No to sprostuje w płatnych ogłoszeniach
Wojciech Orliński
"Sprawa Jana Rokity" przypomina stary dowcip o samochodach rozdawanych na placu Czerwonym. Przede wszystkim - nie chodzi o "karę" za nazwanie Kornatowskiego "nikczemnym prokuratorem", ale o przeprosiny za przypisanie mu bez cienia dowodu udziału w przestępstwie. Tak jak w przypadku nieszczęsnego incydentu w samolocie Lufthansy cały ten proces Rokita zafundował sobie na własne życzenie
Polski dyskurs publiczny stał się ostatnio j...