Dodaj do ulubionych

meloman a moralność

07.05.06, 08:08
Zauważyłem, że wątek przegrywanych płyt krąży tu i ówdzie - czy zatem
meloman, przegrywający materiał wyłącznie dla własnego użytku, domowego,
pozostaje przestępcą? Czy skopiowanie pŁyty od przyjaciela do posłuchania w
domu (bo nie pożyczy) jest niemoralne, czy technika usprawiedliwia tego
rodzaju wykroczenia poza prawa autorskie?
Jakie jest Wasze zdanie, forumowicze?

PS. Piszę, ponieważ nie mam pojęcia o prawach autorskich, jakkolwiek straszy
się naokoło konsekwencjami za kopiowania, także strasznie drogich nut, a
jakże użyteczych... Ciekawe czy twórcy byliby zadowoleni, że ich dzieła są
zamknięte w złotej klatce, niedostępne - z powodu ceny - dla
zainteresowanych. Sam - pamiętam - ledwo powstrzymałem się przed ślinką na
partyturę IV Symfonii Lutosławskiego. Przeszło mi po ujrzeniu ceny. Gdyby
była tańsza 2 razy, kupiłbym. A tak - skserowałem...
Zabawne, że po latach tą partyturę otrzymałem w prezencie...
Obserwuj wątek
    • littlun1 Re: meloman a moralność 07.05.06, 10:30
      jak to ktos powiedzial " sumienie mam czyste - nieuzywane" A tak na powaznie to uwazam ze nakladanie tak wysokich cen jest nielogiczne . Jesli mialbym 80 lat stalbym pod blokiem i opowiadal cos takiego- panowie komus musi na tym zalezec nie kupilem ostatnio cudownej plyty krawczyka bo kosztowala 100 zl . No i panowie godom wom palce w tym macza polskie lobby programow do kopiowania haa ale panowie ja program do kopiowania mam piracki ! -
      • crannmer Re: meloman a moralność 07.05.06, 20:39
        littlun1 napisał:

        > jak to ktos powiedzial " sumienie mam czyste - nieuzywane" A tak na powaznie
        > to uwazam ze nakladanie tak wysokich cen jest nielogiczne .

        Do zasad gospodarki rynkowej nalezy wolnosc ustanawiania cen przez strone
        podazy. A strona popytu moze sie na zadana cene zgodzic i kupic, li tez nie. Ale
        wtedy nici z zakupu.

        Przy czym sama cena nie ma nic wspolnego z cenami produkcji, lecz jest wolna
        decyzja sprzedwcy. To jego rachunek ekonomiczny.

        > sam kopiuje czasem szkoda mi
        > tylko artystow ktorzy nie zyskują przez glupote pewnych ludzi.

        No szkoda mi bylo tej babci, ale jak tak sama szla w tym ciemnym parku, no to
        musialem ja rabnac. Nie ja, to kto inny by ja rabnal.

        MfG

        C.
        • dobiasz Re: meloman a moralność 09.05.06, 12:06
          crannmer napisał:

          > Do zasad gospodarki rynkowej nalezy wolnosc ustanawiania cen przez strone
          > podazy. A strona popytu moze sie na zadana cene zgodzic i kupic, li tez nie. Al
          > e
          > wtedy nici z zakupu.
          >
          > Przy czym sama cena nie ma nic wspolnego z cenami produkcji, lecz jest wolna
          > decyzja sprzedwcy. To jego rachunek ekonomiczny.

          Jeśli już mowa o ekonomii, to zapomniałaś o jednym drobnym szczególe. Otóż,
          jeśli chcę kupić dajmy na to DSL to mogę pójść do T-Com, a jak mi nie odpowiada
          to do Alice, Arcora, itp. itd. Mam możliwość zakupienia produktu o identycznej
          funkcjonalności u różnych, konkurujących ze sobą podmiotów gospodarczych. W
          przypadku muzyki nic takiego nie istnieje. Pasję Mateuszową pod Hereweghem ma w
          swoim katalogu jedna jedyna firma i nie istnieją zastępniki, bo umówmy się - na
          poziomie na którym my traktujemy muzykę to czy batutą macha Gardiner czy Karajan
          to jest jednak zupełnie inna jakość, inny produkt. Zresztą w przypadku muzyki
          niepoważnej sytuacja jest identyczna - chcesz kupić płytę Pink Floyd, to musisz
          ją kupić od jednej jedynej wytwórni. Nie możesz w innej. A tłumaczenie, że
          zamiast Pink Floyd możesz sobie kupić Ich Troje przyznaj, będzie cokolwiek
          komiczne. I tutaj niestety Twoja teoria trochę się kruszy, bo sytuacja o której
          mówimy to wcale nie jest wolny rynek. To się nazywa monopol. A z tego, co mi
          wiadomo, to wg większości znanych mi systemów etycznych monopol jako zjawisko
          sytuowany jest raczej po ciemnej stronie mocy.

          Mechanizm pt. "ustalamy cenę na tak wysokim poziomie, jaki jest w stanie
          zapłacić klient pozbawiony innej alternatywy (bo tylko ja mam ten towar)" to
          jest żelazna zasada monopolisty, zasada zbójecka i mająca z wolnym rynkiem i
          etyką tyle wspólnego, co... (autocenzura).
    • dobiasz Re: meloman a moralność 07.05.06, 11:08
      Dobry temat na flame war wink

      Ja powiem tylko, że nie spotkałem człowieka naprawdę kochającego muzykę, który
      by nie splamił się choć jednym CDR. Jest jedno fundamentalne pytanie - czym
      różni się sztuka od produktu. Jak umiesz sobie na nie odpowiedzieć, to reszta
      rozważań staje się zbyteczna.

      Tyle z mojej strony.
      • crannmer Re: meloman a moralność 07.05.06, 20:30
        dobiasz napisał:

        > Ja powiem tylko, że nie spotkałem człowieka naprawdę kochającego muzykę, który
        > by nie splamił się choć jednym CDR.

        Mozesz wyjasnic, na ile posiadanie CDR, MD, DAT, MC, czy chocby szpulki z drutem
        magnetycznym z legalnie wykonana kopia oryginalu jest splamieniem czegokolwiek?

        Jesli natomiast masz na mysli wylacznie wypalona na CDR muzyke zcignieta piracko
        z internetowych gield wymiennych typu Kaza, Emule czy jak one sie tam zwaly, to
        wlasnie poznales takiego czlowieka, co nie posiada ani jednej takie plytki. Ani
        innych takich plikow na dowolnych innych nosnikach.

        > Jest jedno fundamentalne pytanie - czym
        > różni się sztuka od produktu.

        W przypadku debaty na temat piractwa fonograficznego brak zwiazku z tematem.
        Prawa autorskie i wykonawcze sa rowne. Niezaleznie od wartosci artystycznej
        muzyki i wykonania, li tez jej braku. Nagranie piesni biesiadnych ma dla
        etycznego punktu widzenia taka sama wartosc, co wariacje goldbergowskie wg Goluda.

        > Jak umiesz sobie na nie odpowiedzieć, to reszta
        > rozważań staje się zbyteczna.

        Niestety zupelnie nie.

        MfG

        C.
        • dobiasz Re: meloman a moralność 07.05.06, 21:15
          Cranmer, przerobiłem już w życiu kilka flejmów na ten temat. Znam różnych ludzi,
          tworzących muzykę, studiujących ją, poznałem m.in. śpiewaczkę TW od której
          skopiowałem sporo rzeczy niedostępnych, które ona skopiowała od dyrygentów z
          którymi pracowała itp. itd. Nauczyłem się jednego: nie warto na ten temat
          dyskutować, bo nikt nikogo nie przekona. Uważasz, że kopiowanie jest be - OK,
          masz prawo. Nie musisz mi - "złodziejowi" - ręki podawać z tego powodu.
          Najprawdopodobniej jednak sporo muzyki, której słuchasz jest także tworzona,
          grana i nagrywana przez takich "złodziei", inni "złodzieje" muzykolodzy pracują
          u podstaw całego wykonawstwa muzyki barokowej, jeszcze inne masy "złodziei"
          studentów akademii muzycznych bez pirackich nagrań dzisiaj nie byłaby muzykami i
          nie grałaby w orkiestrach, których słuchasz etc. etc. I tylko po to, żeby tą
          informacją się podzielić, wypowiedziałem się w tym wątku.

          > Nagranie piesni biesiadnych ma dla
          > etycznego punktu widzenia taka sama wartosc, co wariacje goldbergowskie wg Golu
          > da.

          Właśnie dlatego zawsze wyżej od etyki ceniłem estetykę tongue_out

          EOT z mojej strony.
        • dobiasz Re: meloman a moralność 07.05.06, 21:20
          crannmer napisał:

          > Nagranie piesni biesiadnych ma dla
          > etycznego punktu widzenia taka sama wartosc, co wariacje goldbergowskie wg Golu
          > da.

          P.S. Chyba z punktu widzenia jakiejś zerojedynkowej odmiany etyki.

          Różne są odcienie szarości
          od czerni aż do białości

          ... jako rzekł pieśniarz z innej bajki.

          MSPANC
          EOT
    • abacaba Re: meloman a moralność 07.05.06, 12:31
      W ustawie o Prawie autorskim jest napisane:

      Art. 23.
      1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego
      utworu w zakresie własnego użytku osobistego. (...)
      2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych
      egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w
      szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

      Art. 117.
      1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom w celu rozpowszechnienia
      utrwala lub zwielokrotnia cudzy utwór w wersji oryginalnej lub w postaci
      opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie,
      podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności
      do lat 2.


