rumburakk1
12.11.05, 16:26
Wicie, rozumicie... Czasami są rzeczy do których wstyd się przyznać. Mnie
dotknęła dziwna przypadłość o której nie mówię albo szybko zmieniam temat
jeśli dysputa owego problemu dotknie. Gnębi mnie to niczym wyrzut na sumieniu,
jak grzech z młodości lub zdadzona miłość.
Otóż ja nie trawie Beethovena. I jest to awersja absolutna. Nie idzie i już.
No może nie absolutna bo 2 część 5 koncertu kocham ale ona to jakby nie od
niego. Nie wiem już co z tym robić. Słyszę galopujące smyki, słyszę dźwieki
prujące powietrze tylko to wszystko po kilku taktach mnie irytuje. No nie
wiem, może za dużo słucham Chopinów i czajkowskich , ale Beethoven jakoś
wybitnie na NIE. Kocham za to Haydna . I weź tu człowieku się zrozum