Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.08, 23:56 Przeciwstawienie się władzom wymaga odwagi. Dużo większej odwagi wymaga jednak przeciwstawienie się tzw. opinii publicznej. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Piotr Badura Machulski o przejściowym etapie do komunizmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:00 W październiku 2008 ukazało się pierwsze wydanie pisma „Bluszcz”. Jest to „Pismo miesięczne ilustrowane dla kobiet”. Nawiązuje ono do ukazującego się w latach 1865-1939 ilustrowanego tygodnika kobiecego o tym samym tytule. Jednym z autorów dzisiejszego „Bluszczu” jest reżyser Juliusz Machulski (Vabank, Seksmisja, Kiler etc.). W październikowym „Bluszczu” w tekście zatytułowanym „Kino Bałtyk” pisał m.in. o Wacku, swym starszym koledze z czasów młodości, który był mocno zaangażowany politycznie. Napisał o nim tak: ...rozprawiał o czasach, kiedy ludzie nie będą potrzebowali pieniędzy, żeby coś kupić. W sklepie wszystko będzie leżało na półkach i każdy weźmie sobie tyle, ile zechce. To się miało nazywać komunizm. Powinno wkrótce nadejść. I pewnego dnia komunizm zjawił się w Lublinie! W nowo otwartym sklepie towary leżały na półkach i ludzie chodzili i brali sobie, co chcieli, i kładli do drucianych koszyków. Spytałem Wacka, czy to już to? „Prawie – odpowiedział. – Można sobie brać ile się chce, ale potem w kasie trzeba zapłacić.” Ten przejściowy etap do komunizmu nazywał się sklep samoobsługowy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Badurze dupcy się komputer.. IP: *.punkt.pl 21.12.08, 00:04 bo nic nie może w jednym kawałku napisać. Nic do smiechu, bo sam to przeżywałem niedawno Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Dziwna sprawa z klubem Progres IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:04 W 1972 rozpocząłem studia chemiczne na Uniwersytecie im. Bolesława Bieruta we Wrocławiu. Działałem już wtedy intensywnie w Stowarzyszeniu PAX, w którym od 1973 pełniłem funkcję kierownika Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr. Z tą funkcją wiązała się m.in. aktywność polityczna w środowisku studenckim. Z powodu tej właśnie aktywności zetknąłem się wtedy m.in. z klubem Progres, działającym przy ul. Szewskiej. Było to miejsce regularnych spotkań i dyskusji aktywu uczelnianego ZMS. Związek Młodzieży Socjalistycznej uważałem za organizację nudną i sztuczną, ale środowisko skupione w klubie Progres było bardzo nietypowe. Jednym z kierunków studiów na UBB była filozofia. Były to jednak studia podyplomowe, tzn. można było je rozpocząć nie wcześniej niż po ukończeniu drugiego roku studiów na jakimś kierunku pierwotnym. W środowisku aktywu uczelnianego ZMS na UBB była wtedy taka nieformalna zasada, że należy równolegle do swego kierunku studiów podjąć też studia filozoficzne. To nieformalne kryterium powodowało, że bywalcy klubu Progres byli zwykle atrakcyjni intelektualnie. Aktywiści z Progresu znali dzieła klasyków, w tym Marksa. Różniło ich to bardzo od innych aktywistów ZMS, czy PZPR, którzy w większości nigdy w życiu nie przeczytali niczego z klasyków marksizmu. To od bywalców Progresu dowiadywałem się, że Marks pisał trochę inaczej, niż się powszechnie twierdzi i dobrze jest weryfikować to, co ktoś mówi o Marksie z pracami Marksa. Dlatego dość powszechny pogląd, jakoby Marks przewidywał, że w komunizmie każdy będzie sobie brał w sklepie co chce i ile chce sprawdziłem. Marks tego nie napisał. Aktywiści klubu Progres skończyli jakoś dziwnie. Zostali sukcesywnie, jeden po drugim, zepchnięci na jakiś boczny tor. Ich szef pojechał nawet na studia doktoranckie do ZSRR, ale go stamtąd odesłali, przed ich ukończeniem. Wtedy, w połowie lat 70. wydawało mi się bardzo dziwne, że PZPR metodycznie eliminuje swych najbardziej ideowych ludzi. Dlatego zapamiętałem tę sytuację, choć wówczas jej nie rozumiałem. Dziś myślę, że tak działała KBWE. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: Dziwna sprawa z klubem Progres IP: *.punkt.pl 21.12.08, 00:12 Komitet Badawczy Wrocławskich Ekonomistów ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Przepraszam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:16 Przepraszam za użycie skrótu bez jego rozwinięcia. Wydawało mi się (błędnie, jak się okazuje), że jest on dobrze znany. Chodzi o tzw. Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hhh Re: Dziwna sprawa z klubem Progres IP: *.xdsl.centertel.pl 21.12.08, 18:38 No faktycznie trzeba było wielkiej odwagi, żeby byc działcZem PAX w PRL.... Do tego kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr. Jak to się stało Panie Badura żeś Pan nie trafił między posły i ministry? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Pyta Pan serio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 20:27 Szanowny Panie HHH Pyta Pan serio? Bo nie jestem pewien. Jeśli pyta Pan serio, to wyjaśniam, że nie trzeba było żadnej odwagi, by być działaczem PAX. Trzeba tylko było mieć umiejętność porzucenia myśli o "karierze politycznej". Kto w latach 70. chciał robić "karierę", wstępował do PZPR. No chyba że był całkiem stuknięty, to mógł wierzyć, że PAX jest drogą do "kariery politycznej". Mnie tzw. "kariera polityczna" nie pociągała. Jeśli już coś mnie pociągało, to bardziej polityka, choć i ona nie za bardzo. Dlatego mogłem sobie pozwolić na luksus związania się z PAX-em, czyli środowiskiem straceńców. A jak się stało, że nie trafiłem między posły i ministry? Trafienie tam wymagało zapłacenia pewnej ceny, która wydawała mi się o wiele zawyżona, więc nie reflektowałem. Inna sprawa, że skoro Pan tak pyta, to domyślam się, że dla Pana trafienie między posły i ministry jest jakąś wartością. Po przyjacielsku powiem Panu, że wybrał Pan sobie kiepski system wartości. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć ludzi, którzy tak głupio wybierają. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hhh Re: Pyta Pan serio? IP: *.xdsl.centertel.pl 21.12.08, 21:25 To czego Pan szukał w tym całym PAXie? Co Pan chciał w ten sposób osiągnąć? Po co się Pan zapisał dio tych koncesjonowanych katolików na uslugach PZPR co palili Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek? Ciężko mi coś takiego zrozumieć. Może mi Pan to wytlumaczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Odpowiadam bardzo chętnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 23:40 Szanowny Panie HHH Bardzo mnie ucieszyło, że Pan o coś pyta, bo 99 proc. forumowiczów w ogóle nie uznaje pytań. Uważają, że zjedli wszystkie rozumy i mówią wyłącznie twierdzeniami. Ja mam swoją filozofię życiową. Uważam, że moim obowiązkiem jest działać dla dobra publicznego, a moim interesem działać dla swego dobra. Między jednym a drugim trzeba wyważyć, trzeba znaleźć złoty środek. Wyraźnie tu podkreślam (zwłaszcza z myślą o młodszych forumowiczach), że działalność dla dobra publicznego to obowiązek, a nie przyjemność. Ja deklaruję gotowość, a jeśli społeczeństwo mnie zwalnia z tego obowiązku, to ja się cieszę. Dlatego jest dla mnie niepojęte, że komuś może zależeć, by być np. posłem czy ministrem. A po co? Przecież to jest trudny obowiązek. To społeczeństwu ma zależeć, by ktoś o odpowiednich kwalifikacjach był posłem czy ministrem. Jeśli X ma najlepsze kwalifikacje do bycia posłem, a ludzie wybrali Y, który tych kwalifikacji nie ma, to X jest wygrany, a Y i wyborcy są przegrani. Odwołam się do przykładu. X byłby świetnym chirurgiem, ale społeczeństwo obsadziło w tej roli Y, który knoci operacje. Czy społeczeństwo wygrało na tym, że Y pozbawia jego przedstawicieli szans na przeżycie operacji? Czy Y wygrał los na loterii, bo może sobie knocić operacje? Nie, wygrał tylko X, który ma czas wybrać się z żoną i dziećmi w góry, ma czas na piwo ze znajomymi i nikt go nie budzi po nocy telefonami, że trzeba natychmiast przyjechać do szpitala, bo jest trudny przypadek. Gdy skończyłem 18 lat (1971), w poczuciu obowiązku względem społeczeństwa zgłosiłem swą gotowość do służby publicznej. Sprawdziłem, jakie są programy wszystkich legalnie działających organizacji politycznych. (Podjęcie działalności nielegalnej to, moim zdaniem, katastrofa. Jest to zadeklarowanie, że nie potrafi się działać legalnie. Zawsze miałem poczucie, że potrafię legalnie.) Wyszło mi, że PAX ma program, który mi najbardziej odpowiada. W programie PAX-u podobało mi się to, że bardzo twardo stawiał on postulat neutralności światopoglądowej państwa. Oznaczało to, że żaden światopogląd nie może być przez państwo uprzywilejowany w żadnej dziedzinie. Skoro np. 90 proc. społeczeństwa deklaruje światopogląd katolicki, to licząc w dłuższym czasie 90 proc. np. ministrów, profesorów, redaktorów naczelnych, dyrektorów etc. powinno być katolikami. Gdyby katolikami było 90 proc. obywateli, a np. wśród ministrów katolicy stanowiliby tylko 50 proc., to byłby to dowód na brak neutralności światopoglądowej państwa w tej dziedzinie i zdaniem PAX-u byłoby to zło. PAX stawiał też postulat demokracji parlamentarnej, jako celu, ku któremu należy zmierzać. To wyborcy mieli, zdaniem PAX-u, decydować, która partia będzie rządzić. Wymienione dwie sprawy były dla mnie najważniejsze, ale podobało mi się też wiele innych. PAX twierdził np., że ocena trafności kierunków politycznych przyjętych przez rząd londyński i AK to jedno, a bohaterstwo żołnierzy AK to drugie. PAX dopuszczał krytykę programu politycznego AK, ale nie dopuszczał kwestionowania bohaterstwa AK-owców. Nie bez znaczenia było też to, że z wydawnictw PAX dowiedziałem się wtedy, w latach 70., o pogromie kieleckim tuż po wojnie. W wydanej przez Instytut Wydawniczy PAX w 1970 roku książce Stanisława Zabiełły "O rząd i granice" mogłem przeczytać o sprawie Katynia. Ja o sprawie Katynia wiedziałem wcześniej, bo zginął tam kolega mojego ojca, a niewiele brakowało, by zginął tam mój wujek (trafił ostatecznie na Syberię i wyszedł z ZSRR z Andersem), ale wokół Katynia było w PRL znamienne milczenie. Tymczasem Instytut wydawniczy PAX potrafił to milczenie złamać i w 1971 kupiłem sobie w księgarni PAX koło opolskiej katedry książkę, w której o Katyniu napisano. Ogromne znaczenie miało też dla mnie to, że w PAX-ie spotkałem cudownych ludzi. Mnie nikt do PAX-u nie namawiał. Gdy skończyłem 18 lat, to sam zgłosiłem się w opolskim oddziale. Jacy tam byli wspaniali ludzie! A gdy dwa lata później rozpocząłem studia we Wrocławiu i zameldowałem się w tamtejszym oddziale PAX-u, to spotkałem równie cudownych ludzi. Ja nie wierzę, że może być złą organizacja, w której są tacy ludzie. Oczywiście w PAX-ie zdarzali się też ludzie, którzy nie budzili mojej sympatii, ale były to pojedyncze przypadki. Generalnie ludzie w PAX-ie byli świetni i mówię to mimo tego, że ten PAX w końcu skierował mnie w marcu 1976, po niecałych pięciu latach mojej w nim obecności, na polityczną emeryturę. Było to jednak wspaniałe pięć lat, podczas których wiele skorzystałem, mając kontakt z ludźmi o wysokich kwalifikacjach intelektualnych a także moralnych. Do dziś boleję, że z wieloma z nich straciłem kontakt. Mógłbym o PAX-ie pisać długo, bo było to naprawdę cudowne środowisko, nijak mające się do PRL. Taka oaza na pustyni. Może jeszcze kiedyś coś napiszę. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hhh Re: Odpowiadam bardzo chętnie IP: *.xdsl.centertel.pl 22.12.08, 00:06 To miło że moje pytania s[prawily Panu przyjemnosć. W zwiazku z tym spodziewam się że nie odmówi Pan odpowiedzi na kolejne moje pytania. Jeśli w PAXie byli tacy cudowni ludzie, to dlaczego posłali Pana na "polityczną emeryturę"? Coś mi tu nie pasuje. Albo z tą ich cudownością było nie tak jak się Panu wydawało albo Pan do nich nie pasował albo... nie wiem co... Może Pan mi powie? Jeśli posłano Pana na "polityczną emeryturę" to chyba jednak Pańska próba legalnej działalności się nie udała? Może jednak nie potrafił Pan działać legalnie? CVzy w zwuiązku z tym nie ma Pan poczucia porażki? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Bo to była piękna emerytura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.08, 22:32 Szanowny Panie XXX Gdy wstępowałem do PAX-u w 1971, miałem 18 lat i dużo mogłem się w PAX-ie nauczyć. Gdy w 1976 tenże PAX posłał mnie na polityczną emeryturę, miałem 23 lata i, w mojej ocenie, nie mogłem się już w nim wiele nauczyć. Myślę iż jest normalne, że rozpoczętą szkołę kiedyś się kończy. W jednej z kluczowych dla mnie kwestii programowych, tj. dążeniu do demokracji parlamentarnej, istotnie zmieniły się okoliczności. Gdy w 1971 zainteresowałem się PAX-em, to otrzymane przeze mnie "Wytyczne ideowo-polityczne" (z lat 60.) były broszurą przepisaną na maszynie do pisania. Pytałem, dlaczego nie są wydrukowane. Wyjaśniono mi, że gdyby miały być drukowane, to podlegałyby cenzurze, a PAX nie zamierza pozwalać na cenzurowanie swych "Wytycznych". W tej sytuacji przeczytałem "Wytyczne" bardzo wnikliwie. Postulat demokracji parlamentarnej nie był w "Wytycznych" sformułowany wprost. Był jakby ukryty, ale udało mi się to odczytać. Wojewódzki Ośrodek Szkolenia Kadr (WOSK) to była faktycznie organizacja młodzieżowa PAX-u. W tamtych czasach nie było politycznej zgody na utworzenie przez PAX organizacji młodzieżowej. Utworzono zatem WOSK-i, w których nazwie nie było nic o organizacji młodzieżowej, ale faktycznie nią były. Ponad WOSK-ami był Centralny Ośrodek Szkolenia Kadr (COSK). Kierownictwo COSK-u było jednoosobowe, ale istniała nieformalna struktura, którą było spotkanie kierownika COSK-u i wszystkich kierowników WOSK-ów. Co pewien czas przyjeżdżaliśmy (kierownicy WOSK-ów) już w sobotę do Warszawy na te spotkania. Potem mieliśmy nocleg a w niedzielę dojeżdżały do Warszawy kilkuosobowe grupy aktywu z naszych WOSK-ów i mieliśmy takie duże spotkanie w Klubie Pietrzaka przy Mokotowskiej. Przyjeżdżał na nie zwykle sam Bolesław Piasecki. Wygłaszał referat, potem były nasze pytania, a po przerwie odpowiedzi Piaseckiego. W tydzień-dwa później dostawaliśmy pocztą ten wygłoszony referat, skorygowany odpowiedziami Piaseckiego na zgłaszane przez nas problemy. Ten materiał był podstawą do dyskusji w szerokim gronie WOSK-u. Bolesław Piasecki był w PAX-ie osobą wyjątkową. Był w jakimś sensie wodzem. Żaden z jego następców nie miał już tej pozycji. Zdanie Piaseckiego miało zatem ogromną wagę. Dlatego korzystałem z okazji i na spotkaniach w Klubie Pietrzaka zgłaszałem swe wątpliwości ideologiczne. Niektórych odpowiedzi Piaseckiego nie mogłem zaakceptować. Po spotkaniu z 20 stycznia 1974 w materiale Piaseckiego znalazła się uwaga, że niektórzy zrobiliby więcej dobrego, gdyby działali w PZPR, a nie w PAX. Odebrałem to do siebie. Pomysł, bym wstąpił do nieco obcej mi ideowo PZPR i tam, od środka prowadził działalność zgodną z ideologią PAX-u wydał mi się trochę absurdalny. Jeszcze gorzej było na spotkaniu 19 maja 1974. Nawiązałem wówczas w pytaniach do postulatu demokracji parlamentarnej. Piasecki skrzywił się, więc dodałem, że tak jest przecież zapisane w obowiązujących "Wytycznych". I wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Podczas przerwy między pytaniami a odpowiedziami zostałem poproszony do odrębnego pokoiku na rozmowę z Piaseckim w cztery oczy. Piasecki zapytał mnie, gdzie w "Wytycznych" jest mowa o demokracji parlamentarnej. Byłem zdumiony. Piasecki pytał szczerze, a to oznaczało, że redakcją tego fragmentu "Wytycznych" zajmował się ktoś, kto ukrył tam postulat demokracji parlamentarnej, bez wiedzy Piaseckiego. Do dziś nie wiem, kto to był. Gdy niedługo potem dostałem skorygowany referat Piaseckiego, natychmiast odszukałem w nim fragmenty, które mnie dotyczyły. Były kuriozalne. Piasecki dokonał własnej interpretacji wskazanego przeze mnie fragmentu "Wytycznych", mówiącego o "alternatywie programowej i związanej z nią alternatywie personalnej". Moim zdaniem oznaczało to, że do wyborów stają co najmniej dwie partie, które proponują odmienne programy. Ludzie wybierają bardziej odpowiadający im program i głosują na partię, która go proponuje. Tymczasem Piasecki napisał, że należy rozumieć to tak, że społeczeństwu będą przedstawione dwa różne programy, ale oba zaakceptowane przez partię jako siłę kierowniczą. Znamienne było, że w nowej wersji "Wytycznych" (już drukowanych) wspomnianego fragmentu wcale nie było. Podjąłem próbę wyjścia z sytuacji, w której się znalazłem. Stanowisko Piaseckiego było wiążące, ale dla mnie nie do przyjęcia. Od października 1974 do maja 1975 prowadziłem wraz z aktywem wrocławskiego WOSK-u dyskusję nad "gorącymi" tematami. Jej rezultaty zostały opracowane w formie dokumentu zatytułowanego "Uwagi do dyskusji nad Wytycznymi". Stawialiśmy sprawę tak: Wiemy, że obowiązuje dyscyplina, ale istnieje też prawo do poszukiwań. Opracowany przez nas materiał nie jest naszym stanowiskiem, bo takim wobec obowiązującej linii być nie może, ale jest naszą propozycją do dyskusji w sprawie ewentualnych przyszłych zmian obowiązującej linii. Z taką "osłoną" kolportowaliśmy nasz materiał po kraju. Tryby już się jednak wtedy kręciły i na początku 1976 okazało się, że albo przestanę "prowadzić dyskusję" albo będę odwołany. Wybrałem odwołanie. Miałem świadomość, że PAX musi wykonać taki ruch, bo ja go niszczę. Nie było aż tyle swobody. Propozycja, że będę "siedział cicho", była jednak dla mnie nie do zaakceptowania. Nadto przypomnę, że miałem 23 lata i, mówiąc oględnie, krew w żyłach. Inne rzeczy chodziły mi po głowie. PAX dżentelmeńsko płacił mi przez półtora roku (do końca studiów) "emeryturę" w wysokości 100 proc. dotychczasowego (dobrego) wynagrodzenia i nic ode mnie za to nie chciał. Było super. Prowadziłem intensywne życie prywatne, czekając na odwołanie z "emerytury". Przyszło ono w początku 1980. Mieszkałem już wtedy w Brynicy i pracowałem tam jako nauczyciel. Szef COSK-u był z wizytą w Opolu. Spotkaliśmy się. Zaproponował mi, że załatwi moje przejście do zakładu INCO w Ogorzelcu koło Kamiennej Góry. Był to zakład należący do PAX-u, w którym produkowano rozpuszczalnik nitro. Miałem tam być "ukryty", jako główny technolog, by w razie czego można mnie było bez trudu przywrócić do działalności politycznej. Poszedłem na to, ale ktoś czuwał (myślę, że SB) i sprawa została storpedowana. Krótko potem odwołano kierownika COSK-u (w latach późniejszych został on wicemarszałkiem sejmu z ramienia Unii Demokratycznej), a za parę miesięcy powstała "Solidarność" i wszystko potoczyło się zupełnie innymi torami. Czy ja mogę mieć do kierownika COSK-u pretensje, że mnie w 1976 odwołał? Przecież ja go do tego zmusiłem, a on zachowywał się maksymalnie elegancko i gdy tylko wydawało mu się, że można mnie znów uruchomić, próbował to zrobić. Nie mam do niego pretensji, a wprost przeciwnie, jestem mu wdzięczny. Myślę że wielu pajaców, działających dziś w partiach politycznych, mogłoby się kultury działania nauczyć od tych dawnych PAX-owców. PAX dał mi bardzo dużo w sensie intelektualnym, a także w sensie "prywatno-przyjemnościowym". Działając w PAX-ie przez kilka lat mogłem w sposób legalny lansować np. pogląd o słuszności demokracji parlamentarnej. Wierzę, że to miało jakieś znaczenie. Mam poczucie należytego wywiązania się z obowiązku służby społeczeństwu. Dlaczego miałbym mieć poczucie porażki? Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" 27.12.08, 21:04 Szanowny Panie Badura, Z dużym zainteresowaniem przeczytałem Pańskie wspomnienia z okresu działalności politycznej na studiach. Zdziwiło mnie jednak, że zupełnym milczeniem pominął Pan bardzo ciekawą sprawę nieudanej próby założenia Towarzystwa Hilozoistycznego jako bliskiej ideowo „PAX”-owi organizacji młodzieżowej w środowisku akademickim. Sprawa ta jest szczególnie ciekawa z uwagi na to, że w związku z nią stał się Pan obiektem zainteresowania SB, dążącej do rozpoznania charakteru nowej organizacji. Przeprowadzono z Panem szereg rozmów operacyjnych. Nękane rozmowami przez SB były także inne osoby z grona niedoszłych członków Towarzystwa. Był Pan wtedy bardzo młodym człowiekiem, studentem Uniwersytetu Wrocławskiego, i myślę, że owe kontakty z SB były dla Pana niemałym przeżyciem. Było to z pewnością ważne doświadczenie życiowe i polityczne. Takich rzeczy raczej się nie zapomina. Bardzo zaskoczyło mnie więc, że ani słowem nie wspomniał Pan o tych doświadczeniach. Sądzę również, że ówczesne doświadczenia z SB mogły jakoś zaciążyć na Pańskim dalszym życiu, a w szczególności mogły one mieć istotne znaczenie dla Pańskich dalszych perypetii na niwie społeczno-politycznej. Także z tego względu zasługiwałyby one na uwagę. Tak się składa, że znam tę sprawę z dość bogatej dokumentacji, wytworzonej w latach 1972-1974 przez Wydział III KW MO we Wrocławiu. W związku z próbami założenia przez Pana Towarzystwa Hilozoistycznego, a wcześniej Związku Eganimistów - Niezależni, SB prowadziła sprawę operacyjnego sprawdzenia krypt. „ZEN”. Był Pan głównym figurantem tej sprawy, w związku z czym zebrano bogaty materiał informacyjny na Pana temat, a także na temat bliskich Panu osób. W sprawie tej wykorzystano szereg osobowych źródeł informacji: TW ps. „Kowalski”, TW ps. „MS”, TW ps. „KCN”, TW ps. „11S”, TW ps. „Maciek”, TW ps. „Andrzej”, KS „DD” i KO „TŻ” (być może uda się Panu rozszyfrować wymienione tu inicjały niektórych źródeł). Przeprowadzono liczne rozmowy wyjaśniające i operacyjne, wytworzono wiele dokumentów. . Szczegółowe omówienie zawartości zachowanych materiałów sprawy krypt. „ZEN” przekracza moje możliwości w tym miejscu (to temat na poważniejszą publikację). W związku z tym ograniczę się tylko do przytoczenia ważniejszych fragmentów wybranych dokumentów. Z tego, co mi wiadomo, nie miał Pan dotąd okazji zetknąć się z ogromną większością owych dokumentów. Mam w związku z tym nadzieję, że chętnie zapozna się Pan z poniższym wyciągiem. Liczę także na Pańskie uwagi i refleksje na ten temat. Myślę również, że może to być ciekawy materiał historyczny dla innych osób, interesujących się politycznymi realiami PRL. Z datą 20 grudnia 1972 r. Wydział III KW MO we Wrocławiu przesłał obszerną informację pisemną dla Wydziału IV Departamentu III MSW w Warszawie. W dokumencie tym czytamy m. in.: „W dniu 22 listopada 1972 r. otrzymaliśmy z KW MO w Opolu dokument »W« [tj. dokument pozyskany w przez Wydział „W” SB w drodze tajnej kontroli korespondencji – Z.B.], kierowany przez studenta Uniwersytetu Wrocławskiego Piotra Badurę do Sergiusza Kowalskiego, zam. Warszawa […]. Z treści dokumentu wynikało, że Piotr Badura jest członkiem i organizatorem nielegalnej organizacji młodzieżowej, występującej pod nazwą »Towarzystwo Hilozoistyczne«. W związku z powyższym założono sprawę operacyjnego sprawdzenia krypt. »ZEN«. […] W ramach prowadzonej sprawy, poprzez osobowe źródła informacji, ustalono, że Piotr Badura zamieszkuje w DS »Szklany Dom«. […] Na studentów, którzy z nim zamieszkują w pokoju, wywiera wpływ swym poziomem umysłowym, zdolnościami narzucania swej woli. Jest człowiekiem inteligentnym, mającym ambicję odgrywania istotnej roli w życiu społeczno-politycznym mieszkańców DS. Organizuje spotkania z ciekawymi ludźmi na terenie akademika. Jako członek PAX-u dąży do zorganizowania na terenie DS-u spotkania z przedstawicielem tego stowarzyszenia. Szczególną aktywność wykazuje w ostatnim okresie w związku z trwającymi ostatnio dyskusjami w środowiskach akademickich na temat zjednoczenia organizacji młodzieżowych. Został wybrany delegatem na Konferencję Uczelnianą ZSP Uniwersytetu Wrocławskiego przez studentów Wydziału Mat.-Fiz.-Chem. i zabierając głos na Konferencji Uczelnianej wystąpił z własnymi poglądami [na temat] przyszłej integracji organizacji młodzieżowej. Zwrócił uwagę na to, że przyszła organizacja powinna być socjalistyczna z nazwy, lecz nie polityczna. Jest zdania, że organizacja nie może reprezentować żadnej ideologii, ponieważ grupuje w swych szeregach ludzi o różnych światopoglądach. Jak wynika z materiałów »W«, utrzymuje kontakt z zamieszkałym na terenie Warszawy Sergiuszem Kowalskim […] studentem Uniwersytetu Warszawskiego. Wymieniają między sobą wiadomości, które dotyczą spraw integracji organizacji młodzieżowych na Uniwersytecie Warszawskim i Wrocławskim. Prowadzą dyskusję listowną z pozycji przekonywania się i wzajemnego doradzania, jak ma wyglądać ich działalność dyskusyjna na tych uczelniach. Ustalają wspólne terminy spotkań członków »Towarzystwa Hilozoistycznego«, którego obecnie najważniejszym zadaniem jest walka o kształt przyszłej organizacji młodzieżowej. Ich zdaniem organizacja ta powinna być wieloświatopoglądowa jak ZSP, natomiast z ZMS powinna przejąć zaangażowanie polityczne i dyscyplinę organizacyjną. W wyniku dokonywanych przedsięwzięć kontrolujemy na bieżąco zachowanie P. Badury, jego kontakty na terenie DS »Szklany Dom« jak i uczelni. Jego wystąpienie na Konferencji Uczelnianej ZSP zostało skrytykowane przez nasze źródła osobowe, w efekcie czego nie został wybrany delegatem na Kongres ZSP. Po stwierdzeniu, że organizacja »Towarzystwo Hilozoistyczne« (o ile w ogóle istnieje) w swych założeniach nie zawiera przestępczych celów, mając na uwadze cechy charakteru Piotra Badury i jego predyspozycje do przewodzenia w środowisku akademickim oraz popularność u niektórych studentów, celem zneutralizowania jego działalności, planujemy pozyskanie go do współpracy”. Koniec cytatu. Bardzo ciekawym dokumentem jest także obszerne doniesienie TW ps. „KCN” z 18 grudnia 1972 r., dotyczące przygotowań do kongresu zjednoczeniowego organizacji młodzieżowych (na kongresie tym powołano kilka organizacji środowiskowych, m. in. SZSP) Dokument ten jest szczególnie interesujący m. in. z uwagi zawarte w nim informacje, wskazujące na tożsamość niektórych współpracowników SB, wykorzystywanych w ramach sprawy krypt. „ZEN”. Oto ważniejsze fragmenty owego doniesienia: „1. Najpierw chcę poinformować o uchwale podjętej na Konferencji Przedkongresowej na kierunku chemii.[…] Dziwną postacią na konferencji był Piotr Badura. W pewnych sprawach reprezentował inne stanowisko na konferencji uczelnianej i instytutowej Jest to człowiek niebezpieczny, który posiada dar przekonywania i potrafi głosić wywrotowe hasełka pod płaszczykiem dobrych intencji. Głosił, że organizacja nie może reprezentować ideologii żadnej, ponieważ wśród swoich członków grupuje ludzi o różnych światopoglądach. 2. Konferencja uczelniana odbyła się 17.12.1972 r., godz. 11. Był obecny tylko prorektor Zbigniew Sidorski i obok niego człowiek z brodą, którego nie znam bliżej. Z władz KU PZPR nie było nikogo, mimo doręczonych zaproszeń. Intencją KWRO ZSP i RU ZSP było przedstawienie listy kandydatów wcześniej ustalonych, łącznie z narzuconymi odgórnie przedstawicielami Rady Naczelnej i Okręgowej. […] Ja w imieniu delegatów Instytutu Chemii zgłosiłem Marka Slesaka, ale on nie wyraził zgody na kandydowanie. […] Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 1 27.12.08, 21:07 Ogólnie proponowano i akceptowano nazwę: Związek Studentów Polskich i tak też odnotowano w projekcie uchwały z wczorajszej konferencji. Ma być to organizacja o wewnętrznej strukturze ZSP, o podobnym profilu działania, ale też z rozszerzonym programem wychowawczo-ideowym młodzieży studenckiej - w duchu patriotycznym. Unikano raczej sformułowań "socjalistyczny", a w jednym ze swych wystąpień przedstawiciel chyba WSN-u stwierdził, że słowo socjalizm, choć wielkie, to jednak przez ciągłe używanie stało się sloganem i nastąpiła jego dewaluacja. Takie głosy padały też na konferencji chemików i ja w swym wystąpieniu przedstawiałem stanowisko chemików w tym sensie, twierdząc, że już w samym określeniu "Polskich” tkwi charakter socjalistyczny i inny być nie może, powiedziałem też, że partia Goldy Meir też ma przymiotnik socjalistyczny i wiele innych partii na Zachodzie, mających w istocie charakter konserwatywny. Postulowałem też, aby organizacja była socjalistyczna nie z nazwy ale z działania. Moje wystąpienie skomentował w kuluarach Dariusz Doktór stwierdzeniem, że w swej demagogii przerosłem nawet Afelbowicza. […] Wracając do wystąpienia Piotra Badury, twierdzącego, że organizacja powinna być w nazwie socjalistyczna,ale nie może być organizacją polityczną - wystąpienie to o charakterze sprzecznym skomentował najpierw Marek Slesak w sposób bardzo krytyczny, a następnie prorektor Sidorski, zarzucając także sprzeczność w jego wystąpieniu. […] 3. Odnośnie Piotra Badury, to słyszałem z rozmowy z Andrzejem Koszakowskim z V roku chemii, że ma istnieć sztab przeciwko zjednoczeniu na ul. Gwarnej 5, ale nie wiem czy w Warszawie czy we Wrocławiu. W związku z tym o Piotrze B. mówi się jako o "chłopaku z Gwarnej 5". Wiadomo mi też, że jest działaczem PAX-u i chce organizować spotkania z działaczami PAX-u i wprowadzić pracę PAX-owską do DS "Szklany Dom". On i jego grupka kolegów z roku zajmuje dominującą pozycję i nadaje ton na I roku chemii. W moim odczuciu jest to człowiek, mimo młodego wieku, o skłonnościach przewodzenia w stylu apodyktycznym. Widać, że jest przeciwko wszystkiemu co aktualnie istnieje na uczelni (chodzi o organizacje młodzieżowe) i usiłuje wszystko krytykować. Słyszałem, że był na konferencji ZU ZMS lub ZW i stamtąd go wyrzucono w trakcie zebrania. Potem zaczął występować krytycznie na zebraniu chemików. Ze śmiałość i odwagę wypowiedzi został wybrany delegatem na Konferencję Uczelnianą”. Koniec cytatu. Inny ciekawy dokument to datowana 16 stycznia 1973 r. notatka służbowa z rozmowy operacyjnej z KO ps. „T.Ż.”, sporządzona przez ppor. Edwarda Plebana, starszego inspektora Grupy IV z Wydziału III KW MO we Wrocławiu. Sądzę, że treść tego dokumentu może być dla Pana czytelną wskazówką na temat tożsamości osoby skrywającej się za inicjałami T.Ż. Oto najważniejsze fragmenty notatki: „W dniu 16 stycznia 1973 uzyskałem od KO "T.Ż" następujące dane o studencie I roku chemii Uniwersytetu Wrocławskiego -Piotrze Badurze: - wymieniony już w początkach listopada 1972 r. zwrócił się do KO z postulatem zaopatrywania DS-u w prasę PAX-owską. Otrzymał jednak odmowę z wyjaśnieniem, że nie ma środków na pisma wg indywidualnych zainteresowań; - następnie zgłosił akces działalności w ramach klubu "Piryt". Zapytany przez KO, a także przewodniczącego Rady Mieszkańców, co chciałby robić, odpowiedział, że może dzięki swoim znajomościom w Warszawie organizować spotkania i odczyty działaczy PAX-u. Na kolejną odmowę stwierdził, że skoro klub "Progres" ZMS-u organizuje takie spotkania, to tym bardziej można to robić w DS-ie. Sprawy te poruszył na spotkaniu mieszkańców DS "Szklany Dom" w początku grudnia 1972 r., zorganizowanym przez RU ZSP w związku z kampanią przed integracją ruchu młodzieżowego. W swym wystąpieniu oraz w indywidualnych rozmowach z kierowniczką DS-u zarzucił jej, że widocznie obawia się konsekwencji ze strony władz Uniwersytetu. Kierowniczka tłumaczyła Piotrowi B., że akademik nie może stać się klubem dla działalności paxowskiej. Na zebraniu natomiast zrezygnował z dalszego upierania się, gdy na pytanie prowadzącego "kto chce spotkań z przedstawicielami PAX ?" zgłosiło się kilku kolegów Badury na około 100 zebranych”. Koniec cytatu. W zamykających cytowaną notatkę wnioskach ppor. Pleban postawił sobie następujący cel: „Przygotować się do rozmowy operacyjnej z P. Badurą, z zamiarem pozyskania go w charakterze TW”. Zgodnie z powziętym zamysłem, w dniu 20 stycznia 1973 r. por. Edward Pleban przeprowadził z Panem pierwszą rozmowę operacyjną. Zapoczątkowała ona dalsze tego typu rozmowy, kontynuowane także w 1974 r. Ppor. Pleban sporządził następnie notatkę służbową, datowaną 22 stycznia 1973 r. W notatce tej pisał on m. in.: „W wyniku rozmowy uzyskałem od Piotra B. pisemne oświadczenie, szczegółowo przedstawiające jego dotychczasową działalność, aktualne zamierzenia związane z organizacją pt. "Towarzystwo Hilozoistyczne" oraz programowe założenia tego "Towarzystwa". Ponadto uzyskałem następujące informacje: - Piotr B. jest działaczem stowarzyszenia "PAX" i zapisał się do Wrocławskiego Koła Studenckiego "PAX". Reprezentuje ideologię tego stowarzyszenia sprowadzającą się w skrócie do stwierdzenia, że "socjalizm w Polsce mogą budować wszyscy: wierzący i niewierzący". Sam Badura nie jest fanatykiem religijnym, ale jest praktykującym katolikiem. Nie przeszkadza mu to jednak należeć do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, iż działaczem ZMS nawet w skali KU ZMS przy Uniwersytecie być nie może z uwagi na swą przynależność do PAX-u, czego nie ukrywa. […] - Jeżeli chodzi o organizacje typu "ZEN" czy aktualnie "Towarzystwo Hilozoistyczne", to cały czas Piotr B, jest inspiratorem ich utworzenia i autorem programów działania. Jego założeniem jest, aby były to organizacje o charakterze filozoficzno-politycznym. Działalność polegać ma w głównej mierze na zebraniach, dyskusyjnych, na których omawiać będą problemy relacji między światem subiektywnym, a obiektywnym. Nie ma to być jednak dyskusja o charakterze czysto filozoficznym (abstrakcyjnym), ale ma się wiązać z problematyką życia społeczno-politycznego i gospodarczego w naszym kraju. W oparciu o "prawo o stowarzyszeniach" Piotr B., po zadeklarowaniu się 8-9 osób na spotkaniach w dniu 20.1.br. we Wrocławiu i 21.1.br. w Warszawie, ma zamiar zgłosić „Stowarzyszenie Hilozoistyczne" w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław -Śródmieście. Nie sądzi, aby mu odmówiono zarejestrowania, gdyż działa zgodnie z przepisami. Jego najbliższy kolega i współorganizator „Towarzystwa Hilozoistycznego” na gruncie warszawskim - Sergiusz Kowalski nie jest zbytnio zaangażowany w te sprawy i robi to rączej z pobudek przyjacielskich. Jest on studentem I roku matematyki Uniwersytetu Warszawskiego i aktywnie działa w ZSP. […] Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż błędem byłby wniosek, że Piotr Badura popiera ideę zjednoczenia organizacji studenckich dlatego, iż akceptuje w sposób ortodoksyjny linię polityki Partii i Rządu w tej kwestii. Z podtekstu jego wypowiedzi na te tematy wynika bowiem wniosek następujący: Istotnym motywem poparcia sprawy zjednoczenia jest nadzieja, że gdy powstanie jedna wielka organizacja, obejmująca wszystkich studentów, to w jej ramach będzie większa możliwość rozwinięcia działalności ze strony studentów reprezentujących ideologię "PAX"-owską. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 2 27.12.08, 21:09 W końcowej części rozmowy Badura P. zwrócił się do mnie z prośbą, abym w przypadku jakichś wątpliwości co do jego działalności nie zwracał się do osób postronnych, ale bezpośrednio do niego, a on szczerze wszystko wyjaśni. Wykorzystując ten dogodny moment, podjąłem propozycję wysuniętą wcześniej pod jego adresem, czy w przypadkach naprawdę szkodliwej działalności politycznej może nam udzielić pomocy w postaci określonych informacji, z zachowaniem dyskrecji. Tę propozycję przyjął, proponując bym w razie potrzeby powiadomił go pisemnie o miejscu i godzinie spotkania. Zgodził się też na złożenie sprawozdania ze spotkań,, które miał odbyć w sobotę (20 I) we Wrocławiu i niedzielę (2l I) w Warszawie. Omówienie i wnioski Rozmowa przeprowadzona została w budynku KW MO. Badura zachowywał się spokojnie, otwarcie mówił o sprawach związanych z organizacjami, o których pisał w Oświadczeniu. Widać, że posiada ambicje odgrywania przewodniej roli w swym środowisku. Jest dość inteligentny, posiada zdolność logicznego operowania terminami filozoficznymi. Jest to jednak wiedza raczej encyklopedyczna (jak w przypadku hilozoizmu - wczesnego stadium materializmu), a nie oparta na głębszych studiach filozoficznych. Należy jednak podtrzymywać go w mniemaniu, że traktujemy go jako jednostkę wybijającą się swą indywidualnością w otoczeniu, gdyż widać, że mu to imponuje i zachęca do kontaktu z nami. Poprzez podtrzymanie kontaktu poufnego wpływać na kształtowanie jego poglądów i wygrywać jego wpływy dla idei zjednoczenia ruchu młodzieżowego, a także wiązać go z naszym aparatem”. Koniec cytatu. Wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN” zachowało się także napisane własnoręcznie przez Pana zobowiązanie „do zachowania w tajemnicy rozmowy przeprowadzonej w dniu 20 I 1973 r. w KW MO Wrocław”. W dniu 19 lutego 1973 r. ppor. Pleban przeprowadził z Panem kolejną rozmowę operacyjną. W odnośnej notatce służbowej z 20 lutego 1973 r. pisał on: „W dniu 19 lutego 1973 r. przeprowadziłem rozmowę z figurantem sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN" - Piotrem Badurą. Wymieniony sam zainicjował to spotkanie, gdyż wyjeżdżał w godzinach nocnych do Szklarskiej Poręby na 2-3 dni, gdzie odbywa się zimowisko dla aktywistów "PAX", a pierwotnie byliśmy umówieni na 20 lutego br. godz. 15.00. Na spotkanie Piotr B. przyniósł dla mnie jeden egzemplarz pisma, które ma złożyć wraz z Waldemarem Kulaszką w WSW PDRN Wrocław-Krzyki dla dokonania formalności zgłoszenia.Towarzystwa Hilozoistycznego. W rozmowie na ten temat Piotr B. poinformował mnie, że Sergiusz Kowalski i jego koledzy z Warszawy nie zaakceptowali na razie jego propozycji, w związku z czym nie weszli w skład Towarzystwa Hilozoistycznego jako współzałożyciele. Mogą natomiast ubiegać się o członkostwo wg reguł określonych w piśmie. Mimo iż Towarzystwo Hilozoistyczne działa na terenie Wrocławia, jako obszar działalności podali PRL, aby mieć otwartą drogę do poszerzenia obszaru swego działania. Ponieważ w założeniu ma to być towarzystwo o charakterze filozoficznym, jego działalność będzie polegała przede wszystkim na dyskusjach i organizowaniu prelekcji w klubach studenckich. Na razie miejscem dyskusji ma być klub "Progres" przy ul. Szewskiej. Nawiązując do problemu integracji Piotr B. oświadczył, że członkowie Towarzystwa Hilozoistycznego są za zjednoczeniem ruchu młodzieży studenckiej, nie wypowiadają się jednak w założeniach programowych, gdyż wykracza to poza zakres ich działalności. W rozmowach z Sergiuszem Kowalskim w Warszawie nie udało mu się go przekonać, aby popierał ideę integracji, ale jak twierdzi, nakłonił go i jego kolegów do zajęcia pozycji biernej. Faktem jest, że głównym ośrodkiem opozycji w tym względzie jest Wydział Matematyczno-Mechaniczny Uniwersytetu Warszawskiego. […] W czasie rozmowy Piotr B, pokazał mi także egzemplarz Uchwały Wydziału Mat.-Mech. Uniwersytetu Warszawskiego, którą rozesłano na adresy uczelni lub prywatne nazwiska studentów w całym kraju. Jego zdaniem uchwała jest bardzo słabo opracowana i nie mogła mieć szkodliwego efektu. Toteż dziwi go fakt, że do niego nie dotarła ani też do Koła Wydziałowego ZSP przy Wydz.. Mat,-Fiz.-Chem. Na zakończenie rozmowy Piotr B. powiedział, że po powrocie ze Szklarskiej Poręby i złożeniu pisma do Wydz. Spraw Wewnętrznych gotów jest spotkać się ze mną, aby poinformować o wyniku. Nie spodziewa się odmowy ze strony WSWewnętrznych”. Koniec cytatu. Zachowała się również notatka służbowa z kolejnej rozmowy operacyjnej, przeprowadzonej z Panem przez ppor. Plebana w dniu 27 marca 1973 r. Cytuję: „Zgodnie z ustaleniem z poprzedniej rozmowy, wywołałem telefonicznie spotkanie z Piotrem B., aby uzyskać relację z aktualnego stanu organizacyjnego Towarzystwa Hilozoistycznego. W trakcie rozmowy stwierdził [on], że miałem rację w tym, że nie będzie miał wśród członków Towarzystwa dobrych partnerów do dyskusji na tematy wynikające z założeń programowych Towarzystwa. Poinformował mnie też, że złożył zgłoszenie do Wydziału Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście i będzie czekał na decyzję. Ja ze swej strony podtrzymałem wątpliwości co do celowości i efektywności prowadzenia dyskusji na tematy polityczno-filozoficzne w kręgu kilku studentów i studentek i powiedziałem, że swoje zamiłowanie i znajomość przedmiotu filozofii może o wiele korzystniej spożytkować w Kole Naukowym Filozofów przy Klubie ZU ZMS lub ZSP. Badura odpowiedział, że zastanowi się nad tą sprawą po rozpoczęciu działalności nowej organizacji studenckiej. Poza tym po przeszkoleniu w Szklarskiej Porębie ma zamiar nadal aktywnie uczestniczyć w Stowarzyszeniu PAX-u we Wrocławiu. Za wiele czasu na działalność nie ma, gdyż na I roku chemii jest bardzo dużo nauki, a on chce osiągnąć jak najlepsze wyniki, by po II roku studiować wg indywidualnego programu studiów. Na zakończenie umówiliśmy się, że po 2-3 tygodniach znowu spotkamy się na rozmowę. […] Było to kolejne spotkanie mające na celu zbliżenie Piotra B. do naszego aparatu i zasugerowanie mu zaangażowania się w pracy społecznej w organizacji studenckiej lub Kole Naukowym, prowadzonym przez pracownika naukowego. Piotr B. rozmawia ze mną szczerze i otwarcie i chętnie zgodził się na następną rozmowę. Wg informacji KO »TŻ« faktycznie nie udziela się w pracy społecznej w DS »Szklany Dom«, a wiele czasu poświęca na naukę”. Koniec cytatu. Kolejny godny uwagi dokument to doniesienie TW ps. „11S” z 22 maja 1973 r. Jest on szczególnie interesujący z uwagi na zawarte w nim informacje na temat Romualda Szeremietiewa, późniejszego czołowego działacza KPN, z którym zetknął się Pan w szeregach wrocławskiego „PAX”-u. Cytuję ważniejsze fragmenty: „W ostatnim okresie Piotr Badura - działacz PAX-u, przewodn. oddz. młodzieżowego Uniwersytetu Wr., rozpoczął werbować nowych członków PAX-u. PAX-em już wcześniej interesował się Romuald ,Szeremietiew, który to w tej chwili wspólnie z Piotrem opracowuje program działania grupy młodzieżowej. Szeremietiew zwerbował do swej pracy kol. Jabłko i kol. Koniuszewskiego. Mnie także namawiają do wstąpienia w szeregi PAX-u, jednak do tej pory nie podjąłem decyzji. Działalność ich ma się rozwijać w następujących kierunkach: kultura, sport i turystyka [bez] propagandy i szkolenia ideologicznego. Działaczom, którzy będą pracować w PAX-ie proponują stypendia organizacyjne w wysokości do 700 zł miesięcznie. W tej chwili największy nacisk kładzie się na sprawy rekrutacji członków. Pragną także, aby członkowie PAX-u pracowali w komórkach SZSP. Bazę socjalną i finansową ma zapewnić oddział wojewódzki. Mnie proponowana jest Komisja Organizacyjna łącznie ze szkoleniem ideologicznym. Głębszą charakterystykę mogę przedstawić później po bardziej dokładnym zorientowaniu się w ich zamiara Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 3 27.12.08, 21:14 „W ostatnim okresie Piotr Badura - działacz PAX-u, przewodn. oddz. młodzieżowego Uniwersytetu Wr., rozpoczął werbować nowych członków PAX-u. PAX-em już wcześniej interesował się Romuald ,Szeremietiew, który to w tej chwili wspólnie z Piotrem opracowuje program działania grupy młodzieżowej. Szeremietiew zwerbował do swej pracy kol. Jabłko i kol. Koniuszewskiego. Mnie także namawiają do wstąpienia w szeregi PAX-u, jednak do tej pory nie podjąłem decyzji. Działalność ich ma się rozwijać w następujących kierunkach: kultura, sport i turystyka [bez] propagandy i szkolenia ideologicznego. Działaczom, którzy będą pracować w PAX-ie proponują stypendia organizacyjne w wysokości do 700 zł miesięcznie. W tej chwili największy nacisk kładzie się na sprawy rekrutacji członków. Pragną także, aby członkowie PAX-u pracowali w komórkach SZSP. Bazę socjalną i finansową ma zapewnić oddział wojewódzki. Mnie proponowana jest Komisja Organizacyjna łącznie ze szkoleniem ideologicznym. Głębszą charakterystykę mogę przedstawić później po bardziej dokładnym zorientowaniu się w ich zamiarach. […] Roman (sic!) Szeremietiew ma zamiar podjąć pracę etatową w »PAX«-ie pod warunkiem przejęcia przez "PAX" spłaty stypendium fundowanego z DOKP.” Koniec cytatu. W omówieniu pozyskanych informacji ppor. Pleban pisał: „Jak wynika z informacji, Roman Szeremietiew wraz z Jabłko i Koniuszewskim, usuniętymi z Zarządu UKNP, zaangażowali się do działalności w stowarzyszeniu "PAX". Ze względu na znaną nam ich postawę istnieje konieczność podjęcia operacyjnych przedsięwzięć zmierzających do kontroli tej działalności. Naszemu TW ps. "11S" zabroniłem wstępowania do PAX-u, a działać ma, dopóki to będzie możliwe, na zasadzie sympatyka”. Koniec cytatu. Zgodnie z treścią cytowanej notatki, ppor. Pleban planował następujące przedsięwzięcia: 1. Porozumieć się z Wydz. IV w tej sprawie w celu ewentualnego zdyskredytowania wymienionych osób w Zarządzie »PAX«-u. 2. Przeprowadzić rozmowę z Piotrem B. pod pretekstem interesowania się losami "Towarzystwa Hilozoistycznego" w celu wysondowania jego aktualnych zamierzeń”. TW ps. „11S” otrzymał następujące zadanie: „Na zasadzie sympatyka brać udział w zebraniach w celu dalszego rozpoznania zamierzeń i programu działania Koła "PAX"”. Bardzo ciekawe są również uwagi, jakimi przytoczone powyżej doniesienie opatrzył mjr Albin Zalewski, zastępca naczelnika Wydziału III KW MO we Wrocławiu. Cytuję: „- Poinformować Wydział IV w/m o "Kole" studenckim i PAX-ie. Przedstawić im naszą koncepcję, tzn. że my będziemy przeciwstawiać się wpływom PAX-u na uczelniach. - Poinformować, kim są Szeremietiew, Jabłko, Koniuszewski - uzgodnić czy oni nie mają możliwości wyeliminowania ich z tej organizacji. - Sprawa TW "11S" - gdyby nie udało się wyeliminowanie w/w z "PAX"-u, należy się zastanowić, czy nie byłoby słuszne wstąpienie tam TW - po to, aby kontrolować działalność tej grupy (ale należy uprzedzić TW, że później mógłby mieć trudności w wstąpieniu do PZPR - wyrażał takie chęci)”. Koniec cytatu. W dniu 10 października 1973 r. ppor. Pleban rozmawiał m. in. na Pański temat z doc. dr Ignacym Siemionem, I sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR przy Uniwersytecie Wrocławskim. Cytuję dotyczące Pana fragmenty odnośnej notatki służbowej: „Z Piotrem Badurą doc. S. zetknął się na forum publicznym dwukrotnie. Po raz pierwszy na zebraniu studentów Wydz. Mat.-Fiz.-Chem. w lutym br., w okresie kampanii przed zjednoczeniem ruchu młodzieżowego. Wymieniony wraz z innymi studentami II i III roku […] sugerował, aby mająca powstać jedna organizacja SZSP miała charakter apolityczny i spełniała rolę związku zawodowego studentów. Wówczas jednak spotkał się z odpowiednią kontrpostawą działaczy i niektórych studentów. Po raz drugi Piotr. B. w trakcie spotkania działaczy z doc. Siemionem w Klubie ."Progres" (maj 1973 r.) zapytał o możliwość utworzenia studenckiego koła "PAX" przy Uniwersytecie. Podał jednocześnie, że ocenia członków i ew. kandydatów na takiego koła na 40 osób. Doc. S. odpowiedział jednak, że władze uczelni nie mogą zaakceptować tej propozycji, gdyż organizacja "PAX", związana z Kościołem, nie może mieć miejsca na świeckiej uczelni. Ja zasugerowałem, aby opiekun II roku chemii zainteresował się bliżej Piotrem Badurą, gdyż jest to student o ambicjach i predyspozycjach przywódczych i może udałoby się go zaangażować do bardziej konstruktywnej działalności w ramach SZSP”. Koniec cytatu. W dniu 20 grudnia 1973 r. ppor. Pleban odbył z Panem kolejną rozmowę operacyjną. Cytuję odnośną notatkę służbową z 22 grudnia 1973 r.: „W dniu 20 grudnia 1973 r., zgodnie z planowaną taktyką postępowania, przeprowadziłem rozmowę operacyjną z figurantem sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN" – Piotrem B., w wyniku której uzyskałem następujące informacje: 1. "Towarzystwo Hilozoistyczne", które Piotr B. usiłował zarejestrować w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście, nie podjęto żadnej działalności przewidywanej regulaminem. Na pismo złożone przez Badurę W.S.Wewnętrznych nie odpowiedział; także członkowie zrezygnowali ze zorganizowanych spotkań dyskusyjnych w tej sytuacji Piotr B. postanowił zaangażować się w działalność w ramach "PAX"-u. 2. Na terenie Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie, ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na rozmowy pod zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione zostały także uczelnie. W efekcie wina spadła na Bzdurę i rodzice studentów nie chcą go przyjmować w domu ani zezwalać na spotkania ze swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje, że nie dotrzymałem obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać jego zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo jego sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania wspomnianych studentów. 3. Posiadając przeszkolenie w zakresie działalności w "PAX", Piotr B. postanowił sporządzić listę studentów Uniw. Wrocł. – członków "PAX" i zorganizować grupę uniwersytecką. Okazało się, że jest ich 24 osoby, w tym kilku absolwentów ubiegłorocznych. Zarówno Piotr B. jak i inni członkowie "PAX" nie wstępowali do SZSP, ale w ostatnich dniach postanowili wstąpić do tej organizacji ze względu na korzyści socjalno-kolturalno-turystyczne. 4. Dobre imię "PAX"-owi podrywają częściowo w środowisku uniwersyteckim członkowie KIK-u, twierdząc, że "PAX" to agentura komunistyczna Moskwy, KC PZPR itp. Tym też Piotr B. tłumaczy stosunkowo niską cyfrę studentów – członków "PAX". Na pytanie o Romana (sic!) Szeremietiewa i jego pracę w Stowarzyszeniu "PAX"- Piotr B. udzielił odpowiedzi wymijającej. Stwierdził też, że ktoś z pracowników Służby Bezpieczeństwa poinformował Zarząd Wojewódzki Stowarzyszenia "PAX" o jego przeszłości i wzywaniu go z tego powodu do KW MO, bo go o te sprawy pytano i proszono o wyjaśnienie, co to były za nielegalne organizacje. Złożył więc relację dot. Koła "ZEN" (Związek Enigmatystów Niezależnych) i Towarzystwa Hilozoistycznego oraz z faktu wzywania go do KW MO, tak aby jego "konto" w Stowarzyszeniu było czyste. Bywa więc w Zarządzie Wojewódzkim [„PAX”] 2-3 razy w tygodniu, w godzinach rannych, natomiast w środowisku uniwersyteckim ani na Wydziale Mat.-Fiz.-Chem. ani w DS "Szklany Dom" nie podejmuje żadnej działalności społeczno-politycznej. Zdecydowany jest nadal działać w "PAX" i o ile mu się uda, ożywić działalność wśród studentów – członków "PAX"-u. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 4 27.12.08, 21:16 Ponadto uczęszcza i jest członkiem w Ośrodku Wyższej Kultury Chrześcijańskiej przy Duszpasterstwie im. św. Macieja przy ul. Szewskiej. Bierze udział w odczytach i dyskusjach na tematy filozoficzne, organizowanych w "Maciejówce". W dyskusjach tych uczestniczy różna liczba studentów (20, 30, 40), nie mają one jednak charakteru politycznego, takiego, który by mógł spowodować interwencję władz administracyjnych. Powodem jest m. in. otwarty charakter tych imprez, tzn. każdy, kto chce, może w nich brać udział. Odczyty na tematy filozoficzno-teologiczne przygotowują studenci, a czasem gościnnie ma wykład duchowny. Ośrodek ma swój znaczek, który uczestniczący w życiu duszpasterstwa noszą w klapach marynarek. Wykorzystując okazaną przez Piotra B. niechęć do Klubu Inteligencji Katolickiej, zwróciłem się do niego o rozpoznanie rozmiaru jego działalności wśród studentów Uniwersytetu. Piotr B. przyjął moją propozycję i zobowiązał się przygotować informację w tej sprawie na koniec II dekady stycznia 1974 r. Podał mi numer telefonu do Woj. Zarządu "PAX" przy [ul.] Kuźniczej i dni, w które mogę do niego zadzwonić w godzinach rannych w celu wywołania spotkania”. Koniec cytatu. Notatka kończy się następującymi uwagami: „Piotr B. zgodził się na odbycie rozmowy bez żadnych oporów. Powiedział też, że chciał ze mną rozmawiać przed wakacjami w związku z interwencją SB na terenie Warszawy, ale nie udało mu się kilkakrotnie dodzwonić się do mnie, więc zrezygnował. W trakcie rozmowy zachowywał się swobodnie, lecz zauważyłem, że się kontroluje i jest bardziej powściągliwy niż przy poprzednich rozmowach. […] Kontynuować kontakt z Piotrem B., wykorzystując zadania związane z KIK-iem”. Koniec cytatu. Bardzo ciekawym dokumentem jest także notatka służbowa z dnia 16 października 1974 r., spisana przez por. Plebana (awansował!) po przeprowadzonej tego dnia kolejnej rozmowie z Panem. Cytuję: „W dniu 16.X.1974 r. przeprowadziłem kolejną rozmowę z Piotrem B. – III r. chemii Un. Wr. – figurantem sprawy oper. krypt. "ZEN". W trakcie poprzedniej rozmowy ustaliliśmy, że zorientuje się [on] o zasięgu i formach działalności Klubu Inteligencji Katolickiej. Zadanie to zrealizował, informując mnie o następujących problemach: - istnieją trzy formy powiązania z KIK: członek zwyczajny, członek nadzwyczajny i sympatyk. Na członków przyjmuje się raczej niechętnie. - zasięg oddziaływania na młodzież akademicką ze strony KIK jest stosunkowo znikomy. Na prelekcje i odczyty nie przychodzi więcej jak 10-15 osób, a w wyjątkowych przypadkach, np. spotkań z którymś z biskupów, do 50 osób. - na co dzień w Klubie KIK bywają starsi wiekiem członkowie Klubu, przeważnie repatrianci ze Wschodu (Wilno, Lwów) oraz ich dzieci ze swymi kolegami. Dyskusji na tematy polityczne na forum publiczne unikają, choć niewątpliwie w rozmowach prywatnych starsi nie okazują sympatii do ZSRR z powodu pozostawionych tam dóbr materialnych. Także programy prelekcji nie przewidują przeważnie spraw politycznych i ta właśnie izolacja jest w odniesieniu do młodych zjawiskiem szkodliwym. Odcinaniem się od polityki tłumaczyć też należy, zdaniem Piotra B., niechęć do przyjmowania na członków KIK członków "PAX"-u. - ostatnio prelekcję w Klubie KIK prowadził dr Adolf Juzwenko z Uniwersytetu na temat "Dylematy polityki wschodniej II Rzeczypospolitej". Po prelekcji padło kilka pytań o szczegóły, ale nie było dyskusji o charakterze wrogim w stosunku do ZSRR. - prezesem KIK jest doc. Kazimierz Czapliński z Politechniki, v-ce prezesem mgr Ewa Unger z UWr. Piotr B. zobowiązał się informować mnie o przypadkach szkodliwej działalności politycznej ze strony KIK. Jeżeli chodzi o "PAX", to Piotr B. prowadzi tam sprawy młodzieży, tj. organizuje spotkania, prelekcje i odczyty. Jako wynagrodzenie otrzymuje rodzaj stypendium w kwocie 1.400 zł. W Klubie "PAX" zrzeszonych jest około 100 studentów z wrocławskich uczelni, ale aktywnie uczestniczy w różnych formach zajęć około 50 studentów. Roman (sic!) Szeremietiew jako etatowy pracownik Stowarzyszenia "PAX" zajmuje się sprawami szkoleniowymi. Zdaniem Piotra B. przyszedł on do Stowarzyszenia z opinią czołowego działacza studenckiego, ale w rzeczywistości żadną rewelacją w działalności "PAX" się nie okazał. W rozmowach prywatnych na tematy polityczne wykazuje wiele uznania i szacunku do Józefa Piłsudskiego i jego roli w stworzeniu II Rzeczypospolitej. Nadal zamierza pisać doktorską pracę o doktrynach politycznych okresu międzywojennego. […] Piotr B. poinformował mnie też, że nadal zamierza działać w Stowarzyszeniu "PAX" i w związku z tym wybiera się jeszcze w tym miesiącu na 2-3 dniowe przeszkolenie. […] - Na teren DS "Szklany Dom" swej działalności w "PAX"-ie nie przenosi zgodnie z moim zaleceniem. […] Piotr B. chętnie zgodził się na rozmowę ze mną i wg mego odczucia szczerze ze mną rozmawiał. Uważa się za człowieka lojalnego względem naszego państwa i ustroju socjalistycznego, z tym, że jak twierdzi, należy do grupy ludzi budujących ustrój socjalistyczny z pozycji katolickich ("Jeden ustrój – dwie ideologie", takie jest założenie "PAX"-owców). Nie uważa swej postawy za szkodliwą politycznie i deklaruje się informować mnie w przyszłości o wrogiej działalności wobec naszego państwa i ustroju”. Koniec cytatu. W zakończeniu notatki por. Pleban zawarł następujące wnioski: „1. Sporządzić analizę sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN". 2. Zaniechać dalszego prowadzenia ze względu na wyjaśnienie sprawy. 3. Materiały przekazać do Wydziału IV, ponieważ Piotr B. pracuje w "PAX". 4. Odbywać okresowo spotkania z Piotrem B. w celu odebrania informacji na temat działalności KIK i "Maciejówki"”. Koniec cytatu. Zgodnie z owymi wnioskami por. Edward Pleban opracował datowaną 30 października 1974 r. analizę końcową sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. „ZEN”. W dokumencie tym czytamy m. in.: „Sprawa operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN" wszczęta została przez inspektora G. Gołębiewskiego w dniu 27 listopada 1972r. […] W efekcie przeprowadzonych wszechstronnych wywiadów za pomocą TW ps. "11S" i TW ps. "Maciek" oraz TW ps. "Andrzej" a także informacji Służby Bezpieczeństwa w Opolu, uzyskano dane, że Piotr Badura jest centralną postacią i inspiratorem utworzenia zarówno nieznanej bliżej organizacji "ZEN", jak i powoływanej o nazwie "Towarzystwo Hilozoistyczne". Żadna z tych organizacji nie przejawiała na zewnątrz konkretnych form i metod działania. Uzyskano też informację, że w środowisku DS "Szklany Dom" Piotr Badura usiłuje propagować ideologię i literaturę Stowarzyszenia "PAX". Ponieważ w drodze operacyjnej nie istniały dalsze możliwości ustalenia charakteru i form działalności organizacji o nazwie "ZEN" postanowiono przeprowadzić rozmowę rozpoznawczo-sondażową i jednocześnie profilaktyczną z figurantem Piotrem Badurą. Rozmowa spełniła swój cel i dostarczyła przewidywanych informacji. W obszernym oświadczeniu Piotr Badurą wyjaśnił, że skrót "ZEN" oznacza "Związek Eganimistów - Niezależni". Miała to być organizacja o charakterze filozoficznym, której podstawową formą działania miały być dyskusje. Podstawy filozoficzne i założenia programowe opracował Piotr Badura i przedstawił swoim kolegom. Od początku pomysłu utworzenia organizacji zamierzał zalegalizować ją w Wydziale Spraw Wewnętrznych, zgodnie z "prawem o stowarzyszeniach". Podejmowane starania przez P. Badurę w okresie lat 1971-72 powołania organizacji nie dały jednak rezultatu ze względu m.in. na zmianę miejsca zamieszkania i luźny kontakt z przyszłymi członkami, a także błędy w programie filozoficznym. W efekcie "ZEN" pozostał w sferze niezrealizowanego projektu organizacyjnego. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sprawa krypt. "ZEN" - cd - 5 27.12.08, 21:18 Po przybyciu do Wrocławia na I rok studiów w październiku 1972 r. Piotr Badura zaczął od podstaw przygotowania do legalizacji nowej organizacji ze zmienionym programem. Do współpracy z nim Do współpracy z nim i Sergiueszem Kowalskim pozyskał oferty dwóch współmieszkańców.,z DS "Szklany Dom" i trzech studentów z I roku filologii, w tym jego siostry, Zofii Badury. […] Na czoło programu "TH", opracowanego przez P. Badurę, wysuwa się założenie, że społeczeństwo socjalistyczne może być budowane przez ludzi o różnych światopoglądach i że rozwój stanowi główny czynnik poprawy warunków życia całej ludzkości (likwidacja głodu, klęsk żywiołowych, chorób itp.). Uzyskanie od P. Badury nazwisk wszystkich członków i sympatyków Towarzystwa Hilozoistycznego oraz zapewnienie o próbie legalizacji stowarzyszenia ułatwiło dalszą operacyjną kontrolę jego działalności. Poprzez współpracę z Wydziałem III K[omendy]S[stołecznej] MO Warszawa uzyskano informację, że w dniu 21 stycznia 1973 r. w mieszkaniu Sergiusza Kowalskiego odbyło się spotkanie 6 członków towarzystwa, na którym przyjęto założenia programowe opracowane przez P. Badurę. Konsekwencje administracyjne ze strony SB i powiadomienie władz Uniwersytetu Warszawskiego o nielegalnym spotkaniu u S. Kowalskiego doprowadziły do zaniechania dalszych spotkań i uznania P. Badury przez rodziców Kowalskiego za niepożądanego w ich domu. W trakcie dalszych rozmów z Piotrem Badurą uzyskano informację, że Wydział Spraw Wewnętrznych w ogóle nie odpowiedział na pismo o zgłoszeniu Towarzystwa Hilozoistycznego. Z dalszych materiałów wynika, że w środowisku uniwersyteckim w okresie kampanii zjednoczeniowej do SZSP Piotr B. lansował pogląd o organizacji typu związkowego, ale jego wystąpienia były umiejętnie neutralizowane przez TW ps. "11S". W wyniku rozmów z KO "TŻ" i ostrzeżeniu Piotra B. nie dopuszczono do rozwinięcia przez niego działalności z pozycji ideologii "PAX" na terenie uczelni i DS "Szklany Dom". Wykorzystując wewnętrzne animozje "PAX" i KIK skierowano uwagę P. Badury na rozpoznanie dla celów Służby Bezpieczeństwa programu i zakresu oddziaływania na środowisko uczelniane Klubu Inteligencji Katolickiej. […] Współpracę z Wydziałem III KS MO należy uznać za korzystną, gdyż doprowadziła w krótkim czasie do przerwania spotkań członków Towarzystwa Hilozoistycznego zamieszkałych w Warszawie oraz do poderwania reputacji w tamtym środowiska Piotrowi B. Mówił o tym sam figurant na jednym ze spotkań z por. E. Plebanem. […] Przekazanie informacji KO "TŻ" o postawie i zamierzeniach Piotra B. na terenie DS "Szklany Dom" spowodowało zainteresowanie się jego osobą i skuteczne przeciwdziałanie rozwinięciu przez niego działalności PAX-owskiej. Rozmowy i spotkania o charakterze konspiracyjnym z figurantem miały m. in. na celu związanie go z naszym aparatem i w perspektywie wykorzystanie go jako źródła informacji. Reprezentuje [on] bowiem wysoki poziom intelektualny, chce studiować wg indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej w Uniwersytecie Wrocławskim”. Koniec cytatu. We wnioskach końcowych por. Pleban pisał: „1. Nadal kontynuować okresowe spotkania z figurantem P. Badurą. 2. Z uwagi na pracę figuranta w Woj. Stowarzyszeniu "PAX" wybrane materiały przekazać do Wydz. IV tut. KW MO. 3. Sprawę operacyjnego sprawdzenia zakończyć i złożyć do archiwum”. Koniec cytatu. Przytoczone powyżej dokumenty stanowią, moim zdaniem, ciekawą ilustrację form i metod działania, z pomocą których SB starała się kontrolować sytuację w polskich środowiskach akademickich w latach 70. Za szczególnie interesujące uważam informacje mówiące o próbach wykorzystywania przez SB wzajemnych animozji KIK i „PAX”. Przytaczam dokumenty bez daleko sięgających ocen i komentarzy, traktując je jako godne uwagi źródło historyczne (co nie znaczy, że nie mam swojego zdania na ten temat). Nie chcę oceniać i osądzać. Zdaję sobie sprawę z tego, że znane mi dokumenty prezentują dość jednostronne spojrzenie na ówczesną rzeczywistość – tylko z punktu widzenia SB. Dlatego pozwalam sobie wyrazić nadzieję, że wzbogaci Pan ten obraz swoimi uwagami i komentarzami. Przedstawiona tu sprawa wydaje mi się dość istotna w kontekście naszkicowanych pobieżnie przez Pana okoliczności odesłania Pana na, jak Pan to określił, polityczną emeryturę z „PAX”. Czy nie sądzi Pan, że do działaczy „PAX” mogły dotrzeć informacje na temat Pańskich spotkań z por. Plebanem, budząc zrozumiałe zaniepokojenie w tym środowisku? Być może to właśnie zadecydowało o odstawieniu Pana na boczny tor, a nie jakieś nieporozumienia na temat tych czy innych sformułowań w dokumentach programowych? Przynajmniej niektórzy działacze „PAX” (jak np. Romuald Szeremietiew, późniejszy działacz KPN) mogli słusznie obawiać się tego typu kontaktów. Informacje na ten temat mogły rozejść się dość szeroko i dotrzeć nawet później do działaczy opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej. Kto wie, czy nie dlatego właśnie szybko wyeliminowano Pana z grona czołowych działaczy związkowych, o czym pisał Pan w innym wątku na tym forum? W tamtych czasach wystrzegano się osób utrzymujących jakiekolwiek kontakty z SB, nawet jeśli chodziło o sprawy z przeszłości. Dmuchano na zimne, bo z tego typu kontaktami wiązało się wielkie ryzyko. Oczywiście są to tylko moje subiektywne spekulacje na temat Pańskich perypetii sprzed lat. Sądzę jednak, że warto byłoby wziąć je pod uwagę. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ;-) Figurant Badura = jawny współpracownik? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.08, 22:37 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sm Re: Figurant Badura = jawny współpracownik? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.08, 22:56 To sie chyba nazywa nieformalna wspólpraca? Co na to Piotr B? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Uzbrójcie się w cierpliwość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 22:44 Szanowni Forumowicze Jeszcze przed świętami pożegnałem się tu na forum z panem Bereszyńskim. Złożyłem mu życzenia świąteczne i poinformowałem, że aż do Nowego Roku, z braku czasu, nie będę mógł pisać na forum. Patrz: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88138533&a=88899423 Pan Bereszyński złożył mi wzajemnie życzenia. Napisał też: "dla zniesławienia kogoś wystarczy napisać dwa-trzy zdania. To bardzo łatwe. Aby wyjaśnić sprawę, trzeba niekiedy zapisać kilka stron. Na tym polega przewaga oszczerców nad ludźmi przez nich szkalowanymi. Łatwiej atakować niż się bronić. Życzę Panu, aby nie musiał Pan przekonywać się o tym na własnej skórze." Patrz: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88138533&a=88904943 Życzenie, bym o przewadze oszczercy nad szkalowanym nie musiał przekonywać się na własnej skórze, było absolutnie nieszczere, bo pan Bereszyński trzymał już w pogotowiu oszczerczy względem mnie materiał i nie było go dwa-trzy zdania, ale sporo ponad dwadzieścia stron znormalizowanego maszynopisu. Trzymając się proporcji pana Bereszyńskiego, tj. dwa-trzy zdania oszczerstwa – kilka stron wyjaśnień, musiałbym na ponad dwadzieścia stron oszczerstw odpowiedzieć setkami stron wyjaśnień. Oczywiście nie jestem w stanie napisać teraz kilkuset stron wyjaśnień. Pan Bereszyński wie o tym tak samo doskonale, jak wiedział, że umieszczając swe oszczerstwa tu na forum w dniu 27 grudnia gwarantuje sobie tydzień wiszenia ich tu bez mojej reakcji. Forumowiczom pozostawiam ocenę takiego postępowania. Oszczerstwa pana Bereszyńskiego są oszczerstwami drugiego stopnia. Oszczerstwami pierwszego stopnia były konfabulacje ppor. Edwarda Plebana. Opisał on rozmowy, które bądź to w ogóle nie miały miejsca, bądź też miały inny, niż opisany przebieg. Pan Bereszyński poszedł jednak dalej. Konfabulacje ppor. Edwarda Plebana jeszcze „podrasował”. Przez odpowiedni dobór i układ cytowanych oszczerstw, przez pomijanie istotnych elementów, a także przez swoje insynuacje starał się wzmocnić efekt. Myślę, że wobec ludzi o skromnych możliwościach intelektualnych zdało to egzamin. Kilku forumowych osiołków rzeczywiście dało się panu Bereszyńskiemu na ten przegnity pasztet nabrać (nie dotyczy to pana Juhasa, który zwrócił tylko uwagę, że wywód pana Bereszyńskiego jest niezrozumiały). Stali bywalcy forum zachowali jednak zdrowy rozsądek i cierpliwie czekają. Uzbrójcie się jeszcze trochę w cierpliwość. Postaram się od jutra krok po kroku dementować te wszystkie oszczerstwa. A dla rozweselenia polecam niedokończoną bajkę w następnym poście. Pozdrawiam wszystkich i życzę pomyślności w Nowym Roku 2009 Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Niedokończona bajka o smoku Bąkaczu ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 22:45 W środku głębokiego lasu żył rycerz. Mieszkał w wieży z kości słoniowej. W ciszy i spokoju oddawał się w niej medytacjom. Pewnego dnia jego spokój zakłóciły jakieś hałasy. Wpierw nie zważał na nie, ale stawały się coraz głośniejsze. Wyjrzał więc przez okienko i dostrzegł u stóp wieży gromadę ludzi. - Zaraz otworzę drzwi i spuszczę wam drabinę, zawołał do nich. - Ach nie, panie, dla twego dobra lepiej ty zejdź do nas, bo jak my wejdziemy na górę, to będziesz musiał się wyprowadzić ze swej wieży, tak tam będzie śmierdzieć. - Wobec tego schodzę do was – zawołał rycerz. Rycerz otworzył drzwi, rozwinął sznurową drabinę i zaczął schodzić. Trochę to trwało, bo drzwi były dość wysoko. Nieszczęśnicy pod wieżą przesunęli się w tym czasie o dobre dwadzieścia kroków na wschód. - Zostań panie tam gdzie jesteś – zwołali. – Wieje od zachodu i dzięki temu będziesz mógł oddychać. - Cóż was do mnie sprowadziło? – zapytał rycerz. - Ach panie, okropnie cierpimy – powiedział przywódca gromady. Żyje w naszej okolicy smok, który uwielbia pasztety. Nie byłoby w tym nic złego. Pieklibyśmy mu te pasztety. Ale on gustuje wyłącznie w pasztetach, które piekli sekretni w służbie poprzedniego króla. Tymczasem takie pasztety mogą jeść tylko smoki o mocnych trzewiach, a nasze smoczysko ma niestety trzewia liche i po każdym zjedzonym pasztecie sekretnych bulgocze mu w nich, bulgocze, aż na koniec... Wybacz panie, ale nie mam odwagi powiedzieć, co się potem dzieje. - A dlaczegóż to nie masz odwagi? - Ach, bo to zbyt prostackie dla twego pańskiego ucha. - Mów szczerze. Nie lubię prostactwa, ale me ucho niejedno już słyszało i mam pewną odporność. - Skoro tak panie, to powiem. Gdy smoczysku rozbulgocze się już w trzewiach niemożliwie, to nagle puszcza ono okrutnie śmierdzącego, mokrego bąka. Stąd wszyscy nazywamy go Bąkaczem. Biada temu, kto jest wtedy w pobliżu. Zostanie cały tak ubabrany, że długo tego nie zmyje. Cuchnie przez to okrutnie w naszej okolicy i na wszystkich nas ten smród powoli przechodzi. - A próbowaliście smokowi wytłumaczyć, by jadał co innego? – zapytał rycerz. - Ach panie, wiele razy. Nic to jednak nie dało i Bąkacz wciąż żywi się pasztetami sekretnych. W was panie teraz cała nasza nadzieja. Wy jesteście rycerzem bez skazy i zmazy, znanym obrońcą uciśnionych, więc błagamy o pomoc. - Jest pewna możliwość – powiedział rycerz. Skoro smoczysko je tylko pasztety sekretnych, to trzeba go uleczyć pasztetem sekretnych. - Ale jakżeż to panie?! – zawołali nieszczęśnicy. Przecież te pasztety nie leczą, a szkodzą! - Macie rację i jej nie macie. Pasztety sekretnych rzeczywiście szkodzą, ale bywa tak, że gdy ktoś jakiś pokarm mocno odchoruje, to dostaje wstrętu do takich pokarmów. Gdyby wasze smoczysko zjadło taki pasztet, to może odeszłaby mu ochota na ten rodzaj jadła i byłoby zdrowe. - Ale skąd panie mamy wziąć taki pasztet! - Zostawcie to mnie. Sekretni w przesławnym grodzie Wrocławiu upiekli kiedyś taki pasztet. Może uda się smoczysko zachęcić do zjedzenia go. - Oj dałby Bóg, panie, dałby Bóg. - Wracajcie więc do domów i módlcie się, by kuracja smoka uleczyła, a nie zabiła, bo słyszałem, że tak w ogóle to poczciwe smoczysko, tyle tylko, że w złym jadle gustuje. Goście pożegnali rycerza i wyruszyli do swych domów, modląc się o uzdrowienie smoka. Rycerz tymczasem zaczął obmyślać plan skuszenia Bąkacza na wrocławski pasztet. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Proszę uzupełnić braki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.09, 22:48 Szanowny Panie Bereszyński Zrobił Pan rzecz dla siebie fatalną (choć dla mnie akurat korzystną). Ma Pan w tej chwili trzy możliwości: 1) Zreflektować się i przyznać, że poniesiony emocjami, wskutek nieradzenia sobie w prowadzonych przez nas na forum i poza nim dyskusjach, postanowił Pan jako argumentu użyć haków, a ponieważ prawdziwych haków Pan nie znalazł, to je Pan spreparował. Teraz mnie Pan przeprasza, wszystko odwołuje i prosi, bym uznał sprawę za zamkniętą. To byłoby najrozsądniejsze wyjście z sytuacji. 2) Może też Pan pod pretekstem obrażenia się, wycofać się z tej sprawy (ja się oczywiście nie wycofam). To głupsze wyjście. 3) Na koniec może też Pan podjąć trud obrony swego postępowania. To byłoby moim zdaniem najgłupsze (choć dla mnie najkorzystniejsze), ale myślę, że to właśnie Pan wybierze. Dlatego oczekuję, że ujawni Pan forumowiczom, kiedy i w jaki sposób zakończyła się sugerowana przez Pana moja "owocna współpraca" z Edwardem Plebanem. Chyba znalazł Pan jakiś dokument w tej sprawie. Oczekuję też dwóch szczegółów, które Panu mogły się wydać bez znaczenia, a dla mnie są istotne w sprawie. a) Czy w relacji z przesłuchania w dniu 20 stycznia 1973 odnotowano fakt, że miałem wpięty w klapę marynarki znaczek organizacyjny "Towarzystwa Hilozoistycznego"? b) Czy w moich aktach znalazł Pan rachunek (jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to był to rachunek za kawę, herbatę i ciasto wuzetka), z moim podpisem na odwrocie? Jeśli tak, to jaka była data wystawienia tego rachunku? Istotna jest dla mnie właśnie ta data. W kolejnych postach będę sukcesywnie prostował oszczerstwa, ale na razie proszę o wspomniane informacje. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura W pewnym sensie Advocatus Diaboli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.09, 23:01 Szanowni Forumowicze Pan Zbigniew Bereszyński napisał, iż "zdziwiło go, że zupełnym milczeniem pominąłem bardzo ciekawą sprawę nieudanej próby założenia Towarzystwa Hilozoistycznego". To oczywiście nieprawda. W dniu 11 listopada 2008 zamieściłem na tym forum skierowany do pana Bereszyńskiego post, który dostępny jest pod adresem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=86414005&a=87096144 W poście tym dałem następujący odsyłacz: www.cwru.edu/artsci/math/szarek/XIVLO/ksiega W tym odsyłaczu można było znaleźć następującą informację na mój temat: "Pewnego dnia rzecznik grupy rozrywkowej pojawił się w szkole sam. Wychowawczynię poinformował, że koledzy zjedli konserwę rybną i się zatruli". Jedno i drugie było prawda; liczył na to, że potocznie nie odróżnia się koniunkcji od implikacji. Miał charakterystyczne, wyzywająco-ironiczne spojrzenie. Nie wiemy, czy już wtedy czytał "Biesy", ale "stowarzyszenie hilozoistyczne", które założył, miało wszelkie cechy tajnego sprzysiężenia (jednego z nas na te okoliczność przesłuchiwała potem Służba Bezpieczeństwa). Porzucił naszą szkołę, a później został działaczem PAX: niezbadane są wyroki losu i ludzkie gusta." Pan Bereszyński ten mój post przeczytał (bo odpowiedział następnego dnia). Nie miał zatem prawa napisać, że pominąłem tę sprawę zupełnym milczeniem. Miał natomiast czas, by w oparciu o tę i inne wcześniejsze informacje dotrzeć do moich akt wytworzonych przez SB. Wiele razy pisałem tu na forum, że absolutnie nie potępiam SB jako instytucji. Potępiam oczywiście tych jej funkcjonariuszy, którzy łamali prawo. Nie zgadzam się jednak na żadną odpowiedzialność zbiorową. Nie potępiam też tajnych współpracowników SB, jeśli oczywiście nie łamali prawa. Dla dobra publicznego współpracowali z legalną służbą legalnego państwa i nie mogą z tego tytułu być w jakikolwiek sposób szykanowani. Nie zmienia to jednak faktu, że już podczas pierwszego mojego zetknięcia się z SB jasno dałem do zrozumienia, że jakakolwiek moja praca dla SB jest wykluczona. Wiem, że zostało to podczas tego pierwszego zetknięcia doskonale zrozumiane przez przesłuchujących mnie oficerów SB (chyba było ich trzech). Moja praca dla SB była wykluczona nie dlatego, że uważałem SB za coś złego. Nie uważałem tak. Po prostu praca dla SB byłaby dla mnie bardzo przykra, a przypuszczałem, że jest do niej wystarczająco dużo chętnych, więc po co ja mam robić coś, co dla mnie jest tak przykre. Z tego samego powodu nie pracowałbym np. dla UOP czy ABW. Pan Bereszyński zgłosił chęć podjęcia takiej pracy, o czym niedawno wyczytałem w piśmie "Indeks". Ja pana Bereszyńskiego za to nie potępiam. Ktoś tę przykrą pracę musi wykonywać. Ale dlaczego ja, skoro są inni chętni, np. pan Bereszyński. Nie mógłbym też przeglądać cudzych esbeckich teczek, choć ktoś to musi robić. Ale dlaczego ja, skoro są inni chętni, np. pan Bereszyński? Moje kontakty z SB, moja pryncypialna postawa zajęta w tych kontaktach, a także rozwaga, to, moim zdaniem, chlubna karta w moim życiorysie. Czy miałem jednak tu na forum wychwalać się? Miałem poczucie, że moje doświadczenia w kontaktach z SB nie powinny pójść w zapomnienie, bo zwłaszcza młodych mogłyby czegoś nauczyć. Potrzebny był mi jednak jakiś Advocatus Diaboli (zachowując wymagane proporcje). Znalazłem go w osobie pana Bereszyńskiego. Nie sądzę, by ktoś podejrzewał pana Bereszyńskiego, że opisuje tu na forum moje kontakty z SB, kierując się życzliwością wobec mnie. I tak jest dobrze, bo w ten sposób i druga pieczeń się tu piecze. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sprawy nie przedstawiają się tak prosto 04.01.09, 21:45 Szanowny Panie Badura, W powyższym poście napisał Pan coś takiego: „już podczas pierwszego mojego zetknięcia się z SB jasno dałem do zrozumienia, że jakakolwiek moja praca dla SB jest wykluczona. Wiem, że zostało to podczas tego pierwszego zetknięcia doskonale zrozumiane przez przesłuchujących mnie oficerów SB (chyba było ich trzech)”. Niestety sprawy nie przedstawiają się tak prosto. Pańska postawa podczas pierwszej rozmowy z SB nie była tak jednoznaczna, jak Pan to tutaj przedstawia. Złożył Pan wtedy pisemne zobowiązanie do zachowania w tajemnicy treści rozmowy. Zobowiązanie to zobowiązanie – zadzierzgnięcie formalnej więzi, w jednym przypadku luźniejszej, w innym bardziej ścisłej, ale zawsze więzi. Tak nie wygląda jasne dawanie do zrozumienia, że jakakolwiek współpraca jest wykluczona. To przejaw większej lub mniejszej uległości, który może być odbierany jako sygnał, że współpraca jest możliwa, jeżeli tylko odpowiednio „popracuje” się nad delikwentem. Tak też zostało to odebrane w Pańskim przypadku. Nic dziwnego, że po złożeniu takiego oświadczenia SB nadal zajmowała się Pańską osobą, planując docelowo pozyskanie Pana w charakterze osobowego źródła informacji. Bardzo często podobne oświadczenia bywały traktowane przez SB nawet jako formalne zobowiązanie do współpracy. Wiele osób zarejestrowano w charakterze TW czy KO właśnie na podstawie tego rodzaju zobowiązań. Spotkałem się już z niejednym takim przypadkiem. Zobowiązanie, o którym tu mowa, przytoczyłem już powyżej, w swoim wyciągu z akt sprawy krypt. „ZEN”. Jest to oryginalny dokument, napisany odręcznie oraz sygnowany Pańskim imieniem i nazwiskiem (podobnie jak napisane tego samego dnia obszerniejsze oświadczenie, dotyczące Towarzystwa Hilozoistycznego). Trudno zatem mówić w tym przypadku o jakichś konfabulacjach. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Badura - hilozoista :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.09, 18:52 poczet słynnych filozofów: Tales z Miletu Heraklit z Efezu Demokryt z Abdery ..... Badura z Brynicy :) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski proponuję złożenie wniosku w IPN 04.01.09, 00:41 Szanowny Panie Badura, Pańskie pytania pod moim adresem są co najmniej dziwaczne. Stawiając je postąpił Pan w sposób skrajnie nielogiczny i niekonsekwentny. Nieco wcześniej napisał Pan przecież o mnie coś takiego: „Konfabulacje ppor. Edwarda Plebana jeszcze »podrasował«. Przez odpowiedni dobór i układ cytowanych oszczerstw, przez pomijanie istotnych elementów, a także przez swoje insynuacje starał się wzmocnić efekt”. Koniec cytatu. Zarzucając mi rzekome podrasowanie „konfabulacji” ppor. Plebana, „pomijanie istotnych elementów” oraz inne tego typu manipulacje zachował się Pan jak osoba dobrze znająca całość dokumentów, z których korzystałem. Czy osoba nie znająca dokumentów źródłowych może w odpowiedzialny sposób formułować tego typu opinie? Coś takiego miałby prawo napisać tylko ktoś, kto wcześniej korzystał z tych samych co ja materiałów i dzięki temu mógłby obiektywnie ocenić rzetelność wykorzystania ich przeze mnie. Jeżeli jest Pan taką osobą, to dlaczego sam Pan sobie nie odpowie na swoje pytania? Dlaczego zwraca się Pan z tym do mnie, skoro Pańska wiedza sięga tak daleko? Jeśli natomiast jest tak, że nie zna Pan dokumentów źródłowych, to jakim prawem oskarża mnie Pan o uprawianie podobnych manipulacji? Skąd Pan wie, że pominąłem jakieś „istotne elementy” z treści owych dokumentów, skoro treść ta pozostaje Panu nieznana? Widocznie a priori zakłada Pan, że manipuluję tekstami i przeinaczam ich treść. Jeżeli tak, to zadawanie przez Pana pytań pod moim adresem także nie ma sensu. Jeżeli z góry zakłada Pan, że nie jestem wiarygodnym źródłem informacji, to co Panu po kolejnych informacjach z mojej strony? Przecież i tak będą one dla Pana niewiarygodne. W tej sytuacji szkoda Pańskiego czasu na zadawanie pytań, a mojego na udzielanie Panu odpowiedzi. No chyba, że chodzi Panu o poddanie mnie jakiemuś egzaminowi i sprawdzenie mojego stanu wiedzy. Ja jednak nie widzę potrzeby poddawania się takiemu egzaminowi. Jeżeli zna Pan odpowiedź na swoje pytania, to nie widzę powodu, bym na nie odpowiadał., Jeżeli zaś naprawdę chce Pan czegoś się dowiedzieć, niech Pan zwróci się do innego źródła informacji – takiego, które uzna Pan za wiarygodne. W tym ostatnim wypadku najlepiej będzie, jeżeli wystąpi Pan ze stosownym wnioskiem do IPN – jako osoba prywatna bądź jako dziennikarz i wydawca gazety (w ramach szczególnych uprawnień, przysługujących wydawcom i dziennikarzom). Jeżeli IPN nie dopatrzy się żadnych przeciwwskazań natury prawnej, to będzie Pan mógł w takim przypadku zaspokoić swoją ciekawość w dużo większym zakresie niż byłoby to możliwe w wypadku korzystania z mojego pośrednictwa. Oprócz nielogiczności Pańskiego postępowania jest też inny powód, dla którego nie mam ochoty odpowiadać na Pańskie pytania. Gdyby w grzeczny sposób poprosił mnie Pan o dodatkowe informacje, być może postarałbym się Pana zadowolić. Nie zamierzam jednak w podobny sposób reagować na Pańskie oczekiwania wyrażone w formie żądania, połączonego na dodatek z obraźliwymi uwagami na mój temat. Chętnie spełniam prośby, ale żądań nie lubię i w tej formie trudno coś ode mnie uzyskać. Wbrew temu, co Pan napisał, nie dopuściłem się żadnych oszczerstw na Pański temat. Nie wypaczyłem sensu cytowanych dokumentów, niczego nie próbowałem „podrasować”. Przytoczyłem wybrane fragmenty dokumentów nie dlatego, że chciałem coś zataić z ich treści, ale wyłącznie z tego prostego powodu, że jest fizyczną niemożliwością wsadzenie do internetu (na forum gazety) kilkudziesięciu dokumentów w pełnym brzmieniu. Jeżeli dostanie Pan z IPN komplet dokumentów na swój temat, to będzie Pan mógł spróbować czegoś takiego. Ja jednak nie widziałem takiej możliwości ani potrzeby. Przytoczyłem to, co uznałem za istotne z punktu widzenia meritum sprawy, starając się, aby wybór ten był możliwie najbardziej obiektywny i reprezentatywny. Jeżeli się Pan z tym nie zgadza, to proszę konkretnie – z powołaniem się na źródła - napisać, jakie fragmenty dokumentów zostały przeze mnie przekłamane bądź bezzasadnie pominięte ze szkodą dla wymowy prezentowanego materiału. Cytując dokumenty, ograniczyłem swoje komentarze do minimum. Oświadczyłem, że nie chcę oceniać ani osądzać. Z góry też zastrzegłem się, że same tylko dokumenty SB prezentują dość jednostronny obraz sprawy i zwróciłem się do Pana o własne uwagi i komentarze. To Pan z własnej woli zaprezentował tu konkretną interpretację przytoczonych przeze mnie dokumentów i Pański własny wybór zadecydował o tym, że jest to interpretacja dla Pana niekorzystna. Ja niczego Panu nie narzucałem. Zadałem tylko kilka pytań jako materiał do refleksji i ewentualnej dyskusji. Proszę nie mawiać sobie i forumowiczom, że nie dawałem sobie rady w dyskusjach w Panem. To kompletny nonsens. To Panu brakowało merytorycznej argumentacji, w związku z czym musiał Pan uciekać się do śmiesznych manipulacji (jak np. z tymi tekstami na stronie www.sciaga.pl). Nie musiałem szukać żadnych „haków” na Pana i nigdy coś takiego nie było moją intencją. Do materiałów wytworzonych na Pański temat przez SB sięgnąłem jakiś czas temu tylko z tego powodu, że zbierałem materiały do opracowania historycznego na temat opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej z lat 1980-1989. Wiedziałem, że przez jakiś czas funkcjonował Pan w tej strukturze i stąd wynikło moje zainteresowanie Pańską osobą (podobnie jak w przypadku wielu innych osób z tego środowiska). O materiały te wystąpiłem już we wrześniu ub. r., na co mam dowód w postaci kopii wniosku złożonego w IPN (do okazania w dowolnym momencie). Pański link z 11 listopada ub. r. nie miał z tym nic wspólnego, choćby ze względów czasowych. Inna sprawa, że w materiałach, jakie dostałem z IPN, nie było nic na temat Pańskich związków z „Solidarnością”. Były natomiast dokumenty z lat 70., dotyczące zupełnie innych spraw. Z tego powodu nie wykorzystałem tych materiałów w swoim opracowaniu na temat opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej, uznając, że byłaby to zbyt daleko sięgająca dygresja. Samo opracowanie jako takie ujrzało światło dzienne już w październiku ub. r. na łamach „Kuriera Brzeskiego”. Prawdę mówiąc długo nie miałem żadnej koncepcji wykorzystania owych materiałów. Sprawy tam przedstawione wydawały mi się zbyt egzotyczne w kontekście moich właściwych zainteresowań badawczych, ponieważ zasadniczo zajmuję się najnowszą historią polityczną Śląska Opolskiego, a sprawy wrocławskie wykraczają poza ten horyzont. Być może jeszcze długo nie zajmowałbym się Pańskimi przygodami z lat 70., gdyby nie założenie przez Pana tego wątku. Zdumiało mnie, że opisując w tym wątku swoją działalność z lat 70. całkowicie przemilczał Pan sprawy przedstawione w znanych mi dokumentach. Dlatego uznałem za wskazane ustosunkować się do tego, z powołaniem się na dokumenty. Sam Pan mnie do tego zdopingował, przedstawiając bardzo jednostronny obraz swojej działalności w „PAX”. Ot i całe wyjaśnienie powodów, dla których postanowiłem zabrać głos w tym wątku. Uważam, że był to głos jak najbardziej na temat, a nie żadna dygresja na zasadzie szukania „haków”. To Pan wybrał temat, a ja odniosłem się bezpośrednio do tegoż tematu. To, że o Towarzystwie Hilozoistycznym wspomniano w tekście, do którego odniósł się Pan 11 listopada ub. r., nie jest powodem, dla którego sprawa ta miałaby być przemilczana w ramach obecnego wątku. Tym bardziej, że przywołany wtedy przez Pana tekst wcale tego tematu nie wyczerpywał. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: proponuję złożenie wniosku w IPN 04.01.09, 00:43 Pretensje o to, że napisany przez siebie tekst umieściłem na forum akurat wtedy, gdy Pan zajmował się innymi sprawami, są po prostu śmieszne. Każdy z nas ma swój własny „rozkład jazdy” i nie musimy uzgadniać żadnego wspólnego harmonogramu działań. Każdy pisze wtedy, gdy ma na to czas i ochotę. Ja akurat miałem czas na pisanie w okresie między świętami i Nowym Rokiem i dlatego właśnie wtedy postanowiłem obszerniej odnieść się do tego, co napisał Pan tuż przed świętami. Nie widziałem żadnego powodu, dla którego miałbym czekać z tym do ponownego zjawienia się Pana na forum. Pan także nie uzgadnia ze mną terminu swoich wystąpień. W napisanym przez siebie tekście nie zawarłem żadnych własnych opinii na Pański temat, które ktokolwiek mógłby uznać za obraźliwe. Oprócz informacji dla Pana kłopotliwych cytowałem także opinie dla Pana pozytywne. Starałem się zachować jak największy obiektywizm i jak największą powściągliwość w ocenach. Bardzo obraźliwe oceny i opinie zostały natomiast sformułowane przez Pana pod moim adresem. To ja miałbym wszelkie podstawy po temu, by zarzucać Panu pisanie insynuacji na mój temat. Dlatego nie widzę żadnego powodu, dla którego miałbym Pana przepraszać. Myślę, że to do obowiązku przeproszenia za napisane w tym wątku złe słowa powinien poczuwać się ktoś inny. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Polecam Pana uwadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.09, 14:24 Szanowny Panie Bereszyński Niemal w tym samym czasie, gdy Pan mnie oczerniał tu na forum, przy pomocy esbeckich fałszywek, które dodatkowo Pan zmanipulował, ukazał się w "Gazecie Wyborczej" artykuł Tomasza Wołka, dostępny pod adresem: wyborcza.pl/1,75515,6105836,Slepa_bezpieka__byle_jakie_teczki.html Polecam go Pana uwadze. Przeczyta, Pan jaka jest czasem wartość esbeckich materiałów i jakie szkody mogą wyrządzić szperający po tych materiałach, gdy chcą koniecznie znaleźć na kogoś haki, a trochę też są ignorantami. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nie trzeba mnie oświecać 04.01.09, 16:42 Szanowny Panie Badura, To Pan oczernia mnie pisząc, że zmanipulowałem "esbeckie fałszywki". Aby uzasadnić takie twierdzenia, musiałby Pan dokonać porównania między owymi "fałszywkami" a moim tekstem i pokazać czarno na białym, co zniekształciłem, wypaczyłem lub przekręciłem. Dopóki Pan tego nie uczyni, mam prawo nazywać Pańskie wypowiedzi na ten temat wyssanym z palca kłamstwem i oszczerstwem. To kiepska metoda obrony, Panie Badura. Ponadto wypraszam sobie stawianie mojej kandydatury do UOP na równi z wysługiwaniem się SB przez inne osoby. Takie porównania to zwyczajne obelgi, podobnie jak stawianie UOP czy ABW na równi z komunistyczną bezpieką. Może dla Pana to wszystko jedno, ale na pewno nie dla mnie i nie dla milionów innych ludzi. Ja nie stawiam znaku równości między PRL i wolną Polską. Nigdy nie twierdziłem, że dokumenty SB wolne są od błędów i nieścisłości (problem ten dotyczy wszystkich bez wyjątku źródeł historycznych). Nie trzeba "oświecać" mnie w tym zakresie z pomocą Tomasza Wołka. Potrafię korzystać ze źródeł w sposób krytyczny i tak jest również w Pańskim przypadku, jak o tym świadczy poczynione przeze mnie już na wstępie zastrzeżenie, że obraz oparty na samych dokumentach SB jest dość jednostronny. W dokumentach sprawy krypt. "ZEN" na pewno niejedno można byłoby skorygować czy uściślić. Ale to nie znaczy, że są to w całości jakieś esbeckie "fałszywki". SB mogła popełniać błędy i na pewno je popełniała, ale nie miała żadnego powodu, by samą siebie oszukiwać poprzez świadome pisanie fikcji w dokumentach. Proszę nie opowiadać ludziom takich bajek. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Przesłuchanie przez SB w dniu 20 stycznia 1973 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.09, 23:42 Był rok akademicki 1972/1973. Studiowałem na pierwszym roku chemii Uniwersytetu Wrocławskiego. Mieszkałem w akademiku "Szklany Dom" przy rogu ul. Świdnickiej i placu Teatralnego w ośmioosobowym pokoju. Pewnego poranka, gdy jeszcze drzemałem, do pokoju weszła kierowniczka akademika, obudziła mnie i powiedziała, że w jej gabinecie czeka jakiś pan, który chce ze mną rozmawiać. Nie pamiętam, kiedy dokładnie to było, ale pan Bereszyński na podstawie akt ustalił, że miała to być sobota 20 stycznia 1973. Nie mam powodu, by kwestionować tę datę. Kierowniczka akademika nie mogła mi powiedzieć, że czeka ktoś z SB, bo nie byłem w pokoju sam. Mimo to domyśliłem się, że jest to ktoś z SB. Nie wiem na podstawie czego, ale prawdopodobnie podświadomie rejestrowałem od jakiegoś czasu sygnały węszenia wokół mnie. Całkiem świadomie natomiast zarejestrowałem też już wcześniej, że zaginął list, wysłany mi z Warszawy przez mego kolegę Sergiusza, w którym była uchwała Wydziału Matematyczno-Mechanicznego Uniwersytetu Warszawskiego, przedstawiająca stanowisko studentów tego wydziału w sprawie zjednoczenia organizacji studenckich. Z późniejszego listu Sergiusza wiedziałem, że ją wysłał, a przecież jej nie otrzymałem. Podejrzewałem, że to robota SB. Ponieważ Sergiusz nie napisał na kopercie "tym razem w środku jest uchwała", więc założyłem, że SB przegląda częściej listy do mnie, a zatrzymuje tylko te, które ma ochotę zatrzymać. Skoro uznałem, że czeka na mnie ktoś z SB, a nietrudno było zgadnąć, że chodzi o Towarzystwo Hilozoistyczne (TH), to ubierając się wpiąłem w klapę marynarki znaczek organizacyjny TH. To ważna okoliczność. Tak nie robi ktoś przestraszony. Ja czułem się pewny swego. O żadnym lęku nie było mowy. Zostałem zapytany przez funkcjonariusza o ten znaczek. Wyjaśniłem, że to projekt znaczka organizacyjnego TH. To też ważna okoliczność, bo funkcjonariusz miał obowiązek przyjąć do wiadomości moją pewność siebie. Dlatego pytałem pana Bereszyńskiego, czy funkcjonariusz odnotował, że miałem ten znaczek. Pan Bereszyński napisał: "Był Pan wtedy młodym człowiekiem (...) i myślę, że owe kontakty z SB były dla Pana niemałym przeżyciem". Tu pan Bereszyński myli się. Kontakt z SB nie był dla mnie "niemałym przeżyciem". Ja robiłem swoje, SB robiła swoje – gdzie tu miejsce na wielkie emocje. Przesłuchujący mnie oficer SB przedstawił się jako Edward Pleban (EP). Myślałem, że to pseudonim, ale z tego, co ustalił pan Bereszyński on się chyba rzeczywiście tak nazywał. W początkowej fazie przesłuchania EP pytał o jakieś głupoty, typu: jak się nazywam (jakby nie wiedział), gdzie mieszkam (a przyszedł po mnie do akademika), gdzie studiuję etc. Potem zaczął pytać o TH. Szło mu kiepsko. Pytanie i przeprasza, że musi wyjść po papierosy. Następne pytanie i przeprasza, że jeszcze po zapałki. Kolejne pytanie i musi iść po papier, bo mu zabrakło. Potem mu długopis nie chciał pisać itd., itp. Chyba każdy zorientowałby się, że EP wychodzi, by zapytać, jakie ma być kolejne pytanie. Jego zwierzchnicy przerwali w końcu tę komedię i gdy EP kolejny raz wyszedł, to wrócił już ze zwierzchnikami. Było ich chyba dwóch. Jeden był starszy i ten był chyba ważniejszy. Odniosłem wtedy wrażenie, że zjawienie się zwierzchników oznaczało, iż oceniają oni, że EP nie radzi sobie. W dalszej części przesłuchania pytał mnie ten starszy, m.in. o chęć współpracy. Odmówiłem. Powiedział, że może się zdarzyć, iż zauważę, że dzieje się coś politycznie złego i czy nie powinienem wtedy ich o takich sprawach zawiadamiać, by podjęli przeciwdziałanie. Odpowiedziałem, że jeśli zauważę coś złego, to sam podejmę przeciwdziałanie i nie ma potrzeby, bym się do nich zwracał. Pytał mnie, co będzie, gdy zauważę, że dzieje się coś tak złego, że przerasta to moje możliwości przeciwdziałania. Powiedziałem, że jeśli zdarzyłaby się taka sytuacja, że uznałbym, iż nie jestem już w stanie przeciwdziałać, i wskazane jest ich przeciwdziałanie, to sam ich odnajdę i nie ma potrzeby, byśmy byli w kontakcie. W trakcie przesłuchania sporządziłem obszerną pisemną informację o historii powstawania, podstawach ideowych i celach TH. Niewykluczone, że w tym pisemnym materiale była też mowa o planach TH na najbliższą przyszłość, m.in. o planie zgłoszenia powstania TH w przewidzianym prawem urzędzie oraz o składzie grupy założycielskiej. Pewności co do tego jednak nie mam, bo minęło w końcu 36 lat. Te szczegóły zna z pewnością pan Bereszyński, który może rzecz doprecyzować. (Na marginesie: Uwaga pana Bereszyńskiego, że mogę sam podjąć działanie, na rzecz wglądu w esbeckie papiery, wskazuje, że pan Bereszyński wciąż nie czuje mojego charakteru. Zaglądanie w jakiekolwiek esbeckie papiery uważam za rzecz nieco przykrą, ale mógłbym to ewentualnie zrobić. Jednak zabieganie o wgląd do nich uchybiałoby mojej godności. Jeśli mi je przyniosą grzecznie do domu na srebrnej tacy, to zapewne zapoznam się z nimi. Jeśli nie, to w moje papiery musi zaglądać pan Bereszyński, któremu za to akurat jestem zobowiązany, bo szkoda by było, gdyby to wszystko poszło w niepamięć.) Pod koniec przesłuchania poinformowano mnie (to chyba dalej mówił ten starszy), że w celu zweryfikowania mojego zeznania funkcjonariusze powinni, zgodnie z procedurą, przesłuchać pozostałych członków założycieli. Nie chcieliby jednak tego robić, bo sytuacja w środowisku studenckim jest gorąca, z powodu dyskusji wokół zjednoczenia organizacji studenckich, a wszelkie informacje, że SB przesłuchuje studentów, jeszcze zaogniają atmosferę. Z tego samego powodu nie chcieliby też, abym ja kogoś informował, że SB mnie przesłuchała. Mają więc dla mnie propozycję: ja się pisemnie zobowiążę do zachowania tej rozmowy w tajemnicy, a oni nie będą już przesłuchiwać nikogo innego z członków założycieli TH. Szczerze mówiąc mnie najbardziej odpowiadałoby takie rozwiązanie, że ja wszystkich informuję, iż przesłuchiwała mnie SB, także ludzi spoza TH, a SB nie przesłuchuje pozostałych członków założycieli TH. Funkcjonariusze zdecydowanie odrzucali jednak ten wariant. Albo tajemnica i nikogo nie przesłuchują, albo nie ma tajemnicy i przesłuchują wszystkich pozostałych. Przekonywali mnie, że oni mają zwierzchników i muszą im jakoś wytłumaczyć odejście od procedury przesłuchań. Jeśli ja nie podpiszę oświadczenia o tajemnicy, to ich zwierzchnicy nie zaakceptują odejścia od przesłuchań. Była to kwestia wyboru. Sprawiłoby mi wielką przyjemność, gdybym mógł natychmiast rozplotkować informację o moim przesłuchaniu, ale ceną byłaby przykrość dla moich przyjaciół, którzy zostaliby przesłuchani, a podejrzewałam, że przynajmniej część z nich nie chciałaby tego. (Część, podobnie jak ja, potraktowałaby przesłuchanie zabawowo.) Wybrałem jednak dobro tych mniej odpornych psychicznie przyjaciół i zgodziłem się zachować tę rozmowę w tajemnicy. Tak wyglądało przesłuchanie mnie przez SB, wedle mojej pamięci, przyćmionej niestety upływem 36 lat. Jeśliby pan Bereszyński dostrzegł tu jakieś nieścisłości, to mam nadzieję, że je sprostuje. Jak opisał to przesłuchanie EP, poinformował już pan Bereszyński. W relacji pana Bereszyńskiego, którą niestety nadal uważam za manipulatorską, dostrzegam jednak istotne mankamenty, o których napiszę w następnym poście. Skomentuję też w nim niektóre szczegóły tego, co napisał o tym przesłuchaniu EP. Pozdrawiam wszystkich serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski był to spory sukces SB 07.01.09, 00:30 Szanowny Panie Badura, Myślę, że Pańska relacja z rozmowy z SB w dniu 20 stycznia 1973 r. jest w ogólnych zarysach wiarygodna. Nie mam poważniejszych podstaw do jej kwestionowania. Pewne szczegóły mogą wprawdzie budzić wątpliwości, ale ogólny obraz rozmowy uważam za z grubsza wiarygodny. Również z osobistych doświadczeń wiem, że esbecy próbowali rozmawiać z ludźmi mniej więcej tak jak Pan to opisał. Naszkicowany tu przez Pana schemat postępowania SB jest na pewno wiarygodny. Nie mogę jednak zgodzić się z Pańską oceną wyników rozmowy. Uważam, że wyniki te były dla Pana fatalne, ponieważ dał się Pan wciągnąć esbekom w bardzo niebezpieczną pułapkę psychologiczną. Musiał Pan być bardzo naiwnym i łatwowiernym człowiekiem, jeżeli naprawdę uwierzył Pan w to, że esbecy dotrzymają słowa i nie będą nękać rozmowami Pańskich kolegów, o ile tylko napisze Pan wymagane przez nich zobowiązanie. Tego typu gołosłowne obietnice należały do rutynowych środków działania SB, z pomocą których uzyskiwano pożądane przez tę służbę efekty ze strony delikwentów: udzielanie interesujących SB informacji, składanie obciążających zeznań w śledztwie, pisanie wymaganych przez SB oświadczeń itp. SB na ogół nie uciekała się do fizycznej przemocy, ale łamała ludzi środkami psychologicznymi. Obiecywano delikwentowi, że jeśli tylko zrobi to, czego oczekuje SB, to natychmiast zostanie zwolniony, zaoszczędzi represji sobie i swoim kolegom itp. Ludzie bardzo często się na to nabierali i mówili esbekom wszystko, co wiedzieli, podpisywali różne zobowiązania itp. W skrajnych przypadkach kończyło się to nawet nawiązaniem formalnej współpracy z SB. Oczywiście esbecy mieli czysto instrumentalne podejście do składanych przez nich obietnic. Robili co im pasowało, nie oglądając się na złożone obietnice. Jeśli nawet działali zgodnie z udzieloną obietnicą, to nie dlatego, że byli tacy słowni i honorowi, ale dlatego, że w danym przypadku tak im było wygodniej. Kiedy indziej szybko zapominali o swoich obietnicach, jak tylko osiągnęli to, co chcieli. To, że zobowiązał się Pan na piśmie do zachowania tajemnicy, wcale nie uchroniło Pańskich kolegów przed wymuszonymi kontaktami z SB. Pan czuł się związany treścią złożonego przez siebie oświadczenia, ale nie można tego samego powiedzieć o esbekach i ich obietnicach. Oni dalej robili swoje, nie patrząc na to, co Panu obiecali. Wyraźnie mówią o tym późniejsze dokumenty z akt sprawy krypt. „ZEN”, a w szczególności notatka służbowa z rozmowy przeprowadzonej z Panem w dniu 20 grudnia 1973 r. Cytuję ten dokument ponownie: „Na terenie Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie, ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na rozmowy pod zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione zostały także uczelnie. W efekcie wina spadła na Badurę i rodzice studentów nie chcą go przyjmować w domu ani zezwalać na spotkania ze swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje, że nie dotrzymałem obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać jego zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo jego sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania wspomnianych studentów”. Koniec cytatu. Tak wyglądała praktyczna realizacja obietnic, jakie uczyniono Panu w dniu 20 stycznia 1973 r. Był Pan wtedy młodym i, jak można przypuszczać, bardzo naiwnym człowiekiem. Fakt ten może w jakimś stopniu tłumaczyć Pańskie ówczesne postępowanie. Dziś, jako człowiek bogatszy o doświadczenia minionych 36 lat, powinien Pan jednak dostrzec swój błąd i mieć odwagę przyznać się do błędu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego Pan tego nie potrafi. Pańskie oświadczenie o zachowaniu tajemnicy dawało korzyść tylko jednej stronie, a mianowicie SB. Dzięki temu, że zachowywał Pan milczenie, SB mogła działać z zaskoczenia przeciwko Pańskim kolegom. Ludzi ci nie mieli szansy psychologicznego przygotowania się na ewentualne rozmowy z SB. Nie mogli skorzystać z Pańskich doświadczeń w tym zakresie. To bezpośrednia korzyść operacyjna dla SB z „dżentelmeńskiej umowy” z Panem. Ale były także korzyści pośrednie. Podpisując zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy i postępując następnie zgodnie z tym zobowiązaniem, stawał się Pan bardziej lojalny wobec SB niż wobec własnych kolegów. Był Pan szczery w rozmowach z SB, ale nieszczery w kontaktach z kolegami, których nie poinformował Pan o swojej rozmowie z esbekami. Ujawnienie tego faktu mogło Pana totalnie skompromitować w oczach kolegów. W ten sposób stawał się Pan psychologicznym zakładnikiem SB. Na tym, polegała pułapka, do jakiej się Pan dostał podpisując zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy. Podpisując to nieszczęsne zobowiązanie i ukrywając ten fakt przed kolegami, dawał Pan esbekom psychologiczną władzę na Panem. To była ta druga korzyść operacyjna SB. Może nawet ważniejsza od tej, którą wcześniej wymieniłem. Przykład ten stanowi dobrą ilustrację mechanizmów usidlania ludzi przez SB i wciągania we współpracę z tą służbą. Zaczynało się często od niewinnych z pozoru oświadczeń i deklaracji, a kończyło na pełnej dyspozycyjności wobec SB. Niektórzy potrafili zdobyć się na odwagę i w pewnym momencie wyrwać z pułapki. Nie wszyscy mieli jednak na tyle silny charakter. Wielu nie potrafiło lub nie chciało się wycofać. Żeby kogoś psychologicznie usidlić nie trzeba było żądać pisania kolejnych zobowiązań po każdym spotkaniu. To trochę tak jak z cnotą – wystarczy jeden jedyny raz, by stracić ją raz na zawsze. To głównie o tę o „utratę cnoty” chodziło esbekom i dlatego nie musieli zabiegu powtarzać za każdym razem. To odpowiedź na jedno z Pańskich ostatnich pytań. Najbardziej szokujący jest dla mnie fakt, że po swojej pierwszej rozmowie z SB i podpisaniu oświadczenia o zachowaniu tajemnicy, nadal spotykał się Pan z kolegami, działając na rzecz założenia Towarzystwa Hilozoistycznego, a jednocześnie nie informował Pan kolegów o swoich kontaktach z SB. Z dokumentów wynika, że już następnego dnia po pierwszej rozmowie z SB, 21 stycznia 1973 r., spotkał się Pan w Warszawie z innymi założycielami Towarzystwa. Z tego, co Pan tu napisał, wynika, że ludzie ci nie dowiedzieli się o Pańskiej rozmowie z esbekami. Nie byli świadomi tego, jakie działania podjęła SB i czego w związku z tym można się spodziewać. Natomiast SB miała sytuację pod kontrolą, ponieważ – jak już zaznaczyłem – był Pan bardziej szczery w rozmowie z SB niż w kontaktach z kolegami. W ten sposób jako inicjator TH wciągał Pan kolegów w pułapkę, nawet jeśli wydawało się Panu, że Pańska lojalna postawa wobec SB chroni ich przed represjami. Nic dziwnego, że SB zaczęła patrzeć na Pana jako na kandydata na tajnego współpracownika. Wbrew temu co Pan tutaj pisze, Pańska postawa podczas rozmowy w dniu 20 stycznia 1973 r. została odebrana jako sygnał, że taki werbunek jest możliwy. Uznano, że złapał Pan haczyk i dlatego postanowiono dalej „pracować” nad Panem podczas kolejnych rozmów. Dodam jeszcze, że fakt noszenia przez Pana znaczka TH nie zrobił chyba na esbekach większego wrażenia. O znaczku tym nie wspomniano w ogóle w notatce służbowej z rozmowy przeprowadzonej 20 stycznia 1973 r. Widać nie była to dla SB ważna sprawa. Znaczenie ważniejszy był fakt wstępnego usidlenia Pana poprzez uzyskanie pisemnego zobowiązania do zachowania tajemnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura To nie budziło wątpliwości?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 23:48 Pan Zbigniew Bereszyński zamieścił na forum wybrane fragmenty materiałów, które SB wytworzyła na mój temat. Moim zdaniem pan Bereszyński dokonał wyboru w sposób manipulatorski, ale forumowicze mają prawo do własnej oceny. 1) Z opublikowanych przez pana Bereszyńskiego materiałów wynika, że SB we Wrocławiu podjęła wobec mnie działania po otrzymaniu 22 listopada 1972 z KW MO w Opolu dokumentu, uzyskanego w drodze tajnej kontroli mojej korespondencji. Powstaje pytanie, dlaczego w Opolu tajnie kontrolowano moją korespondencję i od kiedy to robiono. Przecież 22 listopada ja byłem dopiero od kilku tygodni studentem! Czy SB inwigilowała mnie już w liceum? Jest istotną okolicznością w sprawie, od kiedy i z jakiego powodu SB rozpoczęła inwigilowanie mnie. W opublikowanych tu na forum materiałach pan Bereszyński ignoruje tę ważną kwestię. 2) Według materiałów zamieszczonych na forum przez pana Bereszyńskiego pierwsze przesłuchanie mnie przez SB miało miejsce w sobotę 20 stycznia 1973. Na ten sam dzień zaplanowane było spotkanie wrocławskiej grupy Towarzystwa Hilozoistycznego (TH), a na dzień następny (niedzielę) spotkanie grupy warszawskiej. Te spotkania miały służyć sfinalizowaniu sprawy zgłoszenia rozpoczęcia działalności przez TH w odpowiednim urzędzie. Trudno uwierzyć, że zbieżność daty pierwszego przesłuchania (sobota 20 stycznia) i dat obu kluczowych zebrań (sobota 20 stycznia i niedziela 21 stycznia) była przypadkowa. Należy przypuszczać, że SB znała daty planowanych spotkań i "dostosowała się". Z materiałów ujawnionych przez pana Bereszyńskiego nie wynika, skąd SB znała daty planowanych zebrań. Obawiam się, że wyjaśnienia tego w aktach nie było. To z kolei kazałoby przypuszczać, że porucznik Edward Pleban mógł pozyskać te informacje w sposób sprzeczny z prawem, więc nie mógł napisać, skąd one są (To informacja dla pana Bereszyńskiego, który dokumenty SB stawia zapewne na równi z Pismem Świętym. Jednym z powodów, dla których funkcjonariusze SB w wytwarzanych dokumentach kłamali, mogła być konieczność ukrycia działań sprzecznych z prawem.) 3)Pan Bereszyński napisał, ze w aktach znajduje się napisane własnoręcznie przeze mnie zobowiązanie "do zachowania w tajemnicy rozmowy przeprowadzonej w dniu 20 I 1973 r. w KW MO Wrocław". A co z pozostałymi rzekomymi moimi rozmowami z SB? Skoro miałem jakoby podtrzymywać kontakt, to funkcjonariusze powinni byli żądać ode mnie zobowiązania do zachowywania w tajemnicy wszystkich moich rozmów z nimi, a nie tylko tej jednej z 20 I 1973. 4) Pan Bereszyński cytuje dokument, z którego wynika, jakobym zadeklarował, że "w przypadkach naprawdę szkodliwej działalności politycznej mogę udzielić SB pomocy w postaci określonych informacji". Podobno zaproponowałem jednak, by w takich przypadkach "powiadamiać mnie pisemnie o miejscu i godzinie spotkania. Przecież to musiało dziwić. Co oznacza "naprawdę szkodliwej"? A jak byłaby zwyczajnie szkodliwa to pomocy by nie było? I jeszcze rzekome żądanie zawiadamiania mnie na piśmie. Podania mieli składać? Przecież czuć, że tu coś nie gra. No ale pan Bereszyński tego "nie zauważył". Tak to jest, gdy pisze się pod z góry ustaloną tezę. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: iks Re: To nie budziło wątpliwości?! IP: *.punkt.pl 06.01.09, 23:53 Przestań już bełkotać i idź spać dziadku Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Był to spory sukces SB 07.01.09, 00:32 Szanowny Panie Badura, Myślę, że Pańska relacja z rozmowy z SB w dniu 20 stycznia 1973 r. jest w ogólnych zarysach wiarygodna. Nie mam poważniejszych podstaw do jej kwestionowania. Pewne szczegóły mogą wprawdzie budzić wątpliwości, ale ogólny obraz rozmowy uważam za z grubsza wiarygodny. Również z osobistych doświadczeń wiem, że esbecy próbowali rozmawiać z ludźmi mniej więcej tak jak Pan to opisał. Naszkicowany tu przez Pana schemat postępowania SB jest na pewno wiarygodny. Nie mogę jednak zgodzić się z Pańską oceną wyników rozmowy. Uważam, że wyniki te były dla Pana fatalne, ponieważ dał się Pan wciągnąć esbekom w bardzo niebezpieczną pułapkę psychologiczną. Musiał Pan być bardzo naiwnym i łatwowiernym człowiekiem, jeżeli naprawdę uwierzył Pan w to, że esbecy dotrzymają słowa i nie będą nękać rozmowami Pańskich kolegów, o ile tylko napisze Pan wymagane przez nich zobowiązanie. Tego typu gołosłowne obietnice należały do rutynowych środków działania SB, z pomocą których uzyskiwano pożądane przez tę służbę efekty ze strony delikwentów: udzielanie interesujących SB informacji, składanie obciążających zeznań w śledztwie, pisanie wymaganych przez SB oświadczeń itp. SB na ogół nie uciekała się do fizycznej przemocy, ale łamała ludzi środkami psychologicznymi. Obiecywano delikwentowi, że jeśli tylko zrobi to, czego oczekuje SB, to natychmiast zostanie zwolniony, zaoszczędzi represji sobie i swoim kolegom itp. Ludzie bardzo często się na to nabierali i mówili esbekom wszystko, co wiedzieli, podpisywali różne zobowiązania itp. W skrajnych przypadkach kończyło się to nawet nawiązaniem formalnej współpracy z SB. Oczywiście esbecy mieli czysto instrumentalne podejście do składanych przez nich obietnic. Robili co im pasowało, nie oglądając się na złożone obietnice. Jeśli nawet działali zgodnie z udzieloną obietnicą, to nie dlatego, że byli tacy słowni i honorowi, ale dlatego, że w danym przypadku tak im było wygodniej. Kiedy indziej szybko zapominali o swoich obietnicach, jak tylko osiągnęli to, co chcieli. To, że zobowiązał się Pan na piśmie do zachowania tajemnicy, wcale nie uchroniło Pańskich kolegów przed wymuszonymi kontaktami z SB. Pan czuł się związany treścią złożonego przez siebie oświadczenia, ale nie można tego samego powiedzieć o esbekach i ich obietnicach. Oni dalej robili swoje, nie patrząc na to, co Panu obiecali. Wyraźnie mówią o tym późniejsze dokumenty z akt sprawy krypt. „ZEN”, a w szczególności notatka służbowa z rozmowy przeprowadzonej z Panem w dniu 20 grudnia 1973 r. Cytuję ten dokument ponownie: „Na terenie Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie, ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na rozmowy pod zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione zostały także uczelnie. W efekcie wina spadła na Badurę i rodzice studentów nie chcą go przyjmować w domu ani zezwalać na spotkania ze swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje, że nie dotrzymałem obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać jego zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo jego sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania wspomnianych studentów”. Koniec cytatu. Tak wyglądała praktyczna realizacja obietnic, jakie uczyniono Panu w dniu 20 stycznia 1973 r. Był Pan wtedy młodym i, jak można przypuszczać, bardzo naiwnym człowiekiem. Fakt ten może w jakimś stopniu tłumaczyć Pańskie ówczesne postępowanie. Dziś, jako człowiek bogatszy o doświadczenia minionych 36 lat, powinien Pan jednak dostrzec swój błąd i mieć odwagę przyznać się do błędu. Trudno mi zrozumieć, dlaczego Pan tego nie potrafi. Pańskie oświadczenie o zachowaniu tajemnicy dawało korzyść tylko jednej stronie, a mianowicie SB. Dzięki temu, że zachowywał Pan milczenie, SB mogła działać z zaskoczenia przeciwko Pańskim kolegom. Ludzi ci nie mieli szansy psychologicznego przygotowania się na ewentualne rozmowy z SB. Nie mogli skorzystać z Pańskich doświadczeń w tym zakresie. To bezpośrednia korzyść operacyjna dla SB z „dżentelmeńskiej umowy” z Panem. Ale były także korzyści pośrednie. Podpisując zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy i postępując następnie zgodnie z tym zobowiązaniem, stawał się Pan bardziej lojalny wobec SB niż wobec własnych kolegów. Był Pan szczery w rozmowach z SB, ale nieszczery w kontaktach z kolegami, których nie poinformował Pan o swojej rozmowie z esbekami. Ujawnienie tego faktu mogło Pana totalnie skompromitować w oczach kolegów. W ten sposób stawał się Pan psychologicznym zakładnikiem SB. Na tym, polegała pułapka, do jakiej się Pan dostał podpisując zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy. Podpisując to nieszczęsne zobowiązanie i ukrywając ten fakt przed kolegami, dawał Pan esbekom psychologiczną władzę na Panem. To była ta druga korzyść operacyjna SB. Może nawet ważniejsza od tej, którą wcześniej wymieniłem. Przykład ten stanowi dobrą ilustrację mechanizmów usidlania ludzi przez SB i wciągania we współpracę z tą służbą. Zaczynało się często od niewinnych z pozoru oświadczeń i deklaracji, a kończyło na pełnej dyspozycyjności wobec SB. Niektórzy potrafili zdobyć się na odwagę i w pewnym momencie wyrwać z pułapki. Nie wszyscy mieli jednak na tyle silny charakter. Wielu nie potrafiło lub nie chciało się wycofać. Żeby kogoś psychologicznie usidlić nie trzeba było żądać pisania kolejnych zobowiązań po każdym spotkaniu. To trochę tak jak z cnotą – wystarczy jeden jedyny raz, by stracić ją raz na zawsze. To głównie o tę o „utratę cnoty” chodziło esbekom i dlatego nie musieli zabiegu powtarzać za każdym razem. To odpowiedź na jedno z Pańskich ostatnich pytań. Najbardziej szokujący jest dla mnie fakt, że po swojej pierwszej rozmowie z SB i podpisaniu oświadczenia o zachowaniu tajemnicy, nadal spotykał się Pan z kolegami, działając na rzecz założenia Towarzystwa Hilozoistycznego, a jednocześnie nie informował Pan kolegów o swoich kontaktach z SB. Z dokumentów wynika, że już następnego dnia po pierwszej rozmowie z SB, 21 stycznia 1973 r., spotkał się Pan w Warszawie z innymi założycielami Towarzystwa. Z tego, co Pan tu napisał, wynika, że ludzie ci nie dowiedzieli się o Pańskiej rozmowie z esbekami. Nie byli świadomi tego, jakie działania podjęła SB i czego w związku z tym można się spodziewać. Natomiast SB miała sytuację pod kontrolą, ponieważ – jak już zaznaczyłem – był Pan bardziej szczery w rozmowie z SB niż w kontaktach z kolegami. W ten sposób jako inicjator TH wciągał Pan kolegów w pułapkę, nawet jeśli wydawało się Panu, że Pańska lojalna postawa wobec SB chroni ich przed represjami. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Był to spory sukces SB - c.d. 07.01.09, 00:33 Nic dziwnego, że SB zaczęła patrzeć na Pana jako na kandydata na tajnego współpracownika. Wbrew temu co Pan tutaj pisze, Pańska postawa podczas rozmowy w dniu 20 stycznia 1973 r. została odebrana jako sygnał, że taki werbunek jest możliwy. Uznano, że złapał Pan haczyk i dlatego postanowiono dalej „pracować” nad Panem podczas kolejnych rozmów. Dodam jeszcze, że fakt noszenia przez Pana znaczka TH nie zrobił chyba na esbekach większego wrażenia. O znaczku tym nie wspomniano w ogóle w notatce służbowej z rozmowy przeprowadzonej 20 stycznia 1973 r. Widać nie była to dla SB ważna sprawa. Znaczenie ważniejszy był fakt wstępnego usidlenia Pana poprzez uzyskanie pisemnego zobowiązania do zachowania tajemnicy. Zaczęto nawet ochraniać Pana jako przyszłego współpracownika SB. Po wspomnianym spotkaniu w Warszawie w dniu 21 stycznia 1973 r. stołeczna SB nosiła się z zamiarem skierowania sprawy do kolegium przeciwko Sergiuszowi Kowalskiemu (za udział w nielegalnym zebraniu). W związku z tym zwrócono się do wrocławskiej SB o uzyskanie Pańskiego oświadczenia w tej sprawie. Wrocławska SB nie wyraziła jednak na to zgody, aby nie kompromitować Pana jako potencjalnego współpracownika. Zastępca naczelnika Wydziału III KW MO we Wrocławiu, mjr Albin Zalewski, wyraził w tej sprawie następującą opinię w formie odręcznej adnotacji na otrzymanym z Warszawy szyfrogramie: „Nie wiem, czy powinniśmy to zrobić, o ile chcemy coś mieć z Badury”. Ostatecznie w dniu 15 marca 1973 r. wysłano do Warszawy odpowiedź następującej treści: „w sprawie pobrania oświadczenia od Piotra Badury informuję, iż nie jesteśmy zainteresowani we włączeniu wymienionego do postępowania przed Kolegium Karno-Administracyjnym. Planujemy przedsięwzięcia operacyjne w stosunku do Piotra Badury, które wymagają wyeliminowania go z tego rodzaju postępowania”. Wbrew temu, co Pan pisze, rozmowa przeprowadzona w dniu 20 stycznia 1973 r. była dla SB bardzo owocna. W oczach esbeków rozmowa ta zapoczątkowała wiązanie Pana z aparatem bezpieczeństwa PRL. Opinia ta przewija się niezmiennie przez całość akt sprawy krypt. „ZEN”. To, co napisał Pan w swoim ostatnim poście, to kolejna próba przypisania mi grzechów, których nie popełniłem. To nie ja kompletowałem teczkę sprawy krypt. „ZEN” i nie ja odpowiadam za to, co do niej kiedyś włączono, a czego nie. Proszę swoje zarzuty w tej materii kierować pod adresem Pańskiego znajomego z SB, por. Plebana, który ową teczkę prowadził, a nie pod adresem mojej osoby. Proszę jego pytać, dlaczego nie chciało mu się wszystkiego pisać, dlaczego nie ma tam wszystkich ważnych dla Pana informacji itp. Ja cytuję te dokumenty, które znalazłem. Niczego celowo nie ukrywam ani nie „ignoruję”. Nie mam też możliwości wykreowania dodatkowych dokumentów na Pańskie zamówienie. Jeżeli ma Pan jakieś wątpliwości co do mojej rzetelności, to ponownie sugeruję, aby złożył Pan stosowny wniosek w IPN celem osobistego sprawdzenia zawartości teczki. Datę planowanych przez Pana i kolegów spotkań SB mogła ustalić np. w drodze tajnej kontroli korespondencji, czym zajmował się Wydział „W”. O korzystaniu z usług tego wydziału jest mowa w aktach sprawy krypt. „ZEN” (cała sprawa zaczęła się właśnie od informacji z tego wydziału). Wcale tego nie ukrywano. Dokumenty z Wydziału „W” nie były w bezpośredni sposób załączane do akt sprawy „ZEN”, ale to nie znaczy, że w aktach tych świadomie pisano nieprawdę. Proszę nie ośmieszać się poprzez udawanie, że nie rozumie Pan, co może oznaczać np. określenie „powiadamiać mnie pisemnie o miejscu i godzinie spotkania”. To mogło oznaczać np. urzędowe wezwanie do stawienia się na komendzie MO w określonym dniu i o określonej godzinie. Nigdy nie widział Pan takich wezwań? Dokumenty SB nie są dla mnie żadnym „Pismem Świętym”. Traktuję je w sposób równie krytyczny jak inne źródła historyczne, wliczając w to także Pańskie wypowiedzi na tym forum. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Luks bzdury Badury IP: *.xdsl.centertel.pl 07.01.09, 08:28 Chciał chronic kolegow, dlatego ich wsypał i ukrywal przed nimi swoje konszachty z SB. Co za bzdury. Samiście tacy głupi Badura czy innych macie za idiotów? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Insynuacje pana Bereszyńskiego - 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 01:09 Pan Bereszyński napisał: "Czy nie sądzi Pan, że do działaczy PAX mogły dotrzeć informacje na temat Pańskich spotkań z por. Plebanem, budząc zrozumiałe zaniepokojenie w tym środowisku? Być może to właśnie zadecydowało o odstawieniu Pana na boczny tor, a nie jakieś nieporozumienia na temat tych czy innych sformułowań w dokumentach programowych?" Napisał też: "Oczywiście są to tylko moje subiektywne spekulacje na temat Pańskich perypetii sprzed lat. Sądzę jednak, że warto byłoby wziąć je pod uwagę." To nie są żadne "subiektywne spekulacje", ale raczej "prymitywne manipulacje". Mimo to nabrał się na te plewy np. pan Behemot, który napisał o mnie: "Z PAX-u poszedł na polityczną emeryturę za niejasne kontakty z organami władzy". Na polityczną emeryturę poszedłem w PAX-ie wiosną 1976, tymczasem nawet z "Bereszyńskiego Pisma Świętego", czyli fałszywek wytworzonych przez por. Plebana wynika, jakobym 20 grudnia 1973 informował go, że władze PAX-u wiedzą już o moich z nim rozmowach. Z tego wynikałoby, że przez ponad dwa lata nie umiano zdecydować się na odwołanie mnie, co więcej, mocno awansowano mnie w tym czasie. Wiosną 1976 kierownikiem COSK, czyli moim zwierzchnikiem w pionie, był Jan Król. To on przyjechał z Warszawy do Wrocławia na formalne odwołanie mnie i powołanie nowego kierownika WOSK. Wszystko odbywało się z najwyższą elegancją. Wszystkich swych ludzi przygotowałem do tego tak, by okazali maksimum życzliwości nowemu kierownikowi WOSK i by traktowali całe to zdarzenie bez emocji, jako zwykłą kolej rzeczy. Także PAX zachował się wobec mnie super. Utrzymano mi wysokie stypendium do czasu ukończenia studiów (półtora roku). Ja to wtedy rozumiałem tak, że jest nacisk, prawdopodobnie zewnętrzny, że muszę być odwołany. Miałem nadzieję, że PAX to moje odwołanie należycie zdyskontował. W polityce obowiązuje zasada "coś za coś", czyli "odwołamy go, ale w zamian chcemy tego i tego". W tym, że tak właśnie było utwierdziło mnie późniejsze wydarzenie. W końcu 1979 rozmawiałem w Opolu z Janem Królem, który chciał mnie wmontować w otoczenie PAX-u, bym w razie czego był natychmiast do dyspozycji. Uzgodniliśmy, że zostanę ukryty w którymś z zakładów, należących do PAX-u Zjednoczonych Zespołów Gospodarczych. Stamtąd w trybie natychmiastowym mógłbym być przesunięty do aparatu PAX. Po tej wstępnej rozmowie otrzymałem taki list: "W-wa, 27.X.79 r. Piotr! W nawiązaniu do naszej rozmowy w Opolu chcę Cię poinformować, że możliwości Twojego przejścia do ZZG nabierają realnego kształtu. Chodzi o to abyś przyjechał w dogodnym dla Ciebie terminie do W-wy na nasz koszt w celu przeprowadzenia bardziej wiążących rozmów. Daj tylko wcześniej znać kiedy przyjedziesz. Janek Król" Skan tego listu, w całości pisanego ręcznie, można ode mnie otrzymać mailem, pisząc na adres: beczka@ceti.com.pl Gdyby było tak, jak insynuuje pan Bereszyński i głupio mu przytakuje pan Behemot, to dlaczego odwołujący mnie wiosną 1976 Jan Król (rzekomo z powodu kontaktu z SB), miałby jesienią 1979 działać na rzecz mojego potajemnego przejścia do ZZG, bym był tam w pogotowiu? Do ZZG nie przeszedłem. Początkowo wszystko szło dobrze. Uzgodnione zostało, że przejdę na etat głównego technologa w zakładzie w Ogorzelcu koło Kamiennej Góry (rozpuszczalniki nitro). Byłem w Ogorzelcu wczesną wiosną 1980 dogadać szczegóły. Uzgodniliśmy, że firma przygotuje dla mnie mieszkanie w Kamiennej Górze, które ma być do dyspozycji od 1 lipca 1980 (chciałem zakończyć w Brynicy rok szkolny). Zwiedziłem zakład. Było bardzo miło. Po powrocie do Brynicy zgłosiłem, że pracuję tylko do końca roku szkolnego. To zapewne był błąd, bo SB miała w mojej gminie informatorów. Gdy późną wiosną 1980 pojechałem do Ogorzelca dopiąć ostatnie szczegóły, wszyscy mnie unikali. Odesłano mnie do szefa PAX-u w Jeleniej Górze, Sławomira Z., ale gdy tam dotarłem, już go nie było. Sytuacja była jasna. Niedługo potem dostałem informację, że Janek Król został odsunięty jako opozycjonista. Jan Król wszedł w 1989 do Sejmu jako poseł Komitetu Obywatelskiego. Był w Sejmie do 2001. W latach 1997-2001 był wicemarszałkiem Sejmu z ramienia Unii Wolności. Jeśli ktoś chce zweryfikować autentyczność jego listu do mnie, bez trudu ustali na niego namiary. Wracam jeszcze do opublikowanej przez pana Bereszyńskiego notatki por. Plebana z 22 grudnia 1973, opisującej rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 20 grudnia 1973. Z notatki tej wynika, że 20 grudnia 1973 kierowałem w PAX-ie grupą studencką z Uniwersytetu Wrocławskiego. To nie jest prawda. Moje kierowanie zespołem uniwersyteckim zakończyło się praktycznie w czerwcu 2003. Od 1 października 2003 kierowałem już Wojewódzkim Ośrodkiem Szkolenia Kadr (WOSK), czyli podlegały mi sprawy studentów wszystkich wrocławskich uczelni, a także całej PAX-owskiej młodzieży Dolnego Śląska. Por. Pleban miał więc informacje przestarzałe o jakieś pół roku. Można oczywiście przyjąć, że ja prowadziłem jakąś dziwną grę z por. Plebanem. Spotykałem się z nim tylko po to, by przekazywać mu dawno nieaktualne informacje. To jednak karkołomna hipoteza. O wiele bardziej prawdopodobne jest to, że por. Pleban wymyślał te rozmowy ze mną. Bazował na donosach swego informatora, który miał słabe dojście i dowiadywał się o zmianach z opóźnieniem. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 01:48 Zwrócono mi uwagę na błędnie podany rok. W zdaniu: "Moje kierowanie zespołem uniwersyteckim zakończyło się praktycznie w czerwcu 2003. Od 1 października 2003 kierowałem już Wojewódzkim Ośrodkiem Szkolenia Kadr (WOSK)" miał być oczywiście 1973 a nie 2003. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Insynuacje pana Bereszyńskiego - 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 17:59 Pan Bereszyński napisał: "Przynajmniej niektórzy działacze PAX (jak np. Romuald Szeremietiew, późniejszy działacz KPN) mogli słusznie obawiać się tego typu kontaktów". Panu Bereszyńskiemu chodzi tu o moje rzekome kontakty z SB. Piszę rzekome, bo te, które miały miejsce, zostały przeze mnie szefowi wrocławskiego PAX-u ujawnione i nie dawały one nikomu podstaw do obaw. Te zaś, które mogłyby ewentualnie budzić obawy, były fikcją, tworzoną przez por. Plebana i eksploatowaną dziś przez pana Bereszyńskiego, w wiadomym mu celu. Zacznę sprawę mojego kontaktu z Romkiem (bo tak się do niego zwracaliśmy) od początku. Na deklaracji wstąpienia Romka do PAX-u jest mój podpis, jako osoby wprowadzającej. Była to jednak czysta formalność. Romek jest ode mnie blisko osiem lat starszy (20 i 28 lat to duża różnica wieku). Gdy trafił do PAX-u, miał dużo większe doświadczenie polityczne ode mnie. Ja byłem na początku studiów, on je po. W dodatku Romek nie przyszedł do PAX-u sam, a wraz z grupą kolegów, też mających jakieś doświadczenie polityczne. Umiałem realnie ocenić sytuację. Do głowy by mi nie przyszło, by próbować Romkiem czy jego kolegami jakoś tam kierować, choć przez krótki czas formalnie byłem ich zwierzchnikiem. Kolegów Romka nie poznałem nigdy bliżej, ale z nim samym byłem w kontakcie, póki był we Wrocławiu. Gdy przeszedł do Leszna nasze kontakty stały się rzadkie. Latem 1975 byliśmy w tym samym czasie na wczasach w ośrodku ZZG w Międzywodziu. Romek, który w porównaniu ze mną był zawsze rzutki i światowiec, zaaranżował kameralne spotkanie z kimś ważnym z PAX-u, chyba naczelnym jednego z pism, ale nie jestem już tego pewien. Był on też na urlopie w ośrodku ZZG. Rozmawialiśmy we trójkę - ten redaktor, Romek i ja (były też żony). Rozmowa była przy alkoholu. Czy Romek, gdyby nie miał do mnie zaufania, organizowałby takie spotkanie z moim udziałem? Wątpię. Gdy przeniosłem się w 1976 do Opola, moje kontakty z Romkiem praktycznie ustały. Nawiązałem je ponownie dopiero gdy Romek trafił wiosną 1981 do więzienia. Odniosłem wtedy wrażenie, że ucieszyło go, iż się odezwałem. Tak przynajmniej pisał w pierwszym liście z Rakowieckiej. Nasze korespondencyjne kontakty ustały chyba znów w 1986. Romek był już od jakiegoś czasu na wolności i znów wchodził w świat polityki, więc nie zawracałem mu głowy. Miłe jest dla mnie, że w niewielkim wyborze zdjęć na jego osobistej stronie internetowej znalazło się zdjęcie ze mną. Dostępne jest ono pod adresem: szeremietiew.com/zoom.php?f=1974_1 Ja siedzę pierwszy od prawej, potem moja siostra Zofia, a następnie Romek. Informacje o działaniach SB wokół Romka można znaleźć na stronie 329 wydawnictwa dostępnego pod adresem: www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=6286 Z Romkiem różniliśmy się ideologicznie i politycznie. Mimo to zawsze bardzo sobie ceniłem znajomość z nim i lubiłem go. Gdy ubóstwiane przez pana Bereszyńskiego et hoc genus omne kryształowo uczciwe służby specjalne najjaśniejszej III RP przystąpiły w 2001 do wykańczania Romka, trzymałem za niego kciuki. Cieszę się, że po siedmiu latach zapadł w końcu wyrok uniewinniający. Nie dziwię się rozgoryczeniu Romka, że wyeliminowanie go z życia politycznego, czyli to, co nigdy nie udało się SB, udało się kryształowo uczciwym służbom przenajświętszej III RP. Więcej o tym pod adresem: szeremietiew.com/index.php?c=ksiazka Mnie takie rozgoryczenie nigdy nie groziło, bo dla mnie służby to służby. Po UOP czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB. Aby była jednak jasność: Wszystkie one to legalne służby, legalnego państwa i nikt, kto w nich lub dla nich działał lub działa zgodnie z prawem nie może być potępiany. Zanim pan Bereszyński skonstruował opartą o esbeckie fałszywki insynuację, że Romek mógł się mnie obawiać z powodu moich rzekomych kontaktów z SB, powinien był po prostu wysłać do Romka maila ze stosownym pytaniem. Ale gdyby wysłał, to dostałby negatywną odpowiedź i byłyby nici z insynuacji. Czyli nie mógł wysłać. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: Insynuacje pana Bereszyńskiego - 2 IP: 77.252.18.* 10.01.09, 23:45 Najpierw cytat : Mnie takie rozgoryczenie nigdy nie groziło, bo dla mnie służby to służby. Po UOP czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB. Aby była jednak jasność: Wszystkie one to legalne służby, legalnego państwa i nikt, kto w nich lub dla nich działał lub działa zgodnie z prawem nie może być potępiany No ja perwollę, Piotrek. Chyba żeś się namachał szuflą w te mrozy za dużo lub walnął drinka na oczyszczenie dróg oddechowych z pyłu opałowego, a w ostateczności nawdychał spalin piecowych, co wszelako daje taki sam skutek, jak wyżej wymienione. Służby to służby, jeżeli chodzi o metody - zgoda. No ale jak stawiasz znak równości między peerelem a Polską pookrągłostołową to czas golić jaja i na jakąś podyplomówkę się zapisać, by nie tylko mieć papiery na obsługę pieca, znajomość z Szeremietiewem ale i wiedzę o społeczeństwie mieć współczesną zaliczoną jak licealiści przynajmniej. Ja współpracując z ABW i CBŚ, wypraszam sobie by stawiano między mną a jakimś esbeckim TW znak równości. Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 Re: Insynuacje pana Bereszyńskiego - 2 11.01.09, 00:13 No to teraz Ci się dostanie Behemocie tak jak mi i jeszcze paru innym. Zostałem nazwany tchórzem, bo nie podpisuję się imieniem i nazwiskiem. Ciekawe jak Ciebie potraktuje pan Badura ? Mam już ślinotok. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: golarz stare figle IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.09, 11:47 Figlarz z tego Behemota. Znowu wywołał stary temat. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=43558659&a=43558659 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Lepiej argumentować, niż pohukiwać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 14:03 Szanowny Panie Behemocie Nie wiem na czym oparł Pan stwierdzenie, że stawiam znak równości między PRL a Polską pookrągłostołową. Inni znów forumowicze uznają, też nie wiem na podstawie czego, że jestem wielbicielem PRL. Przecież już choćby z materiałów SB na mój temat, zamieszczonych tu na forum przez pana Bereszyńskiego, jasno wynika, że w PRL nie podobało mi się tak wiele rzeczy, iż SB uważała za konieczne, by mnie "zneutralizować". Mnie się nie podobało wiele rzeczy w PRL i nie podoba mi się wiele rzeczy w III i dalszych RP. Jeśli już jednak musiałbym jedno z drugim porównywać, to nie wiem, czy nie byłbym bliżej poglądu, że przejście od PRL do III RP było przejściem z deszczu pod rynnę. Dyskusja nad tym mogłaby być bardzo ciekawa, ale musiałaby to być wymiana argumentów, a nie pohukiwań, które Pan w swym poście zaprezentował. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bubo uhuuuuuu Re: Lepiej argumentować, niż pohukiwać IP: *.xdsl.centertel.pl 14.01.09, 19:29 Coś tu się kupy nie trzyma. Jak ten Pleban taki kłamczuch i wszystko zmyślał, to może to "neutralizowanie" Pana też sobie wymyslił? Jeśli tworzył "fałszywki" to nie wstyd Panu podpierać się teraz tymi "fałszywkami"? Strasznie się Pan Panie Piotrze zamotał w tej swojej "argumentacji". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Litooosci Piotrek... IP: 77.252.18.* 15.01.09, 14:17 , bo dla mnie służby to służby. Po UOP czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB. Aby była jednak jasność: Wszystkie one to legalne służby, legalnego państwa i nikt, kto w nich lub dla nich działał lub działa zgodnie z prawem nie może być potępiany Po UOP czy ABW nie spodziewam się niczego innego niż po SB. UOP lub ABW = SB (UOP lub ABW = SB) = legalne służby = legalne państwo UOP lub ABW = rzeczpospolita pookrągłostołowa SB = PRL rzeczpospolita pookrągłostołowa = PRL Prościej się nie da. A że krytycznie odnosisz się do obu ustrojów, czy ich elementów, albo zjawisk społecznych w nich występujących to inna sprawa. Naiwnością lub głęboką wiarą było przekonanie, że peerelowi można przydać ludzką gębę działając w zalegalizowanych przez reżim organizacjach. Organizacje i towarzystwa rejestrowane w oparciu o papier, statuty, regulaminy i takie tam, do których z formalnego punktu widzenia, władza nie mogła sie przyczepić i tak były pozniej infiltrowane i kontrolowane przez organy władzy legalnej, podobnie jak i one były legalne. Był to więc legalizm do kwadratu, który w konsekwencji skutecznie udoopiał obywatelską energię i inicjatywę, czego sam Ty jesteś niezaprzeczalnym dowodem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Widzę to o wiele czarniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 19:56 Szanowny Panie Behemocie W PRL były spore możliwości pozytywnego działania, powiedziałbym nawet, że ogromne. Problem w tym, że ludzie nie chcieli. Jedni bali się własnego cienia a innych wcale to nie obchodziło, bo uważali, że należy się dostosować do takiego państwa, w jakim wypadło żyć. Byli ludzie, którzy się nie bali i umieli walczyć. To byli ludzie silni. Ludzie silni nie byli jednak zainteresowani naprawianiem PRL, bo teoretycznie jego ustrój to była obrona słabych przed silnymi. Silni nie byli zainteresowani takim ustrojem. Oni właśnie chcieli wykorzystywać słabych. To po co mieli naprawiać PRL? Ja uważam się za silnego, ale wolę popierać rozwiązania korzystne dla słabych. To najczęściej przegrana sprawa. Przegrywam, ale prywatnie na tej przegranej wychodzę dobrze, bo system korzystny dla silnych jest przecież korzystny także dla mnie. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Uzupełnienie - dokument z 6 sierpnia 1976 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 10:47 Już po napisaniu postu, dotyczącego Romka Szeremietiewa, dokopałem się do dość obszernego (ok. 18 stron znormalizowanego maszynopisu) dokumentu, zatytułowanego "PROGRAM 44 (Propozycja reform ustrojowych PRL)". Przypomniałem sobie natychmiast jego historię. Romek wręczył mi go osobiście i poufnie, gdyż dokument był rozpowszechniany w sposób tajny. Autorzy dokumentu nie ujawnili się w nim. Uwidoczniona data powstania tego dokumentu to 6 sierpnia 1976 roku. Jako polityczny emeryt spędzałem wakacje 1976 w rodzinnym Opolu, a pamiętam, że Romek przekazał mi ten dokument we Wrocławiu. Musiał zatem być co najmniej październik 1976. Jeśli w końcu 1976, czyli pół roku po moim odwołaniu w PAX-ie, Romek w tajemnicy przekazuje mi dokument i oczywiste jest, że nikt nie może dowiedzieć się, że to właśnie on mi ten dokument przekazał, to jest to nie do pogodzenia z hipotezą, jakoby Romek miał do mnie ograniczone zaufanie, zwłaszcza gdy zestawi się to z informacją SB w Lesznie, że Romek był wyjątkowo ostrożny w kontaktach z ludźmi. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do faktu przekazania mi przez Romka wspomnianego dokumentu wraz z instrukcją jak postępować, by jego kolportaż nie mógł być wykryty, to może się skontaktować w tej sprawie z Romualdem Szeremietiewem na jego adres mailowy. Nie wydaje mi się, by Romek o tej sprawie nie pamiętał. Pomijam już fakt, że ja ten dokument mam, a SB chyba go nie miała, bo w przywoływanym przeze mnie artykule o Romku nie trafiłem na żadną wzmiankę o nim. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Insynuacje pana Bereszyńskiego - 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 23:41 Pan Bereszyński napisał: "Przytoczone powyżej dokumenty stanowią, moim zdaniem, ciekawą ilustrację form i metod działania, z pomocą których SB starała się kontrolować sytuację w polskich środowiskach akademickich w latach 70. Za szczególnie interesujące uważam informacje mówiące o próbach wykorzystywania przez SB wzajemnych animozji KIK i PAX". Z tego zdania wynika, że pan Bereszyński uważa konfabulacje por. Plebana na temat rzekomego informowania go przeze mnie o wrocławskim KIK za prawdę. Sugeruje to forumowiczom. Forumowicze, jak to forumowicze, w większości przypadków nie mają przygotowania do analizowania takich dokumentów. Na to zapewne liczył pan Bereszyński. Z materiałów opublikowanych przez pana Bereszyńskiego wynika, że por. Pleban zwrócił się do mnie 20 grudnia 1973 z propozycją, bym "rozpoznał rozmiar działalności KIK-u wśród studentów Uniwersytetu" a ja "przyjąłem tę propozycję i zobowiązałem się przygotować informację w tej sprawie na koniec II dekady stycznia". Czy zgodziłem się wykonać to zadanie za pieniądze, albo inne korzyści? Nie. O tym nie ma mowy. Zgodziłem się z czystej niechęci do KIK-u ("wykorzystując okazaną przez Piotra B. niechęć do Klubu Inteligencji Katolickiej"). Absurdalność podanej motywacji budzi zdumienie. KIK nie lubi PAX-u, więc ja, wielbiciel PAX-u, ze złości na ten KIK postanawiam rozpracowywać go na potrzeby SB. Na cztery dni przed Wigilią nie pojechałem do domu, tylko spotykam się z funkcjonariuszem SB i uzgadniam, że nic tam święta, nic tam Nowy Rok, najważniejsze jest rozgryzanie KIK-u. Zdumienie budzi też deklaracja, że w tak krótkim czasie rozeznam rozmiar działalności KIK wśród studentów Uniwersytetu. Jak niby miałem to zrobić? Przeprowadzić wśród studentów ogromnej uczelni ankietę z pytaniami: 1) należysz do KIK-u? 2) jeśli tak, to czy jako członek KIK-u jesteś bierny czy aktywny? A może miałem się udać do prezesa KIK i poprosić o listę członków? Lista członków KIK była jawna dla władz, ale nie dla ludzi przychodzących z ulicy. Ciekawe jest też, że informacje, które miały być na II dekadę stycznia, przekazałem jakoby 16 października, bo dopiero wtedy, według konfabulacji por. Plebana miało dojść do kolejnego spotkania. Pisałem już we wcześniejszym poście, że spotkanie w dniu 20 grudnia zostało przez por. Plebana zmyślone. Dowodem tego jest fakt, że pisze on o mnie jako kierowniku zespołu uniwersyteckiego, tymczasem ja od trzech miesięcy (od 1 października 1973) byłem kierownikiem WOSK, a sprawami uniwersytetu zajmował się już kto inny. Gdyby por. Pleban faktycznie się ze mną spotkał, to by o tym wiedział. Dlaczego por. Pleban w tej zmyślonej notatce umieścił sprawę KIK? Podejrzewam, że przez jakiegoś informatora dowiedział się, że wykazuję pewną aktywność w sprawie KIK. Nie miał jednak informatora blisko mnie, a daleki informator miał raczej mgliste informacje. Władze partyjno-państwowe prowadziły względem ugrupowań katolickich politykę skłócania ich (dziel i rządź). Por. Pleban wiedział o tym i założył zapewne, że jeśli ja się interesuję KIK-iem to z jakichś złych motywacji. Trafił kulą w płot. Już przed 20 grudnia 1973 PAX prowadził politykę zbliżania w stosunkach z innymi ugrupowaniami katolickimi. O ich skłócanie oskarżał PZPR. W materiale ze szkolenia COSK w dniu 20 stycznia 1974, który miałem obowiązek upowszechnić wśród młodzieży WOSK, Bolesław Piasecki jasno powiedział (str. 20): "W obecnej fazie jest rzeczą pożądaną, aby młodzi członkowie PAX-u nawiązywali dialog i kontakty na terenie młodych w tych organizacjach. Uważamy to za korzystne, ale trzeba pamiętać, że rozmowy takie winny być prowadzone z maksymalną odpowiedzialnością polityczną". Por. Pleban nie znał aktualnej linii PAX-u. Znał wskazania swojej partii (skłócanie) i myślał, że PAX to realizuje. Pomylił się. Gdyby por. Pleban miał informacje ode mnie, to by wiedział, że doprowadziłem do istotnego zbliżenia młodzieży PAX i KIK przy akceptacji kierownictw PAX i KIK. Akceptacja kierownictwa PAX była oczywista. Dowodem akceptacji w KIK był fakt, że spotkanie grupy młodych z PAX z grupą młodych KIK miało miejsce w prywatnym domu prezesa KIK, Kazimierza Czaplińskiego. Córka prezesa Czaplińskiego była, o ile dobrze pamiętam, moją rówieśnicą. Por. Pleban nie miał chyba pojęcia o tym spotkaniu, bo inaczej nie plótłby takich bzdur w swych meldunkach ze zmyślonych spotkań ze mną. Informację o spotkaniu młodych PAX-KIK można dziś łatwo zweryfikować, dzwoniąc do prof. Kazimierza Czaplińskiego, bądź jego córki. To, co por. Pleban napisał w notatce z 16 października 1974, czuć brednią na kilometr. Wszelkie stowarzyszenia miały (i mają też dziś) obowiązek informowania władz o szeregu spraw. Muszą już przy rejestracji przedłożyć statut i na bieżąco informować o każdej jego zmianie. Ze statutu musi wynikać jakie są formy powiązania ze stowarzyszeniem (członek zwyczajny, nadzwyczajny, sympatyk). Po co miałem informować o tym por. Plebana, skoro SB miała statut KIK, z którego można było to wyczytać? Po co miałem informować, kto jest prezesem, a kto wiceprezesem, skoro KIK sam musiał zawiadamiać o tym władze? Po co miałem informować jakie są tematy prelekcji, skoro program pracy KIK-u był jawny i mógł go dostać każdy, kto chciał? Itd. Cała ta relacja z rozmowy ze mną na temat KIK wygląda tak, że konkrety są tylko te, które KIK miał obowiązek przekazać władzom. W pozostałych sprawach są same ogólniki. Szczegółem, który przesądza o tym, że rozmowa z 16 października 1974 była zmyślona, jest jednak wysokość mojego stypendium. Por. Pleban informuje, że było to 1.400 zł, tymczasem było to 2.000 zł. 1.400 zł było w poprzednim roku akademickim (skan dokumentu potwierdzającego to mogę przesłać zainteresowanym, którzy zwrócą się o to pod adres beczka@ceti.com.pl). Gdyby informacje por. Plebana pochodziły ode mnie, to wiedziałby o podwyżce mojego stypendium. Fałszywki por. Plebana są tak prymitywne, że nie mogę uwierzyć, iż pan Bereszyński nie zorientował się, że to czysta fikcja. Myślę, że zorientował się, ale mimo to nie umiał się powstrzymać od ich użycia przeciwko mnie. Tak to czasem bywa. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a1974 Re: Insynuacje pana Bereszyńskiego - 3 IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.09, 21:36 Panie Badura-jak jest Pan taki dokładny-to niech Pan -do k..nędzy sprawdza informacje zawarte w Pana brukowcu-i niech Pan mi nie zarzuca-braku kultury-jak się ma taką sztukę przed sobą-to ciężko zachować kulturę-wystarczy,że rzuci Pan okiem na ostatni nr pisemka swojego tragicznego-tam też są sumy wynagrodzeń i nagród-i nijak się mają do rzeczywistości-powiem tyle-że świat toleruje jeszcze taką gnidę jak Pan..Pan i Pana kumpel TW z Popielowa(ten z domu kultury)-jaka szkoda,że nie mieszkał Pan w 1989 roku w Rumunii...może los byłby dla nas łaskawy... Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nie wierzę, by to były "fałszywki" 11.01.09, 00:43 Szanowny Panie Badura, Nie posunąłem się do żadnych insynuacji. Sformułowałem pewną hipotezę na temat możliwych przyczyn wyeliminowania Pana z „PAX”-u i „Solidarności”, którą uważam za w pełni uprawnioną w kontekście informacji zawartych w materiałach sprawy krypt. „ZEN”. Czyniąc to, zastrzegłem się wyraźnie, że „są to tylko moje subiektywne spekulacje na temat Pańskich perypetii sprzed lat”. Nie twierdziłem ani nawet nie sugerowałem, że posiadam jakąś „tajemną wiedzę” na ten temat. Sugerowałem tylko rozważenie wskazanej przeze mnie hipotetycznie możliwości. Było to uczciwe postawienie sprawy, a nie żadna insynuacja. Nazwisko Romualda Szeremietiewa wymieniłem w tym kontekście wyłącznie w konwencji hipotetyczno-egzemplifikacyjnej: jako przykład osoby, która – posiadając ewentualnie jakąś wiedzę na temat Pańskich spotkań z por. Plebanem – miałaby wszelkie podstawy po temu, by odczuwać zaniepokojenie. Nie twierdzę, że faktycznie posiadał on taką wiedzę, ani tym bardziej, że w jakiś sposób przyczynił się do Pańskiego odejścia z „PAX”-u. Mogło być więcej osób w podobnej jak on sytuacji, do których informacje na ten temat mogły dotrzeć i które mogłyby być z tego powodu zaniepokojone. Nazwisko p. Szeremietiewa wymieniłem tylko dlatego, że jako osoba prezentująca postawę opozycyjną miałby on szczególne powody po temu, by obawiać się działań SB w jego najbliższym otoczeniu. Nawet gdyby było tak, że akurat on się nie niepokoił , to nie jest wcale powiedziane, że inni nie odczuwali niepokoju. Być może p. Szeremietiew miał do Pana pełne i bezwarunkowe zaufanie. Nie wykluczam takiej możliwości. Ale to nie eliminuje problemu niepokoju, jaki mogły budzić Pańskie spotkania z SB wśród wrocławskich działaczy „PAX”-u. Problem ma charakter ogólniejszy i tak tę sprawę stawiałem od początku. Zarzut, że nie zadałem sobie trudu, by wypytać o Pańską osobę p. Szeremietiewa, uważam za chybiony. Nie chcę prowadzić żadnego śledztwa w Pańskiej sprawie i dlatego nie zwracałem się w tej materii do p. Szeremietiewa. Nie chcę zachowywać się jak esbek, wypytujący ludzi na temat tej czy innej osoby bez wiedzy samego zainteresowanego. Uważam, że takie działania za Pańskimi plecami byłyby z mojej strony wielkim nietaktem. Wolę zacząć uczciwie - od pytań skierowanych bezpośrednio do Pana. Sam Pan zaczął tutaj publicznie opisywać swoją działalność z lat 70. i dlatego miałem wszelkie podstawy po temu, by zwrócić się w tej materii publicznie do Pana. Lubię działać otwarcie i tak też postępuję w tym przypadku. Ponieważ tak obszernie zajął się Pan tutaj osobą p. Szeremietiewa i jego relacjami z Panem, to może sam Pan zechce wyjaśnić, czy wiedział on o Pańskich spotkaniach z por. Plebanem, kiedy i w jakiej formie został o tym poinformowany oraz jaki był jego stosunek do tej sprawy? Miło byłoby, gdyby w tej sprawie zechciał wypowiedzieć się także p. Szeremietiew. Może nie odmówiłby on Pańskiej prośbie w tej sprawie? Nie będę jednak nalegać, ponieważ rozumiem, że nasza wymiana zdań na tym forum niekoniecznie musi być dla niego rzeczą ważną (z pewnością ma on wiele ważniejszych spraw na głowie). Oficjalne powody odstawienia Pana na boczny tor w „PAX”-ie niekoniecznie musiały pokrywać się powodami faktycznymi. W tamtych czasach pewnych rzeczy nie mówiło się wprost. Nie przeczę, że oficjalnym powodem odwołania Pana z funkcji szefa WSOK mogły być opisane przez Pana dyskusje z lat 1974-1976. Ale czy na pewno był to powód jedyny i najważniejszy? Wspominany tu wielokrotnie Romuald Szeremietiew prowadził w tamtych czasach w ramach „PAX”-u otwartą działalność opozycyjną, a mimo to nie poszedł w odstawkę w tym czasie co Pan. Mimo opozycyjnej postawy, robił dalej karierę w „PAX-ie”, awansował, znalazł się we władzach krajowych. Wyrzucono go z „PAX”-u dopiero w październiku 1978 r. Mimo, że był większym niż Pan radykałem, utrzymał się jako funkcyjny działacz „PAX-u” znacznie dłużej niż Pan? Czy to nie dziwne? Fakt ten sugeruje, że mogły być jeszcze inne powody Pańskiej niełaski, których oficjalnie Panu nie przedstawiono. Jakie? Ja przedstawiłem swoją hipotezę na ten temat. Pan może oczywiście się z tym nie zgadzać, ale obawiam się, że Pańskie wyjaśnienia powodów „niełaski” wszystkiego nie tłumaczą. Jeszcze mniej przekonujące są Pańskie spekulacje na temat wyeliminowania Pana z „Solidarności”, zaprezentowane jakiś czas temu w innym wątku na tym forum. Trudno uwierzyć, by faktycznie było to efektem zastosowanej przez SB prowokacji. Nie chce mi się wierzyć, by SB miała tak wielki wpływ na działaczy opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej. Na bardzo rozumiem też, dlaczego SB miałaby podejmować w tym czasie takie działania wobec Pańskiej osoby, skoro nie należał Pan do antykomunistycznie nastawionych działaczy opozycyjnych (przynajmniej wtedy). Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że ktoś z działaczy „Solidarności” dowiedział się o Pańskich spotkaniach z SB we Wrocławiu, powiedział o tym innym i uznano, że bezpieczniej będzie się Pana pozbyć.; Oczywiście są to tylko moje spekulacje, nie mam na to żadnych dowodów. Uważam jednak, że w kontekście materiałów sprawy krypt. „ZEN” nie można wykluczyć takiej ewentualności, zwłaszcza, że trudno jest znaleźć jakieś inne przekonujące wyjaśnienie przyczyn pozbycia się Pana z „Solidarności”. Jan Król mógł być Panu życzliwy, ale część działaczy wrocławskich mogła być do Pana inaczej nastawiona. Niektórzy z nich mogli Panu nie ufać, wiedząc, że spotykał się Pan z por. Plebanem także w warunkach konspiracyjnych. Sam Pan pisał tutaj o spotkaniu z nim w hotelu „Savoy”. Takie fakty, w razie ich wyjścia na jaw, nie mogły budzić zaufania. Przywołana przez Pana notatka służbowa ppor. Plebana z 22 grudnia 1973 r. mówi, że poinformował Pan władze „PAX”-u o wzywaniu Pana na SB. Od tego czasu faktycznie minęło sporo czasu do momentu odwołania Pana z funkcji szefa WOSK. Ale to nie znaczy, że nie mogło być żadnego związku miedzy odwołaniem a Pańskimi rozmowami z por. Plebanem. Informacje na temat tych rozmów mogły docierać do różnych osób w różnym czasie, nawet już po paru latach. Odbiór tych informacji mógł być rozmaity, a skutki nie musiały być natychmiastowe. Mało przekonujące są także Pańskie spekulacje na temat powodów, dla których ostatecznie upadła sprawa zatrudnienia Pana w ZZG w Ogorzelcu koło Kamiennej Góry. Nie wydaje mi się wiarygodne, aby kryły się za tym sugerowane przez Pana naciski ze strony SB. Nie rozumiem, dlaczego SB miałaby storpedować zamiar zatrudnienia Pana w ZZG, jeśli nie przeszkadzała jej Pańska praca w szkole. Gdyby faktycznie widziano w Panu niebezpiecznego przeciwnika politycznego, to SB z pewnością tym bardziej starałaby się przeciwdziałać zatrudnianiu Pana w oświacie. Sądzę, ze jako faktyczny lub potencjalny opozycjonista byłby Pan bardziej niebezpieczny w szkole, wśród młodzieży, niż w ZZG. A jednak pozwolono panu pracować w szkole i mieć wpływ na edukację młodzieży. Myślę więc, że także w sprawie Pańskiego niedoszłego zatrudnienia w ZZG mogły zadziałać inne czynniki niż te, o których Pan pisze. Może i w tym wypadku ktoś przestrzegał innych przed Panem jako osobą, która utrzymywała „dziwne” kontakty? To także tylko moje spekulacje, ale ewentualność taka wydaje mi się całkiem prawdopodobna. Nie twierdzę, że dokumenty wytworzone przez por. Plebana są w stu procentach wiarygodne. Nie traktuję tych dokumentów w kategoriach „Pisma Świętego” i proszę po raz kolejny nie wypisywać tutaj takich bzdur. Przypuszczam, że nie są one wolne od błędów i nieporozumień. Zapewne są tam informacje wymagające sprostowania i uściślenia. Trudno jed Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nie wierzę, by to były "fałszywki" - c.d. 11.01.09, 00:45 Nie twierdzę, że dokumenty wytworzone przez por. Plebana są w stu procentach wiarygodne. Nie traktuję tych dokumentów w kategoriach „Pisma Świętego” i proszę po raz kolejny nie wypisywać tutaj takich bzdur. Przypuszczam, że nie są one wolne od błędów i nieporozumień. Zapewne są tam informacje wymagające sprostowania i uściślenia. Trudno jednak zgodzić się z Pańską tezą, że dokumenty te są jakimiś „fałszywkami”, wytworzonymi w celu wprowadzania w błąd przełożonych. Nawet przetoczone tu przez Pana informacje na temat wysokości stypendium w poszczególnych latach nie są mocnym dowodem na rzekome fałszowanie dokumentów przez por. Plebana. Por. Pleban mógł słyszeć od Pana o podwyżce stypendium, ale niedokładnie zapamiętał informację i pisząc notatkę wymienił tylko jedną z podanych przez Pana kwot –akurat tę zdezaktualizowaną. To jedno z możliwych wyjaśnień tej nieścisłości. „Ziarnem prawdy” byłaby informacja, że na spotkaniu z Panem była mowa o stypendiach. Dla pełniejszego wyjaśnienia tej sprawy należało dokładnie sprawdzić, z jaką datą dzienną została wprowadzona podwyżka stypendiów oraz jakiego dnia wypłacono po raz pierwszy stypendia w podwyższonej wysokości (sama data roczna to za mało). To, że w informacje na temat KIK sprowadzały się do danych ogólnie dostępnych, można zinterpretować tak, że w ten sposób „wykpił” się Pan z zadania zleconego przez por. Plebana. To nie jest dowód fałszowania dokumentów przez tego ostatniego. „PAX”-owcy mogli mieć pozytywny stosunek do KIK, ale niekoniecznie sprawa wyglądała tak samo z drugiej strony. Z własnego doświadczenia wiem, że w środowiskach zbliżonych do KIK przeważała raczej nieufność do „PAX” jako formacji związanej politycznie z reżimem komunistycznym. Nie widziałbym zatem sugerowanego przez pana fałszerstwa w informacji mówiącej o negatywnym stosunku KIK-owców do „PAX”. Cytuję: „Dobre imię "PAX"-owi podrywają częściowo w środowisku uniwersyteckim członkowie KIK-u, twierdząc, że "PAX" to agentura komunistyczna Moskwy, KC PZPR itp. Tym też Piotr B. tłumaczy stosunkowo niską cyfrę studentów – członków "PAX"”. Koniec cytatu. Fakt, że uczestniczył Pan w spotkaniu z KIK-owcami przydaje raczej wiarygodności informacji, że ppor. Pleban chciał, by rozpoznał Pan to środowisko. Por. Pleban mógł przekręcić tę czy inną informację. Pisał przecież swoje notatki po odbytych spotkaniach, bazując na swojej pamięci, a ta bywa zawodna. Mógł to czy owo trochę podkoloryzować, by bardziej wyeksponować swoją inicjatywę w pracy operacyjnej (np. pisząc, że taki czy inny fakt jest efektem jego starań, choć faktycznie jego rola mogła być niewielka). Trudno mi jednak uwierzyć w to, w bezczelny sposób oszukiwał on przełożonych, opisując fikcyjne spotkania itp. i narażając się w ten sposób na odpowiedzialność karną. Po co miałby robić coś takiego? Przecież nikt nie urwałby mu głowy, gdyby zgodnie z prawdą napisał, że rozmówca jest krnąbrny, arogancki, nie chce współpracować itp. Dostałby wtedy od przełożonych inne wytyczne w sprawie dalszego postępowania i to wszystko. Widziałem dziesiątki jeżeli nie setki tak napisanych dokumentów, ale nie znam ani jednego przypadku ukarania funkcjonariusza SB z tego tytułu, że jego rozmówca okazał się „niegrzeczny”. Sugerowanie, że za wytworzenie tego typu rzetelnych dokumentów ktoś miałby dostawać „po głowie” i dlatego uciekał się do klecenia „fałszywek”, to kompletna niedorzeczność. Właśnie za pisanie „fałszywek” groziła realna odpowiedzialność karna i trudno zrozumieć, dlaczego ktoś miałby w ten sposób się narażać. Przełożeni por. Plebana osobiście interesowali się Pańską sprawą i rozmowami z Panem. Świadczy o tym m. in. dokument z dnia 3 czerwca 1974 r. (wyciąg z informacji TW ps. „Zbigniew”). Zastępca naczelnika Wydziału III KW MO we Wrocławiu, mjr Albin Zalewski, opatrzył ten dokument następującą adnotacją odręczną, adresowaną do ppor. Plebana: „przed rozmową z Badurą porozumieć się ze mną”. Por. Pleban wiedział, że jest kontrolowany i musiałby być samobójcą, gdy z nieznanych powodów chciał oszukiwać przełożonych. O tym, że starał się on być rzetelny w sporządzanych przez siebie dokumentach, świadczy najlepiej znana już Panu notatka służbowa z dnia 22 grudnia 1973 r. Ppor. Pleban zawarł w niej również następujące informacje, nie rzucające najlepszego światła na jego stosunek do obowiązków służbowych: „Piotr B. zgodził się na odbycie rozmowy bez żadnych oporów. Powiedział też, że chciał ze mną rozmawiać przed wakacjami w związku z interwencją SB na terenie Warszawy, ale nie udało mu się kilkakrotnie dodzwonić się do mnie, więc zrezygnował”. Z notatki tej przełożeni ppor. Plebana mogli dowiedzieć się, że z jego winy nie doszło do wcześniejszego kontaktu z interesującą ich osobą, którą planowano nawet pozyskać w charakterze osobowego źródła informacji. Ppor. Pleban mógł za to zaniedbanie nieźle oberwać, ale mimo nie pominął tej kłopotliwej dla niego informacji. Wiedział, że pisanie nieprawdy lub celowe pomijanie istotnych informacji mogłoby być dla niego jeszcze bardziej ryzykowne. Por. Pleban robi na mnie wrażenie (może mylne) pewnego niezguły, niezbyt przykładającego się do swojej roboty. Tak np. w notatce służbowej z 22 grudnia 1973 r. planował on kolejne spotkanie z Panem w drugiej dekadzie stycznia 1974 r. Tymczasem zgodnie z dokumentami kolejne spotkanie odbyło się dopiero 16 października 1974 r. Por. Pleban nawet nie zadał sobie trudu, by jakoś wytłumaczyć tak wielkie opóźnienie w realizacji planowanych działań. Nie wiadomo też dlaczego podobna sytuacja wystąpiła rok wcześniej: za notatką służbową z rozmowy przeprowadzonej w dniu 27 marca 1973 r. następuje notatka z analogicznej rozmowy w dniu 20 grudnia 1973 r., także bez wyjaśnienia powodów tak dużej luki czasowej. Mimo to nic na wskazuje na to, by sprawy por. Plebana ułożyły się dla niego tak źle, jak sugeruje Pan w swoim wpisie z dnia 7 stycznia br., godz. 22.12. Wbrew Pańskim sugestiom przełożeni musieli być z niego zadowoleni, skoro między czerwcem a październikiem 1974 r. awansowano go z podporucznika na porucznika: 3 czerwca 1974 r. występował on jeszcze jako podporucznik, a 16 października 1974 r. już jako porucznik. To nieprawda, że jestem bezkrytycznym admiratorem służb specjalnych III RP (Pańskie słowa: „ubóstwiane przez pana Bereszyńskiego et hoc genus omne kryształowo uczciwe służby specjalne najjaśniejszej III RP”). Doskonale wiem, że w służbach specjalnych III RP działo się wiele złego (przykładem może być choćby słynna sprawa inwigilacji prawicy pod rządami Hanny Suchockiej). Nigdy tych służb nie idealizowałem. To wyłącznie Pańskie wymysły. Widzę jednak fundamentalną różnicę między niepodległą Polską a sowieckim protektoratem pod nazwą PRL. Wolna Polska ma wiele wad i mankamentów, o których należy mówić głośno i otwarcie. Owe wady i mankamenty nie usprawiedliwiają jednak prezentowanej przez Pana idealizacji PRL i SB jako legalnych rzekomo instytucji państwowych. Należą się Panu podziękowania za podanie linku do „Pamięci i Sprawiedliwości” z artykułem Grzegorza Waligóry na temat opozycyjnej działalności Romualda Szeremietiewa. Z treści owego artykułu wynika, że dr Waligóra nie dotarł do akt sprawy krypt. „ZEN”. Szkoda, bo zawarte w tych aktach informacje mogłyby znacznie wzbogacić ów artykuł o wątki wrocławskie, potraktowane w nim nader zdawkowo. Niemniej jednak artykuł dr Waligóry jest bardzo interesujący m. in. z tego powodu, że daje on dodatkowy punkt odniesienia dla weryfikacji materiałów sprawy krypt. „ZEN”. Dowiadujemy się z niego np., że wrocławska SB wielokrotnie prowadziła rozmowy operacyjne z Romualdem Szeremietiewem Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nie wierzę, by to były "fałszywki" - c.d. - 2 11.01.09, 00:46 Należą się Panu podziękowania za podanie linku do „Pamięci i Sprawiedliwości” z artykułem Grzegorza Waligóry na temat opozycyjnej działalności Romualda Szeremietiewa. Z treści owego artykułu wynika, że dr Waligóra nie dotarł do akt sprawy krypt. „ZEN”. Szkoda, bo zawarte w tych aktach informacje mogłyby znacznie wzbogacić ów artykuł o wątki wrocławskie, potraktowane w nim nader zdawkowo. Niemniej jednak artykuł dr Waligóry jest bardzo interesujący m. in. z tego powodu, że daje on dodatkowy punkt odniesienia dla weryfikacji materiałów sprawy krypt. „ZEN”. Dowiadujemy się z niego np., że wrocławska SB wielokrotnie prowadziła rozmowy operacyjne z Romualdem Szeremietiewem, a nawet traktowała go jako kontakt operacyjny. Jeżeli takie rozmowy prowadzono z R. Szeremietiewem, to równie dobrze mogły być on prowadzone z innym działaczem wrocławskiego „PAX”-u, Piotrem Badurą. To bardzo mocny argument na rzecz wiarygodności przytoczonych przeze mnie materiałów sprawy krypt. „ZEN. Dobrze byłoby w bezpośredni sposób skonfrontować ze sobą materiały obu tych spraw. Może uda się zainspirować w tym kierunku dr Waligórę. Mogłaby w ten sposób powstać bardzo ciekawa publikacja. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Pismo z KW MO w Opolu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.09, 19:54 Szanowny Panie Bereszyński Z bardzo wieloma sprawami w trzech ostatnich Pana postach nie zgadzam się, ale będę się do nich ustosunkowywać w miarę wolnego czasu. Teraz tylko jedno. Najpierw jednak chciałbym zaznaczyć, że wyczułem pewną zmianę tonu w Pana postach i uważam to za krok w dobrym kierunku. Zachęcam do dalszych takich kroków. A teraz sprawa, którą chcę wyjaśnić. Zwracałem Panu jakiś czas temu uwagę, że pisząc o prezydium opolskiej Komisji Zakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" pominął Pan mój udział w tym gremium. Pisałem, że w podejrzany sposób wyeliminowano mnie z tego organu, prawdopodobnie z inicjatywy SB. Nie mogłem wtedy więcej napisać, bo sprawa mojego udziału w prezydium była dla mnie mało znaczącym epizodem, stąd w pamięci został mi tylko ów szczegół domniemanej akcji SB. Od tamtej mojej uwagi dla Pana minęło trochę czasu. Przejrzałem stare dokumenty i dziś mogę być bardziej precyzyjny. Odnalazłem "Komunikat Komisji Rewizyjnej NSZZ Solidarność Pracowników Oświaty i Wychowania przy Komisji Zakładowej z siedzibą w Opolu" wydany po sprawdzeniu protokółów wyborczych do komisji kół i protokółu wyborczego do Komisji Zakładowej z dnia 9 stycznia 1981 r. oraz po zebraniu Komisji Zakładowej w dniu 16 stycznia (kopia maszynopisu). Z tego protokółu dowiedziałem się, że 9 stycznia w dwóch turach nie udało się wybrać przewodniczącego Komisji Zakładowej i dlatego między 16 a 28 lutego 1981 miała być trzecia tura. Kandydaci na przewodniczącego w trzeciej turze to: Piotr Badura, Aniela Górzna i Jarosław Parkitny. Anielę Górzną w tym protokóle wykreślono, a dopisano ręcznie Romana Kwolka. Ponadto przy Jarosławie Parkitnym dopisano ręcznie znak zapytania. Protokół podpisał przewodniczący komisji rewizyjnej Władysław Szewczyk. Okazuje się, że byłem nawet kandydatem na przewodniczącego komisji, o czym zdążyłem już zapomnieć. Nie pamiętam też, jak potoczyła się III tura wyborów i czy w ogóle do niej doszło. W tym samym mniej więcej czasie SB przekazała mi sygnał. Wyglądało to tak: Przyjeżdżam porannym autobusem z Opola do Brynicy. Na przystanku czeka na mnie stary Ślązak (rocznik chyba sprzed 1945). Prosi o chwilkę rozmowy na osobności. Oddalamy się od ludzi i on mi mówi, że wczoraj wieczorem była we wsi milicja i rozpytywała o mnie. Prosi mnie, bym nikomu nie mówił, że o tym wiem, bo nakazano mu milczeć. Dlaczego uznałem, że to SB? Ja pochodzę ze starej śląskiej rodziny i wiem, że zwykli Ślązacy mieli zakodowane w głowie, że jak władza coś nakaże, to musi być tak zrobione, jak nakazano. Gdyby temu staremu Ślązakowi nakazano trzymać gębę na kłódkę, to by ją trzymał. Skoro do mnie przyszedł, to znaczy, że kazano mu przyjść i kazano mu mówić, że zabroniono mu mówić. On wykonał wszystko dokładnie tak, jak mu kazano. Od długiego już czasu postępowałem wtedy w myśl zasady zachowywać się tak, jakbym niczego nie rozumiał. Zgodnie z tą zasadą postąpiłem i w tym przypadku. Ustaliłem kiedy komendant Urantówka przyjmuje osobiście skargi (postanowiłem udać się do niego jako obywatel zatroskany o brak profesjonalizmu w działaniach MO). Zjawiłem się u niego ostatecznie 9 marca 1981. Pan Urantówka przywitał mnie szerokim szczerozłotym uśmiechem, zaproponował bym usiadł i wyłożył swą skargę. Zakomunikowałem mu, że potrzebny będzie protokolant, bo chcę złożyć skargę do protokołu (składanie skargi do protokołu to taka forma złośliwości). Uśmiech natychmiast zniknął z twarzy pana Urantówki. Wyszedł do sekretariatu i poprosił sekretarkę, by wezwała jakiegoś tam funkcjonariusza. Nie wszedł już z powrotem do swego gabinetu (pewnie by na mnie nie patrzeć) tylko czekał w sekretariacie na tego funkcjonariusza. Gdy młody przyszedł wszedł razem z nim do gabinetu i powiedział: "Ten pan będzie składać skargę do protokołu". Młody poprosił mnie o udanie się z nim do innego pokoju. Tam złożyłem skargę do protokołu. Skargi do protokołu składane złośliwie powinny być w miarę możliwości jak najdłuższe, by piszący je musiał się napracować. Nie pamiętam już, jak długo się uskarżałem, ale wystarczająco długo. O tym jednak za chwilę. Treść mojej skargi sprowadzała się do tego, że gdy milicja prowadzi wywiad środowiskowy w sprawie osoby podejrzanej o przestępstwo, to musi to robić tak, by ten domniemany przestępca nie zorientował się. Tymczasem ja się dowiedziałem, że milicja przepytuje ludzi na mój temat i jako obywatel jestem tym głęboko zaniepokojony, bo świadczy to o zbyt małym profesjonalizmie naszej milicji. Gdy pozwoliłem młodemu skończyć protokół było już przed czwartą. Młody był wyraźnie ucieszony, że dobrnął do końca i będzie mógł iść do domu. Radość jego była krótka. Poprosiłem o pokwitowanie na złożenie skargi (to taka ekstra złośliwość, gdy przyjdzie się na skargę tuż przed końcem pracy, składa się ją długo do protokołu, a na koniec mówi się: proszę o pokwitowanie, a przecież wiadomo, że sekretarka poszła już do domu i zamknęła pieczątki). Młody, stropiony mówi, że nie może wystawić pokwitowania, bo sekretarka poszła już do domu. Ja na to, że pokwitowanie zgodnie z prawem mi się należy i nie pozostaje nic innego, jak dzwonić do komendanta, by zarządził przywiezienie sekretarki, by ta udostępniła pieczątkę, bo ja bez pokwitowania nie wyjdę. Widziałem, że młody boi się dzwonić do komendanta i nie wie co zrobić. Po jakimś czasie zaproponował mi, że on na moich oczach wpisze moją skargę do dziennika. Pokazał, że dziennik ma numerowane i zszyte kartki, a zszycie jest ostemplowane. Wpisanej skargi nie da się więc usunąć. Bardzo prosił, bym się na to zgodził. Zgodziłem się, bo w końcu młody nie był niczemu winny. Inna sprawa, że to dopiero był przejaw nieprofesjonalizmu. Podczas gdy młody na moich oczach wpisywał moją skargę, ja miałem czas spokojnie przeczytać w wyższych wierszach tabel kilka wcześniejszych wpisów, kto i na co się skarżył. Na swoją skargę dostałem odpowiedź datowaną na 7 kwietnia 1981 (jej skan mogę udostępnić). Treść odpowiedzi była następująca: "W odpowiedzi na skargę Obywatela z dnia 09.03.br. złożoną w tut. KWMO uprzejmie informuję, że w sprawie zarzutu podniesionego w niej pod adresem funkcjonariuszy MO przeprowadzono postępowanie wyjaśniające. W jego toku nie stwierdzono w działaniu funkcjonariuszy MO żadnych niezgodności z obowiązującymi przepisami. W szczególności ustalono, iż funkcjonariusze MO rzeczywiście przeprowadzili rozmowy na temat Obywatela. Nie miały one jednak charakteru wywiadu środowiskowego oraz w żaden sposób nie zagrażały godności i opinii Obywatela w miejscowym środowisku. Rozmowy takie przeprowadzono na temat wielu obywateli i miały one charakter jedynie ogólnoorientacyjny. Tego rodzaju rozmowy mógłby przeprowadzić każdy obywatel z każdym obywatelem." Tę wesołą odpowiedź podpisał Z-ca Naczelnika Wydziału Ogólnego kpt. mgr St. Krawiec. Podczas przesłuchania w dniu 6 lutego 1982 młody funkcjonariusz SB powiedział mi konfidencjonalnie, że dziś może mi wyjaśnić, że tamto zdarzenie, w sprawie którego składałem skargę, to było ostrzeżenie od SB. Nie wiem jak to jego wyznanie zakwalifikować. Czy chciał mnie zamordować, wywołując u mnie wesołość tak silną, że umarłbym ze śmiechu? Jeśli nie, jeśli SB potraktowała serio moją skargę na brak profesjonalizmu MO, to należy mi się Oscar i powinienem być na pierwszym miejscu listy aktorów najlepiej odgrywających rolę idioty. Myślę, że zbieg czasowy "ogólnoorientacyjnych" rozmów SB w Brynicy z wyborami przewodniczącego komisji zakładowej nie był przypadkowy, a proszę jeszcze dołożyć cytat z umieszczonych przez Pana tu na forum esbeckich materiałów: "Jego wystąpienie na Konferencji Uczelnianej ZSP zostało skrytykowane przez nasze źródła osobowe, w efekcie czego nie został wybrany delegatem na Kongres ZSP". Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Towarzystwo Hilozoistyczne - daty i inne fakty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 19:32 1) Konferencja założycielska TH odbyła się 20 stycznia 1973 we Wrocławiu. Wzięło w niej udział sześć osób. Konferencja przyjęła uchwałę, którą potem (25.01 i 27.01) podpisało dwoje pozostałych członków grupy wrocławskiej, nieobecnych na konferencji. Zgodnie z uchwałą powołano dwie osoby do tymczasowego zarządu TH, rezerwując trzecie miejsce dla przedstawiciela zespołu warszawskiego. Konferencja zobowiązała tymczasowy zarząd, by najpóźniej do 28 lutego dokonał zgłoszenia TH we właściwym urzędzie. Posiadam oryginalny, ręcznie pisany tekst uchwały wraz ze wszystkimi podpisami. 2) Na spotkaniu zespołu warszawskiego w dniu 21 stycznia jego członkowie postanowili, że nie podpiszą uchwały konferencji założycielskiej. W związku z tym tymczasowy zarząd TH na posiedzeniu w dniu 25 stycznia 1973 zawiesił działalność zespołu warszawskiego. Posiadam ręcznie napisany i podpisany protokół z tego posiedzenia zarządu. 3) Pismo do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej Wrocław Krzyki, w sprawie zgłoszenia Towarzystwa Hilozoistycznego, datowane jest na 21 lutego 1973. W przypadku zgłoszenia organowi założenia stowarzyszenia zwykłego obowiązywała zasada, że jeśli organ w ciągu 30 dni nie zakaże jego działalności, to oznacza, iż stowarzyszenie może ją rozpocząć. 4) W dniu 27 lutego 1973 odbyło się we Wrocławiu Walne Zgromadzenie Członków Towarzystwa Hilozoistycznego (w organizacji). Z lakonicznego protokołu, który posiadam, podpisanego przez wszystkich ośmiu członków, wynika, że zwołano je w zasadzie tylko po to, by "omówić aktualną sytuację". 5) Listę członków TH (którą dysponuję) utworzono w dniu 23 marca 1973 i z tą datą wpisano na nią ośmiu członków, wcześniejszych członków-założycieli. Od 21 lutego do 23 marca minęło dokładnie 30 dni, w ciągu których organ mógł zakazać działalności TH. Organ nie zakazał, więc 23 marca TH mogło rozpocząć normalną działalność. 6) Z datą 9 kwietnia 1973 pięcioro członków TH (czyli wszyscy prócz trzyosobowego zarządu) poprosiło pisemnie o skreślenie ich z listy członków TH. Pięć próśb o skreślenie jest napisanych w całości ręcznie na pięciu kolejnych stronach notatnika. KOMENTARZ Krótko przed 21 lutego ośmiu członków-założycieli TH podpisało pismo do urzędu w sprawie zgłoszenia TH. Zaledwie kilka dni później (27 lutego) w trybie nagłym odbyło się walne zgromadzenie, poświęcone "omówieniu aktualnej sytuacji". Frekwencja była stuprocentowa (nie było takiej na konferencji założycielskiej). Wskazuje to wyraźnie, że w ciągu tych kilku dni zaszło coś bardzo istotnego. Moim zdaniem podczas weekendu 24-25 lutego byłem na spotkaniu w Warszawie i dowiedziałem się, że SB przesłuchała Sergiusza. Spotkanie to odbyło się u niego w domu. Poinformowałem zebranych, że ja byłem przesłuchiwany już 20 stycznia, a na spotkaniu 21 stycznia nie mówiłem im o tym, bo miałem zapewnienie SB, że w zamian za zachowanie tajemnicy w tej sprawie nikt nie będzie więcej przesłuchiwany. Ponieważ SB złamała umowę, więc ja jestem zwolniony z tajemnicy i informuję ich teraz o całej sprawie. Warszawiacy przyjęli to ze zrozumieniem. Podkreślam tu wyraźnie, że spotkanie odbyło się w mieszkaniu rodziców Sergiusza, czyli nie było jeszcze problemu represji SB wobec rodziców Sergiusza. Zwołanie w trybie nagłym na 27 lutego walnego zebrania w celu "omówienia aktualnej sytuacji" miało zapewne na celu poinformowanie także grupy wrocławskiej o przesłuchaniu mnie przez SB 20 stycznia 1973. Jeśli 23 marca utworzono listę członków TH, a 17 dni później wszyscy, prócz zarządu, poprosili o skreślenie, to znaczy, że podczas tych 17 dni miało miejsce następne istotne zdarzenie. Tym istotnym zdarzeniem musiała być moja kolejna wizyta w Warszawie (prawdopodobnie podczas weekendu 7-8 kwietnia), podczas której dowiedziałem się o represjach wobec rodziców Sergiusza. Wtedy już nie mogliśmy spotkać się w ich mieszkaniu. Działania odwetowe SB wobec rodziców Sergiusza były dla mnie sygnałem, że SB idzie z nami na wojnę. Dlatego skłoniłem członków TH do natychmiastowego opuszczenia jego szeregów. Mogliby w razie czego tłumaczyć, że dla nich jest to sprawa zamknięta, bo nie należą już do TH. Zawiesiłem też wszelkie działania TH. Po prostu przestało ono działać po zaledwie 17 dniach oficjalnego istnienia. Wszystko to, co powyżej napisałem, jest doskonale udokumentowane, w odróżnieniu od konfabulacji por. Plebana, na potwierdzenie których brak jakichkolwiek dokumentów. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski przydał Pan wiarygodności materiałom sprawy ZEN 16.01.09, 20:22 Szanowny Panie Badura, Bardzo się cieszę, że umieścił Pan tutaj powyższe "kalendarium" TH. Podane przez Pana informacje, niezależnie od Pańskich intencji, przemawiają bowiem za wiarygodnością przytoczonych przeze mnie materiałów sprawy krypt. "ZEN". W notatce służbowej z dnia 20 lutego 1973 r. ppor. Pleban pisał m. in.: "W dniu 19 lutego 1973 r. przeprowadziłem rozmowę z figurantem sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. "ZEN" - Piotrem Badurą. […] Na spotkanie Piotr B. przyniósł dla mnie jeden egzemplarz pisma, które ma złożyć wraz z Waldemarem Kulaszką w WSW PDRN Wrocław-Krzyki dla dokonania formalności zgłoszenia Towarzystwa Hilozoistycznego”. Informacje te są zbieżne z podanymi przez Pana następującymi informacjami: "Krótko przed 21 lutego ośmiu członków-założycieli TH podpisało pismo do urzędu w sprawie zgłoszenia TH. […] Pismo do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej Wrocław Krzyki, w sprawie zgłoszenia Towarzystwa Hilozoistycznego, datowane jest na 21 lutego 1973". W notatce spisanej po rozmowie z dnia 27 marca 1973 r. ppor. Pleban pisał: "Zgodnie z ustaleniem z poprzedniej rozmowy, wywołałem telefonicznie spotkanie z Piotrem B., aby uzyskać relację z aktualnego stanu organizacyjnego Towarzystwa Hilozoistycznego. W trakcie rozmowy stwierdził [on], że miałem rację w tym, że nie będzie miał wśród członków Towarzystwa dobrych partnerów do dyskusji na tematy wynikające z założeń programowych Towarzystwa. Poinformował mnie też, że złożył zgłoszenie do Wydziału Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście i będzie czekał na decyzję". Pan natomiast pisze: "Listę członków TH (którą dysponuję) utworzono w dniu 23 marca 1973 i z tą datą wpisano na nią ośmiu członków, wcześniejszych członków-założycieli. Od 21 lutego do 23 marca minęło dokładnie 30 dni, w ciągu których organ mógł zakazać działalności TH. Organ nie zakazał, więc 23 marca TH mogło rozpocząć normalną działalność". Ppor. Pleban nie mylił się zatem pisząc 27 marca 1973 r. o członkach TH. Skoro, jak Pan podaje, listę członków TH utworzono 23 marca 1973 r., to cztery dni później były wszelkie podstawy po temu, by pisać o członkach Towarzystwa. Za wiarygodnością cytowanych przeze mnie notatek ppor. Plebana przemawia nawet błąd popełniony przez niego w notatce z 27 marca 1973 r. Pisze on w tej notatce o złożeniu zgłoszenia w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście. To informacja nieścisła, ponieważ zgłoszenie zostało faktycznie złożone w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Krzyki. Pomyłki takiej nie ma natomiast w notatce z dnia 20 lutego 1973 r., w której ppor. Pleban powołuje się na otrzymane od Pana pismo. Posługując się otrzymanym od Pana pismem, ppor. Pleban nie popełnił błędu. Pomylił się natomiast pisząc notatkę z 27 marca 1973 r. wyłącznie na podstawie informacji ustnych (widocznie zawiodła go pamięć). Sądzę na tej podstawie, że ppor. Pleban dość rzetelnie relacjonował przeprowadzane z Panem rozmowy. Nie kłamał on pisząc, że 19 lutego otrzymał od Pana egzemplarz pisma-zgłoszenia TH. Nie kłamał też w notatce z 27 marca 1973 r., powołując się w niej wyłącznie na otrzymane od Pana informacje ustne (niedokładnie przez niego zapamiętane). Gdyby ppor. Pleban konfabulował (jak Pan utrzymuje), bazując na informacjach dostępnych drogą urzędową, to najpewniej nie byłoby mimowolnej pomyłki w notatce z 27 marca 1973 r. Inna sprawa, że ppor. Pleban był mało staranny w swoich czynnościach i najwyraźniej nie zadał sobie trudu, by informacje wyniesione z rozmowy przeprowadzonej 27 marca 1973 r. (niedokładnie zapamiętane) skonfrontować z tym, co pisał w notatce z 21 lutego 1973 r. Pisał z pamięci, a nie na podstawie dokumentów, a to przemawia za tym, że faktycznie pozyskiwał informacje w rozmowach z Panem. Dokumenty sprawy krypt. "ZEN" mogą zawierać różne mimowolne błędy i pomyłki (i faktycznie tak jest, jak widać na powyższym przykładzie). Nie ma jednak żadnych podstaw do uważania ich za wytwór rzekomej konfabulacji. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Manipulacja z "Maciejówką" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.09, 13:14 Nie wiem, kto jest manipulatorem w sprawie "Ośrodka Wyższej Kultury Chrześcijańskiej przy Duszpasterstwie im. św. Macieja przy ul. Szewskiej". Już sama ta nazwa, podana przez por. Plebana budzi wątpliwości, zwłaszcza to "im. św. Macieja". Dla mnie to była "Maciejówka". Przypuszczam jednak, że w sprawie "Maciejówki" manipulatorem jest pan Bereszyński. Z opublikowanych przez pana Bereszyńskiego materiałów literalnie nie wynika, abym udzielił por. Plebanowi jakichkolwiek informacji na temat "Maciejówki". Por. Pleban, formalnie rzecz biorąc, pisze o mojej aktywności na terenie tego duszpasterstwa "od siebie". pisze też, że planuje uzyskiwać ode mnie informacje na temat "Maciejówki", ale nigdzie nie wspomina, że uzyskał choćby jedną, najmarniejszą informację. Pomijam w tym momencie fakt, że cała ta rozmowa (20 grudnia 1973) jest najprawdopodobniej całkowicie zmyślona przez por. Plebana. Jednak por. Pleban w swych zmyśleniach nie posunął się tak daleko, by przypisać mi przekazywanie informacji na temat "Maciejówki". To prawdopodobnie jest już manipulacja autorstwa pana Bereszyńskiego. Przytoczę tu treść dwóch widokówek, przysłanych mi przez ks. XY, kierującego "Maciejówką". Nie podaję imienia i nazwiska księdza, bo jest dla mnie wystarczająco dużą przykrością ujawnianie prywatnej korespondencji i robię to tylko dlatego, że pan Bereszyński swoimi oszczerstwami i manipulacjami zatruwa umysły przypadkowych forumowiczów, często młodych ludzi, którym trudno jest rozróżnić między prawdą a fałszem. Dobro tych przypadkowych forumowiczów, zwłaszcza młodych, jest wartością, która upoważnia mnie do złamania zasady nieujawniania prywatnej korespondencji. Skany obu cytowanych tu widokówek można otrzymać ode mnie mailem, pisząc na adres: beczka@ceti.com.pl Treść pierwszej widokówki, wysłanej 3 lutego 1976 z Piwnicznej, na adres Piotr Badura, Pl. Grunwaldzki 28, DS "Parawanowiec: 50-365 Wrocław: Drogi Piotrku, z uroczego zakątka Ziemi Sądeckiej i z centrum wielkiej zimy przesyłam braterskie pozdrowienia i pamięć przed Nieogarnionym. Wracam 9.II. do Wrocławia. Przy okazji nawiedź mnie. Bądź zdrów i dzielny na egzaminach. XY Treść drugiej widokówki, wysłanej 26 czerwca 1976 z Watykanu, na adres Piotr Badura, ul.xxxxxxxxxxx, 45-061 Opole: Drogi Piotrku, dla Ciebie, Żony i Dziecka przesyłam najgorętsze pozdrowienia i pamięć w modlitwie u świętych grobów Apostołów. Dziś wracam do Wiednia, by próbować uczyć się niemieckiego. 15-ego sierpnia będę we Wrocławiu. Z serdeczną miłością i prośbą o westchnienie do Ducha Św. - oddany ks. XY Przytaczam treść tych dwóch widokówek, bo pokazują one stopień przyjaźni. Ks. XY znał wszystkie moje adresy, telefony. Znał moją sytuację rodzinną. Mój pierworodny przyszedł na świat 9 kwietnia 1976. Ja przebywałem już wtedy poza Wrocławiem, bo nie miałem zajęć na uczelni (ostatni semestr) a w PAX-ie byłem dawno na emeryturze. ksiądz XY mimo to wie o narodzinach mego syna i nie żal mu waluty, na wysyłanie mi kartki z Watykanu (kto pamięta PRL, ten wie, jak ciężko było wydawać skromny przydział waluty na wysyłanie widokówek). Przy takim stopniu przyjaźni, jakiego dowodem są te widokówki, oczywistym jest, że miałem mnóstwo bardzo szczegółowych informacji o pracy "Maciejówki" i o ludziach tam bywających. Tymczasem w materiałach sfabrykowanych przez por. Plebana i zmanipulowanych przez gorliwego kontynuatora jego dzieła, pana Bereszyńskiego jest praktycznie zero informacji o "Maciejówce". Żadnych dat, żadnych nazwisk, żadnych konkretów na temat spotkań, kompletnie nic. Te informacje, które w esbeckich aktach są, a nawet lepsze, por. Pleban mógł mieć bez niczyjej pomocy. Przecież wystarczyło pójść do kościoła pw. św. Macieja i spisać to, o czym "Maciejówka" informowała w swej gablocie. Byłoby znacznie więcej szczegółów. W czasie gdy por. Pleban fabrykował swe materiały, podległe mi środowisko młodzieży PAX czyniło bardzo wiele na rzecz znoszenie nieufności między młodzieżą aktywną w duszpasterstwach akademickich a PAX-em. Osobiście uczestniczyłem w pracy nie tylko "Maciejówki" ale też innych ośrodków duszpasterstwa akademickiego. Por. Pleban nie miał o tym zielonego pojęcia. Nie wiedział nawet o jawnej przecież sprawie, że dzięki aktywności w duszpasterstwach akademickich udało mi się zorganizować w PAX-ie cykl spotkań, na których księża byli prelegentami. To był ogromny sukces w burzeniu muru uprzedzeń między duchowieństwem a PAX-em. Informacje zawarte w materiałach sfabrykowanych przez por. Plebana wskazują, że nie miał on żadnego informatora w środowisku wrocławskiej młodzieży PAX. Jest to dla mnie dziś element satysfakcji, bo nie znając stanu faktycznego, zakładałem możliwość zainstalowania przez SB swego informatora w środowisku WOSK. Kompletna niewiedza por. Plebana o tym, co robił WOSK, wskazuje, że nie miał tam żadnego informatora. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas To jest niepokojące IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.09, 13:22 Zauważam u Pana niepokojące objawy świadczące o poważnym problemie z regularnymi wypróżnieniami. Powinien Pan zacząć pić regularnie wywar z liści senesu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Zabolało? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.09, 16:17 Szanowny Panie Juhasie vel... no właśnie Widzę że ujawniana przeze mnie prawda bardzo Pana boli, więc pod wszystkimi swymi nickami będzie Pan teraz przerabiać ten wątek na rynsztok. Współczuję, ale to jeszcze nie koniec. Na dobrą sprawę to dopiero początek początku. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Zabolało? IP: *.punkt.pl 24.01.09, 16:44 Naprawdę staram się Panu pomóc. Widzę, że sprawa jest poważniejsza. Proponuję oprócz senesu jeszcze dodatkowo tabletki Xenna Extra. Tak mniej więcej dwa razy dziennie. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski puszczają Panu nerwy? 25.01.09, 12:40 Szanowny Panie Badura, Niedorzeczne, wyssane z palca insynuacje, zawarte aluzyjnej formie w Pańskiej korespondencji z Juhasem, świadczą o tym, że najwyraźniej puszczają Panu nerwy. Człowiek pewny swoich racji nie musi uciekać się do insynuacji i innych tego typu brudnych środków polemicznych. Niestety to Pan, uciekając się do tego typu środków, zaczyna sprowadzać tę polemikę do poziomu rynsztoka (sto razy bardziej niż Juhas). Postępując w ten sposób coraz bardziej utwierdza mnie Pan w przekonaniu, że działa Pan w złej wierze, w związku z czym trudno mieć do Pana zaufanie. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Uderz w stół... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 14:19 Szanowny Panie Bereszyński Moja wymiana postów z panem Juhasem w tym wątku (nim puściły mu nerwy) wyglądała następująco: xxxxx Re: Panie Piotrze Autor: Gość: juhas 30.12.08, 07:33 Nie rozumiem. To on walczył z komuną, czy nie? Jak walczył, to czy on teraz kombatant? xxxxx Re: Panie Piotrze Autor: Gość: juhas IP: *.punkt.pl 03.01.09, 11:12 No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w papierach? xxxxx Nie doczeka się Pan odpowiedzi Autor: Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:32 Szanowny Panie Juhasie Domyślam się, że oczekuje Pan odpowiedzi od pana Bereszyńskiego. Obawiam się, że się jej Pan nie doczeka. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura xxxxx Panie Juhasie, powstała wątpliwość Autor: Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:00 Szanowny Panie Juhasie Pytał Pan: "No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w papierach?" Myślę, że pytał Pan pana Bereszyńskiego, ale pan Bereszyński uważa, że mnie. W rezultacie żaden z nas się nie poczuwa do odpowiedzi. Proszę skonkretyzować, kogo Pan pyta. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura xxxxx Re: Panie Juhasie, powstała wątpliwość Autor: Gość: juhas IP: 77.252.18.* 07.01.09, 20:23 Rzuciłem pytanie ogólnie bez konkretnego adresata. Sytuacja jest jaka jest, więc odpowiem sam sobie - Piotr Badura ma zasługi w obaleniu komuny. Gdyby nie On to ho, ho, ho! xxxxx Rozumiem i przyjmuję do wiadomości Autor: Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 19:33 Szanowny Panie Juhasie Gdy nie ma się odwagi podpisać imieniem i nazwiskiem, gdy nie ma się odwagi zadać pytania konkretnie, to trzeba potem samu sobie odpowiadać. Wiem, że to przykry stan i współczuję. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura xxxxx Re: Rozumiem i przyjmuję do wiadomości Autor: Gość: juhas IP: 77.252.18.* 09.01.09, 21:02 A ileż to osób tu się podpisuje imieniem i nazwiskiem? A wiesz dziaduniu dlaczego tego nie muszą robić? Na pewno nie ze strachu przed tobą. xxxxx Proszę zwrócić uwagę, że pan Juhas pisze z dwóch IP: IP: *.punkt.pl IP: 77.252.18.* Z tych samych IP pisze autor, który wyznał w tym wątku (zapewne zamroczony wściekłością): "Ja, współpracując z ABW i CBŚ, wypraszam sobie, by stawiano między mną a jakimś esbeckim TW znak równości." Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Drogi Panie Badura ! IP: *.punkt.pl 25.01.09, 14:51 Pisanie z różnych lub tych samych IP nie oznacza, że pisze ta sama osoba z tego samego komputera. Nie jestem tą osobą, która napisała jak Pan to zacytował "Proszę zwrócić uwagę, że pan Juhas pisze z dwóch IP: > IP: *.punkt.pl > IP: 77.252.18.* > Z tych samych IP pisze autor, który wyznał w tym wątku (zapewne zamroczony > wściekłością): > "Ja, współpracując z ABW i CBŚ, wypraszam sobie, by stawiano między mną a jakim > ś > esbeckim TW znak równości." Przebywam w różnych miejscach i korzystam z różnych komputerów. W tekście "...Piotr Badura ma zasługi w > obaleniu komuny. Gdyby nie On to ho, ho, ho!" nie dostrzegł Pan drwiny. Na pytanie "No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w > papierach?" w gruncie rzeczy liczyłem, że uda się Pana sprowokować do odpowiedzi. Nigdy nie oczekiwałem na to pytanie odpowiedzi od Pana Bereszyńskiego. Natomiast znowu odpowiem sam - Nie ma Pan zasług w obalaniu komuny, natomiast ma Pan narąbane w papierach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Przyjmuję Pana wytłumaczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 00:41 Szanowny Panie Juhasie W moim poście (skierowanym zresztą do pana Bereszyńskiego) przytoczyłem tylko naszą wymianę postów. Dodałem też, że zauważyłem, iż Pan pisze z dwóch IP: *.punkt.pl oraz 77.252.18.*, a z tych samych dwóch IP pisze też pan Behemot, który tu na forum przyznał się (chyba w stanie zamroczenia), że pracuje na rzecz ABW forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89622607 Ja nie napisałem, że z tego wynika, iż Juhas i Behemot to ta sama osoba, która na dodatek jest agentem ABW, czynnym tu na forum. Jako agent ABW zadeklarował się tylko pan Behemot, a to, że Pan pisze z dokładnie takich samych IP jak on, to wg Pana czysty przypadek i ja przyjmuję te Pańskie tłumaczenia bez zastrzeżeń. Pan Behemot wyznał już w swoim czasie, że działa na tym forum pod bardzo wieloma nickami, ale przecież nie ma powodu, by przypuszczać, że jeden z tych nicków to Juhas. A przynajmniej ja jestem daleki o twierdzenia tu na forum, że tak właśnie jest. Ja nie piszę nawet (na razie), że pan Bereszyński pracuje tu na forum na rzecz ABW, działając także pod wieloma różnymi nickami (te różne nicki pana Bereszyńskiego podawał już chyba kiedyś pan Andrzej Szubert). A przecież nie jest tajemnicą, że pan Bereszyński zabiegał o etat w UOP. Pomysł, że choć oficjalnie mu odmówiono, to nieoficjalnie jednak zatrudniono, jest absurdalny, bo takie rzeczy są tylko w amerykańskich filmach (albo w Erze), ale na pewno nie w naszych służbach. Zresztą pan Bereszyński wyznał niedawno na łamach "Indeksu", że o pracę w UOP zabiegał bez entuzjazmu i niezbyt usilnie, a ponadto zabiegał o nią głównie dlatego, że i tak nie wierzył, iż go zatrudnią. Jeśli chodzi o Pana pytanie na mój temat: "No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w papierach?", to nie mogło ono być skierowane do mnie. Ja tych papierów nie widziałem (co wyraźnie zaznaczył pan Bereszyński), więc nie mogę wiedzieć, co tam por. Pleban i inni, mówiąc Pana językiem, "narąbali". To wie pan Bereszyński, który te akta czytał. Jeśli zaś chodzi o "zasługi w obalaniu komuny", to jest to pytanie niejasne. Ja walczyłem z nieprawościami tamtego systemu i w tej walce mam ogromne zasługi. Inni walczyli z komuną, której istoty upatrywali w tym, że np. pan Jerzy Urban nie opływał w dostatki w wystarczającym stopniu. Ja akurat tej walki nie prowadziłem, ale niech Pan spyta pana Bereszyńskiego. Może on tak "walczył z komuną". Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Drogi Ubawicielu IP: *.punkt.pl 26.01.09, 08:07 Tak przy okazji - Ani razu nie puściły mi nerwy przy czytaniu Pańskich "wypracowań" (w różnych wątkach). Wprost przeciwnie. Dostarcza mi Pan sporego ubawu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Cieszy mnie to niezmiernie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 11:24 Szanowny Panie Juhasie Cieszy mnie ostatni Pana post. Dla mnie cała aktywność tu na forum to rodzaj zabawy po godzinach. Jest to zabawa o charakterze lekko edukacyjnym (to pewnie takie moje skrzywienie zawodowe). Zabawa z natury rzeczy ma dostarczać radości, a często jakoś wydaje mi się, że niektórzy jej uczestnicy jakby byli niezadowoleni (np. pan Bereszyński). Pana też o to podejrzewałem, ale cieszę się, że niesłusznie. Życzę więc nadal jak najwięcej "ubawu". Postaram się go zapewnić. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Czarny Pąpiotruś IP: *.punkt.pl 27.01.09, 02:20 Juhas się przyznał, że nie jest behemotem. Behemot oświadcza, że nie jest juhasem. Figurant, KO lub TW drąży sprawę ajpików wekslując wątek na manowce. Nie używam wielu nicków z tego samego powodu co TY drogi Piotrze a mianowicie prozaicznego lansu. Piszesz, że juhas i behemot mają takie same ajpiki, że behemot używa wielu nicków no to jednym może byc juhas, a następnie walisz się w piersi, że przecież nie napisałem, że juhas i behemot to ta sama osoba. Nie napisałes tego wprost. Szwankują albo lepiej, zawodzą Cię techniki operacyjne przyswojone na pozimie korespondecji papierowej i łączności telefonicznej ewentualnie radiowej. Początkujący a także wnikliwy użytkownik netu wie, że podany przez Ciebie nr ajpi ma połowa zetłemu. Praca na rzecz literek w wolnej Polsce, dla mnie, to mimo wszystko nie to samo co praca na rzecz literek w PRL. Dla Ciebie to to samo i między innymi tym się różnimy. Ujawnienie przezemnie a nie przyznanie się, jak piszesz - bo przyznanie się nosi znamiona winy - tego faktu nie było wynikiem "zamroczenia" ale zwykłego ludzkiego wkoorwienia, że ktoś mą ciężką pracę dla ojczyzny zrównuje z pracą agenta reżimu obcego państwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura To nie manowce, ale chyba rdzeń całej sprawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.09, 20:50 Szanowny Panie Behemocie Napisał Pan: "Figurant, KO lub TW drąży sprawę ajpików wekslując wątek na manowce". Nie wiem dlaczego Pan to napisał. Ma mnie Pan za pozbawionego rozumu? Niech Pan przeczyta esbeckie akta publikowane tu przez pana Bereszyńskiego, pod kątem oceny mojego rozumu, gdy miałem 19 lat. A chyba nie myśli Pan, że potem z roku na rok głupiałem. Ja całym sercem jestem po Pana stronie i bez zastrzeżeń wierzę w to, co Pan tu do wierzenia podaje. Ale niektóre sprawy nie są kwestią wiary lecz wiedzy. Jak mi Pan napisze, że urodziłem się 7 maja 1950, to wiara nie będzie miała nic do rzeczy. Wiem kiedy się urodziłem więc Pana informację uznam za fałszywą. Nawet w tych sprawach, które są sprawą wiary, istnieje jeszcze rachunek prawdopodobieństwa. Twierdzi Pan, że jeden z IP, wspólnych dla Pana i pana Juhasa, ma pół ZWM. To możliwe, ale jaka była szansa, że dwie różne osoby, korzystające z tego właśnie IP zdecydują się na korzystanie również z drugiego IP i na dodatek znów ze wspólnego? Zapewniam Pana, że szansa była poniżej 10 proc. I ja mam obowiązek wiedzieć, że szanse na to, że Behemot i Juhas to ta sama osoba, przekraczają 90 proc. a szanse na to, że to dwie różne osoby, są mniejsze niż 10 proc. Ja oczywiście wiem też, że szansa na szóstkę w totka to ok. 0,000007 proc., a ludzie wierzą w wygraną i niektórzy nawet wygrywają. Dlatego ja Panu wierzę, że Juhas to kto inny, ale mam świadomość, że jest to wiara w rzecz dość mało prawdopodobną. Pozwolę sobie teraz zwrócić Pana uwagę, na przypadek redaktora Szymańskiego. Nie wiem, kto to jest, ale opisał go tu na forum pan Bereszyński. Redaktor Sz. napisał w 1968 roku do "Trybuny Opolskiej" artykuł na temat majora H. Artykuł był oparty o materiały dostarczone red. Sz. przez służby specjalne PRL i miał na celu skompromitowanie majora H. To jedna z metod pracy służb specjalnych. Czy dziś ABW też posługuje się taką metodą? Trzeba być bardzo naiwnym, by wierzyć, że nie stosuje tej metody. ABW zapewne też ma swoich dyspozycyjnych "publicystów", którzy w razie potrzeby kogoś opluskwią, bądź wprost przeciwnie, kogoś wybielą. Czy ABW na Opolszczyźnie ma takiego człowieka? Myślę że ma. "Publicysta" na usługach ABW powinien być raczej tzw. "niezależnym publicystą", tj. niezwiązanym na stałe z żadną redakcją (chyba są jakieś obostrzenia prawne, które zabraniają dziś werbowania dziennikarzy). Czy mamy na Opolszczyźnie "publicystę", który nie będąc formalnie związany z żadną redakcją, zamieszcza w różnych tytułach swoje teksty oparte o materiały służb specjalnych? Ja śledzę nie tylko "nto" czy opolską "Wyborczą", ale także gazety powiatowe i zauważyłem tylko jedną taką osobę. Jest to pan Bereszyński. Niezależnie więc od faktu, że moje serce jest po stronie pana Bereszyńskiego i ufam mu bezgranicznie, to mam jednak obowiązek przyjąć do wiadomości, że postępowanie pana Bereszyńskiego może wskazywać na to, iż realizuje on zadania przydzielone mu przez ABW. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż ktoś z kręgu dawnych przyjaciół pana Bereszyńskiego przekazał mediom za pośrednictwem pana TK informację, że pan Bereszyński zabiegał o pracę w służbach specjalnych najjaśniejszej III RP. Pan Bereszyński nie zanegował tego. Tłumaczył, że to nie był jego pomysł i on się tylko zgodził zabiegać o tę pracę. Kolejnym znamiennym faktem jest działalność tu na forum pana Andrzeja Szuberta. Pan AS twierdzi, że pan Bereszyński dorabia niektórym byłym agentom SB fikcyjne konspiracyjne życiorysy, robiąc z nich bohaterów podziemia. Jednocześnie oczernia innych, którzy naprawdę walczyli z dawnym systemem. Pan AS przytoczył też maila, którego posłał mu prywatnie pan Bereszyński. Jest on dostępny pod adresem: porozumienie.mojeforum.net/viewtopic.php?t=171 Z treści tego maila wywnioskować można, że pan Bereszyński dość lekce sobie waży prawdę i gotów jest tak manipulować, by na podstawie tych samych materiałów zrobić z kogoś już to bohatera, już to szmaciarza, jak akurat jest to potrzebne. To są nadzwyczaj przydatne kwalifikacje dla "niezależnego publicysty" na usługach służb specjalnych. Wierzyć się nie chce, że służby zrezygnowały z kogoś takiego, zwłaszcza gdy zadeklarował chęć pracy dla nich. Dużo bardziej prawdopodobne wydaje się, że oficjalnie mu odmówiły, a dyskretnie zawarły umowę. Pan się zadeklarował już dwukrotnie, jako pracujący dla ABW. Jeśli pan Bereszyński też pracuje dla ABW, to muszę przyjąć, że to, co dzieje się w tym wątku jest najprawdopodobniej robotą ABW, która ma do mnie chyba jakieś pretensje. Panie Behemocie Mam prośbę. Niech Pan powie swym pryncypałom, że jeśli coś do mnie mają, to zamiast przez swą agenturę robić tu na forum cyrk, mogą się zwyczajnie umówić ze mną na piwo i wyjaśnić, co im leży na wątrobie. W końcu są to legalne służby legalnego państwa i ja nie mam żadnego powodu, by robić im na złość. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski karnawałowe szaleństwa Piotra B. 28.01.09, 23:12 Szanowny Panie Badura, Doprawdy jest pan mistrzem nad mistrze, jeżeli chodzi o sztukę niszczenia własnej wiarygodności. Naprawdę sądzi Pan, że wymyślanie kolejnych insynuacji na mój temat, to najlepszy sposób na uratowanie własnej twarzy? Niestety sprawy mają się dokładnie na odwrót. To najkrótsza droga do tego, by stracić twarz do końca, i obawiam się, że właśnie osiągnął Pan ten pułap. Postępując konsekwentnie w ten sposób pokazał Pan w sposób ostateczny, że nie można uważać Pana za osobę poważną, odpowiedzialną i wiarygodną. Gratuluję niezwykłej konsekwencji w tym autodestrukcyjnym działaniu, ale nie mam chyba powodu, by gratulować Panu końcowego efektu (tj. totalnego ośmieszenia się). Nic dziwnego, że zaczął Pan podpierać się wytworami chorej wyobraźni innego fantasty i mitomana, znanego od lat jako główny bohater kluczborskiej wersji historii o Kargulu i Pawlaku. Pokaż, kto jest dla ciebie autorytetem, a powiem ci, kim jesteś, chciałoby się powiedzieć. Szkopuł w tym, że opierając się na takim "autorytecie", daleko Pan nie zajedzie, bo kłamstwa i manipulacje owego fantasty i mitomana są łatwe do zdemaskowania. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=89936723&a=90494738 Ale to oczywiście nie moje zmartwienie. Jeżeli koniecznie chce Pan kompromitować się również w taki sposób, to proszę bardzo. Rzecz jasna nie zamierzam nikomu – a zwłaszcza Panu, tudzież wspomnianemu "autorytetowi" - udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Poza tym podzielam opinię Behemota, że współpraca z ABW jako legalną służbą niepodległego państwa polskiego nie jest niczym moralnie nagannym (w przeciwieństwie do analogicznych relacji z SB), w związku z czym nie czuję szczególnej potrzeby "oczyszczania" się z tego typu pomówień. Jeżeli konfabulacje na temat moich związków z ABW mają poprawić Panu samopoczucie, to baw się Pan dalej w ten sposób. Miłej zabawy! Żeby jeszcze bardziej poprawić Panu nastrój, podsunę Panu całkiem gratis parę innych konceptów tego typu. Możesz Pan pisać np., że jestem agentem Mossad, bo usprawiedliwiam działania zbrojne Izraela w 1967 r. i potępiam ekscesy antysemickie z 1968 r. Możesz Pan też zaliczyć mnie do agentów wywiadu niemieckiego, bo parę razy zdarzyło mi się pisać życzliwie o Niemcach, za co gromił mnie tutaj niejaki Jasio (kolejny Pański bliźniak duchowy na tym forum, po wspomnianym powyżej "autorytecie" z Kluczborka). Możesz Pan zaliczyć mnie także do agentów CIA, bo już od lat 70. konsekwentnie reprezentuję orientację proamerykańską i popieram naszą obecność militarną w Iraku i Afganistanie. Możesz Pan do woli eksploatować te wątki tematyczne. Mamy jeszcze karnawał, więc baw się Pan na całego. Jak szaleć to szaleć! Uważaj Pan tylko, by nie przeholować z megalomańskimi wyobrażeniami na temat wyjątkowej ważności własnej osoby. Możesz Pan pisać, że jestem agentem ABW, CIA, BND, Mossad, MI6 i co tam jeszcze podsunie Panu Pańska bujna wyobraźnia. Proszę bardzo. Przestrzegałbym jednak, przed nadmiernym rozwijaniem teorii, że wszystkie te służby razem wzięte nie mają ważniejszych zadań na głowie niż prowadzenie skrytej wojny z Piotrem B. i jego "Beczką". To samo dotyczy teorii, że równie interesująca jest dla nich kluczborska wojna Kargula z Pawlakiem z Andrzejem Sz. w roli głównej. Kontynuowanie Pańskiego wysiłku twórczego w tej dziedzinie wprawdzie także gwarantuje ubaw po pachy. Obawiam się jednak, że na dłuższą metę wysiłek ten mógłby mieć opłakane skutki dla Pańskiej psyche. Głupio byłoby na stare lata wylądować w jednym zakładzie zamkniętym z jakimś na ten przykład Napoleonem czy Juliuszem Cezarem. Splendor splendorem, ale zawsze w domu najlepiej. Życząc miłej zabawy i szampańskiego nastroju na resztę karnawału, naprawdę szczerze pozdrawiam. Zdrowia i jeszcze raz zdrowia! Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Czy pamięta Pan inne spotkania z SB? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 00:43 W tym wątku pisze Pan o trzech swoich kontaktach z SB (...) pamiętam, że były trzy moje kontakty z SB we Wrocławiu: 1) Przesłuchanie w dniu 20 stycznia 1973 2) Spotkanie z por. Plebanem w kawiarni przy Placu Kościuszki, którego daty nie pamiętam (dlatego prosiłem pana Bereszyńskiego o informację w sprawie daty na rachunku z tej kawiarni, o ile zachował się w aktach) 3) Spotkanie prywatne z por. Plebanem na jego gorącą prośbę, które odbyło się w miejscu jego zamieszkania w pokoju hotelu Savoy Tymczasem kilka lat temu równiez na forum GW pisał Pan tak: W dniu 19 maja 1974 odbyło się bardzo ciekawe spotkanie COSK, poświęcone "Zaangażowaniu socjalistycznemu w historii Stowarzyszenia PAX". (...) Po tygodniu przysłano mi do Wrocławia referat Piaseckiego (...) Nieco później zostałem przesłuchany przez SB, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Po prostu zgłosił się do mnie jakiś chłopak, który mówił, że interesuje się PAX-em i zastanawia się nad przystąpieniem do niego. Mówił też, że ma paru kolegów, którzy też przystąpiliby do PAX-u, ale chcieliby najpierw coś więcej o nim wiedzieć. Pytał, czy moglibyśmy się spotkać u jednego z nich w mieszkaniu. Zareagowałem entuzjastycznie, bo starałem się budować zaplecze na rzecz walki o demokrację parlamentarną. Poszedłem na spotkanie z nimi. Sprawiali wrażenie inteligentnych i dobrze zorientowanych, co mnie cieszyło. Mówili, że ta demokracja parlamentarna im się bardzo podoba, ale pytali, czy to na pewno jest program PAX-u, czy mój prywastny. Powiedziałem im uczciwie, że myślałem, iż jest to program PAX-u, ale po rozmowie z Piaseckim nie mam pewności. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by walczyć o taki właśnie program PAX-u. Mówili, że się zastanowią i dadzą mi znać, czy przystąpią do PAX- u. Nigdy nie dali znać. Z perspektywy wielu lat doszedłem do przekonania, że byli to ludzie SB, którzy chcieli wybadać, czy prowadzona przeze mnie akcja na rzecz demokracji parlamentarnej (rozsyłałem materiały na temat demokracji parlamentarnej po Polsce do szefów innych WOSK-ów) ma charakter mojego osobistego "wybryku", czy też jest to szersze działanie wewnątrz PAX-u. --- ??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Pyta Pan serio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:27 Szanowny Panie Max Jeśli wdał się Pan w rozmowę z sąsiadem, a on pracował dla SB, lecz Pan o tym nie wiedział, to miał Pan spotkanie z sąsiadem, a nie z SB. Gdyby przyjąć sugerowany przez Pana punkt widzenia, to wszyscy mieli nieustanne kontakty z SB. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max prawie serio o obsesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 02:15 Panie Piotrze, litości... W 1974 roku mógł Pan nie wiedzieć, że młodzi ludzie z którymi się Pan spotyka są z SB, ale 26.01.09 o godz. 13:58 - gdy pisał Pan tutaj o swoich TRZECH kontaktach z SB - to już chyba tak? /Poważnie traktuje Pana własne słowa z 2006 roku: " z perspektywy wielu lat doszedłem do przekonania, że byli to ludzie SB"/ Jeszcze raz zacytuje Pana słowa: "Zdrowy rozsądek nakazuje brać pod uwagę, że niektórzy DZIENNIKARZE mogą na tym forum realizować pewne zadania wyznaczane przez służby specjalne". Hmmmm.... z egzotycznego tercetu 3xB "Behemot-Bereszyński-Badura" zdaje się, że to Pan jest dziennikarzem? :) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski łapaj złodzieja? 29.01.09, 04:19 Tzw. służby chętnie stosują zasadę "łapaj złodzieja". SB często rozpuszczała fałszywe plotki, że dana osoba z grona politycznych przeciwników reżimu jest agentem SB. Tak np. niejaki Piotr Król, TW ps. "Pilny" przez wiele lat szkalował Karola Smoczkiewicza, szefa opolskiej "Solidarności" rzemieślniczej jako rzekomego agenta SB. Był tak konsekwentny i sugestywny w tych działaniach, że tylko nieliczni nie dawali mu wiary. Dopiero po wielu latach wyszło na jaw, że prawdziwym agentem SB był sam Piotr Król. wyborcza.pl/1,75480,5878843,Krol_i_Smok.html W 1989 r. jeden z kluczborskich esbeków puścił w obieg informację, że agentem SB jest Wojciech Gilewicz, ówczesny szef miejscowej "Solidarności". Faktycznie Gilewicz tylko pozorował współpracę, co SB zauważyła już kilka lat wcześniej. Znaleźli się jednak nawiedzeni amatorzy sensacji, którzy tę esbecką "rewelację" z 1989 r. powtarzają jak mantrę po dziś dzień (także na tym forum), nie patrząc na to, co wynika z dokumentów. UOP rekrutował się głównie z byłych esbeków. Nielicznych opozycjonistów, jacy tam trafili, szybko wycięto przy kolejnych reorganizacjach i zmianach kierownictwa. ABW wyrosła z UOP. Tylko ktoś bardzo naiwny mógłby myśleć, że nie przejęto także części byłych kontaktów zewnętrznych SB: agentury i osób luźniej powiązanych z "aparatem". Na pewno też przejęto wiele technik i sposobów działania. Dlatego, wiedząc, jak działała SB ze swoją agenturą, wcale bym się nie zdziwił, gdyby jakiś TW, KO czy inna osoba pozostająca niegdyś "na kontakcie" SB, a mająca obecnie nadal potajemne relacje ze "służbami", robiła dzisiaj to samo, co robiono w czasach PRL. Np. w ramach działań dezinformacyjnych pomawiała o rzekomą współpracę ze "służbami" kogoś, kto był i jest przez "służby" źle postrzegany, bo ujawnia jakieś tajemnice sprzed lat itp. Taka działalność dezinformacyjna - na zasadzie "łapaj złodzieja" - to jednocześnie znakomity kamuflarz dla prawdziwych agentów danej służby. Oczywiście są to wyłącznie czysto teoretyczne dywagacje na marginesie tego, co napisał Max. Nikogo konkretnego o nic takiego nie podejrzewam. W przeciwieństwie do Piotra B., nie chcę też demonizować ABW, będącej ważnym i niezbędnym elementem naszej niepodległej państwowości. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 29.01.09, 00:47 Szanowny Panie Badura, Jest Pan nieuczciwy nie tylko w swoich własnych insynuacjach na mój temat, ale nawet w tym, jak wykorzystuje Pan cudze insynuacje. Andrzej Sz. wymyślił i napisał wiele bardzo niesprawiedliwych opinii na mój temat, ale nawet on, przy całym swoim zaślepieniu i zacietrzewieniu, nigdy nie posunął się do insynuacji, że w swoich opracowaniach historycznych oczerniam ludzi, "którzy naprawdę walczyli z dawnym systemem". Zarzucał mi co najwyżej rzekome umniejszanie czyichś zasług (głównie jego własnych i jego żony, co zresztą jest kompletną bzdurą, bo o zasługach tych napisałem już aż za dużo). No i oczywiście rzekome wybielanie niektórych osób (to jego stały zarzut pod moim adresem). Nigdy jednak nie ośmielił się napisać, że kogoś oczerniłem (bardzo ciężko byłoby coś takiego udowodnić). To Pan sam, z własnej inicjatywy, przypisał mu tego typu opinie, by mocniej ugodzić w moją osobę. Bardzo nieładnie jest uciekać się do tego typu manipulacji. Oczywiście odbieram to jako kolejny dowód braku dobrej woli z Pana strony. Spodziewam się, że wskaże Pan, gdzie konkretnie została sformułowana opinia na temat rzekomego oczerniania przeze mnie prawdziwych bojowników z reżimem. Ewentualnie odwoła Pan swoje oszczerstwo w tej materii. Tę akurat wypowiedź proszę potraktować całkiem serio (bo czasem sobie żartujemy). Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max nie jestem Z.B. n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 00:55 ... to tak na wszelki wypadek, gdyby Pan Piotr miał takie podejrzenia. Zresztą, od czego ma informatyków w "Beczce" Jeszcze jeden cytat "z Badury" sprzed lat: "Zdrowy rozsądek nakazuje brać pod uwagę, że niektórzy dziennikarze mogą na tym forum realizować pewne zadania wyznaczane przez służby specjalne". Cóż, stare obsesje nie rdzewieją :) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: nie jestem Z.B. n/t 29.01.09, 01:09 Tylko dlaczego to nazywa się akurat "zdrowy rozsądek"? Przy okazji potwierdzam, że Max nie jest mną czyli Z.B. (żeby informatykom z "Beczki" nie trzeba było płacić godzin nadliczbowych). Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Dlaczego obsesja? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:22 Szanowny Panie Max Przecież pan Behemot dwukrotnie tu na forum oświadczył, że pracuje dla ABW, a pan Bereszyński w "Indeksie" potwierdził, że starał się o pracę w służbach specjalnych. Dlaczego więc uważa Pan, że pogląd, iż trzeba brać pod uwagę taką ewentualność, to obsesja? Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura No nie mogę teraz odpowiedzieć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:15 Szanowny Panie Bereszyński Zadał mi Pan pytanie z pogróżką. Nie mogę więc odpowiedzieć, bo wyglądałoby, że przejąłem się pogróżką. Musi Pan sobie teraz odpowiedzieć sam. Nie trzeba było używać pogróżek. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski zaczął pan wierzyć w baboki? 29.01.09, 03:19 Szanowny Panie Badura, O jakie pytanie z pogróżką Panu chodzi, bo ja takiego nie mogę tu znaleźć? Jaka pogróżka? Nie przesadza Pan aby z tą podejrzliwością? Próbuje Pan od czegoś się wykręcić, a ja nawet nie wiem od czego, bo niczego od Pana ostatnio nie oczekiwałem. Nie czekałem na żadną odpowiedź. Najwyraźniej coś się Panu pomyliło. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: zaczął pan wierzyć w baboki? 29.01.09, 03:27 W końcu zrozumiałem, o co Panu chodzi (trochę pogubiłem się w tym gąszczu wpisów). Ale to nie było żadne pytanie z pogróżką. Niczym Panu nie groziłem. Oczekiwałem uczciwego sprostowania, to wszystko, podkreśląjąc, że tę akurat sprawę traktuję poważnie, w przeciwieństwie do Pańskich konfabulacji na temat ABW. Czy dla Pana poważne traktowanie sprawy i pogróżki to jedno i to samo? Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Ja piszę w oparciu o Pana teksty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:05 Szanowny Panie Bereszyński Ja nie podpieram się tekstami pana Andrzeja Szuberta, ale Pana tekstami. Na stronie internetowej porozumienie.mojeforum.net/viewtopic.php?t=171 pan Andrzej Szubert opublikował treść maila, który od Pana otrzymał. Brzmi on tak: Dnia 23 listopada 2008 10:22 Zbigniew Bereszyński <zbereszynski@wp.pl> napisał(a): "Chcesz wojny, skur....nu? (wykropkowanie moje - Pb) Będziesz miał wojnę. Pisząc o kluczborskiej "Solidarności" wyidealizowałem twój wizerunek, pomijając wiele wstydliwych faktów na twój temat. Pominąłem wszystko, co mogłoby ciebie kompromitować lub ośmieszać. Pisałem tylko to, co mogłoby dobrze o tobie świadczyć. To samo dotyczy twojej żony. Nie napisałem wszystkiego na wasz temat, choć mogłem. Napisałem wam piękne życiorysy, wyprane ze wszystkich brudów. Zrobiłem tak, bo nie jestem świnią i nie lubię grzebać się w brudach. Ale koniec z tym. Chcecie wojny, będziecie mieć wojnę. Napiszę całą prawdę na wasz temat, a na twój temat w szczególności. A jest o czym pisać! Wszystko na podstawie dokumentów. To będzie twój koniec, szmaciarzu! Byłeś, jesteś i będziesz zerem, panie Nikt Znikąd. Ja napisałem ci super-życiorys i to był mój wielki błąd. Teraz ludzie poznają całą prawdę na twój temat, gnojku." Jeśli ja cokolwiek rozumiem, to z tego maila wynika, że napisał Pan panu Andrzejowi Szubertowi i jego żonie Bożenie (z domu Kawka) piękne życiorysy, ale ponieważ okazali się względem Pana niewdzięczni, to teraz, korzystając z tych samych dokumentów, napisze Pan, że są szmaciarzami, gnojkami i zerami o brudnych życiorysach. Taka deklaracja pozwala mi zrozumieć, dlaczego, choć ja mam wręcz kryształowy życiorys, Pan uważa, że jest go w stanie przedstawić tu na forum jako brudny. Skorzystałem też z drugiego Pana tekstu. W piśmie Uniwersytetu Opolskiego "Indeks" z września-października 2008 napisał Pan m.in.: "To nie ja wpadłem na pomysł zgłoszenia się do pracy w UOP i nie ja usilnie o to zabiegałem. Była to inicjatywa Wiesława Uklei". W tej wypowiedzi potwierdził Pan, że starał się o pracę w służbach specjalnych, ale wskazał na pana Wiesława Ukleję jako tego, który Pana namówił. Dla mnie jednak istotny jest fakt, że chciał się Pan zatrudnić w Urzędzie Ochrony Państwa. Oczywiście ze zrozumieniem przyjmuję Pana wyjaśnienia, że podobnie jak pan Behemot, który ujawnił tu fakt swej pracy dla ABW, Pan też kieruje się patriotyzmem i uważa, że współpraca z ABW nie przynosi najmniejszej ujmy. Nie było zresztą potrzeby, żeby mi Pan to pisał, bo ja od zawsze twierdzę, że praca dla legalnych służb specjalnych legalnego państwa nikomu nie przynosi ujmy. To tylko wymaga pewnych predyspozycji, a Pan akurat je ma. Jeśli chodzi o napięte relacje "Beczka" - ABW, to niech się Pan tym nie zajmuje. Pan ma swoje zadania i proszę je sumiennie wykonywać. Proszę nie zajmować się sprawami, które zdecydowanie Pana przerastają. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski to nie jest wątek na mój temat 29.01.09, 02:24 Szanowny Panie Badura, Znowu typowe dla Pana odwracanie kota ogonem. Przypisał Pan konkretną opinię Andrzejowi Sz. Teraz pisze Pan, że to opinia wysnuta z treści mojego e-mailu do A. Sz., a więc Pańska własna opinia. Uczciwy człowiek przeprosiłby za nieporozumienie, a Pan, jak zwykle, mataczy. Nieładnie. To jedna z Pańskich manipulacji. Druga polega wyrwaniu przytoczonej przez Pana treści e-mailu z określonego kontekstu sytuacyjnego. „Zapomniał” Pan wspomnieć, że była to moja reakcja na bezczelną próbę szantażu ze strony A. Sz. Reakcja, przyznaję, nazbyt emocjonalna, ale psychologicznie uzasadniona zaistniałą sytuacją. Ignorowanie tego kontekstu, to ewidentna manipulacja z Pańskiej strony. Do tego dorzuca Pan insynuacje na temat rzekomego manipulowania przeze mnie informacjami na temat Szubertów. Są to wyłącznie złośliwe insynuacje, bo – jak dotąd - nigdy w żadnym ze swoich tekstów historycznych nie pisałem źle o Szubertach. Generalnie jestem życzliwie usposobiony do ludzi i w każdym staram się widzieć przede wszystkim dobre strony. O tym, co złe i niegodne, piszę w ostateczności. Dlatego nawet teraz, po wielu miesiącach permanentnego szkalowania mnie przez A. Sz., w tekstach historycznych umieszczonych na mojej prywatnej stronie internetowej nie znajdzie Pan jednej negatywnej opinii na temat A. Sz. i jego żony. www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_9.htm Ja nie manipuluję historią dla doraźnych potrzeb ani z pobudek osobistych. Staram się być sprawiedliwy nawet wobec ludzi, którzy wyrządzili mi wiele zła. Złe opinie na temat A. Sz., jego kłótliwości, pieniactwa itp. były mi znane od dawna. Traktowałem je jednak ze sporym dystansem, wychodząc z założenia, że ludzie głoszący te opinie mogą przesadzać. Dlatego nie powoływałem się na nie pisząc swoje opracowanie na temat kluczborskiej „Solidarności” (skrócona wersja w publikacji książkowej „Opolskie drogi do niepodległości”). Doszło nawet do tego, że – w dobrej wierze, czy raczej w swojej naiwności – próbowałem polemizować z tymi opiniami na łamach prasy (w „Kulisach Powiatu”). Niestety przyszedł czas, że sam na własnej skórze przekonałem się, że opinie te były niestety zasadne. Sam przed sobą musiałem przyznać się do tego, że nie znałem dobrze A. Sz. (pamiętałem go osobiście tylko z okresu internowania). Byłem zdumiony, gdy w końcu poznałem jego prawdziwe oblicze. Doświadczenia te kazały mi przyznać słuszność osobom, które mówiły o jego destrukcyjnej roli wśród kluczborskich działaczy „Solidarności”. Z perspektywy tych doświadczeń widzę, że jego rola w tym środowisku była przeze mnie przedstawiana w sposób nazbyt jednostronny, wyidealizowany. Oczywiście przy ponownym opracowywaniu spraw kluczborskich muszę jakoś te doświadczenia uwzględniać. Nie mogę na siłę utrzymywać obrazu, o którym wiem już, że był nazbyt jednostronny. To nie są żadne „manipulacje”, ale naturalna konsekwencja poszerzania zasobu wiedzy i doświadczeń. Po prostu jestem mądrzejszy o dwa lata doświadczeń i grzebania w archiwach. Tylko człowiek umysłowo ograniczony nie rewiduje swoich opinii i ocen, bez względu na obiektywną wymowę faktów. Musi Pan czuć się ostatnio bardzo osamotniony i niepewny siebie, skoro tak usilnie stara się Pan wciągnąć A. Sz. do polemiki między nami. Dwoi się Pan i troi, żeby zrobić z niego swojego sojusznika w walce ze mną. Odpowiadając pozytywnie na te zabiegi z Pana strony, A. Sz. musiałby jednak rozstać się ze starannie wypielęgnowanym wizerunkiem nieprzejednanego wroga osób, mających za sobą dwuznaczne relacje z SB. Cały jego „image” medialny mógłby się od tego rozsypać w proch i pył. Przypuszczam, że A. Sz. chętnie skorzystałby z okazji do „przyłożenia” mi, ale w tym wypadku cena (prestiżowa) mogłaby być dla niego zbyt wysoka. Ale to oczywiście nie moje zmartwienie. Jest zasadnicza różnica między chęcią pracy w UOP, a zgodą na przeprowadzenie pewnego testu politycznego. Ja nasze kandydatury do UOP traktowałem w kategoriach testu, z góry przewidując, jaki będzie wynik. Chodziło o to, by ówczesne władze państwowe nie mogły zasłaniać się argumentem, że nie było innych kandydatur niż z grona byłych esbeków. Jeżeli postanowią zatrudnić esbeków, niech będzie jasne, że tak chciały, a nie że nie miały alternatywy. O taki test mi chodziło i dlatego zgodziłem się na przedłożenie mojej kandydatury. Nie czyniłem żadnych zabiegów w tym kierunku, a chęcią pracy w UOP pałał kto inny. Wyjaśniłem te sprawy publicznie już jakiś czas temu. Mimo to uparcie pisze Pan o rzekomych zabiegach i rzekomej chęci z mojej strony. Bardzo to nieuczciwe z Pana strony, ale teraz rozumiem już, o co Panu chodzi (co nie znaczy, że usprawiedliwiam Pańskie postępowanie). Jeśli chodzi o „zadania”, jakie sobie stawiam czy realizuję, to nie Pan będzie decydował o ich zakresie. Niech Pan lepiej pilnuje własnych spraw i swojej „Beczki”. Z tego, co Pan tu wypisuje, wnioskuję, że zrozumienie istotnego sensu owych „zadań” przerasta Pańskie możliwości percepcyjne. Zanadto jest Pan uwikłany w swoją własną, spiskową wizję świata, z której ja mogę się tylko śmiać. To takie Pańskie prywatne aprioryczne formy postrzegania rzeczywistości (trochę jak u Kanta), poza które nie potrafi Pan wyjść. Niech Pan pozostanie przy swoich wizjach i nie przejmuje się zanadto moją osobą. Ten wątek nie jest o mnie, tylko o Panu. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 29.01.09, 10:26 Pisząc o kluczborskiej wersji wojny Kargula z Pawlakiem, muszę dodać, że wersja ta ma pewną znamienną osobliwość. Taką mianowicie, że Kargul i Pawlak grają w tym wypadku w jednej drużynie. Tylko jedna z stron miejscowego konfliktu reprezentuje zajadłość, zawziętość i czupurność charakterystyczną dla K&P. Nie dodając tego zastrzeżenia, wyrządziłbym krzywdę drugiej stronie konfliktu, która reprezentuje zupełnie inną postawę. Koniec dygresji. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Strasznie się Pan gubi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 20:33 Szanowny Panie Bereszyński Napisał Pan: 1) "Ten wątek nie jest o mnie, tylko o Panu". Nie mogę się z tym zgodzić. Ten wątek zakładałem z myślą, że będzie on poświęcony różnym opiniom, wprawdzie powszechnie obowiązującym, ale fałszywym (proszę to sobie sprawdzić u początku wątku). Pan wkroczył tu ze swoimi sprawami, w sposób mało elegancki. Nie mam o to pretensji, ale dlaczego uważa Pan, że można mnie zmusić do przyjęcia narzucanej przez Pana zmiany tematu wątku? 2) "usilnie stara się Pan wciągnąć A. Sz. do polemiki między nami. Dwoi się Pan i troi, żeby zrobić z niego swojego sojusznika w walce ze mną". Kula w płot. Gdyby pan AS zaczął współdziałać ze mną, to i on, i ja stracilibyśmy. Pan by zyskał. Przecież AS ma odmienne ode mnie poglądy. Gdybyśmy współdziałali, to wzajemnie ograniczalibyśmy się. Ja musiałbym uważać, by nie wchodzić panu AS w szkodę, a on musiałby pilnować się, by mi nie mieszać szyków. Po co nam to? Pan AS świetnie sobie z Panem radzi. Ja też. I tak jest dobrze. A może to była tak przewrotna próba z Pana strony, by zasugerować nam szkodliwe dla nas obu współdziałanie? Niech Pan to sobie wybije z głowy. Nawet gdyby pan AS na to poszedł, a nie podejrzewam go o to, to ja z pewnością nie pójdę. 3) "Ja nie manipuluję historią dla doraźnych potrzeb ani z pobudek osobistych. Staram się być sprawiedliwy nawet wobec ludzi, którzy wyrządzili mi wiele zła". Trzeba jednak być tupeciarzem, żeby po tylu nieprawdach i manipulacjach na mój temat, których się Pan w tym wątku dopuścił, napisać coś takiego. 4) "Jeśli chodzi o „zadania”, jakie sobie stawiam czy realizuję, to nie Pan będzie decydował o ich zakresie". No oczywiście, że nie ja. To przecież zdecydowanie kto inny decyduje. Jak Pan doszedł do poglądu, że to ja przydzielam Panu zadania? Że niby ja jestem w ABW? Tak to mam rozumieć? Przecież to nie ja zabiegałem o pracę w służbach specjalnych. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski to Pan jest w pułapce 29.01.09, 21:20 Szanowny Panie Badura, To Pan wymyśla wciąż nowe insynuacje na mój temat, czego najlepszym przykładem są Pańskie najnowsze wpisy w tym wątku, i Pan ma czelność pomawiać mnie o rzekome pisanie nieprawdy i manipulacje? To Pan jest prawdziwym tupeciarzem. Nie wymyśliłem ani jednego faktu na temat Pańskiego życiorysu. Ja tylko przytaczam treść zachowanych dokumentów, niczego do nich od siebie nie dodając ani też niczego istotnego z nich nie ujmąjąc. Wszystko jest do sprawdzenia w IPN. Ale Pan niczego sprawdzać nie chce, bo po co? Przecież Pan doskonale wie, że piszę prawdę. I właśnie dlatego będzie Pan do upadłego twierdzić, że dokumenty są "fałszywkami", a a ja nimi manipuluję. Coż innego Panu pozostało? Obaliłem wszystkie Pańskie "dowody" rzekomych manipulacji z mojej strony. Wykazałem czarno na białym, że to Pan mija się z prawdą, a Pańskie "wyjaśnienia" nie trzymają się tzw. kupy. Cóż Panu pozostało? Klepanie jednej i tej samej mantry, że ja manipuluję, a dokumenty są wytworem konfabulacji. Może ludzie się do tej mantry przyzwyczają i zaczną traktować ją poważnie? Będzie Pan wymyślać kolejne insynuacje na mój temat, byle tylko odwracać uwagę od swoich własnych problemów z przeszłością. Wiadomo, że najlepszą obroną jest atak. Tylko, żeby skutecznie atakować, trzeba mieć w ręku mocne zarzuty, a Pan ma guzik z pętelką. Dlatego atakuje mnie Pan przy użyciu insynuacji, co jest działaniem głupim i samobójczym. W ten sposób szkodzi Pan tylko samemu sobie, podkopując swoją wiarygodność w innych kwestiach. Im większą bzdurę na mój temat Pan wymyśli, tym większy uszczerbek przyniesie to Pańskiej własnej reputacji. Pańskim problemem nr 1 jest niezdolność do uczciwego rozliczenia się z własną przeszłością. Nie potrafi Pan uczciwie przyznać się do błędów i grzechów młodości. Dlatego popełnia Pan nowe błędy, które pogrążają Pana do reszty. Postępując w ten sposób wpakował się Pan w pułapkę bez wyjścia. Rzeczywiście znakomicie sobie Pan radzi... Tylko tak dalej - jak flemingi do morza... Piszę to bez żadnej złośliwej sytuacji. Potrafię wczuć się w Pański stan ducha i naprawdę szczerze Panu współczuję. Jeszcze wczoraj nieźle mnie Pan ubawił. Ale dzisiaj piszę o tym wszystkim ze smutkiem. Żal mi Pana. Naprawdę. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski errata II 29.01.09, 23:07 Jeszcze jeden błąd w tekście. Miało być: Bez żadnej złośliwej satysfakcji. Im więcej się pisze, tym łatwiej popełnić błąd. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Jest pan podejrzanie gorliwym obrońcą SB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 00:36 Szanowny Panie Bereszyński W chwili szczerości, wywołanej, jak by to napisał pan Behemot, wkoorwieniem, posłał Pan Andrzejowi Szubertowi maila, w którym był Pan szczery do bólu. Treść tego maila ujawniono na stronie internetowej Porozumienia Organizacji Niepodległościowych. Jest on dostępny pod adresem: porozumienie.mojeforum.net/viewtopic.php?t=171 Do tego maila swój komentarz dopisał Zarząd Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej w składzie: Jerzy Łysiak, Wiesław Ukleja i Antoni Klusik. Napisali oni: "W odpowiedzi na pytania postawione mu przez Andrzeja Szuberta na forum PON wylewa pod adresem jego i innych osób inwektywy, które skrajną formę przybrały w liście prywatnym. Jego metodologię "naukową" oraz instrumentalne posługiwanie się historią najdobitniej charakteryzuje właśnie to, co prywatnie myśli i jak naprawdę działa. Przedstawił to w udostępnionym nam liście internetowym skierowanym do swojego adwersarza Andrzeja Szuberta. Korespondencję tę przytaczamy w całości. (...) Tę wyjątkowo wulgarną i cyniczną wypowiedź umieszczamy, aby każdy czytelnik mógł sobie sam wyciągnąć wnioski co do kwalifikacji Zbigniewa Bereszyńskiego do prowadzenia badań historycznych, gdzie tak ważny jest obiektywizm i osobisty dystans do przedmiotu badań. Wnioskujemy, by strony internetowej PON nie zapełniać "twórczością" tej osoby, bowiem niepotrzebnie przenosi ona personalne rozgrywki i swoje osobiste frustracje na to forum". Ja mógłbym oczywiście uznać, że Jerzy Łysiak, Wiesław Ukleja, Antoni Klusik, Andrzej Szubert, Tadeusz Kasprowicz i wielu innych, także tych, których znam osobiście, to jacyś durnie, którzy się Pana czepiają bez żadnej przyczyny. Jest jednak powód, dla którego nie mogę tak uznać. Ja znam swój życiorys i wiem jak wyglądały moje sprawy z SB. Wiem zatem, że to, co Pan tu wypisuje, to są nieprawdy i insynuacje. Nikt inny tego nie może wiedzieć. Może wierzyć Panu lub mnie. Dla mnie jednego nie jest to sprawa wiary, bo ja wiem jak było. Moja pewność siebie płynie właśnie z tego, że ja wiem jak było. Pan stosuje dwie miarki. Gdy dowodzę Panu w sposób niezbity, że por. Pleban umieścił w swej relacji z rzekomej rozmowy ze mną absolutnie fałszywą informację, to Pan pisze: "Por. Pleban mógł przekręcić tę czy inną informację. Pisał przecież swoje notatki po odbytych spotkaniach, bazując na swojej pamięci, a ta bywa zawodna". Bardzo jest Pan życzliwy por. Plebanowi. Aż dziw bierze, jak strasznie życzliwy. Już po paru godzinach od rozmowy por. Pleban miał prawo nie pamiętać szczegółów i tylko z tego powodu pisał oczywistą nieprawdę. W moim przypadku nie ma u Pana nawet cienia tej życzliwości. Ode mnie żąda Pan, bym po 35 latach umiał drobiazgowo odtworzyć każdy szczegół, bo jak gdzieś jakiś szczegół się nie zgodzi, to ani chybi ze strachu kłamię. Nawet jednak tak skrajnie nierówna miarka nic Panu nie daje, bo nie potrafi Pan złapać mnie na żadnej nieprawdzie. I co Pan w tej sytuacji robi? Gdy ja piszę "Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973 rozmawiał ze mną w PAX-ie" to Pan stwierdza, że kłamię, bo ma Pan dowód, że musiał ze mną rozmawiać w tym czasie. Zwracam Panu uwagę, że przecież pisałem, iż dopuszczam taką możliwość, a Pan nadal, że w takim razie kłamię, bo Pan ma dowód, że musiał ze mną rozmawiać. Jak ja mam to rozumieć? Przecież nie jest Pan przygłupem kompletnie nierozumiejącym języka polskiego. Czy zostaje mi coś innego, ponad przyjęcie, że ma Pan przydzielone zadanie, by wykazać, że jestem niewiarygodny, a gdy się to Panu w żaden sposób nie udaje, to gotów jest Pan udawać osła, byle tylko pokazać przełożonym, że się Pan wywiązuje ze zlecenia. Nie wiem dlaczego wymienieni przeze mnie opolscy działacze nie biorą pod uwagę wprost narzucającej się hipotezy, że pracuje Pan dla ABW i na jej polecenia jednych Pan oczernia a innych wybiela. Fakt że zabiegał Pan o pracę w służbach specjalnych III RP utwierdza mnie w takim przekonaniu. Podejrzewam, że były na Pana haki, Pan o tym wiedział i starał się Pan zabezpieczyć. Dlatego deklarował Pan chęć współpracy z nowymi służbami. Współczuję Panu, jeśli tak jest, ale na mojej sprawie niestety Pan polegnie. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Jest pan podejrzanie gorliwym obrońcą SB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 01:28 Z uporem maniaka wkleja pan tu linki do niesławnego (co przyznaje sam autor) listu Bereszyńskiego do Szuberta, z lubością i satysfakcją cytuje pan nieprzychylny i napastliwy komentarz OSPN do tego listu a jednoczesnie całkowicie ignoruje pan obszerne i wnikliwe wyjasnienia Bereszynskiego odnosnie do tych kwestii zamieszczone pod tym samym adresem internetowym (a takze w tym wątku). Czy to jest uczciwe i obiektywne? Nie wydaje mi się, aby ktokolwiek rozsądny wymagał od pana pamietania (ze szczegółami) wydarzeń sprzed 35 lat. Ale mam wrazenie, ze pana pamiec jest dosć wybiórcza i selektywna: "przypomina" pan sobie pewne wydarzenia, komentuje je lub im zaprzecza dopiero po tym, jak ujawni je Bereszyński. Przy czym asekuruje się pan: "Rzekome spotkanie 19 lutego 1973 nie bardzo mi pasuje do spotkania wspomnianego w punkcie 2" "skłaniam się raczej do poglądu, że RZEKOMA rozmowa por. Plebana ze mną w dniu 19 lutego 1973 to jednak ZMYŚLENIE" - po czym szczegółowo uzasadnia pan ten swój pogląd i "konfabulacje" por.Plebana aby jednak nie być posądzonym o kłamstwo dodaje pan dla osłody: "Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973 rozmawiał ze mną w PAX-ie" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Dziwnie gorliwie wspiera Pan pana Bereszyńskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 12:23 Szanowny Panie Maksie Podejrzana jest dla mnie gorliwość z jaką wspiera Pan tutaj pana Bereszyńskiego. Z powodu tych podejrzeń przestałem reagować na Pana posty. Na ten jednak odpowiem, bo i tak musiałbym to napisać, więc może być do Pana. Na początku dopuszczałem możliwość, że pan Bereszyński pisze tu nieprawdę wskutek niewiedzy. Teraz jednak wydaje mi się, że są to świadome kłamstwa. Podam jeden przykład: W moim poście "Nie czyta Pan ze zrozumieniem - dowód" z 26.01.09, godz. 21:23 napisałem: "Ja dziś jeszcze mam trzy egzemplarze (przebitka)". Chodziło o pismo zgłaszające TH skierowane do WSW PDRN Wrocław Krzyki. Pan Bereszyński, w swej odpowiedzi "jeszcze może Pan zawrócić z błędnej drogi" z 26.01.09, godz. 23:37 napisał: "Nie będę spierać się o to, jaką dokładnie liczbę egzemplarzy wykonano. Kwestia ta nie ma większego znaczenia. Ważne jest tylko to, że – jak wszystko na to wskazuje - jeden egzemplarz był od początku przeznaczony dla por. Plebana (w tym sensie był to egzemplarz dodatkowy w stosunku do potrzeb organizacyjnych TH). O to chodziło mi we wcześniejszym wpisie i to samo twierdzę również w tym miejscu." Panu Bereszyńskiemu potrzebne jest stwierdzenie, że wykonano jeden dodatkowy egzemplarz pisma zgłoszeniowego ponad potrzeby organizacyjne TH, bo wyłącznie na tym "dowodzie" opiera swą insynuację, iż ten dodatkowy egzemplarz musiał być z góry przeznaczony dla SB. Ponieważ fakt, że ja dziś jeszcze mam trzy kopie tego pisma przeczy tej insynuacji, więc pan Bereszyński ten fakt ignoruje. Dlatego uważam, że w przytoczonym wyżej poście pan Bereszyński świadomie mija się z prawdą, czyli kłamie. Jeśli pan Bereszyński kłamie, to robi to z jakiegoś powodu. Najprawdopodobniej kłamie, bo musi, bo takie dostał zadanie. A może uważa Pan, że mam uwierzyć, iż pan Bereszyński kłamie, rzucając tu na mnie oszczerstwa, ot tak sobie z nudów. To jest akurat bardzo mało prawdopodobne. W sprawie zgłoszenia przez pana Bereszyńskigo gotowości do pracy w służbach specjalnych III RP nadzwyczaj ochoczo przyjmuje Pan jego wyjaśnienia. Przecież one są tak naiwne, że głowa boli. Nie zauważa Pan, że pan Bereszyński dla ratowania skóry brnąć musi teraz w swoistą schizofrenię. Z jednej strony musi bronić poglądu, że ABW to zupełnie co innego niż dawne SB, a z drugiej strony musi bronić poglądu, że ABW to praktycznie dawne SB. Tak właśnie wygląda brnięcie w kłamstwa. Normalny człowiek uważa za rzecz oczywistą, że po 35 latach nie pamięta się często istotnych spraw, nie mówiąc już o szczególikach. Zupełnie inaczej jest w przypadku ludzi z mentalnością śledczego z dawnego UB. Z opowiadań starszych ludzi wiem, że w pierwszej połowie lat 50. trzeba było często wykuć na pamięć swój życiorys, bo ludzi nieustannie sprawdzano. Sprawdzający, dysponując jakąś starszą wersją życiorysu, pisaną np. w 1949, kazali np. w 1953 pisać życiorys ponownie i porównywali, czy wszystkie szczegóły są zgodne. Gdy trafili na najmniejszą różnicę, to była to podstawa do oskarżenia o kłamstwo. Jednocześnie ci śledczy byli bardzo tolerancyjni, jeśli chodzi o ich własne nieścisłości. Pan Bereszyński też jest bardzo tolerancyjny dla por. Plebana. Dopuszcza, że już po paru godzinach pamięć tak go zawodzi, iż myli on podstawowe fakty. Ode mnie oczekuje, bym po 35 latach miał absolutną pewność nawet w kwestii trzeciorzędnych szczegółów. Pan też, podobnie jak pan Bereszyński, prezentuje tutaj taką właśnie mentalność śledczego UB. Gdy ja piszę, że być może spotkałem się osobiście w okolicy 19 lutego 1973 z por. Plebanem, a może tylko rozmawiałem z nim przez telefon, to Pan twierdzi, że ja się asekuruję, czyli w domyśle kłamię i się zabezpieczam. No przecież nie jest możliwe, bym po prawie 36 latach tego nie pamiętał. Otóż to jest nie tylko możliwe, ale pewne. Dla mnie ktoś, kto po 35 latach pamiętałby takie szczególiki, byłby podejrzany. Normalny człowiek tak długo nie przechowuje w pamięci nieistotnych szczegółów. Normalny człowiek nie oczekuje też od drugiego, że będzie takie rzeczy pamiętał. Ubecki śledczy oczywiście oczekiwał. Fakt że Pan i pan Bereszyński macie taką właśnie dziwną mentalność jest moim zdaniem znamienny. Znamienna jest też Pana łatwość do posługiwania się tu na forum oszczerstwami (to też ma Pan wspólne z panem Bereszyńskim). Jak Pan mógł napisać: "mam wrażenie, że pana pamięć jest dość wybiórcza i selektywna: "przypomina" pan sobie pewne wydarzenia, komentuje je lub im zaprzecza dopiero po tym, jak ujawni je Bereszyński." Przecież ja tu ujawniłem wiele faktów i przytoczyłem treść wielu dokumentów, o których pan Bereszyński nie miał pojęcia. Podam tylko jeden przykład: Pan Bereszyński snuł tutaj przypuszczenia, że bardzo podejrzane okoliczności wyeliminowania mnie z prezydium komisji zakładowej NSZZ Solidarność (wskazujące wyraźnie na robotę agenta SB) mogły być spowodowane tym, że z Wrocławia do Opola dotarła informacja, iż przed laty byłem tam przesłuchiwany przez SB. Ja ujawniłem dwa twarde dowody. Po pierwsze komunikat, z którego jasno wynikało, że w drugiej połowie lutego 1981 byłem najbardziej stabilnym kandydatem na przewodniczącego komisji zakładowej, a po drugie, dokument dowodzący, że w tej samej drugiej połowie lutego 1981 SB podjęła desperacką próbę powstrzymania mnie od angażowania się w Solidarność, świadomie płacąc za tę próbę dekonspiracją swego TW. Nie sądzę, by SB łatwo przychodziło dekonspirowanie swych TW. Musiało im nadzwyczaj zależeć. Co zrobił pan Bereszyński po ujawnieniu przeze mnie tych dowodów? Nic nie zrobił. Nie napisał: "Snułem krzywdzące pana przypuszczenia i przepraszam za to". Można i tak, ale jest zasada: "Jak piszesz, tak będzie ci odpisane". Warto o niej pamiętać. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Mniej jadu, więcej logiki, Panie Badura! 30.01.09, 20:36 Szanowny Panie Badura, I znowu w tym, co Pan napisał, więcej jest bezsilnej złości niż logiki. To, że zostały Panu do dziś trzy kopie przebitkowe zgłoszenia rejestracyjnego TH, nie jest żadnym dowodem na to, że jedna z takich (takich, powtarzam, a nie tych konkretnie!) kopii nie była od początku przeznaczona dla ppor. Plebana. Wykonując w lutym 1973 r. określoną ilość (mniejsza o to, jaką dokładnie) kopii zakładał Pan, że będą one potrzebne w związku z planowaną działalnością TH. Mam też podstawy, by przypuszczać, że niezależnie od tego od początku planował Pan przekazanie jednej kopii ppor. Plebanowi, co faktycznie nastąpiło w dniu 19 lutego 1973 r. Jedną z wykonanych kopii (tę dla Plebana) można zatem określić jako nadliczbową w stosunku do własnych potrzeb organizacyjnych TH. Ppor. Pleban „swoją” kopię dostał. Inne kopie nie zostały w całości wykorzystane, bo TH nie rozwinęło planowanej działalności. W efekcie zostały Panu trzy sztuki. Ot i wszystko. Tak uważam, a podstawową przesłankę mojego rozumowania stanowi fakt, że w aktach sprawy krypt. „ZEN” znajduje się kopia przebitkowa zgłoszenia rejestracyjnego TH, będąca załącznikiem do notatki służbowej z dnia 20 lutego 1973 r. To jest fakt o fundamentalnym znaczeniu dowodowym, a nie jakieś tam stwierdzenie, którego w rzeczywistości (wbrew temu, co Pan pisze) do niczego nie potrzebuję. Cytowane przez Pana stwierdzenie jest konkluzją, a nie przesłanką mojego rozumowania. Celowo miesza Pan przesłankę z wnioskiem końcowym, by siać zamęt w głowach forumowiczów - jedna z typowych dla Pana sztuczek erystycznych. Za co niby miałbym Pana przepraszać? Za to, że ja rozumuję w sposób logiczny, a Pan nie? To Pan powinien przeprosić mnie i innych forumowiczów za robienie zamętu i uprawianie dezinformacji. Ale oczywiście nie liczę, by tak się stało. To do Pana niepodobne. To nieprawda, że wymagam od Pana niezawodnej i doskonałej pamięci. Gdzie i kiedy formułowałem takie wymagania? Oczywiście ma Pan prawo wielu rzeczy nie pamiętać. Problem z Panem polega jednak na czymś innym. Pan nie tylko zasłania się niepamięcią. Pan przede wszystkim ciągle atakuje, zarzucając mi rzekome kłamstwa i manipulacje. Ja natomiast w sposób logiczny wykazuję, że to Pan mija się z prawdą bądź tworzy pozory prawdy. Oczywiście, że bardziej wiarygodne są dla mnie dokumenty niż Pańskie wypowiedzi na tym forum. Nie mam żadnego powodu, by zakładać, że por. Pleban celowo oszukiwał swoich przełożonych, przedstawiając Pana na siłę jako osobę lojalną wobec SB, podczas gdy Pan był krnąbrny, nieposłuszny itp. Nie rozumiem, po co miałby on to robić. Z pobudek altruistycznych, żeby zaoszczędzić Panu kłopotów i fatygi? Wolne żarty! Z bezinteresownej złośliwości? Też nie, bo to, co pisał na Pana temat, wcale Panu nie szkodziło w oczach SB, wręcz przeciwnie. Może z lenistwa, bo nie chciało mu się ruszać zza biurka i dlatego wolał wymyślać spotkania z Panem niż je faktyczne odbywać? Też bzdura, bo żeby mądrze i przekonująco konfabulować, też trzeba mieć jakieś informacje i trzeba z kimś rozmawiać. Sam sufit nie wystarczy. Nie ma zatem żadnej racjonalnej przesłanki na rzecz przyjęcia forsowanej uparcie przez Pana tezy, że Pleban konfabulował. Całkowicie pomijam oczywistą sprawę surowej odpowiedzialności karnej, jaka groziłaby Plebanowi, gdyby wyszło na jaw, że oszukiwał on przełożonych. A wyjść mogło bardzo łatwo, np. na zasadzie konfrontacji notatek Plebana z informacjami nadsyłanymi z Komendy Stołecznej MO w Warszawie lub z tym, co mówiły listy kontrolowane przez Wydział „W” SB. Z drugiej strony mam podstawy, by wątpić w szczerość Pańskich wypowiedzi w ramach tego wątku. Miałem już okazję przekonać się, że potrafi Pan kłamać w żywe oczy, czego najlepszym przykładem są Pańskie insynuacje na temat moich związków z ABW. Przykro mi, Panie Badura, ale zrobił Pan bardzo wiele, by stracić resztki wiarygodności w moich oczach. Kto kłamie w jednej sprawie, temu nie będą wierzyć także w innych sprawach. Do Pańskiej relacji ze spotkania z Urantówką w 1981 r. nie odniosłem się z tej prostej przyczyny, że nie dysponuję żadną konkretną wiedzą, która dawałaby mi podstawy do krytycznej analizy Pańskich wspomnień z tych akurat czasów. Za mało wiem na temat Pańskich losów w latach 1980-1981, by coś tu kwestionować czy potwierdzać, a – inaczej niż Pan – nie lubię wdawać się w jałowe spekulacje. Dlatego poprzestałem na milczącym przyjęciu do wiadomości tego, co Pan napisał. To, że owo milczące przyjęcie do wiadomości odebrał Pan w kategoriach jakiegoś afrontu, jest więcej niż dziwne (choć w Pana przypadku nie już nie powinno mnie zdziwić ani zaskoczyć). Skoro jednak domaga się, bym jakoś na tę Pańską relację z 1981 r. zareagował, to trudno. Spróbuję trochę pospekulować, by Pana zadowolić. Nie przeczę, że w latach 1980-1981 SB mogła interesować się Pańską osobą. Nie mogę również wykluczyć ewentualności, że to właśnie działania SB doprowadziły do tego, że został Pan wyeliminowany z grona czołowych działaczy opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej. Mechanizmy owej eliminacji niekoniecznie jednak musiały wyglądać tak, jak to Pan sugeruje. W końcowych dokumentach sprawy krypt. „ZEN” por. Pleban planował dalsze okresowe spotkania z Panem. Jak wyglądała realizacja tych planów, nie wiem, a od Pana też się tego nie dowiem (bo już Panu nie ufam). Są dwie możliwości: albo były dalsze spotkania, albo nie. Nie wiem, jak było naprawdę. Dla celów roboczych mogę jednak przyjąć wariant dla Pana najkorzystniejszy (nie jestem tak złośliwy dla Pana jak Pan dla mnie). Taki mianowicie, że po 1974 r. nie spotkał się Pan z Plebanem (bez Wójta, lub z Wójtem, mniejsza o to) już ani razu. A zatem, że por. Pleban nie zrealizował ostatecznie swoich zamierzeń werbunkowych wobec Pana. Jeżeli tak było w istocie, to jest wysoce prawdopodobne, że zawiedziona w swoich oczekiwaniach SB mściła się potem na Panu za to niepowodzenie. Typową formą zemsty w podobnych przypadkach było rozpuszczanie informacji, że dana osoba współpracuje lub współpracowała z SB. Tak właśnie „załatwiono” Wojciecha Gilewicza, który pozorował współpracę z SB po grudniu 1981 r. Gdy w 1989 r. Gilewicz został nowym szefem kluczborskiej „Solidarności”, jeden z miejscowych esbeków puścił w obieg informację, że Gilewicz to TW „Piast”, no i zaczął wieloletni cyrk, którego najnowszym przejawem jest działalność niejakiego A. Sz. na tym forum. Ofiarą podobnej zemsty esbeków był także Karol Smoczkiwicz, lider opolskiej „Solidarności” rzemieślniczej w latach 1980-1981. Próbowano werbować go w 1945 r., ale „urwał” się esbekom i za to był prześladowany aż do lat 80. M. in. w formie rozpuszczania plotki dyskredytującej go jako rzekomego agenta SB. Esbecy nie puszczali pary z ust, gdy chodziło o prawdziwych agentów, ale złośliwie „palili” osoby, których nie udało im się skutecznie zwerbować. Ujawniali wtedy rozmaite fakty z okresu działań werbunkowych, dążąc do dyskredytowania danej osoby. Rozpowszechnianie tego typu informacji było najskuteczniejszym sposobem cywilnego uśmiercenia kogoś np. jako działacza „Solidarności”. Nie trzeba było wielkich starań w tym kierunku. Wystarczyła odpowiednio skonstruowana plotka, odwołująca się do tych czy innych faktów z życiorysu. Zawsze pod ręką byli jacyś nawiedzeni osobnicy, którzy chętnie „kupowali” tego typu esbeckie rewelacje i szerzyli je z największą gorliwością w przeświadczeniu, że spełniają ważną i zbawienną misję społeczną. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Mniej jadu, więcej logiki - c.d. 30.01.09, 20:38 Nie wiem, jak było w Pańskim przypadku, ale nie mogę wykluczyć ewentualności, że tak właśnie wykorzystano fakty z lat 1973-1974, gdy spotykał się Pan z Plebanem. Jeżeli potem nie chciał Pan zadawać się z esbekami (przyjmijmy takie założenie), to mogli oni mścić się na Panu, ujawniając w różnej formie owe kompromitujące dla Pana fakty. Tak mogli „załatwić” Pana w środowisku PAX. W podobny sposób mogli „spalić” Pana w 1981 r., gdy znalazł się Pan w „Solidarności”. Wystarczyło poufnie poinformować tę czy inną osobę, że jako student spotykał się Pan z esbekiem w kawiarni czy hotelu, dodać do tego parę faktów, przydających wiarygodności czy pikanterii tym informacjom, a reszta robiła się sama. Tak mogła zadziałać pułapka, w jaką wpakował się Pan konferując z Plebanem w latach 1973-1974. Od początku pisałem Panu, że wpadł Pan kiedyś w pułapkę, ale najwyraźniej nie dociera to do Pana (za bardzo jest Pan przeświadczony o własnej doskonałości i nieomylności). Może teraz zacznie Pan rozumieć, o co mi chodzi? Oczywiście są to tylko moje spekulacje. Po raz kolejny powtarzam, że nie wiem, co naprawdę działo się wokół Pana po 1974 r., bo nie mam na to żadnych dokumentów. Dla celów roboczych zaprezentowałem tu jedną z możliwych hipotez – najkorzystniejszą dla Pana. Tak wypada postępować, gdy wiedzę zastępują domysły. Pan postępuje wobec mnie według dokładnie przeciwnej zasady (wybiera Pan wariant możliwie najgorszy). Ale ja nie jestem mściwy i nie chcę odpłacać Panu pięknem za nadobne. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski to nie ja potajemnie spotykałem się z esbekiem 30.01.09, 10:20 Szanowny Panie Badura, Rozumiem, że bardzo chciałby Pan odwrócić role w ramach tego wątku, ale to się Panu nie uda. Może Pan wymyślać dalsze insynuacje na mój temat - rzekomą współpracę z ABW, rzekome haki w życiorysie itp. - ale fakty pozostaną faktami. Byłem wolnym człowiekiem, gdy Pan chodził na potajemne schadzki z Plebanem. I tak jest nadal. Pan tymczasem pozostaje niewolnikiem swojej przeszłości, z której nie potrafi się Pan uczciwie rozliczyć. Pozuje Pan na tym forum na oryginalnego myśliciela i tytana intelektu, ale teraz objawia nam się zupełnie nowe oblicze Pańskiej osoby. Nie chcę tego oblicza nazywać po imieniu. Jako człowiek uciekający się do oszczerstw i insynuacji nie zasługuje Pan na szczególną kurtuazję (podobnie jak A. Sz.). Nie chcę jednak wykorzystywać tej sytuacji na Pana szkodę, bo czułbym potem tylko moralnego kaca, jak po liście do wspomnianego A. Sz. Napiszę tylko tyle: żal mi Pana. Tak po prostu, po ludzku. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rych Re: to nie ja potajemnie spotykałem się z esbekie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.09, 11:59 Ten Badura naprawdę pracowal w szkole? Chwala bogu że już na emeryturze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: to nie ja potajemnie spotykałem się z esbekie IP: 77.252.18.* 30.01.09, 23:14 Biedny dziadunio Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski fałszywe zarzuty to kiepska metoda obrony 25.01.09, 12:13 Szanowny Panie Badura, Widzę, że z godnym lepszej sprawy uporem powtarza Pan wyssany z palca zarzut rzekomego manipulowania przeze mnie dokumentami wytworzonymi przez por. Plebana. Do tych oszczerczych zarzutów odniosłem się szczegółowo już wcześniej. Nie widzę potrzeby powtarzania się, w związku z czym poprzestaję na podaniu odnośnego linku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=65&w=88823118&a=89273083 Obserwując upór, z jakim ponawia Pan wzięte z sufitu zarzuty pod moim adresem, coraz mniej wierzę w Pańską dobrą wolę. Postępując w ten sposób podkopuje Pan własną wiarygodność. To kiepska metoda obrony. Jeżeli chce Pan obiektywnie ocenić rzetelność mojego postępowania, to proszę wystąpić do IPN z wnioskiem o udostępnienie dokumentów sprawy krypt. "ZEN". Sprawdzi Pan wtedy, czy faktycznie coś "zmanipulowałem". Obierając taką drogę postępowania zachowa się Pan jak człowiek poważny i odpowiedzialny, czego niestety nie można powiedzieć o Pańskim obecnym postępowaniu. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski link 25.01.09, 12:17 Podany przeze mnie link okazał się nieaktywny. W związku z tym ponawiam próbę: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89273083 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Myli Pan role IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 00:52 Szanowny Panie Bereszyński Nieustannie doprasza się Pan, bym "wystąpił do IPN z wnioskiem o udostępnienie dokumentów" wytworzonych przez SB. Mógłbym odpowiedzieć na to tak: "Od sznupania w esbeckich fałszywkach mam Bereszyńskiego, więc stać mnie na luksus, by nie robić tego osobiście". Odpowiem jednak inaczej: To ja rozgrywam i ja decyduję, czy coś zrobię i kiedy to zrobię. Pan się dostosowuje (ewentualnie podwija Pan ogon i ucieka z tego wątku, co zresztą i tak nic by nie dało). Proszę zatem nie mylić wyznaczonych ról. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski chamstwem niewiele Pan zwojuje 26.01.09, 11:35 Szanowny Panie Badura, Chamskie obyczaje, jakie zaczyna Pan tutaj ostatnio demonstrować (gadki o podwijaniu ogona itp), świadczą o tym, że faktycznie zaczynają Panu puszczać nerwy. Ewentualnie o tym, że stara się Pan sprowokować mnie do jakichś emocjonalnych zachowań, które postawiłyby mnie gorszym świetle niż to, w jakim Pan się znajduje. W pierwszym przypadku byłoby dla Pana najlepiej, gdyby sam Pan skorzystał ze swoich rad i sam uciekł z tego wątku z podwiniętym ogonem. Zanim do reszty się Pan ośmieszy i skompromituje. W drugim przypadku radzę nie tracić czasu na chamskie prowokacje, bo ja na takie prostackie sztuczki jestem uodporniony. Jeżeli chce Pan poprawić swój wizerunek na tym forum, to radziłbym próbować innych sposobów. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Przecież wyraźnie napisałem, że ja rozgrywam! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 14:26 Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski "dowody", które niczego nie dowodzą 27.01.09, 23:48 Szanowny Panie Badura, Zapomniałem odnieść się do "dowodów" przywołanych przez Pana we wpisie zatytułowanym "Manipulacja z "Maciejówką". Śpieszę więc, nadrobić do zaniedbanie. Tytuł "Manipulacja" jest w tym wypadku jak najbardziej trafny, tyle tylko, że należałoby odnieść go do Pańskiego własnego postępowania z prezentowanymi "materiałami dowodowymi". Materiały sprawy krypt. "ZEN obejmują okres od listopada 1972 do grudnia 1974r. Tymczasem widokówki, na które się Pan powołuje pochodzą z 1976 r., a ich treść nie ma żadnego odniesienia do wydarzeń z lat 1972-1974. Nie mają one zatem żadnej wartości dowodowej w odniesieniu do owych wydarzeń. Nie dają one żadnych podstaw do weryfikacji materiałów sprawy krypt. "ZEN" z lat 1972- 1974. Świadczą one tylko o tym, że również w późniejszym czasie (po zamknięciu sprawy krypt. "ZEN") utrzymywał Pan bliskie kontakty ze środowiskiem "Maciejówki", a nawet można mówić o poważnym pogłębieniu tych kontaktów. Czy z tego wynika, że por. Pleban konfabulował relacjonując Pańskie wcześniejsze wypowiedzi na temat "Maciejówki"? Oczywiście, że nie. Raczej odwrotnie. Zapewne w 1976 r. miałby Pan dużo więcej do powiedzenia na temat Maciejówki i działających tam ludzi. Ale to nie znaczy, by skromniejsze informacje na ten temat z 1974 r. były wytworem czyjejś konfabulacji, manipulacji itp. Insynuacji, że to ja wymyśliłem Pańskie wypowiedzi na temat Maciejówki, nie zamierzam nawet komentować. To zwyczajne oszczerstwo. Wszystko można łatwo sprawdzić w IPN. Pisząc o rzekomych manipulacjach z mojej strony, sam Pan ucieka się do manipulacji, przedstawiając "dowody", które tak naprawdę niczego nie dowodzą. Manipuluje Pan tymi materiałami przypisując im znaczenie, którego nie posiadają. Odbieram to jako świadomą próbę wprowadzania w błąd mniej dociekliwych forumowiczów, nie wgłębiających się zanadto w chronologię wydarzeń i dokumentów. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Rzekoma rozmowa z por. Plebanem w dniu 19.02.1973 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 13:58 Z esbeckich materiałów opublikowanych w tym wątku przez pana Bereszyńskiego wynika, jakoby 19 lutego 1973 por. Pleban przeprowadził ze mną pierwszą rozmowę po przesłuchaniu w dniu 20 stycznia 1973. Przesłuchanie w dniu 20 stycznia 1973 miało miejsce i już je w tym wątku szczegółowo zrelacjonowałem. Czy jakaś rozmowa w dniu 19 lutego 1973 miała miejsce? Ja mam dobrą pamięć do miejsc rozmów, jeśli są one nietypowe. Z tego względu pamiętam, że były trzy moje kontakty z SB we Wrocławiu: 1) Przesłuchanie w dniu 20 stycznia 1973 2) Spotkanie z por. Plebanem w kawiarni przy Placu Kościuszki, którego daty nie pamiętam (dlatego prosiłem pana Bereszyńskiego o informację w sprawie daty na rachunku z tej kawiarni, o ile zachował się w aktach) 3) Spotkanie prywatne z por. Plebanem na jego gorącą prośbę, które odbyło się w miejscu jego zamieszkania w pokoju hotelu Savoy. Daty tego spotkania też nie pamiętam. Czy odbyło się ono 16 października 1974? Być może. Rzekome spotkanie 19 lutego 1973 nie bardzo mi pasuje do spotkania wspomnianego w punkcie 2). Spotkanie z punktu 2) odbyło się chyba później. Ale pewności nie mam. Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973 rozmawiał ze mną w PAX-ie. Wtedy mógłbym nie zapamiętać tej rozmowy, bo w PAX-ie co chwila z kimś rozmawiałem. Na taką możliwość wskazywałoby też to, iż por. Pleban twierdzi, że pokazywałem mu pismo w sprawie zgłoszenia Towarzystwa Hilozoistycznego oraz warszawską uchwałę w sprawie zjednoczenia ruchu młodzieżowego. Trudno mi uwierzyć, że na spotkanie z por. Plebanem gdzieś na mieście zabierałbym wspomnianą uchwałę. To stałoby w sprzeczności ze stanowiskiem, jakie zająłem podczas przesłuchania w dniu 20 stycznia 1973. Jasno wtedy oświadczyłem, że nie będę udzielać SB żadnych informacji, poza informacjami na temat Towarzystwa Hilozoistycznego, i to jeśli o nie poproszą. Gdyby spotkanie z por. Plebanem odbywało się w PAX-ie, to wówczas możliwe byłoby, iż w trakcie rozmowy pokazałem mu warszawską uchwałę, bo ją tam miałem pod ręką. Warszawska uchwała była jawna. Jej twórcy kolportowali ją po całej Polsce. Zabiegali o opublikowanie jej w prasie. SB miała zapewne ogromną liczbę egzemplarzy tej uchwały, bo ukradli ją zapewne nie tylko mnie, ale też wielu innym adresatom. Pokazywanie więc por. Plebanowi tej uchwały w charakterze informacyjnym byłoby absurdem. W DS Szklany Dom ukradziono mi list Sergiusza ze wspomnianą uchwałą i przypuszczałem, że zrobił to w sposób kryminalny współpracownik por. Plebana, który mu ten list następnie przekazał. Jeśli więc rozmawiałem z por. Plebanem o warszawskiej uchwale, to na zasadzie pretensji, dlaczego ukradziono mi ją, choć nie było w niej nic nielegalnego, co w dodatku zagrażałoby dobru publicznemu. Por. Pleban ujął to oczywiście własnymi słowami, zgodnymi ze standardami obowiązującymi w SB. Sprawę różnic w poglądach moich i Sergiusza na temat zjednoczenia ruchu młodzieżowego w szkołach wyższych omówię w odrębnym poście, bo na to zasługuje. Mimo podanych wyżej argumentów skłaniam się raczej do poglądu, że rzekoma rozmowa por. Plebana ze mną w dniu 19 lutego 1973 to jednak zmyślenie. Dlaczego tak uważam: 1) Nie mogłem sam zainicjować spotkania (a tak napisał por. Pleban) gdyż na przesłuchaniu w dniu 20 stycznia stanowczo odmówiłem kontaktowania się przeze mnie z SB. Dopuściłem tylko możliwość, że SB będzie się do mnie zwracać, gdy będzie się chciała dowiedzieć czegoś o Towarzystwie Hilozoistycznym. 2) Nie byliśmy umówieni na żadne spotkanie 20 lutego (gdybyśmy byli umówieni, to powinna być o tym informacja w materiałach z przesłuchania w dniu 20 stycznia, a pan Bereszyński nie informuje o tym). 3) Daty podawane przez por. Plebana nie odpowiadają rzeczywistości. Wg niego miałem 19 lutego nocą wyjeżdżać do Szklarskiej Poręby na 2-3 dni. Tymczasem pismo zgłaszające Towarzystwo Hilozoistyczne złożyłem w PDRN Wrocław - Krzyki 21 lutego rano. Oznaczałoby to, że już 20 lutego nocą musiałbym wracać do Wrocławia. Tymczasem ja pamiętam, że byłem w tej Szklarskiej Porębie do końca. Niezależnie jednak od tego, co pamiętam, przyjęcie, że nocą 19/20 lutego jechałem kilka godzin do Szklarskiej Poręby, po to by następnej nocy przez kilka godzin z niej wracać trąci absurdem. W swych konfabulacjach por. Pleban musiał pokręcić daty. 4) Nieprawdziwa jest informacja, że byłem w Szklarskiej Porębie na jakimś przeszkoleniu (wynika tak z relacji por. Plebana z kolejnej rzekomej rozmowy w dniu 27 marca 1973). Wyjazd do Szklarskiej Poręby miał charakter rozrywkowy, choć niewykluczone, że nazwany był szkoleniem. Było dość powszechną praktyką kwalifikowanie wyjazdów rozrywkowych jako szkoleń, bo na szkolenia były pieniądze. KOMENTARZ: Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że por. Pleban zatelefonował do mnie, by się umówić na 20 lutego (miesiąc od przesłuchania), a ja mu powiedziałem, że będę wtedy w Szklarskiej Porębie na szkoleniu. Reszta jest chyba konfabulacją. Do dokumentów, o których wspomina por. Pleban, miał on dostęp niezależnie ode mnie. Warszawską uchwałę miał prawdopodobnie z kradzieży listu do mnie, a pismo zgłaszające Towarzystwo Hilozoistyczne mogło mu być przekazane przez Wydział Spraw Wewnętrznych PDRN Wrocław - Krzyki, gdzie je 21 lutego złożyłem, po powrocie 20 lutego ze Szklarskiej Poręby, do której pojechałem prawdopodobnie wcześniej niż 19 lutego. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nie pisze Pan prawdy - dowód 26.01.09, 15:27 Szanowny Panie Badura, Obrana przez Pana taktyka obrony obróciła się tym razem przeciwko Panu. Mimo woli dał mi Pan okazję zademonstrowania, że nie jest Pan tutaj szczery. Tak się składa, że wśród materiałów sprawy krypt. "ZEN" znajduje się pewien dokument, potwierdzający w jednoznaczny sposób wiarygodność notatki służbowej z rozmowy przeprowadzonej z Panem w dniu 19 lutego 1973 r. Dokumentem tym jest kopia przebitkowa datowanego 21 lutego 1973 r. zgłoszenia rejestracyjnego TH, opatrzona oryginalnymi podpisami ośmiu członków-założycieli (Piotr Badura, Zofia Badura, Waldemar Kulaszka, Paweł Sawicki, Urszula Smerecka, Piotr Wieczorek, Maria Wiaderek, Ryszard Wojtala). Autentyczny dokument z oryginalnymi podpisami, którego na pewno nikt nie sfabrykował. W notatce z rozmowy przeprowadzonej w dniu 19 lutego 1973 r. por. Pleban pisze, że otrzymał od Pana jeden egzemplarz zgłoszenia rejestracyjnego. To, że wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN” znajduje się jeden egzemplarz takiego zgłoszenia z oryginalnymi podpisami członków-założycieli, jednoznacznie świadczy o tym, że por. Pleban pisał prawdę. Jedyną osobą, od której por. Pleban otrzymał ów egzemplarz, był Pan. Po prostu nie ma innej możliwości. Musiało zatem dojść do spotkania między wami. Por. Pleban nie mógł otrzymać tego egzemplarza z Dzielnicowej Rady Narodowej. Z tego źródła mógł on otrzymać jedynie odpis zgłoszenia. I faktycznie wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN” znajduje się taki odpis (niezależnie od wspomnianego powyżej egzemplarza z oryginalnymi podpisami). Być może por. Pleban wystarał się o ów odpis, żeby jego treść skonfrontować z treścią dokumentu otrzymanego od Pana (nigdy dość sprawdzania). Kopię przebitkową zgłoszenia z oryginalnymi podpisami mógł dostarczyć tylko ktoś z grona członków-założycieli. Kto? Odpowiedź wydaje się oczywista, bo przecież tylko jedna osoba z tego grona miała styczność z SB. Wygląda na to, że przygotowując wniosek rejestracyjny zadbał Pan o wykonanie dodatkowego egzemplarza dla por. Plebana i egzemplarz taki został mu przez Pana doręczony, jak czytamy w odnośnej notatce służbowej. To jedyne możliwe wyjaśnienie. Wcale nie musiał Pan wracać do Wrocławia, by w dniu 21 lutego 1973 r. osobiście złożyć wniosek zgłoszeniowy w Prezydium DRN. Mogła to zrobić jakakolwiek inna osoba dysponująca podpisanym wnioskiem. Ważne było tylko to, by wniosek został w odpowiednim czasie podpisany przez właściwe grono osób (i oto faktycznie Pan zadbał). Mamy zatem oczywisty dowód na to, że por. Pleban nie wymyślił rozmowy przeprowadzonej w dniu 19 lutego 1973 r. Rozmowa taka musiała się odbyć. Niestety to także dowód, że nie pisze Pan prawdy. Z jakichś powodów stara się Pan ukrywać prawdę o swoich kontaktach z por. Plebanem. Jeżeli nie pisze Pan prawdy na temat rozmowy z 19 lutego 1973 r., to nie mam żadnych powodów, by zakładać, że pisze Pan prawdę w innych przypadkach. Radzę porzucić tę taktykę obrony. Tylko szczere ujawnienie całej prawdy może pozwolić Panu na wyjście z twarzą. Kłamstwo przeważnie ma krótkie nogi. Jest jeszcze sporo dokumentów, o których nie wspominałem, bo wydawały mi się mało istotne. W każdej chwili może okazać się – tak jak w powyższym przypadku - że jakiś mało ważny (z pozoru) dokument przekreśli wiarygodność Pańskich wywodów i zapewnień. Nie warto się na to narażać, bo po co ma Pan wyrabiać sobie reputację krętacza i tchórza? Lepiej zdobyć się na odrobinę odwagi i wywalić z siebie całą prawdę na temat przeszłości. Może trochę to z początku zaboli, ale potem odczuje Pan wyraźną ulgę. Przestanie Pan być zakładnikiem przeszłości, a to duża korzyść. Warto zdobyć się na ten wysiłek. Gorąco zachęcam. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: nie pisze Pan prawdy - dowód IP: *.punkt.pl 26.01.09, 16:10 O! I w tym miejscu ukaże się zapewne niedługo bardzo wesoły tekst w którym Mój Ubawiciel będzie usiłował znowu udowodnić, że czarne jest białe chociaż nie do końca. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 26.01.09, 16:21 Jeszcze jedna uwaga tytułem dopełnienia. Jeżeli było tak, że przygotowując zgłoszenie rejestracyjne TH zadbał Pan o wykonanie dodatkowego egzemplarza dla por. Plebana (a wygląda na to, że tak właśnie było), to można zasadnie domniewać, że zainicjował Pan spotkanie w celu przekazania mu tego egzemplarza. A zatem, że wszystko rozegrało się tak jak pisał por. Pleban w swojej notatce służbowej. Można oczywiście wymyślić wersję alternatywną. Pomyślał Pan o wykonaniu dodatkowego egzemplarza (dla kogo?), ale nie chciał Pan spotykać się z por. Plebanem. To ten ostatni, wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem, chciał spotkać się z Panem akurat wtedy, gdy finalizował Pan sprawy związane ze zgłoszeniem rejestracyjnym. Oczywiście całkiem przypadkowo i bez żadnych uzgodnień z Panem. A potem, korzystając z chwili nieuwagi, "gwizdnął" Panu ten dodatkowy egzemplarz zgłoszenia (przygotowany nie wiadomo dla kogo). Oczywiście znów bez Pana wiedzy. A potem wymyślił bajeczkę o spotkaniu, by zatuszować fakt podstępnej kradzieży kopii zgłoszenia. Można oczywiście forsować również taką wersję wydarzeń. Tylko, że to wersja pachnąca na kilometr sztucznością, wiarygodna tylko dla kogoś skrajnie naiwnego. Wszystko przemawia za tym, że spotkanie w dniu 19 lutego 1973 r. faktycznie się odbyło w taki sposób, jak to zostało opisane przez por. Plebana w jego notatce służbowej. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. II 26.01.09, 18:26 Na zakończenie jeszcze jedno pytanie. Może drobne ale istotne. Czy Pańscy koledzy, członkowie-założyciele TH, wiedzieli, że jeden egzemplarz podpisywanego przez nich zgłoszenia rejestracyjnego zostanie przekazany Służbie Bezpieczeństwa? Czy poinformował Pan ich o swoich zamierzeniach w tym zakresie? Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie czyta Pan ze zrozumieniem - dowód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 21:23 Szanowny Panie Bereszyński Ma Pan kłopoty ze zrozumieniem prostego tekstu. Nie twierdziłem, że rozmowy nie było. Wprost przeciwnie. W komentarzu napisałem, iż najbardziej prawdopodobne jest, że rozmowa była (telefoniczna). W moim poście było też napisane wyraźnie: "Dopuszczam możliwość, że por. Pleban w okolicach 19 lutego 1973 rozmawiał ze mną w PAX-ie". Nie wykluczyłem więc nawet spotkania, ale zważywszy na liczne wątpliwości, uznałem to za mniej prawdopodobne. W swym poście popełnia Pan istotne błędy. Zakłada Pan, że pismo zgłaszające TH w WSW PDRN Wrocław - Krzyki powstało w dwóch egzemplarzach: jeden dla WSW PDRN i drugi dla mnie, a ponadto wykonałem też trzeci egzemplarz z myślą o SB. Tymczasem pismo to zostało wykonane przynajmniej w kilkunastu egzemplarzach. Dlatego kopie były na przebitce. Przepisano nam je na elektrycznej maszynie w PWRN w Opolu. Do pięciu egzemplarzy pisałbym na papierze na zwykłej maszynie w PAX-ie, jak to zwykle robiłem. Pismo przepisano w tylu egzemplarzach, bo przewidziano po jednym dla każdego z podpisujących. Oryginał poszedł do WSW PDRN. Ja dziś jeszcze mam trzy egzemplarze (przebitka), co już daje jedenaście egzemplarzy (oryginał i dziesięć kopii), a jeśli ja miałem jeszcze dać kopię por. Plebanowi, to musiało być już dwanaście egzemplarzy. Myślę jednak, że było ich jeszcze więcej. Pismo zgłoszeniowe nie było duże objętościowo (trzy strony maszynopisu, a na czwartej już tylko część podpisów). Pełniło ono rolę regulaminu i deklaracji ideowej TH i z tego względu przewidziane było do imiennego rozpowszechniania na małą skalę (góra 30 egz.). Przy większym zapotrzebowaniu miało być skrócone do dwóch stron (bez wstępu i podpisów) i powielane, ale nie zaszła taka potrzeba. Rozpowszechnianie pisma było formą promocji TH. Uważałem, że każdy członek TH ma mieć swój egzemplarz, by móc w swym kręgu towarzyskim przekazywać wiedzę o TH osobom zainteresowanym. Także dowolna osoba, nawet z ulicy, mogła otrzymać imiennie egzemplarz pisma zgłoszeniowego, a gdyby przyszła w tej sprawie do mnie do PAX-u, to mogła jeszcze dostać kawę i ciasteczka (jest to jeden z powodów, dla których biorę po uwagę możliwość, że por. Pleban przyszedł do mnie do PAX-u - był on nieco chytry na kawę i ciastka, o czym jeszcze kiedyś napiszę). Krąg osób, od których por. Pleban mógł uzyskać pismo zgłoszeniowe, był wprawdzie szeroki, ale jednak mam nadzieję, że uzyskał je ode mnie, bo to ja, jako przewodniczący TH w organizacji, a także zwołujący kolejne zgromadzenia i kierujący nimi, byłem osobą właściwą do udostępniania mu takich materiałów. Gdyby miało się okazać, że por. Pleban zwracał się o nie do jakiegoś innego członka TH i było to w tajemnicy przede mną, to uznałbym, że jest to sytuacja nieco dziwna, choć oczywiście każdy członek TH miał prawo udzielać komukolwiek informacji o TH, także poufnie, jeśli uznał to za stosowne. Wydaje mi się, że uległ Pan jakiejś takiej obsesji, że w PRL wszystko musiało być tajnie. To nieprawda. TH z założenia miało być jawne. Nie było zgody członków założycieli TH na zabawę w konspirację. O prawnych aspektach jawnego działania TH napiszę jeszcze w oddzielnym poście. W tym, co napisał por. Pleban o rzekomym spotkaniu 19 lutego 1973 tkwi pewien absurd. Pan jest na niego ślepy, co więcej, dokłada Pan swój absurd. Myślę że to uboczny skutek pogrążenia się w esbeckich materiałach. Przejmuje Pan swoistą mentalność (obszerniej napiszę o tym w odrębnym poście). Nie mogłem zainicjować spotkania z por. Plebanem, bo nie zgodziłem się na taką formę kontaktu. Nie mogłem zatelefonować, bo nie przyjąłem żadnego numeru telefonu. Kontakt był możliwy tylko z inicjatywy SB. Byłoby absurdem podejmowanie przez por. Plebana celowych działań, dla uzyskania ode mnie pisma zgłoszeniowego, w dniu 19 lutego, skoro 21 lutego mógł jego odpis uzyskać oficjalnie z WSW PDRN. Przecież i tak ważne było to pismo z WSW PDRN, bo jak Pan sam dostrzegł, korzystanie z pisma ode mnie wymagało od por. Plebana porównywania obu pism pod kątem ich zgodności. Po co zatem por. Pleban miał podejmować to absurdalne działanie i jeszcze mieć dodatkową pracę? Byłoby z kolei absurdem z mojej strony, gdybym zaplanował złożenie pisma zgłoszeniowego w WSW PDRN pod moją nieobecność we Wrocławiu. Przecież uchwała konferencji założycielskiej TH ustalała termin 28 lutego, jako ostateczny. Po co zatem miałbym się upierać przy 21 lutego, gdyby mnie w tym dniu nie było we Wrocławiu. A trudno przyjąć, że wyjazd do Szklarskiej Poręby mnie zaskoczył, bo w PRL noclegi w Szklarskiej Porębie podczas ferii zimowych trzeba było rezerwować z półrocznym wyprzedzeniem. Na zakończenie podkreślam jeszcze raz, że problem z rzekomym spotkaniem w dniu 19 lutego nie leży w tym, czy przekazałem por. Plebanowi kopię pisma zgłoszeniowego i czy zgłosiłem pretensje o nieuzasadniony zabór listu z warszawską uchwałą. To akurat miało prawo się zdarzyć. Przecież zaleciłem, by o sprawy związane z TH pytać mnie, a nie osoby postronne. A moje pretensje o zabór listu też były oczywiste. Wątpliwości są wokół dat i te właśnie wątpliwości wzbudzają moją nieufność względem relacji por. Plebana. Pozdrawiam serdecznie i apeluję o czytanie ze zrozumieniem Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: axa Re: Nie czyta Pan ze zrozumieniem - dowód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 23:32 Zatem nie było spotkania, była tylko rozmowa :) Nie wiadomo tylko jeszcze gdzie i kiedy (razej nie w kawiarni na Kosciuszki, bo to spotkanie Badura swietnie pamieta :) Pismo zgłaszające TH (kopie przebitkową) przesłał Badura Plebanowi pewnie faxem :) I o co tyle rabanu: "Rozpowszechnianie pisma było formą promocji TH" W końcu sb-cy tez ludzie, a nuż który by się zapisał zachęcony przez Plebana :) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski jeszcze może Pan zawrócić z błędnej drogi 26.01.09, 23:37 Szanowny Panie Badura, Jest Pan zaiste niebywale konsekwentny w działaniach, które coraz bardziej podkopują Pańską wiarygodność. To nie ja nie potrafię czytać ze zrozumieniem. To Pan po raz kolejny próbuje odwracać kota ogonem, zaprzeczając oczywistym w swej wymowie dowodom. Jest to taktyka samobójcza i dziwię się, że nie potrafi Pan tego zrozumieć. Pański ostatni wpis jeszcze bardziej umocnił mnie w przekonaniu, że większość tego, co Pan tu pisze, to zwykłe sztuczki erystyczne, mające na celu ukrywanie prawdy o wydarzeniach sprzed 35 lat. Nie spierałem się z Panem o to, czy 19 lutego 1973 r. miała miejsce jakakolwiek rozmowa (np. telefoniczna) między Panem i por. Plebanem, ale o to, czy miała miejsce TAKA rozmowa, jaką opisał esbek w swojej notatce służbowej. Pan kwestionował fakt przeprowadzenia TAKIEJ rozmowy. Pisał Pan o "rzekomej" rozmowie. Ja na podstawie dokumentów wykazałem, że TAKA rozmowa musiała mieć miejsce, bo tylko tak można wytłumaczyć fakt, że do notatki służbowej z owej rozmowy został załączony jeden z egzemplarzy wniosku zgłoszeniowego. Opaczne przedstawianie przez Pana tego, co było przedmiotem sporu, to typowa ucieczka od tematu, który okazał się dla Pana bardzo niebezpieczny. Nie twierdziłem, że wykonano tylko trzy egzemplarze zgłoszenia do DRN (to Pan robi w tym wypadku wrażenie osoby nie potrafiącej czytać ze zrozumieniem, choć myślę, że jest to tylko kolejna sztuczka erystyczna, świadomie przez Pana zastosowana). Nie będę spierać się o to, jaką dokładnie liczbę egzemplarzy wykonano. Kwestia ta nie ma większego znaczenia. Ważne jest tylko to, że – jak wszystko na to wskazuje - jeden egzemplarz był od początku przeznaczony dla por. Plebana (w tym sensie był to egzemplarz dodatkowy w stosunku do potrzeb organizacyjnych TH). O to chodziło mi we wcześniejszym wpisie i to samo twierdzę również w tym miejscu. Podchodząc do sprawy z czysto teoretycznego punktu widzenia, nie można oczywiście w stu procentach wykluczyć ewentualności, że do por. Plebana mógł dotrzeć egzemplarz będący w dyspozycji innej osoby. Nie wierzę jednak, by stało się to już przed 20 lutego 1973 r., a z taką właśnie datą por. Pleban sporządził notatkę, do której załączył otrzymany egzemplarz zgłoszenia. Zdarzenie takie graniczyłoby z cudem. SB musiałaby mieć niezwykle sprawnego informatora w najbliższym Pańskim otoczeniu, żeby przechwytywać sporządzane przez Pana materiały w tak błyskawicznym tempie. Nic jednak nie wskazuje na to, by taki informator (poza Panem) istniał. Jeżeli por. Pleban już 20 lutego 1973 r. dysponował opracowanym przez Pana wnioskiem (na dzień przed złożeniem tego wniosku w DRN!), to musiał otrzymać ten wniosek od kogoś z grona członków- założycieli, a nie od jakiejś osoby „z miasta”. Od kogo? To oczywiste. Do dnia 20 lutego 1973 r. (i przypuszczalnie jeszcze dłużej) nikt poza Panem nie wiedział o tym, że por. Pleban interesuje się sprawą TH. Miał Pan w tej materii absolutny monopol informacyjny wśród członków TH, o osobach postronnych nie wspominając. Nikt poza Panem nie wpadłby na pomysł, że z materiałem dotyczącym TH należy udać się właśnie do por. Plebana. Jakikolwiek inny, postronny informator udałby się z takim materiałem po prostu na SB (o ile widziałby taką potrzebę, w co osobiście wątpię). Minęłoby sporo czasu, zanim por. Pleban dostałby ten materiał drogą służbową, a on sam w napisanej przez siebie notatce służbowej nie mógłby pisać, że dostał wniosek od Pana. Musiałby napisać, że dostał materiał z „rozdzielnika”, zgodnie z tym, co mówiłyby inne dokumenty. Na pewno też pisałby o tym grubo po 20 lutego 1973 r. Równie niewiarygodny jest wariant taki, że por. Pleban już 20 lutego 1973 r. pozyskał egzemplarz wniosku od jakiegoś informatora z Pańskiego najbliższego otoczenia, ale napisał, że dostał go od Pana. Gdyby por. Pleban faktycznie dysponował takim informatorem, to z pewnością by tego nie ukrywał w wytwarzanych przez siebie dokumentach. Z całą pewnością pochwaliłby się przed przełożonymi takim sukcesem operacyjnym. Tymczasem nigdzie nie ma najmniejszej wzmianki na ten temat. Por. Pleban musiałby być człowiekiem umysłowo chorym, żeby zmyślać rzekome sukcesy, konfabulując – jak Pan utrzymuje – na temat spotkań z Panem, a jednocześnie ukrywać prawdziwe sukcesy, nie wspominając o faktycznie pozyskanych źródłach informacji. Po jakiego czorta miałby uciekać się do takich sztuczek? Z góry odpieram ewentualną wymówkę z Pana strony, że notatka datowana 20 lutego 1973 r. została sporządzona faktycznie dużo później, gdy por. Pleban – jak Pan sugeruje – pozyskał egzemplarz zgłoszenia z innego źródła. Na notatce tej widnieje datowana 21 lutego 1973 r. adnotacja przełożonego (mjr Zalewskiego) następującej treści: „Szybko przepisać”. Jasno wynika z tego z tego, że najpóźniej 21 lutego 1973 r. por. Pleban nadał bieg urzędowy swojej notatce, wraz z załączonym do niej dokumentem (zgłoszeniem). Jest zatem absolutnie wykluczone, by por. Pleban sfabrykował obciążający Pana materiał po uzyskaniu zgłoszenia rejestrowego z innego źródła. Dodam jeszcze, że notatka (sporządzona odręcznie przez por. Plebana) została faktycznie przepisana na maszynie (już przed 27 lutego 1973 r., jak o tym świadczy treść odręcznej adnotacji na przepisanym tekście notatki). Najpewniej przepisano także załącznik w postaci zgłoszenia rejestrowego i tak powstał odpis, o którym wspominałem wcześniej. Wbrew moim wcześniejszym domniemaniom, nie musi to być odpis z DRN (tu akurat, w drodze wyjątku, mogę się z Panem zgodzić), lecz raczej odpis z kopii otrzymanej od Pana. Niestety, wszystko wskazuje na to, że 19 lutego 1973 r. faktycznie doszło do takiego spotkania, o jakim pisał por. Pleban, a jednym z efektów tego spotkania było pozyskanie przez niego zgłoszenia rejestracyjnego TH z oryginalnymi podpisami członków-założycieli. Wybiegi, do jakich ucieka się Pan, by ten fakt zatuszować, to zwykła dziecinada, zakładająca, że dorośli ludzie zaczną wierzyć w bajki. Taka „obrona” może Pana tylko do końca dyskredytować. Naprawdę Pan tego nie czuje? Najgorsze ze wszystkiego jest to, że broniąc się w taki sposób okazuje się Pan po raz kolejny nielojalny wobec osób wciągniętych przez Pana do TH. Był Pan wobec nich nielojalny nie informując ich przez długi czas o swoich kontaktach z SB. Teraz jest Pan wobec nich nielojalny, sugerując, że może ktoś z nich dostarczył dokument por. Plebanowi, choć wszystko wskazuje na to, że por. Pleban otrzymał ten dokument od Pana. Broniąc za wszelką cenę własnej reputacji, rzuca Pan cień na dobre imię osób, które kiedyś obdarzyły Pana zaufaniem. W ten sposób po raz drugi wystawia Pan te osoby do przysłowiowego wiatru. Uważam, że to bardzo nieładne postępowanie. Naprawdę sądzi Pan, że taka taktyka obrony przysporzy Panu uznania i wiarygodności? Jeszcze nie jest za późno na zawrócenie z tej błędnej drogi. Ma Pan ciągle szansę uniknięcia kolejnych tego typu wpadek. Ciągle jeszcze może Pan zatrzeć złe wrażenie ujawniając całą prawdę o wydarzeniach sprzed 35 lat, bez mataczenia i konfabulacji. Naprawdę warto zdobyć się na tę odwagę. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 27.01.09, 01:07 Jak już wcześniej napomknąłem, w ostatnim Pańskim wpisie jest taki fragment, z którego treścią mógłbym, w drodze wyjątku się, zgodzić, choć też nie bez istotnych zastrzeżeń. Oto ów fragment: "Byłoby absurdem podejmowanie przez por. Plebana celowych działań, dla uzyskania ode mnie pisma zgłoszeniowego, w dniu 19 lutego, skoro 21 lutego mógł jego odpis uzyskać oficjalnie z WSW PDRN. Przecież i tak ważne było to pismo z WSW PDRN, bo jak Pan sam dostrzegł, korzystanie z pisma ode mnie wymagało od por. Plebana porównywania obu pism pod kątem ich zgodności. Po co zatem por. Pleban miał podejmować to absurdalne działanie i jeszcze mieć dodatkową pracę?". Faktycznie por. Pleban nie musiał usilnie starać się o pozyskanie kopii zgłoszenia. Dlatego szczególnie wiarygodnie brzmi podana przez niego informacja, że to Pan zainicjował spotkanie, w wyniku którego otrzymał on egzemplarz zgłoszenia. Nie zgodzę się natomiast z opinią, że korzystanie z pisma otrzymanego od Pana wymagało od por. Plebana konfrontacji z dokumentem złożonym w DRN. Po dokładniejszym zapoznaniu się z odnośnymi dokumentami – ich wzajemnym układem, czcionką itd. – dochodzę do wniosku, że znajdujący się w aktach sprawy "ZEN" odpis zgłoszenia nie jest odpisem z dokumentu złożonego w WRN, lecz odpisem z dokumentu otrzymanego od Pana w dniu 19 lutego 1973 r. Odpis ten powstał zgodnie z poleceniem mjr Zalewskiego, który w dniu 21 lutego 1973 r. polecił przepisać notatkę ppor. Plebana, do której zgłoszenie było załączone. Absolutnie niewiarygodna jest Pańska ostatnia sugestia na temat tego, w jaki sposób ppor. Pleban mógł pozyskać egzemplarz zgłoszenia rejestracyjnego TH. Cytuję: "pismo zgłaszające Towarzystwo Hilozoistyczne mogło mu być przekazane przez Wydział Spraw Wewnętrznych PDRN Wrocław - Krzyki, gdzie je 21 lutego złożyłem, po powrocie 20 lutego ze Szklarskiej Poręby, do której pojechałem prawdopodobnie wcześniej niż 19 lutego". To kompletny nonsens. WSW PDRN nie mógł "sprezentować" ppor. Planowi złożonego u nich zgłoszenia. W rachubę wchodziłoby jedynie wydanie odpisu. Poza tym WSW PDRN jako adresat wniosku dysponował jego oryginałem. Tymczasem w aktach sprawy "ZEN" znajduję się kopia przebitkowa a nie oryginał. Nie jest to więc dokument z WSW PDRN. Nawet znajdujący się w tych aktach odpis zgłoszenia został, jak wszystko na to wskazuje, wykonany we własnym zakresie przez SB z tejże kopii przebitkowej (jako załącznika do notatki spisanej 20 lutego 1973 r.). Poza tym, jak sam Pan pisze, zgłoszenie zostało złożone w WSW PDRN w dniu 21 lutego 1973 r. Jest więc fizyczną niemożliwością, by materiały z WSW PDRN stanowiły podstawę notatki spisanej przez ppor. Plebana w dniu 20 lutego 1973 r. Cała konkluzja Pańskiego ostatniego wpisu jest zatem kompletnie oderwana od rzeczywistości. Ze wszystkich możliwości, wymienionych tui zarówno przez Pana jak i przeze mnie, próbę krytyki wytrzymuje tylko jedna ewentualność. Taka mianowicie, że w dniu 19 lutego 1983 r. faktycznie spotkał się Pan z ppor. Plebanem, przekazując mu jeden egzemplarz zgłoszenia rejestracyjnego. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. II 27.01.09, 10:24 Na zakończenie zacytuję najzabawniejszy chyba fragment Pańskiej przedostatniej wypowiedzi: "Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że por. Pleban zatelefonował do mnie, by się umówić na 20 lutego (miesiąc od przesłuchania), a ja mu powiedziałem, że będę wtedy w Szklarskiej Porębie na szkoleniu. Reszta jest chyba konfabulacją". Jeśli temu wierzyć, to ppor. Pleban, słysząc, że 20 lutego 1973 r. będzie Pan w Szklarskiej Porębie, całkowicie zrezygnował z planowanego spotkania z Panem. Nie wpadł nawet na pomysł, by umówić się z Panem w późniejszym terminie, po powrocie ze Szklarskiej Poręby. Po prostu totalnie odpuścił i ograniczył się do napisania notatki z wymyślonego spotkania w dniu 19 lutego 1973 r. Wynikałoby z tego, że nie było nic łatwiejszego niż byle czym spławić esbeka. Gdyby SB faktycznie działała tak jak Pan sugeruje, to musiałaby to być wyjątkowo pocieszna i dobroduszna instytucja. Naprawdę sądzi Pan, że ktoś uwierzy, że tak to naprawdę mogło wyglądać? Czyżby wypisując podobne facecje liczył Pan na to, że wykończy mnie Pan jako swojego polemistę, doprowadzając do tego, że pęknę ze śmiechu? Ładnie to tak? Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pleban Do Piotra ("Kefasa") IP: 217.197.72.* 27.01.09, 12:20 "Pierwej nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się zaprzesz" :] Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nieco chytry na kawę i ciastka? 31.01.09, 23:35 Panie Badura, W poście z dnia 26.01.08., godz. 21.23. napisał Pan: "Także dowolna osoba, nawet z ulicy, mogła otrzymać imiennie egzemplarz pisma zgłoszeniowego, a gdyby przyszła w tej sprawie do mnie do PAX-u, to mogła jeszcze dostać kawę i ciasteczka (jest to jeden z powodów, dla których biorę po uwagę możliwość, że por. Pleban przyszedł do mnie do PAX-u - był on nieco chytry na kawę i ciastka, o czym jeszcze kiedyś napiszę)". Trzeba naprawdę dość bliskiej znajomości, żeby wypowiadać się na temat czyichś upodobań, zamiłowania do ciasteczek itp. Tymczasem według innego wpisu z tego samego dnia (godz. 13.58) przypomina Pan sobie ponoć tylko trzy swoje kontakty z SB we Wrocławiu. Jak na osobę, która tak rzadko miała do czynienia z SB, dziwnie szybko "rozpracował" Pan zajmującego się Panem esbeka. Ja też miewałem do czynienia z esbekami, ale nie byłbym w stanie nic powiedzieć na temat ich upodobań kulinarnych itp. Znając już bujność Pańskiej wyobraźni, przypuszczam, że wymyśli Pan na poczekaniu jakąś bajeczkę o tym, jak to Pleban objadał się ciasteczkami podczas jednego z "przesłuchań" czy coś w tym guście. Dla mnie te Pańskie rewelacje na temat Plebana i jego zamiłowania do ciasteczek pozostaną jednak informacją dającą wiele do myślenia na temat Pańskich relacji z owym osobnikiem. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kawa się nadawa Re: nieco chytry na kawę i ciastka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:56 Zbychu, po prostu Badura chciał się zrewanżować Plebanowi za żeberka z kapustą :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura I za żeberka, i za kawę i ciastka płacił podatnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:00 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: I za żeberka, i za kawę i ciastka płacił poda IP: *.punkt.pl 01.02.09, 00:04 Bo to legalne państwo i służby były Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Cierpliwości. Przyjdzie na to pora. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:59 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura O kawie i wuzetce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 16:08 Obiecywałem, że wrócę do kwestii kawy i wuzetki, ale o tym zapomniałem. Nadrabiam więc teraz tę zaległość. Chodzi o zdarzenie sprzed 36 lat, więc boję się, że mogę coś pokręcić, ale mam nadzieję, że nie mieszają mi się zdarzenia. Prosiłem zresztą Bereszyńskiego o informację, czy w aktach jest może rachunek z kawiarni za wuzetkę, kawę i herbatę z moim podpisem na odwrocie. Data wystawienia tego rachunku jest istotna, bo pozwoliłaby opisane zdarzenie precyzyjnie ulokować w czasie. Druga moja rozmowa z por. Plebanem (którą pamiętam), odbyła się w kawiarni przy placu Kościuszki. Zakładam, że było to 27 marca 1973, bo o takiej dacie spotkania pisał por. Pleban w swej notatce. Pewności mieć nie mogę, bo zbyt wiele upłynęło lat, ale wydaje mi się, że data 27 marca 1973 jest też najbardziej prawdopodobna. Wspomniane spotkanie miało zupełnie inny charakter niż przesłuchanie w dniu 20 stycznia 1973, kiedy obie strony zachowywały kurtuazję. W dniu 20 stycznia oficerowie SB wyjaśniali, że gdy dowiadują się, iż ktoś zakłada jakąś organizację, to ich obowiązkiem jest sprawdzić, czy ta zakładana organizacja nie ma aby jakichś złych celów. Nikt z nich nie zakłada więc z góry, że mam jakieś złe cele, ale oni mają obowiązek sprawdzić. Ja z kolei deklarowałem, że TH ma być jak najbardziej legalną organizacją, ale oczywiście rozumiem, że oni muszą to sprawdzić. I oficerowie SB i ja mieliśmy oczywiście swoje myśli, ale to już inna sprawa. Wyrosłem w takim klimacie, że nie wolno z góry zakładać czyjejś złej woli. Trzeba mieć najpierw jakiś dowód złej woli. Oficerowie SB z zatroskaniem mówili, że informacja o przesłuchiwaniu studentów przez SB mogłaby w środowiskach uczelnianych zaognić sytuację i tak już napiętą w związku z jednoczeniem organizacji studenckich. Proponowali, bym zachował w tej sprawie milczenie i nie informował nikogo, że byłem przesłuchiwany. W związku z zastosowaną argumentacją jasne było, że tajemnica ma dotyczyć tylko okresu jednoczenia organizacji. Ze swej strony oficerowie deklarowali, że nikt inny w sprawie TH nie będzie już przesłuchiwany. Wyrosłem w takim klimacie, że nie wolno z góry zakładać, że czyjeś zatroskanie jest fałszywe, choćby się tak nawet podejrzewało. Oczywiste więc jest, że zgodziłem się na proponowany układ. SB nie dotrzymała słowa, czego się spodziewałem i co było też po mojej myśli. W dniu 27 marca już nie tylko wiedziałem, że SB nie dotrzymała słowa i przesłuchała Sergiusza, ale zdążyłem nawet poinformować o moim przesłuchaniu wszystkich zainteresowanych (protokół z Walnego Zgromadzenia TH w dniu 27 lutego) i na dodatek szefa wrocławskiego PAX-u. Na spotkanie w dniu 27 marca szedłem więc już na zasadzie, że każdemu trzeba dać możliwość wytłumaczenia się (wyrosłem w klimacie, w którym ta zasada obowiązuje). Rozmowa była przykra. Poinformowałem, że umowę o tajemnicy uważam za zerwaną przez SB i w związku z tym wszyscy są już poinformowani o przesłuchaniu mnie, a ponadto wie o tym szef wrocławskiego PAX-u. Gdy do naszego stolika podeszła kelnerka, by przyjąć zamówienie, poprosiłem tylko o herbatę (bo taniej już nie było można), mimo namów por. Plebana, bym zamówił coś jeszcze. Pamiętam ten fakt wyraźnie i pamiętam, że odmówiłem zamówienia czegokolwiek więcej, ponieważ uważałem, iż właściwie to nie wypada zamówić nic na zaproszeniu człowieka, któremu zgłasza się, że przestaje się go uważać za godnego zaufania. Por. Pleban zamówił kawę i ciastko wuzetka. W trakcie dalszej rozmowy por. Pleban tłumaczył, że oni wywiązali się z umowy i we Wrocławiu nikt nie był przesłuchiwany, ale SB w Warszawie postępuje według własnej woli i im nie podlega. Zwróciłem mu uwagę, że skoro nie skonsultowali się z Warszawą, to mogli zwracać się do mnie o zachowanie tajemnicy tylko wobec wrocławian. Nie mieli prawa oczekiwać, bym nie informował także warszawiaków. Por. Plebana poinformowałem też, że o żadnej tajemnicy na przyszłość mowy być nie może. Musiałem go o tym poinformować, bo nie chciałem po raz kolejny znaleźć się w sytuacji, że SB mnie o coś lub o kogoś pyta, prosi o tajemnicę, a potem zabiera tę osobę na przesłuchanie i informuje, że wcześniej mnie o nią pytali. Rozmowa zakończyła się. Por. Pleban poprosił kelnerkę o rachunek. Zapłacił. Gdy kelnerka odeszła, stało się coś, czego się nie spodziewałem. Por. Pleban uśmiechnął się do mnie prosząco i zapytał, czy mógłbym się podpisać na odwrocie rachunku, bo jak się nie podpiszę, to jemu nie uznają tego za wydatek służbowy i nie zwrócą mu pieniędzy. Kompletnie mnie to zamurowało. Rachunek był na jakąś śmieszną kwotę. W dodatku por. Pleban sam zjadł wuzetkę i wypił kawę, więc niemal w całości był to rachunek za jego konsumpcję. Świat by się nie zawalił, gdyby go zapłacił ze swoich pieniędzy. Jak można kogoś, kto mówi: jesteś człowiekiem niegodnym zaufania, upraszać o podpis na rachunku, by zaoszczędzić jakieś śmieszne grosiki? Jak można kompromitować swoją służbę, informując tego, kto właśnie oświadczył, że nie zasługuje ona na zaufanie, iż ona sama swoim ludziom też nie ufa i nawet na grosiki chce mieć potwierdzenia? W PAX-ie nikt nigdy nie kazał mi potwierdzać rachunków u innych osób. Przyjmowano je wyłącznie na podstawie mojego oświadczenia. Więcej, często w ogóle nie przedstawiałem rachunku, tylko oświadczałem, że tyle i tyle na to i na to wydałem. Gdy patrzę na to zdarzenie z perspektywy lat, to myślę, że por. Pleban był po prostu tak zdołowany psychicznie moimi twardymi oświadczeniami o braku zaufania, o zerwaniu umowy o tajemnicy, o poinformowaniu wszystkich o przesłuchaniu, o zamiarze informowania na przyszłość także wszystkich tych, o których chcieliby mnie zapytać, że nie docierało do niego, iż lepiej już nie prosić o podpisanie mu rachunku. Myślę jednak, że w parę godzin później dotarło do niego, że zrobił z siebie łacha i złapał jeszcze większego doła. Błędny jest pogląd, że funkcjonariusze SB to były jakieś pozbawione uczuć cyborgi. To byli tacy sami ludzie, jak wszyscy inni. Myślę że zdecydowana większość z nich chciała mieć o sobie dobre zdanie i wierzyła w swą misję. Takie wydarzenia jak moja rozmowa z por. Plebanem w dniu 27 marca, były dla nich przykre. Po spotkaniu 27 marca por. Pleban napisał lipną notatkę. Może bał się napisać prawdę. Nie wiem. Jego trzeba by zapytać. Nieco powykrzywianą prawdę o rozmowie z 27 marca wstawił por. Pleban do notatki z rzekomej rozmowy w dniu 20 grudnia. Ja sobie nie przypominam już żadnej rozmowy po tej, która odbyła się w kawiarni. Jedyny kontakt między nami, który miał jeszcze potem miejsce, to rozmowa, chyba na początku 1975, na którą por. Pleban bardzo nalegał, zarzekając się, że ma to być rozmowa absolutnie prywatna i o nic nie będzie mnie pytał. Tak też było. Nie pytał mnie o nic. Żalił się tylko, że wyrzucają go do Wałbrzycha. Mam nadzieję, że w sprawie kawy i wuzetki jest teraz jasność. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot O kawie i wuzetce i pomocy esbekowi IP: 77.252.18.* 19.03.09, 19:05 O coorwa Piotrek i tyś ten rechnug podpisał? Toś był bardziej zdołowany niż tyn esbek. Legalna służba legalnego państwa robi z Ciebie szmatę nielojalną, że dopuściłeś się zdrady informując kumpli o rozmowach z SB, robi z Ciebie wała, bo w Warszawie to nie oni, a Ty na koniec podpisujesz mu delegację na 8,20 zł? Jak musi być przerażony i zaszczuty student, młody człowiek, lojalny obywatel, skoro godzi się na takie upodlenie? Albo lojalny i uczciwy obywatel wzrosły w klimacie, że prawdę należy potwierdzać, składa podpis na dokumencie dla księgowego, legalnej przecież istytucji. Mając na uwadze Twoją charakterystykę operacyjną, to drugie rozwiązanie wchodzi w grę. Esbek nie zaproponował by Ci podpisania gó...anego rachunku, gdyby miał cień watpliwości, że nie podpiszesz. Przecież to zwyczajni, normalni, wrażliwi ludzie byli i nie chcieli się na despekt narażać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy ten post to właśnie ciężka praca dla ojczyzny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 19:58 Panie Behemocie Obawiam się, że wypowiedź powyżej może być działaniem w ramach Pana "współpracy z ABW", o której pisał Pan w poście dostępnym pod adresem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89622607 i którą nazwał Pan w poście dostępnym pod adresem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=90419420 "ciężką pracą dla ojczyzny". Jeśli pisał Pan to w ramach tej "ciężkiej pracy" dla najjaśniejszej III RP, to powinien był Pan to zaznaczyć. Ja już wcześniej zadeklarowałem, że uważam ABW za legalną służbę legalnego państwa i szanuję ciężką pracę jej agentury. Gdyby zaznaczył Pan, że to służbowo, to bym nie polemizował. Ale nie zaznaczył Pan, więc odpowiadam. 1)Dlaczego uważa Pan, że gdy ja zawarłem z SB dobrowolną umowę, bo przecież nikt mnie nie zmuszał, a oni ją złamali, to ja i tak miałem obowiązek tej umowy dotrzymać, bo inaczej byłbym "szmatą nielojalną"? To ABW ma takie wredne zasady? Bo SB nie miała, o czym świadczy to, że nawet nie pisnęli, gdy ujawniłem całą sprawę. Boję się, czy zbyt szybko nie uznałem, że służby to służby. 2) Czy widzi Pan jakiś powód, dla którego nie powinienem był por. Plebanowi podpisać tego rachunku? Oczywiście kierując się złośliwością mogłem odmówić podpisu, ale do złośliwości też trzeba mieć powód. Pan chyba nie chwyta istoty problemu. Człowiek któremu właśnie co postawiłem poważny zarzut, uniżenie mnie prosi, bym mu podpisał rachunek, bo chce odzyskać grosiki za kawę, którą wypił, i ciastko, które zjadł. Pan się też tak upokarza w służbie dla ABW? No to rzeczywiście ma Pan nie tylko ciężką, ale potwornie ciężką służbę. Mam nadzieję, że przynajmniej ma Pan za to wynagrodzenie, którego kwota jest pięciocyfrowa. Pozdrawiam i współczuję Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: Czy ten post to właśnie ciężka praca dla ojcz IP: 77.252.18.* 20.03.09, 01:20 Za pozdrowionka dziekuję, wspołczucie mi nie jest potrzebna, raczej na pewno Tobie Drogi Piotrze, bo solidnie, pardon śmierdzi w koło Twojej osoby i to nie z powodu Plebana I Bereszynskiego ale przyjętej przez Ciebie lini obrony. Zawarłem z SB dobrowolną umowę, bo przecież nikt mnie nie zmuszał - piszesz. Sam do nich poszedłeś lojalny obywatelu umowę zawrzeć ,czy Cię wezwali jak piszesz na przesłuchanie, co w istocie przesłuchaniem nie było, tylko lużną pogawędką w wyniku której zrozumiałeś, że muszą sprawdzić tylko czy TH to nie jakaś przeciwustrojowa organizacja, co jest normalnym rutynowym działaniem, jak np. kontrola dokumentów przez drogówkę. Szmatą nielojalną uczynił Cię esbek, bo do momentu kipiszu u Sergiusza w Wawie działałeś według zasady pacta sunt servanta. Dodatkowo zrobił z Ciebie głupa tłumacząc, że to nie my tylko Wawa. A ty to łykasz jak pelikan. Stawiasz mu poważny zarzut, nokautujesz go, triumfujesz, a on leżąc na deskach z rozbitym nosem łka o podpis na 8,20 zł bo może go z roboty wyrzucą. No czy można mieć powód do jakiejś złośliwości wobec nieszczęsnego pobitego przeciwnika. Jakiego tam przeciwnika, legalnego urzędnika legalnego państwa, który wobec lojalnego obywatela zaledwie nie dotrzymał umowy, na skutek czego wyszedłeś wśród kolegów i ich rodziców na osobę nie godną zaufania, vulgo szmatę? Jaki tam powód do złośliwości, do znęcania się nad urzędnikiem, ba ofiarą. W geście zwycięzcy moralnego (po postawieniu poważnych zrzutów Plebanowi, które on miał głęboko w doopie, albo nie rozumiał, bo chodziło mu o 8,20 zł) składasz podpis na rachunku. Zaiste nie było żadnego powodu by nie podpisać Plebanowi rachunku, w końcu wypiłeś herbatę a on kawę i zeżarł ciastko. No kto to coorva kupi? Chociaż może, bo jest powiedziane w piśmie jak Cię leją to nadstaw drugi policzek no i zawsze w razie czego możesz sobie przypisać postępowanie w myśl zasady, zło dobrem zwyciężaj. Co do pozostałych Twoich wątpliwości dotyczących upokorzeń, pięciocyfrówek, zasad, to wybacz obowiązuje mnie tajemnica służbowa. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: O kawie i wuzetce 19.03.09, 20:40 Pleban bał się, że nie uwierzą mu na słowo, gdy sam (bez podpisu Badury) zgłosi, że wydał kilka złotych na kawę i wuzetkę. Ale nie obawiał się, że nie dadzą wiary jego rzekomym konfabulacjom na temat spotkań z Badurą? Szefowie Plebana skrupulatnie weryfikowali jego wydatki na konsumpcję, ale nie zadawali sobie trudu, by weryfikować jego informacje na tematy merytoryczne? Kolejna "rewelacja" Badury, która nie trzyma się kupy! Nie twierdzę, że Badura nie podpisał się na rachunku z kawiarni. Myślę, że faktycznie to zrobił. Ale nie wierzę, by esbekowi chodziło po prostu o rozliczenie wydatków na konsumpcję. Myślę, że Pleban potrzebował podpisu Badury na kolejnym dokumencie dla zupełnie innych celów. Jakich? Być może potrzebny był jakiś dowód dla przełożonych, że faktycznie spotyka się z Badurą (takie potwierdzenie "delegacji"). A może chodziło o coś więcej. O zbieranie "haków" na przyszłość, gdyby okazało się, że Badura nie spełnia oczekiwań SB. Tego typu "kwity" mogłyby przydać się jako instrument szantażu, gdyby Badura okazał się niepokorny i nie chciał współpracować z SB. Mogłyby też przydać się do kompromitowania Badury, gdyby SB chciała się na nim zemścić za ewentualną odmowę współpracy. Nie wiem, czy wspomniany rachunek był później wykorzystywany w takim charakterze. Nie można jednak wykluczyć takiej ewentualności. Faktem jest, że owego rachunku nie ma wśród materiałów sprawy krypt. "ZEN". Może to sugerować, że wykorzystywano go później do innych celów (bądź z taką myślą przechowywano w innej teczce). Już wcześniej kilkakrotnie sugerowałem, że fakt spotykania się z esbekiem w kawiarni i hotelu mógł być w późniejszym czasie wykorzystywany przez SB dla kompromitowania Badury wśród działaczy PAX i "Solidarności". Najnowszy wpis Piotra B. przydaje dodatkowego uzasadnienia tej hipotezie. Spotkania w kawiarni i hotelu (zamiast standardowych rozmów w siedzibie MO i SB) były elementem wciągania w pułapkę osoby traktowanej jako kandydat na TW. Dawanie różnych kwitów do podpisu (pod byle jakim pretekstem) było kolejnym elementem tejże strategii. Składając swój podpis na rachunku z kawiarni, Badura popełnił kolejny błąd, wchodząc jeszcze głębiej w pułapką zastawianą na niego przez SB. Aż dziw bierze, że nie uprzytomnił sobie tego do dzisiaj! Można zrozumieć jego naiwność w 1973 r., ale podobna naiwność po 35 latach jest trudna do pojęcia. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Trzęsący się ze strachu Bereszyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 21:49 1) Rachunek za kawę,herbatę i wuzetkę z moim podpisem jako instrument szantażu? - to brednia do Księgi Rekordów Guinnessa. Trzęsącego się ze strachu Bereszyńskiego pewnie można było takim kwitkiem szantażować i dlatego myśli on, że innych też. Bereszyński najwidoczniej nie pojmuje, co oznacza być człowiekiem wolnym i dumnym. Ja decyduję co podpisuję. Jeśli chcę podpisać rachunek z kawiarni, to go podpiszę. Gdyby SB miała go nieuczciwie wykorzystać, to byłby to ich problem, a nie mój. Jeśli ktoś dałby się nabrać na jakąś esbecką manipulację z tym kwitkiem, to on miałby problem a nie ja. Tak jest w świecie wolnych i dumnych ludzi. Świecie dla Bereszyńskiego najwyraźniej niepojętym. 2. Na podstawie lektury esbeckich materiałów, które Bereszyński tu opublikował, oraz na podstawie swych doświadczeń sądzą, że tak właśnie było, iż SB nie bardzo ufała swym ludziom, ale pilnowanie kasy uważali za ważniejsze niż pilnowanie, by wytwarzane przez nich samych dokumenty były rzetelne. Myślę, że w SB doskonale rozumiano, że wartościowy jest dokument napisany własnoręcznie przez osobę, którą SB interesowała się. 3. Por. Pleban mógł bać się, że mu nie uwierzą z kawą i wuzetką, bo gdyby mu nie uwierzyli, to nie dostałby pieniędzy i bardzo by cierpiał. A co gdyby mu nie uwierzyli w rozmowę ze mną? Przyjechaliby do mnie zapytać, czy ta rozmowa odbyła się naprawdę? A jak ja bym powiedział, że się nie odbyła, a por. Pleban twierdziłby, że ja kłamię, i że się odbyła, to jak mieliby ustalić co jest prawdą? A czy w ogóle były takie przypadki, że jakaś kontrola z SB jeździła po ludziach i weryfikowała rzetelność notatek funkcjonariuszy? Bo do mnie nigdy żadna komisja nie przyjechała, choć fałszywość notatek por. Plebana widoczna była gołym okiem. 3) Jeśli metodą pracy SB było usidlanie ludzi podpisem na rachunku z kawiarni to w moim przypadku ta metoda była do kitu. Nie sądzę jednak, że por. Pleban, w sytuacji gdy dowiadywał się, że napisane własnoręcznie przeze mnie zobowiązanie do zachowania tajemnicy stało się w ciągu kilku tygodni bezwartościowym kawałkiem papieru, bo ja tę tajemnicę ujawniłem wszystkim zainteresowanym, chciałby coś zbudować na kwitku z kawiarni. Tak ciemny to on znów nie był. Pozdrawiam Wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy wolni i dumni nie boją się podpisać na kwitku z kawiarni. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wikary Re: Trzęsący się ze strachu Bereszyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 22:05 Gość portalu: Piotr Badura napisał(a): > Por. Pleban mógł bać się, że mu nie uwierzą z kawą i wuzetką bo > gdyby mu nie uwierzyli, to nie dostałby pieniędzy i bardzo by > cierpiał. A co gdyby mu nie uwierzyli w rozmowę ze mną? > Przyjechaliby do mnie zapytać, czy ta rozmowa odbyła się > naprawdę? A jak ja bym powiedział, że się nie odbyła, a por. > Pleban twierdziłby, że ja kłamię, i że się odbyła, to jak mieliby ustalić co jest prawdą? No taż nie musieli przyjezdzac i ustalać, mieli na dowód spotkania rachunek podpisany prze Pana. Chyba, że siedzieliście i tylko konsumowali (on wuzetke, kawe) a Pan herbatke bez żadnej rozmowy, ale to niepodobieństwo (trudno o wiekszego gadułe niz Pan :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Coś się Panu poplątało IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 23:31 Ta rozmowa z rachunkiem odbyła się. Problem jest z rzekomymi dwoma następnymi, które są fikcją i widać to gołym okiem. Ale i tak żadna esbecka kontrola mnie nigdy o nie nie pytała (no chyba żeby się Bereszyńskiego uznało za esbecką kontrolę). Pozdrawiam Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski "Bohaterski" Badura 20.03.09, 09:18 Badura znowu kreuje się tutaj na nieustraszonego bohatera. Dziwne tylko, że ów "bohater" nie miał dość odwagi, by nie zgodzić się na konspiracyjne spotkanie z esbekiem w kawiarni (jeżeli już uważał,że musi rozmawiać, to mógł pójść na oficjalną rozmowę do gmachu MO i SB, jak bywało w przypadku normalnych ludzi). Nie znalazł w sobie nawet tyle odwagi, by odmówić esbekowi podpisu na rachunku z kawiarni. To ci dopiero "bohaterstwo"! Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wikary Re: O kawie i wuzetce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 21:50 jeżeli ten Pleban wg Badury fałszował dokumenty (notatki ze spotkań ), preparował, konfabulował etc. to czy byłoby dla niego problemem sfałszowanie podpisu Badury na rachunku za wuzetke i kawe? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Oczywiście nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 23:25 Sfałszowanie mojego podpisu nie byłoby żadnym problemem, poza jednym szczegółem. Byłby to ewentualnie dowód przeciwko fałszerzowi. Notatka z fikcyjnej rozmowy nie była żadnym dowodem, bo po dłuższym czasie praktycznie nie da się udowodnić, czy rozmowa była, czy jej nie było. Sfałszowania zaś notatki w ten sposób, że do mającej faktycznie miejsce rozmowy dopisze się fałszywą treść, nie da się udowodnić zaraz po tej rozmowie. Trzeba by mieć nagranie, by coś udowodnić. Pozdrawiam Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Rzekoma rozmowa (...) 19.02 - chyba ostatni raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 17:59 Szanowny Panie Bereszyński Prawdopodobnie odpowiadam po raz ostatni w kwestii "Rzekomej rozmowa z por. Plebanem w dniu 19.02.1973". Od pierwszych Pana wpisów w tym wątku mam przekonanie, że działa Pan ze złą wolą i nie dąży Pan do prawdy, ale do możliwie maksymalnego oczernienia mnie. Sądzę zresztą, czemu już nieraz dawałem tu wyraz, że wypełnia Pan w ten sposób polecenie służbowe. Nie mogę w nieskończoność prostować Pana oszczerstw, nieprawd i insynuacji, dotyczących jednego tylko szczegółu. Dlatego ten mój post będzie chyba ostatnim, dotyczącym "Rzekomej rozmowy z por. Plebanem w dniu 19.02.1973". Musi on Panu i ewentualnym innym forumowiczom wystarczyć, bo potem przejdę do innych kwestii. 1) Zupełnie nieuzasadnione jest Pana oczekiwanie, bym wytłumaczył dlaczego por. Pleban w swych relacjach z rzekomych rozmów ze mną mijał się z prawdą. To por. Pleban powinien Panu wyjaśnić, dlaczego mijał się z prawdą. Mimo to wskażę na jeszcze inną możliwość (pkt. 4), choć jest to tylko kolejna hipoteza. Prawdę zna por. Pleban. 2) Napisał Pan: "Kopię przebitkową zgłoszenia z oryginalnymi podpisami mógł dostarczyć tylko ktoś z grona członków-założycieli. Kto? Odpowiedź wydaje się oczywista, bo przecież tylko jedna osoba z tego grona miała styczność z SB." To Pana stwierdzenie dowodzi, iż nie zadał Pan sobie najmniejszego trudu, by cokolwiek w sprawie wyjaśnić. Cały Pana wysiłek idzie w to, by za wszelką cenę stworzyć wrażenie, że byłem współpracownikiem SB. Jest to zadanie niewykonalne, bo z dokumentów, do których ma Pan przecież dostęp, wynika coś dokładnie odwrotnego. Gdyby rzeczywiście chciał Pan coś wyjaśnić, to przecież zrobiłby Pan przynajmniej takie minimum, ja wpisanie w Google nazwisk członków założycieli TH i sprawdzenie, czy przypadkiem ktoś z nich nie został już ujawniony jako TW. Wtedy dowiedziałby się Pan, że np. Urszula S. została już w 2007 ujawniona jako TW Sylwia i nie napisałby Pan, że byłem w TH jedyną osobą, która miała kontakt z SB. Dla ułatwienia podaję Panu adres: www.pardon.pl/artykul/2418/agenci_sb_we_wroclawiu_ujawnieni Nie uważam za właściwe informowania tu o swych przypuszczeniach co do stopnia penetracji TH przez SB, a także inne służby. Zwrócę tylko uwagę, że byłoby wielką naiwnością z mojej strony, gdybym tworząc TH nie założył, iż służby postarają się o zainstalowanie w nim agentury. 3) Zakładam oczywiście, że pismo zgłaszające TH nie zostało przekazane SB przez Urszulę S. Znacznie milsze jest dla mnie np. przypuszczenie, że Urszula S. związała się z TH pod wpływem mojego uroku osobistego, a nie na polecenie służbowe. Ponadto, jak wiele razy już tu pisałem, osobą najwłaściwszą do udzielania SB informacji na temat TH byłem ja. To ode mnie SB powinna była dostawać wszelkie dokumenty, których na mocy przepisów miała prawo oczekiwać. Ja tę gotowość informowania w prawem określonym zakresie zgłosiłem wyraźnie podczas pierwszego kontaktu i przecież jest to odnotowane. TH było legalną organizacją, a jednym z elementów legalności było, w świetle obowiązujących wówczas przepisów, udostępnianie władzom różnych dokumentów organizacyjnych, gdy się o nie, zgodnie z prawem, zwracają. 4) O rozmowie z por. Plebanem w dniu 19.02.1973 piszę "rzekoma" nie dlatego, że chcę zakwestionować fakt przekazania SB kopii pisma zgłaszającego TH. To nie jest akurat żaden problem. Przecież w zamieszczonych tu przez Pana dokumentach z przesłuchania jest moja jasna deklaracja, że to, co przepisy nakazują mi ujawnić w sprawie TH, to ujawnię, bo tworzę legalną organizację. Pismo zgłaszające TH miałem w świetle prawa obowiązek okazać na wezwanie już w momencie, gdy ono powstało. Problemem są jednak podane przez por. Plebana daty, które nie wydają się prawdopodobne, o czym pisałem już w innym poście. Jeśli por. Pleban pisał nieprawdę w kwestii dat, to musiał mieć powód. Bez powodu pisze się raczej prawdę. Nie mam pojęcia, dlaczego por, Pleban miałby podać nieprawdziwe daty, a zapewne to zrobił. Mogło być np. tak: Por. Pleban dzwonił do mnie do PAX-u 20 lutego, ale poinformowano go, że mnie nie ma, bo jestem w Szklarskiej Porębie i mam być 21 lutego. Przyszedł zatem do mnie 21 lutego do PAX-u i dowiedział się, że rano złożyłem pismo zgłaszające TH w WSW PDRN. Dostał ode mnie kopię tego pisma. Uznał, że jeśli napisze, iż dostał tę kopię przed faktem zgłoszenia TH, to zrobi to lepsze wrażenie na jego przełożonych. Gdyby napisał, że dostał ją ode mnie np. 17 lutego, to nie byłoby problemu. Nie wychwyciłbym, że daty są nierealne. Ale mogło tak być, że np. do 18 lutego włącznie był on np. służbowo poza Wrocławiem, o czym jego przełożeni wiedzieli. Musiał zatem wpisać datę późniejszą, która wprawdzie nie pasowała do mojego kalendarza, ale o tym już jego przełożeni nie wiedzieli. To oczywiście tylko jedna z hipotez, bo o prawdę trzeba pytać por. Plebana a nie mnie. 5) Pogląd wyrażony przez Pana w innym poście, jakoby nie było powodu, by przypisywać mnie przekazanie jakiejś informacji, gdy naprawdę przekazał ją ktoś inny, jest niesłuszny. Oficer SB, mający tylko jednego informatora, który przekazał mu 100 informacji, w oczach przełożonych wypada gorzej niż mający jednego informatora, który przekazał 90 informacji i jeszcze 5, którzy przekazali po 2 informacje. Niby informacji tyle samo, ale informatorów już nie. Dlatego "sprytny" oficer mógłby tak kombinować, że jakieś informacje od wydajnych informatorów zręcznie przypisze tym osobom, które nie bardzo chcą ich udzielać. Nie sądzę jednak, by ten przypadek miał tu miejsce, bo ja wyraźnie zadeklarowałem, że to, co ustawa nakazuje mi w sprawie TH udostępnić, to udostępnię, gdyż TH jest legalną organizacją. Nie było więc powodu, by zwracać się do kogoś innego. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Do Urszuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 18:20 Szanowna Urszulo Ponieważ musiałem powołać się na Twój przypadek, więc informuję Cię, że ja osobiście nie miałbym Ci za złe przekazania SB jakiejkolwiek informacji na temat TH, byle byłaby ona prawdziwa. TH było legalnym stowarzyszeniem i nie było powodu, by cokolwiek przed władzami ukrywać. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Do Urszuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 19:07 Gość portalu: Piotr Badura napisał(a): > Szanowna Urszulo > Ponieważ musiałem powołać się na Twój przypadek, więc informuję Cię, że ja > osobiście nie miałbym Ci za złe przekazania SB jakiejkolwiek informacji... Czy Urszula jest uczestnikiem tej dyskusji? A może dopiero chciałby pan ją zaprosić? Jeśli w charakterze świadka, to pański post można by chyba okreslic mianem "wpływania na zeznania świadka" :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Rzekoma rozmowa (...) 19.02 - chyba ostatni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 18:57 W linku, który pan podaje możemy znaleźć takie oto informacje: "TW "Sylwia", rozszyfrowana jako Urszula Smerecka. W 1981 r. była zastępcą redaktora naczelnego wrocławskiego radia "Solidarność". Ale już w 1978 r. funkcjonariusze SB wymienili ją w niewielkiej grupie agentów, którzy mają "dotarcie do grona ścisłego aktywu SKS-u a tym samym mają możliwości operacyjne do realizacji głębokiego rozpoznania działalności tej organizacji już w sferze zamiarów odnośnie przyszłej działalności". Usytuowanie Smereckiej było więc bezcenne dla SB." a wczesniej: "Na podstawie akt "Kaskadera" (oraz akt innych spraw, poświęconych m.in. inwigilacji wrocławskiego SKS) udało się ustalić kilkanaście nazwisk agentów SB ulokowanych w środowisku wrocławskiej opozycji antykomunistycznej na przełomie lat 70. i 80." Nie można zatem z tych informacji wysnuć wiedzy na temat tego co robiła Urszula Smerecka w roku 1973. A to własnie wtedy rejestrował pan TH i tych lat dotyczy - o ile dobrze rozumiem - spór jaki panowie toczycie. Dlaczego nie chce pan ujawnić swych przypuszczeń co do stopnia penetracji TH przez SB? Dlaczego posiłkuje się pan w swojej argumentacji wynikami prac historyków IPN, a z drugiej strony wzbrania się pan przed zajrzeniem do zasobów IPN na temat własnej osoby? Dlaczego SB miałaby instalować agenture w TH mając w panu tak ochoczego informatora, który złozył deklaracje rzetelnego informowania (oczywiscie "tylko" w ramach tego, co przewidywało PRL-owskie, w pełni przez pana akceptowane prawo :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Jakoś dziwnie Pan pisze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.09, 00:16 Szanowny Panie Maksie Dziwne rzeczy Pan pisze, np.: 1) "Nie można zatem z tych informacji wysnuć wiedzy na temat tego co robiła Urszula Smerecka w roku 1973. A to właśnie wtedy rejestrował pan TH i tych lat dotyczy - o ile dobrze rozumiem - spór jaki panowie toczycie." Przecież ja wyraźnie napisałem: "Zakładam oczywiście, że pismo zgłaszające TH nie zostało przekazane SB przez Urszulę S. Znacznie milsze jest dla mnie np. przypuszczenie, że Urszula S. związała się z TH pod wpływem mojego uroku osobistego, a nie na polecenie służbowe. Ponadto, jak wiele razy już tu pisałem, osobą najwłaściwszą do udzielania SB informacji na temat TH byłem ja. To ode mnie SB powinna była dostawać wszelkie dokumenty, których na mocy przepisów miała prawo oczekiwać. Ja tę gotowość informowania w prawem określonym zakresie zgłosiłem wyraźnie podczas pierwszego kontaktu i przecież jest to odnotowane. TH było legalną organizacją, a jednym z elementów legalności było, w świetle obowiązujących wówczas przepisów, udostępnianie władzom różnych dokumentów organizacyjnych, gdy się o nie, zgodnie z prawem, zwracają." Ja niestety nie mogę wykluczyć, że już w 1973 Urszula była TW, więc choć w to raczej nie wierzę, to na wszelki wypadek zaznaczyłem, że gdyby tak było, to jeśli mówiła SB prawdę, to nikt nie może jej nic zarzucić. Sprawę Urszuli przywołałem tylko dlatego, by pokazać, że pan Bereszyński nie zadał sobie najmniejszego trudu, by coś posprawdzać. To zaś utwierdza mnie w podejrzeniu, że dostał polecenie, by mnie oczernić i sprawdzanie czegokolwiek było mu w tej sytuacji na rękę. Czy Pan też uważa, że wpisanie tych kilku nazwisk do Googli było takim wielkim problemem? 2) "Dlaczego nie chce pan ujawnić swych przypuszczeń co do stopnia penetracji TH przez SB?" A po co mam to ujawniać? Jeśli podejrzewałbym niesłusznie, to skrzywdziłbym podejrzewanych, pisząc tu o nich. 3) "Dlaczego posiłkuje się pan w swojej argumentacji wynikami prac historyków IPN, a z drugiej strony wzbrania się pan przed zajrzeniem do zasobów IPN na temat własnej osoby?" Po pierwsze, napisałem już, że od zaglądania do zasobów IPN na temat mojej osoby mam Bereszyńskiego. Po drugie, co bym zyskał zaglądając do tych zasobów? Przecież wtedy każdy mógłby powiedzieć, że sprawdziłem co tam jest i teraz dorabiam do tego odpowiednią wersję. Po trzecie, jeśli pan Bereszyński prosi, grozi, błaga i żebrze, bym tam zajrzał, a ja go podejrzewam, że działa na zlecenie służb specjalnych, to musiałbym upaść na głowę, by tam zaglądać. Ja jestem tu rozgrywającym, a nie pan Bereszyński. Gra nie potoczy się zatem wedle jego próśb, gróźb, błagań i żebrań. 4) "Dlaczego SB miałaby instalować agenturę w TH" - też o to pytam. Przecież wszystko na temat TH dostaliby ode mnie. To po co miała im potrzebna agentura w TH? Myślę jednak, że oni bali się, że wprowadzam ich w błąd i woleli się zabezpieczyć. SB to jednak nie był problem. Większy problem mógł być z innymi niż SB służbami, ale o tym wolę nie pisać. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Jakoś dziwnie Pan pisze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.09, 02:09 Odwracanie kota ogonem to pana specjalność. "Zagadywanie" długimi cytatami z własnych wypowiedzi też. Zarzucił pan Bereszyńskiemu, że gdyby skorzystał z Google to nie pisałby, że był pan w TH jedyną osobą, która miała kontakt z SB. Poczym podał pan link do informacji, z której leniwy Bereszyński dowiedziałby się, że Urszula S. (członek-załozyciel TH) była tajnym współpracownikiem SB.... ale dopiero na przełomie lat 70/80 XX wieku, gdy TH już dawno nie istniało! Jakiej więc istotnej wiedzy odnosnie do pana kontaków z SB w latach 1973-1974 pozbawił nas Bereszyński poprzez swoje karygodne zaniedbanie? To jeden z wielu przykładów pana - moim zdaniem - złej woli, przypisywania złych intencji Bereszyńskiemu. O Urszuli S. pisze pan mniej wiecej tak: ...nie moge wykluczyć, że była w 1973 TW, więc choć raczej w to nie wierze, to na wszelki wypadek zaznaczam... że gdyby tak było to jesli mówiła SB prawde.... Dość skomlikowana i wyrafinowana konstrukcja zdaniowa. Niech się pan nie dziwi, ze proste zdania Bereszyńskiego bardziej przemawiają do czytelnika takiego jak ja. "Na wszelki wypadek?" Kogo pan się obawia? Jakich jeszcze służb? (Poza Bereszyńskim, czy raczej "słuzbami" z podpuszczenia których tenze działa :) I dalej brnie pan, odpowiadając na pytanie: "Dlaczego nie chce pan ujawnić swych przypuszczeń co do stopnia penetracji TH przez SB?" >A po co mam to ujawniać? Jeśli podejrzewałbym niesłusznie, to skrzywdziłbym podejrzewanych, pisząc tu o nich. Dziwne, że tę słuszną skądinąd zasade stosuje pan tak selektywnie, zapominając o niej np. gdy pisze pan o Bereszyńskim, że "dostał polecenie, by mnie oczernić" A w tym przekonaniu utwierdza pana fakt, że Bereszyński nie zadał sobie trudu by cos posprawdzac w ... Google :) Powalajacy zaiste argument :) A przecież cokolwiek pojawi się w Google musi przedtem zaistnieć w innej formie, to jest tylko wyszukiwarka, czy pan o tym nie wie? Moze Bereszyński woli grzebać w materiałach źródłowych a nie w Google - ale to juz pytanie nie do pana :) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski znowu ucieka Pan w konfabulacje 15.02.09, 21:15 Panie Badura, Jedyną osobą, którą miałbym podstawy posądzać o świadomą konfabulację, jest Pan. To Pan miesza tutaj fakty ze swoimi zmyśleniami, dążąc za wszelką cenę do zakwestionowania wiarygodności dotyczących Pana dokumentów. Z tego, że Urszula Smerecka funkcjonowała jako TW ps. „Sylwia” w 1978 r., nie wynika wcale, że analogiczną rolę odgrywała ona już w 1973 r. w środowisku TH. Gdyby współpracowała ona z SB w 1973 r., to oczywiście można by z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładać, że podobnie było również w 1978 r. Ale nie odwrotnie! Pańskie wywody na ten temat są po prostu nielogiczne. Jak na razie nie wiemy (Pan i ja), kiedy i w jakich okolicznościach doszło do zwerbowania „Sylwii” przez SB. W związku z tym wszelkie spekulacje na temat jej roli w 1973 r. są po prostu bezprzedmiotowe. Tzw. kupy nie trzymają się również Pańskie wywody na temat możliwości przypisywaniu Panu przez Plebana informacji pozyskanych w rzeczywistości od „Sylwii”. Gdyby Pleban faktycznie miał „Sylwię” na swoich usługach, to z pewnością pochwaliłby się tym w materiałach sprawy krypt. „ZEN”. Tymczasem nie ma tam żadnej tego typu informacji. Nie ma tam żadnych doniesień „Sylwii” czy informacji pozyskanych od innych założycieli TH. Jako jedyne osobowe źródło informacji na temat TH występuje tam przez cały czas Pan. Pleban nie chwalił się przed przełożonymi tym, że ma dwóch informatorów w środowisku TH. Jak już powiedziałem, on cały czas wymieniał Pan jako jego jedyne osobowe źródło informacji na ten temat Wśród materiałów sprawy krypt. „ZEN” znajduje się również wykaz wykorzystywanych w tej sprawie tajnych współpracowników oraz kontaktów operacyjnych i służbowych. W wykazie tym zostali wymienieni TW ps. „Kowalski”, „11S’, „KCN” i „Maciek”, a także KS „DD” i KO „TŻ”. Żadna „Sylwia” tam nie występuje. Po jakiego diabła miałby Pleban ukrywać przed przełożonymi faktyczny sukces operacyjny, jakim byłoby zwerbowanie „Sylwii”, a wymyślać fikcyjny (jakoby) sukces w postaci spotkań z Panem? Po co miałby uprawiać taką dezinformację? Co by mu to dało? To nie są pytania ani do Pana ani do Plebana (ani też do Wójta). To są tzw. pytania retoryczne. Nie oczekuję na Pańską odpowiedź na te pytania, bo odpowiedź ta jest dla mnie oczywista. To samo można powiedzieć na temat Pańskich konfabulacji na temat czasu, w jakim Pleban mógł dostać od Pana kopię zgłoszenia TH. Nie wierzę w to, by sugerowane przez Pana manipulowanie datą otrzymania zgłoszenia dałoby Plebanowi jakieś godne uwagi korzyści w postaci lepszej oceny jego osoby przez przełożonych. Wątpię, by tego typu detale miały dla kogokolwiek większe znaczenie. Całkiem realna byłaby natomiast groźba surowej odpowiedzialności karnej, jaka spadłaby na Plebana, gdyby wyszło na jaw, że oszukuje on przełożonych. Ewentualne korzyści byłyby tutaj niewspółmiernie małe w stosunku do ryzyka. Nie warta byłaby przysłowiowa skórka za wyprawę. Tylko skończony idiota narażałby się w taki sposób. Nie znam osobiście Plebana, ale nie sądzę, żeby był on skończonym idiotą. Sądzę natomiast, że to Pan liczy na to, że idiotami okażą się forumowicze i można będzie wcisnąć im taki kit. Jak zwykle jest Pan w błędzie. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Trudno było działać zgodnie z prawem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 01:30 Pisałem wielokrotnie, że w latach 70. odrzucałem już myśl o prowadzeniu nielegalnej działalności. Nielegalne organizacje zakładałem w połowie lat 60., ale potem z tego wyrosłem. Czasem jednak wprost nie dało się działać zgodnie z prawem i wówczas musiałem iść na jakiś drobny kompromis. Ustawa o zgromadzeniach z 29 marca 1962, wprowadzona w miejsce i tak już represyjnej ustawy o zgromadzeniach z 11 marca 1932, jeszcze tę represyjność zwiększyła. W świetle ustawy z 1962 każde zebranie, które zwoływałem w trakcie zakładania TH, nawet zebranie dwuosobowego "zarządu TH w organizacji" było zgromadzeniem podlegającym przepisom ustawy. Miałem zatem obowiązek (art. 8) na co najmniej 7 dni przed każdym takim "zgromadzeniem" wystąpić do właściwego terytorialnie wydziału spraw wewnętrznych prezydium dzielnicowej rady narodowej (WSW PDRN) z podaniem o pozwolenie na odbycie "zgromadzenia". W podaniu miałem obowiązek podać swoje imię i nazwisko, adres, datę, dokładne miejsce "zgromadzenia", czas rozpoczęcia obrad, ich cel i porządek oraz przewidywany krąg uczestników. Oczywiście niezależnie od przywołanej ustawy musiałem mieć zgodę dysponenta terenu lub lokalu, który miał być miejscem "zgromadzenia" (w przypadku akademika zgodę rektora, w przypadku lokalu gastronomicznego zgodę jego właściciela, w przypadku ławek w parku zgodę właściciela parku etc.). Na mocy art. 13 wspomnianej ustawy, WSW PDRN miał prawo delegować na zwołane przeze mnie zgromadzenie nieograniczoną liczbę swych przedstawicieli a także żądać informacji o treści zgłaszanych wniosków i rezolucji. Konkretnie mogło to wyglądać tak, że mielibyśmy najpierw niesłychane korowody z uzyskaniem zgody dysponenta terenu bądź lokalu (SB mogła zadbać o to, byśmy jej nie uzyskali). Gdy już znaleźlibyśmy kogoś, kto wyraziłby zgodę i otrzymalibyśmy pozwolenie WSW PDRN to na koniec na nasze spotkanie np. pięciu osób przyszłoby pięciu przedstawicieli WSW PDRN, którzy notowaliby każde słowo każdego z nas. Uznałem, że jest to sytuacja, w której lepiej jest nieco zaniedbać przestrzeganie prawa. Zwoływałem kolejne "zgromadzenia" bez powiadamiania władz i bez uzyskiwania zgody dysponenta lokalu. Wedle mojej ówczesnej wiedzy prawniczej, jedynym skutkiem takiego postępowania mogło być kolegium dla mnie, które mogło mnie ukarać grzywną w wysokości maksymalnej 5 tys. zł. Ponadto władze uczelni mogłyby mnie ukarać jakąś naganą. Kary mogły jednak dosięgnąć wyłącznie mnie. W przypadku prowadzenia zgromadzenia bez pozwolenia ustawa o zgromadzeniach przewidywała odpowiedzialność wyłącznie zwołującego zgromadzenie i kierującego nim. Dodatkowo jeszcze art. 52 par. 1 punkt 1) kodeksu wykroczeń (ustawa z 20 maja 1971) nakładał odpowiedzialność na użyczającego pomieszczenia w celu odbycia zgromadzenia, na które nie wydano pozwolenia. Rektor nie mógł jednak odpowiadać, bo nie wiedział, że w akademiku odbywały się zgromadzenia, na które nie było pozwolenia. Na podobnej zasadzie nie mogli odpowiadać rodzice Sergiusza (dysponenci mieszkania), którzy też o tym nie wiedzieli. Nie wiem na czym było oparte przekonanie warszawskiej SB, że mogą zrobić Sergiuszowi sprawę przed kolegium. Gdyby mogli, to by ją zrobili. Na sprawie przesłuchano by pozostałych uczestników warszawskiego spotkania jako świadków, pytając ich, czy uczestniczyli w "zgromadzeniu". Nie mogliby zeznawać, że nie, bo za fałszywe zeznania świadkowi groziła już naprawdę wysoka kara. Problem w tym, że dysponentami lokalu byli rodzice Sergiusza, a ci, zgodnie z prawdą, zeznaliby, że nie mieli pojęcia o żadnym "zgromadzeniu". Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Biczownicy - tekst pomocniczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 13:51 Biczownicy to ludzie, którzy w ramach pokuty okładają samych siebie biczami, najlepiej aż do krwi. Popularni byli w średniowieczu, choć na małą skalę przetrwali gdzieniegdzie do dziś. Stosunek do biczowników nie jest jednolity. Przed wieloma wiekami uważano ich najczęściej za godnych chwały. Dziś rzadko się tak uważa. Dziś przeważa pogląd, że biczownictwo to patologia. Myślę, że w przyszłości będzie to pogląd powszechny. Jeśli ktoś ginie śmiercią męczeńską za wiarę, to prowadzi się badania, czy ten ktoś chciał śmierci męczeńskiej. Stwierdzenie, że ktoś specjalnie działał na rzecz swej męczeńskiej śmierci jest chyba poważną przeszkodą, do uznania świętości takiej osoby. Nie jestem oczywiście tego pewien, ale tak mi się wydaje. Znany jest przypadek szczególnego typu żon alkoholików. Specjaliści wiedzą, że zdarza się czasem, iż zaleczonego alkoholika, który przestał pić, żona w zakamuflowany sposób skłania do tego, by znów zaczął pić, a co za tym idzie awanturować się i bić ją oraz dzieci. Są kobiety, które czerpią wielką satysfakcję z tego, że mogą chodzić po sąsiadkach i pokazywać siniaki, które nabił im mąż alkoholik, ale one dla dobra rodziny poświęcają się i trwają przy nim. Sąsiadki im współczują, podziwiają ich poświęcenie i te żony alkoholików są wtedy w siódmym niebie. Nie myślą, że np. ich dzieci wcale nie są w siódmym niebie. To jest nieważne. Ważne jest poczuć tę satysfakcję ze współczucia sąsiadek i z ich podziwu dla poświęcenia się żony alkoholika. Już jakiś czas temu oglądałem program telewizji amerykańskiej poświęcony zjawisku matek, które mają obsesję na punkcie bycia cierpiącymi matkami, trwającymi przy szpitalnym łóżeczku swego dziecka. Program został zrealizowany w oparciu o nagrania wykonane ukrytymi kamerami. Lekarze podejrzewali, że coś jest nie tak, więc założono ukryte kamery w niektórych salach szpitalnych i do tych sal kierowano chore dzieci podejrzanych matek. Ukryte kamery pokazały, że część tych matek, gdy myśli, że nikt tego nie widzi, podejmuje działania przeciw własnym chorym dzieciom. Trzymają np. chore niemowlęta rozebrane przy otwartym oknie w zimie, albo dosypują im jakieś brudy do jedzenia. Zarejestrowano nawet przypadek matki, która swemu choremu niemowlęciu robiła zastrzyki z brudnej wody. Te matki czerpały satysfakcję z tego, że lekarze i pielęgniarki współczuli ich cierpieniu z powodu choroby dziecka i podziwiali ich wielką miłość, która kazała im trwać przy łóżeczku chorego niemowlęcia. Podobne sytuacje występują w życiu politycznym. Są "bojownicy słusznej sprawy", którzy czerpią satysfakcję z prześladowań, jakich doznali. Starają się oni umiejętnie prowokować prześladowania. Pół biedy, gdy ściągają je na siebie. Gorzej, gdy ściągają je na innych, którzy wcale nie mieli ochoty doświadczać prześladowań. W PAX-ie obowiązywał pogląd, że polityk odpowiada za skutki swych działań, a jego deklarowane intencje nie są wiele warte. Ktoś, kto swą działalnością polityczną ściąga na innych kłopoty, powinien się z tej działalności wycofać, a jeśli częściej mu się to zdarza, to powinien w ogóle zaprzestać działalności politycznej. Ktoś, kto ściąga na ludzi represje, bo czerpie satysfakcję z bycia represjonowanym, jest dewiantem, a nie walczącym o słuszną sprawę. Liczą się skutki. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: Biczownicy - tekst pomocniczy IP: *.punkt.pl 30.01.09, 15:45 Gonisz waść w piętkę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Biczownicy...Badura o sobie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 21:58 Gość portalu: Piotr Badura napisał(a): > W PAX-ie obowiązywał pogląd, że polityk odpowiada za skutki swych działań, a > jego deklarowane intencje nie są wiele warte. Ktoś, kto swą działalnością > polityczną ściąga na innych kłopoty, powinien się z tej działalności wycofać, a > jeśli częściej mu się to zdarza, to powinien w ogóle zaprzestać działalności > politycznej. Ktoś, kto ściąga na ludzi represje, bo czerpie satysfakcję z bycia > represjonowanym, jest dewiantem, a nie walczącym o słuszną sprawę. Liczą się sk > utki. Cy ma pan na myśli siebie samego? Jak sam pan bowiem wspomina forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=44144872&a=45309521 pański starszy przyjaciel z PAX-u powiedział o panu: "Ty jesteś bezkompromisowym bojownikiem słusznej sprawy, ale słuszna sprawa mocno na tej twojej bojowości ucierpiała. Czy ważniejsze było twoje dobre samopoczucie, czy sprawa?" a dalej już pana własne słowa: "Do dziś się tego wstydzę. Wstydzę się, że chciałem być bohaterem, który bezkompromisowo walczy o słuszną sprawę, nawet za cenę całkowitego ukatrupienia tej słusznej " Wstydzi się pan swej młodzieńczej wiary w to, że można było w PRL zbudować pokojowo (PAX :) demokracje parlamentarną. Zupełnie natomiast nie wstydzi się pan swoich kontaktów z SB. Wręcz przeciwnie. Pana wielokrotnie powtarzany pogląd w tej kwestii można chyba streścic w jeszcze jednym cytacie z pańskich postów na forum "GW" "Nie zgadzam się, że współpraca z SB to hak w życiorysie. To jest pogląd intensywnie lansowany przez obecne służby specjalne. a ma on na celu zdyscyplinowanie odziedziczonej po PRL agentury. Niektórzy pracujący dla SB chcieliby po prostu przy okazji zmiany ustroju "urwać się". Tych się za karę będzie publicznie "lustrować", wmawiając wszystkim brednię, jakoby sam fakt współpracy z SB był kompromitujący. Tymczasem współpraca z SB kompromitująca nie jest, bo były to legalne służby legalnego państwa. Kompromitujące jest, gdy ktoś we współpracy lub pracy dla SB postępował po łotrowsku" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Jestem pełen uznania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 22:51 Szanowny Panie Maksie Tym razem jestem pełen uznania dla Pana (i nie ma w tym żadnej ironii). Czasem mam poczucie, że to wszystko, co tu piszę, do mało kogo trafia. Posty takie jak ten, na który Panu odpowiadam, podbudowują mnie, bo pokazują, że ktoś to wnikliwie czyta, pamięta i analizuje. Tym chętniej Panu odpowiadam. 1) Pyta Pan, czy pisząc: "W PAX-ie obowiązywał pogląd..." miałem na myśli siebie. Miałem na myśli każdego. Pana też. Jeśli każdego, to i siebie oczywiście. 2) Ja nie wstydzę się, jak Pan napisał, "swej młodzieńczej wiary w to, że można było w PRL zbudować pokojowo (PAX :) demokrację parlamentarną." Po pierwsze nie była to moja młodzieńcza wiara. Ja nadal jestem przekonany, że można było w PRL pokojowo zbudować demokrację parlamentarną. Można było, ale ci, co mogli coś w tej sprawie zrobić, na ogół nie chcieli, bo mieli inne interesy na oku. Ja wstydzę się, że wprawdzie umiałem rozszyfrować, iż ktoś w PAX-ie (do dziś nie wiem kto) prowadził w tej sprawie inteligentną grę, ale nie umiałem rozpoznać, że robię z niej grę trochę mniej inteligentną. 3) Obawiam się, że miesza Pan dwie sprawy: "kontakty z SB" i "współpraca z SB". Ja miałem kontakty, w znaczeniu, że np. SB mnie przesłuchiwała. Przez współpracę z SB rozumiem takie działanie na rzecz SB, do którego nie jest się zobowiązanym ustawą. W tym sensie nie współpracowałem z SB. Oczywiście nie zmienia to mojego poglądu, i dobrze, że go Pan przypomniał, iż SB to była legalna służba legalnego państwa i nikt, kto uczciwie współpracował z SB nie może być z tego tytułu potępiany. Wydaje mi się, że to potępienie jest potrzebne przede wszystkim nowym służbom, bo to jest ich bat na tych, którzy odmawiają z nimi współpracy (tym, którzy idą na współpracę zapewne czyści się akta i np. dostają oni status pokrzywdzonych). 4) Już tak dodatkowo powiem, że zawsze zadziwia mnie, iż wielu ludzi uważa, że sytuacja która jest, to stan ostateczny i nigdy już nie będzie zakrętu historycznego. Z lektury archiwalnej prasy odnoszę wrażenie, że zawsze tak było. Dzisiejszy stan nie jest ostateczny. Za jakiś czas wejdziemy w kolejny zakręt historyczny (moim zdaniem widać go już na horyzoncie). Po tym zakręcie nowi butni będą twierdzić, że ABW to właściwie organizacja przestępcza, a jej współpracownicy, tacy jak np. pan Behemot, zasługują na totalne potępienie. Ja wówczas, jeśli dożyję, a raczej dożyję, będę twierdził, że ABW była legalną służbą legalnego państwa i nikt nie może być potępiany za to, że uczciwie dla ABW pracował. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Moja sytuacja względem SB była całkiem inna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 17:30 O moim pierwszym kontakcie z SB Pan Bereszyński napisał: "Był Pan wtedy bardzo młodym człowiekiem, studentem Uniwersytetu Wrocławskiego, i myślę, że owe kontakty z SB były dla Pana niemałym przeżyciem." Czasem zbyt łatwo patrzymy na innych przez pryzmat własnych doświadczeń. Pan Bereszyński też miał kontakty z SB i myślę, że doświadczenia z nich na tyle mocno zaciążyły na jego świadomości, iż przez pryzmat tych swoich kontaktów patrzy na doświadczenia innych ludzi. Tymczasem moje kontakty z SB nie dadzą się porównać z kontaktami pana Bereszyńskiego. Pierwszy kontakt z SB, który pan Bereszyński ujawnia, miał on jeszcze jako licealista w 1973. Miała to być rozmowa profilaktyczna, związana z tym, że młody wówczas Bereszyński rozmyślał wraz z kolegami nad wydawaniem powielanego biuletynu. Wg relacji pana Bereszyńskiego było to ze strony SB takie pogrożenie palcem i ostrzeżenie, by nie przychodzili na głupie myśli. To brzmi bardzo prawdopodobnie i myślę, że tego kontaktu, jako błahego, można nie brać pod uwagę. Pierwszy poważny kontakt z SB, który ujawnił pan Bereszyński, miał miejsce w lutym 1978. 22-letni już wówczas Bereszyński został zatrzymany na 48 godzin w areszcie w związku z kolportowaniem ulotek w formie listu gończego za ówczesnym przywódcą Edwardem Gierkiem. Z wyjaśnień pana Bereszyńskiego wynika, że zatrzymano go na te 48 godzin i koniec. SB odpuściła. Nie robiła sprawy. Dlaczego? Nie jest to jasne. Bardzo istotne znaczenie ma kilka różnic między moim przesłuchaniem przez SB w styczniu 1973, a zatrzymaniem pana Bereszyńskiego w lutym 1978. 1) W styczniu 1973 SB w zasadzie nie mogła postawić mi żadnego zarzutu. Przygotowania do tworzenia TH miały do tego czasu formę listów i indywidualnych rozmów. Nie można było na tej podstawie mówić o jakimkolwiek naruszeniu obowiązującego w PRL prawa. W lutym 1978 pan Bereszyński zostaje zatrzymany w związku z działaniami podlegającymi karze. Potencjalne represje mogły być dla niego bardzo dotkliwe (np. wyrok w sprawie karnej, relegowanie z uczelni, powołanie do wojska etc.). 2) Rozmowa ze mną prowadzona była w sposób nadzwyczaj uprzejmy, co zresztą znajduje odbicie w materiałach opublikowanych przez pana Bereszyńskiego ("Należy jednak podtrzymywać go w mniemaniu, że traktujemy go jako jednostkę wybijającą się swą indywidualnością w otoczeniu"), że nie wspomnę już o żeberkach itp. Z panem Bereszyńskim jest odmiennie. Zostaje poddany "rozmiękczaniu" zamknięciem w celi. 3) Rok 1973 to rok największego wzrostu płac realnych w całej gierkowskiej dekadzie. W społeczeństwie dominuje optymizm i wiara w lepszą przyszłość. Nie ma zdecydowanych działań opozycyjnych i nie ma powodów do jakichś wściekłych ruchów SB. Rok 1978 - wprost przeciwnie. To najgorszy płacowo rok całej dekady (jedyny rok spadku płac realnych). Jest już po wydarzeniach radomskich. Intensywnie działają organizacje opozycyjne, np. KOR. SB dwoi się i troi w walce z opozycją i w inwigilowaniu jej. Nie wiem jak dokładnie wyglądał kontakt pana Bereszyńskiego z SB w 1978, bo jakoś tak oszczędnie pan Bereszyński mówi na ten temat. Ot, zatrzymali i wypuścili, bo pewnie im się już nic nie chciało. Nie brzmi to wiarygodnie. Myślę, że doświadczenie tego kontaktu zaciążyło na psychice pana Bereszyńskiego. W moim przypadku sprawa miała się jednak inaczej. W 1973 miałem znacznie większe doświadczenie polityczne niż pan Bereszyński w 1978. Ponadto miałem dobrą orientację prawną (o opinię w tej sprawie zainteresowani mogą się zwrócić do prezesa Sądu Okręgowego w Opolu - tel. 077 54-18-110). W styczniu 1973 doskonale wiedziałem, że SB nie może zarzucić mi nic. Oni także to wiedzieli. SB nie mogła mnie też kupić, bo nie mieli czym. Nie mieli ani kija, ani marchewki. Jedyna rzecz, którą potrafili wymyślić, to zapowiedź przesłuchiwania moich znajomych, dla sprawdzenia, czy ja mówię prawdę. Tym moim znajomym też oczywiście nie mogli nic zrobić, poza przesłuchaniem ich, bo nikt z nich w związku z TH nie naruszył jakiegokolwiek przepisu. Było więc psychologicznie nieprawdopodobne, bym poszedł na jakąkolwiek współpracę. Nie miałem żadnego powodu. Miał natomiast taki powód pan Bereszyński w lutym 1978. Podpisanie przeze mnie oświadczenia o zachowaniu przesłuchania ze stycznia 1973 w tajemnicy miało charakter kontraktu: Wy dajecie spokój ludziom, ja zachowam dla siebie wiedzę o przesłuchaniu. Moja zgoda na podpisanie oświadczenia nie wynikała z chęci uniknięcia jakiejś odpowiedzialności, czy z chęci osiągnięcia jakiejś osobistej korzyści, ale z chęci zaoszczędzenia związanym ze mną ludziom przesłuchania (niektórzy ludzie boją się przesłuchań). Ze względu na motywację podpisania oświadczenia nie miałem więc powodu, by tego faktu nie ujawnić, z chwilą gdy dowiedziałem się, że przesłuchano Sergiusza. Wprost przeciwnie, uważałem, że dobrze o mnie świadczy, iż starałem się ochraniać znajomych. Odniosłem wrażenie, że oni też tak uważali. Byliśmy potem jeszcze latami w kontakcie i nikt nie zgłosił mi, że uważał, iż źle zrobiłem, próbując ich chronić. Dlatego trochę śmieszy, że teraz nagle chce ich bronić przede mną pan Bereszyński. Z tego co wiem, ani jedna z tych osób nie upoważniła pana Bereszyńskiego, by jej tu na forum bronił. To taka trochę uzurpacja. Kończąc powiem tak: Każdy kto śledzi ten wątek powinien mieć świadomość, że było psychologicznie nieprawdopodobne moje pójście na jakąkolwiek współpracę z SB w styczniu 1973. Widać to nawet z lektury doprawionych sporą dawką konfabulacji dokumentów wytworzonych przez por. Plebana, a opublikowanych tu przez pana Bereszyńskiego. Nie miałem też żadnego powodu zabezpieczać się przed ujawnieniem jakiejś "prawdy" o mnie, zgłaszając gotowość pracy dla służb specjalnych III RP. W przypadku pana Bereszyńskiego absolutnie niejasna jest sprawa konsekwencji jego zatrzymania przez SB w lutym 1978. Zadziwiająca jest też zgłoszona przez niego gotowość pracy dla służb specjalnych III RP. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Zapomniał Pan o Ósmym Przykazaniu? 31.01.09, 22:55 Panie Badura, Rozumiem, że bardzo chciałby Pan odwrócić role w ramach tego wątku. Dlatego wymyśla Pan coraz to nowsze insynuacje na mój temat, licząc na to, że przyjmę na siebie rolę oskarżonego, a Pan będzie mógł wystąpić w roli oskarżyciela. Nie jest to jednak żadne odwracanie ról, bo nie ma żadnego podobieństwa między moim dotychczasowym postępowaniem, a rolą, w jakiej Pan próbuje obecnie występować. Ja nie zmyślam niczego na Pana na temat. Ograniczam się do ujawnienia treści dostępnych mi dokumentów. Pan natomiast prezentuje tu wyłącznie wytwory swojej chorej i wyjątkowo złośliwej wyobraźni. W swoich najnowszych insynuacjach na mój temat przeszedł Pan już samego siebie. Zaczął Pan robić coś, czego normalny, w miarę uczciwy człowiek nie robi w żadnych okolicznościach. Przekroczył Pan granice podłości. Nie muszę Panu niczego udowadniać. Z myślą o innych forumowiczach odniosę się jednak pokrótce do chamskich i podłych insynuacji z Pana strony. Tak się składa, że przeszedłem wszelkie możliwe procedury lustracyjne. Najpierw jako wnioskodawca indywidualny, starający się w IPN o status osoby pokrzywdzonej. Następnie jako wnioskodawca naukowy, starający się o dostęp do dokumentów IPN dla celów badawczych. Następnie jako osoba publiczna, zobowiązana do złożenia oświadczenia lustracyjnego z racji członkostwa w Radzie Nadzorczej Zakładu Komunalnego Sp. z o. o. w Opolu. Wynik procedur lustracyjnych był w każdym przypadku pozytywny. Otrzymałem status osoby pokrzywdzonej. Otrzymałem prawo wglądu w dokumenty dotyczące nie tylko mnie, ale także innych osób. Nikt nie zakwestionował rzetelności mojego oświadczenia lustracyjnego. Gdyby istniała jakakolwiek poszlaka, że choćby przez chwilę pozostawałem w jakichkolwiek dwuznacznych relacjach z SB, to wynik byłby zupełnie inny i przede wszystkim miałbym zamknięty dostęp do zasobów archiwalnych IPN. Moja przeszłość została dokładnie prześwietlona przez IPN, a wyniki owego „prześwietlania” podano do wiadomości publicznej na oficjalnej stronie internetowej BIP IPN: katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobaId=607 7& Mam czyste konto i nie muszę niczego ukrywać. To Pan nie ma odwagi wystąpić o swoje dokumenty do IPN. Widocznie ma Pan swoje powody po temu. Sam Pan boi się własnej przeszłości, a mnie próbuje Pan obrzucać błotem. Chciałby Pan sprowadzić mnie do swojego poziomu? Próżne nadzieje! Nie ma niczego dziwnego w tym, że w lutym 1978 r. działania represyjne wobec nas (mnie i Wiesława Uklei) ograniczyły się do zatrzymania na 48 godzin. Tak kształtowała się wówczas (koniec lat 70.) sytuacja w całym kraju. Władze PRL zabiegały o pomoc finansową Zachodu i musiały zachowywać przynajmniej pozory przestrzegania praw człowieka, bo to był jeden z warunków uzyskiwania owej pomocy w czasach po KBWE. Dlatego w tym czasie nie robiono już procesów politycznych, a podstawową formą represji wobec działaczy opozycyjnych były właśnie zatrzymania na 48 godzin. Warto dodać w tym kontekście, że zatrzymano nas w niedługi czas po słynnej wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jimmiego Cartera (29-30 grudnia 1977 r.). W czasie swoich rozmów z władzami PRL prezydent USA interesował się w szczególności przestrzeganiem w Polsce praw człowieka, natomiast władze komunistyczne ze swej strony usilnie zabiegały o nowe kredyty, które faktycznie udało się wówczas uzyskać. Nie pozostało to bez istotnego wpływu na ogólną atmosferę w kraju i na sposób traktowania opozycji przez władze PRL. Studia ukończyliśmy, bo obaj (ja i Ukleja) byliśmy zbyt dobrymi studentami, by można było nas relegować pod byle pretekstem. Byłem prymusem na roku i to mnie uratowało. Choć represje na studiach były. Właśnie w 1978 r. oficerowie polityczni ze Studium Wojskowego Uniwersytetu Wrocławskiego doprowadzili do tego, że nie zaliczono mi szkolenia obronnego na koniec roku. Nie pomogła nawet osobista interwencja dziekana u kierownika Studium. Dziekan warunkowo dopuścił mnie na czwarty rok studiów, ale w tym czasie musiałem ze studentami młodszego rocznika zaliczać ponownie szkolenie obronne. Byłem jedyną osobą, której coś takiego się przytrafiło, a wojskowi nie kryli wcale faktu, że jest to szykana o podłożu politycznym. Mówili o tym otwartym tekstem. Gdyby nie osobista życzliwość dziekana, wszystko mogłoby skończyć się bardzo źle. A Pan ma czelność wyskakiwać tu z jakimiś insynuacjami? SB oczywiście próbowała nas werbować. Straszyli, obiecywali cuda na drucie, żeby tylko skłonić do współpracy. Żaden z nas jednak na to nie poszedł. Są na to dokumenty. Próbujący werbować mnie kpt. Henryk Kozimala opisał swoje zabiegi bardzo szczegółowo w obszernej notatce służbowej z dnia 10 lutego 1978 r. Notatka ta zachowała się w zasobach archiwalnych IPN. Oto ważniejsze fragmenty tego dokumentu: „Pytanie? [...] czy nie uważasz za stosowne, że my w tych dwóch dniach Twego pobytu u nas w gmachu - staramy się o Ciebie, aby Ci pomóc, wyprowadzić z błędu[?] jesteś młody, nie chcemy Ci zepsuć kariery życiowej, a możemy to uczynić; czy Ty to rozumiesz, czy trafia to do Ciebie[?] a więc czy nie uważasz, że skoro my podajemy Ci dłoń, Ty powinieneś podać ją nam i nam pomóc – wykorzenić zło panujące wśród studentów wrocławskich uczelni, w gronie Twoich kolegów, sąsiadów, rozeznać tych przywódców SKS, KOR-u, ROPCiO i wrogów naszego ustroju – bo do czego oni zmierzają, czego chcą? Odpowiedź... »Rozumiem, wiem, o co chodzi [...] Byłoby to bardzo nieuczciwe, niemoralne z mojej strony, abym o moich kolegach, studentach, mówił źle, czy w ogóle coś na nich [...] nie pochwalam przestępców kryminalnych (morderców, podpalaczy, rabusiów), natomiast, jeżeli ktoś działa politycznie, to widocznie robi to z przekonania; nim kierują jakieś określone pobudki [...] nie mogę wyrazić zgody na udzielanie Wam pomocy w rozpoznawaniu działaczy KOR, SKS, ROPCiO czy innych działaczy, którzy coś robią, działają. Gdybym Wam pomagał, to robiłbym to wbrew swojemu sumieniu, bez przekonania; sumienie mi na to nie pozwala”. Koniec cytatu. Proszę porównać ten tekst z cytowanymi powyżej notatkami por. Plebana po spotkaniach z Panem. Wnioski nasuwają się same. Nie wdawałem się w żadne pyskówki (to nie mój styl). Odmówiłem w sposób grzeczny, ale stanowczy i było to skuteczne. W późniejszym czasie już nikt nie próbował namawiać mnie na współpracę. Nasze przygody z lat 1973 i 1978 zostały bardzo szczegółowo, z obszernym wykorzystaniem dokumentów, opisane w rękopisie mojego opracowania na temat opolskich środowisk opozycyjnych. Tekst ten od dobrych dwóch-trzech lat krąży po Opolu na płytach CD i jest stosunkowo łatwo dostępny. Mam nadzieję, że prędzej czy później zostanie on wydany także drukiem (wraz z innymi, dodanymi później materiałami). Jak już powiedziałem, nie mam nic do ukrycia. Inaczej niż Pan. Jak na aktywnego społecznie katolika, ma Pan nader osobliwy stosunek do Przykazań Bożych, a zwłaszcza do przykazania ósmego, które mówi: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu”. W związku z tym niedługo czekają Pana poważne kłopoty. Zbliża się powoli czas spowiedzi wielkanocnej. Trzeba będzie się wyspowiadać z tych publicznych oszczerstw i insynuacji na mój temat. Trzeba też będzie zadośćuczynić za wyrządzone zło, bo inaczej spowiedź będzie nieważna a komunia świętokradzka. Ciekawe, jak Pan z tego wybrnie, Panie katoliku Badura? Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Zapomniał Pan o Ósmym Przykazaniu? - c.d. 31.01.09, 22:57 Pisałem już Panu, że swoimi insynuacjami na mój temat podkopuje Pan własną wiarygodność. Obecnie posunął się Pan w swoich insynuacjach tak daleko, że przekreślił Pan nie tylko moje zaufanie do Pańskich słów, ale także resztki szacunku w moich oczach. Podłość i niegodziwość Pańskich najnowszych insynuacji przekroczyła wszelkie możliwe granice. Przekroczył Pan granicę, poza którą traci się prawo do ludzkiego szacunku. Trzeba naprawdę bardzo nisko upaść, żeby robić to co Pan w tej chwili. Czy naprawdę nie dociera do Pana, że kompromituje się Pan do reszty? Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski link 31.01.09, 22:59 Podany przeze mnie link okazał się nieaktywny. W związku z tym powtórka: katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobaId=607 7& Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: link 31.01.09, 23:06 Może teraz zadziała? katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobald =6077& Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: link 31.01.09, 23:11 Niestety chyba za długi opis jak na możliwości tego forum. Na wskazaną stronę BIP IPN można jednak wejść w sposób pośredni, poprzez moją prywatną stronę internetową: bereszynski.cba.pl/o_mnie.htm Chodzi o ostatni link na liście. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeszcze raz Re: link IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:18 a może tak: katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077& Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: link IP: *.punkt.pl 31.01.09, 23:25 Linka jeszcze nie przeczytałem ale Zbychu znokautował Piotrka. Pojechał mu ad religio i chyba nim wstrząsnął rzucając na dechy. Zaczynam odliczanie jako arbiter elegantiarum. Ale znając Piotrka,to co powszechnie uznawane jest za nokaut, dla niego to tylko noktaund i za chwilę otrząśnie się i dalej będzie boksował. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: link IP: *.punkt.pl 31.01.09, 23:41 Próbuje teraz kąsać w innych wątkach, innych forumowiczów, na inne tematy i odwracać kota ogonem. A mnie ciekawi co czuł po tych "patriotycznych" rozmowach z esbekami. Czy satysfakcję z "dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku" ? Czy może niedosyt ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Pomarzyć dobra rzecz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:05 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Carter groził Gierkowi paluszkiem ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 21:34 Dawno temu miałem dziwną przygodę. Uznałem ją za zdarzenie całkiem surrealistyczne. A było to tak: Pewnego niezbyt pogodnego wieczora szedłem sobie ulicą Mokotowską w Warszawie. Nie zapamiętałem kiedy to było, ani dokąd szedłem. Łatwo jednak ustalić, że było to w którymś z dni 29-31 grudnia 1977. Szedłem prawdopodobnie do centrali PAX (Mokotowska 43) skąd miałem zapewne jechać na nocleg do któregoś z ośrodków PAX-u. Ulice były praktycznie puste, bo i pora roku, i pora dnia i pogoda zniechęcały do chodzenia po mieście. Zbliżałem się właśnie do skrzyżowania z ul. Piękną, gdy nagle zewsząd zaczęły migotać niebieskie światła. To były samochody MO. Zatrzymałem się przed wejściem na jezdnię, bo Piękną od lewej nadjeżdżała jakaś limuzyna. Ona też się zatrzymała tuż obok mnie, bo na skrzyżowaniu stały auta MO i nie mogła jechać dalej. Spojrzałem w okno limuzyny i ze zdumieniem spostrzegłem, że w środku siedzi Prezydent USA, Jimmy Carter. Uśmiechał się w moją stronę (nikogo innego prócz mnie na chodniku nie było) i machał ręką. Też się uśmiechnąłem i zacząłem machać ręką. Trwało to krótką chwilę, bo zaraz auta MO ruszyły dalej a limuzyna z prezydentem Carterem za nimi. Wydało mi się czymś surrealistycznym, że w ogromnym świecie nagle skrzyżowały się trasy moja i Prezydenta USA i to tak, że przez kilkanaście sekund byliśmy w wyłącznym kontakcie wzrokowym w odległości metra od siebie. Czy mogłem wtedy pomyśleć, że po 31 latach okaże się, iż to spotkanie było jeszcze bardziej surrealistyczne, niż wtedy myślałem? Dziś okazuje się, że Jimmy Carter wcale nie machał do mnie ręką. Gdybym uważniej patrzał na tę rękę, a nie na twarz, to z pewnością zauważyłbym, że miał on wyprostowany palec wskazujący. Prezydent USA po prostu przygotowywał się do rozmowy z Gierkiem, w której chciał mu powiedzieć: "Niech twoi ludzie nawet nie próbują gnębić Zbyszka Bereszyńskiego z Opola, bo jak mu choć włos z głowy spadnie, to nie dostaniecie ani dolara" - i to mówiąc groziłby mu paluszkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura A tak na poważnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 23:30 Szanowny Panie Bereszyński 1. Mija się Pan z prawdą pisząc: "Ograniczam się do ujawnienia treści dostępnych mi dokumentów". Napisał Pan np.: "W dniu 20 grudnia 1973 r. ppor. Pleban odbył z Panem kolejną rozmowę operacyjną." Nie miał Pan prawa tak napisać. Mógł Pan napisać tylko: "W dniu 22 grudnia 1973 r. ppor Pleban sporządził notatkę służbową, w której napisał, że odbył z Panem kolejną rozmowę operacyjną." Mam nadzieję, że rozumie Pan różnicę. Pan twierdzi, że ta rozmowa miała miejsce, a mógł Pan twierdzić tylko że ppor Pleban tak napisał. By mógł Pan sam twierdzić, że taka rozmowa faktycznie się odbyła, musiałby Pan zweryfikować prawdziwość notatki ppor. Plebana. Nie sądzę, by ją Pan weryfikował. Nie weryfikując nie mógł Pan twierdzić. To nie jest oczywiście jedyna nieprawda, którą Pan na mój temat napisał, ale już ta jedna powinna Pana skłaniać do powstrzymywania się od zarzucania mi, że zamieszczam tu jakieś insynuacje na Pana temat. To nie są insynuacje. Ja podaję twarde fakty, a to, że wnioski płynące z nich nie są dla Pana przyjemne, nie jest moją winą. 2. W sprawach takich jak wizyta prezydenta Jimmiego Cartera władze PRL może i musiały się powściągać przed tą wizytą, ale nie po niej. To tak jak z Tybetem i olimpiadą. W moim odczuciu nawet przed wizytą Cartera władze PRL nie bardzo się powściągały. 3. Bardzo oryginalny jest Pana pogląd, że po KBWE nie robiono już procesów politycznych tylko stosowano zatrzymania na 48 godzin. Akt końcowy KBWE podpisano w 1975. W 1976, po wydarzeniach radomskich setki osób dostały wyroki, bywa że sięgające 10 lat. W maju 1977 zamordowano Stanisława Pyjasa. Z kolei 1978 to np. głośne zatrzymania, aresztowania i inne szykany wobec Kazimierza Świtonia, który w maju dostaje 5 tygodni aresztu a 14 października zostaje napadnięty przez nieumundurowanych milicjantów, pobity, aresztowany i skazany na rok pozbawienia wolności za pobicie tych milicjantów (odsiedział z tego blisko pięć miesięcy). W lutym 1978, czyli w czasie, gdy Panu SB wspaniałomyślnie wybaczała, w Trójmieście pobito i aresztowano na 14 dni Bogdana Borusewicza, a na 7 dni Stanisława Śmigla. Nie było to więc po 48 godzin. To jednak drobiazg wobec wieloletnich wyroków, które otrzymali krótko potem inni opozycjoniści. Pod adresem www.tygodnik.com.pl/numer/2747/burnetko.html znajdzie Pan taką wypowiedź: "Po paru miesiącach szoku w związku ze śmiercią Pyjasa, życie na uczelniach wraca do starego rytmu. Znowu prośby o podpisanie protestu są odrzucane. O ile na UJ i AGH jest nienajgorzej, to na Akademiach Rolniczej czy Medycznej odzew jest minimalny – ich słuchacze traktują zwykle studia jako etap do kariery i wygodnego ustawienia się w życiu, więc nie chcą się narażać. Podobnie jest w mieście: o ile w maju 1977 r. tłum potrafił stanąć w obronie zatrzymywanych przez SB, to potem nie można już na to liczyć. Ludzie odwracają wzrok i przyspieszają kroku. Dobrze, jeśli ktoś zareaguje na wykrzykiwaną zwyczajowo przez zatrzymywanego prośbę o zadzwonienie pod warszawski numer 393964 i powiadomi w ten sposób Jacka Kuronia o aresztowaniu w Krakowie jakiegoś młodego człowieka...". To skrajnie inna opinia od wyrażonej przez Pana. 4. Pogląd, że nie można było Pana relegować z uczelni, bo był Pan dobrym studentem jest śmiechu wart. Odwołam się do przykładu. Pod przytoczonym już przeze mnie adresem znajdzie Pan następującą informację na temat Ziemowita Pochitonowa: "W listopadzie 1977 r. na 3 miesiące przed terminem obrony pracy magisterskiej rektor Akademii Rolniczej skreśla go z listy studentów – pomimo że Pochitonow ma średnią ocen "4", nigdy nie powtarzał roku i nie korzystał z urlopów dziekańskich. Formalnym powodem jest nieuzyskanie zaliczenia z angielskiego (podobne decyzje podjęto wobec ok. 30 studentów, ale rychło je anulowano – rektor AR utrzymuje sankcję jedynie wobec Pochitonowa motywując to "całokształtem jego postawy"). SKS apeluje o poparcie Pochitonowa. Przypomina, że z uczelni we Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu także usuwano "nieprawomyślnych". Trwa zbiórka podpisów pod petycją w tej sprawie, a na niektórych wydziałach uchwalane są rezolucje protestacyjne. Bez skutku." 5. Nie przywiązuję większego znaczenia do "prześwietleń dokonywanych przez IPN". IPN pracuje w oparciu o materiały, które mu udostępniono. Nie bardzo wierzę, że w przypadku agentów obecnych służb specjalnych, do IPN trafiają materiały obciążające ich za lata PRL. Przypuszczam, że gdy ktoś pracuje dla obecnych służb, to IPN nie dostaje na jego temat nic kompromitującego. Dlatego mój niepokój budzi fakt, że wyraził Pan gotowość pracy dla służb III RP. Muszę brać pod uwagę możliwość, że one skorzystały z Pana oferty, a co za tym idzie IPN mógł nie dostać rzetelnych materiałów na Pana temat. Gdyby tak było, to "świadectwa moralności" wystawiane Panu przez IPN nie byłyby warte funta kłaków. 6. Niech Pan nie reaguje tak nerwowo na moje posty. Ja przecież Pana lojalnie uprzedziłem, że ten wątek nie rozwinie się po Pana myśli. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Pogrąża się Pan do reszty 05.02.09, 23:44 Panie Badura, Bardzo pracowicie wytwarza Pan szum informacyjny dla stworzenia pozorów przewagi polemicznej. Fakty pozostają jednak faktami. Nie pisałem, że zatrzymania na 48 godzin były jedyną formą działań represyjnych pod koniec lat 70. Polemizowanie z tak ujętą tezą nie jest polemiką z moimi opiniami. To typowe dla Pana wytwarzanie szumu informacyjnego dla zaciemnienia meritum sprawy. Szkoda na to czasu i atłasu. Napisałem wyraźnie, że zatrzymania na 48 godzin stały się w tamtym czasie podstawową formą działań represyjnych i taka też jest prawda. Podstawowy to nie to samo co jedyny i wymienione tu przez Pana przykłady innego typu działań represyjnych nie obalają sformułowanej przeze mnie tezy. Wręcz przeciwnie. Tak np. wymieniony przez Pana przykład działań represyjnych wobec Kazimierza Świtonia pokazuje, jak władze PRL uchylały się od otwartego stosowania represji politycznych, zastępując je sankcjami za rzekome przestępstwa pospolite (sprawa rzekomego pobicia milicjantów). Manipuluje Pan informacjami, mieszając wydarzenia z różnych lat, gdy władze PRL stosowały odmienną politykę represyjną. Inna była sytuacja w 1976 r., gdy władze komunistyczne próbowały zastosować drakońskie represje wobec robotników z Radomia i Ursusa. Inna natomiast w latach 1978-1979, gdy reżim gierkowski, ustępując wobec nacisków wewnętrznych i zewnętrznych, odstąpił od twardej polityki represyjnej, wypuszczając na wolność aresztowanych i miarkując represje wobec środowisk opozycyjnych. Jeszcze na początku lat 70. było nie do pomyślenia, by w Polsce działały otwarcie jakiekolwiek formacje opozycyjne. Groziły za to wtedy drakońskie kary, czego przykładem były kary wieloletniego więzienia dla działaczy RUCH-u. Od 1973 r. polityka represyjna stopniowo jednak łagodniała, głównie pod naciskiem Zachodu, na którego pomoc finansową komuniści byli w coraz większym stopniu skazani. Pierwszymi tego zwiastunami były takie kroki jak złagodzenie wyroków dla braci Kowalczyków oraz ułaskawienie działaczy RUCH-u. Władze PRL, chcąc nie chcąc, starały się zachowywać pozory przestrzegania praw człowieka. Zmiany te uległy znacznemu przyspieszeniu dzięki takim wydarzeniom jak KBWE i wizyta prezydenta Cartera. Oczywiście skutki owych wydarzeń nie musiały być natychmiastowe, ale z perspektywy czasu widać je wyraźnie i faktu tego nie zmienią żadne głupawe drwiny i żarty z Pana strony. W latach 1978-1979 sytuacja wyglądała już tak, że różne formacje opozycyjne działały w sposób jawny i otwarty. Powstały KSS „KOR” i ROPCiO, a następnie także KPN. Działały SKS, Wolne ZZ i Komitety Samoobrony Chłopskiej. Jeszcze kilka lat wcześniej założyciele tych formacji wylądowaliby w komplecie za kratkami z wieloletnimi wyrokami sądowymi, ale pod koniec lat 70. władze PRL nie mogły już sobie na to pozwolić. Oczywiście nadal represjonowano opozycjonistów. Najbardziej typową formą represji były wspomniane zatrzymania na 48 godzin. Stosowano też inne środki represyjne: zwolnienia z pracy, rewizje, pobicia przez „nieznanych sprawców”, napady bojówek SZSP na uczestników spotkań TKN, kary administracyjne za „zaśmiecanie” miasta ulotkami, sprawy karne za rzekome pobicie milicjantów itd. Sam doświadczyłem nieformalnych działań represyjnych, gdy w roku akademickim 1978-1979 zmuszono mnie z przyczyn politycznych do powtarzania zajęć ze szkolenia obronnego. Komuniści byli w tego typu sprawach bardzo pomysłowi. Starano się jednak unikać otwartego represjonowania opozycjonistów na podstawie politycznych paragrafów kodeksu karnego. Nie chciano kreować więźniów politycznych, bo byłoby to bardzo kłopotliwe w stosunkach z Zachodem. Wybierano zatruwanie ludziom życia w inny sposób, udając, że nie ma to nic wspólnego z łamaniem praw człowieka. Taka była historyczna rzeczywistość lat 1978-1979 i nie zmienią tego faktu żadne polemiczne wybiegi z Pana strony. Nie mam żadnego powodu, by zakładać, że por. Pleban oszukiwał swoich przełożonych, wymyślając rzekome spotkania z Panem. Mam natomiast powody, by nie wierzyć w Pańskie „wyjaśnienia” na ten temat. Pan akurat ma osobiste powody po temu, by wprowadzać w błąd mnie i innych forumowiczów. Na przykładzie Pańskich insynuacji na mój temat przekonałem się, że potrafi Pan w bezczelny sposób kłamać i zmyślać. Nie jest Pan dla mnie człowiekiem wiarygodnym. I przypuszczam, że nie tylko dla mnie. Zwłaszcza w ostatnich dniach zrobił Pan wiele, by Panu nie wierzyć. Tupet, z jakim zaczął Pan powtarzać swoje insynuacje na mój temat, przypomina jako żywo dezinformacyjne działania SB i jej agentów. Dokładnie tak samo zachowywał się niejaki Piotr Król – TW ps. Pilny”, który przez całe lata rozpuszczał oszczercze plotki na temat Karola Smoczkiewicza, robiąc z niego rzekomego agenta SB. W końcu wyszło na jaw, że to Król był prawdziwym agentem. www.medianet.pl/~naszapol/0813/0813smoi.php wyborcza.pl/1,75480,5878843,Krol_i_Smok.html Pan stosuje identyczne metody, operując wyssanymi z brudnego palca insynuacjami. Nie twierdzę, że Pan też był agentem SB. Stosuje Pan jednak typowo esbeckie metody działania. Nie wiem, jak często i jak długo spotykał się Pan z Plebanem. Może faktycznie tylko parę razy (?). Wychodzi jednak na to, że okazał się Pan bardzo pojętnym uczniem. To, czego nauczył się Pan w czasie tych paru (?) spotkań, wyłazi z Pana jeszcze dzisiaj. Jak już powiedziałem, nie zamierzam dyskutować z Pańskimi insynuacjami na mój temat. Traktuję owe insynuacje jako dowód zupełnego braku dobrej woli z Pana strony, a także jako dowód na to, że nie można Panu wierzyć i ufać. Jeżeli myśli Pan, że rozwijanie wątku w tym kierunku leży w Pana interesie, to jest Pan w wielkim błędzie. Największą szkodę wyrządza Pan samemu sobie, niszcząc resztki własnej wiarygodności. Żal mi Pana, bo chcąc za wszelką cenę uderzyć we mnie, psuje Pan do reszty swoją własną reputację. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Daję Panu szansę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 19:14 Szanowny Panie Bereszyński Napisał Pan: "Jak już powiedziałem, nie zamierzam dyskutować z Pańskimi insynuacjami na mój temat. Traktuję owe insynuacje jako dowód zupełnego braku dobrej woli z Pana strony, a także jako dowód na to, że nie można Panu wierzyć i ufać." Myślę, że popełnia Pan błąd. Od dłuższego czasu namawiam różne bliskie mi osoby i znajomych na śledzenie tego wątku. Gdy ich pytam potem o opinie, to słyszę, że nie mieli siły tego czytać, bo wątek jest zbyt długi, a ponadto Pan strasznie przynudza, powtarzając w kółko te same kwestie, w dodatku nie poparte żadnymi argumentami. Martwi mnie to, bo miałem nadzieję, że sprawa się jakoś upowszechni, tymczasem zostaliśmy tu niemal sami, a jeśli nawet towarzyszą nam panowie Behemot i Juhas, to oni są tu chyba służbowo, więc mała z nich satysfakcja. Rozważam możliwość jakiegoś działania naprawczego. Mógłbym na podstawie tego wątku napisać obszerniejszą pracę. Wydrukowałbym ją i rozkolportował swymi. W tej pracy musiałbym zapewne jeden z rozdziałów poświęcić Panu i Pana bardzo dziwnej działalności. W odróżnieniu od Pana zachowuję się jednak uczciwie. Pan zamieścił tu na forum esbeckie fałszywki, nie pytając mnie wcześniej, ile w tym w ogóle jest prawdy. Zrobił Pan tak, mając świadomość, że w aktach, które Panu udostępniono, nie ma żadnej mojej deklaracji o współpracy, nie ma nadanego mi pseudonimu, nie ma żadnego mojego donosu, żadnego mojego pokwitowania na odebrane wynagrodzenie, żadnej informacji, że dzięki współpracy uniknąłem np. odpowiedzialności za jakieś działania sprzeczne z prawem, no nie ma kompletnie nic, co upoważniałoby Pana do insynuacji na temat rzekomej mojej współpracy. Gdy wskazuję Panu na konkretne dokumenty, dowodzące, że ani wtedy, ani później współpracy być nie mogło, to Pan nie jest nimi zainteresowany. Rozumiem, że nie może Pan być nimi zainteresowany, bo musiałby Pan się przyznać tu do oszczerstw. Ja daję Panu szansę. Wątpliwości w sprawie Pana kontaktów z SB i obecnymi służbami może Pan tu rozwiać. Jeśli ich Pan nie rozwieje, to nie będzie Pan mógł się powołać na to, że ja nie dałem Panu szansy. Jeśli nie chce Pan swych wyjaśnień publikować tutaj, to proszę mi je przesłać na adres e-mail: beczka@ceti.com.pl Ponieważ we wcześniejszym poście przywołałem już przypadek TW Sylwii, więc podam Panu jeszcze jeden adres: www.sks.wroclaw.pl/publikacje/pub009.html TW Sylwia była w 1978 cennym agentem SB. Mimo to SB robiła jej "rewizje", "przesłuchania" i "zatrzymywała" ją na 48 godzin. Była to jednak tylko zasłona dymna. Bez trudu znajdzie Pan informacje o przypadkach "internowanych" w ramach zasłony dymnej. W tym samym roku, w którym "zatrzymano" na 48 godzin TW Sylwię, zatrzymano też Pana na 48 godzin. Dlaczego mam z góry wierzyć, że Pana zatrzymano naprawdę, a nie w ramach zasłony dymnej. A jeśli nawet zatrzymano Pana naprawdę, to dlaczego mam z góry uwierzyć, że zwolniono Pana, bo Carter nie pożyczyłby dolarów. Czy w Pana aktach jest tak napisane? Bo przecież twierdzi Pan, że SB samej siebie by nie okłamywała. To znaczy napisali o tym Carterze i dolarach? Niech Pan sobie wszystko spokojnie przemyśli i na wszelki wypadek wyjaśni wątpliwości związane z Pana kontaktami ze służbami. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Jest Pan bezczelny i... żałosny 15.02.09, 20:13 Panie Badura, W swoich insynuacjach na mój temat przekroczył Pan wszelkie miary tupetu i bezczelności. Ktoś zachowujący się tak jak Pan nie zasługuje na to, by z nim poważnie dyskutować. Polemizując z Pańskimi insynuacjami tylko ubliżyłbym sam sobie. Nie dyskutuje się z kimś, kto świadomie i w złej wierze ucieka się do kłamstw i zmyśleń. Odsłonił Pan tutaj swoje prawdziwe oblicze moralne i to mi wystarczy. Jeśli myśli Pan, że kłamstwami i zmyśleniami na mój temat odwróci Pan uwagę od faktów dotyczących Pańskiej osoby, to jest Pan w wiekim błędzie. Postępując w ten sposób pogrąża Pan tylko samego siebie. Pisałem to już kilka razy, ale Pan tego nie potrafi zrozumieć. Tym gorzej dla Pana. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Uchwała warszawska i mój komentarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 19:11 UCHWAŁA My, studenci Wydziału Matematyki i Mechaniki UW, zgromadziliśmy się na Walnym Zebraniu dnia 8.12.1972 roku, aby wyrazić - ukształtowane w wyniku dyskusji na Wydziale - nasze stanowisko wobec projektów zjednoczenia organizacji młodzieżowych w szkołach wyższych. Budzą nasz niepokój metody lansowania koncepcji zjednoczeniowych: tłumienie głosów krytykujących zjednoczenie, przedstawianie opinii kierownictw organizacji młodzieżowych jako głosu ogółu studentów, brak dyskusji w prasie, stwarzanie wrażenia, że sprawa jest przesądzona. Obawiamy się, że metody te i wywołany przez nie brak łączności między poszczególnymi środowiskami studenckimi stwarzają niebezpieczeństwo podjęcia decyzji wbrew woli i interesom studentów. Dlatego stwierdzamy: Musi istnieć ogólnopolska organizacja wszystkich studentów, mająca charakter związku zawodowego, powołana przede wszystkim w celu: - reprezentowania i obrony interesów środowiska; - zaspokajania potrzeb socjalnych i kulturalnych studentów; - zapewnienia każdemu studentowi pola i bazy do działalności społecznej i kulturalnej. Zdecydowanie sprzeciwiamy się każdej próbie odebrania nam prawa do takiej organizacji. Za próbę taką uważamy forsowanie projektu zjednoczenia organizacji młodzieżowych na wyższych uczelniach. /Dodatek: Żądamy przeprowadzenia ogólnostudenckiego referendum w sprawie zjednoczenia po dyskusji na wszystkich uczelniach i wydziałach./ MÓJ KOMENTARZ: Na uczelniach działało kilka organizacji młodzieżowych. Najliczniejszą było Zrzeszenie Studentów Polskich (ZSP), które obejmowało ok. 90 proc. studentów. Związek Młodzieży Socjalistycznej (ZMS) skupiał może jakieś 5 proc. Związek Młodzieży Wiejskiej działał praktycznie tylko na uczelniach rolniczych, a i to rachitycznie. Były jeszcze kręgi instruktorskie ZHP. Kilka procent studentów odcinało się programowo od wszystkich tych organizacji. W praktyce na uczelniach liczyły się ZSP i ZMS. ZSP miał charakter związku zawodowego studentów. Mało ideologii, a za to turystyka, kluby studenckie, rozrywka, praca zarobkowa studentów, pomoc z kwaterami etc. ZMS miał charakter ideowy (marksistowski). W 1972 zaczęła się dyskusja o zjednoczeniu ruchu młodzieżowego. Na uczelniach zamiast wszystkich dotychczasowych organizacji miała powstać tylko jedna - Socjalistyczny Związek Młodzieży Polskiej (SZSP). Bardzo wielu studentów uważało, że celem tego zabiegu jest wyeliminowanie związkowego ZSP, na rzecz ideowego ZMS, którego kontynuatorem miałby być SZSP. Przyznam się, że też tak uważałem. Dlatego większość studentów była przeciwko zjednoczeniu, bo chciała mieć nadal związkowe ZSP. Ja byłem zwolennikiem zjednoczenia. Uważałem, że jeśli powstanie jedna organizacja studencka, to i tak będzie ona musiała być związkowa, a nie ideowa. Gdyby chciała być ideowa, to studenci by do niej nie należeli. Objęłaby może 15 proc. środowiska. Pozostałe 85 proc. tworzyłoby próżnię, w którą natychmiast weszłyby inne podmioty (np. PAX lub duszpasterstwa akademickie). W mojej ocenie partia nie mogła sobie na to pozwolić i SZSP dostałby licencję na związkowość i brak ideowości. Z punktu widzenia PAX-u należało popierać zjednoczenie, domagając się, by SZSP był związkowy, a nie ideowy. Gdyby tak się stało, to można by mówić: Przecież od razu mówiliśmy, że tak trzeba. Gdyby tak się nie stało, to PAX uzyskałby próżnię, w którą mógłby wkroczyć. SZSP stał się związkowy na kształt ZSP. Partia nie wyeliminowała zatem z uczelni ZSP, ale ZMS. Wtedy myślałem, że to błąd polityczny ekipy Gierka. Wątpliwości nabrałem, gdy krótko po zjednoczeniu na Uniwersytecie Wrocławskim partia rozprawiła się brutalnie ze wszystkimi dawnymi ideologami ZMS z klubu Progres. Dziś przypuszczam, że partia nie zrobiła wtedy błędu. Ekipa Gierka świadomie eliminowała ZMS z uczelni. Oni już nie chcieli marksistów. Wyeliminowanie Gomułki było ostatnim etapem rozprawy z socjalizmem. Ekipa Gierka była już dogadana na totalną destrukcję tego systemu. W tym sensie w 1972 byłem naiwny, bo myślałem, że partia robi błąd, a to było przemyślane działanie. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 00:20 Z opublikowanych przez pana Bereszyńskiego esbeckich materiałów wynika, że w dniu 20 grudnia 1973 por. Pleban rzekomo odbył ze mną rozmowę operacyjną. Była ona niby kolejną po rozmowie w dniu 27 marca 1973 (o niej jeszcze napiszę), podczas której por. Pleban jakoby umówił się ze mną na rozmowę za 2-3 tygodnie, czyli w kwietniu. Funkcjonariusz SB napisał, że w dniu 27 marca umówił się ze mną na rozmowę w połowie kwietnia, a potem napisał, że kolejny raz spotkał się jednak dopiero 20 grudnia. Jeśli nie jest się patentowanym osłem, to trzeba zauważyć, że coś tu nie gra. To jednak drobiazg. W relacji z rzekomej rozmowy w dniu 20 grudnia 1973 por. Pleban pisze, że dowiedział się ode mnie, iż: 1. "Towarzystwo Hilozoistyczne", które Piotr B. usiłował zarejestrować w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław-Śródmieście, nie podjęto żadnej działalności przewidywanej regulaminem. Na pismo złożone przez Badurę W.S.Wewnętrznych nie odpowiedział; także członkowie zrezygnowali ze zorganizowanych spotkań dyskusyjnych w tej sytuacji Piotr B. postanowił zaangażować się w działalność w ramach "PAX"-u. Nie jest prawdą, że "usiłowałem zarejestrować" TH. Zarejestrowanie wymagałoby 15 członków założycieli, a było ośmioro. Ponadto rejestracji dokonywałby sąd, a nie organ administracji. A więc nie "usiłowałem zarejestrować", ale "zgłosiłem" i nie w WSW DRN Wrocław Śródmieście, ale w WSW PDRN Wrocław Krzyki. Zwracam na te szczegóły uwagę, gdyż por. Pleban tylko raz nazwał organ prawidłowo, wtedy gdy przepisywał jego nazwę z kopii pisma zgłoszeniowego. W obu pozostałych przypadkach pisał DRN zamiast PDRN. Taki błąd dowodzi słabej orientacji. Napisanie, że "usiłowałem zarejestrować" dowodzi nieznajomości przepisów. Także stwierdzenie, że na moje pismo WSW nie odpowiedział, dowodzi ignorancji por. Plebana. WSW nie odpowiadał na takie pisma z mocy prawa. Albo zakazywał działania w ciągu 30 dni od zgłoszenia, albo milczał i po 30 dniach oznaczało to zgodę. Por. Pleban kompletnie nie rozumiał, na czym ta procedura polega. Gdyby pisał to jako relację z rzeczywistej rozmowy, to by takich głupot nie wypisywał. Ale on pisał z głowy, czyli z niczego. Ważny jest też kolejny punkt notatki, w którym czytamy: 2. Na terenie Warszawy wśród kolegów i ich rodziców stracił Piotr B. zaufanie, ponieważ studenci, których nazwiska mi podał, byli wzywani do SB na rozmowy pod zarzutem odbywania nielegalnych spotkań. Powiadomione zostały także uczelnie. W efekcie wina spadła na Badurę i rodzice studentów nie chcą go przyjmować w domu ani zezwalać na spotkania ze swymi synami. Tu Piotr B. miał do mnie pretensje, że nie dotrzymałem obietnicy i przekazałem SB w Warszawie adresy. Aby podtrzymać jego zaufanie do mnie, powiedziałem, że to kolega wyjaśniający początkowo jego sprawę po przeniesieniu do W-wy musiał spowodować wezwania wspomnianych studentów. Nie jest prawdą, że 20 grudnia 1973 zgłosiłem por. Plebanowi pretensje, iż "nie dotrzymał obietnicy i przekazał SB w Warszawie adresy". Moja umowa z SB nie dotyczyła adresów, ale przesłuchań. Działalność TH była jawna i jawne było kto uczestniczy w przygotowaniach do jego zgłoszenia. Przesłuchujący mnie w dniu 20 stycznia 1973 funkcjonariusze SB zobowiązali się, że jeśli nie będę ujawniał faktu przesłuchania mnie, to nikt inny z osób uczestniczących w przygotowaniach do założenia TH nie będzie przesłuchiwany. Tymczasem przesłuchano Sergiusza. Poinformowałem por. Plebana, że moje zobowiązanie do zachowania tajemnicy w sprawie przesłuchania stało się nieaktualne. Nie miało to jednak miejsca 20 grudnia 1973, ale dużo wcześniej, zapewne w marcu 1973. Zadziwiające jest, że por. Pleban zapomniał, iż w dniu 20 grudnia 1972, czyli na miesiąc przed przesłuchaniem mnie (20 stycznia 1973), Wydział III KW MO we Wrocławiu przesłał do Wydziału IV Departamentu III MSW w Warszawie informację, w której pisze o kontrolowaniu mojej korespondencji z Sergiuszem. W informacji tej (opublikowanej przez p. Bereszyńskiego) jest już adres Sergiusza. To znaczy, że na miesiąc przed moim pierwszym kontaktem z SB zarówno we Wrocławiu jak i w Warszawie znano już imię, nazwisko, adres i uczelnię Sergiusza, a zapewne też Stefana, z którym również korespondowałem. Jeśli więc por. Pleban pisze, że 20 grudnia miałem pretensje o ujawnienie jakichś adresów, to kłamie co najmniej podwójnie, bo nie 20 grudnia, a dużo wcześniej i nie o adresy chodziło, lecz o przesłuchanie Sergiusza. Nie jest też prawdą, jakoby rodzice moich warszawskich kolegów "nie zezwalali na spotkania ze swymi synami". Moi koledzy byli mężczyźnami w wieku 21 lat, którzy mieli bardzo mocne charaktery. Przypuszczenie, że rodzice dyktują im, z kim mogą się spotykać, a z kim nie jest idiotyczne. Nie "rodzice studentów", ale mama Sergiusza prosiła mnie, by nie urządzać spotkań w jej mieszkaniu, bo nie chce mieć kłopotów z SB. Przypomnę tu, że gdy w reakcji na przesłuchanie Sergiusza ujawniłem wszystkim zainteresowanym fakt, że mnie już wcześniej przesłuchano, SB straciła swój jedyny "hak" na mnie. SB po prostu liczyła na to, że ja będę się bał ujawnić, iż mnie wcześniej przesłuchano, ale o tym nie mówiłem. Przeliczyli się. Ich "hak" nie był wart funta kłaków. Ciekawe jest, że także zdaniem pana Bereszyńskiego to był "hak". Pan Bereszyński myśli w tej sprawie jak esbek. Nie rozumie, na czym polega wolność. Ma esbecką wizję świata. Znamienne jest to esbeckie myślenie pana Bereszyńskiego. Gdy ujawniłem wszystkim zainteresowanym, że byłem wcześniej przesłuchany przez SB i "hak" diabli wzięli, to SB zareagowała wściekłością. Zapewne zrobili jedyną rzecz, którą umieli zrobić. Poinformowali mamę Sergiusza, że osoby udostępniające swe mieszkania na nielegalne zgromadzenia podlegają karze (takie były przepisy). W związku z tym mama Sergiusza nie chciała, by spotkania odbywały się u niej w domu. Moim zdaniem miała rację. Spotykaliśmy się więc potem gdzieś na mieście. Kuriozalny jest też kolejny punkt notatki: 3. Posiadając przeszkolenie w zakresie działalności w "PAX", Piotr B. postanowił sporządzić listę studentów Uniw. Wrocł. – członków "PAX" i zorganizować grupę uniwersytecką. Okazało się, że jest ich 24 osoby, w tym kilku absolwentów ubiegłorocznych. Zarówno Piotr B. jak i inni członkowie "PAX" nie wstępowali do SZSP, ale w ostatnich dniach postanowili wstąpić do tej organizacji ze względu na korzyści socjalno-kulturalno-turystyczne. Konfabulujący por. Pleban znów zapomniał, że doc. Siemion informował go, że już w maju 1973 oceniałem liczbę studentów uniwersytetu w PAX-ie na 40 (jest to w materiałach opublikowanych przez p. Bereszyńskiego). To jednak szczegół nie wart uwagi wobec faktu, że od 1 października 1973 nie byłem kierownikiem zespołu studenckiego uniwersytetu, ale kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr we Wrocławiu, czyli podlegały mi sprawy całej dolnośląskiej młodzieży w PAX-ie, a nie tylko studentów Uniwersytetu Wrocławskiego. Por. Pleban, mimo upływu trzech miesięcy, jeszcze o tym nie wiedział. Dla niego ja dopiero zaczynałem kierowanie zespołem uniwersyteckim. Dopiero ustalałem listę członków. Tymczasem ja już trzy miesiące wcześniej zakończyłem pełnienie tej funkcji. Drugą połowę notatki por. Plebana skomentuję w następnym poście, ale już komentarz do pierwszej połowy pokazuje, że ta notatka to czysta konfabulacja. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 23:36 W notatce sporzadzonej 22-01-1973, dwa dni po pierwszym spotkaniu z panem, które miało miejsce w dniu 20-01-1973 (czemu pan nie zaprzecza) Pleban pisze m.in.: " (...)Piotr B., po zadeklarowaniu się 8-9 osób na spotkaniach w dniu 20.1.br. we Wrocławiu i 21.1.br. w Warszawie, ma zamiar zgłosić „Stowarzyszenie Hilozoistyczne" w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław -Śródmieście. Nie sądzi, aby mu odmówiono zarejestrowania, gdyż działa zgodnie z przepisami (...)" Proszę łaskawie zwrócić uwagę: Pleban zamiennie używa słów ZGŁOSIĆ i ZAREJESTROWAĆ. Ponadto myli dzielnice Wrocławia (Śródmieście, Krzyki) I to dwa dni po spotkaniu z panem Dlaczego nie mógł się pomylić przy sporzadzaniu notatki ze spotkania w grudniu 1973 roku po długiej przerwie w kontaktach z panem? Być może jest tak jak pan pisze: Pleban nie miał odpowiedniego rozeznania w tego typu procedurach, nie przywiazywał do tego (w swoich notatkach) należytej uwagi, może uważał, że nie to stanowi meritum sprawy. Ale te nieścisłości nie mogą być dowodem na fikcyjność spotkania grudniowego - bo identyczne popełnił w styczniu, po spotkaniu - którego fakt pan potwierdza. Tu może warto zauważyć, że napisał pan: "Ja mam dobrą pamięć do miejsc rozmów, jeśli są one nietypowe. Z tego względu pamiętam, że były trzy moje kontakty z SB we Wrocławiu" Może te inne spotkania były bardziej typowe, bez kapusty z żeberkami, bez "hotelowo-kawiarnianego anturażu"? I umknęły pana uwadze. I jeszcze jedno: treść notatek z pana spotkań z Plebanem została opublikowana na tym forum przez Bereszyńskiego 27-12-2008 roku. Dość długo pan szuka argumentów, aby wykazać, że były to "kuriozalne konfabulacje" Długo i z marnym - moim zdaniem - skutkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: 77.252.18.* 20.02.09, 10:05 Obawiam się, że z Panem Piotrem (Ubawicielem) B. zaczyna się dziać coś takiego jak z tym dziadkiem kombatantem co to wojnę jak taką pamiętał i tylko nie mógł sobie przypomnieć czy na froncie dostał kulką między łopatki, czy łopatką między kulki. A może się mylę i Pan Piotr (Ubawiciel) B. wszystko jednak doskonale pamięta ? Co Pan odczuwał Panie Piotrze po tych "patriotycznych" rozmowach z esbekami ? Zadowolenie z dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku ? Czy może niedosyt ? A może rozpierało Pana uczucie dumy ? A może miał Pan ukryty w sercu żal, że to już koniec tych ciekawych rozmów ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anka Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.09, 23:16 Gość portalu: juhas napisał(a): > Co Pan odczuwał Panie Piotrze po tych "patriotycznych" rozmowach z esbekami ? > Zadowolenie z dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku ? Czy może niedosyt ? > A może rozpierało Pana uczucie dumy ? Juhasie, jesteś nie tylko nudny (powtarzasz się) ale i leniwy - wystarczy tylko troche przewertować wątek, aby znaleźć odpowiedź. Napisał był bowiem Piotr Badura tak: "Moje kontakty z SB, moja pryncypialna postawa zajęta w tych kontaktach, a także rozwaga, to, moim zdaniem, chlubna karta w moim życiorysie. Czy miałem jednak tu na forum wychwalać się? " PS pan Piotr (nie mylić z Piotrusiem panem) bardzo nie lubi się wychwalać, to niespotykanie skromny człowiek :) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (1) 23.02.09, 12:23 Inni forumowicze w bardzo trafny sposób skomentowali już najnowsze wynurzenia p. Badury, w związku z czym nie mam już tutaj wiele do roboty. W tej sytuacji ograniczę się tylko do paru uwag od siebie. Pan Badura niczego tutaj nie odkrywa, pisząc o merytorycznych pomyłkach w notatkach por. Plebana. To ja pierwszy w jednym z wcześniejszych wpisów, zwróciłem uwagę na to, że Pleban, pisząc z pamięci, pomylił PDRN Krzyki z PDRN Śródmieście (nie popełnił natomiast takiego błędu opierając się na dokumencie otrzymanym od p. Badury). Pan Badura wykorzystuje teraz to moje spostrzeżenie w typowy dla niego sposób – na zasadzie odwracania kota ogonem, próbując przeforsować własną interpretację tego typu pomyłek. Jest to interpretacja ewidentnie naciągana, podobnie jak inne zabiegi polemiczne p. Badury. Sygnalizowane przeze mnie i przez p. Badurę oczywiste sprzeczności i nieścisłości w notatkach Plebana nie są żadnym dowodem konfabulacji. Przeciwnie – świadczą one o tym, że esbek ten każdorazowo opierał się na świeżo pozyskanych informacjach, nie zawsze dobrze przez niego zapamiętanych. Gdyby – jak utrzymuje p. Badura – Pleban konfabulował, to najpewniej nie byłoby żadnych sprzeczności w podawanych przez niego informacjach. Opracowując nową notatkę, esbek bazowałby na tym, co napisał poprzednio, i wszystko trzymałoby się tzw. kupy. Tymczasem Pleban pisał kolejne notatki w oderwaniu od tego, co pisał poprzednim razem. Był na tyle niestaranny, że nawet nie chciało mu się konfrontować nowo pozyskanych informacji z informacjami zawartymi we wcześniej wytworzonych przez niego dokumentach. Pisał z pamięci, na podstawie tego, co ostatnio usłyszał, i najpewniej stąd wynikają różnego rodzaju błędy i sprzeczności. W przeciwieństwie do tego, co twierdzi p. Badura, to mocny argument za tym, że Pleban był szczery w tym, co pisał, i nie zmyślał swoich spotkań z p. Badurą. Gdyby Pleban konfabulował, to przypuszczam, że np. nie byłoby żadnych rozbieżności w informacjach na temat liczebności uniwersyteckiej grupy „PAX” w notatkach wytworzonych w październiku i grudniu 1973 r. Konfabulujący esbek, pisząc notatkę w grudniu 1973 r., oparłby się na tym, co pisał dwa miesiące wcześniej, i nie byłoby żadnej sprzeczności. Pleban podał jednak nową liczbę, znacznie różniącą się od podanej mu wcześniej przez doc. Siemiona. Widocznie była to dla niego liczba bardziej wiarygodna, bo pochodząca z tzw. pierwszej ręki. Liczba zweryfikowana przez p. Badurę, jak informuje notatka z grudnia 1973 r. W notatce z grudnia 1973 r. Pleban wcale nie pisał, że p. Badura dopiero zaczyna kierować uniwersytecką grupą „PAX”. Takie interpretowanie treści notatki to typowa dla p. Badury manipulacja, służąca forsowaniu tezy, że Pleban konfabulował. W rzeczywistości Pleban pisał o działaniach p. Badury związanych z weryfikacją liczby studentów – członków „PAX” oraz organizowaniem uniwersyteckiej grupy „PAX”. Nie precyzował, w jakim czasie działania te zostały podjęte. W rachubę może wchodzić tu dość długi okres czasu, jaki upłynął między kolejnymi spotkaniami Plebana z p. Badurą. Pleban nie pisał o objęciu przez p. Badurę kierownictwa Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Kadr „PAX”, bo po prostu sprawa ta mogła go nie interesować. Jako funkcjonariusz Wydziału III SB Pleban zajmował się środowiskiem akademickim. To była jego „działka” i do tego mogły ograniczać się jego zainteresowania. Działalność „PAX” na szczeblu wojewódzkim mieściła się w obszarze zainteresowań Wydziału IV SB, zajmującego się Kościołem i stowarzyszeniami religijnymi. Pleban pisał o tym, co go interesowało, pomijając sprawy z obszaru wykraczającego poza jego służbowe kompetencje. Nie ma to nic wspólnego z rzekomymi konfabulacjami Plebana. Żadnym dowodem konfabulacji nie jest także fakt, że Pleban planował spotkanie z p. Badurą w kwietniu 1973 r., a tymczasem w aktach sprawy krypt. „ZEN” znajdujemy dopiero notatkę na temat spotkania przeprowadzonego w grudniu 1973 r. Także w tym wypadku narzucają się wnioski dokładnie odwrotne do tego, co pisze p. Badura. Gdyby Pleban faktycznie zmyślał spotkania z p. Badurą, to wymyśliłby również planowane spotkanie kwietniowe i opisał je w odnośnej notatce. Cóż by mu w tym przeszkodziło? Jeżeli jednak pisał dopiero o spotkaniu grudniowym, to widocznie były po temu jakieś realne (a nie wydumane) podstawy. Być może wystąpiły jakieś obiektywne przeszkody, dla których zrezygnowano z przeprowadzenia spotkania w planowanym terminie, przesuwając je na później. A może spotkanie takie się odbyło, lecz nie zostało opisane w żadnej notatce, bo Pleban nie uzyskał wtedy żadnych godnych uwagi informacji. Nie wszystkie tego typu spotkania musiały być opisywane w dokumentach. Przykładem tego może być zawartość teczek pracy tajnych współpracowników SB (nie twierdzę, że p. Badura należał do tej kategorii; to tylko taki przykład dla lepszego zilustrowania problemu). Z reguły jest tak, że ilość wykazywanych spotkań z TW znacznie przekracza liczbę odnośnych notatek służbowych. Innymi słowy – nie każde spotkanie było tematem odrębnej notatki. Podobnie mogło być w przypadku spotkań z takimi osobami jak p. Badura. Nie można wykluczyć ewentualności, że Pleban spotykał się z p. Badurą częściej niż wynikałoby to z treści zachowanych dokumentów. Tak czy inaczej, nie mamy żadnych podstaw, by kwestionować opisany przez Plebana fakt spotkania z p. Badurą w dniu 20 grudnia 1973 r. Faktem jest, że do pewnego czasu Pleban nieściśle (od strony formalno-prawnej) przedstawiał sprawy związane z oficjalnym zgłoszeniem zamiaru działalności TH. Rzeczywiście robi on wrażenie kompletnego laika w tych sprawach, nie mającego większego pojęcia o obowiązujących w tym zakresie procedurach. Mieszają mu się prawnicze terminy i określenia. Trzeba jednak przyznać, że z czasem Pleban wyraźnie „wyrobił” się w tej dziedzinie – zapewne pod wpływem swojego rozmówcy. Zaczął pisać bardziej precyzyjnie – dokładnie tak jak p. Badura w tym wątku. Przykładem tego może być notatka służbowa z 16 października 1974 r., gdzie Pleban pisze tak: „Jeżeli chodzi o Towarzystwo […] (ZEN), to Wydział Spraw Wewnętrznych DRN W-w Śródmieście w ogóle nie potwierdził odbioru zgłoszenia związku, czyli zgodnie z przepisami KPA, można by uznać [je] za legalnie istniejące. Faktycznie jednak ZEN nie istnieje, bo nie było w efekcie chętnych do podjęcia konkretnej działalności, a więc dyskusji wynikających z założeń programowych ZEN-u”. Koniec cytatu. Słowa jakby żywcem wyjęte z ust p. Badury, który jeszcze dzisiaj dokładnie tak samo pisze o tych sprawach (proszę porównać powyższy cytat z jego wypowiedziami na tym forum). Co prawda tym razem Plebanowi pomyliło się TH z ZEN (widać znowu pisał z pamięci!) , ale przynajmniej zrozumiał on już, jak działa prawo o stowarzyszeniach. Sądzę na tej podstawie, że spotkania por. Plebana z p. Badurą musiały być bardzo owocne dla obu stron. Obaj rozmówcy mieli okazję wiele się od siebie nauczyć. Efekty tej wzajemnej nauki widać po dziś dzień w zachowaniu p. Badury. Najlepszym tego przykładem są jego uparcie powtarzane insynuacje na mój temat. To typowo esbecka metoda walki z oponentami. Złośliwe pomówienia i celowo szerzona dezinformacja należały zawsze do najważniejszych środków działania SB. Spotykając się z Plebanem, p. Badura najwyraźniej wiele się od niego nauczył. Nie prezentuję esbeckiej wizji świata. Po prostu w ciągu ostatnich paru lat przejrzałem dokładnie setki „teczek” z zasobów archiwalnych IPN i dzięki temu dobrze poznałem metody i zasady działania SB. Nie dam sobie wciskać kitu na ten t Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski c.d. 23.02.09, 12:25 Nie prezentuję esbeckiej wizji świata. Po prostu w ciągu ostatnich paru lat przejrzałem dokładnie setki „teczek” z zasobów archiwalnych IPN i dzięki temu dobrze poznałem metody i zasady działania SB. Nie dam sobie wciskać kitu na ten temat i polemiczne sztuczki p. Badury są wobec mnie mało skuteczne. Esbecką wizję świata prezentuje tu ktoś inny. Ktoś inny spekuluje tu na temat moich rzekomych związków ze „służbami”, roztaczając przed forumowiczami spiskową wizję świata (zresztą nie tylko w ramach tego wątku). Bardzo zastanawiające jest to typowo esbeckie myślenie i zachowanie owego „ktosia”. Co to jest wolność, rozumiałem doskonale już całe dziesięciolecia temu, gdy byłem represjonowany za swoją działalność opozycyjną. Nie potrzebuję w tym zakresie żadnych pouczeń ze strony kogoś, kto nie gardził konspiracyjnymi spotkaniami z esbekiem w hotelu czy kawiarni. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.09, 22:46 Zamierzałem skomentować drugą część kuriozalnej notatki z 22 grudnia 1973, ale uświadomiłem sobie, że pisałem już i o KIK-u: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89622478 i o "Maciejówce": forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=90293832 W międzyczasie pojawiły się jednak posty, dotyczące mojego komentarza do pierwszej części notatki (panowie Max i Zbigniew Bereszyński), więc je tu skomentuję. 1. Zdaniem obu panów mój zarzut wobec por. Plebana o niekompetencję odnosi się do mylenia przez niego właściwości terytorialnej. Dla TH właściwym terytorialnie był organ z Krzyków, a por. Pleban cały czas mówił o Śródmieściu. To jest błąd, ale trzeciorzędny, i nie na niego wskazywałem. Ja pisałem wyraźnie: "W obu pozostałych przypadkach pisał DRN zamiast PDRN. Taki błąd dowodzi słabej orientacji". Nie wiem jakiego wykształcenia oczekiwano od oficerów SB, ale trudno mi uwierzyć, że nie wymagano od nich, by odróżniali organy prawodawcze (a takim jest dzielnicowa rada narodowa, czyli DRN) od wykonawczych (a takim jest prezydium dzielnicowej rady narodowej, czyli PDRN). Zwykłym ludziom te sprawy mogły się mieszać, ale nie oficerowi SB. 2. W sprawie zgłoszenia TH w PDRN pan Max powołuje się na notatkę z 22 stycznia 1973 i cytuje z niej zapis: "ma zamiar zgłosić Stowarzyszenie Hilozoistyczne w Wydziale Spraw Wewnętrznych DRN Wrocław - Śródmieście. Nie sądzi, aby mu odmówiono zarejestrowania". Z tego zapisu pan Max wnosi, że por. Pleban używał zamiennie słów "zgłosić" i "zarejestrować". Por. Pleban rozumiał z tych spraw mało co, ale pan Max rozumie chyba jeszcze mniej. Por. Pleban odnosił słowo "zgłosić" do mnie, a "zarejestrować" do WSW PDRN. Ja zgłaszam, organ rejestruje. Przepisem regulującym w 1973 te sprawy było "Prawo o stowarzyszeniach" - rozporządzenie Prezydenta RP z 1932 roku. Przepis ten został uchylony w 1989 i dziś dostęp do niego w sieci jest płatny (36,60 zł). Nie chce mi się płacić, ale obowiązujące dziś "Prawo o stowarzyszeniach", dostępne np. pod adresem: www.lex.com.pl/bap/student/Dz.U.2001.79.855.html stanowi: Art. 40. 1. Uproszczoną formą stowarzyszenia jest stowarzyszenie zwykłe, nie posiadające osobowości prawnej. 2. Osoby w liczbie co najmniej trzech, pragnące założyć stowarzyszenie zwykłe, uchwalają regulamin działalności, określając w szczególności jego nazwę, cel, teren i środki działania, siedzibę oraz przedstawiciela reprezentującego stowarzyszenie. 3. O utworzeniu stowarzyszenia zwykłego jego założyciele informują na piśmie właściwy, ze względu na przyszłą siedzibę stowarzyszenia, organ nadzorujący, podając dane, o których mowa w ust. 2. Art. 41. 1. Sąd rejestrowy, na wniosek organu nadzorującego lub prokuratora, może zakazać założenia stowarzyszenia zwykłego, jeżeli nie spełnia ono warunków określonych w art. 16. Art. 14 ust. 2(4) stosuje się odpowiednio. 2. Jeżeli w ciągu 30 dni od dnia uzyskania informacji o założeniu stowarzyszenia zwykłego nie zakazano jego działalności, może ono rozpocząć działalność. Jak widać z artykułów 40-41 dziś jest tak, że założyciele informują organ nadzorujący, a organ przeprowadza wszystkie działania związane z rejestracją bądź odmową rejestracji. Myślę, że w tym starym przepisie było podobne uregulowanie. Także pan Bereszyński pisze strasznie. Cytuje por. Plebana, który zdaniem pana Bereszyńskiego napisał prawidłowo: "czyli zgodnie z przepisami KPA, można by uznać [je] za legalnie istniejące". To ma być zrozumienie przepisów przez por. Plebana?! "Można by uznać"?! Nie! Trzeba uznać! "Zgodnie z przepisami KPA"?! Nie! Zgodnie z rozporządzeniem Prezydenta RP! Ja nie podejrzewam panów Maksa i Bereszyńskiego, że te akurat rzeczy piszą ze złej woli. Nie. Oni w kwestiach prawnych mają kompetencje podobnie skromne jak por. Pleban i podobnie jak on nie mają chyba tej świadomości. 3. Głównym moim argumentem na rzecz tezy o zmyśleniu przez por. Plebana całej rozmowy był jednak fakt rażącej niezgodności czasowej w określeniu mojej pracy w PAX-ie. W lutym 1973 objąłem kierownictwo zespołu uniwersyteckiego. Byłem wtedy studentem I roku i byłem najmłodszy w zespole. Już w maju liczbę członków i kandydatów podniosłem do około 40, sądząc z informacji od doc. Siemiona. Do czerwca (koniec roku akademickiego) nastąpił dalszy szybki wzrost liczby członków i kandydatów. Na czymś przecież oparta była decyzja o moim błyskawicznym awansie na kierownika WOSK, który zostałem od 1 października 1973 (byłem chyba najmłodszym kierownikiem WOSK w Polsce). Od objęcia funkcji kierownika WOSK odpowiadałem za dokumentację (jako kierownik zespołu uniwersyteckiego nie prowadziłem żadnej dokumentacji). Mogę więc dość precyzyjnie określić liczebność środowiska młodzieżowego po 1 października 1973. Fatalnym błędem por. Plebana było stwierdzenie, że ja go w dniu 20 grudnia 1973 informowałem, iż postanowiłem "zorganizować grupę uniwersytecką. Liczba studentów uniwersytetu, którzy działali wtedy w PAX-ie była już tak duża, że nie było żadnej "grupy uniwersyteckiej". Były odrębne zespoły, których listy mam do dziś zachowane. Zespół AI skupiał studentów prawa, prawa i administracji oraz pedagogiki (razem 15 osób). Zespół AII skupiał studentów filologii polskiej, rosyjskiej i jednego studenta wokalistyki w PWSM (razem 14 osób). Zespół AIII skupiał studentów matematyki, fizyki i chemii (razem 18 osób). Zespół AIV skupiał studentów geografii i biologii (razem 16 osób). Te cztery zespoły to byli studenci uniwersytetu (z wyjątkiem tego jednego z PWSM). Razem dawało to 62 osoby (bez tego z PWSM). Ponadto był zespół AV, skupiający studentów Akademii Rolniczej, Akademii Medycznej i Akademii Wychowania Fizycznego (razem 13 osób). Zespół AVI skupiał studentów Politechniki i Akademii Ekonomicznej (9 osób). Był też zespół MIV, który skupiał młodzież niestudiującą, ew. tych studentów, którzy woleli w nim być. Usytuowany był on w strukturze miejskiej, podobnie jak oddziały w terenie, ale podlegał kierownikowi WOSK. Liczył 10 osób. Była też młodzież w terenie. Czasy, gdy działał jeden zespół młodzieżowy, nazywany uniwersyteckim, to w grudniu 1973 była już prehistoria. Tak więc por. Pleban w grudniu 1973 nie wiedział nic o strukturze środowiska młodzieżowego we wrocławskim PAX-ie i nie wiedział też jaką funkcję w tym PAX-ie pełnię. Por. Pleban nie był zbyt lotny. Jeśli doc. Siemion informował go, że w maju 1973 było na uniwersytecie ok. 40 paksowców, a jednocześnie 22 maja 1973 TW ps. "11S" informował go "W tej chwili największy nacisk kładzie się na sprawy rekrutacji członków", to ten "największy nacisk" musiał dać do grudnia jakieś pozytywne efekty, a nie spadek liczebności, bo wtedy w październiku bym nie awansował tak gwałtownie. 4. Jeśli już mowa o TW ps. "11S" to myślę, że był to ktoś z kręgu Romka. Ja nie znałem takich szczegółów jak to, skąd miał stypendium fundowane i że był w zarządzie UKNP, z którego go usunięto. Intrygujące jest, że ja znam od Romka okoliczności, które skłoniły go do zainteresowania się PAX-em, a TW ps. "11S" chyba ich nie znał. No ale to nie ma związku z tematem. (cd. w następnym poście) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.09, 02:23 Gość portalu: Piotr Badura napisał(a): > Por. Pleban rozumiał z tych spraw mało co, ale pan Max rozumie chyba jeszcze > mniej. Por. Pleban odnosił słowo "zgłosić" do mnie, a "zarejestrować" do WSW > PDRN. Ja zgłaszam, organ rejestruje. Nie ułatwia pan zrozumienia tej "skomplikowanej materii" :) Miesza pan, i czepia się juz nie tylko słów ale i literek :) Pan zgłasza - ale kogo? co? Pan zgłasza siebie (się)? Czy pan zgłasza TH? Czy chodzi o podmiot zgłaszający (pan) czy o "przedmiot" zgłoszenia (TH) Przecież Pleban mógł napisać, że P.Badura ma zamiar zarejestrować TH w WSW itd... użył słowa "zgłosić", które - moim - zdaniem odnosi się do TH a nie do pana, no chyba, żeby Pleban w dalszej części notatki pisząc "Nie sądzi, aby mu [Badurze -max] odmówiono zarejestrowania, gdyż działa zgodnie z przepisami" wyraził przekonanie, ze to pan ma zostać zarejestrowany a nie TH, co wydaje mi się absurdem. Stąd mój wniosek, że Pleban używał tych słów zamiennie. Nie wiem jakie wykształcenie mieli SB-cy, a konkretnie Pleban, zdaje się, że kilka razy niezbyt pochlebnie się pan o nim wyrażał, pewnie nie był orłem sokołem :) A pan się czepia literek: DRN, PDRN :) Nawiasem mówiąc zdziwiłby się pan jak wykształceni ludzie i dzisiaj mylą organy prawodawcze i wykonawcze np. na poziomie samorządu województwa (sejmik, zarząd województwa, marszałek, urząd marszałkowski ) Niech pan przepyta z tego tematu "agentów" piszących w tym wątku:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max 22 grudnia 1973 nie było już chyba PDRN :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.09, 23:14 W PRL, w dobie "dynamicznego rozwoju" i "budowy społeczeństwa socjalistycznego" zmieniały się struktury władzy, jednostki podziału terytorialnego, te wszystkie gminy, gromady, powiaty, starostwa, województwa, rady narodowe, urzedy, prezydia. Porucznik Pleban stojąc na strazy zywotnych interesów "ludowej" ojczyzny i "robotniczej" partii chyba za tym nie nadążał.... We Wrocławiu podział na dzielnice wprowadzono w 1951 r. Zadaniem powstałych wówczas prezydiów dzielnicowych rad narodowych była m.in. realizacja na terenie dzielnicy uchwał miejskiej rady narodowej i jej prezydium oraz realizacja zadań wynikających z uprawnień przekazanych w ich gestię przez prezydium MRN. Jednostkami administracyjnymi posiadającymi charakter aparatów roboczych i wykonawczych były wydziały. Zostały one bezpośrednio podporządkowane prezydium, a za jego pośrednictwem radzie narodowej. Wydziały nie stanowiły samodzielnych organów, lecz wypełniały zadania pod kierownictwem, w imieniu i w zastępstwie prezydium. Kolejny etap reformy ustroju administracji terenowej wprowadzały ustawy z dnia 22 listopada 1973 r. o zmianie Konstytucji PRL i zmianie ustawy o radach narodowych oraz rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 23 listopada 1973 r. w sprawie zasad organizacji urzędów terenowych organów administracji państwowej. ZLIKWIDOWAŁY one prezydia miejskich, dzielnicowych, powiatowych i wojewódzkich rad narodowych jako terenowe organy jednolitej władzy państwowej oraz jako urzędy. Kompetencje prezydiów, ich przewodniczących oraz organów prezydiów przeszły na odpowiednie organy administracji państwowej. No i nie dziwota, że się Plebanowi - chłopinie to wszystko mieszało :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Brawo! Jestem pod wrażeniem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 00:34 Szanowny Panie Maksie Doceniam Pański trud, włożony w to, by sprawdzić, że w interesującym nas okresie następowały zmiany w systemie administracji państwowej. Gdyby poszedł Pan dalej tym tropem, to wyczułby Pan, dlaczego por. Pleban stał się nagle kupką nieszczęścia. Wyjaśnię to już niedługo. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Kuriozalna notatka z 22 grudnia 1973 (2) cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.09, 00:01 5. Por. Pleban zrobił trochę nieścisłości w notatce z 22 stycznia 1973. W notatce z 20 lutego 1973 zrobił już chyba jakieś oszustwo z datami (o czym pisałem). Notatka z 27 marca być może odpowiada rzeczywistemu spotkaniu (w kawiarni) co do daty, ale jej treść to już czysta fikcja. Rzeczywista treść rozmowy przeprowadzonej mniej więcej w tym czasie była w skrócie taka: "Nie dotrzymaliście umowy, więc nie ma mowy o żadnej tajemnicy". Jestem przekonany, że po tej rozmowie por. Pleban rozumiał, że każda następna rozmowa ze mną będzie zrelacjonowana wszystkim osobom, o które zapyta, a on sam nie dowie się już nic. W tej sytuacji dalsze spotkania nie miały sensu i por. Pleban miał tak napisać w notatce. Z jakiegoś powodu zataił to i sporządził notatkę, że niby fajnie się gadało. Spotykania się ze mną zaprzestał jednak, aż do spotkania w Savoyu, podczas którego był on już tylko rozżaloną kupką nieszczęścia, o czym jeszcze napiszę. Dlaczego więc zdecydował się na jakąś fikcyjną relację z rzekomego spotkania 20 grudnia 1973? O to trzeba jego zapytać. Na zakończenie powiem tak: Gdy pan Bereszyński wtrącił się ze swymi "rewelacjami" do tego wątku (poświęconego przecież zupełnie innym sprawom), to napisałem, że najgorszym, co może on zrobić, jest brnięcie w tę sprawę dalej. Napisałem też, że tak właśnie pan Bereszyński zrobi. Miałem rację. To, z czym mamy teraz do czynienia, to już desperacka próba obrony "uczciwości por. Plebana". Sprawa przesłuchania Sergiusza przez SB była mi prawdopodobnie znana już przed 27 lutego 1973, bo na ten dzień zostało zwołane, wbrew prawu, walne zgromadzenie (zgłoszenie złożono w WSW PDRN 21 lutego i ze wszelkimi takimi zgromadzeniami mieliśmy obowiązek czekać do 23 marca). Dysponuję protokółem z tego walnego, podpisanym przez wszystkich ośmiu członków założycieli. Skan tego protokółu można ode mnie uzyskać. Nagłość zwołania nielegalnego walnego zgromadzenia z enigmatycznym tematem "omówienie aktualnej sytuacji" była zapewne związana z ujawnieniem mi przez Sergiusza faktu jego przesłuchania. Chciałem, żeby niezwłocznie wszyscy członkowie TH też się o tym dowiedzieli. Jeśli zatem 27 marca 1973 miałem się spotkać z por. Plebanem, to przecież już wtedy zgłosiłbym mu pretensję o niedotrzymanie umowy. Tak się też zapewne stało. Być może por. Pleban nie miał odwagi napisać notatki, że już jest "po ptokach", skoro zaledwie 12 dni wcześniej poszło z wrocławskiej SB pismo do ich kolegów z Warszawy, że nie zgadzają się na włączenie mnie do postępowania przed kolegium, bo planują wobec mnie przedsięwzięcia operacyjne. Czy por. Pleban miał pójść do majora Albina Zalewskiego i powiedzieć mu: już sobie Albin nic nie planuj z Badurą? Być może lęk przed przyznaniem się do porażki spowodował, że por. Pleban zmyślił jakąś pozbawioną sensu rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 27 marca. Może liczył na to, że z czasem sprawa przyschnie. Może zmuszony okolicznościami do sfingowania kolejnej rozmowy (20 grudnia 1973) wstawił do niej pewne elementy prawdziwej rozmowy z 27 marca. To wszystko jednak domysły. O powody kłamstw należy pytać por. Plebana. Tylko absolutną desperacją mogę tłumaczyć, że mimo iż por. Pleban napisał wyraźnie: "20 grudnia 1973 (...) przeprowadziłem rozmowę (...), w wyniku której uzyskałem następujące informacje: (...) Piotr B. postanowił sporządzić listę studentów Uniw.Wrocł. - członków "PAX" i zorganizować grupę uniwersytecką. Okazało się, że jest ich 24 osoby", to i tak pan Bereszyński twierdzi, że "W notatce z grudnia 1973 r. Pleban wcale nie pisał, że p. Badura dopiero zaczyna kierować uniwersytecką grupą PAX". A przecież ja już kilka miesięcy wcześniej skończyłem kierowanie tą grupą. Ja oczywiście cały czas twierdzę, że por. Pleban konfabulował, ale pan Bereszyński twierdzi, że pisał on szczerą prawdę. No to teraz pan Bereszyński musi wyczyniać takie łamańce. Pozdrowienia dla wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Dialog operacyjny 15.03.09, 22:51 Piotr B. zdążył już z wielkim hukiem i pompą ogłosić swoje zwycięstwo w sporze o ocenę jego postępowania w latach 1973-1974. Uznał za udowodnione, że jego postępowanie było nienaganne, a nawet najlepsze z możliwych. Przyznał sobie tytuł mistrzowski za błyskotliwe rozegranie sprawy z wrocławską bezpieką, którą podobno sam jeden wciągnął w pułapkę i powalił na łopatki, tak że skompromitowani esbecy mogli już tylko leżeć i kwiczeć. Sam sobie pogratulował sprytu, inteligencji, doświadczenia, wybitnych kwalifikacji politycznych i prawnych itp. Ot, skromny człowiek i tyle. W tej sytuacji mogę już tylko schować się do mysiej nory i żałośnie piszczeć. Aby tych moich pisków nie słuchać, nasz wielki triumfator założył od razu nowy wątek, aby tam bez przeszkód napawać się swoim zwycięstwem i pastwić nad pokonanym przeciwnikiem (czyli nade mną). Nasz wielki i wspaniały triumfator zapomniał niestety, że nikt nie jest dobrym (czytaj: bezstronnym i wiarygodnym) sędzią we własnej sprawie i po prostu nie wypadało samemu jednostronnie przyznawać sobie palmy zwycięstwa. Wypadało zdać się w tej sprawie na osąd innych forumowiczów. Co myślą inni forumowicze, można przeczytać w innym wątku, świeżo założonym przez naszego wielkiego triumfatora. Ja natomiast w tym miejscu napiszę, co sam myślę o najnowszych wywodach Piotra B. Oprócz wyjątkowej pewności siebie wielkiego triumfatora, najbardziej ubawiło mnie jego selektywne podejście do materiałów wytworzonych przez SB. W swoich ostatnich wpisach Piotr B. z wyraźną lubością powołuje się na te fragmenty dokumentów, w których zawarte są pozytywne uwagi na jego temat. Cytuję: „Nawet Pleban w swoim sprawozdaniu z przesłuchania odnotował, że zachowywałem się spokojnie i widać, że jestem inteligentny, ambitny i posiadam zdolność logicznego operowania terminami filozoficznymi. […] Esbecy zignorowali wszystkie te ostrzeżenia ze strony własnej agentury. Mieli od niej wyraźne sygnały, że nie wzywają na przesłuchanie jakiegoś przypadkowego studenta, ale człowieka o dużym już wyrobieniu politycznym, dużej inteligencji, twardym charakterze, dążącym zawsze do przejmowania inicjatywy i rozgrywania sytuacji po swojej myśli”. Koniec cytatu. W tego typu przypadkach dokumenty SB są dla Piotra B. jak najbardziej wiarygodne. Ani mu w głowie pisać, że to tylko element konfabulacji, subiektywne odczucia esbeków i ich agentury itp. Bez skrupułów wykorzystuje on tego typu opinie dla podbudowania swoich twierdzeń. Konfabulacje są tylko tam, gdzie Piotr B. wypada niekorzystnie. Esbecy piszą szczerą prawdę, gdy rozwodzą się nad intelektualnymi walorami Piotra B., ale łżą jak te psy, ilekroć piszą coś takiego, z czego tenże musiałby się dzisiaj tłumaczyć. To przykład wyjątkowo manipulatorskiego podejścia do dokumentów. Piotr B. od początku zarzuca mi rzekome manipulowanie materiałami sprawy „ZEN”, choć nigdy nie miał bezpośredniego wglądu w te materiały i w związku z tym nie jest w stanie ocenić, czy korzystałem z nich w sposób rzetelny czy nie. Fakty wyglądają natomiast tak, że nie dobierałem dokumentów pod kątem szkodzenia Piotrowi B. i nie pomijałem takich materiałów, które byłyby dla niego korzystne. Cytując je, starałem się zachować maksimum obiektywizmu. Inaczej jest z Piotrem B., który stara się selekcjonować materiał źródłowy pod kątem jego osobistych interesów. I kto jest tutaj prawdziwym manipulatorem? Gdyby Piotr B. naprawdę wierzył w to, co pisze tutaj na temat rzekomych konfabulacji Plebana, to całość materiałów sprawy krypt. „ZEN” byłaby dla niego funta kłaków warta. Nie podpierałby się nimi w swoich wywodach, bo cóż warte świadectwo, w którego wiarygodność się nie wierzy? Uderzająca niekonsekwencja Piotra B. w tym zakresie stawia pod wielkim znakiem zapytania szczerość jego wypowiedzi. Nie jedyny to przykład niekonsekwencji w postępowaniu Piotra B. Tłumacząc się z tego, dlaczego podpisał zobowiązanie do zachowania w tajemnicy swojej rozmowy z SB, Piotr B. napisał, że uczynił tak dlatego, by swoim kolegom z TH oszczędzić przykrości związanych z „przesłuchaniem”. W ramach owej szczególnej „troski” naraził on kolegów na to, że bezpieka będzie „przesłuchiwać” ich z zaskoczenia, bo nie raczył uprzedzić ich o takim niebezpieczeństwie! Dziwnym trafem nie przyszło mu do głowy, że przykrość związana z „przesłuchaniem” może być znacznie większa, jeżeli „przesłuchania” takie zaczną spadać na nich jak grom z jasnego nieba. Naiwność i brak wyobraźni wtedy, czy zwykłe krętactwo dzisiaj, gdy Piotr. B. pisze o wydarzeniach sprzed 35 lat? Piotr B. wyklucza jedną i drugą ewentualność, ale trzeciej możliwości nie widać. Osobiście stawiałbym na jedno i drugie, bo Piotr B. nie lubi przyznawać się do swoich błędów i słabości, nawet po wielu latach, i gotów jest wiele zrobić dla ich ukrycia. Taka ułomność psychiczna zżartego przez pychę gościa, który zawsze i wszędzie chce uchodzić za chodzącą doskonałość. Z najnowszych wpisów Piotra B. wynika, że nie musiał on uprzedzać kolegów o niebezpieczeństwie „przesłuchań”, bo członkowie TH nie mieli nic do ukrycia, a poza tym byli takimi twardzielami, że żadne „przesłuchania” nie były im straszne (szczegółowo opisany przykład Sergiusza Kowalskiego itd.). Załóżmy, że to prawda. Dlaczego jednak w takim przypadku Piotr B. wchodził w dwuznaczny moralnie układ z SB w rzekomej chęci uchronienia kolegów przed przykrościami związanymi z przesłuchaniami? Jeżeli członkowie TH nie mieli nic do ukrycia i nie bali się „przesłuchań”, to skąd u Piotra B. taka troska o zaoszczędzenie im podobnych przykrości? Przecież w takim przypadku Piotr B. mógł najspokojniej w świecie oświadczyć esbekom, że nie będzie się do niczego zobowiązywał i poinformuje lojalnie o wszystkim kolegów, przed którymi nie chce mieć żadnych tajemnic. Jeżeli esbecy chcą, to mogą rozmawiać też z kolegami, bo założyciele TH nie robią niczego sprzecznego z prawem i nie mają nic do ukrycia. Koniec kropka. To byłoby najprostsze i najbardziej uczciwe załatwienie sprawy. Dlaczego Piotr B. tak nie postąpił? Dlaczego wybrał podpisanie zobowiązania do zachowania tajemnicy, co naraziło kolegów na dodatkowy stres, związany z tym, że działania SB ich zaskoczą? Widać faktyczne motywy jego postępowania przedstawiały się inaczej niż nam tutaj przedstawia. Ale to nie koniec sprzeczności w wypowiedziach Piotra B. Założyciele TH byli podobno wielkimi twardzielami, odpornymi psychicznie na działania SB, ale trochę wcześniej ten sam Piotr B. sugerował, że jedna z owych osób, Urszula Smerecka mogła już w tamtym czasie współpracować z SB i dostarczać Plebanowi informacji na temat TH. Czy tak postępują niezłomni twardziele, którym niestraszne są żadne „przesłuchania”? Gdzie tu logika, gdzie konsekwencja? Piotr B. najwyraźniej gubi się w swoich konfabulacjach, wymyślając sprzeczne ze sobą wersje historii TH. Teza o rzekomych twardzielach z TH nie wytrzymuje także konfrontacji z tym, co Piotr B. napisał w dniu 14 stycznia br. o zaniechaniu działalności tego towarzystwa. Cytuję: „Działania odwetowe SB wobec rodziców Sergiusza były dla mnie sygnałem, że SB idzie z nami na wojnę. Dlatego skłoniłem członków TH do natychmiastowego opuszczenia jego szeregów. Mogliby w razie czego tłumaczyć, że dla nich jest to sprawa zamknięta, bo nie należą już do TH. Zawiesiłem też wszelkie działania TH. Po prostu przestało ono działać po zaledwie 17 dniach oficjalnego istnienia”. Koniec cytatu. Dziwni to „twardziele”, którzy kończą działalność, gdy dochodzi do „przesłuchań”, których podobno żaden z nich się nie bał! A już Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Kilka słów o "Szklanym Domu" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 10:20 Sprawa "Szklanego Domu" jest wprawdzie nieistotna, ale ponieważ ją też w esbeckich aktach przedstawiono fałszywie, więc parę słów wyjaśnienia. "Szklany Dom" był akademikiem uniwersytetu, położonym na rogu ulic Świdnickiej i Placu Teatralnego, w którym mieszkałem przez trzy pierwsze lata studiów (1972-1975). Była to przedwojenna kamienica z wielkimi pokojami i ogromnymi oknami (stąd "szklany"). Jako akademik był on niespecjalny (wieloosobowe pokoje), ale lokalizacja była idealna. Ścisłe centrum, w pobliżu przystanki wielu linii, kawałeczek do rynku i niedaleko od dworców. Ponadto na rogu po przeciwnej stronie Świdnickiej był wtedy "Monopol", czyli orbisowska restauracja + kawiarnia + hotel, a na rogu po przekątnej opera. Oba te obiekty "robiły klimat". "Szklany Dom" był akademikiem kameralnym. Mieszkało w nim chyba 100-200 studentów. Tak maleńkie środowisko absolutnie mnie nie interesowało jako miejsce jakiejkolwiek działalności politycznej. Mieszczący się wewnątrz akademika klub "Piryt" był całkiem zdechły, co zrozumiałe przy tak małej liczbie studentów. Nie miałem żadnego powodu, by załatwiać dla klubu w akademiku prasę paksowską czy prelegentów. Te moje propozycje były, mówiąc dzisiejszym językiem, kształtowaniem wizerunku. Z paksowskim kolportażem miałem uzgodnione, że do każdego klubu studenckiego wyślą prasę bezpłatnie, jeśli tylko ten klub zgłosi chęć jej otrzymywania. Miałem także zapewnionych bezpłatnych prelegentów (tzn. ściśle rzecz biorąc byliby oni suto opłaceni przez PAX za prelekcję w klubie PAX-u, a potem "społecznie" mieliby drugą w klubie studenckim). Były to oczywiście zabezpieczenia tak na wszelki wypadek, gdyż nie brałem realnie pod uwagę, że któryś klub studencki (nie licząc Progresu) będzie chciał bezpłatną prasę czy bezpłatnego prelegenta. Propozycje bezpłatnego dostarczania prasy, bądź bezpłatnych prelegentów składałem zawsze publicznie, dbając wręcz o liczną widownię (najlepiej na zebraniach mieszkańców). Chodziło o to, by pokazać strach tych wszystkich szefów rad mieszkańców, kierowników akademików czy kierowników klubów przed PAX-em. Przeciętny student nie wiedział o PAX-ie nic. Nagle słyszy na zebraniu, że jakiś PAX proponuje bezpłatną prasę dla klubu, bezpłatnych prelegentów, a tu szefostwo wije się jak piskorze i kombinuje, jak uzasadnić, że nawet za darmo nie chcą. Wolą zapłacić za prenumeratę "Trybuny Ludu" niż wziąć za darmo "Słowo Powszechne". Taki przeciętny student zachodził wtedy w głowę, czym jest ten PAX, że tak strasznie się go boją. I o to mi mniej więcej chodziło. W "Szklanym Domu", podobnie jak w innych miejscach, odegrałem pełny spektakl, a powtórki nie miałyby przecież sensu. Relacje informatorów por. Plebana, jakobym chciał prowadzić w "Szklanym Domu" jakąś działalność, są dla mnie zrozumiałe. Byli to "działacze" studenccy kieszonkowego formatu. W ich umyśle "Szklany Dom" i klub "Piryt" urastały do rangi jakiegoś ważnego partyjnego królestwa, które jest atakowane przez wrogie paksowskie imperium. Ponieważ sam por. Pleban też był raczej funkcjonariuszem kieszonkowego formatu, więc chyba się nie połapał, o co chodzi w tej zabawie. Co więcej, z czasem por. Pleban poszedł dalej. Uznał, że skoro przez dwa lata nie kiwnąłem palcem, by coś zrobić w "Szklanym Domu" (a wiedział o tym od swych informatorów), to może przypisać sobie zasługę w tej mierze i napisać (w notatce z 16 października 1974), że zaniechałem w "Szklanym Domu" działalności "zgodnie z jego zaleceniem". Dziwne że we wcześniejszych notatkach nie było mowy o tym "zaleceniu". Gdyby por. Pleban próbował dać mi jakieś "zalecenie", bym nie wykazywał aktywności w "Szklanym Domu" to na sto procent przynosiłbym tam systematycznie prasę paksowską, wszystkie tytuły, i rozkładał w klubie "Piryt". Jeszcze nagłośniłbym to w akademiku, żeby rozkładaniu prasy i ewentualnemu jej zgarnianiu przez "działaczy" towarzyszyła publiczność. Na sto procent robiłbym też "naloty" na wszystkie zebrania w Klubie "Piryt". Ja mam po prostu taką naturę, że jak mi ktoś chce rozkazywać, to sprawa jest przegrana. Cała moja energia idzie przeciw tym rozkazom. To akurat por. Pleban, mimo swego kieszonkowego formatu, rozumiał od samego początku i dlatego "zalecenie" mogło się pojawiać wyłącznie w notatkach, do których nie miałem dostępu. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Zmyślona rozmowa w dniu 16 października 1974 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 15:45 W dniu 16 października 1974 por. Pleban rzekomo odbył ze mną swą ostatnią rozmowę, z której sporządził notatkę. Cała ta notatka jest od początku do końca wymysłem por. Plebana, w dodatku jest to wymysł tak głupi, że nawet mało bystry czytelnik powinien to natychmiast zauważyć. Bardzo dużo złej woli musiał wykazać pan Bereszyński, by potraktować tę notatkę serio. Rzekomą rozmowę w dniu 16 października 1974 skomentowałem już we wcześniejszych postach. Teraz dodam tylko uwagę, że miało miejsce moje spotkanie z por. Plebanem gdzieś na przełomie 1974/1975. Odbyło się ono w hotelu Savoy (też już o tym pisałem). Myślałem, że było to wiosną 1975, ale nie mogę wykluczyć, że było to 16 października 1974. Spotkanie to odbyło się na gorącą prośbę por. Plebana, który prosząc, zapewniał mnie jednocześnie, że chce się spotkać tylko prywatnie. Nie mogę wykluczyć, że por. Pleban pod prawdziwą datę 16 października 1974 podłożył całkowicie fałszywą relację. Przypuszczam jednak, że tak nie było. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że rozmowa w dniu 16 października jest zmyślona nawet co do daty, a rozmowa w hotelu Savoy miała miejsce później. Z materiałów opublikowanych przez pana Bereszyńskiego wnioskuję, że rozmowa w hotelu Savoy miała dla por. Plebana charakter ratunkowy. Musiał w trybie pilnym zamknąć moją sprawę tak, by nikt inny z SB nie chciał już ze mną rozmawiać. Relacja z rzekomej rozmowy w dniu 16 października 1974 nie idzie jednak w tym kierunku. Wprost przeciwnie. Por. Pleban zmyśla, że rozmawiam z nim chętnie i szczerze oraz deklaruję współpracę w przyszłości. Powodem, dla którego por. Pleban musiał mnie w trybie pilnym przekształcić w osobę niechętną do współpracy, było przeniesienie go do pracy w Wałbrzychu. Od 1 czerwca 1975 obowiązywał nowy podział na województwa. Zamiast dotychczasowych 17 miało ich być 49. Sprawa nowego podziału była znana już wcześniej i przygotowania do tego trwały. Nie sądzę jednak, aby w SB już 16 października 1974 (czyli ponad 7 miesięcy wcześniej) ustalano, gdzie kto pójdzie. Dlatego myślę, że spotkanie odbyło się wiosną 1975. Por. Pleban podczas tej rozmowy o nic mnie nie pytał. Sam mówił. Żalił się, że wyrzucają go z Wrocławia w teren. Odbierał to jako degradację (w Wałbrzychu nie mógł się już zajmować środowiskiem akademickim). Wyjaśnił, że prosił o to spotkanie, bo chciał się pożegnać. Zadziwił mnie tym, bo od długiego czasu nie mieliśmy żadnego kontaktu, a nieliczne wcześniejsze w żadnym razie nie były podstawą do takich sentymentalnych zachowań. Nie chciało mi się wtedy tego analizować. Rozmowa była w sumie dość krótka. Uznałem, że być może poczucie krzywdy, jakiej doznać miał od zwierzchników, wywołało u niego ten sentymentalizm. Po ujawnieniu przez pana Bereszyńskiego "płodów literackich" por. Plebana domyślam się jednak, że mniej było w tym dziwnym spotkaniu sentymentalizmu, a więcej zacierania śladów swej radosnej twórczości. Pozdrowienia dla wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Romans z Plebanem 01.03.09, 16:41 Im więcej pisze tutaj pan Badura, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie można mu ufać. Dla mnie stał się on kompletnie niewiarygodny i niemal każdy jego kolejny wpis w tym wątku dostarcza mi nowych argumentów na rzecz tej tezy. Nie twierdzę, że należy bezkrytycznie podchodzić do wszystkiego, co pisał por. Pleban w tworzonych przez siebie dokumentach. Esbek ten nieraz się mylił, zwłaszcza wtedy, gdy polegał na swojej pamięci, bez zaglądania w dokumenty. Mieszało mu się Towarzystwo Hilozoistyczne ze stowarzyszeniem ZEN. Mieszały mu się dzielnicowe rady narodowe we Wrocławiu oraz ich prezydia itd. Ogólnie rzecz biorąc, Pleban robi wrażenie dość niezgułowate. Nie dbał on zbytnio o weryfikację pozyskiwanych informacji, pisał co pamiętał, nie porównywał ze sobą wytworzonych w różnym czasie dokumentów itd. W związku z tym niejedna z podawanych przez niego informacji może być błędna lub nieścisła. Nie znaczy to jednak, by Pleban zmyślał swoje spotkania z p. Badurą i systematycznie oszukiwał przełożonych, narażając się w ten sposób na surową odpowiedzialność karną. Aby oszukiwać przełożonych i narażać się na związaną z tym odpowiedzialność karną, Pleban musiałby mieć po temu jakiś poważny motyw. Jaki? Ja żadnego takiego motywu nie widzę. Pan Badura próbuje nam wmawiać, że być może chodziło o to, że Pleban bał się lub wstydził przyznać do fiaska swoich działań werbunkowych w stosunku do jego osoby. Cytuję: „Czy por. Pleban miał pójść do majora Albina Zalewskiego i powiedzieć mu: już sobie Albin nic nie planuj z Badurą? Być może lęk przed przyznaniem się do porażki spowodował, że por. Pleban zmyślił jakąś pozbawioną sensu rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 27 marca. Może liczył na to, że z czasem sprawa przyschnie”. Trudno wymyślić bardziej niedorzeczną i naiwną argumentację. Podobny kit można wciskać chyba tylko przedszkolakom, które boją się przyznać mamie do rozlania mleka i myślą, że wszyscy zachowują się podobnie do nich. W rzeczywistości Pleban niczym nie ryzykowałby pisząc otwarcie o swoich ewentualnych niepowodzeniach w działaniach wobec p. Badury. Przeglądałem tysiące dokumentów z zasobów IPN i wielokrotnie stykałem się z takimi sytuacjami, że esbek pisał o niepowodzeniu swoich starań werbunkowych, dialogowych itp. Niepowodzenia takie były na porządku dziennym i nic nie wskazuje na to, by jakiś esbek był karany za to, że np. pan X czy Y nie chce z nim rozmawiać lub jest wobec niego nieszczery. Esbecy nie mieli żadnego osobistego powodu, by ukrywać tego typu sytuacje przed przełożonymi, i otwarcie pisali o takich sytuacjach w swoich notatkach służbowych. W różnych dokumentach czytamy np. że osoba zwerbowana w charakterze TW odmawia podjęcia współpracy lub osoba będąca stroną tzw. dialogu operacyjnego okazała się nieszczera. Nigdzie nie natrafiłem choćby na ślad informacji, że jakiś esbek został z tego powodu ukarany. To, co tutaj piszę, mogę z łatwością zilustrować konkretnymi przykładami, poświadczonymi w dokumentach z zasobów IPN. Nie ma jednak na to miejsca w tym wątku. Zainteresowanych tematem mogę odesłać do niedawnej publikacji w „NTO”, gdzie szczegółowo opisałem konkretny przykład chybionych działań werbunkowych SB w odniesieniu do pewnego pracownika naukowo-dydaktycznego Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Opolu. Przytoczę tutaj tylko najistotniejszy fragment kończącego tę sprawę dokumentu z października 1983 r. Przyznając się do fiaska swoich działań werbunkowych, por. Grażyna Kostrzewa pisała: „TW »Jan« od chwili pozyskania unika spotkań z funkcjonariuszem, na którego kontakcie pozostaje. […] nie przekazuje żadnych konkretnych, interesujących Służbę Bezpieczeństwa informacji. W związku z powyższym proponuję złożyć teczkę TW »Jan« w archiwum Wydz. »C« w miejscu”. Podobnych przykładów mogę podać co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. Tak wygląda historyczna rzeczywistość, a to, co tutaj pisze p. Badura, to zwykłe konfabulacje na zasadzie „jak mały Jasio wyobraża sobie działania SB”. Problem w tym p. Badura nie był małym Jasiem w 1973 r., a tym bardziej nie jest nim dzisiaj. On najwyraźniej liczy na to, że małymi Jasiami okażą się inni forumowicze… Gdyby por. Pleban napisał, że p. Badura nie chce z nim rozmawiać, jest krnąbrny, uparty itp., to jedyną osobą, której taka informacja mogłaby zaszkodzić byłby p. Badura. Sam Pleban niczym by nie ryzykował. Przyjmując tezę p. Bzdury, że Pleban konfabulował, należałoby przyjąć, że esbek, powodowany jakimś dziwnym altruizmem, narażał się na surową odpowiedzialność karną, byle tylko chronić p. Badurę poprzez sprzeczne z faktami przedstawianie go jako osoby pozytywnie nastawionej do SB. Osobiście nie bardzo mogę uwierzyć w takie altruistyczne działanie Plebana. Gdyby p. Badura pisał jednocześnie, że Pleban był w z nim zmowie i faktycznie chciał go chronić, bo go lubił, skrycie sympatyzował z PAX-em itp., to miałoby to jeszcze jakieś pozory prawdopodobieństwa. Ale p. Badura niczego takiego nie pisze i dlatego jego wywody po prostu nie trzymają się tzw. kupy. Forsowanej przez p. Bzdurę tezy na temat rzekomych konfabulacji Plebana nie potwierdzają wcale przytaczane przez niego błędy i nieścisłości – faktyczne lub rzekome - w dokumentach sprawy krypt. „ZEN”. Pomyłki te można wytłumaczyć zupełnie inaczej, na co zwracałem uwagę kilkakrotnie już wcześniej. To, że p. Badura miał fatalne wyniki po pierwszym semestrze roku akademickiego 1974/75, nie jest żadnym dowodem na to, że Pleban konfabulował, pisząc w dokumencie z dnia 30 października 1974 r.: „chce studiować wg indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej w Uniwersytecie Wrocławskim”. Gdy powstawał cytowany dokument, napisany po spotkaniu w dniu 16 października 1974 r., kończył się dopiero pierwszy miesiąc nowego roku akademickiego i nikt, na czele z samym p. Badurą, nie mógł jeszcze przewidzieć, jakie będą wyniki pierwszego semestru. Nie można też wykluczać ewentualności, że p. Badura także wobec por. Plebana próbował kreować wyidealizowany wizerunek swojej osoby, podając się za lepszego i bardziej ambitnego studenta niż wyglądało to naprawdę. Ponadto, jak słusznie zauważył Max, analiza końcowa z dnia 30 października 1974 r. jest w dużej mierze kompilacją wcześniejszych materiałów sprawy krypt. „ZEN” i mogą być w niej zawarte informacje zdezaktualizowane, których niedbałemu Plebanowi nie chciało się weryfikować. Pleban nie miał żadnego powodu, by wymyślać bajeczki o p. Badurze jako ambitnym studencie UWr. Nie rzutowało to przecież w najmniejszym stopniu na ocenę jego własnej osoby w oczach przełożonych. Widocznie słyszał kiedyś coś takiego od p. Badury i dlatego to napisał. Podobnie można wyjaśnić sprawę nieścisłych(?) informacji, jakie pojawiły się w notatce z dnia 22 grudnia 1973 r. Notatka ta była pisana w dwa dni po relacjonowanym spotkaniu. Można zatem spokojnie założyć, że Pleban mógł coś pokręcić, bazując po raz kolejny wyłącznie na swojej pamięci. Po dwóch dniach od spotkania mogły mu się pomieszać jakieś szczegóły, a w szczególności dane liczbowe. Tak to bywa, gdy ktoś nie robi notatek na bieżąco. Nie ma to nic wspólnego z rzekomymi konfabulacjami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 18:57 Nie wszyscy interesują się działalnością SB i nie wszyscy mają wprawę w analizowaniu tekstów. Z myślą o nich piszę ten post. Esbeckie materiały umieszczone w tym wątku przez pana Bereszyńskiego zawierają liczne nieprawdy i przeinaczenia. Opisane spotkania w części nie miały w ogóle miejsca, a w części miały inny przebieg niż opisał to por. Pleban. Załóżmy jednak na chwilę, że opisy spotkań były prawdziwe. Z materiałów wytworzonych przez por. Plebana wynika, że najpierw przesłuchano mnie, a potem jeszcze cztery razy spotkał się on ze mną. Poniżej podaję kolejność spotkań i odległości czasowe między nimi: 20.01.1973 - przesłuchanie 19.02.1973 - spotkanie po 30 dniach 27.03.1973 - spotkanie po 36 dniach 20.12.1973 - spotkanie po 268 dniach 14.10.1974 - spotkanie po 298 dniach i koniec spotkań. Nawet zakładając prawdziwość tego, co wytworzył por. Pleban, trudno nie zauważyć, że po 27 marca 1973 por. Pleban bezpowrotnie utracił chęć do spotykania się ze mną. Dwa kolejne spotkania odbyć się miały już niemal w rocznych odstępach, po czym w ogóle przestały się odbywać. Dlaczego? Należałoby zanalizować notatkę ze spotkania w dniu 27 marca 1973 i znaleźć w niej przyczyny utraty entuzjazmu przez por. Plebana. Ale w tej notatce nie ma żadnego uzasadnienia tego zjawiska. Więc o co tu chodzi? Dokładniejsza analiza notatki z 27 marca prowadzi do wniosku, że podczas opisanej w niej rozmowy por. Pleban praktycznie nie uzyskał żadnych informacji. Wszystkie informacje, uzyskane jakoby przez por. Plebana w rozmowie z 27 marca to: 1) uważam, że członkowie TH nie będą dla mnie dobrymi partnerami do dyskusji o założeniach programowych TH, 2) zgłosiłem TH do WSW DRN Wrocław Śródmieście i czekam na decyzję, 3) po przeszkoleniu w Szklarskiej Porębie mam zamiar nadal aktywnie uczestniczyć w PAX-ie, 4) za wiele czasu na działalność nie mam, gdyż na I roku chemii jest bardzo dużo nauki, a ja chcę osiągnąć jak najlepsze wyniki, by po II roku studiować wg indywidualnego programu studiów. I to już wszystko, czyli wielkie nic. Czytając notatkę z 27 marca 1973, można dojść do wniosku, że por. Pleban był jakąś kompletną niedojdą. Tymczasem on bystry nie był, ale przecież nie był też osłem. Po kolei więc o wszystkich czterech informacjach: ad 1) 20 stycznia odbyła się z mojej inicjatywy konferencja założycielska TH. Należy z tego wnosić, że uważałem wtedy członków założycieli za dobrych partnerów do dyskusji. Co się stało, że nagle 27 marca wszyscy stali się niedobrzy? Bo przecież nie mówiłem jakoby, że ten czy tamten nie będą chyba dobrymi partnerami, ale tak w ogóle wszyscy nie będą partnerami. A gdyby nawet stało się tak, że po nadzwyczaj krótkim czasie zwątpiłem w członków TH, to jaki byłby sens, bym ciamkał o tym żałościwie por. Plebanowi? Czy chciałem, żeby jako Wujek Dobra Rada odesłał mnie do Koła Naukowego Filozofów? Przecież już w notatce z 16 stycznia 1973 (informacje od KO "T.Ż" mowa jest o mojej aktywności w tym kole (Klub Progres). Wymyślając notatkę z 27 marca por. Pleban najwidoczniej zapomniał o wcześniejszych informacjach KO "T.Ż". ad 2) Nie złożyłem zgłoszenia TH do WSW DRN Wrocław Śródmieście, ale do WSW PDRN Wrocław Krzyki i 27 marca nie czekałem na żadną decyzję, gdyż już 23 marca minął termin na sprzeciw i TH rozpoczęło działalność. Gdyby informacja z punktu 2) pochodziła ode mnie, to oznaczałoby to, że okłamałem por. Plebana. Tymczasem ja nie miałem żadnego powodu, by kłamać. ad 3) Nie było żadnego przeszkolenia w Szklarskiej Porębie. Był kilkudniowy zimowy wyjazd w góry, który sfinansowano z pieniędzy na szkolenia, więc pro forma trochę też sobie podyskutowaliśmy. Normalna praktyka stosowana do dziś, a może nawet dziś bardziej niż w PRL. Gdybym rzeczywiście mówił por. Plebanowi o jakimś "szkoleniu" to oznaczałoby to, że gram wariata, a nie miałem żadnego powodu, by to robić. ad 4) Nauki na I roku chemii nie miałem praktycznie wcale. W liceum byłem finalistą (szczebel krajowy) olimpiady chemicznej i uczestnikiem zawodów okręgowych olimpiady matematycznej. Materiał z I roku chemii miałem opanowany jeszcze w liceum. Na I roku chemii nie byłem na żadnym wykładzie, na ani jednej godzinie wykładu. Miałem też wykorzystane w stu procentach wszystkie limity dopuszczalnych nieobecności na ćwiczeniach, seminariach etc., a często miałem nawet przekroczone te limity. Była to świadomie przeze mnie prowadzona kampania na rzecz wizerunku. Znajdowałem w dniach zajęć czas, by jeździć w góry (zdobywałem odznakę GOT w 1972 małą brązową, a w 1973 małą srebrną). Jak wiadomo, pokonywanie tras górskich na GOT wymaga potwierdzania ich na kolejnych punktach trasy pieczątkami. Znajdowałem też czas na wiele innych rzeczy, ale wśród tych spraw akurat nie było studiowania chemii. Do studiów miałem raczej podejście takie, że trzeba osiągnąć możliwie najlepszy wynik przy jak najniższym koszcie. Żeby zilustrować lepiej sytuację odwołam się do sporządzonej przez por. Plebana analizy końcowej SOR krypt. "ZEN". Analizę tę por. Pleban pisał 30 października 1974, gdy ja byłem na III roku studiów. Pisał w niej, że "chcę studiować wg indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej na Uniwersytecie Wrocławskim". Tymczasem podczas sesji zimowej, która była niecałe 3 miesiące później, z wymaganych sześciu zaliczeń uzyskałem tylko cztery i nie podszedłem do żadnego egzaminu. Powtarzałem ten rok. Informacje o moim pilnym studiowaniu i chęci pracy naukowej nie pochodziły ode mnie, ale od innych osób, które nie odróżniały rzeczywistości od kampanii wizerunkowej. Czy w świetle tego, co napisałem wyżej, można uznać notatkę por. Plebana za relację z rzeczywiście odbytej rozmowy? Nie można. To wszystko były zmyślenia. Prawda była taka, że spotkałem się z por. Plebanem (zapewne było to właśnie 27 marca 1973) i zakomunikowałem mu, iż przesłuchanie Sergiusza uznałem za złamanie przez SB umowy, w związku z czym poinformowałem o przesłuchaniu mnie przez SB wszystkich uczestników dyskusji organizacyjnych TH, zarówno w Warszawie jak i we Wrocławiu, a ponadto poinformowałem też władze PAX-u i w przyszłości będę informował każdego, o kogo mnie zapytają, że o niego pytali. Przypuszczam, że por. Pleban miał jakieś powody, by nie przyznawać się zwierzchnikom, że jest "po ptokach". Wolał sfingować bezsensowną rozmowę i zaprzestać dalszego spotykania się ze mną. Pro forma raz do roku zmyślał kolejną historyjkę, że znów ze mną rozmawiał. Wpadł, gdy go wywalono do Wałbrzycha i musiał szybko całej sprawie łeb ukręcić. To oczywiście moja hipoteza, bo prawdę zna por. Pleban i jego trzeba pytać. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: burek Re: Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 27.02.09, 19:13 Dlatego całe te akta IPN powinno sie zabetonowac w piesssduuuuu. Szacunek Panie Piotrze, ja Panu wierzę! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Dziękuję. Doceniem to poparcie. Pozdrawiam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 20:19 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.punkt.pl 27.02.09, 20:30 A ja nie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Pan oczywiście też wierzy, ale służba nie drużba. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 20:38 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Dla mniej zorientowanych (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 23:56 Mam wrażenie, że "analiza końcowa" z 30 X 1974 roku jest swego rodzaju kompilacją poprzednich notatek. Pleban podobnie jak pan stosował jak widac zasadę: minimum nakładów (pracy) maksimum efektów. Zwróciłem uwagę, że zdanie "chce studiować wg indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej na Uniwersytecie Wrocławskim" w nieco innej formie pojawiło się już wczesniej w notatce ze spotkania z panem w dniu 27 III 1973 "chce osiągnąć jak najlepsze wyniki, by po II roku studiować wg indywidualnego programu studiów" W marcu 1973 roku był pan studentem I roku. Chemie miał pan "w małym palcu", ale przecież na tym kierunku było jeszcze kilka innych przedmiotów, które trzeba było zaliczyć - a więc musiał się pan uczyć i zdawac egzaminy (w przeciwnym razie nie znalazłby sie pan na II a potem III roku :) Ani 14 X 1974 roku (data domniemanego spotkania z panem) ani 30 X 1974 (data sporzadzenia "analizy") Pleban nie mógł wiedzieć, że za kilka miesięcy nie uzyska pan 2 zaliczeń, nie podejdzie do egzaminów i w konsekwencji będzie pan powtarzał rok.... Pisze pan: "Nie było żadnego przeszkolenia w Szklarskiej Porębie. Był kilkudniowy zimowy wyjazd w góry, który sfinansowano z pieniędzy na szkolenia, więc pro forma trochę też sobie podyskutowaliśmy" 26 I 2009 (kiedy jeszcze kwestionował pan spotkanie z Plebanem w dniu 27 III 1973) pisał pan podobnie: "Nieprawdziwa jest informacja, że byłem w Szklarskiej Porębie na jakimś przeszkoleniu (wynika tak z relacji por. Plebana z kolejnej rzekomej rozmowy w dniu 27 marca 1973). Wyjazd do Szklarskiej Poręby miał charakter rozrywkowy, choć niewykluczone, że nazwany był szkoleniem.Było dość powszechną praktyką kwalifikowanie wyjazdów rozrywkowych jako szkoleń, bo na szkolenia były pieniądze" To troche tak, jakby powiedzieć: nieprawda, że dzisiaj jest piątek, choc nie jest to wykluczone, tym bardziej że wczoraj był czwartek :) A fe, za publiczne pieniądze na szkolenia balangi jakieś sobie urządzaliscie w Szklarskiej Porębie, pewnie Pleban nie chciał psuc panu "kampani wizerunkowej" :) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Romans z Plebanem (1) 01.03.09, 16:43 Im więcej pisze tutaj pan Badura, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie można mu ufać. Dla mnie stał się on kompletnie niewiarygodny i niemal każdy jego kolejny wpis w tym wątku dostarcza mi nowych argumentów na rzecz tej tezy. Nie twierdzę, że należy bezkrytycznie podchodzić do wszystkiego, co pisał por. Pleban w tworzonych przez siebie dokumentach. Esbek ten nieraz się mylił, zwłaszcza wtedy, gdy polegał na swojej pamięci, bez zaglądania w dokumenty. Mieszało mu się Towarzystwo Hilozoistyczne ze stowarzyszeniem ZEN. Mieszały mu się dzielnicowe rady narodowe we Wrocławiu oraz ich prezydia itd. Ogólnie rzecz biorąc, Pleban robi wrażenie dość niezgułowate. Nie dbał on zbytnio o weryfikację pozyskiwanych informacji, pisał co pamiętał, nie porównywał ze sobą wytworzonych w różnym czasie dokumentów itd. W związku z tym niejedna z podawanych przez niego informacji może być błędna lub nieścisła. Nie znaczy to jednak, by Pleban zmyślał swoje spotkania z p. Badurą i systematycznie oszukiwał przełożonych, narażając się w ten sposób na surową odpowiedzialność karną. Aby oszukiwać przełożonych i narażać się na związaną z tym odpowiedzialność karną, Pleban musiałby mieć po temu jakiś poważny motyw. Jaki? Ja żadnego takiego motywu nie widzę. Pan Badura próbuje nam wmawiać, że być może chodziło o to, że Pleban bał się lub wstydził przyznać do fiaska swoich działań werbunkowych w stosunku do jego osoby. Cytuję: „Czy por. Pleban miał pójść do majora Albina Zalewskiego i powiedzieć mu: już sobie Albin nic nie planuj z Badurą? Być może lęk przed przyznaniem się do porażki spowodował, że por. Pleban zmyślił jakąś pozbawioną sensu rozmowę, którą rzekomo przeprowadził ze mną 27 marca. Może liczył na to, że z czasem sprawa przyschnie”. Trudno wymyślić bardziej niedorzeczną i naiwną argumentację. Podobny kit można wciskać chyba tylko przedszkolakom, które boją się przyznać mamie do rozlania mleka i myślą, że wszyscy zachowują się podobnie do nich. W rzeczywistości Pleban niczym nie ryzykowałby pisząc otwarcie o swoich ewentualnych niepowodzeniach w działaniach wobec p. Badury. Przeglądałem tysiące dokumentów z zasobów IPN i wielokrotnie stykałem się z takimi sytuacjami, że esbek pisał o niepowodzeniu swoich starań werbunkowych, dialogowych itp. Niepowodzenia takie były na porządku dziennym i nic nie wskazuje na to, by jakiś esbek był karany za to, że np. pan X czy Y nie chce z nim rozmawiać lub jest wobec niego nieszczery. Esbecy nie mieli żadnego osobistego powodu, by ukrywać tego typu sytuacje przed przełożonymi, i otwarcie pisali o takich sytuacjach w swoich notatkach służbowych. W różnych dokumentach czytamy np. że osoba zwerbowana w charakterze TW odmawia podjęcia współpracy lub osoba będąca stroną tzw. dialogu operacyjnego okazała się nieszczera. Nigdzie nie natrafiłem choćby na ślad informacji, że jakiś esbek został z tego powodu ukarany. To, co tutaj piszę, mogę z łatwością zilustrować konkretnymi przykładami, poświadczonymi w dokumentach z zasobów IPN. Nie ma jednak na to miejsca w tym wątku. Zainteresowanych tematem mogę odesłać do niedawnej publikacji w „NTO”, gdzie szczegółowo opisałem konkretny przykład chybionych działań werbunkowych SB w odniesieniu do pewnego pracownika naukowo-dydaktycznego Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Opolu. Przytoczę tutaj tylko najistotniejszy fragment kończącego tę sprawę dokumentu z października 1983 r. Przyznając się do fiaska swoich działań werbunkowych, por. Grażyna Kostrzewa pisała: „TW »Jan« od chwili pozyskania unika spotkań z funkcjonariuszem, na którego kontakcie pozostaje. […] nie przekazuje żadnych konkretnych, interesujących Służbę Bezpieczeństwa informacji. W związku z powyższym proponuję złożyć teczkę TW »Jan« w archiwum Wydz. »C« w miejscu”. Podobnych przykładów mogę podać co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. Tak wygląda historyczna rzeczywistość, a to, co tutaj pisze p. Badura, to zwykłe konfabulacje na zasadzie „jak mały Jasio wyobraża sobie działania SB”. Problem w tym p. Badura nie był małym Jasiem w 1973 r., a tym bardziej nie jest nim dzisiaj. On najwyraźniej liczy na to, że małymi Jasiami okażą się inni forumowicze… Gdyby por. Pleban napisał, że p. Badura nie chce z nim rozmawiać, jest krnąbrny, uparty itp., to jedyną osobą, której taka informacja mogłaby zaszkodzić byłby p. Badura. Sam Pleban niczym by nie ryzykował. Przyjmując tezę p. Bzdury, że Pleban konfabulował, należałoby przyjąć, że esbek, powodowany jakimś dziwnym altruizmem, narażał się na surową odpowiedzialność karną, byle tylko chronić p. Badurę poprzez sprzeczne z faktami przedstawianie go jako osoby pozytywnie nastawionej do SB. Osobiście nie bardzo mogę uwierzyć w takie altruistyczne działanie Plebana. Gdyby p. Badura pisał jednocześnie, że Pleban był w z nim zmowie i faktycznie chciał go chronić, bo go lubił, skrycie sympatyzował z PAX-em itp., to miałoby to jeszcze jakieś pozory prawdopodobieństwa. Ale p. Badura niczego takiego nie pisze i dlatego jego wywody po prostu nie trzymają się tzw. kupy. Forsowanej przez p. Bzdurę tezy na temat rzekomych konfabulacji Plebana nie potwierdzają wcale przytaczane przez niego błędy i nieścisłości – faktyczne lub rzekome - w dokumentach sprawy krypt. „ZEN”. Pomyłki te można wytłumaczyć zupełnie inaczej, na co zwracałem uwagę kilkakrotnie już wcześniej. To, że p. Badura miał fatalne wyniki po pierwszym semestrze roku akademickiego 1974/75, nie jest żadnym dowodem na to, że Pleban konfabulował, pisząc w dokumencie z dnia 30 października 1974 r.: „chce studiować wg indywidualnego programu studiów i poświęcić się pracy naukowej w Uniwersytecie Wrocławskim”. Gdy powstawał cytowany dokument, napisany po spotkaniu w dniu 16 października 1974 r., kończył się dopiero pierwszy miesiąc nowego roku akademickiego i nikt, na czele z samym p. Badurą, nie mógł jeszcze przewidzieć, jakie będą wyniki pierwszego semestru. Nie można też wykluczać ewentualności, że p. Badura także wobec por. Plebana próbował kreować wyidealizowany wizerunek swojej osoby, podając się za lepszego i bardziej ambitnego studenta niż wyglądało to naprawdę. Ponadto, jak słusznie zauważył Max, analiza końcowa z dnia 30 października 1974 r. jest w dużej mierze kompilacją wcześniejszych materiałów sprawy krypt. „ZEN” i mogą być w niej zawarte informacje zdezaktualizowane, których niedbałemu Plebanowi nie chciało się weryfikować. Pleban nie miał żadnego powodu, by wymyślać bajeczki o p. Badurze jako ambitnym studencie UWr. Nie rzutowało to przecież w najmniejszym stopniu na ocenę jego własnej osoby w oczach przełożonych. Widocznie słyszał kiedyś coś takiego od p. Badury i dlatego to napisał. Podobnie można wyjaśnić sprawę nieścisłych(?) informacji, jakie pojawiły się w notatce z dnia 22 grudnia 1973 r. Notatka ta była pisana w dwa dni po relacjonowanym spotkaniu. Można zatem spokojnie założyć, że Pleban mógł coś pokręcić, bazując po raz kolejny wyłącznie na swojej pamięci. Po dwóch dniach od spotkania mogły mu się pomieszać jakieś szczegóły, a w szczególności dane liczbowe. Tak to bywa, gdy ktoś nie robi notatek na bieżąco. Nie ma to nic wspólnego z rzekomymi konfabulacjami. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Romans z Plebanem (2) 01.03.09, 16:45 Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na coś innego. Okazuje się, że zawarte w notatce z dnia 16 października 1974 r. informacje na temat liczby studentów w „PAX” pozostają w idealnej wręcz zgodności z tym, co powyżej podał na ten temat p. Badura. W notatce z 16 października 1974 r. Pleban pisze o około 100 studentach. Pan Badura natomiast napisał coś takiego w odniesieniu do sytuacji istniejącej po 1 października 1973 r.: „Były odrębne zespoły, których listy mam do dziś zachowane. Zespół AI skupiał studentów prawa, prawa i administracji oraz pedagogiki (razem 15 osób). Zespół AII skupiał studentów filologii polskiej, rosyjskiej i jednego studenta wokalistyki w PWSM (razem 14 osób). Zespół AIII skupiał studentów matematyki, fizyki i chemii (razem 18 osób). Zespół AIV skupiał studentów geografii i biologii (razem 16 osób). Te cztery zespoły to byli studenci uniwersytetu (z wyjątkiem tego jednego z PWSM). Razem dawało to 62 osoby (bez tego z PWSM). Ponadto był zespół AV, skupiający studentów Akademii Rolniczej, Akademii Medycznej i Akademii Wychowania Fizycznego (razem 13 osób). Zespół AVI skupiał studentów Politechniki i Akademii Ekonomicznej (9 osób). Był też zespół MIV, który skupiał młodzież niestudiującą, ew. tych studentów, którzy woleli w nim być. Usytuowany był on w strukturze miejskiej, podobnie jak oddziały w terenie, ale podlegał kierownikowi WOSK. Liczył 10 osób. Była też młodzież w terenie”. Koniec cytatu. Gdy dodamy do siebie liczby wymienione przez p. Badurę, wyjdzie nam liczba 95. Niemal idealna zgodność z tym, co pisał Pleban w notatce z 16 października 1974 r. W ten sposób p. Badura, dążąc na siłę do podważenia wiarygodności notatki z 22 grudnia 1973 r., mimo woli potwierdził wiarygodność informacji zawartych w notatce z 16 października 1974 r. Mowa tu o danych liczbowych za okres po 1 październiku 1973 r. To bardzo nieostre określenie. Trzeba by jeszcze wiedzieć, jak odnośne liczby kształtowały się w poszczególnych miesiącach. Zapewne inaczej było w początkach października 1973 r., inaczej w grudniu tegoż roku, a jeszcze inaczej w połowie października 1974 r. Bez znajomości dokładnej liczby dla poszczególnych miesięcy trudno w jednoznaczny sposób ocenić wiarygodność liczby podanej w notatce z 22 grudnia 1973 r. (niekoniecznie Pleban musiał się pomylić). Bezdyskusyjna wydaje się natomiast wiarygodność danych zawartych w notatce z 16 października 1974 r. To bardzo ważna konstatacja. Jeżeli Pleban podał wówczas tak ścisłe informacje na temat liczebności podopiecznych p. Badury, to tym trudniej kwestionować informacyjną wartość innych części notatki. Wszystko wskazuje na to, że spotkanie w dniu 16 października 1974 r. faktycznie się odbyło, a Pleban relacjonował je rzetelnie (tym razem spisał on notatkę tego samego dnia, więc uniknął grubszych pomyłek). Pan Badura utrzymuje, że w pisanych przez siebie notatkach Pleban bazował na informacjach pozyskiwanych od innych osób. To kolejny ewidentny nonsens. Dlaczego Pleban miałby ukrywać przed przełożonymi fakt posiadania innych – prawdziwych informatorów? Po jakiego diabła miałby przypisywać wszystko p. Bzdurze, zamiast pochwalić się prawdziwymi sukcesami w postaci pozyskania autentycznych źródeł informacji? Bo był altruistą i na siłę chciał chronić p. Badurę przed gniewem jego przełożonych z SB? Nawet za cenę narażenia się na surową karę w wypadku, gdyby wyszło na jaw, że kłamie? Wolne żarty! Ja w takie bajki nie wierzę. Największy nonsens z wszystkiego, to przedstawiana przez p. Badurę interpretacja jego ostatniego spotkania z Plebanem. Pan Badura sugeruje, że Pleban chciał spotkać się z nim w hotelu, żeby zamknąć sprawę w taki sposób, by jego przełożeni nie chcieli odnawiać kontaktu z p. Badurą. Zaraz potem przyznaje jednak, że ostatecznie Pleban zrobił coś odwrotnego. Cytuję: „Z materiałów opublikowanych przez pana Bereszyńskiego wnioskuję, że rozmowa w hotelu Savoy miała dla por. Plebana charakter ratunkowy. Musiał w trybie pilnym zamknąć moją sprawę tak, by nikt inny z SB nie chciał już ze mną rozmawiać. Relacja z rzekomej rozmowy w dniu 16 października 1974 nie idzie jednak w tym kierunku. Wprost przeciwnie. Por. Pleban zmyśla, że rozmawiam z nim chętnie i szczerze oraz deklaruję współpracę w przyszłości”. Koniec cytatu. Zaiste osłupiające wrażenie robią te myślowe łamańce p. Badury! Pleban chciał pokazać, że p. Badura nie chce z nim rozmawiać, i dlatego spotyka się z nim w hotelu, a następnie zmyśla, że p. Bzdura… chętnie z nim rozmawia. Totalny bezsens i absurd. Jeżeli Pleban koniecznie chciał pokazać, że p. Badura jest be, to po jakiego czorta zmyślał potem, że p. Badura jest cacy? I po co po drodze zadawał sobie trud organizowania spotkania w hotelu? Gdzie tu sens, gdzie logika? Pan Badura zaiste w piętkę goni! Wmawia nam ciągle, że Pleban zmyślał swoje spotkania z nim, a tu nagle okazuje się, że dla zamknięcia sprawy Pleban musiał jednak spotkać się z p. Bzdurą, choć potem Pleban i tak uraczył przełożonych kolejnymi konfabulacjami. Jeżeli Pleban i tak zakończył sprawę zmyśleniami, to nie potrzebował także ostatniego spotkania z p. Badurą. Mógł z powodzeniem zmyślić również to spotkanie. Osobista styczność z p. Badurą nie byłaby mu do niczego potrzebna. Przecież nie odbierał od niego żadnych deklaracji na piśmie. Jeżeli chciał zniechęcić przełożonych do spotkań z p. Badurą, to dlaczego nie napisał zgodnie z „prawdą”, że p. Badura nie chce rozmawiać z SB? To byłoby najprostsze i najskuteczniejsze załatwienie sprawy. Po co spotkanie w hotelu i rzekome zmyślenia na temat tego, że p. Badura chętnie rozmawia z SB? Wychodzi na to, że p. Badura do tego stopnia zatracił się w swoich wykrętach i konfabulacjach, że wziął absolutny rozbrat z zasadami logiki. To nie koniec oczywistych absurdów w tym, co pisze p. Badura. Por. Pleban podobno zmyślał kolejne spotkania z Badurą, przez całe miesiące nawet nie próbował się z nim spotykać, ale przed swoim przeniesieniem do Wałbrzycha koniecznie chciał spotkać się w hotelu z p. Badurą, by prywatnie się przed nim wypłakać. Kompletny, bijący po oczach nonsens! Podobne sytuacje po prostu nie zdarzają się w normalnym układzie obywatel – urzędnik czy funkcjonariusz państwowy. Urzędnik czy funkcjonariusz państwowy (niezależnie od czasów, w jakich żyjemy) nie zaprasza prywatnie do hotelu obywatela, z którym łączy go tylko tyle, że dwa razy rozmawiali ze sobą służbowo. Aby takie spotkania się odbywały, potrzebne są znacznie bliższe i ściślejsze relacje interpersonalne. Sprawy urzędowe załatwia się w urzędzie lub innym miejscu do tego odpowiednim (w miejscu pracy lub działalności społecznej obywatela), a nie w hotelu czy kawiarni. Tymczasem p. Badura przyznał się tutaj do spotkań z Plebanem w hotelu i kawiarni. Widocznie sprawa tych spotkań była w swoim czasie na tyle znana różnym osobom, że nie jest on w stanie tego się wyprzeć. Może jedynie umniejszać liczbę owych spotkań oraz zaprzeczać szczegółowym relacjom z nich, upierając się, że Pleban zmyśla treść prowadzonych rozmów. Nawet p. Badura nie może jednak zakwestionować faktu, że spotykał się z esbekiem w warunkach konspiracyjnych, i to jest w tym wszystkim fakt absolutnie najważniejszy i podstawowy. To jest sedno całego problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Romans z Plebanem (3) 01.03.09, 16:46 W normalnych warunkach esbecy nie spotykali się z ludźmi w hotelach i kawiarniach. Osoby będące tylko biernym obiektem zainteresowania SB nie były zapraszane na takie spotkania. Rozmawiano z nimi gdzie indziej i w innej formie (z reguły na komendzie). Do kawiarni czy hotelu proszono tylko osoby traktowane jako kandydaci na współpracowników lub strony tzw. dialogu operacyjnego. Ewentualnie osoby, które chciano publicznie skompromitować jako faktycznych lub rzekomych współpracowników SB (zdarzały się i takie sytuacje - SB potrafiła być bardzo przewrotna). Ten, kto przyjmował podobne zaproszenia, dawał SB jednoznaczny sygnał, że jest szansa nawiązania współpracy lub co najmniej dialogu operacyjnego. I tak też było to odbierane przez SB, w związku z czym nie dziwi fakt, że w dokumentach sprawy krypt. „ZEN” pisze się o p. Badurze jako kandydacie na współpracownika. Pan Badura cały czas podkreśla tutaj, że w latach 1973-1974 był człowiekiem całkowicie dojrzałym i w pełni świadomym tego, co robi. Można zatem przyjąć, że dobrze wiedział, co robi, godząc się na udział w konspiracyjnych spotkaniach z esbekiem. Ergo prawda wygląda tak, że świadomie godził się on na udział w prowadzonej przez SB grze wstępnej, mającej ostatecznie na celu jego werbunek. Nie twierdzę, że p. Badura został ostatecznie formalnie zwerbowany, ale fakt jego świadomego udziału w grze zmierzającej do werbunku jest moim zdaniem bezdyskusyjny. Można oczywiście, jak czyni p. Badura, w nieskończoność spierać się o szczegóły dotyczące poszczególnych spotkań z Plebanem, ale udział w grze pozostaje faktem. Można tu zastosować analogię do zamężnej kobiety, która godzi się na potajemne spotkania z obcym mężczyzną w hotelu czy kawiarni. Można spierać się o liczbę takich spotkań i o szczegóły ich przebiegu, ale w każdym przypadku można mówić o romansie. Niezależnie od tego, ile było spotkań i jak daleko posunęli się ich uczestniczy, kobieta taka nie może utrzymywać, że jest absolutnie w porządku wobec swojego męża. Romans pozostaje romansem. Przypuszczam, że p. Badura zabierze nam tutaj jeszcze wiele czasu swoją pisaniną. Będzie jeszcze długo dzielił włos na czworo i odwracał kota ogonem. Jego „romans” z por. Plebanem z wrocławskiej SB pozostaje jednak niezaprzeczalnym faktem, a reszta to tylko detale. Pan Badura sugeruje, że jego ostatnie spotkanie z Plebanem miało miejsce wiosną 1975 r. Niezależnie od intencji p. Badury, można widzieć w tym kolejne potwierdzenie wiarygodności dokumentów sprawy krypt. „ZEN”. Zamykając tę sprawę w październiku 1974 r., por. Pleban pisał, że zamierza kontynuować spotkania z p. Badurą. Jeżeli sam p. Badura pisze, że jego ostatnie spotkanie z Plebanem miało miejsce wiosną 1975 r., to można przyjąć, że zamiar ten był faktycznie realizowany. Można by w tym miejscu zapytać, co działo się po przeniesieniu Plebana do Wałbrzycha. Czy p. Badura nie otrzymywał już później żadnych nowych propozycji spotkań ze strony SB, czy może „zaopiekowali” się nim inni esbecy? Niestety, dokumenty zamkniętej w 1974 r. sprawy krypt. „ZEN” nic na ten temat nie mówią, a na szczerość p. Badury też nie ma co liczyć. Być może nigdy nie poznamy całej prawdy na ten temat. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 01.03.09, 16:56 Komputer w ramach automatycznej korekty tekstu uparcie przekręca ("poprawia") mi nazwisko p. Badury. Okazuje się, że mimo usilnych starań, nie udało mi się "odkręcić" wszystkich tego typu "poprawek". Zapewniam, że nie było moją intencją przekręcanie czyjegokolwiek nazwiska i jeżeli tak się stało, to wbrew mojej woli. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Epizod z porzuceniem szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 22:41 W poście z dnia 11 listopada 2008, dostępnym pod adresem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=86414005&a=87096144 zamieściłem odsyłacz do strony: www.cwru.edu/artsci/math/szarek/XIVLO/ksiega Można na tej stronie przeczytać: "Pewnego dnia rzecznik grupy rozrywkowej pojawił się w szkole sam. Wychowawczynię poinformował, że koledzy zjedli konserwę rybną i się zatruli. Jedno i drugie było prawdą; liczył na to, że potocznie nie odróżnia się koniunkcji od implikacji. Miał charakterystyczne, wyzywająco-ironiczne spojrzenie. Nie wiemy, czy już wtedy czytał "Biesy", ale "stowarzyszenie hilozoistyczne", które założył, miało wszelkie cechy tajnego sprzysiężenia (jednego z nas na tę okoliczność przesłuchiwała potem Służba Bezpieczeństwa). Porzucił naszą szkołę, a później został działaczem PAX; niezbadane są wyroki losu i ludzkie gusta." Nietrudno się domyśleć, że chodzi tu o mnie. Ten tekst wymaga jednak objaśnienia. Warszawskie XIV LO im. Klementa Gottwalda było przez długie lata szkołą elitarną. Od 1967 stało się także szkołą eksperymentalną, bo utworzono w nim tzw. uniwersyteckie klasy matematyczne. Miały one znacznie rozszerzony program z matematyki. Nie było w nim w ogóle takiego przedmiotu jak matematyka, bo różne działy matematyki były odrębnymi przedmiotami, prowadzonymi przez odrębnych wykładowców z Uniwersytetu Warszawskiego. Opiekunem tego eksperymentu z ramienia UW była, o ile mnie pamięć nie zawodzi, doc. Hanna Szmuszkowicz. Nabór do XIV LO był taki, że zdobywcy czołowych miejsc w konkursach matematycznych dla szkół podstawowych w poszczególnych województwach mieli prawo zdawać egzamin wstępny do tej szkoły (dla Warszawy tryb był inny). Zdałem egzamin i od września 1968 rozpocząłem tam naukę. Wszystkich nas, zamiejscowych, zakwaterowano w internacie przy Raszyńskiej 8/10 (ścisłe centrum). Dostawaliśmy "stypendium naukowe", które pokrywało w pełni koszty zamieszkania i wyżywienia. Pieniądze, które dostawałem z domu, były zatem w całości kieszonkowym. Finansowo byłem panisko. Miałem już wtedy dość rozrywkowe podejście do życia. W internacie był alkohol (którym "koledzy się zatruli"). Nocami grało się namiętnie w brydża, ewentualnie w ruletkę, bo założyłem tam kasyno. Wszystko to fatalnie odbijało się na naszej frekwencji w szkole, a także na wynikach w nauce. Do władz szkoły docierały jakieś sygnały, że w internacie nie jest tak, jak powinno być. W moim przypadku zgrzytnęło jednak z powodu ankiety, anonimowej oczywiście ;-), którą przeprowadzono wśród uczniów. Było tam pytanie: Dlaczego wybrałeś tę szkołę? Wiedziałem jakiej odpowiedzi oczekują władze szkoły, ale mierziła mnie fałszywość. Z pełną świadomością napisałem krótko: "Bo ta szkoła jest w Warszawie". Była to prawda. Mój plan awaryjny to było Technikum Poligraficzne przy ul. Stawki (jedyne w Polsce). Niemniej kierownictwo szkoły zniosło moją szczerość bardzo źle. Pod koniec drugiej klasy wezwano mnie "na dywanik". Siedziałem sobie na krześle. Naprzeciw mnie siedzieli: doc. Szmuszkowicz, dr Lisiewicz, chyba też dyrektorka szkoły i moja wychowawczyni, może ktoś tam jeszcze. Grono to zaczęło mnie napominać, że mój rozrywkowy stosunek do życia jest nie do przyjęcia. To jeszcze bym wytrzymał, tym bardziej, że ja też zgłaszałem swoje zastrzeżenia (fatalny internat, brak podręczników etc.). Niestety, w którymś momencie przekroczono granicę. Chyba zrobiła to doc. Szmuszkowicz. Powiedziała, że jeśli nie zmienię swego postępowania, to zostanę usunięty ze szkoły. Moja odpowiedź była natychmiastowa: "Z całą pewnością nie usuniecie mnie państwo ze szkoły". "Dlaczego?" - zapytało szacowne grono. "Bo właśnie idę zabrać swoje papiery, gdyż nie jestem już zainteresowany nauką w tej szkole". Zaszokowało ich. Wstałem, powoli podszedłem do drzwi i towarzyszyła temu absolutna cisza. Nikt nie wydobył z siebie głosu. Było dla mnie oczywiste, że oni nie chcieli, bym odszedł ze szkoły, ale nie było już odwrotu. To była ich porażka. W sekretariacie odebrałem papiery i nigdy już w tej szkole nie byłem. Nawet towarzysko. Rezygnacja ze szkoły oznaczała rezygnację z codziennego kontaktu ze świetnymi kolegami, rezygnację ze "stypendium naukowego" przez dwa lata (sporo pieniędzy), rezygnację ze Warszawy etc. Fundamentalną zasadą było jednak dla mnie wtedy: "Nie ugną ci karku i jest to warte tej ceny". Strona, do której tu odesłałem, została zrobiona przez ludzi, którzy już jako młodzi chłopcy odróżniali koniunkcję od implikacji. Określenie "porzucił naszą szkołę" należy więc traktować jako precyzyjne. Czy gdyby por. Pleban i jego zwierzchnicy znali tę historię, to też tak fatalnie rozgrywaliby SOS "ZEN"? Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zz Re: Epizod z porzuceniem szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 00:49 Czy jest Pan na tym zdjęciu: photos.nasza-klasa.pl/7959861/1/main/c0c4a31c07.jpeg lawirant, kombinator i naciągacz z Pana: tu stypendium, tam stypendium ;-) Potem, aby karku nie ugiąć - wypina się Pan - wiadomo czym :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Dzięki za to zdjęcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 11:15 Szanowny Panie ZZ Chyba nie ma mnie na tym zdjęciu. Nie wypatrzyłem też na nim innych osób, które uczestniczyły w dyskusjach o TH, ale jest na nim wiele osób z mojej dawnej klasy, więc przyjemnie było mi obejrzeć tę fotkę. Dzięki więc za nią. Co do Pana uwag o stypendiach, to wprawdzie oznaczył je Pan w sposób, wskazujący na żart, ale i tak pozwolę sobie na uwagę. Nigdy nie zabiegałem o stypendia i w ogóle o jakieś pieniądze. Wolałem wprawdzie mieć pieniądze, niż ich nie mieć, ale nie byłem gotów o nie szczególnie zabiegać, bo w moim systemie wartości nie były one na czołowym miejscu. Mimo to, zwłaszcza między moim 15 a 25 rokiem życia, pieniądze same się do mnie pchały ;-). Ze wspomnianymi stypendiami, a także innymi stypendiami, było tak, że w którymś momencie ktoś mnie informował: Przyznano ci tyle i tyle stypendium. Masz je odbierać w kasie tam i tam, w takich i takich dniach. Ja chyba nawet nigdy nie składałem jakichś formalnych podań o te wszystkie stypendia. Zresztą, gdy później, jako kierownik WOSK, sam przydzielałem stypendia, to też od stypendystów nie oczekiwałem jakichś działań. Po prostu informowałem ich, że od dnia takiego i takiego mają się co miesiąc stawiać w kasie po odbiór pieniędzy. W późniejszych latach moje niedbanie o pieniądze stało się mankamentem, bo wiadomo, jest rodzina i są obowiązki. Zawsze jednak okazywało się, że są w moim otoczeniu ludzie, którzy widząc moją finansową niepraktyczność dopilnowywali, bym jednak nie popadł w nędzę (jestem im za to bardzo wdzięczny). Gdy czytam materiały o różnych TW, ujawniane w innych wątkach przez podejrzanego osobnika, który nieudolnie usiłuje mnie w tym wątku opluwać, to dziwię się, że dla jakichś śmiesznych grosików (bo są to naprawdę żałosne kwoty) ktoś był gotów donosić. Przypomina mi się jednak wtedy materiał, który czytałem dawno, dawno temu. Były to wyniki wywiadów ze striptizerkami. W anonimowych badaniach część z nich deklarowała, że występy sprawiają im przyjemność a wynagrodzenia domagają się, bo jest akceptacja dla striptizerek występujących za pieniądze, a nie ma akceptacji dla robiących to dla przyjemności. Gdyby one występowały za darmo, dla samej przyjemności, to opinia publiczna uznałaby je za zboczone. A jak występują za pieniądze, to wszystko jest w porządku. Być może z niektórymi płatnymi donosicielami jest podobnie. Oni donosili z jakiejś głębszej potrzeby, a pieniądze brali, bo oceniali, że płatne donoszenie budzi mniejszą dezaprobatę. Ale to są oczywiście tylko takie tam moje domysły. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski słówko komentarza 09.03.09, 12:46 Pewnemu osobnikowi o dość mętnej przeszłości najwyraźniej zaczyna brakować rzeczowej argumentacji. W związku z tym, jak zwykle bywa w podobnych przypadkach, głównym orężem owego osobnika zaczynają stawać się epitety i pomówienia. Być może liczy on na to, że uda mu się sprowokować mnie do jakichś emocjonalnych zachowań, co postawiłoby go w korzystniejszej psychologicznie sytuacji. Są to jednak błędne kalkulacje. Nie zamierzam wdawać się w żadne pyskówki z owym osobnikiem. Wystarczy, że on sam siebie kompromituje podobnymi zachowaniami. Tak jak do tej pory, będę ograniczać się do rzeczowego komentowania faktów i wypowiedzi, a popisy chamstwa zostawiam komu innemu. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Wyjaśnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 18:57 Jak zapewne zaglądający tu forumowicze zauważyli, od pewnego czasu nie zwracam się bezpośrednio do Bereszyńskiego, a niedawno przestałem też pisać o nim przez "pan". Chciałbym wyjaśnić dlaczego. Przypuszczam, że Bereszyński przestudiował esbeckie materiały pod kątem znalezienia haków na mnie. Mniejsza w tej chwili o to, czy robił to z własnej inicjatywy, czy na polecenie służbowe, choć nie ukrywam, że to drugie wydaje mi się bardziej prawdopodobne. Ważne jest, że w tych materiałach nie znalazł: - żadnego mojego oświadczenia o wyrażeniu zgody na współpracę z SB - żadnego mojego donosu - żadnego mojego pokwitowania za otrzymane wynagrodzenie - żadnej informacji, że SB miała na mnie jakieś haki, którymi mogła zmusić mnie do uległości - żadnej informacji, że dzięki współpracy z SB robiłem jakąś karierę - żadnej nawet informacji, że zarejestrowano mnie jako współpracownika (do końca sprawy występuję jako figurant, czyli osoba inwigilowana przez SB). Jedyne co Bereszyński znalazł, to relacje por. Plebana z rzekomych rozmów ze mną. W relacjach tych roi się od sprzeczności, nieścisłości, różnego rodzaju absurdów etc. Każdy normalny człowiek uznałby, że w studiowanych przez Bereszyńskiego aktach nie ma kompletnie nic, co wskazywałoby na moją współpracę z SB, jest natomiast bardzo dużo wskazującego, że są to konfabulacje por. Plebana. Bereszyński też musiał to dostrzec. Zapewne dlatego tak często asekurował się na forum. Pisał np. "Nie posunąłem się do żadnych insynuacji. Sformułowałem pewną hipotezę" i dodawał "Czyniąc to, zastrzegłem się wyraźnie, że są to tylko moje subiektywne spekulacje na temat Pańskich perypetii sprzed lat". Dodawał też: "Sugerowałem tylko rozważenie wskazanej przeze mnie hipotetycznie możliwości. Było to uczciwe postawienie sprawy, a nie żadna insynuacja". Nawet w stanie wzburzenia nie zapominał zaznaczyć: "Nie twierdzę, że Pan też był agentem SB". Myślę, że zaznaczał to tak na wszelki wypadek, gdybym chciał zaciągnąć go przed oblicze sądu za oszczerstwo. Mógłby się wtedy powoływać na te wszystkie wstawki i tłumaczyć, że on chciał tylko wyjaśnić wątpliwości. Zwróciłem Bereszyńskiemu uwagę, że skoro doszedł do wątpliwości, czy np. Romuald Szeremietiew nie obawiał się kontaktów ze mną z powodu przesłuchania mnie przez SB i dalszych tego konsekwencji, to powinien był zwrócić się ze stosownym pytaniem do Romka, z którym łatwo przecież o kontakt, bo jest on osobą publiczną. Na to Bereszyński wyjaśnił mi, że gdyby tak weryfikował swe insynuacje, to byłby jak esbek, a skoro te insynuacje zamieszcza na forum bez sprawdzenia, to jest to uczciwe. Uczciwe w czyim rozumieniu? W dniu 7 marca minęło równe 10 tygodni od zamieszczenia przez Bereszyńskiego w tym wątku spreparowanych esbeckich materiałów. Było dość czasu, by się ze wszystkich nieprawd i insynuacji wycofał i przeprosił mnie. Nie zrobił tego, więc nie mogę go dalej traktować jako człowieka honoru. Tak jak zachował się Bereszyński postępują kanalie, a nie ludzie honoru. Dopóki więc Bereszyński nie wycofa się z tego, co tu powypisywał i nie przeprosi mnie za to, będę o nim pisał np. "podejrzany osobnik, który nieudolnie usiłuje mnie opluwać". Dla porządku dodam na koniec, że trzymając się zasad uprzedziłem już wcześniej Bereszyńskiego w tym wątku, jakie są moje dalsze plany w tej sprawie. Nie działam więc ani skrycie, ani z zaskoczenia. Na podstawie esbeckich akt Bereszyński powinien był się też domyślić, że przejmę w tej sprawie inicjatywę i poprowadzę ją po swojej myśli. Ponadto we wcześniejszym poście uprzedzałem o tym. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski komentarz jak wyżej 09.03.09, 19:20 Ja także - korzystając z prawa wzajemności - mógłbym z łatwością w dosadny sposób wyrazić tutaj swoje odczucia na temat postępowania Piotra B. w przeszłości i obecnie. Nie zamierzam jednak angażować się w żadne pyskówki z owym człowiekiem. On sam wystawia sobie świadectwo swoim postępowaniem. Wystarczy to, co napisałem powyżej. Dodam tylko jedną uwagę. Trzeba samemu być człowiekiem honoru, aby mieć moralne prawo do nadawania lub odbierania innym tego statusu. Piotr B. w moim odczuciu jest w tym zakresie uzurpatorem. To jeden z ważniejszych powodów, dla jakich nie widzę szczególnego powodu, by przejmować się jego opiniami na mój temat. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Epizod z "wyrzuceniem z zebrania" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 22:41 W poście "sprawa krypt. "ZEN" umieszczonym w tym wątku przez pana Bereszyńskiego w dniu 27.12.08 o godz. 21.04, zostało zacytowane doniesienie z 18 grudnia 1972, które złożył TW, używający samokrytycznego pseudonimu KCN. W obszernym doniesieniu TW ps. "KCN" wspomina m.in.: "Słyszałem, że był na konferencji ZU ZMS lub ZW i stamtąd go wyrzucono w trakcie zebrania. O ludziach takich jak TW ps. KCN u mnie w domu mawiało się, że słyszał, iż gdzieś dzwonią, ale nie wie w którym kościele. Nikt mnie nie wyrzucał z żadnego zebrania. Prawdopodobnie chodzi o mój udział w otwartym zebraniu partyjnym (organizacji wydziałowej). Aby to zdarzenie wyjaśnić, muszę się cofnąć do konferencji instytutowej na temat zjednoczenia ruchu młodzieżowego. Konferencja ta odbyła się w instytutowym audytorium. Była to duża sala, na jakieś 150 osób, w której katedra znajdowała się na samym dole, a rzędy siedzeń wznosiły się amfiteatralnie do góry. Ponieważ było nas na konferencji 20-30 osób więc siedzieliśmy wszyscy u dołu przy katedrze. Dostrzegłem, że w jednym z najwyższych rzędów usiadło trzech ludzi, którzy wyglądali na studentów końcowych lat. Nie znałem ich i, niestety, zlekceważyłem sprawę. Zależało mi na przeforsowaniu podczas konferencji swego stanowiska. Czułem się pewnie. Nie przewidywałem komplikacji. Tak też biegła konferencja, aż do czasu, gdy jeden z tych u góry poprosił o głos. Gdy mu go udzielono, zaczął polemikę z moimi poglądami. Mówił mocnym donośnym głosem. Świetnie przemawiał. Często mówił rytmicznie i jeszcze wystukiwał ten rytm pięścią o pulpit. Siedzący po jego bokach towarzysze umiejętnie mu przytakiwali. To robiło wrażenie. Nie spotkałem się wcześniej z tak wysoką klasą przemawiania. Miałem świadomość, że znalazłem się w trudnej sytuacji, także z powodów psychologicznych. Oni siedzieli wysoko, a my z dołu musieliśmy się zwracać do nich "do góry". Opanowałem jednak sytuację. Przeforsowałem swoje stanowisko i otrzymałem mandat delegata na konferencję uczelnianą. Ustaliłem potem, że ta trójka to był zarząd uczelniany ZMS. Ten, który przemawiał, to był Roman L. szef zarządu uczelnianego. Byli oni związani z klubem Progres. Zapamiętałem lekcję z konferencji instytutowej. Gdy krótko potem odbywało się otwarte zebranie wydziałowej organizacji PZPR (w tym samym audytorium), to poszedłem na nie. Było tam obecnych 20-30 pracowników naukowych. Lektor stanął za katedrą. Oni siedzieli w najniższych rzędach przy katedrze. Ja usiadłem w najwyższym rzędzie. Gdy lektor zakończył swą przemowę, rozpoczęły się pytania. Po kilku neutralnych pytaniach i nijakich na nie odpowiedziach zrobiło się cicho. Wtedy z góry poprosiłem o głos. Wszystkich to zadziwiło. Chyba nie było w zwyczaju, że ktoś bezpartyjny przychodzi na otwarte zebrania partyjne i jeszcze zadaje pytania. Tymczasem ja zadałem szereg kłopotliwych pytań. Zadałem je z góry, mocnym głosem do lektora stojącego dużo, dużo niżej ode mnie. Wszyscy obecni musieli się odwracać i zadzierać głowy, by patrzeć na mnie. Lektor był wyraźnie skonfundowany. Także część obecnych, ale u niektórych dostrzegłem błysk w oku, świadczący, że są po mojej stronie. Lektor długo i mętnie odpowiadał. Gdy skończył, to chciałem zgłosić wątpliwości do jego odpowiedzi, ale prowadzący zebranie odmówił mi głosu, stwierdzając, że porządek obrad nie przewiduje dyskusji, a jedynie pytania i odpowiedzi. Ja swoje zadałem i odpowiedzi otrzymałem. Ponieważ nikt inny już nie zgłasza pytań, więc tę część zebrania uznaje on za zamkniętą i ogłasza 10 minut przerwy. Po przerwie odbędzie się już zamknięta dla publiczności część zebrania. Tak wyglądało "wyrzucenie mnie z zebrania". Postanowiłem sobie wtedy, że jeśli tylko wydziałowa organizacja PZPR ogłosi otwarte zebranie, to przyjdę obowiązkowo i będę robić to tak długo, aż przestaną organizować otwarte zebrania. Chciałem lansować w instytucie hasło "Partyjni zamknąć się, bo Badura idzie". Ale nie pamiętam, bym był jeszcze kiedyś na takim zebraniu. Nie wiem, czy oni zrezygnowali z takich zebrań, czy też ja nie miałem czasu. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Krótka dyskusja w Progresie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 22:41 Towarzystwo z klubu Progres, w swej najlepszej części, to byli młodzi marksiści. Po ich ekscesie na konferencji instytutowej w sprawie zjednoczenia ruchu studenckiego zawitałem do Progresu. To był odruch. Gdy tylko wyczuwałem, że ktoś ma odmienne poglądy, stawał się on dla mnie atrakcyjny jako partner w dyskusji. Progresowcom też się to na początku podobało. Gdy zorientowali się, że mam jakieś własne filozoficzne poglądy, zaczęli je sondować. Doszliśmy do zagadnienia determinizmu. Uzgodniliśmy, że na najbliższe spotkanie dyskusyjne w Progresie przygotuję się do poprowadzenia dyskusji na ten temat. Doszło do tej dyskusji. Okazało się, że progresowcy kiepsko się do niej przygotowali. Zaszufladkowali mnie jako zwolennika mechanicyzmu Laplace'a i pod tym kątem chcieli dokonać krytyki moich poglądów. To był ich błąd, bo ja zacząłem od krytyki krytyki mechanicyzmu Laplace'a, a na to oni już nie mieli gotowych argumentów z podręczników. Musieliby ryzykować wejście na teren, z którego, być może, nie mieliby już odwrotu. Być może musieliby przyjąć, że nie tylko człowiek ma duszę nieśmiertelną, ale ma ją nawet przystanek tramwajowy. Co gorsza, musieliby odrzucić izomorfizm świata obiektywnego i subiektywnego, a wszak to właśnie jest kamieniem węgielnym filozofii marksistowskiej. Ku mojemu żalowi progresowcom zabrakło odwagi. Nie chcieli wejść na nieznany sobie teren. Był to więc koniec naszej dyskusji. Załatwiłem im Józka K., który pracował we wrocławskim PAX-ie. Józek K. był ortodoksyjnym specjalistą od nauki społecznej Kościoła. W mojej ocenie szanse na to, że oni przekonają Józka K. do czegoś były zerowe, a szanse, że Józek K. ich do czegoś przekonana, dokładnie takie same. Mogli więc bezpiecznie dyskutować. Całą tę historię i te z dwóch poprzednich postów przytaczam dlatego, by zaglądający tu forumowicze mieli świadomość, kogo miał przerobić na TW por. Edward Pleban. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Byłem w barwach wojennych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 13:18 Wkrótce po opublikowaniu w tym wątku przez podejrzanego osobnika esbeckich materiałów, które jakoby miały o mnie źle świadczyć (faktycznie wystawiają mi one chlubne świadectwo), zapytałem tego osobnika: "Czy w relacji z przesłuchania w dniu 20 stycznia 1973 odnotowano fakt, że miałem wpięty w klapę marynarki znaczek organizacyjny Towarzystwa Hilozoistycznego?". Zaznaczyłem, że ma to istotne znaczenie w sprawie. Osobnik nieudolnie usiłujący mnie w tym wątku opluwać odpowiedział: "fakt noszenia przez Pana znaczka TH nie zrobił chyba na esbekach większego wrażenia. O znaczku tym nie wspomniano w ogóle w notatce służbowej z rozmowy przeprowadzonej 20 stycznia 1973 r. Widać nie była to dla SB ważna sprawa." Jeśli prawda jest taka, jak przypuszcza wspomniany osobnik, to esbecy popełnili fatalny błąd. Według moich zasad podstępne przystąpienie do walki dopuszczalne jest tylko w wyjątkowych sytuacjach. W sytuacjach zwyczajnych, a taką było przesłuchanie mnie przez SB 20 stycznia 1973, obowiązywało przybranie "barw wojennych". Wpięcie przeze mnie projektu znaczka TH w klapę marynarki przed udaniem się na przesłuchanie było takim symbolicznym przybraniem barw wojennych. Esbecy nie mieli prawa zlekceważyć tego znaku. Jeśli go zlekceważyli, to jest to ich kompromitacja. Fakt że przybrałem "barwy wojenne" rodzi określone skutki. Esbecy nie mogli potem mówić: "Myśmy rozmawiali z panem szczerze, od serca, a pan wciągał nas w pułapkę". Nie mogli tak powiedzieć, bo ja bym odrzekł: "Przecież widzieliście znaczek w klapie mojej marynarki i nawet wam wprost powiedziałem, że jest to projekt znaczka TH. Skoro występowałem w barwach wojennych, to nie mówcie, że byłem nieszczery." Oni mogliby mi wtedy powiedzieć, że jakoś nie pomyśleli, iż ten znaczek coś znaczy, ale ja bym im wówczas odpowiedział, że w takim razie ich kłopot ma źródło nie w mojej nieszczerości, lecz w ich niekompetencji. Gdy ktoś chce pracować w służbach specjalnych, to nie może być ślepy na wyraźne znaki i nie może być bezmyślny. Esbecy popełnili zresztą więcej poważnych błędów. Z samych tylko materiałów, które opublikował w tym wątku podejrzany osobnik wynika, że: - TW ps. KCN informował ich w donosie z 18 grudnia 1972, że Badura "Jest to człowiek niebezpieczny, który posiada dar przekonywania i potrafi głosić wywrotowe hasełka pod płaszczykiem dobrych intencji". KCN informował też o mojej "dominującej pozycji", o "skłonnościach do przewodzenia", o tym, że jestem "przeciwko wszystkiemu co aktualnie istnieje na uczelni (chodzi o organizacje młodzieżowe) i usiłuję wszystko krytykować". KCN zwracał też uwagę na moją "śmiałość i odwagę". - TW ps. "T.Ż" donosił z kolei w styczniu 1973 (jeszcze przed przesłuchaniem), że publicznie i w indywidualnych rozmowach zarzucałem kierowniczce mojego akademika tchórzostwo polityczne względem władz uniwersytetu. - w notatce z 20 grudnia 1972 (na miesiąc przed przesłuchaniem) Wydział III KW MO we Wrocławiu pisał do Wydziału IV Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, że poprzez swe osobowe źródła informacji ustalił, że Badura: "...wywiera wpływ swym poziomem umysłowym, zdolnościami narzucania swej woli. Jest człowiekiem inteligentnym..." Esbecy zignorowali wszystkie te ostrzeżenia ze strony własnej agentury. Mieli od niej wyraźne sygnały, że nie wzywają na przesłuchanie jakiegoś przypadkowego studenta, ale człowieka o dużym już wyrobieniu politycznym, dużej inteligencji, twardym charakterze, dążącym zawsze do przejmowania inicjatywy i rozgrywania sytuacji po swojej myśli. I ten oto człowiek idzie na pierwsze przesłuchanie przybrany w barwy wojenne, a osiołek Edward Pleban i jego pryncypałowie nic z tego nie rozumieją. Dlatego wpadli w pułapkę. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura O Sergiuszu i Stefanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 20:42 Spośród warszawiaków, uczestniczących w dyskusjach na temat TH, tylko dwóch pozostawało ze mną w kontakcie korespondencyjnym. Byli to Sergiusz i Stefan, przy czy korespondencja ze Stefanem była dość rzadka, a z Sergiuszem bardzo regularna. Z pozostałymi kontaktował się w razie potrzeby Sergiusz. Znałem ich, ale nie znałem ich warszawskich adresów, bo do niczego nie było mi to potrzebne. Adresy Sergiusza i Stefana były na naszych listach, które, jak wiadomo z esbeckich akt, kontrolowano już na długo przed moim przesłuchaniem. W notatce SB z 22 listopada 1972 (dwa miesiące przed przesłuchaniem mnie) Sergiusz jest już wymieniony z podaniem adresu. W notatce tej pisano też o czym dyskutujemy z Sergiuszem w listach i o ustalaniu przez nas terminów spotkań członków TH. Napisano również, że SB stwierdziła, iż TH w swych założeniach nie zawiera przestępczych celów. Na dwa miesiące przed moim przesłuchaniem SB wiedziała więc kto uczestniczy w spotkaniach na temat TH, gdzie i kiedy one się odbywają i jaki jest program TH. Wynika to jasno z esbeckich materiałów. To istotna okoliczność, bo Bereszyński swymi manipulacjami usiłuje stworzyć wrażenie, że wszystkie te informacje SB uzyskała ode mnie. Liczy chyba na to, że nieuważny forumowicz nie doczyta się prawdy. Bereszyński napisał też: "Pańskie oświadczenie o zachowaniu tajemnicy dawało korzyść tylko jednej stronie, a mianowicie SB. Dzięki temu, że zachowywał Pan milczenie, SB mogła działać z zaskoczenia przeciwko Pańskim kolegom. Ludzie ci nie mieli szansy psychologicznego przygotowania się na ewentualne rozmowy z SB". Wobec mnie SB też "działała z zaskoczenia" (w rozumieniu Bereszyńskiego) i nie miałem "szansy psychologicznego przygotowania się", a przecież rozegrałem to pierwsze przesłuchanie po mistrzowsku (będę to jeszcze szczegółowo wyjaśniać w następnym poście). Skąd zatem obawy o innych? Z mojej pamięci, mam nadzieję, że ona mnie nie zawodzi, tylko Sergiusz informował mnie, że go przesłuchano. Jeśli dobrze pamiętam, to przesłuchanie nie zrobiło na nim większego wrażenia. Dbałem o to, by dyskutujący o TH byli pod względem prawnym niezagrożeni. Dlaczego ktoś, komu nie można postawić żadnego zarzutu, miałby się psychologicznie przygotowywać do zwykłego przesłuchania? Ja znałem Sergiusza na tyle, by uważać, że przesłuchanie nie będzie dla niego problemem. Sergiusz zaledwie kilka lat później znalazł się w naprawdę trudnej sytuacji, a przecież SB go nie złamała. Tak pisał o tym Krzysztof Leski: "Gdy trafiłem do pudła, miałem 22 lata. Nie miałem dziewczyny ani tym bardziej dzieci. SB mogłaby mnie szantażować jednym: odebraniem mi korków do uszu. Bez nich nie mógłbym spać, gdy z pozostałych 11 facetów pod celą połowa chrapała. Ale SB nie rozpoznała mnie wystarczająco dokładnie i korków mi nie zabierała. Wsród tych 11 był Sergiusz, młody matematyk, współpracownik KOR. SB zabrała jego, żonę i sześciomiesięcznego bodajże syna. Każde do innego auta. Tyle się widzieli. Odtąd przez dobry miesiąc Sergiusz utrzymywany był w przekonaniu, że niemowlak jest w milicyjnej izbie dziecka, a żona w więzieniu. - Jeśli nam pan coś powie, to może wypuścimy dziecko [i oddamy babci - KL]. Jeśli pan powie więcej, to może zwolnimy żonę. A jak pan powie dużo, to może pana przeniesiemy w lepsze warunki - tak po każdorazowym powrocie do celi streszczał nam Sergiusz niezmienną ofertę SB. Mówił to spokojnie, ale widać było, że w środku przeżywa coś, z czym mieszkańcy Europy u schyłku XX wieku raczej się już nie spotykali. Jedyne, co potrafiliśmy zrobić, to poklepać go po plecach. Jestem przekonany, że Sergiusz się nie złamał. Sądzę, że ja na jego miejscu prędzej czy później bym nie wytrzymał, choć hołubię iskierkę nadziei, że jestem silniejszy niż myślę. Sergiusz chyba nigdzie dotąd swych przeżyć nie opisał. Chciałbym, żeby to zrobił. Pamiętam, że były wzmianki w prasie podziemnej w 1982, ale znaleźć nie mogę." Pogląd Bereszyńskiego, że Sergiusz musiał się psychologicznie przygotowywać do zwykłego, niewinnego przesłuchania jest absurdem. Absurdem jest też przypuszczenie, że do przesłuchania musiał się psychologicznie przygotowywać np. Stefan. Zacytuję krótki tekst z internetu: "Zjawia się Stefan - prawa ręka Balcerowicza. Ze względu na małomówność w resorcie finansów nosił pseudonim "Cichociemny". Nikt nie widział, żeby się z kimkolwiek pokłócił. Kiedy w latach 70. współpracował z KOR-owską opozycją, esbecy nie lubili go przesłuchiwać, bo niektórych pytań w ogóle nie zauważał, na inne odpowiadał zaś po dłuższej chwili, cedząc przez zęby dwa słowa z wyrazem najgłębszego niesmaku na twarzy." Myślę że to raczej SB musiała się psychologicznie przygotowywać do przesłuchiwania ludzi takich jak Sergiusz, Stefan i inni z grupy warszawskiej. Bereszyński przykłada do innych swą krasnoludkową miarę. Nie rozumie chyba, że zdarzają się ludzie większego formatu niż on, czy por. Pleban. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Kto wpadł w pułapkę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 23:13 Bereszyński usiłował narzucić forumowiczom pogląd, że podczas przesłuchania w dniu 20 stycznia 1973 usiedli naprzeciw siebie stary esbecki wyga Edward Pleban oraz młody, naiwny i łatwowierny Piotr Badura, dla którego to przesłuchanie niemałym przeżyciem. To kompletna brednia. Z czasem, pod naciskiem faktów, Bereszyński przyznał jednak, że "por. Pleban robi na nim wrażenie (może mylne) pewnego niezguły, niezbyt przykładającego się do swojej roboty". Przyznał też, że "Pleban nieściśle (od strony formalno-prawnej) przedstawiał sprawy związane z oficjalnym zgłoszeniem zamiaru działalności TH" i "rzeczywiście robi on wrażenie kompletnego laika w tych sprawach, nie mającego większego pojęcia o obowiązujących w tym zakresie procedurach. Mieszają mu się prawnicze terminy i określenia". Taka charakterystyka Plebana wydaje się już dość trafna. Bereszyński nie wycofał się jednak z poglądu o mojej naiwności i łatwowierności oraz o "przeżywaniu" przeze mnie przesłuchania. Nie dociera do niego, że byłem "w barwach wojennych", że informatorzy SB już wcześniej sygnalizowali moją śmiałość i odwagę, umiejętność przechwytywania inicjatywy i kierowania sprawami oraz inteligencję. Nawet Pleban w swoim sprawozdaniu z przesłuchania odnotował, że zachowywałem się spokojnie i widać, że jestem inteligentny, ambitny i posiadam zdolność logicznego operowania terminami filozoficznymi. Pisał tak, mimo że nie miał kwalifikacji, by takiej oceny dokonać. Podczas przesłuchania nie mogłem dać SB podstaw do twierdzenia, że zakładałem nielegalną organizację. W PRL było to przestępstwo zagrożone więzieniem. W dodatku karze podlegali wszyscy, którzy w tworzeniu nielegalnej organizacji brali udział. SB już przed przesłuchaniem mnie miała szczegółową wiedzę z przeglądania korespondencji. Gdybym odmówił udzielania wyjaśnień na temat TH, to naraziłbym wszystkich biorących w tym udział na odpowiedzialność karną. Byłoby to przy tym zachowanie z mojej strony niedopuszczalne, wobec faktu, że uczestniczący w organizacji TH dali przyzwolenie wyłącznie na legalną działalność. Miałbym zatem dostarczyć SB fałszywej informacji, że uczestniczą oni w nielegalnej działalności? Po co? Żeby trafili do więzienia? To nie byli biczownicy. Siedzenie w więzieniu nie było dla nich wartością samą w sobie. Ktoś, kto postulowałby, abym podczas przesłuchania utajniał działania podjęte w związku z organizowaniem TH (i tak przecież szczegółowo znane SB), dowodziłby, że postradał rozum. Drugi istotny element przesłuchania to kwestia zobowiązania się do zachowania przeze mnie tego przesłuchania w tajemnicy. Bereszyński interpretuje to tak, że ja byłem naiwny i dałem się SB wciągnąć w pułapkę psychologiczną. Bereszyński najwyraźniej mierzy mnie swą krasnoludkową miarą. Tymczasem ja umiałem dokonywać bardzo szybkich analiz, a przesłuchanie ciągnęło się godzinami i było dość czasu na spokojną analizę. Rozważenia wymagały trzy warianty: 1) Nie zgadzam się na tajemnicę i SB przesłuchuje kolejne osoby, w skrajnym przypadku wszystkie. Życzliwie tłumaczy im, że nie chciała ich przesłuchiwać, ale ja postanowiłem grać bohatera nawet za cenę wyrządzenia swym kolegom przykrości przesłuchania. Członkowie TH nie daliby się na to nabrać, ale dla niektórych wrocławian przesłuchania mogły rzeczywiście być przykrością. Ponadto członkowie TH nie uwierzyliby SB, ale gdzieś tam jakaś mała wątpliwość, że ja na ich przykrości chcę zbijać kapitał swej popularności mogłaby zakiełkować. 2) Zgadzam się na tajemnicę w zamian za obietnicę nie przesłuchiwania nikogo innego i SB dotrzymuje umowy. Ten wariant mi nie odpowiadał, bo musiałbym pozostać wierny umowie i zachować tajemnicę (uznaję zasadę, że zawartych umów się dotrzymuje). Ponadto nie pozbyłbym się SB, bo oni wciąż chcieliby ze mną rozmawiać i wciąż oczekiwaliby, że rozmowę zachowam w tajemnicy. Ja wielokrotnie deklarowałem, że uważałem SB za legalną służbę legalnego państwa, więc obywatelski obowiązek nie pozwalałby mi odmawiać spotkań. Mógłbym co najwyżej nie udzielać informacji, których udzielania prawo mi nie nakazuje. Ale same spotkania z SB mi nie odpowiadały, o czym już pisałem. 3) Zgadzam się na tajemnicę w zamian za obietnicę nie przesłuchiwania nikogo innego, ale SB nie dotrzymuje umowy. Ten wariant uważałem za najbardziej prawdopodobny i on właśnie najbardziej mi odpowiadał. Gdyby SB przesłuchała kogokolwiek z członków TH to ja mógłbym spokojnie wszystkich poinformować o moim przesłuchaniu. Co ważniejsze jednak, zyskiwałbym tytuł moralny, by legalnej służbie legalnego państwa oświadczyć, że wobec faktu, że mnie oszukano zamierzam w przyszłości ujawniać każdą rozmowę z SB, a w szczególności informować wszystkich, o których pytano, że o nich pytano. Po przesłuchaniu Sergiusza spotkałem się z Plebanem (być może było to właśnie 27 marca 1973) i zakomunikowałem mu swoje stanowisko. To zamknęło raz na zawsze moje kontakty z SB. Nie odważyli się już zapytać mnie o nikogo, bo ten ktoś zaraz wiedziałby, że SB o niego pytała. Pleban i jego zwierzchnicy nie zdawali sobie sprawy, że pakują się w pułapkę. Zignorowali moje "barwy wojenne", zlekceważyli ostrzeżenia swej agentury. Zachowali się jak zadufane w sobie palanty. Myśleli, że wciągają mnie w pułapkę, a sami w nią wchodzili. Nie mogli kusić mnie pieniędzmi, bo po pierwsze miałem ich więcej, niż mogli mi dać, a po drugie pieniądze mało dla mnie znaczyły. Nie mieli na mnie haka (tak jak mieli go np. na Bereszyńskiego). Mogli jedynie apelować do mojej obywatelskiej odpowiedzialności. Jedna z zasad, którymi się kierowałem, była taka, że nie wolno zakładać, że ktoś mnie oszuka, jeśli nigdy mnie nie oszukał. Przed przesłuchaniem 20 stycznia 1973 SB nigdy mnie nie oszukała, bo nie miałem z nimi żadnego kontaktu. Musiałem zatem wstępnie założyć, że są wobec mnie uczciwi. Umowa, którą ze mną zawarli, wpakowała ich w pułapkę. Nie mogli nikogo z TH przesłuchać, bo straciliby swą jedyną kartę. Nie przesłuchując jednak nikogo, przegrywaliby rozpoczętą grę. Byli w sytuacji bez wyjścia. Wbrew temu, co chce narzucić Bereszyński, nie SB mnie, ale ja SB wciągnąłem w pułapkę bez wyjścia. SB nie miała prawa zawrzeć ze mną umowy, po zawarciu której miała już tylko dwa wyjścia: przegrać przez zaniechanie działań bądź przegrać przez kompromitację. SB wybrała to drugie, bo liczyła, że ja jednak nie ujawnię przesłuchania i to ją uratuje. Ale ja ujawniłem je natychmiast. Komentarza wymaga też lansowany przez Bereszyńskiego durnowaty pogląd, że w organizacjach hierarchicznych wszyscy muszą być poinformowani o wszystkim i to jeszcze natychmiast. Czy np. w dzisiejszych partiach politycznych szeregowi członkowie są natychmiast informowani o wszystkim co robią władze partii? Przecież to bzdura. W TH najwyższą władzą było walne zgromadzenie i to jemu byłem zobowiązany przekazać informację o przesłuchaniu. Pierwsze walne odbyło się 27 lutego 1973 (zwołane w trybie nagłym z naruszeniem prawa, bo przed 23 marca zgodnie z obowiązującym prawem nie wolno nam było rozpoczynać działalności). Na walnym 27 lutego przekazałem informację o przesłuchaniu mnie w dniu 20 stycznia 1973. Ja osobiście uważam, że rozegrałem całą sprawę po mistrzowsku. Skompromitowałem Plebana i jego wrocławskich zwierzchników. Zostawiłem ich z poczuciem własnego szmaciarstwa, niezdolnych do podjęcia jakichkolwiek działań wobec mnie i innych członków TH. Czy ktoś umiałby rozegrać to lepiej? Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura PAX - dziwna "agentura partii" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 16:50 Winien jestem forumowiczom jeszcze dwa wyjaśnienia związane z PAX-em. Pierwsze z nich dotyczy oskarżeń PAX-u, że jest "agenturą partii". Z esbeckich dokumentów, zamieszczonych w tym wątku przez podejrzanego osobnika, który nieudolnie usiłuje mnie opluwać, wynika, że partia (PZPR) nie miała nic przeciw, by w jej szeregi wstępowali agenci SB. Świadczy o tym post: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002632 Mowa w nim o TW ps. "11S", który zamierzał wstąpić do PZPR. SB rozważała jego wstąpienie do PAX-u w celu agenturalnym. Zaznaczono jednak, że gdyby mu to zalecono, to trzeba go poinformować, że drogę do PZPR będzie miał raczej zamkniętą. Okazuje się, że PZPR nie przeszkadzałoby, iż jej członek był esbeckim TW, ale broń Boże nie mógł mieć za sobą przynależności do PAX-u. W tym samym poście przytoczona jest też wypowiedź docenta Ignacego Siemiona, sekretarza Komitetu Uczelnianego PZPR, który informował funkcjonariusza SB, że na moje pytanie o możliwość utworzenia koła PAX na uniwersytecie, wyjaśnił mi, iż jest to wykluczone, bo uniwersytet jest świecki, a PAX jest związany z Kościołem. Rozmówcą por. Plebana nie był portier, tylko szef KU PZPR w stopniu docenta. Ktoś na tym poziomie postrzegał PAX jako organizację na tyle związaną z Kościołem, że nie można już uznać jej za świecką. W tym miejscu chciałbym wyjaśnić, że moja "inicjatywa" z utworzeniem koła PAX na uniwersytecie to był oczywiście pic, obliczony na pokazanie publicznie jak bardzo PZPR boi się PAX-u, jako ideowego przeciwnika. Wrocławski PAX miał ekskluzywną siedzibę tuż obok gmachu głównego uniwersytetu (przy ul. Kuźniczej na wprost wlotu ul. Igielnej, czyli w "Uchu Igielnym"). Były to połączone w całość trzy zabytkowe, czteropiętrowe kamienice, z ogromną salą klubową (ciągnęła się przez wszystkie trzy kamienice), z zapleczem gastronomicznym, z komfortowymi pokojami hotelowymi na poddaszu i świetnie zaopatrzonym składem wina (mszalnego) na parterze. Na uniwersytecie koło PAX dostałoby do dyspozycji co najwyżej jakiś przerobiony na pokój były schowek na miotły i ścierki. Nie mogło więc chodzić o nic innego, jak tylko o względy prestiżowe, a prestiż PAX-u o wiele skuteczniej rósł, gdy domagałem się tego, czy owego od uczelni, a jej przedstawiciele, cali w strachu, tłumaczyli, że nie można. Publiczność ten strach widziała i wielu się zastanawiało: Cóż to jest ten PAX, którego władze tak strasznie się boją? Gdyby na jakimś składziku w uniwersyteckim gmachu zawisła tabliczka, że to jest siedziba uczelnianego koła PAX, to dla studentów i pracowników nic by to nie znaczyło. Przecież takie siedziby miały już PZPR, ZSP, ZMS, ZMW, ZHP i kto tam jeszcze. Odebrano by to tak, że PAX to kolejna z tych instytucji, tylko w podlejszym gatunku, więc i lokal ma podlejszy. Złośliwi kolportowaliby informację, że tę "siedzibę" PAX zawdzięcza służalstwu. Tymczasem gdy moje publiczne nawoływania do obecności PAX-u na uczelni spotykały się z oporem i strachem, to renoma PAX-u ostro zwyżkowała. Taktyka, którą przyjmowali esbecy, ich agentura i ludzie tacy jak doc. Siemion czy kierowniczka "Szklanego Domu", była dla nich fatalna. Co np. by się stało gdyby na mój wniosek Rada Mieszkańców "Szklanego Domu" zgodziła się na to, że prasa PAX-owska będzie tam bezpłatnie przez PAX dostarczana? Kto chciał ją czytać (były to dziennik "Słowo Powszechne", tygodniki: "Kierunki", "Zorza", "WTK" oraz miesięcznik "Życie i Myśl") ten mógł przecież sam ją sobie bez problemu kupić. W PRL prasa była śmiesznie tania. W akademiku pewnie leżałaby i pokrywała się kurzem. Brak zgody na PAX-owską prasę w akademikach i klubach studenckich, brak zgody na PAX-owskich prelegentów i brak zgody na koła PAX na uczelniach powodowały naturalne zaciekawienie studentów PAX-em. Ci wszyscy sprzeciwiający się PAX-owi mimowolnie grali po mojej stronie. I o to mi mniej więcej wtedy chodziło. Jeśli w swej notatce końcowej por. Pleban odtrąbił jako sukces SB, że "nie dopuszczono do rozwinięcia przeze mnie działalności z pozycji ideologii PAX na terenie uczelni i DS Szklany Dom" to trzeba zapytać, w jakim sensie PAX był "agenturą partii", skoro tak intensywnie był przez SB blokowany i skoro wcześniejsza przynależność do PAX-u była poważną przeszkodą w późniejszym przystąpieniu do PZPR? Była to bardzo dziwna "agentura partii". Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Co się stało z TW ps. "11S"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:04 W dokumentach zamieszczonych w tym wątku przez podejrzanego osobnika, który jeszcze niedawno nieudolnie usiłował mnie opluwać (a teraz podwinął ogon i schował się do mysiej dziury), znajduje się doniesienie TW ps. "11S" z 22 maja 1973. Na podstawie treści tego doniesienia mógłbym przypuszczać, że "11S" był bliżej Romka Szeremietiewa niż mnie, gdyż informacje dotyczące Romka są nieco bardziej konkretne. W swym doniesieniu "11S" zadeklarował, że po dokładniejszym zorientowaniu się w moich i Romka zamiarach może przedstawić głębszą charakterystykę. Wrocławska SB zastanawiała się nawet, czy "11S" nie powinien może wstąpić do PAX-u, by lepiej kontrolować środowisko. Tymczasem po doniesieniu "11S" z 22 maja 1973 informacje z jego donosów przestały się pojawiać. Już ani słowa "11S" o PAX-ie, o Badurze, o Szeremietiewie. Co się stało? Czy "11S" umarł nagle? A może się zbiesił? Pewną wskazówkę znajdziemy w notatce por. Plebana z 30 października 1974, kończącej SOS "ZEN". Mowa jest tam o "przeprowadzonych wszechstronnych wywiadach" m.in. za pomocą "11S". To, co ujawnił tu podejrzany osobnik, w żadnym razie nie może być uznane za wykonany przez "11S" "wszechstronny wywiad". Zwracam na ten szczegół uwagę, bo por. Pleban nie był chyba na tyle bystry, by samodzielnie spreparować nawet głupie notatki z "rozmów ze mną", przeprowadzonych rzekomo 20 grudnia 1973 i 16 października 1974. W notatkach z tych rzekomych rozmów jest bardzo mało konkretów, a te co są, są nieaktualne i nieprecyzyjne. To wskazuje, że nie są one ode mnie (podejrzany osobnik ma oczywiście swoją teorię, że por. Pleban miał tak słabą pamięć, że już po godzinie od rozmowy nie pamiętał, co się w niej mówiło). Gdy ja wskazuję, że por. Pleban mógł do notatek z rzekomych rozmów ze mną wstawiać informacje od innych osób, to podejrzany osobnik lansuje pogląd, iż gdyby por. Pleban miał jakieś inne źródło informacji, to by je przecież ujawnił, bo policzono by mu to za sukces. Jakoś trudno podejrzanemu osobnikowi zrozumieć, że tym źródłem informacji mógł być np. "11S". Zgłoszenia, że pozyskał TW "11S" nie mógł por. Pleban zrobić, bo to już dawno był TW. Mógł natomiast na podstawie informacji od "11S" preparować notatki z rzekomych rozmów ze mną. To by tłumaczyło, dlaczego por. Pleban miał informacje tak bardzo nieprecyzyjne i tak bardzo opóźnione. Podobnie jak z "11S" ma się też sprawa z innymi TW, czy KO. Jeśli ja cokolwiek rozumiem z esbeckich procedur, to informacje na temat mnie, czyli figuranta (inwigilowanego) powinny były pochodzić od różnych TW, KO etc. Tymczasem podejrzany osobnik przedstawia to tak, jakby SB informacje o figurancie pozyskiwała od samego figuranta. I jeszcze zlecała figurantowi zadania. Żeby w taką brednię uwierzyć, to trzeba być Bereszyńskim, albo przynajmniej idiotą. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski komentarz j.w. 11.03.09, 23:25 Nie ma potrzeby, abym się powtarzał. Nowymi konfabulacjami i "rewelacjami" osobnika o mętnej przeszłości zajmę się bliżej w wolnej chwili, gdy uzbiera się więcej tego zabawnego materiału. Nie warto rozmieniać się na drobne. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Obiecanki, cacanki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:53 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marta konstruktywna propozycja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.09, 00:19 Panowie nie bądźcie jak te dzieci w piaskownicy :) Zibi vel Podejrzany Osobnik niech napisze swoja wersje w Kurierze. The Only TrueBadura vel Osobnik O Mętnej Przeszłości niech napisze swoją wersje w Beczce. Potem dajcie linki do tych publikacji, a czytelnicy ( o ile znajda sie tacy) juz sami wyciągną wnioski. Pax z wami :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy wszystkim wszystko wyjaśniłem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:32 Wydaje mi się, że wyjaśniłem już wszystkie wątpliwości spowodowane zamieszczeniem tu przez podejrzanego osobnika, który nieudolnie usiłował mnie opluwać spreparowanych przez niego esbeckich materiałów. Mogę się jednak mylić, bo w tym wątku jest blisko 300 postów i coś mogło umknąć mej uwagi. Jeśli by tak było, jeśli ktoś ma jakąś wątpliwość, której nie wyjaśniłem, to proszę o pytanie. Postaram się odpowiedzieć. Proszę mnie jednak nie pytać, dlaczego podejrzany osobnik zrobił to, co zrobił. To będzie tematem nowego wątku, który otworzę. Tu zamieszczę tylko odsyłacz do niego. Pozdrawiam wszystkich (mam nadzieję, że ostatni raz w tym monstrualnym wątku, nie licząc odsyłacza) Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski komentarz j.w. + uwaga dodatkowa 11.03.09, 23:42 Osobnik o mętnej przeszłości oczywiście niczego nie wyjaśnił. Namieszał, namącił, a teraz - w typowy dla niego sposób - postanowił uciec w inny wątek, by tam odwrócić role na ulubionej przez niego zasadzie odwracania kota ogonem. Ja jednak traktuję ten wątek jako nadal otwarty i w stosownym czasie odniosę się jeszcze do tego, co powyżej napisał PB. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Obiecanki, cacanki z mysiej nory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 23:54 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Otwarłem nowy wątek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.09, 17:17 Nie chciałem w tym wątku zajmować się podejrzanym osobnikiem, który nieudolnie usiłował mnie tu opluwać, więc zgodnie z obietnicą otwarłem nowy wątek, zatytułowany "Dlaczego Bereszyński to robi?". Jest on po adresem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=92649413 Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Dialog operacyjny 15.03.09, 22:54 Piotr B. zdążył już z wielkim hukiem i pompą ogłosić swoje zwycięstwo w sporze o ocenę jego postępowania w latach 1973-1974. Uznał za udowodnione, że jego postępowanie było nienaganne, a nawet najlepsze z możliwych. Przyznał sobie tytuł mistrzowski za błyskotliwe rozegranie sprawy z wrocławską bezpieką, którą podobno sam jeden wciągnął w pułapkę i powalił na łopatki, tak że skompromitowani esbecy mogli już tylko leżeć i kwiczeć. Sam sobie pogratulował sprytu, inteligencji, doświadczenia, wybitnych kwalifikacji politycznych i prawnych itp. Ot, skromny człowiek i tyle. W tej sytuacji mogę już tylko schować się do mysiej nory i żałośnie piszczeć. Aby tych moich pisków nie słuchać, nasz wielki triumfator założył od razu nowy wątek, aby tam bez przeszkód napawać się swoim zwycięstwem i pastwić nad pokonanym przeciwnikiem (czyli nade mną). Nasz wielki i wspaniały triumfator zapomniał niestety, że nikt nie jest dobrym (czytaj: bezstronnym i wiarygodnym) sędzią we własnej sprawie i po prostu nie wypadało samemu jednostronnie przyznawać sobie palmy zwycięstwa. Wypadało zdać się w tej sprawie na osąd innych forumowiczów. Co myślą inni forumowicze, można przeczytać w innym wątku, świeżo założonym przez naszego wielkiego triumfatora. Ja natomiast w tym miejscu napiszę, co sam myślę o najnowszych wywodach Piotra B. Oprócz wyjątkowej pewności siebie wielkiego triumfatora, najbardziej ubawiło mnie jego selektywne podejście do materiałów wytworzonych przez SB. W swoich ostatnich wpisach Piotr B. z wyraźną lubością powołuje się na te fragmenty dokumentów, w których zawarte są pozytywne uwagi na jego temat. Cytuję: „Nawet Pleban w swoim sprawozdaniu z przesłuchania odnotował, że zachowywałem się spokojnie i widać, że jestem inteligentny, ambitny i posiadam zdolność logicznego operowania terminami filozoficznymi. […] Esbecy zignorowali wszystkie te ostrzeżenia ze strony własnej agentury. Mieli od niej wyraźne sygnały, że nie wzywają na przesłuchanie jakiegoś przypadkowego studenta, ale człowieka o dużym już wyrobieniu politycznym, dużej inteligencji, twardym charakterze, dążącym zawsze do przejmowania inicjatywy i rozgrywania sytuacji po swojej myśli”. Koniec cytatu. W tego typu przypadkach dokumenty SB są dla Piotra B. jak najbardziej wiarygodne. Ani mu w głowie pisać, że to tylko element konfabulacji, subiektywne odczucia esbeków i ich agentury itp. Bez skrupułów wykorzystuje on tego typu opinie dla podbudowania swoich twierdzeń. Konfabulacje są tylko tam, gdzie Piotr B. wypada niekorzystnie. Esbecy piszą szczerą prawdę, gdy rozwodzą się nad intelektualnymi walorami Piotra B., ale łżą jak te psy, ilekroć piszą coś takiego, z czego tenże musiałby się dzisiaj tłumaczyć. To przykład wyjątkowo manipulatorskiego podejścia do dokumentów. Piotr B. od początku zarzuca mi rzekome manipulowanie materiałami sprawy „ZEN”, choć nigdy nie miał bezpośredniego wglądu w te materiały i w związku z tym nie jest w stanie ocenić, czy korzystałem z nich w sposób rzetelny czy nie. Fakty wyglądają natomiast tak, że nie dobierałem dokumentów pod kątem szkodzenia Piotrowi B. i nie pomijałem takich materiałów, które byłyby dla niego korzystne. Cytując je, starałem się zachować maksimum obiektywizmu. Inaczej jest z Piotrem B., który stara się selekcjonować materiał źródłowy pod kątem jego osobistych interesów. I kto jest tutaj prawdziwym manipulatorem? Gdyby Piotr B. naprawdę wierzył w to, co pisze tutaj na temat rzekomych konfabulacji Plebana, to całość materiałów sprawy krypt. „ZEN” byłaby dla niego funta kłaków warta. Nie podpierałby się nimi w swoich wywodach, bo cóż warte świadectwo, w którego wiarygodność się nie wierzy? Uderzająca niekonsekwencja Piotra B. w tym zakresie stawia pod wielkim znakiem zapytania szczerość jego wypowiedzi. Nie jedyny to przykład niekonsekwencji w postępowaniu Piotra B. Tłumacząc się z tego, dlaczego podpisał zobowiązanie do zachowania w tajemnicy swojej rozmowy z SB, Piotr B. napisał, że uczynił tak dlatego, by swoim kolegom z TH oszczędzić przykrości związanych z „przesłuchaniem”. W ramach owej szczególnej „troski” naraził on kolegów na to, że bezpieka będzie „przesłuchiwać” ich z zaskoczenia, bo nie raczył uprzedzić ich o takim niebezpieczeństwie! Dziwnym trafem nie przyszło mu do głowy, że przykrość związana z „przesłuchaniem” może być znacznie większa, jeżeli „przesłuchania” takie zaczną spadać na nich jak grom z jasnego nieba. Naiwność i brak wyobraźni wtedy, czy zwykłe krętactwo dzisiaj, gdy Piotr. B. pisze o wydarzeniach sprzed 35 lat? Piotr B. wyklucza jedną i drugą ewentualność, ale trzeciej możliwości nie widać. Osobiście stawiałbym na jedno i drugie, bo Piotr B. nie lubi przyznawać się do swoich błędów i słabości, nawet po wielu latach, i gotów jest wiele zrobić dla ich ukrycia. Taka ułomność psychiczna zżartego przez pychę gościa, który zawsze i wszędzie chce uchodzić za chodzącą doskonałość. Z najnowszych wpisów Piotra B. wynika, że nie musiał on uprzedzać kolegów o niebezpieczeństwie „przesłuchań”, bo członkowie TH nie mieli nic do ukrycia, a poza tym byli takimi twardzielami, że żadne „przesłuchania” nie były im straszne (szczegółowo opisany przykład Sergiusza Kowalskiego itd.). Załóżmy, że to prawda. Dlaczego jednak w takim przypadku Piotr B. wchodził w dwuznaczny moralnie układ z SB w rzekomej chęci uchronienia kolegów przed przykrościami związanymi z przesłuchaniami? Jeżeli członkowie TH nie mieli nic do ukrycia i nie bali się „przesłuchań”, to skąd u Piotra B. taka troska o zaoszczędzenie im podobnych przykrości? Przecież w takim przypadku Piotr B. mógł najspokojniej w świecie oświadczyć esbekom, że nie będzie się do niczego zobowiązywał i poinformuje lojalnie o wszystkim kolegów, przed którymi nie chce mieć żadnych tajemnic. Jeżeli esbecy chcą, to mogą rozmawiać też z kolegami, bo założyciele TH nie robią niczego sprzecznego z prawem i nie mają nic do ukrycia. Koniec kropka. To byłoby najprostsze i najbardziej uczciwe załatwienie sprawy. Dlaczego Piotr B. tak nie postąpił? Dlaczego wybrał podpisanie zobowiązania do zachowania tajemnicy, co naraziło kolegów na dodatkowy stres, związany z tym, że działania SB ich zaskoczą? Widać faktyczne motywy jego postępowania przedstawiały się inaczej niż nam tutaj przedstawia. Ale to nie koniec sprzeczności w wypowiedziach Piotra B. Założyciele TH byli podobno wielkimi twardzielami, odpornymi psychicznie na działania SB, ale trochę wcześniej ten sam Piotr B. sugerował, że jedna z owych osób, Urszula Smerecka mogła już w tamtym czasie współpracować z SB i dostarczać Plebanowi informacji na temat TH. Czy tak postępują niezłomni twardziele, którym niestraszne są żadne „przesłuchania”? Gdzie tu logika, gdzie konsekwencja? Piotr B. najwyraźniej gubi się w swoich konfabulacjach, wymyślając sprzeczne ze sobą wersje historii TH. Teza o rzekomych twardzielach z TH nie wytrzymuje także konfrontacji z tym, co Piotr B. napisał w dniu 14 stycznia br. o zaniechaniu działalności tego towarzystwa. Cytuję: „Działania odwetowe SB wobec rodziców Sergiusza były dla mnie sygnałem, że SB idzie z nami na wojnę. Dlatego skłoniłem członków TH do natychmiastowego opuszczenia jego szeregów. Mogliby w razie czego tłumaczyć, że dla nich jest to sprawa zamknięta, bo nie należą już do TH. Zawiesiłem też wszelkie działania TH. Po prostu przestało ono działać po zaledwie 17 dniach oficjalnego istnienia”. Koniec cytatu. Dziwni to „twardziele”, którzy kończą działalność, gdy dochodzi do „przesłuchań”, których podobno żaden z nich się nie bał! A już Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Dialog operacyjny 15.03.09, 22:57 Dziwni to „twardziele”, którzy kończą działalność, gdy dochodzi do „przesłuchań”, których podobno żaden z nich się nie bał! A już największym „twardzielem” okazuje się tutaj sam inicjator działalności TH, który zarazem okazał się także grabarzem tego przedsięwzięcia. Z tego, co sam napisał w dniu 14 stycznia br., wynika, że jako pierwszy podwinął ogon pod siebie i wezwał kolegów do rozwiązania towarzystwa. Ten rzekomy chojrak i bohater, który na pierwsze spotkanie z esbekami poszedł w „barwach wojennych”, a potem wciągnął esbeków w sprytnie zastawioną przez siebie pułapkę! Ciekawy to przykład bojowości i niezłomności! Nie twierdzę, że członkowie TH mieli szarpać się z esbekami i na siłę realizować swoje zamierzenia. Mieli oni prawo do lęku o swoją przyszłość i nie można potępiać ich za to, że w pewnym momencie woleli spasować. Nie każdy musi być bohaterem. Chodzi tylko o to, by Piotr. B. nie wciskał nam tutaj kitu na temat tego, co działo się w latach 1973-1974. Jego opowieści na ten temat ewidentnie nie trzymają się kupy, a to świadczy o tym, że Piotr B. stara się coś ukryć. To oczywiste świadectwo tego, że Piotr B. mataczy. Piotr B. pozuje na wielkiego znawcę zagadnień prawnych i politycznych. Podobno był bardzo wyrobiony w tym zakresie już w latach 1973-1974. Górował pod tym względem nad esbekami i dlatego potrafił ich przechytrzyć. Tak to wygląda z jego punktu widzenia. Ten wielki znawca prawa nie widzi jednak zasadniczej różnicy między przesłuchaniami a rozmowami prowadzonymi z nim przez SB w ramach sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. „ZEN”. Cały czas pisze tutaj o przesłuchaniach, a tymczasem nie były to żadne przesłuchania, lecz rozmowy wyjaśniające, a później rozmowy o charakterze dialogu operacyjnego. To wielka i bardzo istotna różnica! W sprawie TH nie było prowadzone żadne dochodzenie. Nie było zarzutu naruszenia prawa, nie było podejrzanych ani świadków w rozumieniu KK i KPK. Założono tylko sprawę operacyjnego sprawdzenia krypt. „ZEN”, w ramach której SB miała wyjaśnić zaistniałą sytuację. To wszystko. W związku z tym nikogo formalnie nie przesłuchiwano, a jedynie prowadzono rozmowy wyjaśniające. Sytuacja mogłaby ulec zmianie, gdyby SB zdecydowała się na wyciągnięcie konsekwencji prawnych wobec Sergiusza Kowalskiego w związku z organizacją „nielegalnego” zebrania, ale od zamiaru tego odstąpiono, ponieważ kolidowałoby to z planami wrocławskiej SB w stosunku do Piotra B. Gdyby Piotr B. był przesłuchiwany, to musiałby występować w charakterze podejrzanego lub świadka. Przysługiwałyby mu wtedy określone uprawnienia, o których esbecy mieliby obowiązek go pouczyć. Przesłuchanie byłoby protokołowane itp. Tymczasem wielki znawca prawa, „mistrzowsko” rozgrywający sprawę z SB, Piotr. B. dał się „przesłuchiwać” bez protokołu, nie pytał w jakim występuje charakterze (jako podejrzany czy jako świadek) itp. Rozmawiał poza protokołem, pisał jakieś kwity na żądanie SB (zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy, oświadczenie na temat ZEN i TH) itp. Tak się nie zachowuje osoba dobrze znająca prawo. To typowe zachowanie prawnego i politycznego żółtodzioba, którego esbecy wodzą za nos i wciągają do bardzo niebezpiecznej gry. I faktycznie Piotr. B. dał się wciągnąć do gry. Przez długi czas zachowywał milczenie wobec kolegów, co pozwalało esbekom na działanie z zaskoczenia. Potem robił jeszcze większe błędy, godząc się na konspiracyjne spotkania z esbekiem w kawiarni czy hotelu. Chcę wierzyć, że nie wynikało to ze złej woli, ale z naiwności i braku doświadczenia, ale w żadnym wypadku nie przynosi to chwały. Tu naprawdę nie ma się czym chlubić. Gdyby Piotr B. naprawdę chciał „załatwić” esbeków, można było zrobić to w bardzo prosty sposób, bez wchodzenia w żadne dwuznaczne moralnie układy. Wystarczyło spytać o prawną podstawę działań SB wobec jego osoby i żądać postępowania zgodne z obowiązującym wówczas prawem. To automatycznie ograniczyłoby możliwości działania SB, bo tak naprawdę to w sprawie TH działali oni prawem kaduka. Jeżeli Piotr B. naprawdę uważał, że jest przesłuchiwany i wiedział, co to jest przesłuchanie, to należało domagać się postępowania zgodnego z Kodeksem postępowania karnego – informacji, w jakim charakterze występuje, pouczenia o przysługujących uprawnieniach, protokołowania wypowiedzi itp. Szybko okazałoby się wtedy, że nie jest to żadne przesłuchanie, a tylko rozmowa wyjaśniająca, i Piotr B. nie musiałby myśleć o przykrościach związanych z przesłuchiwaniem jego kolegów (nie byłoby przecież żadnych przesłuchań we właściwym tego słowa znaczeniu). Piotr B. był jednak takim żółtodziobem, że w ogóle nie przyszło mu to do głowy! Tak wygląda prawda na temat jego „mistrzowskiego” rzekomo postępowania wobec esbeków. Najdziwniejsze jest to, że Piotr B. nie uprzytomnił sobie tego do dzisiaj, choć minęło już przecież 35 lat. Nadal pisze bzdury o przesłuchiwaniu go przez SB, pokazując w ten sposób, że jego wiedza prawna nie poczyniła przez ten czas większych postępów. No chyba, że jest to kolejna manipulacja z jego strony, obliczona na wykorzystanie prawnej nieświadomości innych osób. To bzdura, że Piotr B. wciągnął esbeków w pułapkę. To oni wciągnęli go w pułapkę, wykorzystując jego prawną ignorancję, i skutki tego trwają do dzisiaj, bo Piotr B. nadal tkwi w psychologicznej pułapce, niezdolny do uczciwego zmierzenia się z całą prawdą na temat swojej przeszłości. Piotr B. nigdy nie miał do czynienia z oryginalnymi dokumentami z zasobów IPN. Nie potrafi on zdobyć się nawet na to, by wystąpić do IPN o wgląd w dokumenty dotyczące jego osoby. W jednym ze swoich ostatnich wpisów kreuje się jednak na wielkiego znawcę „teczek”, pisząc coś takiego: „Jeśli ja cokolwiek rozumiem z esbeckich procedur, to informacje na temat mnie, czyli figuranta (inwigilowanego) powinny były pochodzić od różnych TW, KO etc. Tymczasem podejrzany osobnik przedstawia to tak, jakby SB informacje o figurancie pozyskiwała od samego figuranta. I jeszcze zlecała figurantowi zadania. Żeby w taką brednię uwierzyć, to trzeba być Bereszyńskim, albo przynajmniej idiotą”. Koniec cytatu. I znowu można zastanawiać się, jak to jest z Piotrem B. Czy jest on tylko zadufanym w sobie ignorantem o chamskich manierach, wypowiadającym się z wielką pewnością siebie o sprawach, o których nie ma najmniejszego pojęcia? Czy może sprytnym kombinatorem, liczącym na wykorzystanie innych osób? To, że ktoś był figurantem sprawy operacyjnego sprawdzenia, nie znaczy wcale, że pozyskiwane przez SB informacje musiały pochodzić z innych źródeł, a nie od niego. Prowadząc działania sprawdzające, SB próbowała rozmawiać także z figurantami danej sprawy. Sam Piotr B. przyznaje, że z nim też rozmawiano, trudno więc zrozumieć jego dziwne wątpliwości w tym zakresie. Czasami rozmowy prowadziły do nikąd, bo figuranci okazywali się nieugięci i nie chcieli udzielać żadnych informacji. Bywało jednak i tak, że ten czy ów figurant dał się wciągnąć w rozmowy, które w związku z tym co jakiś czas powtarzano. Niekiedy udawało się nawiązać z figurantem tzw. dialog operacyjny, dzięki któremu SB mogła aktywnie wpływać na postępowanie danej osoby, a nawet pozyskiwać od niej informacje na temat osób trzecich. Taki dialog operacyjny okazywał się nierzadko (choć nie zawsze) przedsionkiem do formalnej współpracy z SB. Dana osoba przestawała wtedy być figurantem sprawy operacyjnej i była rejestrowana w charakterze TW czy kontaktu operacyjnego. Badając materiały z zasobów IPN widziałem sporo przypadków takiego stopniowego przekształcania figurantów we współpracowników SB. Był to, można powiedzieć, chleb codzienny SB. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Dialog operacyjny (2) 15.03.09, 22:59 W przypadku Piotra B. widzimy, jak w ramach sprawy operacyjnego sprawdzenia udało się nawiązać dialog operacyjny, stwarzający w oczach SB nadzieję na formalne zwerbowanie Piotra B. w charakterze TW. Było to możliwe dzięki nierozważnemu postępowaniu Piotra B., który dał się wciągnąć esbekom do prowadzonej przez nich gry operacyjnej. Nie wiem, jak ostatecznie zakończyła się ta gra, ponieważ przeglądałem tylko materiały sprawy krypt. „ZEN”, którą zakończono w październiku 1974 r. Nie wiem, co działo się później wokół Piotra B. On sam pisał tutaj o swoim ostatnim spotkaniu z por. Plebanem, które odbyło się – według jego własnych sugestii – w 1975 r. Sprawa miała zatem jakiś ciąg dalszy. Nie chcę jednak wdawać się w żadne spekulacje na ten temat. Interesują mnie tylko fakty. Są na tym świecie kanalie, zdolne do formułowania najpodlejszych pomówień wyłącznie na podstawie swoich domniemań i spekulacji. Ja nie zaliczam się jednak do tego gatunku osób i nie będę uprawiać tutaj (ani nigdzie indziej) podobnej działalności. Twierdzę tylko, że Piotr B. dał się wprowadzić esbekom na bardzo złą i niebezpieczną drogę i fakt ten mógł w negatywny sposób zaciążyć na jego późniejszych losach (tak np. esbecy mieli szansę kompromitowania go z powołaniem się na fakt konspiracyjnych spotkań w kawiarni czy hotelu). Nadal nie wierzę w to, by Pleban zmyślał swoje spotkania z Piotrem B. Za drogo mogłoby go to kosztować, a motywu takiego działania w ogóle nie widać. To nonsens, że Pleban przypisywał Piotrowi B. informacje pozyskiwane od TW ps. „11S”. Esbek ten musiałby być kompletnym idiotą, żeby ukrywać faktyczne spotkania z TW ps. „11S” i pozyskiwane z tego źródła informacje, a zamiast tego pisać o fikcyjnych spotkaniach z Piotrem B. Gdyby chciał wykazać się przed przełożonymi, to z lepszym powodzeniem mógłby osiągnąć taki efekt pisząc o częstych i owocnych informacyjnie spotkaniach z TW ps. „11S”. Miałby czym się chwalić, bez ryzyka, że ktoś przyłapie go na kłamstwie. Piotr. B. zrozumiał chyba w końcu, że jego pokrętne i sprzeczne wewnętrznie wyjaśnienia tylko pogarszają jego sytuację, dlatego postanowił uciec z tego wątku. Założył nowy wątek, poświęcony wypisywaniu coraz obrzydliwszych insynuacji na mój temat. To taka jego zemsta za ujawnienie mętnych spraw z jego przeszłości. W działaniu tym znalazł godnego siebie sprzymierzeńca w osobie niejakiego Zbigniewa Szatyńskiego („tao szatański”), znanego od dawna wielu forumowiczom jako jednostka o ewidentnie patologicznej osobowości. Tylko pogratulować takiego sprzymierzeńca! Nie zamierzam uczestniczyć w tej żałosnej zabawie. Wystarczy, że Piotr B. sam siebie kompromituje takimi działaniami i takimi sojuszami. Trzymam się faktów, a wytwory czyjejś złośliwości i chorej wyobraźni mnie nie interesują. Od zajmowania się takimi zjawiskami są inni specjaliści. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski errata 15.03.09, 23:10 Poprawne brzmienie jednego z akapitów w drugim odcinku powyższego tekstu: I znowu można zastanawiać się, jak to jest z Piotrem B. Czy jest on tylko zadufanym w sobie ignorantem o chamskich manierach, wypowiadającym się z wielką pewnością siebie o sprawach, o których nie ma najmniejszego pojęcia? Czy może sprytnym kombinatorem, liczącym na wykorzystanie niewiedzy innych osób? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Wyjaśnienia (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:29 1) Do czerwca 1970 byłem uczniem XIV LO w Warszawie. Od września 1970 kontynuowałem naukę w I LO w Opolu. Podczas nauki w Warszawie poznałem Sergiusza i Stefana, z którymi utrzymywałem kontakt korespondencyjny, gdy byłem już w Opolu. Interesowały nas (tzn. głównie Sergiusza i mnie) problemy filozoficzne, żartobliwie mówiąc typu: Czy śrubokręt ma oddzielną śrubokrętową duszę, czy też partycypuje we wspólnej duszy całego wszechświata? Rozważaliśmy utworzenie legalnego, najprostszego stowarzyszenia zwykłego, czyli wymagającego trzech założycieli. Takie stowarzyszenia nie miały praktycznie żadnych praw, poza tym, że gdy ich członkowie chcieli spotkać się i podyskutować, to nie musieli zgłaszać tego władzom. Do jesieni 1972 dyskusja nie wyszła poza krąg nas trzech, tj. Sergiusza, Stefana i mnie. Prowadzona była wyłącznie korespondencyjnie, bo nie mogłem wówczas jeździć do Warszawy. Czy trzech 18-latków korespondujących na dość egzotyczne tematy filozoficzne i myślących o tym, by zgłosić we właściwym urzędzie zamiar dalszego dyskutowania w formie stowarzyszenia zwykłego, to był powód do otwarcia przez SB Sprawy Operacyjnego Sprawdzenia? Gdybym wtedy mówił komuś, że czuję, iż SB inwigiluje mnie w tej sprawie, to ludzie stukaliby się palcem w czoło mówiąc, że mam manię prześladowczą. Tymczasem z ujawnionych przez Bereszyńskiego materiałów wynika, że SB kontrolowała moją korespondencję, że obstawiła mnie swoimi TW, że pracowicie zbierała informacje o moich bliskich, że podjęła różnorodne działania neutralizacyjne wobec mnie etc. Zwracam na to uwagę tym, którzy uważają, że redaktor i wydawca gazety, która nie koniecznie podoba się władzom, a ma ładnych kilka tysięcy czytelników, absolutnie nie może być dziś przedmiotem zainteresowania służb specjalnych. 2) Przed laty zostałem wezwany do urzędu skarbowego w sprawie kontroli „dochodów” „Beczki” za lata 1995 i 1996. „Beczka” wychodziła wtedy w niskim nakładzie (średnio 500 egz.), pięć razy w roku, przy cenie 30 gr za egzemplarz i bardzo małej liczbie reklam. Koszty druku i kolportażu w sposób oczywisty przekraczały wpływy i, mimo że wszyscy pracowali za darmo, dokładałem do interesu. Zdziwiło mnie więc, że urząd skarbowy chce tracić czas na kontrolę rzekomych dochodów tak wątłej gazetki. Rozmowa w urzędzie skarbowym zdziwiła mnie jeszcze bardziej. Wydawało mi się, że padają w niej zawoalowane groźby, chyba bezprawne. Jakiś czas później ktoś poufnie poinformował mnie, że panie z urzędu skarbowego konsultowały się w mojej sprawie z urzędem wojewódzkim. To jeszcze bardziej mnie zdziwiło, bo nie słyszałem, by prawo przewidywało takie działania. Na koniec jednak, po moich wyjaśnieniach, urząd skarbowy zamknął sprawę. Założyłem, że to wszystko efekt czyjegoś donosu, ale brałem też pod uwagę możliwość, że ktoś chciał mi dać ostrzeżenie (tak jak SB w 1981). Te obawy nasiliły się, gdy w 2003 urząd skarbowy przystąpił do kolejnej kontroli „Beczki”, obejmując nią od razu sześć lat: 1997, 1998, 1999, 2000, 2001 i 2002. Przez trzy lata, aż do 2006, musiałem bez przerwy składać kolejne wyjaśnienia i robić kolejne analizy. Setki, setki stron pism. Urząd kolejnymi decyzjami nakładał na mnie obowiązek płacenia kolejnych sum (musiałem się zapożyczyć, by to popłacić). Blokowano mi konto. Na koniec wszystkie decyzje uchylono, a wszystkie pieniądze zwrócono mi z odsetkami, bo wyszło jednak, że „Beczka” nie miała żadnych ukrytych dochodów. Nie sądzę, by była w Polsce społecznie wydawana gazeta, podobna do „Beczki”, którą urząd skarbowy badałby aż tak wnikliwie. Chcę mimo to wierzyć, że te kontrole nie miały podłoża politycznego. Wolę, żeby tak było. (ciąg dalszy w następnym poście) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Wyjaśnienia (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:33 3) „Beczka” nieraz wkraczała w sprawy, w których mogły być obecne dzisiejsze służby specjalne. Nie chcę o tych sprawach pisać, bo oficjalnie służb w nich nie było. Zrobię wyjątek dla jednej, w której służby same się ujawniły. W „nto” z 5 grudnia 2005 zamieszczono tekst zatytułowany „ABW sprawdza wójtów xxxxxxxxx”. (Nie podaję nazwy gminy, bo nie chcę, by łapała to wyszukiwarka. Chodzi w końcu o konkretnych ludzi.) Tytuł wybito ogromnymi literami na pierwszej stronie „nto”, dodając zdjęcia aktualnego i poprzedniego wójta, mimo ich sprzeciwu. Z artykułu w „nto” wynikało, że RIO dopatrzyła się nieprawidłowości w jednym z gminnych przetargów (z 2001) i zawiadomiła o tym ABW. Natychmiast zareagowałem na ten tekst w „Beczce”, zwracając uwagę, że sprawa śmierdzi. We wspomnianym przetargu uczestniczyło 16 firm. Gdyby choć jedna uważała, że coś jest nie tak, to odwołałaby się. Sprawa trafiłaby zapewne do sądu i sąd rozstrzygnąłby, czy przetarg przeprowadzono prawidłowo, czy nie. Zwracałem też uwagę, że ABW nie jest właściwa dla gminnych przetargów. W artykule z „nto” było więcej absurdów. W tej pierwszej publikacji zasygnalizowałem je tylko, bo nie było czasu na dokładniejsze sprawdzanie. W „Beczce” z 4 stycznia 2006 zamieściłem już obszerny tekst, zatytułowany „Z czyjego palca +nto+ wyssała aferę wójtów xxxxxxxxx?” Pisałem w nim szczegółowo o dziwnym postępowaniu „nto”, o tendencyjnie dobranych wypowiedziach „mieszkańców”, o nie zamieszczeniu sprostowania wójtów, etc. Wyjaśniałem ten temat aż do kwietnia. Okazało się, że to nie RIO wciągnęła w sprawę ABW, ale ABW wciągnęła RIO. Na pytanie, dlaczego w ogóle rozkręcono sprawę, ABW zasłoniła się „klauzulą niejawności”. Wójtów oczywiście w międzyczasie „oczyszczono” w „nto” małym tekścikiem ukrytym na piątej stronie. Pomawiano ogromnym tytułem na pierwszej stronie i całostronicowym materiałem na stronie trzeciej. Na koniec ktoś, kto przedstawiał się jako „z nto”, wyjaśnił na tym forum, że „nto” dostała „newsa z ABW” i dlatego przywaliła wójtom. Bardzo to dziwna relacja gazety ze służbami. Moja obawa w tej sprawie była taka, że ABW miała w gminie swojego kandydata na wójta, a do wyborów w 2006 czas liczył się już na miesiące. Mam nadzieję, że ta moja obawa była tylko urojeniem, ale jeśli nie, to znaczy, że w jakimś stopniu pomieszałem ABW szyki (we wspomnianej gminie mam sporo czytelników). Jeśli pomieszałem też szyki w innych, czasem poważniejszych sprawach, to mogłem się spodziewać jakichś przeciwdziałań, np. dyskredytowania mnie. 4) W marcu 2008 rozpocząłem na tym forum wątek „Marzec 68 - czy Polacy to naziści?”. Do wątku tego wkroczył Bereszyński. Nie wkroczył, by wspólnie ze mną szukać prawdy, ale by mnie neutralizować (ja odróżniam te dwie postawy). Oczywiście daleki jestem od twierdzenia, że neutralizował mnie na zlecenie służb. Mógł mnie przecież neutralizować z poczucia obywatelskiego obowiązku. Tyle tylko, że gdy ktoś wygłasza publicznie poglądy niemiłe władzy, a ktoś inny neutralizuje go, forsując poglądy miłe władzy, to trzeba przynajmniej dopuścić ewentualność, że robi to w ramach służby. Ja w duchu dopuściłem tę ewentualność, ale nie nagłaśniałem tego przypuszczenia. Wolałem wierzyć, że Bereszyński neutralizuje mnie wyłącznie z poczucia obywatelskiego obowiązku. (ciąg dalszy w następnym poście) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Wyjaśnienia (3) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:39 5) W sierpniu 2008 otwarłem kolejny wątek, zatytułowany „Czy SB reżyserowała 1989 rok?” Na wstępie zamieściłem tam dane o wzroście płac realnych w Polsce rok po roku od 1957 do 2006. Już ze względu na same tylko te liczby wątek zasługiwał na uwagę, bo liczb tych nikt nigdzie wcześniej nie ujawnił, zapewne by ludzie zbyt dużo nie wiedzieli (jeśli ktoś wskaże jakiekolwiek miejsce wcześniejszego ujawnienia tych liczb, to będę mu bardzo wdzięczny). W tym wątku pojawił się neutralizujący mnie Antars, a potem neutralizujący mnie Bereszyński. Wtedy jeszcze nie przypuszczałem, że to jedna i ta sama osoba. Wskazał na to dopiero później pan Andrzej Szubert. Nie wiem pod iloma jeszcze innymi nickami Bereszyński mnie neutralizował. Fakt, że w drugim już wątku Bereszyński neutralizuje mnie z pozycji propaństwowych, wzmocnił moje podejrzenia, tym bardziej, że już od pewnego czasu wiedziałem, iż zgłosił on wcześniej gotowość pracy dla służb specjalnych III RP, czego zresztą się nie wypiera. Informacja ta znalazła się np. na łamach uniwersyteckiego „Indeksu” z maja-czerwca 2008. Dalej jednak nie nagłaśniałem swych podejrzeń, zakładając, że to wszystko jest jednak przejawem poczucia obywatelskiego obowiązku u Bereszyńskiego. W grudniu 2008 Bereszyński przystąpił jednak do dyskredytowania mnie na tym forum, jako rzekomego współpracownika SB. Bereszyński oczywiście nigdy tego zarzutu mi nie postawił, bo wie, że w żaden sposób nie da się go w sądzie obronić, ale tak formułował swe insynuacje, by forumowicze zrozumieli, że byłem współpracownikiem SB. Nie wykluczam, że Bereszyński zamieszczał insynuacje pod nazwiskiem, a potem pod różnymi nickami „rozumiał” te swoje insynuacje jako twierdzenia, chcę jednak wierzyć, że tak nie było. Jeśli jednak ci wszyscy, którzy „zrozumieli”, że Bereszyński zarzucił mi współpracę z SB są autentyczni, to są oni oskarżycielami Bereszyńskiego. Ja trzymam się zasady, że gdy ktoś zabiera publicznie głos, to ma obowiązek brać pod uwagę zdolność rozumienia jego wypowiedzi przez tych, którzy go słuchają. Piszący na forum odpowiada więc nie tyle za to, co literalnie napisał, ale za to, jak go zrozumiano. Wydaje mi się, że w przypadku moich wypowiedzi forumowicze doskonale rozumieją, iż chodzi mi o podejrzenia wobec Bereszyńskiego, a nie o oskarżenia. Nawet po rozpoczęciu przez Bereszyńskiego dyskredytowania mnie na forum insynuacjami, jakobym mógł być współpracownikiem SB, nie podnosiłem swych wątpliwości, co do jego ewentualnej roli. Usiłowałem spokojnie wszystko rozplątywać. Ale minął miesiąc i nie było próby wycofania się. Dlatego 28 stycznia pierwszy raz puściłem sygnał, wskazujący już wyraźnie na moje wątpliwości. Podkreślam jednak, że cały czas są to tylko moje wątpliwości, a nie twierdzenia. 6) Nie lubię prowadzenia „wojen” na forum i wielokrotnie dawałem temu wyraz. Całkiem niedawno zareagowałem natychmiast pozytywnie na propozycję pana Mieszańca, by tę sprawę jakoś bezboleśnie zakończyć. Ale tu nie wystarczy chęć z mojej strony. Jeśli z drugiej strony nie ma woli wspólnego szukania honorowego wyjścia ze skomplikowanej sytuacji, to znaczy, że ja chyba powinienem dalej walczyć o swe dobre imię. Nie jestem wprawdzie szczególnie przywiązany do swego dobrego imienia, ale muszę mieć na względzie innych, dla których to moje dobre imię jest jakoś tam ważne. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski komentarz dla forumowiczów 13.06.09, 16:14 W charakterze komentarza do powyższych "wyjaśnień" Badury podaję link do tego, co napisałem już w innym wątku tego forum: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=95572683&a=96572402 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=95572683&a=96580593 Dodam jeszcze, że specjalnością Badury jest tchórzliwe uchylanie się od odpowiedzialności prawnej za to, co wypisuje na tym forum. Dlatego swoim insynuacjom i oszczerstwom nadaje on formę podejrzeń, pytań itp. To wyjątkowo łajdacka forma walki z ludźmi. Uczciwy człowiek nie bawi się w publiczne szerzenie domysłów czy podejrzeń. Pisze tylko to, za co gotów jest odpowiadać nawet przed sądem. Tylko oszczercy o tchórzliwej naturze rozsiewają plotki i niesprawdzone podejrzenia. Ja nie wykroczyłem poza ujawnienie tego, co mówią zachowane dokumenty. Wszystko, co napisałem, jest łatwe do sprawdzenia. Badura wyłącznie zmyśla i konfabuluje. Ale najbardziej obrzydliwe ze wszystkie są jego cwaniackie, asekuranckie wypowiedzi w rodzaju: "chodzi mi o podejrzenia wobec Bereszyńskiego, a nie o oskarżenia", "są to tylko moje wątpliwości, a nie twierdzenia" itp. Niestety Badura nie należy do bohaterów. Potrafi opluć człowieka, ale nie stać go na to, by ponieść konsekwencje swojego postępowania. Przekonałem się o tym więcej niż roku temu, tocząc z nim spór na temat Marca’68. W pewnym momencie powołałem się na poważną pracę naukową Dariusza Stoli pt. "Kampania antysyjonistyczna w Polsce". Badura, wiele nie myśląc, wypalił wówczas na tym forum, że prof. Stola jest "agentem" i ma swoje "służbowe podporządkowanie". Podobno miał wówczas trochę w czubie: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79115163 Po kilku godzinach, w innym stanie ducha i umysłu, Badura wpadł w panikę na myśl o możliwych konsekwencjach swojego postępowania i zaczął w żałosny sposób "odkręcać" to, co nabroił poprzedniego dnia wieczorem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79116527 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79271568 Sądzę, że pod wpływem "promili" Badura napisał to, co naprawdę myśli ("in vino veritas"), ale na trzeźwo nie miał odwagi zmierzyć się z groźbą ewentualnych konsekwencji z tego tytułu. W ten sposób wyszła na jaw cała prawda o jego osobowości. Przeszedłem wówczas do porządku nad tym żałosnym incydentem. Nie chciałem być złośliwy wobec Badury, choć aż prosiło się, aby go odpowiednio "wypunktować". Wracam do tej sprawy dopiero teraz, ponieważ sam zacząłem być oskarżany przez Badurę o rzekome związki agenturalne. Różnica jest tylko taka, że tym razem Badura jest bardziej przebiegły i swoje łajdackie pomówienia prezentuje w bezpiecznej dla niego formie pytań, podejrzeń itp. Warto w tym kontekście przywołać opisany powyżej incydent sprzed kilkunastu miesięcy, bo wiele mówi on o Badurze i jego metodach działania (także w stosunku do mnie). Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 14.06.09, 19:10 Jeszcze dwie uwagi tytułem dopełnienia. Uwaga numer jeden. Badura pisze, że w swoich dyskusjach z nim (na temat Marca’68 i początków transformacji systemowej w Polsce) prezentowałem poglądy „propaństwowe” i „miłe władzy”. Szkoda, że Piotr B. nie wyjaśnił, o jaką władzę konkretnie mu chodzi, bo mamy w Polsce różne władze o rozmaitym nastawieniu. Czy chodziło mu o prezydenta Kaczyńskiego czy może o premiera Tuska? A może o wojewodę opolskiego lub marszałka woj. opolskiego? To różnica dość istotna, bo nasze elity władzy są, jak ogólnie wiadomo, dalekie od jednomyślności. W dyskusjach z Badurą prezentowałam dokładnie takie same poglądy, jakie głosiłem w latach 80. Wtedy były to poglądy „antypaństwowe”, a za ich głoszenie ówczesna władza „wynagrodziła” mnie 10-miesięcznym internowaniem w okresie stanu wojennego. Oczywiście jestem „propaństwowy”, bo interes niepodległego państwa polskiego jest dla mnie wartością nadrzędną. PRL natomiast nie była moim państwem i na tym głównie tle spierałem się z Badurą (on uważa PRL za legalne państwo, a SB za legalną służbę tegoż państwa, z czym ja absolutnie się nie zgadzam). Uwaga numer dwa. Badura wymyślił sobie, że to „służby specjalne” kazały mi dyskutować z nim na temat Marca’68 oraz roli SB w przemianach ustrojowych z lat 1988-1989. Żeby go „neutralizować”… Ktoś ślęczy miesiącami w archiwach i bibliotekach tylko po to, by na zlecenie bliżej nieokreślonych służb „neutralizować” jakiegoś wydawcę wiejskiej gazetki poprzez dyskutowanie z nim na forum internetowym! Taki ważny jest ten wydawca!... Trzeba być doprawdy super-hiper-ekstra-megalomanem, żeby wykombinować sobie coś takiego! Wydarzenia z Marca’68 oraz rola SB w przemianach ustrojowych z lat 1988-1989 były przedmiotem moich wystąpień na poważnych konferencjach naukowych, organizowanych m. in. przez IPN: www.ipn.gov.pl/portal/pl/2/7009/ ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=393&id=9767&sid=acc1f8d4508d2c16ccff2e82db509ceb Plonem owych konferencji są lub będą poważne publikacje o charakterze naukowym. Między innymi wydana w ostatnim czasie książka – praca zbiorowa o Marcu’68: www.ksiegarniaeuropejska.com.pl/modules.php?name=Sklep&plik=lista&nazwa=opis&nr_katal=9788373953277&spisTR=1&store_id=2 Taki był cel mojego ślęczenia nad tymi zagadnieniami, a nie użeranie się z Badurą na forum GW. Nie zauważyłem, aby Piotr B. pojawił się na którejś z wymienionych konferencji – ani jako autor referatu ani jako dyskutant (zdobył się tylko na dyletancki felietonik, wydrukowany w jednym z zeszłorocznych numerów „Indeksu”). Na tym między innymi polega różnicą między mną i Badurą. Ja staram się wnieść jakiś wkład w badanie przeszłości, on buja w obłokach, skupiony głównie na własnej osobie i swoich fantasmagoriach. Swoje dyskusje z Badurą traktowałem jako rozrywkę na marginesie swojej działalności badawczej. On tymczasem widział w tym jakieś tytaniczne zmagania ze służbami itp. Sytuacja jak z powieści Cervantesa. Mój błąd polegał na tym, że wdałem się w dyskusje z kimś, kto absolutnie nie nadaje się na dyskutanta, bo po pierwsze przeważnie bywa kompletnym dyletantem w danej sprawie, a po drugie - wszędzie węszy spiski na jego szkodę i każda różnica zdań wydaje mu się podejrzana. Już szereg osób na tym forum przekonywało mnie, abym dał sobie spokój z dyskusjami z Badurą, bo człowiek ten na to nie zasługuje. Osoby te mają absolutną rację i ja także przestrzegam innych forumowiczów przed jakimikolwiek dysputami z Piotrem B. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Pieniądze już nie istnieją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 00:09 Pogląd, iż Marks twierdził, że w komunizmie każdy będzie sobie brał ze sklepu co chce i ile chce, nic za to nie płacąc, opiera się zwykle na stwierdzeniu, że w komunizmie będzie obowiązywała zasada „od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb”, a ponadto nie będzie przecież pieniędzy. W sprawie tej Marks wypowiedział się w „Uwagach na marginesie programu Niemieckiej Partii Robotniczej”, czyli „Krytyce Programu Gotajskiego”. Tekst ten dostępny jest pod adresem: marxists.anu.edu.au/polski/marks-engels/1875/gotha/gotha.htm Z dzieła tego istotnie wynika, że Marks przewiduje likwidację pieniądza. Nie rozumiał tego jednak w ten sposób, że każdy bierze sobie w sklepie co chce i ile chce. Marks przewidywał, że zamiast pieniędzy będziemy posługiwać się pokwitowaniami za pracę. Każdy towar wyceniony byłby wg pracy, która potrzebna jest na jego wytworzenie. Pracownicy za swą pracę otrzymywaliby pokwitowania, określające ile pracy wykonali. Za te pokwitowania mogli brać sobie w sklepie towary, ale tylko w takiej cenie, na ile mają pokwitowania za pracę. Jeśli więc ktoś miałby pokwitowania na 500 jednostek pracy, to mógłby wziąć sobie w sklepie najwyżej tyle towarów, których wytworzenie wymagało 500 jednostek pracy. Dziś jest właśnie tak, jak Marks przewidywał. Pieniądze zostały już dawno zlikwidowane. To, co uważamy za pieniądze, to w istocie tylko pokwitowania za pracę. W czasach Marksa pieniądz to był kruszec lub banknot mający pokrycie w kruszcu, zmagazynowanym w banku emisyjnym. Dzisiejsze „pieniądze” nie mają żadnego pokrycia w kruszcu. Ich pokryciem są wytworzone przez pracujących towary. Nie są to więc pieniądze, ale pokwitowania za pracę. Podobnie jest z zasadą „każdemu wg potrzeb”. Nie oznaczała ona, że każdy bierze sobie w sklepie ile mu się uśni i tego co mu się uśni. Ta zasada oznaczała, że podział dóbr nie nastąpi wg tego, ile kto przepracował, ale wg tego, ile kto potrzebuje. Potrzeby miały być zaspakajane w równym stopniu dla wszystkich, niezależnie od tego, kto ile pracował. Mniej więcej tak właśnie dziś jest. Jeśli ktoś urodzi się inwalidą, to przez całe życie będzie w większym bądź mniejszym stopniu dofinansowywany (głównie rentą inwalidzką). Jego potrzeby będą więc zaspokojone w stopniu wyższym, niż to wynika z jego pracy, według jego potrzeb, a nie według jego pracy. To oznacza, że potrzeby pracujących muszą nieraz być zaspokojone w stopniu niższym, niż wynika to z ich pracy, bo z owoców ich pracy będą korzystać np. inwalidzi. Także pracujący dostaną więc wg potrzeb (czyli mniej niż mieliby wg pracy). System ubezpieczeń to nic innego, niż marksowskie „każdemu według potrzeb”. Dlaczego więc, mimo że tak łatwo sprawdzić, co pisał Marks, wielu powtarza brednie propagandystów? Myślę, że ludzie boją się uważać inaczej, niż uważa tzw. opinia publiczna. Nie jest tak trudno uważać inaczej, niż uważa władza, ale uważać inaczej niż opinia publiczna? O nie, to wymaga ogromnej odwagi. Na tym forum widzę to np. w sprawie Marca 1968. Propagandyści wytworzyli pewien obraz Marca 1968. Budzi on ogromne wątpliwości, a mimo to wielu woli trzymać się tej wątpliwej wersji, niż zdobyć się na odwagę myślenia wbrew tzw. opinii publicznej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zenek Re: Pieniądze już nie istnieją IP: 77.252.18.* 21.12.08, 08:51 a co jeśli władza ma rację? kiedy budowano autostradę a4 to kto prostestował? teraz wiadomo, że te protesty to był pic na wodę, bardzo dobrze, że władza postawiła na swoim i bardzo dobrze, że jest autostrada, inaczej na wschodnia czesc śląska jechalibyśmy z 5 godzin Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mobber Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.chello.pl 21.12.08, 09:41 Tą a nie tę Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zx Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.punkt.pl 21.12.08, 11:54 "Zostali sukcesywnie, jeden po drugim, zepchnięci na jakiś boczny tor. Wtedy połowie lat 70. wydawało mi się bardzo dziwne, że PZPR metodycznie eliminuje swych najbardziej ideowych ludzi." CO W TYM DZIWNEGO? STALIN CO PEWIEN CZAS ROBIŁ CZYSTKI I LIKWIDOWAŁ ZAGRAŻAJĄCYCH MU (CZYT.: ZDOLNYCH) NP. SWOICH NAJLEPSZYCH GENERAŁÓW. NIC DZIWNEGO, NIC NOWEGO. A DZIŚ? NADAL RZĄDZĄ MIERNOTY. I TAK CHYBA POZOSTANIE, BO JEST ICH PO PROSTU WIĘCEJ. The fate of all mankind is in the hands of fools. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Mówimy o trochę innych sprawach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 18:31 Szanowny Panie ZX Ludzie z kręgu klubu Progres, których w dziwny sposób eliminowano z życia partyjnego, nie byli groźni dla nikogo we władzach partii z powodu tego, że mogli zająć jego stanowisko. To nie byli politycy, ale ideolodzy. Ja rozumiałem to wtedy tak, że PZPR nie chce już ideologii marksistowskiej i ci ideolodzy z Progresu są kłopotem, bo pokazują, że to nie miało być tak. Wtedy, w początkowych latach Gierka, nie wiedziałem dlaczego PZPR postanowiła wziąć rozbrat z marksizmem. Prawdę powiedziawszy mało mnie to zresztą obchodziło. Zarejestrowałem tylko w pamięci to, że tak właśnie jest. Dziś, z perspektywy czasu, wydaje mi się, że Władysław Gomułka był ostatnim ideowym przywódcą PZPR i to tłumaczy, dlaczego z taką zaciekłością niemal wszystkie siły w kraju i za granicą dążyły do wyeliminowania go. Jaśnie panowie z obu obozów byli już chyba wtedy po słowie i rozpoczynano wspólną pracę przy żmudnej operacji zmiany ustroju. Taka operacja wymaga w pierwszej kolejności uciszenia tych, którzy rozumieją, co się naprawdę dzieje. Dlatego zapewne ludzi Progresu upchnięto gdzieś po kątach. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie będę się o to spierał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 18:06 Szanowny Panie Mobberze Mnie się wydaje, że "tą odwagą" i "tę odwagę", ale spierać się o to nie będę, bo nie jestem specjalistą od języka. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tao szatanski WARTO IP: *.nyc.res.rr.com 22.12.08, 05:07 Siedze sobie kilka tysiecy kilometrow od naszego czcigodnego miasteczka.Oddajac swoj bezcenny czas na zarabianie pospolitych pieniedzy, czyszcze umysl zasmiecony wielomiesiecznym pobytem w kraju.Dochodze do progu tworczego trwania. Wachania czasu. Zeby nie wypasc z rzeczywistosci via internet zagladam do domu, naszego domu. Zaczyna byc interesujaco. Zauwazylem przeswity.O tym pozniej. Chwilami zastanawialem sie po co pan Panie Badura pisze na tym forum, nie ma intelokutorow a na polemike z soba doskonala jest medytacja. Jest Pan czlowiekiem "starej daty" (podobnie jak ja), pisze w pierwszej osobie przez pryzmat swojego doswiadczenia i wiedzy. To uczciwe bez wzgledu na tzw. obiektywna prawde historyczna. To wazne. No - podobnie jak ja - nie jest pan anonimem. W ostatnich tekstach poruszyl Pan wiele istonych tematow ale brakowalo powietrza, spojrzenia z zewnatrz, dystansu, pokory. Nic nie jest proste, jednoznaczne, linearne. Dla ludzi pierwotnych cep i kolo bylo szczytem osiagniec. No dobrze. Wracajmy do rzeczy. Na nasza najnowsza historie (1918 - 2008) musimy spojrzec inaczej, na zasadzie ucznia i mistrza, wyzwolic sie zeby zrozumiec. To zaczyna sie dziac lecz proces jest dlugotrwaly a przy naszej mentalnosci bywa tancem na linie. Wyzwolmy sie. Spojrzmy pozycji ksiezyca. Narody, cywilizacje, kultury - wszystko by dac nowe zycie umiera. Na nasza nowozytna cywilizacje europejska bardzo duzy wplyw ma chrzescijanstwo (niewazne czy Chrystus istnial,czy Bog jest czy go nie ma)a od poczatku XX wieku nie kto inny jak Marks z Engelsem, my Polacy patrzac przez pryzmat rodzimego socjalizmu nie zdajemy sobie sprawy, ba - wielu z nas nawet nie wie o tym ,ze Marks w Kapitale bardzo czesto przepisywal teksty z Nowego i Starego Testamentu. Z dostepnych mu orginalow a nie ideologicznych tlumaczen. No dobrze. Wracajmy do sprawy. Czy warto bylo zdobyc sie na odwage? Tak! Dzieki temu jestesmy tu gdzie jestesmy. Za jaka cene? Kazda zeby byc tu gdzie jestesmy. Czyniac nie sposob nie zgrzeszc. Nie grzesza ci co nic nie robia. Czynienia dla dobra wolnej ojczyzny, nawet jak w pewnych okresach historycznych, bylo grzeszne, haniebne lecz jak owa grzesznosc i haniebnosc byla sciezka ku wyzwoleniu to czyn wielki. Pytanie? Majac do wyboru 17 Republike Sowiecka w sensie doslownym a jej soft polskie wydanie. Wszystko zalezy od Was, od Ciebie - co bys wybral? co byscie wybrali? Powoli nadchodzi historyczny czas trudnych pytan. Pytan nie wstylu jednojajowych debili politycznych (Kaczynscy, PiS i im podobni) ale ludzi wolnych, wolnych od ideoligii, z pokora historyczna,z historycznymi faktami w dloni. Jak sie z tym nie zmierzymi to bedziemy sie walesac na bezdrozach z wiecznymi pretensjami w swoich urojeniach. Pan Panie Badura nie musi sie tlumaczyc ze swojego Paxu-su, niech sie tlumacza ci co nic nie robili. Wieczni czekacze. Czlowiek Czynu jest Mesjaszem, wyzwolicelem swoim, sloncem. Historia. Trzeba wyjsc z siebie zeby ja zrozumiec! tao szatanski ps. w czasie obecnego kryzysu rzad Stanow Zjednoczonych i Unia Europjejska ratujac nasze kieszenie (nie wazne kto je oproznil) robi to w sposob iscie socjalistyczny. i badz tu madry! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Ja jestem z PAX-u dumny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.08, 23:19 Szanowny Panie Tao-Szatański Napisał Pan, że czasem zastanawia się, po co piszę na tym forum. Faktycznie, mógłbym pójść w tym czasie z żoną na piwo do "Kuchni Śląskiej" w Dobrzeniu Wielkim (półtorej godziny marszu przez bezludny las). To bardzo przyjemne, a zwłaszcza powrót po ciemku, gdy szumi już w głowie i trzeba podśpiewywać w pobliżu każdej ambony, by myśliwy, któremu też szumi w głowie, nie pomylił nas z dzikiem. Napisałem już jednak, że mam poczucie, iż należy wyważać między przyjemnościami a służbą publiczną. Służba, wiadomo, nie drużba. Ale gdybym gonił tylko za przyjemnościami, to miałbym jakiś dyskomfort, więc w ramach służby publicznej udzielam się m.in. tu na forum. Ze swojego PAX-u, jak słusznie Pan pisze, nie muszę się tłumaczyć. Jestem z niego dumny i gotów jestem go bronić. Ponadto pozdrawiam jak najserdeczniej i życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sm Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.08, 22:54 To się chyba nazywa nieformalna wspólpraca. Teraz rozumiem skąd u Piotra B. biorą się takie poglądy: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=84065330&a=84630019 Widać nie ma dymu bez ognia. Ciekawe czy Piotr B. zdobędzie się na odwagę by napisać wszystko o swojej działalnosci w tamtych czasach? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: max Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.08, 23:33 Józef Światło – o liderach PAXu: "Wszyscy oni bez wyjątku są agentami NKWD lub bezpieki, od których otrzymują instrukcje, pieniądze i pomoc techniczną" Śmiało panie Badura, odważnie i uczciwie, jako "postępowy katolik" złóżcie tu samokrytykę vel wyspowiadajcie się :] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sm Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.08, 09:55 On juz się spowiadał... przed Plebanem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: I co z tą odwagą? Panie Piotrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 01:17 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Panie Piotrze IP: *.punkt.pl 30.12.08, 07:33 Nie rozumiem. To on walczył z komuną, czy nie ? Jak walczył, to czy on teraz kombatant ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tentego Re: Panie Piotrze IP: 77.223.225.* 30.12.08, 16:42 Trzeba było mieć odwagę żeby odmowic rozmów z esbekiem. Teraz trzeba miec odwage , żeby się przyznac do grzechów młodosći. Nie kręcić, nie mataczyć, nie bajdurzyć, tylko się uderzyć w piersi.Jak tam z pańską odwagą panie Piotrze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niebywałe Re: Panie Piotrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 18:24 wątek otworzył pan Piotr Badura. I o co mu chodziło? Czyżby brakowało mu kombatanckich zasług w walce z komuną i dlatego sam,niczym nie przymuszony,wspomina,jakże mało istotny,swój paxsowski epizod? A wyszło? No, panie Piotrze,co wyszło z kartotek SB? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sergiusz Re: Panie Piotrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 23:31 Uderz w stół a... otworzy się puszka z Pandorą :] pax vobiscum Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Panie Piotrze IP: *.punkt.pl 03.01.09, 11:12 No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w papierach ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Collonna Re: Panie Piotrze IP: *.pool.einsundeins.de 03.01.09, 11:25 Ciekwy jestem na wspominki kombatantow z SL i SD. Tam tez byli wspaniali ludzie. Nawet w PZPR byli!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sm Re: Panie Piotrze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.09, 11:44 Raczej ma narąbane. O walce z komuną nic tam nie ma, tylko o próbach robienia kariery w PAX i braniu za to kasy (stypendia organizacyjne). Mozna za to przeczytac jak to młody Badura chętnie informował SB o wszytskim co wiedzial. Prawdziwy szok to sprawa KIK i to zadanie dla SB, z którego podobno sie wywiazal (tak przynajmniej napisano). Trudno się tym chlubić. Ale teraz pewnie przeczytamy, że to wszystko nieprawda, konfabulacje, ze esbecy pisali fikcję w dokumentach i tego typu bajki. Tak się zwykle bronią umoczeni goście w podobnej sytuacji. Kazdy do końca idzie w zaparte. Nawet jak go złapią za rękę to krzyczy że to nie jego ręka. Może nawet odezwie się sam Pleban (jeśli jeszcze żyje) i bedzie publicznie świadczył, że wszystko co pisał w papierach to nieprawda. Wcale bym sie nie zdziwił. Tak to zwykle wygląda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Collonna Re: Panie Piotrze IP: *.pool.einsundeins.de 03.01.09, 12:32 Pan Piotr (wcale nie lotr) to ciekawy przypadek do psychologicznej analizy.To tak jak otwarte stwierdzenie Wolfa Biermanna, ze on tylko dlatego nie zostal IM(Inofiziele Mitarabeiter) w DDRowskiej STASI, bo ci ludzie ktorzy go webowali byli za prymitywni. Ideowo bylby gotowy. Nurtuja mnie jeszcze te egzystencjonalne pytania- Czy PAX byl w FJN? Czy Piotr Badura wiedzial kto ich(PAX i jego) fnansuje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sm Re: Panie Piotrze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.09, 12:58 Odpowiedź na pierwsze pytanie można znaleźć tutaj: www.zgapa.pl/zgapedia/Stowarzyszenie_%22Pax%22.html Na drugie pytanie może odpowiedzieć tylko założyciel tego wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Collonna Re: Panie Piotrze IP: *.pool.einsundeins.de 03.01.09, 14:19 Moj ojciec kupowal niekiedy przed kosciolem "Za i Przeciw" To bylo chyba tez od PAX-u? Ale na bezrybiu... Ponoc oni sie kiedys sprzeciwili zapisowi w Konstytucji o wiecznej przyjazni z Kacapami?Akurat tu nie mieli racji. Bo to bylo racja polskiego stanu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sm Re: Panie Piotrze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.09, 14:32 Jedynym posłem , który się sprzeciwił temu zapisowi w Konstytucji był Stanisław Stomma z katolickiego "Znaku". www.kul.lublin.pl/art_11185.html To środowisko miało na pieńku z PAXem. PAX był wtedy superlojalny. Ciekawe jaki stosunek do zmian w Konstytucji miał wtedy pan Piotr? Popierał czy protestował? Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 To już skandal 03.01.09, 23:53 Cały post niejakiego Piotra Badury z godziny 23.01 dnia 3 stycznia 2009 roku to obraza dla wszystkich opozycjonistów wobec tej jak to ten człowiek nazywa "legalnej władzy" począwszy od roku 1944. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sm Re: To już skandal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.09, 10:53 Też tak uważam. To naprawdę skandal. Takie peany na cześć SB głoszą tylko najbardziej zapiekłe komuchy. Teraz widzimy jacy ludzie siedzieli w PAXie. Ładne "katoliki"! Ciekawe czy pan Piotr zawsze miał takie poglądy i dlatego się umoczył czy może ma takie poglądy bo jest umoczony i chce się usprawiedliwić? Z takimi poglądami może nawet nie rozumie, że zrobił coś nagannego i powinien tego żałować? Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 Piotr Badura wpis na forum 5.01.2009 g.23.42 06.01.09, 07:25 No,no. Patrzcie jaki bohater z niego był Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Piotr Badura wpis na forum 5.01.2009 g.23.42 IP: *.pools.arcor-ip.net 06.01.09, 12:58 www.niezalezna.pl/article/show/id/14186 Mniej więcej w tym samym czasie "nadredaktor" Michnik też miał "rozmówki" z esbe. Wypadł chyba jeszcze gorzej, niż PB. Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 Re: Piotr Badura wpis na forum 5.01.2009 g.23.42 06.01.09, 14:24 Jakiś tam Michnik to do pięt naszemu genialnemu znawcy roczników statystycznych nie dorasta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Proszę o precyzję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 20:50 Szanowny Panie Gościu Napisanie "wypadł chyba jeszcze gorzej, niż PB" zawiera sugestię, że PB wypadł źle. Tymczasem ja uważam, że wypadłem super. Moim zdaniem lepiej się już nie dało. Jeśli Pan uważa, że dało się wypaść lepiej, to rad bym przeczytać, jakie według Pana miało być to lepsze wypadnięcie. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Minął przeszło tydzień, a odpowiedzi brak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:20 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Jaś nie wierzył w baboki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:19 Szanowny Panie MX4 Obok boiska, na którym dzieci z wioski grywały w piłkę, stała stara szopa. Dzieci często opowiadały sobie o strasznych babokach, które mieszkają w tej szopie i bały się nawet do niej zbliżyć. Pewnego razu mocno kopnięta piłka poleciała prosto w okienko szopy i wpadła do środka. Byłby koniec zabawy, gdyby nie Jaś, który podszedł do szopy, otworzył drzwi, wszedł i za chwilę wrócił z piłką. Dzieci były pełne podziwu dla Jasia, że on taki bohater. Jak gdyby nigdy nic wszedł sobie do szopy z babokami i zabrał piłkę. Tymczasem Jaś nie był bohaterem, tylko nie wierzył w żadne baboki. Jeśli robi się z SB armię sadystycznych potworów, to potem prowadzona bez strachu rozmowa z funkcjonariuszami SB urasta do rangi bohaterstwa. Tymczasem to byli zazwyczaj zwykli funkcjonariusze, legalnej służby legalnego państwa, których zadaniem było tego państwa bronić, a nie znęcać się nad jego obywatelami. Ja nie widziałem w funkcjonariuszach SB sadystycznych potworów, więc się ich nie bałem. Nie było to żadne bohaterstwo, ale zwykły rozsądek, którego niektórym wyraźnie brakowało. Proponuję, by nie wymyślał Pan sobie potworów, których potem Pan się tak strasznie boi. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Jest Pan uzurpatorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:27 Szanowny Panie MX4 Boi się Pan podpisać tu na forum własnym nazwiskiem. Nie jest więc Pan opozycjonistą z czasów PRL, bo do bycia opozycjonistą nie trzeba było dużo odwagi, ale trochę jednak tak. Pan nie ma jej wcale. Nie słyszałem, by opozycjoniści z czasów PRL upoważniali Pana do reprezentowania ich tu na forum (np. ja Pana nie upoważniałem). Zdziwiłbym się zresztą, gdyby opozycjoniści wybrali sobie na swego rzecznika tchórza. Jest Pan zatem zwyczajnym uzurpatorem. Trochę śmiesznym. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Finanse PAX - źle Pan odpowiedział panu Collonnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 18:52 Szanowny Panie SM Pan Collonna w poście z 3 stycznia 2009 (godz. 12.32) pytał: "Czy Piotr Badura wiedział, kto ich (PAX i jego) finansuje?". Pan zaraz na to sam odpowiedział, dając odsyłacz do jakiejś strony internetowej, na której ktoś absolutnie niekompetentny powypisywał głupoty. Potem ta sprawa mi uciekła i dopiero dziś mogę wrócić do tematu. PAX czerpał dochody z własnej działalności gospodarczej, bo od samego początku jego założyciele wiedzieli, że bez niezależności finansowej nie ma niezależności politycznej. Na działalność gospodarczą PAX-u składało się kilkadziesiąt należących do niego zakładów przemysłowych, rozsianych po całej Polsce i po wszystkich branżach. PAX był też właścicielem kilkudziesięciu sklepów. Miał też swoją spółdzielnię mieszkaniową, swoje liceum, swoje wydawnictwo, miał liczne ośrodki wypoczynkowe, a także gospodarstwa rolne. Nie jestem w stanie wymienić precyzyjnie wszystkich składników majątku PAX, bo nigdy mnie to za bardzo nie interesowało, a ponadto było tego mnóstwo. Zakłady PAX-u funkcjonowały pod różnymi firmami. Najbardziej znane to INCO (głównie przemysł) i Veritas (księgarnie, sprzedające też dewocjonalia). Ze znanych powszechnie produktów PAX-owskich firm wymienić można np. płyn do zmywania naczyń "Ludwik" czy pastę do butów "Buwi". Więcej informacji można znaleźć np. pod adresami: www.inco-veritas.com.pl/ kolorowe.celia.pl/omarce.php www.odyssei.com/pl/travel-tips/17159.html www.mati.com.pl/pinkwart/album/Nostalgia/Halin/halin-txt.htm miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,1695232.html www.pax.com.pl/index2.htm Myślę, że wielu forumowiczów mogłoby zainteresować, jak powstało tak ogromne gospodarcze imperium. Ja nie jestem wprawdzie znawcą tej problematyki, ale jednak wiem więcej, niż przeciętny forumowicz. PAX zbudował to imperium na głupocie partii. Gdy w latach krótko powojennych postanowiono w PRL znacjonalizować niemal wszystko, to pewną formą ratunku dla właścicieli przewidzianych do nacjonalizacji firm mogło być wyprowadzenie z nich majątku w postaci gotówki i pozostawienie firmy z długami przerastającymi jej wartość. Wtedy przy nacjonalizacji państwo stawałby się "dobrym wujkiem", który spłaca długi. Aby tak nie było, przepisy o nacjonalizacji przewidywały, że nacjonalizacją są objęte wyłącznie aktywa, a pasywa zatrzymuje sobie dawny właściciel. Miało więc być tak, że państwo bierze firmę bez odszkodowania, a właściciel latami spłaca jej długi. Było to bardzo krzywdzące dla tych, którzy mieli długi nie z powodu wyprowadzenia majątku, ale z powodów np. losowych. Specjaliści PAX-u od gospodarki wyszukiwali dobrze rokujące firmy, które chwilowo były zadłużone. Proponowali ich właścicielom ugodę. Mieli oni przekazać swą firmę PAX-owi, który przejmował ją wraz z długami. Ponadto PAX zwykle gwarantował dotychczasowemu właścicielowi stanowisko dyrektora naczelnego zakładu (w znacjonalizowanych przychodził zwykle dyrektor z partyjnego nadania). Propozycja PAX-u wobec nieuchronnej nacjonalizacji, to było niebo a ziemia. Zakłady należące do PAX-u nie podlegały już nacjonalizacji, ponieważ firmy, których właścicielem były organizacje społeczne prawo uważało za sektor uspołeczniony. W ten oto sposób do PAX-u trafiło wiele dobrych firm wraz ze świetnymi fachowcami. Druga rzecz, którą wygrywał PAX, to durnowaty stosunek partii do AK. PAX konsekwentnie trzymał się zasady, że możemy dyskutować o tym, czy program polityczny obozu londyńskiego był słuszny, czy niesłuszny, ale bohaterstwo żołnierzy AK żadnej dyskusji nie podlega. Tymczasem partia skłaniała się wtedy raczej ku widzeniu w AK "zaplutego karła". To powodowało, że dawni AK-owcy z trudem znajdowali jakąkolwiek życiową przystań. W środowisku PAX-owskim było wprost przeciwnie. W PAX-owskich firmach zatrudniano ich bardzo chętnie. A przecież to byli często wysoko wykwalifikowani fachowcy. PAX nawet zorientował na sprawy AK-owskie jedno ze swych pism - tygodnik "WTK". Trudno się w tej sytuacji dziwić, że PAX-owskie firmy prężnie się rozwijały, podczas gdy wiele państwowych firm, z kadrą dobraną nieraz w myśl zasady "nie matura, lecz chęć szczera", miało problemy. Imperium gospodarcze PAX-u było ogromne i zapewniało bardzo wysokie dochody, mimo że zakłady PAX-u były opodatkowane najwyższymi prawnie dopuszczalnymi podatkami (specjalnie dostosowano prawo tak, by te uspołecznione przecież zakłady w zakresie podatkowym traktowane były jak prywatne). Model wymyślony przez PAX został potem skopiowany przez inne organizacje, ale już z dużo mniejszym sukcesem. Środowisko "Więzi" utworzyło przedsiębiorstwo "Libella": www.sap.com/poland/company/press/archive/2_2002/4/libellaitelligence/index.epx www.libella.com.pl/2 środowisko Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego utworzyło firmę "Ars Christiana": portalwiedzy.onet.pl/79172,,,,chrzescijanskie_stowarzyszenie_spoleczne,haslo.html www.arschristiana.com.pl/page1.php Wspomnieć też należy o firmie "Polkat": pl.wikipedia.org/wiki/Polkat_Holding Kogo ta tematyka interesuje, ten sobie za pomocą podanych linków znajdzie dużo więcej. Mam nadzieję, że moja odpowiedź zadowoli pana Collonnę. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie doczeka się Pan odpowiedzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 21:32 Szanowny Panie Juhasie Domyślam się, że oczekuje Pan odpowiedzi od pana Bereszyńskiego. Obawiam się, że się jej Pan nie doczeka. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski proszę nie zasłaniać się moją osobą 06.01.09, 22:01 Szanowny Panie Badura, Tylko jedna osoba byłaby w stanie odpowiedzieć Juhasowi, czy Piotr Badura uważał się za politycznego przeciwnika komuny i czy stawiał sobie za cel walkę z komuną. Tą osobą jest oczywiście Pan, a ja nie chciałbym wypowiadać się za Pana, w związku z czym bardzo proszę nie zasłaniać się moją osobą. Ze swej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że ani w znanych mi dokumentach IPN, ani nie nawet w Pańskich wypowiedziach na tym forum nie dopatrzyłem się niczego, co uprawniałoby mnie do zakwalifikowania Pana jako faktycznego przeciwnika politycznego komuny. Przeciwko takiej kwalifikacji przemawia w szczególności Pański pozytywny stosunek do SB, wyrażający się w upartym nazywaniu tej formacji legalną służbą legalnego państwa (z czym ja się absolutnie nie zgadzam). Dla mnie pozytywny stosunek do SB i opozycja wobec komuny wykluczają się nawzajem. Nie wykluczam jednak, że mimo takiej postawy uważał się Pan za przeciwnika komuny. Historia zna nie takie paradoksy. Nie każdy jest logiczny i konsekwentny w swoich poglądach i działaniach. Świat jest pełen dziwaków, którym wydaje się, że można godzić ogień z wodą itp. Z powyższych względów pozostawiam Panu składanie deklaracji w sprawie Pańskiego stosunku do komuny. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 Nie oczekuję odpowiedzi 06.01.09, 22:14 "Tymczasem to byli zazwyczaj zwykli funkcjonariusze, legalnej służby legalnego państwa, których zadaniem było tego państwa bronić, a nie znęcać się nad jego obywatelami." Taaaak. I dalej tak sobie Badura tłumaczcie. Jeżeli nie chcecie Badura dopuścić do swojej swiadomości, że zalegalizowanie tego państwa i funkcjonariuszy bezpieki opierało się na generale Sierowie, fałszerstwach wyborczych i wytępieniu fizycznym opozycji to trudno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cannabis Re: Nie oczekuję odpowiedzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 22:31 mx4 - zgadzam się z Tobą. Takie tłumaczenie (skądinąd inteligentnego człowieka) deprecjonuje go całkowicie. No i mamy kolejną wpadkę 2009 roku. Wpadkę i wtopę okrutną zaliczył Pan Łotr Badura. Sam się o to prosił zakładając ten wątek. Pan Zbigniew Bereszyński umieścił na forum mordercze fakty świadczące przeciwko Panu Badurze. Jestem za Panem Zbigniewem Bereszyńskim i podziwiam, Go za to, ze ma odwagę obnażać wszystkich tych, którzy działali na szkodę Polski i Polaków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Szanowny Panie Piotrze... IP: *.pools.arcor-ip.net 07.01.09, 02:43 Szanowny Panie Piotrze, nie za każdym razem się podpisuję, zwłaszcza pod krótkimi tekstami. To zwykłe lenistwo. Myślałem, że czytając posty zwraca Pan uwagę na IP autorów postów. Osobiście wolę pisać niby „anonimowo” ale z „demaskującym” mnie wyświetlonym IP, niż – jak robią to niektórzy – pisać pod wieloma różnymi loginami z utajnionym IP. Czego już na własnej skórze doświadczyłem. Zanim odpowiem, dlaczego napisałem, że Michnik wypadł chyba jeszcze gorzej niż Pan pozwolę sobie na kilka uwag ogólnych, choć związanych z tematem. Nie jest prawdą, że PRL była państwem legalnym. Umowy Wielkiej Trójki gwarantowały Polsce system demokratyczny i wolne, nieskrępowane wybory do przyszłych władz. Terror przedwyborczy z mordami politycznymi na działaczach partii konkurencyjnych wobec PPR, a na koniec zafałszowanie wyników wyborów było złamaniem wcześniejszych umów. Jedynie niechęć zachodnich aliantów do konfliktu czy wręcz wybuchu wojny ze Stalinem sprawiła, że Zachód, dla świętego spokoju, nielegalne władze PRL zaakceptował jako władze„legalne”. A powołaną przez nie PRL jako „legalne” państwo. Wobec powyższego można stwierdzić, że SB była „legalną” instytucją nielegalnego państwa. W Pańskich wypowiedziach wielokrotnie wyczytałem, że – Pańskim zdaniem - dokąd SB nie łamała prawa, jakiekolwiek kontakty z nią były w porządku i bez zastrzeżeń. Nawet kontakty agenturalne. Panie Piotrze. PRL-owska konstytucja gwarantowała m.in. wolność słowa i wyznania, wolność zgromadzeń, zrzeszeń i stowarzyszeń. Jeśliby SB przestrzegała konstytucyjnego prawa PRL, to powinna stać na straży tychże swobód obywatelskich. W rzeczywistości zadaniem SB było pozbawianie społeczeństwa gwarantowanych jemu konstytucją PRL praw. Sam Pan o tym pisał, że przełapywano Pańską korenspondencję. Sam Pan wie o tym, że SB robiła co mogła, aby uniemożliwić powstanie Pańskiego kółka dyskusyjnego (TH). Same nawet wezwania na t.zw. „rozmowy” na SB były z punktu widzenia ówczesnego Kodeksu Postępowania Karnego niezgodne z obowiązującym w PRL prawem. Jednym słowem, SB na codzień łamała prawo. Wówczas być może nie dostrzegał Pan wyraźnie tych faktów, ale upieranie się dzisiaj o „legalność” PRL jest śmieszne. A tym bardziej stwierdzenia, że dokąd SB nie łamała prawa...itd – w sytuacji gdy łamanie prawa było najbardziej elementarną formą działania, wręcz „statutowym” obowiązkiem SB. A teraz o Panu i o „nadredaktorze” Michniku. No cóż... Michnik, gdy prowadził z SB opisane w artykule rozmowy www.niezalezna.pl/article/show/id/14186 był już doświadczonym opozycjonistą. Miał wcześniej wielokrotnie do czynienia z SB. Wiedział co to za „firma” i jakie są jej zadania w PRL. A jednak wdawał się z SB w towarzyskie pogawędki z wzajemnymi komplementami. Pan w tamym czasie (i do dzisiaj zresztą) akceptował SB jako legalną instytucję, a wcześniej nie miał Pan z SB żadnych doświadczeń. Mimo wszystko podpisanie zobowiązania, że o rozmowie nie powiadomi Pan osób, o których Pan z SB-kami rozmawiał, to trochę za dużo. Tym bardziej, że – sam Pan to przyznał – wiedział Pan, a przynajmniej domyślał się Pan przechwycenia przez SB listu do Pana. Tak więc wiedział Pan o nieuczciwych metodach postępowania SB. Z tego powodu było Pana obowiązkiem powiadomić o rozmowie kolegów. Mógłby Pan także domagać się zwrotu listu od kolegi, przechwyconego przez SB. No bo jeśli SB stoi na straży prawa i porządku, to dlaczego przechwytuje Pańską korenspondencję. Powinien Pan także odmówić kolejnych „rozmówek”, a nie bez zastrzeżeń brać w nich udział. Chodzić na spotkania z ludźmi, którzy łamią prawo kradnąc moją korenspondencję i uważać to za normalne, to dla mnie za trudne do zrozumienia. Pozwolę sobie na koniec na jeszcze jedno porównanie Pana z „nadredaktorem” Michnikiem. Pan, mimo osobistych doświadczeń i zapewne dużej wiedzy historycznej, wbrew tejże wiedzy, nadal nazywa PRL legalnym państwem, a SB legalną, strzegącą prawa instytucją. Kontakty z bezpieką Pana nie rażą. No cóż...Przynajmniej jest Pan konsekwentny. „Nadredaktor” A. Michnik kilkakrotnie zwracał się z apelem o abolicję wobec sprawców stanu wojennego. Konkretnie chodziło o Jaruzelskiego i Kiszczaka. Jeśli zwraca się on z apelem o abolicję, to znaczy, że wie, iż tamci popełnili jakieś przestępstwo (zbrodnię), czy też są czemuś tam winni. No bo wobec niewinnych nie ma potrzeby apelować o abolicję. Nie przeszkodziło to jednak Michnikowi nazwać obu generałów „ludźmi honoru”. Skoro jednak na apel o abolicję nie było odzewu, abolicji nie uchwalono, to znaczy, że tamci nadal są przestępcami (zbrodniarzami). A czy przestępców (zbrodniarzy) można nazwać „ludźmi honoru”? Wygląda na to, że „nadredaktorowi” wszystko się poplątało. Pozdrawiam serdecznie. Jędrek PS. Stwierdził Pan, że pierwsza rozmowa z SB-kiem Plebanem miała miejsce w akademiku. Pański główny adwersarz w tym wątku zacytował dokument stwierdzający, że rozmowa miała miejsce w KW MO. Skąd taka rozbieżność? Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 Re: Szanowny Panie Piotrze... 07.01.09, 13:40 "Gość: Piotr Badura 06.01.09, 21:27 Odpowiedz Szanowny Panie MX4 Boi się Pan podpisać tu na forum własnym nazwiskiem. Nie jest więc Pan opozycjonistą z czasów PRL, bo do bycia opozycjonistą nie trzeba było dużo odwagi, ale trochę jednak tak. Pan nie ma jej wcale. Nie słyszałem, by opozycjoniści z czasów PRL upoważniali Pana do reprezentowania ich tu na forum (np. ja Pana nie upoważniałem). Zdziwiłbym się zresztą, gdyby opozycjoniści wybrali sobie na swego rzecznika tchórza. Jest Pan zatem zwyczajnym uzurpatorem. Trochę śmiesznym. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura " Z powyższego postu wynika jednoznacznie, że uweażacie mnie Badura za tchórza gdyż na forum nie występuję pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Jak śmie pisać tak o kimś ktoś kto dobrowolnie i niemal z uwielbieniem dla esbeków i systemu opowiadał i opisywał wszystko o swoich kolegach, po czym podpisał zobowiązanie o zachowaniu tajemnicy i zachował je wobec tych swoich kolegów wzywanych do esbecji właśnie na podstawie informacji jakich owym funkcjonariuszom ten typ udzielił ? Ty bezczelny typie. Wara ode mnie, bo nie ręczę za siebie przy spotkaniu na ulicy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Nie kopcie Badury.... IP: 77.252.18.* 07.01.09, 16:04 Ależ się smakowity wącior rozwinął... Zawsze łatwiej mi przychodziło zrozumieć, wybaczyć, rozgrzeszyć ludzi, którzy głęboko wierzyli w to co robią, przekonani o słuszności wybranej drogi, nawet młodzieńczą naiwnoscią. Piotrek jako legalista i uczciwy obywatel wybrał legalną drogę działania, jaką proponowało wasalne państwo. Chciał działać, budować, reformować, mieć wpływ na otaczającą go rzeczywistość. Czy to coś złego, zwłaszcza jak owo państwo uznaje się i akceptuje, jak uznawało je ileś tam państw w ONZ? W zgodzie ze swoim sumieniem i wiarą wybrał legalny i oficjalny PAX, w którego strukturach widział miejsce dla siebie. Naładowany energią, podobnie jak jego siostra Zosia znakomita harcerka, niczym młody romantyk przekonany o słuszności swego wyboru, rzucił się w akademickim wielkim Wrocławiu w budowę struktur ukochanej legalnej organizacji na uniwersytecie. A była to pierwsza połowa lat siedemdziesiątych, w której Gierek budował "demokratyczny socjalizm", a wśród budowniczych było też miejsce dla katolików akceptujących zasady proponowane przez partię. Pracował w strukturach PAX-u, za co pobierał stypendium, co było nie bez znaczenia dla studenckiej kieszeni i rodziny mającej dwójkę dzieci na studiach. No w końcu nie był aktywistą ZMS, PZPR, ORMO, czy innych czerwonych przybudówek. On uwierzył Gierkowi, że katolicy, czy ludzie o innym niż marksistowski światopoglądzie mają swoje miejsce i prawa do działania, zmieniania posad świata, zakładania legalnych rejestrowanych przez państwo organizacji. Gdybyż wtedy ktoś mu powiedział, że PAX to swoisty wentyl bezpieczeństwa, skanalizowanie sił nie popierających socjalistycznego ustroju, swoista fasada, a on zechciał w to uwierzyć, może gdzie indziej skierowałby swoją energię, tylko gdzie? Lojalny obywatel, zrzeszony w legalnej organizacji,próbujący założyć nową legalną organizację, jak może odmówić, gdy państwo poprzez swoje organy pyta się obywatela o jego zdanie na interesujące państwo tematy? No gdyby nie pogadał z państwem poprzez nomen omen Plebana toż by dopiero rzucił cień na swoją osobę. Cień cieniem, ale odmowa gadania z państwem mogła się skończyć wywaleniem ze studiów i brakiem możliwości ich ukończenia, wyrzuceniem ze studiów Zosi, ciosem dla całej rodziny.Nawet PAX by nie pomógł. Tylko czy Piotrek miał tego świadomość, czy jako gorliwy neofita wierzył, że tak trzeba? To wie tylko on, a z jego postów wynika, że tak było trzeba.Bo kto chciał widziec oprawców krwawych w chłopcach z SB ten widział, a kto widział w nich urzędników państwa ten widział i rozmawiał. Znakomitą i prawdziwą charakterystykę Piotrka podał Pleban, ambitny, inteligentny, o cechach przywódczych młody człowiek. Dobrze go mieć po swojej stronie, może za cenę jego ambicji. Chętnie i szczerze się wypowiadający, jak na lojalnego obywatela przystało. Zapomniał dodać, że uczciwy, bo Piotrek naprawdę jest uczciwy. Ta obywatelska rozmowa z państwem wynikająca z naiwnej wiary, ze z państwem trzeba rozmawiać, gdy państwo pyta, zostawiła na nim piętno współpracy z SB, które odezwało się, gdy rownie szczerze jak do PAX-u, przystapił do Solidarności. Z PAX-u poszedł na polityczną emeryturę za niejasne kontakty z organami władzy, a wiele lat póżniej bedąc bardziej doswiadczonym życiowo, ten sam fakt wykluczył go z Solidarnosci. Jego głęboka wiara w to co robił i robi towarzyszy mu do dzisiaj. Bereszyński przedstawił pewne fakty, ufam że prawdziwe, nie z chęci dokopania i obrzucenia gównem Piotrka. Powstał w ten sposób pełniejszy obraz postaci publicznej - Piotra Badury, często wypowiadającego się na forum. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: audibank Re: Nie kopcie Badury.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 17:44 Znając Badurę należy wątpić w jego honor i nie łudzić się tym, że facet podwinie ogon i wreszcie zniknie w kotłowni, przeciwnie: będzie obrzucał teraz łajnem wszystkich ze zdwojoną energią. Skończy jak Kozera: persona non grata. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Lezie Pan w bagno, Panie Behemocie (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 21:32 Szanowny Panie Behemocie Bardzo mnie Pan rozczarowuje. Materiały z moich akt, które pan Bereszyński tu na forum umieścił, są w większości konfabulacjami EP. Są one wybrane w sposób stronniczy i zestawione tak, by wprowadzały w błąd. To jest metoda dobra w stosunku do różnych osiołków, których tu na forum pod dostatkiem. Pana miałem za inteligentnego ponad średnią, więc oczekiwałem, że Pan sam, bez mojej pomocy, między wierszami tych esbeckich materiałów wyczyta sobie prawdę. No i się zawiodłem. Tylko ze względu na Pana piszę więc tu (miałem napisać gdzie indziej) jak się sprawy miały, wedle mojej pamięci (po 36 latach). Miałem we Wrocławiu trzy spotkania z SB. Nie pamiętam żadnego innego i nie wydaje mi się, by był to zanik pamięci, gdyż po drugim moim spotkaniu nie miało już prawa być trzeciego. Ku mojemu zaskoczeniu, po długiej przerwie od tego drugiego spotkania, zatelefonował do mnie EP i wprost prosił o prywatną rozmowę. Zgodziłem się. O nic mnie nie pytał, tylko poużalał się nad swym losem. Było to dla mnie podejrzane, ale nie rozgryzłem wyedy tego. Dopiero z materiałów opublikowanych przez pana Bereszyńskiego zorientowałem się, po co była to trzecie, absurdalne spotkanie. 1) Pierwszy mój kontakt z SB to było przesłuchanie z 20 stycznia 1973. Przesłuchanie było klęską SB. Zachowywali się bardzo mile, do tego stopnia, że przeprosili mnie za wyciągnięcie z łóżka (kierowniczka akademika musiała o tym powiedzieć EP, gdy czekał on na mnie w jej gabinecie). W poczuciu winy, że nie zjadłem przez nich śniadania, zaproponowali, bym zjadł u nich w kantynie. Zrobili przerwę w przesłuchaniu i EP udał się ze mną do kantyny. Podano żeberka w kapuście. Były świetne. Zwracam uwagę na takie nieistotne szczegóły, by pokazać, że oni się naprawdę starali. A co uzyskali? Twardą odmowę jakiejkolwiek współpracy w przyszłości, tylko z powodów kurtuazyjnych ukrytą pod deklaracją, mówiąc ich słowami: "w przypadkach naprawdę szkodliwej działalności politycznej może nam udzielić pomocy w postaci określonych informacji, z zachowaniem dyskrecji". Moja rzeczywista deklaracja brzmiała inaczej, ale przecież nawet to, co EP napisał jest absurdem. Abym uznał jakąś działalność za szkodliwą, musiałaby ona być nielegalna, a co za tym idzie przestępcza. Żeby była "naprawdę szkodliwa" musiałaby być zbrodnią. Otóż dowiedziawszy się o popełnionej zbrodni miałbym ustawowy obowiązek zgłoszenia tego władzom pod groźbą kary. Na co komu deklaracja, że ewentualnie zrobię coś, co pod groźbą kary nakazuje mi zrobić ustawa. Przecież nie zastosowanie się do takiej deklaracji nie pociąga żadnych skutków prawnych. Skutki wynikały z ustawy, która mnie obowiązywała bez żadnych deklaracji. Po co zatem EP w ogóle o tym pisał? A co miał napisać? Gdyby chciał pisać prawdę, to musiałoby być tak: Ściągnęliśmy Badurę na przesłuchanie. Panisko rozparło się wygodnie i walnęło wykład na temat hilozoizmu, z którego nie zrozumieliśmy nic. Wszyscy inni, którzy wcześniej słuchali tego wykładu, dostawali przynajmniej kawę i ciastka, a czasem też kanapki z deficytową szynką. Tymczasem my słuchaliśmy za frajer, a gdy chcieliśmy, by ludzkim językiem zostawił nam skrót tego wykładu na piśmie, to musieliśmy najpierw przeprosić go za zbyt wczesne wyrywanie z łóżka rano i jeszcze trzeba go było na nasz koszt nakarmić w naszej kantynie żeberkami, bo mówił, że bez śniadania nie ma siły pisać. Wszelkiej współpracy kategorycznie odmówił. Powiedział, że jedyne informacje, których nam może zawsze udzielić, to informacje o TH. W każdej chwili jest gotów nawet do całej prelekcji na temat TH. Zwrócił nam przy tym uwagę, że nasi informatorzy kiepsko nas informują o TH, bo nic z tego nie rozumieją i z pewnością korzystniej dla nas byłoby dowiadywać się o TH we właściwym źródle, tj, od władz TH, na ten czas od niego, jako prezesa "TH w organizacji". Przyjęliśmy to z wdzięcznością, ale nadal próbowaliśmy skłonić go do udzielania też innych informacji. Po długim naleganiu z najwyższym trudem udało nam się tylko wydobyć od niego ustne zapewnienie, że jeśli dowie się o jakimś poważnym przestępstwie i uzna, że jego inteligencja nie wystarczy, a na dodatek dojdzie do wniosku, że nasza inteligencja wystarczy, to nas wezwie i przydzieli nam zadania. Miał przy tym ironiczno-wyzywający uśmiech, z czego wnosimy, że coś w tym zapewnieniu było nie tak, ale nie rozumiemy co. Na koniec zgodził się podpisać zobowiązanie, że tę jedną rozmowę zachowa dla dobra publicznego w tajemnicy, kazał nam jednakże oświadczyć, że w zamian za to zobowiązujemy się, iż żadnego z członków TH nie będziemy już w żaden sposób nękać, co też zgodnie oświadczyliśmy. Pan Bereszyński uważa, że esbecy nie mieli powodu, by kłamać w wytwarzanych przez siebie dokumentach. Ja mam odmienne zdanie. Gdyby EP napisał prawdę o przesłuchaniu mnie, to rozniosłoby się to na całą SB i wszyscy ryczeliby ze śmiechu. EP, wedle mojej wiedzy, nie miał wysokich notowań u zwierzchników. Trudno było się spodziewać, że do reszty się (a także dwóch kolegów, w tym bezpośredniego przełożonego) pogrąży pisaniem prawdy. 2) Natychmiast po przesłuchaniu miałem spotkanie z grupą wrocławską, a nazajutrz z grupą warszawską. Zgodnie ze złożoną deklaracją nikogo nie informowałem o przesłuchaniu. Gdy byłem następnym razem w Warszawie (nie pamiętam kiedy to było, ale pewnie miesiąc dwa później) wówczas Sergiusz na dzień dobry poinformował mnie, że był przesłuchany przez SB. Uznałem, że skoro SB złamała umowę, to nie ma już prawa oczekiwać ode mnie jej przestrzegania. Natychmiast więc poinformowałem wszystkich z grupy warszawskiej, że byłem wcześniej przesłuchiwany, ale powstrzymałem się z informowaniem ich o tym, gdyż w zamian SB zadeklarowała, że nikogo już nie będzie nękać. Złamała tę umowę, więc ja mogę ich teraz już w pełni o wszystkim poinformować. Przyjęli to ze zrozumieniem i kontynuowaliśmy spotkanie. Po powrocie do Wrocławia przekazałem informację o przesłuchaniu członkom grupy wrocławskiej. Zaraz potem umówiłem się na rozmowę z szefem Oddziału Wojewódzkiego PAX, Stanisławem K. Opisałem mu pokrótce całą historię i zapytałem o opinię w sprawie tego, jak jego zdaniem należałoby teraz postępować wobec SB. Powiedział mi, że on uważa, iż gdy będą mnie wzywać na jakieś spotkania, to raczej powinienem pójść. Jeśli mnie będą o coś pytać, to mam prawo nic nie wiedzieć. Moim prawem jest nie znać odpowiedzi na żadne ich pytanie. Byłoby jednak wskazane, bym zapamiętywał, o co pytają i po każdej rozmowie z SB przekazał mu tę informację. Wziąłem pod uwagę opinię Stanisława K., bo wydawała mi się rozsądna. Gdy EP zaproponował kolejne spotkanie, poszedłem na nie. Poinformowałem go, że wobec złamania przez SB zawartej ze mną dżentelmeńskiej umowy moja deklaracja o zachowaniu w tajemnicy informacji o przesłuchaniu przestała mnie obowiązywać i ujawniłem wszystkim tę sprawę. Nadto w przyszłości żadna nasza rozmowa nie będzie tajna, a wprost przeciwnie. W tej sytuacji EP nie mógł mnie nawet zapytać o KIK, o Maciejówkę, o Romka Sz. itd., bo nie dość, że okazałoby się, że ja nic nie wiem, to jeszcze pierwsze, co bym zrobił, to poinformował tych, o których pytano, że o nich pytano (to była taka moja modyfikacja propozycji Stanisława K.). W tej sytuacji nie zdziwiło mnie, że EP już o nic mnie nie pytał i nie chciał już więcej się ze mną spotykać. Nie wiem, czy skutkiem tej rozmowy był atak wścieklizny, który dotknął warszawską SB. Uderzyli oni w rodziców Sergiusza, strasząc ich chyba konsekwencjami, jakie mogą dotknąć ich i ich syna z powodu zadawania się ze mną. Dowiedziałem się o tym, gdy pojechałem na kolejne spotkanie z grupą warszawską. Z dworca zadzwoniłem do Sergiusza. Odebrała, jak zwykle, jego mama. Powiedziała, że nie może zabronić Sergiuszowi spotykać się ze mną, ale prosi bardzo, by te spotkania nie miały miejsca w jej domu, bo nie chce być potem nachodzona przez SB. (Dalej w następnym poście) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Lezie Pan w bagno, Panie Behemocie (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 22:12 Gdy przekazała słuchawkę Sergiuszowi umówiliśmy się na spotkanie w innym miejscu (nie jestem pewien, ale chyba w mieszkaniu Stefana, z którego potem poszliśmy na miasto). Po powrocie do Wrocławia przemyślałem całą sytuację. Uznałem, że SB może w różny sposób uderzać w członków TH i ich rodziny. Nie chciałem brać za to odpowiedzialności. Zwołałem zebranie TH i wyjaśniłem wszystkim, że nie warto tego dalej ciągnąć wobec takiego działania SB. Zaproponowałem, by gremialnie wystąpili z TH. Zaakceptowali moją propozycję. Rozdałem kartki i każdy z nich napisał do mnie prośbę o skreślenie z listy członków TH. Skreśliłem wszystkich i TH stało się stowarzyszeniem jednoosobowym i w sensie prawnym nadal takim jest, bo nikt mnie oficjalnie nie zawiadomił o jego rozwiązaniu z mocy ustawy. Może przyjmę kiedyś jakichś dwóch członków i już nie będzie można go rozwiązać (wymaganych jest trzech członków). 3. Po długiej przerwie zadzwonił nagle do mnie EP nalegając bardzo na prywatną rozmowę. Chciał, żeby spotkać się z nim w hotelu "Savoy" przy placu Kościuszki, gdzie mieszkał. Miał tam pokój jako mieszkanie służbowe. Odnosiłem wrażenie, że cały ten hotel jest w gestii resortu spraw wewnętrznych. Spotkałem się z EP. O nic nie pytał. Użalał się nad swym losem i złym potraktowaniem przez przełożonych. Poinformował mnie, że nie będzie się już więcej ze mną kontaktował. Byłem tą rozmową zdziwiony. Na sentymenty mu się zebrało? Dopiero materiały opublikowane przez pana Bereszyńskiego rzuciły nowe światło na tę sprawę. Wcześniej nie wiedziałem, że EP cały czas fabrykował sprawozdania z rozmów, jakie rzekomo ze mną prowadził. Być może było tak, że EP robił to za wiedzą swego bezpośredniego przełożonego, bo nie chcieli przyznawać się zwierzchnikom do spektakularnej klęski. Ale nie przewidzieli katastrofy. Okazało się, że EP ma być niedługo odsunięty od "mojej sprawy" i przejmie to kto inny. EP zdał sobie sprawę, że fakt tworzenia przez niego fikcji wyjdzie teraz na jaw, a nie mógł liczyć na to, że nowy funkcjonariusz będzie go ochraniać, kontynuując lipę. Musiał więc w ekspresowym tempie zlikwidować "moją sprawę", by trafiła ona do spraw zamkniętych i nikt oszustwa nie wykrył. Dlatego pewnie zależało mu na spotkaniu w "Savoyu", bo tam, o ile mnie pamięć nie zawodzi, rejestrowano w specjalnej księdze wchodzących. Gdyby ktoś odkurzył teczkę "mojej sprawy", to EP twierdziłby, że do końca był ze mną w kontakcie, a na dowód niech służy księga wejść do "Savoyu" gdzie odnotowano przecież fakt, iż tuż przed zamknięciem "mojej sprawy" EP jeszcze się ze mną spotkał. Dlatego zależało mi, by pan Bereszyński ujawnił, jak uzasadniono zamknięcie "mojej sprawy", bo przecież EP musiał to pisemnie uzasadnić, a jego przełożony zatwierdzić. Pan Bereszyński zapiera się jednak, że nie ujawni tego uzasadnienia. Szkoda. Myślę, że to uzasadnienie ma jakiś związek ze zdaniem, którym w początku 1982 powitał mnie funkcjonariusz SB w Opolu: "Uważamy pana za wroga PRL o skrystalizowanych wrogich poglądach" (z poprawką na moją pamięć). Myślę że to powitanie mogło wynikać z dokumentu sporządzonego przez EP dla zamknięcia "mojej sprawy" we Wrocławiu. To tak w skrócie wygląda Panie Behemocie. Szczegółowo będzie w innych postach. Tam też napiszę o insynuacjach pana Bereszyńskiego, na które też dał się Pan nabrać, choć na kilometr czuć je było brednią. Pozdrawiam serdecznie i apeluję o mniej naiwności. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sam podkopuje swoją wiarygodność 07.01.09, 22:56 Szanowny Panie Badura, Bardzo proszę nie przeinaczać faktów. Napisał Pan coś takiego: „zależało mi, by pan Bereszyński ujawnił, jak uzasadniono zamknięcie "mojej sprawy", bo przecież EP musiał to pisemnie uzasadnić, a jego przełożony zatwierdzić. Pan Bereszyński zapiera się jednak, że nie ujawni tego uzasadnienia. Szkoda.” Gdzie i kiedy zapierałem się, że czegoś nie ujawnię? Przecież to nieprawda. Napisałem tylko, że nie zamierzam stosować się do Pańskich żądań, bo taka forma zwracania się (żądanie) mi nie odpowiada. Dodałem przy tym, że mógłbym ewentualnie spełnić Pańskie oczekiwania, gdyby tylko wyraził je Pan w formie prośby. Zadrwiłem też z Pańskiej niekonsekwencji, jeżeli chodzi o Pański stosunek do mnie jako źródła informacji. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=65&w=88823118&a=89273083 Co to ma wspólnego z jakimś zapieraniem się? Takie przekręcanie moich słów nie przydaje Panu wiarygodności. W ewidentny sposób wypacza Pan sens mojej wypowiedzi, którą może z łatwością przeczytać każda osoba zaglądająca do tego wątku. Jak w tej sytuacji może Pan liczyć na to, że wszyscy bez zastrzeżeń uwierzą w to, co pisze Pan o sprawach sprzed 36 lat, gdzie nie istnieje żadna możliwość weryfikacji Pańskich twierdzeń? Jeśli o mnie chodzi, to nie mam żadnego powodu, by zakładać, że sprawy z lat 70. referuje Pan rzetelniej niż naszą polemikę na tym forum. Doprawdy sam Pan kopie pod sobą dołki. Co się tyczy do kwestii merytorycznych, a mianowicie zakończenia sprawy krypt. „ZEN”, to powyżej przytoczyłem obszerne fragmenty odnośnych dokumentów: notatki służbowej z 16 października 1974 r. oraz analizy końcowej z dnia 30 października 1974 r. Dokumenty te zawierają to, o co Panu chodzi, czyli uzasadnienie zamknięcia sprawy wraz z wnioskami końcowymi. To, o co Pan pyta, zostało już Panu podane na tacy, tylko jakoś Pan tego nie zauważył. To, czego rzekomo nie chcę ujawnić, zostało w rzeczywistości już dawno przeze mnie ujawnione. Pańskie zarzuty pod moim adresem są nie tylko bezzasadne, ale po prostu śmieszne. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski sam Pan podkopuje swoją wiarygodność 07.01.09, 22:59 Szanowny Panie Badura, Bardzo proszę nie przeinaczać faktów. Napisał Pan coś takiego: „zależało mi, by pan Bereszyński ujawnił, jak uzasadniono zamknięcie "mojej sprawy", bo przecież EP musiał to pisemnie uzasadnić, a jego przełożony zatwierdzić. Pan Bereszyński zapiera się jednak, że nie ujawni tego uzasadnienia. Szkoda.” Gdzie i kiedy zapierałem się, że czegoś nie ujawnię? Przecież to nieprawda. Napisałem tylko, że nie zamierzam stosować się do Pańskich żądań, bo taka forma zwracania się (żądanie) mi nie odpowiada. Dodałem przy tym, że mógłbym ewentualnie spełnić Pańskie oczekiwania, gdyby tylko wyraził je Pan w formie prośby. Zadrwiłem też z Pańskiej niekonsekwencji, jeżeli chodzi o Pański stosunek do mnie jako źródła informacji. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=65&w=88823118&a=89273083 Co to ma wspólnego z jakimś zapieraniem się? Takie przekręcanie moich słów nie przydaje Panu wiarygodności. W ewidentny sposób wypacza Pan sens mojej wypowiedzi, którą może z łatwością przeczytać każda osoba zaglądająca do tego wątku. Jak w tej sytuacji może Pan liczyć na to, że wszyscy uwierzą w to, co pisze Pan o sprawach sprzed 36 lat, gdzie nie istnieje żadna możliwość weryfikacji Pańskich twierdzeń? Jeśli o mnie chodzi, to nie mam żadnego powodu, by zakładać, że sprawy z lat 70. referuje Pan rzetelniej niż naszą polemikę na tym forum. Doprawdy sam Pan kopie pod sobą dołki. Co się tyczy do kwestii merytorycznych, a mianowicie zakończenia sprawy krypt. „ZEN”, to powyżej przytoczyłem obszerne fragmenty odnośnych dokumentów: notatki służbowej z 16 października 1974 r. oraz analizy końcowej z dnia 30 października 1974 r. Dokumenty te zawierają to, o co Panu chodzi, czyli uzasadnienie zamknięcia sprawy wraz z wnioskami końcowymi. To, o co Pan pyta, zostało już Panu podane na tacy, tylko jakoś Pan tego nie zauważył. To, czego rzekomo nie chcę ujawnić, zostało w rzeczywistości już dawno przeze mnie ujawnione. Pańskie zarzuty pod moim adresem są nie tylko bezzasadne, ale po prostu śmieszne. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski poprawny link - mam nadzieję 07.01.09, 23:09 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89273083 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie ręczysz za siebie, czyli co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:42 Uciekniesz na drzewo? Wciśniesz się pod jakieś auto? Przeciśniesz się przez kratkę odpływową do kanalizacji, by się tam przede mną ukryć w jakiejś szczurzej norze? Robisz się intrygujący "bohaterze". z pozdrowieniami. Piotr Badura PS. Przeszedłem na ty, bo dajesz znak, że tak wolisz. Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 Re: Nie ręczysz za siebie, czyli co? 07.01.09, 20:39 Przyznaję, że mnie poniosło a nie powinno. Oczywiście, ze na Pana widok będę schodził z chodnika na jezdnię. Gdzie mi takiemu szczylowi do bohatera minionych czasów. No bo w końcu kim ja jestem ? Żaden ze mnie opozycjonista. Że tam od czasu do czasu kilka ulotek rozniosłem ? Nawet do katedry w stanie wojennym nie każdego trzynastego nie chodziłem. I to wszystko. Z uwielbieniem bedę czytał wszystkie Pana posty, te perełki literatury internetowej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie uważam Pana za anonimowego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:36 Szanowny Panie Jędrku Wiedziałem oczywiście, że to Pana post. Gdybym nawet nie zwrócił uwagi na Pana IP, to przecież w ślad za Panem pojawia się zwykle na forum pewien obszczymurek, który przypomina, że to Pana post. Niech Pan jednak walczy ze swym lenistwem i oznacza posty imieniem i nazwiskiem. Nie każdy kryjący się pod nickami to tchórz, ale atakujący anonimowo kogoś wymienionego z imienia i nazwiska to na 99 procent tchórze. Nie chcę teraz uruchamiać tu z Panem pobocznego wątku w sprawie legalności PRL. Moje stanowisko w tej sprawie jest jasne. Zwrócę tylko uwagę na jeden szczegół. Pan, zdaje się, uważa np. kontrolę korespondencji w PRL za nielegalną. Tymczasem ona mogła być legalna i nielegalna. Dokument przesłany do Wrocławia przez KW MO w Opolu, pozyskany dzięki przeglądaniu mojej korespondencji, był dokumentem pozyskanym legalnie i dlatego w aktach jest wyraźnie napisane, że tak go pozyskano. Jeśli jednak EP przez swego współpracownika w "Szklanym Domu" na prywatny rachunek zbierał informacje z moich listów, to były to informacje uzyskane nielegalnie, bo jemu nie wolno było tego robić. Nie mógł więc w aktach napisać, skąd ma te informacje. Musiał je przypisać jakiemuś źródłu prawdziwemu bądź fikcyjnemu. Jeśli chodzi o Pana wątpliwość, co do miejsca mojej pierwszej rozmowy z EP, to sprawa ma się tak: EP zjawił się rano u kierowniczki akademika. Posłał ją po mnie. Za jakiś czas zszedłem do gabinetu kierowniczki. Tam EP wylegitymował mi się i poinformował mnie, że zostanę przez niego doprowadzony do KW MO we Wrocławiu w celu przesłuchania w związku z podejrzeniem o prowadzenie nielegalnej działalności. O ile mnie pamięć nie zawodzi (to w końcu 36 lat), to była to cała nasza rozmowa w akademiku, bo potem udaliśmy się do KW MO na wielogodzinne przesłuchanie. W swym sprawozdaniu EP chyba pominął ten krótki moment w akademiku i drogę do KW MO jako nieistotne w sprawie. Czy na pewno pominął, to wie pan Bereszyński, który studiował moje akta. Ja nigdy nie miałem do tych akt dostępu, bo nikt mi ich nie przyniósł. Nad panem Bereszyńskim mam jednak tę ogromną przewagę, że ja wiem jaka była prawda, a pan Bereszyński wie tylko, co napisali funkcjonariusze SB. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski znowu Pan fantazjuje 07.01.09, 21:43 Szanowny Panie Badura, Pańskie wywody na temat legalnych i nielegalnych form kontroli korespondencji przez SB nie mają żadnego związku z rzeczywistością. To wyłącznie Pańskie spekulacje, sprzeczne z łatwo dostępną wiedzą na temat tego, jak faktycznie funkcjonowały określone komórki SB. W rzeczywistości było tak, że cała niemal działalność pionu „W” SB (perlustracja korespondencji) stała na bakier z formalnie obowiązującym prawem. Nawet w czasach PRL obowiązywała tajemnica korespondencji, a naruszanie owej tajemnicy wymagało zgody prokuratora. Tymczasem komórki pionu „W” SB, zakamuflowane w urzędach pocztowych, w ogólnym przypadku otwierały i kontrolowały korespondencję bez zgody prokuratora. Tak wyglądała codzienna praktyka tej służby. Krótko mówiąc – normą było to, że pion „W” SB działał nielegalnie. Oczywiście nikt w SB się tą nielegalnością nie przejmował. Prawo w PRL było głównie po to, by trzymać za pysk obywateli, a nie po to, by władza miała się nim krępować. Tylko ktoś bardzo naiwny i zaślepiony mógł uważać PRL za państwo prawa, a SB za służbę stojącą na straży praworządności. Szczytem zaślepienia jest prezentowanie takiego stanowiska nawet obecnie, gdy łatwo jest dotrzeć do rzetelnej wiedzy na temat tego, jak faktycznie funkcjonowały organa władzy w PRL. Dokumenty pochodzące z pionu „W” były wtórnie legalizowane wtedy, gdy zamierzano wykorzystać je dla celów procesowych. Dopiero wtedy występowano o formalną zgodę prokuratora na kontrolę korespondencji. Przypadki takie należały jednak do rzadkości. Legalizacja dokumentów pozyskanych przez pion „W” bez formalnej zgody prokuratora wyglądała przeważnie tak, że przejętą nielegalnie korespondencję przesyłano do Urzędu Przesyłek Niedoręczonych w Poznaniu pod pretekstem, że adres odbiorcy uległ zamazaniu i trzeba w inny sposób ustalić jego tożsamość (pisano wówczas np. że koperta uległa zamoczeniu przy wyjmowaniu listu ze skrzynki pocztowej lub coś w tym stylu). Oficjalnie dopiero wtedy „okazywało się”, co zawiera przesyłka. Faktycznie wiedziano to już wcześniej, ale dla celów procesowych (dla sądu) trzeba było stworzyć pozory legalności. Praktyki te były określone w instrukcjach regulujących działalność pionu „W”. To nie była żadna samowola nadgorliwych funkcjonariuszy, ale odgórnie zorganizowane bezprawie. Krótko mówiąc – normą było nielegalne działanie SB. Pozory legalności tworzono wtedy, gdy dana sprawa miała wyjść na zewnątrz SB (sprawy sądowe itp.). SB nie oszukiwała samej siebie, kreując fikcję w dokumentach. Fikcja, jeżeli ją tworzono, była potrzebna na użytek zewnętrzny. W Pańskim przypadku SB nie musiała zawracać sobie głowy żadnymi pozorami legalności, ponieważ w sprawie krypt. „ZEN” nie prowadzono żadnego formalnego śledztwa czy dochodzenia. To była wyłącznie sprawa operacyjnego sprawdzenia, prowadzona bez wiedzy i udziału prokuratury. Dokument z pionu „W”, na podstawie którego założono tę sprawę, został pozyskany nielegalnie, bo na pewno nie uzgadniano tego z prokuraturą. To samo dotyczy innych dokumentów „W”, jakie przypuszczalnie zostały pozyskane w ramach tejże sprawy. Por. Pleban nie musiał uciekać się do pokątnego czytania listów w akademiku. W związku z formalnym założeniem sprawy krypt. „ZEN” mógł spokojnie złożyć zlecenie na kontrolę korespondencji w Wydziale „W” KW MO we Wrocławiu. Nie miałby z tym najmniejszego problemu, bo tak wyglądała codzienna praktyka. Gdyby ktoś zadał sobie trud gruntownego przebadania dokumentów pozostałych po owym wydziale, bardzo możliwe, że znalazłby tam takie zlecenie oraz inne dotyczące Pana materiały, których nie dołączono w bezpośredni sposób do teczki sprawy krypt. „ZEN”. Prowadzenie takich poszukiwań wykracza jednak poza właściwy krąg moich zainteresowań. Mam wiele innej, ważniejszej pracy do wykonania. Kwestia ta w szczególnie dobitny sposób pokazuje, jak śmieszne i naiwne są Pańskie poglądy na temat praworządności SB jako „legalnej służby w legalnym państwie”. Nie pojmuję, jak ktoś z bogatym doświadczeniem życiowym może sobie i innym opowiadać takie bajki. Wyraził Pan tutaj swój pogląd na temat dzielących nas różnic. Faktycznie dzielą nas ogromne różnice. Dla mnie jednak linia podziału przebiega zupełnie inaczej niż Pan to przedstawił. Jedna z fundamentalnych różnic polega, moim zdaniem, na tym, że ja mam szacunek dla faktów i staram się poznawać jej możliwie najdokładniej (choć oczywiście mogę popełniać błędy), Pan natomiast woli fantazjować i bardziej polega na swojej wyobraźni niż na dostępnych materiałach źródłowych. Myślę, że owa skłonność do fantazjowania w oderwania od rzeczywistości, była jedną z głównych przyczyn, dla których 36 lat temu SB tak łatwo wciągnęła Pana w niebezpieczną pułapkę psychologiczną (pisałem o tym powyżej). Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Panie Juhasie, powstała wątpliwość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.09, 18:00 Szanowny Panie Juhasie Pytał Pan: "No to w końcu ma zasługi w obalaniu komuny, czy ma narąbane w papierach?" Myślę, że pytał Pan pana Bereszyńskiego, ale pan Bereszyński uważa, że mnie. W rezultacie żaden z nas się nie poczuwa do odpowiedzi. Proszę skonkretyzować, kogo Pan pyta. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Panie Juhasie, powstała wątpliwość IP: 77.252.18.* 07.01.09, 20:23 Rzuciłem pytanie ogólnie bez konkretnego adresata. Sytuacja jest jaka jest, więc odpowiem sam sobie - Piotr Badura ma zasługi w obaleniu komuny. Gdyby nie On to ho,ho, ho ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Szanowny Panie Piotrze... IP: *.pools.arcor-ip.net 08.01.09, 09:27 Szanowny Panie Piotrze, Pańskie wyjaśnienia uważam za mało wiarygodne. Zwłaszcza te, że „Pański” esbek preparował fikcyjne dokumenty z fikcyjnych rozmów. Pomimo, iż w całym peerelu panował bajzel, akurat bezpieka nie mogła sobie pozwolić na funkcjonowanie na fikcyjnych raportach, dokumentach i statystykach. Od niej zależał los i bezpieczeństwo systemu. Kary za oszukiwanie przełożonych były tam zapewne surowe, a przełożeni rygorystycznie kontrolowali podwładnych. Pleban nigdy nie miał pewności, czy kolejną rozmowę z Panem będzie prowadził ponownie on sam, czy być może jego przełożony (a wtedy „lipa” wyszłaby na wierzch). Dlatego nie mógł pisać „lipnych” raportów. Napisał Pan w tytule wątku o potrzebie odwagi. Proszę, albo niech Pan pisze prawdę, albo niech Pan po prostu zakończy „rozmowę” odmawiając dyskusji (tak jak to zrobił pewien chętny do polemik manipulator, gdy publicznie na tym forum manipulatorem go nazwałem). Jak już pisałem, uważam Pańską postawę w kontaktach z esbe za niewłaściwą. Choć – i nadal tak uważam – taki naprzykład „nadredaktor” Michnik wypadł jeszcze gorzej. On wręcz targował się z esbekami: będę z wami rozmawiał, ale oczekuję od was tego, tamtego, siamtego. www.niezalezna.pl/photorelation/show/id/98 Kontynuowałbym tę dyskusję, ala stawia mnie to w niezręcznej sytuacji. Nie chodzi o tego obszczymurka, o którym Pan wspomniał. Obawiam się, że niezorientowani forumowicze mogliby dojść do wniosku, że ja i ten – no wie Pan – tendencyjny manipulator i najemnik „Wyborczej” jesteśmy w tej samej „drużynie” i wspólnie Pana zwalczamy. Dlatego wyłączam się z tego wątku. Wciąż nie odpisał mi Pan na moje pytanie na innym wątku. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=84065330&a=89148209 Serdecznie pozdrawiam Jędrek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Collonna Re: Szanowny Panie Piotrze... IP: *.pool.einsundeins.de 08.01.09, 12:23 Jaka szkoda ze ludzie pokroju pana Piotra nie zrobili ucieczki do przodu publikujac wszystkie swoje kontakty z bezpieka. I to w latach 90-tych.Tak, tak-trzeba bylo miec ta odwage. Bo w zasadzie poza nielicznymi jednostkami nikt nie mial szansy aby sie tam nie zmoczyc gdy oni sie na kogos uparli.Nawet na gorliwego duchownego zawsze sie cos znalazlo.Moze nie byli tak perfekcyjni jak STASI-ale tez te metody studiowali.Dla mnie czerwona linia jest cyrograf o wspolprace + judaszowe srebrniki.A tak daleko u Badury nie bylo.I dla wszystkich-zawsze jest lepszy koniec z strachem jak strach bez konca. Odpowiedz Link Zgłoś
mx4 Szanowny Panie Piotrze... 09.01.09, 06:30 No i co ? I to już wszystko w tym wątku ? Jestem bardzo zawiedziony Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ss20 ten wątek to prowokacja P.Badury IP: 217.197.72.* 09.01.09, 08:45 oczywiście intelektualna prowokacja ;-) P.Badura sprowokował Z.Bereszyńskiego do ujawnienia jego (Z.B.) wiedzy na temat flirtu (bo ufam, ze nie romansu) Badury z SB. Tak jest Badurze wygodniej, bo przeciez jego osobiste wystapienie do IPN w sprawie materiałów go dotyczacych byłoby "ponizej jego godności" A tak już wie, dostał na tacy :) Wyjasnienia, interpretacja zdarzeń sprzed 36 lat dokonana przez Badure byłaby znacznie bardziej wiarygodna, gdyby zrobił to PRZED opublikowaniem tekstu Bereszyńskiego. A tak - mamy konfrontacje dokumentów SB ze wspominkami Badury. Kto ma racje? Flirt, czy romans? Jak to mówią: przez żołądek do serca... /te żeberka z kapustą spałaszowane przez Badure w milicyjnej kantynie we Wrocławiu będą mu się odbijać czkawką/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Tu nie chodzi o wiarygodność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 19:24 Szanowny Panie SS-20 Myślałem, że Pana typ już w całości zezłomowano, ale okazuje się, że jak zwykle jakieś egzemplarze zawsze gdzieś się zadekują ;-) Ma Pan rację z tą prowokacją. Człowiek jest niewolnikiem swych zasad, ale zawsze znajdzie się jakiś szabesgoj, co przybiegnie z tacą. Nie ma Pan natomiast racji z wiarygodnością. Nie wypadało mi się wychwalać, jak to dzielnie radziłem sobie w kontaktach z SB. Co innego, gdy pan Bereszyński zamieścił tu oszczerstwa i insynuacje na mój temat. Teraz mogę spokojnie pisać, bo nie jest to wychwalanie się, ale obrona, do której mam naturalne prawo i zamierzam z niego w pełni skorzystać. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: goj Re: Tu nie chodzi o wiarygodność IP: *.xdsl.centertel.pl 09.01.09, 19:52 Gość portalu: Piotr Badura napisał(a): > Ma Pan rację z tą prowokacją. Człowiek jest niewolnikiem swych zasad, ale zawsze znajdzie się jakiś szabesgoj, co przybiegnie z tacą. Oho, uderz w stół a nożyce się odezwą. Wystarczyło, że znany na tym forum pieniacz o ksywie "gość" zaczął znowu bredzić o "najemniku Wyborczej", a stary paksowiec Badura już zaczyna tropić "szabesgojów" pl.wikipedia.org/wiki/Szabes_goj Trafił swój na swego. Jednym zwidują się białe myszki, innym spiski i prowokacje żydowsko-masońskie. Jak dalej "dyskusja" bedzie się rozwijać w tym kierunku, to może niedługo dowiemy się, że wszystkie kłopoty Piotra B. to robota syjonistów, Mosad itp. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Najpierw proszę pomyśleć, a potem nie pisać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 22:03 Szanowny Panie Goju Coś się Panu pokręciło. Żydem jest korzystający z usług szabesgoja, ale absolutnie nie jest nim szabesgoj. Gdyby chcieć aż tak dosłownie rozumieć, to co napisałem, to właśnie ja byłbym Żydem, a ten, który przybiegł z tacą byłby nie-Żydem. Trafił więc Pan kulą w płot. Jeśli ten mój post wyda się Panu skomplikowany, to proszę przeczytać go wielokrotnie i powoli. Ewentualnie jutro, gdy się Pan wyśpi. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: goj Re: Najpierw proszę pomyśleć, a potem nie pisać IP: *.xdsl.centertel.pl 09.01.09, 22:26 A czy ja pisałem, że Pan jest Żyd? To Panu coś się kręci. Ja Panu do spodni nie zaglądam. Ja się Pana pytam, kto jest ten Żyd, którego obsługuje ten szabes goj, o którym Pan pisze. Jak Pan nie jest ten Żyd, to kto jest ten Żyd? Kto jest Żyd i kto jest szabes goj? Kto komu służy według Pana? Jak nie ma Żyda, to nie ma szabes goja, a jak jest szabes goj, to ja się Pana pytam - gdzie jest ten Żyd? Skomplikowane? To sam się Pan prześpij i przestań pieprzyć od rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Musi Pan załatwić sobie korepetycje z polskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 23:30 Szanowny Panie Goju Jeśli Pana znajomy będzie mówić do żony "rybko", to niech Pan broń Boże nie wrzuca jej do akwarium. Słowa "rybko" nie należy w tym przypadku brać dosłownie. Podobnie gdy ja mówię o szabesgoju, to nie należy tego rozumieć dosłownie, tak jak Pan to zrozumiał. Nie dość jednak, że całkiem błędnie wziął Pan słowo "szabesgoj" dosłownie, to jeszcze źle Pan zinterpretował całą sytuację. Gdyby przynoszący mi na tacy miał być dosłownym szabesgojem, to ja musiałbym być dosłownym Żydem. W takim razie nie miałoby sensu, bym obwiniał Żydów. Nie wiem czy moje tłumaczenie ma sens, bo Pan ma luki w zakresie języka polskiego jeszcze z podstawówki. Proszę koniecznie wziąć korepetycje, a twórczość forumową na razie sobie odpuścić. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: goj Re: Musi Pan załatwić sobie korepetycje z polskie IP: *.xdsl.centertel.pl 09.01.09, 23:37 Językiem polskim władam, nie chwaląc się, całkiem sprawnie. We wcześniejszym poście celowo uprosciłem formy gramatyczne, żeby sens wypowiedzi był bardziej przejrzysty i żeby przestał Pan strugać wariata. Wychodzi jednak na to, że struganie wariata to Pańska specjalność, a za to kompletnie brak Panu poczucia humoru. Struga Pan wariata na smutno i to jest szczególnie smutne. Szalom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koń trojański... kolejne wcielenie manipulatora? IP: *.pools.arcor-ip.net 10.01.09, 00:51 Słówko do goja... goj napisał: „Oho, uderz w stół a nożyce się odezwą.” Święta prawda. Kiedy tylko napiszę cokolwiek na temat znanej na forum postaci pewnego manipulatora i najemnika Wyborczej, natychmiast pojawiają się odpryski jego zwielokrotnionej osobowości. Udając „obiektywnych” i „niezaangażowanych” forumowiczów z furią mnie atakują, żyły wypruwając z siebie w obronie dobrego imienia najemnika. Do niedawna naliczyłem przynajmniej pięć jego „wcieleń” czy „odprysków”. Także i w tym wątku zdażyło się to samo. Ledwie coś tam napomknąłem o tym najemniku, a tu natychmiast jak dżin z czarodziejskiej lampy pojawił się „goj”. „Niezaangażowany” i „obiektywny”. goju... Zbychu, za przeproszeniem... To ty wysłałeś do mnie maila o treści „spotkamy się w sądzie”. Już zapomniałeś? Kto więc z nas jest pieniaczem? O moje białe myszki się nie martw. Mają się dobrze. Zatroszcz się natomiast o twoją manię prześladowczą. Przecież ty już wszędzie tylko spiski, intrygi i łotrów napuszczonych na ciebie przez OSPN widzisz. Słyszałem, że nawet jak ci się pasztetowa w lodówce popsuje, to kurwujesz, że to robota Uklei. Odwagi, ja nie gryzę. Nie musisz się pod tyloma nickami kamuflować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: goj spadaj pajacu IP: *.xdsl.centertel.pl 10.01.09, 01:13 Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Wspomniałem słówko o pieniaczu i pieniacz już się pieni. Nie pisałem do ciebie tylko do Piotra B., więc się nie wpieprzaj między wódkę i zakąskę. Lepiej idź się leczyć, bo chyba pełnia księżyca znowu pomieszała ci w głowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Przepraszam, to była pomyłka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 01:43 Szanowny Panie Goju Obawiam się, że nasza wymiana postów wzięła się z mojej pomyłki. Myślałem, że mnie Pan brzydko zaatakował, więc odpowiedziałem obelżywym słowem (jak piszesz, tak będzie ci odpisane). Dopiero jak ten mój post poszedł, zorientowałam się, że to nie Pan mnie zaatakował. Pomyliłem autorów. Ale cofnąć się nie da. Przepraszam zatem za to brzydkie słowo. Nie wiem co Pan ma do pana Jędrka, a on do Pana i nie bardzo chcę wiedzieć. To sprawa między Panami. Wolałbym, abyście Panowie doszli do jakiejś zgody. Ja w każdym razie ja nic nie mam ani do Pana, ani do pana Jędrka. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz przepraszam Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koń trojański... Re: spadaj pajacu IP: *.pools.arcor-ip.net 10.01.09, 10:19 Sam do siebie już gadasz? Masz kłopoty z księżycem? No i kto z nas się pieni? Ja się tylko z zepsutej pasztetówki śmieję. To tobie piana z pyska kapie. Nie wypada, jak na "neutralnego"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie rób sobie nadziei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 18:53 To w żadnym razie nie wszystko. Ten wątek będzie trwał tak długo, dopóki wszystkie oszczerstwa i insynuacje pod moim adresem nie doczekają się odpowiedzi. Wiem, że niektórzy już żałują, że wdali się w ten wątek, ale to już ich zmartwienie. Mogę co najwyżej pozostawiać bez odpowiedzi wpisy anonimowe, bo odpowiadanie tchórzom nie jest wymagane. Pozdrawiam i życzę choć ociupinkę odwagi Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Rozumiem i przyjmuję do wiadomości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.09, 19:33 Szanowny Panie Juhasie Gdy nie ma się odwagi podpisać imieniem i nazwiskiem, gdy nie ma się odwagi zadać pytania konkretnie, to trzeba potem samu sobie odpowiadać. Wiem, że to przykry stan i współczuję. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Rozumiem i przyjmuję do wiadomości IP: 77.252.18.* 09.01.09, 21:02 A ileż to osób tu się podpisuje imieniem i nazwiskiem ? A wiesz dziaduniu dlaczego tego nie muszą robić ? Na pewno nie ze strachu przed tobą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do autora watku Re: Rozumiem i przyjmuję do wiadomości IP: *.dip.t-dialin.net 10.01.09, 08:53 Panska korespondencja jest troche jak pisanie donosow(mozna napisac wszystko). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Collonna Re:Piotrze Baduro IP: *.pool.einsundeins.de 11.01.09, 16:31 Idz do spowiedzi, ksiondz Cie rozgrzeszy i bendziesz mial poko I nie zawracaj nam gowy.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kej Re:Piotrze Baduro IP: *.we.po.opole.pl 13.01.09, 09:42 Ku naszej zgryzocie Łotr Badura wybrał starochrześcijańską formę spowiedzi, czyli spowiedź publiczną... Odpowiedz Link Zgłoś
drugilink Re: :-( 27.01.09, 19:50 A może ktoś mądry mi wyjaśni o co tu wreszcie chodzi???!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: :-( IP: *.punkt.pl 27.01.09, 20:45 Uważaj, bo jak Piotr Ubawiciel Badura zacznie Ci wyjaśniać to na Wielkanoc zaczniesz prosić żeby przestał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: formalnie Re: :-( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 21:18 Ja w kwestii formalnej. Śledzę wątek z uwagą, choć nie zabieram w nim głosu, ale przychodzi mi to coraz trudniej (czytanie kolejnych pojawiających się wpisów) ze względu na ich "rozrzut" po sporym już wątku. Proszę, jakby się dało, dopisywać posty po kolei. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Tak trochę z innego wątku IP: *.punkt.pl 31.01.09, 20:53 Do Piotra B. To komuś zlecono śledzenie forumowiczów ? Oczywiście Pan wie komu, inaczej by Pan przecież o tym nie wspominał. A jeżeli chce Pan wiedzieć kto mi przydziela różne IP, to uprzejmie informuję, że tą osobą przydzielającą IP jestem ja sam. Spowodowane jest to pisaniem z różnych miejsc na różnych komputerach (ale to dla Pana jest pewnie za skomplikowane, więc nie będę dalej tego problemu wyjaśniał). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Ma Pan jeszcze 38 minut IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:21 Szanowny Panie Juhasie Obiecał Pan zamieścić dziś w tym wątku post napisany z trzeciego IP. Proszę dotrzymać tej obietnicy. Zostało Panu 38 minut. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Ma Pan jeszcze 38 minut IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 23:49 I co, Drogi Ubawicielu, łyso Ci? Ty nie masz serca, żeby mnie tak przeganiać po mieście z laptopem (w poszukiwaniu innego ajpika :) Myslisz, ze zdrowie na loterii wygrałem, czy jak? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura A nie można szczerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:12 Panie Juhasie Trzeba było uczciwie napisać: Zapomniałem, że "jutro" to niedziela, firma nie pracuje i nie przydzielą mi dodatkowego IP. Warto czasem patrzeć w kalendarz (nie mylić z: 1. patrzeć na księżą oborę, 2. kopnąć w kalendarz). Pozdrawiam serdecznie, mimo sprawionego zawodu Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: A nie można szczerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:43 Ubawicielu Drogi, tropicielu ajpików, to już do trzech zliczyć nie potrafisz? 1) IP: *.punkt.pl 2) IP: 77.252.18.* 3) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl chyba jest już niedziela, śpij słodko :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Idę spać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.09, 00:55 Szanowny Panie Juhasie Umiem liczyć do trzech, mimo piwa. Chodzi mi o to, że gdyby Panu przydzielili, to by Pan nie biegał po mieście po ten trzeci IP ;-). Doceniam poświęcenie. Za radą Behemota gaszę piec, dopijam piwo i idę spać. Może jutro coś napiszę, ale nie wiem, bo mam ważny obiad rodzinny we Wrocławiu. Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze nie śpią i zmywam się Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Ja też... IP: *.punkt.pl 01.02.09, 01:18 I tu Piotr przybijam Ci piątkę. Jako wlaściciel tego watku masz pełne prawo do zgaszenia światła. Wypada mi jeno sie dostosować, zawezwać: Pax między chrześcijany, dopić wino (bo na cienkuszu dzisiaj jadę), złożyc prośbę na Twe ręce, byś Zosię ucałował, życzyć smacznego na rodzinnym obiedzie, ostrożnej jazdy i szczesliwego powrotu, bo ślisko jak cholera. Bo różnić się możemy ale nie za wszelką cenę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: behemot Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.punkt.pl 01.02.09, 00:35 Dzis w nocy już chyba nikt na tę odwagę się nie zdobędzie. Jako arbiter ele...proponuję zgasić światło na wątku i poogladać seks dostepny w tiwi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: 83.238.214.* 06.02.09, 10:49 Ło Matko Boska Z Którego Bądź Kościoła ! Piotr Ubawiciel Badura wrócił i znowu bełkocze ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: juhas Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.punkt.pl 15.02.09, 18:31 No to jak już Pan znowu wrócił, to chociaż może odpowie na pytanie co czuł po tych swoich "patriotycznych" rozmowach z esbekami ? Czy czuł Pan Panie Badura satysfakcję z "dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku" ? Czy może niedosyt ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anka Re: Warto zdobyć się na tę odwagę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 23:07 Panie Badura - kończ Waść wstydu (sobie) oszczędź! Taki obiecujący tytuł wątku Pan wybrał, i co? Kicha! Bereszyński Pana metodycznie "punktuje" a Pan ucieka w coraz bardziej mgliste dywagacje. Wątek jest rzeczywiscie długi i trudno przezeń przebrnąć, ale to Pan jawi się tu jako oskarzyciel (te niedwuznaczne niczym niepoparte sugestie wzgledem Z.B.) a nie odwrotnie. Może żródła, z których korzysta Z.B. nie są w pełni wiarygodne, ale przynajmniej są, można to sprawdzić, zweryfikować. Gorzej z Pańskimi słowami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Proszę konkretniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 23:18 Szanowny Panie Anko Proszę spróbować sformułować jakieś jedno konkretne zdanie, to postaram się do niego ustosunkować. Na razie tylko żałośnie Pan ciamka, żebym już odpuścił. Na próżno. "Zabawa dopiero się zaczyna" (pozwoliłem sobie zacytować coś z poezji). Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anka Re: Proszę konkretniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 23:34 Gość portalu: Piotr Badura napisała: > Szanowny Panie Anko > Proszę spróbować sformułować jakieś jedno konkretne zdanie, to postaram się do > niego ustosunkować. Na razie tylko żałośnie Pan ciamka, żebym już odpuścił. Na > próżno. "Zabawa dopiero się zaczyna" (pozwoliłem sobie zacytować coś z poezji). > Pozdrawiam serdecznie > Piotr BaduraGość portalu: Piotr Badura napisał(a): miłej zabawy Pani Badura :) PS a jakąż to poezje Pani zacytowała, jeśli wolno spytać? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Ha! To jest właśnie zabawa! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.09, 00:28 Szanowny Panie Anko Pyta Pan, "a jakąż to poezję Pani zacytowała, jeśli wolno spytać?" Spytać oczywiście wolno, ale odpowiedzi wprost nie będzie. Będzie tyle: Tomik "Zabawa dopiero się zaczyna" wydany przez wrocławskie Ossolineum w 1981. Wiersz tytułowy "Zabawa dopiero się zaczyna", w którym Kaskader pyta: "Dlaczego udajesz mężczyznę?" i "wybiera się na emeryturę" (w sprawie Kaskadera i emerytury patrz wcześniejsze wpisy). Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: (06101971+35) Gratulacje dla pana Zbigniewa IP: *.punkt.pl 16.02.09, 22:19 Młody jestem i nie moje to czasy o których panowie piszecie. Chciałbym jednak złożyć tu moje wyrazy uznania dla pana Zbigniewa za wytrwałość w opanowaniu materiałów, którymi się pan zajmuje, umiejętność dociekania prawdy, rzeczowość wypowiedzi i właściwą postawę (mam tu na myśli sposób prowadzenia dyskusji) bez taplania się w różnych zmiennych stanach emocjonalnych. Panie Zbigniewie gratuluję rzetelności, skrupulatności itp. (06101971+35) Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Gratulacje dla pana Zbigniewa 16.02.09, 23:10 Dziękuję i serdecznie pozdrawiam. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura To Pan, Panie Behemocie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.09, 21:45 Czy to Pana post Panie Behemocie? Czyżby przełożeni uznali, że Pan Bereszyński słabnie i trzeba go podbudowywać? Jakoś trudno uwierzyć, żeby prawdziwy młody był tak naiwny, by nie rozumieć tego, o czym tu się pisze, i jednocześnie tak lękliwy, że wolał być anonimowy. To nie są cechy dzisiejszych młodych. A może to Pana kolega, pan Juhas? To zresztą na jedno wychodzi. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meloman Re: To Pan, Panie Behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.09, 08:07 Bajdura pozazdrościł sławy Pabisiakowi i chce pobić jego rekord? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: starszy pan Re: Gratulacje dla pana Zbigniewa IP: *.as.kn.pl 24.03.09, 21:16 Przyłączam się do tych gratulacji. Z dużą uwagą czytałem dziś wieczorem polemikę na tym forum, szczególnie początkowe posty. Dowiedziałem się wiele ciekawych rzeczy o latach PAX'u - a w tamtych czasach zaliczałem laborkę może i kolegom p. Piotra? Z nim mam tyle wspólnego, że też nie chcę zaglądać do teczek IPN z nazwiskami jakby moimi. Podziwiam te parę znanych osób, które miały odwagę przyznać się publicznie do współpracy, np. mój ówczesny idol z "Dookoła świata" - a nie typowo zaprzeczać (kłamać!) jak ten wzorcowy ks. prof. dr hab... Choć przeczytałem tylko małą część postów na tym forum GW, mam wrażenie, że p. Badura prowadzi grę w "Czarnego Piotrusia"... P.S. Choć nie znaliśmy (moje środowisko) doktryny PAX'u o możliwości transformacji PZPR "od środka" - to często w dyskusjach popieraliśmy doktrynę (Brzezińskiego?) konwergencji (tj. przejścia demoludu do demokracji) oraz pogląd, że można przyczynić się do przemian wstępując do partii. Alternatywą było (Cyrankiewicza) "odrąbanie ręki" oraz Gierka "pogruchotanie kości" przez śląską wodę... Pozdrawiam wszystkich autorów. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nowe znaki zapytania 23.04.09, 22:28 Blisko cztery miesiące temu, w innym wątku na tym forum, ujawniłem treść dokumentów sprawy krypt. „ZEN”, w ramach której w latach 1972- 1974 wrocławska SB zajmowała się osobą Piotra Badury. Z dokumentów tych wynika, że Badura, jako figurant owej sprawy, spotykał się z por. Edwardem Plebanem, starszym inspektorem Grupy IV Wydziału III Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu. Sam Badura publicznie (na tym forum) przyznał się do konspiracyjnych spotkań z por. Plebanem w kawiarni i hotelu. Zachowane dokumenty mówią, że SB planowała pozyskanie Badury w charakterze tajnego współpracownika. Dokumenty sprawy krypt. „ZEN” nie mówią niestety, co działo się z Badurą i wokół Badury po 1974 r. Prawdę mówiąc, do pewnego momentu nie byłem zbytnio zainteresowany dociekaniem tego, co działo się później, ponieważ wydawało mi się, że nie ma to istotniejszego znaczenia dla prowadzonych przeze mnie badań historycznych. Niezwykła zaciekłość wojny, jaką wypowiedział mi tutaj Badura, skłoniła mnie jednak do bliższego przyjrzenia się sprawie. Obiecałem, że jeżeli ustalę coś nowego na temat Badury i jego relacji z SB, to poinformuję o tym forumowiczów. Obecnie mogę już dotrzymać tej obietnicy. Otrzymałem właśnie z IPN materiały, z których wynika, że w latach 1977-1980 Piotr Badura był zarejestrowany pod numerem 37983 jako kandydat na tajnego współpracownika SB. Rejestracji dokonano z datą 7 stycznia 1977 r. na wniosek Wydziału IV Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu, zajmującego się inwigilacją Kościoła i środowisk przykościelnych (m. in. „PAX”). Zdjęcie z ewidencji nastąpiło z dniem 27 października 1980 r. Teczka z dokumentami kandydata na TW została wówczas złożona w archiwum Wydziału „C” KW MO we Wrocławiu, gdzie przechowywano ją do końca czasów komunistycznych. Niestety w ostatnich miesiącach, czy nawet tygodniach, działalności SB teczka ta została podobno komisyjnie zniszczona, jak informuje dokument z 21 czerwca 1990 r. Brak owej teczki stwierdzono również podczas inwentaryzacji zasobów UOP w 1991 r. W jednym z wcześniejszych wpisów na tym forum podkreślałem, że w tego typu sprawach nie można wyrokować na podstawie samych tylko zapisów ewidencyjnych. Bez zapoznania się z aktami danej osoby nie można powiedzieć, czy osoba traktowana formalnie jako kandydat na TW podjęła faktyczną współpracę z SB czy nie. Pisałem, że kandydaci na TW mogli w niejednym przypadku nie wiedzieć nawet, że SB w ogóle się nimi interesuje. Ale oczywiście bywały także inne przypadki. Warto w tym miejscu przytoczyć bardzo kompetentną wypowiedź Bogusława Nizieńskiego, byłego rzecznika interesu publicznego: „Najczęściej »kandydaci na TW« to osoby osaczane przez SB celem zwerbowania, czasem zresztą nic o tym nie wiedzące. Bywało jednak i tak, że choć w kartotece wciąż figurował zapis »kandydat na tajnego współpracownika«, dana osoba była już sprawnie działającym agentem SB. Często latami nie zmieniano tych oznaczeń - i to z różnych powodów, najczęściej ze względu na zakonspirowanie faktu współpracy, a czasem ze względu na brak pewności co do solidności współpracy”. Koniec cytatu. Podaję odnośny link: www.antyk.org.pl/ojczyzna/agentura/dyskusja.htm Nie mając możliwości wglądu w akta Badury jako kandydata na TW, możemy jedynie domniemywać, jak było w jego przypadku. Osobiście (inaczej niż Badura) nie lubię wdawać się w daleko idące spekulacje w oderwaniu od źródeł. Pewne wnioski i refleksje nasuwają się jednak niejako automatycznie w kontekście tego, co wcześniej napisano w nawiązaniu do sprawy krypt. „ZEN”. Warto podzielić się nimi w tym miejscu. Badura utrzymuje, że por. Pleban konfabulował w swoich notatkach ze spotkań z nim. Podobno Piotr B. wyraźnie okazywał Plebanowi, że nie będzie współpracować z SB, ale ten uparcie pisał o zamiarze zwerbowania Badury w charakterze TW. Taki uparty był w swoich „konfabulacjach”. Tymczasem okazuje się, że w późniejszym czasie inny wydział SB, nie mający nic wspólnego z Plebanem i jego rzekomymi konfabulacjami, posunął się znacznie dalej, dokonując formalnej rejestracji Badury jako kandydata na TW. Tego nie można już tłumaczyć rzekomymi konfabulacjami Plebana. Coś musiało być na rzeczy. To bardzo mocny argument za wiarygodnością ujawnionych wcześniej przeze mnie materiałów sprawy krypt. „ZEN”. Inna godna uwagi - i dająca dużo do myślenia – rzecz, to fakt, że Badura figurował w ewidencji jako kandydat na TW przez blisko cztery lata. To bardzo niezwykły przypadek. Normalnie sprawy były prowadzone inaczej. Przez kilka tygodni czy miesięcy SB planowała werbunek, zbierała informacje na temat kandydata itp., a następnie przeprowadzano „rozmowę pozyskaniową”. Kandydat godził się na współpracę albo nie. Jeżeli się godził, był rejestrowany jako TW. Jeżeli odmawiał współpracy, wykreślano go z ewidencji kandydatów na TW. Bywało i tak, że SB rezygnowała z werbunku bez przeprowadzenia rozmowy z kandydatem, ponieważ uznano, że została wytypowana nieodpowiednia osoba. W normalnym trybie wszystko to rozgrywało się w stosunkowo krótkim czasie, nie dłuższym niż kilka czy kilkanaście miesięcy. Musiały być jakieś szczególne – naprawdę ważne – powody, żeby całymi latami utrzymywać kogoś w kategorii kandydata na TW. Jakie powody? Zapewne nieco inne w poszczególnych przypadkach. Niektóre możliwości wymienił już cytowany przeze mnie Bogusław Nizieński, ale nie chciałbym przesądzać sprawy ani zanadto spekulować. Dlatego poprzestanę na postawieniu znaku zapytania. Można też postawić inne znaki zapytania. Niektórzy kandydaci na TW mogli nigdy nie dowiedzieć się, że byli obiektem zainteresowania SB. Trudno jednak wyobrazić sobie, by SB nie próbowała rozmawiać z kimś, kto figurował jako kandydat na TW przez blisko cztery lata. Jeżeli tak długo trzymano kogoś w ewidencji kandydatów, to na pewno nie uważano, że jest to osoba źle wytypowana. Nie było zatem żadnych powodów, by nie podejmować rozmów z taką osobą. To nie była sztuka dla sztuki i byłoby kompletnym nonsensem, gdyby nie rozmawiano z kimś, kogo uważano za poważnego kandydata na TW. Tymczasem Badura nie przyznaje się do żadnych kontaktów z SB w latach 1977-1980. Czyż to nie dziwne? Co się za tym kryje? Rażące błędy w sztuce (zaniedbania) ze strony SB czy może słaba pamięć Badury lub chęć ukrycia prawdy o przeszłości? Znów poprzestaję na postawieniu znaków zapytania. Nie mając możliwości zajrzenia w zniszczone (?) w 1990 r. dokumenty, nie możemy wyjść poza stawianie pytań. Oczywiście nie liczę na to, że Badura zechce w rzetelny i szczery sposób na te pytania odpowiedzieć. Pozostają nam tylko domysły, ale lepiej widzieć wierzchołek góry lodowej niż nie widzieć nic. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski errata 23.04.09, 23:39 W pierwszym wierszu powyższego wpisu znalazł się oczywisty błąd. Nie chodzi o "inny wątek na tym forum", ale o ten wątek, w którym się aktualnie znajdujemy. Pierwotnie planowałem umieszczenie powyższego wpisu w innym wątku i stąd całe nieporozumienie. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura "Chytrze" strzelił... sobie w stopę (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 17:26 Bereszyński napisał, że otrzymał właśnie z IPN materiały, z których wynika, że w latach 1977-1980 Piotr Badura był zarejestrowany pod numerem 37983 jako kandydat na tajnego współpracownika SB. Rejestracji dokonano z datą 7 stycznia 1977 r. na wniosek Wydziału IV Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu, zajmującego się inwigilacją Kościoła i środowisk przykościelnych (m. in. "PAX"). Zdjęcie z ewidencji nastąpiło z dniem 27 października 1980 r. Nie wiem czy prawdą jest, że Bereszyński właśnie otrzymał takie materiały z IPN, ale załóżmy, że to prawda. Nie wiem czy Piotr Badura wymieniony w tych domniemanych materiałach to ja, bo ani moje imię, ani nazwisko, nie są tak znów rzadkie. Załóżmy jednak, że chodzi o mnie. Jeśli Bereszyński naprawdę właśnie otrzymał z IPN takie materiały i jest w nich mowa o mnie, to jest istotny argument na rzecz tezy o fikcyjnej w sporym zakresie dokumentacji działalności wrocławskiej SB. W dniu 28 października 1978 miałem obronę pracy magisterskiej (co mogę potwierdzić zainteresowanym skanem mojego dyplomu). Od 6 listopada 1978 pracowałem już w szkole w Brynicy. W PRL nie było problemów z zatrudnieniem, ale te kilka dni między obroną a zatrudnieniem było potrzebne, by rozejrzeć się, porównać różne oferty i dokonać wyboru. W latach 1978-1980 pracowało się jeszcze przez sześć dni w tygodniu (łącznie z sobotami), a pensum nauczycielskie wynosiło 26 godzin tygodniowo. W praktyce miałem ponad 30 godzin tygodniowo, bo mimo mojego zatrudnienia, w szkole w Brynicy nadal brakowało nauczycieli i trzeba było pracować z wieloma nadgodzinami. Nie było technicznie możliwe, by pracować w szkole w Brynicy, a jednocześnie współpracować z SB we Wrocławiu (ponad trzy godziny dojazdu w jedną stronę). Nawet podobna tematycznie współpraca z SB w Opolu byłaby trudna. Tymczasem wrocławska SB miała mnie rzekomo w ewidencji jako kandydata na TW aż do 27 października 1980, czyli przez pełne dwa lata mojej pracy w szkole w Brynicy. To jest obraz fikcji. Przez te całe lata nikt we wrocławskiej SB nie ustalił nawet, że mnie już nie ma we Wrocławiu. O przyczyny takiej fikcji należy jednak pytać ludzi z wrocławskiej SB, a nie mnie. Ja mógłbym tylko przypuszczać, że przyczyną "zdjęcia mnie z ewidencji" pod koniec października 1980 było zainteresowanie się w tym czasie moją osobą opolskiej SB, bo w styczniu-lutym 1981 opolska SB podjęła już wobec mnie dość agresywne działania neutralizujące. Możliwe więc, że w październiku 1980 opolska SB zwracała się w mojej sprawie do Wrocławia i dopiero to uświadomiło wrocławskiej SB, że trzymają u siebie latami "martwą duszę". Dlaczego wrocławska SB w styczniu 1977 wpadła na pomysł podjęcia próby zrobienia ze mnie kandydata na TW? O to też trzeba pytać ich, a nie mnie. Pokuszę się jednak o przypuszczenie. W 1976 zostałem odwołany z funkcji kierownika WOSK. W sposób formalny przekazałem swe obowiązki Tadeuszowi Jandziszakowi w dniu 29 marca 1976. O Tadeuszu Jandziszaku informacje np. pod adresem: www.polonus.mojeforum.net/temat-vt294.html W dniu 14 kwietnia pisemnie poinformowałem szefa COSK, Jana Króla o przekazaniu moich obowiązków Tadeuszowi Jandziszakowi. Do tego pisma dołączone było szczegółowe sprawozdanie ze stanu WOSK na dzień 29 marca 1976. O Janie Królu informacje np. pod adresem: pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kr%C3%B3l_(polityk) Krótko potem odbyło się zebranie WOSK, na którym powołany został mój następca, Piotr W., także student chemii, którego znałem jeszcze z lat szkoły średniej. Uważałem, że byłoby nieelegancko, gdybym pozostał nadal w strukturach WOSK, bo stary szef nie powinien patrzeć na ręce nowego szefa. Zwróciłem się więc pisemnie do referatu kadr o przeniesienie mnie do zespołów miejskich (dysponuję kopiami wszystkich wymienianych przeze mnie pism). Nie podjąłem jednak żadnej aktywności w zespołach miejskich, więc w praktyce mój kontakt z PAX-em uległ bardzo poważnemu osłabieniu (głównym elementem tego kontaktu w okresie kwiecień 1976 - wrzesień 1978 były pieniądze, po które raz w miesiącu zgłaszałem się w kasie PAX-u). Wrocławska SB podejrzewała być może, że ja mam do PAX-u żal o to odwołanie z funkcji kierownika WOSK (prawdopodobnie zresztą przez nich wymuszone). Liczyli być może na to, że na tym moim domniemanym żalu uda im się coś zbudować, że w ramach "odwetu" będę działał przeciw PAX-owi. Jeśli na to liczyli, to bardzo głupio liczyli. W zasadzie zdawałem sobie w 1976 sprawę, że odwołanie mnie było konieczne. PAX zachował się przy tym odwołaniu z najwyższą elegancją. Wspomniani już Tadeusz Jandziszak i Jan Król oraz szef oddziału Stanisław K. i mój następca Piotr W. zachowywali się wobec mnie bardzo życzliwie i do dziś myślę o nich wszystkich nadzwyczaj ciepło. Podkreślę jeszcze raz, że przy odwołaniu mnie usłyszałem: Jeśli chcesz coś robić, to rób. Jeśli nie chcesz, to nie rób. Jedyny twój obowiązek, to zgłosić się raz w miesiącu do kasy po pieniądze. Czy ja mógłbym choćby pomyśleć o donoszeniu na ludzi, którzy tak elegancko mnie odwołują? Gdzieś na przełomie 1975/1976 opuścił wrocławski oddział PAX-u Adam K., który był przede mną kierownikiem WOSK (nie podaję nazwiska, bo nie chcę, by łapała go wyszukiwarka). Adama bardzo lubiłem. Był nieco starszy, ale miał znacznie większe doświadczenie i orientację polityczną. Imponował mi tym. Na przełomie 1975/1976 Adam opuścił Wrocław i zainstalował się w okolicy Złotego Stoku, gdzie zajął się hodowlą owiec (podejrzewam, że to od niego Tadeusz Jandziszak woził barany). Adam nie był wyjątkiem. Więcej osób z Wrocławia uciekło wtedy od polityki w rolnictwo. Dziś myślę, że był to efekt smrodku wydzielanego przez KBWE. W późniejszych latach Adam został jedną z najważniejszych postaci w Solidarności Chłopskiej (w gościnie u Adama miałem też okazję zapoznać się z kurami innego czołowego działacza "S.Ch.", Jerzego G. ;-) Osobiście poznałem Jerzego G. zaledwie kilka miesięcy temu na ulicy Opola). Wraz z przyjacielem ze studiów postanowiliśmy kiedyś odwiedzić Adama w jego gospodarstwie. Bardzo nam się tam podobało i pod koniec studiów sami przymierzaliśmy się do czegoś podobnego. W 1978 zajęliśmy się uprawą warzyw, a konkretnie kalafiorów i rzodkiewki. Mieliśmy te uprawy pod Kaliszem. Warzywa dostarczaliśmy do Wojewódzkiej Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej w Kaliszu. zgodnie z kwitami, które przechowałem, ostatnie dostawy mieliśmy 11 października 1978 (kalafiory) i 18 października 1978 (rzodkiewka). Oba te kwity zostały rozliczone w Banku Spółdzielczym w Kaliszu 21 października 1978, czyli na tydzień przed moją obroną (ich skany można ode mnie otrzymać). Faktycznie więc już na długo przed moją obroną byłem dla wrocławskiej SB nie do wykorzystania i to nie tylko z powodu aktywności gospodarczej w dość dużej odległości od Wrocławia, ale przede wszystkim dlatego, że w Opolu miałem żonę i dziecko (w styczniu 1977 mój pierworodny miał zaledwie 8 miesięcy). Kursowałem więc między Kaliszem a Opolem, z rzadka tylko udając się do Wrocławia. Bereszyński pewnie nie wiedział o tym warzywnictwie pod Kaliszem, ale o mojej pracy w Brynicy wiedział, a już to wystarczało, by z przymrużeniem oka patrzeć na informację, że jakoby przez 4 lata byłem kandydatem na TW wrocławskiej SB. Dlaczego więc Bereszyński podjął tu tak idiotyczną sprawę? Wyjaśnię to w następnym poście. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kolejarz Kalisz-Wrocław-Opole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 23:50 Gość portalu: Piotr Badura napisał(a): "Kursowałem więc między Kaliszem a Opolem, z rzadka tylko udając się do Wrocławia" Kursując między Kaliszem a Opolem nie trzeba wcale specjalnie udawac się do Wrocławia, bo to jest po drodze. Chyba, ze jeździł Pan przez Kluczbork albo... Koluszki :) Nie sądze, aby będąc studentem w tamtych czasach stać było Pana na własny samochód i podrózowanie nim. PAX dobrze Pana opłacał, ale chyba nie aż tak? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Chyba nie jest Pan kolejarzem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 13:36 Szanowny Panie Kolejarzu Chyba nie jest Pan kolejarzem. Z Kalisza do Opola przez Kluczbork jest 157 km. Przez Wrocław jest 212 km (gdy jedzie się przez Sośnie Ostrowskie) albo 232 km (gdy jedzie się przez Krotoszyn). Tak przynajmniej było w PRL. Najwygodniejszą dla mnie porą jazdy z Kalisza do Opola było wczesne popołudnie. Można było jeszcze zrobić coś w polu przed obiadem, a po obiedzie wsiąść w pociąg i na kolację być w Opolu. Według ostatniego rozkładu jazdy z PRL (starszych nie przechowałem) wyjeżdżając z Kalisza w kierunku Opola o 14.45 przyjeżdżałem do Opola o 18.39 (z przesiadkami w Ostrowie i Kluczborku). Bilet kosztował 8.800 zł (w 1990). Gdybym wyjechał tym samym pociągiem z Kalisza, ale od Ostrowa jechałbym na kierunku wrocławskim (przez Sośnie), to w Opolu byłbym o 20.40 (z przesiadkami w Ostrowie, Oleśnicy i Wrocławiu) a bilet kosztowałby mnie 11.300 zł. Jechałbym więc o dwie godziny dłużej, o 2.500 zł drożej i mniej widokową trasą. Kolejarz nigdy nie wybrałby takiej trasy. Pana post jest drobnym kłamstewkiem, obliczonym chyba na robienie zamętu, w nadziei, że forumowicze i tak nie wiedzą jak jest. Zaśmieca Pan ten wątek i zabiera mi czas. Trochę brzydko Pan postępuje. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura "Chytrze" strzelił... sobie w stopę (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 17:26 Bereszyński wiedział, że informacja o tym, jakobym przez 4 lata był kandydatem na TW wrocławskiej SB jest śmiechu warta. Wiedział też, że bez najmniejszej trudności to wykażę. Po co więc tę bzdurną informację umieścił na forum? Nie przesadzam z oceną intelektu Bereszyńskiego, ale za głupka go nie uważam. Jeśli umieszczał tu na forum informację o dotyczących mnie zapisach w dokumentach SB, których bezwartościowość tak łatwo wykazać, to widocznie chciał właśnie tego, bym to wykazał. Ale po co? Bereszyński ma nad forumowiczami pewną przewagę, a mianowicie wie on, jaka jest prawda o jego związkach z SB w latach PRL. Forumowicze mogą tylko wierzyć Bereszyńskiemu, że był represjonowany przez SB, ale nie współpracował. Mogą też nie wierzyć, ale tak naprawdę to nie wiedzą jak było. A Bereszyński wie i tu ma nad forumowiczmi przewagę. Podejrzewam, że Bereszyński już się domyślił, co ja na jego temat napiszę. Ten ostatni jego post, to byłaby zatem zawczasu taka asekuracja. Zaplanował sobie pewnie (albo tak go poinstruowano), że umieści tu na forum informację o beznadziejnie durnowatych materiałach SB, rzekomo niekorzystnych dla mnie. Ja to wykpię, dowodząc jak niewiarygodne są takie niepełne materiały SB. Gdy za niedługo powołam się na materiały niekorzystne dla Bereszyńskiego, to on z kolei powoła się na moje tu opinie o niewiarygodności niepełnych materiałów SB. Może to i chytrze pomyślane, ale spartaczone tak bardzo, że to raczej ja będę się powoływał na opinie Bereszyńskiego z tego ostatniego postu. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski znowu to samo 25.04.09, 23:18 Zgodnie z moimi oczekiwaniami, Badura niczego w przekonujący sposób nie wyjaśnił. Znowu zastosował swoją zwykłą taktykę, uciekając od poświadczonych źródłowo faktów do oszczerczych insynuacji na mój temat. Typowe dla niego struganie wariata i odwracanie kota ogonem. Znowu mamy wierzyć Badurze, że wszystkie kłopotliwe dla niego zapisy w zachowanych dokumentach SB są wytworem konfabulacji. Najpierw miał konfabulować por. Pleban z Wydziału III KW MO we Wrocławiu. Teraz mamy uwierzyć, że literacką fikcję uprawiał również Wydział IV tejże komendy. Wychodzi na to, że wrocławska bezpieka była jakąś pocieszną instytucją, której funkcjonariusze zajmowali się głównie bajkopisarstwem. Ot taki sobie związek literatów, udający tajną policję polityczną. A do ulubionych bohaterów literackich tej pociesznej instytucji należał – z nie wiadomo jakich powodów – Piotr B., którego postawa nie miała oczywiście nic wspólnego z tym, co esbecy pisali na jego temat. Szkopuł w tym, że Piotr B. nie potrafi przedstawić żadnych przekonujących argumentów na rzecz takiej wizji. To, co powyżej napisał, na pewno owej wizji nie potwierdza. Sugestia, że może chodzić o jakąś inną osobę o tym samym imieniu i nazwisku, jest absolutnie niedorzeczna. W udostępnionych mi ostatnio materiałach zgadzają się wszystkie dane personalne – imię ojca, data i miejsce urodzenia. Ponadto wyraźnie zaznaczono, że chodzi o tę samą osobę, która wcześniej była figurantem sprawy krypt. „ZEN”. Trudno mówić o fikcyjnym charakterze zainteresowania Badurą jako kandydatem na TW, jeżeli zarejestrowano go w takim charakterze 7 stycznia 1977 r., a Badura – jak sam podaje – obronił pracę magisterską 28 października 1978 r. Między rejestracją a ukończeniem studiów przez Badurę upłynęły prawie dwa lata, na przestrzeni których Badura pozostawał ściśle związany ze środowiskiem wrocławskim. W całym tym okresie wrocławska SB miała wszelkie podstawy po temu, by żywo interesować się Badurą jako potencjalnym (co najmniej źródłem) informacji. Zainteresowanie to mogło utrzymywać się jeszcze przez dłuższy czas po ukończeniu studiów, bo przecież uzyskanie dyplomu nie oznacza zupełnego zerwania kontaktów z okresu studiów. Kontakty takie mogą być podtrzymywane przez wiele lat, choćby w formie korespondencyjnej. To, że po ukończeniu studiów Badura rzadko bywał we Wrocławiu, nie ma tutaj nic do rzeczy. Nie trzeba często bywać w jakimś miejscu, by wiele wiedzieć o żyjących i działających tam ludziach. Argument, że z Brynicy do Wrocławia jedzie się trzy godziny, jest po prostu śmieszny. Jak się jeździ autobusami PKS i pociągami (z przesiadkami), to rzeczywiście może to tyle trwać. Ale nie wtedy, gdy np. ktoś wyrusza z Wrocławia do Brynicy samochodem służbowym. Wtedy trwa to mniej więcej tyle co podróż z Wrocławia do Opola – żaden problem. Równie wielkim „problemem” byłyby dojazdy do wielu miejscowości dawnego województwa wrocławskiego, które pozostawały w obszarze działania KW MO we Wrocławiu (nie zajmowano się przecież tylko samym Wrocławiem). Jeżeli esbecy radzili sobie z dojazdami do różnych miejscowości województwa wrocławskiego, to bez trudu poradziliby sobie także z ewentualnymi dojazdami do Brynicy. Jeżeli coś może budzić zdziwienie, to dwa inne fakty. Fakt pierwszy to utrzymywanie Badury w kategorii kandydata na TW przez blisko cztery lata, bez jednoznacznego rozstrzygnięcia sprawy w jedną lub drugą stronę (formalny werbunek w charakterze TW lub rezygnacja z werbunku). Do kwestii tej odniosłem się już wcześniej. Druga dziwna rzecz to fakt, że Badura nie przypomina sobie żadnych kontaktów z SB w okresie, gdy był zarejestrowany jako kandydat na TW. Trudno uwierzyć, by esbecy nie próbowali rozmawiać z kimś, kto był oficjalnie zarejestrowany jako kandydat na TW przez blisko cztery lata! Gdyby Badura napisał, że w ciągu tych czterech lat był nękany przez esbeków, usiłujących zwerbować go charakterze TW, a on dzielnie się temu przeciwstawiał, miałoby to przynajmniej pozory wiarygodności. Ale przedstawianie sprawy w taki sposób, jak gdyby w całym tym niezwykle długim okresie nie podejmowano żadnych prób werbunku, nie budzi zaufania. Podjęta przez Badurę kolejna próba ucieczki w brudne insynuacje na mój temat dodatkowo przemawia przeciwko poważnemu traktowaniu jego wypowiedzi. Tak nie postępują ludzie pewni swoich racji. Oczywiście nie boję się zapowiadanych przez Badurę dalszych „rewelacji” na mój temat. Nie mam nic do ukrycia i żadne „niekorzystne materiały” mi niestraszne. Uciekanie się do takich pogróżek wystawia paskudne świadectwo tylko samemu Badurze. To kolejny przejaw posługiwania się przez niego metodami z arsenału SB. W przeciwieństwie do Badury, nie próbuję idealizować własnej osoby. Nie upieram się, że zawsze miałem rację, rozgrywałem sprawy po mistrzowsku, nie popełniałem błędów itp. Nic z tych rzeczy! Stać mnie na to, by uczciwie powiedzieć, że popełniałem błędy i uczyłem się na błędach. Wiele spraw poprowadziłbym dziś inaczej, bo czegoś w swoim życiu się nauczyłem i nadal się uczę. W pierwszych latach działalności opozycyjnej (czy raczej jej prób) błądziliśmy trochę jak dzieci we mgle, nie mieliśmy pojęcia o wielu sprawach, mieliśmy dość naiwne wyobrażenia na temat konspiracji, nie znaliśmy kodeksu postępowania karnego, nie wiedzieliśmy, jak z jego pomocą bronić się przed represjami. Dzięki temu SB miała nad nami ogromną przewagę. Staliśmy się dużo mądrzejsi dzięki słynnemu poradnikowi „Obywatel i Służba Bezpieczeństwa”. Nauczyliśmy się - także na własnych błędach - lepiej konspirować. W późniejszym czasie działaliśmy już rozważniej, o czym świadczy brak wpadek aż do 1989 r. Podobną edukację przechodziła ogromna większość ludzi zaangażowanych w działalność opozycyjną. Praktycznie każdy popełniał jakieś błędy, bo nie było szkół konspiracji itp. Szkołą była codzienna działalność. Jedni uczyli się na błędach i szli dalej z lepszymi efektami. Inni wykruszali się po drodze. Tak to wyglądało i nie ma powodu, by to upiększać czy idealizować. Gorzej, gdy ktoś utrzymuje, że od początku do końca był chodzącym ideałem. Taka postawa nie budzi zaufania. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że tacy ludzi najczęściej coś ukrywają. Trudno mieć do nich zaufanie. Najgorszego rodzaju postawę reprezentuje tutaj Badura. Z jednej strony skrajna idealizacja własnej osoby, uparte zaprzeczanie wszystkiemu, co świadczyłoby o popełnionych błędach i przejawach słabości – na przekór oczywistej wymowie zachowanych dokumentów. Z drugiej strony bezczelne próby rozsiewania wyssanych z brudnego palca pomówień i insynuacji na temat tego, kto ośmiela się kwestionować wyidealizowany wizerunek Piotra B. Trudno ufać takim ludziom. Równie trudno ich szanować. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski kolejne elementy układanki (1) 29.04.09, 01:05 Przeglądając wielotomowy zbiór dokumentów wytworzonych przez SB w ramach akcji krypt. „Lato 80” natrafiłem na kolejne materiały na temat Piotra B. Zawarte w tych materiałach informacje stanowią istotne dopełnienie informacji ujawnionych przeze mnie wcześniej. Dzięki temu możliwe jest – przynajmniej w ogólnych zarysach - zrekonstruowanie całej, jak sądzę, historii stosunku SB do Piotra B. i vice versa. Nowo odkryte materiały mówią o postawie Piotra B. w latach 1980-1981 (po powstaniu „Solidarności”) oraz o tym, jak na jego ówczesną postawę reagowała SB. Pierwszym dokumentem z tej grupy jest datowana 19 września 1980 r. „Informacja dla Komendanta Wojewódzkiego MO w Opolu o ważniejszych wydarzeniach społeczno-politycznych na terenie województwa opolskiego”. W dokumencie tym znajdujemy następującą wzmiankę na temat Badury, opartą na informacjach z Wydziału III KW MO w Opolu: „Na odbytym w dniu 9 IX br. zebraniu nauczycieli w gm. Łubniany, zabierając głos w dyskusji, nauczyciel ze szkoły zbiorczej w Krynicy, Piotr BADURA […] wygłosił przemówienie, w którym powiedział m. in.: »… PZPR jest skompromitowana przez czynione błędy, które doprowadziły do kryzysu gospodarczego, i PZPR nie powinna i nie może być przywódcą narodu…«. Żądał utworzenia W[olnych]Z[wiązków]Z[awodowych] nauczycieli, dodając jednocześnie, że w wypadku, gdy nie zostaną spełnione propozycje podwyżki płac dla nauczycieli, występuje on ze strajkiem nauczycieli Gminnych Szkół w Łubnianach, dodając na zakończenie, że tylko wolne związki zawodowe zapewnią prawidłową politykę gospodarczą w kraju, a nie PZPR. Na ogólną liczbę 60 osób uczestniczących w zebraniu, 15 osób wystąpienie P. BADURY przyjęło oklaskami; byli to młodzi nauczyciele, pracujący po roku lub dwa”. Z innego, dużo późniejszego dokumentu dowiadujemy się, że „opiekujący” się szkołami Wydział III KW MO wciągnął Piotra B. na listę osób przewidzianych do internowania w wypadku „niebezpieczeństwa wewnętrznego”. Dokumentem tym jest datowany 22 września 1981 r. wykaz osób podlegających izolacji, obejmujący ogółem 23 nazwiska. Oprócz nazwiska Piotra B. widnieje tam m. in. moje nazwisko, a także nazwiska takich osób jak Zbigniew Bitka, Wojciech Chlebda, Ryszard Ciecierski, Antoni Junosza-Szaniawski, Maciej Kaliszan (czołowy działacz NZS), Kazimierz Klucznik, Waldemar Matlachowski, Wiesław Ukleja, Henryk Żarczyński czy Tadeusz Żyliński. Ujęte w wykazie osoby podzielone zostały na trzy grupy, odpowiadające trzem etapom planowanej operacji. Pierwsza grupa, odpowiadająca etapowi I, obejmowała czternaście nazwisk. Ponieważ wykaz sporządzono w układzie alfabetycznym, listę nazwisk pierwszej grupy otwiera moje nazwisko. Do drugiej grupy, odpowiadającej etapowi II, zaliczono 7 osób. List nazwisk otwiera w tym przypadku nazwisko Piotra B. Do trzeciej grupy (etap III) zaliczono tylko dwie osoby. Osoby zaliczone do pierwszej grupy (etap I) zostały w ogromnej większości internowane w okresie stanu wojennego. Internowania uniknęły tylko dwie osoby z tej grupy. Inaczej było w przypadku drugiej grupy (etap II). Z grupy tej internowano tylko dwie osoby spośród siedmiu. Z trzeciej grupy (etap III) nie internowano nikogo. Można na tej podstawie wnioskować, że do pierwszej grupy zaliczono osoby postrzegane szczególnie negatywnie przez SB i w związku z tym podlegające izolacji w pierwszej kolejności. Do drugiej i trzeciej grupy zaliczono osoby mniej niebezpieczne, których izolacja byłaby konieczna tylko w szczególnych okolicznościach. Dla każdej ujętej w wykazie osoby sporządzono krótką charakterystykę. W charakterystyce Piotra B. czytamy: „członek »Solidarności«, zdecydowany przeciwnik kierowniczej roli partii, propagator strajków w szkołach, kontakt członka kier.[ownictwa] KPN – [Romualda] SZEREMIETIEWA”. Trzecim dotyczącym Piotra B. dokumentem jest pochodzący z końca listopada 1981 r. wykaz osób, z którymi Wydział III KW MO w Opolu zamierzał przeprowadzić rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze w razie wprowadzenia stanu wojennego. Wykaz ten pokrywa się praktycznie z omówionym powyżej wykazem osób przewidzianych do izolacji. Obejmuje on ogółem 22 nazwiska (pominięto jedną osobę, która miała być internowana przez SB z Komendy Wojewódzkiej w Katowicach). Również tutaj widnieją m. in. nazwiska moje oraz Piotra B. Z części opisowej wykazu dowiadujemy się, że Badura miał być doprowadzony na rozmowę przez funkcjonariusza SB, a rozmawiać z nim miał st. szer. Kazimierz Ogorzelec, inspektor Sekcji III Wydziału III KW MO w Opolu. Przytoczone powyżej dokumenty tłumaczą, dlaczego z końcem października 1980 r. Piotr B. został skreślony z ewidencji kandydatów na TW. Jak o tym świadczy pierwszy z przywołanych powyżej dokumentów, we wrześniu 1980 r. Wydział III KW MO w Opolu ustalił, że Piotr B. angażuje się po stronie nowego ruchu związkowego. Niewątpliwie poinformowano o tym Wydział IV KW MO we Wrocławiu, w którego zainteresowaniu operacyjnym pozostawał dotąd Badura. Wrocławska SB podjęła prawdopodobnie jakieś czynności wyjaśniające we własnym zakresie. Wynik tych czynności był zapewne negatywny. Przypuszczalnie uznano, że Badura „znarowił” się do tego stopnia, że dalsze utrzymywanie go w kategorii kandydatów na TW traci sens. Dlatego z końcem następnego miesiąca Badura został skreślony z ewidencji kandydatów. Nie założono mu nowej teczki, bo jego osoba straciła na znaczeniu dla wrocławskiej SB, a Wydziałowi III KW MO w Opolu wystarczyło kontrolowanie jego osoby w ramach sprawy obiektowej krypt. „Kaganek”, obejmującej środowiska nauczycielskie. Fakt, że w późniejszym czasie Wydział III KW MO w Opolu wciągnął Badurę na listę osób przewidzianych do internowania, sugeruje, iż SB chciała jakoś zemścić się na nim za sprawiony jej zawód. Piotr B. nie spełnił wiązanych z jego osobą oczekiwań (jako kandydat na TW) i w związku z tym powinien, zdaniem esbeków, ponieść jakąś karę. SB potrafiła być bardzo mściwa w podobnych przypadkach i sądzę, że mogło tak być również w przypadku Badury. Elementem zemsty mogły być również inne działania SB. Sam Badura uważa, że intrygi SB doprowadziły do szybkiego wykluczenia go z grona działaczy opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej. Myślę, że było tak naprawdę, choć mechanizmy owej intrygi wyglądały najpewniej inaczej niż wyobraża to sobie Badura. Jak SB mogła doprowadzić do wykluczenia kogoś z grona działaczy „Solidarności”? Typową metodą było rozpuszczanie pogłosek, że dana osoba współpracuje bądź współpracowała z SB. Był to niezwykle skuteczny sposób moralnego niszczenia ludzi, których SB chciała wyeliminować z aktywnego życia społecznego. W ten sposób karano również osoby, które zerwały współpracę z SB lub w inny sposób wyrwały się z dwuznacznych relacji z tą służbą. SB kompromitowała takie osoby, wykorzystując fakt ich wcześniejszych kontaktów z SB. Przypuszczam, że podobny mechanizm mógł zadziałać również w przypadku Badury. Bardzo możliwe, że w niedługi czas po wykreśleniu go z ewidencji kandydatów na TW zaczęto rozpuszczać pogłoski na temat jego wcześniejszych kontaktów z SB. Niekluczowe, że robił to jakiś agent SB, funkcjonujący w środowisku opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej. Jako osoba podejrzewana o kontakty z SB, Badura mógł stać się persona non grata wśród działaczy „Solidarności” i ostatecznie został wyeliminowany z tego kręgu. To tylko hipoteza, ale zachowane dokumenty przemawiają za tym, że mogło tak być naprawdę. Pisałem to już dawno temu, a obecnie powracam do tej hipotezy z jeszcze mocniejszym przekonaniem, bo mam dużo więcej argumentów w postaci ujawnionych ostatnio materiałów. Zapewne nigdy już nie uda się dotrzeć do wielu ważnych dokumentów, mogących pomóc w ostatecznym wyjaśnieniu ewentualnych wątpliwości. Myślę jednak, że to, do czego stopniowo udało się dotr Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski kolejne elementy układanki (2) 29.04.09, 01:08 Zapewne nigdy już nie uda się dotrzeć do wielu ważnych dokumentów, mogących pomóc w ostatecznym wyjaśnieniu ewentualnych wątpliwości. Myślę jednak, że to, do czego stopniowo udało się dotrzeć, pozwala w ogólnych zarysach zrekonstruować kilkuletnią historię wzajemnych relacji SB i Piotra B. Najpierw, w latach 1972-1974, Badura był figurantem sprawy krypt. „ZEN”, założonej przez Wydział III KW MO we Wrocławiu w celu wyjaśnienia jego zamierzeń organizatorskich. Już w tym czasie zaczęto jednak planować pozyskanie Badury w charakterze tajnego współpracownika SB. Figurant Badura stał się stroną dialogu operacyjnego, traktowanego przez SB jako wstęp do formalnego werbunku. Godząc się na spotkania z esbekiem w kawiarni i hotelu, Badura wchodził w pułapkę, grożącą się faktycznym ześliźnięciem do roli TW. Taka postawa z jego strony zachęcała esbeków do kontynuowania działań werbunkowych. W drugiej połowie lat 70. „pałeczkę” przejął Wydział IV KW MO we Wrocławiu. Od stycznia 1977 do października 1980 r. Badura był formalnie traktowany jako kandydat na TW w zakresie interesującym ten wydział. We wrześniu 1980 r. Badura opowiedział się po stronie „Solidarności”. W związku z tym wykreślono go z ewidencji kandydatów na TW. Za sprawiony zawód SB zemściła się, doprowadzając swoimi intrygami do tego, że Badura został wyeliminowany z grona działaczy „Solidarności”. Planowano nawet internowanie Badury. Ostatecznie jednak zrezygnowano z tej formy represji. Zapewne uznano, że Badura nie jest na tyle groźny, by naprawdę należało go internować. Z tych samych powodów nie założono mu już nowej teczki (ani KE ani nawet OZ). Widzę pewne analogie między tą historią a zawiłymi losami takich postaci jak Lech Wałęsa czy Leszek Moczulski. Z zachowaniem wszelkich proporcji oczywiście. Już wielu miesięcy temu wyraziłem opinię, że nieformalne kontakty Badury z por. Plebanem w latach 1973-1975 były pułapką, która po latach zadziałała w ten sposób, że SB doprowadziła do wyeliminowania Badury z nowego ruchu „Solidarności”. Badura wpakował się w tę pułapkę wiedziony naiwnym przekonaniem, że SB jest „legalną służbą legalnego państwa”. Przekonanie to było głównym źródłem popełnianych przez Badurę błędów, skutkujących m. in. zaliczeniem go do kategorii kandydatów na TW. Błędy te mogły być punktem wyjścia do ciekawej dyskusji nad politycznymi realiami PRL i nad niebezpieczeństwami, jakie niosła ze sobą postawa legalistyczna wobec owej atrapy państwa. Niestety, Badura należy do tej kategorii ludzi, którzy nie potrafią przyznać się do błędów i słabości. Tacy jak on zawsze wszystko robią najlepiej, wszystko rozgrywają po mistrzowsku i zawsze muszą mieć sto procent racji. Dlatego zamiast ciekawej dyskusji na podstawie dokumentów zrobiła się karczemna burda, w której miejsce argumentów zajęły kolejne insynuacje na mój temat, wymyślane przez Badurę z myślą o ucieczce od meritum sprawy. Dyskusja zeszła na manowce i do poziomu rynsztoka. Badura niczego nie zrozumiał i już raczej nie zrozumie. Nie wyciągnie żadnych racjonalnych wniosków z błędów popełnionych w przeszłości, a także w ostatnich miesiącach. Za mało w nim pokory, by potrafił skorzystać z tej lekcji. Mam jednak nadzieję, że przedstawiony przeze mnie materiał przyda się innym forumowiczom jako podstawa do poważnej i krytycznej refleksji historycznej (i nie tylko). Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: kolejne elementy układanki (2) IP: *.dip.t-dialin.net 29.04.09, 09:13 Ale Pan dalej pisze o Panu B. czyli mozna powiedziec ze jest Pan albo wydluzonym ramieniem SB albo ma Pan osobisty interes aby tak postepowac.Moze byc i odwrotnie ze Pan B. pisze o Panu jako wydluzone ramie SB albo ma w tym osobisty interes. Generalnie nikt z kibicow "waszej zabawy" nie jest w stanie stwierdzic kto ma racje wiec zycze dalszej owocnej bitwy (wygra zapewne ten ktory umrze pozniej bo bedzie mial ostatnie slowo).Lubie poczytac Forum i nigdzie nie znalazlem tak zacietej i dlugiej"polajanki" dawnych dzialaczy S. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: kolejne elementy układanki (2) 29.04.09, 09:48 Jeżeli "połajanka" ta Pana nie interesuje, to po co Pan tu wchodzi i zabiera głos? Zwłaszcza, że - jak widać - nie ma Pan nic sensownego do powiedzenia w odniesieniu do meritum sprawy. Ja nie bawię się w połajanki. Opisuję fakty na podstawie dokumentów. Niczego nie zmyślam i nie operuję oszczerstwami. To ktoś inny próbuje sprowadzać dyskusję do takiego poziomu. Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie jest Pan wszystkimi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 15:40 Szanowny Panie Gościu Napisał Pan o polemice między mną a Bereszyńskim tak: "nikt z kibiców "waszej zabawy" nie jest w stanie stwierdzić, kto ma rację". Mógłby Pan tak napisać, gdyby był Pan wszystkimi. Ale Pan nie jest wszystkimi, więc może Pan napisać tylko: "Ja nie jestem w stanie stwierdzić, kto ma rację". Nawet takie stwierdzenie byłoby jednak pochopne. Jeśli chcemy choć trochę rozumieć, co się wokół nas dzieje, to wśród wielu założeń, które musimy zrobić, jest i takie, że w istotnych działaniach ludzie mają motywy. Jeśli idzie Pan chodnikiem, na którym leży puszka po piwie i Pan ją kopnie, to takie działanie może nie mieć motywu, bo jest ono nieistotne. Jeśli jednak podniesie Pan tę puszkę, wejdzie kawałek dalej do bramy domu, postawi puszkę na parapecie okna klatki schodowej i wyjdzie z tego domu, to uznanie, że działał Pan bez motywu oznaczałoby przyjęcie, że szwankuje Panu głowa. A przecież nadal jest to błahe zdarzenie. Podjęcie współpracy z SB w żadnym razie nie jest zdarzeniem błahym. Ktoś, kto taką współpracę podejmuje, musi mieć motyw. Można było podjąć współpracę z SB z powodów ideowych, ale lektura tego, co opublikował na forum Bereszyński, wyklucza w moim przypadku podjęcie współpracy z powodów ideowych. Jeśli nie powody ideowe to już tylko "kij lub marchewka". Tego jednak też nie było, a przynajmniej Bereszyński nie ujawnił nic, co by mogło wskazywać na istnienie "kija lub marchewki". Brak motywu działania każe przyjąć, że hipoteza jest błędna. W przypadku Bereszyńskiego jest oczywisty motyw. Strach przed odpowiedzialnością karną ze wszystkimi jej konsekwencjami. Można oczywiście udawać, że nie widzi się tej fundamentalnej różnicy między sytuacją moją i Bereszyńskiego, ale nie bardzo wiem po co to udawać. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura kolejne uzupełnienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.09, 18:22 Niezależnie od tego, co myślę o Bereszyńskim, to nie potępiam go, jeśli nawet pracował bądź pracuje dla tajnych służb (w końcu SB, UOP i ABW to legalne służby legalnych państw). Nie mam też do niego żadnego żalu, doceniam to, że występuje pod prawdziwym nazwiskiem i jestem mu zobowiązany, że ujawniając tu na forum dotyczące mnie materiały SB, nie pozwala, by to wszystko poszło w niepamięć. Tyle tytułem wstępu. Ujawnione przez Bereszyńskiego kolejne materiały zawierają wiele nieprawdziwych informacji, a na dodatek Bereszyński błędnie je interpretuje. 1) Nie wiem na czym była oparta relacja z zebrania nauczycielskiego w dniu 9 września 1980, ale są to absolutne brednie. Myślę, że informacje SB pochodziły od osoby bardzo niekompetentnej albo mającej do mnie o coś żal. Nie wierzę, że wygłaszałem tak radykale poglądy. Raczej ktoś strasznie strywializował to, co mówiłem. Moją postawę określił cytowany już wcześniej przez Bereszyńskiego TW ps. "KCN", który w doniesieniu z 18 grudnia 1972 mówił o mnie: "Jest to człowiek niebezpieczny, który posiada dar przekonywania i potrafi głosić wywrotowe hasełka pod płaszczykiem dobrych intencji". Ja z reguły byłem "za". Wskazywałem tylko, gdzie wymagane jest ulepszenie bądź gdzie potrzebna jest naprawa. Na zebranie nauczycielskie w dniu 9 września 1980 jechałem jako kandydat na szefa gminnego ZNP. Na zebraniu wytworzyła się jednak taka sytuacja, że nie było odważnych, by organizować nauczycielską "Solidarność". Na ewentualne przystąpienie chętni byli, ale nikt nie chciał być tym na czele. W poczuciu obowiązku podziękowałem więc za propozycję bycia szefem ZNP i zająłem się organizowaniem "Solidarności". Mój pogląd był wtedy absolutnie jasny. Nie byłem ani zwolennikiem ZNP, ani zwolennikiem "Solidarności". Byłem zwolennikiem pluralizmu związkowego. Uważałem, że lepiej będzie, gdy pracownicy będą mieli wybór związku, niż gdy tego wyboru nie mają. Gdybym nie wsparł wtedy powstania "Solidarności" to obawiać się można było, że w oświacie gminy Łubniany działałby tylko ZNP. Uważałem, że to nie byłoby dobre. Być może ktoś z kręgu osób, które przygotowywały wybranie mnie szefem ZNP, poczuł się rozżalony moją woltą i w tym rozżaleniu nagadał na mnie SB. Nie mam o to żalu. Szefem nauczycielskiej "Solidarności" w gminie Łubniany zostałem więc z poczucia obowiązku, a nie z fascynacji "Solidarnością". Podobnie z poczucia obowiązku zgodziłem się kandydować na szefa komisji zakładowej, a fakt, że działacze prezydium komisji zakładowej przy pomocy SB wyeliminowali mnie z gry, przyjąłem z pewną ulgą, bo zdawałem sobie sprawę z odpowiedzialności, która spadłaby na mnie po objęciu tej funkcji. 2) Trochę inaczej wygląda sprawa pomysłu z internowaniem mnie. SB usiłowała wcielić ten pomysł w życie. W środku nocy 13 grudnia 1981 wyznaczona ekipa załomotała do drzwi części mieszkaniowej budynku szkolnego w Brynicy. Były tam wówczas trzy mieszkania. Zajmowałem jedno z nich. Ale nie było mnie w domu. Ekipa obudziła tylko moją sąsiadkę z parteru, która przerażona wyjaśniła im, że nie ma mnie w domu (mieszkałem nad nią, więc wiedziała zawsze czy jestem). Ekipa zabrała się na powrót do samochodu i popędziła do Opola na Ozimską 65. Może to była Ozimska 63. Nie pamiętam już dokładnie, w każdym razie na parterze była piekarnia Kobyłkiewicza. Był to mój poprzedni adres zameldowania, przed Brynicą. W kamienicy przy Ozimskiej 65, w mieszkaniu, które rzekomo zajmowałem, mieszkała starsza pani Franciszka N., która miała jeszcze wojenne doświadczenia z oboma okupantami i tacy jak SB, to mogli ją tylko rozśmieszyć. Wyciągnięta w środku nocy z łóżka pani Franciszka N. zaczęła tłumaczyć ekipie, że ona jest w domu sama. Tłumaczyła to głośno na korytarzu, budząc sąsiadów, także dzwonkami do drzwi. Pobudzeni sąsiedzi zapewniali ekipę, że pani Franciszka N. jest sama, nikt tu z nią nie mieszka od lat, a o żadnym Piotrze Badurze nigdy nie słyszeli i musi to być pomyłka. Dowcip sytuacji polegał na tym, że oni mówili prawdę, gdyż w mieszkaniu przy Ozimskiej 65 zjawiałem się zawsze dyskretnie i równie dyskretnie je opuszczałem. Sąsiedzi nie wiedzieli więc o moim związku z tym mieszkaniem. Zbita z tropu ekipa nie miała już pomysłu, gdzie mnie teraz szukać. Tymczasem już rano dotarła do mnie informacja, że jestem poszukiwany. Nie wierzyłem, że do poniedziałku mnie znajdą. Jeśli dobrze pamiętam, to w poniedziałek pojechałem do wsi w pobliżu Brynicy i przyszedłem do domu przez las. Nie widziałem nic podejrzanego, więc dyskretnie wszedłem, spakowałem i ukryłem w bezpiecznym miejscu dokumentację "Solidarności", po czym zajrzałem do sąsiadki z parteru. Zadziwiłem ją, bo myślała, że jestem już internowany. Pogadaliśmy chwilę i poszedłem. Przez las dotarłem do Łubnian, by zorientować się, czy gminna dyrekcja czegoś ode mnie nie oczekuje. Nie oczekiwali, więc opuściłem Opolszczyznę (szkoły miały trzy tygodnie ferii), uznając, że pomaganie ekipie SB pozostawaniem na miejscu byłoby przesadą. Gdy zjawiłem się po feriach w pracy, to odwiedził mnie w szkole funkcjonariusz SB z wezwaniem na przesłuchanie w dniu 4 lutego. Termin mi nie odpowiadał, więc zmienił go na 6 lutego. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, to ja byłem już w tym czasie po rozmowie z Ryszardem P., internowanym 13 grudnia, którego zwolniono dość prędko z powodu złego stanu zdrowia żony. Z rozmowy z Ryszardem P. wywnioskowałem, że tylko pierwsze kilka dni internowania było wyraźnie przykre, ze względu na złe warunki bytowe i niepewność. Po tygodniu już nie było tak źle. Zacząłem się przymierzać do internowania. Wstawanie codziennie rano do roboty i tłumaczenie dzieciom, np. jak rozwiązuje się równanie z jedną niewiadomą, wydawało mi się mniej atrakcyjne, niż siedzenie z grupą dorosłych w ośrodku internowania, gdzie można sobie prowadzić spokojnie różne dysputy polityczne, bo w zasadzie nikomu nigdzie się nie spieszy. Z pewnych względów nie mogłem sobie jednak na ten luksus pozwolić. Szkoda, bo mogło to być ciekawe doświadczenie. Pomysł z internowaniem mnie dowodził, że SB trochę goniła w piętkę. Do 13 grudnia 1981 nie robiłem bowiem nic, co uzasadniałoby taki krok. 3) Postępem jest, że Bereszyński wreszcie rozumie, iż za wyeliminowaniem mnie z prezydium komisji zakładowej stało SB. Ja rozumiałem to doskonale już w 1981. Nie jest jednak tak, że SB rozpuszczała pogłoski, a członkowie prezydium dali się na to złapać. Musieliby jeden w drugiego być durniami. Człowiek jako tako orientujący się, gdy słyszy od Nowaka: "Podobno Kowalski współpracuje z SB", pyta Nowaka: "A skąd ty o tym wiesz?". Gdy nie dostaje przekonywującego wyjaśnienia, to ma obowiązek założyć, iż to raczej Nowak współpracuje z SB. Gra przeprowadzona w celu wyeliminowania mnie z prezydium wymagała przynajmniej dwóch agentów. Nie jestem jednak zainteresowany ujawnianiem szczegółów tej sprawy. W 1981 uważałem, że stopień penetracji środowiska przez SB jest, jak dla mnie, trochę za duży i to też był jeden z powodów, dla których ucieszyłem się, że mnie stamtąd wyeliminowano. 4) Nie wiem, czy po 1981 SB interesowała się jeszcze mną, czy nie. Wolałbym, by się interesowała, bo to by oznaczało, że miałem jakiegoś osobistego kronikarza, który dbał o to, by pozostała o mnie jakaś pamięć, choćby wykoślawiona. W gruncie rzeczy dla ludowej ojczyzny najkosztowniejsze było właśnie to, co robiłem po 1981. Ale to już inny temat. Pozdrawiam Wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś