Dodaj do ulubionych

cudzoziemka pani Schoppe

08.05.08, 20:27
nieszczęśliwa, tkwiąca w depresji, uciekająca od rzeczywistości (w seriale, w
marzenia o niedoszłej karierze muzycznej) pani Schoppe mocno mi się skojarzyła
z bohaterką Kuncewiczowej.

Nie tylko jej mąż, ale chyba ona też żyje w przekonaniu, że gdyby nie
niegdysiejsza "pułapka biologiczna", to oboje byliby gdzieś zupełnie indziej -
może w ogóle nie ze sobą - ciesząc się życiowymi sukcesami. Pan Schoppe obraca
to rozczarowanie w agresję, a pani Schoppe w bierną frustrację. Dla mnie to
przejmująco smutna para, która musi się chyba strasznie ze sobą męczyć; nie
widać tam miłości, tylko te dawno zawiedzione nadzieje.
Obserwuj wątek
      • idomeneo Re: cudzoziemka pani Schoppe 08.05.08, 22:00
        no, pod względem osobowościowym one są bardzo odmienne - jadowita Róża
        Żabczyńska, która odreagowuje frustrację na otoczeniu (i potrafi być też piękna
        i charyzmatyczna) i niepozorna, pańciowata i wycofana mama Schoppe'owa.

        Podobieństwo widzę raczej w schemacie fabularnym: tym przekonaniu,że byłoby się
        wirtuozem (!), gdyby człowiek nie został wrobiony w rodzinną pułapkę. To jest
        dla mnie problem, który łączy te postaci - obie kobiety tkwią przez
        dziesięciolecia w niespełnieniu i snach o niedoszłej potędze, zmarnowanym
        talencie. Co jest zresztą dość wygodne, bo pozwala przerzucać odpowiedzialność
        na zły los i rodzinę, uciec od uczciwej odpowiedzi, czy w innych okolicznościach
        by faktycznie tego talentu i pracy starczyło na zostanie mistrzynią. No i
        jeszcze ten motyw z przenoszeniem nieziszczonych marzeń na synów, interesowanie
        się dziećmi tylko wtedy, gdy "rokują".
        • kaliope3 Re: cudzoziemka pani Schoppe 08.05.08, 23:38
          Masz ciekawe spostrzeżenia.W ogóle nie zastanawiałam sie nad ta postacią a teraz
          wygląda mi to trochę jak odpowiedź Autorki na zarzuty właśnie, że bohaterki nie
          realizują się zawodowo itp.Pani Shoppe trawi czas na smętne rozmyślania o tym
          czego nie dokonała i tu widzę taką sugestię-nie dokonała,z jakichś tam
          przyczyn(może po prostu faktycznie nie była wielkim talentem)ale swoją klęskę
          jako matki tłumaczy sobie tym właśnie niespełnieniem.Ergo-nie o niedoszłą
          wirtuozerię chodzi,a o bycie fatalną matką.Dopiero świeża,prostolinijna i pełna
          poświęcenia Róża zaczyna ukazywać zamotanej kobiecie w średnim wieku odpowiednią
          drogę postępowania.Rodzina,rodzina i jeszcze raz rodzina,a nie jakieś tam
          mrzonki,no chyba że się jest absolutnym geniuszem i poza obowiązkami domowymi
          tworzy niesamowite rzeczy,właściwie przypadkiem i nie wiadomo kiedy-ale rodzina
          na tym nie cierpi(Kal Amburka)
          • idomeneo Re: cudzoziemka pani Schoppe 09.05.08, 00:17
            Kalliope, bardzo dziękuję. Mnie zastanowiła w związku z panią Schoppe ta
            wzmianka o wirtuozerii, taka jakby sugestia, że jej ambicje są z natury
            zwichnięte. Że ona jest nieszczęśliwa nie dlatego, że nie może być pianistką (bo
            kocha muzykę i cierpi bez niej), ale dlatego, że miała zostać wirtuozem, a nie
            została - że chodzi tu o frustrację, wynikającą z braku uznania i hołdów od
            świata zewnętrznego. Stąd to skojarzenie z Kuncewiczową.

            Jak zaczęłam się nad tym potem zastanawiać, to zaintrygowało mnie też, czy to
            nagłe odczarowanie pani Schoppe "jednym zaklęciem" przez Różę jest
            prawdopodobne. Bo po pierwsze, mama Schoppe tkwi w tym swoim obrazie świata już
            strasznie długo. Po drugie, specjalnie się nie interesuje swoimi dziećmi -
            Fryderyka faworyzuje, ale tylko jako kogoś, kto zastępczo może spełnić jej
            ambicje - więc czemu miałaby się nagle zacząć wzruszać wnuczką?

            No i wreszcie nie wiem, czy Róża jest dla niej wiarygodną dostarczycielką tego
            rodzinnego przekazu, bo Róża przecież nie przeżywa żadnego konfliktu
            wewnętrznego (w sensie konkurujących wizji swojego życia) w związku z ciążą. Nie
            ma żadnych talentów czy ambicji, z których by musiała rezygnować; nawet na
            studia poszła za swoim chłopakiem i męczy je tak jakoś z przymusu. I tu chciałam
            jeszcze raz zaznaczyć, że doceniam rolę Róży na polewkowej niwie rodzinnej (na
            przykład z nawiązywaniem kontaktów z ojcem wbrew borejkowskiej communis opinio
            doctorum). Ale jeśli idzie o problem nękający panią Schoppe, to młoda i zupełnie
            nieambitna Róża nie wydaje mi się specjalnie przekonującą partnerką do rozmowy.

            I to jest pewnie pytanie do forumowych specjalistów od psychologii - na ile taka
            nagła przemiana jak u pani Schoppe jest wiarygodna.
            • k_linka Nie jestem ekspertem od psychologii postaci.... 09.05.08, 00:29
              ...ale przemiana pani Schoppe mialaby sens o ile Rozyczka bylaby charyzmatyczna
              osobowoscia i jakimkolwiek autorytetem dla swej przyszlej tesciowej. Gdyzby choc
              nadrabiala zarliwoscia przekonan i elokwencja - ale nie, Rozyczka miala
              przemawiac z wlasciwa jej prostota:). Nie wypadlo wiarygodnie wedlug mnie....
              Ale - z drugiej strony wien ze jeszcze z 15 lat temu przyjelabym taka sytuacje
              jako piekna i madra... Wtedy jednak dosc bezkrytycznie przyswajalam komentarze
              odautorskie, np ze Ignac jest wspanialym ojcem, choc nieco roztargnionym - ale
              taka typowa cecha mezczyzn:)
        • ananke666 Re: cudzoziemka pani Schoppe 09.05.08, 00:25
          Tu rzeczywiście jest podobieństwo. Chociaż u Róży widziałam zawsze bardziej sen o zdradzonej miłości, to był ten jad, którym się karmiła. Muzyka była pozornie na pierwszym planie, ale w rzeczywistości było to zdziwaczałe, zatrute serce.
          U mamy Schoppe delikatnie zastanawiał mnie tekścik, że fakt konieczności noszenia okularów uniemożliwił jej karierę wirtuoza. Pomyślałam - co ma piernik do wiatraka, czyżby myślenie typu "jak g... nie umie pływać, to mówi, że woda rzadka"? Czy może była to głośniejsza przykrywka do cichszej myśli, że to dzieci pokrzyżowały jej na zawsze plany? W Imieninach pada taki tekst, Frycek zeznał, że mama grała bardzo biegle, a potem on się urodził... dopowiedzieć można sobie, że potem kolejne dzieci... i nici z kariery.
          Podobieństwo w zakresie zainteresowania rokującym dzieckiem istnieje, ale zasadniczą różnicą jest stosunek matki do tego dziecka. U Schoppowej jest normalniejszy, zdrowszy, choć silnie idealizujący i taki ciut nabożny jakby. U Róży, nieomal jest przeniesieniem uczuć z niekochanego, pomiatanego i pogardzanego męża na syna, takich uczuć, które normalnie powinny przypadać partnerowi (nie wyjeżdżam tu broń Boże na jakieś pociągi seksualne, a fuj, tylko te wszystkie nadzieje na raj, w który miał wprowadzić Różę syn, "z Władysiem Róża zawsze odchodziła w nieznane" czy podobnie, próbuję cytować z pamięci).
          • idomeneo Re: cudzoziemka pani Schoppe 09.05.08, 00:33
            > W Imieninach pada taki tekst, Frycek zeznał, że mama grała bardzo
            > biegle, a potem on się urodził... dopowiedzieć można sobie, że
            > potem kolejne dzieci... i nici z kariery.

            no właśnie. Według mnie wskazują też na to te wszystkie wzmianki o tym, jak pani
            Schoppe dzieciom wciąż kładzie do głów, jak to się dla nich poświęcała i
            poświęca (a Fryderyk odreagowuje wysyłając jej kartkę z pelikanem)
          • idomeneo Re: cudzoziemka pani Schoppe 09.05.08, 01:00
            ananke666 napisała:

            > U mamy Schoppe delikatnie zastanawiał mnie tekścik, że fakt
            > konieczności noszenia okularów uniemożliwił jej karierę wirtuoza.

            hehe, dobrze, że chodzi o muzykę poważną, bo co by to było, gdyby się na
            przykład Ray Charles dowiedział, że to taki problem...
    • anutek115 Re: cudzoziemka pani Schoppe 09.05.08, 10:03
      Właściwie Idomeneo już napisała wszystko, co i ja chciałam napisac, ale jednak
      sie wygadam troszkę - mnie pani Schoppe "odczarowana" przez słodką Pyzunię
      doprowadza do szału. Widzę w ich rozmowie ten sam protekcjonalizm, który widać
      też w rozmowie pani Lewandowskiej i pani Borejko z Ewą Jedwabińską. Tyle, że w
      wypadku Ewy życiowych rad udzielają jej jednak kobiety starsze, bardziej
      doświadczone, mamy i babcie, może to irytować niektórych (mnie irytuje), ale nie
      jest ani takie rzadkie, ani niepradopodobne, ani, no cóż, bezsensowne. A tu
      mamy, bardzo przepraszam, gówniarę, która z niczego nie zrezygnowała, która nie
      miała żadnych marzeń, planów, żadnych talentów do rozwinięcia, żadnego powołania
      (poza powołaniem do bycia boginią domowego ogniska, oczywiście, które właśnie
      sobie realizuje), wyjeżdżającą z pouczającym (i kompletnie gołosłownym) tekstem
      o budce z kurczakami i pracy wykonywanej z miłością (jakiej pracy? Przecież
      panienka się obija!) tekstem do kobiety starszej, o której nic nie wie i
      najwyraźniej nie chce się dowiedzieć! I ta pani Schoppe powtarzająca w upojeniu
      teksty o pracy wykonywanej z miłością!!! Dosypały jej czegos do tej ich słynnej
      borejkowskiej herbatki? Bo tylko to usprawiedliwia podobną przemianę.
      Przemianę, dodajmy, moim zdaniem krótkotrwałą. Bo i w to nie wierzę, że taka
      stłamszona wewnętrznie osoba jak pani Schoppe da sie nawrócic na właściwą drogę
      li tylko na skutek ocieplającego kontaktu z synową i wnuczką.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka