Znowu wraca się do problemu łamania procedur w 36 Pułku....Wszyscy są oburzeni,
wszyscy są za przestrzeganiem przepisów
Jednocześnie wczoraj przeczytałam artykuł o oburzającym postepowaniu funkcjonariuszy Pogotowai, którzy nie chcieli zabrać do karetki matki przewożonego do szpitala dziecka z drugim,
3-letnim dzieckiem. Tłumaczyli, że to dodatkowa osoba, nie ma miejsca, jest nieubezpieczona, w razie potrzeby interwencji w trakcie transportu - będzie przeszkadzała.... Tu procedury były nieważne, a przecież akurat tu były to ograniczenia logiczne.
Karetki też ulegają wypadkom.
Więc nie można łamać zasad w lotnictwie, nie można przewozić większej ilości osób, które jadą do pracy(ten okropny wypadek z ludźmi jadącymi do zbioru jabłek)....
Nie wolno było łamać procedur,
kiedy okazuje się, że był wypadek. Dopóki go nie ma - nalezy okazywać ludzkie uczucia.
Inna sprawa, że ta historia jest bulwersująca z innego powodu - nie zgodzono się, by matka z drugim dzieckiem jechała za karetką, innym samochodem - bo muisi być przy chorym dziecku. Po co? Dziecko jest pod opieką. To oczywisty absurd i rzeczywiście świadczy o braku i wyobraźni i serca. Dziennikarz nie zapytał jak wobec tego transportowane do szpitala są dzieci, przy których w momencie kiedy okazywało się, że trzeba je tam zawieźć, nie ma nikogo z opiekunów? Wtedy czekają na matkę

Dzieci znalezione na ulicy, dzieci z wypadków, dzieci po zaczadzeniu, któremu uległa cała rodzina, dzieci zabierane z meliny...
Matka ma jechać z dzieciem o ile to możliwe. I w tym wypadku należało uznać, że to jest niemożliwe.
Oba problemy uważam za typowe dla naszej rzeczywistości.