      Czyli jak rozumiem znajomym i rodzinie mogę pożyczyć jedynie oryginał.
      Co do nut mam jedno duuuuuże ale. Nuty niestety nie są z plastiku tylko z
      papieru i po kilkudziesieciu odwróceniach strony podczas grania niestety
      ulegają zużyciu (jak kawałek papieru ściernego w warsztacie stolarskim). Ja
      uważam: nuty kupować, ale do grania używać ich ksera (na kopii mogę sobie
      swobodnie wpisać palcowanie.
      Dziecko mojej znajomej chodzi do szkoły muzycznej we Francji, i tam szkoła
      pilnuje czy nuty są kserowane. Jeśli są, to rodzice płacą karę 500 franków
      (tzn. płacili tyle, kiedy we Francji nie było euro).
      • pafcio01 Re: meloman a moralność 07.05.06, 17:55
        > Dziecko mojej znajomej chodzi do szkoły muzycznej we Francji, i tam szkoła
        > pilnuje czy nuty są kserowane. Jeśli są, to rodzice płacą karę 500 franków
        > (tzn. płacili tyle, kiedy we Francji nie było euro).

        To jest dopiero granda. Ciekaw jestem w takim razie jak im się udaje grać z
        najnowszego wydania Dzieł Wszystkich Chopina, które tak jest skontruowane, że
        NIE DA się z niego grać, chyba, że wyrwiemy kartki i będą latały luzem.
      • bwv1004 Re: meloman a moralność 07.05.06, 18:00
        Hm. Ja z częsci własnych płyt zrobiłem oggi (prawie 3 dni muzyki) i włożyłem na
        komputer w pracy, by nie nosić płyt w tę i z powrotem. Nikt tego nie słucha
        (chyba że kolega z pokoju chcąc nie chcąc). Legalne czy nie?
        • crannmer Wlasny uzytek jest ok. 07.05.06, 20:18
          bwv1004 napisał:

          > Hm. Ja z częsci własnych płyt zrobiłem oggi (prawie 3 dni muzyki) i włożyłem
          > na
          > komputer w pracy, by nie nosić płyt w tę i z powrotem. Nikt tego nie słucha
          > (chyba że kolega z pokoju chcąc nie chcąc). Legalne czy nie?

          Ripowanie wlasnych (zapewne legalnie kupionych, a nie ukradzionych smile plyt w
          celu osobistego ich sluchania na innym sprzecie (bez udostepniania ich osobom
          trzecim w formie cyfrowej) jest zarowno przez RIAA, jak i przez prawodawstwa
          wiekoszosci krajow uznawane za zdecydowanie legalne.

          MfG

          C.
          • schaetzchen Re: Wlasny uzytek jest ok. 07.05.06, 22:03
            artykuł "Szkoła a prawo autorskie":
            muzyka.onet.pl/kl,1329611,1,429,artykul.html
            Zawsze grałam z kserowanych nut - jeśli miałam własny oryginał, to nie chciałam
            go zniszczyć. Jeśli nuty wypożyczałam z biblioteki - to.... to było dawno i nie
            przyszło mi do głowy, że mogę kogoś okradać. A zresztą z prawnego punktu
            widzenia nie okradałam (cele dydaktyczne). Nie lubię po nutach mazać, a zawsze
            coś się zaznacza. Poza tym po co nosić wszystkie Polonezy Chopina (gruba
            księga), kiedy można tylko 30 stron. Kręgosłup jest cenny! smile

            Co do płyt... to jest kilka stron. Z jednej strony - nigdy nic nie ściągnęłam
            nielegalnego, ani nie kupiłam podróbki. Na mnie piraci nie będa zarabiać.
            Z drugiej strony - zdarzało mi się kopiować płyty od znajomych, swoje też
            dawałam kopiować. Od paru lat tego nie robię, bo uważam to za kradzież. Wiem,
            wiem, płyty są drogie, ale trudno, jakos potrafię się powstrzymać przed
            piractwem. Nie łudzę się, że dzięki temu pomagam polskiej lub zagranicznej
            fonografii - bo to chyba się tak łatwo nie przekłada: nie ma gwarancji, że
            wszyscy którzy piracą, kupiliby oryginał. Płyta w sklepie ze względów
            oczywistych nie będzie nigdy taka tania jak czysty CDR - dlatego zawsze znajdą
            się tacy, którzy powiedzą, że kopiując płyty walczą z pazernymi koncernami.
            Ponieważ mam prawo do własnej opinii smile i własnych wyborów - pozostawiam swoją
            płytotekę uboższą o wiele nagrań, ale za to mam czyste sumienie.

