40 lat życia w rozkroku, między Nadrenią-Palatynatem i Wrocławiem, ilekroć podczas podróży mijałam Drezno, obiecałam sobie, że w końcu kiedyś tam powrócę. Powrócę, bo byłam już w Dreźnie przed laty, widziałam Zwinger, oczywiście najbardziej utkwił mi w pamięci „Orszak książęcy” - był to rok 1969 – i dzisiaj można by uznać, że to tak jakbym tam nigdy nie była. Oczywiście, że miasto się zmieniło w ciągu tych wielu lat, chociaż Altstadt pozostał taki sam.
Kiedy wracałam z Wrocławia w połowie czerwca tego roku, mijając Drezno obiecałam sobie po raz kolejny, że tym razem to już na pewno – podczas kolejnej podróży do Wrocławia, muszę w końcu zwiedzić Drezno.
I w końcu udało się, tym bardziej, że nie jechałam sama, ze mną jechała Basia, która podobnie jak ja lubi zwiedzać i poznawać nowe-stare miejsca.
O ile już od wielu lat, nie odkładam żadnych planów na "kiedyś" o tyle w dobie pandemii jeśli pojawia się okazja żeby zrealizować te plany, korzystam z tego natychmiast, bo kto wie co zgotuje nam przyszłość.
Wyruszyłyśmy 12.08. wcześnie rano, z myślą o tym, że w Dreźnie będziemy około godziny 11. Droga była właściwie pusta, jechało się dobrze, gdzieś na początku błysnął mi radar(wciąż jeszcze czekam na mandat), a tuż przed Dreznem właśnie przyhamował nas potężny korek. Kiedy w końcu udało nam się go minąć miałam jeszcze benzyny na 90km. No ale, przecież wjedziemy do Drezna to nie będzie problemu, zaraz się zatankuje. Nic bardziej mylnego. Drezno rozgrzebane podobnie do innych miast i o ile stacje benzynowe były, to były za każdym razem po stronie przeciwnej i dojechać tam było nijak. A benzyny ubywało. Pytałyśmy po drodze jak dojechać do stacji, i każdy kiwał z politowaniem głową, że to daleko, że to po drugiej stronie Łaby a most zamknięty, w końcu dopadłyśmy taxi i kiedy taksówkarz zaczął nam tłumaczyć zwątpiłyśmy i poprosiłyśmy żeby nas tam zawiózł. W tym momencie pokazywało mi, że mam jeszcze paliwa na 40km, bo podczas jazdy po mieście zużycie było jeszcze wyższe, a że samochód nowy, to pali jak smok. Ufff... no w końcu. Potem poszło już gładko, parking miałyśmy zaledwie 100m od hotelu, a Starówkę właściwie w tej samej odległości, trzeba było tylko przejść przez ulicę.
Można byłoby spokojnie sobie odpuścić pośpiech, gdyby nie to że miałyśmy bilety na godzinę 16 na zwiedzanie Hist. Grünes Gewölbe (Historyczne Zielone Sklepienie), mogłyśmy się jeszcze snuć wokół Rezydencji i Katedry o dowolnej porze, tam jednak wejście było ograniczone czasem i była to ostatnia godzina o której wpuszczano, ponieważ ten cud był zamykany o godzinie 17. Z góry uprzedzam, fot z tego miejsca nie będzie – fotografowanie zabronione.
Poniżej panorama Starego Miasta Drezna widziana z przeciwnego brzegu Łaby.