poszi
26.06.07, 15:32
Jak zwykle w ostatnim tygodniu miesiąca GUS opublikował dane dotyczące liczby
mieszkań, na które wydano pozwolenia oraz liczby mieszkań, których budowę
rozpoczęto. Z nie znanych mi do końca powodów media (mimo przedstawiania
czasem dużo mniej istotnych danych i pseudo-danych) rzadko to publikują, a
wskaźnik rozpoczętych budów, to w zasadzie najważniejszy wskaźnik na tym rynku
(w USA jest to wskaźnik śledzony z wielką uwagą).
Dane w tys. dla całego kraju za maj 2007 (maj 2006)
Pozwolenia 24,1 (15,8)
w tym deweloperzy i spółdzielnie 11,7 (7,4)
Rozpoczęte budowy: 19,0 (14,6)
styczeń-maj 2007 (styczeń-maj 2006)
Pozwolenia 90,2 (59,1)
w tym deweloperzy i spółdzielnie 44,8 (26,8)
Rozpoczęte budowy: 69,0 (44,7)
Dane te oraz archiwalne umieściłem w postaci graficznej na osobnej podstronie
"licznika":
licznikmieszkan.atspace.com/GUS.html
Ponieważ dane miesięczne są całkiem zmienne (zwłaszcza liczba rozpoczętych
budów, która zależy mocno od pory roku i od pogody), podane są dane miesięczne
oraz dane narastająco.
Mam zamiar to aktualizować co miesiąc, ale ponieważ GUS nie publikuje danych w
takim formacie, żeby można to było robić automatycznie, nie obiecuje, że
aktualizacja będzie od razu po publikacji danych przez GUS.
Jak widać "budowlańcom" na razie nic nie jest straszne. Liczba pozwoleń jest
na dobrej drodze do pokonania w tym roku 200 tys, a liczba rozpoczętych budów
170 tys.
Bardzo powoli rośnie liczba oddanych mieszkań, ale w kraju, w którym
oficjalnie w budowie są 652 tys. mieszkania (to nie pomyłka, takie są
oficjalne dane, bowiem zakończenie budowy w praktyce, a oddanie do użytkowania
to nie to samo), a oficjalnie "budowa" trwa kilka lat (dewelopery ok. 2, a
indywidualni ok. 5), trochę jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim boom pojawi
się w statystykach oddanych mieszkań.
Dane GUS mimo pewnego związku z główną częścia licznika pokazuja jednak co
innego. Dane te odpowiadają poziomowi aktywności budowalnej, ale nie mówią nic
o faktycznej sprzedaży ("licznik" oczywiście też nie, ale pokazuje
przynajmniej mniej więcej liczbę niesprzedanych mieszkań; licznik oczywiście
należy porównywać do danych "spółdzielnie i deweloperzy", a nie do
wszystkich). Gdyby licznik był stabilny, a wskaźniki GUS rosły, oznaczałoby
to, że rynek wchłania rosnącą liczbę mieszkań. Odwrotnie, gdyby wskaźnik GUS
był stały, a licznik rósł, oznaczałoby to spadek popytu, a nie wzrost podaży.
W tej chwili wygląda na spory wzrost podaży, któremu towarzyszy prawdopodobnie
niewielki spadek popytu (popyt jest jeszcze ciągle prawdopodobnie większy niż
z lat przedboomowych, ale już mniejszy niż w szczycie euforii). Tego
ostatniego wniosku nie da się jednak udowodnić bez danych dotyczących
sprzedaży, których jednak nikt nie publikuje.