Gość: Bury Forever
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.11.08, 18:27
Uwłaszczył się na majątku Związku Młodzieży Wiejskiej. Jako poseł przepychał
ustawy, na których zarabiała jego firma. Zaplątany w gąszcz spółek, akcji i
udziałów. DZIENNIK przedstawia sylwetkę Jana Burego, sekretarza stanu,
wiceministra skarbu, który odpowiada za prywatyzację polskiej energetyki.
Jest siódma rano, piątek. Bury nie wygląda na swoje 45 lat. Nie męczy go
wczesna godzina. Tryska życiem: za kilka tygodni giełdowy debiut Enei,
poznańskiej spółki energetycznej, wczoraj podróż z Warszawy do Stalowej Woli.
Na stole kładzie dyktafon - na wypadek gdybym zrobił z niego bogatego
człowieka i minister musiał się, ha, ha, tłumaczyć w mediach przez następny rok.
Rozmowny, żwawy. Od 1991 r. tylko raz nie był posłem. W latach 1990 - 1996
szef Związku Młodzieży Wiejskiej. Szef PSL na Podkarpaciu. Śledczy komisji ds.
prywatyzacji PZU. "To człowiek, który ma kwalifikacje, żeby być prezesem
partii" - uważa Aleksander Bentkowski, który jeszcze niedawno ścierał się z
Burym o wpływy na Podkarpaciu.
Polityczną pasję odziedziczył w genach. "Dla starych działaczy ZMW Bury zawsze
był synem <tego> Burego, Józefa, działacza PZPR, ministra u Jaruzelskiego -
opowiada jeden z polityków PSL.
Bury ma także nieznane, choć nie mniej imponujące oblicze: biznesowego rekina.
Twórcy gospodarczego imperium, udziałowca lub szefa grupy spółek i stowarzyszeń.
Jest dyskretny: dotąd nikt nie wiedział o gospodarczych grach, które toczy z
mandatem poselskim w ręku. Dziś należy do najbogatszych nie tylko w PSL, ale w
całym Sejmie. Jego pałacyku pod Rzeszowem nie powstydziliby się najbogatsi
biznesmeni. Oficjalnie na czas urzędowania interesy zostawił w rękach
wspólników. Jednak pytany o biznes wciąż - może z przyzwyczajenia - używa
liczby mnogiej: "my robimy", "my założyliśmy".
Prezes z ZMW, księgowy z PSL
Wtorek. Trzy dni przed rozmową z Janem Burym. Centrum Warszawy. Zenon
Daniłowski, 48 lat, prezes spółki Agro-Technika. Z PSL sympatyzuje. Na
umówioną kawę przychodzi z prawnikiem. Wygląda jak ikona prezesa: powiedzieć o
nim, że jest postawny, to jakby nic nie powiedzieć. Z trudem mieści się na
krzesełku w kawiarni. Jowialny i miły.
Dawny wiceszef ZMW od początku lat 90. patronuje większości biznesów
wiceministra. Poznali się w ZMW: Bury był ambitnym działaczem z Rzeszowa.
Daniłowski, weteran czerwonej nomenklatury, odchodził do biznesu. Bury wkrótce
poszedł w jego ślady. Razem założyli spółki Agro-Technika, Agro-Technika
Leasing, Grupa Inwestycyjna Agro, Polskie Smaki, Makarony Polskie. Daniłowski
sam mówi o nich: łańcuszek. Bury przyznaje: "Są powiązane. Że dużo tych
spółek? Twórczy jestem, z założonymi rękami nie siedzę."
Co Daniłowski myśli o Burym? "Czasem herbatę pijemy, ot i takie nasze
kontakty" - prezes zachowuje się, jakbyśmy rozmawiali o Dalajlamie, a nie o
człowieku, z którym zarabia od kilkunastu lat. "Jest zdolny, ale to ja zawsze
byłem szefem wszystkiego."
Po chwili przyznaje: "Bury już przez telefon uprzedził, że będę o niego
pytał." Dlaczego minister ostrzegł Daniłowskiego przed rozmową?
Poniedziałek. Cztery dni przed rozmową z Burym. Dzwonię do Rzeszowa do Józefa
Króla (składki w PSL płaci regularnie). Były członek komitetu wojewódzkiego
PZPR, zawodowy księgowy. O Burym jak o Dalajlamie: "Nie jestem blisko związany
z panem posłem" - zapewnia. "Czasem mu doradzam."
Sprawdzam: biegły rewident Król kontroluje większość obrotu udziałami, akcjami
i finansami łańcuszka Daniłowskiego i Burego od lat. Są biznesowo
nierozłączni: Daniłowski, Bury, Król.
Jan Bury bardzo lubi Daniłowskiego i Króla, którzy fascynują go jako ludzie.
Chciałby mieć na przykład taką głowę jak Król. Król z Daniłowskim
odwzajemniają fascynację: regularnie wpłacają pieniądze na kampanie wyborcze PSL.
Do biznesu za pieniądze ZMW
Z mgławicy spółek i spółeczek łańcuszka posła Burego wyłaniają się cztery,
które sporo mówią o Burym pośle i Burym biznesmenie.
Spółka pierwsza: Agro-Technika. To od niej zaczęły się biznesy Burego i
Daniłowskiego. Powstała w 1992 r. i wypączkowała w kilka innych spółek, w tym
jedną notowaną na giełdzie. Prezesem jest Daniłowski.
Początkowo zarządzała hurtownią warzyw i owoców pod Warszawą, zarabiała
krocie. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pieniądze ZMW: Związek wniósł do niej
pokaźne udziały.
Kiedy w 1996 r. Agro-Technika przekształcała się w spółkę akcyjną, w imieniu
ZMW udziały objął w niej Jan Bury, ówczesny szef związku. Posłużył się
pełnomocnictwem szefa ZMW (czyli samego siebie) trzy dni przed zjazdem, na
którym ustąpił z funkcji. "To tyle lat, już nie pamiętam dokładnie, jak to
było. Jednak skoro ZMW nie wycofało pełnomocnictwa, to było skuteczne" - tłumaczy.
"ZMW to był pan."
"Wszystko odbywało się zgodnie z prawem."
Choć Bury odszedł z władz ZMW w 1996 r., aż do 1999 r. używał w biznesie
tamtego pełnomocnictwa. Czy miał do tego prawo? Komunikat związku w tej
sprawie jest krótki: "W dokumentach, które posiada Księgowość ZMW (lata 1999 -
2008), brak informacji o wspomnianym pełnomocnictwie".
Co stało się z udziałami Związku w Agro-Technice? Znikły. Część odkupił
Daniłowski.
"Szczypior", czyli od kierowcy do prezesa
Jest grudzień 1996 r. Bury, były prezes ZMW, z pełnomocnictwem, którego użył
już kilka tygodni wcześniej, pojawia się w Rzeszowie. Zakłada kolejną spółkę,
wydawniczą. Wszystkie udziały obejmuje ZMW. Te udziały też znikną w dziwnych
okolicznościach: pięć lat później głównym właścicielem zostanie Jan Bury. Na
jakiej zasadzie? W ZMW nie słyszeli nawet o swojej rzeszowskiej aktywności.
"Zakładałem ją z myślą, że i tak odkupię ją od ZMW" - mówi Bury. "Czy ZMW na
tym zarobiło? Nie pamiętam."
Podkarpacka Oficyna Wydawnicza drukuje tygodnik "Wiadomości Podkarpackie". W
2003 r. znienacka Bury sprzedaje swoją część w spółce 22- letniemu
siostrzeńcowi. "A miałem sprzedać komuś obcemu?" - odpowiada dziennikarzom,
którzy pytają o tę decyzję.
"Tego dzieciaka nikt na oczy nie widział" - wspomina były dziennikarz
"Wiadomości". "Wszyscy wiedzieli, czyja w rzeczywistości jest gazeta, ale nikt
się z tym nie wychylał."
Wkrótce w Rzeszowie wybucha awantura: działacze LPR ogłaszają, że pismo
dostaje reklamy dzięki układom Burego w państwowych firmach. LPR donosi na
Burego do NIK. Sprawą się zajmuje prokuratura (umarza postępowanie), NIK
odmawia kontroli.
Wkrótce szefem i udziałowcem "Wiadomości" zostaje Jan Dziedzic, kierowca
Burego, chłopak ze wsi pod Rzeszowem. Były dziennikarz "Wiadomości":
"Nazywaliśmy go <Szczypior>. Bury go wstawił, żeby pilnował interesu. Przed
którąś Wigilią przestał nam wypłacać pensję. Kilku z nas zrobiło awanturę, a
<Szczypior> wyszedł z nimi na dwór. Brnęli za nim przez jakieś zaspy, w końcu
stanęli pod bankomatem. Wypłacił po parę stów, rozdał i życzył wesołych świąt.
Ludzie postanowili odejść."
Bury: "Dziedzic? Powiem tak: każdy ma swojego Wachowskiego."
Gazeta zbankrutowała. Chciałem się spotkać z kierowcą Burego. Odmówił: "Czy
znam posła? To prywatna sprawa. Skąd miałem pieniądze na udziały? Co się stało
z udziałami ZMW? Nie pamiętam, to było dawno" - mówi mi przez telefon.
Rok po upadku gazety Dziedzic razem z bratem przejęli spółkę, która prowadzi
trzy hotele w Rzeszowie i okolicy. Skąd bracia ze wsi Trzcianna mieli na to
pieniądze? Kierowca posła Burego na ten temat też nie chce rozmawiać.
Poseł pędzi spirytus i załatwia ustawę
Trzecia ze spółek, które stworzyły łańcuszek i imperium Jana Burego, to Agromis.
Założył ją z jednym z działaczy ZMW. Firma co roku ma po kilka milionów
przychodu. Ale w PSL nie słyszeli o niej nawet wysocy rangą działacze. I nic
dziwnego - firma działa na wsi w Zachodniopomorskiem, daleko od Rzeszowa, w
którym działa Bury. To były PGR, na którym w latach 90. dzisiejszy
wiceminister uwłaszczył się z kolegami z ZMW. Na 220 hektarach hoduje zboże, z
którego wyrabia spirytus. "Gorzelnia?" - dziwi się Aleksander Ben