al-szamanka
28.04.11, 22:44
Od wielu już lat skakał sobie Skokochłopek samotnie z drzewa na drzewo. Na ziemie złaził tylko parę razy dziennie, aby załatwić potrzeby oczywiste, przy czym lubił wtedy postać kilkanaście minut pod pniem najgrubszego drzewa i rozmyślać o tym, co dostrzegł z wysokości rozhuśtanych lian, czy służących mu za trampoliny konarów. A myślał w sposób niezwykle prosty, właściwie myślał prawie wyłącznie obrazami, gdyż nieliczne słowa, które zasłyszał od nie wiadomo kogo, niegdyś, w dzieciństwie, dawno już zatraciły sens i znaczenie, przez co używał ich jak popadnie. Dlatego często spoglądając na liście mówił bubu, a zajadając soczyste mango mlaskał językiem i oznajmiał nie wiadomo po co dobry piesek kici kici. Oczywiście następnego dnia mango nazywało się tata, a trawa abrakadabra, ale to nie miało znaczenia, cieszył się dźwiękiem swojego głosu, bo byl to zdecydowanie inny dźwięk niż ryk tygrysa, czy wrzask zdenerwowanych małp.
Tego dnia, stojąc pod drzewem, przywoływał z pamięci obraz ptasiego gniazda, którego zawartość stała się jego drugim śniadaniem, widział drgającego węża, któremu zręcznym kopniakiem zmiażdżył głowę i dyszącego ze szczęścia, ubłoconego tapira. I byłby to dzień jak każdy inny, gdyby nie dziwny, nieznany odgłos. Nastawił uszu, zawęszył i poczuł dziwny zapach, coś jakby papka sfermentowanych fig i kwiatów orchidei. Zapach do niczego nieprzydatny, tym razem jednak doprowadził go do celu. Zaplątane w liany, tu aż nad ziemią, wisiało jakieś dziwne zwierzę. Nie przypominało ani gazeli, ani kajmana, jeżeli już, to najbardziej podobne było do niego samego, tyle że mniejsze i bardzo chuderlawe. Wyciągnął toto z pułapki i postawił na ziemi. Zaskomliło dziwacznie, a potem raz po razu zaczęło moczyć sobie twarz. To go zaciekawiło i nagle wspomnienie uświadomiło mu, że już coś takiego kiedyś widział. Wyciągnął palec i nazwał to, raczej zapytał
- Bzykanko ?
Tego się nie spodziewał, tak nie hałasowało całe stado małp. Zwierzę zatrzęsło się dziwacznie, podskoczyło i w następnej chwili uderzyło go tak mocno w nos, że aż się przewrócił na ziemię
- Auuuuuuuuuuuuu - wrzasnął
Podniósł się z trudnością na obie łapy
- Auuuuuuuuuuuuu - wrzasnął powtórnie i prawie pokornym głosem zaprotestował - bubu kici kici, nda, nda.
Zwierzę zaczęło stroić grymasy, wyraźnie nie było już złe, poklepało go nawet po plecach i kiwając głową powiedziało ze współczuciem.
- To nieporozumienie. Nie wiedziałam, że nie znasz znaczenia słów...taki z ciebie dzikus.