rubeus
07.02.04, 15:55
Cyrograf
(Dymitr Bilenkin)
Stiepan Porfiriewicz Demin - pięćdziesięcioletni mężczyzna o pozbawionym
jakiegokolwiek wyrazu spojrzeniu i przeplatanych mysiš siwiznš włosach - był
niezgorszš kanališ. Nic więc dziwnego, że pewnego pięknego dnia zgłosił się
do niego diabeł.
Urzędnik piekieł ubrany był w ?wietny garnitur z syntetycznego materiału,
białš niemnšcš koszulę i srebrzysty krawat. W szponiastych łapach trzymał
eleganckš teczkę w stylu "attache", a w pysku dymił mu się amerykański camel.
- Ma pan na koncie dokładnie trzydzie?ci trzy ?wiństwa - uprzejmie
o?wiadczył Deminowi. - Tym samym nabyli?my prawa do pańskiej duszy.
- Chwileczkę! - obruszył się Demin , nie zaproponowawszy nawet
go?ciowi, aby usiadł. - O ile mi wiadomo, limit ?wiństw...
- Ma pan całkowitš rację! Ale nie dalej jak miesišc temu kierownictwo
piekieł obcięło limit. Dokładnie dwukrotnie...
- Ależ to bezprawie! Samowola!
- I znów ma pan absolutnš rację: bezprawie. Obecnie w wielu miejscach
?wiata bezprawie jest w modzie. Faszystowskie przewroty, gwałcenie
konstytucji, junty wojskowe... Nie ma co gadać, piekło stara się dotrzymać
kroku postępowi w ogóle, a zbrodniom w szczególno?ci.
- Mogliby przynajmniej uprzedzić.
- Ależ co pan! Przecież to już nie byłaby czystej wody samowola, nie rozumie
pan?
Czart dobrotliwie się u?miechnšł i usiadł pomachujšc ogonem. Adenin
przygnębiony skinšł głowš, ale nieoczekiwanie ol?niła go nowa my?l.
- Pański dowodzik poproszę...
Diabeł niedbale rzucił na biurko swój dowód.
Adenin włożył okulary, znaczšco kaszlnšł, pomacał okładkę dokumentu i
porównał diabelski pysk z wizerunkiem na zdjęciu. Potem przejechał paznokciem
po piekielnej pieczęci i z westchnieniem zwrócił dokument diabłowi.
- Teraz chciałbym się zapoznać z zasadami konfiskaty dusz - powiedział,
obrzucajšc diabła ciężkim spojrzeniem.
- Proszę się nie niepokoić, nie sš skomplikowane. Po pierwsze...
- Nie trzeba. Powinien pan mieć instrukcję. Diabeł skrzywił się kwa?no.
- Przeklęta biurokracja! - warknšł. - Przecież naukowo udowodniono...
- Nauka naukš, a papierek papierkiem - pouczajšcym tonem odezwał się Demin. -
Dlaczegóż bym miał wierzyć panu na słowo? To nie w moim stylu, a mam
nadzieję, że i nie w piekielnym.
Diabeł pokornie pochylił głowę i wydostał z teczki ciężkie tomisko, na
którego grzbiecie gorzało ogniste słowo: Instrukcja.
Stiepan Porfiriewicz zagłębił się w studiowanie księgi. Posapujšc z
zadowolenia podnosił od czasu do czasu pytajšco brwi, w nabożnym skupieniu
poruszał wargami, skrupulatnie analizujšc tekst. Jego pozbawione zazwyczaj
jakiegokolwiek wyrazu oczy błyszczały teraz, jakby skropione życiodajnym
balsamem.
Nudzšcemu się czartowi sprzykrzyło się to wreszcie i bezceremonialnie
rozwaliwszy się w fotelu włšczył telewizor. Szedł akurat mecz hokejowy. Gra
tak go pochłonęła, że zapalił naraz dwa camele, nastawiwszy uprzednio na
maksimum siłę głosu odbiornika.
- Przeszkadza mi pan - zrzędliwie zauważył Demin.
- No i bardzo dobrze - nie odwracajšc nawet głowy odparł tamten. - Trudno?ci
stwarza się po to, aby je pokonywać. Zgadza się pan ze innš?
Demin popatrzył kštem oka na podrygujšcy z emocji ogon diabła i nic nie
odpowiedział. Sarn był mistrzem w stwarzaniu wszelkiego rodzaju trudno?ci.
Obdarzywszy diabła ?mierciono?nym spojrzeniem, znów pogršżył się w lekturze.
- Taaak... - powiedział wreszcie. - Zrobiona z głowš, nie powiem. A ja
my?lałem, że cyrograf trzeba pisać krwiš.
- Przestarzała, absolutnie niehigieniczna zasada! - parsknšł diabeł. -
Proszę, oto blankiet, niech go pan wypełni i kończymy ten interes.
Nawet nie wysilił się, żeby oderwać wzrok od ekranu telewizora, na którym
upływały ostatnie minuty meczu; wynik jednak w dalszym cišgu nie był
przesšdzony. Potrzebny blankiet sam wyskoczył z teczki i legł przed Deminem.
Ten ostrożnie wzišł go w palce, przycišgnšł ku sobie i niewyra?nym,
urzędniczym pismem wypełnił rubryki. Gdy tylko postawił datę i podpis, z
teczki wyskoczyła wielka okršgła pieczęć i z hukiem ostemplowała dokument.
Zapachniało piekłem.
- Więc co ze mnš? Mam się zbierać? - zapytał Adenin.
- Cicho!!! - ryknšł diabeł, hała?liwie fetujšc decydujšcego gola. Wreszcie,
wyłšczywszy telewizor, z promieniejšcym pyskiem odwrócił się do
swojej ofiary.
- No co? Wypełnił pan? Przepysznie. Tak... tak - wszystko zgodnie z
przepisami. Lubię mieć do czynienia z wykształconymi grzesznikami.
Końcem szpona złożył na dokumencie swojš parafkę.
- Teraz migiem zlatuję do piekła, zarejestruję cyrograf i... No, stary, nie
załamuj się! "Wszyscy jeste?my straconym pokoleniem" - jak powiedział
Herningway. Wszystkim wam jest pisane smażenie w kotle, pardon, w piekarniku
na podczerwień. C'est la vie!
Pomachał cyrografem, zamknšł teczkę z trzaskiem i ze słowami: - Niech się pan
nie niepokoi, męki marny opracowane zgodnie z ostatnimi osišgnięciami
psychoanalizy! - zniknšł.
Nie minęła jednak minuta, kiedy pojawił się z powrotem.
- Wiesz co, stary? - niedbale się odezwał. - Trzeba będzie przepisać ten
cyrografik.
- A to dlaczego? - żachnšł się Adenin.
- Wypełnił pan blankiet atramentem. A atramentem nie wolno, do tego jeszcze
fioletowym. Tylko długopisem albo jeszcze lepiej - flamastrem. Nasze
piekło, powtarzam, stara się i?ć z postępem, a w szczególno?ci z postępem
techniki biurowej. Proszę to przepisać.
- Nie przepiszę! - zdecydowanie powiedział Adenin.
- Jak to nie?!
- Bo nie. Nie trzeba się było zachwycać Hemingwayem czy jakim? tam innym
waszym nowoczesnym, tylko dopilnować wła?ciwego wypełnienia blankietu.
- No, no... - bez przekonania odezwał się diabeł. - Limit pańskich ?wiństw
jest wyczerpany, toteż...
- Toteż, młody człowieku, cyrograf raz podpisany przez pełnomocnika
piekieł, w przypadku stwierdzenia post factum niezgodno?ci z wymaganym
wzorcem z racji zdrady lub podstępu duszodawcy, podlega przepisaniu jedynie
za zgodš tego ostatniego. Je?li natomiast zgoda taka nie zostanie wyrażona,
to duszodawca, zgodnie z paragrafem 117, nie podlega już zaszeregowaniu do
grupy "kanalii", a do grupy "wyjštkowych bydlaków" i jako takiemu przysługuje
mu podwójny limit podłonikczemno?ci. Tak mówi wasza Instrukcja i dobrze by
było, gdyby jš pan raz jeszcze przeczytał. Rogi i kopyta diabła pobladły.
- Ależ to sš formalno?ci - wyszeptał.
- Za ich niedopilnowanie otrzyma pan wymówienie. Niech więc pan
natychmiast znika z moich oczu, zaklinam na Instrukcję! Raz!
- Proszę posłuchać! - wrzasnšł diabeł, paskudnie zalatujšc siarkš. - Zgoda,
pańska podło?ć wzięła górę, ale na przyszło?ć... Skšd, skšd pan wzišł
atrament?! Przecież nie sposób go u?wiadczyć, choćby za nie?miertelnš duszę?!
- Ja, młody człowieku, jestem w pewnym sensie, he-he, konserwatystš. I jak
pan widzi, czasem się to przydaje.
przełożył Krzysztof Malinowski