            I z jeszcze jednej strony - kopiowanie dla siebie jest jak najbardziej legalne:
            kupuję Anderszewskiego w sklepie i robię sobie kopię np. do samochodu, albo "na
            wszelki wypadek". Któraś firma miała z tego powodu problemy - bo wypuścili płyty
            z zabezpieczeniami antypirackimi i ktoś ich zaskarżył, że nie może sobie zrobić
            "safety copy"...
            • ania13 moralne niemoralne praktyczne 08.05.06, 07:58
              Sama zastanawiam sie od dawna w roznych kontekstach zyciowych nad tym czy
              kopiowanie w jakiejkolwiek formie jest moralne czy niemoralne.
              Moze to jakis wybieg mojego sumienia, ale zawsze sobie tlumacze, ze jesli
              kopiuje lub sciagam, to sa rzeczy, ktorych i tak bym nigdy nie kupila. Nie
              kupilambym m.in. kwartetu Stockhausena an 4 helikoptery, a tak? Posluchalam,
              sciagniete, skasowane (nie dam rady ponownie).
              Drugi moj prywatny wybieg to osobista obietnica, ze gdy bede mogla, wymienie
              pirata na oryginal. I faktycznie tak robie. Przyznam sie, ze mam takie troche
              uprzedzenie ze starych dobrych czasow do wlasnorecznie przegrywanych kaset,
              opisywanych w pocie czola, stert karteczek przypietych plasterkiem do opakowania
              kasety, a na tych karteczkach czasem cale libretta oper, w celach samoedukacji,
              w 3 obcych jezykach wypisane (jeszcze przed komputerem, tak z 17 lat temu). I
              ogromna radosc, gdy 2 lata temu lwia czesc stypendium naukowego we Francji
              przeznaczylam na wymiane piratow na piekne, oryginalne CD, a sterte kser - na
              sliczne, pachnace ksiazki.
              Tyle jesli chodzi o CD.
              Teraz papier, czyli ksiazki i nuty. Tak sie sklada, ze 15 lat spedzilam w szkole
              muzycznej, a teraz zajmuje sie, powiedzmy, humanistycznymi rzeczami. Zaczne wiec
              od nut - chronologicznie.
              Pamietam mozolnie przepisywane recznie nuty, moja mame siedzaca po nocy, zeby
              coreczka miala koncert jakis dzieciecy na jutrzejsza lekcje, rany, nie tylko
              solo skrzypiec, ale akompaniament. Faktycznie, do dzis podziwiam te rekopisy i
              jest to dla mnie niezwykle swiadectwo nie tylko zaangazowania mamy (swoja droga,
              zawodowego muzyka od 35 lat), ale i mojego dokonania, moich postepow.
              Ale rownie dobrze pamietam jak odkrylismy u ojca w pracy ksero, to byla zabawa,
              kserowalam dla kolegow, choru, mamy... Super, mozna bylo WIECEJ CWICZYC, MNIEJ
              PRZEPISYWAC - to jest dla mnie podstawa przydatnosci ksero.
              Bo przyznajmy, nuty wtedy w wiekszosci byly nieosiagalne.
              Ksiazki.
              Kseruje maniakalnie. Do mojej pracy potrzebuje tyle ksiazek, ze polek na nie
              mam, poza tym czasem potrzebuje calosc, czasem jeden rozdzial, czasem jedna
              strone. I zawsze zastanawiam sie nad tym: jesli ja sobie jedna strone skopiuje,
              to jest to zysk dla mnie. Jesli nie - moja strata. Moge kupic - zysk wydawcy,
              ale w gruncie rzeczy moja strata (jesli to jedna strona). A teraz wyobrazmy
              sobie, nie ma ksero, nie ma skanera, siedze w bibliotece i przepisuje. Recznie
              czy na kompie. Pewnie, pisze jak sekretarka, bezwrokowo, prawie bezblednie. Co
              to jest za roznica, jesli ja sobie te strone/strony przepisze, sformatuje jak w
              ksiazce, wydrukuje - zamiast ksero? I tu moja moralnosc sie konczy, bo w ten
              sposob osiagam DOKLADNIE TEN SAM CEL, co kserujac, jakze jednak wiekszym
              nakladem pracy i strata czasu. Zamiast myslec i pisac, siedze i przepisuje.

              Rozpisalam sie, ale staralam sie przedstawic od troche innej strony problem.

              Acha, znam faceta, ktorego zbiory muzyki sa wspaniale. Ani jednego pirata, co
              wiecej, nie pozwala piracic od siebie. Uszanowalam, choc bylam u niego w domu
              sama, z laptopem z nagrywarka... A kolejne nagranie Stabat Mater Pergolesiego
              przydaloby sie. Mam tylko 6...
          • abacaba Re: Wlasny uzytek jest ok. 08.05.06, 18:07
            crannmer napisał:

            > Ripowanie wlasnych (zapewne legalnie kupionych, a nie ukradzionych smile plyt w
            > celu osobistego ich sluchania na innym sprzecie (bez udostepniania ich osobom
            > trzecim w formie cyfrowej) jest zarowno przez RIAA, jak i przez prawodawstwa
            > wiekoszosci krajow uznawane za zdecydowanie legalne.

            OK, ale czy w Polsce jest legalne? Pytam bo nie wiem. Mnie nie chodzi nawet o
            kopiowanie dla posłuchania na innym sprzęcie, tylko o zrobienie kopii zapasowej
            i zamknięcie jej w szafie. Porysowana czarna płyta stuka, a nawet przeskakuje,
            ale gra, a porysowana płyta CD? Można polerować, niech będzie. A jak ktoś kupi
            program za 500 - 1000 $ i płytkę sobie zarysuje? Co na to polskie prawo?
            • dobiasz Re: Wlasny uzytek jest ok. 08.05.06, 21:58
              Wykonanie kopii bezpieczeństwa, czy kopii na własny użytek jest w Polsce i
              większości krajów legalne. Aczkolwiek w niektórych krajach (np. w Niemczech)
              lobby producentów próbuje przeforsować delegalizację takich działań. Pomysł, że
              jeśli zarysowała Ci się płyta to jedyną legalną metodą odzyskania jest ma być
              ponowne zapłacenie za muzykę którą już raz kupiłeś, każe ponownie przemyśleć, co
              tak naprawdę jest przedmiotem transakcji podczas zakupu płyty CD:
              - prawo do słuchania danego nagrania?
              - czy może jedynie licencja na użytkowanie konkretnego nośnika?
              ... i każe zapytać w pierwszej kolejności o to, jaką etyką kieruje się tamta
              "strona barykady".
              • bwv1004 Re: Wlasny uzytek jest ok. 09.05.06, 00:37
                > ponowne zapłacenie za muzykę którą już raz kupiłeś, każe ponownie przemyśleć,
                c
                > o
                > tak naprawdę jest przedmiotem transakcji podczas zakupu płyty CD:

                Ciekawe czy niedługo przed zakupem (a może przed każdym odtworzeniem) płyty CD
                trzeba będzie zaakceptować 10 -stronicową umowę licencyjną - jak to jest z
                programami...
                • dobiasz Re: Wlasny uzytek jest ok. 09.05.06, 10:29
                  bwv1004 napisał:

                  > Ciekawe czy niedługo przed zakupem (a może przed każdym odtworzeniem) płyty CD
                  > trzeba będzie zaakceptować 10 -stronicową umowę licencyjną - jak to jest z
                  > programami...

                  Tia. W umowie będzie np. punkt, że w pomieszczeniu w którym odtwarzasz płytę nie
                  mogą się znajdować inne osoby...

                  Jakiś czas temu M$ sponsorował badania nad płytami DVD jednokrotnego odtworzenia...
              • x-man66 Re: Wlasny uzytek jest ok. 09.05.06, 10:01
                dobiasz napisał:

                >ponowne zapłacenie za muzykę którą już raz kupiłeś, każe ponownie przemyśleć, c
                > o
                > tak naprawdę jest przedmiotem transakcji podczas zakupu płyty CD:
                > - prawo do słuchania danego nagrania?
                > - czy może jedynie licencja na użytkowanie konkretnego nośnika?
                > ... i każe zapytać w pierwszej kolejności o to, jaką etyką kieruje się tamta
                > "strona barykady".

                Nie etyka tylko ekonomia, a tak konkretnie to ZYSK, a jak ktoś nie dba o nośnik,
                to musi płacić jeszcze raz i jeszcze raz i.......
                • dobiasz Re: Wlasny uzytek jest ok. 09.05.06, 10:26
                  x-man66 napisał:

                  > Nie etyka tylko ekonomia,

                  Nie rozumiem więc, dlaczego od drugiej strony wymaga się postępowania etycznego,
                  a nie tylko ekonomicznego ;-P

                  > a tak konkretnie to ZYSK, a jak ktoś nie dba o nośnik,
                  > to musi płacić jeszcze raz i jeszcze raz i.......

                  Nie widzę problemu. Mogę płacić za nośnik jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze
                  raz. Nośnik, z tego co wiem, kosztuje ok 10 groszy za sztukę. Co się stało z tą
                  "wartością dodaną" za którą zapłaciłem pozostałe 69.90 PLN? Wyparowała w chwili
                  zadrapania kawałka plastiku? No to jest jakaś bardzo szemrana licencja. To tak
                  jakbym po zadrapaniu np. karty emerytalnej Commercial Union dowiedział się, że
                  muszę składać na emeryturę od nowa. Nonsens.
                  • x-man66 Re: Wlasny uzytek jest ok. 09.05.06, 16:18
                    Nie jestem rzecznikiem koncernów nagraniowych ale jedynie obserwatorem
                    rzeczywistości.
                    Wiele jest przykładów w życiu codziennym, które działają na zasadzie "diody",
                    czyli tylko w jednym kierunku. Dlatego też pewne rzeczy tak też właśnie wyglądają.
                    Mam kilkanaście oryginalnych okładek (z b. ładnymi hologramami) po skradzionych
                    z samochodu płytach - oryginałach (wiem, powinienem zrobić kopie na własny
                    użytek), na które jak patrzę to mnie trafia. Tak 200-300 zł. I co ? I nic.
                    Oczywiście można iść dalej drogą absurdu i liczyć sobie grosiki za każde
                    odsłuchanie płyty, a w symfoniach za każdą część itd.
                    To co się dzieje to jest zwyczajna pazerność, i o etyce nie ma mowy.
                    A jeśli chodzi o tę "wartość dodaną" to widać w super i hipermarketach w
                    wielkich koszach "wszystko za 2.99".
                    Nie będzie tam co prawda płyt o jakich jest mowa na forum, ale w jakiś sposób
                    ilustruje pewien poruszany tu problem.
                    Jest w Berlinie sklep z "drugiej ręki" gdzie płyty są nowiutkie i zafoliowane.
                    Ale jako, że z "drugiej ręki" to są tańsze o 2/3 !!!!!!!!


                    • dobiasz Re: Wlasny uzytek jest ok. 09.05.06, 17:34
                      x-man66 napisał:

                      > Jest w Berlinie sklep z "drugiej ręki" gdzie płyty są nowiutkie i zafoliowane.
                      > Ale jako, że z "drugiej ręki" to są tańsze o 2/3 !!!!!!!!

                      Gdzie?!!!
                      • x-man66 Re: Wlasny uzytek jest ok. 09.05.06, 18:05

                        Jak przejrzę mapę to podam przybliżone współrzędne.
                        Z drobnym zastrzeżeniem,że byłem tam jakieś 4 lata temu, ale jak zobaczyłem
                        także sklep z kolejkami elektrycznymi, który widziałem jeszcze wscześniej to
                        sądzę, że "Zweite Hande" też funkcjonuje !!!!
                      • x-man66 Re: Wlasny uzytek jest ok. 10.05.06, 00:14
                        www.stadtplandienst.de/map.asp?sid=0a1dfc19eaedc020bdba0a1ebf6afa41&ix=1049&iy=1247&grid=dedatlas10
                        Ulica Kantstr. pomiędzy Leibnitzstr. a Bleibtreustr.

                        Był jeszcze 4 lata temu. Może będę w Berlinie w sierpniu i jak będę miał trochę
                        czasu to sprawdzę.
                        • dobiasz Re: Wlasny uzytek jest ok. 10.05.06, 09:26
                          x-man66 napisał:

                          > Był jeszcze 4 lata temu. Może będę w Berlinie w sierpniu i jak będę miał troch
                          > ę
                          > czasu to sprawdzę.

                          Chyba będę tam wcześniej przy okazji wyprawy na ZOO-Bahnhoff po nową Politykę wink
                          Dzięki.
                          • x-man66 Re: Wlasny uzytek jest ok. 10.05.06, 13:57
                            OK !
                            To daj znać !
                            pzdr
                          • apfelbaum Re: Wlasny uzytek jest ok. 11.05.06, 08:03
                            Rozumiem, że wydanie papierowe jest zawsze potrzebne (mnie np. do kąpieli itp.)
                            Bo przecież info jest w sieci, po cóż więc niepotrzebnie wyrąbywać lasy?
                            smile
                            • dobiasz Re: Wlasny uzytek jest ok. 11.05.06, 08:11
                              apfelbaum napisał:

                              > Rozumiem, że wydanie papierowe jest zawsze potrzebne (mnie np. do kąpieli itp.)
                              > Bo przecież info jest w sieci, po cóż więc niepotrzebnie wyrąbywać lasy?
                              > smile

                              Polityka w sieci jest niecała, a artykuły pojawiają się z opóźnieniem
                              tygodniowym. Poza tym tej w sieci nie da się czytać jadąc do pracy tongue_out
                              • apfelbaum Re: Wlasny uzytek jest ok. 11.05.06, 08:34
                                Hmm.... ja też prenumeruję Politycę, opóźnienie bardzo mnie denerwuje, zwracam
                                honor smile
                                • dobiasz OT Polityka 11.05.06, 09:30
                                  apfelbaum napisał:

                                  > Hmm.... ja też prenumeruję Politycę, opóźnienie bardzo mnie denerwuje, zwracam
                                  > honor smile

                                  Wiesz, ja chyba nawet wolałbym wykupić abonament i mieć całą dostępną w sieci,
                                  niż jeździć raz w tygodniu tylko po to na drugi koniec miasta. Ale jest jak
                                  jest, dobrze, że jest w ogóle.
          • jdrk Re: Wlasny uzytek jest ok. 08.05.06, 21:44
            W myśl zacytowanego wcześniej prawa autorskiego skopiowanie płyty od
            kolegi/koleżanki również jest legalne. Oczywiście jeśli ta osoba nie czerpie z
            tego korzyści majątkowych.

            Ja za czasów studenckich głównie kopiowałem - tylko i wyłącznie dlatego, że nie
            było mnie stać na oryginały. Ale od kiedy pracuję, to kupuję oryginały - żadko
            coś skopiuję i raczej tylko po to, aby zapoznać się z danym wykonaniem ew. jeśli
            czegoś nie możgę dostać w Polsce i musiałbym to sprowadzać z zagranicy (za duże
            peiniądze).

            Wiadomo, że piractwo będzie istniało tak długo, dopóki będzie na nie
            zapotrzebowanie i będzie się opłacać. Wątpię czy kupiłbym "pirata" za 10zł,
            gdyby oryginał kosztował 20zł. Ale cena 70zł po prostu zachęca to kopiowania wink
        • x-man66 Re: meloman a moralność 10.05.06, 00:26
          A jak ktoś włączy Twoją muzykę w komputerz podczas Twojej nieobecności -
          przestępstwo jak się patrzy (minister Z. obserwuje sad
          A jak będzie jej słuchać trzy dni - 25 lat jak nic.
    • x-man66 Re: meloman a moralność 08.05.06, 12:03
      Ciekawe,że 20-30 lat temu nie było takiego problemu. Wynika to z tego, że
      wcześniej nie były tak powszechnie dostępne urządzenia (czytaj tanie) do
      kopiowania, nie mówiąc już o technice cyfrowej. W czasach analogowych stosunek
      czasu kopiowania do czasu trwania utworu wynosił 1:1. Na godzinę czasu utworu
      należało przeznaczyć godzinę czsu na kopiowanie. A to znaczyło pożyczyć na dzień
      lub dwa (przy większej ilości materiału do kopiowania) drugie urządzenie. Dziś
      skopiowanie godziny utworu trwa kilka minut. A więc nastąpiła dewaluacja
      wartości. Wcześniej decyzja o skopiowaniu musiała być przemyślana aby podjąć się
      trudu skopiowania. Czasem wystarczyło przesłuchać utwór i wiedzieć, że wystarczy
      raz ewentualnie w związku z wizytą odsłuchać ponownie. Dziś, bez zastanowienia
      się kopiujemy utwór na CDR lub HDD, a gdy zabraknie miejsca bez wahania
      naciskamy DELETE i po sprawie.
      A zdrugiej strony jeśli chodzi o muzykę sprzed 50, 100, 200 czy 300 lat wstecz,
      powstało prawo wykonawcy do wykonywanego utworu. A gdzie kompozytor i
      archiwariusze przechowujący w bibliotekach rękopisy utworów ? Zgodnie z prawem
      nie mają do tego żadnych praw. Prawo rości sobie wykonawca (co byłoby ideałem) a
      tak naprawdę to WYTWÓRNIA z tychże praw korzysta przede wszystkim. Różnica cen
      płyt CDR i CDDA (tłoczonych) jest porównywalna, lecz ich trwałość przemawia na
      korzyść tych drugich.
      Dla mnie płyta tłoczona z profesjonalnie wykonaną okładką i książeczką jest tym
      "co lubią tygrysy", lecz bezwzględna ekonomia powoduje, że mam coraz więcej płyt
      CDR (szczególnie, gdy nastoletnia córka zmienia wykonawców muzyki pop z miesiąca
      na miesiąc a wręcz z tygodnia na tydzień).
      NIe neguję faktu, że nagranie kosztuje ale na pewno nie 50-70zł za płytę.
      W trudnej sytuacji sa szczególnie miłośnicy oper, kiedy to opera zajmuje 2 do 6
      płyt a cena kompletu zależy od ilości płyt a nie utworu !!!!!!!
      I nie powiem, mam ekonomicznego kaca, gdy bilet na koncert kosztuje 30-50zł a ja
      idę, słucham (ewentyualnie jestem zachwycony) a po koncercie myślę, że mógłbym
      kupić dowolne nagranie, wcześniej przesłuchane (w sklepie) i wybrane z 10
      różnych nagrań.
      "Jestem ZA a nawet PRZECIW" (tantiemę 1gr jestem gotów przekazać twórcy cytatu)
      kopiowaniu. Najgorsze są jak zwykle skrajności i jeśli ktoś posiada TYLKO same
      kopie to większość oceni to raczej negatywnie. Natomiast posiadanie samych
      oryginałów wzbudzi szacunek z lekką domieszką ironii "on to chyba niedzisiejszy"
      lub, że nie ma komputera, taki to ORYGINAŁ !!!!!!
    • przemkowa.b Re: meloman a moralność 08.05.06, 13:15
      Ja nie odpowiem na pytanie ale zapytam inaczej: jesli to całe kopiowanie jest
      nieetyczne i niemoralne, to skąd się wzięły przegrywarki i nagrywarki? Dostępne
      w każdym sklepie ze sprzętem komputerowym? Policja nie zabrania ich sprzedażysmile
      A punkty ksero? Po co istnieją, skoro każdy powinien kupować książki i inne
      piśmiennicze sprawy? A też jakoś nie są zamykane. A fonoteki? Zaopatrzone
      sowicie w sprzęt przegrywający? A biblioteki z kserografami pod ręką?
      Po co to wszystko?wink
      • apfelbaum Re: meloman a moralność 09.05.06, 17:18
        Masz rację - więcej jest dywagacji na temat sumienia i jego wyrzutów, aniżeli o
        tym, co jest tak naprawdę dostępne.
        Jest takie przysłowie - okazja czyni złodzieja. Z całym szacunkiem (nb nie
        uważam kopiujących na własny użytek od przyjaciół za złodziei) istnienie
        nagrywarek po prostu to umożliwia. Słuszna uwaga przemkowej - jeśli coś jest
        możliwe, będzie czynione, niezależnie od moralnego punktu widzenia.
        a
        • dobiasz Re: meloman a moralność 09.05.06, 17:39
          apfelbaum napisał:

          > Masz rację - więcej jest dywagacji na temat sumienia i jego wyrzutów, aniżeli o
          >
          > tym, co jest tak naprawdę dostępne.
          > Jest takie przysłowie - okazja czyni złodzieja. Z całym szacunkiem (nb nie
          > uważam kopiujących na własny użytek od przyjaciół za złodziei) istnienie
          > nagrywarek po prostu to umożliwia. Słuszna uwaga przemkowej - jeśli coś jest
          > możliwe, będzie czynione, niezależnie od moralnego punktu widzenia.
          > a

          Cały problem polega na tym, że koncerny przegapiły moment bardzo ważnej zmiany.
          Otóż, kiedyś wykonanie kopii zawsze łączyło się z utratą jakości. Wtedy nośnik
          był niejako tożsamy z "licencją na słuchanie" bo kopiując traciło się jakość i
          mejdżersom było wysoce obojętne, że 99% sprzedawanych magnetofonów to
          dwukasetowe. Problem pojawił się, kiedy muzyka "oderwała się" od nośnika a
          mejdżersi zamiast przedefiniować od nowa zasady "licencjonowania" posiadanej
          muzyki promują nadal model korzystania z nośników, który zdezaktualizował się 10
          lat temu, jako jedyną receptę proponując penalizację działań wykraczających poza
          ten model. I tym sposobem brniemy w coraz większe absurdy. No, ale siła
          bezwładności monopolisty władającego jakimś rynkiem w niemal 100% (tzw. wielka
          piątka mejdżersów) i mającego adekwatne możliwości lobbystyczne każe
          przypuszczać, że ta paranoja jeszcze potrwa...
          • kanarek2 kopia a jakość, czyli między nami piratami 09.05.06, 23:39
            > Otóż, kiedyś wykonanie kopii zawsze łączyło się z utratą jakości. Wtedy nośnik
            > był niejako tożsamy z "licencją na słuchanie" bo kopiując traciło się jakość

            A jak jest teraz? bo słyszałem że kopiując cd traci się jakość, przy czym mniej
            się traci przy niższych prędkościach przegrywania.

            • bwv1004 Re: kopia a jakość, czyli między nami piratami 10.05.06, 00:52
              > A jak jest teraz? bo słyszałem że kopiując cd traci się jakość,

              Bajki audiofili. Jesli nie zrobis poważnego błędu i masz nieantyczny sprzęt,
              odczytasz oryginał bezbłędnie. Podobnie idealny zapis kopii nie powinien
              nastręczac problemów. Zresztą zawsze można potem sprawdzic czy jest co do bita.

              przy czym mniej
              >
              > się traci przy niższych prędkościach przegrywania.

              To też już jest mądrość sprzed lat.
    • eeela Re: meloman a moralność 08.05.06, 14:33
      Moje sumienie jest w tym punkcie czyste - nieuzywane. Nie stac mnie - przegrywam
      plyty i sciagam muzyke z netu. Zacznie mnie byc stac (licze, ze juz wkrotce) -
      bede kupowac, a nawet radio online z klasyka z datkow sie utrzymujace
      dofinansuje. Po rozwazeniu wzajemnego stosunku wagi problemow - posiadac muzyke
      czy czyste sumienie - stwierdzilam, ze wole posiadac muzyke. Raz problem
      przemyslawszy, nie pozwalam mu sie ponownie zagniezdzic w duszy.
      Krotko mowiac: wisi mi to.
      ;-P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka