kamymama
17.08.05, 14:11
...po tym co się stało przejść do codzienności. W 8 tc miałam zabieg, ciąża
była martwa, nie było płodu. Mam córeczkę (17 m.) na którą patrzę i wyobrażam
sobie, że Aniołek byłby do niej podobny. Płaczę wieczorami. Chodzę przybita.
Mam wielki żal do niemęża (ojciec córci i aniołka), że dla niego nic się nie
stało. Nawet o tym nie rozmawia. A mnie tak bardzo boli. Ja się cieszyłam z
ciąży, a on NIE, ja przeżywam śmierć aniołka, a on NIE. Owszem chciał drugie
dziecko, ale nie teraz, mógłby przynajmniej udawać żeby mi było lżej. Jest
wzorowym ojcem i partnerem, ale to, że jest taki nieczuły na to co się stało
mnie bardzo dobija. Coś we mnie umarło z chwilą śmierci aniołka...
Dziekuję za to forum, za to, że mogę się wypakać i za to, że będę zrozumiana.