Dodaj do ulubionych

byc au-pair

05.03.03, 19:10
czesc!
zapraszam wszystkie byle aktualne i przyszle operki do publikowania swoich
opini na tym forum. ja zaczne pierwsza.

wyjazd na au-pair nigdy nie byl moim wielkim marzeniem, ale w pewnym okresie
mojego zycia stal sie idealna szansa na nauke jezyka, odpoczynek od problemow
i zobaczenie kawalka swiata. moja najlepsza przyjaciolka wyjechala na program
rok przede mna, wiec wiedzialam z jakiej firmy skorzystac i mniej wiecej
wiedzialam czego sie spodziewac po programie. w zasadzie nie potrafie
powiedziec dlaczego wybralam stany, a nie na przyklad holandie czy wlochy
(wtedy jeszcze polki nie mogly wyjezdzac do Wlk.Brytani). w marcu podjelam
decyzje - jade! w czerwcu podpisalam umowe, a we wrzesniu zaczely dzwonic do
mnie rodziny. bylam tak podekscytowana, ze nawet nie wiedzialam jakie
kryterium wyboru rodziny zastosowac. wydawalo mi, ze ten program jest tak
przemyslany i zorganizowany, ze nic zlego nie moze mi sie przeciez stac. pod
koniec wrzesnia mialam juz rodzine i przygotowywalam sie do wyjazdu. nie za
bardzo chyba zdawalam sobie sprawe z tego co to jest rok bez rodziny,
znaomych czy chlopaka. do dnia wylotu wszyscy dookola mnie plakali, a ja nie
uronilam ani jednej lezki. dopiero na lotnisku rozkleilam sie i rozryczalam
jak male dziecko. no ale po przylocie do NYC nie mialam czasu zastanawiac sie
co sie dzieje, bo najpierw trzy dni szkolenia (wszyscy z poblazliwym
usmiechem wspominaja stamford), a potem nowa rodzina, nowe otoczenie, nowe
obowiazki, nowe doslownie wszystko!!! przez pierwsze dwa tygodnie nie
wiedzialam jak sie nazywam (po czesci ze smutku, po czesci z koniecznosci
uczenia sie caly czas nowych rzeczy, po czesci z przyzwyczajania sie do
tutejszego czasu). no tak... mialo byc pieknie... niestety jak sie okazalo
nie do konca tak bylo...
ale o tym opowiem jesli kogokolwiek zainteresuje moje forum i moja
historyjka... czekam na komentarze.
Obserwuj wątek
    • marcisia Re: byc au-pair 20.03.03, 22:05
      Czesc!
      Jestem właśnie w trakcie kompletowania dokumentów. Mam zamiar wyjechac jako
      au-pair do Wielkiej Brytanii. :-) Bardzo będę Ci wdzięczna, za wszelkie rady.
      Jestem również ciekawa Twojej historii... :-)

      Pozdrawiam!!!!

      • operka2 Re: byc au-pair 21.03.03, 20:16
        czesc
        ciesze sie niezmiernie, ze kogokolwiek przywialo na to forum.
        rady... hmm...duzo by pisac... najpierw musialabym sie dowiedziec czegos o
        tobie, ale to moze innm razem. przede wszystkim znajdujesz sie (tak mi sie
        wydaje) w o wiele bardziej komfortowej sytuacji, poniewaz nie wyjezdzasz poza
        europe. kiedy ja wyjezdzalam polki nie mogly jezdzic do anglii, wiec nie mialam
        wyjscia - przyjechalam do stanow. jestem tu od 5 miesiecy (dzisiaj wlasnie
        minal mi 5 miesiac) i powiem ci szczerze, ze szczerze zaluje swojego przyjazdu.
        chce PODKRESLIC, ze moj przypadek jest dosc skrajny, bo zupelnie wyjatkowy i
        nietypowy. nie twierdze, ze wszystkie wyjazdy koncza sie tak jak moj (chociaz
        moj sie jeszcze nie skonczyl).
        postaram sie strescic to, o co mi chodzi.
        wyjazd do stanow nie byl zadnym moim marzeniem, raczej proba rozwiazania
        problemow, okazja do zlapania oddechu, przemyslenia swojego zycia, no i
        oczywiscie okazaja do nauki jezyka. wydawalo mi sie, ze wszystko bedzie
        pieknie, ladnie, bo przeciez moja najlepsza przyjaciolka rok wczesniej
        wyjechala na oper (zreszta zostala tutaj), duzo na ten temat wiedzialam (tak mi
        sie wydawalo), program jest legalny, znalam firme w polsce, ktora byla
        sprawdzona, no i jenym slowem - mialam miec swietne wakacje, nauczyc sie
        jezyka, zwiedzic cos, moze zaoszczedzic ze 2 ty. dolcow.
        staralam sie wszystkie decyzje podejmowac rozwaznie, dbac o to,zeby ten rok byl
        moj, a nie pojechac po to, zeby sie zaharowac, albo ponizyc. z wyborem rodziny
        sie nie spieszylam, czekalam spokojnie na telefony (chociaz juz mniej rozwaznie
        je prowadzilam, nie do konca mialam chyba przemyslane co powinnam wiedziec o
        rodzinie do ktorej jade). no ale w kazdym razie w koncu zdecydowalam sie na
        rodzinke ze stanu Nowy Jork, jedno dziecko, wielki dom, niezbyt duzo
        obowiazkow, blisko nowego jorku, po prostu git. przed wyjazdem bylam tak
        podekscytowana, ze nawet nie moglam wymusisc z siebie jednej lzy, podczas gdy
        wszyscy naokolo mnie plakali z powodu mojego wyjazdu. dopiero na lotnisku sie
        rozkleilam. po przylocie do stanow pierwsze trzy dni to orientacja pod nowym
        jorkiem (zalezy z jakiej agencji jedziesz ja przyjechalam z Au Pair In America,
        ale sa inne np. EF) podczas tej orientacji uderzylo mnie to, ze w zasadzie
        mowiono w kolko o tym co operki musza w sobie zmienic (okazalo sie, ze w
        zasadzie wszystko). w kolko wbijano nam do glowy, ze ameryka to zupelnie inny
        kraj i co wolno robic nam (nie tylko z dziecmi) w naszych krajach, w ameryce
        czesto jest zabronione lub zle postrzegane. na poczatku myslalam - bedzie
        dobrze, przeciez nie przyjechalam na ksiezyc, w koncu mieszkaja tu ludzie,
        ktorzy w jakis tam sposob stanowia potege swiatowa, wiec sa ucywilizowani, a
        wiec otwarci i tolerancyjni. po trzydniowym praniu mozu pojechalam do swojej
        rodziny, ktora w zasadzie od pierwszych chwil dala mi sie poznac jako para
        (dziecka nie licze - 2 latek nie ma przeciez swiatopogladu) sztucznych
        materialistow, ktorzy uwazaja sie za chodzace idealy. ich ulubionym zajeciem
        bylo obgadywanie ludzi (rodzina, znajomi, inne host rodziny, operki, po prostu
        wszyscy). po kilku dniach uswiadomilam sobie, ze mowiac im o sobie popelniam
        duzy blad, bo kiedys moga to wykorzystac przeciwko mnie. poza tym nie spodobaly
        mi sie moje obowiazki w tym domu. moja host mama wymyslila sobie zasade, wg
        ktorej nie moglam korzystac z komputera, jesli nie odkurzalam pokoju, w ktorym
        znajdowal sie komputer, nie moglam korzystac z lazienki na parterze, jesli raz
        w tygodniu jej nie sprzatnelam, oraz musialam sprzatac wszystkie pokoje, w
        ktorych jej dziecko sie bawilo (wiec w kazdym pokoju, oprocz jej sypialni)
        poukladala po kilka zbawek w ten sposob otrzymujac 4 pokoje do zabawy i darmowa
        sprzataczke w mojej osobie. kiedy na pierwszym spotkaniu mojego clusteru
        (zapewne wiesz, ze cluster to operki z jednego regionu majace wspolna
        opiekunke - counsellor'ke, zwana w EF- LCC) zapytalam sie mojej counsellor'ki
        czy aby na pewno operka musi wykonywac takie prace, bo jesli nie, a moja HM
        (host mama) wykorzystuje mnie i nie chce tego zmienic, to ja chce zmienic
        rodzine, bo nie przyjechalam do stanow sprzatac czyjes domy. okazalo sie, ze
        oczywiscie rodziny nie maja prawa stawiac takich wymagan operce. moja
        counsellorka zaproponowala, ze porozmawia na ten temat z moja HM i sprobuje
        rozwiazac konflikt. zgodzilam sie, poniewaz myslalam, ze counsellorka to jakis
        tam autorytet zarowno dla operek, jak i rodzin. na nastepny dzien okazalo sie,
        ze moja HM wpadla w szal jak sie dowiedziala, ze poskarzylam sie opiekunce i
        sama zarzadala re-matchu (zmiany operki). wydawalo mi sie, ze wszystko bedzie
        dobrze, znajde nowa rodzine i bedzie git. moja HM nawet nie poinformowala mnie,
        ze rozmawiala z moja opeikunka i ze szuka nowej operki, za to zmienila sie w
        idealnego aniola, byla dla mnie mila, slodka - jednym slowem urabiala mnie
        psychicznie, po to, zebym to ja miala wyrzuty sumienia. dzialo sie to w
        moemncie kiedy ja bylam w stanach 2 tygodnie. mialam wtedy jeszcze duze
        problemy z przystosowaniem sie do nowych warunkow, nie znalam prawie nikogo,
        czulam sie obco, tesknilam za domem i nie wierzylam, ze bedzie dobrze. po kilku
        dniach chodzilam tak spieta i zdenerwoana, ze stwierdzilam, ze nie dam rady
        teraz zmienic rodziny,bo moja psychika tego nie wytrzyma, poza tym
        mojej "kochanej" HM udalo sie sprzedac mi poczucie winy. poszlam do niej i
        poprosilam ja, zeby jeszcze raz przemyslala sobie decyzje o zmianie operki (tak
        mi zamieszala w glowie, ze ja zapomnialam o tym, ze to ja najpierw chcialam
        zmienic rodzine, a nie ona). no w kazdym razie ona sie bardzo ucieszyla, ze
        nie musi zmieniac operki i w ogole mialo byc super. i bylo przez pierwszy
        tydzien. moi hosci jednak za bardzo nie przejmowali sie mna, tylko soba. jesli
        pracowalam ponad 45 godzin nie placili mi wiecej tlumaczac to tym, ze w wakacje
        bede pracowala mnniej i wtedy sie wyrowna. pewnego dnia przegieli brzydko
        mowiac pale. mialam pracowac w sobote w ciagu dnia. przed sama praca
        dowiedzialam sie, ze jednak bede pracowala do 8 wieczorem. spoko. nie ma
        problemu. umowilam sie z kumpela na wieczor, ze wyjdziemy. o godz. 8.30
        zadzwonil do mnie moj HF i powiedzial mi, ze wroca o 10.30 wieczorem. spoko.
        nie ma problemu. moge wyjsc o tej porze. mlego polozylam do lozka i czekalam na
        hostow. wiesz, o ktorej wrocili? o 4 nad ranem. ja im nie zabraniam wychodzic,
        w koncu to ich zycie, ale ja nie jestem sluzaca, ktora nie ma swojego zycia.
        wystarczyloby zadzwonic do mnie i powiedziec - mia, wrocimy nad ranem, nie
        planuj sobie nic na wieczor. to bylo po prostu swinstwo. nastepnego dnia rano
        chcialam porozmawiac na ten teamt z moja HM, ale moze rzeczywiscie niezbyt
        odpowiednie slowa dobralam do pytania i ona sie wsciekla jakbym ja w twarz
        uderzyla. zczela sie na mnie wydzierac jakbym byla najwiekszym przestepca. na
        to wszystko przyszedl jej maz i myslalam, ze zalagodzi sytuacje. niestety.
        kiedy uslyszal co sie dzieje - wyslal zone do kuchni, a sam na mnie wsiadl tak,
        ze sie poplakalam. darl sie na mnie niesamowicie. oczywiscie jest w tm tez moja
        wina, bo pozwolilam mu na to. powinnam odwrocic sie i wyjsc stamtad bez slowa,
        ale ja tak nie potrafie. siedzialam na podlodze, zaryczana sluchalam jak jakis
        ograniczony polglowek sie a mnie wydziera. w koncu udalo mi sie wyjsc z tego
        domu, wieczorem powiedzialam im, ze chce zmienic rodzine, oni byli bardzo
        zadowoleni z tego faktu, wiec wszystko szlo w dobrym kierunku myslalam sobie,
        ze przezyje dwa tygodnie z nimi i znajda nowa rodzine. no i sie zaczelo. w
        poniedzialek, nastepnego dnia pierwszy raz zdarzylo mi sie zaspac do pracy.
        obudzila mnie HM ze zdenerwowaniem pytajac sie czy ja to robie specjalnie. ja
        oczywiscie, ze nie..bla bla bla. po sniadaniu wsadzilam malego do samochodu i
        mialam go zawizc do szkoly. wyjezdzam z podjazdu - bach
        • operka2 Re: byc au-pair 21.03.03, 20:20
          stluczka z jakimsautem. myslalam, ze zemdleje. juz widzialam moja HM jak sie
          rzuca na mmnie ze
          swoimi czerwonymi szponami i wyrywa mi na zywca serce. oczywisice nikomu nic
          sie nie stalo, samochod byl uszkodzony minimalnie, ale niestety widziala to
          przyjaciolka mojej HM, ktora nie omieszkala zadzownic po nia i oznajmic
          wszystkim, ze wszystko widziala i wina lezy po mojej stronie. bylam tak
          zdenerwowana, z enie wiedzialam jak sie nazywam. nie zmusilam mojej HM, zeby
          zadzwonila po policje i pozwolilam jej znowu sie na siebie powydzierac. no
          coz... to nie koniec. potem okazalo sie, ze musze zaplacic za ten wypadek 500$
          (tzw. deductible), no i jeszcze nasluchac sie od wszystkich jaka to jestem
          idiotka. myslalam, ze to koniec moich problemow, ze teraz pewnie beda chceili,
          zeby sie wyniosla do opiekunki i nie wracala. niestety. tego samego dnia
          wyszlam z koleznaka wieczorem i wracajac do domu (w ktorym nie uzywalo sie
          frontowych drzwi, tylko wchodzilo sie przez garaz) nie zamknelam drzwi do
          garazu. tzn. zamknelam je, bo robilam to odruchowo, ale pech chial, ze byla to
          najzimniejsza noc od dwoch lat, wiec drzwi zamknely sie tylko do polowy, bo
          zamarzly, a potem jako, ze mechanizm czul opr, wiec otworzyly sie z powrotem.
          ja tego nie zauwazylam, bo bylo tak zimno, ze szybko weszlam do domu. przez te
          niezamkniete drzwi zamarzly wszystkie piece (ktore nie wiedziec czemu akurat
          znajdowaly sie w piwnicy), woda w rurach (bo w tym domu cyrkulacji wody brak),
          no i temperatura w domu spadla do 10 st. C (oprocz mojego pokoju, w ktorym
          zrobilo sie chyba z 50 st.) jak oni sie zorientowali co sie dzieje, to o malo
          mnie nie zabili. oczywiscie ja nie pomyslalam wtedy, zeby zadzownic po moja
          opiekunke, a oni bezkarnie wyzywali mnie od najgorzych. ja wiem, ze popelnilam
          glupstwa, ale to wszystko bylo efektem nerwow, w ktore oni mnie wpedzili podczs
          pierwszej klotni. potem sprawy jeszcze bardziej sie pokomplikowaly, bo okazalo
          sie, ze moja opiekunka wcale nie jest po mojej stronie, tylko po ich, musialam
          zaplacic im pieniadze, ktorych nie mialam, potem kiedy moglam juz sie
          wyprowadzic od nich z domu moja opiekunka zamist zaproponowac mi zamieszkanie
          u niej zapytala sie mnie czy znam kogos u kogo moge zostac. przepisowy czas na
          rematch to dwa tygodnie. ja w rematchu bylam prawie miesiac, bo mojej
          counsellor'ce nie chcialo sie nic zrobic dla mmnie. za kazdym razem gdy z nia
          rozmawialam byla na mnie zla, ze do niej dzownie, ze sie niecierpliwie (jej
          zdaniuem nie mialam do tego prawa, poniewaz mialam wypadek, ktory zadnym
          wypadkiem nie byl tylko mikroskopija stluczka,ale ona zrobila z tego wielka
          krakse, wiec tlumaczyla mi,z e skoro mialam wypadek to teraz trudno bedzie
          znalezc mi rodzine), ze wypytuje ja o rodziny, w kolko powtarzala mi, ze musze
          byc przygotowana na powrot do polski, ze ona robi co moze (jedyne co zrobila to
          umiescial moje nazwisko na lice re-matchowej), a ja tego nie doceniam bla bla
          bla. w ciagu tego miesiaca przekonalam sie jak bardzo program Au-Pair jest
          niesprawiedliwy. nikt nigdy nie zapyatl sie mnie o moja wersje wydarzen, nikt
          nie zadbal o to, zebym w czasie poszukiwan rodziny miala gdzie mieszkac. nikt
          nie zadbal o pieniadze, ktore do dzisiaj moja host rodzina jest mi winna
          (mieszkalam z nimi 3 miesiace, wiec sa mi winni 1/4 pieniedzy za moja szkole i
          1/4 pieniedzy za moje wakacje, czyli w sumie jakies 200 dolcow),nikt sie
          niczym nie zainteresowal. w koncu znalazla sie jedna rodzina, ktora byla mna
          zainteresowana, zgodzilam sie na nich, bo wiedzialam, ze jesli nie oni, to
          wracam do polski "na tarczy", z dlugiem 400$, ze szarganym beretem i
          nienawiscia do ameryki. teraz mieszkam w new jersey, zajmuje sie dwoma
          dziewczynkami i jest w miare w porzdaku. ale nie bylabym soba gdybym trafila na
          normalna rodzinke. ci tez maja troche nierowno pod sufitem, ale lepsze to niz
          wystepy mojej poprzedniej rodziny. zastanawialam sie, ze skoro tak mi wszystko
          nie pasuje, to moze to ze mna jest cos nie tak, ale zbyt duzo ludzi dookola zna
          moja sytuacje i wszyscy maja podobne wnioski do moich. nie probuje zniechcecic
          nikogo do programu oper. ja tylko twierdze, ze kazda przyszla operka powinna
          zadac sobie szczerze pytania po co chce przyjechac do obcego kraju, czego
          oczekuje od ludzi, z ktorymi bedzie mieszkac rok, jakie sa ustepstwa, na ktore
          moze pojsc z rodzina i dlaczego tak naprawde chce wyjechac. oczywiscie rowniez
          nie twierdze, ze wszystkie amerykanskie rodziny sa robniete. znam bardzo dobrze
          dwie amerykanskie rodziny, ktore pomogly mi bardzo odkad jestem w stanach.
          zaluje, ze nie jestem ich operka (i to wcale nie dlatego, ze wszedzie dobrze
          tam, gdzie nas nie ma) i wiem, ze mozna trafic w ameryce na cudownych ludzi,
          ktorzy program au-pair traktuja tak, jak powinien byc traktowany, czyli jako
          wymiane kulturalna w zamian za pomoc przy opiece nad dziecmi, a nie jako
          najtanszy sposob na wychowanie dzieci.
          • operka2 Re: byc au-pair 21.03.03, 20:23
            jesli moge dac jakiekolwiek rady dla przyszlych operek to tylko jedna - nie
            bijcie sie przed wyjazdem wybierac rodziny tak,zebyscie byly pewne, ze to jest
            to,c zego suzkacie. jesliz adzowni do was rodzina z 4 dzieci, a wych chcecie
            zajmowac sie dwojka nie bijcie sie, ze juz nigdy nikt do was nie zadzowni
            (oczywiscie nie mozna odmawiac w niskonczonosc), ale jesli wiecie czego chcecie
            to czekajcie na rodzine, ktora bedzie wam odpowiadac i w miare mozliwosci
            porozmawiajcie z poprzednia oper.
            nie wiem jakie jeszcze pytania moga ci sie nasunac, ale pytaj.chetnie odpowiem.
            jesli znasz kogos kto moglby udzielic sie na tym forum zapros go tu!
            zapraszam
        • operka3 Re: byc au-pair 17.06.03, 17:46
          Hej!

          No to mialas po prostu potwornego pecha. Wszystkie przypadki jakie znam, a
          jest nas tutaj trocxhe Polek w okolicy nie stworza jednego Twojego.
          Ja tez zmienialam rodzine, z powodu, ktorego do tej pory nie znam, ale
          trafilam teraz dobrze, do dobrej rodziny europejskiego pochodzenia, w dobra
          okolice i jestem bardzo zadowolona. Problem tylko polega na tym,z e tamta
          rodizna jest mi winna pieniadze z aostatni tydzien i mam troche klopotu, zeby
          to odzyskac.
          Poza tym nie uwazam, zeby to bylo cos okropnego i zebym miala znienawidziec
          Ameryke, bo mogloby mnie to spotkac gdziekolwiek indziej.
          Nic tez w sobie nie musialam zmieniac, bo jako osoba o szerokich horyzontach,
          szwendajaca sie troche po swiecie jestem w stanie zrozumiec, ze sa ludzie o
          innej kulturze, a tutaj nie tylko amerykanska, ale i z kazdego innego zakatka
          swiata mozna spotkac. Jezeli ktos jest ksenofobem, to faktycznie nie powinien
          ruszac sie z Polski, ale o tym raczej sie wie przed wyjazdem.
          Co wolno a co nie wolno to jest sprawa indywidualna. Moi hosci np. krzycza na
          dzieci, jak sa niegrzeczne, rozne kary im nakladaja, a znam tez takich, gdzie
          dziecko sie zacheca do odrobienia lekcji kupnem nowej gry TV.
          Nie uwazam, zeby moje zycie sie jakos diametralnie zmienilo, zebym byla
          zmuszona do jakichs zachowan ekstremalnie odmiennych od moich nawykow.
          Ogolnie jestem easygoing i openminded, wiec czy jetem w USA, czy w Chinach
          czuje sie tak samo. Wiec jezeli ktos nigdy nie jezdzil dalej niz do Otwocka
          niech sie nie wybiera za Ocean.
          Motywy z wracaniem pozniejszym niz zapowiedziane sa na porzadku dziennym. ZNam
          dziewczyny, ktore siedza po 3 dni z dziecmi same, po nocach, jakies z kosmosu
          wziete schedule dostaja...
          No ale jak sie daja... Nie powiedza, ze im to nie pasuje, to niech sie mecza.
          W tym kraju trzeba byc twardym jak Roman Bratny.
          Oczuwiscie zachecam do wyjazdu gdziekolwiek w ramach programu, ale trzeba
          wiedziec najpierw czego mozna sie spodziewac.
        • alex113 Re: byc au-pair 10.03.04, 01:45
          operka2 napisała:

          > mialam miec swietne wakacje, nauczyc sie
          > jezyka, zwiedzic cos, moze zaoszczedzic ze 2 ty. dolcow.

          Oj dawno sie tak nie usmialam. Mialo byc lekko, latwo i przyjemie a tu realia
          zycia. Masz racje jakim prawem amerykanska wiedzma mogla zarzadac zebys po
          sobie sprzatala lazienke, przeciez w rodzinnym domu byla od tego sluzba (a moze
          raczej mama ktorej niestety ze soba nie przywiozlas) :-))

          Pozatym podsumujmy: w ciagu zaledwie 2 tygodni rozwalilas samochod i zamrozilas
          dom (potencjalne naprawy zamarznietych rur i zalanego domu to tylko
          kilkadziesiat tysiecy dolarow) Wszyscy winni TYLKO NIE TY. Rodzony ojciec i
          matka dali by ci za to popalic.
          Mam nadzieje ze wsadzili cie do samolotu i wyslali do mamusi zanim ich dom z
          powodu twojej kolejnej glupoty poszedl z dymem :-))
          Szkoda ze tu przyjechalas, teraz ilus tam Amerykanow bedzie swiecie
          przekonanych ze Polacy to placzliwe dzikusy i nie mozna ich wpuscic do domu.
          • operka2 Re: byc au-pair 16.03.04, 18:23
            Drogi chlopcze, lub dziewczynko!
            Udalo ci sie mnie dosc konkretnie zgrzac, ale zanim ci nawrzucam, pozwol, ze
            zapytam - bylas/es operka kiedys? w stanach moze? miales/as do czynienia z
            nowobogackimi amerykancami, dla ktorych nie tylko ty ale ich wlasne dziecko
            jest persona non grata w ich wielkim domu - muzeum, w ktorym niczego sie nie
            dotyka bez uprzedniego zlozenia podania w doch kopiach, i w ktorym matka nie ma
            czasu, zeby porozmawiac z wlasnym dzieckiem, bo spieszy sie na podpilowanie
            akrylu na wstretnych pazurach? Miales do czynienia kiedys z ludzmi, ktorzy
            obwarowuja sie tysiacem zasad, a w razie gdy cos idzie nie wg planu to im sie
            swiat na glowe wali, bo nie potrafia rozwiazywac zadnych problemow?
            Mamusia i tatus za mnie sprzataja powiadasz, tak... wiesz co... slow mi brakuje
            na ocenianie ludzi bez zadnych podstaw... hmm... sprzatanie za soba w lazience,
            wiesz nie wiem jak ty, ale dla mnie "sprzatanie po sobie" to kultura uzywania
            lazienki, a dla nich sprzatanie to gruntowne czyszczenie kibla raz w tygodniu,
            ktorego oni nigdy w zyciu nie robili, bo mieli od tego dwie laski, ktore
            przychodzily co miesiac i sprzataly dom od dolu do gory (nota bene - typowe dla
            domu o takich rozmiarach byloby sprzatanie raz w tygodniu, no ale oni przeciez
            mieli mnie),a poza tym akurat opinia o polakach nie bierze sie z niczego! Sami
            jestesmy sobie winni i to nie wcale tym, ze nie umiemy pracowac i niszczymy
            wszystko, ale z tego, ze nie potrafimy jasno okreslac warunkow na jakich sie
            zatrudniamy, a amerykanie to wykorzystuja. I wierz mi tepa osobko, ze tak
            naprawde (nawet wbrew temu co sama przed chwila napisalam) opinia o Polakach
            wcale nie jest taka zla...
            chyba nie zbyt duzo wiesz o byciu au-pair na wschodnim wybrzezu stanow...
            • alex113 Re: byc au-pair 17.04.04, 02:02
              operka2 napisała:

              > Drogi chlopcze, lub dziewczynko!
              > Udalo ci sie mnie dosc konkretnie zgrzac, ale zanim ci nawrzucam, pozwol, ze
              > zapytam - bylas/es operka kiedys? w stanach moze?

              Masz racje nigdy nie bylam au-pair. Jestem dziewczynka, 2 razy starsza od
              ciebie i na twoje forum trafilam bo rozwazalam mozliwosc zatrudnienia au-pair.
              Sama strona finansowa moze odstraszyc (tygodniowka, astronomiczna oplata do
              agencji, oplata za szkole, wikt, opierunek itp na sume ponad $13,000) a jak sie
              zaglebilam w lekture komentarzy zamieszczanych przez ciebie to sie przerazilam.
              W zasadzie to jestem ci bardzo wdzieczna ze mi uswiadomils jak bardzo ryzykowne
              jest przyjmowanie obcej osoby jako czlonka rodziny i powierzanie jej mojego
              dziecka.

              > I wierz mi tepa osobko, ze tak
              > naprawde (nawet wbrew temu co sama przed chwila napisalam) opinia o Polakach
              > wcale nie jest taka zla...

              dziekuje, dzieki tobie juz nie jestem tempa tylko uswiadomiona.



              • mijaczek Re: byc au-pair 19.04.04, 13:24
                alex113 napisała:

                > operka2 napisała:
                >
                > > Drogi chlopcze, lub dziewczynko!
                > > Udalo ci sie mnie dosc konkretnie zgrzac, ale zanim ci nawrzucam, pozwol,
                > ze
                > > zapytam - bylas/es operka kiedys? w stanach moze?
                >
                > Masz racje nigdy nie bylam au-pair. Jestem dziewczynka, 2 razy starsza od
                > ciebie i na twoje forum trafilam bo rozwazalam mozliwosc zatrudnienia au-
                pair.
                > Sama strona finansowa moze odstraszyc (tygodniowka, astronomiczna oplata do
                > agencji, oplata za szkole, wikt, opierunek itp na sume ponad $13,000) a jak
                sie
                >
                > zaglebilam w lekture komentarzy zamieszczanych przez ciebie to sie
                przerazilam.
                >
                > W zasadzie to jestem ci bardzo wdzieczna ze mi uswiadomils jak bardzo
                ryzykowne
                >
                > jest przyjmowanie obcej osoby jako czlonka rodziny i powierzanie jej mojego
                > dziecka.


                Tak.. powierzanie obcej osobie wlasnego dziecka.. hmm... czy to nie brzmi
                troche dziwnie? Mna, moim bratem i moja siostra w zyciu nie zjamowala sie zadna
                obca osoba, tylko moja mama i jakos zyjemy, jakos mi rodzice pracujac znalezli
                sposob i czas na to, zeby zajmowac sie dziecmi i normalnie zyc.. no tak, ale
                ludzie sie coraz bardziej zawezaja w swoich kwalifikacjach i juz coraz mniej
                kobiet daje sobie rade z praca i utrzymywaniem domu, a nikt nigdy nie mysli o
                tym, co ich dzieci czuja... ZADNE dziecko nie chce miec operki. dzieci chca
                miec rodzicow!!!!

                >
                > > I wierz mi tepa osobko, ze tak
                > > naprawde (nawet wbrew temu co sama przed chwila napisalam) opinia o Polaka
                > ch
                > > wcale nie jest taka zla...
                >
                > dziekuje, dzieki tobie juz nie jestem tempa tylko uswiadomiona.


                fajnie, ze juz nie jestes TEMPA, hehe... ja tam nikogo o bycie TEMPYM nie
                oskazrzalam... nawet nie wiem co to znaczy...

                Pozdrawiam, szczegolnie twoje dzieci, ktore powinny wiedziec, ze niedlugo juz
                moze zajmowac sie nimi zupelnie obca osoba...
                >
                >
      • marcisia Re: byc au-pair 22.03.03, 21:38
        Hej Dziewczyny!
        Czytając wasze wypowiedzi, nasunał mi się jeden wniosek. Tak naprawdę, wybór
        rodziny to wielka loteria. Albo trafisz dobrze, albo źle... Podejmując decyzję
        o tym czy zostać Au-pair, analizowałam wszystkie za i przeciw, szukałam
        informacji na temat renomowanych i sprawdzonych biur, no i nawiązałam kontakty
        z byłymi au-perkami( niech żyje internet :-) ). Dziewczyny piszą dużo o swoich
        rodzinkach, udzielają cennych rad... Na pocieszenie Twoje Operko2, twoje
        historia nie jest jedyna... Część dziewczyn trafiła jeszcze gorzej!!!

        Trzymaj się cieplutko! Będzie Dobrze, trzymam za Ciebie kciuki! :-)
        Czekam na Twoje dalsze posty... :-)
    • de_molka Re: byc au-pair 23.03.03, 21:08
      Hej
      Widzę znajome twarzyczki.Zacznę może mowić najpierw o superlatywach.Chyba
      jestem wciąż zwolenniczką takich wyjazdów,bo zdobywa się doświadcenie(o ile
      ktoś naprawdę kocha pracę z dziećmi) nietylko zyciowe,ale i praktyczne.Ja
      wyjechałam do Nowej Zelandii,bez kompletnej znajomości języka,a po dziewieciu
      miesiącach już bez obawach mogłam rozmawiać swobodnie z każdym kogo tam
      spotkałam.Kilka miesięcy po powrocie do Polski wyjechałam do Włoch.To była
      jedna wielka pomyłka,gdyż po pół roku okazało się ,że jestem jak wyrobnik
      rodziny.NA początku wszystko było tutto bene,bo mówiłam z nimi po angielsku,ale
      już po miesiącu zaczęłam powolutku kalecząco mówić po włosku,coż sytuacja
      zmusza człowieka i albo się nauczy tego języka albo i nie.Teraz jak to wszystko
      wspominam co tam przeszłam,to się śmieję,hhi.
      Jedna ,bardzo ważna rada,jeżeli chodzi o Włochy.Dziewczyny nogami i rękami
      upierajcie się przy jakimkolwiek pozwoleniu ,chociażby turystycznym,bo bez tego
      nie można nic,ani zapisać się do szkoły ani nic więcej.Wszystko też zalezy od
      rodziny,nie wolno dać sobie dmuchać w kaszę i mieć swoje zdanie,chociażby to by
      groziło zmianą rodizny.Nie zawsze jest wina po waszej stronie,jak czegoś nie
      zrobicie.I głowa do góry.Ja się szykuję do trzeciego już wyjazdu.

      demolka
      • ellenai Re: byc au-pair 23.03.03, 21:55
        Hej ,
        no wlasnie zrobilo sie tu swojsko i przytulnie ,molly podpisuje sie pod twoim
        postem obiema rekami. Masz racje ze takie wyjazdy ucza samodzielnosci i sa
        swietna okazja do rozwijania siebie. Dzieci trzeba kochac i wiedziec sporo na
        ich temat. To jest szkola zycia, swietna mozliwosc na nauke jezyka. Jestem
        badzo za takimi wyjazdami. Heheh kochana ja w Niemczech bylam takim wyrobnikiem
        ehhe jak to okreslilas,tez sie z tego teraz smieje,ale jakbym ta babe gdzies
        spotkalam to chyba udusilabym ja hehehe. Molly to moze na podboj Ameryki sie
        wybierzesz???,zazdroszcze Ci tej Nowej Zelandii i Wloch, i jeszcze po wlosku
        umiesz, eh.Ja siebie nazywam "perpetual au pair" przylepilam sie tutaj do
        jednej rodziny i ciesze sie zyciem razem z nimi, nikt mnie nie wygania wiec
        dalej sie "moszcze u nich" pozdrawiam
        Ellenai
        • operka2 Re: byc au-pair 28.03.03, 18:36
          czesc dziewczyny!!!

          ciesze sie bardzo, ze zaczyna sie cos dziac na tym forum, bo wydaje mi sie, ze
          program au-pair jest na tyle popularny i ryzykowny zarazem, ze nalezy mu sie
          osobne forum. wiem, ze teamty wyjazdow za granice (nie tylko usa) byl poruszany
          wielokrotnie, ale wlasnie chodzi o to, zeby stworzyc forum, na ktorym wszystkie
          wazne informacje bedzie mozna znalezc od rau, bez szukania.

          tak jak juz wczesniej pisalam. nie twierdze, ze wszystkie rodziny w programie
          sa zle. znam kilka rodzin, ktore sa naprawde cudowne. zaluje tylko, ze mojej
          nie moge do tego zaliczyc.

          moje problemy z rodzina nigdy nie dotyczyly dzieci. kocham dzieci i wiem, ze do
          mojej opieki nad nimi nie mozna miec wiekszych zastrzezen. nie ma ludzi
          idealnych, a niestety w ameryce czesc ludzi mysli,ze oni akurat idealni sa.

          no coz. jutro jade z moja rodzinka na wakacje (floryda!!!!!!!!!!!!). niby jade
          do pracy, no ale przeciez cos tam skorzystam, prawda?
          no. pozdrawiam wszystkie byle, obecne i przyszle operki!!!

          mia
      • marcisia Re: byc au-pair 19.04.03, 16:15
        Do Stanów, nie ma takiej mozliwości. Przynajmniej nie przez Polskie biura!!!
        Jest możliwość wyjazdu do niektórych krajów Europy!!! Jeśli chcesz mogę
        dowiedzieć się więcej na ten temat!!!! Pozdrowionka!!! Ps. Przy okazji Wesołych
        Świąt... :-)
        • operka2 Re: byc au-pair 21.04.03, 16:58
          wiem, ze np. chlopcy z brazylii przyjezdzaja do stanow, ale na pewno z polski
          nie moga wyjechac do usa. proponuje zadzwonic do krakowskiego biura MIKROSERWIS
          (nie pamietam teraz numeru, ale jak znajde to napisze) oni sa dosc rzeczowi.
          wesolych swiat! wiecie - wczoraj od pol roku po raz pierwszy jadlam polskie
          jedzonko.
          • doraa Re: byc au-pair 24.04.03, 23:52
            Hello... Wszystkiego Najlepszego po Świętach...Jak tam polskie jedzonko??? No i
            jak Ci minęły Święta?? :-)))) Pozdrowionka... Ps. Jak wyjazd ???
            • marcisia Re: byc au-pair 24.04.03, 23:58
              doraa napisała:

              > Hello... Wszystkiego Najlepszego po Świętach...Jak tam polskie jedzonko??? No
              i
              >
              > jak Ci minęły Święta?? :-)))) Pozdrowionka... Ps. Jak wyjazd ???

              Hejka, ten poprzedni Post był mój, zalogowałam się pod nickiem mojej
              Mamy...Nawet nie wiem jak to zrobiłam.... :-)))) To chyba przez te
              Święta...jeszcze nie doszłam do siebie po tym obżarstwie... :-))))
              • operka2 Re: byc au-pair 30.04.03, 16:34
                oj swieta czuje do dzisiaj, szczegolnie w okolicach posladkow i ud...
                przeklenstwo operek... tycie... ja nie wiem czy inne operki w europie tez tak
                tyja na potege??? mam dosc..... w sumie to zostalo mi jeszcze niecale pol roku,
                wiec dzielnie sie trzymam i odliczam czas!!!!!!!
                • de_molka Re: byc au-pair 01.05.03, 19:12
                  W sumie to z tego co zaobserwowałam to większość dziewczyn,tyje,ale w moim
                  przypadku było odwrotnie.Zaczełam chydnąć powoli,chyba przez kłopoty jakie mi
                  rodzinka sprawiała,ale to tlyko nerwy i szkoda zdrowia na to wszystko,Trzymaj
                  się pół roku szybko zleci.
                  de_molka
                  • ellenai Re: byc au-pair 02.05.03, 21:47
                    ....ja tyje, tyje i konie , teraz jednak sie uparlam i jestem na diecie. To
                    ciekawe jest jak czlowiek zmienic potrafi swoje nawyki w innym otoczeniu. Musze
                    sie dogadac ze swoim cielskiem i wrocic do normalnej wagi,pozdrawiam ,nie
                    dajcie sie zarciu ,cmoki:)))))
                      • ellenai Re: byc au-pair 04.05.03, 21:59
                        mijaczek, dieta dieta, ale zauwazaylam ze my mamy fatalne nawyki zywieniowe, i
                        to jest caly problem.Ja zapisuje co i ile jem ,pomaga mi to w kontrolowaniu
                        ilosci "przyjmowanych pokarmow" . zgroza mnie ogarnia jak sie zastanowie jak
                        jem.Teraz jednak wzielam sie za siebie porzadnie i chudne,efekty sa,
                        pozdrowka:))
                        • operka2 po dluuuugiej przerwie 16.03.04, 18:48
                          Wiatm wszystkie operki!
                          Strasznie dawno mnie tu nie bylo, ale to z roznych powodow. Szczerze
                          powiedziawszy bylam bardzo pozytywnie zaskoczona, ze to forum jeszcze
                          funkcjonuje.
                          Nie bylo mnie tu prawie rok, a w tym czasie strasznie duzo sie podzialo roznych
                          rzeczy. Przede wszystkim skonczylam program i aktualnie jestem w Polsce, do
                          ktorej tak strasznie tesknilam!
                          Teraz, dobrych pare miesiecy po moim powrocie moge chyba obiektywnie ocenic moj
                          pobyt w stanach - ale nie da sie tego zrobic ogolnie -
                          1. moja pierwsza rodzina - nadal twierdze, ze to co tam przezylam to byl
                          koszmar jakich malo
                          2. moja druga rodzina - dzieci - superrrrr! Moje kochane dwa aniolko-diableki
                          Geo i Noovy - kochane lobuziary, strasznie mi ich brakuje; moi hosci - horror
                          podobny do pierwszego, aczkolwiek w mniej straszliwym wydaniu
                          3. amerykanie - tez sie ich ogolnie nie da ocenic. ludzie jak ludzie. wszedzie
                          mozna spotkac debili i super ludzi
                          4. stany jako kraj - oj duzo do zwiedzania, jest co!
                          5. program au-pair - chetnie bym im proces wytoczyla o wszystko co sie da.. no
                          moze oprocz morderstwa, ale klamania z premedytacja na pewno!

                          A poza tym to jak tam u was dziewczyny? Widze, ze dolaczyly sie operki z krajow
                          europejskich. ciekawa jestem czy wam sie dobrze pracuje?
                          Piszcie piszcie, zeby dziewczyny, ktore dopiero sie przymierzaja do wyjazdu
                          mialy tutaj taki maly kalejdoskop operowski.

                          Mia
                          • ola33333 Byc Au-Pair w Niemczech.. 15.04.04, 21:10
                            Czesc Mia!
                            Bylam raz w Stanach jako turystka. I musze powiedziec ze obraz Stanow mnie
                            rozczarowal. Twoj opis przezyc jako operka, pasuje bardzo do tego co sama
                            zobaczylam...Ale wrocmy do tematu glownego.
                            Ja tez bylam operka, 5 lat temu, ale w Niemczech. Wydaje mi sie ze w Europie, w
                            tym przypadku w Niemczech generalnie zasady sa troche bardziej cywilizowane niz
                            w USA. Au-Pair ma pracowac nie wiecej niz 20 godzin itd.
                            Ale u mnie tez zaczelo sie z przygodami. U rodziny, ktorej na poczatku
                            wyladowalam juz po trzech dniach wiedzialam, ze jesli tam zostane rok, to bede
                            sie po powrocie nadawac tylko do poradni zdrowia psychicznego. Chcieli mnie
                            wykorzystac jako tania sila robocza.
                            Tak wiec po trzech dniach zglosilam do agencji, ze chce zmienic rodzine. Bardzo
                            szybko znalazli mi nowa, ale byla to rodzina z 6 dzieci. W tym czasie moj
                            niemiecki byl jeszcze bardzo, bardzo slabiutki. Ale o dziwo dawalam sobie rade
                            z dziecmi, bo dziecko jak cos chce to po prostu zaprowadzi, pokaze i juz.
                            Problem byl z rodzicami, jak ich spytalam o zakres moich obowiazkow, to mi
                            powiedzieli, ze jak mam 24 lata to przeciez musze wiedziec co mam robic. No i
                            ciagle sie czepiali, ze czegos nie zrobilam po ich mysli. Ale najwiekszy smut
                            byl, jak mama tych dzieci zadzwonila do agencji i powiedziala, ze ja za duzo jem
                            (!). Musze tu wspomniec, ze jestem normalna, szczupla osoba z normalnym
                            apetytem, a mama tych dzieci to gruba beka...Wtedy ludzie z agencji sami
                            zauwazyli, ze ta rodzina to przegina, i znalezli mi trzecia. Ta moja druga
                            rodzina praktycznie mnie wyrzucila. Odwiezli mnie po prostu na dworzec z
                            najpotrzebniejszymi rzeczami, na dworcu musialam sobie sama kupic bilet.
                            Powiedzieli mi jeszcze, ze reszte rzeczy mam odebrac pozniej. W agencji bylam 2
                            dni i potem pojechalam do trzeciej rodziny.
                            Ta trzecia rodzina okazala sie po prostu super. Bardzo mili, inteligentni
                            ludzie z trojka swietnych dzieciakow. Rodzina ze swietnymi metodami
                            wychowawczymi. Bardzo przyjemny dom, choc na warunki niemieckie wcale nie
                            bogaty. Do dzis staram sie jeszcze utrzymac z ta rodzina kontakt. Bylam tam
                            prawie rok i bardzo milo ten czas wspominam..Tak wiec moim zdaniem warto zostac
                            Au-Pair. Ryzyko jest zawsze, ale z drugiej strony- gdzie go nie ma.. Ta
                            niemiecka agencje oceniam tez jako OK.
                            Pozdrawiam Ola.
      • towel Re: byc au-pair 15.04.04, 22:34
        Udzielam odpowiedzi po roku czasu, ale niestety dopiero teraz weszlam na to
        forum. Ja bylam Au Pair w Stanach za posrednictwem Cultural Care Au Pair - z
        biurem z ktorym rowniez chlopacy moga byc Au Pair. Osobiscie zaczynalam ten
        program z chlopakiem z Polski, ktory mieszkal w tym samym stanie co ja.
        Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka