acti1
28.05.07, 16:31
od niedawna wiem, ze jestem takim dzieckiem >
Dopiero od niedawna - dzieki temu forum - zrozumialem, ze jestem produktem takiego niekochajacego sie malzenstwa...
Ojciec "popelnil" z moja matka mnie (i kilkanascie lat wczesniej mego brata), ale na podstawie pozostawionej korespondencji pomiedzy rodzicami (oboje juz nie zyja), wynika ze matka po urodzeniu pierwszego dziecka narzekala na opuszczenie jej emocjonalne przez meza (byl to szok dla mnie, gdy przeczytalem). W takiej atmosferze niedopasowania poswiecala sie dla "utrzymania rodziny", chciala ja miec kochajaca i po nieudanym rodzicelstwie w latach 40 (dziecko zmarlo) zaszla w oczekiwana kolejna ciaze ze mna, byla szczesliwa, ale ojciec z matka ciagle nie, wyjechal za praca za granice na kilka lat w okresie mego "dorastania"(przysylal systematycznie $).
Nie rozumialem nigdy, na czym polegac by miala "czulosc" pomiedzy rodzicami, byli jakby dla mnie bezplciowi, na dodatek ostro cenzurowano przede mna wszystko co wiazalo sie z erotyka miedzy nimi i w "mediach" (np. w Tv). Jak dzisiaj to odtwarzam (a bardzo trudno mi o to, bo nie "rejstrowalem", nie bylem otwarty swą pamiecia na zachowania rodzicow w ich bliskosci), to matka kpila z ojca, lub robila mu wymowki za ogladanie sie za kobietami, o to ze np. mowił o czyichs ponczochach - dla matki byly "smierdzace" tematy. Podobnie i mnie w tych sprawach lekcewazyla, nie umiala delikatnie nawiazac kontaktu i zrazala.
Oczywiscie we wczesnym dziecinstwie matka chciala mnie "uksztaltowac" na "mezczyzne" i pamietam, jak podsunela mi w pewnym momencie lalke bym mial tez i ja do zabawy (szylem ubranko chyba nawet), ale coz, nie widzac czulosci (chyba) zaczalem ja np. dla zabawy nakluwac "zastrzykami" (okres "sadystyczny" i normalny?), czym wzbudzilem u matki panike...Inny sposob bym nabral oglady przy kobierach to 3 tyg. wycieczka rodzinna z dojrzala corka znajomych, wyzsza odemnie rowiesniczka (ok16 lat), z ktora to ciagle szarpalem sie i droczylem jak z przeciwnikiem o wszystko - koszmar.
W skrocie uwazam, ze jako dziecko nie zaznalem widoku czulosci i wymiany uczuciowej miedzy rodzicami (wspolpraca i dyskusje byly typu "gospodarskiego"), natomiast mialem az nadto matczynej "malpiej" milosci. Wynik, to nieumiejetnosc towarzyszenia w emocjach partnerek, niezauwazanie wielu "sygnalow" na tak, lub na nie, wyprowadzanie blednych teorii deprecjonujacych typowe ich reakcje, lub - oczywiscie - na odwrot (ale to rzadziej). Braki te byly dostrzegane przez pozniejsze parnerki i zazwyczaj dostawalem jako"burak", kosza wyprzedzajacego (po latach to tak widze).
I... w pewnym momencie tez trafilem na dziewczyne podobna do mnie, rodzice ktorej nie kochali sie, ale utrzymywali zwiazek dla jej dobra az skonczy studia...Z nia przezylem istne pieklo, kompletny brak czulosci i wylacznie plaska "technika intymna", a najgorsze to zupelne odsuniecie emocjonalne od "meskich" zainteresowan (brak nawet checi), przy tzw az zanadto "dojrzalym" pogladzie na wszystko. Dziewczyna uwazala za normalne np., ze jesli mnie interesuje cos (sklep, muzeum, itp) to moge sobie pojsc i poogladac, poprzezywac, ale sam, gdy jej to nie interesuje (a dotyczylo to wiekszosci tematow).
Podsumowujac: dziecko wychowywane w zaklamaniu uczuciowym pomiedzy rodziczmi jest okaleczone, mimo wielkiej milosci rodzica. Dotyczy to obu plci.