No, jestem pod wrażeniem, w Kropce pan Urbański się pochwalił, że napisał 800 stron tekstu o Leszku (Leszek, Leszkowi, z Leszkiem - z upojeniem odmieniał przez wszystkie przypadki).
A przecież to nie pierwsza książka o świętej pamięci panu prezydencie. Zaiste, biografia Lecha Kaczyńskiego to studnia bez dna.