nieszczęśliwa, tkwiąca w depresji, uciekająca od rzeczywistości (w seriale, w
marzenia o niedoszłej karierze muzycznej) pani Schoppe mocno mi się skojarzyła
z bohaterką Kuncewiczowej.
Nie tylko jej mąż, ale chyba ona też żyje w przekonaniu, że gdyby nie
niegdysiejsza "pułapka biologiczna", to oboje byliby gdzieś zupełnie indziej -
może w ogóle nie ze sobą - ciesząc się życiowymi sukcesami. Pan Schoppe obraca
to rozczarowanie w agresję, a pani Schoppe w bierną frustrację. Dla mnie to
...