A ja obejrzalem "nieugietego luka".
fajnie by bylo byc amerykaninem. ich kino moralnego niepokoju dekade wczesniej niz nasze jest takie ze przeszywaja dreszcze, a u nas gemba sie rozdziawia do ziewania. matka boska chyba za bardzo przysiadla zadem na tym kraju. jest tam scena ateisty w kosciele co modli sie do boga, analogiczna jest w "przypadku". newman jakos to bardziej z sensem i jajami robi, a nasz bogus linda hamletyzuje i jeczy. amerykanski buntownik umiera wolny, polski jest ciagle...