maz_p
22.01.06, 01:21
Witam szanowne grupowiczki :-)
Jesteście kobietami - to zupełnie mi wystarczy aby uważać, że jesteście
fachowcami w moim "problemie".
Ze względów estetycznych uwielbiam kiedy kobiety noszą buty na obcasie (celowo
napisałem estetycznym - na wstępie chciałbym wykluczyć aspekt fetyszystyczny).
Stają się dla mnie wówczas bardziej atrakcyjne, bardziej kobiece i generalnie
wyglądają lepiej. Mamy więc ogromną ilość kobiet, które spelniają to tak ważne
dla mnie "estetyczne kryterium", mój problem polega na tym, że moja żona
niestety... nie.
Pomijając już to, że jestem od niej o ponad 30cm wyższy i byłoby to bardzo
praktyczne - po prostu niezwykle miło było by mi, gdyby kobieta, którą kocham
- i która moim zdaniem jest ponadprzeciętnej urody z pewną częstotliwością
sprawiała mi tę przyjemność.
Niestety pomimo tego, że zna ona moje upodobanie sprawa ma się coraz gorzej.
Początkowo raz na jakiś czas przy szczególnych wyjściach uberała obcasiki -
oczywiście jako osoba przyzwyczajona do płaskich butów szybko się "męczyła" w
takich co doskonale rozumiałem dlatego nie namawiałem na częściej. Potem
zdarzało się to rzadziej - niejednokrotnie więc przed wyjściem gdzieś
dochodziło do dyskusji (często żywiołowej) w której zazwyczaj to ona
wygrywała, jednak i ja nie raz wywalczyłem to co chciałem - jeśli nie tym
razem to kolejnym sama zakładała. Taka sytuacja jednak byla bezsensowna -
dlatego też po którymś "spięciu" (tuż przed naszym ślubem) postanowiliśmy
poważnie porozmawiać. Wyjaśniłem jej ile to dla mnie znaczy, ona powiedziała,
że się postara, uznałem więc, że sprawy się "dobrze mają" i zdecydowałem nie
naciskać.
Od tamtego czasu na palcach jednej ręki mógłbym policzyć ile razy założyła
takie buciki. Dlatego kilka dni temu postanowiłem na spokojnie poruszyć temat
- jednak rozmowa mnie zdruzgotała (szczególnie, że te kilka miesięcy wcześniej
kupiła jak sama stwierdziłą bardzo wygodne buty, a kolejną parę - zimowych -
równie podobno wygodnych dostała w prezencie na początku grudnia). Aby nie
przedłużać kilka przykładów:
- na wyjście do kina obcasów nie zakłada, bo przecież nie wszyscy tam biegają
w ibcasach, poza tym znajomy z którym idziemy to dobry znajomy i DLA KOGO ONA
MA JE UBIERAĆ (autentyczny tekst)
- do kościoła nie, bo przecież jest zima i jest ślisko (do kościoła mamy około
100m - w miare odśnieżonym chodnikiem - chodzę w pantoflach i jeszcze się nie
poślizgnęłem)
- buty na obcasie zamierza zakładać na wyjścia ze znajomymi (których tu gdzie
aktualnie mieszkamy prawie nie mamy), POD WARUNKIEM, że w trakcie wyjścia
przebywać będziemy tylko w jednym lokalu (1. mamy auto 2. profilaktycznie nie
zakłada bo może być tak, że będziemy dużo chodzić) i POD WARUNKIEM, że
większość osób będzie elegancko ubranych
- nie nosi butów na obcasie bo nie chce się WYRÓZNIAĆ (dla mnie obcas jest
naturalny - ona to traktuje w kategorii odmienności - wydaje jej się, że
wszyscy zaraz zwracają uwagę, że ma buty na obcasie - i że są one
nieodpowiednie do sytuacji)
nie pamiętam już niestety tłumaczenia co do imprezy z okazji moich urodzin -
lokal był jeden, ludzie w większości wieczorowo ubrani...
takie powody są dla mnie na prawdę niezrozumiałe - i mam wrażenie że chodzi o
coś jeszcze (o wygodę już z całą pewnością nie)
generalnie najbardziej zabolało mnie to, że stwierdziła, że DLA KOGO ma to
robić? kiedy to uslyszalem uznałem temat za zamknięty - chcę jednak próbować
podjąc jakieś ostatnie działania - sam nie wiem co... i tutaj prośba o pomoc
do was! Czy może to ja wymagam za wiele? Wymyślam? Kiedy jednak widzę te
wszystkie kobiety chodzące NA CODZIEŃ (o tym nawet nie marzę) w szpilkach to
wydaje mi się, że nie jest to jednak takie trudne?
dziękuję każdemu kto cokolwiek podpowie - oczywiście z przyjemnością odpowiem
na pytania dodatkowe