m.maska
18.07.18, 20:10
Takich chamów jak Wincenty Rostowski hoduje się do okradania Polaków
Polityka /Lipiec 18, 2018 17:03 /Matka Kurka
Nie z ostrożności procesowej, ale dla precyzji publicystycznej zacznę od definicji chamstwa i nie upieram się, że jest to definicja słownikowa, to moja definicja empiryczna. Chamstwo to najkrócej mówiąc taki rodzaj prymitywizmu, który odnosi się do podmiotu lub przedmiotu, czyli kontekstu prostackich zachowań. Po ludzku mówiąc można być chamem niezależnie od tego, w jakim miejscu się cham znajduje, cham to cham i koniec, ale można też zachowywać się jak cham i z czasem lub od razu się zreflektować.
Przekładając to na doświadczenia życiowe, chyba każdemu chłopakowi zdarzyło się zachowywać po chamsku, łapiąc dziewczyny za warkocze i oby tylko za warkocze, ale z takich chamskich zachowań w większości się wyrasta i nierzadko zostaje dżentelmenem. Istnieją jednak chamy, które nigdy z chamstwa nie wyrastają i gdziekolwiek się znajdą, od razu widać, że to chamy z krwi i kości. Zatem czym innym jest incydentalne chamstwo, które może się zdarzyć każdemu i co ze wstydem człowiek kulturalny stara się naprawić, czym innym stan permanentny, czyli chamstwo wrodzone albo wytresowane. Tak to widzę, kto się zgodzi to się zgodzi, kto ma ciekawszą definicję i obserwacje, zapewne kulturalnie się podzieli. W każdym razie moja definicja na potrzeby felietonu, który będzie dotyczył zachowania Rostowskiego na komisji śledczej Amber Gold, jest wystarczająca i śmiem twierdzić, że idealnie oddanej istotę rzeczy.
Zanim o konkrecie, to jeszcze trochę sprostowań. Zupełnie się nie zgadzam z takim postrzeganiem rzeczywistości, które nakłada stereotypowe obowiązki i schematyczne zachowania. Nie widzę żadnego powodu, aby w każdych okolicznościach mężczyzna był uprzejmy dla kobiety. Widziałem w życiu tyle chamskich zachowań w wykonaniu kobiet, że i mężczyźnie nie mieli nic do powiedzenia. Podobny mam stosunek do mylenia pojęć i przypisywania chamstwa zachowaniom i ludziom wybitnym. Gdy Himilsbach wchodził do SPATiF-u z hasłem na ustach „Inteligencja wypierdalać”, to była w tym poezja i genialna riposta Holubka, który odpowiedział „Nie wiem, jak wy, panowie, ale ja wypierdalam!”. W takich przypadkach chamstwa i chamów nie ma, to jest rycerski pojedynek gigantów niezrozumiały dla drobnomieszczańskich moralistów.
Dlatego nie mam pretensji do Rostowskiego, że on się zachowywał nieelgancko wobec kobiety, Małgorzaty Wassermann. Pani Małgorzata słynie z ostrego traktowania przesłuchiwanych i musi się liczyć z tym, że usłyszy parę gorzkich słów. Zgadzam się też, że komisja Amber Gold jest komisją polityczną, co wynika z natury rzeczy, przecież dotyczy polityków, którzy uczynili złodzieja bezkarnym. Rostowski miał prawo wytykać polityczny charakter komisji i nawet wypominanie Małgorzacie Wassermann, że prowadzi kampanię wybroczą, mnie nie razi, ponieważ jest to opinia uprawniona. Chamstwo Rostwowskiego, które pokazuje, że jest to cham urodzony i wytresowany, objawia się w zupełnie innych miejscach i jest charakterystycznym zachowaniem dla osobników niegdyś handlujących walutą przed Pewexami.
Były minister finansów, który miał do dyspozycji dziesiątki narzędzi kontroli, a do tego powinien mieć kawałek rozumu i przyzwoitości, na komisji do spraw wyjaśnienia miliardowego złodziejstwa, zachowywał się jak Pierdun z „Konopielki”. Rostowski był winien kulturalne i rzeczowe wyjaśnienie Polakom i przede wszystkim okradzionym dlaczego cały aparat państwowy pozwalał na złodziejstwo w biały dzień. Tymczasem Rostowski odegrał tandetny spektakl pod tytułem: „Ej lala bucik, ci się rop…a.” i przez dwie godziny puszczał bąki, strzelał z ryżu, wygłaszał chamskie tyrady i rzucał głupkowatymi dowcipasami. Zaprezentował chamstwo w podwójnej postaci: przedmiotowej i podmiotowej.
Rostowski nie potrafił powstrzymać swojego prywmitywizmu, nawet w takich okolicznościach, które i chama skłoniłyby do wypowiedzenia jednego słowa: „przepraszam”. I takie chamy nie biorą się znikąd, one są hodowane, po to, żeby łupić z bezczelnym uśmiechem na zakłamanej… twarzy, tak zwanych frajerów, czytaj ciężko pracujących Polaków. Tyle widziałem na komisji Amber Gold, pospolitego, wytresowanego chama Rostowskiego, który śmiał się w oczy Polakom okradanym od lat i cała reszta mnie nie interesuje.