymagania? Oczywiście ma Pan prawo
                                                    wielu rzeczy nie pamiętać. Problem z Panem polega jednak na czymś
                                                    innym. Pan nie tylko zasłania się niepamięcią. Pan przede wszystkim
                                                    ciągle atakuje, zarzucając mi rzekome kłamstwa i manipulacje. Ja
                                                    natomiast w sposób logiczny wykazuję, że to Pan mija się z prawdą
                                                    bądź tworzy pozory prawdy.

                                                    Oczywiście, że bardziej wiarygodne są dla mnie dokumenty niż Pańskie
                                                    wypowiedzi na tym forum. Nie mam żadnego powodu, by zakładać, że
                                                    por. Pleban celowo oszukiwał swoich przełożonych, przedstawiając
                                                    Pana na siłę jako osobę lojalną wobec SB, podczas gdy Pan był
                                                    krnąbrny, nieposłuszny itp. Nie rozumiem, po co miałby on to robić.
                                                    Z pobudek altruistycznych, żeby zaoszczędzić Panu kłopotów i fatygi?
                                                    Wolne żarty! Z bezinteresownej złośliwości? Też nie, bo to, co
                                                    pisał na Pana temat, wcale Panu nie szkodziło w oczach SB, wręcz
                                                    przeciwnie. Może z lenistwa, bo nie chciało mu się ruszać zza biurka
                                                    i dlatego wolał wymyślać spotkania z Panem niż je faktyczne odbywać?
                                                    Też bzdura, bo żeby mądrze i przekonująco konfabulować, też trzeba
                                                    mieć jakieś informacje i trzeba z kimś rozmawiać. Sam sufit nie
                                                    wystarczy. Nie ma zatem żadnej racjonalnej przesłanki na rzecz
                                                    przyjęcia forsowanej uparcie przez Pana tezy, że Pleban
                                                    konfabulował. Całkowicie pomijam oczywistą sprawę surowej
                                                    odpowiedzialności karnej, jaka groziłaby Plebanowi, gdyby wyszło na
                                                    jaw, że oszukiwał on przełożonych. A wyjść mogło bardzo łatwo, np.
                                                    na zasadzie konfrontacji notatek Plebana z informacjami nadsyłanymi
                                                    z Komendy Stołecznej MO w Warszawie lub z tym, co mówiły listy
                                                    kontrolowane przez Wydział „W” SB.

                                                    Z drugiej strony mam podstawy, by wątpić w szczerość Pańskich
                                                    wypowiedzi w ramach tego wątku. Miałem już okazję przekonać się, że
                                                    potrafi Pan kłamać w żywe oczy, czego najlepszym przykładem są
                                                    Pańskie insynuacje na temat moich związków z ABW. Przykro mi,
                                                    Panie Badura, ale zrobił Pan bardzo wiele, by stracić resztki
                                                    wiarygodności w moich oczach. Kto kłamie w jednej sprawie, temu nie
                                                    będą wierzyć także w innych sprawach.

                                                    Do Pańskiej relacji ze spotkania z Urantówką w 1981 r. nie odniosłem
                                                    się z tej prostej przyczyny, że nie dysponuję żadną konkretną
                                                    wiedzą, która dawałaby mi podstawy do krytycznej analizy Pańskich
                                                    wspomnień z tych akurat czasów. Za mało wiem na temat Pańskich losów
                                                    w latach 1980-1981, by coś tu kwestionować czy potwierdzać, a –
                                                    inaczej niż Pan – nie lubię wdawać się w jałowe spekulacje. Dlatego
                                                    poprzestałem na milczącym przyjęciu do wiadomości tego, co Pan
                                                    napisał.

                                                    To, że owo milczące przyjęcie do wiadomości odebrał Pan w
                                                    kategoriach jakiegoś afrontu, jest więcej niż dziwne (choć w Pana
                                                    przypadku nie już nie powinno mnie zdziwić ani zaskoczyć). Skoro
                                                    jednak domaga się, bym jakoś na tę Pańską relację z 1981 r.
                                                    zareagował, to trudno. Spróbuję trochę pospekulować, by Pana
                                                    zadowolić.

                                                    Nie przeczę, że w latach 1980-1981 SB mogła interesować się Pańską
                                                    osobą. Nie mogę również wykluczyć ewentualności, że to właśnie
                                                    działania SB doprowadziły do tego, że został Pan wyeliminowany z
                                                    grona czołowych działaczy opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej.
                                                    Mechanizmy owej eliminacji niekoniecznie jednak musiały wyglądać
                                                    tak, jak to Pan sugeruje.

                                                    W końcowych dokumentach sprawy krypt. „ZEN” por. Pleban planował
                                                    dalsze okresowe spotkania z Panem. Jak wyglądała realizacja tych
                                                    planów, nie wiem, a od Pana też się tego nie dowiem (bo już Panu nie
                                                    ufam). Są dwie możliwości: albo były dalsze spotkania, albo nie.

                                                    Nie wiem, jak było naprawdę. Dla celów roboczych mogę jednak przyjąć
                                                    wariant dla Pana najkorzystniejszy (nie jestem tak złośliwy dla Pana
                                                    jak Pan dla mnie). Taki mianowicie, że po 1974 r. nie spotkał się
                                                    Pan z Plebanem (bez Wójta, lub z Wójtem, mniejsza o to) już ani
                                                    razu. A zatem, że por. Pleban nie zrealizował ostatecznie swoich
                                                    zamierzeń werbunkowych wobec Pana.

                                                    Jeżeli tak było w istocie, to jest wysoce prawdopodobne, że
                                                    zawiedziona w swoich oczekiwaniach SB mściła się potem na Panu za to
                                                    niepowodzenie. Typową formą zemsty w podobnych przypadkach było
                                                    rozpuszczanie informacji, że dana osoba współpracuje lub
                                                    współpracowała z SB. Tak właśnie „załatwiono” Wojciecha Gilewicza,
                                                    który pozorował współpracę z SB po grudniu 1981 r. Gdy w 1989 r.
                                                    Gilewicz został nowym szefem kluczborskiej „Solidarności”, jeden z
                                                    miejscowych esbeków puścił w obieg informację, że Gilewicz to
                                                    TW „Piast”, no i zaczął wieloletni cyrk, którego najnowszym
                                                    przejawem jest działalność niejakiego A. Sz. na tym forum.

                                                    Ofiarą podobnej zemsty esbeków był także Karol Smoczkiwicz, lider
                                                    opolskiej „Solidarności” rzemieślniczej w latach 1980-1981.
                                                    Próbowano werbować go w 1945 r., ale „urwał” się esbekom i za to był
                                                    prześladowany aż do lat 80. M. in. w formie rozpuszczania plotki
                                                    dyskredytującej go jako rzekomego agenta SB.

                                                    Esbecy nie puszczali pary z ust, gdy chodziło o prawdziwych agentów,
                                                    ale złośliwie „palili” osoby, których nie udało im się skutecznie
                                                    zwerbować. Ujawniali wtedy rozmaite fakty z okresu działań
                                                    werbunkowych, dążąc do dyskredytowania danej osoby.
                                                    Rozpowszechnianie tego typu informacji było najskuteczniejszym
                                                    sposobem cywilnego uśmiercenia kogoś np. jako
                                                    działacza „Solidarności”. Nie trzeba było wielkich starań w tym
                                                    kierunku. Wystarczyła odpowiednio skonstruowana plotka, odwołująca
                                                    się do tych czy innych faktów z życiorysu. Zawsze pod ręką byli
                                                    jacyś nawiedzeni osobnicy, którzy chętnie „kupowali” tego typu
                                                    esbeckie rewelacje i szerzyli je z największą gorliwością w
                                                    przeświadczeniu, że spełniają ważną i zbawienną misję społeczną.
                                                  • z.bereszynski Mniej jadu, więcej logiki - c.d. 30.01.09, 20:38
                                                    Nie wiem, jak było w Pańskim przypadku, ale nie mogę wykluczyć
                                                    ewentualności, że tak właśnie wykorzystano fakty z lat 1973-1974,
                                                    gdy spotykał się Pan z Plebanem. Jeżeli potem nie chciał Pan zadawać
                                                    się z esbekami (przyjmijmy takie założenie), to mogli oni mścić się
                                                    na Panu, ujawniając w różnej formie owe kompromitujące dla Pana
                                                    fakty. Tak mogli „załatwić” Pana w środowisku PAX. W podobny sposób
                                                    mogli „spalić” Pana w 1981 r., gdy znalazł się Pan w „Solidarności”.
                                                    Wystarczyło poufnie poinformować tę czy inną osobę, że jako student
                                                    spotykał się Pan z esbekiem w kawiarni czy hotelu, dodać do tego
                                                    parę faktów, przydających wiarygodności czy pikanterii tym
                                                    informacjom, a reszta robiła się sama.

                                                    Tak mogła zadziałać pułapka, w jaką wpakował się Pan konferując z
                                                    Plebanem w latach 1973-1974. Od początku pisałem Panu, że wpadł Pan
                                                    kiedyś w pułapkę, ale najwyraźniej nie dociera to do Pana (za bardzo
                                                    jest Pan przeświadczony o własnej doskonałości i nieomylności). Może
                                                    teraz zacznie Pan rozumieć, o co mi chodzi?

                                                    Oczywiście są to tylko moje spekulacje. Po raz kolejny powtarzam, że
                                                    nie wiem, co naprawdę działo się wokół Pana po 1974 r., bo nie mam
                                                    na to żadnych dokumentów. Dla celów roboczych zaprezentowałem tu
                                                    jedną z możliwych hipotez – najkorzystniejszą dla Pana. Tak wypada
                                                    postępować, gdy wiedzę zastępują domysły. Pan postępuje wobec mnie
                                                    według dokładnie przeciwnej zasady (wybiera Pan wariant możliwie
                                                    najgorszy). Ale ja nie jestem mściwy i nie chcę odpłacać Panu
                                                    pięknem za nadobne.

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński
                                                  • z.bereszynski to nie ja potajemnie spotykałem się z esbekiem 30.01.09, 10:20
                                                    Szanowny Panie Badura,

                                                    Rozumiem, że bardzo chciałby Pan odwrócić role w ramach tego wątku, ale to się
                                                    Panu nie uda. Może Pan wymyślać dalsze insynuacje na mój temat - rzekomą
                                                    współpracę z ABW, rzekome haki w życiorysie itp. - ale fakty pozostaną faktami.

                                                    Byłem wolnym człowiekiem, gdy Pan chodził na potajemne schadzki z Plebanem. I
                                                    tak jest nadal. Pan tymczasem pozostaje niewolnikiem swojej przeszłości, z
                                                    której nie potrafi się Pan uczciwie rozliczyć.

                                                    Pozuje Pan na tym forum na oryginalnego myśliciela i tytana intelektu, ale teraz
                                                    objawia nam się zupełnie nowe oblicze Pańskiej osoby. Nie chcę tego oblicza
                                                    nazywać po imieniu. Jako człowiek uciekający się do oszczerstw i insynuacji nie
                                                    zasługuje Pan na szczególną kurtuazję (podobnie jak A. Sz.). Nie chcę jednak
                                                    wykorzystywać tej sytuacji na Pana szkodę, bo czułbym potem tylko moralnego
                                                    kaca, jak po liście do wspomnianego A. Sz. Napiszę tylko tyle: żal mi Pana. Tak
                                                    po prostu, po ludzku.

                                                    Pozdrawiam

                                                    Zbigniew Bereszyński

                                                  • Gość: Rych Re: to nie ja potajemnie spotykałem się z esbekie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.09, 11:59
                                                    Ten Badura naprawdę pracowal w szkole? Chwala bogu że już na emeryturze.
                                                  • Gość: juhas Re: to nie ja potajemnie spotykałem się z esbekie IP: 77.252.18.* 30.01.09, 23:14
                                                    Biedny dziadunio
                                • z.bereszynski fałszywe zarzuty to kiepska metoda obrony 25.01.09, 12:13
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  Widzę, że z godnym lepszej sprawy uporem powtarza Pan wyssany z
                                  palca zarzut rzekomego manipulowania przeze mnie dokumentami
                                  wytworzonymi przez por. Plebana. Do tych oszczerczych zarzutów
                                  odniosłem się szczegółowo już wcześniej. Nie widzę potrzeby
                                  powtarzania się, w związku z czym poprzestaję na podaniu odnośnego
                                  linku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                                  f=65&w=88823118&a=89273083

                                  Obserwując upór, z jakim ponawia Pan wzięte z sufitu zarzuty pod
                                  moim adresem, coraz mniej wierzę w Pańską dobrą wolę. Postępując w
                                  ten sposób podkopuje Pan własną wiarygodność. To kiepska metoda
                                  obrony.

                                  Jeżeli chce Pan obiektywnie ocenić rzetelność mojego postępowania,
                                  to proszę wystąpić do IPN z wnioskiem o udostępnienie dokumentów
                                  sprawy krypt. "ZEN". Sprawdzi Pan wtedy, czy faktycznie
                                  coś "zmanipulowałem". Obierając taką drogę postępowania zachowa się
                                  Pan jak człowiek poważny i odpowiedzialny, czego niestety nie można
                                  powiedzieć o Pańskim obecnym postępowaniu.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński
                                  • z.bereszynski link 25.01.09, 12:17
                                    Podany przeze mnie link okazał się nieaktywny. W związku z tym
                                    ponawiam próbę:
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89273083
                                  • Gość: Piotr Badura Myli Pan role IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 00:52
                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                    Nieustannie doprasza się Pan, bym "wystąpił do IPN z wnioskiem o udostępnienie
                                    dokumentów" wytworzonych przez SB. Mógłbym odpowiedzieć na to tak: "Od sznupania
                                    w esbeckich fałszywkach mam Bereszyńskiego, więc stać mnie na luksus, by nie
                                    robić tego osobiście". Odpowiem jednak inaczej: To ja rozgrywam i ja decyduję,
                                    czy coś zrobię i kiedy to zrobię. Pan się dostosowuje (ewentualnie podwija Pan
                                    ogon i ucieka z tego wątku, co zresztą i tak nic by nie dało). Proszę zatem nie
                                    mylić wyznaczonych ról.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                                    • z.bereszynski chamstwem niewiele Pan zwojuje 26.01.09, 11:35
                                      Szanowny Panie Badura,

                                      Chamskie obyczaje, jakie zaczyna Pan tutaj ostatnio demonstrować
                                      (gadki o podwijaniu ogona itp), świadczą o tym, że faktycznie
                                      zaczynają Panu puszczać nerwy. Ewentualnie o tym, że stara się Pan
                                      sprowokować mnie do jakichś emocjonalnych zachowań, które
                                      postawiłyby mnie gorszym świetle niż to, w jakim Pan się znajduje.
                                      W pierwszym przypadku byłoby dla Pana najlepiej, gdyby sam Pan
                                      skorzystał ze swoich rad i sam uciekł z tego wątku z podwiniętym
                                      ogonem. Zanim do reszty się Pan ośmieszy i skompromituje. W drugim
                                      przypadku radzę nie tracić czasu na chamskie prowokacje, bo ja na
                                      takie prostackie sztuczki jestem uodporniony. Jeżeli chce Pan
                                      poprawić swój wizerunek na tym forum, to radziłbym próbować innych
                                      sposobów.

                                      Pozdrawiam

                                      Zbigniew Bereszyński
                                      • Gość: Piotr Badura Przecież wyraźnie napisałem, że ja rozgrywam! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 14:26
                                        • z.bereszynski tak się tylko Panu wydaje 26.01.09, 15:27
                                • z.bereszynski "dowody", które niczego nie dowodzą 27.01.09, 23:48
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  Zapomniałem odnieść się do "dowodów" przywołanych przez Pana we
                                  wpisie zatytułowanym "Manipulacja z "Maciejówką". Śpieszę więc,
                                  nadrobić do zaniedbanie.

                                  Tytuł "Manipulacja" jest w tym wypadku jak najbardziej trafny, tyle
                                  tylko, że należałoby odnieść go do Pańskiego własnego postępowania z
                                  prezentowanymi "materiałami dowodowymi".

                                  Materiały sprawy krypt. "ZEN obejmują okres od listopada 1972 do
                                  grudnia 1974r. Tymczasem widokówki, na które się Pan powołuje
                                  pochodzą z 1976 r., a ich treść nie ma żadnego odniesienia do
                                  wydarzeń z lat 1972-1974. Nie mają one zatem żadnej wartości
                                  dowodowej w odniesieniu do owych wydarzeń. Nie dają one żadnych
                                  podstaw do weryfikacji materiałów sprawy krypt. "ZEN" z lat 1972-
                                  1974. Świadczą one tylko o tym, że również w późniejszym czasie (po
                                  zamknięciu sprawy krypt. "ZEN") utrzymywał Pan bliskie kontakty ze
                                  środowiskiem "Maciejówki", a nawet można mówić o poważnym
                                  pogłębieniu tych kontaktów. Czy z tego wynika, że por. Pleban
                                  konfabulował relacjonując Pańskie wcześniejsze wypowiedzi na
                                  temat "Maciejówki"? Oczywiście, że nie. Raczej odwrotnie. Zapewne w
                                  1976 r. miałby Pan dużo więcej do powiedzenia na temat Maciejówki i
                                  działających tam ludzi. Ale to nie znaczy, by skromniejsze
                                  informacje na ten temat z 1974 r. były wytworem czyjejś
                                  konfabulacji, manipulacji itp.

                                  Insynuacji, że to ja wymyśliłem Pańskie wypowiedzi na temat
                                  Maciejówki, nie zamierzam nawet komentować. To zwyczajne
                                  oszczerstwo. Wszystko można łatwo sprawdzić w IPN.

                                  Pisząc o rzekomych manipulacjach z mojej strony, sam Pan ucieka się
                                  do manipulacji, przedstawiając "dowody", które tak naprawdę niczego
                                  nie dowodzą. Manipuluje Pan tymi materiałami przypisując im
                                  znaczenie, którego nie posiadają. Odbieram to jako świadomą próbę
                                  wprowadzania w błąd mniej dociekliwych forumowiczów, nie
                                  wgłębiających się zanadto w chronologię wydarzeń i dokumentów.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński
                              • Gość: Piotr Badura Rzekoma rozmowa z por. Plebanem w dniu 19.02.1973 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 13:58
                                Z esbeckich materiałów opublikowanych w tym wątku przez pana Bereszyńskiego
                                wynika, jakoby 19 lutego 1973 por. Pleban przeprowadził ze mną pierwszą rozmowę
                                po przesłuchaniu w dniu 20 stycznia 1973. Przesłuchanie w dniu 20 stycznia 1973
                                miało miejsce i już je w tym wątku szczegółowo zrelacjonowałem. Czy jakaś
                                rozmowa w dniu 19 lutego 1973 miała miejsce?
                                Ja mam dobrą pamięć do miejsc rozmów, jeśli są one nietypowe. Z tego względu
                                pamiętam, że były trzy moje kontakty z SB we Wrocławiu:
                                1) Przesłuchanie w dniu 20 stycznia 1973
                                2) Spotkanie z por. Plebanem w kawiarni przy Placu Kościuszki, którego daty nie
                                pamiętam (dlatego prosiłem pana Bereszyńskiego o informację w sprawie daty na
                                rachunku z tej kawiarni, o ile zachował się w aktach)
                                3) Spotkanie prywatne z por. Plebanem na jego gorącą prośbę, które odbyło się w
                                miejscu jego zamieszkania w pokoju hotelu Savoy. Daty tego spotkania też nie
                                pamiętam. Czy odbyło się ono 16 października 1974? Być może.
                                Rzekome spotkanie 19 lutego 1973 nie bardzo mi pasuje do spotkania wspomnianego
                                w punkcie 2). Spotkanie z punktu 2) odbyło się chyba później. Ale pewności nie mam.
                                Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973 rozmawiał ze mną
                                w PAX-ie. Wtedy mógłbym nie zapamiętać tej rozmowy, bo w PAX-ie co chwila z kimś
                                rozmawiałem. Na taką możliwość wskazywałoby też to, iż por. Pleban twierdzi, że
                                pokazywałem mu pismo w sprawie zgłoszenia Towarzystwa Hilozoistycznego oraz
                                warszawską uchwałę w sprawie zjednoczenia ruchu młodzieżowego. Trudno mi
                                uwierzyć, że na spotkanie z por. Plebanem gdzieś na mieście zabierałbym
                                wspomnianą uchwałę. To stałoby w sprzeczności ze stanowiskiem, jakie zająłem
                                podczas przesłuchania w dniu 20 stycznia 1973. Jasno wtedy oświadczyłem, że nie
                                będę udzielać SB żadnych informacji, poza informacjami na temat Towarzystwa
                                Hilozoistycznego, i to jeśli o nie poproszą.
                                Gdyby spotkanie z por. Plebanem odbywało się w PAX-ie, to wówczas możliwe
                                byłoby, iż w trakcie rozmowy pokazałem mu warszawską uchwałę, bo ją tam miałem
                                pod ręką.
                                Warszawska uchwała była jawna. Jej twórcy kolportowali ją po całej Polsce.
                                Zabiegali o opublikowanie jej w prasie. SB miała zapewne ogromną liczbę
                                egzemplarzy tej uchwały, bo ukradli ją zapewne nie tylko mnie, ale też wielu
                                innym adresatom. Pokazywanie więc por. Plebanowi tej uchwały w charakterze
                                informacyjnym byłoby absurdem.
                                W DS Szklany Dom ukradziono mi list Sergiusza ze wspomnianą uchwałą i
                                przypuszczałem, że zrobił to w sposób kryminalny współpracownik por. Plebana,
                                który mu ten list następnie przekazał. Jeśli więc rozmawiałem z por. Plebanem o
                                warszawskiej uchwale, to na zasadzie pretensji, dlaczego ukradziono mi ją, choć
                                nie było w niej nic nielegalnego, co w dodatku zagrażałoby dobru publicznemu.
                                Por. Pleban ujął to oczywiście własnymi słowami, zgodnymi ze standardami
                                obowiązującymi w SB.
                                Sprawę różnic w poglądach moich i Sergiusza na temat zjednoczenia ruchu
                                młodzieżowego w szkołach wyższych omówię w odrębnym poście, bo na to zasługuje.
                                Mimo podanych wyżej argumentów skłaniam się raczej do poglądu, że rzekoma
                                rozmowa por. Plebana ze mną w dniu 19 lutego 1973 to jednak zmyślenie. Dlaczego
                                tak uważam:
                                1) Nie mogłem sam zainicjować spotkania (a tak napisał por. Pleban) gdyż na
                                przesłuchaniu w dniu 20 stycznia stanowczo odmówiłem kontaktowania się przeze
                                mnie z SB. Dopuściłem tylko możliwość, że SB będzie się do mnie zwracać, gdy
                                będzie się chciała dowiedzieć czegoś o Towarzystwie Hilozoistycznym.
                                2) Nie byliśmy umówieni na żadne spotkanie 20 lutego (gdybyśmy byli umówieni, to
                                powinna być o tym informacja w materiałach z przesłuchania w dniu 20 stycznia, a
                                pan Bereszyński nie informuje o tym).
                                3) Daty podawane przez por. Plebana nie odpowiadają rzeczywistości. Wg niego
                                miałem 19 lutego nocą wyjeżdżać do Szklarskiej Poręby na 2-3 dni. Tymczasem
                                pismo zgłaszające Towarzystwo Hilozoistyczne złożyłem w PDRN Wrocław - Krzyki 21
                                lutego rano. Oznaczałoby to, że już 20 lutego nocą musiałbym wracać do
                                Wrocławia. Tymczasem ja pamiętam, że byłem w tej Szklarskiej Porębie do końca.
                                Niezależnie jednak od tego, co pamiętam, przyjęcie, że nocą 19/20 lutego
                                jechałem kilka godzin do Szklarskiej Poręby, po to by następnej nocy przez kilka
                                godzin z niej wracać trąci absurdem. W swych konfabulacjach por. Pleban musiał
                                pokręcić daty.
                                4) Nieprawdziwa jest informacja, że byłem w Szklarskiej Porębie na jakimś
                                przeszkoleniu (wynika tak z relacji por. Plebana z kolejnej rzekomej rozmowy w
                                dniu 27 marca 1973). Wyjazd do Szklarskiej Poręby miał charakter rozrywkowy,
                                choć niewykluczone, że nazwany był szkoleniem. Było dość powszechną praktyką
                                kwalifikowanie wyjazdów rozrywkowych jako szkoleń, bo na szkolenia były pieniądze.
                                KOMENTARZ:
                                Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że por. Pleban zatelefonował do mnie,
                                by się umówić na 20 lutego (miesiąc od przesłuchania), a ja mu powiedziałem, że
                                będę wtedy w Szklarskiej Porębie na szkoleniu. Reszta jest chyba konfabulacją.
                                Do dokumentów, o których wspomina por. Pleban, miał on dostęp niezależnie ode
                                mnie. Warszawską uchwałę miał prawdopodobnie z kradzieży listu do mnie, a pismo
                                zgłaszające Towarzystwo Hilozoistyczne mogło mu być przekazane przez Wydział
                                Spraw Wewnętrznych PDRN Wrocław - Krzyki, gdzie je 21 lutego złożyłem, po
                                powrocie 20 lutego ze Szklarskiej Poręby, do której pojechałem prawdopodobnie
                                wcześniej niż 19 lutego.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski nie pisze Pan prawdy - dowód 26.01.09, 15:27
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  Obrana przez Pana taktyka obrony obróciła się tym razem przeciwko
                                  Panu. Mimo woli dał mi Pan okazję zademonstrowania, że nie jest Pan
                                  tutaj szczery.

                                  Tak się składa, że wśród materiałów sprawy krypt. "ZEN" znajduje się
                                  pewien dokument, potwierdzający w jednoznaczny sposób wiarygodność
                                  notatki służbowej z rozmowy przeprowadzonej z Panem w dniu 19 lutego
                                  1973 r. Dokumentem tym jest kopia przebitkowa datowanego 21 lutego
                                  1973 r. zgłoszenia rejestracyjnego TH, opatrzona oryginalnymi
                                  podpisami ośmiu członków-założycieli (Piotr Badura, Zofia Badura,
                                  Waldemar Kulaszka, Paweł Sawicki, Urszula Smerecka, Piotr Wieczorek,
                                  Maria Wiaderek, Ryszard Wojtala). Autentyczny dokument z
                                  oryginalnymi podpisami, którego na pewno nikt nie sfabrykował.

                                  W notatce z rozmowy przeprowadzonej w dniu 19 lutego 1973 r. por.
                                  Pleban pisze, że otrzymał od Pana jeden egzemplarz zgłoszenia
                                  rejestracyjnego. To, że wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN”
                                  znajduje się jeden egzemplarz takiego zgłoszenia z oryginalnymi
                                  podpisami członków-założycieli, jednoznacznie świadczy o tym, że
                                  por. Pleban pisał prawdę. Jedyną osobą, od której por. Pleban
                                  otrzymał ów egzemplarz, był Pan. Po prostu nie ma innej możliwości.
                                  Musiało zatem dojść do spotkania między wami.

                                  Por. Pleban nie mógł otrzymać tego egzemplarza z Dzielnicowej Rady
                                  Narodowej. Z tego źródła mógł on otrzymać jedynie odpis zgłoszenia.
                                  I faktycznie wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN” znajduje się taki
                                  odpis (niezależnie od wspomnianego powyżej egzemplarza z
                                  oryginalnymi podpisami). Być może por. Pleban wystarał się o ów
                                  odpis, żeby jego treść skonfrontować z treścią dokumentu otrzymanego
                                  od Pana (nigdy dość sprawdzania).

                                  Kopię przebitkową zgłoszenia z oryginalnymi podpisami mógł
                                  dostarczyć tylko ktoś z grona członków-założycieli. Kto? Odpowiedź
                                  wydaje się oczywista, bo przecież tylko jedna osoba z tego grona
                                  miała styczność z SB. Wygląda na to, że przygotowując wniosek
                                  rejestracyjny zadbał Pan o wykonanie dodatkowego egzemplarza dla
                                  por. Plebana i egzemplarz taki został mu przez Pana doręczony, jak
                                  czytamy w odnośnej notatce służbowej. To jedyne możliwe wyjaśnienie.

                                  Wcale nie musiał Pan wracać do Wrocławia, by w dniu 21 lutego 1973
                                  r. osobiście złożyć wniosek zgłoszeniowy w Prezydium DRN. Mogła to
                                  zrobić jakakolwiek inna osoba dysponująca podpisanym wnioskiem.
                                  Ważne było tylko to, by wniosek został w odpowiednim czasie
                                  podpisany przez właściwe grono osób (i oto faktycznie Pan zadbał).

                                  Mamy zatem oczywisty dowód na to, że por. Pleban nie wymyślił
                                  rozmowy przeprowadzonej w dniu 19 lutego 1973 r. Rozmowa taka
                                  musiała się odbyć.

                                  Niestety to także dowód, że nie pisze Pan prawdy. Z jakichś powodów
                                  stara się Pan ukrywać prawdę o swoich kontaktach z por. Plebanem.
                                  Jeżeli nie pisze Pan prawdy na temat rozmowy z 19 lutego 1973 r., to
                                  nie mam żadnych powodów, by zakładać, że pisze Pan prawdę w innych
                                  przypadkach.

                                  Radzę porzucić tę taktykę obrony. Tylko szczere ujawnienie całej
                                  prawdy może pozwolić Panu na wyjście z twarzą. Kłamstwo przeważnie
                                  ma krótkie nogi. Jest jeszcze sporo dokumentów, o których nie
                                  wspominałem, bo wydawały mi się mało istotne. W każdej chwili może
                                  okazać się – tak jak w powyższym przypadku - że jakiś mało ważny (z
                                  pozoru) dokument przekreśli wiarygodność Pańskich wywodów i
                                  zapewnień. Nie warto się na to narażać, bo po co ma Pan wyrabiać
                                  sobie reputację krętacza i tchórza?

                                  Lepiej zdobyć się na odrobinę odwagi i wywalić z siebie całą prawdę
                                  na temat przeszłości. Może trochę to z początku zaboli, ale potem
                                  odczuje Pan wyraźną ulgę. Przestanie Pan być zakładnikiem
                                  przeszłości, a to duża korzyść. Warto zdobyć się na ten wysiłek.
                                  Gorąco zachęcam.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński
                                  • Gość: juhas Re: nie pisze Pan prawdy - dowód IP: *.punkt.pl 26.01.09, 16:10
                                    O! I w tym miejscu ukaże się zapewne niedługo bardzo wesoły tekst w którym Mój
                                    Ubawiciel będzie usiłował znowu udowodnić, że czarne jest białe chociaż nie do
                                    końca.
                                  • z.bereszynski p.s. 26.01.09, 16:21
                                    Jeszcze jedna uwaga tytułem dopełnienia. Jeżeli było tak, że
                                    przygotowując zgłoszenie rejestracyjne TH zadbał Pan o wykonanie
                                    dodatkowego egzemplarza dla por. Plebana (a wygląda na to, że tak
                                    właśnie było), to można zasadnie domniewać, że zainicjował Pan
                                    spotkanie w celu przekazania mu tego egzemplarza. A zatem, że
                                    wszystko rozegrało się tak jak pisał por. Pleban w swojej notatce
                                    służbowej.

                                    Można oczywiście wymyślić wersję alternatywną. Pomyślał Pan o
                                    wykonaniu dodatkowego egzemplarza (dla kogo?), ale nie chciał Pan
                                    spotykać się z por. Plebanem. To ten ostatni, wiedziony jakimś
                                    dziwnym przeczuciem, chciał spotkać się z Panem akurat wtedy, gdy
                                    finalizował Pan sprawy związane ze zgłoszeniem rejestracyjnym.
                                    Oczywiście całkiem przypadkowo i bez żadnych uzgodnień z Panem. A
                                    potem, korzystając z chwili nieuwagi, "gwizdnął" Panu ten dodatkowy
                                    egzemplarz zgłoszenia (przygotowany nie wiadomo dla kogo).
                                    Oczywiście znów bez Pana wiedzy. A potem wymyślił bajeczkę o
                                    spotkaniu, by zatuszować fakt podstępnej kradzieży kopii zgłoszenia.
                                    Można oczywiście forsować również taką wersję wydarzeń. Tylko, że to
                                    wersja pachnąca na kilometr sztucznością, wiarygodna tylko dla kogoś
                                    skrajnie naiwnego.

                                    Wszystko przemawia za tym, że spotkanie w dniu 19 lutego 1973 r.
                                    faktycznie się odbyło w taki sposób, jak to zostało opisane przez
                                    por. Plebana w jego notatce służbowej.

                                    Pozdrawiam

                                    Zbigniew Bereszyński
                                    • z.bereszynski p.s. II 26.01.09, 18:26
                                      Na zakończenie jeszcze jedno pytanie. Może drobne ale istotne. Czy
                                      Pańscy koledzy, członkowie-założyciele TH, wiedzieli, że jeden
                                      egzemplarz podpisywanego przez nich zgłoszenia rejestracyjnego
                                      zostanie przekazany Służbie Bezpieczeństwa? Czy poinformował Pan ich
                                      o swoich zamierzeniach w tym zakresie?

                                      Pozdrawiam

                                      Zbigniew Bereszyński
                                  • Gość: Piotr Badura Nie czyta Pan ze zrozumieniem - dowód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 21:23
                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                    Ma Pan kłopoty ze zrozumieniem prostego tekstu. Nie twierdziłem, że rozmowy nie
                                    było. Wprost przeciwnie. W komentarzu napisałem, iż najbardziej prawdopodobne
                                    jest, że rozmowa była (telefoniczna). W moim poście było też napisane wyraźnie:
                                    "Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973 rozmawiał ze
                                    mną w PAX-ie". Nie wykluczyłem więc nawet spotkania, ale zważywszy na liczne
                                    wątpliwości, uznałem to za mniej prawdopodobne.
                                    W swym poście popełnia Pan istotne błędy. Zakłada Pan, że pismo zgłaszające TH w
                                    WSW PDRN Wrocław - Krzyki powstało w dwóch egzemplarzach: jeden dla WSW PDRN i
                                    drugi dla mnie, a ponadto wykonałem też trzeci egzemplarz z myślą o SB.
                                    Tymczasem pismo to zostało wykonane przynajmniej w kilkunastu egzemplarzach.
                                    Dlatego kopie były na przebitce. Przepisano nam je na elektrycznej maszynie w
                                    PWRN w Opolu. Do pięciu egzemplarzy pisałbym na papierze na zwykłej maszynie w
                                    PAX-ie, jak to zwykle robiłem.
                                    Pismo przepisano w tylu egzemplarzach, bo przewidziano po jednym dla każdego z
                                    podpisujących. Oryginał poszedł do WSW PDRN. Ja dziś jeszcze mam trzy
                                    egzemplarze (przebitka), co już daje jedenaście egzemplarzy (oryginał i dziesięć
                                    kopii), a jeśli ja miałem jeszcze dać kopię por. Plebanowi, to musiało być już
                                    dwanaście egzemplarzy. Myślę jednak, że było ich jeszcze więcej.
                                    Pismo zgłoszeniowe nie było duże objętościowo (trzy strony maszynopisu, a na
                                    czwartej już tylko część podpisów). Pełniło ono rolę regulaminu i deklaracji
                                    ideowej TH i z tego względu przewidziane było do imiennego rozpowszechniania na
                                    małą skalę (góra 30 egz.). Przy większym zapotrzebowaniu miało być skrócone do
                                    dwóch stron (bez wstępu i podpisów) i powielane, ale nie zaszła taka potrzeba.
                                    Rozpowszechnianie pisma było formą promocji TH. Uważałem, że każdy członek TH ma
                                    mieć swój egzemplarz, by móc w swym kręgu towarzyskim przekazywać wiedzę o TH
                                    osobom zainteresowanym. Także dowolna osoba, nawet z ulicy, mogła otrzymać
                                    imiennie egzemplarz pisma zgłoszeniowego, a gdyby przyszła w tej sprawie do mnie
                                    do PAX-u, to mogła jeszcze dostać kawę i ciasteczka (jest to jeden z powodów,
                                    dla których biorę po uwagę możliwość, że por. Pleban przyszedł do mnie do PAX-u
                                    - był on nieco chytry na kawę i ciastka, o czym jeszcze kiedyś napiszę).
                                    Krąg osób, od których por. Pleban mógł uzyskać pismo zgłoszeniowe, był wprawdzie
                                    szeroki, ale jednak mam nadzieję, że uzyskał je ode mnie, bo to ja, jako
                                    przewodniczący TH w organizacji, a także zwołujący kolejne zgromadzenia i
                                    kierujący nimi, byłem osobą właściwą do udostępniania mu takich materiałów.
                                    Gdyby miało się okazać, że por. Pleban zwracał się o nie do jakiegoś innego
                                    członka TH i było to w tajemnicy przede mną, to uznałbym, że jest to sytuacja
                                    nieco dziwna, choć oczywiście każdy członek TH miał prawo udzielać komukolwiek
                                    informacji o TH, także poufnie, jeśli uznał to za stosowne.
                                    Wydaje mi się, że uległ Pan jakiejś takiej obsesji, że w PRL wszystko musiało
                                    być tajnie. To nieprawda. TH z założenia miało być jawne. Nie było zgody
                                    członków założycieli TH na zabawę w konspirację. O prawnych aspektach jawnego
                                    działania TH napiszę jeszcze w oddzielnym poście.
                                    W tym, co napisał por. Pleban o rzekomym spotkaniu 19 lutego 1973 tkwi pewien
                                    absurd. Pan jest na niego ślepy, co więcej, dokłada Pan swój absurd. Myślę że to
                                    uboczny skutek pogrążenia się w esbeckich materiałach. Przejmuje Pan swoistą
                                    mentalność (obszerniej napiszę o tym w odrębnym poście).
                                    Nie mogłem zainicjować spotkania z por. Plebanem, bo nie zgodziłem się na taką
                                    formę kontaktu. Nie mogłem zatelefonować, bo nie przyjąłem żadnego numeru
                                    telefonu. Kontakt był możliwy tylko z inicjatywy SB.
                                    Byłoby absurdem podejmowanie przez por. Plebana celowych działań, dla uzyskania
                                    ode mnie pisma zgłoszeniowego, w dniu 19 lutego, skoro 21 lutego mógł jego odpis
                                    uzyskać oficjalnie z WSW PDRN. Przecież i tak ważne było to pismo z WSW PDRN, bo
                                    jak Pan sam dostrzegł, korzystanie z pisma ode mnie wymagało od por. Plebana
                                    porównywania obu pism pod kątem ich zgodności. Po co zatem por. Pleban miał
                                    podejmować to absurdalne działanie i jeszcze mieć dodatkową pracę?
                                    Byłoby z kolei absurdem z mojej strony, gdybym zaplanował złożenie pisma
                                    zgłoszeniowego w WSW PDRN pod moją nieobecność we Wrocławiu. Przecież uchwała
                                    konferencji założycielskiej TH ustalała termin 28 lutego, jako ostateczny. Po co
                                    zatem miałbym się upierać przy 21 lutego, gdyby mnie w tym dniu nie było we
                                    Wrocławiu. A trudno przyjąć, że wyjazd do Szklarskiej Poręby mnie zaskoczył, bo
                                    w PRL noclegi w Szklarskiej Porębie podczas ferii zimowych trzeba było
                                    rezerwować z półrocznym wyprzedzeniem.
                                    Na zakończenie podkreślam jeszcze raz, że problem z rzekomym spotkaniem w dniu
                                    19 lutego nie leży w tym, czy przekazałem por. Plebanowi kopię pisma
                                    zgłoszeniowego i czy zgłosiłem pretensje o nieuzasadniony zabór listu z
                                    warszawską uchwałą. To akurat miało prawo się zdarzyć. Przecież zaleciłem, by o
                                    sprawy związane z TH pytać mnie, a nie osoby postronne. A moje pretensje o zabór
                                    listu też były oczywiste. Wątpliwości są wokół dat i te właśnie wątpliwości
                                    wzbudzają moją nieufność względem relacji por. Plebana.
                                    Pozdrawiam serdecznie i apeluję o czytanie ze zrozumieniem
                                    Piotr Badura
                                    • Gość: axa Re: Nie czyta Pan ze zrozumieniem - dowód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 23:32
                                      Zatem nie było spotkania, była tylko rozmowa :)
                                      Nie wiadomo tylko jeszcze gdzie i kiedy (razej nie w kawiarni na Kosciuszki, bo
                                      to spotkanie Badura swietnie pamieta :)
                                      Pismo zgłaszające TH (kopie przebitkową) przesłał Badura Plebanowi pewnie faxem :)

                                      I o co tyle rabanu: "Rozpowszechnianie pisma było formą promocji TH"
                                      W końcu sb-cy tez ludzie, a nuż który by się zapisał zachęcony przez Plebana :)
                                    • z.bereszynski jeszcze może Pan zawrócić z błędnej drogi 26.01.09, 23:37
                                      Szanowny Panie Badura,

                                      Jest Pan zaiste niebywale konsekwentny w działaniach, które coraz
                                      bardziej podkopują Pańską wiarygodność. To nie ja nie potrafię
                                      czytać ze zrozumieniem. To Pan po raz kolejny próbuje odwracać kota
                                      ogonem, zaprzeczając oczywistym w swej wymowie dowodom. Jest to
                                      taktyka samobójcza i dziwię się, że nie potrafi Pan tego zrozumieć.
                                      Pański ostatni wpis jeszcze bardziej umocnił mnie w przekonaniu, że
                                      większość tego, co Pan tu pisze, to zwykłe sztuczki erystyczne,
                                      mające na celu ukrywanie prawdy o wydarzeniach sprzed 35 lat.

                                      Nie spierałem się z Panem o to, czy 19 lutego 1973 r. miała miejsce
                                      jakakolwiek rozmowa (np. telefoniczna) między Panem i por. Plebanem,
                                      ale o to, czy miała miejsce TAKA rozmowa, jaką opisał esbek w swojej
                                      notatce służbowej. Pan kwestionował fakt przeprowadzenia TAKIEJ
                                      rozmowy. Pisał Pan o "rzekomej" rozmowie. Ja na podstawie dokumentów
                                      wykazałem, że TAKA rozmowa musiała mieć miejsce, bo tylko tak można
                                      wytłumaczyć fakt, że do notatki służbowej z owej rozmowy został
                                      załączony jeden z egzemplarzy wniosku zgłoszeniowego. Opaczne
                                      przedstawianie przez Pana tego, co było przedmiotem sporu, to
                                      typowa ucieczka od tematu, który okazał się dla Pana bardzo
                                      niebezpieczny.

                                      Nie twierdziłem, że wykonano tylko trzy egzemplarze zgłoszenia do
                                      DRN (to Pan robi w tym wypadku wrażenie osoby nie potrafiącej czytać
                                      ze zrozumieniem, choć myślę, że jest to tylko kolejna sztuczka
                                      erystyczna, świadomie przez Pana zastosowana). Nie będę spierać się
                                      o to, jaką dokładnie liczbę egzemplarzy wykonano. Kwestia ta nie ma
                                      większego znaczenia. Ważne jest tylko to, że – jak wszystko na to
                                      wskazuje - jeden egzemplarz był od początku przeznaczony dla por.
                                      Plebana (w tym sensie był to egzemplarz dodatkowy w stosunku do
                                      potrzeb organizacyjnych TH). O to chodziło mi we wcześniejszym
                                      wpisie i to samo twierdzę również w tym miejscu.

                                      Podchodząc do sprawy z czysto teoretycznego punktu widzenia, nie
                                      można oczywiście w stu procentach wykluczyć ewentualności, że do
                                      por. Plebana mógł dotrzeć egzemplarz będący w dyspozycji innej
                                      osoby. Nie wierzę jednak, by stało się to już przed 20 lutego 1973
                                      r., a z taką właśnie datą por. Pleban sporządził notatkę, do której
                                      załączył otrzymany egzemplarz zgłoszenia. Zdarzenie takie
                                      graniczyłoby z cudem. SB musiałaby mieć niezwykle sprawnego
                                      informatora w najbliższym Pańskim otoczeniu, żeby przechwytywać
                                      sporządzane przez Pana materiały w tak błyskawicznym tempie. Nic
                                      jednak nie wskazuje na to, by taki informator (poza Panem) istniał.
                                      Jeżeli por. Pleban już 20 lutego 1973 r. dysponował opracowanym
                                      przez Pana wnioskiem (na dzień przed złożeniem tego wniosku w DRN!),
                                      to musiał otrzymać ten wniosek od kogoś z grona członków-
                                      założycieli, a nie od jakiejś osoby „z miasta”. Od kogo? To
                                      oczywiste.

                                      Do dnia 20 lutego 1973 r. (i przypuszczalnie jeszcze dłużej) nikt
                                      poza Panem nie wiedział o tym, że por. Pleban interesuje się sprawą
                                      TH. Miał Pan w tej materii absolutny monopol informacyjny wśród
                                      członków TH, o osobach postronnych nie wspominając. Nikt poza Panem
                                      nie wpadłby na pomysł, że z materiałem dotyczącym TH należy udać
                                      się właśnie do por. Plebana. Jakikolwiek inny, postronny informator
                                      udałby się z takim materiałem po prostu na SB (o ile widziałby taką
                                      potrzebę, w co osobiście wątpię). Minęłoby sporo czasu, zanim por.
                                      Pleban dostałby ten materiał drogą służbową, a on sam w napisanej
                                      przez siebie notatce służbowej nie mógłby pisać, że dostał wniosek
                                      od Pana. Musiałby napisać, że dostał materiał z „rozdzielnika”,
                                      zgodnie z tym, co mówiłyby inne dokumenty. Na pewno też pisałby o
                                      tym grubo po 20 lutego 1973 r.

                                      Równie niewiarygodny jest wariant taki, że por. Pleban już 20 lutego
                                      1973 r. pozyskał egzemplarz wniosku od jakiegoś informatora z
                                      Pańskiego najbliższego otoczenia, ale napisał, że dostał go od
                                      Pana. Gdyby por. Pleban faktycznie dysponował takim informatorem, to
                                      z pewnością by tego nie ukrywał w wytwarzanych przez siebie
                                      dokumentach. Z całą pewnością pochwaliłby się przed przełożonymi
                                      takim sukcesem operacyjnym. Tymczasem nigdzie nie ma najmniejszej
                                      wzmianki na ten temat. Por. Pleban musiałby być człowiekiem umysłowo
                                      chorym, żeby zmyślać rzekome sukcesy, konfabulując – jak Pan
                                      utrzymuje – na temat spotkań z Panem, a jednocześnie ukrywać
                                      prawdziwe sukcesy, nie wspominając o faktycznie pozyskanych źródłach
                                      informacji. Po jakiego czorta miałby uciekać się do takich sztuczek?

                                      Z góry odpieram ewentualną wymówkę z Pana strony, że notatka
                                      datowana 20 lutego 1973 r. została sporządzona faktycznie dużo
                                      później, gdy por. Pleban – jak Pan sugeruje – pozyskał egzemplarz
                                      zgłoszenia z innego źródła. Na notatce tej widnieje datowana 21
                                      lutego 1973 r. adnotacja przełożonego (mjr Zalewskiego) następującej
                                      treści: „Szybko przepisać”. Jasno wynika z tego z tego, że
                                      najpóźniej 21 lutego 1973 r. por. Pleban nadał bieg urzędowy swojej
                                      notatce, wraz z załączonym do niej dokumentem (zgłoszeniem). Jest
                                      zatem absolutnie wykluczone, by por. Pleban sfabrykował obciążający
                                      Pana materiał po uzyskaniu zgłoszenia rejestrowego z innego źródła.
                                      Dodam jeszcze, że notatka (sporządzona odręcznie przez por. Plebana)
                                      została faktycznie przepisana na maszynie (już przed 27 lutego 1973
                                      r., jak o tym świadczy treść odręcznej adnotacji na przepisanym
                                      tekście notatki). Najpewniej przepisano także załącznik w postaci
                                      zgłoszenia rejestrowego i tak powstał odpis, o którym wspominałem
                                      wcześniej. Wbrew moim wcześniejszym domniemaniom, nie musi to być
                                      odpis z DRN (tu akurat, w drodze wyjątku, mogę się z Panem zgodzić),
                                      lecz raczej odpis z kopii otrzymanej od Pana.



                                      Niestety, wszystko wskazuje na to, że 19 lutego 1973 r. faktycznie
                                      doszło do takiego spotkania, o jakim pisał por. Pleban, a jednym z
                                      efektów tego spotkania było pozyskanie przez niego zgłoszenia
                                      rejestracyjnego TH z oryginalnymi podpisami członków-założycieli.
                                      Wybiegi, do jakich ucieka się Pan, by ten fakt zatuszować, to zwykła
                                      dziecinada, zakładająca, że dorośli ludzie zaczną wierzyć w bajki.
                                      Taka „obrona” może Pana tylko do końca dyskredytować. Naprawdę Pan
                                      tego nie czuje?

                                      Najgorsze ze wszystkiego jest to, że broniąc się w taki sposób
                                      okazuje się Pan po raz kolejny nielojalny wobec osób wciągniętych
                                      przez Pana do TH. Był Pan wobec nich nielojalny nie informując ich
                                      przez długi czas o swoich kontaktach z SB. Teraz jest Pan wobec
                                      nich nielojalny, sugerując, że może ktoś z nich dostarczył dokument
                                      por. Plebanowi, choć wszystko wskazuje na to, że por. Pleban
                                      otrzymał ten dokument od Pana. Broniąc za wszelką cenę własnej
                                      reputacji, rzuca Pan cień na dobre imię osób, które kiedyś obdarzyły
                                      Pana zaufaniem. W ten sposób po raz drugi wystawia Pan te osoby do
                                      przysłowiowego wiatru. Uważam, że to bardzo nieładne postępowanie.

                                      Naprawdę sądzi Pan, że taka taktyka obrony przysporzy Panu uznania i
                                      wiarygodności?

                                      Jeszcze nie jest za późno na zawrócenie z tej błędnej drogi. Ma Pan
                                      ciągle szansę uniknięcia kolejnych tego typu wpadek. Ciągle jeszcze
                                      może Pan zatrzeć złe wrażenie ujawniając całą prawdę o wydarzeniach
                                      sprzed 35 lat, bez mataczenia i konfabulacji. Naprawdę warto zdobyć
                                      się na tę odwagę.

                                      Pozdrawiam

                                      Zbigniew Bereszyński


                                      • z.bereszynski p.s. 27.01.09, 01:07
                                        Jak już wcześniej napomknąłem, w ostatnim Pańskim wpisie jest taki
                                        fragment, z którego treścią mógłbym, w drodze wyjątku się, zgodzić,
                                        choć też nie bez istotnych zastrzeżeń. Oto ów fragment: "Byłoby
                                        absurdem podejmowanie przez por. Plebana celowych działań, dla
                                        uzyskania ode mnie pisma zgłoszeniowego, w dniu 19 lutego, skoro 21
                                        lutego mógł jego odpis uzyskać oficjalnie z WSW PDRN. Przecież i tak
                                        ważne było to pismo z WSW PDRN, bo jak Pan sam dostrzegł,
                                        korzystanie z pisma ode mnie wymagało od por. Plebana porównywania
                                        obu pism pod kątem ich zgodności. Po co zatem por. Pleban miał
                                        podejmować to absurdalne działanie i jeszcze mieć dodatkową
                                        pracę?".

                                        Faktycznie por. Pleban nie musiał usilnie starać się o pozyskanie
                                        kopii zgłoszenia. Dlatego szczególnie wiarygodnie brzmi podana przez
                                        niego informacja, że to Pan zainicjował spotkanie, w wyniku którego
                                        otrzymał on egzemplarz zgłoszenia.

                                        Nie zgodzę się natomiast z opinią, że korzystanie z pisma
                                        otrzymanego od Pana wymagało od por. Plebana konfrontacji z
                                        dokumentem złożonym w DRN. Po dokładniejszym zapoznaniu się z
                                        odnośnymi dokumentami – ich wzajemnym układem, czcionką itd. –
                                        dochodzę do wniosku, że znajdujący się w aktach sprawy "ZEN" odpis
                                        zgłoszenia nie jest odpisem z dokumentu złożonego w WRN, lecz
                                        odpisem z dokumentu otrzymanego od Pana w dniu 19 lutego 1973 r.
                                        Odpis ten powstał zgodnie z poleceniem mjr Zalewskiego, który w dniu
                                        21 lutego 1973 r. polecił przepisać notatkę ppor. Plebana, do której
                                        zgłoszenie było załączone.

                                        Absolutnie niewiarygodna jest Pańska ostatnia sugestia na temat
                                        tego, w jaki sposób ppor. Pleban mógł pozyskać egzemplarz zgłoszenia
                                        rejestracyjnego TH. Cytuję: "pismo zgłaszające Towarzystwo
                                        Hilozoistyczne mogło mu być przekazane przez Wydział
                                        Spraw Wewnętrznych PDRN Wrocław - Krzyki, gdzie je 21 lutego
                                        złożyłem, po powrocie 20 lutego ze Szklarskiej Poręby, do której
                                        pojechałem prawdopodobnie wcześniej niż 19 lutego". To kompletny
                                        nonsens. WSW PDRN nie mógł "sprezentować" ppor. Planowi złożonego u
                                        nich zgłoszenia. W rachubę wchodziłoby jedynie wydanie odpisu.
                                        Poza tym WSW PDRN jako adresat wniosku dysponował jego oryginałem.
                                        Tymczasem w aktach sprawy "ZEN" znajduję się kopia przebitkowa a nie
                                        oryginał. Nie jest to więc dokument z WSW PDRN. Nawet znajdujący
                                        się w tych aktach odpis zgłoszenia został, jak wszystko na to
                                        wskazuje, wykonany we własnym zakresie przez SB z tejże kopii
                                        przebitkowej (jako załącznika do notatki spisanej 20 lutego 1973
                                        r.). Poza tym, jak sam Pan pisze, zgłoszenie zostało złożone w WSW
                                        PDRN w dniu 21 lutego 1973 r. Jest więc fizyczną niemożliwością, by
                                        materiały z WSW PDRN stanowiły podstawę notatki spisanej przez ppor.
                                        Plebana w dniu 20 lutego 1973 r.

                                        Cała konkluzja Pańskiego ostatniego wpisu jest zatem kompletnie
                                        oderwana od rzeczywistości. Ze wszystkich możliwości, wymienionych
                                        tui zarówno przez Pana jak i przeze mnie, próbę krytyki wytrzymuje
                                        tylko jedna ewentualność. Taka mianowicie, że w dniu 19 lutego 1983
                                        r. faktycznie spotkał się Pan z ppor. Plebanem, przekazując mu jeden
                                        egzemplarz zgłoszenia rejestracyjnego.

                                        Pozdrawiam

                                        Zbigniew Bereszyński




                                        • z.bereszynski p.s. II 27.01.09, 10:24
                                          Na zakończenie zacytuję najzabawniejszy chyba fragment Pańskiej
                                          przedostatniej wypowiedzi: "Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się,
                                          że por. Pleban zatelefonował do mnie, by się umówić na 20 lutego
                                          (miesiąc od przesłuchania), a ja mu powiedziałem, że będę wtedy w
                                          Szklarskiej Porębie na szkoleniu. Reszta jest chyba konfabulacją".

                                          Jeśli temu wierzyć, to ppor. Pleban, słysząc, że 20 lutego 1973 r.
                                          będzie Pan w Szklarskiej Porębie, całkowicie zrezygnował z
                                          planowanego spotkania z Panem. Nie wpadł nawet na pomysł, by umówić
                                          się z Panem w późniejszym terminie, po powrocie ze Szklarskiej
                                          Poręby. Po prostu totalnie odpuścił i ograniczył się do napisania
                                          notatki z wymyślonego spotkania w dniu 19 lutego 1973 r. Wynikałoby
                                          z tego, że nie było nic łatwiejszego niż byle czym spławić esbeka.

                                          Gdyby SB faktycznie działała tak jak Pan sugeruje, to musiałaby to
                                          być wyjątkowo pocieszna i dobroduszna instytucja. Naprawdę sądzi
                                          Pan, że ktoś uwierzy, że tak to naprawdę mogło wyglądać?

                                          Czyżby wypisując podobne facecje liczył Pan na to, że wykończy mnie
                                          Pan jako swojego polemistę, doprowadzając do tego, że pęknę ze
                                          śmiechu? Ładnie to tak?

                                          Pozdrawiam

                                          Zbigniew Bereszyński
                                          • Gość: pleban Do Piotra ("Kefasa") IP: 217.197.72.* 27.01.09, 12:20
                                            "Pierwej nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się zaprzesz"
                                            :]
                                    • z.bereszynski nieco chytry na kawę i ciastka? 31.01.09, 23:35
                                      Panie Badura,

                                      W poście z dnia 26.01.08., godz. 21.23. napisał Pan: "Także dowolna
                                      osoba, nawet z ulicy, mogła otrzymać imiennie egzemplarz pisma
                                      zgłoszeniowego, a gdyby przyszła w tej sprawie do mnie do PAX-u, to
                                      mogła jeszcze dostać kawę i ciasteczka (jest to jeden z powodów,
                                      dla których biorę po uwagę możliwość, że por. Pleban przyszedł do
                                      mnie do PAX-u - był on nieco chytry na kawę i ciastka, o czym
                                      jeszcze kiedyś napiszę)".

                                      Trzeba naprawdę dość bliskiej znajomości, żeby wypowiadać się na
                                      temat czyichś upodobań, zamiłowania do ciasteczek itp. Tymczasem
                                      według innego wpisu z tego samego dnia (godz. 13.58) przypomina Pan
                                      sobie ponoć tylko trzy swoje kontakty z SB we Wrocławiu. Jak na
                                      osobę, która tak rzadko miała do czynienia z SB, dziwnie
                                      szybko "rozpracował" Pan zajmującego się Panem esbeka. Ja też
                                      miewałem do czynienia z esbekami, ale nie byłbym w stanie nic
                                      powiedzieć na temat ich upodobań kulinarnych itp.

                                      Znając już bujność Pańskiej wyobraźni, przypuszczam, że wymyśli Pan
                                      na poczekaniu jakąś bajeczkę o tym, jak to Pleban objadał się
                                      ciasteczkami podczas jednego z "przesłuchań" czy coś w tym guście.
                                      Dla mnie te Pańskie rewelacje na temat Plebana i jego zamiłowania do
                                      ciasteczek pozostaną jednak informacją dającą wiele do myślenia na
                                      temat Pańskich relacji z owym osobnikiem.

                                      Zbigniew Bereszyński
                                      • Gość: kawa się nadawa Re: nieco chytry na kawę i ciastka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:56
                                        Zbychu, po prostu Badura chciał się zrewanżować Plebanowi za żeberka z kapustą :)

                                        • Gość: Piotr Badura I za żeberka, i za kawę i ciastka płacił podatnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:00
                                          • Gość: behemot Re: I za żeberka, i za kawę i ciastka płacił poda IP: *.punkt.pl 01.02.09, 00:04
                                            Bo to legalne państwo i służby były
                                      • Gość: Piotr Badura Cierpliwości. Przyjdzie na to pora. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:59
                                      • Gość: Piotr Badura O kawie i wuzetce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 16:08
                                        Obiecywałem, że wrócę do kwestii kawy i wuzetki, ale o tym zapomniałem.
                                        Nadrabiam więc teraz tę zaległość.
                                        Chodzi o zdarzenie sprzed 36 lat, więc boję się, że mogę coś pokręcić, ale mam
                                        nadzieję, że nie mieszają mi się zdarzenia. Prosiłem zresztą Bereszyńskiego o
                                        informację, czy w aktach jest może rachunek z kawiarni za wuzetkę, kawę i
                                        herbatę z moim podpisem na odwrocie. Data wystawienia tego rachunku jest
                                        istotna, bo pozwoliłaby opisane zdarzenie precyzyjnie ulokować w czasie.
                                        Druga moja rozmowa z por. Plebanem (którą pamiętam), odbyła się w kawiarni przy
                                        placu Kościuszki. Zakładam, że było to 27 marca 1973, bo o takiej dacie
                                        spotkania pisał por. Pleban w swej notatce. Pewności mieć nie mogę, bo zbyt
                                        wiele upłynęło lat, ale wydaje mi się, że data 27 marca 1973 jest też
                                        najbardziej prawdopodobna.
                                        Wspomniane spotkanie miało zupełnie inny charakter niż przesłuchanie w dniu 20
                                        stycznia 1973, kiedy obie strony zachowywały kurtuazję. W dniu 20 stycznia
                                        oficerowie SB wyjaśniali, że gdy dowiadują się, iż ktoś zakłada jakąś
                                        organizację, to ich obowiązkiem jest sprawdzić, czy ta zakładana organizacja nie
                                        ma aby jakichś złych celów. Nikt z nich nie zakłada więc z góry, że mam jakieś
                                        złe cele, ale oni mają obowiązek sprawdzić.
                                        Ja z kolei deklarowałem, że TH ma być jak najbardziej legalną organizacją, ale
                                        oczywiście rozumiem, że oni muszą to sprawdzić. I oficerowie SB i ja mieliśmy
                                        oczywiście swoje myśli, ale to już inna sprawa. Wyrosłem w takim klimacie, że
                                        nie wolno z góry zakładać czyjejś złej woli. Trzeba mieć najpierw jakiś dowód
                                        złej woli.
                                        Oficerowie SB z zatroskaniem mówili, że informacja o przesłuchiwaniu studentów
                                        przez SB mogłaby w środowiskach uczelnianych zaognić sytuację i tak już napiętą
                                        w związku z jednoczeniem organizacji studenckich. Proponowali, bym zachował w
                                        tej sprawie milczenie i nie informował nikogo, że byłem przesłuchiwany. W
                                        związku z zastosowaną argumentacją jasne było, że tajemnica ma dotyczyć tylko
                                        okresu jednoczenia organizacji. Ze swej strony oficerowie deklarowali, że nikt
                                        inny w sprawie TH nie będzie już przesłuchiwany. Wyrosłem w takim klimacie, że
                                        nie wolno z góry zakładać, że czyjeś zatroskanie jest fałszywe, choćby się tak
                                        nawet podejrzewało. Oczywiste więc jest, że zgodziłem się na proponowany układ.
                                        SB nie dotrzymała słowa, czego się spodziewałem i co było też po mojej myśli. W
                                        dniu 27 marca już nie tylko wiedziałem, że SB nie dotrzymała słowa i
                                        przesłuchała Sergiusza, ale zdążyłem nawet poinformować o moim przesłuchaniu
                                        wszystkich zainteresowanych (protokół z Walnego Zgromadzenia TH w dniu 27
                                        lutego) i na dodatek szefa wrocławskiego PAX-u. Na spotkanie w dniu 27 marca
                                        szedłem więc już na zasadzie, że każdemu trzeba dać możliwość wytłumaczenia się
                                        (wyrosłem w klimacie, w którym ta zasada obowiązuje). Rozmowa była przykra.
                                        Poinformowałem, że umowę o tajemnicy uważam za zerwaną przez SB i w związku z
                                        tym wszyscy są już poinformowani o przesłuchaniu mnie, a ponadto wie o tym szef
                                        wrocławskiego PAX-u.
                                        Gdy do naszego stolika podeszła kelnerka, by przyjąć zamówienie, poprosiłem
                                        tylko o herbatę (bo taniej już nie było można), mimo namów por. Plebana, bym
                                        zamówił coś jeszcze. Pamiętam ten fakt wyraźnie i pamiętam, że odmówiłem
                                        zamówienia czegokolwiek więcej, ponieważ uważałem, iż właściwie to nie wypada
                                        zamówić nic na zaproszeniu człowieka, któremu zgłasza się, że przestaje się go
                                        uważać za godnego zaufania. Por. Pleban zamówił kawę i ciastko wuzetka.
                                        W trakcie dalszej rozmowy por. Pleban tłumaczył, że oni wywiązali się z umowy i
                                        we Wrocławiu nikt nie był przesłuchiwany, ale SB w Warszawie postępuje według
                                        własnej woli i im nie podlega. Zwróciłem mu uwagę, że skoro nie skonsultowali
                                        się z Warszawą, to mogli zwracać się do mnie o zachowanie tajemnicy tylko wobec
                                        wrocławian. Nie mieli prawa oczekiwać, bym nie informował także warszawiaków.
                                        Por. Plebana poinformowałem też, że o żadnej tajemnicy na przyszłość mowy być
                                        nie może. Musiałem go o tym poinformować, bo nie chciałem po raz kolejny znaleźć
                                        się w sytuacji, że SB mnie o coś lub o kogoś pyta, prosi o tajemnicę, a potem
                                        zabiera tę osobę na przesłuchanie i informuje, że wcześniej mnie o nią pytali.
                                        Rozmowa zakończyła się. Por. Pleban poprosił kelnerkę o rachunek. Zapłacił. Gdy
                                        kelnerka odeszła, stało się coś, czego się nie spodziewałem. Por. Pleban
                                        uśmiechnął się do mnie prosząco i zapytał, czy mógłbym się podpisać na odwrocie
                                        rachunku, bo jak się nie podpiszę, to jemu nie uznają tego za wydatek służbowy i
                                        nie zwrócą mu pieniędzy. Kompletnie mnie to zamurowało.
                                        Rachunek był na jakąś śmieszną kwotę. W dodatku por. Pleban sam zjadł wuzetkę i
                                        wypił kawę, więc niemal w całości był to rachunek za jego konsumpcję. Świat by
                                        się nie zawalił, gdyby go zapłacił ze swoich pieniędzy. Jak można kogoś, kto
                                        mówi: jesteś człowiekiem niegodnym zaufania, upraszać o podpis na rachunku, by
                                        zaoszczędzić jakieś śmieszne grosiki? Jak można kompromitować swoją służbę,
                                        informując tego, kto właśnie oświadczył, że nie zasługuje ona na zaufanie, iż
                                        ona sama swoim ludziom też nie ufa i nawet na grosiki chce mieć potwierdzenia? W
                                        PAX-ie nikt nigdy nie kazał mi potwierdzać rachunków u innych osób. Przyjmowano
                                        je wyłącznie na podstawie mojego oświadczenia. Więcej, często w ogóle nie
                                        przedstawiałem rachunku, tylko oświadczałem, że tyle i tyle na to i na to wydałem.
                                        Gdy patrzę na to zdarzenie z perspektywy lat, to myślę, że por. Pleban był po
                                        prostu tak zdołowany psychicznie moimi twardymi oświadczeniami o braku zaufania,
                                        o zerwaniu umowy o tajemnicy, o poinformowaniu wszystkich o przesłuchaniu, o
                                        zamiarze informowania na przyszłość także wszystkich tych, o których chcieliby
                                        mnie zapytać, że nie docierało do niego, iż lepiej już nie prosić o podpisanie
                                        mu rachunku. Myślę jednak, że w parę godzin później dotarło do niego, że zrobił
                                        z siebie łacha i złapał jeszcze większego doła.
                                        Błędny jest pogląd, że funkcjonariusze SB to były jakieś pozbawione uczuć
                                        cyborgi. To byli tacy sami ludzie, jak wszyscy inni. Myślę że zdecydowana
                                        większość z nich chciała mieć o sobie dobre zdanie i wierzyła w swą misję. Takie
                                        wydarzenia jak moja rozmowa z por. Plebanem w dniu 27 marca, były dla nich przykre.
                                        Po spotkaniu 27 marca por. Pleban napisał lipną notatkę. Może bał się napisać
                                        prawdę. Nie wiem. Jego trzeba by zapytać. Nieco powykrzywianą prawdę o rozmowie
                                        z 27 marca wstawił por. Pleban do notatki z rzekomej rozmowy w dniu 20 grudnia.
                                        Ja sobie nie przypominam już żadnej rozmowy po tej, która odbyła się w kawiarni.
                                        Jedyny kontakt między nami, który miał jeszcze potem miejsce, to rozmowa, chyba
                                        na początku 1975, na którą por. Pleban bardzo nalegał, zarzekając się, że ma to
                                        być rozmowa absolutnie prywatna i o nic nie będzie mnie pytał. Tak też było. Nie
                                        pytał mnie o nic. Żalił się tylko, że wyrzucają go do Wałbrzycha.
                                        Mam nadzieję, że w sprawie kawy i wuzetki jest teraz jasność.
                                        Pozdrawiam wszystkich
                                        Piotr Badura
                                        • Gość: behemot O kawie i wuzetce i pomocy esbekowi IP: 77.252.18.* 19.03.09, 19:05
                                          O coorwa Piotrek i tyś ten rechnug podpisał? Toś był bardziej
                                          zdołowany niż tyn esbek. Legalna służba legalnego państwa robi z
                                          Ciebie szmatę nielojalną, że dopuściłeś się zdrady informując kumpli
                                          o rozmowach z SB, robi z Ciebie wała, bo w Warszawie to nie oni, a
                                          Ty na koniec podpisujesz mu delegację na 8,20 zł? Jak musi być
                                          przerażony i zaszczuty student, młody człowiek, lojalny obywatel,
                                          skoro godzi się na takie upodlenie? Albo lojalny i uczciwy obywatel
                                          wzrosły w klimacie, że prawdę należy potwierdzać, składa podpis na
                                          dokumencie dla księgowego, legalnej przecież istytucji. Mając na
                                          uwadze Twoją charakterystykę operacyjną, to drugie rozwiązanie
                                          wchodzi w grę. Esbek nie zaproponował by Ci podpisania gó...anego
                                          rachunku, gdyby miał cień watpliwości, że nie podpiszesz. Przecież
                                          to zwyczajni, normalni, wrażliwi ludzie byli i nie chcieli się na
                                          despekt narażać.
                                          • Gość: Piotr Badura Czy ten post to właśnie ciężka praca dla ojczyzny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 19:58
                                            Panie Behemocie
                                            Obawiam się, że wypowiedź powyżej może być działaniem w ramach Pana "współpracy
                                            z ABW", o której pisał Pan w poście dostępnym pod adresem:
                                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89622607
                                            i którą nazwał Pan w poście dostępnym pod adresem:
                                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=90419420
                                            "ciężką pracą dla ojczyzny". Jeśli pisał Pan to w ramach tej "ciężkiej pracy"
                                            dla najjaśniejszej III RP, to powinien był Pan to zaznaczyć. Ja już wcześniej
                                            zadeklarowałem, że uważam ABW za legalną służbę legalnego państwa i szanuję
                                            ciężką pracę jej agentury. Gdyby zaznaczył Pan, że to służbowo, to bym nie
                                            polemizował. Ale nie zaznaczył Pan, więc odpowiadam.
                                            1)Dlaczego uważa Pan, że gdy ja zawarłem z SB dobrowolną umowę, bo przecież nikt
                                            mnie nie zmuszał, a oni ją złamali, to ja i tak miałem obowiązek tej umowy
                                            dotrzymać, bo inaczej byłbym "szmatą nielojalną"? To ABW ma takie wredne zasady?
                                            Bo SB nie miała, o czym świadczy to, że nawet nie pisnęli, gdy ujawniłem całą
                                            sprawę. Boję się, czy zbyt szybko nie uznałem, że służby to służby.
                                            2) Czy widzi Pan jakiś powód, dla którego nie powinienem był por. Plebanowi
                                            podpisać tego rachunku? Oczywiście kierując się złośliwością mogłem odmówić
                                            podpisu, ale do złośliwości też trzeba mieć powód. Pan chyba nie chwyta istoty
                                            problemu. Człowiek któremu właśnie co postawiłem poważny zarzut, uniżenie mnie
                                            prosi, bym mu podpisał rachunek, bo chce odzyskać grosiki za kawę, którą wypił,
                                            i ciastko, które zjadł. Pan się też tak upokarza w służbie dla ABW? No to
                                            rzeczywiście ma Pan nie tylko ciężką, ale potwornie ciężką służbę. Mam nadzieję,
                                            że przynajmniej ma Pan za to wynagrodzenie, którego kwota jest pięciocyfrowa.
                                            Pozdrawiam i współczuję
                                            Piotr Badura
                                            • Gość: behemot Re: Czy ten post to właśnie ciężka praca dla ojcz IP: 77.252.18.* 20.03.09, 01:20
                                              Za pozdrowionka dziekuję, wspołczucie mi nie jest potrzebna, raczej
                                              na pewno Tobie Drogi Piotrze, bo solidnie, pardon śmierdzi w koło
                                              Twojej osoby i to nie z powodu Plebana I Bereszynskiego ale
                                              przyjętej przez Ciebie lini obrony.
                                              Zawarłem z SB dobrowolną umowę, bo przecież nikt mnie nie zmuszał -
                                              piszesz. Sam do nich poszedłeś lojalny obywatelu umowę zawrzeć ,czy
                                              Cię wezwali jak piszesz na przesłuchanie, co w istocie
                                              przesłuchaniem nie było, tylko lużną pogawędką w wyniku której
                                              zrozumiałeś, że muszą sprawdzić tylko czy TH to nie jakaś
                                              przeciwustrojowa organizacja, co jest normalnym rutynowym
                                              działaniem, jak np. kontrola dokumentów przez drogówkę. Szmatą
                                              nielojalną uczynił Cię esbek, bo do momentu kipiszu u Sergiusza w
                                              Wawie działałeś według zasady pacta sunt servanta. Dodatkowo zrobił
                                              z Ciebie głupa tłumacząc, że to nie my tylko Wawa. A ty to łykasz
                                              jak pelikan. Stawiasz mu poważny zarzut, nokautujesz go,
                                              triumfujesz, a on leżąc na deskach z rozbitym nosem łka o podpis na
                                              8,20 zł bo może go z roboty wyrzucą. No czy można mieć powód do
                                              jakiejś złośliwości wobec nieszczęsnego pobitego przeciwnika.
                                              Jakiego tam przeciwnika, legalnego urzędnika legalnego państwa,
                                              który wobec lojalnego obywatela zaledwie nie dotrzymał umowy, na
                                              skutek czego wyszedłeś wśród kolegów i ich rodziców na osobę nie
                                              godną zaufania, vulgo szmatę? Jaki tam powód do złośliwości, do
                                              znęcania się nad urzędnikiem, ba ofiarą. W geście zwycięzcy
                                              moralnego (po postawieniu poważnych zrzutów Plebanowi, które on miał
                                              głęboko w doopie, albo nie rozumiał, bo chodziło mu o 8,20 zł)
                                              składasz podpis na rachunku. Zaiste nie było żadnego powodu by nie
                                              podpisać Plebanowi rachunku, w końcu wypiłeś herbatę a on kawę i
                                              zeżarł ciastko. No kto to coorva kupi? Chociaż może, bo jest
                                              powiedziane w piśmie jak Cię leją to nadstaw drugi policzek no i
                                              zawsze w razie czego możesz sobie przypisać postępowanie w myśl
                                              zasady, zło dobrem zwyciężaj.
                                              Co do pozostałych Twoich wątpliwości dotyczących upokorzeń,
                                              pięciocyfrówek, zasad, to wybacz obowiązuje mnie tajemnica służbowa.
                                        • z.bereszynski Re: O kawie i wuzetce 19.03.09, 20:40
                                          Pleban bał się, że nie uwierzą mu na słowo, gdy sam (bez podpisu
                                          Badury) zgłosi, że wydał kilka złotych na kawę i wuzetkę. Ale nie
                                          obawiał się, że nie dadzą wiary jego rzekomym konfabulacjom na temat
                                          spotkań z Badurą? Szefowie Plebana skrupulatnie weryfikowali jego
                                          wydatki na konsumpcję, ale nie zadawali sobie trudu, by weryfikować
                                          jego informacje na tematy merytoryczne? Kolejna "rewelacja" Badury,
                                          która nie trzyma się kupy!

                                          Nie twierdzę, że Badura nie podpisał się na rachunku z kawiarni.
                                          Myślę, że faktycznie to zrobił. Ale nie wierzę, by esbekowi chodziło
                                          po prostu o rozliczenie wydatków na konsumpcję. Myślę, że Pleban
                                          potrzebował podpisu Badury na kolejnym dokumencie dla zupełnie
                                          innych celów. Jakich?

                                          Być może potrzebny był jakiś dowód dla przełożonych, że faktycznie
                                          spotyka się z Badurą (takie potwierdzenie "delegacji"). A może
                                          chodziło o coś więcej. O zbieranie "haków" na przyszłość, gdyby
                                          okazało się, że Badura nie spełnia oczekiwań SB. Tego typu "kwity"
                                          mogłyby przydać się jako instrument szantażu, gdyby Badura okazał
                                          się niepokorny i nie chciał współpracować z SB. Mogłyby też przydać
                                          się do kompromitowania Badury, gdyby SB chciała się na nim zemścić
                                          za ewentualną odmowę współpracy.

                                          Nie wiem, czy wspomniany rachunek był później wykorzystywany w takim
                                          charakterze. Nie można jednak wykluczyć takiej ewentualności. Faktem
                                          jest, że owego rachunku nie ma wśród materiałów sprawy krypt. "ZEN".
                                          Może to sugerować, że wykorzystywano go później do innych celów
                                          (bądź z taką myślą przechowywano w innej teczce).

                                          Już wcześniej kilkakrotnie sugerowałem, że fakt spotykania się z
                                          esbekiem w kawiarni i hotelu mógł być w późniejszym czasie
                                          wykorzystywany przez SB dla kompromitowania Badury wśród działaczy
                                          PAX i "Solidarności". Najnowszy wpis Piotra B. przydaje dodatkowego
                                          uzasadnienia tej hipotezie.

                                          Spotkania w kawiarni i hotelu (zamiast standardowych rozmów w
                                          siedzibie MO i SB) były elementem wciągania w pułapkę osoby
                                          traktowanej jako kandydat na TW. Dawanie różnych kwitów do podpisu
                                          (pod byle jakim pretekstem) było kolejnym elementem tejże strategii.
                                          Składając swój podpis na rachunku z kawiarni, Badura popełnił
                                          kolejny błąd, wchodząc jeszcze głębiej w pułapką zastawianą na niego
                                          przez SB. Aż dziw bierze, że nie uprzytomnił sobie tego do dzisiaj!
                                          Można zrozumieć jego naiwność w 1973 r., ale podobna naiwność po 35
                                          latach jest trudna do pojęcia.

                                          Zbigniew Bereszyński

                                          • Gość: Piotr Badura Trzęsący się ze strachu Bereszyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 21:49
                                            1) Rachunek za kawę,herbatę i wuzetkę z moim podpisem jako instrument szantażu?
                                            - to brednia do Księgi Rekordów Guinnessa. Trzęsącego się ze strachu
                                            Bereszyńskiego pewnie można było takim kwitkiem szantażować i dlatego myśli on,
                                            że innych też. Bereszyński najwidoczniej nie pojmuje, co oznacza być człowiekiem
                                            wolnym i dumnym. Ja decyduję co podpisuję. Jeśli chcę podpisać rachunek z
                                            kawiarni, to go podpiszę. Gdyby SB miała go nieuczciwie wykorzystać, to byłby to
                                            ich problem, a nie mój. Jeśli ktoś dałby się nabrać na jakąś esbecką manipulację
                                            z tym kwitkiem, to on miałby problem a nie ja. Tak jest w świecie wolnych i
                                            dumnych ludzi. Świecie dla Bereszyńskiego najwyraźniej niepojętym.
                                            2. Na podstawie lektury esbeckich materiałów, które Bereszyński tu opublikował,
                                            oraz na podstawie swych doświadczeń sądzą, że tak właśnie było, iż SB nie bardzo
                                            ufała swym ludziom, ale pilnowanie kasy uważali za ważniejsze niż pilnowanie, by
                                            wytwarzane przez nich samych dokumenty były rzetelne. Myślę, że w SB doskonale
                                            rozumiano, że wartościowy jest dokument napisany własnoręcznie przez osobę,
                                            którą SB interesowała się.
                                            3. Por. Pleban mógł bać się, że mu nie uwierzą z kawą i wuzetką, bo gdyby mu nie
                                            uwierzyli, to nie dostałby pieniędzy i bardzo by cierpiał. A co gdyby mu nie
                                            uwierzyli w rozmowę ze mną? Przyjechaliby do mnie zapytać, czy ta rozmowa odbyła
                                            się naprawdę? A jak ja bym powiedział, że się nie odbyła, a por. Pleban
                                            twierdziłby, że ja kłamię, i że się odbyła, to jak mieliby ustalić co jest
                                            prawdą? A czy w ogóle były takie przypadki, że jakaś kontrola z SB jeździła po
                                            ludziach i weryfikowała rzetelność notatek funkcjonariuszy? Bo do mnie nigdy
                                            żadna komisja nie przyjechała, choć fałszywość notatek por. Plebana widoczna
                                            była gołym okiem.
                                            3) Jeśli metodą pracy SB było usidlanie ludzi podpisem na rachunku z kawiarni to
                                            w moim przypadku ta metoda była do kitu. Nie sądzę jednak, że por. Pleban, w
                                            sytuacji gdy dowiadywał się, że napisane własnoręcznie przeze mnie zobowiązanie
                                            do zachowania tajemnicy stało się w ciągu kilku tygodni bezwartościowym
                                            kawałkiem papieru, bo ja tę tajemnicę ujawniłem wszystkim zainteresowanym,
                                            chciałby coś zbudować na kwitku z kawiarni. Tak ciemny to on znów nie był.

                                            Pozdrawiam Wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy wolni i dumni nie boją się
                                            podpisać na kwitku z kawiarni.
                                            Piotr Badura
                                            • Gość: wikary Re: Trzęsący się ze strachu Bereszyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 22:05
                                              Gość portalu: Piotr Badura napisał(a):


                                              > Por. Pleban mógł bać się, że mu nie uwierzą z kawą i wuzetką bo
                                              > gdyby mu nie uwierzyli, to nie dostałby pieniędzy i bardzo by
                                              > cierpiał. A co gdyby mu nie uwierzyli w rozmowę ze mną?
                                              > Przyjechaliby do mnie zapytać, czy ta rozmowa odbyła się
                                              > naprawdę? A jak ja bym powiedział, że się nie odbyła, a por.
                                              > Pleban twierdziłby, że ja kłamię, i że się odbyła, to jak mieliby ustalić co
                                              jest prawdą?

                                              No taż nie musieli przyjezdzac i ustalać, mieli na dowód spotkania rachunek
                                              podpisany prze Pana. Chyba, że siedzieliście i tylko konsumowali (on wuzetke,
                                              kawe) a Pan herbatke bez żadnej rozmowy, ale to niepodobieństwo (trudno o
                                              wiekszego gadułe niz Pan :))))))
                                              • Gość: Piotr Badura Coś się Panu poplątało IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 23:31
                                                Ta rozmowa z rachunkiem odbyła się. Problem jest z rzekomymi dwoma następnymi,
                                                które są fikcją i widać to gołym okiem. Ale i tak żadna esbecka kontrola mnie
                                                nigdy o nie nie pytała (no chyba żeby się Bereszyńskiego uznało za esbecką
                                                kontrolę).
                                                Pozdrawiam
                                                Piotr Badura
                                              • z.bereszynski "Bohaterski" Badura 20.03.09, 09:18
                                                Badura znowu kreuje się tutaj na nieustraszonego bohatera. Dziwne tylko, że ów
                                                "bohater" nie miał dość odwagi, by nie zgodzić się na konspiracyjne spotkanie z
                                                esbekiem w kawiarni (jeżeli już uważał,że musi rozmawiać, to mógł pójść na
                                                oficjalną rozmowę do gmachu MO i SB, jak bywało w przypadku normalnych ludzi).
                                                Nie znalazł w sobie nawet tyle odwagi, by odmówić esbekowi podpisu na rachunku z
                                                kawiarni. To ci dopiero "bohaterstwo"!

                                                Zbigniew Bereszyński
                                          • Gość: wikary Re: O kawie i wuzetce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 21:50
                                            jeżeli ten Pleban wg Badury fałszował dokumenty (notatki ze spotkań ),
                                            preparował, konfabulował etc. to czy byłoby dla niego problemem sfałszowanie
                                            podpisu Badury na rachunku za wuzetke i kawe?



                                            • Gość: Piotr Badura Oczywiście nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 23:25
                                              Sfałszowanie mojego podpisu nie byłoby żadnym problemem, poza jednym szczegółem.
                                              Byłby to ewentualnie dowód przeciwko fałszerzowi. Notatka z fikcyjnej rozmowy
                                              nie była żadnym dowodem, bo po dłuższym czasie praktycznie nie da się udowodnić,
                                              czy rozmowa była, czy jej nie było. Sfałszowania zaś notatki w ten sposób, że do
                                              mającej faktycznie miejsce rozmowy dopisze się fałszywą treść, nie da się
                                              udowodnić zaraz po tej rozmowie. Trzeba by mieć nagranie, by coś udowodnić.
                                              Pozdrawiam
                                              Piotr Badura
                                  • Gość: Piotr Badura Rzekoma rozmowa (...) 19.02 - chyba ostatni raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 17:59
                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                    Prawdopodobnie odpowiadam po raz ostatni w kwestii "Rzekomej rozmowa z por.
                                    Plebanem w dniu 19.02.1973". Od pierwszych Pana wpisów w tym wątku mam
                                    przekonanie, że działa Pan ze złą wolą i nie dąży Pan do prawdy, ale do możliwie
                                    maksymalnego oczernienia mnie. Sądzę zresztą, czemu już nieraz dawałem tu wyraz,
                                    że wypełnia Pan w ten sposób polecenie służbowe. Nie mogę w nieskończoność
                                    prostować Pana oszczerstw, nieprawd i insynuacji, dotyczących jednego tylko
                                    szczegółu. Dlatego ten mój post będzie chyba ostatnim, dotyczącym "Rzekomej
                                    rozmowy z por. Plebanem w dniu 19.02.1973". Musi on Panu i ewentualnym innym
                                    forumowiczom wystarczyć, bo potem przejdę do innych kwestii.
                                    1) Zupełnie nieuzasadnione jest Pana oczekiwanie, bym wytłumaczył dlaczego por.
                                    Pleban w swych relacjach z rzekomych rozmów ze mną mijał się z prawdą. To por.
                                    Pleban powinien Panu wyjaśnić, dlaczego mijał się z prawdą. Mimo to wskażę na
                                    jeszcze inną możliwość (pkt. 4), choć jest to tylko kolejna hipoteza. Prawdę zna
                                    por. Pleban.
                                    2) Napisał Pan: "Kopię przebitkową zgłoszenia z oryginalnymi podpisami mógł
                                    dostarczyć tylko ktoś z grona członków-założycieli. Kto? Odpowiedź wydaje się
                                    oczywista, bo przecież tylko jedna osoba z tego grona miała styczność z SB."
                                    To Pana stwierdzenie dowodzi, iż nie zadał Pan sobie najmniejszego trudu, by
                                    cokolwiek w sprawie wyjaśnić. Cały Pana wysiłek idzie w to, by za wszelką cenę
                                    stworzyć wrażenie, że byłem współpracownikiem SB. Jest to zadanie niewykonalne,
                                    bo z dokumentów, do których ma Pan przecież dostęp, wynika coś dokładnie odwrotnego.
                                    Gdyby rzeczywiście chciał Pan coś wyjaśnić, to przecież zrobiłby Pan
                                    przynajmniej takie minimum, ja wpisanie w Google nazwisk członków założycieli TH
                                    i sprawdzenie, czy przypadkiem ktoś z nich nie został już ujawniony jako TW.
                                    Wtedy dowiedziałby się Pan, że np. Urszula S. została już w 2007 ujawniona jako
                                    TW Sylwia i nie napisałby Pan, że byłem w TH jedyną osobą, która miała kontakt z
                                    SB. Dla ułatwienia podaję Panu adres:
                                    www.pardon.pl/artykul/2418/agenci_sb_we_wroclawiu_ujawnieni
                                    Nie uważam za właściwe informowania tu o swych przypuszczeniach co do stopnia
                                    penetracji TH przez SB, a także inne służby. Zwrócę tylko uwagę, że byłoby
                                    wielką naiwnością z mojej strony, gdybym tworząc TH nie założył, iż służby
                                    postarają się o zainstalowanie w nim agentury.
                                    3) Zakładam oczywiście, że pismo zgłaszające TH nie zostało przekazane SB przez
                                    Urszulę S. Znacznie milsze jest dla mnie np. przypuszczenie, że Urszula S.
                                    związała się z TH pod wpływem mojego uroku osobistego, a nie na polecenie
                                    służbowe. Ponadto, jak wiele razy już tu pisałem, osobą najwłaściwszą do
                                    udzielania SB informacji na temat TH byłem ja. To ode mnie SB powinna była
                                    dostawać wszelkie dokumenty, których na mocy przepisów miała prawo oczekiwać. Ja
                                    tę gotowość informowania w prawem określonym zakresie zgłosiłem wyraźnie podczas
                                    pierwszego kontaktu i przecież jest to odnotowane. TH było legalną organizacją,
                                    a jednym z elementów legalności było, w świetle obowiązujących wówczas
                                    przepisów, udostępnianie władzom różnych dokumentów organizacyjnych, gdy się o
                                    nie, zgodnie z prawem, zwracają.
                                    4) O rozmowie z por. Plebanem w dniu 19.02.1973 piszę "rzekoma" nie dlatego, że
                                    chcę zakwestionować fakt przekazania SB kopii pisma zgłaszającego TH. To nie
                                    jest akurat żaden problem. Przecież w zamieszczonych tu przez Pana dokumentach z
                                    przesłuchania jest moja jasna deklaracja, że to, co przepisy nakazują mi ujawnić
                                    w sprawie TH, to ujawnię, bo tworzę legalną organizację. Pismo zgłaszające TH
                                    miałem w świetle prawa obowiązek okazać na wezwanie już w momencie, gdy ono
                                    powstało. Problemem są jednak podane przez por. Plebana daty, które nie wydają
                                    się prawdopodobne, o czym pisałem już w innym poście. Jeśli por. Pleban pisał
                                    nieprawdę w kwestii dat, to musiał mieć powód. Bez powodu pisze się raczej prawdę.
                                    Nie mam pojęcia, dlaczego por, Pleban miałby podać nieprawdziwe daty, a zapewne
                                    to zrobił. Mogło być np. tak:
                                    Por. Pleban dzwonił do mnie do PAX-u 20 lutego, ale poinformowano go, że mnie
                                    nie ma, bo jestem w Szklarskiej Porębie i mam być 21 lutego. Przyszedł zatem do
                                    mnie 21 lutego do PAX-u i dowiedział się, że rano złożyłem pismo zgłaszające TH
                                    w WSW PDRN. Dostał ode mnie kopię tego pisma. Uznał, że jeśli napisze, iż dostał
                                    tę kopię przed faktem zgłoszenia TH, to zrobi to lepsze wrażenie na jego
                                    przełożonych. Gdyby napisał, że dostał ją ode mnie np. 17 lutego, to nie byłoby
                                    problemu. Nie wychwyciłbym, że daty są nierealne. Ale mogło tak być, że np. do
                                    18 lutego włącznie był on np. służbowo poza Wrocławiem, o czym jego przełożeni
                                    wiedzieli. Musiał zatem wpisać datę późniejszą, która wprawdzie nie pasowała do
                                    mojego kalendarza, ale o tym już jego przełożeni nie wiedzieli. To oczywiście
                                    tylko jedna z hipotez, bo o prawdę trzeba pytać por. Plebana a nie mnie.
                                    5) Pogląd wyrażony przez Pana w innym poście, jakoby nie było powodu, by
                                    przypisywać mnie przekazanie jakiejś informacji, gdy naprawdę przekazał ją ktoś
                                    inny, jest niesłuszny. Oficer SB, mający tylko jednego informatora, który
                                    przekazał mu 100 informacji, w oczach przełożonych wypada gorzej niż mający
                                    jednego informatora, który przekazał 90 informacji i jeszcze 5, którzy
                                    przekazali po 2 informacje. Niby informacji tyle samo, ale informatorów już nie.
                                    Dlatego "sprytny" oficer mógłby tak kombinować, że jakieś informacje od
                                    wydajnych informatorów zręcznie przypisze tym osobom, które nie bardzo chcą ich
                                    udzielać. Nie sądzę jednak, by ten przypadek miał tu miejsce, bo ja wyraźnie
                                    zadeklarowałem, że to, co ustawa nakazuje mi w sprawie TH udostępnić, to
                                    udostępnię, gdyż TH jest legalną organizacją. Nie było więc powodu, by zwracać
                                    się do kogoś innego.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                                    • Gość: Piotr Badura Do Urszuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 18:20
                                      Szanowna Urszulo
                                      Ponieważ musiałem powołać się na Twój przypadek, więc informuję Cię, że ja
                                      osobiście nie miałbym Ci za złe przekazania SB jakiejkolwiek informacji na temat
                                      TH, byle byłaby ona prawdziwa. TH było legalnym stowarzyszeniem i nie było
                                      powodu, by cokolwiek przed władzami ukrywać.
                                      Pozdrawiam serdecznie
                                      Piotr Badura
                                      • Gość: max Re: Do Urszuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 19:07
                                        Gość portalu: Piotr Badura napisał(a):

                                        > Szanowna Urszulo
                                        > Ponieważ musiałem powołać się na Twój przypadek, więc informuję Cię, że ja
                                        > osobiście nie miałbym Ci za złe przekazania SB jakiejkolwiek informacji...

                                        Czy Urszula jest uczestnikiem tej dyskusji? A może dopiero chciałby pan ją
                                        zaprosić? Jeśli w charakterze świadka, to pański post można by chyba okreslic
                                        mianem "wpływania na zeznania świadka"
                                        :)
                                    • Gość: max Re: Rzekoma rozmowa (...) 19.02 - chyba ostatni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 18:57
                                      W linku, który pan podaje możemy znaleźć takie oto informacje:

                                      "TW "Sylwia", rozszyfrowana jako Urszula Smerecka. W 1981 r. była zastępcą
                                      redaktora naczelnego wrocławskiego radia "Solidarność". Ale już w 1978 r.
                                      funkcjonariusze SB wymienili ją w niewielkiej grupie agentów, którzy mają
                                      "dotarcie do grona ścisłego aktywu SKS-u a tym samym mają możliwości operacyjne
                                      do realizacji głębokiego rozpoznania działalności tej organizacji już w sferze
                                      zamiarów odnośnie przyszłej działalności". Usytuowanie Smereckiej było więc
                                      bezcenne dla SB."

                                      a wczesniej:

                                      "Na podstawie akt "Kaskadera" (oraz akt innych spraw, poświęconych m.in.
                                      inwigilacji wrocławskiego SKS) udało się ustalić kilkanaście nazwisk agentów SB
                                      ulokowanych w środowisku wrocławskiej opozycji antykomunistycznej na przełomie
                                      lat 70. i 80."


                                      Nie można zatem z tych informacji wysnuć wiedzy na temat tego co robiła Urszula
                                      Smerecka w roku 1973. A to własnie wtedy rejestrował pan TH i tych lat dotyczy -
                                      o ile dobrze rozumiem - spór jaki panowie toczycie.

                                      Dlaczego nie chce pan ujawnić swych przypuszczeń co do stopnia penetracji TH
                                      przez SB? Dlaczego posiłkuje się pan w swojej argumentacji wynikami prac
                                      historyków IPN, a z drugiej strony wzbrania się pan przed zajrzeniem do zasobów
                                      IPN na temat własnej osoby?

                                      Dlaczego SB miałaby instalować agenture w TH mając w panu tak ochoczego
                                      informatora, który złozył deklaracje rzetelnego informowania (oczywiscie "tylko"
                                      w ramach tego, co przewidywało PRL-owskie, w pełni przez pana akceptowane prawo :)
                                      • Gość: Piotr Badura Jakoś dziwnie Pan pisze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.09, 00:16
                                        Szanowny Panie Maksie
                                        Dziwne rzeczy Pan pisze, np.:
                                        1) "Nie można zatem z tych informacji wysnuć wiedzy na temat tego co robiła
                                        Urszula Smerecka w roku 1973. A to właśnie wtedy rejestrował pan TH i tych lat
                                        dotyczy - o ile dobrze rozumiem - spór jaki panowie toczycie."
                                        Przecież ja wyraźnie napisałem: "Zakładam oczywiście, że pismo zgłaszające TH
                                        nie zostało przekazane SB przez Urszulę S. Znacznie milsze jest dla mnie np.
                                        przypuszczenie, że Urszula S. związała się z TH pod wpływem mojego uroku
                                        osobistego, a nie na polecenie służbowe. Ponadto, jak wiele razy już tu pisałem,
                                        osobą najwłaściwszą do udzielania SB informacji na temat TH byłem ja. To ode
                                        mnie SB powinna była dostawać wszelkie dokumenty, których na mocy przepisów
                                        miała prawo oczekiwać. Ja tę gotowość informowania w prawem określonym zakresie
                                        zgłosiłem wyraźnie podczas pierwszego kontaktu i przecież jest to odnotowane. TH
                                        było legalną organizacją, a jednym z elementów legalności było, w świetle
                                        obowiązujących wówczas przepisów, udostępnianie władzom różnych dokumentów
                                        organizacyjnych, gdy się o nie, zgodnie z prawem, zwracają."
                                        Ja niestety nie mogę wykluczyć, że już w 1973 Urszula była TW, więc choć w to
                                        raczej nie wierzę, to na wszelki wypadek zaznaczyłem, że gdyby tak było, to
                                        jeśli mówiła SB prawdę, to nikt nie może jej nic zarzucić.
                                        Sprawę Urszuli przywołałem tylko dlatego, by pokazać, że pan Bereszyński nie
                                        zadał sobie najmniejszego trudu, by coś posprawdzać. To zaś utwierdza mnie w
                                        podejrzeniu, że dostał polecenie, by mnie oczernić i sprawdzanie czegokolwiek
                                        było mu w tej sytuacji na rękę. Czy Pan też uważa, że wpisanie tych kilku
                                        nazwisk do Googli było takim wielkim problemem?
                                        2) "Dlaczego nie chce pan ujawnić swych przypuszczeń co do stopnia penetracji TH
                                        przez SB?"
                                        A po co mam to ujawniać? Jeśli podejrzewałbym niesłusznie, to skrzywdziłbym
                                        podejrzewanych, pisząc tu o nich.
                                        3) "Dlaczego posiłkuje się pan w swojej argumentacji wynikami prac historyków
                                        IPN, a z drugiej strony wzbrania się pan przed zajrzeniem do zasobów IPN na
                                        temat własnej osoby?"
                                        Po pierwsze, napisałem już, że od zaglądania do zasobów IPN na temat mojej osoby
                                        mam Bereszyńskiego. Po drugie, co bym zyskał zaglądając do tych zasobów?
                                        Przecież wtedy każdy mógłby powiedzieć, że sprawdziłem co tam jest i teraz
                                        dorabiam do tego odpowiednią wersję. Po trzecie, jeśli pan Bereszyński prosi,
                                        grozi, błaga i żebrze, bym tam zajrzał, a ja go podejrzewam, że działa na
                                        zlecenie służb specjalnych, to musiałbym upaść na głowę, by tam zaglądać. Ja
                                        jestem tu rozgrywającym, a nie pan Bereszyński. Gra nie potoczy się zatem wedle
                                        jego próśb, gróźb, błagań i żebrań.
                                        4) "Dlaczego SB miałaby instalować agenturę w TH" - też o to pytam. Przecież
                                        wszystko na temat TH dostaliby ode mnie. To po co miała im potrzebna agentura w
                                        TH? Myślę jednak, że oni bali się, że wprowadzam ich w błąd i woleli się
                                        zabezpieczyć. SB to jednak nie był problem. Większy problem mógł być z innymi
                                        niż SB służbami, ale o tym wolę nie pisać.
                                        Pozdrawiam serdecznie
                                        Piotr Badura
                                        • Gość: max Re: Jakoś dziwnie Pan pisze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.09, 02:09
                                          Odwracanie kota ogonem to pana specjalność. "Zagadywanie" długimi cytatami z
                                          własnych wypowiedzi też.

                                          Zarzucił pan Bereszyńskiemu, że gdyby skorzystał z Google to nie pisałby, że był
                                          pan w TH jedyną osobą, która miała kontakt z SB.
                                          Poczym podał pan link do informacji, z której leniwy Bereszyński dowiedziałby
                                          się, że Urszula S. (członek-załozyciel TH) była tajnym współpracownikiem SB....
                                          ale dopiero na przełomie lat 70/80 XX wieku, gdy TH już dawno nie istniało!
                                          Jakiej więc istotnej wiedzy odnosnie do pana kontaków z SB w latach 1973-1974
                                          pozbawił nas Bereszyński poprzez swoje karygodne zaniedbanie?

                                          To jeden z wielu przykładów pana - moim zdaniem - złej woli, przypisywania złych
                                          intencji Bereszyńskiemu.


                                          O Urszuli S. pisze pan mniej wiecej tak:

                                          ...nie moge wykluczyć, że była w 1973 TW, więc choć raczej w to nie wierze, to
                                          na wszelki wypadek zaznaczam... że gdyby tak było to jesli mówiła SB prawde....

                                          Dość skomlikowana i wyrafinowana konstrukcja zdaniowa. Niech się pan nie dziwi,
                                          ze proste zdania Bereszyńskiego bardziej przemawiają do czytelnika takiego jak
                                          ja. "Na wszelki wypadek?" Kogo pan się obawia? Jakich jeszcze służb? (Poza
                                          Bereszyńskim, czy raczej "słuzbami" z podpuszczenia których tenze działa :)

                                          I dalej brnie pan, odpowiadając na pytanie:
                                          "Dlaczego nie chce pan ujawnić swych przypuszczeń co do stopnia penetracji TH
                                          przez SB?"
                                          >A po co mam to ujawniać? Jeśli podejrzewałbym niesłusznie, to skrzywdziłbym
                                          podejrzewanych, pisząc tu o nich.

                                          Dziwne, że tę słuszną skądinąd zasade stosuje pan tak selektywnie, zapominając o
                                          niej np. gdy pisze pan o Bereszyńskim, że "dostał polecenie, by mnie oczernić"

                                          A w tym przekonaniu utwierdza pana fakt, że Bereszyński nie zadał sobie trudu by
                                          cos posprawdzac w ... Google :) Powalajacy zaiste argument :)

                                          A przecież cokolwiek pojawi się w Google musi przedtem zaistnieć w innej formie,
                                          to jest tylko wyszukiwarka, czy pan o tym nie wie?
                                          Moze Bereszyński woli grzebać w materiałach źródłowych a nie w Google - ale to
                                          juz pytanie nie do pana :)
                                    • z.bereszynski znowu ucieka Pan w konfabulacje 15.02.09, 21:15
                                      Panie Badura,

                                      Jedyną osobą, którą miałbym podstawy posądzać o świadomą
                                      konfabulację, jest Pan. To Pan miesza tutaj fakty ze swoimi
                                      zmyśleniami, dążąc za wszelką cenę do zakwestionowania wiarygodności
                                      dotyczących Pana dokumentów.

                                      Z tego, że Urszula Smerecka funkcjonowała jako TW ps. „Sylwia” w
                                      1978 r., nie wynika wcale, że analogiczną rolę odgrywała ona już w
                                      1973 r. w środowisku TH. Gdyby współpracowała ona z SB w 1973 r., to
                                      oczywiście można by z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładać, że
                                      podobnie było również w 1978 r. Ale nie odwrotnie! Pańskie wywody na
                                      ten temat są po prostu nielogiczne.

                                      Jak na razie nie wiemy (Pan i ja), kiedy i w jakich okolicznościach
                                      doszło do zwerbowania „Sylwii” przez SB. W związku z tym wszelkie
                                      spekulacje na temat jej roli w 1973 r. są po prostu
                                      bezprzedmiotowe.

                                      Tzw. kupy nie trzymają się również Pańskie wywody na temat
                                      możliwości przypisywaniu Panu przez Plebana informacji pozyskanych w
                                      rzeczywistości od „Sylwii”. Gdyby Pleban faktycznie miał „Sylwię” na
                                      swoich usługach, to z pewnością pochwaliłby się tym w materiałach
                                      sprawy krypt. „ZEN”. Tymczasem nie ma tam żadnej tego typu
                                      informacji. Nie ma tam żadnych doniesień „Sylwii” czy informacji
                                      pozyskanych od innych założycieli TH. Jako jedyne osobowe źródło
                                      informacji na temat TH występuje tam przez cały czas Pan.

                                      Pleban nie chwalił się przed przełożonymi tym, że ma dwóch
                                      informatorów w środowisku TH. Jak już powiedziałem, on cały czas
                                      wymieniał Pan jako jego jedyne osobowe źródło informacji na ten
                                      temat

                                      Wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN” znajduje się również wykaz
                                      wykorzystywanych w tej sprawie tajnych współpracowników oraz
                                      kontaktów operacyjnych i służbowych. W wykazie tym zostali
                                      wymienieni TW ps. „Kowalski”, „11S’, „KCN” i „Maciek”, a także
                                      KS „DD” i KO „TŻ”. Żadna „Sylwia” tam nie występuje.

                                      Po jakiego diabła miałby Pleban ukrywać przed przełożonymi faktyczny
                                      sukces operacyjny, jakim byłoby zwerbowanie „Sylwii”, a wymyślać
                                      fikcyjny (jakoby) sukces w postaci spotkań z Panem? Po co miałby
                                      uprawiać taką dezinformację? Co by mu to dało?

                                      To nie są pytania ani do Pana ani do Plebana (ani też do Wójta). To
                                      są tzw. pytania retoryczne. Nie oczekuję na Pańską odpowiedź na te
                                      pytania, bo odpowiedź ta jest dla mnie oczywista.

                                      To samo można powiedzieć na temat Pańskich konfabulacji na temat
                                      czasu, w jakim Pleban mógł dostać od Pana kopię zgłoszenia TH. Nie
                                      wierzę w to, by sugerowane przez Pana manipulowanie datą otrzymania
                                      zgłoszenia dałoby Plebanowi jakieś godne uwagi korzyści w postaci
                                      lepszej oceny jego osoby przez przełożonych. Wątpię, by tego typu
                                      detale miały dla kogokolwiek większe znaczenie. Całkiem realna
                                      byłaby natomiast groźba surowej odpowiedzialności karnej, jaka
                                      spadłaby na Plebana, gdyby wyszło na jaw, że oszukuje on
                                      przełożonych. Ewentualne korzyści byłyby tutaj niewspółmiernie małe
                                      w stosunku do ryzyka. Nie warta byłaby przysłowiowa skórka za
                                      wyprawę. Tylko skończony idiota narażałby się w taki sposób.

                                      Nie znam osobiście Plebana, ale nie sądzę, żeby był on skończonym
                                      idiotą. Sądzę natomiast, że to Pan liczy na to, że idiotami okażą
                                      się forumowicze i można będzie wcisnąć im taki kit. Jak zwykle jest
                                      Pan w błędzie.

                                      Zbigniew Bereszyński
                              • Gość: Piotr Badura Trudno było działać zgodnie z prawem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:30
                                Pisałem wielokrotnie, że w latach 70. odrzucałem już myśl o prowadzeniu
                                nielegalnej działalności. Nielegalne organizacje zakładałem w połowie lat 60.,
                                ale potem z tego wyrosłem. Czasem jednak wprost nie dało się działać zgodnie z
                                prawem i wówczas musiałem iść na jakiś drobny kompromis.
                                Ustawa o zgromadzeniach z 29 marca 1962, wprowadzona w miejsce i tak już
                                represyjnej ustawy o zgromadzeniach z 11 marca 1932, jeszcze tę represyjność
                                zwiększyła. W świetle ustawy z 1962 każde zebranie, które zwoływałem w trakcie
                                zakładania TH, nawet zebranie dwuosobowego "zarządu TH w organizacji" było
                                zgromadzeniem podlegającym przepisom ustawy. Miałem zatem obowiązek (art. 8) na
                                co najmniej 7 dni przed każdym takim "zgromadzeniem" wystąpić do właściwego
                                terytorialnie wydziału spraw wewnętrznych prezydium dzielnicowej rady narodowej
                                (WSW PDRN) z podaniem o pozwolenie na odbycie "zgromadzenia". W podaniu miałem
                                obowiązek podać swoje imię i nazwisko, adres, datę, dokładne miejsce
                                "zgromadzenia", czas rozpoczęcia obrad, ich cel i porządek oraz przewidywany
                                krąg uczestników.
                                Oczywiście niezależnie od przywołanej ustawy musiałem mieć zgodę dysponenta
                                terenu lub lokalu, który miał być miejscem "zgromadzenia" (w przypadku akademika
                                zgodę rektora, w przypadku lokalu gastronomicznego zgodę jego właściciela, w
                                przypadku ławek w parku zgodę właściciela parku etc.).
                                Na mocy art. 13 wspomnianej ustawy, WSW PDRN miał prawo delegować na zwołane
                                przeze mnie zgromadzenie nieograniczoną liczbę swych przedstawicieli a także
                                żądać informacji o treści zgłaszanych wniosków i rezolucji.
                                Konkretnie mogło to wyglądać tak, że mielibyśmy najpierw niesłychane korowody z
                                uzyskaniem zgody dysponenta terenu bądź lokalu (SB mogła zadbać o to, byśmy jej
                                nie uzyskali). Gdy już znaleźlibyśmy kogoś, kto wyraziłby zgodę i otrzymalibyśmy
                                pozwolenie WSW PDRN to na koniec na nasze spotkanie np. pięciu osób przyszłoby
                                pięciu przedstawicieli WSW PDRN, którzy notowaliby każde słowo każdego z nas.
                                Uznałem, że jest to sytuacja, w której lepiej jest nieco zaniedbać
                                przestrzeganie prawa. Zwoływałem kolejne "zgromadzenia" bez powiadamiania władz
                                i bez uzyskiwania zgody dysponenta lokalu. Wedle mojej ówczesnej wiedzy
                                prawniczej, jedynym skutkiem takiego postępowania mogło być kolegium dla mnie,
                                które mogło mnie ukarać grzywną w wysokości maksymalnej 5 tys. zł. Ponadto
                                władze uczelni mogłyby mnie ukarać jakąś naganą. Kary mogły jednak dosięgnąć
                                wyłącznie mnie.
                                W przypadku prowadzenia zgromadzenia bez pozwolenia ustawa o zgromadzeniach
                                przewidywała odpowiedzialność wyłącznie zwołującego zgromadzenie i kierującego
                                nim. Dodatkowo jeszcze art. 52 par. 1 punkt 1) kodeksu wykroczeń (ustawa z 20
                                maja 1971) nakładał odpowiedzialność na użyczającego pomieszczenia w celu
                                odbycia zgromadzenia, na które nie wydano pozwolenia. Rektor nie mógł jednak
                                odpowiadać, bo nie wiedział, że w akademiku odbywały się zgromadzenia, na które
                                nie było pozwolenia. Na podobnej zasadzie nie mogli odpowiadać rodzice Sergiusza
                                (dysponenci mieszkania), którzy też o tym nie wiedzieli.
                                Nie wiem na czym było oparte przekonanie warszawskiej SB, że mogą zrobić
                                Sergiuszowi sprawę przed kolegium. Gdyby mogli, to by ją zrobili. Na sprawie
                                przesłuchano by pozostałych uczestników warszawskiego spotkania jako świadków,
                                pytając ich, czy uczestniczyli w "zgromadzeniu". Nie mogliby zeznawać, że nie,
                                bo za fałszywe zeznania świadkowi groziła już naprawdę wysoka kara. Problem w
                                tym, że dysponentami lokalu byli rodzice Sergiusza, a ci, zgodnie z prawdą,
                                zeznaliby, że nie mieli pojęcia o żadnym "zgromadzeniu".
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Biczownicy - tekst pomocniczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 13:51
                                Biczownicy to ludzie, którzy w ramach pokuty okładają samych siebie biczami,
                                najlepiej aż do krwi. Popularni byli w średniowieczu, choć na małą skalę
                                przetrwali gdzieniegdzie do dziś. Stosunek do biczowników nie jest jednolity.
                                Przed wieloma wiekami uważano ich najczęściej za godnych chwały. Dziś rzadko się
                                tak uważa. Dziś przeważa pogląd, że biczownictwo to patologia. Myślę, że w
                                przyszłości będzie to pogląd powszechny.
                                Jeśli ktoś ginie śmiercią męczeńską za wiarę, to prowadzi się badania, czy ten
                                ktoś chciał śmierci męczeńskiej. Stwierdzenie, że ktoś specjalnie działał na
                                rzecz swej męczeńskiej śmierci jest chyba poważną przeszkodą, do uznania
                                świętości takiej osoby. Nie jestem oczywiście tego pewien, ale tak mi się wydaje.
                                Znany jest przypadek szczególnego typu żon alkoholików. Specjaliści wiedzą, że
                                zdarza się czasem, iż zaleczonego alkoholika, który przestał pić, żona w
                                zakamuflowany sposób skłania do tego, by znów zaczął pić, a co za tym idzie
                                awanturować się i bić ją oraz dzieci. Są kobiety, które czerpią wielką
                                satysfakcję z tego, że mogą chodzić po sąsiadkach i pokazywać siniaki, które
                                nabił im mąż alkoholik, ale one dla dobra rodziny poświęcają się i trwają przy
                                nim. Sąsiadki im współczują, podziwiają ich poświęcenie i te żony alkoholików są
                                wtedy w siódmym niebie. Nie myślą, że np. ich dzieci wcale nie są w siódmym
                                niebie. To jest nieważne. Ważne jest poczuć tę satysfakcję ze współczucia
                                sąsiadek i z ich podziwu dla poświęcenia się żony alkoholika.
                                Już jakiś czas temu oglądałem program telewizji amerykańskiej poświęcony
                                zjawisku matek, które mają obsesję na punkcie bycia cierpiącymi matkami,
                                trwającymi przy szpitalnym łóżeczku swego dziecka. Program został zrealizowany w
                                oparciu o nagrania wykonane ukrytymi kamerami. Lekarze podejrzewali, że coś jest
                                nie tak, więc założono ukryte kamery w niektórych salach szpitalnych i do tych
                                sal kierowano chore dzieci podejrzanych matek.
                                Ukryte kamery pokazały, że część tych matek, gdy myśli, że nikt tego nie widzi,
                                podejmuje działania przeciw własnym chorym dzieciom. Trzymają np. chore
                                niemowlęta rozebrane przy otwartym oknie w zimie, albo dosypują im jakieś brudy
                                do jedzenia. Zarejestrowano nawet przypadek matki, która swemu choremu
                                niemowlęciu robiła zastrzyki z brudnej wody. Te matki czerpały satysfakcję z
                                tego, że lekarze i pielęgniarki współczuli ich cierpieniu z powodu choroby
                                dziecka i podziwiali ich wielką miłość, która kazała im trwać przy łóżeczku
                                chorego niemowlęcia.
                                Podobne sytuacje występują w życiu politycznym. Są "bojownicy słusznej sprawy",
                                którzy czerpią satysfakcję z prześladowań, jakich doznali. Starają się oni
                                umiejętnie prowokować prześladowania. Pół biedy, gdy ściągają je na siebie.
                                Gorzej, gdy ściągają je na innych, którzy wcale nie mieli ochoty doświadczać
                                prześladowań.
                                W PAX-ie obowiązywał pogląd, że polityk odpowiada za skutki swych działań, a
                                jego deklarowane intencje nie są wiele warte. Ktoś, kto swą działalnością
                                polityczną ściąga na innych kłopoty, powinien się z tej działalności wycofać, a
                                jeśli częściej mu się to zdarza, to powinien w ogóle zaprzestać działalności
                                politycznej. Ktoś, kto ściąga na ludzi represje, bo czerpie satysfakcję z bycia
                                represjonowanym, jest dewiantem, a nie walczącym o słuszną sprawę. Liczą się skutki.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: behemot Re: Biczownicy - tekst pomocniczy IP: *.punkt.pl 30.01.09, 15:45
                                  Gonisz waść w piętkę...
                                • Gość: max Biczownicy...Badura o sobie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 21:58
                                  Gość portalu: Piotr Badura napisał(a):
                                  > W PAX-ie obowiązywał pogląd, że polityk odpowiada za skutki swych działań, a
                                  > jego deklarowane intencje nie są wiele warte. Ktoś, kto swą działalnością
                                  > polityczną ściąga na innych kłopoty, powinien się z tej działalności wycofać, a
                                  > jeśli częściej mu się to zdarza, to powinien w ogóle zaprzestać działalności
                                  > politycznej. Ktoś, kto ściąga na ludzi represje, bo czerpie satysfakcję z bycia
                                  > represjonowanym, jest dewiantem, a nie walczącym o słuszną sprawę. Liczą się sk
                                  > utki.

                                  Cy ma pan na myśli siebie samego?

                                  Jak sam pan bowiem wspomina
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=44144872&a=45309521
                                  pański starszy przyjaciel z PAX-u powiedział o panu:


                                  "Ty jesteś bezkompromisowym bojownikiem słusznej sprawy, ale słuszna
                                  sprawa mocno na tej twojej bojowości ucierpiała. Czy ważniejsze było twoje
                                  dobre samopoczucie, czy sprawa?"

                                  a dalej już pana własne słowa:

                                  "Do dziś się tego wstydzę. Wstydzę się, że chciałem być bohaterem, który
                                  bezkompromisowo walczy o słuszną sprawę, nawet za cenę całkowitego ukatrupienia
                                  tej słusznej "


                                  Wstydzi się pan swej młodzieńczej wiary w to, że można było w PRL zbudować
                                  pokojowo (PAX :) demokracje parlamentarną.
                                  Zupełnie natomiast nie wstydzi się pan swoich kontaktów z SB. Wręcz przeciwnie.
                                  Pana wielokrotnie powtarzany pogląd w tej kwestii można chyba streścic w jeszcze
                                  jednym cytacie z pańskich postów na forum "GW"

                                  "Nie zgadzam się, że współpraca z SB to hak w życiorysie. To jest pogląd
                                  intensywnie lansowany przez obecne służby specjalne. a ma on na celu
                                  zdyscyplinowanie odziedziczonej po PRL agentury. Niektórzy pracujący dla SB
                                  chcieliby po prostu przy okazji zmiany ustroju "urwać się". Tych się za karę
                                  będzie publicznie "lustrować", wmawiając wszystkim brednię, jakoby sam fakt
                                  współpracy z SB był kompromitujący. Tymczasem współpraca z SB kompromitująca
                                  nie jest, bo były to legalne służby legalnego państwa. Kompromitujące jest, gdy
                                  ktoś we współpracy lub pracy dla SB postępował po łotrowsku"



                                  • Gość: Piotr Badura Jestem pełen uznania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 22:51
                                    Szanowny Panie Maksie
                                    Tym razem jestem pełen uznania dla Pana (i nie ma w tym żadnej ironii). Czasem
                                    mam poczucie, że to wszystko, co tu piszę, do mało kogo trafia. Posty takie jak
                                    ten, na który Panu odpowiadam, podbudowują mnie, bo pokazują, że ktoś to
                                    wnikliwie czyta, pamięta i analizuje. Tym chętniej Panu odpowiadam.
                                    1) Pyta Pan, czy pisząc: "W PAX-ie obowiązywał pogląd..." miałem na myśli
                                    siebie. Miałem na myśli każdego. Pana też. Jeśli każdego, to i siebie oczywiście.
                                    2) Ja nie wstydzę się, jak Pan napisał, "swej młodzieńczej wiary w to, że można
                                    było w PRL zbudować pokojowo (PAX :) demokrację parlamentarną." Po pierwsze nie
                                    była to moja młodzieńcza wiara. Ja nadal jestem przekonany, że można było w PRL
                                    pokojowo zbudować demokrację parlamentarną. Można było, ale ci, co mogli coś w
                                    tej sprawie zrobić, na ogół nie chcieli, bo mieli inne interesy na oku.
                                    Ja wstydzę się, że wprawdzie umiałem rozszyfrować, iż ktoś w PAX-ie (do dziś nie
                                    wiem kto) prowadził w tej sprawie inteligentną grę, ale nie umiałem rozpoznać,
                                    że robię z niej grę trochę mniej inteligentną.
                                    3) Obawiam się, że miesza Pan dwie sprawy: "kontakty z SB" i "współpraca z SB".
                                    Ja miałem kontakty, w znaczeniu, że np. SB mnie przesłuchiwała. Przez współpracę
                                    z SB rozumiem takie działanie na rzecz SB, do którego nie jest się zobowiązanym
                                    ustawą. W tym sensie nie współpracowałem z SB.
                                    Oczywiście nie zmienia to mojego poglądu, i dobrze, że go Pan przypomniał, iż SB
                                    to była legalna służba legalnego państwa i nikt, kto uczciwie współpracował z SB
                                    nie może być z tego tytułu potępiany. Wydaje mi się, że to potępienie jest
                                    potrzebne przede wszystkim nowym służbom, bo to jest ich bat na tych, którzy
                                    odmawiają z nimi współpracy (tym, którzy idą na współpracę zapewne czyści się
                                    akta i np. dostają oni status pokrzywdzonych).
                                    4) Już tak dodatkowo powiem, że zawsze zadziwia mnie, iż wielu ludzi uważa, że
                                    sytuacja która jest, to stan ostateczny i nigdy już nie będzie zakrętu
                                    historycznego. Z lektury archiwalnej prasy odnoszę wrażenie, że zawsze tak było.
                                    Dzisiejszy stan nie jest ostateczny. Za jakiś czas wejdziemy w kolejny zakręt
                                    historyczny (moim zdaniem widać go już na horyzoncie). Po tym zakręcie nowi
                                    butni będą twierdzić, że ABW to właściwie organizacja przestępcza, a jej
                                    współpracownicy, tacy jak np. pan Behemot, zasługują na totalne potępienie. Ja
                                    wówczas, jeśli dożyję, a raczej dożyję, będę twierdził, że ABW była legalną
                                    służbą legalnego państwa i nikt nie może być potępiany za to, że uczciwie dla
                                    ABW pracował.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Moja sytuacja względem SB była całkiem inna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 17:30
                                O moim pierwszym kontakcie z SB Pan Bereszyński napisał: "Był Pan wtedy bardzo
                                młodym człowiekiem, studentem Uniwersytetu Wrocławskiego, i myślę, że owe
                                kontakty z SB były dla Pana niemałym przeżyciem."
                                Czasem zbyt łatwo patrzymy na innych przez pryzmat własnych doświadczeń. Pan
                                Bereszyński też miał kontakty z SB i myślę, że doświadczenia z nich na tyle
                                mocno zaciążyły na jego świadomości, iż przez pryzmat tych swoich kontaktów
                                patrzy na doświadczenia innych ludzi. Tymczasem moje kontakty z SB nie dadzą się
                                porównać z kontaktami pana Bereszyńskiego.
                                Pierwszy kontakt z SB, który pan Bereszyński ujawnia, miał on jeszcze jako
                                licealista w 1973. Miała to być rozmowa profilaktyczna, związana z tym, że młody
                                wówczas Bereszyński rozmyślał wraz z kolegami nad wydawaniem powielanego
                                biuletynu. Wg relacji pana Bereszyńskiego było to ze strony SB takie pogrożenie
                                palcem i ostrzeżenie, by nie przychodzili na głupie myśli. To brzmi bardzo
                                prawdopodobnie i myślę, że tego kontaktu, jako błahego, można nie brać pod uwagę.
                                Pierwszy poważny kontakt z SB, który ujawnił pan Bereszyński, miał miejsce w
                                lutym 1978. 22-letni już wówczas Bereszyński został zatrzymany na 48 godzin w
                                areszcie w związku z kolportowaniem ulotek w formie listu gończego za ówczesnym
                                przywódcą Edwardem Gierkiem. Z wyjaśnień pana Bereszyńskiego wynika, że
                                zatrzymano go na te 48 godzin i koniec. SB odpuściła. Nie robiła sprawy.
                                Dlaczego? Nie jest to jasne.
                                Bardzo istotne znaczenie ma kilka różnic między moim przesłuchaniem przez SB w
                                styczniu 1973, a zatrzymaniem pana Bereszyńskiego w lutym 1978.
                                1) W styczniu 1973 SB w zasadzie nie mogła postawić mi żadnego zarzutu.
                                Przygotowania do tworzenia TH miały do tego czasu formę listów i indywidualnych
                                rozmów. Nie można było na tej podstawie mówić o jakimkolwiek naruszeniu
                                obowiązującego w PRL prawa.
                                W lutym 1978 pan Bereszyński zostaje zatrzymany w związku z działaniami
                                podlegającymi karze. Potencjalne represje mogły być dla niego bardzo dotkliwe
                                (np. wyrok w sprawie karnej, relegowanie z uczelni, powołanie do wojska etc.).
                                2) Rozmowa ze mną prowadzona była w sposób nadzwyczaj uprzejmy, co zresztą
                                znajduje odbicie w materiałach opublikowanych przez pana Bereszyńskiego ("Należy
                                jednak podtrzymywać go w mniemaniu, że traktujemy go jako jednostkę wybijającą
                                się swą indywidualnością w otoczeniu"), że nie wspomnę już o żeberkach itp.
                                Z panem Bereszyńskim jest odmiennie. Zostaje poddany "rozmiękczaniu" zamknięciem
                                w celi.
                                3) Rok 1973 to rok największego wzrostu płac realnych w całej gierkowskiej
                                dekadzie. W społeczeństwie dominuje optymizm i wiara w lepszą przyszłość. Nie ma
                                zdecydowanych działań opozycyjnych i nie ma powodów do jakichś wściekłych ruchów
                                SB. Rok 1978 - wprost przeciwnie. To najgorszy płacowo rok całej dekady (jedyny
                                rok spadku płac realnych). Jest już po wydarzeniach radomskich. Intensywnie
                                działają organizacje opozycyjne, np. KOR. SB dwoi się i troi w walce z opozycją
                                i w inwigilowaniu jej.
                                Nie wiem jak dokładnie wyglądał kontakt pana Bereszyńskiego z SB w 1978, bo
                                jakoś tak oszczędnie pan Bereszyński mówi na ten temat. Ot, zatrzymali i
                                wypuścili, bo pewnie im się już nic nie chciało. Nie brzmi to wiarygodnie.
                                Myślę, że doświadczenie tego kontaktu zaciążyło na psychice pana Bereszyńskiego.
                                W moim przypadku sprawa miała się jednak inaczej. W 1973 miałem znacznie większe
                                doświadczenie polityczne niż pan Bereszyński w 1978. Ponadto miałem dobrą
                                orientację prawną (o opinię w tej sprawie zainteresowani mogą się zwrócić do
                                prezesa Sądu Okręgowego w Opolu - tel. 077 54-18-110). W styczniu 1973 doskonale
                                wiedziałem, że SB nie może zarzucić mi nic. Oni także to wiedzieli. SB nie mogła
                                mnie też kupić, bo nie mieli czym. Nie mieli ani kija, ani marchewki. Jedyna
                                rzecz, którą potrafili wymyślić, to zapowiedź przesłuchiwania moich znajomych,
                                dla sprawdzenia, czy ja mówię prawdę. Tym moim znajomym też oczywiście nie mogli
                                nic zrobić, poza przesłuchaniem ich, bo nikt z nich w związku z TH nie naruszył
                                jakiegokolwiek przepisu. Było więc psychologicznie nieprawdopodobne, bym poszedł
                                na jakąkolwiek współpracę. Nie miałem żadnego powodu. Miał natomiast taki powód
                                pan Bereszyński w lutym 1978.
                                Podpisanie przeze mnie oświadczenia o zachowaniu przesłuchania ze stycznia 1973
                                w tajemnicy miało charakter kontraktu: Wy dajecie spokój ludziom, ja zachowam
                                dla siebie wiedzę o przesłuchaniu. Moja zgoda na podpisanie oświadczenia nie
                                wynikała z chęci uniknięcia jakiejś odpowiedzialności, czy z chęci osiągnięcia
                                jakiejś osobistej korzyści, ale z chęci zaoszczędzenia związanym ze mną ludziom
                                przesłuchania (niektórzy ludzie boją się przesłuchań). Ze względu na motywację
                                podpisania oświadczenia nie miałem więc powodu, by tego faktu nie ujawnić, z
                                chwilą gdy dowiedziałem się, że przesłuchano Sergiusza. Wprost przeciwnie,
                                uważałem, że dobrze o mnie świadczy, iż starałem się ochraniać znajomych.
                                Odniosłem wrażenie, że oni też tak uważali. Byliśmy potem jeszcze latami w
                                kontakcie i nikt nie zgłosił mi, że uważał, iż źle zrobiłem, próbując ich
                                chronić. Dlatego trochę śmieszy, że teraz nagle chce ich bronić przede mną pan
                                Bereszyński. Z tego co wiem, ani jedna z tych osób nie upoważniła pana
                                Bereszyńskiego, by jej tu na forum bronił. To taka trochę uzurpacja.
                                Kończąc powiem tak: Każdy kto śledzi ten wątek powinien mieć świadomość, że było
                                psychologicznie nieprawdopodobne moje pójście na jakąkolwiek współpracę z SB w
                                styczniu 1973. Widać to nawet z lektury doprawionych sporą dawką konfabulacji
                                dokumentów wytworzonych przez por. Plebana, a opublikowanych tu przez pana
                                Bereszyńskiego. Nie miałem też żadnego powodu zabezpieczać się przed ujawnieniem
                                jakiejś "prawdy" o mnie, zgłaszając gotowość pracy dla służb specjalnych III RP.
                                W przypadku pana Bereszyńskiego absolutnie niejasna jest sprawa konsekwencji
                                jego zatrzymania przez SB w lutym 1978. Zadziwiająca jest też zgłoszona przez
                                niego gotowość pracy dla służb specjalnych III RP.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski Zapomniał Pan o Ósmym Przykazaniu? 31.01.09, 22:55
                                  Panie Badura,

                                  Rozumiem, że bardzo chciałby Pan odwrócić role w ramach tego wątku.
                                  Dlatego wymyśla Pan coraz to nowsze insynuacje na mój temat, licząc
                                  na to, że przyjmę na siebie rolę oskarżonego, a Pan będzie mógł
                                  wystąpić w roli oskarżyciela.

                                  Nie jest to jednak żadne odwracanie ról, bo nie ma żadnego
                                  podobieństwa między moim dotychczasowym postępowaniem, a rolą, w
                                  jakiej Pan próbuje obecnie występować. Ja nie zmyślam niczego na
                                  Pana na temat. Ograniczam się do ujawnienia treści dostępnych mi
                                  dokumentów. Pan natomiast prezentuje tu wyłącznie wytwory swojej
                                  chorej i wyjątkowo złośliwej wyobraźni. W swoich najnowszych
                                  insynuacjach na mój temat przeszedł Pan już samego siebie. Zaczął
                                  Pan robić coś, czego normalny, w miarę uczciwy człowiek nie robi w
                                  żadnych okolicznościach. Przekroczył Pan granice podłości.

                                  Nie muszę Panu niczego udowadniać. Z myślą o innych forumowiczach
                                  odniosę się jednak pokrótce do chamskich i podłych insynuacji z Pana
                                  strony.

                                  Tak się składa, że przeszedłem wszelkie możliwe procedury
                                  lustracyjne. Najpierw jako wnioskodawca indywidualny, starający się
                                  w IPN o status osoby pokrzywdzonej. Następnie jako wnioskodawca
                                  naukowy, starający się o dostęp do dokumentów IPN dla celów
                                  badawczych. Następnie jako osoba publiczna, zobowiązana do złożenia
                                  oświadczenia lustracyjnego z racji członkostwa w Radzie Nadzorczej
                                  Zakładu Komunalnego Sp. z o. o. w Opolu. Wynik procedur
                                  lustracyjnych był w każdym przypadku pozytywny. Otrzymałem status
                                  osoby pokrzywdzonej. Otrzymałem prawo wglądu w dokumenty dotyczące
                                  nie tylko mnie, ale także innych osób. Nikt nie zakwestionował
                                  rzetelności mojego oświadczenia lustracyjnego. Gdyby istniała
                                  jakakolwiek poszlaka, że choćby przez chwilę pozostawałem w
                                  jakichkolwiek dwuznacznych relacjach z SB, to wynik byłby zupełnie
                                  inny i przede wszystkim miałbym zamknięty dostęp do zasobów
                                  archiwalnych IPN.

                                  Moja przeszłość została dokładnie prześwietlona przez IPN, a wyniki
                                  owego „prześwietlania” podano do wiadomości publicznej na oficjalnej
                                  stronie internetowej BIP IPN:
                                  katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobaId=607
                                  7&

                                  Mam czyste konto i nie muszę niczego ukrywać.

                                  To Pan nie ma odwagi wystąpić o swoje dokumenty do IPN. Widocznie ma
                                  Pan swoje powody po temu. Sam Pan boi się własnej przeszłości, a
                                  mnie próbuje Pan obrzucać błotem. Chciałby Pan sprowadzić mnie do
                                  swojego poziomu? Próżne nadzieje!

                                  Nie ma niczego dziwnego w tym, że w lutym 1978 r. działania
                                  represyjne wobec nas (mnie i Wiesława Uklei) ograniczyły się do
                                  zatrzymania na 48 godzin. Tak kształtowała się wówczas (koniec lat
                                  70.) sytuacja w całym kraju. Władze PRL zabiegały o pomoc finansową
                                  Zachodu i musiały zachowywać przynajmniej pozory przestrzegania praw
                                  człowieka, bo to był jeden z warunków uzyskiwania owej pomocy w
                                  czasach po KBWE. Dlatego w tym czasie nie robiono już procesów
                                  politycznych, a podstawową formą represji wobec działaczy
                                  opozycyjnych były właśnie zatrzymania na 48 godzin.

                                  Warto dodać w tym kontekście, że zatrzymano nas w niedługi czas po
                                  słynnej wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jimmiego Cartera
                                  (29-30 grudnia 1977 r.). W czasie swoich rozmów z władzami PRL
                                  prezydent USA interesował się w szczególności przestrzeganiem w
                                  Polsce praw człowieka, natomiast władze komunistyczne ze swej strony
                                  usilnie zabiegały o nowe kredyty, które faktycznie udało się wówczas
                                  uzyskać. Nie pozostało to bez istotnego wpływu na ogólną atmosferę w
                                  kraju i na sposób traktowania opozycji przez władze PRL.

                                  Studia ukończyliśmy, bo obaj (ja i Ukleja) byliśmy zbyt dobrymi
                                  studentami, by można było nas relegować pod byle pretekstem. Byłem
                                  prymusem na roku i to mnie uratowało. Choć represje na studiach
                                  były. Właśnie w 1978 r. oficerowie polityczni ze Studium Wojskowego
                                  Uniwersytetu Wrocławskiego doprowadzili do tego, że nie zaliczono mi
                                  szkolenia obronnego na koniec roku. Nie pomogła nawet osobista
                                  interwencja dziekana u kierownika Studium. Dziekan warunkowo
                                  dopuścił mnie na czwarty rok studiów, ale w tym czasie musiałem ze
                                  studentami młodszego rocznika zaliczać ponownie szkolenie obronne.
                                  Byłem jedyną osobą, której coś takiego się przytrafiło, a wojskowi
                                  nie kryli wcale faktu, że jest to szykana o podłożu politycznym.
                                  Mówili o tym otwartym tekstem. Gdyby nie osobista życzliwość
                                  dziekana, wszystko mogłoby skończyć się bardzo źle. A Pan ma
                                  czelność wyskakiwać tu z jakimiś insynuacjami?

                                  SB oczywiście próbowała nas werbować. Straszyli, obiecywali cuda na
                                  drucie, żeby tylko skłonić do współpracy. Żaden z nas jednak na to
                                  nie poszedł. Są na to dokumenty. Próbujący werbować mnie kpt. Henryk
                                  Kozimala opisał swoje zabiegi bardzo szczegółowo w obszernej notatce
                                  służbowej z dnia 10 lutego 1978 r. Notatka ta zachowała się w
                                  zasobach archiwalnych IPN. Oto ważniejsze fragmenty tego dokumentu:

                                  „Pytanie? [...] czy nie uważasz za stosowne, że my w tych dwóch
                                  dniach Twego pobytu u nas w gmachu - staramy się o Ciebie, aby Ci
                                  pomóc, wyprowadzić z błędu[?] jesteś młody, nie chcemy Ci zepsuć
                                  kariery życiowej, a możemy to uczynić; czy Ty to rozumiesz, czy
                                  trafia to do Ciebie[?] a więc czy nie uważasz, że skoro my podajemy
                                  Ci dłoń, Ty powinieneś podać ją nam i nam pomóc – wykorzenić zło
                                  panujące wśród studentów wrocławskich uczelni, w gronie Twoich
                                  kolegów, sąsiadów, rozeznać tych przywódców SKS, KOR-u, ROPCiO i
                                  wrogów naszego ustroju – bo do czego oni zmierzają, czego chcą?

                                  Odpowiedź... »Rozumiem, wiem, o co chodzi [...] Byłoby to bardzo
                                  nieuczciwe, niemoralne z mojej strony, abym o moich kolegach,
                                  studentach, mówił źle, czy w ogóle coś na nich [...] nie pochwalam
                                  przestępców kryminalnych (morderców, podpalaczy, rabusiów),
                                  natomiast, jeżeli ktoś działa politycznie, to widocznie robi to z
                                  przekonania; nim kierują jakieś określone pobudki [...] nie mogę
                                  wyrazić zgody na udzielanie Wam pomocy w rozpoznawaniu działaczy
                                  KOR, SKS, ROPCiO czy innych działaczy, którzy coś robią, działają.
                                  Gdybym Wam pomagał, to robiłbym to wbrew swojemu sumieniu, bez
                                  przekonania; sumienie mi na to nie pozwala”.

                                  Koniec cytatu. Proszę porównać ten tekst z cytowanymi powyżej
                                  notatkami por. Plebana po spotkaniach z Panem. Wnioski nasuwają się
                                  same.

                                  Nie wdawałem się w żadne pyskówki (to nie mój styl). Odmówiłem w
                                  sposób grzeczny, ale stanowczy i było to skuteczne. W późniejszym
                                  czasie już nikt nie próbował namawiać mnie na współpracę.

                                  Nasze przygody z lat 1973 i 1978 zostały bardzo szczegółowo, z
                                  obszernym wykorzystaniem dokumentów, opisane w rękopisie mojego
                                  opracowania na temat opolskich środowisk opozycyjnych. Tekst ten od
                                  dobrych dwóch-trzech lat krąży po Opolu na płytach CD i jest
                                  stosunkowo łatwo dostępny. Mam nadzieję, że prędzej czy później
                                  zostanie on wydany także drukiem (wraz z innymi, dodanymi później
                                  materiałami). Jak już powiedziałem, nie mam nic do ukrycia. Inaczej
                                  niż Pan.

                                  Jak na aktywnego społecznie katolika, ma Pan nader osobliwy stosunek
                                  do Przykazań Bożych, a zwłaszcza do przykazania ósmego, które
                                  mówi: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu”. W
                                  związku z tym niedługo czekają Pana poważne kłopoty. Zbliża się
                                  powoli czas spowiedzi wielkanocnej. Trzeba będzie się wyspowiadać z
                                  tych publicznych oszczerstw i insynuacji na mój temat. Trzeba też
                                  będzie zadośćuczynić za wyrządzone zło, bo inaczej spowiedź będzie
                                  nieważna a komunia świętokradzka. Ciekawe, jak Pan z tego wybrnie,
                                  Panie katoliku Badura?
                                  • z.bereszynski Zapomniał Pan o Ósmym Przykazaniu? - c.d. 31.01.09, 22:57
                                    Pisałem już Panu, że swoimi insynuacjami na mój temat podkopuje Pan
                                    własną wiarygodność. Obecnie posunął się Pan w swoich insynuacjach
                                    tak daleko, że przekreślił Pan nie tylko moje zaufanie do Pańskich
                                    słów, ale także resztki szacunku w moich oczach. Podłość i
                                    niegodziwość Pańskich najnowszych insynuacji przekroczyła wszelkie
                                    możliwe granice. Przekroczył Pan granicę, poza którą traci się prawo
                                    do ludzkiego szacunku. Trzeba naprawdę bardzo nisko upaść, żeby
                                    robić to co Pan w tej chwili.

                                    Czy naprawdę nie dociera do Pana, że kompromituje się Pan do
                                    reszty?

                                    Zbigniew Bereszyński
                                    • z.bereszynski link 31.01.09, 22:59
                                      Podany przeze mnie link okazał się nieaktywny. W związku z tym
                                      powtórka:
                                      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobaId=607
                                      7&


                                      Z.B.
                                      • z.bereszynski Re: link 31.01.09, 23:06
                                        Może teraz zadziała?
                                        katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobald
                                        =6077&
                                        • z.bereszynski Re: link 31.01.09, 23:11
                                          Niestety chyba za długi opis jak na możliwości tego forum. Na
                                          wskazaną stronę BIP IPN można jednak wejść w sposób pośredni,
                                          poprzez moją prywatną stronę internetową:
                                          bereszynski.cba.pl/o_mnie.htm
                                          Chodzi o ostatni link na liście.

                                          Z.B.
                                          • Gość: jeszcze raz Re: link IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:18
                                            a może tak:
                                            katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
                                            • z.bereszynski Re: link 31.01.09, 23:37
                                              Wielkie dzięki!

                                              Z.B.
                                          • Gość: behemot Re: link IP: *.punkt.pl 31.01.09, 23:25
                                            Linka jeszcze nie przeczytałem ale Zbychu znokautował Piotrka.
                                            Pojechał mu ad religio i chyba nim wstrząsnął rzucając na dechy.
                                            Zaczynam odliczanie jako arbiter elegantiarum. Ale znając Piotrka,to
                                            co powszechnie uznawane jest za nokaut, dla niego to tylko noktaund
                                            i za chwilę otrząśnie się i dalej będzie boksował.
                                            • Gość: juhas Re: link IP: *.punkt.pl 31.01.09, 23:41
                                              Próbuje teraz kąsać w innych wątkach, innych forumowiczów, na inne tematy i
                                              odwracać kota ogonem. A mnie ciekawi co czuł po tych "patriotycznych" rozmowach
                                              z esbekami. Czy satysfakcję z "dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku" ?
                                              Czy może niedosyt ?
                                            • Gość: Piotr Badura Pomarzyć dobra rzecz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:05
                                  • Gość: Piotr Badura Carter groził Gierkowi paluszkiem ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 21:34
                                    Dawno temu miałem dziwną przygodę. Uznałem ją za zdarzenie całkiem
                                    surrealistyczne. A było to tak: Pewnego niezbyt pogodnego wieczora szedłem sobie
                                    ulicą Mokotowską w Warszawie. Nie zapamiętałem kiedy to było, ani dokąd szedłem.
                                    Łatwo jednak ustalić, że było to w którymś z dni 29-31 grudnia 1977. Szedłem
                                    prawdopodobnie do centrali PAX (Mokotowska 43) skąd miałem zapewne jechać na
                                    nocleg do któregoś z ośrodków PAX-u.
                                    Ulice były praktycznie puste, bo i pora roku, i pora dnia i pogoda zniechęcały
                                    do chodzenia po mieście. Zbliżałem się właśnie do skrzyżowania z ul. Piękną, gdy
                                    nagle zewsząd zaczęły migotać niebieskie światła. To były samochody MO.
                                    Zatrzymałem się przed wejściem na jezdnię, bo Piękną od lewej nadjeżdżała jakaś
                                    limuzyna. Ona też się zatrzymała tuż obok mnie, bo na skrzyżowaniu stały auta MO
                                    i nie mogła jechać dalej. Spojrzałem w okno limuzyny i ze zdumieniem
                                    spostrzegłem, że w środku siedzi Prezydent USA, Jimmy Carter. Uśmiechał się w
                                    moją stronę (nikogo innego prócz mnie na chodniku nie było) i machał ręką. Też
                                    się uśmiechnąłem i zacząłem machać ręką. Trwało to krótką chwilę, bo zaraz auta
                                    MO ruszyły dalej a limuzyna z prezydentem Carterem za nimi.
                                    Wydało mi się czymś surrealistycznym, że w ogromnym świecie nagle skrzyżowały
                                    się trasy moja i Prezydenta USA i to tak, że przez kilkanaście sekund byliśmy w
                                    wyłącznym kontakcie wzrokowym w odległości metra od siebie. Czy mogłem wtedy
                                    pomyśleć, że po 31 latach okaże się, iż to spotkanie było jeszcze bardziej
                                    surrealistyczne, niż wtedy myślałem?
                                    Dziś okazuje się, że Jimmy Carter wcale nie machał do mnie ręką. Gdybym uważniej
                                    patrzał na tę rękę, a nie na twarz, to z pewnością zauważyłbym, że miał on
                                    wyprostowany palec wskazujący. Prezydent USA po prostu przygotowywał się do
                                    rozmowy z Gierkiem, w której chciał mu powiedzieć: "Niech twoi ludzie nawet nie
                                    próbują gnębić Zbyszka Bereszyńskiego z Opola, bo jak mu choć włos z głowy
                                    spadnie, to nie dostaniecie ani dolara" - i to mówiąc groziłby mu paluszkiem.
                                  • Gość: Piotr Badura A tak na poważnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 23:30
                                    Szanowny Panie Bereszyński
                                    1. Mija się Pan z prawdą pisząc: "Ograniczam się do ujawnienia treści dostępnych
                                    mi dokumentów". Napisał Pan np.: "W dniu 20 grudnia 1973 r. ppor. Pleban odbył z
                                    Panem kolejną rozmowę operacyjną." Nie miał Pan prawa tak napisać. Mógł Pan
                                    napisać tylko: "W dniu 22 grudnia 1973 r. ppor Pleban sporządził notatkę
                                    służbową, w której napisał, że odbył z Panem kolejną rozmowę operacyjną." Mam
                                    nadzieję, że rozumie Pan różnicę. Pan twierdzi, że ta rozmowa miała miejsce, a
                                    mógł Pan twierdzić tylko że ppor Pleban tak napisał. By mógł Pan sam twierdzić,
                                    że taka rozmowa faktycznie się odbyła, musiałby Pan zweryfikować prawdziwość
                                    notatki ppor. Plebana. Nie sądzę, by ją Pan weryfikował. Nie weryfikując nie
                                    mógł Pan twierdzić. To nie jest oczywiście jedyna nieprawda, którą Pan na mój
                                    temat napisał, ale już ta jedna powinna Pana skłaniać do powstrzymywania się od
                                    zarzucania mi, że zamieszczam tu jakieś insynuacje na Pana temat. To nie są
                                    insynuacje. Ja podaję twarde fakty, a to, że wnioski płynące z nich nie są dla
                                    Pana przyjemne, nie jest moją winą.
                                    2. W sprawach takich jak wizyta prezydenta Jimmiego Cartera władze PRL może i
                                    musiały się powściągać przed tą wizytą, ale nie po niej. To tak jak z Tybetem i
                                    olimpiadą. W moim odczuciu nawet przed wizytą Cartera władze PRL nie bardzo się
                                    powściągały.
                                    3. Bardzo oryginalny jest Pana pogląd, że po KBWE nie robiono już procesów
                                    politycznych tylko stosowano zatrzymania na 48 godzin. Akt końcowy KBWE
                                    podpisano w 1975. W 1976, po wydarzeniach radomskich setki osób dostały wyroki,
                                    bywa że sięgające 10 lat. W maju 1977 zamordowano Stanisława Pyjasa. Z kolei
                                    1978 to np. głośne zatrzymania, aresztowania i inne szykany wobec Kazimierza
                                    Świtonia, który w maju dostaje 5 tygodni aresztu a 14 października zostaje
                                    napadnięty przez nieumundurowanych milicjantów, pobity, aresztowany i skazany na
                                    rok pozbawienia wolności za pobicie tych milicjantów (odsiedział z tego blisko
                                    pięć miesięcy).
                                    W lutym 1978, czyli w czasie, gdy Panu SB wspaniałomyślnie wybaczała, w
                                    Trójmieście pobito i aresztowano na 14 dni Bogdana Borusewicza, a na 7 dni
                                    Stanisława Śmigla. Nie było to więc po 48 godzin. To jednak drobiazg wobec
                                    wieloletnich wyroków, które otrzymali krótko potem inni opozycjoniści.
                                    Pod adresem
                                    www.tygodnik.com.pl/numer/2747/burnetko.html
                                    znajdzie Pan taką wypowiedź: "Po paru miesiącach szoku w związku ze śmiercią
                                    Pyjasa, życie na uczelniach wraca do starego rytmu. Znowu prośby o podpisanie
                                    protestu są odrzucane. O ile na UJ i AGH jest nienajgorzej, to na Akademiach
                                    Rolniczej czy Medycznej odzew jest minimalny – ich słuchacze traktują zwykle
                                    studia jako etap do kariery i wygodnego ustawienia się w życiu, więc nie chcą
                                    się narażać. Podobnie jest w mieście: o ile w maju 1977 r. tłum potrafił stanąć
                                    w obronie zatrzymywanych przez SB, to potem nie można już na to liczyć. Ludzie
                                    odwracają wzrok i przyspieszają kroku. Dobrze, jeśli ktoś zareaguje na
                                    wykrzykiwaną zwyczajowo przez zatrzymywanego prośbę o zadzwonienie pod
                                    warszawski numer 393964 i powiadomi w ten sposób Jacka Kuronia o aresztowaniu w
                                    Krakowie jakiegoś młodego człowieka...". To skrajnie inna opinia od wyrażonej
                                    przez Pana.
                                    4. Pogląd, że nie można było Pana relegować z uczelni, bo był Pan dobrym
                                    studentem jest śmiechu wart. Odwołam się do przykładu. Pod przytoczonym już
                                    przeze mnie adresem znajdzie Pan następującą informację na temat Ziemowita
                                    Pochitonowa: "W listopadzie 1977 r. na 3 miesiące przed terminem obrony pracy
                                    magisterskiej rektor Akademii Rolniczej skreśla go z listy studentów – pomimo że
                                    Pochitonow ma średnią ocen "4", nigdy nie powtarzał roku i nie korzystał z
                                    urlopów dziekańskich. Formalnym powodem jest nieuzyskanie zaliczenia z
                                    angielskiego (podobne decyzje podjęto wobec ok. 30 studentów, ale rychło je
                                    anulowano – rektor AR utrzymuje sankcję jedynie wobec Pochitonowa motywując to
                                    "całokształtem jego postawy"). SKS apeluje o poparcie Pochitonowa. Przypomina,
                                    że z uczelni we Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu także usuwano "nieprawomyślnych".
                                    Trwa zbiórka podpisów pod petycją w tej sprawie, a na niektórych wydziałach
                                    uchwalane są rezolucje protestacyjne. Bez skutku."
                                    5. Nie przywiązuję większego znaczenia do "prześwietleń dokonywanych przez IPN".
                                    IPN pracuje w oparciu o materiały, które mu udostępniono. Nie bardzo wierzę, że
                                    w przypadku agentów obecnych służb specjalnych, do IPN trafiają materiały
                                    obciążające ich za lata PRL. Przypuszczam, że gdy ktoś pracuje dla obecnych
                                    służb, to IPN nie dostaje na jego temat nic kompromitującego. Dlatego mój
                                    niepokój budzi fakt, że wyraził Pan gotowość pracy dla służb III RP. Muszę brać
                                    pod uwagę możliwość, że one skorzystały z Pana oferty, a co za tym idzie IPN
                                    mógł nie dostać rzetelnych materiałów na Pana temat. Gdyby tak było, to
                                    "świadectwa moralności" wystawiane Panu przez IPN nie byłyby warte funta kłaków.
                                    6. Niech Pan nie reaguje tak nerwowo na moje posty. Ja przecież Pana lojalnie
                                    uprzedziłem, że ten wątek nie rozwinie się po Pana myśli.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                                    • z.bereszynski Pogrąża się Pan do reszty 05.02.09, 23:44
                                      Panie Badura,

                                      Bardzo pracowicie wytwarza Pan szum informacyjny dla stworzenia
                                      pozorów przewagi polemicznej. Fakty pozostają jednak faktami.

                                      Nie pisałem, że zatrzymania na 48 godzin były jedyną formą działań
                                      represyjnych pod koniec lat 70. Polemizowanie z tak ujętą tezą nie
                                      jest polemiką z moimi opiniami. To typowe dla Pana wytwarzanie szumu
                                      informacyjnego dla zaciemnienia meritum sprawy. Szkoda na to czasu i
                                      atłasu.

                                      Napisałem wyraźnie, że zatrzymania na 48 godzin stały się w tamtym
                                      czasie podstawową formą działań represyjnych i taka też jest prawda.
                                      Podstawowy to nie to samo co jedyny i wymienione tu przez Pana
                                      przykłady innego typu działań represyjnych nie obalają sformułowanej
                                      przeze mnie tezy. Wręcz przeciwnie. Tak np. wymieniony przez Pana
                                      przykład działań represyjnych wobec Kazimierza Świtonia pokazuje,
                                      jak władze PRL uchylały się od otwartego stosowania represji
                                      politycznych, zastępując je sankcjami za rzekome przestępstwa
                                      pospolite (sprawa rzekomego pobicia milicjantów).

                                      Manipuluje Pan informacjami, mieszając wydarzenia z różnych lat, gdy
                                      władze PRL stosowały odmienną politykę represyjną. Inna była
                                      sytuacja w 1976 r., gdy władze komunistyczne próbowały zastosować
                                      drakońskie represje wobec robotników z Radomia i Ursusa. Inna
                                      natomiast w latach 1978-1979, gdy reżim gierkowski, ustępując wobec
                                      nacisków wewnętrznych i zewnętrznych, odstąpił od twardej polityki
                                      represyjnej, wypuszczając na wolność aresztowanych i miarkując
                                      represje wobec środowisk opozycyjnych.

                                      Jeszcze na początku lat 70. było nie do pomyślenia, by w Polsce
                                      działały otwarcie jakiekolwiek formacje opozycyjne. Groziły za to
                                      wtedy drakońskie kary, czego przykładem były kary wieloletniego
                                      więzienia dla działaczy RUCH-u. Od 1973 r. polityka represyjna
                                      stopniowo jednak łagodniała, głównie pod naciskiem Zachodu, na
                                      którego pomoc finansową komuniści byli w coraz większym stopniu
                                      skazani. Pierwszymi tego zwiastunami były takie kroki jak
                                      złagodzenie wyroków dla braci Kowalczyków oraz ułaskawienie
                                      działaczy RUCH-u. Władze PRL, chcąc nie chcąc, starały się
                                      zachowywać pozory przestrzegania praw człowieka. Zmiany te uległy
                                      znacznemu przyspieszeniu dzięki takim wydarzeniom jak KBWE i wizyta
                                      prezydenta Cartera. Oczywiście skutki owych wydarzeń nie musiały być
                                      natychmiastowe, ale z perspektywy czasu widać je wyraźnie i faktu
                                      tego nie zmienią żadne głupawe drwiny i żarty z Pana strony.

                                      W latach 1978-1979 sytuacja wyglądała już tak, że różne formacje
                                      opozycyjne działały w sposób jawny i otwarty. Powstały KSS „KOR” i
                                      ROPCiO, a następnie także KPN. Działały SKS, Wolne ZZ i Komitety
                                      Samoobrony Chłopskiej. Jeszcze kilka lat wcześniej założyciele tych
                                      formacji wylądowaliby w komplecie za kratkami z wieloletnimi
                                      wyrokami sądowymi, ale pod koniec lat 70. władze PRL nie mogły już
                                      sobie na to pozwolić.

                                      Oczywiście nadal represjonowano opozycjonistów. Najbardziej typową
                                      formą represji były wspomniane zatrzymania na 48 godzin. Stosowano
                                      też inne środki represyjne: zwolnienia z pracy, rewizje, pobicia
                                      przez „nieznanych sprawców”, napady bojówek SZSP na uczestników
                                      spotkań TKN, kary administracyjne za „zaśmiecanie” miasta ulotkami,
                                      sprawy karne za rzekome pobicie milicjantów itd. Sam doświadczyłem
                                      nieformalnych działań represyjnych, gdy w roku akademickim 1978-1979
                                      zmuszono mnie z przyczyn politycznych do powtarzania zajęć ze
                                      szkolenia obronnego. Komuniści byli w tego typu sprawach bardzo
                                      pomysłowi. Starano się jednak unikać otwartego represjonowania
                                      opozycjonistów na podstawie politycznych paragrafów kodeksu karnego.
                                      Nie chciano kreować więźniów politycznych, bo byłoby to bardzo
                                      kłopotliwe w stosunkach z Zachodem. Wybierano zatruwanie ludziom
                                      życia w inny sposób, udając, że nie ma to nic wspólnego z łamaniem
                                      praw człowieka.

                                      Taka była historyczna rzeczywistość lat 1978-1979 i nie zmienią tego
                                      faktu żadne polemiczne wybiegi z Pana strony.

                                      Nie mam żadnego powodu, by zakładać, że por. Pleban oszukiwał swoich
                                      przełożonych, wymyślając rzekome spotkania z Panem. Mam natomiast
                                      powody, by nie wierzyć w Pańskie „wyjaśnienia” na ten temat. Pan
                                      akurat ma osobiste powody po temu, by wprowadzać w błąd mnie i
                                      innych forumowiczów. Na przykładzie Pańskich insynuacji na mój temat
                                      przekonałem się, że potrafi Pan w bezczelny sposób kłamać i zmyślać.
                                      Nie jest Pan dla mnie człowiekiem wiarygodnym. I przypuszczam, że
                                      nie tylko dla mnie. Zwłaszcza w ostatnich dniach zrobił Pan wiele,
                                      by Panu nie wierzyć.

                                      Tupet, z jakim zaczął Pan powtarzać swoje insynuacje na mój temat,
                                      przypomina jako żywo dezinformacyjne działania SB i jej agentów.
                                      Dokładnie tak samo zachowywał się niejaki Piotr Król – TW ps.
                                      Pilny”, który przez całe lata rozpuszczał oszczercze plotki na temat
                                      Karola Smoczkiewicza, robiąc z niego rzekomego agenta SB. W końcu
                                      wyszło na jaw, że to Król był prawdziwym agentem.
                                      www.medianet.pl/~naszapol/0813/0813smoi.php
                                      wyborcza.pl/1,75480,5878843,Krol_i_Smok.html
                                      Pan stosuje identyczne metody, operując wyssanymi z brudnego palca
                                      insynuacjami.

                                      Nie twierdzę, że Pan też był agentem SB. Stosuje Pan jednak typowo
                                      esbeckie metody działania. Nie wiem, jak często i jak długo spotykał
                                      się Pan z Plebanem. Może faktycznie tylko parę razy (?). Wychodzi
                                      jednak na to, że okazał się Pan bardzo pojętnym uczniem. To, czego
                                      nauczył się Pan w czasie tych paru (?) spotkań, wyłazi z Pana
                                      jeszcze dzisiaj.

                                      Jak już powiedziałem, nie zamierzam dyskutować z Pańskimi
                                      insynuacjami na mój temat. Traktuję owe insynuacje jako dowód
                                      zupełnego braku dobrej woli z Pana strony, a także jako dowód na to,
                                      że nie można Panu wierzyć i ufać.

                                      Jeżeli myśli Pan, że rozwijanie wątku w tym kierunku leży w Pana
                                      interesie, to jest Pan w wielkim błędzie. Największą szkodę wyrządza
                                      Pan samemu sobie, niszcząc resztki własnej wiarygodności. Żal mi
                                      Pana, bo chcąc za wszelką cenę uderzyć we mnie, psuje Pan do reszty
                                      swoją własną reputację.

                                      Zbigniew Bereszyński




                                      • Gość: Piotr Badura Daję Panu szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 19:14
                                        Szanowny Panie Bereszyński
                                        Napisał Pan: "Jak już powiedziałem, nie zamierzam dyskutować z Pańskimi
                                        insynuacjami na mój temat. Traktuję owe insynuacje jako dowód zupełnego braku
                                        dobrej woli z Pana strony, a także jako dowód na to, że nie można Panu wierzyć i
                                        ufać." Myślę, że popełnia Pan błąd.
                                        Od dłuższego czasu namawiam różne bliskie mi osoby i znajomych na śledzenie tego
                                        wątku. Gdy ich pytam potem o opinie, to słyszę, że nie mieli siły tego czytać,
                                        bo wątek jest zbyt długi, a ponadto Pan strasznie przynudza, powtarzając w kółko
                                        te same kwestie, w dodatku nie poparte żadnymi argumentami. Martwi mnie to, bo
                                        miałem nadzieję, że sprawa się jakoś upowszechni, tymczasem zostaliśmy tu niemal
                                        sami, a jeśli nawet towarzyszą nam panowie Behemot i Juhas, to oni są tu chyba
                                        służbowo, więc mała z nich satysfakcja.
                                        Rozważam możliwość jakiegoś działania naprawczego. Mógłbym na podstawie tego
                                        wątku napisać obszerniejszą pracę. Wydrukowałbym ją i rozkolportował swymi. W
                                        tej pracy musiałbym zapewne jeden z rozdziałów poświęcić Panu i Pana bardzo
                                        dziwnej działalności.
                                        W odróżnieniu od Pana zachowuję się jednak uczciwie. Pan zamieścił tu na forum
                                        esbeckie fałszywki, nie pytając mnie wcześniej, ile w tym w ogóle jest prawdy.
                                        Zrobił Pan tak, mając świadomość, że w aktach, które Panu udostępniono, nie ma
                                        żadnej mojej deklaracji o współpracy, nie ma nadanego mi pseudonimu, nie ma
                                        żadnego mojego donosu, żadnego mojego pokwitowania na odebrane wynagrodzenie,
                                        żadnej informacji, że dzięki współpracy uniknąłem np. odpowiedzialności za
                                        jakieś działania sprzeczne z prawem, no nie ma kompletnie nic, co upoważniałoby
                                        Pana do insynuacji na temat rzekomej mojej współpracy.
                                        Gdy wskazuję Panu na konkretne dokumenty, dowodzące, że ani wtedy, ani później
                                        współpracy być nie mogło, to Pan nie jest nimi zainteresowany. Rozumiem, że nie
                                        może Pan być nimi zainteresowany, bo musiałby Pan się przyznać tu do oszczerstw.
                                        Ja daję Panu szansę. Wątpliwości w sprawie Pana kontaktów z SB i obecnymi
                                        służbami może Pan tu rozwiać. Jeśli ich Pan nie rozwieje, to nie będzie Pan mógł
                                        się powołać na to, że ja nie dałem Panu szansy. Jeśli nie chce Pan swych
                                        wyjaśnień publikować tutaj, to proszę mi je przesłać na adres e-mail:
                                        beczka@ceti.com.pl
                                        Ponieważ we wcześniejszym poście przywołałem już przypadek TW Sylwii, więc podam
                                        Panu jeszcze jeden adres:
                                        www.sks.wroclaw.pl/publikacje/pub009.html
                                        TW Sylwia była w 1978 cennym agentem SB. Mimo to SB robiła jej "rewizje",
                                        "przesłuchania" i "zatrzymywała" ją na 48 godzin. Była to jednak tylko zasłona
                                        dymna. Bez trudu znajdzie Pan informacje o przypadkach "internowanych" w ramach
                                        zasłony dymnej. W tym samym roku, w którym "zatrzymano" na 48 godzin TW Sylwię,
                                        zatrzymano też Pana na 48 godzin. Dlaczego mam z góry wierzyć, że Pana
                                        zatrzymano naprawdę, a nie w ramach zasłony dymnej. A jeśli nawet zatrzymano
                                        Pana naprawdę, to dlaczego mam z góry uwierzyć, że zwolniono Pana, bo Carter nie
                                        pożyczyłby dolarów. Czy w Pana aktach jest tak napisane? Bo przecież twierdzi
                                        Pan, że SB samej siebie by nie okłamywała. To znaczy napisali o tym Carterze i
                                        dolarach?
                                        Niech Pan sobie wszystko spokojnie przemyśli i na wszelki wypadek wyjaśni
                                        wątpliwości związane z Pana kontaktami ze służbami.
                                        Pozdrawiam serdecznie
                                        Piotr Badura
                                        • z.bereszynski Jest Pan bezczelny i... żałosny 15.02.09, 20:13
                                          Panie Badura,

                                          W swoich insynuacjach na mój temat przekroczył Pan wszelkie miary
                                          tupetu i bezczelności. Ktoś zachowujący się tak jak Pan nie
                                          zasługuje na to, by z nim poważnie dyskutować. Polemizując z
                                          Pańskimi insynuacjami tylko ubliżyłbym sam sobie.

                                          Nie dyskutuje się z kimś, kto świadomie i w złej wierze ucieka się
                                          do kłamstw i zmyśleń. Odsłonił Pan tutaj swoje prawdziwe oblicze
                                          moralne i to mi wystarczy.

                                          Jeśli myśli Pan, że kłamstwami i zmyśleniami na mój temat odwróci
                                          Pan uwagę od faktów dotyczących Pańskiej osoby, to jest Pan w wiekim
                                          błędzie. Postępując w ten sposób pogrąża Pan tylko samego siebie.
                                          Pisałem to już kilka razy, ale Pan tego nie potrafi zrozumieć. Tym
                                          gorzej dla Pana.


                                          Zbigniew Bereszyński
                              • Gość: Piotr Badura Uchwała warszawska i mój komentarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 19:11
                                UCHWAŁA
                                My, studenci Wydziału Matematyki i Mechaniki UW, zgromadziliśmy się na Walnym
                                Zebraniu dnia 8.12.1972 roku, aby wyrazić - ukształtowane w wyniku dyskusji na
                                Wydziale - nasze stanowisko wobec projektów zjednoczenia organizacji
                                młodzieżowych w szkołach wyższych.
                                Budzą nasz niepokój metody lansowania koncepcji zjednoczeniowych: tłumienie
                                głosów krytykujących zjednoczenie, przedstawianie opinii kierownictw organizacji
                                młodzieżowych jako głosu ogółu studentów, brak dyskusji w prasie, stwarzanie
                                wrażenia, że sprawa jest przesądzona.
                                Obawiamy się, że metody te i wywołany przez nie brak łączności między
                                poszczególnymi środowiskami studenckimi stwarzają niebezpieczeństwo podjęcia
                                decyzji wbrew woli i interesom studentów.
                                Dlatego stwierdzamy:
                                Musi istnieć ogólnopolska organizacja wszystkich studentów, mająca charakter
                                związku zawodowego, powołana przede wszystkim w celu:
                                - reprezentowania i obrony interesów środowiska;
                                - zaspokajania potrzeb socjalnych i kulturalnych studentów;
                                - zapewnienia każdemu studentowi pola i bazy do działalności społecznej i
                                kulturalnej.
                                Zdecydowanie sprzeciwiamy się każdej próbie odebrania nam prawa do takiej
                                organizacji. Za próbę taką uważamy forsowanie projektu zjednoczenia organizacji
                                młodzieżowych na wyższych uczelniach.
                                /Dodatek: Żądamy przeprowadzenia ogólnostudenckiego referendum w sprawie
                                zjednoczenia po dyskusji na wszystkich uczelniach i wydziałach./
                                MÓJ KOMENTARZ:
                                Na uczelniach działało kilka organizacji młodzieżowych. Najliczniejszą było
                                Zrzeszenie Studentów Polskich (ZSP), które obejmowało ok. 90 proc. studentów.
                                Związek Młodzieży Socjalistycznej (ZMS) skupiał może jakieś 5 proc. Związek
                                Młodzieży Wiejskiej działał praktycznie tylko na uczelniach rolniczych, a i to
                                rachitycznie. Były jeszcze kręgi instruktorskie ZHP. Kilka procent studentów
                                odcinało się programowo od wszystkich tych organizacji. W praktyce na uczelniach
                                liczyły się ZSP i ZMS.
                                ZSP miał charakter związku zawodowego studentów. Mało ideologii, a za to
                                turystyka, kluby studenckie, rozrywka, praca zarobkowa studentów, pomoc z
                                kwaterami etc. ZMS miał charakter ideowy (marksistowski).
                                W 1972 zaczęła się dyskusja o zjednoczeniu ruchu młodzieżowego. Na uczelniach
                                zamiast wszystkich dotychczasowych organizacji miała powstać tylko jedna -
                                Socjalistyczny Związek Młodzieży Polskiej (SZSP). Bardzo wielu studentów
                                uważało, że celem tego zabiegu jest wyeliminowanie związkowego ZSP, na rzecz
                                ideowego ZMS, którego kontynuatorem miałby być SZSP. Przyznam się, że też tak
                                uważałem. Dlatego większość studentów była przeciwko zjednoczeniu, bo chciała
                                mieć nadal związkowe ZSP.
                                Ja byłem zwolennikiem zjednoczenia. Uważałem, że jeśli powstanie jedna
                                organizacja studencka, to i tak będzie ona musiała być związkowa, a nie ideowa.
                                Gdyby chciała być ideowa, to studenci by do niej nie należeli. Objęłaby może 15
                                proc. środowiska. Pozostałe 85 proc. tworzyłoby próżnię, w którą natychmiast
                                weszłyby inne podmioty (np. PAX lub duszpasterstwa akademickie). W mojej ocenie
                                partia nie mogła sobie na to pozwolić i SZSP dostałby licencję na związkowość i
                                brak ideowości.
                                Z punktu widzenia PAX-u należało popierać zjednoczenie, domagając się, by SZSP
                                był związkowy, a nie ideowy. Gdyby tak się stało, to można by mówić: Przecież od
                                razu mówiliśmy, że tak trzeba. Gdyby tak się nie stało, to PAX uzyskałby
                                próżnię, w którą mógłby wkroczyć.
                                SZSP stał się związkowy na kształt ZSP. Partia nie wyeliminowała zatem z uczelni
                                ZSP, ale ZMS. Wtedy myślałem, że to błąd polityczny ekipy Gierka. Wątpliwości
                                nabrałem, gdy krótko po zjednoczeniu na Uniwersytecie Wrocławskim partia
                                rozprawiła się brutalnie ze wszystkimi dawnymi ideologami ZMS z klubu Progres.
                                Dziś przypuszczam, że partia nie zrobiła wtedy błędu. Ekipa Gierka świadomie
                                eliminowała ZMS z uczelni. Oni już nie chcieli marksistów. Wyeliminowanie
                                Gomułki było ostatnim etapem rozprawy z socjalizmem. Ekipa Gierka była już
                                dogadana na totalną destrukcję tego systemu. W tym sensie w 1972 byłem naiwny,
                                bo myślałem, że partia robi błąd, a to było przemyślane działanie.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 00:20
                                Z opublikowanych przez pana Bereszyńskiego esbeckich materiałów wynika, że w
                                dniu 20 grudnia 1973 por. Pleban rzekomo odbył ze mną rozmowę operacyjną. Była
                                ona niby kolejną po rozmowie w dniu 27 marca 1973 (o niej jeszcze napiszę),
                                podczas której por. Pleban jakoby umówił się ze mną na rozmowę za 2-3 tygodnie,
                                czyli w kwietniu.
                                Funkcjonariusz SB napisał, że w dniu 27 marca umówił się ze mną na rozmowę w
                                połowie kwietnia, a potem napisał, że kolejny raz spotkał się jednak dopiero 20
                                grudnia. Jeśli nie jest się patentowanym osłem, to trzeba zauważyć, że coś tu
                                nie gra. To jednak drobiazg.
                                W relacji z rzekomej rozmowy w dniu 20 grudnia 1973 por. Pleban pisze, że
                                dowiedział się ode mnie, iż:
                                1. "Towarzystwo Hilozoistyczne", które Piotr B. usiłował zarejestrować w
                                Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście, nie podjęto żadnej
                                działalności przewidywanej regulaminem. Na pismo złożone przez Badurę
                                W.S.Wewnętrznych nie odpowiedział; także członkowie zrezygnowali ze
                                zorganizowanych spotkań dyskusyjnych w tej sytuacji Piotr B. postanowił
                                zaangażować się w działalność w ramach "PAX"-u.
                                Nie jest prawdą, że "usiłowałem zarejestrować" TH. Zarejestrowanie wymagałoby 15
                                członków założycieli, a było ośmioro. Ponadto rejestracji dokonywałby sąd, a nie
                                organ administracji. A więc nie "usiłowałem zarejestrować", ale "zgłosiłem" i
                                nie w WSW DRN Wrocław Śródmieście, ale w WSW PDRN Wrocław Krzyki. Zwracam na te
                                szczegóły uwagę, gdyż por. Pleban tylko raz nazwał organ prawidłowo, wtedy gdy
                                przepisywał jego nazwę z kopii pisma zgłoszeniowego. W obu pozostałych
                                przypadkach pisał DRN zamiast PDRN. Taki błąd dowodzi słabej orientacji.
                                Napisanie, że "usiłowałem zarejestrować" dowodzi nieznajomości przepisów. Także
                                stwierdzenie, że na moje pismo WSW nie odpowiedział, dowodzi ignorancji por.
                                Plebana. WSW nie odpowiadał na takie pisma z mocy prawa. Albo zakazywał
                                działania w ciągu 30 dni od zgłoszenia, albo milczał i po 30 dniach oznaczało to
                                zgodę. Por. Pleban kompletnie nie rozumiał, na czym ta procedura polega. Gdyby
                                pisał to jako relację z rzeczywistej rozmowy, to by takich głupot nie wypisywał.
                                Ale on pisał z głowy, czyli z niczego.
                                Ważny jest też kolejny punkt notatki, w którym czytamy:
                                2. Na terenie Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie,
                                ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na rozmowy pod
                                zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione zostały także uczelnie. W
                                efekcie wina spadła na Badurę i rodzice studentów nie chcą go przyjmować w domu
                                ani zezwalać na spotkania ze swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje,
                                że nie dotrzymałem obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać
                                jego zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo jego
                                sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania wspomnianych studentów.
                                Nie jest prawdą, że 20 grudnia 1973 zgłosiłem por. Plebanowi pretensje, iż "nie
                                dotrzymał obietnicy i przekazał SB w Warszawie adresy". Moja umowa z SB nie
                                dotyczyła adresów, ale przesłuchań. Działalność TH była jawna i jawne było kto
                                uczestniczy w przygotowaniach do jego zgłoszenia. Przesłuchujący mnie w dniu 20
                                stycznia 1973 funkcjonariusze SB zobowiązali się, że jeśli nie będę ujawniał
                                faktu przesłuchania mnie, to nikt inny z osób uczestniczących w przygotowaniach
                                do założenia TH nie będzie przesłuchiwany. Tymczasem przesłuchano Sergiusza.
                                Poinformowałem por. Plebana, że moje zobowiązanie do zachowania tajemnicy w
                                sprawie przesłuchania stało się nieaktualne. Nie miało to jednak miejsca 20
                                grudnia 1973, ale dużo wcześniej, zapewne w marcu 1973.
                                Zadziwiające jest, że por. Pleban zapomniał, iż w dniu 20 grudnia 1972, czyli na
                                miesiąc przed przesłuchaniem mnie (20 stycznia 1973), Wydział III KW MO we
                                Wrocławiu przesłał do Wydziału IV Departamentu III MSW w Warszawie informację, w
                                której pisze o kontrolowaniu mojej korespondencji z Sergiuszem. W informacji tej
                                (opublikowanej przez p. Bereszyńskiego) jest już adres Sergiusza. To znaczy, że
                                na miesiąc przed moim pierwszym kontaktem z SB zarówno we Wrocławiu jak i w
                                Warszawie znano już imię, nazwisko, adres i uczelnię Sergiusza, a zapewne też
                                Stefana, z którym również korespondowałem. Jeśli więc por. Pleban pisze, że 20
                                grudnia miałem pretensje o ujawnienie jakichś adresów, to kłamie co najmniej
                                podwójnie, bo nie 20 grudnia, a dużo wcześniej i nie o adresy chodziło, lecz o
                                przesłuchanie Sergiusza.
                                Nie jest też prawdą, jakoby rodzice moich warszawskich kolegów "nie zezwalali na
                                spotkania ze swymi synami". Moi koledzy byli mężczyźnami w wieku 21 lat, którzy
                                mieli bardzo mocne charaktery. Przypuszczenie, że rodzice dyktują im, z kim mogą
                                się spotykać, a z kim nie jest idiotyczne. Nie "rodzice studentów", ale mama
                                Sergiusza prosiła mnie, by nie urządzać spotkań w jej mieszkaniu, bo nie chce
                                mieć kłopotów z SB. Przypomnę tu, że gdy w reakcji na przesłuchanie Sergiusza
                                ujawniłem wszystkim zainteresowanym fakt, że mnie już wcześniej przesłuchano, SB
                                straciła swój jedyny "hak" na mnie. SB po prostu liczyła na to, że ja będę się
                                bał ujawnić, iż mnie wcześniej przesłuchano, ale o tym nie mówiłem. Przeliczyli
                                się. Ich "hak" nie był wart funta kłaków. Ciekawe jest, że także zdaniem pana
                                Bereszyńskiego to był "hak". Pan Bereszyński myśli w tej sprawie jak esbek. Nie
                                rozumie, na czym polega wolność. Ma esbecką wizję świata. Znamienne jest to
                                esbeckie myślenie pana Bereszyńskiego.
                                Gdy ujawniłem wszystkim zainteresowanym, że byłem wcześniej przesłuchany przez
                                SB i "hak" diabli wzięli, to SB zareagowała wściekłością. Zapewne zrobili jedyną
                                rzecz, którą umieli zrobić. Poinformowali mamę Sergiusza, że osoby
                                udostępniające swe mieszkania na nielegalne zgromadzenia podlegają karze (takie
                                były przepisy). W związku z tym mama Sergiusza nie chciała, by spotkania
                                odbywały się u niej w domu. Moim zdaniem miała rację. Spotykaliśmy się więc
                                potem gdzieś na mieście.
                                Kuriozalny jest też kolejny punkt notatki:
                                3. Posiadając przeszkolenie w zakresie działalności w "PAX", Piotr B. postanowił
                                sporządzić listę studentów Uniw. Wrocł. – członków "PAX" i zorganizować grupę
                                uniwersytecką. Okazało się, że jest ich 24 osoby, w tym kilku absolwentów
                                ubiegłorocznych. Zarówno Piotr B. jak i inni członkowie "PAX" nie wstępowali do
                                SZSP, ale w ostatnich dniach postanowili wstąpić do tej organizacji ze względu
                                na korzyści socjalno-kulturalno-turystyczne.
                                Konfabulujący por. Pleban znów zapomniał, że doc. Siemion informował go, że już
                                w maju 1973 oceniałem liczbę studentów uniwersytetu w PAX-ie na 40 (jest to w
                                materiałach opublikowanych przez p. Bereszyńskiego). To jednak szczegół nie wart
                                uwagi wobec faktu, że od 1 października 1973 nie byłem kierownikiem zespołu
                                studenckiego uniwersytetu, ale kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr
                                we Wrocławiu, czyli podlegały mi sprawy całej dolnośląskiej młodzieży w PAX-ie,
                                a nie tylko studentów Uniwersytetu Wrocławskiego. Por. Pleban, mimo upływu
                                trzech miesięcy, jeszcze o tym nie wiedział. Dla niego ja dopiero zaczynałem
                                kierowanie zespołem uniwersyteckim. Dopiero ustalałem listę członków. Tymczasem
                                ja już trzy miesiące wcześniej zakończyłem pełnienie tej funkcji.
                                Drugą połowę notatki por. Plebana skomentuję w następnym poście, ale już
                                komentarz do pierwszej połowy pokazuje, że ta notatka to czysta konfabulacja.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: max Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 23:36
                                  W notatce sporzadzonej 22-01-1973, dwa dni po pierwszym spotkaniu z panem, które miało miejsce w dniu 20-01-1973 (czemu pan nie zaprzecza) Pleban pisze m.in.: " (...)Piotr B., po zadeklarowaniu się 8-9 osób
                                  na spotkaniach w dniu 20.1.br. we Wrocławiu i 21.1.br. w Warszawie, ma zamiar
                                  zgłosić „Stowarzyszenie Hilozoistyczne" w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN
                                  Wrocław -Śródmieście. Nie sądzi, aby mu odmówiono zarejestrowania, gdyż działa
                                  zgodnie z przepisami (...)"

                                  Proszę łaskawie zwrócić uwagę: Pleban zamiennie używa słów ZGŁOSIĆ i ZAREJESTROWAĆ. Ponadto myli dzielnice Wrocławia (Śródmieście, Krzyki) I to dwa dni po spotkaniu z panem


                                  Dlaczego nie mógł się pomylić przy sporzadzaniu notatki ze spotkania w grudniu 1973 roku po długiej przerwie w kontaktach z panem?

                                  Być może jest tak jak pan pisze: Pleban nie miał odpowiedniego rozeznania w tego typu procedurach, nie przywiazywał do tego (w swoich notatkach) należytej uwagi, może uważał, że nie to stanowi meritum sprawy. Ale te nieścisłości nie mogą być dowodem na fikcyjność spotkania grudniowego - bo identyczne popełnił w styczniu, po spotkaniu - którego fakt pan potwierdza.

                                  Tu może warto zauważyć, że napisał pan:
                                  "Ja mam dobrą pamięć do miejsc rozmów, jeśli są one nietypowe. Z tego względu pamiętam, że były trzy moje kontakty z SB we Wrocławiu"

                                  Może te inne spotkania były bardziej typowe, bez kapusty z żeberkami, bez "hotelowo-kawiarnianego anturażu"?
                                  I umknęły pana uwadze.

                                  I jeszcze jedno: treść notatek z pana spotkań z Plebanem została opublikowana na tym forum przez Bereszyńskiego 27-12-2008 roku. Dość długo pan szuka argumentów, aby wykazać, że były to "kuriozalne konfabulacje"

                                  Długo i z marnym - moim zdaniem - skutkiem.
                                  • Gość: juhas Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: 77.252.18.* 20.02.09, 10:05
                                    Obawiam się, że z Panem Piotrem (Ubawicielem) B. zaczyna się dziać coś takiego
                                    jak z tym dziadkiem kombatantem co to wojnę jak taką pamiętał i tylko nie mógł
                                    sobie przypomnieć czy na froncie dostał kulką między łopatki, czy łopatką między
                                    kulki. A może się mylę i Pan Piotr (Ubawiciel) B. wszystko jednak doskonale
                                    pamięta ?
                                    Co Pan odczuwał Panie Piotrze po tych "patriotycznych" rozmowach z esbekami ?
                                    Zadowolenie z dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku ? Czy może niedosyt ?
                                    A może rozpierało Pana uczucie dumy ? A może miał Pan ukryty w sercu żal, że to
                                    już koniec tych ciekawych rozmów ?
                                    • Gość: Anka Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.09, 23:16
                                      Gość portalu: juhas napisał(a):

                                      > Co Pan odczuwał Panie Piotrze po tych "patriotycznych" rozmowach z esbekami ?
                                      > Zadowolenie z dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku ? Czy może niedosyt ?
                                      > A może rozpierało Pana uczucie dumy ?

                                      Juhasie, jesteś nie tylko nudny (powtarzasz się) ale i leniwy - wystarczy tylko troche przewertować wątek, aby znaleźć odpowiedź.
                                      Napisał był bowiem Piotr Badura tak:

                                      "Moje kontakty z SB, moja pryncypialna postawa zajęta w tych kontaktach, a także rozwaga, to, moim zdaniem, chlubna karta w moim życiorysie. Czy miałem jednak tu na forum wychwalać się? "


                                      PS pan Piotr (nie mylić z Piotrusiem panem) bardzo nie lubi się wychwalać, to niespotykanie skromny człowiek :)

                                • z.bereszynski Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) 23.02.09, 12:23
                                  Inni forumowicze w bardzo trafny sposób skomentowali już najnowsze
                                  wynurzenia p. Badury, w związku z czym nie mam już tutaj wiele do
                                  roboty. W tej sytuacji ograniczę się tylko do paru uwag od siebie.

                                  Pan Badura niczego tutaj nie odkrywa, pisząc o merytorycznych
                                  pomyłkach w notatkach por. Plebana. To ja pierwszy w jednym z
                                  wcześniejszych wpisów, zwróciłem uwagę na to, że Pleban, pisząc z
                                  pamięci, pomylił PDRN Krzyki z PDRN Śródmieście (nie popełnił
                                  natomiast takiego błędu opierając się na dokumencie otrzymanym od p.
                                  Badury). Pan Badura wykorzystuje teraz to moje spostrzeżenie w
                                  typowy dla niego sposób – na zasadzie odwracania kota ogonem,
                                  próbując przeforsować własną interpretację tego typu pomyłek. Jest
                                  to interpretacja ewidentnie naciągana, podobnie jak inne zabiegi
                                  polemiczne p. Badury.

                                  Sygnalizowane przeze mnie i przez p. Badurę oczywiste sprzeczności i
                                  nieścisłości w notatkach Plebana nie są żadnym dowodem konfabulacji.
                                  Przeciwnie – świadczą one o tym, że esbek ten każdorazowo opierał
                                  się na świeżo pozyskanych informacjach, nie zawsze dobrze przez
                                  niego zapamiętanych.

                                  Gdyby – jak utrzymuje p. Badura – Pleban konfabulował, to najpewniej
                                  nie byłoby żadnych sprzeczności w podawanych przez niego
                                  informacjach. Opracowując nową notatkę, esbek bazowałby na tym, co
                                  napisał poprzednio, i wszystko trzymałoby się tzw. kupy. Tymczasem
                                  Pleban pisał kolejne notatki w oderwaniu od tego, co pisał
                                  poprzednim razem. Był na tyle niestaranny, że nawet nie chciało mu
                                  się konfrontować nowo pozyskanych informacji z informacjami
                                  zawartymi we wcześniej wytworzonych przez niego dokumentach. Pisał z
                                  pamięci, na podstawie tego, co ostatnio usłyszał, i najpewniej stąd
                                  wynikają różnego rodzaju błędy i sprzeczności. W przeciwieństwie do
                                  tego, co twierdzi p. Badura, to mocny argument za tym, że Pleban był
                                  szczery w tym, co pisał, i nie zmyślał swoich spotkań z p.
                                  Badurą.

                                  Gdyby Pleban konfabulował, to przypuszczam, że np. nie byłoby
                                  żadnych rozbieżności w informacjach na temat liczebności
                                  uniwersyteckiej grupy „PAX” w notatkach wytworzonych w październiku
                                  i grudniu 1973 r. Konfabulujący esbek, pisząc notatkę w grudniu 1973
                                  r., oparłby się na tym, co pisał dwa miesiące wcześniej, i nie
                                  byłoby żadnej sprzeczności. Pleban podał jednak nową liczbę,
                                  znacznie różniącą się od podanej mu wcześniej przez doc. Siemiona.
                                  Widocznie była to dla niego liczba bardziej wiarygodna, bo
                                  pochodząca z tzw. pierwszej ręki. Liczba zweryfikowana przez p.
                                  Badurę, jak informuje notatka z grudnia 1973 r.

                                  W notatce z grudnia 1973 r. Pleban wcale nie pisał, że p. Badura
                                  dopiero zaczyna kierować uniwersytecką grupą „PAX”. Takie
                                  interpretowanie treści notatki to typowa dla p. Badury manipulacja,
                                  służąca forsowaniu tezy, że Pleban konfabulował. W rzeczywistości
                                  Pleban pisał o działaniach p. Badury związanych z weryfikacją liczby
                                  studentów – członków „PAX” oraz organizowaniem uniwersyteckiej
                                  grupy „PAX”. Nie precyzował, w jakim czasie działania te zostały
                                  podjęte. W rachubę może wchodzić tu dość długi okres czasu, jaki
                                  upłynął między kolejnymi spotkaniami Plebana z p. Badurą.

                                  Pleban nie pisał o objęciu przez p. Badurę kierownictwa
                                  Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr „PAX”, bo po prostu sprawa ta
                                  mogła go nie interesować. Jako funkcjonariusz Wydziału III SB Pleban
                                  zajmował się środowiskiem akademickim. To była jego „działka” i do
                                  tego mogły ograniczać się jego zainteresowania. Działalność „PAX” na
                                  szczeblu wojewódzkim mieściła się w obszarze zainteresowań Wydziału
                                  IV SB, zajmującego się Kościołem i stowarzyszeniami religijnymi.
                                  Pleban pisał o tym, co go interesowało, pomijając sprawy z obszaru
                                  wykraczającego poza jego służbowe kompetencje. Nie ma to nic
                                  wspólnego z rzekomymi konfabulacjami Plebana.

                                  Żadnym dowodem konfabulacji nie jest także fakt, że Pleban planował
                                  spotkanie z p. Badurą w kwietniu 1973 r., a tymczasem w aktach
                                  sprawy krypt. „ZEN” znajdujemy dopiero notatkę na temat spotkania
                                  przeprowadzonego w grudniu 1973 r. Także w tym wypadku narzucają się
                                  wnioski dokładnie odwrotne do tego, co pisze p. Badura. Gdyby Pleban
                                  faktycznie zmyślał spotkania z p. Badurą, to wymyśliłby również
                                  planowane spotkanie kwietniowe i opisał je w odnośnej notatce. Cóż
                                  by mu w tym przeszkodziło? Jeżeli jednak pisał dopiero o spotkaniu
                                  grudniowym, to widocznie były po temu jakieś realne (a nie wydumane)
                                  podstawy. Być może wystąpiły jakieś obiektywne przeszkody, dla
                                  których zrezygnowano z przeprowadzenia spotkania w planowanym
                                  terminie, przesuwając je na później. A może spotkanie takie się
                                  odbyło, lecz nie zostało opisane w żadnej notatce, bo Pleban nie
                                  uzyskał wtedy żadnych godnych uwagi informacji. Nie wszystkie tego
                                  typu spotkania musiały być opisywane w dokumentach. Przykładem tego
                                  może być zawartość teczek pracy tajnych współpracowników SB (nie
                                  twierdzę, że p. Badura należał do tej kategorii; to tylko taki
                                  przykład dla lepszego zilustrowania problemu). Z reguły jest tak, że
                                  ilość wykazywanych spotkań z TW znacznie przekracza liczbę odnośnych
                                  notatek służbowych. Innymi słowy – nie każde spotkanie było tematem
                                  odrębnej notatki. Podobnie mogło być w przypadku spotkań z takimi
                                  osobami jak p. Badura. Nie można wykluczyć ewentualności, że Pleban
                                  spotykał się z p. Badurą częściej niż wynikałoby to z treści
                                  zachowanych dokumentów.

                                  Tak czy inaczej, nie mamy żadnych podstaw, by kwestionować opisany
                                  przez Plebana fakt spotkania z p. Badurą w dniu 20 grudnia 1973 r.

                                  Faktem jest, że do pewnego czasu Pleban nieściśle (od strony
                                  formalno-prawnej) przedstawiał sprawy związane z oficjalnym
                                  zgłoszeniem zamiaru działalności TH. Rzeczywiście robi on wrażenie
                                  kompletnego laika w tych sprawach, nie mającego większego pojęcia o
                                  obowiązujących w tym zakresie procedurach. Mieszają mu się prawnicze
                                  terminy i określenia. Trzeba jednak przyznać, że z czasem Pleban
                                  wyraźnie „wyrobił” się w tej dziedzinie – zapewne pod wpływem
                                  swojego rozmówcy. Zaczął pisać bardziej precyzyjnie – dokładnie tak
                                  jak p. Badura w tym wątku. Przykładem tego może być notatka służbowa
                                  z 16 października 1974 r., gdzie Pleban pisze tak: „Jeżeli chodzi o
                                  Towarzystwo […] (ZEN), to Wydział Spraw Wewnętrznych DRN W-w
                                  Śródmieście w ogóle nie potwierdził odbioru zgłoszenia związku,
                                  czyli zgodnie z przepisami KPA, można by uznać [je] za legalnie
                                  istniejące. Faktycznie jednak ZEN nie istnieje, bo nie było w
                                  efekcie chętnych do podjęcia konkretnej działalności, a więc
                                  dyskusji wynikających z założeń programowych ZEN-u”.
                                  Koniec cytatu. Słowa jakby żywcem wyjęte z ust p. Badury, który
                                  jeszcze dzisiaj dokładnie tak samo pisze o tych sprawach (proszę
                                  porównać powyższy cytat z jego wypowiedziami na tym forum). Co
                                  prawda tym razem Plebanowi pomyliło się TH z ZEN (widać znowu pisał
                                  z pamięci!) , ale przynajmniej zrozumiał on już, jak działa prawo o
                                  stowarzyszeniach.

                                  Sądzę na tej podstawie, że spotkania por. Plebana z p. Badurą
                                  musiały być bardzo owocne dla obu stron. Obaj rozmówcy mieli okazję
                                  wiele się od siebie nauczyć.

                                  Efekty tej wzajemnej nauki widać po dziś dzień w zachowaniu p.
                                  Badury. Najlepszym tego przykładem są jego uparcie powtarzane
                                  insynuacje na mój temat. To typowo esbecka metoda walki z
                                  oponentami. Złośliwe pomówienia i celowo szerzona dezinformacja
                                  należały zawsze do najważniejszych środków działania SB. Spotykając
                                  się z Plebanem, p. Badura najwyraźniej wiele się od niego nauczył.

                                  Nie prezentuję esbeckiej wizji świata. Po prostu w ciągu ostatnich
                                  paru lat przejrzałem dokładnie setki „teczek” z zasobów archiwalnych
                                  IPN i dzięki temu dobrze poznałem metody i zasady działania SB. Nie
                                  dam sobie wciskać kitu na ten t
                                  • z.bereszynski c.d. 23.02.09, 12:25
                                    Nie prezentuję esbeckiej wizji świata. Po prostu w ciągu ostatnich
                                    paru lat przejrzałem dokładnie setki „teczek” z zasobów archiwalnych
                                    IPN i dzięki temu dobrze poznałem metody i zasady działania SB. Nie
                                    dam sobie wciskać kitu na ten temat i polemiczne sztuczki p. Badury
                                    są wobec mnie mało skuteczne. Esbecką wizję świata prezentuje tu
                                    ktoś inny. Ktoś inny spekuluje tu na temat moich rzekomych związków
                                    ze „służbami”, roztaczając przed forumowiczami spiskową wizję świata
                                    (zresztą nie tylko w ramach tego wątku). Bardzo zastanawiające jest
                                    to typowo esbeckie myślenie i zachowanie owego „ktosia”.

                                    Co to jest wolność, rozumiałem doskonale już całe dziesięciolecia
                                    temu, gdy byłem represjonowany za swoją działalność opozycyjną. Nie
                                    potrzebuję w tym zakresie żadnych pouczeń ze strony kogoś, kto nie
                                    gardził konspiracyjnymi spotkaniami z esbekiem w hotelu czy
                                    kawiarni.

                                    Zbigniew Bereszyński
                                  • Gość: Piotr Badura Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.09, 22:46
                                    Zamierzałem skomentować drugą część kuriozalnej notatki z 22 grudnia 1973, ale
                                    uświadomiłem sobie, że pisałem już i o KIK-u:
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89622478
                                    i o "Maciejówce":
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=90293832
                                    W międzyczasie pojawiły się jednak posty, dotyczące mojego komentarza do
                                    pierwszej części notatki (panowie Max i Zbigniew Bereszyński), więc je tu
                                    skomentuję.
                                    1. Zdaniem obu panów mój zarzut wobec por. Plebana o niekompetencję odnosi się
                                    do mylenia przez niego właściwości terytorialnej. Dla TH właściwym terytorialnie
                                    był organ z Krzyków, a por. Pleban cały czas mówił o Śródmieściu. To jest błąd,
                                    ale trzeciorzędny, i nie na niego wskazywałem. Ja pisałem wyraźnie: "W obu
                                    pozostałych przypadkach pisał DRN zamiast PDRN. Taki błąd dowodzi słabej
                                    orientacji".
                                    Nie wiem jakiego wykształcenia oczekiwano od oficerów SB, ale trudno mi
                                    uwierzyć, że nie wymagano od nich, by odróżniali organy prawodawcze (a takim
                                    jest dzielnicowa rada narodowa, czyli DRN) od wykonawczych (a takim jest
                                    prezydium dzielnicowej rady narodowej, czyli PDRN). Zwykłym ludziom te sprawy
                                    mogły się mieszać, ale nie oficerowi SB.
                                    2. W sprawie zgłoszenia TH w PDRN pan Max powołuje się na notatkę z 22 stycznia
                                    1973 i cytuje z niej zapis: "ma zamiar zgłosić Stowarzyszenie Hilozoistyczne w
                                    Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław - Śródmieście. Nie sądzi, aby mu
                                    odmówiono zarejestrowania". Z tego zapisu pan Max wnosi, że por. Pleban używał
                                    zamiennie słów "zgłosić" i "zarejestrować".
                                    Por. Pleban rozumiał z tych spraw mało co, ale pan Max rozumie chyba jeszcze
                                    mniej. Por. Pleban odnosił słowo "zgłosić" do mnie, a "zarejestrować" do WSW
                                    PDRN. Ja zgłaszam, organ rejestruje. Przepisem regulującym w 1973 te sprawy było
                                    "Prawo o stowarzyszeniach" - rozporządzenie Prezydenta RP z 1932 roku. Przepis
                                    ten został uchylony w 1989 i dziś dostęp do niego w sieci jest płatny (36,60
                                    zł). Nie chce mi się płacić, ale obowiązujące dziś "Prawo o stowarzyszeniach",
                                    dostępne np. pod adresem:
                                    www.lex.com.pl/bap/student/Dz.U.2001.79.855.html
                                    stanowi:
                                    Art. 40. 1. Uproszczoną formą stowarzyszenia jest stowarzyszenie zwykłe, nie
                                    posiadające osobowości prawnej.
                                    2. Osoby w liczbie co najmniej trzech, pragnące założyć stowarzyszenie zwykłe,
                                    uchwalają regulamin działalności, określając w szczególności jego nazwę, cel,
                                    teren i środki działania, siedzibę oraz przedstawiciela reprezentującego
                                    stowarzyszenie.
                                    3. O utworzeniu stowarzyszenia zwykłego jego założyciele informują na piśmie
                                    właściwy, ze względu na przyszłą siedzibę stowarzyszenia, organ nadzorujący,
                                    podając dane, o których mowa w ust. 2.
                                    Art. 41. 1. Sąd rejestrowy, na wniosek organu nadzorującego lub prokuratora,
                                    może zakazać założenia stowarzyszenia zwykłego, jeżeli nie spełnia ono warunków
                                    określonych w art. 16. Art. 14 ust. 2(4) stosuje się odpowiednio.
                                    2. Jeżeli w ciągu 30 dni od dnia uzyskania informacji o założeniu stowarzyszenia
                                    zwykłego nie zakazano jego działalności, może ono rozpocząć działalność.
                                    Jak widać z artykułów 40-41 dziś jest tak, że założyciele informują organ
                                    nadzorujący, a organ przeprowadza wszystkie działania związane z rejestracją
                                    bądź odmową rejestracji. Myślę, że w tym starym przepisie było podobne uregulowanie.
                                    Także pan Bereszyński pisze strasznie. Cytuje por. Plebana, który zdaniem pana
                                    Bereszyńskiego napisał prawidłowo: "czyli zgodnie z przepisami KPA, można by
                                    uznać [je] za legalnie istniejące".
                                    To ma być zrozumienie przepisów przez por. Plebana?! "Można by uznać"?! Nie!
                                    Trzeba uznać! "Zgodnie z przepisami KPA"?! Nie! Zgodnie z rozporządzeniem
                                    Prezydenta RP!
                                    Ja nie podejrzewam panów Maksa i Bereszyńskiego, że te akurat rzeczy piszą ze
                                    złej woli. Nie. Oni w kwestiach prawnych mają kompetencje podobnie skromne jak
                                    por. Pleban i podobnie jak on nie mają chyba tej świadomości.
                                    3. Głównym moim argumentem na rzecz tezy o zmyśleniu przez por. Plebana całej
                                    rozmowy był jednak fakt rażącej niezgodności czasowej w określeniu mojej pracy w
                                    PAX-ie. W lutym 1973 objąłem kierownictwo zespołu uniwersyteckiego. Byłem wtedy
                                    studentem I roku i byłem najmłodszy w zespole. Już w maju liczbę członków i
                                    kandydatów podniosłem do około 40, sądząc z informacji od doc. Siemiona. Do
                                    czerwca (koniec roku akademickiego) nastąpił dalszy szybki wzrost liczby
                                    członków i kandydatów. Na czymś przecież oparta była decyzja o moim
                                    błyskawicznym awansie na kierownika WOSK, który zostałem od 1 października 1973
                                    (byłem chyba najmłodszym kierownikiem WOSK w Polsce). Od objęcia funkcji
                                    kierownika WOSK odpowiadałem za dokumentację (jako kierownik zespołu
                                    uniwersyteckiego nie prowadziłem żadnej dokumentacji). Mogę więc dość
                                    precyzyjnie określić liczebność środowiska młodzieżowego po 1 października 1973.
                                    Fatalnym błędem por. Plebana było stwierdzenie, że ja go w dniu 20 grudnia 1973
                                    informowałem, iż postanowiłem "zorganizować grupę uniwersytecką. Liczba
                                    studentów uniwersytetu, którzy działali wtedy w PAX-ie była już tak duża, że nie
                                    było żadnej "grupy uniwersyteckiej". Były odrębne zespoły, których listy mam do
                                    dziś zachowane. Zespół AI skupiał studentów prawa, prawa i administracji oraz
                                    pedagogiki (razem 15 osób). Zespół AII skupiał studentów filologii polskiej,
                                    rosyjskiej i jednego studenta wokalistyki w PWSM (razem 14 osób). Zespół AIII
                                    skupiał studentów matematyki, fizyki i chemii (razem 18 osób). Zespół AIV
                                    skupiał studentów geografii i biologii (razem 16 osób). Te cztery zespoły to
                                    byli studenci uniwersytetu (z wyjątkiem tego jednego z PWSM). Razem dawało to 62
                                    osoby (bez tego z PWSM). Ponadto był zespół AV, skupiający studentów Akademii
                                    Rolniczej, Akademii Medycznej i Akademii Wychowania Fizycznego (razem 13 osób).
                                    Zespół AVI skupiał studentów Politechniki i Akademii Ekonomicznej (9 osób). Był
                                    też zespół MIV, który skupiał młodzież niestudiującą, ew. tych studentów, którzy
                                    woleli w nim być. Usytuowany był on w strukturze miejskiej, podobnie jak
                                    oddziały w terenie, ale podlegał kierownikowi WOSK. Liczył 10 osób. Była też
                                    młodzież w terenie. Czasy, gdy działał jeden zespół młodzieżowy, nazywany
                                    uniwersyteckim, to w grudniu 1973 była już prehistoria. Tak więc por. Pleban w
                                    grudniu 1973 nie wiedział nic o strukturze środowiska młodzieżowego we
                                    wrocławskim PAX-ie i nie wiedział też jaką funkcję w tym PAX-ie pełnię.
                                    Por. Pleban nie był zbyt lotny. Jeśli doc. Siemion informował go, że w maju 1973
                                    było na uniwersytecie ok. 40 paksowców, a jednocześnie 22 maja 1973 TW ps. "11S"
                                    informował go "W tej chwili największy nacisk kładzie się na sprawy rekrutacji
                                    członków", to ten "największy nacisk" musiał dać do grudnia jakieś pozytywne
                                    efekty, a nie spadek liczebności, bo wtedy w październiku bym nie awansował tak
                                    gwałtownie.
                                    4. Jeśli już mowa o TW ps. "11S" to myślę, że był to ktoś z kręgu Romka. Ja nie
                                    znałem takich szczegółów jak to, skąd miał stypendium fundowane i że był w
                                    zarządzie UKNP, z którego go usunięto. Intrygujące jest, że ja znam od Romka
                                    okoliczności, które skłoniły go do zainteresowania się PAX-em, a TW ps. "11S"
                                    chyba ich nie znał. No ale to nie ma związku z tematem. (cd. w następnym poście)
                                    • Gość: max Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.09, 02:23
                                      Gość portalu: Piotr Badura napisał(a):


                                      > Por. Pleban rozumiał z tych spraw mało co, ale pan Max rozumie chyba jeszcze
                                      > mniej. Por. Pleban odnosił słowo "zgłosić" do mnie, a "zarejestrować" do WSW
                                      > PDRN. Ja zgłaszam, organ rejestruje.

                                      Nie ułatwia pan zrozumienia tej "skomplikowanej materii" :)
                                      Miesza pan, i czepia się juz nie tylko słów ale i literek :)

                                      Pan zgłasza - ale kogo? co? Pan zgłasza siebie (się)? Czy pan zgłasza TH? Czy chodzi o podmiot zgłaszający (pan) czy o "przedmiot" zgłoszenia (TH)
                                      Przecież Pleban mógł napisać, że P.Badura ma zamiar zarejestrować TH w WSW itd... użył słowa "zgłosić", które - moim - zdaniem odnosi się do TH a nie do pana, no chyba, żeby Pleban w dalszej części notatki pisząc "Nie sądzi, aby mu [Badurze -max] odmówiono zarejestrowania, gdyż działa zgodnie z przepisami" wyraził przekonanie, ze to pan ma zostać zarejestrowany a nie TH, co wydaje mi się absurdem. Stąd mój wniosek, że Pleban używał tych słów zamiennie.

                                      Nie wiem jakie wykształcenie mieli SB-cy, a konkretnie Pleban, zdaje się, że kilka razy niezbyt pochlebnie się pan o nim wyrażał, pewnie nie był orłem sokołem :) A pan się czepia literek: DRN, PDRN :)

                                      Nawiasem mówiąc zdziwiłby się pan jak wykształceni ludzie i dzisiaj mylą organy prawodawcze i wykonawcze np. na poziomie samorządu województwa (sejmik, zarząd województwa, marszałek, urząd marszałkowski )

                                      Niech pan przepyta z tego tematu "agentów" piszących w tym wątku:)

                                      • Gość: max 22 grudnia 1973 nie było już chyba PDRN :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.09, 23:14
                                        W PRL, w dobie "dynamicznego rozwoju" i "budowy społeczeństwa socjalistycznego" zmieniały się struktury władzy, jednostki podziału terytorialnego, te wszystkie gminy, gromady, powiaty, starostwa, województwa, rady narodowe, urzedy, prezydia. Porucznik Pleban stojąc na strazy zywotnych interesów "ludowej" ojczyzny i "robotniczej" partii chyba za tym nie nadążał....


                                        We Wrocławiu podział na dzielnice wprowadzono w 1951 r. Zadaniem powstałych
                                        wówczas prezydiów dzielnicowych rad narodowych była m.in. realizacja na terenie dzielnicy
                                        uchwał miejskiej rady narodowej i jej prezydium oraz realizacja zadań wynikających z
                                        uprawnień przekazanych w ich gestię przez prezydium MRN.

                                        Jednostkami administracyjnymi posiadającymi charakter aparatów roboczych i wykonawczych były wydziały. Zostały one bezpośrednio podporządkowane prezydium, a za jego pośrednictwem radzie narodowej. Wydziały nie stanowiły samodzielnych organów, lecz wypełniały zadania pod kierownictwem, w imieniu i w zastępstwie prezydium.

                                        Kolejny etap reformy ustroju administracji terenowej wprowadzały ustawy z dnia 22
                                        listopada 1973 r. o zmianie Konstytucji PRL i zmianie ustawy o radach narodowych oraz
                                        rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 23 listopada 1973 r. w sprawie zasad organizacji
                                        urzędów terenowych organów administracji państwowej.

                                        ZLIKWIDOWAŁY one prezydia miejskich, dzielnicowych, powiatowych i wojewódzkich
                                        rad narodowych jako terenowe organy jednolitej władzy państwowej oraz jako urzędy.

                                        Kompetencje prezydiów, ich przewodniczących oraz organów prezydiów przeszły na odpowiednie organy administracji państwowej.


                                        No i nie dziwota, że się Plebanowi - chłopinie to wszystko mieszało :)
                                        • Gość: Piotr Badura Brawo! Jestem pod wrażeniem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 00:34
                                          Szanowny Panie Maksie
                                          Doceniam Pański trud, włożony w to, by sprawdzić, że w interesującym nas okresie
                                          następowały zmiany w systemie administracji państwowej. Gdyby poszedł Pan dalej
                                          tym tropem, to wyczułby Pan, dlaczego por. Pleban stał się nagle kupką
                                          nieszczęścia. Wyjaśnię to już niedługo.
                                          Pozdrawiam serdecznie
                                          Piotr Badura
                                  • Gość: Piotr Badura Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (2) cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.09, 00:01
                                    5. Por. Pleban zrobił trochę nieścisłości w notatce z 22 stycznia 1973. W
                                    notatce z 20 lutego 1973 zrobił już chyba jakieś oszustwo z datami (o czym
                                    pisałem). Notatka z 27 marca być może odpowiada rzeczywistemu spotkaniu (w
                                    kawiarni) co do daty, ale jej treść to już czysta fikcja. Rzeczywista treść
                                    rozmowy przeprowadzonej mniej więcej w tym czasie była w skrócie taka: "Nie
                                    dotrzymaliście umowy, więc nie ma mowy o żadnej tajemnicy". Jestem przekonany,
                                    że po tej rozmowie por. Pleban rozumiał, że każda następna rozmowa ze mną będzie
                                    zrelacjonowana wszystkim osobom, o które zapyta, a on sam nie dowie się już nic.
                                    W tej sytuacji dalsze spotkania nie miały sensu i por. Pleban miał tak napisać w
                                    notatce. Z jakiegoś powodu zataił to i sporządził notatkę, że niby fajnie się
                                    gadało. Spotykania się ze mną zaprzestał jednak, aż do spotkania w Savoyu,
                                    podczas którego był on już tylko rozżaloną kupką nieszczęścia, o czym jeszcze
                                    napiszę.
                                    Dlaczego więc zdecydował się na jakąś fikcyjną relację z rzekomego spotkania 20
                                    grudnia 1973? O to trzeba jego zapytać.

                                    Na zakończenie powiem tak: Gdy pan Bereszyński wtrącił się ze swymi
                                    "rewelacjami" do tego wątku (poświęconego przecież zupełnie innym sprawom), to
                                    napisałem, że najgorszym, co może on zrobić, jest brnięcie w tę sprawę dalej.
                                    Napisałem też, że tak właśnie pan Bereszyński zrobi. Miałem rację.
                                    To, z czym mamy teraz do czynienia, to już desperacka próba obrony "uczciwości
                                    por. Plebana". Sprawa przesłuchania Sergiusza przez SB była mi prawdopodobnie
                                    znana już przed 27 lutego 1973, bo na ten dzień zostało zwołane, wbrew prawu,
                                    walne zgromadzenie (zgłoszenie złożono w WSW PDRN 21 lutego i ze wszelkimi
                                    takimi zgromadzeniami mieliśmy obowiązek czekać do 23 marca). Dysponuję
                                    protokółem z tego walnego, podpisanym przez wszystkich ośmiu członków
                                    założycieli. Skan tego protokółu można ode mnie uzyskać.
                                    Nagłość zwołania nielegalnego walnego zgromadzenia z enigmatycznym tematem
                                    "omówienie aktualnej sytuacji" była zapewne związana z ujawnieniem mi przez
                                    Sergiusza faktu jego przesłuchania. Chciałem, żeby niezwłocznie wszyscy
                                    członkowie TH też się o tym dowiedzieli. Jeśli zatem 27 marca 1973 miałem się
                                    spotkać z por. Plebanem, to przecież już wtedy zgłosiłbym mu pretensję o
                                    niedotrzymanie umowy. Tak się też zapewne stało. Być może por. Pleban nie miał
                                    odwagi napisać notatki, że już jest "po ptokach", skoro zaledwie 12 dni
                                    wcześniej poszło z wrocławskiej SB pismo do ich kolegów z Warszawy, że nie
                                    zgadzają się na włączenie mnie do postępowania przed kolegium, bo planują wobec
                                    mnie przedsięwzięcia operacyjne. Czy por. Pleban miał pójść do majora Albina
                                    Zalewskiego i powiedzieć mu: już sobie Albin nic nie planuj z Badurą?
                                    Być może lęk przed przyznaniem się do porażki spowodował, że por. Pleban zmyślił
                                    jakąś pozbawioną sensu rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 27 marca.
                                    Może liczył na to, że z czasem sprawa przyschnie. Może zmuszony okolicznościami
                                    do sfingowania kolejnej rozmowy (20 grudnia 1973) wstawił do niej pewne elementy
                                    prawdziwej rozmowy z 27 marca. To wszystko jednak domysły. O powody kłamstw
                                    należy pytać por. Plebana.
                                    Tylko absolutną desperacją mogę tłumaczyć, że mimo iż por. Pleban napisał
                                    wyraźnie: "20 grudnia 1973 (...) przeprowadziłem rozmowę (...), w wyniku której
                                    uzyskałem następujące informacje: (...) Piotr B. postanowił sporządzić listę
                                    studentów Uniw.Wrocł. - członków "PAX" i zorganizować grupę uniwersytecką.
                                    Okazało się, że jest ich 24 osoby", to i tak pan Bereszyński twierdzi, że "W
                                    notatce z grudnia 1973 r. Pleban wcale nie pisał, że p. Badura dopiero zaczyna
                                    kierować uniwersytecką grupą PAX". A przecież ja już kilka miesięcy wcześniej
                                    skończyłem kierowanie tą grupą.
                                    Ja oczywiście cały czas twierdzę, że por. Pleban konfabulował, ale pan
                                    Bereszyński twierdzi, że pisał on szczerą prawdę. No to teraz pan Bereszyński
                                    musi wyczyniać takie łamańce.
                                    Pozdrowienia dla wszystkich
                                    Piotr Badura
                                • z.bereszynski Dialog operacyjny 15.03.09, 22:51
                                  Piotr B. zdążył już z wielkim hukiem i pompą ogłosić swoje
                                  zwycięstwo w sporze o ocenę jego postępowania w latach 1973-1974.
                                  Uznał za udowodnione, że jego postępowanie było nienaganne, a nawet
                                  najlepsze z możliwych. Przyznał sobie tytuł mistrzowski za
                                  błyskotliwe rozegranie sprawy z wrocławską bezpieką, którą podobno
                                  sam jeden wciągnął w pułapkę i powalił na łopatki, tak że
                                  skompromitowani esbecy mogli już tylko leżeć i kwiczeć. Sam sobie
                                  pogratulował sprytu, inteligencji, doświadczenia, wybitnych
                                  kwalifikacji politycznych i prawnych itp. Ot, skromny człowiek i
                                  tyle. W tej sytuacji mogę już tylko schować się do mysiej nory i
                                  żałośnie piszczeć. Aby tych moich pisków nie słuchać, nasz wielki
                                  triumfator założył od razu nowy wątek, aby tam bez przeszkód napawać
                                  się swoim zwycięstwem i pastwić nad pokonanym przeciwnikiem (czyli
                                  nade mną).

                                  Nasz wielki i wspaniały triumfator zapomniał niestety, że nikt nie
                                  jest dobrym (czytaj: bezstronnym i wiarygodnym) sędzią we własnej
                                  sprawie i po prostu nie wypadało samemu jednostronnie przyznawać
                                  sobie palmy zwycięstwa. Wypadało zdać się w tej sprawie na osąd
                                  innych forumowiczów.

                                  Co myślą inni forumowicze, można przeczytać w innym wątku, świeżo
                                  założonym przez naszego wielkiego triumfatora. Ja natomiast w tym
                                  miejscu napiszę, co sam myślę o najnowszych wywodach Piotra B.

                                  Oprócz wyjątkowej pewności siebie wielkiego triumfatora, najbardziej
                                  ubawiło mnie jego selektywne podejście do materiałów wytworzonych
                                  przez SB. W swoich ostatnich wpisach Piotr B. z wyraźną lubością
                                  powołuje się na te fragmenty dokumentów, w których zawarte są
                                  pozytywne uwagi na jego temat. Cytuję: „Nawet Pleban w swoim
                                  sprawozdaniu z przesłuchania odnotował, że zachowywałem się
                                  spokojnie i widać, że jestem inteligentny, ambitny i posiadam
                                  zdolność logicznego operowania terminami filozoficznymi. […] Esbecy
                                  zignorowali wszystkie te ostrzeżenia ze strony własnej agentury.
                                  Mieli od niej wyraźne sygnały, że nie wzywają na przesłuchanie
                                  jakiegoś przypadkowego studenta, ale człowieka o dużym już
                                  wyrobieniu politycznym, dużej inteligencji, twardym charakterze,
                                  dążącym zawsze do przejmowania inicjatywy i rozgrywania sytuacji po
                                  swojej myśli”. Koniec cytatu.

                                  W tego typu przypadkach dokumenty SB są dla Piotra B. jak
                                  najbardziej wiarygodne. Ani mu w głowie pisać, że to tylko element
                                  konfabulacji, subiektywne odczucia esbeków i ich agentury itp. Bez
                                  skrupułów wykorzystuje on tego typu opinie dla podbudowania swoich
                                  twierdzeń. Konfabulacje są tylko tam, gdzie Piotr B. wypada
                                  niekorzystnie. Esbecy piszą szczerą prawdę, gdy rozwodzą się nad
                                  intelektualnymi walorami Piotra B., ale łżą jak te psy, ilekroć
                                  piszą coś takiego, z czego tenże musiałby się dzisiaj tłumaczyć.

                                  To przykład wyjątkowo manipulatorskiego podejścia do dokumentów.
                                  Piotr B. od początku zarzuca mi rzekome manipulowanie materiałami
                                  sprawy „ZEN”, choć nigdy nie miał bezpośredniego wglądu w te
                                  materiały i w związku z tym nie jest w stanie ocenić, czy
                                  korzystałem z nich w sposób rzetelny czy nie. Fakty wyglądają
                                  natomiast tak, że nie dobierałem dokumentów pod kątem szkodzenia
                                  Piotrowi B. i nie pomijałem takich materiałów, które byłyby dla
                                  niego korzystne. Cytując je, starałem się zachować maksimum
                                  obiektywizmu. Inaczej jest z Piotrem B., który stara się
                                  selekcjonować materiał źródłowy pod kątem jego osobistych interesów.
                                  I kto jest tutaj prawdziwym manipulatorem?

                                  Gdyby Piotr B. naprawdę wierzył w to, co pisze tutaj na temat
                                  rzekomych konfabulacji Plebana, to całość materiałów sprawy
                                  krypt. „ZEN” byłaby dla niego funta kłaków warta. Nie podpierałby
                                  się nimi w swoich wywodach, bo cóż warte świadectwo, w którego
                                  wiarygodność się nie wierzy? Uderzająca niekonsekwencja Piotra B. w
                                  tym zakresie stawia pod wielkim znakiem zapytania szczerość jego
                                  wypowiedzi.

                                  Nie jedyny to przykład niekonsekwencji w postępowaniu Piotra B.
                                  Tłumacząc się z tego, dlaczego podpisał zobowiązanie do zachowania w
                                  tajemnicy swojej rozmowy z SB, Piotr B. napisał, że uczynił tak
                                  dlatego, by swoim kolegom z TH oszczędzić przykrości związanych
                                  z „przesłuchaniem”. W ramach owej szczególnej „troski” naraził on
                                  kolegów na to, że bezpieka będzie „przesłuchiwać” ich z zaskoczenia,
                                  bo nie raczył uprzedzić ich o takim niebezpieczeństwie! Dziwnym
                                  trafem nie przyszło mu do głowy, że przykrość związana
                                  z „przesłuchaniem” może być znacznie większa, jeżeli „przesłuchania”
                                  takie zaczną spadać na nich jak grom z jasnego nieba. Naiwność i
                                  brak wyobraźni wtedy, czy zwykłe krętactwo dzisiaj, gdy Piotr. B.
                                  pisze o wydarzeniach sprzed 35 lat? Piotr B. wyklucza jedną i drugą
                                  ewentualność, ale trzeciej możliwości nie widać. Osobiście
                                  stawiałbym na jedno i drugie, bo Piotr B. nie lubi przyznawać się do
                                  swoich błędów i słabości, nawet po wielu latach, i gotów jest wiele
                                  zrobić dla ich ukrycia. Taka ułomność psychiczna zżartego przez
                                  pychę gościa, który zawsze i wszędzie chce uchodzić za chodzącą
                                  doskonałość.

                                  Z najnowszych wpisów Piotra B. wynika, że nie musiał on uprzedzać
                                  kolegów o niebezpieczeństwie „przesłuchań”, bo członkowie TH nie
                                  mieli nic do ukrycia, a poza tym byli takimi twardzielami, że
                                  żadne „przesłuchania” nie były im straszne (szczegółowo opisany
                                  przykład Sergiusza Kowalskiego itd.). Załóżmy, że to prawda.
                                  Dlaczego jednak w takim przypadku Piotr B. wchodził w dwuznaczny
                                  moralnie układ z SB w rzekomej chęci uchronienia kolegów przed
                                  przykrościami związanymi z przesłuchaniami? Jeżeli członkowie TH nie
                                  mieli nic do ukrycia i nie bali się „przesłuchań”, to skąd u Piotra
                                  B. taka troska o zaoszczędzenie im podobnych przykrości? Przecież w
                                  takim przypadku Piotr B. mógł najspokojniej w świecie oświadczyć
                                  esbekom, że nie będzie się do niczego zobowiązywał i poinformuje
                                  lojalnie o wszystkim kolegów, przed którymi nie chce mieć żadnych
                                  tajemnic. Jeżeli esbecy chcą, to mogą rozmawiać też z kolegami, bo
                                  założyciele TH nie robią niczego sprzecznego z prawem i nie mają nic
                                  do ukrycia. Koniec kropka. To byłoby najprostsze i najbardziej
                                  uczciwe załatwienie sprawy. Dlaczego Piotr B. tak nie postąpił?
                                  Dlaczego wybrał podpisanie zobowiązania do zachowania tajemnicy, co
                                  naraziło kolegów na dodatkowy stres, związany z tym, że działania
                                  SB ich zaskoczą? Widać faktyczne motywy jego postępowania
                                  przedstawiały się inaczej niż nam tutaj przedstawia.

                                  Ale to nie koniec sprzeczności w wypowiedziach Piotra B. Założyciele
                                  TH byli podobno wielkimi twardzielami, odpornymi psychicznie na
                                  działania SB, ale trochę wcześniej ten sam Piotr B. sugerował, że
                                  jedna z owych osób, Urszula Smerecka mogła już w tamtym czasie
                                  współpracować z SB i dostarczać Plebanowi informacji na temat TH.
                                  Czy tak postępują niezłomni twardziele, którym niestraszne są
                                  żadne „przesłuchania”? Gdzie tu logika, gdzie konsekwencja? Piotr B.
                                  najwyraźniej gubi się w swoich konfabulacjach, wymyślając sprzeczne
                                  ze sobą wersje historii TH.

                                  Teza o rzekomych twardzielach z TH nie wytrzymuje także konfrontacji
                                  z tym, co Piotr B. napisał w dniu 14 stycznia br. o zaniechaniu
                                  działalności tego towarzystwa. Cytuję: „Działania
                                  odwetowe SB wobec rodziców Sergiusza były dla mnie sygnałem, że SB
                                  idzie z nami na wojnę. Dlatego skłoniłem członków TH do
                                  natychmiastowego
                                  opuszczenia jego szeregów. Mogliby w razie czego tłumaczyć, że dla
                                  nich jest to
                                  sprawa zamknięta, bo nie należą już do TH. Zawiesiłem też wszelkie
                                  działania TH.
                                  Po prostu przestało ono działać po zaledwie 17 dniach oficjalnego
                                  istnienia”. Koniec cytatu.

                                  Dziwni to „twardziele”, którzy kończą działalność, gdy dochodzi
                                  do „przesłuchań”, których podobno żaden z nich się nie bał! A już
                              • Gość: Piotr Badura Kilka słów o "Szklanym Domu" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 10:20
                                Sprawa "Szklanego Domu" jest wprawdzie nieistotna, ale ponieważ ją też w
                                esbeckich aktach przedstawiono fałszywie, więc parę słów wyjaśnienia.
                                "Szklany Dom" był akademikiem uniwersytetu, położonym na rogu ulic Świdnickiej i
                                Placu Teatralnego, w którym mieszkałem przez trzy pierwsze lata studiów
                                (1972-1975). Była to przedwojenna kamienica z wielkimi pokojami i ogromnymi
                                oknami (stąd "szklany"). Jako akademik był on niespecjalny (wieloosobowe
                                pokoje), ale lokalizacja była idealna. Ścisłe centrum, w pobliżu przystanki
                                wielu linii, kawałeczek do rynku i niedaleko od dworców. Ponadto na rogu po
                                przeciwnej stronie Świdnickiej był wtedy "Monopol", czyli orbisowska restauracja
                                + kawiarnia + hotel, a na rogu po przekątnej opera. Oba te obiekty "robiły klimat".
                                "Szklany Dom" był akademikiem kameralnym. Mieszkało w nim chyba 100-200
                                studentów. Tak maleńkie środowisko absolutnie mnie nie interesowało jako miejsce
                                jakiejkolwiek działalności politycznej. Mieszczący się wewnątrz akademika klub
                                "Piryt" był całkiem zdechły, co zrozumiałe przy tak małej liczbie studentów.
                                Nie miałem żadnego powodu, by załatwiać dla klubu w akademiku prasę paksowską
                                czy prelegentów. Te moje propozycje były, mówiąc dzisiejszym językiem,
                                kształtowaniem wizerunku. Z paksowskim kolportażem miałem uzgodnione, że do
                                każdego klubu studenckiego wyślą prasę bezpłatnie, jeśli tylko ten klub zgłosi
                                chęć jej otrzymywania. Miałem także zapewnionych bezpłatnych prelegentów (tzn.
                                ściśle rzecz biorąc byliby oni suto opłaceni przez PAX za prelekcję w klubie
                                PAX-u, a potem "społecznie" mieliby drugą w klubie studenckim). Były to
                                oczywiście zabezpieczenia tak na wszelki wypadek, gdyż nie brałem realnie pod
                                uwagę, że któryś klub studencki (nie licząc Progresu) będzie chciał bezpłatną
                                prasę czy bezpłatnego prelegenta.
                                Propozycje bezpłatnego dostarczania prasy, bądź bezpłatnych prelegentów
                                składałem zawsze publicznie, dbając wręcz o liczną widownię (najlepiej na
                                zebraniach mieszkańców). Chodziło o to, by pokazać strach tych wszystkich szefów
                                rad mieszkańców, kierowników akademików czy kierowników klubów przed PAX-em.
                                Przeciętny student nie wiedział o PAX-ie nic. Nagle słyszy na zebraniu, że jakiś
                                PAX proponuje bezpłatną prasę dla klubu, bezpłatnych prelegentów, a tu szefostwo
                                wije się jak piskorze i kombinuje, jak uzasadnić, że nawet za darmo nie chcą.
                                Wolą zapłacić za prenumeratę "Trybuny Ludu" niż wziąć za darmo "Słowo
                                Powszechne". Taki przeciętny student zachodził wtedy w głowę, czym jest ten PAX,
                                że tak strasznie się go boją. I o to mi mniej więcej chodziło. W "Szklanym
                                Domu", podobnie jak w innych miejscach, odegrałem pełny spektakl, a powtórki nie
                                miałyby przecież sensu.
                                Relacje informatorów por. Plebana, jakobym chciał prowadzić w "Szklanym Domu"
                                jakąś działalność, są dla mnie zrozumiałe. Byli to "działacze" studenccy
                                kieszonkowego formatu. W ich umyśle "Szklany Dom" i klub "Piryt" urastały do
                                rangi jakiegoś ważnego partyjnego królestwa, które jest atakowane przez wrogie
                                paksowskie imperium. Ponieważ sam por. Pleban też był raczej funkcjonariuszem
                                kieszonkowego formatu, więc chyba się nie połapał, o co chodzi w tej zabawie. Co
                                więcej, z czasem por. Pleban poszedł dalej. Uznał, że skoro przez dwa lata nie
                                kiwnąłem palcem, by coś zrobić w "Szklanym Domu" (a wiedział o tym od swych
                                informatorów), to może przypisać sobie zasługę w tej mierze i napisać (w notatce
                                z 16 października 1974), że zaniechałem w "Szklanym Domu" działalności "zgodnie
                                z jego zaleceniem". Dziwne że we wcześniejszych notatkach nie było mowy o tym
                                "zaleceniu".
                                Gdyby por. Pleban próbował dać mi jakieś "zalecenie", bym nie wykazywał
                                aktywności w "Szklanym Domu" to na sto procent przynosiłbym tam systematycznie
                                prasę paksowską, wszystkie tytuły, i rozkładał w klubie "Piryt". Jeszcze
                                nagłośniłbym to w akademiku, żeby rozkładaniu prasy i ewentualnemu jej
                                zgarnianiu przez "działaczy" towarzyszyła publiczność. Na sto procent robiłbym
                                też "naloty" na wszystkie zebrania w Klubie "Piryt". Ja mam po prostu taką
                                naturę, że jak mi ktoś chce rozkazywać, to sprawa jest przegrana. Cała moja
                                energia idzie przeciw tym rozkazom. To akurat por. Pleban, mimo swego
                                kieszonkowego formatu, rozumiał od samego początku i dlatego "zalecenie" mogło
                                się pojawiać wyłącznie w notatkach, do których nie miałem dostępu.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Zmyślona rozmowa w dniu 16 października 1974 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 15:45
                                W dniu 16 października 1974 por. Pleban rzekomo odbył ze mną swą ostatnią
                                rozmowę, z której sporządził notatkę. Cała ta notatka jest od początku do końca
                                wymysłem por. Plebana, w dodatku jest to wymysł tak głupi, że nawet mało bystry
                                czytelnik powinien to natychmiast zauważyć. Bardzo dużo złej woli musiał wykazać
                                pan Bereszyński, by potraktować tę notatkę serio.
                                Rzekomą rozmowę w dniu 16 października 1974 skomentowałem już we wcześniejszych
                                postach. Teraz dodam tylko uwagę, że miało miejsce moje spotkanie z por.
                                Plebanem gdzieś na przełomie 1974/1975. Odbyło się ono w hotelu Savoy (też już o
                                tym pisałem). Myślałem, że było to wiosną 1975, ale nie mogę wykluczyć, że było
                                to 16 października 1974. Spotkanie to odbyło się na gorącą prośbę por. Plebana,
                                który prosząc, zapewniał mnie jednocześnie, że chce się spotkać tylko prywatnie.
                                Nie mogę wykluczyć, że por. Pleban pod prawdziwą datę 16 października 1974
                                podłożył całkowicie fałszywą relację. Przypuszczam jednak, że tak nie było.
                                Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że rozmowa w dniu 16 października jest
                                zmyślona nawet co do daty, a rozmowa w hotelu Savoy miała miejsce później.
                                Z materiałów opublikowanych przez pana Bereszyńskiego wnioskuję, że rozmowa w
                                hotelu Savoy miała dla por. Plebana charakter ratunkowy. Musiał w trybie pilnym
                                zamknąć moją sprawę tak, by nikt inny z SB nie chciał już ze mną rozmawiać.
                                Relacja z rzekomej rozmowy w dniu 16 października 1974 nie idzie jednak w tym
                                kierunku. Wprost przeciwnie. Por. Pleban zmyśla, że rozmawiam z nim chętnie i
                                szczerze oraz deklaruję współpracę w przyszłości.
                                Powodem, dla którego por. Pleban musiał mnie w trybie pilnym przekształcić w
                                osobę niechętną do współpracy, było przeniesienie go do pracy w Wałbrzychu. Od 1
                                czerwca 1975 obowiązywał nowy podział na województwa. Zamiast dotychczasowych 17
                                miało ich być 49. Sprawa nowego podziału była znana już wcześniej i
                                przygotowania do tego trwały. Nie sądzę jednak, aby w SB już 16 października
                                1974 (czyli ponad 7 miesięcy wcześniej) ustalano, gdzie kto pójdzie. Dlatego
                                myślę, że spotkanie odbyło się wiosną 1975.
                                Por. Pleban podczas tej rozmowy o nic mnie nie pytał. Sam mówił. Żalił się, że
                                wyrzucają go z Wrocławia w teren. Odbierał to jako degradację (w Wałbrzychu nie
                                mógł się już zajmować środowiskiem akademickim). Wyjaśnił, że prosił o to
                                spotkanie, bo chciał się pożegnać. Zadziwił mnie tym, bo od długiego czasu nie
                                mieliśmy żadnego kontaktu, a nieliczne wcześniejsze w żadnym razie nie były
                                podstawą do takich sentymentalnych zachowań.
                                Nie chciało mi się wtedy tego analizować. Rozmowa była w sumie dość krótka.
                                Uznałem, że być może poczucie krzywdy, jakiej doznać miał od zwierzchników,
                                wywołało u niego ten sentymentalizm. Po ujawnieniu przez pana Bereszyńskiego
                                "płodów literackich" por. Plebana domyślam się jednak, że mniej było w tym
                                dziwnym spotkaniu sentymentalizmu, a więcej zacierania śladów swej radosnej
                                twórczości.
                                Pozdrowienia dla wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski Romans z Plebanem 01.03.09, 16:41
                                  Im więcej pisze tutaj pan Badura, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że
                                  nie można mu ufać. Dla mnie stał się on kompletnie niewiarygodny i niemal każdy
                                  jego kolejny wpis w tym wątku dostarcza mi nowych argumentów na rzecz tej tezy.

                                  Nie twierdzę, że należy bezkrytycznie podchodzić do wszystkiego, co pisał por.
                                  Pleban w tworzonych przez siebie dokumentach. Esbek ten nieraz się mylił,
                                  zwłaszcza wtedy, gdy polegał na swojej pamięci, bez zaglądania w dokumenty.
                                  Mieszało mu się Towarzystwo Hilozoistyczne ze stowarzyszeniem ZEN. Mieszały mu
                                  się dzielnicowe rady narodowe we Wrocławiu oraz ich prezydia itd. Ogólnie rzecz
                                  biorąc, Pleban robi wrażenie dość niezgułowate. Nie dbał on zbytnio o
                                  weryfikację pozyskiwanych informacji, pisał co pamiętał, nie porównywał ze sobą
                                  wytworzonych w różnym czasie dokumentów itd. W związku z tym niejedna z
                                  podawanych przez niego informacji może być błędna lub nieścisła. Nie znaczy to
                                  jednak, by Pleban zmyślał swoje spotkania z p. Badurą i systematycznie oszukiwał
                                  przełożonych, narażając się w ten sposób na surową odpowiedzialność karną.

                                  Aby oszukiwać przełożonych i narażać się na związaną z tym odpowiedzialność
                                  karną, Pleban musiałby mieć po temu jakiś poważny motyw. Jaki? Ja żadnego
                                  takiego motywu nie widzę. Pan Badura próbuje nam wmawiać, że być może chodziło o
                                  to, że Pleban bał się lub wstydził przyznać do fiaska swoich działań
                                  werbunkowych w stosunku do jego osoby. Cytuję: „Czy por. Pleban miał pójść do
                                  majora Albina Zalewskiego i powiedzieć mu: już sobie Albin nic nie planuj z
                                  Badurą? Być może lęk przed przyznaniem się do porażki spowodował, że por. Pleban
                                  zmyślił jakąś pozbawioną sensu rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 27
                                  marca. Może liczył na to, że z czasem sprawa przyschnie”.

                                  Trudno wymyślić bardziej niedorzeczną i naiwną argumentację. Podobny kit można
                                  wciskać chyba tylko przedszkolakom, które boją się przyznać mamie do rozlania
                                  mleka i myślą, że wszyscy zachowują się podobnie do nich. W rzeczywistości
                                  Pleban niczym nie ryzykowałby pisząc otwarcie o swoich ewentualnych
                                  niepowodzeniach w działaniach wobec p. Badury. Przeglądałem tysiące dokumentów z
                                  zasobów IPN i wielokrotnie stykałem się z takimi sytuacjami, że esbek pisał o
                                  niepowodzeniu swoich starań werbunkowych, dialogowych itp. Niepowodzenia takie
                                  były na porządku dziennym i nic nie wskazuje na to, by jakiś esbek był karany za
                                  to, że np. pan X czy Y nie chce z nim rozmawiać lub jest wobec niego nieszczery.
                                  Esbecy nie mieli żadnego osobistego powodu, by ukrywać tego typu sytuacje przed
                                  przełożonymi, i otwarcie pisali o takich sytuacjach w swoich notatkach
                                  służbowych. W różnych dokumentach czytamy np. że osoba zwerbowana w charakterze
                                  TW odmawia podjęcia współpracy lub osoba będąca stroną tzw. dialogu operacyjnego
                                  okazała się nieszczera. Nigdzie nie natrafiłem choćby na ślad informacji, że
                                  jakiś esbek został z tego powodu ukarany.

                                  To, co tutaj piszę, mogę z łatwością zilustrować konkretnymi przykładami,
                                  poświadczonymi w dokumentach z zasobów IPN. Nie ma jednak na to miejsca w tym
                                  wątku. Zainteresowanych tematem mogę odesłać do niedawnej publikacji w „NTO”,
                                  gdzie szczegółowo opisałem konkretny przykład chybionych działań werbunkowych SB
                                  w odniesieniu do pewnego pracownika naukowo-dydaktycznego Wyższej Szkoły
                                  Inżynierskiej w Opolu. Przytoczę tutaj tylko najistotniejszy fragment kończącego
                                  tę sprawę dokumentu z października 1983 r. Przyznając się do fiaska swoich
                                  działań werbunkowych, por. Grażyna Kostrzewa pisała: „TW »Jan« od chwili
                                  pozyskania unika spotkań z funkcjonariuszem, na którego kontakcie pozostaje. […]
                                  nie przekazuje żadnych konkretnych, interesujących Służbę Bezpieczeństwa
                                  informacji. W związku z powyższym proponuję złożyć teczkę TW »Jan« w archiwum
                                  Wydz. »C« w miejscu”.

                                  Podobnych przykładów mogę podać co najmniej kilkanaście, jeśli nie
                                  kilkadziesiąt. Tak wygląda historyczna rzeczywistość, a to, co tutaj pisze p.
                                  Badura, to zwykłe konfabulacje na zasadzie „jak mały Jasio wyobraża sobie
                                  działania SB”. Problem w tym p. Badura nie był małym Jasiem w 1973 r., a tym
                                  bardziej nie jest nim dzisiaj. On najwyraźniej liczy na to, że małymi Jasiami
                                  okażą się inni forumowicze…

                                  Gdyby por. Pleban napisał, że p. Badura nie chce z nim rozmawiać, jest krnąbrny,
                                  uparty itp., to jedyną osobą, której taka informacja mogłaby zaszkodzić byłby p.
                                  Badura. Sam Pleban niczym by nie ryzykował. Przyjmując tezę p. Bzdury, że Pleban
                                  konfabulował, należałoby przyjąć, że esbek, powodowany jakimś dziwnym
                                  altruizmem, narażał się na surową odpowiedzialność karną, byle tylko chronić p.
                                  Badurę poprzez sprzeczne z faktami przedstawianie go jako osoby pozytywnie
                                  nastawionej do SB. Osobiście nie bardzo mogę uwierzyć w takie altruistyczne
                                  działanie Plebana. Gdyby p. Badura pisał jednocześnie, że Pleban był w z nim
                                  zmowie i faktycznie chciał go chronić, bo go lubił, skrycie sympatyzował z
                                  PAX-em itp., to miałoby to jeszcze jakieś pozory prawdopodobieństwa. Ale p.
                                  Badura niczego takiego nie pisze i dlatego jego wywody po prostu nie trzymają
                                  się tzw. kupy.

                                  Forsowanej przez p. Bzdurę tezy na temat rzekomych konfabulacji Plebana nie
                                  potwierdzają wcale przytaczane przez niego błędy i nieścisłości – faktyczne lub
                                  rzekome - w dokumentach sprawy krypt. „ZEN”. Pomyłki te można wytłumaczyć
                                  zupełnie inaczej, na co zwracałem uwagę kilkakrotnie już wcześniej.

                                  To, że p. Badura miał fatalne wyniki po pierwszym semestrze roku akademickiego
                                  1974/75, nie jest żadnym dowodem na to, że Pleban konfabulował, pisząc w
                                  dokumencie z dnia 30 października 1974 r.: „chce studiować wg indywidualnego
                                  programu studiów i poświęcić się pracy naukowej w Uniwersytecie Wrocławskim”.
                                  Gdy powstawał cytowany dokument, napisany po spotkaniu w dniu 16 października
                                  1974 r., kończył się dopiero pierwszy miesiąc nowego roku akademickiego i nikt,
                                  na czele z samym p. Badurą, nie mógł jeszcze przewidzieć, jakie będą wyniki
                                  pierwszego semestru. Nie można też wykluczać ewentualności, że p. Badura także
                                  wobec por. Plebana próbował kreować wyidealizowany wizerunek swojej osoby,
                                  podając się za lepszego i bardziej ambitnego studenta niż wyglądało to naprawdę.
                                  Ponadto, jak słusznie zauważył Max, analiza końcowa z dnia 30 października 1974
                                  r. jest w dużej mierze kompilacją wcześniejszych materiałów sprawy krypt. „ZEN”
                                  i mogą być w niej zawarte informacje zdezaktualizowane, których niedbałemu
                                  Plebanowi nie chciało się weryfikować.

                                  Pleban nie miał żadnego powodu, by wymyślać bajeczki o p. Badurze jako ambitnym
                                  studencie UWr. Nie rzutowało to przecież w najmniejszym stopniu na ocenę jego
                                  własnej osoby w oczach przełożonych. Widocznie słyszał kiedyś coś takiego od p.
                                  Badury i dlatego to napisał.

                                  Podobnie można wyjaśnić sprawę nieścisłych(?) informacji, jakie pojawiły się w
                                  notatce z dnia 22 grudnia 1973 r. Notatka ta była pisana w dwa dni po
                                  relacjonowanym spotkaniu. Można zatem spokojnie założyć, że Pleban mógł coś
                                  pokręcić, bazując po raz kolejny wyłącznie na swojej pamięci. Po dwóch dniach od
                                  spotkania mogły mu się pomieszać jakieś szczegóły, a w szczególności dane
                                  liczbowe. Tak to bywa, gdy ktoś nie robi notatek na bieżąco. Nie ma to nic
                                  wspólnego z rzekomymi konfabulacjami.
                              • Gość: Piotr Badura Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 18:57
                                Nie wszyscy interesują się działalnością SB i nie wszyscy mają wprawę w
                                analizowaniu tekstów. Z myślą o nich piszę ten post.
                                Esbeckie materiały umieszczone w tym wątku przez pana Bereszyńskiego zawierają
                                liczne nieprawdy i przeinaczenia. Opisane spotkania w części nie miały w ogóle
                                miejsca, a w części miały inny przebieg niż opisał to por. Pleban. Załóżmy
                                jednak na chwilę, że opisy spotkań były prawdziwe.
                                Z materiałów wytworzonych przez por. Plebana wynika, że najpierw przesłuchano
                                mnie, a potem jeszcze cztery razy spotkał się on ze mną. Poniżej podaję
                                kolejność spotkań i odległości czasowe między nimi:
                                20.01.1973 - przesłuchanie
                                19.02.1973 - spotkanie po 30 dniach
                                27.03.1973 - spotkanie po 36 dniach
                                20.12.1973 - spotkanie po 268 dniach
                                14.10.1974 - spotkanie po 298 dniach
                                i koniec spotkań.
                                Nawet zakładając prawdziwość tego, co wytworzył por. Pleban, trudno nie
                                zauważyć, że po 27 marca 1973 por. Pleban bezpowrotnie utracił chęć do
                                spotykania się ze mną. Dwa kolejne spotkania odbyć się miały już niemal w
                                rocznych odstępach, po czym w ogóle przestały się odbywać. Dlaczego?
                                Należałoby zanalizować notatkę ze spotkania w dniu 27 marca 1973 i znaleźć w
                                niej przyczyny utraty entuzjazmu przez por. Plebana. Ale w tej notatce nie ma
                                żadnego uzasadnienia tego zjawiska. Więc o co tu chodzi?
                                Dokładniejsza analiza notatki z 27 marca prowadzi do wniosku, że podczas
                                opisanej w niej rozmowy por. Pleban praktycznie nie uzyskał żadnych informacji.
                                Wszystkie informacje, uzyskane jakoby przez por. Plebana w rozmowie z 27 marca to:
                                1) uważam, że członkowie TH nie będą dla mnie dobrymi partnerami do dyskusji o
                                założeniach programowych TH,
                                2) zgłosiłem TH do WSW DRN Wrocław Śródmieście i czekam na decyzję,
                                3) po przeszkoleniu w Szklarskiej Porębie mam zamiar nadal aktywnie uczestniczyć
                                w PAX-ie,
                                4) za wiele czasu na działalność nie mam, gdyż na I roku chemii jest bardzo dużo
                                nauki, a ja chcę osiągnąć jak najlepsze wyniki, by po II roku studiować wg
                                indywidualnego programu studiów.
                                I to już wszystko, czyli wielkie nic. Czytając notatkę z 27 marca 1973, można
                                dojść do wniosku, że por. Pleban był jakąś kompletną niedojdą. Tymczasem on
                                bystry nie był, ale przecież nie był też osłem. Po kolei więc o wszystkich
                                czterech informacjach:
                                ad 1) 20 stycznia odbyła się z mojej inicjatywy konferencja założycielska TH.
                                Należy z tego wnosić, że uważałem wtedy członków założycieli za dobrych
                                partnerów do dyskusji. Co się stało, że nagle 27 marca wszyscy stali się
                                niedobrzy? Bo przecież nie mówiłem jakoby, że ten czy tamten nie będą chyba
                                dobrymi partnerami, ale tak w ogóle wszyscy nie będą partnerami. A gdyby nawet
                                stało się tak, że po nadzwyczaj krótkim czasie zwątpiłem w członków TH, to jaki
                                byłby sens, bym ciamkał o tym żałościwie por. Plebanowi? Czy chciałem, żeby jako
                                Wujek Dobra Rada odesłał mnie do Koła Naukowego Filozofów? Przecież już w
                                notatce z 16 stycznia 1973 (informacje od KO "T.Ż" mowa jest o mojej aktywności
                                w tym kole (Klub Progres). Wymyślając notatkę z 27 marca por. Pleban
                                najwidoczniej zapomniał o wcześniejszych informacjach KO "T.Ż".
                                ad 2) Nie złożyłem zgłoszenia TH do WSW DRN Wrocław Śródmieście, ale do WSW PDRN
                                Wrocław Krzyki i 27 marca nie czekałem na żadną decyzję, gdyż już 23 marca minął
                                termin na sprzeciw i TH rozpoczęło działalność. Gdyby informacja z punktu 2)
                                pochodziła ode mnie, to oznaczałoby to, że okłamałem por. Plebana. Tymczasem ja
                                nie miałem żadnego powodu, by kłamać.
                                ad 3) Nie było żadnego przeszkolenia w Szklarskiej Porębie. Był kilkudniowy
                                zimowy wyjazd w góry, który sfinansowano z pieniędzy na szkolenia, więc pro
                                forma trochę też sobie podyskutowaliśmy. Normalna praktyka stosowana do dziś, a
                                może nawet dziś bardziej niż w PRL. Gdybym rzeczywiście mówił por. Plebanowi o
                                jakimś "szkoleniu" to oznaczałoby to, że gram wariata, a nie miałem żadnego
                                powodu, by to robić.
                                ad 4) Nauki na I roku chemii nie miałem praktycznie wcale. W liceum byłem
                                finalistą (szczebel krajowy) olimpiady chemicznej i uczestnikiem zawodów
                                okręgowych olimpiady matematycznej. Materiał z I roku chemii miałem opanowany
                                jeszcze w liceum. Na I roku chemii nie byłem na żadnym wykładzie, na ani jednej
                                godzinie wykładu. Miałem też wykorzystane w stu procentach wszystkie limity
                                dopuszczalnych nieobecności na ćwiczeniach, seminariach etc., a często miałem
                                nawet przekroczone te limity. Była to świadomie przeze mnie prowadzona kampania
                                na rzecz wizerunku.
                                Znajdowałem w dniach zajęć czas, by jeździć w góry (zdobywałem odznakę GOT w
                                1972 małą brązową, a w 1973 małą srebrną). Jak wiadomo, pokonywanie tras
                                górskich na GOT wymaga potwierdzania ich na kolejnych punktach trasy
                                pieczątkami. Znajdowałem też czas na wiele innych rzeczy, ale wśród tych spraw
                                akurat nie było studiowania chemii. Do studiów miałem raczej podejście takie, że
                                trzeba osiągnąć możliwie najlepszy wynik przy jak najniższym koszcie.
                                Żeby zilustrować lepiej sytuację odwołam się do sporządzonej przez por. Plebana
                                analizy końcowej SOR krypt. "ZEN". Analizę tę por. Pleban pisał 30 października
                                1974, gdy ja byłem na III roku studiów. Pisał w niej, że "chcę studiować wg
                                indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej na Uniwersytecie
                                Wrocławskim". Tymczasem podczas sesji zimowej, która była niecałe 3 miesiące
                                później, z wymaganych sześciu zaliczeń uzyskałem tylko cztery i nie podszedłem
                                do żadnego egzaminu. Powtarzałem ten rok. Informacje o moim pilnym studiowaniu i
                                chęci pracy naukowej nie pochodziły ode mnie, ale od innych osób, które nie
                                odróżniały rzeczywistości od kampanii wizerunkowej.
                                Czy w świetle tego, co napisałem wyżej, można uznać notatkę por. Plebana za
                                relację z rzeczywiście odbytej rozmowy? Nie można. To wszystko były zmyślenia.
                                Prawda była taka, że spotkałem się z por. Plebanem (zapewne było to właśnie 27
                                marca 1973) i zakomunikowałem mu, iż przesłuchanie Sergiusza uznałem za złamanie
                                przez SB umowy, w związku z czym poinformowałem o przesłuchaniu mnie przez SB
                                wszystkich uczestników dyskusji organizacyjnych TH, zarówno w Warszawie jak i we
                                Wrocławiu, a ponadto poinformowałem też władze PAX-u i w przyszłości będę
                                informował każdego, o kogo mnie zapytają, że o niego pytali.
                                Przypuszczam, że por. Pleban miał jakieś powody, by nie przyznawać się
                                zwierzchnikom, że jest "po ptokach". Wolał sfingować bezsensowną rozmowę i
                                zaprzestać dalszego spotykania się ze mną. Pro forma raz do roku zmyślał kolejną
                                historyjkę, że znów ze mną rozmawiał. Wpadł, gdy go wywalono do Wałbrzycha i
                                musiał szybko całej sprawie łeb ukręcić. To oczywiście moja hipoteza, bo prawdę
                                zna por. Pleban i jego trzeba pytać.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: burek Re: Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 27.02.09, 19:13
                                  Dlatego całe te akta IPN powinno sie zabetonowac w piesssduuuuu.
                                  Szacunek Panie Piotrze, ja Panu wierzę!
                                  • Gość: Piotr Badura Dziękuję. Doceniem to poparcie. Pozdrawiam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 20:19
                                  • Gość: juhas Re: Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.punkt.pl 27.02.09, 20:30
                                    A ja nie
                                    • Gość: Piotr Badura Pan oczywiście też wierzy, ale służba nie drużba. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 20:38
                                • Gość: max Re: Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 23:56
                                  Mam wrażenie, że "analiza końcowa" z 30 X 1974 roku jest swego rodzaju
                                  kompilacją poprzednich notatek. Pleban podobnie jak pan stosował jak widac
                                  zasadę: minimum nakładów (pracy) maksimum efektów. Zwróciłem uwagę, że zdanie
                                  "chce studiować wg
                                  indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej na Uniwersytecie
                                  Wrocławskim" w nieco innej formie pojawiło się już wczesniej w notatce ze
                                  spotkania z panem w dniu 27 III 1973 "chce osiągnąć jak najlepsze wyniki, by po
                                  II roku studiować wg
                                  indywidualnego programu studiów"

                                  W marcu 1973 roku był pan studentem I roku. Chemie miał pan "w małym palcu", ale
                                  przecież na tym kierunku było jeszcze kilka innych przedmiotów, które trzeba
                                  było zaliczyć - a więc musiał się pan uczyć i zdawac egzaminy (w przeciwnym
                                  razie nie znalazłby sie pan na II a potem III roku :)

                                  Ani 14 X 1974 roku (data domniemanego spotkania z panem) ani 30 X 1974 (data
                                  sporzadzenia "analizy") Pleban nie mógł wiedzieć, że za kilka miesięcy nie
                                  uzyska pan 2 zaliczeń, nie podejdzie do egzaminów i w konsekwencji będzie pan
                                  powtarzał rok....

                                  Pisze pan:
                                  "Nie było żadnego przeszkolenia w Szklarskiej Porębie. Był kilkudniowy
                                  zimowy wyjazd w góry, który sfinansowano z pieniędzy na szkolenia, więc pro
                                  forma trochę też sobie podyskutowaliśmy"



                                  26 I 2009 (kiedy jeszcze kwestionował pan spotkanie z Plebanem w dniu 27 III
                                  1973) pisał pan podobnie:

                                  "Nieprawdziwa jest informacja, że byłem w Szklarskiej Porębie na jakimś
                                  przeszkoleniu (wynika tak z relacji por. Plebana z kolejnej rzekomej rozmowy w
                                  dniu 27 marca 1973). Wyjazd do Szklarskiej Poręby miał charakter rozrywkowy,
                                  choć niewykluczone, że nazwany był szkoleniem.Było dość powszechną praktyką
                                  kwalifikowanie wyjazdów rozrywkowych jako szkoleń, bo na szkolenia były pieniądze"



                                  To troche tak, jakby powiedzieć: nieprawda, że dzisiaj jest piątek, choc nie
                                  jest to wykluczone, tym bardziej że wczoraj był czwartek :)

                                  A fe, za publiczne pieniądze na szkolenia balangi jakieś sobie urządzaliscie w
                                  Szklarskiej Porębie, pewnie Pleban nie chciał psuc panu "kampani wizerunkowej" :)
                                • z.bereszynski Romans z Plebanem (1) 01.03.09, 16:43
                                  Im więcej pisze tutaj pan Badura, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że
                                  nie można mu ufać. Dla mnie stał się on kompletnie niewiarygodny i niemal każdy
                                  jego kolejny wpis w tym wątku dostarcza mi nowych argumentów na rzecz tej tezy.

                                  Nie twierdzę, że należy bezkrytycznie podchodzić do wszystkiego, co pisał por.
                                  Pleban w tworzonych przez siebie dokumentach. Esbek ten nieraz się mylił,
                                  zwłaszcza wtedy, gdy polegał na swojej pamięci, bez zaglądania w dokumenty.
                                  Mieszało mu się Towarzystwo Hilozoistyczne ze stowarzyszeniem ZEN. Mieszały mu
                                  się dzielnicowe rady narodowe we Wrocławiu oraz ich prezydia itd. Ogólnie rzecz
                                  biorąc, Pleban robi wrażenie dość niezgułowate. Nie dbał on zbytnio o
                                  weryfikację pozyskiwanych informacji, pisał co pamiętał, nie porównywał ze sobą
                                  wytworzonych w różnym czasie dokumentów itd. W związku z tym niejedna z
                                  podawanych przez niego informacji może być błędna lub nieścisła. Nie znaczy to
                                  jednak, by Pleban zmyślał swoje spotkania z p. Badurą i systematycznie oszukiwał
                                  przełożonych, narażając się w ten sposób na surową odpowiedzialność karną.

                                  Aby oszukiwać przełożonych i narażać się na związaną z tym odpowiedzialność
                                  karną, Pleban musiałby mieć po temu jakiś poważny motyw. Jaki? Ja żadnego
                                  takiego motywu nie widzę. Pan Badura próbuje nam wmawiać, że być może chodziło o
                                  to, że Pleban bał się lub wstydził przyznać do fiaska swoich działań
                                  werbunkowych w stosunku do jego osoby. Cytuję: „Czy por. Pleban miał pójść do
                                  majora Albina Zalewskiego i powiedzieć mu: już sobie Albin nic nie planuj z
                                  Badurą? Być może lęk przed przyznaniem się do porażki spowodował, że por. Pleban
                                  zmyślił jakąś pozbawioną sensu rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 27
                                  marca. Może liczył na to, że z czasem sprawa przyschnie”.

                                  Trudno wymyślić bardziej niedorzeczną i naiwną argumentację. Podobny kit można
                                  wciskać chyba tylko przedszkolakom, które boją się przyznać mamie do rozlania
                                  mleka i myślą, że wszyscy zachowują się podobnie do nich. W rzeczywistości
                                  Pleban niczym nie ryzykowałby pisząc otwarcie o swoich ewentualnych
                                  niepowodzeniach w działaniach wobec p. Badury. Przeglądałem tysiące dokumentów z
                                  zasobów IPN i wielokrotnie stykałem się z takimi sytuacjami, że esbek pisał o
                                  niepowodzeniu swoich starań werbunkowych, dialogowych itp. Niepowodzenia takie
                                  były na porządku dziennym i nic nie wskazuje na to, by jakiś esbek był karany za
                                  to, że np. pan X czy Y nie chce z nim rozmawiać lub jest wobec niego nieszczery.
                                  Esbecy nie mieli żadnego osobistego powodu, by ukrywać tego typu sytuacje przed
                                  przełożonymi, i otwarcie pisali o takich sytuacjach w swoich notatkach
                                  służbowych. W różnych dokumentach czytamy np. że osoba zwerbowana w charakterze
                                  TW odmawia podjęcia współpracy lub osoba będąca stroną tzw. dialogu operacyjnego
                                  okazała się nieszczera. Nigdzie nie natrafiłem choćby na ślad informacji, że
                                  jakiś esbek został z tego powodu ukarany.

                                  To, co tutaj piszę, mogę z łatwością zilustrować konkretnymi przykładami,
                                  poświadczonymi w dokumentach z zasobów IPN. Nie ma jednak na to miejsca w tym
                                  wątku. Zainteresowanych tematem mogę odesłać do niedawnej publikacji w „NTO”,
                                  gdzie szczegółowo opisałem konkretny przykład chybionych działań werbunkowych SB
                                  w odniesieniu do pewnego pracownika naukowo-dydaktycznego Wyższej Szkoły
                                  Inżynierskiej w Opolu. Przytoczę tutaj tylko najistotniejszy fragment kończącego
                                  tę sprawę dokumentu z października 1983 r. Przyznając się do fiaska swoich
                                  działań werbunkowych, por. Grażyna Kostrzewa pisała: „TW »Jan« od chwili
                                  pozyskania unika spotkań z funkcjonariuszem, na którego kontakcie pozostaje. […]
                                  nie przekazuje żadnych konkretnych, interesujących Służbę Bezpieczeństwa
                                  informacji. W związku z powyższym proponuję złożyć teczkę TW »Jan« w archiwum
                                  Wydz. »C« w miejscu”.

                                  Podobnych przykładów mogę podać co najmniej kilkanaście, jeśli nie
                                  kilkadziesiąt. Tak wygląda historyczna rzeczywistość, a to, co tutaj pisze p.
                                  Badura, to zwykłe konfabulacje na zasadzie „jak mały Jasio wyobraża sobie
                                  działania SB”. Problem w tym p. Badura nie był małym Jasiem w 1973 r., a tym
                                  bardziej nie jest nim dzisiaj. On najwyraźniej liczy na to, że małymi Jasiami
                                  okażą się inni forumowicze…

                                  Gdyby por. Pleban napisał, że p. Badura nie chce z nim rozmawiać, jest krnąbrny,
                                  uparty itp., to jedyną osobą, której taka informacja mogłaby zaszkodzić byłby p.
                                  Badura. Sam Pleban niczym by nie ryzykował. Przyjmując tezę p. Bzdury, że Pleban
                                  konfabulował, należałoby przyjąć, że esbek, powodowany jakimś dziwnym
                                  altruizmem, narażał się na surową odpowiedzialność karną, byle tylko chronić p.
                                  Badurę poprzez sprzeczne z faktami przedstawianie go jako osoby pozytywnie
                                  nastawionej do SB. Osobiście nie bardzo mogę uwierzyć w takie altruistyczne
                                  działanie Plebana. Gdyby p. Badura pisał jednocześnie, że Pleban był w z nim
                                  zmowie i faktycznie chciał go chronić, bo go lubił, skrycie sympatyzował z
                                  PAX-em itp., to miałoby to jeszcze jakieś pozory prawdopodobieństwa. Ale p.
                                  Badura niczego takiego nie pisze i dlatego jego wywody po prostu nie trzymają
                                  się tzw. kupy.

                                  Forsowanej przez p. Bzdurę tezy na temat rzekomych konfabulacji Plebana nie
                                  potwierdzają wcale przytaczane przez niego błędy i nieścisłości – faktyczne lub
                                  rzekome - w dokumentach sprawy krypt. „ZEN”. Pomyłki te można wytłumaczyć
                                  zupełnie inaczej, na co zwracałem uwagę kilkakrotnie już wcześniej.

                                  To, że p. Badura miał fatalne wyniki po pierwszym semestrze roku akademickiego
                                  1974/75, nie jest żadnym dowodem na to, że Pleban konfabulował, pisząc w
                                  dokumencie z dnia 30 października 1974 r.: „chce studiować wg indywidualnego
                                  programu studiów i poświęcić się pracy naukowej w Uniwersytecie Wrocławskim”.
                                  Gdy powstawał cytowany dokument, napisany po spotkaniu w dniu 16 października
                                  1974 r., kończył się dopiero pierwszy miesiąc nowego roku akademickiego i nikt,
                                  na czele z samym p. Badurą, nie mógł jeszcze przewidzieć, jakie będą wyniki
                                  pierwszego semestru. Nie można też wykluczać ewentualności, że p. Badura także
                                  wobec por. Plebana próbował kreować wyidealizowany wizerunek swojej osoby,
                                  podając się za lepszego i bardziej ambitnego studenta niż wyglądało to naprawdę.
                                  Ponadto, jak słusznie zauważył Max, analiza końcowa z dnia 30 października 1974
                                  r. jest w dużej mierze kompilacją wcześniejszych materiałów sprawy krypt. „ZEN”
                                  i mogą być w niej zawarte informacje zdezaktualizowane, których niedbałemu
                                  Plebanowi nie chciało się weryfikować.

                                  Pleban nie miał żadnego powodu, by wymyślać bajeczki o p. Badurze jako ambitnym
                                  studencie UWr. Nie rzutowało to przecież w najmniejszym stopniu na ocenę jego
                                  własnej osoby w oczach przełożonych. Widocznie słyszał kiedyś coś takiego od p.
                                  Badury i dlatego to napisał.

                                  Podobnie można wyjaśnić sprawę nieścisłych(?) informacji, jakie pojawiły się w
                                  notatce z dnia 22 grudnia 1973 r. Notatka ta była pisana w dwa dni po
                                  relacjonowanym spotkaniu. Można zatem spokojnie założyć, że Pleban mógł coś
                                  pokręcić, bazując po raz kolejny wyłącznie na swojej pamięci. Po dwóch dniach od
                                  spotkania mogły mu się pomieszać jakieś szczegóły, a w szczególności dane
                                  liczbowe. Tak to bywa, gdy ktoś nie robi notatek na bieżąco. Nie ma to nic
                                  wspólnego z rzekomymi konfabulacjami.
                                  • z.bereszynski Romans z Plebanem (2) 01.03.09, 16:45
                                    Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na coś innego. Okazuje się, że zawarte w
                                    notatce z dnia 16 października 1974 r. informacje na temat liczby studentów w
                                    „PAX” pozostają w idealnej wręcz zgodności z tym, co powyżej podał na ten temat
                                    p. Badura. W notatce z 16 października 1974 r. Pleban pisze o około 100
                                    studentach. Pan Badura natomiast napisał coś takiego w odniesieniu do sytuacji
                                    istniejącej po 1 października 1973 r.: „Były odrębne zespoły, których listy mam
                                    do dziś zachowane. Zespół AI skupiał studentów prawa, prawa i administracji oraz
                                    pedagogiki (razem 15 osób). Zespół AII skupiał studentów filologii polskiej,
                                    rosyjskiej i jednego studenta wokalistyki w PWSM (razem 14 osób). Zespół AIII
                                    skupiał studentów matematyki, fizyki i chemii (razem 18 osób). Zespół AIV
                                    skupiał studentów geografii i biologii (razem 16 osób). Te cztery zespoły to
                                    byli studenci uniwersytetu (z wyjątkiem tego jednego z PWSM). Razem dawało to 62
                                    osoby (bez tego z PWSM). Ponadto był zespół AV, skupiający studentów Akademii
                                    Rolniczej, Akademii Medycznej i Akademii Wychowania Fizycznego (razem 13 osób).
                                    Zespół AVI skupiał studentów Politechniki i Akademii Ekonomicznej (9 osób). Był
                                    też zespół MIV, który skupiał młodzież niestudiującą, ew. tych studentów, którzy
                                    woleli w nim być. Usytuowany był on w strukturze miejskiej, podobnie jak
                                    oddziały w terenie, ale podlegał kierownikowi WOSK. Liczył 10 osób. Była też
                                    młodzież w terenie”. Koniec cytatu.

                                    Gdy dodamy do siebie liczby wymienione przez p. Badurę, wyjdzie nam liczba 95.
                                    Niemal idealna zgodność z tym, co pisał Pleban w notatce z 16 października 1974
                                    r. W ten sposób p. Badura, dążąc na siłę do podważenia wiarygodności notatki z
                                    22 grudnia 1973 r., mimo woli potwierdził wiarygodność informacji zawartych w
                                    notatce z 16 października 1974 r.

                                    Mowa tu o danych liczbowych za okres po 1 październiku 1973 r. To bardzo
                                    nieostre określenie. Trzeba by jeszcze wiedzieć, jak odnośne liczby kształtowały
                                    się w poszczególnych miesiącach. Zapewne inaczej było w początkach października
                                    1973 r., inaczej w grudniu tegoż roku, a jeszcze inaczej w połowie października
                                    1974 r. Bez znajomości dokładnej liczby dla poszczególnych miesięcy trudno w
                                    jednoznaczny sposób ocenić wiarygodność liczby podanej w notatce z 22 grudnia
                                    1973 r. (niekoniecznie Pleban musiał się pomylić). Bezdyskusyjna wydaje się
                                    natomiast wiarygodność danych zawartych w notatce z 16 października 1974 r. To
                                    bardzo ważna konstatacja. Jeżeli Pleban podał wówczas tak ścisłe informacje na
                                    temat liczebności podopiecznych p. Badury, to tym trudniej kwestionować
                                    informacyjną wartość innych części notatki. Wszystko wskazuje na to, że
                                    spotkanie w dniu 16 października 1974 r. faktycznie się odbyło, a Pleban
                                    relacjonował je rzetelnie (tym razem spisał on notatkę tego samego dnia, więc
                                    uniknął grubszych pomyłek).

                                    Pan Badura utrzymuje, że w pisanych przez siebie notatkach Pleban bazował na
                                    informacjach pozyskiwanych od innych osób. To kolejny ewidentny nonsens.
                                    Dlaczego Pleban miałby ukrywać przed przełożonymi fakt posiadania innych –
                                    prawdziwych informatorów? Po jakiego diabła miałby przypisywać wszystko p.
                                    Bzdurze, zamiast pochwalić się prawdziwymi sukcesami w postaci pozyskania
                                    autentycznych źródeł informacji? Bo był altruistą i na siłę chciał chronić p.
                                    Badurę przed gniewem jego przełożonych z SB? Nawet za cenę narażenia się na
                                    surową karę w wypadku, gdyby wyszło na jaw, że kłamie? Wolne żarty! Ja w takie
                                    bajki nie wierzę.

                                    Największy nonsens z wszystkiego, to przedstawiana przez p. Badurę interpretacja
                                    jego ostatniego spotkania z Plebanem. Pan Badura sugeruje, że Pleban chciał
                                    spotkać się z nim w hotelu, żeby zamknąć sprawę w taki sposób, by jego
                                    przełożeni nie chcieli odnawiać kontaktu z p. Badurą. Zaraz potem przyznaje
                                    jednak, że ostatecznie Pleban zrobił coś odwrotnego. Cytuję: „Z materiałów
                                    opublikowanych przez pana Bereszyńskiego wnioskuję, że rozmowa w hotelu Savoy
                                    miała dla por. Plebana charakter ratunkowy. Musiał w trybie pilnym
                                    zamknąć moją sprawę tak, by nikt inny z SB nie chciał już ze mną rozmawiać.
                                    Relacja z rzekomej rozmowy w dniu 16 października 1974 nie idzie jednak w tym
                                    kierunku. Wprost przeciwnie. Por. Pleban zmyśla, że rozmawiam z nim chętnie i
                                    szczerze oraz deklaruję współpracę w przyszłości”. Koniec cytatu.

                                    Zaiste osłupiające wrażenie robią te myślowe łamańce p. Badury! Pleban chciał
                                    pokazać, że p. Badura nie chce z nim rozmawiać, i dlatego spotyka się z nim w
                                    hotelu, a następnie zmyśla, że p. Bzdura… chętnie z nim rozmawia. Totalny
                                    bezsens i absurd. Jeżeli Pleban koniecznie chciał pokazać, że p. Badura jest be,
                                    to po jakiego czorta zmyślał potem, że p. Badura jest cacy? I po co po drodze
                                    zadawał sobie trud organizowania spotkania w hotelu? Gdzie tu sens, gdzie
                                    logika? Pan Badura zaiste w piętkę goni! Wmawia nam ciągle, że Pleban zmyślał
                                    swoje spotkania z nim, a tu nagle okazuje się, że dla zamknięcia sprawy Pleban
                                    musiał jednak spotkać się z p. Bzdurą, choć potem Pleban i tak uraczył
                                    przełożonych kolejnymi konfabulacjami.

                                    Jeżeli Pleban i tak zakończył sprawę zmyśleniami, to nie potrzebował także
                                    ostatniego spotkania z p. Badurą. Mógł z powodzeniem zmyślić również to
                                    spotkanie. Osobista styczność z p. Badurą nie byłaby mu do niczego potrzebna.
                                    Przecież nie odbierał od niego żadnych deklaracji na piśmie. Jeżeli chciał
                                    zniechęcić przełożonych do spotkań z p. Badurą, to dlaczego nie napisał zgodnie
                                    z „prawdą”, że p. Badura nie chce rozmawiać z SB? To byłoby najprostsze i
                                    najskuteczniejsze załatwienie sprawy. Po co spotkanie w hotelu i rzekome
                                    zmyślenia na temat tego, że p. Badura chętnie rozmawia z SB? Wychodzi na to, że
                                    p. Badura do tego stopnia zatracił się w swoich wykrętach i konfabulacjach, że
                                    wziął absolutny rozbrat z zasadami logiki.

                                    To nie koniec oczywistych absurdów w tym, co pisze p. Badura. Por. Pleban
                                    podobno zmyślał kolejne spotkania z Badurą, przez całe miesiące nawet nie
                                    próbował się z nim spotykać, ale przed swoim przeniesieniem do Wałbrzycha
                                    koniecznie chciał spotkać się w hotelu z p. Badurą, by prywatnie się przed nim
                                    wypłakać. Kompletny, bijący po oczach nonsens! Podobne sytuacje po prostu nie
                                    zdarzają się w normalnym układzie obywatel – urzędnik czy funkcjonariusz
                                    państwowy. Urzędnik czy funkcjonariusz państwowy (niezależnie od czasów, w
                                    jakich żyjemy) nie zaprasza prywatnie do hotelu obywatela, z którym łączy go
                                    tylko tyle, że dwa razy rozmawiali ze sobą służbowo. Aby takie spotkania się
                                    odbywały, potrzebne są znacznie bliższe i ściślejsze relacje interpersonalne.

                                    Sprawy urzędowe załatwia się w urzędzie lub innym miejscu do tego odpowiednim (w
                                    miejscu pracy lub działalności społecznej obywatela), a nie w hotelu czy
                                    kawiarni. Tymczasem p. Badura przyznał się tutaj do spotkań z Plebanem w hotelu
                                    i kawiarni. Widocznie sprawa tych spotkań była w swoim czasie na tyle znana
                                    różnym osobom, że nie jest on w stanie tego się wyprzeć. Może jedynie umniejszać
                                    liczbę owych spotkań oraz zaprzeczać szczegółowym relacjom z nich, upierając
                                    się, że Pleban zmyśla treść prowadzonych rozmów. Nawet p. Badura nie może jednak
                                    zakwestionować faktu, że spotykał się z esbekiem w warunkach konspiracyjnych, i
                                    to jest w tym wszystkim fakt absolutnie najważniejszy i podstawowy. To jest
                                    sedno całego problemu.
                                    • z.bereszynski Re: Romans z Plebanem (3) 01.03.09, 16:46
                                      W normalnych warunkach esbecy nie spotykali się z ludźmi w hotelach i
                                      kawiarniach. Osoby będące tylko biernym obiektem zainteresowania SB nie były
                                      zapraszane na takie spotkania. Rozmawiano z nimi gdzie indziej i w innej formie
                                      (z reguły na komendzie). Do kawiarni czy hotelu proszono tylko osoby traktowane
                                      jako kandydaci na współpracowników lub strony tzw. dialogu operacyjnego.
                                      Ewentualnie osoby, które chciano publicznie skompromitować jako faktycznych lub
                                      rzekomych współpracowników SB (zdarzały się i takie sytuacje - SB potrafiła być
                                      bardzo przewrotna). Ten, kto przyjmował podobne zaproszenia, dawał SB
                                      jednoznaczny sygnał, że jest szansa nawiązania współpracy lub co najmniej
                                      dialogu operacyjnego. I tak też było to odbierane przez SB, w związku z czym nie
                                      dziwi fakt, że w dokumentach sprawy krypt. „ZEN” pisze się o p. Badurze jako
                                      kandydacie na współpracownika.

                                      Pan Badura cały czas podkreśla tutaj, że w latach 1973-1974 był człowiekiem
                                      całkowicie dojrzałym i w pełni świadomym tego, co robi. Można zatem przyjąć, że
                                      dobrze wiedział, co robi, godząc się na udział w konspiracyjnych spotkaniach z
                                      esbekiem. Ergo prawda wygląda tak, że świadomie godził się on na udział w
                                      prowadzonej przez SB grze wstępnej, mającej ostatecznie na celu jego werbunek.

                                      Nie twierdzę, że p. Badura został ostatecznie formalnie zwerbowany, ale fakt
                                      jego świadomego udziału w grze zmierzającej do werbunku jest moim zdaniem
                                      bezdyskusyjny. Można oczywiście, jak czyni p. Badura, w nieskończoność spierać
                                      się o szczegóły dotyczące poszczególnych spotkań z Plebanem, ale udział w grze
                                      pozostaje faktem.

                                      Można tu zastosować analogię do zamężnej kobiety, która godzi się na potajemne
                                      spotkania z obcym mężczyzną w hotelu czy kawiarni. Można spierać się o liczbę
                                      takich spotkań i o szczegóły ich przebiegu, ale w każdym przypadku można mówić o
                                      romansie. Niezależnie od tego, ile było spotkań i jak daleko posunęli się ich
                                      uczestniczy, kobieta taka nie może utrzymywać, że jest absolutnie w porządku
                                      wobec swojego męża. Romans pozostaje romansem.

                                      Przypuszczam, że p. Badura zabierze nam tutaj jeszcze wiele czasu swoją
                                      pisaniną. Będzie jeszcze długo dzielił włos na czworo i odwracał kota ogonem.
                                      Jego „romans” z por. Plebanem z wrocławskiej SB pozostaje jednak
                                      niezaprzeczalnym faktem, a reszta to tylko detale.

                                      Pan Badura sugeruje, że jego ostatnie spotkanie z Plebanem miało miejsce wiosną
                                      1975 r. Niezależnie od intencji p. Badury, można widzieć w tym kolejne
                                      potwierdzenie wiarygodności dokumentów sprawy krypt. „ZEN”. Zamykając tę sprawę
                                      w październiku 1974 r., por. Pleban pisał, że zamierza kontynuować spotkania z
                                      p. Badurą. Jeżeli sam p. Badura pisze, że jego ostatnie spotkanie z Plebanem
                                      miało miejsce wiosną 1975 r., to można przyjąć, że zamiar ten był faktycznie
                                      realizowany.

                                      Można by w tym miejscu zapytać, co działo się po przeniesieniu Plebana do
                                      Wałbrzycha. Czy p. Badura nie otrzymywał już później żadnych nowych propozycji
                                      spotkań ze strony SB, czy może „zaopiekowali” się nim inni esbecy? Niestety,
                                      dokumenty zamkniętej w 1974 r. sprawy krypt. „ZEN” nic na ten temat nie mówią, a
                                      na szczerość p. Badury też nie ma co liczyć. Być może nigdy nie poznamy całej
                                      prawdy na ten temat.


                                      Zbigniew Bereszyński
                                      • z.bereszynski p.s. 01.03.09, 16:56
                                        Komputer w ramach automatycznej korekty tekstu uparcie przekręca ("poprawia") mi
                                        nazwisko p. Badury. Okazuje się, że mimo usilnych starań, nie udało mi się
                                        "odkręcić" wszystkich tego typu "poprawek". Zapewniam, że nie było moją intencją
                                        przekręcanie czyjegokolwiek nazwiska i jeżeli tak się stało, to wbrew mojej woli.

                                        Z.B.
                              • Gość: Piotr Badura Epizod z porzuceniem szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 22:41
                                W poście z dnia 11 listopada 2008, dostępnym pod adresem:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=86414005&a=87096144
                                zamieściłem odsyłacz do strony:
                                www.cwru.edu/artsci/math/szarek/XIVLO/ksiega
                                Można na tej stronie przeczytać: "Pewnego dnia rzecznik grupy rozrywkowej
                                pojawił się w szkole sam. Wychowawczynię poinformował, że koledzy zjedli
                                konserwę rybną i się zatruli. Jedno i drugie było prawdą; liczył na to, że
                                potocznie nie odróżnia się koniunkcji od implikacji. Miał charakterystyczne,
                                wyzywająco-ironiczne spojrzenie. Nie wiemy, czy już wtedy czytał "Biesy", ale
                                "stowarzyszenie hilozoistyczne", które założył, miało wszelkie cechy tajnego
                                sprzysiężenia (jednego z nas na tę okoliczność przesłuchiwała potem Służba
                                Bezpieczeństwa). Porzucił naszą szkołę, a później został działaczem PAX;
                                niezbadane są wyroki losu i ludzkie gusta."
                                Nietrudno się domyśleć, że chodzi tu o mnie. Ten tekst wymaga jednak objaśnienia.
                                Warszawskie XIV LO im. Klementa Gottwalda było przez długie lata szkołą
                                elitarną. Od 1967 stało się także szkołą eksperymentalną, bo utworzono w nim
                                tzw. uniwersyteckie klasy matematyczne. Miały one znacznie rozszerzony program z
                                matematyki. Nie było w nim w ogóle takiego przedmiotu jak matematyka, bo różne
                                działy matematyki były odrębnymi przedmiotami, prowadzonymi przez odrębnych
                                wykładowców z Uniwersytetu Warszawskiego. Opiekunem tego eksperymentu z ramienia
                                UW była, o ile mnie pamięć nie zawodzi, doc. Hanna Szmuszkowicz.
                                Nabór do XIV LO był taki, że zdobywcy czołowych miejsc w konkursach
                                matematycznych dla szkół podstawowych w poszczególnych województwach mieli prawo
                                zdawać egzamin wstępny do tej szkoły (dla Warszawy tryb był inny). Zdałem
                                egzamin i od września 1968 rozpocząłem tam naukę. Wszystkich nas, zamiejscowych,
                                zakwaterowano w internacie przy Raszyńskiej 8/10 (ścisłe centrum). Dostawaliśmy
                                "stypendium naukowe", które pokrywało w pełni koszty zamieszkania i wyżywienia.
                                Pieniądze, które dostawałem z domu, były zatem w całości kieszonkowym. Finansowo
                                byłem panisko.
                                Miałem już wtedy dość rozrywkowe podejście do życia. W internacie był alkohol
                                (którym "koledzy się zatruli"). Nocami grało się namiętnie w brydża, ewentualnie
                                w ruletkę, bo założyłem tam kasyno. Wszystko to fatalnie odbijało się na naszej
                                frekwencji w szkole, a także na wynikach w nauce.
                                Do władz szkoły docierały jakieś sygnały, że w internacie nie jest tak, jak
                                powinno być. W moim przypadku zgrzytnęło jednak z powodu ankiety, anonimowej
                                oczywiście ;-), którą przeprowadzono wśród uczniów. Było tam pytanie: Dlaczego
                                wybrałeś tę szkołę?
                                Wiedziałem jakiej odpowiedzi oczekują władze szkoły, ale mierziła mnie
                                fałszywość. Z pełną świadomością napisałem krótko: "Bo ta szkoła jest w
                                Warszawie". Była to prawda. Mój plan awaryjny to było Technikum Poligraficzne
                                przy ul. Stawki (jedyne w Polsce). Niemniej kierownictwo szkoły zniosło moją
                                szczerość bardzo źle.
                                Pod koniec drugiej klasy wezwano mnie "na dywanik". Siedziałem sobie na krześle.
                                Naprzeciw mnie siedzieli: doc. Szmuszkowicz, dr Lisiewicz, chyba też dyrektorka
                                szkoły i moja wychowawczyni, może ktoś tam jeszcze. Grono to zaczęło mnie
                                napominać, że mój rozrywkowy stosunek do życia jest nie do przyjęcia. To jeszcze
                                bym wytrzymał, tym bardziej, że ja też zgłaszałem swoje zastrzeżenia (fatalny
                                internat, brak podręczników etc.). Niestety, w którymś momencie przekroczono
                                granicę. Chyba zrobiła to doc. Szmuszkowicz. Powiedziała, że jeśli nie zmienię
                                swego postępowania, to zostanę usunięty ze szkoły. Moja odpowiedź była
                                natychmiastowa: "Z całą pewnością nie usuniecie mnie państwo ze szkoły".
                                "Dlaczego?" - zapytało szacowne grono. "Bo właśnie idę zabrać swoje papiery,
                                gdyż nie jestem już zainteresowany nauką w tej szkole". Zaszokowało ich.
                                Wstałem, powoli podszedłem do drzwi i towarzyszyła temu absolutna cisza. Nikt
                                nie wydobył z siebie głosu. Było dla mnie oczywiste, że oni nie chcieli, bym
                                odszedł ze szkoły, ale nie było już odwrotu. To była ich porażka. W
                                sekretariacie odebrałem papiery i nigdy już w tej szkole nie byłem. Nawet
                                towarzysko.
                                Rezygnacja ze szkoły oznaczała rezygnację z codziennego kontaktu ze świetnymi
                                kolegami, rezygnację ze "stypendium naukowego" przez dwa lata (sporo pieniędzy),
                                rezygnację ze Warszawy etc. Fundamentalną zasadą było jednak dla mnie wtedy:
                                "Nie ugną ci karku i jest to warte tej ceny".
                                Strona, do której tu odesłałem, została zrobiona przez ludzi, którzy już jako
                                młodzi chłopcy odróżniali koniunkcję od implikacji. Określenie "porzucił naszą
                                szkołę" należy więc traktować jako precyzyjne. Czy gdyby por. Pleban i jego
                                zwierzchnicy znali tę historię, to też tak fatalnie rozgrywaliby SOS "ZEN"?
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                                • Gość: zz Re: Epizod z porzuceniem szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 00:49
                                  Czy jest Pan na tym zdjęciu:
                                  photos.nasza-klasa.pl/7959861/1/main/c0c4a31c07.jpeg
                                  lawirant, kombinator i naciągacz z Pana: tu stypendium, tam stypendium ;-)
                                  Potem, aby karku nie ugiąć - wypina się Pan - wiadomo czym :)
                                  • Gość: Piotr Badura Dzięki za to zdjęcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 11:15
                                    Szanowny Panie ZZ
                                    Chyba nie ma mnie na tym zdjęciu. Nie wypatrzyłem też na nim innych osób, które
                                    uczestniczyły w dyskusjach o TH, ale jest na nim wiele osób z mojej dawnej
                                    klasy, więc przyjemnie było mi obejrzeć tę fotkę. Dzięki więc za nią.
                                    Co do Pana uwag o stypendiach, to wprawdzie oznaczył je Pan w sposób, wskazujący
                                    na żart, ale i tak pozwolę sobie na uwagę. Nigdy nie zabiegałem o stypendia i w
                                    ogóle o jakieś pieniądze. Wolałem wprawdzie mieć pieniądze, niż ich nie mieć,
                                    ale nie byłem gotów o nie szczególnie zabiegać, bo w moim systemie wartości nie
                                    były one na czołowym miejscu. Mimo to, zwłaszcza między moim 15 a 25 rokiem
                                    życia, pieniądze same się do mnie pchały ;-). Ze wspomnianymi stypendiami, a
                                    także innymi stypendiami, było tak, że w którymś momencie ktoś mnie informował:
                                    Przyznano ci tyle i tyle stypendium. Masz je odbierać w kasie tam i tam, w
                                    takich i takich dniach. Ja chyba nawet nigdy nie składałem jakichś formalnych
                                    podań o te wszystkie stypendia. Zresztą, gdy później, jako kierownik WOSK, sam
                                    przydzielałem stypendia, to też od stypendystów nie oczekiwałem jakichś działań.
                                    Po prostu informowałem ich, że od dnia takiego i takiego mają się co miesiąc
                                    stawiać w kasie po odbiór pieniędzy.
                                    W późniejszych latach moje niedbanie o pieniądze stało się mankamentem, bo
                                    wiadomo, jest rodzina i są obowiązki. Zawsze jednak okazywało się, że są w moim
                                    otoczeniu ludzie, którzy widząc moją finansową niepraktyczność dopilnowywali,
                                    bym jednak nie popadł w nędzę (jestem im za to bardzo wdzięczny).
                                    Gdy czytam materiały o różnych TW, ujawniane w innych wątkach przez podejrzanego
                                    osobnika, który nieudolnie usiłuje mnie w tym wątku opluwać, to dziwię się, że
                                    dla jakichś śmiesznych grosików (bo są to naprawdę żałosne kwoty) ktoś był gotów
                                    donosić. Przypomina mi się jednak wtedy materiał, który czytałem dawno, dawno
                                    temu. Były to wyniki wywiadów ze striptizerkami. W anonimowych badaniach część z
                                    nich deklarowała, że występy sprawiają im przyjemność a wynagrodzenia domagają
                                    się, bo jest akceptacja dla striptizerek występujących za pieniądze, a nie ma
                                    akceptacji dla robiących to dla przyjemności. Gdyby one występowały za darmo,
                                    dla samej przyjemności, to opinia publiczna uznałaby je za zboczone. A jak
                                    występują za pieniądze, to wszystko jest w porządku.
                                    Być może z niektórymi płatnymi donosicielami jest podobnie. Oni donosili z
                                    jakiejś głębszej potrzeby, a pieniądze brali, bo oceniali, że płatne donoszenie
                                    budzi mniejszą dezaprobatę. Ale to są oczywiście tylko takie tam moje domysły.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                                    • z.bereszynski słówko komentarza 09.03.09, 12:46
                                      Pewnemu osobnikowi o dość mętnej przeszłości najwyraźniej zaczyna
                                      brakować rzeczowej argumentacji. W związku z tym, jak zwykle bywa w
                                      podobnych przypadkach, głównym orężem owego osobnika zaczynają
                                      stawać się epitety i pomówienia. Być może liczy on na to, że uda mu
                                      się sprowokować mnie do jakichś emocjonalnych zachowań, co
                                      postawiłoby go w korzystniejszej psychologicznie sytuacji. Są to
                                      jednak błędne kalkulacje. Nie zamierzam wdawać się w żadne pyskówki
                                      z owym osobnikiem. Wystarczy, że on sam siebie kompromituje
                                      podobnymi zachowaniami. Tak jak do tej pory, będę ograniczać się do
                                      rzeczowego komentowania faktów i wypowiedzi, a popisy chamstwa
                                      zostawiam komu innemu.

                                      Zbigniew Bereszyński
                                      • Gość: Piotr Badura Wyjaśnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 18:57
                                        Jak zapewne zaglądający tu forumowicze zauważyli, od pewnego czasu nie zwracam
                                        się bezpośrednio do Bereszyńskiego, a niedawno przestałem też pisać o nim przez
                                        "pan". Chciałbym wyjaśnić dlaczego.
                                        Przypuszczam, że Bereszyński przestudiował esbeckie materiały pod kątem
                                        znalezienia haków na mnie. Mniejsza w tej chwili o to, czy robił to z własnej
                                        inicjatywy, czy na polecenie służbowe, choć nie ukrywam, że to drugie wydaje mi
                                        się bardziej prawdopodobne. Ważne jest, że w tych materiałach nie znalazł:
                                        - żadnego mojego oświadczenia o wyrażeniu zgody na współpracę z SB
                                        - żadnego mojego donosu
                                        - żadnego mojego pokwitowania za otrzymane wynagrodzenie
                                        - żadnej informacji, że SB miała na mnie jakieś haki, którymi mogła zmusić mnie
                                        do uległości
                                        - żadnej informacji, że dzięki współpracy z SB robiłem jakąś karierę
                                        - żadnej nawet informacji, że zarejestrowano mnie jako współpracownika (do końca
                                        sprawy występuję jako figurant, czyli osoba inwigilowana przez SB).
                                        Jedyne co Bereszyński znalazł, to relacje por. Plebana z rzekomych rozmów ze
                                        mną. W relacjach tych roi się od sprzeczności, nieścisłości, różnego rodzaju
                                        absurdów etc.
                                        Każdy normalny człowiek uznałby, że w studiowanych przez Bereszyńskiego aktach
                                        nie ma kompletnie nic, co wskazywałoby na moją współpracę z SB, jest natomiast
                                        bardzo dużo wskazującego, że są to konfabulacje por. Plebana. Bereszyński też
                                        musiał to dostrzec. Zapewne dlatego tak często asekurował się na forum. Pisał
                                        np. "Nie posunąłem się do żadnych insynuacji. Sformułowałem pewną hipotezę" i
                                        dodawał "Czyniąc to, zastrzegłem się wyraźnie, że są to tylko moje subiektywne
                                        spekulacje na temat Pańskich perypetii sprzed lat". Dodawał też: "Sugerowałem
                                        tylko rozważenie wskazanej przeze mnie hipotetycznie możliwości. Było to uczciwe
                                        postawienie sprawy, a nie żadna insynuacja". Nawet w stanie wzburzenia nie
                                        zapominał zaznaczyć: "Nie twierdzę, że Pan też był agentem SB". Myślę, że
                                        zaznaczał to tak na wszelki wypadek, gdybym chciał zaciągnąć go przed oblicze
                                        sądu za oszczerstwo. Mógłby się wtedy powoływać na te wszystkie wstawki i
                                        tłumaczyć, że on chciał tylko wyjaśnić wątpliwości.
                                        Zwróciłem Bereszyńskiemu uwagę, że skoro doszedł do wątpliwości, czy np. Romuald
                                        Szeremietiew nie obawiał się kontaktów ze mną z powodu przesłuchania mnie przez
                                        SB i dalszych tego konsekwencji, to powinien był zwrócić się ze stosownym
                                        pytaniem do Romka, z którym łatwo przecież o kontakt, bo jest on osobą
                                        publiczną. Na to Bereszyński wyjaśnił mi, że gdyby tak weryfikował swe
                                        insynuacje, to byłby jak esbek, a skoro te insynuacje zamieszcza na forum bez
                                        sprawdzenia, to jest to uczciwe. Uczciwe w czyim rozumieniu?
                                        W dniu 7 marca minęło równe 10 tygodni od zamieszczenia przez Bereszyńskiego w
                                        tym wątku spreparowanych esbeckich materiałów. Było dość czasu, by się ze
                                        wszystkich nieprawd i insynuacji wycofał i przeprosił mnie. Nie zrobił tego,
                                        więc nie mogę go dalej traktować jako człowieka honoru. Tak jak zachował się
                                        Bereszyński postępują kanalie, a nie ludzie honoru. Dopóki więc Bereszyński nie
                                        wycofa się z tego, co tu powypisywał i nie przeprosi mnie za to, będę o nim
                                        pisał np. "podejrzany osobnik, który nieudolnie usiłuje mnie opluwać".
                                        Dla porządku dodam na koniec, że trzymając się zasad uprzedziłem już wcześniej
                                        Bereszyńskiego w tym wątku, jakie są moje dalsze plany w tej sprawie. Nie
                                        działam więc ani skrycie, ani z zaskoczenia. Na podstawie esbeckich akt
                                        Bereszyński powinien był się też domyślić, że przejmę w tej sprawie inicjatywę i
                                        poprowadzę ją po swojej myśli. Ponadto we wcześniejszym poście uprzedzałem o tym.
                                        Pozdrawiam Wszystkich
                                        Piotr Badura
                                        • z.bereszynski komentarz jak wyżej 09.03.09, 19:20
                                          Ja także - korzystając z prawa wzajemności - mógłbym z łatwością w
                                          dosadny sposób wyrazić tutaj swoje odczucia na temat postępowania
                                          Piotra B. w przeszłości i obecnie. Nie zamierzam jednak angażować
                                          się w żadne pyskówki z owym człowiekiem. On sam wystawia sobie
                                          świadectwo swoim postępowaniem. Wystarczy to, co napisałem powyżej.
                                          Dodam tylko jedną uwagę. Trzeba samemu być człowiekiem honoru, aby
                                          mieć moralne prawo do nadawania lub odbierania innym tego statusu.
                                          Piotr B. w moim odczuciu jest w tym zakresie uzurpatorem. To jeden z
                                          ważniejszych powodów, dla jakich nie widzę szczególnego powodu, by
                                          przejmować się jego opiniami na mój temat.

                                          Zbigniew Bereszyński
                              • Gość: Piotr Badura Epizod z "wyrzuceniem z zebrania" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 22:41
                                W poście "sprawa krypt. "ZEN" umieszczonym w tym wątku przez pana Bereszyńskiego
                                w dniu 27.12.08 o godz. 21.04, zostało zacytowane doniesienie z 18 grudnia 1972,
                                które złożył TW, używający samokrytycznego pseudonimu KCN. W obszernym
                                doniesieniu TW ps. "KCN" wspomina m.in.: "Słyszałem, że był na konferencji ZU
                                ZMS lub ZW i stamtąd go wyrzucono w trakcie zebrania.
                                O ludziach takich jak TW ps. KCN u mnie w domu mawiało się, że słyszał, iż
                                gdzieś dzwonią, ale nie wie w którym kościele. Nikt mnie nie wyrzucał z żadnego
                                zebrania. Prawdopodobnie chodzi o mój udział w otwartym zebraniu partyjnym
                                (organizacji wydziałowej). Aby to zdarzenie wyjaśnić, muszę się cofnąć do
                                konferencji instytutowej na temat zjednoczenia ruchu młodzieżowego.
                                Konferencja ta odbyła się w instytutowym audytorium. Była to duża sala, na
                                jakieś 150 osób, w której katedra znajdowała się na samym dole, a rzędy siedzeń
                                wznosiły się amfiteatralnie do góry. Ponieważ było nas na konferencji 20-30 osób
                                więc siedzieliśmy wszyscy u dołu przy katedrze. Dostrzegłem, że w jednym z
                                najwyższych rzędów usiadło trzech ludzi, którzy wyglądali na studentów końcowych
                                lat. Nie znałem ich i, niestety, zlekceważyłem sprawę.
                                Zależało mi na przeforsowaniu podczas konferencji swego stanowiska. Czułem się
                                pewnie. Nie przewidywałem komplikacji. Tak też biegła konferencja, aż do czasu,
                                gdy jeden z tych u góry poprosił o głos. Gdy mu go udzielono, zaczął polemikę z
                                moimi poglądami. Mówił mocnym donośnym głosem. Świetnie przemawiał. Często mówił
                                rytmicznie i jeszcze wystukiwał ten rytm pięścią o pulpit. Siedzący po jego
                                bokach towarzysze umiejętnie mu przytakiwali. To robiło wrażenie. Nie spotkałem
                                się wcześniej z tak wysoką klasą przemawiania. Miałem świadomość, że znalazłem
                                się w trudnej sytuacji, także z powodów psychologicznych. Oni siedzieli wysoko,
                                a my z dołu musieliśmy się zwracać do nich "do góry".
                                Opanowałem jednak sytuację. Przeforsowałem swoje stanowisko i otrzymałem mandat
                                delegata na konferencję uczelnianą. Ustaliłem potem, że ta trójka to był zarząd
                                uczelniany ZMS. Ten, który przemawiał, to był Roman L. szef zarządu
                                uczelnianego. Byli oni związani z klubem Progres.
                                Zapamiętałem lekcję z konferencji instytutowej. Gdy krótko potem odbywało się
                                otwarte zebranie wydziałowej organizacji PZPR (w tym samym audytorium), to
                                poszedłem na nie. Było tam obecnych 20-30 pracowników naukowych. Lektor stanął
                                za katedrą. Oni siedzieli w najniższych rzędach przy katedrze. Ja usiadłem w
                                najwyższym rzędzie. Gdy lektor zakończył swą przemowę, rozpoczęły się pytania.
                                Po kilku neutralnych pytaniach i nijakich na nie odpowiedziach zrobiło się
                                cicho. Wtedy z góry poprosiłem o głos. Wszystkich to zadziwiło. Chyba nie było w
                                zwyczaju, że ktoś bezpartyjny przychodzi na otwarte zebrania partyjne i jeszcze
                                zadaje pytania. Tymczasem ja zadałem szereg kłopotliwych pytań. Zadałem je z
                                góry, mocnym głosem do lektora stojącego dużo, dużo niżej ode mnie. Wszyscy
                                obecni musieli się odwracać i zadzierać głowy, by patrzeć na mnie.
                                Lektor był wyraźnie skonfundowany. Także część obecnych, ale u niektórych
                                dostrzegłem błysk w oku, świadczący, że są po mojej stronie. Lektor długo i
                                mętnie odpowiadał. Gdy skończył, to chciałem zgłosić wątpliwości do jego
                                odpowiedzi, ale prowadzący zebranie odmówił mi głosu, stwierdzając, że porządek
                                obrad nie przewiduje dyskusji, a jedynie pytania i odpowiedzi. Ja swoje zadałem
                                i odpowiedzi otrzymałem. Ponieważ nikt inny już nie zgłasza pytań, więc tę część
                                zebrania uznaje on za zamkniętą i ogłasza 10 minut przerwy. Po przerwie odbędzie
                                się już zamknięta dla publiczności część zebrania. Tak wyglądało "wyrzucenie
                                mnie z zebrania".
                                Postanowiłem sobie wtedy, że jeśli tylko wydziałowa organizacja PZPR ogłosi
                                otwarte zebranie, to przyjdę obowiązkowo i będę robić to tak długo, aż przestaną
                                organizować otwarte zebrania. Chciałem lansować w instytucie hasło "Partyjni
                                zamknąć się, bo Badura idzie". Ale nie pamiętam, bym był jeszcze kiedyś na takim
                                zebraniu. Nie wiem, czy oni zrezygnowali z takich zebrań, czy też ja nie miałem
                                czasu.
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Krótka dyskusja w Progresie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 22:41
                                Towarzystwo z klubu Progres, w swej najlepszej części, to byli młodzi marksiści.
                                Po ich ekscesie na konferencji instytutowej w sprawie zjednoczenia ruchu
                                studenckiego zawitałem do Progresu. To był odruch. Gdy tylko wyczuwałem, że ktoś
                                ma odmienne poglądy, stawał się on dla mnie atrakcyjny jako partner w dyskusji.
                                Progresowcom też się to na początku podobało. Gdy zorientowali się, że mam
                                jakieś własne filozoficzne poglądy, zaczęli je sondować. Doszliśmy do
                                zagadnienia determinizmu. Uzgodniliśmy, że na najbliższe spotkanie dyskusyjne w
                                Progresie przygotuję się do poprowadzenia dyskusji na ten temat.
                                Doszło do tej dyskusji. Okazało się, że progresowcy kiepsko się do niej
                                przygotowali. Zaszufladkowali mnie jako zwolennika mechanicyzmu Laplace'a i pod
                                tym kątem chcieli dokonać krytyki moich poglądów. To był ich błąd, bo ja
                                zacząłem od krytyki krytyki mechanicyzmu Laplace'a, a na to oni już nie mieli
                                gotowych argumentów z podręczników. Musieliby ryzykować wejście na teren, z
                                którego, być może, nie mieliby już odwrotu. Być może musieliby przyjąć, że nie
                                tylko człowiek ma duszę nieśmiertelną, ale ma ją nawet przystanek tramwajowy. Co
                                gorsza, musieliby odrzucić izomorfizm świata obiektywnego i subiektywnego, a
                                wszak to właśnie jest kamieniem węgielnym filozofii marksistowskiej.
                                Ku mojemu żalowi progresowcom zabrakło odwagi. Nie chcieli wejść na nieznany
                                sobie teren. Był to więc koniec naszej dyskusji. Załatwiłem im Józka K., który
                                pracował we wrocławskim PAX-ie. Józek K. był ortodoksyjnym specjalistą od nauki
                                społecznej Kościoła. W mojej ocenie szanse na to, że oni przekonają Józka K. do
                                czegoś były zerowe, a szanse, że Józek K. ich do czegoś przekonana, dokładnie
                                takie same. Mogli więc bezpiecznie dyskutować.
                                Całą tę historię i te z dwóch poprzednich postów przytaczam dlatego, by
                                zaglądający tu forumowicze mieli świadomość, kogo miał przerobić na TW por.
                                Edward Pleban.
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Byłem w barwach wojennych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 13:18
                                Wkrótce po opublikowaniu w tym wątku przez podejrzanego osobnika esbeckich
                                materiałów, które jakoby miały o mnie źle świadczyć (faktycznie wystawiają mi
                                one chlubne świadectwo), zapytałem tego osobnika: "Czy w relacji z przesłuchania
                                w dniu 20 stycznia 1973 odnotowano fakt, że miałem wpięty w klapę marynarki
                                znaczek organizacyjny Towarzystwa Hilozoistycznego?". Zaznaczyłem, że ma to
                                istotne znaczenie w sprawie.
                                Osobnik nieudolnie usiłujący mnie w tym wątku opluwać odpowiedział: "fakt
                                noszenia przez Pana znaczka TH nie zrobił chyba na esbekach większego wrażenia.
                                O znaczku tym nie wspomniano w ogóle w notatce służbowej z rozmowy
                                przeprowadzonej 20 stycznia 1973 r. Widać nie była to dla SB ważna sprawa."
                                Jeśli prawda jest taka, jak przypuszcza wspomniany osobnik, to esbecy popełnili
                                fatalny błąd. Według moich zasad podstępne przystąpienie do walki dopuszczalne
                                jest tylko w wyjątkowych sytuacjach. W sytuacjach zwyczajnych, a taką było
                                przesłuchanie mnie przez SB 20 stycznia 1973, obowiązywało przybranie "barw
                                wojennych". Wpięcie przeze mnie projektu znaczka TH w klapę marynarki przed
                                udaniem się na przesłuchanie było takim symbolicznym przybraniem barw wojennych.
                                Esbecy nie mieli prawa zlekceważyć tego znaku. Jeśli go zlekceważyli, to jest to
                                ich kompromitacja.
                                Fakt że przybrałem "barwy wojenne" rodzi określone skutki. Esbecy nie mogli
                                potem mówić: "Myśmy rozmawiali z panem szczerze, od serca, a pan wciągał nas w
                                pułapkę". Nie mogli tak powiedzieć, bo ja bym odrzekł: "Przecież widzieliście
                                znaczek w klapie mojej marynarki i nawet wam wprost powiedziałem, że jest to
                                projekt znaczka TH. Skoro występowałem w barwach wojennych, to nie mówcie, że
                                byłem nieszczery."
                                Oni mogliby mi wtedy powiedzieć, że jakoś nie pomyśleli, iż ten znaczek coś
                                znaczy, ale ja bym im wówczas odpowiedział, że w takim razie ich kłopot ma
                                źródło nie w mojej nieszczerości, lecz w ich niekompetencji. Gdy ktoś chce
                                pracować w służbach specjalnych, to nie może być ślepy na wyraźne znaki i nie
                                może być bezmyślny.
                                Esbecy popełnili zresztą więcej poważnych błędów. Z samych tylko materiałów,
                                które opublikował w tym wątku podejrzany osobnik wynika, że:
                                - TW ps. KCN informował ich w donosie z 18 grudnia 1972, że Badura "Jest to
                                człowiek niebezpieczny, który posiada dar przekonywania i potrafi głosić
                                wywrotowe hasełka pod płaszczykiem dobrych intencji". KCN informował też o mojej
                                "dominującej pozycji", o "skłonnościach do przewodzenia", o tym, że jestem
                                "przeciwko wszystkiemu co aktualnie istnieje na uczelni (chodzi o organizacje
                                młodzieżowe) i usiłuję wszystko krytykować". KCN zwracał też uwagę na moją
                                "śmiałość i odwagę".
                                - TW ps. "T.Ż" donosił z kolei w styczniu 1973 (jeszcze przed przesłuchaniem),
                                że publicznie i w indywidualnych rozmowach zarzucałem kierowniczce mojego
                                akademika tchórzostwo polityczne względem władz uniwersytetu.
                                - w notatce z 20 grudnia 1972 (na miesiąc przed przesłuchaniem) Wydział III KW
                                MO we Wrocławiu pisał do Wydziału IV Departamentu III Ministerstwa Spraw
                                Wewnętrznych w Warszawie, że poprzez swe osobowe źródła informacji ustalił, że
                                Badura: "...wywiera wpływ swym poziomem umysłowym, zdolnościami narzucania swej
                                woli. Jest człowiekiem inteligentnym..."
                                Esbecy zignorowali wszystkie te ostrzeżenia ze strony własnej agentury. Mieli od
                                niej wyraźne sygnały, że nie wzywają na przesłuchanie jakiegoś przypadkowego
                                studenta, ale człowieka o dużym już wyrobieniu politycznym, dużej inteligencji,
                                twardym charakterze, dążącym zawsze do przejmowania inicjatywy i rozgrywania
                                sytuacji po swojej myśli. I ten oto człowiek idzie na pierwsze przesłuchanie
                                przybrany w barwy wojenne, a osiołek Edward Pleban i jego pryncypałowie nic z
                                tego nie rozumieją. Dlatego wpadli w pułapkę.
                                Pozdrawiam wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski komentarz jak wyżej 09.03.09, 13:29
                              • Gość: Piotr Badura O Sergiuszu i Stefanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 20:42
                                Spośród warszawiaków, uczestniczących w dyskusjach na temat TH, tylko dwóch
                                pozostawało ze mną w kontakcie korespondencyjnym. Byli to Sergiusz i Stefan,
                                przy czy korespondencja ze Stefanem była dość rzadka, a z Sergiuszem bardzo
                                regularna. Z pozostałymi kontaktował się w razie potrzeby Sergiusz. Znałem ich,
                                ale nie znałem ich warszawskich adresów, bo do niczego nie było mi to potrzebne.
                                Adresy Sergiusza i Stefana były na naszych listach, które, jak wiadomo z
                                esbeckich akt, kontrolowano już na długo przed moim przesłuchaniem. W notatce SB
                                z 22 listopada 1972 (dwa miesiące przed przesłuchaniem mnie) Sergiusz jest już
                                wymieniony z podaniem adresu.
                                W notatce tej pisano też o czym dyskutujemy z Sergiuszem w listach i o ustalaniu
                                przez nas terminów spotkań członków TH. Napisano również, że SB stwierdziła, iż
                                TH w swych założeniach nie zawiera przestępczych celów. Na dwa miesiące przed
                                moim przesłuchaniem SB wiedziała więc kto uczestniczy w spotkaniach na temat TH,
                                gdzie i kiedy one się odbywają i jaki jest program TH. Wynika to jasno z
                                esbeckich materiałów. To istotna okoliczność, bo Bereszyński swymi manipulacjami
                                usiłuje stworzyć wrażenie, że wszystkie te informacje SB uzyskała ode mnie.
                                Liczy chyba na to, że nieuważny forumowicz nie doczyta się prawdy.
                                Bereszyński napisał też: "Pańskie oświadczenie o zachowaniu tajemnicy dawało
                                korzyść tylko jednej stronie, a mianowicie SB. Dzięki temu, że zachowywał Pan
                                milczenie, SB mogła działać z zaskoczenia przeciwko Pańskim kolegom. Ludzie ci
                                nie mieli szansy psychologicznego przygotowania się na ewentualne rozmowy z SB".
                                Wobec mnie SB też "działała z zaskoczenia" (w rozumieniu Bereszyńskiego) i nie
                                miałem "szansy psychologicznego przygotowania się", a przecież rozegrałem to
                                pierwsze przesłuchanie po mistrzowsku (będę to jeszcze szczegółowo wyjaśniać w
                                następnym poście). Skąd zatem obawy o innych?
                                Z mojej pamięci, mam nadzieję, że ona mnie nie zawodzi, tylko Sergiusz
                                informował mnie, że go przesłuchano. Jeśli dobrze pamiętam, to przesłuchanie nie
                                zrobiło na nim większego wrażenia. Dbałem o to, by dyskutujący o TH byli pod
                                względem prawnym niezagrożeni. Dlaczego ktoś, komu nie można postawić żadnego
                                zarzutu, miałby się psychologicznie przygotowywać do zwykłego przesłuchania? Ja
                                znałem Sergiusza na tyle, by uważać, że przesłuchanie nie będzie dla niego
                                problemem. Sergiusz zaledwie kilka lat później znalazł się w naprawdę trudnej
                                sytuacji, a przecież SB go nie złamała. Tak pisał o tym Krzysztof Leski: "Gdy
                                trafiłem do pudła, miałem 22 lata. Nie miałem dziewczyny ani tym bardziej
                                dzieci. SB mogłaby mnie szantażować jednym: odebraniem mi korków do uszu. Bez
                                nich nie mógłbym spać, gdy z pozostałych 11 facetów pod celą połowa chrapała.
                                Ale SB nie rozpoznała mnie wystarczająco dokładnie i korków mi nie zabierała.
                                Wsród tych 11 był Sergiusz, młody matematyk, współpracownik KOR. SB zabrała
                                jego, żonę i sześciomiesięcznego bodajże syna. Każde do innego auta. Tyle się
                                widzieli. Odtąd przez dobry miesiąc Sergiusz utrzymywany był w przekonaniu, że
                                niemowlak jest w milicyjnej izbie dziecka, a żona w więzieniu.
                                - Jeśli nam pan coś powie, to może wypuścimy dziecko [i oddamy babci - KL].
                                Jeśli pan powie więcej, to może zwolnimy żonę. A jak pan powie dużo, to może
                                pana przeniesiemy w lepsze warunki - tak po każdorazowym powrocie do celi
                                streszczał nam Sergiusz niezmienną ofertę SB. Mówił to spokojnie, ale widać
                                było, że w środku przeżywa coś, z czym mieszkańcy Europy u schyłku XX wieku
                                raczej się już nie spotykali. Jedyne, co potrafiliśmy zrobić, to poklepać go po
                                plecach.
                                Jestem przekonany, że Sergiusz się nie złamał. Sądzę, że ja na jego miejscu
                                prędzej czy później bym nie wytrzymał, choć hołubię iskierkę nadziei, że jestem
                                silniejszy niż myślę. Sergiusz chyba nigdzie dotąd swych przeżyć nie opisał.
                                Chciałbym, żeby to zrobił. Pamiętam, że były wzmianki w prasie podziemnej w
                                1982, ale znaleźć nie mogę."
                                Pogląd Bereszyńskiego, że Sergiusz musiał się psychologicznie przygotowywać do
                                zwykłego, niewinnego przesłuchania jest absurdem.
                                Absurdem jest też przypuszczenie, że do przesłuchania musiał się psychologicznie
                                przygotowywać np. Stefan. Zacytuję krótki tekst z internetu: "Zjawia się Stefan
                                - prawa ręka Balcerowicza. Ze względu na małomówność w resorcie finansów nosił
                                pseudonim "Cichociemny". Nikt nie widział, żeby się z kimkolwiek pokłócił. Kiedy
                                w latach 70. współpracował z KOR-owską opozycją, esbecy nie lubili go
                                przesłuchiwać, bo niektórych pytań w ogóle nie zauważał, na inne odpowiadał zaś
                                po dłuższej chwili, cedząc przez zęby dwa słowa z wyrazem najgłębszego niesmaku
                                na twarzy."
                                Myślę że to raczej SB musiała się psychologicznie przygotowywać do
                                przesłuchiwania ludzi takich jak Sergiusz, Stefan i inni z grupy warszawskiej.
                                Bereszyński przykłada do innych swą krasnoludkową miarę. Nie rozumie chyba, że
                                zdarzają się ludzie większego formatu niż on, czy por. Pleban.
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Kto wpadł w pułapkę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 23:13
                                Bereszyński usiłował narzucić forumowiczom pogląd, że podczas przesłuchania w
                                dniu 20 stycznia 1973 usiedli naprzeciw siebie stary esbecki wyga Edward Pleban
                                oraz młody, naiwny i łatwowierny Piotr Badura, dla którego to przesłuchanie
                                niemałym przeżyciem. To kompletna brednia.
                                Z czasem, pod naciskiem faktów, Bereszyński przyznał jednak, że "por. Pleban
                                robi na nim wrażenie (może mylne) pewnego niezguły, niezbyt przykładającego się
                                do swojej roboty". Przyznał też, że "Pleban nieściśle (od strony
                                formalno-prawnej) przedstawiał sprawy związane z oficjalnym zgłoszeniem zamiaru
                                działalności TH" i "rzeczywiście robi on wrażenie kompletnego laika w tych
                                sprawach, nie mającego większego pojęcia o obowiązujących w tym zakresie
                                procedurach. Mieszają mu się prawnicze terminy i określenia". Taka
                                charakterystyka Plebana wydaje się już dość trafna.
                                Bereszyński nie wycofał się jednak z poglądu o mojej naiwności i łatwowierności
                                oraz o "przeżywaniu" przeze mnie przesłuchania. Nie dociera do niego, że byłem
                                "w barwach wojennych", że informatorzy SB już wcześniej sygnalizowali moją
                                śmiałość i odwagę, umiejętność przechwytywania inicjatywy i kierowania sprawami
                                oraz inteligencję. Nawet Pleban w swoim sprawozdaniu z przesłuchania odnotował,
                                że zachowywałem się spokojnie i widać, że jestem inteligentny, ambitny i
                                posiadam zdolność logicznego operowania terminami filozoficznymi. Pisał tak,
                                mimo że nie miał kwalifikacji, by takiej oceny dokonać.
                                Podczas przesłuchania nie mogłem dać SB podstaw do twierdzenia, że zakładałem
                                nielegalną organizację. W PRL było to przestępstwo zagrożone więzieniem. W
                                dodatku karze podlegali wszyscy, którzy w tworzeniu nielegalnej organizacji
                                brali udział. SB już przed przesłuchaniem mnie miała szczegółową wiedzę z
                                przeglądania korespondencji. Gdybym odmówił udzielania wyjaśnień na temat TH, to
                                naraziłbym wszystkich biorących w tym udział na odpowiedzialność karną. Byłoby
                                to przy tym zachowanie z mojej strony niedopuszczalne, wobec faktu, że
                                uczestniczący w organizacji TH dali przyzwolenie wyłącznie na legalną
                                działalność. Miałbym zatem dostarczyć SB fałszywej informacji, że uczestniczą
                                oni w nielegalnej działalności? Po co? Żeby trafili do więzienia? To nie byli
                                biczownicy. Siedzenie w więzieniu nie było dla nich wartością samą w sobie.
                                Ktoś, kto postulowałby, abym podczas przesłuchania utajniał działania podjęte w
                                związku z organizowaniem TH (i tak przecież szczegółowo znane SB), dowodziłby,
                                że postradał rozum.
                                Drugi istotny element przesłuchania to kwestia zobowiązania się do zachowania
                                przeze mnie tego przesłuchania w tajemnicy. Bereszyński interpretuje to tak, że
                                ja byłem naiwny i dałem się SB wciągnąć w pułapkę psychologiczną. Bereszyński
                                najwyraźniej mierzy mnie swą krasnoludkową miarą. Tymczasem ja umiałem dokonywać
                                bardzo szybkich analiz, a przesłuchanie ciągnęło się godzinami i było dość czasu
                                na spokojną analizę. Rozważenia wymagały trzy warianty:
                                1) Nie zgadzam się na tajemnicę i SB przesłuchuje kolejne osoby, w skrajnym
                                przypadku wszystkie. Życzliwie tłumaczy im, że nie chciała ich przesłuchiwać,
                                ale ja postanowiłem grać bohatera nawet za cenę wyrządzenia swym kolegom
                                przykrości przesłuchania. Członkowie TH nie daliby się na to nabrać, ale dla
                                niektórych wrocławian przesłuchania mogły rzeczywiście być przykrością. Ponadto
                                członkowie TH nie uwierzyliby SB, ale gdzieś tam jakaś mała wątpliwość, że ja na
                                ich przykrości chcę zbijać kapitał swej popularności mogłaby zakiełkować.
                                2) Zgadzam się na tajemnicę w zamian za obietnicę nie przesłuchiwania nikogo
                                innego i SB dotrzymuje umowy. Ten wariant mi nie odpowiadał, bo musiałbym
                                pozostać wierny umowie i zachować tajemnicę (uznaję zasadę, że zawartych umów
                                się dotrzymuje). Ponadto nie pozbyłbym się SB, bo oni wciąż chcieliby ze mną
                                rozmawiać i wciąż oczekiwaliby, że rozmowę zachowam w tajemnicy. Ja wielokrotnie
                                deklarowałem, że uważałem SB za legalną służbę legalnego państwa, więc
                                obywatelski obowiązek nie pozwalałby mi odmawiać spotkań. Mógłbym co najwyżej
                                nie udzielać informacji, których udzielania prawo mi nie nakazuje. Ale same
                                spotkania z SB mi nie odpowiadały, o czym już pisałem.
                                3) Zgadzam się na tajemnicę w zamian za obietnicę nie przesłuchiwania nikogo
                                innego, ale SB nie dotrzymuje umowy. Ten wariant uważałem za najbardziej
                                prawdopodobny i on właśnie najbardziej mi odpowiadał. Gdyby SB przesłuchała
                                kogokolwiek z członków TH to ja mógłbym spokojnie wszystkich poinformować o moim
                                przesłuchaniu. Co ważniejsze jednak, zyskiwałbym tytuł moralny, by legalnej
                                służbie legalnego państwa oświadczyć, że wobec faktu, że mnie oszukano zamierzam
                                w przyszłości ujawniać każdą rozmowę z SB, a w szczególności informować
                                wszystkich, o których pytano, że o nich pytano. Po przesłuchaniu Sergiusza
                                spotkałem się z Plebanem (być może było to właśnie 27 marca 1973) i
                                zakomunikowałem mu swoje stanowisko. To zamknęło raz na zawsze moje kontakty z
                                SB. Nie odważyli się już zapytać mnie o nikogo, bo ten ktoś zaraz wiedziałby, że
                                SB o niego pytała.
                                Pleban i jego zwierzchnicy nie zdawali sobie sprawy, że pakują się w pułapkę.
                                Zignorowali moje "barwy wojenne", zlekceważyli ostrzeżenia swej agentury.
                                Zachowali się jak zadufane w sobie palanty. Myśleli, że wciągają mnie w pułapkę,
                                a sami w nią wchodzili. Nie mogli kusić mnie pieniędzmi, bo po pierwsze miałem
                                ich więcej, niż mogli mi dać, a po drugie pieniądze mało dla mnie znaczyły. Nie
                                mieli na mnie haka (tak jak mieli go np. na Bereszyńskiego). Mogli jedynie
                                apelować do mojej obywatelskiej odpowiedzialności. Jedna z zasad, którymi się
                                kierowałem, była taka, że nie wolno zakładać, że ktoś mnie oszuka, jeśli nigdy
                                mnie nie oszukał. Przed przesłuchaniem 20 stycznia 1973 SB nigdy mnie nie
                                oszukała, bo nie miałem z nimi żadnego kontaktu. Musiałem zatem wstępnie
                                założyć, że są wobec mnie uczciwi. Umowa, którą ze mną zawarli, wpakowała ich w
                                pułapkę. Nie mogli nikogo z TH przesłuchać, bo straciliby swą jedyną kartę. Nie
                                przesłuchując jednak nikogo, przegrywaliby rozpoczętą grę. Byli w sytuacji bez
                                wyjścia. Wbrew temu, co chce narzucić Bereszyński, nie SB mnie, ale ja SB
                                wciągnąłem w pułapkę bez wyjścia. SB nie miała prawa zawrzeć ze mną umowy, po
                                zawarciu której miała już tylko dwa wyjścia: przegrać przez zaniechanie działań
                                bądź przegrać przez kompromitację. SB wybrała to drugie, bo liczyła, że ja
                                jednak nie ujawnię przesłuchania i to ją uratuje. Ale ja ujawniłem je natychmiast.
                                Komentarza wymaga też lansowany przez Bereszyńskiego durnowaty pogląd, że w
                                organizacjach hierarchicznych wszyscy muszą być poinformowani o wszystkim i to
                                jeszcze natychmiast. Czy np. w dzisiejszych partiach politycznych szeregowi
                                członkowie są natychmiast informowani o wszystkim co robią władze partii?
                                Przecież to bzdura.
                                W TH najwyższą władzą było walne zgromadzenie i to jemu byłem zobowiązany
                                przekazać informację o przesłuchaniu. Pierwsze walne odbyło się 27 lutego 1973
                                (zwołane w trybie nagłym z naruszeniem prawa, bo przed 23 marca zgodnie z
                                obowiązującym prawem nie wolno nam było rozpoczynać działalności). Na walnym 27
                                lutego przekazałem informację o przesłuchaniu mnie w dniu 20 stycznia 1973.
                                Ja osobiście uważam, że rozegrałem całą sprawę po mistrzowsku. Skompromitowałem
                                Plebana i jego wrocławskich zwierzchników. Zostawiłem ich z poczuciem własnego
                                szmaciarstwa, niezdolnych do podjęcia jakichkolwiek działań wobec mnie i innych
                                członków TH. Czy ktoś umiałby rozegrać to lepiej?
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura PAX - dziwna "agentura partii" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 16:50
                                Winien jestem forumowiczom jeszcze dwa wyjaśnienia związane z PAX-em. Pierwsze z
                                nich dotyczy oskarżeń PAX-u, że jest "agenturą partii".
                                Z esbeckich dokumentów, zamieszczonych w tym wątku przez podejrzanego osobnika,
                                który nieudolnie usiłuje mnie opluwać, wynika, że partia (PZPR) nie miała nic
                                przeciw, by w jej szeregi wstępowali agenci SB. Świadczy o tym post:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002632
                                Mowa w nim o TW ps. "11S", który zamierzał wstąpić do PZPR. SB rozważała jego
                                wstąpienie do PAX-u w celu agenturalnym. Zaznaczono jednak, że gdyby mu to
                                zalecono, to trzeba go poinformować, że drogę do PZPR będzie miał raczej
                                zamkniętą. Okazuje się, że PZPR nie przeszkadzałoby, iż jej członek był esbeckim
                                TW, ale broń Boże nie mógł mieć za sobą przynależności do PAX-u.
                                W tym samym poście przytoczona jest też wypowiedź docenta Ignacego Siemiona,
                                sekretarza Komitetu Uczelnianego PZPR, który informował funkcjonariusza SB, że
                                na moje pytanie o możliwość utworzenia koła PAX na uniwersytecie, wyjaśnił mi,
                                iż jest to wykluczone, bo uniwersytet jest świecki, a PAX jest związany z Kościołem.
                                Rozmówcą por. Plebana nie był portier, tylko szef KU PZPR w stopniu docenta.
                                Ktoś na tym poziomie postrzegał PAX jako organizację na tyle związaną z
                                Kościołem, że nie można już uznać jej za świecką.
                                W tym miejscu chciałbym wyjaśnić, że moja "inicjatywa" z utworzeniem koła PAX na
                                uniwersytecie to był oczywiście pic, obliczony na pokazanie publicznie jak
                                bardzo PZPR boi się PAX-u, jako ideowego przeciwnika.
                                Wrocławski PAX miał ekskluzywną siedzibę tuż obok gmachu głównego uniwersytetu
                                (przy ul. Kuźniczej na wprost wlotu ul. Igielnej, czyli w "Uchu Igielnym"). Były
                                to połączone w całość trzy zabytkowe, czteropiętrowe kamienice, z ogromną salą
                                klubową (ciągnęła się przez wszystkie trzy kamienice), z zapleczem
                                gastronomicznym, z komfortowymi pokojami hotelowymi na poddaszu i świetnie
                                zaopatrzonym składem wina (mszalnego) na parterze. Na uniwersytecie koło PAX
                                dostałoby do dyspozycji co najwyżej jakiś przerobiony na pokój były schowek na
                                miotły i ścierki. Nie mogło więc chodzić o nic innego, jak tylko o względy
                                prestiżowe, a prestiż PAX-u o wiele skuteczniej rósł, gdy domagałem się tego,
                                czy owego od uczelni, a jej przedstawiciele, cali w strachu, tłumaczyli, że nie
                                można. Publiczność ten strach widziała i wielu się zastanawiało: Cóż to jest ten
                                PAX, którego władze tak strasznie się boją?
                                Gdyby na jakimś składziku w uniwersyteckim gmachu zawisła tabliczka, że to jest
                                siedziba uczelnianego koła PAX, to dla studentów i pracowników nic by to nie
                                znaczyło. Przecież takie siedziby miały już PZPR, ZSP, ZMS, ZMW, ZHP i kto tam
                                jeszcze. Odebrano by to tak, że PAX to kolejna z tych instytucji, tylko w
                                podlejszym gatunku, więc i lokal ma podlejszy. Złośliwi kolportowaliby
                                informację, że tę "siedzibę" PAX zawdzięcza służalstwu. Tymczasem gdy moje
                                publiczne nawoływania do obecności PAX-u na uczelni spotykały się z oporem i
                                strachem, to renoma PAX-u ostro zwyżkowała.
                                Taktyka, którą przyjmowali esbecy, ich agentura i ludzie tacy jak doc. Siemion
                                czy kierowniczka "Szklanego Domu", była dla nich fatalna. Co np. by się stało
                                gdyby na mój wniosek Rada Mieszkańców "Szklanego Domu" zgodziła się na to, że
                                prasa PAX-owska będzie tam bezpłatnie przez PAX dostarczana? Kto chciał ją
                                czytać (były to dziennik "Słowo Powszechne", tygodniki: "Kierunki", "Zorza",
                                "WTK" oraz miesięcznik "Życie i Myśl") ten mógł przecież sam ją sobie bez
                                problemu kupić. W PRL prasa była śmiesznie tania. W akademiku pewnie leżałaby i
                                pokrywała się kurzem.
                                Brak zgody na PAX-owską prasę w akademikach i klubach studenckich, brak zgody na
                                PAX-owskich prelegentów i brak zgody na koła PAX na uczelniach powodowały
                                naturalne zaciekawienie studentów PAX-em. Ci wszyscy sprzeciwiający się PAX-owi
                                mimowolnie grali po mojej stronie. I o to mi mniej więcej wtedy chodziło.
                                Jeśli w swej notatce końcowej por. Pleban odtrąbił jako sukces SB, że "nie
                                dopuszczono do rozwinięcia przeze mnie działalności z pozycji ideologii PAX na
                                terenie uczelni i DS Szklany Dom" to trzeba zapytać, w jakim sensie PAX był
                                "agenturą partii", skoro tak intensywnie był przez SB blokowany i skoro
                                wcześniejsza przynależność do PAX-u była poważną przeszkodą w późniejszym
                                przystąpieniu do PZPR? Była to bardzo dziwna "agentura partii".
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                              • Gość: Piotr Badura Co się stało z TW ps. "11S"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:04
                                W dokumentach zamieszczonych w tym wątku przez podejrzanego osobnika, który
                                jeszcze niedawno nieudolnie usiłował mnie opluwać (a teraz podwinął ogon i
                                schował się do mysiej dziury), znajduje się doniesienie TW ps. "11S" z 22 maja
                                1973. Na podstawie treści tego doniesienia mógłbym przypuszczać, że "11S" był
                                bliżej Romka Szeremietiewa niż mnie, gdyż informacje dotyczące Romka są nieco
                                bardziej konkretne.
                                W swym doniesieniu "11S" zadeklarował, że po dokładniejszym zorientowaniu się w
                                moich i Romka zamiarach może przedstawić głębszą charakterystykę. Wrocławska SB
                                zastanawiała się nawet, czy "11S" nie powinien może wstąpić do PAX-u, by lepiej
                                kontrolować środowisko.
                                Tymczasem po doniesieniu "11S" z 22 maja 1973 informacje z jego donosów
                                przestały się pojawiać. Już ani słowa "11S" o PAX-ie, o Badurze, o
                                Szeremietiewie. Co się stało? Czy "11S" umarł nagle? A może się zbiesił?
                                Pewną wskazówkę znajdziemy w notatce por. Plebana z 30 października 1974,
                                kończącej SOS "ZEN". Mowa jest tam o "przeprowadzonych wszechstronnych
                                wywiadach" m.in. za pomocą "11S". To, co ujawnił tu podejrzany osobnik, w żadnym
                                razie nie może być uznane za wykonany przez "11S" "wszechstronny wywiad".
                                Zwracam na ten szczegół uwagę, bo por. Pleban nie był chyba na tyle bystry, by
                                samodzielnie spreparować nawet głupie notatki z "rozmów ze mną",
                                przeprowadzonych rzekomo 20 grudnia 1973 i 16 października 1974. W notatkach z
                                tych rzekomych rozmów jest bardzo mało konkretów, a te co są, są nieaktualne i
                                nieprecyzyjne. To wskazuje, że nie są one ode mnie (podejrzany osobnik ma
                                oczywiście swoją teorię, że por. Pleban miał tak słabą pamięć, że już po
                                godzinie od rozmowy nie pamiętał, co się w niej mówiło).
                                Gdy ja wskazuję, że por. Pleban mógł do notatek z rzekomych rozmów ze mną
                                wstawiać informacje od innych osób, to podejrzany osobnik lansuje pogląd, iż
                                gdyby por. Pleban miał jakieś inne źródło informacji, to by je przecież ujawnił,
                                bo policzono by mu to za sukces. Jakoś trudno podejrzanemu osobnikowi zrozumieć,
                                że tym źródłem informacji mógł być np. "11S".
                                Zgłoszenia, że pozyskał TW "11S" nie mógł por. Pleban zrobić, bo to już dawno
                                był TW. Mógł natomiast na podstawie informacji od "11S" preparować notatki z
                                rzekomych rozmów ze mną. To by tłumaczyło, dlaczego por. Pleban miał informacje
                                tak bardzo nieprecyzyjne i tak bardzo opóźnione.
                                Podobnie jak z "11S" ma się też sprawa z innymi TW, czy KO. Jeśli ja cokolwiek
                                rozumiem z esbeckich procedur, to informacje na temat mnie, czyli figuranta
                                (inwigilowanego) powinny były pochodzić od różnych TW, KO etc. Tymczasem
                                podejrzany osobnik przedstawia to tak, jakby SB informacje o figurancie
                                pozyskiwała od samego figuranta. I jeszcze zlecała figurantowi zadania. Żeby w
                                taką brednię uwierzyć, to trzeba być Bereszyńskim, albo przynajmniej idiotą.
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski komentarz j.w. 11.03.09, 23:25
                                  Nie ma potrzeby, abym się powtarzał. Nowymi konfabulacjami
                                  i "rewelacjami" osobnika o mętnej przeszłości zajmę się bliżej w
                                  wolnej chwili, gdy uzbiera się więcej tego zabawnego materiału. Nie
                                  warto rozmieniać się na drobne.

                                  Zbigniew Bereszyński
                                  • Gość: Piotr Badura Obiecanki, cacanki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:53
                                    • z.bereszynski komentarz j.w. 11.03.09, 23:59
                                      • Gość: Marta konstruktywna propozycja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.09, 00:19
                                        Panowie nie bądźcie jak te dzieci w piaskownicy :)
                                        Zibi vel Podejrzany Osobnik niech napisze swoja wersje w Kurierze.
                                        The Only TrueBadura vel Osobnik O Mętnej Przeszłości niech napisze swoją wersje w Beczce.

                                        Potem dajcie linki do tych publikacji, a czytelnicy ( o ile znajda sie tacy) juz sami wyciągną wnioski.

                                        Pax z wami :)
                              • Gość: Piotr Badura Czy wszystkim wszystko wyjaśniłem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:32
                                Wydaje mi się, że wyjaśniłem już wszystkie wątpliwości spowodowane
                                zamieszczeniem tu przez podejrzanego osobnika, który nieudolnie usiłował mnie
                                opluwać spreparowanych przez niego esbeckich materiałów. Mogę się jednak mylić,
                                bo w tym wątku jest blisko 300 postów i coś mogło umknąć mej uwagi. Jeśli by tak
                                było, jeśli ktoś ma jakąś wątpliwość, której nie wyjaśniłem, to proszę o
                                pytanie. Postaram się odpowiedzieć.
                                Proszę mnie jednak nie pytać, dlaczego podejrzany osobnik zrobił to, co zrobił.
                                To będzie tematem nowego wątku, który otworzę. Tu zamieszczę tylko odsyłacz do
                                niego.
                                Pozdrawiam wszystkich (mam nadzieję, że ostatni raz w tym monstrualnym wątku,
                                nie licząc odsyłacza)
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski komentarz j.w. + uwaga dodatkowa 11.03.09, 23:42
                                  Osobnik o mętnej przeszłości oczywiście niczego nie wyjaśnił.
                                  Namieszał, namącił, a teraz - w typowy dla niego sposób - postanowił
                                  uciec w inny wątek, by tam odwrócić role na ulubionej przez niego
                                  zasadzie odwracania kota ogonem. Ja jednak traktuję ten wątek jako
                                  nadal otwarty i w stosownym czasie odniosę się jeszcze do tego, co
                                  powyżej napisał PB.

                                  Zbigniew Bereszyński

                                  • Gość: Piotr Badura Obiecanki, cacanki z mysiej nory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:54
                                    • z.bereszynski komentarz j.w. 11.03.09, 23:58
                              • Gość: Piotr Badura Otwarłem nowy wątek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.09, 17:17
                                Nie chciałem w tym wątku zajmować się podejrzanym osobnikiem, który nieudolnie
                                usiłował mnie tu opluwać, więc zgodnie z obietnicą otwarłem nowy wątek,
                                zatytułowany "Dlaczego Bereszyński to robi?". Jest on po adresem:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=92649413
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski Dialog operacyjny 15.03.09, 22:54
                                  Piotr B. zdążył już z wielkim hukiem i pompą ogłosić swoje
                                  zwycięstwo w sporze o ocenę jego postępowania w latach 1973-1974.
                                  Uznał za udowodnione, że jego postępowanie było nienaganne, a nawet
                                  najlepsze z możliwych. Przyznał sobie tytuł mistrzowski za
                                  błyskotliwe rozegranie sprawy z wrocławską bezpieką, którą podobno
                                  sam jeden wciągnął w pułapkę i powalił na łopatki, tak że
                                  skompromitowani esbecy mogli już tylko leżeć i kwiczeć. Sam sobie
                                  pogratulował sprytu, inteligencji, doświadczenia, wybitnych
                                  kwalifikacji politycznych i prawnych itp. Ot, skromny człowiek i
                                  tyle. W tej sytuacji mogę już tylko schować się do mysiej nory i
                                  żałośnie piszczeć. Aby tych moich pisków nie słuchać, nasz wielki
                                  triumfator założył od razu nowy wątek, aby tam bez przeszkód napawać
                                  się swoim zwycięstwem i pastwić nad pokonanym przeciwnikiem (czyli
                                  nade mną).

                                  Nasz wielki i wspaniały triumfator zapomniał niestety, że nikt nie
                                  jest dobrym (czytaj: bezstronnym i wiarygodnym) sędzią we własnej
                                  sprawie i po prostu nie wypadało samemu jednostronnie przyznawać
                                  sobie palmy zwycięstwa. Wypadało zdać się w tej sprawie na osąd
                                  innych forumowiczów.

                                  Co myślą inni forumowicze, można przeczytać w innym wątku, świeżo
                                  założonym przez naszego wielkiego triumfatora. Ja natomiast w tym
                                  miejscu napiszę, co sam myślę o najnowszych wywodach Piotra B.

                                  Oprócz wyjątkowej pewności siebie wielkiego triumfatora, najbardziej
                                  ubawiło mnie jego selektywne podejście do materiałów wytworzonych
                                  przez SB. W swoich ostatnich wpisach Piotr B. z wyraźną lubością
                                  powołuje się na te fragmenty dokumentów, w których zawarte są
                                  pozytywne uwagi na jego temat. Cytuję: „Nawet Pleban w swoim
                                  sprawozdaniu z przesłuchania odnotował, że zachowywałem się
                                  spokojnie i widać, że jestem inteligentny, ambitny i posiadam
                                  zdolność logicznego operowania terminami filozoficznymi. […] Esbecy
                                  zignorowali wszystkie te ostrzeżenia ze strony własnej agentury.
                                  Mieli od niej wyraźne sygnały, że nie wzywają na przesłuchanie
                                  jakiegoś przypadkowego studenta, ale człowieka o dużym już
                                  wyrobieniu politycznym, dużej inteligencji, twardym charakterze,
                                  dążącym zawsze do przejmowania inicjatywy i rozgrywania sytuacji po
                                  swojej myśli”. Koniec cytatu.

                                  W tego typu przypadkach dokumenty SB są dla Piotra B. jak
                                  najbardziej wiarygodne. Ani mu w głowie pisać, że to tylko element
                                  konfabulacji, subiektywne odczucia esbeków i ich agentury itp. Bez
                                  skrupułów wykorzystuje on tego typu opinie dla podbudowania swoich
                                  twierdzeń. Konfabulacje są tylko tam, gdzie Piotr B. wypada
                                  niekorzystnie. Esbecy piszą szczerą prawdę, gdy rozwodzą się nad
                                  intelektualnymi walorami Piotra B., ale łżą jak te psy, ilekroć
                                  piszą coś takiego, z czego tenże musiałby się dzisiaj tłumaczyć.

                                  To przykład wyjątkowo manipulatorskiego podejścia do dokumentów.
                                  Piotr B. od początku zarzuca mi rzekome manipulowanie materiałami
                                  sprawy „ZEN”, choć nigdy nie miał bezpośredniego wglądu w te
                                  materiały i w związku z tym nie jest w stanie ocenić, czy
                                  korzystałem z nich w sposób rzetelny czy nie. Fakty wyglądają
                                  natomiast tak, że nie dobierałem dokumentów pod kątem szkodzenia
                                  Piotrowi B. i nie pomijałem takich materiałów, które byłyby dla
                                  niego korzystne. Cytując je, starałem się zachować maksimum
                                  obiektywizmu. Inaczej jest z Piotrem B., który stara się
                                  selekcjonować materiał źródłowy pod kątem jego osobistych interesów.
                                  I kto jest tutaj prawdziwym manipulatorem?

                                  Gdyby Piotr B. naprawdę wierzył w to, co pisze tutaj na temat
                                  rzekomych konfabulacji Plebana, to całość materiałów sprawy
                                  krypt. „ZEN” byłaby dla niego funta kłaków warta. Nie podpierałby
                                  się nimi w swoich wywodach, bo cóż warte świadectwo, w którego
                                  wiarygodność się nie wierzy? Uderzająca niekonsekwencja Piotra B. w
                                  tym zakresie stawia pod wielkim znakiem zapytania szczerość jego
                                  wypowiedzi.

                                  Nie jedyny to przykład niekonsekwencji w postępowaniu Piotra B.
                                  Tłumacząc się z tego, dlaczego podpisał zobowiązanie do zachowania w
                                  tajemnicy swojej rozmowy z SB, Piotr B. napisał, że uczynił tak
                                  dlatego, by swoim kolegom z TH oszczędzić przykrości związanych
                                  z „przesłuchaniem”. W ramach owej szczególnej „troski” naraził on
                                  kolegów na to, że bezpieka będzie „przesłuchiwać” ich z zaskoczenia,
                                  bo nie raczył uprzedzić ich o takim niebezpieczeństwie! Dziwnym
                                  trafem nie przyszło mu do głowy, że przykrość związana
                                  z „przesłuchaniem” może być znacznie większa, jeżeli „przesłuchania”
                                  takie zaczną spadać na nich jak grom z jasnego nieba. Naiwność i
                                  brak wyobraźni wtedy, czy zwykłe krętactwo dzisiaj, gdy Piotr. B.
                                  pisze o wydarzeniach sprzed 35 lat? Piotr B. wyklucza jedną i drugą
                                  ewentualność, ale trzeciej możliwości nie widać. Osobiście
                                  stawiałbym na jedno i drugie, bo Piotr B. nie lubi przyznawać się do
                                  swoich błędów i słabości, nawet po wielu latach, i gotów jest wiele
                                  zrobić dla ich ukrycia. Taka ułomność psychiczna zżartego przez
                                  pychę gościa, który zawsze i wszędzie chce uchodzić za chodzącą
                                  doskonałość.

                                  Z najnowszych wpisów Piotra B. wynika, że nie musiał on uprzedzać
                                  kolegów o niebezpieczeństwie „przesłuchań”, bo członkowie TH nie
                                  mieli nic do ukrycia, a poza tym byli takimi twardzielami, że
                                  żadne „przesłuchania” nie były im straszne (szczegółowo opisany
                                  przykład Sergiusza Kowalskiego itd.). Załóżmy, że to prawda.
                                  Dlaczego jednak w takim przypadku Piotr B. wchodził w dwuznaczny
                                  moralnie układ z SB w rzekomej chęci uchronienia kolegów przed
                                  przykrościami związanymi z przesłuchaniami? Jeżeli członkowie TH nie
                                  mieli nic do ukrycia i nie bali się „przesłuchań”, to skąd u Piotra
                                  B. taka troska o zaoszczędzenie im podobnych przykrości? Przecież w
                                  takim przypadku Piotr B. mógł najspokojniej w świecie oświadczyć
                                  esbekom, że nie będzie się do niczego zobowiązywał i poinformuje
                                  lojalnie o wszystkim kolegów, przed którymi nie chce mieć żadnych
                                  tajemnic. Jeżeli esbecy chcą, to mogą rozmawiać też z kolegami, bo
                                  założyciele TH nie robią niczego sprzecznego z prawem i nie mają nic
                                  do ukrycia. Koniec kropka. To byłoby najprostsze i najbardziej
                                  uczciwe załatwienie sprawy. Dlaczego Piotr B. tak nie postąpił?
                                  Dlaczego wybrał podpisanie zobowiązania do zachowania tajemnicy, co
                                  naraziło kolegów na dodatkowy stres, związany z tym, że działania
                                  SB ich zaskoczą? Widać faktyczne motywy jego postępowania
                                  przedstawiały się inaczej niż nam tutaj przedstawia.

                                  Ale to nie koniec sprzeczności w wypowiedziach Piotra B. Założyciele
                                  TH byli podobno wielkimi twardzielami, odpornymi psychicznie na
                                  działania SB, ale trochę wcześniej ten sam Piotr B. sugerował, że
                                  jedna z owych osób, Urszula Smerecka mogła już w tamtym czasie
                                  współpracować z SB i dostarczać Plebanowi informacji na temat TH.
                                  Czy tak postępują niezłomni twardziele, którym niestraszne są
                                  żadne „przesłuchania”? Gdzie tu logika, gdzie konsekwencja? Piotr B.
                                  najwyraźniej gubi się w swoich konfabulacjach, wymyślając sprzeczne
                                  ze sobą wersje historii TH.

                                  Teza o rzekomych twardzielach z TH nie wytrzymuje także konfrontacji
                                  z tym, co Piotr B. napisał w dniu 14 stycznia br. o zaniechaniu
                                  działalności tego towarzystwa. Cytuję: „Działania
                                  odwetowe SB wobec rodziców Sergiusza były dla mnie sygnałem, że SB
                                  idzie z nami na wojnę. Dlatego skłoniłem członków TH do
                                  natychmiastowego
                                  opuszczenia jego szeregów. Mogliby w razie czego tłumaczyć, że dla
                                  nich jest to
                                  sprawa zamknięta, bo nie należą już do TH. Zawiesiłem też wszelkie
                                  działania TH.
                                  Po prostu przestało ono działać po zaledwie 17 dniach oficjalnego
                                  istnienia”. Koniec cytatu.

                                  Dziwni to „twardziele”, którzy kończą działalność, gdy dochodzi
                                  do „przesłuchań”, których podobno żaden z nich się nie bał! A już
                                  • z.bereszynski Re: Dialog operacyjny 15.03.09, 22:57
                                    Dziwni to „twardziele”, którzy kończą działalność, gdy dochodzi
                                    do „przesłuchań”, których podobno żaden z nich się nie bał! A już
                                    największym „twardzielem” okazuje się tutaj sam inicjator
                                    działalności TH, który zarazem okazał się także grabarzem tego
                                    przedsięwzięcia. Z tego, co sam napisał w dniu 14 stycznia br.,
                                    wynika, że jako pierwszy podwinął ogon pod siebie i wezwał kolegów
                                    do rozwiązania towarzystwa. Ten rzekomy chojrak i bohater, który na
                                    pierwsze spotkanie z esbekami poszedł w „barwach wojennych”, a potem
                                    wciągnął esbeków w sprytnie zastawioną przez siebie pułapkę! Ciekawy
                                    to przykład bojowości i niezłomności!

                                    Nie twierdzę, że członkowie TH mieli szarpać się z esbekami i na
                                    siłę realizować swoje zamierzenia. Mieli oni prawo do lęku o swoją
                                    przyszłość i nie można potępiać ich za to, że w pewnym momencie
                                    woleli spasować. Nie każdy musi być bohaterem. Chodzi tylko o to, by
                                    Piotr. B. nie wciskał nam tutaj kitu na temat tego, co działo się w
                                    latach 1973-1974. Jego opowieści na ten temat ewidentnie nie
                                    trzymają się kupy, a to świadczy o tym, że Piotr B. stara się coś
                                    ukryć. To oczywiste świadectwo tego, że Piotr B. mataczy.

                                    Piotr B. pozuje na wielkiego znawcę zagadnień prawnych i
                                    politycznych. Podobno był bardzo wyrobiony w tym zakresie już w
                                    latach 1973-1974. Górował pod tym względem nad esbekami i dlatego
                                    potrafił ich przechytrzyć. Tak to wygląda z jego punktu widzenia.

                                    Ten wielki znawca prawa nie widzi jednak zasadniczej różnicy między
                                    przesłuchaniami a rozmowami prowadzonymi z nim przez SB w ramach
                                    sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. „ZEN”. Cały czas pisze tutaj
                                    o przesłuchaniach, a tymczasem nie były to żadne przesłuchania, lecz
                                    rozmowy wyjaśniające, a później rozmowy o charakterze dialogu
                                    operacyjnego. To wielka i bardzo istotna różnica!

                                    W sprawie TH nie było prowadzone żadne dochodzenie. Nie było zarzutu
                                    naruszenia prawa, nie było podejrzanych ani świadków w rozumieniu KK
                                    i KPK. Założono tylko sprawę operacyjnego sprawdzenia krypt. „ZEN”,
                                    w ramach której SB miała wyjaśnić zaistniałą sytuację. To wszystko.
                                    W związku z tym nikogo formalnie nie przesłuchiwano, a jedynie
                                    prowadzono rozmowy wyjaśniające. Sytuacja mogłaby ulec zmianie,
                                    gdyby SB zdecydowała się na wyciągnięcie konsekwencji prawnych wobec
                                    Sergiusza Kowalskiego w związku z organizacją „nielegalnego”
                                    zebrania, ale od zamiaru tego odstąpiono, ponieważ kolidowałoby to z
                                    planami wrocławskiej SB w stosunku do Piotra B.

                                    Gdyby Piotr B. był przesłuchiwany, to musiałby występować w
                                    charakterze podejrzanego lub świadka. Przysługiwałyby mu wtedy
                                    określone uprawnienia, o których esbecy mieliby obowiązek go
                                    pouczyć. Przesłuchanie byłoby protokołowane itp.

                                    Tymczasem wielki znawca prawa, „mistrzowsko” rozgrywający sprawę z
                                    SB, Piotr. B. dał się „przesłuchiwać” bez protokołu, nie pytał w
                                    jakim występuje charakterze (jako podejrzany czy jako świadek) itp.
                                    Rozmawiał poza protokołem, pisał jakieś kwity na żądanie SB
                                    (zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy, oświadczenie na temat ZEN i
                                    TH) itp. Tak się nie zachowuje osoba dobrze znająca prawo. To typowe
                                    zachowanie prawnego i politycznego żółtodzioba, którego esbecy wodzą
                                    za nos i wciągają do bardzo niebezpiecznej gry.

                                    I faktycznie Piotr. B. dał się wciągnąć do gry. Przez długi czas
                                    zachowywał milczenie wobec kolegów, co pozwalało esbekom na
                                    działanie z zaskoczenia. Potem robił jeszcze większe błędy, godząc
                                    się na konspiracyjne spotkania z esbekiem w kawiarni czy hotelu.
                                    Chcę wierzyć, że nie wynikało to ze złej woli, ale z naiwności i
                                    braku doświadczenia, ale w żadnym wypadku nie przynosi to chwały. Tu
                                    naprawdę nie ma się czym chlubić.

                                    Gdyby Piotr B. naprawdę chciał „załatwić” esbeków, można było zrobić
                                    to w bardzo prosty sposób, bez wchodzenia w żadne dwuznaczne
                                    moralnie układy. Wystarczyło spytać o prawną podstawę działań SB
                                    wobec jego osoby i żądać postępowania zgodne z obowiązującym wówczas
                                    prawem. To automatycznie ograniczyłoby możliwości działania SB, bo
                                    tak naprawdę to w sprawie TH działali oni prawem kaduka. Jeżeli
                                    Piotr B. naprawdę uważał, że jest przesłuchiwany i wiedział, co to
                                    jest przesłuchanie, to należało domagać się postępowania zgodnego z
                                    Kodeksem postępowania karnego – informacji, w jakim charakterze
                                    występuje, pouczenia o przysługujących uprawnieniach, protokołowania
                                    wypowiedzi itp. Szybko okazałoby się wtedy, że nie jest to żadne
                                    przesłuchanie, a tylko rozmowa wyjaśniająca, i Piotr B. nie musiałby
                                    myśleć o przykrościach związanych z przesłuchiwaniem jego kolegów
                                    (nie byłoby przecież żadnych przesłuchań we właściwym tego słowa
                                    znaczeniu). Piotr B. był jednak takim żółtodziobem, że w ogóle nie
                                    przyszło mu to do głowy! Tak wygląda prawda na temat
                                    jego „mistrzowskiego” rzekomo postępowania wobec esbeków.

                                    Najdziwniejsze jest to, że Piotr B. nie uprzytomnił sobie tego do
                                    dzisiaj, choć minęło już przecież 35 lat. Nadal pisze bzdury o
                                    przesłuchiwaniu go przez SB, pokazując w ten sposób, że jego wiedza
                                    prawna nie poczyniła przez ten czas większych postępów. No chyba, że
                                    jest to kolejna manipulacja z jego strony, obliczona na
                                    wykorzystanie prawnej nieświadomości innych osób.

                                    To bzdura, że Piotr B. wciągnął esbeków w pułapkę. To oni wciągnęli
                                    go w pułapkę, wykorzystując jego prawną ignorancję, i skutki tego
                                    trwają do dzisiaj, bo Piotr B. nadal tkwi w psychologicznej pułapce,
                                    niezdolny do uczciwego zmierzenia się z całą prawdą na temat swojej
                                    przeszłości.

                                    Piotr B. nigdy nie miał do czynienia z oryginalnymi dokumentami z
                                    zasobów IPN. Nie potrafi on zdobyć się nawet na to, by wystąpić do
                                    IPN o wgląd w dokumenty dotyczące jego osoby. W jednym ze swoich
                                    ostatnich wpisów kreuje się jednak na wielkiego znawcę „teczek”,
                                    pisząc coś takiego: „Jeśli ja cokolwiek rozumiem z esbeckich
                                    procedur, to informacje na temat mnie, czyli figuranta
                                    (inwigilowanego) powinny były pochodzić od różnych TW, KO etc.
                                    Tymczasem podejrzany osobnik przedstawia to tak, jakby SB informacje
                                    o figurancie pozyskiwała od samego figuranta. I jeszcze zlecała
                                    figurantowi zadania. Żeby w taką brednię uwierzyć, to trzeba być
                                    Bereszyńskim, albo przynajmniej idiotą”. Koniec cytatu.

                                    I znowu można zastanawiać się, jak to jest z Piotrem B. Czy jest on
                                    tylko zadufanym w sobie ignorantem o chamskich manierach,
                                    wypowiadającym się z wielką pewnością siebie o sprawach, o których
                                    nie ma najmniejszego pojęcia? Czy może sprytnym kombinatorem,
                                    liczącym na wykorzystanie innych osób?

                                    To, że ktoś był figurantem sprawy operacyjnego sprawdzenia, nie
                                    znaczy wcale, że pozyskiwane przez SB informacje musiały pochodzić z
                                    innych źródeł, a nie od niego. Prowadząc działania sprawdzające, SB
                                    próbowała rozmawiać także z figurantami danej sprawy. Sam Piotr B.
                                    przyznaje, że z nim też rozmawiano, trudno więc zrozumieć jego
                                    dziwne wątpliwości w tym zakresie. Czasami rozmowy prowadziły do
                                    nikąd, bo figuranci okazywali się nieugięci i nie chcieli udzielać
                                    żadnych informacji. Bywało jednak i tak, że ten czy ów figurant dał
                                    się wciągnąć w rozmowy, które w związku z tym co jakiś czas
                                    powtarzano. Niekiedy udawało się nawiązać z figurantem tzw. dialog
                                    operacyjny, dzięki któremu SB mogła aktywnie wpływać na postępowanie
                                    danej osoby, a nawet pozyskiwać od niej informacje na temat osób
                                    trzecich. Taki dialog operacyjny okazywał się nierzadko (choć nie
                                    zawsze) przedsionkiem do formalnej współpracy z SB. Dana osoba
                                    przestawała wtedy być figurantem sprawy operacyjnej i była
                                    rejestrowana w charakterze TW czy kontaktu operacyjnego. Badając
                                    materiały z zasobów IPN widziałem sporo przypadków takiego
                                    stopniowego przekształcania figurantów we współpracowników SB. Był
                                    to, można powiedzieć, chleb codzienny SB.
                                    • z.bereszynski Re: Dialog operacyjny (2) 15.03.09, 22:59
                                      W przypadku Piotra B. widzimy, jak w ramach sprawy operacyjnego
                                      sprawdzenia udało się nawiązać dialog operacyjny, stwarzający w
                                      oczach SB nadzieję na formalne zwerbowanie Piotra B. w charakterze
                                      TW. Było to możliwe dzięki nierozważnemu postępowaniu Piotra B.,
                                      który dał się wciągnąć esbekom do prowadzonej przez nich gry
                                      operacyjnej.

                                      Nie wiem, jak ostatecznie zakończyła się ta gra, ponieważ
                                      przeglądałem tylko materiały sprawy krypt. „ZEN”, którą zakończono w
                                      październiku 1974 r. Nie wiem, co działo się później wokół Piotra B.
                                      On sam pisał tutaj o swoim ostatnim spotkaniu z por. Plebanem, które
                                      odbyło się – według jego własnych sugestii – w 1975 r. Sprawa miała
                                      zatem jakiś ciąg dalszy. Nie chcę jednak wdawać się w żadne
                                      spekulacje na ten temat. Interesują mnie tylko fakty.
                                      Są na tym świecie kanalie, zdolne do formułowania najpodlejszych
                                      pomówień wyłącznie na podstawie swoich domniemań i spekulacji. Ja
                                      nie zaliczam się jednak do tego gatunku osób i nie będę uprawiać
                                      tutaj (ani nigdzie indziej) podobnej działalności. Twierdzę tylko,
                                      że Piotr B. dał się wprowadzić esbekom na bardzo złą i niebezpieczną
                                      drogę i fakt ten mógł w negatywny sposób zaciążyć na jego
                                      późniejszych losach (tak np. esbecy mieli szansę kompromitowania go
                                      z powołaniem się na fakt konspiracyjnych spotkań w kawiarni czy
                                      hotelu).

                                      Nadal nie wierzę w to, by Pleban zmyślał swoje spotkania z Piotrem
                                      B. Za drogo mogłoby go to kosztować, a motywu takiego działania w
                                      ogóle nie widać. To nonsens, że Pleban przypisywał Piotrowi B.
                                      informacje pozyskiwane od TW ps. „11S”. Esbek ten musiałby być
                                      kompletnym idiotą, żeby ukrywać faktyczne spotkania z TW ps. „11S” i
                                      pozyskiwane z tego źródła informacje, a zamiast tego pisać o
                                      fikcyjnych spotkaniach z Piotrem B. Gdyby chciał wykazać się przed
                                      przełożonymi, to z lepszym powodzeniem mógłby osiągnąć taki efekt
                                      pisząc o częstych i owocnych informacyjnie spotkaniach z TW
                                      ps. „11S”. Miałby czym się chwalić, bez ryzyka, że ktoś przyłapie go
                                      na kłamstwie.

                                      Piotr. B. zrozumiał chyba w końcu, że jego pokrętne i sprzeczne
                                      wewnętrznie wyjaśnienia tylko pogarszają jego sytuację, dlatego
                                      postanowił uciec z tego wątku. Założył nowy wątek, poświęcony
                                      wypisywaniu coraz obrzydliwszych insynuacji na mój temat. To taka
                                      jego zemsta za ujawnienie mętnych spraw z jego przeszłości. W
                                      działaniu tym znalazł godnego siebie sprzymierzeńca w osobie
                                      niejakiego Zbigniewa Szatyńskiego („tao szatański”), znanego od
                                      dawna wielu forumowiczom jako jednostka o ewidentnie patologicznej
                                      osobowości. Tylko pogratulować takiego sprzymierzeńca! Nie zamierzam
                                      uczestniczyć w tej żałosnej zabawie. Wystarczy, że Piotr B. sam
                                      siebie kompromituje takimi działaniami i takimi sojuszami. Trzymam
                                      się faktów, a wytwory czyjejś złośliwości i chorej wyobraźni mnie
                                      nie interesują. Od zajmowania się takimi zjawiskami są inni
                                      specjaliści.


                                      Zbigniew Bereszyński




                                      • z.bereszynski errata 15.03.09, 23:10
                                        Poprawne brzmienie jednego z akapitów w drugim odcinku powyższego
                                        tekstu:

                                        I znowu można zastanawiać się, jak to jest z Piotrem B. Czy jest on
                                        tylko zadufanym w sobie ignorantem o chamskich manierach,
                                        wypowiadającym się z wielką pewnością siebie o sprawach, o których
                                        nie ma najmniejszego pojęcia? Czy może sprytnym kombinatorem,
                                        liczącym na wykorzystanie niewiedzy innych osób?
                              • Gość: Piotr Badura Wyjaśnienia (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:29
                                1) Do czerwca 1970 byłem uczniem XIV LO w Warszawie. Od września 1970
                                kontynuowałem naukę w I LO w Opolu. Podczas nauki w Warszawie poznałem Sergiusza
                                i Stefana, z którymi utrzymywałem kontakt korespondencyjny, gdy byłem już w
                                Opolu. Interesowały nas (tzn. głównie Sergiusza i mnie) problemy filozoficzne,
                                żartobliwie mówiąc typu: Czy śrubokręt ma oddzielną śrubokrętową duszę, czy też
                                partycypuje we wspólnej duszy całego wszechświata? Rozważaliśmy utworzenie
                                legalnego, najprostszego stowarzyszenia zwykłego, czyli wymagającego trzech
                                założycieli. Takie stowarzyszenia nie miały praktycznie żadnych praw, poza tym,
                                że gdy ich członkowie chcieli spotkać się i podyskutować, to nie musieli
                                zgłaszać tego władzom. Do jesieni 1972 dyskusja nie wyszła poza krąg nas trzech,
                                tj. Sergiusza, Stefana i mnie. Prowadzona była wyłącznie korespondencyjnie, bo
                                nie mogłem wówczas jeździć do Warszawy. Czy trzech 18-latków korespondujących na
                                dość egzotyczne tematy filozoficzne i myślących o tym, by zgłosić we właściwym
                                urzędzie zamiar dalszego dyskutowania w formie stowarzyszenia zwykłego, to był
                                powód do otwarcia przez SB Sprawy Operacyjnego Sprawdzenia? Gdybym wtedy mówił
                                komuś, że czuję, iż SB inwigiluje mnie w tej sprawie, to ludzie stukaliby się
                                palcem w czoło mówiąc, że mam manię prześladowczą. Tymczasem z ujawnionych przez
                                Bereszyńskiego materiałów wynika, że SB kontrolowała moją korespondencję, że
                                obstawiła mnie swoimi TW, że pracowicie zbierała informacje o moich bliskich, że
                                podjęła różnorodne działania neutralizacyjne wobec mnie etc. Zwracam na to uwagę
                                tym, którzy uważają, że redaktor i wydawca gazety, która nie koniecznie podoba
                                się władzom, a ma ładnych kilka tysięcy czytelników, absolutnie nie może być
                                dziś przedmiotem zainteresowania służb specjalnych.

                                2) Przed laty zostałem wezwany do urzędu skarbowego w sprawie kontroli
                                „dochodów” „Beczki” za lata 1995 i 1996. „Beczka” wychodziła wtedy w niskim
                                nakładzie (średnio 500 egz.), pięć razy w roku, przy cenie 30 gr za egzemplarz i
                                bardzo małej liczbie reklam. Koszty druku i kolportażu w sposób oczywisty
                                przekraczały wpływy i, mimo że wszyscy pracowali za darmo, dokładałem do
                                interesu. Zdziwiło mnie więc, że urząd skarbowy chce tracić czas na kontrolę
                                rzekomych dochodów tak wątłej gazetki. Rozmowa w urzędzie skarbowym zdziwiła
                                mnie jeszcze bardziej. Wydawało mi się, że padają w niej zawoalowane groźby,
                                chyba bezprawne. Jakiś czas później ktoś poufnie poinformował mnie, że panie z
                                urzędu skarbowego konsultowały się w mojej sprawie z urzędem wojewódzkim. To
                                jeszcze bardziej mnie zdziwiło, bo nie słyszałem, by prawo przewidywało takie
                                działania. Na koniec jednak, po moich wyjaśnieniach, urząd skarbowy zamknął
                                sprawę. Założyłem, że to wszystko efekt czyjegoś donosu, ale brałem też pod
                                uwagę możliwość, że ktoś chciał mi dać ostrzeżenie (tak jak SB w 1981). Te obawy
                                nasiliły się, gdy w 2003 urząd skarbowy przystąpił do kolejnej kontroli
                                „Beczki”, obejmując nią od razu sześć lat: 1997, 1998, 1999, 2000, 2001 i 2002.
                                Przez trzy lata, aż do 2006, musiałem bez przerwy składać kolejne wyjaśnienia i
                                robić kolejne analizy. Setki, setki stron pism. Urząd kolejnymi decyzjami
                                nakładał na mnie obowiązek płacenia kolejnych sum (musiałem się zapożyczyć, by
                                to popłacić). Blokowano mi konto. Na koniec wszystkie decyzje uchylono, a
                                wszystkie pieniądze zwrócono mi z odsetkami, bo wyszło jednak, że „Beczka” nie
                                miała żadnych ukrytych dochodów. Nie sądzę, by była w Polsce społecznie wydawana
                                gazeta, podobna do „Beczki”, którą urząd skarbowy badałby aż tak wnikliwie. Chcę
                                mimo to wierzyć, że te kontrole nie miały podłoża politycznego. Wolę, żeby tak było.
                                (ciąg dalszy w następnym poście)
                              • Gość: Piotr Badura Wyjaśnienia (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:33
                                3) „Beczka” nieraz wkraczała w sprawy, w których mogły być obecne dzisiejsze
                                służby specjalne. Nie chcę o tych sprawach pisać, bo oficjalnie służb w nich nie
                                było. Zrobię wyjątek dla jednej, w której służby same się ujawniły. W „nto” z 5
                                grudnia 2005 zamieszczono tekst zatytułowany „ABW sprawdza wójtów xxxxxxxxx”.
                                (Nie podaję nazwy gminy, bo nie chcę, by łapała to wyszukiwarka. Chodzi w końcu
                                o konkretnych ludzi.) Tytuł wybito ogromnymi literami na pierwszej stronie
                                „nto”, dodając zdjęcia aktualnego i poprzedniego wójta, mimo ich sprzeciwu. Z
                                artykułu w „nto” wynikało, że RIO dopatrzyła się nieprawidłowości w jednym z
                                gminnych przetargów (z 2001) i zawiadomiła o tym ABW.
                                Natychmiast zareagowałem na ten tekst w „Beczce”, zwracając uwagę, że sprawa
                                śmierdzi. We wspomnianym przetargu uczestniczyło 16 firm. Gdyby choć jedna
                                uważała, że coś jest nie tak, to odwołałaby się. Sprawa trafiłaby zapewne do
                                sądu i sąd rozstrzygnąłby, czy przetarg przeprowadzono prawidłowo, czy nie.
                                Zwracałem też uwagę, że ABW nie jest właściwa dla gminnych przetargów. W
                                artykule z „nto” było więcej absurdów. W tej pierwszej publikacji
                                zasygnalizowałem je tylko, bo nie było czasu na dokładniejsze sprawdzanie.
                                W „Beczce” z 4 stycznia 2006 zamieściłem już obszerny tekst, zatytułowany „Z
                                czyjego palca +nto+ wyssała aferę wójtów xxxxxxxxx?” Pisałem w nim szczegółowo o
                                dziwnym postępowaniu „nto”, o tendencyjnie dobranych wypowiedziach
                                „mieszkańców”, o nie zamieszczeniu sprostowania wójtów, etc. Wyjaśniałem ten
                                temat aż do kwietnia. Okazało się, że to nie RIO wciągnęła w sprawę ABW, ale ABW
                                wciągnęła RIO. Na pytanie, dlaczego w ogóle rozkręcono sprawę, ABW zasłoniła się
                                „klauzulą niejawności”. Wójtów oczywiście w międzyczasie „oczyszczono” w „nto”
                                małym tekścikiem ukrytym na piątej stronie. Pomawiano ogromnym tytułem na
                                pierwszej stronie i całostronicowym materiałem na stronie trzeciej. Na koniec
                                ktoś, kto przedstawiał się jako „z nto”, wyjaśnił na tym forum, że „nto” dostała
                                „newsa z ABW” i dlatego przywaliła wójtom. Bardzo to dziwna relacja gazety ze
                                służbami.
                                Moja obawa w tej sprawie była taka, że ABW miała w gminie swojego kandydata na
                                wójta, a do wyborów w 2006 czas liczył się już na miesiące. Mam nadzieję, że ta
                                moja obawa była tylko urojeniem, ale jeśli nie, to znaczy, że w jakimś stopniu
                                pomieszałem ABW szyki (we wspomnianej gminie mam sporo czytelników). Jeśli
                                pomieszałem też szyki w innych, czasem poważniejszych sprawach, to mogłem się
                                spodziewać jakichś przeciwdziałań, np. dyskredytowania mnie.

                                4) W marcu 2008 rozpocząłem na tym forum wątek „Marzec 68 - czy Polacy to
                                naziści?”. Do wątku tego wkroczył Bereszyński. Nie wkroczył, by wspólnie ze mną
                                szukać prawdy, ale by mnie neutralizować (ja odróżniam te dwie postawy).
                                Oczywiście daleki jestem od twierdzenia, że neutralizował mnie na zlecenie
                                służb. Mógł mnie przecież neutralizować z poczucia obywatelskiego obowiązku.
                                Tyle tylko, że gdy ktoś wygłasza publicznie poglądy niemiłe władzy, a ktoś inny
                                neutralizuje go, forsując poglądy miłe władzy, to trzeba przynajmniej dopuścić
                                ewentualność, że robi to w ramach służby. Ja w duchu dopuściłem tę ewentualność,
                                ale nie nagłaśniałem tego przypuszczenia. Wolałem wierzyć, że Bereszyński
                                neutralizuje mnie wyłącznie z poczucia obywatelskiego obowiązku.
                                (ciąg dalszy w następnym poście)
                              • Gość: Piotr Badura Wyjaśnienia (3) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:39
                                5) W sierpniu 2008 otwarłem kolejny wątek, zatytułowany „Czy SB reżyserowała
                                1989 rok?” Na wstępie zamieściłem tam dane o wzroście płac realnych w Polsce rok
                                po roku od 1957 do 2006. Już ze względu na same tylko te liczby wątek zasługiwał
                                na uwagę, bo liczb tych nikt nigdzie wcześniej nie ujawnił, zapewne by ludzie
                                zbyt dużo nie wiedzieli (jeśli ktoś wskaże jakiekolwiek miejsce wcześniejszego
                                ujawnienia tych liczb, to będę mu bardzo wdzięczny). W tym wątku pojawił się
                                neutralizujący mnie Antars, a potem neutralizujący mnie Bereszyński. Wtedy
                                jeszcze nie przypuszczałem, że to jedna i ta sama osoba. Wskazał na to dopiero
                                później pan Andrzej Szubert. Nie wiem pod iloma jeszcze innymi nickami
                                Bereszyński mnie neutralizował.
                                Fakt, że w drugim już wątku Bereszyński neutralizuje mnie z pozycji
                                propaństwowych, wzmocnił moje podejrzenia, tym bardziej, że już od pewnego czasu
                                wiedziałem, iż zgłosił on wcześniej gotowość pracy dla służb specjalnych III RP,
                                czego zresztą się nie wypiera. Informacja ta znalazła się np. na łamach
                                uniwersyteckiego „Indeksu” z maja-czerwca 2008. Dalej jednak nie nagłaśniałem
                                swych podejrzeń, zakładając, że to wszystko jest jednak przejawem poczucia
                                obywatelskiego obowiązku u Bereszyńskiego.
                                W grudniu 2008 Bereszyński przystąpił jednak do dyskredytowania mnie na tym
                                forum, jako rzekomego współpracownika SB. Bereszyński oczywiście nigdy tego
                                zarzutu mi nie postawił, bo wie, że w żaden sposób nie da się go w sądzie
                                obronić, ale tak formułował swe insynuacje, by forumowicze zrozumieli, że byłem
                                współpracownikiem SB. Nie wykluczam, że Bereszyński zamieszczał insynuacje pod
                                nazwiskiem, a potem pod różnymi nickami „rozumiał” te swoje insynuacje jako
                                twierdzenia, chcę jednak wierzyć, że tak nie było. Jeśli jednak ci wszyscy,
                                którzy „zrozumieli”, że Bereszyński zarzucił mi współpracę z SB są autentyczni,
                                to są oni oskarżycielami Bereszyńskiego. Ja trzymam się zasady, że gdy ktoś
                                zabiera publicznie głos, to ma obowiązek brać pod uwagę zdolność rozumienia jego
                                wypowiedzi przez tych, którzy go słuchają. Piszący na forum odpowiada więc nie
                                tyle za to, co literalnie napisał, ale za to, jak go zrozumiano. Wydaje mi się,
                                że w przypadku moich wypowiedzi forumowicze doskonale rozumieją, iż chodzi mi o
                                podejrzenia wobec Bereszyńskiego, a nie o oskarżenia.
                                Nawet po rozpoczęciu przez Bereszyńskiego dyskredytowania mnie na forum
                                insynuacjami, jakobym mógł być współpracownikiem SB, nie podnosiłem swych
                                wątpliwości, co do jego ewentualnej roli. Usiłowałem spokojnie wszystko
                                rozplątywać. Ale minął miesiąc i nie było próby wycofania się. Dlatego 28
                                stycznia pierwszy raz puściłem sygnał, wskazujący już wyraźnie na moje
                                wątpliwości. Podkreślam jednak, że cały czas są to tylko moje wątpliwości, a nie
                                twierdzenia.

                                6) Nie lubię prowadzenia „wojen” na forum i wielokrotnie dawałem temu wyraz.
                                Całkiem niedawno zareagowałem natychmiast pozytywnie na propozycję pana
                                Mieszańca, by tę sprawę jakoś bezboleśnie zakończyć. Ale tu nie wystarczy chęć z
                                mojej strony. Jeśli z drugiej strony nie ma woli wspólnego szukania honorowego
                                wyjścia ze skomplikowanej sytuacji, to znaczy, że ja chyba powinienem dalej
                                walczyć o swe dobre imię. Nie jestem wprawdzie szczególnie przywiązany do swego
                                dobrego imienia, ale muszę mieć na względzie innych, dla których to moje dobre
                                imię jest jakoś tam ważne.
                                Pozdrawiam Wszystkich
                                Piotr Badura
                                • z.bereszynski komentarz dla forumowiczów 13.06.09, 16:14
                                  W charakterze komentarza do powyższych "wyjaśnień" Badury podaję link do tego, co napisałem już w innym wątku tego forum:
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=95572683&a=96572402
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=95572683&a=96580593
                                  Dodam jeszcze, że specjalnością Badury jest tchórzliwe uchylanie się od odpowiedzialności prawnej za to, co wypisuje na tym forum. Dlatego swoim insynuacjom i oszczerstwom nadaje on formę podejrzeń, pytań itp. To wyjątkowo łajdacka forma walki z ludźmi. Uczciwy człowiek nie bawi się w publiczne szerzenie domysłów czy podejrzeń. Pisze tylko to, za co gotów jest odpowiadać nawet przed sądem. Tylko oszczercy o tchórzliwej naturze rozsiewają plotki i niesprawdzone podejrzenia.

                                  Ja nie wykroczyłem poza ujawnienie tego, co mówią zachowane dokumenty. Wszystko, co napisałem, jest łatwe do sprawdzenia. Badura wyłącznie zmyśla i konfabuluje. Ale najbardziej obrzydliwe ze wszystkie są jego cwaniackie, asekuranckie wypowiedzi w rodzaju: "chodzi mi o podejrzenia wobec Bereszyńskiego, a nie o oskarżenia", "są to tylko moje wątpliwości, a nie twierdzenia" itp.

                                  Niestety Badura nie należy do bohaterów. Potrafi opluć człowieka, ale nie stać go na to, by ponieść konsekwencje swojego postępowania. Przekonałem się o tym więcej niż roku temu, tocząc z nim spór na temat Marca’68. W pewnym momencie powołałem się na poważną pracę naukową Dariusza Stoli pt. "Kampania antysyjonistyczna w Polsce". Badura, wiele nie myśląc, wypalił wówczas na tym forum, że prof. Stola jest "agentem" i ma swoje "służbowe podporządkowanie". Podobno miał wówczas trochę w czubie:
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79115163
                                  Po kilku godzinach, w innym stanie ducha i umysłu, Badura wpadł w panikę na myśl o możliwych konsekwencjach swojego postępowania i zaczął w żałosny sposób "odkręcać" to, co nabroił poprzedniego dnia wieczorem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79116527
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79271568
                                  Sądzę, że pod wpływem "promili" Badura napisał to, co naprawdę myśli ("in vino veritas"), ale na trzeźwo nie miał odwagi zmierzyć się z groźbą ewentualnych konsekwencji z tego tytułu. W ten sposób wyszła na jaw cała prawda o jego osobowości.

                                  Przeszedłem wówczas do porządku nad tym żałosnym incydentem. Nie chciałem być złośliwy wobec Badury, choć aż prosiło się, aby go odpowiednio "wypunktować". Wracam do tej sprawy dopiero teraz, ponieważ sam zacząłem być oskarżany przez Badurę o rzekome związki agenturalne. Różnica jest tylko taka, że tym razem Badura jest bardziej przebiegły i swoje łajdackie pomówienia prezentuje w bezpiecznej dla niego formie pytań, podejrzeń itp. Warto w tym kontekście przywołać opisany powyżej incydent sprzed kilkunastu miesięcy, bo wiele mówi on o Badurze i jego metodach działania (także w stosunku do mnie).

                                  Zbigniew Bereszyński


                                  • z.bereszynski p.s. 14.06.09, 19:10
                                    Jeszcze dwie uwagi tytułem dopełnienia.

                                    Uwaga numer jeden. Badura pisze, że w swoich dyskusjach z nim (na temat Marca’68 i początków transformacji systemowej w Polsce) prezentowałem poglądy „propaństwowe” i „miłe władzy”. Szkoda, że Piotr B. nie wyjaśnił, o jaką władzę konkretnie mu chodzi, bo mamy w Polsce różne władze o rozmaitym nastawieniu. Czy chodziło mu o prezydenta Kaczyńskiego czy może o premiera Tuska? A może o wojewodę opolskiego lub marszałka woj. opolskiego? To różnica dość istotna, bo nasze elity władzy są, jak ogólnie wiadomo, dalekie od jednomyślności. W dyskusjach z Badurą prezentowałam dokładnie takie same poglądy, jakie głosiłem w latach 80. Wtedy były to poglądy „antypaństwowe”, a za ich głoszenie ówczesna władza „wynagrodziła” mnie 10-miesięcznym internowaniem w okresie stanu wojennego. Oczywiście jestem „propaństwowy”, bo interes niepodległego państwa polskiego jest dla mnie wartością nadrzędną. PRL natomiast nie była moim państwem i na tym głównie tle spierałem się z Badurą (on uważa PRL za legalne państwo, a SB za legalną służbę tegoż państwa, z czym ja absolutnie się nie zgadzam).

                                    Uwaga numer dwa. Badura wymyślił sobie, że to „służby specjalne” kazały mi dyskutować z nim na temat Marca’68 oraz roli SB w przemianach ustrojowych z lat 1988-1989. Żeby go „neutralizować”… Ktoś ślęczy miesiącami w archiwach i bibliotekach tylko po to, by na zlecenie bliżej nieokreślonych służb „neutralizować” jakiegoś wydawcę wiejskiej gazetki poprzez dyskutowanie z nim na forum internetowym! Taki ważny jest ten wydawca!... Trzeba być doprawdy super-hiper-ekstra-megalomanem, żeby wykombinować sobie coś takiego!

                                    Wydarzenia z Marca’68 oraz rola SB w przemianach ustrojowych z lat 1988-1989 były przedmiotem moich wystąpień na poważnych konferencjach naukowych, organizowanych m. in. przez IPN:
                                    www.ipn.gov.pl/portal/pl/2/7009/
                                    ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=393&id=9767&sid=acc1f8d4508d2c16ccff2e82db509ceb
                                    Plonem owych konferencji są lub będą poważne publikacje o charakterze naukowym. Między innymi wydana w ostatnim czasie książka – praca zbiorowa o Marcu’68:
                                    www.ksiegarniaeuropejska.com.pl/modules.php?name=Sklep&plik=lista&nazwa=opis&nr_katal=9788373953277&spisTR=1&store_id=2
                                    Taki był cel mojego ślęczenia nad tymi zagadnieniami, a nie użeranie się z Badurą na forum GW. Nie zauważyłem, aby Piotr B. pojawił się na którejś z wymienionych konferencji – ani jako autor referatu ani jako dyskutant (zdobył się tylko na dyletancki felietonik, wydrukowany w jednym z zeszłorocznych numerów „Indeksu”). Na tym między innymi polega różnicą między mną i Badurą. Ja staram się wnieść jakiś wkład w badanie przeszłości, on buja w obłokach, skupiony głównie na własnej osobie i swoich fantasmagoriach.

                                    Swoje dyskusje z Badurą traktowałem jako rozrywkę na marginesie swojej działalności badawczej. On tymczasem widział w tym jakieś tytaniczne zmagania ze służbami itp. Sytuacja jak z powieści Cervantesa.

                                    Mój błąd polegał na tym, że wdałem się w dyskusje z kimś, kto absolutnie nie nadaje się na dyskutanta, bo po pierwsze przeważnie bywa kompletnym dyletantem w danej sprawie, a po drugie - wszędzie węszy spiski na jego szkodę i każda różnica zdań wydaje mu się podejrzana. Już szereg osób na tym forum przekonywało mnie, abym dał sobie spokój z dyskusjami z Badurą, bo człowiek ten na to nie zasługuje. Osoby te mają absolutną rację i ja także przestrzegam innych forumowiczów przed jakimikolwiek dysputami z Piotrem B.

                                    Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura Pieniądze już nie istnieją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:09
      Pogląd, iż Marks twierdził, że w komunizmie każdy będzie sobie brał ze sklepu co
      chce i ile chce, nic za to nie płacąc, opiera się zwykle na stwierdzeniu, że w
      komunizmie będzie obowiązywała zasada „od każdego według jego możliwości,
      każdemu według jego potrzeb”, a ponadto nie będzie przecież pieniędzy. W sprawie
      tej Marks wypowiedział się w „Uwagach na marginesie programu Niemieckiej Partii
      Robotniczej”, czyli „Krytyce Programu Gotajskiego”. Tekst ten dostępny jest pod
      adresem:
      marxists.anu.edu.au/polski/marks-engels/1875/gotha/gotha.htm
      Z dzieła tego istotnie wynika, że Marks przewiduje likwidację pieniądza. Nie
      rozumiał tego jednak w ten sposób, że każdy bierze sobie w sklepie co chce i ile
      chce. Marks przewidywał, że zamiast pieniędzy będziemy posługiwać się
      pokwitowaniami za pracę. Każdy towar wyceniony byłby wg pracy, która potrzebna
      jest na jego wytworzenie. Pracownicy za swą pracę otrzymywaliby pokwitowania,
      określające ile pracy wykonali. Za te pokwitowania mogli brać sobie w sklepie
      towary, ale tylko w takiej cenie, na ile mają pokwitowania za pracę. Jeśli więc
      ktoś miałby pokwitowania na 500 jednostek pracy, to mógłby wziąć sobie w sklepie
      najwyżej tyle towarów, których wytworzenie wymagało 500 jednostek pracy.
      Dziś jest właśnie tak, jak Marks przewidywał. Pieniądze zostały już dawno
      zlikwidowane. To, co uważamy za pieniądze, to w istocie tylko pokwitowania za
      pracę. W czasach Marksa pieniądz to był kruszec lub banknot mający pokrycie w
      kruszcu, zmagazynowanym w banku emisyjnym. Dzisiejsze „pieniądze” nie mają
      żadnego pokrycia w kruszcu. Ich pokryciem są wytworzone przez pracujących
      towary. Nie są to więc pieniądze, ale pokwitowania za pracę.
      Podobnie jest z zasadą „każdemu wg potrzeb”. Nie oznaczała ona, że każdy bierze
      sobie w sklepie ile mu się uśni i tego co mu się uśni. Ta zasada oznaczała, że
      podział dóbr nie nastąpi wg tego, ile kto przepracował, ale wg tego, ile kto
      potrzebuje. Potrzeby miały być zaspakajane w równym stopniu dla wszystkich,
      niezależnie od tego, kto ile pracował. Mniej więcej tak właśnie dziś jest.
      Jeśli ktoś urodzi się inwalidą, to przez całe życie będzie w większym bądź
      mniejszym stopniu dofinansowywany (głównie rentą inwalidzką). Jego potrzeby będą
      więc zaspokojone w stopniu wyższym, niż to wynika z jego pracy, według jego
      potrzeb, a nie według jego pracy. To oznacza, że potrzeby pracujących muszą
      nieraz być zaspokojone w stopniu niższym, niż wynika to z ich pracy, bo z owoców
      ich pracy będą korzystać np. inwalidzi. Także pracujący dostaną więc wg potrzeb
      (czyli mniej niż mieliby wg pracy). System ubezpieczeń to nic innego, niż
      marksowskie „każdemu według potrzeb”.
      Dlaczego więc, mimo że tak łatwo sprawdzić, co pisał Marks, wielu powtarza
      brednie propagandystów? Myślę, że ludzie boją się uważać inaczej, niż uważa tzw.
      opinia publiczna. Nie jest tak trudno uważać inaczej, niż uważa władza, ale
      uważać inaczej niż opinia publiczna? O nie, to wymaga ogromnej odwagi. Na tym
      forum widzę to np. w sprawie Marca 1968. Propagandyści wytworzyli pewien obraz
      Marca 1968. Budzi on ogromne wątpliwości, a mimo to wielu woli trzymać się tej
      wątpliwej wersji, niż zdobyć się na odwagę myślenia wbrew tzw. opinii publicznej.
      • Gość: zenek Re: Pieniądze już nie istnieją IP: 77.252.18.* 21.12.08, 08:51
        a co jeśli władza ma rację? kiedy budowano autostradę a4 to kto prostestował?
        teraz wiadomo, że te protesty to był pic na wodę, bardzo dobrze, że władza
        postawiła na swoim i bardzo dobrze, że jest autostrada, inaczej na wschodnia
        czesc śląska jechalibyśmy z 5 godzin
    • Gość: mobber Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.chello.pl 21.12.08, 09:41
      Tą a nie tę
      • Gość: zx Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.punkt.pl 21.12.08, 11:54
        "Zostali sukcesywnie, jeden po drugim, zepchnięci na jakiś boczny
        tor. Wtedy połowie lat 70. wydawało mi się bardzo dziwne, że PZPR
        metodycznie eliminuje swych najbardziej ideowych ludzi."
        CO W TYM DZIWNEGO? STALIN CO PEWIEN CZAS ROBIŁ CZYSTKI I LIKWIDOWAŁ
        ZAGRAŻAJĄCYCH MU (CZYT.: ZDOLNYCH) NP. SWOICH NAJLEPSZYCH GENERAŁÓW.
        NIC DZIWNEGO, NIC NOWEGO. A DZIŚ? NADAL RZĄDZĄ MIERNOTY. I TAK CHYBA
        POZOSTANIE, BO JEST ICH PO PROSTU WIĘCEJ.
        The fate of all mankind is in the hands of fools.
        • Gość: Piotr Badura Mówimy o trochę innych sprawach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 18:31
          Szanowny Panie ZX
          Ludzie z kręgu klubu Progres, których w dziwny sposób eliminowano z życia
          partyjnego, nie byli groźni dla nikogo we władzach partii z powodu tego, że
          mogli zająć jego stanowisko. To nie byli politycy, ale ideolodzy. Ja rozumiałem
          to wtedy tak, że PZPR nie chce już ideologii marksistowskiej i ci ideolodzy z
          Progresu są kłopotem, bo pokazują, że to nie miało być tak. Wtedy, w
          początkowych latach Gierka, nie wiedziałem dlaczego PZPR postanowiła wziąć
          rozbrat z marksizmem. Prawdę powiedziawszy mało mnie to zresztą obchodziło.
          Zarejestrowałem tylko w pamięci to, że tak właśnie jest.
          Dziś, z perspektywy czasu, wydaje mi się, że Władysław Gomułka był ostatnim
          ideowym przywódcą PZPR i to tłumaczy, dlaczego z taką zaciekłością niemal
          wszystkie siły w kraju i za granicą dążyły do wyeliminowania go. Jaśnie panowie
          z obu obozów byli już chyba wtedy po słowie i rozpoczynano wspólną pracę przy
          żmudnej operacji zmiany ustroju. Taka operacja wymaga w pierwszej kolejności
          uciszenia tych, którzy rozumieją, co się naprawdę dzieje. Dlatego zapewne ludzi
          Progresu upchnięto gdzieś po kątach.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
      • Gość: Piotr Badura Nie będę się o to spierał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 18:06
        Szanowny Panie Mobberze
        Mnie się wydaje, że "tą odwagą" i "tę odwagę", ale spierać się o to nie będę, bo
        nie jestem specjalistą od języka.
        Pozdrawiam serdecznie
        Piotr Badura
        • Gość: tao szatanski WARTO IP: *.nyc.res.rr.com 22.12.08, 05:07
          Siedze sobie kilka tysiecy kilometrow od naszego czcigodnego
          miasteczka.Oddajac swoj bezcenny czas na zarabianie pospolitych
          pieniedzy, czyszcze umysl zasmiecony wielomiesiecznym pobytem w
          kraju.Dochodze do progu tworczego trwania. Wachania czasu. Zeby nie
          wypasc z rzeczywistosci via internet zagladam do domu, naszego
          domu. Zaczyna byc interesujaco. Zauwazylem przeswity.O tym pozniej.
          Chwilami zastanawialem sie po co pan Panie Badura pisze na tym
          forum, nie ma intelokutorow a na polemike z soba doskonala jest
          medytacja. Jest Pan czlowiekiem "starej daty" (podobnie jak ja),
          pisze w pierwszej osobie przez pryzmat swojego doswiadczenia i
          wiedzy. To uczciwe bez wzgledu na tzw. obiektywna prawde
          historyczna. To wazne. No - podobnie jak ja - nie jest pan anonimem.
          W ostatnich tekstach poruszyl Pan wiele istonych tematow ale
          brakowalo powietrza, spojrzenia z zewnatrz, dystansu, pokory. Nic
          nie jest proste, jednoznaczne, linearne. Dla ludzi pierwotnych cep i
          kolo bylo szczytem osiagniec. No dobrze. Wracajmy do rzeczy.
          Na nasza najnowsza historie (1918 - 2008) musimy spojrzec inaczej,
          na zasadzie ucznia i mistrza, wyzwolic sie zeby zrozumiec. To
          zaczyna sie dziac lecz proces jest dlugotrwaly a przy naszej
          mentalnosci bywa tancem na linie. Wyzwolmy sie. Spojrzmy pozycji
          ksiezyca. Narody, cywilizacje, kultury - wszystko by dac nowe zycie
          umiera.
          Na nasza nowozytna cywilizacje europejska bardzo duzy wplyw ma
          chrzescijanstwo (niewazne czy Chrystus istnial,czy Bog jest czy go
          nie ma)a od poczatku XX wieku nie kto inny jak Marks z Engelsem, my
          Polacy patrzac przez pryzmat rodzimego socjalizmu nie zdajemy sobie
          sprawy, ba - wielu z nas nawet nie wie o tym ,ze Marks w Kapitale
          bardzo czesto przepisywal teksty z Nowego i Starego Testamentu. Z
          dostepnych mu orginalow a nie ideologicznych tlumaczen. No dobrze.
          Wracajmy do sprawy.
          Czy warto bylo zdobyc sie na odwage? Tak! Dzieki temu jestesmy tu
          gdzie jestesmy. Za jaka cene? Kazda zeby byc tu gdzie jestesmy.
          Czyniac nie sposob nie zgrzeszc. Nie grzesza ci co nic nie robia.
          Czynienia dla dobra wolnej ojczyzny, nawet jak w pewnych okresach
          historycznych, bylo grzeszne, haniebne lecz jak owa grzesznosc i
          haniebnosc byla sciezka ku wyzwoleniu to czyn wielki. Pytanie? Majac
          do wyboru 17 Republike Sowiecka w sensie doslownym a jej soft
          polskie wydanie. Wszystko zalezy od Was, od Ciebie - co bys wybral?
          co byscie wybrali? Powoli nadchodzi historyczny czas trudnych
          pytan. Pytan nie wstylu jednojajowych debili politycznych
          (Kaczynscy, PiS i im podobni) ale ludzi wolnych, wolnych od
          ideoligii, z pokora historyczna,z historycznymi faktami w dloni. Jak
          sie z tym nie zmierzymi to bedziemy sie walesac na bezdrozach z
          wiecznymi pretensjami w swoich urojeniach. Pan Panie Badura nie musi
          sie tlumaczyc ze swojego Paxu-su, niech sie tlumacza ci co nic nie
          robili. Wieczni czekacze. Czlowiek Czynu jest Mesjaszem,
          wyzwolicelem swoim, sloncem.
          Historia. Trzeba wyjsc z siebie zeby ja zrozumiec!

          tao szatanski

          ps. w czasie obecnego kryzysu rzad Stanow Zjednoczonych i Unia
          Europjejska ratujac nasze kieszenie (nie wazne kto je oproznil) robi
          to w sposob iscie socjalistyczny. i badz tu madry!
          • Gość: Piotr Badura Ja jestem z PAX-u dumny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.08, 23:19
            Szanowny Panie Tao-Szatański
            Napisał Pan, że czasem zastanawia się, po co piszę na tym forum. Faktycznie,
            mógłbym pójść w tym czasie z żoną na piwo do "Kuchni Śląskiej" w Dobrzeniu
            Wielkim (półtorej godziny marszu przez bezludny las). To bardzo przyjemne, a
            zwłaszcza powrót po ciemku, gdy szumi już w głowie i trzeba podśpiewywać w
            pobliżu każdej ambony, by myśliwy, któremu też szumi w głowie, nie pomylił nas z
            dzikiem. Napisałem już jednak, że mam poczucie, iż należy wyważać między
            przyjemnościami a służbą publiczną. Służba, wiadomo, nie drużba. Ale gdybym
            gonił tylko za przyjemnościami, to miałbym jakiś dyskomfort, więc w ramach
            służby publicznej udzielam się m.in. tu na forum.
            Ze swojego PAX-u, jak słusznie Pan pisze, nie muszę się tłumaczyć. Jestem z
            niego dumny i gotów jestem go bronić.
            Ponadto pozdrawiam jak najserdeczniej i życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenia.
            Piotr Badura
    • Gość: sm Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.08, 22:54
      To się chyba nazywa nieformalna wspólpraca. Teraz rozumiem skąd
      u Piotra B. biorą się takie poglądy:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=84065330&a=84630019
      Widać nie ma dymu bez ognia. Ciekawe czy Piotr B. zdobędzie się na odwagę by
      napisać wszystko o swojej działalnosci w tamtych czasach?
      • Gość: max Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.08, 23:33
        Józef Światło – o liderach PAXu: "Wszyscy oni bez wyjątku są agentami NKWD lub
        bezpieki, od których otrzymują instrukcje, pieniądze i pomoc techniczną"

        Śmiało panie Badura, odważnie i uczciwie, jako "postępowy katolik" złóżcie tu
        samokrytykę vel wyspowiadajcie się :]

        • Gość: sm Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.08, 09:55
          On juz się spowiadał... przed Plebanem...
    • Gość: I co z tą odwagą? Panie Piotrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 01:17
      • Gość: juhas Re: Panie Piotrze IP: *.punkt.pl 30.12.08, 07:33
        Nie rozumiem. To on walczył z komuną, czy nie ? Jak walczył, to czy
        on teraz kombatant ?
      • Gość: tentego Re: Panie Piotrze IP: 77.223.225.* 30.12.08, 16:42
        Trzeba było mieć odwagę żeby odmowic rozmów z esbekiem.
        Teraz trzeba miec odwage , żeby się przyznac do grzechów młodosći.
        Nie kręcić, nie mataczyć, nie bajdurzyć, tylko się uderzyć
        w piersi.Jak tam z pańską odwagą panie Piotrze?
        • Gość: niebywałe Re: Panie Piotrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 18:24
          wątek otworzył pan Piotr Badura. I o co mu chodziło? Czyżby
          brakowało mu kombatanckich zasług w walce z komuną i dlatego
          sam,niczym nie przymuszony,wspomina,jakże mało istotny,swój
          paxsowski epizod? A wyszło? No, panie Piotrze,co wyszło z kartotek
          SB?
          • Gość: Sergiusz Re: Panie Piotrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 23:31
            Uderz w stół a... otworzy się puszka z Pandorą :]
            pax vobiscum
            • Gość: juhas Re: Panie Piotrze IP: *.punkt.pl 03.01.09, 11:12
              No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w
              papierach ?
              • Gość: Collonna Re: Panie Piotrze IP: *.pool.einsundeins.de 03.01.09, 11:25
                Ciekwy jestem na wspominki kombatantow z SL i SD.
                Tam tez byli wspaniali ludzie.
                Nawet w PZPR byli!!!
              • Gość: sm Re: Panie Piotrze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.09, 11:44
                Raczej ma narąbane. O walce z komuną nic tam nie ma, tylko o próbach robienia
                kariery w PAX i braniu za to kasy (stypendia organizacyjne). Mozna za to
                przeczytac jak to młody Badura chętnie informował SB
                o wszytskim co wiedzial.
                Prawdziwy szok to sprawa KIK i to zadanie dla SB, z którego podobno sie wywiazal
                (tak przynajmniej napisano). Trudno się tym chlubić. Ale teraz pewnie
                przeczytamy, że to wszystko nieprawda, konfabulacje, ze esbecy pisali fikcję w
                dokumentach i tego typu bajki. Tak się zwykle bronią umoczeni goście w podobnej
                sytuacji. Kazdy do końca idzie w zaparte. Nawet jak go złapią za rękę to krzyczy
                że to nie jego ręka. Może nawet odezwie się sam Pleban (jeśli jeszcze żyje) i
                bedzie publicznie świadczył, że wszystko co pisał w papierach to nieprawda.
                Wcale bym sie nie zdziwił.
                Tak to zwykle wygląda.
                • Gość: Collonna Re: Panie Piotrze IP: *.pool.einsundeins.de 03.01.09, 12:32
                  Pan Piotr (wcale nie lotr) to ciekawy przypadek do psychologicznej analizy.To
                  tak jak otwarte stwierdzenie Wolfa Biermanna, ze on
                  tylko dlatego nie zostal IM(Inofiziele Mitarabeiter) w DDRowskiej
                  STASI, bo ci ludzie ktorzy go webowali byli za prymitywni.
                  Ideowo bylby gotowy.
                  Nurtuja mnie jeszcze te egzystencjonalne pytania-
                  Czy PAX byl w FJN? Czy Piotr Badura wiedzial kto ich(PAX i jego)
                  fnansuje?
                  • Gość: sm Re: Panie Piotrze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.09, 12:58
                    Odpowiedź na pierwsze pytanie można znaleźć tutaj:
                    www.zgapa.pl/zgapedia/Stowarzyszenie_%22Pax%22.html
                    Na drugie pytanie może odpowiedzieć tylko założyciel tego wątku.
                    • Gość: Collonna Re: Panie Piotrze IP: *.pool.einsundeins.de 03.01.09, 14:19
                      Moj ojciec kupowal niekiedy przed kosciolem "Za i Przeciw"
                      To bylo chyba tez od PAX-u? Ale na bezrybiu...
                      Ponoc oni sie kiedys sprzeciwili zapisowi w Konstytucji o
                      wiecznej przyjazni z Kacapami?Akurat tu nie mieli racji.
                      Bo to bylo racja polskiego stanu.
                      • Gość: sm Re: Panie Piotrze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.09, 14:32
                        Jedynym posłem , który się sprzeciwił temu zapisowi w Konstytucji
                        był Stanisław Stomma z katolickiego "Znaku".
                        www.kul.lublin.pl/art_11185.html
                        To środowisko miało na pieńku z PAXem. PAX był wtedy superlojalny. Ciekawe jaki
                        stosunek do zmian w Konstytucji miał wtedy pan Piotr? Popierał czy protestował?
                        • mx4 To już skandal 03.01.09, 23:53
                          Cały post niejakiego Piotra Badury z godziny 23.01 dnia 3 stycznia
                          2009 roku to obraza dla wszystkich opozycjonistów wobec tej jak to
                          ten człowiek nazywa "legalnej władzy" począwszy od roku 1944.
                          • Gość: sm Re: To już skandal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.09, 10:53
                            Też tak uważam. To naprawdę skandal. Takie peany na cześć SB głoszą tylko
                            najbardziej zapiekłe komuchy. Teraz widzimy jacy ludzie siedzieli w PAXie. Ładne
                            "katoliki"! Ciekawe czy pan Piotr zawsze miał takie poglądy i dlatego się
                            umoczył czy może ma takie poglądy bo jest umoczony i chce się usprawiedliwić? Z
                            takimi poglądami może nawet nie rozumie, że zrobił coś nagannego i powinien tego
                            żałować?
                            • mx4 Piotr Badura wpis na forum 5.01.2009 g.23.42 06.01.09, 07:25
                              No,no. Patrzcie jaki bohater z niego był
                              • Gość: gość Re: Piotr Badura wpis na forum 5.01.2009 g.23.42 IP: *.pools.arcor-ip.net 06.01.09, 12:58
                                www.niezalezna.pl/article/show/id/14186
                                Mniej więcej w tym samym czasie "nadredaktor" Michnik też
                                miał "rozmówki" z esbe. Wypadł chyba jeszcze gorzej, niż PB.
                                • mx4 Re: Piotr Badura wpis na forum 5.01.2009 g.23.42 06.01.09, 14:24
                                  Jakiś tam Michnik to do pięt naszemu genialnemu znawcy roczników
                                  statystycznych nie dorasta.
                                • Gość: Piotr Badura Proszę o precyzję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 20:50
                                  Szanowny Panie Gościu
                                  Napisanie "wypadł chyba jeszcze gorzej, niż PB" zawiera sugestię, że PB wypadł
                                  źle. Tymczasem ja uważam, że wypadłem super. Moim zdaniem lepiej się już nie
                                  dało. Jeśli Pan uważa, że dało się wypaść lepiej, to rad bym przeczytać, jakie
                                  według Pana miało być to lepsze wypadnięcie.
                                  Pozdrawiam serdecznie
                                  Piotr Badura
                                  • Gość: Piotr Badura Minął przeszło tydzień, a odpowiedzi brak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:20
                              • Gość: Piotr Badura Jaś nie wierzył w baboki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:19
                                Szanowny Panie MX4
                                Obok boiska, na którym dzieci z wioski grywały w piłkę, stała stara szopa.
                                Dzieci często opowiadały sobie o strasznych babokach, które mieszkają w tej
                                szopie i bały się nawet do niej zbliżyć.
                                Pewnego razu mocno kopnięta piłka poleciała prosto w okienko szopy i wpadła do
                                środka. Byłby koniec zabawy, gdyby nie Jaś, który podszedł do szopy, otworzył
                                drzwi, wszedł i za chwilę wrócił z piłką.
                                Dzieci były pełne podziwu dla Jasia, że on taki bohater. Jak gdyby nigdy nic
                                wszedł sobie do szopy z babokami i zabrał piłkę. Tymczasem Jaś nie był
                                bohaterem, tylko nie wierzył w żadne baboki.
                                Jeśli robi się z SB armię sadystycznych potworów, to potem prowadzona bez
                                strachu rozmowa z funkcjonariuszami SB urasta do rangi bohaterstwa. Tymczasem to
                                byli zazwyczaj zwykli funkcjonariusze, legalnej służby legalnego państwa,
                                których zadaniem było tego państwa bronić, a nie znęcać się nad jego obywatelami.
                                Ja nie widziałem w funkcjonariuszach SB sadystycznych potworów, więc się ich nie
                                bałem. Nie było to żadne bohaterstwo, ale zwykły rozsądek, którego niektórym
                                wyraźnie brakowało. Proponuję, by nie wymyślał Pan sobie potworów, których potem
                                Pan się tak strasznie boi.
                                Pozdrawiam serdecznie
                                Piotr Badura
                          • Gość: Piotr Badura Jest Pan uzurpatorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:27
                            Szanowny Panie MX4
                            Boi się Pan podpisać tu na forum własnym nazwiskiem. Nie jest więc Pan
                            opozycjonistą z czasów PRL, bo do bycia opozycjonistą nie trzeba było dużo
                            odwagi, ale trochę jednak tak. Pan nie ma jej wcale.
                            Nie słyszałem, by opozycjoniści z czasów PRL upoważniali Pana do reprezentowania
                            ich tu na forum (np. ja Pana nie upoważniałem). Zdziwiłbym się zresztą, gdyby
                            opozycjoniści wybrali sobie na swego rzecznika tchórza. Jest Pan zatem
                            zwyczajnym uzurpatorem. Trochę śmiesznym.
                            Pozdrawiam serdecznie
                            Piotr Badura
                    • Gość: Piotr Badura Finanse PAX - źle Pan odpowiedział panu Collonnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 18:52
                      Szanowny Panie SM
                      Pan Collonna w poście z 3 stycznia 2009 (godz. 12.32) pytał: "Czy Piotr Badura
                      wiedział, kto ich (PAX i jego) finansuje?". Pan zaraz na to sam odpowiedział,
                      dając odsyłacz do jakiejś strony internetowej, na której ktoś absolutnie
                      niekompetentny powypisywał głupoty. Potem ta sprawa mi uciekła i dopiero dziś
                      mogę wrócić do tematu.
                      PAX czerpał dochody z własnej działalności gospodarczej, bo od samego początku
                      jego założyciele wiedzieli, że bez niezależności finansowej nie ma niezależności
                      politycznej. Na działalność gospodarczą PAX-u składało się kilkadziesiąt
                      należących do niego zakładów przemysłowych, rozsianych po całej Polsce i po
                      wszystkich branżach. PAX był też właścicielem kilkudziesięciu sklepów. Miał też
                      swoją spółdzielnię mieszkaniową, swoje liceum, swoje wydawnictwo, miał liczne
                      ośrodki wypoczynkowe, a także gospodarstwa rolne. Nie jestem w stanie wymienić
                      precyzyjnie wszystkich składników majątku PAX, bo nigdy mnie to za bardzo nie
                      interesowało, a ponadto było tego mnóstwo.
                      Zakłady PAX-u funkcjonowały pod różnymi firmami. Najbardziej znane to INCO
                      (głównie przemysł) i Veritas (księgarnie, sprzedające też dewocjonalia). Ze
                      znanych powszechnie produktów PAX-owskich firm wymienić można np. płyn do
                      zmywania naczyń "Ludwik" czy pastę do butów "Buwi". Więcej informacji można
                      znaleźć np. pod adresami:
                      www.inco-veritas.com.pl/
                      kolorowe.celia.pl/omarce.php
                      www.odyssei.com/pl/travel-tips/17159.html
                      www.mati.com.pl/pinkwart/album/Nostalgia/Halin/halin-txt.htm
                      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,1695232.html
                      www.pax.com.pl/index2.htm
                      Myślę, że wielu forumowiczów mogłoby zainteresować, jak powstało tak ogromne
                      gospodarcze imperium. Ja nie jestem wprawdzie znawcą tej problematyki, ale
                      jednak wiem więcej, niż przeciętny forumowicz.
                      PAX zbudował to imperium na głupocie partii. Gdy w latach krótko powojennych
                      postanowiono w PRL znacjonalizować niemal wszystko, to pewną formą ratunku dla
                      właścicieli przewidzianych do nacjonalizacji firm mogło być wyprowadzenie z nich
                      majątku w postaci gotówki i pozostawienie firmy z długami przerastającymi jej
                      wartość. Wtedy przy nacjonalizacji państwo stawałby się "dobrym wujkiem", który
                      spłaca długi. Aby tak nie było, przepisy o nacjonalizacji przewidywały, że
                      nacjonalizacją są objęte wyłącznie aktywa, a pasywa zatrzymuje sobie dawny
                      właściciel. Miało więc być tak, że państwo bierze firmę bez odszkodowania, a
                      właściciel latami spłaca jej długi. Było to bardzo krzywdzące dla tych, którzy
                      mieli długi nie z powodu wyprowadzenia majątku, ale z powodów np. losowych.
                      Specjaliści PAX-u od gospodarki wyszukiwali dobrze rokujące firmy, które
                      chwilowo były zadłużone. Proponowali ich właścicielom ugodę. Mieli oni przekazać
                      swą firmę PAX-owi, który przejmował ją wraz z długami. Ponadto PAX zwykle
                      gwarantował dotychczasowemu właścicielowi stanowisko dyrektora naczelnego
                      zakładu (w znacjonalizowanych przychodził zwykle dyrektor z partyjnego nadania).
                      Propozycja PAX-u wobec nieuchronnej nacjonalizacji, to było niebo a ziemia.
                      Zakłady należące do PAX-u nie podlegały już nacjonalizacji, ponieważ firmy,
                      których właścicielem były organizacje społeczne prawo uważało za sektor
                      uspołeczniony. W ten oto sposób do PAX-u trafiło wiele dobrych firm wraz ze
                      świetnymi fachowcami.
                      Druga rzecz, którą wygrywał PAX, to durnowaty stosunek partii do AK. PAX
                      konsekwentnie trzymał się zasady, że możemy dyskutować o tym, czy program
                      polityczny obozu londyńskiego był słuszny, czy niesłuszny, ale bohaterstwo
                      żołnierzy AK żadnej dyskusji nie podlega. Tymczasem partia skłaniała się wtedy
                      raczej ku widzeniu w AK "zaplutego karła". To powodowało, że dawni AK-owcy z
                      trudem znajdowali jakąkolwiek życiową przystań. W środowisku PAX-owskim było
                      wprost przeciwnie. W PAX-owskich firmach zatrudniano ich bardzo chętnie. A
                      przecież to byli często wysoko wykwalifikowani fachowcy. PAX nawet zorientował
                      na sprawy AK-owskie jedno ze swych pism - tygodnik "WTK". Trudno się w tej
                      sytuacji dziwić, że PAX-owskie firmy prężnie się rozwijały, podczas gdy wiele
                      państwowych firm, z kadrą dobraną nieraz w myśl zasady "nie matura, lecz chęć
                      szczera", miało problemy.
                      Imperium gospodarcze PAX-u było ogromne i zapewniało bardzo wysokie dochody,
                      mimo że zakłady PAX-u były opodatkowane najwyższymi prawnie dopuszczalnymi
                      podatkami (specjalnie dostosowano prawo tak, by te uspołecznione przecież
                      zakłady w zakresie podatkowym traktowane były jak prywatne).
                      Model wymyślony przez PAX został potem skopiowany przez inne organizacje, ale
                      już z dużo mniejszym sukcesem. Środowisko "Więzi" utworzyło przedsiębiorstwo
                      "Libella":
                      www.sap.com/poland/company/press/archive/2_2002/4/libellaitelligence/index.epx
                      www.libella.com.pl/2
                      środowisko Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego utworzyło firmę "Ars
                      Christiana":
                      portalwiedzy.onet.pl/79172,,,,chrzescijanskie_stowarzyszenie_spoleczne,haslo.html
                      www.arschristiana.com.pl/page1.php
                      Wspomnieć też należy o firmie "Polkat":
                      pl.wikipedia.org/wiki/Polkat_Holding
                      Kogo ta tematyka interesuje, ten sobie za pomocą podanych linków znajdzie dużo
                      więcej. Mam nadzieję, że moja odpowiedź zadowoli pana Collonnę.
                      Pozdrawiam serdecznie
                      Piotr Badura
              • Gość: Piotr Badura Nie doczeka się Pan odpowiedzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:32
                Szanowny Panie Juhasie
                Domyślam się, że oczekuje Pan odpowiedzi od pana Bereszyńskiego. Obawiam się, że
                się jej Pan nie doczeka.
                Pozdrawiam serdecznie
                Piotr Badura
                • z.bereszynski proszę nie zasłaniać się moją osobą 06.01.09, 22:01
                  Szanowny Panie Badura,

                  Tylko jedna osoba byłaby w stanie odpowiedzieć Juhasowi, czy Piotr
                  Badura uważał się za politycznego przeciwnika komuny i czy stawiał
                  sobie za cel walkę z komuną. Tą osobą jest oczywiście Pan, a ja nie
                  chciałbym wypowiadać się za Pana, w związku z czym bardzo proszę nie
                  zasłaniać się moją osobą.

                  Ze swej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ani w znanych mi
                  dokumentach IPN, ani nie nawet w Pańskich wypowiedziach na tym forum
                  nie dopatrzyłem się niczego, co uprawniałoby mnie do
                  zakwalifikowania Pana jako faktycznego przeciwnika politycznego
                  komuny. Przeciwko takiej kwalifikacji przemawia w szczególności
                  Pański pozytywny stosunek do SB, wyrażający się w upartym nazywaniu
                  tej formacji legalną służbą legalnego państwa (z czym ja się
                  absolutnie nie zgadzam).

                  Dla mnie pozytywny stosunek do SB i opozycja wobec komuny wykluczają
                  się nawzajem. Nie wykluczam jednak, że mimo takiej postawy uważał
                  się Pan za przeciwnika komuny. Historia zna nie takie paradoksy. Nie
                  każdy jest logiczny i konsekwentny w swoich poglądach i działaniach.
                  Świat jest pełen dziwaków, którym wydaje się, że można godzić ogień
                  z wodą itp.

                  Z powyższych względów pozostawiam Panu składanie deklaracji w
                  sprawie Pańskiego stosunku do komuny.

                  Pozdrawiam

                  Zbigniew Bereszyński
                • mx4 Nie oczekuję odpowiedzi 06.01.09, 22:14
                  "Tymczasem to
                  byli zazwyczaj zwykli funkcjonariusze, legalnej służby legalnego
                  państwa,
                  których zadaniem było tego państwa bronić, a nie znęcać się nad jego
                  obywatelami."

                  Taaaak. I dalej tak sobie Badura tłumaczcie.
                  Jeżeli nie chcecie Badura dopuścić do swojej swiadomości, że
                  zalegalizowanie tego państwa i funkcjonariuszy bezpieki opierało się
                  na generale Sierowie, fałszerstwach wyborczych i wytępieniu
                  fizycznym opozycji to trudno.



                  • Gość: cannabis Re: Nie oczekuję odpowiedzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 22:31

                    mx4 - zgadzam się z Tobą. Takie tłumaczenie (skądinąd inteligentnego człowieka)
                    deprecjonuje go całkowicie.
                    No i mamy kolejną wpadkę 2009 roku. Wpadkę i wtopę okrutną zaliczył Pan Łotr
                    Badura. Sam się o to prosił zakładając ten wątek.
                    Pan Zbigniew Bereszyński umieścił na forum mordercze fakty świadczące przeciwko
                    Panu Badurze. Jestem za Panem Zbigniewem Bereszyńskim i podziwiam, Go za to, ze
                    ma odwagę obnażać wszystkich tych, którzy działali na szkodę Polski i Polaków.
                    • schuruburu Re: Nie oczekuję odpowiedzi 06.01.09, 22:36
                      Oj to bolało
                      • Gość: gość Szanowny Panie Piotrze... IP: *.pools.arcor-ip.net 07.01.09, 02:43
                        Szanowny Panie Piotrze,
                        nie za każdym razem się podpisuję, zwłaszcza pod krótkimi tekstami.
                        To zwykłe lenistwo. Myślałem, że czytając posty zwraca Pan uwagę na
                        IP autorów postów. Osobiście wolę pisać niby „anonimowo” ale
                        z „demaskującym” mnie wyświetlonym IP, niż – jak robią to niektórzy –
                        pisać pod wieloma różnymi loginami z utajnionym IP. Czego już na
                        własnej skórze doświadczyłem.
                        Zanim odpowiem, dlaczego napisałem, że Michnik wypadł chyba jeszcze
                        gorzej niż Pan pozwolę sobie na kilka uwag ogólnych, choć związanych
                        z tematem.
                        Nie jest prawdą, że PRL była państwem legalnym. Umowy Wielkiej
                        Trójki gwarantowały Polsce system demokratyczny i wolne,
                        nieskrępowane wybory do przyszłych władz. Terror przedwyborczy z
                        mordami politycznymi na działaczach partii konkurencyjnych wobec
                        PPR, a na koniec zafałszowanie wyników wyborów było złamaniem
                        wcześniejszych umów. Jedynie niechęć zachodnich aliantów do
                        konfliktu czy wręcz wybuchu wojny ze Stalinem sprawiła, że Zachód,
                        dla świętego spokoju, nielegalne władze PRL zaakceptował jako
                        władze„legalne”. A powołaną przez nie PRL jako „legalne” państwo.
                        Wobec powyższego można stwierdzić, że SB była „legalną” instytucją
                        nielegalnego państwa.
                        W Pańskich wypowiedziach wielokrotnie wyczytałem, że – Pańskim
                        zdaniem - dokąd SB nie łamała prawa, jakiekolwiek kontakty z nią
                        były w porządku i bez zastrzeżeń. Nawet kontakty agenturalne.
                        Panie Piotrze. PRL-owska konstytucja gwarantowała m.in. wolność
                        słowa i wyznania, wolność zgromadzeń, zrzeszeń i stowarzyszeń.
                        Jeśliby SB przestrzegała konstytucyjnego prawa PRL, to powinna stać
                        na straży tychże swobód obywatelskich. W rzeczywistości zadaniem SB
                        było pozbawianie społeczeństwa gwarantowanych jemu konstytucją PRL
                        praw. Sam Pan o tym pisał, że przełapywano Pańską korenspondencję.
                        Sam Pan wie o tym, że SB robiła co mogła, aby uniemożliwić powstanie
                        Pańskiego kółka dyskusyjnego (TH).
                        Same nawet wezwania na t.zw. „rozmowy” na SB były z punktu widzenia
                        ówczesnego Kodeksu Postępowania Karnego niezgodne z obowiązującym w
                        PRL prawem.
                        Jednym słowem, SB na codzień łamała prawo.
                        Wówczas być może nie dostrzegał Pan wyraźnie tych faktów, ale
                        upieranie się dzisiaj o „legalność” PRL jest śmieszne. A tym
                        bardziej stwierdzenia, że dokąd SB nie łamała prawa...itd – w
                        sytuacji gdy łamanie prawa było najbardziej elementarną formą
                        działania, wręcz „statutowym” obowiązkiem SB.
                        A teraz o Panu i o „nadredaktorze” Michniku.
                        No cóż... Michnik, gdy prowadził z SB opisane w artykule rozmowy
                        www.niezalezna.pl/article/show/id/14186
                        był już doświadczonym opozycjonistą. Miał wcześniej wielokrotnie do
                        czynienia z SB. Wiedział co to za „firma” i jakie są jej zadania w
                        PRL. A jednak wdawał się z SB w towarzyskie pogawędki z wzajemnymi
                        komplementami.
                        Pan w tamym czasie (i do dzisiaj zresztą) akceptował SB jako legalną
                        instytucję, a wcześniej nie miał Pan z SB żadnych doświadczeń. Mimo
                        wszystko podpisanie zobowiązania, że o rozmowie nie powiadomi Pan
                        osób, o których Pan z SB-kami rozmawiał, to trochę za dużo. Tym
                        bardziej, że – sam Pan to przyznał – wiedział Pan, a przynajmniej
                        domyślał się Pan przechwycenia przez SB listu do Pana. Tak więc
                        wiedział Pan o nieuczciwych metodach postępowania SB. Z tego powodu
                        było Pana obowiązkiem powiadomić o rozmowie kolegów. Mógłby Pan
                        także domagać się zwrotu listu od kolegi, przechwyconego przez SB.
                        No bo jeśli SB stoi na straży prawa i porządku, to dlaczego
                        przechwytuje Pańską korenspondencję. Powinien Pan także odmówić
                        kolejnych „rozmówek”, a nie bez zastrzeżeń brać w nich udział.
                        Chodzić na spotkania z ludźmi, którzy łamią prawo kradnąc moją
                        korenspondencję i uważać to za normalne, to dla mnie za trudne do
                        zrozumienia.
                        Pozwolę sobie na koniec na jeszcze jedno porównanie Pana
                        z „nadredaktorem” Michnikiem.
                        Pan, mimo osobistych doświadczeń i zapewne dużej wiedzy
                        historycznej, wbrew tejże wiedzy, nadal nazywa PRL legalnym
                        państwem, a SB legalną, strzegącą prawa instytucją. Kontakty z
                        bezpieką Pana nie rażą. No cóż...Przynajmniej jest Pan konsekwentny.
                        „Nadredaktor” A. Michnik kilkakrotnie zwracał się z apelem o
                        abolicję wobec sprawców stanu wojennego. Konkretnie chodziło o
                        Jaruzelskiego i Kiszczaka. Jeśli zwraca się on z apelem o abolicję,
                        to znaczy, że wie, iż tamci popełnili jakieś przestępstwo
                        (zbrodnię), czy też są czemuś tam winni. No bo wobec niewinnych nie
                        ma potrzeby apelować o abolicję. Nie przeszkodziło to jednak
                        Michnikowi nazwać obu generałów „ludźmi honoru”. Skoro jednak na
                        apel o abolicję nie było odzewu, abolicji nie uchwalono, to znaczy,
                        że tamci nadal są przestępcami (zbrodniarzami). A czy przestępców
                        (zbrodniarzy) można nazwać „ludźmi honoru”?
                        Wygląda na to, że „nadredaktorowi” wszystko się poplątało.
                        Pozdrawiam serdecznie.
                        Jędrek

                        PS. Stwierdził Pan, że pierwsza rozmowa z SB-kiem Plebanem miała
                        miejsce w akademiku. Pański główny adwersarz w tym wątku zacytował
                        dokument stwierdzający, że rozmowa miała miejsce w KW MO. Skąd taka
                        rozbieżność?
                        • mx4 Re: Szanowny Panie Piotrze... 07.01.09, 13:40

                          "Gość: Piotr Badura 06.01.09, 21:27 Odpowiedz Szanowny Panie MX4
                          Boi się Pan podpisać tu na forum własnym nazwiskiem. Nie jest więc
                          Pan
                          opozycjonistą z czasów PRL, bo do bycia opozycjonistą nie trzeba
                          było dużo
                          odwagi, ale trochę jednak tak. Pan nie ma jej wcale.
                          Nie słyszałem, by opozycjoniści z czasów PRL upoważniali Pana do
                          reprezentowania
                          ich tu na forum (np. ja Pana nie upoważniałem). Zdziwiłbym się
                          zresztą, gdyby
                          opozycjoniści wybrali sobie na swego rzecznika tchórza. Jest Pan
                          zatem
                          zwyczajnym uzurpatorem. Trochę śmiesznym.
                          Pozdrawiam serdecznie
                          Piotr Badura "

                          Z powyższego postu wynika jednoznacznie, że uweażacie mnie Badura za
                          tchórza gdyż na forum nie występuję pod swoim prawdziwym imieniem i
                          nazwiskiem.
                          Jak śmie pisać tak o kimś ktoś kto dobrowolnie i niemal z
                          uwielbieniem dla esbeków i systemu opowiadał i opisywał wszystko o
                          swoich kolegach, po czym podpisał zobowiązanie o zachowaniu
                          tajemnicy i zachował je wobec tych swoich kolegów wzywanych do
                          esbecji właśnie na podstawie informacji jakich owym funkcjonariuszom
                          ten typ udzielił ?
                          Ty bezczelny typie. Wara ode mnie, bo nie ręczę za siebie przy
                          spotkaniu na ulicy.
                          • Gość: behemot Nie kopcie Badury.... IP: 77.252.18.* 07.01.09, 16:04
                            Ależ się smakowity wącior rozwinął...

                            Zawsze łatwiej mi przychodziło zrozumieć, wybaczyć, rozgrzeszyć
                            ludzi, którzy głęboko wierzyli w to co robią, przekonani o
                            słuszności wybranej drogi, nawet młodzieńczą naiwnoscią. Piotrek
                            jako legalista i uczciwy obywatel wybrał legalną drogę działania,
                            jaką proponowało wasalne państwo. Chciał działać, budować,
                            reformować, mieć wpływ na otaczającą go rzeczywistość. Czy to coś
                            złego, zwłaszcza jak owo państwo uznaje się i akceptuje, jak
                            uznawało je ileś tam państw w ONZ? W zgodzie ze swoim sumieniem i
                            wiarą wybrał legalny i oficjalny PAX, w którego strukturach widział
                            miejsce dla siebie. Naładowany energią, podobnie jak jego siostra
                            Zosia znakomita harcerka, niczym młody romantyk przekonany o
                            słuszności swego wyboru, rzucił się w akademickim wielkim Wrocławiu
                            w budowę struktur ukochanej legalnej organizacji na uniwersytecie. A
                            była to pierwsza połowa lat siedemdziesiątych, w której Gierek
                            budował "demokratyczny socjalizm", a wśród budowniczych było też
                            miejsce dla katolików akceptujących zasady proponowane przez partię.
                            Pracował w strukturach PAX-u, za co pobierał stypendium, co było nie
                            bez znaczenia dla studenckiej kieszeni i rodziny mającej dwójkę
                            dzieci na studiach. No w końcu nie był aktywistą ZMS, PZPR, ORMO,
                            czy innych czerwonych przybudówek. On uwierzył Gierkowi, że
                            katolicy, czy ludzie o innym niż marksistowski światopoglądzie mają
                            swoje miejsce i prawa do działania, zmieniania posad świata,
                            zakładania legalnych rejestrowanych przez państwo organizacji.
                            Gdybyż wtedy ktoś mu powiedział, że PAX to swoisty wentyl
                            bezpieczeństwa, skanalizowanie sił nie popierających
                            socjalistycznego ustroju, swoista fasada, a on zechciał w to
                            uwierzyć, może gdzie indziej skierowałby swoją energię, tylko gdzie?
                            Lojalny obywatel, zrzeszony w legalnej organizacji,próbujący założyć
                            nową legalną organizację, jak może odmówić, gdy państwo poprzez
                            swoje organy pyta się obywatela o jego zdanie na interesujące
                            państwo tematy? No gdyby nie pogadał z państwem poprzez nomen omen
                            Plebana toż by dopiero rzucił cień na swoją osobę. Cień cieniem, ale
                            odmowa gadania z państwem mogła się skończyć wywaleniem ze studiów i
                            brakiem możliwości ich ukończenia, wyrzuceniem ze studiów Zosi,
                            ciosem dla całej rodziny.Nawet PAX by nie pomógł. Tylko czy Piotrek
                            miał tego świadomość, czy jako gorliwy neofita wierzył, że tak
                            trzeba? To wie tylko on, a z jego postów wynika, że tak było
                            trzeba.Bo kto chciał widziec oprawców krwawych w chłopcach z SB ten
                            widział, a kto widział w nich urzędników państwa ten widział i
                            rozmawiał. Znakomitą i prawdziwą charakterystykę Piotrka podał
                            Pleban, ambitny, inteligentny, o cechach przywódczych młody
                            człowiek. Dobrze go mieć po swojej stronie, może za cenę jego
                            ambicji. Chętnie i szczerze się wypowiadający, jak na lojalnego
                            obywatela przystało. Zapomniał dodać, że uczciwy, bo Piotrek
                            naprawdę jest uczciwy. Ta obywatelska rozmowa z państwem wynikająca
                            z naiwnej wiary, ze z państwem trzeba rozmawiać, gdy państwo pyta,
                            zostawiła na nim piętno współpracy z SB, które odezwało się, gdy
                            rownie szczerze jak do PAX-u, przystapił do Solidarności. Z PAX-u
                            poszedł na polityczną emeryturę za niejasne kontakty z organami
                            władzy, a wiele lat póżniej bedąc bardziej doswiadczonym życiowo,
                            ten sam fakt wykluczył go z Solidarnosci. Jego głęboka wiara w to co
                            robił i robi towarzyszy mu do dzisiaj. Bereszyński przedstawił pewne
                            fakty, ufam że prawdziwe, nie z chęci dokopania i obrzucenia gównem
                            Piotrka. Powstał w ten sposób pełniejszy obraz postaci publicznej -
                            Piotra Badury, często wypowiadającego się na forum.
                            • Gość: audibank Re: Nie kopcie Badury.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 17:44
                              Znając Badurę należy wątpić w jego honor i nie łudzić się tym, że
                              facet podwinie ogon i wreszcie zniknie w kotłowni, przeciwnie:
                              będzie obrzucał teraz łajnem wszystkich ze zdwojoną energią. Skończy
                              jak Kozera: persona non grata.
                            • Gość: Piotr Badura Lezie Pan w bagno, Panie Behemocie (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 21:32
                              Szanowny Panie Behemocie
                              Bardzo mnie Pan rozczarowuje. Materiały z moich akt, które pan Bereszyński tu na
                              forum umieścił, są w większości konfabulacjami EP. Są one wybrane w sposób
                              stronniczy i zestawione tak, by wprowadzały w błąd. To jest metoda dobra w
                              stosunku do różnych osiołków, których tu na forum pod dostatkiem. Pana miałem za
                              inteligentnego ponad średnią, więc oczekiwałem, że Pan sam, bez mojej pomocy,
                              między wierszami tych esbeckich materiałów wyczyta sobie prawdę. No i się zawiodłem.
                              Tylko ze względu na Pana piszę więc tu (miałem napisać gdzie indziej) jak się
                              sprawy miały, wedle mojej pamięci (po 36 latach).
                              Miałem we Wrocławiu trzy spotkania z SB. Nie pamiętam żadnego innego i nie
                              wydaje mi się, by był to zanik pamięci, gdyż po drugim moim spotkaniu nie miało
                              już prawa być trzeciego. Ku mojemu zaskoczeniu, po długiej przerwie od tego
                              drugiego spotkania, zatelefonował do mnie EP i wprost prosił o prywatną rozmowę.
                              Zgodziłem się. O nic mnie nie pytał, tylko poużalał się nad swym losem. Było to
                              dla mnie podejrzane, ale nie rozgryzłem wyedy tego. Dopiero z materiałów
                              opublikowanych przez pana Bereszyńskiego zorientowałem się, po co była to
                              trzecie, absurdalne spotkanie.

                              1) Pierwszy mój kontakt z SB to było przesłuchanie z 20 stycznia 1973.
                              Przesłuchanie było klęską SB. Zachowywali się bardzo mile, do tego stopnia, że
                              przeprosili mnie za wyciągnięcie z łóżka (kierowniczka akademika musiała o tym
                              powiedzieć EP, gdy czekał on na mnie w jej gabinecie). W poczuciu winy, że nie
                              zjadłem przez nich śniadania, zaproponowali, bym zjadł u nich w kantynie.
                              Zrobili przerwę w przesłuchaniu i EP udał się ze mną do kantyny. Podano żeberka
                              w kapuście. Były świetne. Zwracam uwagę na takie nieistotne szczegóły, by
                              pokazać, że oni się naprawdę starali. A co uzyskali? Twardą odmowę jakiejkolwiek
                              współpracy w przyszłości, tylko z powodów kurtuazyjnych ukrytą pod deklaracją,
                              mówiąc ich słowami: "w przypadkach naprawdę szkodliwej działalności politycznej
                              może nam udzielić pomocy w postaci określonych informacji, z zachowaniem
                              dyskrecji". Moja rzeczywista deklaracja brzmiała inaczej, ale przecież nawet to,
                              co EP napisał jest absurdem.
                              Abym uznał jakąś działalność za szkodliwą, musiałaby ona być nielegalna, a co za
                              tym idzie przestępcza. Żeby była "naprawdę szkodliwa" musiałaby być zbrodnią.
                              Otóż dowiedziawszy się o popełnionej zbrodni miałbym ustawowy obowiązek
                              zgłoszenia tego władzom pod groźbą kary. Na co komu deklaracja, że ewentualnie
                              zrobię coś, co pod groźbą kary nakazuje mi zrobić ustawa. Przecież nie
                              zastosowanie się do takiej deklaracji nie pociąga żadnych skutków prawnych.
                              Skutki wynikały z ustawy, która mnie obowiązywała bez żadnych deklaracji.
                              Po co zatem EP w ogóle o tym pisał? A co miał napisać? Gdyby chciał pisać
                              prawdę, to musiałoby być tak: Ściągnęliśmy Badurę na przesłuchanie. Panisko
                              rozparło się wygodnie i walnęło wykład na temat hilozoizmu, z którego nie
                              zrozumieliśmy nic. Wszyscy inni, którzy wcześniej słuchali tego wykładu,
                              dostawali przynajmniej kawę i ciastka, a czasem też kanapki z deficytową szynką.
                              Tymczasem my słuchaliśmy za frajer, a gdy chcieliśmy, by ludzkim językiem
                              zostawił nam skrót tego wykładu na piśmie, to musieliśmy najpierw przeprosić go
                              za zbyt wczesne wyrywanie z łóżka rano i jeszcze trzeba go było na nasz koszt
                              nakarmić w naszej kantynie żeberkami, bo mówił, że bez śniadania nie ma siły
                              pisać. Wszelkiej współpracy kategorycznie odmówił. Powiedział, że jedyne
                              informacje, których nam może zawsze udzielić, to informacje o TH. W każdej
                              chwili jest gotów nawet do całej prelekcji na temat TH. Zwrócił nam przy tym
                              uwagę, że nasi informatorzy kiepsko nas informują o TH, bo nic z tego nie
                              rozumieją i z pewnością korzystniej dla nas byłoby dowiadywać się o TH we
                              właściwym źródle, tj, od władz TH, na ten czas od niego, jako prezesa "TH w
                              organizacji". Przyjęliśmy to z wdzięcznością, ale nadal próbowaliśmy skłonić go
                              do udzielania też innych informacji. Po długim naleganiu z najwyższym trudem
                              udało nam się tylko wydobyć od niego ustne zapewnienie, że jeśli dowie się o
                              jakimś poważnym przestępstwie i uzna, że jego inteligencja nie wystarczy, a na
                              dodatek dojdzie do wniosku, że nasza inteligencja wystarczy, to nas wezwie i
                              przydzieli nam zadania. Miał przy tym ironiczno-wyzywający uśmiech, z czego
                              wnosimy, że coś w tym zapewnieniu było nie tak, ale nie rozumiemy co. Na koniec
                              zgodził się podpisać zobowiązanie, że tę jedną rozmowę zachowa dla dobra
                              publicznego w tajemnicy, kazał nam jednakże oświadczyć, że w zamian za to
                              zobowiązujemy się, iż żadnego z członków TH nie będziemy już w żaden sposób
                              nękać, co też zgodnie oświadczyliśmy.
                              Pan Bereszyński uważa, że esbecy nie mieli powodu, by kłamać w wytwarzanych
                              przez siebie dokumentach. Ja mam odmienne zdanie. Gdyby EP napisał prawdę o
                              przesłuchaniu mnie, to rozniosłoby się to na całą SB i wszyscy ryczeliby ze
                              śmiechu. EP, wedle mojej wiedzy, nie miał wysokich notowań u zwierzchników.
                              Trudno było się spodziewać, że do reszty się (a także dwóch kolegów, w tym
                              bezpośredniego przełożonego) pogrąży pisaniem prawdy.

                              2) Natychmiast po przesłuchaniu miałem spotkanie z grupą wrocławską, a nazajutrz
                              z grupą warszawską. Zgodnie ze złożoną deklaracją nikogo nie informowałem o
                              przesłuchaniu. Gdy byłem następnym razem w Warszawie (nie pamiętam kiedy to
                              było, ale pewnie miesiąc dwa później) wówczas Sergiusz na dzień dobry
                              poinformował mnie, że był przesłuchany przez SB. Uznałem, że skoro SB złamała
                              umowę, to nie ma już prawa oczekiwać ode mnie jej przestrzegania. Natychmiast
                              więc poinformowałem wszystkich z grupy warszawskiej, że byłem wcześniej
                              przesłuchiwany, ale powstrzymałem się z informowaniem ich o tym, gdyż w zamian
                              SB zadeklarowała, że nikogo już nie będzie nękać. Złamała tę umowę, więc ja mogę
                              ich teraz już w pełni o wszystkim poinformować. Przyjęli to ze zrozumieniem i
                              kontynuowaliśmy spotkanie.
                              Po powrocie do Wrocławia przekazałem informację o przesłuchaniu członkom grupy
                              wrocławskiej. Zaraz potem umówiłem się na rozmowę z szefem Oddziału
                              Wojewódzkiego PAX, Stanisławem K. Opisałem mu pokrótce całą historię i zapytałem
                              o opinię w sprawie tego, jak jego zdaniem należałoby teraz postępować wobec SB.
                              Powiedział mi, że on uważa, iż gdy będą mnie wzywać na jakieś spotkania, to
                              raczej powinienem pójść. Jeśli mnie będą o coś pytać, to mam prawo nic nie
                              wiedzieć. Moim prawem jest nie znać odpowiedzi na żadne ich pytanie. Byłoby
                              jednak wskazane, bym zapamiętywał, o co pytają i po każdej rozmowie z SB
                              przekazał mu tę informację. Wziąłem pod uwagę opinię Stanisława K., bo wydawała
                              mi się rozsądna.
                              Gdy EP zaproponował kolejne spotkanie, poszedłem na nie. Poinformowałem go, że
                              wobec złamania przez SB zawartej ze mną dżentelmeńskiej umowy moja deklaracja o
                              zachowaniu w tajemnicy informacji o przesłuchaniu przestała mnie obowiązywać i
                              ujawniłem wszystkim tę sprawę. Nadto w przyszłości żadna nasza rozmowa nie
                              będzie tajna, a wprost przeciwnie.
                              W tej sytuacji EP nie mógł mnie nawet zapytać o KIK, o Maciejówkę, o Romka Sz.
                              itd., bo nie dość, że okazałoby się, że ja nic nie wiem, to jeszcze pierwsze, co
                              bym zrobił, to poinformował tych, o których pytano, że o nich pytano (to była
                              taka moja modyfikacja propozycji Stanisława K.). W tej sytuacji nie zdziwiło
                              mnie, że EP już o nic mnie nie pytał i nie chciał już więcej się ze mną spotykać.
                              Nie wiem, czy skutkiem tej rozmowy był atak wścieklizny, który dotknął
                              warszawską SB. Uderzyli oni w rodziców Sergiusza, strasząc ich chyba
                              konsekwencjami, jakie mogą dotknąć ich i ich syna z powodu zadawania się ze mną.
                              Dowiedziałem się o tym, gdy pojechałem na kolejne spotkanie z grupą warszawską.
                              Z dworca zadzwoniłem do Sergiusza. Odebrała, jak zwykle, jego mama. Powiedziała,
                              że nie może zabronić Sergiuszowi spotykać się ze mną, ale prosi bardzo, by te
                              spotkania nie miały miejsca w jej domu, bo nie chce być potem nachodzona przez
                              SB. (Dalej w następnym poście)
                            • Gość: Piotr Badura Lezie Pan w bagno, Panie Behemocie (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 22:12
                              Gdy przekazała słuchawkę Sergiuszowi umówiliśmy się na spotkanie w innym miejscu
                              (nie jestem pewien, ale chyba w mieszkaniu Stefana, z którego potem poszliśmy na
                              miasto).
                              Po powrocie do Wrocławia przemyślałem całą sytuację. Uznałem, że SB może w różny
                              sposób uderzać w członków TH i ich rodziny. Nie chciałem brać za to
                              odpowiedzialności. Zwołałem zebranie TH i wyjaśniłem wszystkim, że nie warto
                              tego dalej ciągnąć wobec takiego działania SB. Zaproponowałem, by gremialnie
                              wystąpili z TH. Zaakceptowali moją propozycję. Rozdałem kartki i każdy z nich
                              napisał do mnie prośbę o skreślenie z listy członków TH. Skreśliłem wszystkich i
                              TH stało się stowarzyszeniem jednoosobowym i w sensie prawnym nadal takim jest,
                              bo nikt mnie oficjalnie nie zawiadomił o jego rozwiązaniu z mocy ustawy. Może
                              przyjmę kiedyś jakichś dwóch członków i już nie będzie można go rozwiązać
                              (wymaganych jest trzech członków).

                              3. Po długiej przerwie zadzwonił nagle do mnie EP nalegając bardzo na prywatną
                              rozmowę. Chciał, żeby spotkać się z nim w hotelu "Savoy" przy placu Kościuszki,
                              gdzie mieszkał. Miał tam pokój jako mieszkanie służbowe. Odnosiłem wrażenie, że
                              cały ten hotel jest w gestii resortu spraw wewnętrznych. Spotkałem się z EP. O
                              nic nie pytał. Użalał się nad swym losem i złym potraktowaniem przez
                              przełożonych. Poinformował mnie, że nie będzie się już więcej ze mną
                              kontaktował. Byłem tą rozmową zdziwiony. Na sentymenty mu się zebrało?
                              Dopiero materiały opublikowane przez pana Bereszyńskiego rzuciły nowe światło na
                              tę sprawę. Wcześniej nie wiedziałem, że EP cały czas fabrykował sprawozdania z
                              rozmów, jakie rzekomo ze mną prowadził. Być może było tak, że EP robił to za
                              wiedzą swego bezpośredniego przełożonego, bo nie chcieli przyznawać się
                              zwierzchnikom do spektakularnej klęski. Ale nie przewidzieli katastrofy. Okazało
                              się, że EP ma być niedługo odsunięty od "mojej sprawy" i przejmie to kto inny.
                              EP zdał sobie sprawę, że fakt tworzenia przez niego fikcji wyjdzie teraz na jaw,
                              a nie mógł liczyć na to, że nowy funkcjonariusz będzie go ochraniać, kontynuując
                              lipę. Musiał więc w ekspresowym tempie zlikwidować "moją sprawę", by trafiła ona
                              do spraw zamkniętych i nikt oszustwa nie wykrył. Dlatego pewnie zależało mu na
                              spotkaniu w "Savoyu", bo tam, o ile mnie pamięć nie zawodzi, rejestrowano w
                              specjalnej księdze wchodzących. Gdyby ktoś odkurzył teczkę "mojej sprawy", to EP
                              twierdziłby, że do końca był ze mną w kontakcie, a na dowód niech służy księga
                              wejść do "Savoyu" gdzie odnotowano przecież fakt, iż tuż przed zamknięciem
                              "mojej sprawy" EP jeszcze się ze mną spotkał. Dlatego zależało mi, by pan
                              Bereszyński ujawnił, jak uzasadniono zamknięcie "mojej sprawy", bo przecież EP
                              musiał to pisemnie uzasadnić, a jego przełożony zatwierdzić. Pan Bereszyński
                              zapiera się jednak, że nie ujawni tego uzasadnienia. Szkoda. Myślę, że to
                              uzasadnienie ma jakiś związek ze zdaniem, którym w początku 1982 powitał mnie
                              funkcjonariusz SB w Opolu: "Uważamy pana za wroga PRL o skrystalizowanych
                              wrogich poglądach" (z poprawką na moją pamięć). Myślę że to powitanie mogło
                              wynikać z dokumentu sporządzonego przez EP dla zamknięcia "mojej sprawy" we
                              Wrocławiu.
                              To tak w skrócie wygląda Panie Behemocie. Szczegółowo będzie w innych postach.
                              Tam też napiszę o insynuacjach pana Bereszyńskiego, na które też dał się Pan
                              nabrać, choć na kilometr czuć je było brednią.
                              Pozdrawiam serdecznie i apeluję o mniej naiwności.
                              Piotr Badura
                              • z.bereszynski sam podkopuje swoją wiarygodność 07.01.09, 22:56
                                Szanowny Panie Badura,

                                Bardzo proszę nie przeinaczać faktów. Napisał Pan coś
                                takiego: „zależało mi, by pan Bereszyński ujawnił, jak uzasadniono
                                zamknięcie "mojej sprawy", bo przecież EP musiał to pisemnie
                                uzasadnić, a jego przełożony zatwierdzić. Pan Bereszyński
                                zapiera się jednak, że nie ujawni tego uzasadnienia. Szkoda.”

                                Gdzie i kiedy zapierałem się, że czegoś nie ujawnię? Przecież to
                                nieprawda. Napisałem tylko, że nie zamierzam stosować się do
                                Pańskich żądań, bo taka forma zwracania się (żądanie) mi nie
                                odpowiada. Dodałem przy tym, że mógłbym ewentualnie spełnić Pańskie
                                oczekiwania, gdyby tylko wyraził je Pan w formie prośby. Zadrwiłem
                                też z Pańskiej niekonsekwencji, jeżeli chodzi o Pański stosunek do
                                mnie jako źródła informacji. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                                f=65&w=88823118&a=89273083 Co to ma wspólnego z jakimś zapieraniem
                                się?

                                Takie przekręcanie moich słów nie przydaje Panu wiarygodności. W
                                ewidentny sposób wypacza Pan sens mojej wypowiedzi, którą może z
                                łatwością przeczytać każda osoba zaglądająca do tego wątku. Jak w
                                tej sytuacji może Pan liczyć na to, że wszyscy bez zastrzeżeń
                                uwierzą w to, co pisze Pan o sprawach sprzed 36 lat, gdzie nie
                                istnieje żadna możliwość weryfikacji Pańskich twierdzeń? Jeśli o
                                mnie chodzi, to nie mam żadnego powodu, by zakładać, że sprawy z lat
                                70. referuje Pan rzetelniej niż naszą polemikę na tym forum.
                                Doprawdy sam Pan kopie pod sobą dołki.

                                Co się tyczy do kwestii merytorycznych, a mianowicie zakończenia
                                sprawy krypt. „ZEN”, to powyżej przytoczyłem obszerne fragmenty
                                odnośnych dokumentów: notatki służbowej z 16 października 1974 r.
                                oraz analizy końcowej z dnia 30 października 1974 r. Dokumenty te
                                zawierają to, o co Panu chodzi, czyli uzasadnienie zamknięcia sprawy
                                wraz z wnioskami końcowymi. To, o co Pan pyta, zostało już Panu
                                podane na tacy, tylko jakoś Pan tego nie zauważył. To, czego rzekomo
                                nie chcę ujawnić, zostało w rzeczywistości już dawno przeze mnie
                                ujawnione. Pańskie zarzuty pod moim adresem są nie tylko bezzasadne,
                                ale po prostu śmieszne.

                                Pozdrawiam

                                Zbigniew Bereszyński



                                • z.bereszynski sam Pan podkopuje swoją wiarygodność 07.01.09, 22:59
                                  Szanowny Panie Badura,

                                  Bardzo proszę nie przeinaczać faktów. Napisał Pan coś
                                  takiego: „zależało mi, by pan Bereszyński ujawnił, jak uzasadniono
                                  zamknięcie "mojej sprawy", bo przecież EP musiał to pisemnie
                                  uzasadnić, a jego przełożony zatwierdzić. Pan Bereszyński
                                  zapiera się jednak, że nie ujawni tego uzasadnienia. Szkoda.”

                                  Gdzie i kiedy zapierałem się, że czegoś nie ujawnię? Przecież to
                                  nieprawda. Napisałem tylko, że nie zamierzam stosować się do
                                  Pańskich żądań, bo taka forma zwracania się (żądanie) mi nie
                                  odpowiada. Dodałem przy tym, że mógłbym ewentualnie spełnić Pańskie
                                  oczekiwania, gdyby tylko wyraził je Pan w formie prośby. Zadrwiłem
                                  też z Pańskiej niekonsekwencji, jeżeli chodzi o Pański stosunek do
                                  mnie jako źródła informacji. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                                  f=65&w=88823118&a=89273083 Co to ma wspólnego z jakimś zapieraniem
                                  się?

                                  Takie przekręcanie moich słów nie przydaje Panu wiarygodności. W
                                  ewidentny sposób wypacza Pan sens mojej wypowiedzi, którą może z
                                  łatwością przeczytać każda osoba zaglądająca do tego wątku. Jak w
                                  tej sytuacji może Pan liczyć na to, że wszyscy uwierzą w to, co
                                  pisze Pan o sprawach sprzed 36 lat, gdzie nie istnieje żadna
                                  możliwość weryfikacji Pańskich twierdzeń? Jeśli o mnie chodzi, to
                                  nie mam żadnego powodu, by zakładać, że sprawy z lat 70. referuje
                                  Pan rzetelniej niż naszą polemikę na tym forum. Doprawdy sam Pan
                                  kopie pod sobą dołki.

                                  Co się tyczy do kwestii merytorycznych, a mianowicie zakończenia
                                  sprawy krypt. „ZEN”, to powyżej przytoczyłem obszerne fragmenty
                                  odnośnych dokumentów: notatki służbowej z 16 października 1974 r.
                                  oraz analizy końcowej z dnia 30 października 1974 r. Dokumenty te
                                  zawierają to, o co Panu chodzi, czyli uzasadnienie zamknięcia sprawy
                                  wraz z wnioskami końcowymi. To, o co Pan pyta, zostało już Panu
                                  podane na tacy, tylko jakoś Pan tego nie zauważył. To, czego rzekomo
                                  nie chcę ujawnić, zostało w rzeczywistości już dawno przeze mnie
                                  ujawnione. Pańskie zarzuty pod moim adresem są nie tylko bezzasadne,
                                  ale po prostu śmieszne.

                                  Pozdrawiam

                                  Zbigniew Bereszyński



                                  • z.bereszynski poprawny link - mam nadzieję 07.01.09, 23:09
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89273083
                          • Gość: Piotr Badura Nie ręczysz za siebie, czyli co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:42
                            Uciekniesz na drzewo? Wciśniesz się pod jakieś auto? Przeciśniesz się przez
                            kratkę odpływową do kanalizacji, by się tam przede mną ukryć w jakiejś szczurzej
                            norze?
                            Robisz się intrygujący "bohaterze".
                            z pozdrowieniami.
                            Piotr Badura
                            PS. Przeszedłem na ty, bo dajesz znak, że tak wolisz.
                            • mx4 Re: Nie ręczysz za siebie, czyli co? 07.01.09, 20:39
                              Przyznaję, że mnie poniosło a nie powinno. Oczywiście, ze na Pana
                              widok będę schodził z chodnika na jezdnię. Gdzie mi takiemu
                              szczylowi do bohatera minionych czasów. No bo w końcu kim ja
                              jestem ? Żaden ze mnie opozycjonista. Że tam od czasu do czasu kilka
                              ulotek rozniosłem ? Nawet do katedry w stanie wojennym nie każdego
                              trzynastego nie chodziłem. I to wszystko. Z uwielbieniem bedę czytał
                              wszystkie Pana posty, te perełki literatury internetowej.
                              • Gość: Piotr Badura I tak trzymać! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 22:13
                        • Gość: Piotr Badura Nie uważam Pana za anonimowego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:36
                          Szanowny Panie Jędrku
                          Wiedziałem oczywiście, że to Pana post. Gdybym nawet nie zwrócił uwagi na Pana
                          IP, to przecież w ślad za Panem pojawia się zwykle na forum pewien obszczymurek,
                          który przypomina, że to Pana post. Niech Pan jednak walczy ze swym lenistwem i
                          oznacza posty imieniem i nazwiskiem. Nie każdy kryjący się pod nickami to
                          tchórz, ale atakujący anonimowo kogoś wymienionego z imienia i nazwiska to na 99
                          procent tchórze.
                          Nie chcę teraz uruchamiać tu z Panem pobocznego wątku w sprawie legalności PRL.
                          Moje stanowisko w tej sprawie jest jasne. Zwrócę tylko uwagę na jeden szczegół.
                          Pan, zdaje się, uważa np. kontrolę korespondencji w PRL za nielegalną. Tymczasem
                          ona mogła być legalna i nielegalna. Dokument przesłany do Wrocławia przez KW MO
                          w Opolu, pozyskany dzięki przeglądaniu mojej korespondencji, był dokumentem
                          pozyskanym legalnie i dlatego w aktach jest wyraźnie napisane, że tak go pozyskano.
                          Jeśli jednak EP przez swego współpracownika w "Szklanym Domu" na prywatny
                          rachunek zbierał informacje z moich listów, to były to informacje uzyskane
                          nielegalnie, bo jemu nie wolno było tego robić. Nie mógł więc w aktach napisać,
                          skąd ma te informacje. Musiał je przypisać jakiemuś źródłu prawdziwemu bądź
                          fikcyjnemu.
                          Jeśli chodzi o Pana wątpliwość, co do miejsca mojej pierwszej rozmowy z EP, to
                          sprawa ma się tak: EP zjawił się rano u kierowniczki akademika. Posłał ją po
                          mnie. Za jakiś czas zszedłem do gabinetu kierowniczki. Tam EP wylegitymował mi
                          się i poinformował mnie, że zostanę przez niego doprowadzony do KW MO we
                          Wrocławiu w celu przesłuchania w związku z podejrzeniem o prowadzenie
                          nielegalnej działalności. O ile mnie pamięć nie zawodzi (to w końcu 36 lat), to
                          była to cała nasza rozmowa w akademiku, bo potem udaliśmy się do KW MO na
                          wielogodzinne przesłuchanie. W swym sprawozdaniu EP chyba pominął ten krótki
                          moment w akademiku i drogę do KW MO jako nieistotne w sprawie. Czy na pewno
                          pominął, to wie pan Bereszyński, który studiował moje akta. Ja nigdy nie miałem
                          do tych akt dostępu, bo nikt mi ich nie przyniósł. Nad panem Bereszyńskim mam
                          jednak tę ogromną przewagę, że ja wiem jaka była prawda, a pan Bereszyński wie
                          tylko, co napisali funkcjonariusze SB.
                          Pozdrawiam serdecznie
                          Piotr Badura
                          • z.bereszynski znowu Pan fantazjuje 07.01.09, 21:43
                            Szanowny Panie Badura,

                            Pańskie wywody na temat legalnych i nielegalnych form kontroli
                            korespondencji przez SB nie mają żadnego związku z rzeczywistością.
                            To wyłącznie Pańskie spekulacje, sprzeczne z łatwo dostępną wiedzą
                            na temat tego, jak faktycznie funkcjonowały określone komórki SB.

                            W rzeczywistości było tak, że cała niemal działalność pionu „W” SB
                            (perlustracja korespondencji) stała na bakier z formalnie
                            obowiązującym prawem. Nawet w czasach PRL obowiązywała tajemnica
                            korespondencji, a naruszanie owej tajemnicy wymagało zgody
                            prokuratora. Tymczasem komórki pionu „W” SB, zakamuflowane w
                            urzędach pocztowych, w ogólnym przypadku otwierały i kontrolowały
                            korespondencję bez zgody prokuratora. Tak wyglądała codzienna
                            praktyka tej służby. Krótko mówiąc – normą było to, że pion „W” SB
                            działał nielegalnie. Oczywiście nikt w SB się tą nielegalnością nie
                            przejmował. Prawo w PRL było głównie po to, by trzymać za pysk
                            obywateli, a nie po to, by władza miała się nim krępować. Tylko ktoś
                            bardzo naiwny i zaślepiony mógł uważać PRL za państwo prawa, a SB za
                            służbę stojącą na straży praworządności. Szczytem zaślepienia jest
                            prezentowanie takiego stanowiska nawet obecnie, gdy łatwo jest
                            dotrzeć do rzetelnej wiedzy na temat tego, jak faktycznie
                            funkcjonowały organa władzy w PRL.

                            Dokumenty pochodzące z pionu „W” były wtórnie legalizowane wtedy,
                            gdy zamierzano wykorzystać je dla celów procesowych. Dopiero wtedy
                            występowano o formalną zgodę prokuratora na kontrolę korespondencji.
                            Przypadki takie należały jednak do rzadkości.

                            Legalizacja dokumentów pozyskanych przez pion „W” bez formalnej
                            zgody prokuratora wyglądała przeważnie tak, że przejętą nielegalnie
                            korespondencję przesyłano do Urzędu Przesyłek Niedoręczonych w
                            Poznaniu pod pretekstem, że adres odbiorcy uległ zamazaniu i trzeba
                            w inny sposób ustalić jego tożsamość (pisano wówczas np. że koperta
                            uległa zamoczeniu przy wyjmowaniu listu ze skrzynki pocztowej lub
                            coś w tym stylu). Oficjalnie dopiero wtedy „okazywało się”, co
                            zawiera przesyłka. Faktycznie wiedziano to już wcześniej, ale dla
                            celów procesowych (dla sądu) trzeba było stworzyć pozory
                            legalności. Praktyki te były określone w instrukcjach regulujących
                            działalność pionu „W”. To nie była żadna samowola nadgorliwych
                            funkcjonariuszy, ale odgórnie zorganizowane bezprawie.

                            Krótko mówiąc – normą było nielegalne działanie SB. Pozory
                            legalności tworzono wtedy, gdy dana sprawa miała wyjść na zewnątrz
                            SB (sprawy sądowe itp.). SB nie oszukiwała samej siebie, kreując
                            fikcję w dokumentach. Fikcja, jeżeli ją tworzono, była potrzebna na
                            użytek zewnętrzny.

                            W Pańskim przypadku SB nie musiała zawracać sobie głowy żadnymi
                            pozorami legalności, ponieważ w sprawie krypt. „ZEN” nie prowadzono
                            żadnego formalnego śledztwa czy dochodzenia. To była wyłącznie
                            sprawa operacyjnego sprawdzenia, prowadzona bez wiedzy i udziału
                            prokuratury. Dokument z pionu „W”, na podstawie którego założono tę
                            sprawę, został pozyskany nielegalnie, bo na pewno nie uzgadniano
                            tego z prokuraturą. To samo dotyczy innych dokumentów „W”, jakie
                            przypuszczalnie zostały pozyskane w ramach tejże sprawy.

                            Por. Pleban nie musiał uciekać się do pokątnego czytania listów w
                            akademiku. W związku z formalnym założeniem sprawy krypt. „ZEN” mógł
                            spokojnie złożyć zlecenie na kontrolę korespondencji w Wydziale „W”
                            KW MO we Wrocławiu. Nie miałby z tym najmniejszego problemu, bo tak
                            wyglądała codzienna praktyka. Gdyby ktoś zadał sobie trud
                            gruntownego przebadania dokumentów pozostałych po owym wydziale,
                            bardzo możliwe, że znalazłby tam takie zlecenie oraz inne dotyczące
                            Pana materiały, których nie dołączono w bezpośredni sposób do teczki
                            sprawy krypt. „ZEN”. Prowadzenie takich poszukiwań wykracza jednak
                            poza właściwy krąg moich zainteresowań. Mam wiele innej, ważniejszej
                            pracy do wykonania.

                            Kwestia ta w szczególnie dobitny sposób pokazuje, jak śmieszne i
                            naiwne są Pańskie poglądy na temat praworządności SB jako „legalnej
                            służby w legalnym państwie”. Nie pojmuję, jak ktoś z bogatym
                            doświadczeniem życiowym może sobie i innym opowiadać takie
                            bajki.

                            Wyraził Pan tutaj swój pogląd na temat dzielących nas różnic.
                            Faktycznie dzielą nas ogromne różnice. Dla mnie jednak linia
                            podziału przebiega zupełnie inaczej niż Pan to przedstawił. Jedna z
                            fundamentalnych różnic polega, moim zdaniem, na tym, że ja mam
                            szacunek dla faktów i staram się poznawać jej możliwie najdokładniej
                            (choć oczywiście mogę popełniać błędy), Pan natomiast woli
                            fantazjować i bardziej polega na swojej wyobraźni niż na dostępnych
                            materiałach źródłowych.

                            Myślę, że owa skłonność do fantazjowania w oderwania od
                            rzeczywistości, była jedną z głównych przyczyn, dla których 36 lat
                            temu SB tak łatwo wciągnęła Pana w niebezpieczną pułapkę
                            psychologiczną (pisałem o tym powyżej).

                            Pozdrawiam

                            Zbigniew Bereszyński


              • Gość: Piotr Badura Panie Juhasie, powstała wątpliwość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:00
                Szanowny Panie Juhasie
                Pytał Pan: "No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w
                papierach?"
                Myślę, że pytał Pan pana Bereszyńskiego, ale pan Bereszyński uważa, że mnie. W
                rezultacie żaden z nas się nie poczuwa do odpowiedzi. Proszę skonkretyzować,
                kogo Pan pyta.
                Pozdrawiam serdecznie
                Piotr Badura
                • Gość: juhas Re: Panie Juhasie, powstała wątpliwość IP: 77.252.18.* 07.01.09, 20:23
                  Rzuciłem pytanie ogólnie bez konkretnego adresata. Sytuacja jest
                  jaka jest, więc odpowiem sam sobie - Piotr Badura ma zasługi w
                  obaleniu komuny. Gdyby nie On to ho,ho, ho !
                  • Gość: gość Szanowny Panie Piotrze... IP: *.pools.arcor-ip.net 08.01.09, 09:27
                    Szanowny Panie Piotrze,
                    Pańskie wyjaśnienia uważam za mało wiarygodne. Zwłaszcza te,
                    że „Pański” esbek preparował fikcyjne dokumenty z fikcyjnych
                    rozmów. Pomimo, iż w całym peerelu panował bajzel, akurat bezpieka
                    nie mogła sobie pozwolić na funkcjonowanie na fikcyjnych raportach,
                    dokumentach i statystykach. Od niej zależał los i bezpieczeństwo
                    systemu. Kary za oszukiwanie przełożonych były tam zapewne surowe, a
                    przełożeni rygorystycznie kontrolowali podwładnych. Pleban nigdy nie
                    miał pewności, czy kolejną rozmowę z Panem będzie prowadził ponownie
                    on sam, czy być może jego przełożony (a wtedy „lipa” wyszłaby na
                    wierzch). Dlatego nie mógł pisać „lipnych” raportów.
                    Napisał Pan w tytule wątku o potrzebie odwagi. Proszę, albo niech
                    Pan pisze prawdę, albo niech Pan po prostu zakończy „rozmowę”
                    odmawiając dyskusji (tak jak to zrobił pewien chętny do polemik
                    manipulator, gdy publicznie na tym forum manipulatorem go
                    nazwałem).
                    Jak już pisałem, uważam Pańską postawę w kontaktach z esbe za
                    niewłaściwą. Choć – i nadal tak uważam – taki
                    naprzykład „nadredaktor” Michnik wypadł jeszcze gorzej. On wręcz
                    targował się z esbekami: będę z wami rozmawiał, ale oczekuję od was
                    tego, tamtego, siamtego.

                    www.niezalezna.pl/photorelation/show/id/98

                    Kontynuowałbym tę dyskusję, ala stawia mnie to w niezręcznej
                    sytuacji. Nie chodzi o tego obszczymurka, o którym Pan wspomniał.
                    Obawiam się, że niezorientowani forumowicze mogliby dojść do
                    wniosku, że ja i ten – no wie Pan – tendencyjny manipulator i
                    najemnik „Wyborczej” jesteśmy w tej samej „drużynie” i wspólnie Pana
                    zwalczamy. Dlatego wyłączam się z tego wątku.
                    Wciąż nie odpisał mi Pan na moje pytanie na innym wątku.

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=84065330&a=89148209
                    Serdecznie pozdrawiam
                    Jędrek
                    • Gość: Collonna Re: Szanowny Panie Piotrze... IP: *.pool.einsundeins.de 08.01.09, 12:23
                      Jaka szkoda ze ludzie pokroju pana Piotra nie zrobili ucieczki do przodu
                      publikujac wszystkie swoje kontakty z bezpieka.
                      I to w latach 90-tych.Tak, tak-trzeba bylo miec ta odwage.
                      Bo w zasadzie poza nielicznymi jednostkami nikt nie mial szansy aby
                      sie tam nie zmoczyc gdy oni sie na kogos uparli.Nawet na gorliwego
                      duchownego zawsze sie cos znalazlo.Moze nie byli tak perfekcyjni jak
                      STASI-ale tez te metody studiowali.Dla mnie czerwona linia jest cyrograf o
                      wspolprace + judaszowe srebrniki.A tak daleko u Badury nie bylo.I dla
                      wszystkich-zawsze jest lepszy koniec z strachem jak
                      strach bez konca.
                      • mx4 Szanowny Panie Piotrze... 09.01.09, 06:30
                        No i co ? I to już wszystko w tym wątku ? Jestem bardzo zawiedziony
                        • Gość: ss20 ten wątek to prowokacja P.Badury IP: 217.197.72.* 09.01.09, 08:45
                          oczywiście intelektualna prowokacja ;-)

                          P.Badura sprowokował Z.Bereszyńskiego do ujawnienia jego (Z.B.)
                          wiedzy na temat flirtu (bo ufam, ze nie romansu) Badury z SB. Tak
                          jest Badurze wygodniej, bo przeciez jego osobiste wystapienie do IPN
                          w sprawie materiałów go dotyczacych byłoby "ponizej jego godności"

                          A tak już wie, dostał na tacy :)

                          Wyjasnienia, interpretacja zdarzeń sprzed 36 lat dokonana przez
                          Badure byłaby znacznie bardziej wiarygodna, gdyby zrobił to PRZED
                          opublikowaniem tekstu Bereszyńskiego. A tak - mamy konfrontacje
                          dokumentów SB ze wspominkami Badury.

                          Kto ma racje? Flirt, czy romans? Jak to mówią: przez żołądek do
                          serca... /te żeberka z kapustą spałaszowane przez Badure w
                          milicyjnej kantynie we Wrocławiu będą mu się odbijać czkawką/
                          • Gość: Piotr Badura Tu nie chodzi o wiarygodność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 19:24
                            Szanowny Panie SS-20
                            Myślałem, że Pana typ już w całości zezłomowano, ale okazuje się, że jak zwykle
                            jakieś egzemplarze zawsze gdzieś się zadekują ;-)
                            Ma Pan rację z tą prowokacją. Człowiek jest niewolnikiem swych zasad, ale zawsze
                            znajdzie się jakiś szabesgoj, co przybiegnie z tacą.
                            Nie ma Pan natomiast racji z wiarygodnością. Nie wypadało mi się wychwalać, jak
                            to dzielnie radziłem sobie w kontaktach z SB. Co innego, gdy pan Bereszyński
                            zamieścił tu oszczerstwa i insynuacje na mój temat. Teraz mogę spokojnie pisać,
                            bo nie jest to wychwalanie się, ale obrona, do której mam naturalne prawo i
                            zamierzam z niego w pełni skorzystać.
                            Pozdrawiam serdecznie
                            Piotr Badura
                            • Gość: goj Re: Tu nie chodzi o wiarygodność IP: *.xdsl.centertel.pl 09.01.09, 19:52
                              Gość portalu: Piotr Badura napisał(a):

                              > Ma Pan rację z tą prowokacją. Człowiek jest niewolnikiem swych
                              zasad, ale zawsze znajdzie się jakiś szabesgoj, co przybiegnie z
                              tacą.

                              Oho, uderz w stół a nożyce się odezwą. Wystarczyło, że znany na tym
                              forum pieniacz o ksywie "gość" zaczął znowu bredzić o "najemniku
                              Wyborczej", a stary paksowiec Badura już zaczyna
                              tropić "szabesgojów" pl.wikipedia.org/wiki/Szabes_goj
                              Trafił swój na swego. Jednym zwidują się białe myszki, innym spiski
                              i prowokacje żydowsko-masońskie. Jak dalej "dyskusja" bedzie się
                              rozwijać w tym kierunku, to może niedługo dowiemy się, że wszystkie
                              kłopoty Piotra B. to robota syjonistów, Mosad itp.
                              • Gość: Piotr Badura Najpierw proszę pomyśleć, a potem nie pisać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 22:03
                                Szanowny Panie Goju
                                Coś się Panu pokręciło. Żydem jest korzystający z usług szabesgoja, ale
                                absolutnie nie jest nim szabesgoj. Gdyby chcieć aż tak dosłownie rozumieć, to co
                                napisałem, to właśnie ja byłbym Żydem, a ten, który przybiegł z tacą byłby
                                nie-Żydem. Trafił więc Pan kulą w płot. Jeśli ten mój post wyda się Panu
                                skomplikowany, to proszę przeczytać go wielokrotnie i powoli. Ewentualnie jutro,
                                gdy się Pan wyśpi.
                                Pozdrawiam serdecznie
                                Piotr Badura
                                • Gość: goj Re: Najpierw proszę pomyśleć, a potem nie pisać IP: *.xdsl.centertel.pl 09.01.09, 22:26
                                  A czy ja pisałem, że Pan jest Żyd? To Panu coś się kręci.
                                  Ja Panu do spodni nie zaglądam. Ja się Pana pytam, kto jest ten Żyd,
                                  którego obsługuje ten szabes goj, o którym Pan pisze. Jak Pan nie
                                  jest ten Żyd, to kto jest ten Żyd? Kto jest Żyd i kto jest szabes
                                  goj? Kto komu służy według Pana? Jak nie ma Żyda, to nie ma szabes
                                  goja, a jak jest szabes goj, to ja się Pana pytam - gdzie jest ten
                                  Żyd? Skomplikowane? To sam się Pan prześpij i przestań pieprzyć od
                                  rzeczy.
                                  • Gość: Piotr Badura Musi Pan załatwić sobie korepetycje z polskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 23:30
                                    Szanowny Panie Goju
                                    Jeśli Pana znajomy będzie mówić do żony "rybko", to niech Pan broń Boże nie
                                    wrzuca jej do akwarium. Słowa "rybko" nie należy w tym przypadku brać dosłownie.
                                    Podobnie gdy ja mówię o szabesgoju, to nie należy tego rozumieć dosłownie, tak
                                    jak Pan to zrozumiał. Nie dość jednak, że całkiem błędnie wziął Pan słowo
                                    "szabesgoj" dosłownie, to jeszcze źle Pan zinterpretował całą sytuację. Gdyby
                                    przynoszący mi na tacy miał być dosłownym szabesgojem, to ja musiałbym być
                                    dosłownym Żydem. W takim razie nie miałoby sensu, bym obwiniał Żydów.
                                    Nie wiem czy moje tłumaczenie ma sens, bo Pan ma luki w zakresie języka
                                    polskiego jeszcze z podstawówki. Proszę koniecznie wziąć korepetycje, a
                                    twórczość forumową na razie sobie odpuścić.
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    Piotr Badura
                                    • Gość: goj Re: Musi Pan załatwić sobie korepetycje z polskie IP: *.xdsl.centertel.pl 09.01.09, 23:37
                                      Językiem polskim władam, nie chwaląc się, całkiem sprawnie.
                                      We wcześniejszym poście celowo uprosciłem formy gramatyczne, żeby
                                      sens wypowiedzi był bardziej przejrzysty i żeby przestał Pan strugać
                                      wariata. Wychodzi jednak na to, że struganie wariata to Pańska
                                      specjalność, a za to kompletnie brak Panu poczucia humoru.
                                      Struga Pan wariata na smutno i to jest szczególnie smutne. Szalom.
                              • Gość: koń trojański... kolejne wcielenie manipulatora? IP: *.pools.arcor-ip.net 10.01.09, 00:51
                                Słówko do goja...

                                goj napisał: „Oho, uderz w stół a nożyce się odezwą.”

                                Święta prawda. Kiedy tylko napiszę cokolwiek na temat znanej na
                                forum postaci pewnego manipulatora i najemnika Wyborczej,
                                natychmiast pojawiają się odpryski jego zwielokrotnionej osobowości.
                                Udając „obiektywnych” i „niezaangażowanych” forumowiczów z furią
                                mnie atakują, żyły wypruwając z siebie w obronie dobrego imienia
                                najemnika. Do niedawna naliczyłem przynajmniej pięć jego „wcieleń”
                                czy „odprysków”.

                                Także i w tym wątku zdażyło się to samo. Ledwie coś tam napomknąłem
                                o tym najemniku, a tu natychmiast jak dżin z czarodziejskiej lampy
                                pojawił się „goj”. „Niezaangażowany” i „obiektywny”.

                                goju... Zbychu, za przeproszeniem... To ty wysłałeś do mnie maila o
                                treści „spotkamy się w sądzie”. Już zapomniałeś? Kto więc z nas jest
                                pieniaczem? O moje białe myszki się nie martw. Mają się dobrze.
                                Zatroszcz się natomiast o twoją manię prześladowczą. Przecież ty już
                                wszędzie tylko spiski, intrygi i łotrów napuszczonych na ciebie
                                przez OSPN widzisz. Słyszałem, że nawet jak ci się pasztetowa w
                                lodówce popsuje, to kurwujesz, że to robota Uklei.

                                Odwagi, ja nie gryzę. Nie musisz się pod tyloma nickami kamuflować.
                                • Gość: goj spadaj pajacu IP: *.xdsl.centertel.pl 10.01.09, 01:13
                                  Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Wspomniałem słówko o pieniaczu
                                  i pieniacz już się pieni. Nie pisałem do ciebie tylko do Piotra B.,
                                  więc się nie wpieprzaj między wódkę i zakąskę. Lepiej idź się
                                  leczyć, bo chyba pełnia księżyca znowu pomieszała ci w głowie.
                                  • Gość: Piotr Badura Przepraszam, to była pomyłka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 01:43
                                    Szanowny Panie Goju
                                    Obawiam się, że nasza wymiana postów wzięła się z mojej pomyłki. Myślałem, że
                                    mnie Pan brzydko zaatakował, więc odpowiedziałem obelżywym słowem (jak piszesz,
                                    tak będzie ci odpisane).
                                    Dopiero jak ten mój post poszedł, zorientowałam się, że to nie Pan mnie
                                    zaatakował. Pomyliłem autorów. Ale cofnąć się nie da. Przepraszam zatem za to
                                    brzydkie słowo.
                                    Nie wiem co Pan ma do pana Jędrka, a on do Pana i nie bardzo chcę wiedzieć. To
                                    sprawa między Panami. Wolałbym, abyście Panowie doszli do jakiejś zgody. Ja w
                                    każdym razie ja nic nie mam ani do Pana, ani do pana Jędrka.
                                    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz przepraszam
                                    Piotr Badura
                                  • Gość: koń trojański... Re: spadaj pajacu IP: *.pools.arcor-ip.net 10.01.09, 10:19
                                    Sam do siebie już gadasz? Masz kłopoty z księżycem?
                                    No i kto z nas się pieni? Ja się tylko z zepsutej pasztetówki
                                    śmieję. To tobie piana z pyska kapie. Nie wypada, jak
                                    na "neutralnego"...
                        • Gość: Piotr Badura Nie rób sobie nadziei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 18:53
                          To w żadnym razie nie wszystko. Ten wątek będzie trwał tak długo, dopóki
                          wszystkie oszczerstwa i insynuacje pod moim adresem nie doczekają się
                          odpowiedzi. Wiem, że niektórzy już żałują, że wdali się w ten wątek, ale to już
                          ich zmartwienie. Mogę co najwyżej pozostawiać bez odpowiedzi wpisy anonimowe, bo
                          odpowiadanie tchórzom nie jest wymagane.
                          Pozdrawiam i życzę choć ociupinkę odwagi
                          Piotr Badura
                  • Gość: Piotr Badura Rozumiem i przyjmuję do wiadomości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 19:33
                    Szanowny Panie Juhasie
                    Gdy nie ma się odwagi podpisać imieniem i nazwiskiem, gdy nie ma się odwagi
                    zadać pytania konkretnie, to trzeba potem samu sobie odpowiadać. Wiem, że to
                    przykry stan i współczuję.
                    Pozdrawiam serdecznie
                    Piotr Badura
                    • Gość: juhas Re: Rozumiem i przyjmuję do wiadomości IP: 77.252.18.* 09.01.09, 21:02
                      A ileż to osób tu się podpisuje imieniem i nazwiskiem ? A wiesz
                      dziaduniu dlaczego tego nie muszą robić ? Na pewno nie ze strachu
                      przed tobą.
                      • Gość: do autora watku Re: Rozumiem i przyjmuję do wiadomości IP: *.dip.t-dialin.net 10.01.09, 08:53
                        Panska korespondencja jest troche jak pisanie donosow(mozna napisac wszystko).
                        • Gość: Collonna Re:Piotrze Baduro IP: *.pool.einsundeins.de 11.01.09, 16:31
                          Idz do spowiedzi, ksiondz Cie rozgrzeszy i bendziesz mial poko
                          I nie zawracaj nam gowy..
                          • Gość: sm Re:Piotrze Baduro IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.09, 16:53
                            Amen
                          • Gość: kej Re:Piotrze Baduro IP: *.we.po.opole.pl 13.01.09, 09:42
                            Ku naszej zgryzocie Łotr Badura wybrał starochrześcijańską formę spowiedzi,
                            czyli spowiedź publiczną...
              • drugilink Re: :-( 27.01.09, 19:50
                A może ktoś mądry mi wyjaśni o co tu wreszcie chodzi???!!!
                • Gość: juhas Re: :-( IP: *.punkt.pl 27.01.09, 20:45
                  Uważaj, bo jak Piotr Ubawiciel Badura zacznie Ci wyjaśniać to na Wielkanoc
                  zaczniesz prosić żeby przestał.
                  • Gość: formalnie Re: :-( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 21:18
                    Ja w kwestii formalnej. Śledzę wątek z uwagą, choć nie zabieram w nim głosu, ale przychodzi mi to coraz trudniej (czytanie kolejnych pojawiających się wpisów) ze względu na ich "rozrzut" po sporym już wątku. Proszę, jakby się dało, dopisywać posty po kolei.
                    • Gość: juhas Tak trochę z innego wątku IP: *.punkt.pl 31.01.09, 20:53
                      Do Piotra B.
                      To komuś zlecono śledzenie forumowiczów ? Oczywiście Pan wie komu, inaczej by
                      Pan przecież o tym nie wspominał.
                      A jeżeli chce Pan wiedzieć kto mi przydziela różne IP, to uprzejmie informuję,
                      że tą osobą przydzielającą IP jestem ja sam. Spowodowane jest to pisaniem z
                      różnych miejsc na różnych komputerach (ale to dla Pana jest pewnie za
                      skomplikowane, więc nie będę dalej tego problemu wyjaśniał).

                      • Gość: Piotr Badura Ma Pan jeszcze 38 minut IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:21
                        Szanowny Panie Juhasie
                        Obiecał Pan zamieścić dziś w tym wątku post napisany z trzeciego IP. Proszę
                        dotrzymać tej obietnicy. Zostało Panu 38 minut.
                        Pozdrawiam serdecznie
                        Piotr Badura
                        • Gość: juhas Re: Ma Pan jeszcze 38 minut IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:49
                          I co, Drogi Ubawicielu, łyso Ci?
                          Ty nie masz serca, żeby mnie tak przeganiać po mieście z laptopem (w poszukiwaniu innego ajpika :) Myslisz, ze zdrowie na loterii wygrałem, czy jak?
                          • Gość: Piotr Badura A nie można szczerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:12
                            Panie Juhasie
                            Trzeba było uczciwie napisać: Zapomniałem, że "jutro" to niedziela, firma nie
                            pracuje i nie przydzielą mi dodatkowego IP. Warto czasem patrzeć w kalendarz
                            (nie mylić z: 1. patrzeć na księżą oborę, 2. kopnąć w kalendarz).
                            Pozdrawiam serdecznie, mimo sprawionego zawodu
                            Piotr Badura
                            • Gość: juhas Re: A nie można szczerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:43
                              Ubawicielu Drogi, tropicielu ajpików, to już do trzech zliczyć nie potrafisz?

                              1) IP: *.punkt.pl
                              2) IP: 77.252.18.*
                              3) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

                              chyba jest już niedziela, śpij słodko :)
                              • Gość: Piotr Badura Idę spać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:55
                                Szanowny Panie Juhasie
                                Umiem liczyć do trzech, mimo piwa. Chodzi mi o to, że gdyby Panu przydzielili,
                                to by Pan nie biegał po mieście po ten trzeci IP ;-).
                                Doceniam poświęcenie.
                                Za radą Behemota gaszę piec, dopijam piwo i idę spać. Może jutro coś napiszę,
                                ale nie wiem, bo mam ważny obiad rodzinny we Wrocławiu.
                                Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze nie śpią i zmywam się
                                Piotr Badura
                                • Gość: behemot Ja też... IP: *.punkt.pl 01.02.09, 01:18
                                  I tu Piotr przybijam Ci piątkę. Jako wlaściciel tego watku masz
                                  pełne prawo do zgaszenia światła. Wypada mi jeno sie dostosować,
                                  zawezwać: Pax między chrześcijany, dopić wino (bo na cienkuszu
                                  dzisiaj jadę), złożyc prośbę na Twe ręce, byś Zosię ucałował, życzyć
                                  smacznego na rodzinnym obiedzie, ostrożnej jazdy i szczesliwego
                                  powrotu, bo ślisko jak cholera. Bo różnić się możemy ale nie za
                                  wszelką cenę.
    • Gość: behemot Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.punkt.pl 01.02.09, 00:35
      Dzis w nocy już chyba nikt na tę odwagę się nie zdobędzie. Jako
      arbiter ele...proponuję zgasić światło na wątku i poogladać seks
      dostepny w tiwi.
      • Gość: juhas Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: 83.238.214.* 06.02.09, 10:49
        Ło Matko Boska Z Którego Bądź Kościoła ! Piotr Ubawiciel Badura
        wrócił i znowu bełkocze !
        • Gość: juhas Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.punkt.pl 15.02.09, 18:31
          No to jak już Pan znowu wrócił, to chociaż może odpowie na pytanie co czuł po
          tych swoich "patriotycznych" rozmowach z esbekami ? Czy czuł Pan Panie Badura
          satysfakcję z "dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku" ? Czy może niedosyt ?
    • Gość: Anka Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 23:07
      Panie Badura - kończ Waść wstydu (sobie) oszczędź!
      Taki obiecujący tytuł wątku Pan wybrał, i co?
      Kicha!

      Bereszyński Pana metodycznie "punktuje" a Pan ucieka w coraz bardziej mgliste dywagacje. Wątek jest rzeczywiscie długi i trudno przezeń przebrnąć, ale to Pan jawi się tu jako oskarzyciel (te niedwuznaczne niczym niepoparte sugestie wzgledem Z.B.) a nie odwrotnie. Może żródła, z których korzysta Z.B. nie są w pełni wiarygodne, ale przynajmniej są, można to sprawdzić, zweryfikować. Gorzej z Pańskimi słowami.


      • Gość: Piotr Badura Proszę konkretniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 23:18
        Szanowny Panie Anko
        Proszę spróbować sformułować jakieś jedno konkretne zdanie, to postaram się do
        niego ustosunkować. Na razie tylko żałośnie Pan ciamka, żebym już odpuścił. Na
        próżno. "Zabawa dopiero się zaczyna" (pozwoliłem sobie zacytować coś z poezji).
        Pozdrawiam serdecznie
        Piotr Badura
        • Gość: Anka Re: Proszę konkretniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 23:34
          Gość portalu: Piotr Badura napisała:

          > Szanowny Panie Anko
          > Proszę spróbować sformułować jakieś jedno konkretne zdanie, to postaram się do
          > niego ustosunkować. Na razie tylko żałośnie Pan ciamka, żebym już odpuścił. Na
          > próżno. "Zabawa dopiero się zaczyna" (pozwoliłem sobie zacytować coś z poezji).
          > Pozdrawiam serdecznie
          > Piotr BaduraGość portalu: Piotr Badura napisał(a):


          miłej zabawy Pani Badura :)

          PS a jakąż to poezje Pani zacytowała, jeśli wolno spytać?
          • Gość: Piotr Badura Ha! To jest właśnie zabawa! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.09, 00:28
            Szanowny Panie Anko
            Pyta Pan, "a jakąż to poezję Pani zacytowała, jeśli wolno spytać?" Spytać
            oczywiście wolno, ale odpowiedzi wprost nie będzie. Będzie tyle: Tomik "Zabawa
            dopiero się zaczyna" wydany przez wrocławskie Ossolineum w 1981. Wiersz tytułowy
            "Zabawa dopiero się zaczyna", w którym Kaskader pyta: "Dlaczego udajesz
            mężczyznę?" i "wybiera się na emeryturę" (w sprawie Kaskadera i emerytury patrz
            wcześniejsze wpisy).
            Pozdrawiam serdecznie
            Piotr Badura
            • Gość: (06101971+35) Gratulacje dla pana Zbigniewa IP: *.punkt.pl 16.02.09, 22:19
              Młody jestem i nie moje to czasy o których panowie piszecie. Chciałbym jednak
              złożyć tu moje wyrazy uznania dla pana Zbigniewa za wytrwałość w opanowaniu
              materiałów, którymi się pan zajmuje, umiejętność dociekania prawdy, rzeczowość
              wypowiedzi i właściwą postawę (mam tu na myśli sposób prowadzenia dyskusji) bez
              taplania się w różnych zmiennych stanach emocjonalnych.

              Panie Zbigniewie gratuluję rzetelności, skrupulatności itp.

              (06101971+35)
              • z.bereszynski Re: Gratulacje dla pana Zbigniewa 16.02.09, 23:10
                Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

                Zbigniew Bereszyński
              • Gość: Piotr Badura To Pan, Panie Behemocie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.09, 21:45
                Czy to Pana post Panie Behemocie? Czyżby przełożeni uznali, że Pan Bereszyński
                słabnie i trzeba go podbudowywać? Jakoś trudno uwierzyć, żeby prawdziwy młody
                był tak naiwny, by nie rozumieć tego, o czym tu się pisze, i jednocześnie tak
                lękliwy, że wolał być anonimowy. To nie są cechy dzisiejszych młodych. A może to
                Pana kolega, pan Juhas? To zresztą na jedno wychodzi.
                Pozdrawiam serdecznie
                Piotr Badura
                • Gość: meloman Re: To Pan, Panie Behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.09, 08:07
                  Bajdura pozazdrościł sławy Pabisiakowi i chce pobić jego rekord?
              • Gość: starszy pan Re: Gratulacje dla pana Zbigniewa IP: *.as.kn.pl 24.03.09, 21:16
                Przyłączam się do tych gratulacji. Z dużą uwagą czytałem dziś
                wieczorem polemikę na tym forum, szczególnie początkowe posty.
                Dowiedziałem się wiele ciekawych rzeczy o latach PAX'u - a w tamtych
                czasach zaliczałem laborkę może i kolegom p. Piotra? Z nim mam tyle
                wspólnego, że też nie chcę zaglądać do teczek IPN z nazwiskami jakby
                moimi. Podziwiam te parę znanych osób, które miały odwagę przyznać
                się publicznie do współpracy, np. mój ówczesny idol z "Dookoła
                świata" - a nie typowo zaprzeczać (kłamać!) jak ten wzorcowy ks.
                prof. dr hab... Choć przeczytałem tylko małą część postów na tym
                forum GW, mam wrażenie, że p. Badura prowadzi grę w "Czarnego
                Piotrusia"...
                P.S. Choć nie znaliśmy (moje środowisko) doktryny PAX'u o możliwości
                transformacji PZPR "od środka" - to często w dyskusjach popieraliśmy
                doktrynę (Brzezińskiego?) konwergencji (tj. przejścia demoludu do
                demokracji) oraz pogląd, że można przyczynić się do przemian
                wstępując do partii. Alternatywą było (Cyrankiewicza) "odrąbanie
                ręki" oraz Gierka "pogruchotanie kości" przez śląską wodę...
                Pozdrawiam wszystkich autorów.
    • z.bereszynski nowe znaki zapytania 23.04.09, 22:28
      Blisko cztery miesiące temu, w innym wątku na tym forum, ujawniłem
      treść dokumentów sprawy krypt. „ZEN”, w ramach której w latach 1972-
      1974 wrocławska SB zajmowała się osobą Piotra Badury. Z dokumentów
      tych wynika, że Badura, jako figurant owej sprawy, spotykał się z
      por. Edwardem Plebanem, starszym inspektorem Grupy IV Wydziału III
      Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu. Sam Badura publicznie (na tym
      forum) przyznał się do konspiracyjnych spotkań z por. Plebanem w
      kawiarni i hotelu. Zachowane dokumenty mówią, że SB planowała
      pozyskanie Badury w charakterze tajnego współpracownika.

      Dokumenty sprawy krypt. „ZEN” nie mówią niestety, co działo się z
      Badurą i wokół Badury po 1974 r. Prawdę mówiąc, do pewnego momentu
      nie byłem zbytnio zainteresowany dociekaniem tego, co działo się
      później, ponieważ wydawało mi się, że nie ma to istotniejszego
      znaczenia dla prowadzonych przeze mnie badań historycznych.
      Niezwykła zaciekłość wojny, jaką wypowiedział mi tutaj Badura,
      skłoniła mnie jednak do bliższego przyjrzenia się sprawie.
      Obiecałem, że jeżeli ustalę coś nowego na temat Badury i jego
      relacji z SB, to poinformuję o tym forumowiczów. Obecnie mogę już
      dotrzymać tej obietnicy.

      Otrzymałem właśnie z IPN materiały, z których wynika, że w latach
      1977-1980 Piotr Badura był zarejestrowany pod numerem 37983 jako
      kandydat na tajnego współpracownika SB. Rejestracji dokonano z datą
      7 stycznia 1977 r. na wniosek Wydziału IV Komendy Wojewódzkiej MO we
      Wrocławiu, zajmującego się inwigilacją Kościoła i środowisk
      przykościelnych (m. in. „PAX”). Zdjęcie z ewidencji nastąpiło z
      dniem 27 października 1980 r. Teczka z dokumentami kandydata na TW
      została wówczas złożona w archiwum Wydziału „C” KW MO we Wrocławiu,
      gdzie przechowywano ją do końca czasów komunistycznych. Niestety w
      ostatnich miesiącach, czy nawet tygodniach, działalności SB teczka
      ta została podobno komisyjnie zniszczona, jak informuje dokument z
      21 czerwca 1990 r. Brak owej teczki stwierdzono również podczas
      inwentaryzacji zasobów UOP w 1991 r.

      W jednym z wcześniejszych wpisów na tym forum podkreślałem, że w
      tego typu sprawach nie można wyrokować na podstawie samych tylko
      zapisów ewidencyjnych. Bez zapoznania się z aktami danej osoby nie
      można powiedzieć, czy osoba traktowana formalnie jako kandydat na TW
      podjęła faktyczną współpracę z SB czy nie. Pisałem, że kandydaci na
      TW mogli w niejednym przypadku nie wiedzieć nawet, że SB w ogóle się
      nimi interesuje. Ale oczywiście bywały także inne przypadki. Warto w
      tym miejscu przytoczyć bardzo kompetentną wypowiedź Bogusława
      Nizieńskiego, byłego rzecznika interesu
      publicznego: „Najczęściej »kandydaci na TW« to osoby osaczane przez
      SB celem zwerbowania, czasem zresztą nic o tym nie wiedzące. Bywało
      jednak i tak, że choć w kartotece wciąż figurował zapis »kandydat na
      tajnego współpracownika«, dana osoba była już sprawnie działającym
      agentem SB. Często latami nie zmieniano tych oznaczeń - i to z
      różnych powodów, najczęściej ze względu na zakonspirowanie faktu
      współpracy, a czasem ze względu na brak pewności co do solidności
      współpracy”. Koniec cytatu. Podaję odnośny link:

      www.antyk.org.pl/ojczyzna/agentura/dyskusja.htm

      Nie mając możliwości wglądu w akta Badury jako kandydata na TW,
      możemy jedynie domniemywać, jak było w jego przypadku. Osobiście
      (inaczej niż Badura) nie lubię wdawać się w daleko idące spekulacje
      w oderwaniu od źródeł. Pewne wnioski i refleksje nasuwają się jednak
      niejako automatycznie w kontekście tego, co wcześniej napisano w
      nawiązaniu do sprawy krypt. „ZEN”. Warto podzielić się nimi w tym
      miejscu.

      Badura utrzymuje, że por. Pleban konfabulował w swoich notatkach ze
      spotkań z nim. Podobno Piotr B. wyraźnie okazywał Plebanowi, że nie
      będzie współpracować z SB, ale ten uparcie pisał o zamiarze
      zwerbowania Badury w charakterze TW. Taki uparty był w
      swoich „konfabulacjach”. Tymczasem okazuje się, że w późniejszym
      czasie inny wydział SB, nie mający nic wspólnego z Plebanem i jego
      rzekomymi konfabulacjami, posunął się znacznie dalej, dokonując
      formalnej rejestracji Badury jako kandydata na TW. Tego nie można
      już tłumaczyć rzekomymi konfabulacjami Plebana. Coś musiało być na
      rzeczy. To bardzo mocny argument za wiarygodnością ujawnionych
      wcześniej przeze mnie materiałów sprawy krypt. „ZEN”.

      Inna godna uwagi - i dająca dużo do myślenia – rzecz, to fakt, że
      Badura figurował w ewidencji jako kandydat na TW przez blisko cztery
      lata. To bardzo niezwykły przypadek. Normalnie sprawy były
      prowadzone inaczej. Przez kilka tygodni czy miesięcy SB planowała
      werbunek, zbierała informacje na temat kandydata itp., a następnie
      przeprowadzano „rozmowę pozyskaniową”. Kandydat godził się na
      współpracę albo nie. Jeżeli się godził, był rejestrowany jako TW.
      Jeżeli odmawiał współpracy, wykreślano go z ewidencji kandydatów na
      TW. Bywało i tak, że SB rezygnowała z werbunku bez przeprowadzenia
      rozmowy z kandydatem, ponieważ uznano, że została wytypowana
      nieodpowiednia osoba. W normalnym trybie wszystko to rozgrywało się
      w stosunkowo krótkim czasie, nie dłuższym niż kilka czy kilkanaście
      miesięcy. Musiały być jakieś szczególne – naprawdę ważne – powody,
      żeby całymi latami utrzymywać kogoś w kategorii kandydata na TW.
      Jakie powody? Zapewne nieco inne w poszczególnych przypadkach.
      Niektóre możliwości wymienił już cytowany przeze mnie Bogusław
      Nizieński, ale nie chciałbym przesądzać sprawy ani zanadto
      spekulować. Dlatego poprzestanę na postawieniu znaku zapytania.

      Można też postawić inne znaki zapytania. Niektórzy kandydaci na TW
      mogli nigdy nie dowiedzieć się, że byli obiektem zainteresowania
      SB. Trudno jednak wyobrazić sobie, by SB nie próbowała rozmawiać z
      kimś, kto figurował jako kandydat na TW przez blisko cztery lata.
      Jeżeli tak długo trzymano kogoś w ewidencji kandydatów, to na pewno
      nie uważano, że jest to osoba źle wytypowana. Nie było zatem żadnych
      powodów, by nie podejmować rozmów z taką osobą. To nie była sztuka
      dla sztuki i byłoby kompletnym nonsensem, gdyby nie rozmawiano z
      kimś, kogo uważano za poważnego kandydata na TW. Tymczasem Badura
      nie przyznaje się do żadnych kontaktów z SB w latach 1977-1980. Czyż
      to nie dziwne? Co się za tym kryje? Rażące błędy w sztuce
      (zaniedbania) ze strony SB czy może słaba pamięć Badury lub chęć
      ukrycia prawdy o przeszłości? Znów poprzestaję na postawieniu znaków
      zapytania.

      Nie mając możliwości zajrzenia w zniszczone (?) w 1990 r. dokumenty,
      nie możemy wyjść poza stawianie pytań. Oczywiście nie liczę na to,
      że Badura zechce w rzetelny i szczery sposób na te pytania
      odpowiedzieć. Pozostają nam tylko domysły, ale lepiej widzieć
      wierzchołek góry lodowej niż nie widzieć nic.

      Zbigniew Bereszyński






      • z.bereszynski errata 23.04.09, 23:39
        W pierwszym wierszu powyższego wpisu znalazł się oczywisty błąd. Nie
        chodzi o "inny wątek na tym forum", ale o ten wątek, w którym się
        aktualnie znajdujemy. Pierwotnie planowałem umieszczenie powyższego
        wpisu w innym wątku i stąd całe nieporozumienie.

        Z.B.
      • Gość: Piotr Badura "Chytrze" strzelił... sobie w stopę (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 17:26
        Bereszyński napisał, że otrzymał właśnie z IPN materiały, z których wynika, że w
        latach 1977-1980 Piotr Badura był zarejestrowany pod numerem 37983 jako kandydat
        na tajnego współpracownika SB. Rejestracji dokonano z datą 7 stycznia 1977 r. na
        wniosek Wydziału IV Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu, zajmującego się
        inwigilacją Kościoła i środowisk przykościelnych (m. in. "PAX"). Zdjęcie z
        ewidencji nastąpiło z dniem 27 października 1980 r.
        Nie wiem czy prawdą jest, że Bereszyński właśnie otrzymał takie materiały z IPN,
        ale załóżmy, że to prawda. Nie wiem czy Piotr Badura wymieniony w tych
        domniemanych materiałach to ja, bo ani moje imię, ani nazwisko, nie są tak znów
        rzadkie. Załóżmy jednak, że chodzi o mnie.
        Jeśli Bereszyński naprawdę właśnie otrzymał z IPN takie materiały i jest w nich
        mowa o mnie, to jest istotny argument na rzecz tezy o fikcyjnej w sporym
        zakresie dokumentacji działalności wrocławskiej SB.
        W dniu 28 października 1978 miałem obronę pracy magisterskiej (co mogę
        potwierdzić zainteresowanym skanem mojego dyplomu). Od 6 listopada 1978
        pracowałem już w szkole w Brynicy. W PRL nie było problemów z zatrudnieniem, ale
        te kilka dni między obroną a zatrudnieniem było potrzebne, by rozejrzeć się,
        porównać różne oferty i dokonać wyboru.
        W latach 1978-1980 pracowało się jeszcze przez sześć dni w tygodniu (łącznie z
        sobotami), a pensum nauczycielskie wynosiło 26 godzin tygodniowo. W praktyce
        miałem ponad 30 godzin tygodniowo, bo mimo mojego zatrudnienia, w szkole w
        Brynicy nadal brakowało nauczycieli i trzeba było pracować z wieloma
        nadgodzinami. Nie było technicznie możliwe, by pracować w szkole w Brynicy, a
        jednocześnie współpracować z SB we Wrocławiu (ponad trzy godziny dojazdu w jedną
        stronę). Nawet podobna tematycznie współpraca z SB w Opolu byłaby trudna.
        Tymczasem wrocławska SB miała mnie rzekomo w ewidencji jako kandydata na TW aż
        do 27 października 1980, czyli przez pełne dwa lata mojej pracy w szkole w
        Brynicy. To jest obraz fikcji. Przez te całe lata nikt we wrocławskiej SB nie
        ustalił nawet, że mnie już nie ma we Wrocławiu.
        O przyczyny takiej fikcji należy jednak pytać ludzi z wrocławskiej SB, a nie
        mnie. Ja mógłbym tylko przypuszczać, że przyczyną "zdjęcia mnie z ewidencji" pod
        koniec października 1980 było zainteresowanie się w tym czasie moją osobą
        opolskiej SB, bo w styczniu-lutym 1981 opolska SB podjęła już wobec mnie dość
        agresywne działania neutralizujące. Możliwe więc, że w październiku 1980 opolska
        SB zwracała się w mojej sprawie do Wrocławia i dopiero to uświadomiło
        wrocławskiej SB, że trzymają u siebie latami "martwą duszę".
        Dlaczego wrocławska SB w styczniu 1977 wpadła na pomysł podjęcia próby zrobienia
        ze mnie kandydata na TW? O to też trzeba pytać ich, a nie mnie. Pokuszę się
        jednak o przypuszczenie.
        W 1976 zostałem odwołany z funkcji kierownika WOSK. W sposób formalny
        przekazałem swe obowiązki Tadeuszowi Jandziszakowi w dniu 29 marca 1976. O
        Tadeuszu Jandziszaku informacje np. pod adresem:
        www.polonus.mojeforum.net/temat-vt294.html
        W dniu 14 kwietnia pisemnie poinformowałem szefa COSK, Jana Króla o przekazaniu
        moich obowiązków Tadeuszowi Jandziszakowi. Do tego pisma dołączone było
        szczegółowe sprawozdanie ze stanu WOSK na dzień 29 marca 1976. O Janie Królu
        informacje np. pod adresem:
        pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kr%C3%B3l_(polityk)
        Krótko potem odbyło się zebranie WOSK, na którym powołany został mój następca,
        Piotr W., także student chemii, którego znałem jeszcze z lat szkoły średniej.
        Uważałem, że byłoby nieelegancko, gdybym pozostał nadal w strukturach WOSK, bo
        stary szef nie powinien patrzeć na ręce nowego szefa. Zwróciłem się więc
        pisemnie do referatu kadr o przeniesienie mnie do zespołów miejskich (dysponuję
        kopiami wszystkich wymienianych przeze mnie pism). Nie podjąłem jednak żadnej
        aktywności w zespołach miejskich, więc w praktyce mój kontakt z PAX-em uległ
        bardzo poważnemu osłabieniu (głównym elementem tego kontaktu w okresie kwiecień
        1976 - wrzesień 1978 były pieniądze, po które raz w miesiącu zgłaszałem się w
        kasie PAX-u).
        Wrocławska SB podejrzewała być może, że ja mam do PAX-u żal o to odwołanie z
        funkcji kierownika WOSK (prawdopodobnie zresztą przez nich wymuszone). Liczyli
        być może na to, że na tym moim domniemanym żalu uda im się coś zbudować, że w
        ramach "odwetu" będę działał przeciw PAX-owi. Jeśli na to liczyli, to bardzo
        głupio liczyli.
        W zasadzie zdawałem sobie w 1976 sprawę, że odwołanie mnie było konieczne. PAX
        zachował się przy tym odwołaniu z najwyższą elegancją. Wspomniani już Tadeusz
        Jandziszak i Jan Król oraz szef oddziału Stanisław K. i mój następca Piotr W.
        zachowywali się wobec mnie bardzo życzliwie i do dziś myślę o nich wszystkich
        nadzwyczaj ciepło. Podkreślę jeszcze raz, że przy odwołaniu mnie usłyszałem:
        Jeśli chcesz coś robić, to rób. Jeśli nie chcesz, to nie rób. Jedyny twój
        obowiązek, to zgłosić się raz w miesiącu do kasy po pieniądze. Czy ja mógłbym
        choćby pomyśleć o donoszeniu na ludzi, którzy tak elegancko mnie odwołują?
        Gdzieś na przełomie 1975/1976 opuścił wrocławski oddział PAX-u Adam K., który
        był przede mną kierownikiem WOSK (nie podaję nazwiska, bo nie chcę, by łapała go
        wyszukiwarka). Adama bardzo lubiłem. Był nieco starszy, ale miał znacznie
        większe doświadczenie i orientację polityczną. Imponował mi tym. Na przełomie
        1975/1976 Adam opuścił Wrocław i zainstalował się w okolicy Złotego Stoku, gdzie
        zajął się hodowlą owiec (podejrzewam, że to od niego Tadeusz Jandziszak woził
        barany). Adam nie był wyjątkiem. Więcej osób z Wrocławia uciekło wtedy od
        polityki w rolnictwo. Dziś myślę, że był to efekt smrodku wydzielanego przez
        KBWE. W późniejszych latach Adam został jedną z najważniejszych postaci w
        Solidarności Chłopskiej (w gościnie u Adama miałem też okazję zapoznać się z
        kurami innego czołowego działacza "S.Ch.", Jerzego G. ;-) Osobiście poznałem
        Jerzego G. zaledwie kilka miesięcy temu na ulicy Opola).
        Wraz z przyjacielem ze studiów postanowiliśmy kiedyś odwiedzić Adama w jego
        gospodarstwie. Bardzo nam się tam podobało i pod koniec studiów sami
        przymierzaliśmy się do czegoś podobnego. W 1978 zajęliśmy się uprawą warzyw, a
        konkretnie kalafiorów i rzodkiewki. Mieliśmy te uprawy pod Kaliszem. Warzywa
        dostarczaliśmy do Wojewódzkiej Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej w Kaliszu.
        zgodnie z kwitami, które przechowałem, ostatnie dostawy mieliśmy 11 października
        1978 (kalafiory) i 18 października 1978 (rzodkiewka). Oba te kwity zostały
        rozliczone w Banku Spółdzielczym w Kaliszu 21 października 1978, czyli na
        tydzień przed moją obroną (ich skany można ode mnie otrzymać). Faktycznie więc
        już na długo przed moją obroną byłem dla wrocławskiej SB nie do wykorzystania i
        to nie tylko z powodu aktywności gospodarczej w dość dużej odległości od
        Wrocławia, ale przede wszystkim dlatego, że w Opolu miałem żonę i dziecko (w
        styczniu 1977 mój pierworodny miał zaledwie 8 miesięcy). Kursowałem więc między
        Kaliszem a Opolem, z rzadka tylko udając się do Wrocławia.
        Bereszyński pewnie nie wiedział o tym warzywnictwie pod Kaliszem, ale o mojej
        pracy w Brynicy wiedział, a już to wystarczało, by z przymrużeniem oka patrzeć
        na informację, że jakoby przez 4 lata byłem kandydatem na TW wrocławskiej SB.
        Dlaczego więc Bereszyński podjął tu tak idiotyczną sprawę? Wyjaśnię to w
        następnym poście.
        Piotr Badura
        • Gość: kolejarz Kalisz-Wrocław-Opole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 23:50
          Gość portalu: Piotr Badura napisał(a):
          "Kursowałem więc między Kaliszem a Opolem, z rzadka tylko udając się do Wrocławia"


          Kursując między Kaliszem a Opolem nie trzeba wcale specjalnie udawac się do
          Wrocławia, bo to jest po drodze. Chyba, ze jeździł Pan przez Kluczbork albo...
          Koluszki :)

          Nie sądze, aby będąc studentem w tamtych czasach stać było Pana na własny
          samochód i podrózowanie nim. PAX dobrze Pana opłacał, ale chyba nie aż tak?
          • Gość: Piotr Badura Chyba nie jest Pan kolejarzem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 13:36
            Szanowny Panie Kolejarzu
            Chyba nie jest Pan kolejarzem. Z Kalisza do Opola przez Kluczbork jest 157 km.
            Przez Wrocław jest 212 km (gdy jedzie się przez Sośnie Ostrowskie) albo 232 km
            (gdy jedzie się przez Krotoszyn). Tak przynajmniej było w PRL.
            Najwygodniejszą dla mnie porą jazdy z Kalisza do Opola było wczesne popołudnie.
            Można było jeszcze zrobić coś w polu przed obiadem, a po obiedzie wsiąść w
            pociąg i na kolację być w Opolu.
            Według ostatniego rozkładu jazdy z PRL (starszych nie przechowałem) wyjeżdżając
            z Kalisza w kierunku Opola o 14.45 przyjeżdżałem do Opola o 18.39 (z
            przesiadkami w Ostrowie i Kluczborku). Bilet kosztował 8.800 zł (w 1990).
            Gdybym wyjechał tym samym pociągiem z Kalisza, ale od Ostrowa jechałbym na
            kierunku wrocławskim (przez Sośnie), to w Opolu byłbym o 20.40 (z przesiadkami w
            Ostrowie, Oleśnicy i Wrocławiu) a bilet kosztowałby mnie 11.300 zł. Jechałbym
            więc o dwie godziny dłużej, o 2.500 zł drożej i mniej widokową trasą. Kolejarz
            nigdy nie wybrałby takiej trasy.
            Pana post jest drobnym kłamstewkiem, obliczonym chyba na robienie zamętu, w
            nadziei, że forumowicze i tak nie wiedzą jak jest. Zaśmieca Pan ten wątek i
            zabiera mi czas. Trochę brzydko Pan postępuje.
            Pozdrawiam serdecznie
            Piotr Badura
      • Gość: Piotr Badura "Chytrze" strzelił... sobie w stopę (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 17:26
        Bereszyński wiedział, że informacja o tym, jakobym przez 4 lata był kandydatem
        na TW wrocławskiej SB jest śmiechu warta. Wiedział też, że bez najmniejszej
        trudności to wykażę. Po co więc tę bzdurną informację umieścił na forum? Nie
        przesadzam z oceną intelektu Bereszyńskiego, ale za głupka go nie uważam. Jeśli
        umieszczał tu na forum informację o dotyczących mnie zapisach w dokumentach SB,
        których bezwartościowość tak łatwo wykazać, to widocznie chciał właśnie tego,
        bym to wykazał. Ale po co?
        Bereszyński ma nad forumowiczami pewną przewagę, a mianowicie wie on, jaka jest
        prawda o jego związkach z SB w latach PRL. Forumowicze mogą tylko wierzyć
        Bereszyńskiemu, że był represjonowany przez SB, ale nie współpracował. Mogą też
        nie wierzyć, ale tak naprawdę to nie wiedzą jak było. A Bereszyński wie i tu ma
        nad forumowiczmi przewagę.
        Podejrzewam, że Bereszyński już się domyślił, co ja na jego temat napiszę. Ten
        ostatni jego post, to byłaby zatem zawczasu taka asekuracja. Zaplanował sobie
        pewnie (albo tak go poinstruowano), że umieści tu na forum informację o
        beznadziejnie durnowatych materiałach SB, rzekomo niekorzystnych dla mnie. Ja to
        wykpię, dowodząc jak niewiarygodne są takie niepełne materiały SB. Gdy za
        niedługo powołam się na materiały niekorzystne dla Bereszyńskiego, to on z kolei
        powoła się na moje tu opinie o niewiarygodności niepełnych materiałów SB.
        Może to i chytrze pomyślane, ale spartaczone tak bardzo, że to raczej ja będę
        się powoływał na opinie Bereszyńskiego z tego ostatniego postu.
        Pozdrawiam Wszystkich
        Piotr Badura
      • z.bereszynski znowu to samo 25.04.09, 23:18
        Zgodnie z moimi oczekiwaniami, Badura niczego w przekonujący sposób nie wyjaśnił. Znowu zastosował swoją zwykłą taktykę, uciekając od poświadczonych źródłowo faktów do oszczerczych insynuacji na mój temat. Typowe dla niego struganie wariata i odwracanie kota ogonem.

        Znowu mamy wierzyć Badurze, że wszystkie kłopotliwe dla niego zapisy w zachowanych dokumentach SB są wytworem konfabulacji. Najpierw miał konfabulować por. Pleban z Wydziału III KW MO we Wrocławiu. Teraz mamy uwierzyć, że literacką fikcję uprawiał również Wydział IV tejże komendy. Wychodzi na to, że wrocławska bezpieka była jakąś pocieszną instytucją, której funkcjonariusze zajmowali się głównie bajkopisarstwem. Ot taki sobie związek literatów, udający tajną policję polityczną. A do ulubionych bohaterów literackich tej pociesznej instytucji należał – z nie wiadomo jakich powodów – Piotr B., którego postawa nie miała oczywiście nic wspólnego z tym, co esbecy pisali na jego temat.

        Szkopuł w tym, że Piotr B. nie potrafi przedstawić żadnych przekonujących argumentów na rzecz takiej wizji. To, co powyżej napisał, na pewno owej wizji nie potwierdza.

        Sugestia, że może chodzić o jakąś inną osobę o tym samym imieniu i nazwisku, jest absolutnie niedorzeczna. W udostępnionych mi ostatnio materiałach zgadzają się wszystkie dane personalne – imię ojca, data i miejsce urodzenia. Ponadto wyraźnie zaznaczono, że chodzi o tę samą osobę, która wcześniej była figurantem sprawy krypt. „ZEN”.

        Trudno mówić o fikcyjnym charakterze zainteresowania Badurą jako kandydatem na TW, jeżeli zarejestrowano go w takim charakterze 7 stycznia 1977 r., a Badura – jak sam podaje – obronił pracę magisterską 28 października 1978 r. Między rejestracją a ukończeniem studiów przez Badurę upłynęły prawie dwa lata, na przestrzeni których Badura pozostawał ściśle związany ze środowiskiem wrocławskim. W całym tym okresie wrocławska SB miała wszelkie podstawy po temu, by żywo interesować się Badurą jako potencjalnym (co najmniej źródłem) informacji. Zainteresowanie to mogło utrzymywać się jeszcze przez dłuższy czas po ukończeniu studiów, bo przecież uzyskanie dyplomu nie oznacza zupełnego zerwania kontaktów z okresu studiów. Kontakty takie mogą być podtrzymywane przez wiele lat, choćby w formie korespondencyjnej. To, że po ukończeniu studiów Badura rzadko bywał we Wrocławiu, nie ma tutaj nic do rzeczy. Nie trzeba często bywać w jakimś miejscu, by wiele wiedzieć o żyjących i działających tam ludziach.

        Argument, że z Brynicy do Wrocławia jedzie się trzy godziny, jest po prostu śmieszny. Jak się jeździ autobusami PKS i pociągami (z przesiadkami), to rzeczywiście może to tyle trwać. Ale nie wtedy, gdy np. ktoś wyrusza z Wrocławia do Brynicy samochodem służbowym. Wtedy trwa to mniej więcej tyle co podróż z Wrocławia do Opola – żaden problem. Równie wielkim „problemem” byłyby dojazdy do wielu miejscowości dawnego województwa wrocławskiego, które pozostawały w obszarze działania KW MO we Wrocławiu (nie zajmowano się przecież tylko samym Wrocławiem). Jeżeli esbecy radzili sobie z dojazdami do różnych miejscowości województwa wrocławskiego, to bez trudu poradziliby sobie także z ewentualnymi dojazdami do Brynicy.

        Jeżeli coś może budzić zdziwienie, to dwa inne fakty. Fakt pierwszy to utrzymywanie Badury w kategorii kandydata na TW przez blisko cztery lata, bez jednoznacznego rozstrzygnięcia sprawy w jedną lub drugą stronę (formalny werbunek w charakterze TW lub rezygnacja z werbunku). Do kwestii tej odniosłem się już wcześniej. Druga dziwna rzecz to fakt, że Badura nie przypomina sobie żadnych kontaktów z SB w okresie, gdy był zarejestrowany jako kandydat na TW. Trudno uwierzyć, by esbecy nie próbowali rozmawiać z kimś, kto był oficjalnie zarejestrowany jako kandydat na TW przez blisko cztery lata! Gdyby Badura napisał, że w ciągu tych czterech lat był nękany przez esbeków, usiłujących zwerbować go charakterze TW, a on dzielnie się temu przeciwstawiał, miałoby to przynajmniej pozory wiarygodności. Ale przedstawianie sprawy w taki sposób, jak gdyby w całym tym niezwykle długim okresie nie podejmowano żadnych prób werbunku, nie budzi zaufania.

        Podjęta przez Badurę kolejna próba ucieczki w brudne insynuacje na mój temat dodatkowo przemawia przeciwko poważnemu traktowaniu jego wypowiedzi. Tak nie postępują ludzie pewni swoich racji.

        Oczywiście nie boję się zapowiadanych przez Badurę dalszych „rewelacji” na mój temat. Nie mam nic do ukrycia i żadne „niekorzystne materiały” mi niestraszne. Uciekanie się do takich pogróżek wystawia paskudne świadectwo tylko samemu Badurze. To kolejny przejaw posługiwania się przez niego metodami z arsenału SB.

        W przeciwieństwie do Badury, nie próbuję idealizować własnej osoby. Nie upieram się, że zawsze miałem rację, rozgrywałem sprawy po mistrzowsku, nie popełniałem błędów itp. Nic z tych rzeczy! Stać mnie na to, by uczciwie powiedzieć, że popełniałem błędy i uczyłem się na błędach. Wiele spraw poprowadziłbym dziś inaczej, bo czegoś w swoim życiu się nauczyłem i nadal się uczę. W pierwszych latach działalności opozycyjnej (czy raczej jej prób) błądziliśmy trochę jak dzieci we mgle, nie mieliśmy pojęcia o wielu sprawach, mieliśmy dość naiwne wyobrażenia na temat konspiracji, nie znaliśmy kodeksu postępowania karnego, nie wiedzieliśmy, jak z jego pomocą bronić się przed represjami. Dzięki temu SB miała nad nami ogromną przewagę. Staliśmy się dużo mądrzejsi dzięki słynnemu poradnikowi „Obywatel i Służba Bezpieczeństwa”. Nauczyliśmy się - także na własnych błędach - lepiej konspirować. W późniejszym czasie działaliśmy już rozważniej, o czym świadczy brak wpadek aż do 1989 r.

        Podobną edukację przechodziła ogromna większość ludzi zaangażowanych w działalność opozycyjną. Praktycznie każdy popełniał jakieś błędy, bo nie było szkół konspiracji itp. Szkołą była codzienna działalność. Jedni uczyli się na błędach i szli dalej z lepszymi efektami. Inni wykruszali się po drodze. Tak to wyglądało i nie ma powodu, by to upiększać czy idealizować. Gorzej, gdy ktoś utrzymuje, że od początku do końca był chodzącym ideałem. Taka postawa nie budzi zaufania. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że tacy ludzi najczęściej coś ukrywają. Trudno mieć do nich zaufanie.

        Najgorszego rodzaju postawę reprezentuje tutaj Badura. Z jednej strony skrajna idealizacja własnej osoby, uparte zaprzeczanie wszystkiemu, co świadczyłoby o popełnionych błędach i przejawach słabości – na przekór oczywistej wymowie zachowanych dokumentów. Z drugiej strony bezczelne próby rozsiewania wyssanych z brudnego palca pomówień i insynuacji na temat tego, kto ośmiela się kwestionować wyidealizowany wizerunek Piotra B. Trudno ufać takim ludziom. Równie trudno ich szanować.

        Zbigniew Bereszyński
        • z.bereszynski kolejne elementy układanki (1) 29.04.09, 01:05
          Przeglądając wielotomowy zbiór dokumentów wytworzonych przez SB w ramach akcji krypt. „Lato 80” natrafiłem na kolejne materiały na temat Piotra B. Zawarte w tych materiałach informacje stanowią istotne dopełnienie informacji ujawnionych przeze mnie wcześniej. Dzięki temu możliwe jest – przynajmniej w ogólnych zarysach - zrekonstruowanie całej, jak sądzę, historii stosunku SB do Piotra B. i vice versa.

          Nowo odkryte materiały mówią o postawie Piotra B. w latach 1980-1981 (po powstaniu „Solidarności”) oraz o tym, jak na jego ówczesną postawę reagowała SB. Pierwszym dokumentem z tej grupy jest datowana 19 września 1980 r. „Informacja dla Komendanta Wojewódzkiego MO w Opolu o ważniejszych wydarzeniach społeczno-politycznych na terenie województwa opolskiego”. W dokumencie tym znajdujemy następującą wzmiankę na temat Badury, opartą na informacjach z Wydziału III KW MO w Opolu: „Na odbytym w dniu 9 IX br. zebraniu nauczycieli w gm. Łubniany, zabierając głos w dyskusji, nauczyciel ze szkoły zbiorczej w Krynicy, Piotr BADURA […] wygłosił przemówienie, w którym powiedział m. in.: »… PZPR jest skompromitowana przez czynione błędy, które doprowadziły do kryzysu gospodarczego, i PZPR nie powinna i nie może być przywódcą narodu…«. Żądał utworzenia W[olnych]Z[wiązków]Z[awodowych] nauczycieli, dodając jednocześnie, że w wypadku, gdy nie zostaną spełnione propozycje podwyżki płac dla nauczycieli, występuje on ze strajkiem nauczycieli Gminnych Szkół w Łubnianach, dodając na zakończenie, że tylko wolne związki zawodowe zapewnią prawidłową politykę gospodarczą w kraju, a nie PZPR. Na ogólną liczbę 60 osób uczestniczących w zebraniu, 15 osób wystąpienie P. BADURY przyjęło oklaskami; byli to młodzi nauczyciele, pracujący po roku lub dwa”.

          Z innego, dużo późniejszego dokumentu dowiadujemy się, że „opiekujący” się szkołami Wydział III KW MO wciągnął Piotra B. na listę osób przewidzianych do internowania w wypadku „niebezpieczeństwa wewnętrznego”. Dokumentem tym jest datowany 22 września 1981 r. wykaz osób podlegających izolacji, obejmujący ogółem 23 nazwiska. Oprócz nazwiska Piotra B. widnieje tam m. in. moje nazwisko, a także nazwiska takich osób jak Zbigniew Bitka, Wojciech Chlebda, Ryszard Ciecierski, Antoni Junosza-Szaniawski, Maciej Kaliszan (czołowy działacz NZS), Kazimierz Klucznik, Waldemar Matlachowski, Wiesław Ukleja, Henryk Żarczyński czy Tadeusz Żyliński. Ujęte w wykazie osoby podzielone zostały na trzy grupy, odpowiadające trzem etapom planowanej operacji. Pierwsza grupa, odpowiadająca etapowi I, obejmowała czternaście nazwisk. Ponieważ wykaz sporządzono w układzie alfabetycznym, listę nazwisk pierwszej grupy otwiera moje nazwisko. Do drugiej grupy, odpowiadającej etapowi II, zaliczono 7 osób. List nazwisk otwiera w tym przypadku nazwisko Piotra B. Do trzeciej grupy (etap III) zaliczono tylko dwie osoby.

          Osoby zaliczone do pierwszej grupy (etap I) zostały w ogromnej większości internowane w okresie stanu wojennego. Internowania uniknęły tylko dwie osoby z tej grupy. Inaczej było w przypadku drugiej grupy (etap II). Z grupy tej internowano tylko dwie osoby spośród siedmiu. Z trzeciej grupy (etap III) nie internowano nikogo. Można na tej podstawie wnioskować, że do pierwszej grupy zaliczono osoby postrzegane szczególnie negatywnie przez SB i w związku z tym podlegające izolacji w pierwszej kolejności. Do drugiej i trzeciej grupy zaliczono osoby mniej niebezpieczne, których izolacja byłaby konieczna tylko w szczególnych okolicznościach.

          Dla każdej ujętej w wykazie osoby sporządzono krótką charakterystykę. W charakterystyce Piotra B. czytamy: „członek »Solidarności«, zdecydowany przeciwnik kierowniczej roli partii, propagator strajków w szkołach, kontakt członka kier.[ownictwa] KPN – [Romualda] SZEREMIETIEWA”.

          Trzecim dotyczącym Piotra B. dokumentem jest pochodzący z końca listopada 1981 r. wykaz osób, z którymi Wydział III KW MO w Opolu zamierzał przeprowadzić rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze w razie wprowadzenia stanu wojennego. Wykaz ten pokrywa się praktycznie z omówionym powyżej wykazem osób przewidzianych do izolacji. Obejmuje on ogółem 22 nazwiska (pominięto jedną osobę, która miała być internowana przez SB z Komendy Wojewódzkiej w Katowicach). Również tutaj widnieją m. in. nazwiska moje oraz Piotra B. Z części opisowej wykazu dowiadujemy się, że Badura miał być doprowadzony na rozmowę przez funkcjonariusza SB, a rozmawiać z nim miał st. szer. Kazimierz Ogorzelec, inspektor Sekcji III Wydziału III KW MO w Opolu.

          Przytoczone powyżej dokumenty tłumaczą, dlaczego z końcem października 1980 r. Piotr B. został skreślony z ewidencji kandydatów na TW. Jak o tym świadczy pierwszy z przywołanych powyżej dokumentów, we wrześniu 1980 r. Wydział III KW MO w Opolu ustalił, że Piotr B. angażuje się po stronie nowego ruchu związkowego. Niewątpliwie poinformowano o tym Wydział IV KW MO we Wrocławiu, w którego zainteresowaniu operacyjnym pozostawał dotąd Badura. Wrocławska SB podjęła prawdopodobnie jakieś czynności wyjaśniające we własnym zakresie. Wynik tych czynności był zapewne negatywny. Przypuszczalnie uznano, że Badura „znarowił” się do tego stopnia, że dalsze utrzymywanie go w kategorii kandydatów na TW traci sens. Dlatego z końcem następnego miesiąca Badura został skreślony z ewidencji kandydatów. Nie założono mu nowej teczki, bo jego osoba straciła na znaczeniu dla wrocławskiej SB, a Wydziałowi III KW MO w Opolu wystarczyło kontrolowanie jego osoby w ramach sprawy obiektowej krypt. „Kaganek”, obejmującej środowiska nauczycielskie.

          Fakt, że w późniejszym czasie Wydział III KW MO w Opolu wciągnął Badurę na listę osób przewidzianych do internowania, sugeruje, iż SB chciała jakoś zemścić się na nim za sprawiony jej zawód. Piotr B. nie spełnił wiązanych z jego osobą oczekiwań (jako kandydat na TW) i w związku z tym powinien, zdaniem esbeków, ponieść jakąś karę. SB potrafiła być bardzo mściwa w podobnych przypadkach i sądzę, że mogło tak być również w przypadku Badury.

          Elementem zemsty mogły być również inne działania SB. Sam Badura uważa, że intrygi SB doprowadziły do szybkiego wykluczenia go z grona działaczy opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej. Myślę, że było tak naprawdę, choć mechanizmy owej intrygi wyglądały najpewniej inaczej niż wyobraża to sobie Badura.

          Jak SB mogła doprowadzić do wykluczenia kogoś z grona działaczy „Solidarności”? Typową metodą było rozpuszczanie pogłosek, że dana osoba współpracuje bądź współpracowała z SB. Był to niezwykle skuteczny sposób moralnego niszczenia ludzi, których SB chciała wyeliminować z aktywnego życia społecznego. W ten sposób karano również osoby, które zerwały współpracę z SB lub w inny sposób wyrwały się z dwuznacznych relacji z tą służbą. SB kompromitowała takie osoby, wykorzystując fakt ich wcześniejszych kontaktów z SB.

          Przypuszczam, że podobny mechanizm mógł zadziałać również w przypadku Badury. Bardzo możliwe, że w niedługi czas po wykreśleniu go z ewidencji kandydatów na TW zaczęto rozpuszczać pogłoski na temat jego wcześniejszych kontaktów z SB. Niekluczowe, że robił to jakiś agent SB, funkcjonujący w środowisku opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej. Jako osoba podejrzewana o kontakty z SB, Badura mógł stać się persona non grata wśród działaczy „Solidarności” i ostatecznie został wyeliminowany z tego kręgu. To tylko hipoteza, ale zachowane dokumenty przemawiają za tym, że mogło tak być naprawdę. Pisałem to już dawno temu, a obecnie powracam do tej hipotezy z jeszcze mocniejszym przekonaniem, bo mam dużo więcej argumentów w postaci ujawnionych ostatnio materiałów.

          Zapewne nigdy już nie uda się dotrzeć do wielu ważnych dokumentów, mogących pomóc w ostatecznym wyjaśnieniu ewentualnych wątpliwości. Myślę jednak, że to, do czego stopniowo udało się dotr
          • z.bereszynski kolejne elementy układanki (2) 29.04.09, 01:08
            Zapewne nigdy już nie uda się dotrzeć do wielu ważnych dokumentów, mogących pomóc w ostatecznym wyjaśnieniu ewentualnych wątpliwości. Myślę jednak, że to, do czego stopniowo udało się dotrzeć, pozwala w ogólnych zarysach zrekonstruować kilkuletnią historię wzajemnych relacji SB i Piotra B.

            Najpierw, w latach 1972-1974, Badura był figurantem sprawy krypt. „ZEN”, założonej przez Wydział III KW MO we Wrocławiu w celu wyjaśnienia jego zamierzeń organizatorskich. Już w tym czasie zaczęto jednak planować pozyskanie Badury w charakterze tajnego współpracownika SB. Figurant Badura stał się stroną dialogu operacyjnego, traktowanego przez SB jako wstęp do formalnego werbunku. Godząc się na spotkania z esbekiem w kawiarni i hotelu, Badura wchodził w pułapkę, grożącą się faktycznym ześliźnięciem do roli TW. Taka postawa z jego strony zachęcała esbeków do kontynuowania działań werbunkowych.

            W drugiej połowie lat 70. „pałeczkę” przejął Wydział IV KW MO we Wrocławiu. Od stycznia 1977 do października 1980 r. Badura był formalnie traktowany jako kandydat na TW w zakresie interesującym ten wydział.

            We wrześniu 1980 r. Badura opowiedział się po stronie „Solidarności”. W związku z tym wykreślono go z ewidencji kandydatów na TW. Za sprawiony zawód SB zemściła się, doprowadzając swoimi intrygami do tego, że Badura został wyeliminowany z grona działaczy „Solidarności”. Planowano nawet internowanie Badury. Ostatecznie jednak zrezygnowano z tej formy represji. Zapewne uznano, że Badura nie jest na tyle groźny, by naprawdę należało go internować. Z tych samych powodów nie założono mu już nowej teczki (ani KE ani nawet OZ).

            Widzę pewne analogie między tą historią a zawiłymi losami takich postaci jak Lech Wałęsa czy Leszek Moczulski. Z zachowaniem wszelkich proporcji oczywiście.

            Już wielu miesięcy temu wyraziłem opinię, że nieformalne kontakty Badury z por. Plebanem w latach 1973-1975 były pułapką, która po latach zadziałała w ten sposób, że SB doprowadziła do wyeliminowania Badury z nowego ruchu „Solidarności”. Badura wpakował się w tę pułapkę wiedziony naiwnym przekonaniem, że SB jest „legalną służbą legalnego państwa”. Przekonanie to było głównym źródłem popełnianych przez Badurę błędów, skutkujących m. in. zaliczeniem go do kategorii kandydatów na TW.

            Błędy te mogły być punktem wyjścia do ciekawej dyskusji nad politycznymi realiami PRL i nad niebezpieczeństwami, jakie niosła ze sobą postawa legalistyczna wobec owej atrapy państwa. Niestety, Badura należy do tej kategorii ludzi, którzy nie potrafią przyznać się do błędów i słabości. Tacy jak on zawsze wszystko robią najlepiej, wszystko rozgrywają po mistrzowsku i zawsze muszą mieć sto procent racji. Dlatego zamiast ciekawej dyskusji na podstawie dokumentów zrobiła się karczemna burda, w której miejsce argumentów zajęły kolejne insynuacje na mój temat, wymyślane przez Badurę z myślą o ucieczce od meritum sprawy. Dyskusja zeszła na manowce i do poziomu rynsztoka.

            Badura niczego nie zrozumiał i już raczej nie zrozumie. Nie wyciągnie żadnych racjonalnych wniosków z błędów popełnionych w przeszłości, a także w ostatnich miesiącach. Za mało w nim pokory, by potrafił skorzystać z tej lekcji. Mam jednak nadzieję, że przedstawiony przeze mnie materiał przyda się innym forumowiczom jako podstawa do poważnej i krytycznej refleksji historycznej (i nie tylko).

            Zbigniew Bereszyński



            • Gość: gosc Re: kolejne elementy układanki (2) IP: *.dip.t-dialin.net 29.04.09, 09:13
              Ale Pan dalej pisze o Panu B. czyli mozna powiedziec ze jest Pan
              albo wydluzonym ramieniem SB albo ma Pan osobisty interes aby tak
              postepowac.Moze byc i odwrotnie ze Pan B. pisze o Panu jako
              wydluzone ramie SB albo ma w tym osobisty interes. Generalnie nikt z
              kibicow "waszej zabawy" nie jest w stanie stwierdzic kto ma racje
              wiec zycze dalszej owocnej bitwy (wygra zapewne ten ktory umrze
              pozniej bo bedzie mial ostatnie slowo).Lubie poczytac Forum i
              nigdzie nie znalazlem tak zacietej i dlugiej"polajanki" dawnych
              dzialaczy S.
              • z.bereszynski Re: kolejne elementy układanki (2) 29.04.09, 09:48
                Jeżeli "połajanka" ta Pana nie interesuje, to po co Pan tu wchodzi i zabiera
                głos? Zwłaszcza, że - jak widać - nie ma Pan nic sensownego do powiedzenia w
                odniesieniu do meritum sprawy.

                Ja nie bawię się w połajanki. Opisuję fakty na podstawie dokumentów. Niczego nie
                zmyślam i nie operuję oszczerstwami. To ktoś inny próbuje sprowadzać dyskusję do
                takiego poziomu.

                Zbigniew Bereszyński
              • Gość: Piotr Badura Nie jest Pan wszystkimi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 15:40
                Szanowny Panie Gościu
                Napisał Pan o polemice między mną a Bereszyńskim tak: "nikt z kibiców "waszej
                zabawy" nie jest w stanie stwierdzić, kto ma rację". Mógłby Pan tak napisać,
                gdyby był Pan wszystkimi. Ale Pan nie jest wszystkimi, więc może Pan napisać
                tylko: "Ja nie jestem w stanie stwierdzić, kto ma rację". Nawet takie
                stwierdzenie byłoby jednak pochopne.
                Jeśli chcemy choć trochę rozumieć, co się wokół nas dzieje, to wśród wielu
                założeń, które musimy zrobić, jest i takie, że w istotnych działaniach ludzie
                mają motywy. Jeśli idzie Pan chodnikiem, na którym leży puszka po piwie i Pan ją
                kopnie, to takie działanie może nie mieć motywu, bo jest ono nieistotne. Jeśli
                jednak podniesie Pan tę puszkę, wejdzie kawałek dalej do bramy domu, postawi
                puszkę na parapecie okna klatki schodowej i wyjdzie z tego domu, to uznanie, że
                działał Pan bez motywu oznaczałoby przyjęcie, że szwankuje Panu głowa. A
                przecież nadal jest to błahe zdarzenie.
                Podjęcie współpracy z SB w żadnym razie nie jest zdarzeniem błahym. Ktoś, kto
                taką współpracę podejmuje, musi mieć motyw. Można było podjąć współpracę z SB z
                powodów ideowych, ale lektura tego, co opublikował na forum Bereszyński,
                wyklucza w moim przypadku podjęcie współpracy z powodów ideowych. Jeśli nie
                powody ideowe to już tylko "kij lub marchewka". Tego jednak też nie było, a
                przynajmniej Bereszyński nie ujawnił nic, co by mogło wskazywać na istnienie
                "kija lub marchewki". Brak motywu działania każe przyjąć, że hipoteza jest błędna.
                W przypadku Bereszyńskiego jest oczywisty motyw. Strach przed odpowiedzialnością
                karną ze wszystkimi jej konsekwencjami. Można oczywiście udawać, że nie widzi
                się tej fundamentalnej różnicy między sytuacją moją i Bereszyńskiego, ale nie
                bardzo wiem po co to udawać.
                Pozdrawiam serdecznie
                Piotr Badura
          • Gość: Piotr Badura kolejne uzupełnienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 18:22
            Niezależnie od tego, co myślę o Bereszyńskim, to nie potępiam go, jeśli nawet
            pracował bądź pracuje dla tajnych służb (w końcu SB, UOP i ABW to legalne służby
            legalnych państw). Nie mam też do niego żadnego żalu, doceniam to, że występuje
            pod prawdziwym nazwiskiem i jestem mu zobowiązany, że ujawniając tu na forum
            dotyczące mnie materiały SB, nie pozwala, by to wszystko poszło w niepamięć.
            Tyle tytułem wstępu.
            Ujawnione przez Bereszyńskiego kolejne materiały zawierają wiele nieprawdziwych
            informacji, a na dodatek Bereszyński błędnie je interpretuje.
            1) Nie wiem na czym była oparta relacja z zebrania nauczycielskiego w dniu 9
            września 1980, ale są to absolutne brednie. Myślę, że informacje SB pochodziły
            od osoby bardzo niekompetentnej albo mającej do mnie o coś żal. Nie wierzę, że
            wygłaszałem tak radykale poglądy. Raczej ktoś strasznie strywializował to, co
            mówiłem.
            Moją postawę określił cytowany już wcześniej przez Bereszyńskiego TW ps. "KCN",
            który w doniesieniu z 18 grudnia 1972 mówił o mnie: "Jest to człowiek
            niebezpieczny, który posiada dar przekonywania i potrafi głosić wywrotowe
            hasełka pod płaszczykiem dobrych intencji".
            Ja z reguły byłem "za". Wskazywałem tylko, gdzie wymagane jest ulepszenie bądź
            gdzie potrzebna jest naprawa. Na zebranie nauczycielskie w dniu 9 września 1980
            jechałem jako kandydat na szefa gminnego ZNP. Na zebraniu wytworzyła się jednak
            taka sytuacja, że nie było odważnych, by organizować nauczycielską
            "Solidarność". Na ewentualne przystąpienie chętni byli, ale nikt nie chciał być
            tym na czele. W poczuciu obowiązku podziękowałem więc za propozycję bycia szefem
            ZNP i zająłem się organizowaniem "Solidarności".
            Mój pogląd był wtedy absolutnie jasny. Nie byłem ani zwolennikiem ZNP, ani
            zwolennikiem "Solidarności". Byłem zwolennikiem pluralizmu związkowego.
            Uważałem, że lepiej będzie, gdy pracownicy będą mieli wybór związku, niż gdy
            tego wyboru nie mają. Gdybym nie wsparł wtedy powstania "Solidarności" to
            obawiać się można było, że w oświacie gminy Łubniany działałby tylko ZNP.
            Uważałem, że to nie byłoby dobre.
            Być może ktoś z kręgu osób, które przygotowywały wybranie mnie szefem ZNP,
            poczuł się rozżalony moją woltą i w tym rozżaleniu nagadał na mnie SB. Nie mam o
            to żalu.
            Szefem nauczycielskiej "Solidarności" w gminie Łubniany zostałem więc z poczucia
            obowiązku, a nie z fascynacji "Solidarnością". Podobnie z poczucia obowiązku
            zgodziłem się kandydować na szefa komisji zakładowej, a fakt, że działacze
            prezydium komisji zakładowej przy pomocy SB wyeliminowali mnie z gry, przyjąłem
            z pewną ulgą, bo zdawałem sobie sprawę z odpowiedzialności, która spadłaby na
            mnie po objęciu tej funkcji.
            2) Trochę inaczej wygląda sprawa pomysłu z internowaniem mnie. SB usiłowała
            wcielić ten pomysł w życie. W środku nocy 13 grudnia 1981 wyznaczona ekipa
            załomotała do drzwi części mieszkaniowej budynku szkolnego w Brynicy. Były tam
            wówczas trzy mieszkania. Zajmowałem jedno z nich. Ale nie było mnie w domu.
            Ekipa obudziła tylko moją sąsiadkę z parteru, która przerażona wyjaśniła im, że
            nie ma mnie w domu (mieszkałem nad nią, więc wiedziała zawsze czy jestem). Ekipa
            zabrała się na powrót do samochodu i popędziła do Opola na Ozimską 65. Może to
            była Ozimska 63. Nie pamiętam już dokładnie, w każdym razie na parterze była
            piekarnia Kobyłkiewicza. Był to mój poprzedni adres zameldowania, przed Brynicą.
            W kamienicy przy Ozimskiej 65, w mieszkaniu, które rzekomo zajmowałem, mieszkała
            starsza pani Franciszka N., która miała jeszcze wojenne doświadczenia z oboma
            okupantami i tacy jak SB, to mogli ją tylko rozśmieszyć. Wyciągnięta w środku
            nocy z łóżka pani Franciszka N. zaczęła tłumaczyć ekipie, że ona jest w domu
            sama. Tłumaczyła to głośno na korytarzu, budząc sąsiadów, także dzwonkami do
            drzwi. Pobudzeni sąsiedzi zapewniali ekipę, że pani Franciszka N. jest sama,
            nikt tu z nią nie mieszka od lat, a o żadnym Piotrze Badurze nigdy nie słyszeli
            i musi to być pomyłka. Dowcip sytuacji polegał na tym, że oni mówili prawdę,
            gdyż w mieszkaniu przy Ozimskiej 65 zjawiałem się zawsze dyskretnie i równie
            dyskretnie je opuszczałem. Sąsiedzi nie wiedzieli więc o moim związku z tym
            mieszkaniem.
            Zbita z tropu ekipa nie miała już pomysłu, gdzie mnie teraz szukać. Tymczasem
            już rano dotarła do mnie informacja, że jestem poszukiwany. Nie wierzyłem, że do
            poniedziałku mnie znajdą. Jeśli dobrze pamiętam, to w poniedziałek pojechałem do
            wsi w pobliżu Brynicy i przyszedłem do domu przez las. Nie widziałem nic
            podejrzanego, więc dyskretnie wszedłem, spakowałem i ukryłem w bezpiecznym
            miejscu dokumentację "Solidarności", po czym zajrzałem do sąsiadki z parteru.
            Zadziwiłem ją, bo myślała, że jestem już internowany. Pogadaliśmy chwilę i
            poszedłem. Przez las dotarłem do Łubnian, by zorientować się, czy gminna
            dyrekcja czegoś ode mnie nie oczekuje. Nie oczekiwali, więc opuściłem
            Opolszczyznę (szkoły miały trzy tygodnie ferii), uznając, że pomaganie ekipie SB
            pozostawaniem na miejscu byłoby przesadą. Gdy zjawiłem się po feriach w pracy,
            to odwiedził mnie w szkole funkcjonariusz SB z wezwaniem na przesłuchanie w dniu
            4 lutego. Termin mi nie odpowiadał, więc zmienił go na 6 lutego.
            Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to ja byłem już w tym czasie po rozmowie z
            Ryszardem P., internowanym 13 grudnia, którego zwolniono dość prędko z powodu
            złego stanu zdrowia żony. Z rozmowy z Ryszardem P. wywnioskowałem, że tylko
            pierwsze kilka dni internowania było wyraźnie przykre, ze względu na złe warunki
            bytowe i niepewność. Po tygodniu już nie było tak źle. Zacząłem się przymierzać
            do internowania. Wstawanie codziennie rano do roboty i tłumaczenie dzieciom, np.
            jak rozwiązuje się równanie z jedną niewiadomą, wydawało mi się mniej
            atrakcyjne, niż siedzenie z grupą dorosłych w ośrodku internowania, gdzie można
            sobie prowadzić spokojnie różne dysputy polityczne, bo w zasadzie nikomu nigdzie
            się nie spieszy. Z pewnych względów nie mogłem sobie jednak na ten luksus
            pozwolić. Szkoda, bo mogło to być ciekawe doświadczenie.
            Pomysł z internowaniem mnie dowodził, że SB trochę goniła w piętkę. Do 13
            grudnia 1981 nie robiłem bowiem nic, co uzasadniałoby taki krok.
            3) Postępem jest, że Bereszyński wreszcie rozumie, iż za wyeliminowaniem mnie z
            prezydium komisji zakładowej stało SB. Ja rozumiałem to doskonale już w 1981.
            Nie jest jednak tak, że SB rozpuszczała pogłoski, a członkowie prezydium dali
            się na to złapać. Musieliby jeden w drugiego być durniami. Człowiek jako tako
            orientujący się, gdy słyszy od Nowaka: "Podobno Kowalski współpracuje z SB",
            pyta Nowaka: "A skąd ty o tym wiesz?". Gdy nie dostaje przekonywującego
            wyjaśnienia, to ma obowiązek założyć, iż to raczej Nowak współpracuje z SB. Gra
            przeprowadzona w celu wyeliminowania mnie z prezydium wymagała przynajmniej
            dwóch agentów. Nie jestem jednak zainteresowany ujawnianiem szczegółów tej
            sprawy. W 1981 uważałem, że stopień penetracji środowiska przez SB jest, jak dla
            mnie, trochę za duży i to też był jeden z powodów, dla których ucieszyłem się,
            że mnie stamtąd wyeliminowano.
            4) Nie wiem, czy po 1981 SB interesowała się jeszcze mną, czy nie. Wolałbym, by
            się interesowała, bo to by oznaczało, że miałem jakiegoś osobistego kronikarza,
            który dbał o to, by pozostała o mnie jakaś pamięć, choćby wykoślawiona. W
            gruncie rzeczy dla ludowej ojczyzny najkosztowniejsze było właśnie to, co
            robiłem po 1981. Ale to już inny temat.
            Pozdrawiam Wszystkich
            Piotr Badura
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka