Gość: dalia
IP: *.futuro.com.pl
26.01.05, 13:25
Czyli taka, gdzie nawet nie ma sensu składać podania o przyjęcie do pracy;
jeśli są bowiem jakieś etaty-rezerwuje się je już nawet nie dla krewnych i
znajomych królika, lecz wyłącznie dla najbliższej rodziny.
Takimi firmami są: 1. MPWiK (źródło: bliscy znajomi); 2. Politechnika
Lubelska! (Rulez!). Wystarczy na dzień dobry przejrzeć książkę telefoniczną z
jej wewnętrznymi numerami-boszsz, ile tych samych nazwisk obok siebie.
Nazwisk bynajmniej nie typu "Kowalski, Woźniak". Panie w kadrach mówią tak:
nie ma pan(i) się starać tutaj o pracę, przecież jest pan(i) osobą z
zewnątrz! W znanym mi dziekanacie PL pracuje od niedawna żona prodziekana.
Oraz córka pani z dziekanatu, wieloletniej pracownicy. Żona pewnego asystenta
zaprotegowana została do pracy w innym dziekanacie. Córkę jednego profesora
przyjęto do pracy od października. Itd, itd.
PL od lat słynie jako instytucja wybitnie prorodzinna, lecz to, co się
ostatnio wyprawia...
Macie swoje typy?