Dodaj do ulubionych

nie potrafię...

17.08.05, 14:11
...po tym co się stało przejść do codzienności. W 8 tc miałam zabieg, ciąża
była martwa, nie było płodu. Mam córeczkę (17 m.) na którą patrzę i wyobrażam
sobie, że Aniołek byłby do niej podobny. Płaczę wieczorami. Chodzę przybita.
Mam wielki żal do niemęża (ojciec córci i aniołka), że dla niego nic się nie
stało. Nawet o tym nie rozmawia. A mnie tak bardzo boli. Ja się cieszyłam z
ciąży, a on NIE, ja przeżywam śmierć aniołka, a on NIE. Owszem chciał drugie
dziecko, ale nie teraz, mógłby przynajmniej udawać żeby mi było lżej. Jest
wzorowym ojcem i partnerem, ale to, że jest taki nieczuły na to co się stało
mnie bardzo dobija. Coś we mnie umarło z chwilą śmierci aniołka...
Dziekuję za to forum, za to, że mogę się wypakać i za to, że będę zrozumiana.
Obserwuj wątek
    • bach28 Re: nie potrafię... 17.08.05, 19:18
      przykro mi i wiem co czujesz ja przeszlam przez to już dwa razy mam 3 letniego
      synka i dwa aniolki....a co do facetów no cóż są inni mój mąż chociaz bardzo
      chcial i cieszyl się z ciązy to jednocześnie bardzo szybko przebolal stratę a
      ja ..ja nie mogę się pozbierać...
    • dorotakb Re: nie potrafię... 18.08.05, 09:19
      niestety tym właśnie różnimy się od facetów ... oni nigdy tego nie pojmą czym
      jest strata dziecka...
      kamymama ja też nie umiem udawać,ze nic sie nie stało. wiesz każdy myśli, ze
      skoro człowiek probuje normalnie funkcjonować to wszytsko jest oki. a tak nie
      jest. prawdziwy żal i ból siedzi w naszych sercach.
      zreszta szczerze mówiąc to denerwują mnie "pocieszenia" innych, ze wszytsko
      bedzie oki, że jeszcze jestem młoda ... ehhh
      jestem 2 tygodnie po zabiegu (9t) może dlatego to jest jeszcze takie żywe dla
      mnie. też chce mi się płakać, jestem rozdrażniona sama nie wiem czego chce. i
      najbardziej denerwuje mnie, że teraz wskazane 6 miesiecy przerwy przed
      nastepnymi staraniami sad((
    • kamymama Re: nie potrafię... 18.08.05, 09:48
      Dziekuję za słowa otuchy:o) Mieszkam w obcym mieście bez rodziny, przyjaciół,
      jedyną bliską osobą jest niemąż. Na nim też nie mogę polegać w tym konkretnym
      przypadku. Dla niego to było poronienie - strata embrionu, kilku komórek, a dla
      mnie to była strata dziecka, przecież już mu biło serduszko. Znów mi sie wyć
      chce...
    • gogo2 Re: nie potrafię... 18.08.05, 10:03
      Musisz być dzielna, chociażby dla swej kochanej córeczki. Ona cię potrzebuje
      • chmurek78 Re: nie potrafię... 18.08.05, 10:13
        Witam.Tez mieszkam daleko od rodziny.Jestem tu sama.Jedyna bliską osobą jest mój mąż.To juz drugie poronienie.Spytałam sie go wczoraj czy chce o tym pozrozmawiac,powiedział,ze nie.Zrobiło mi się przykro. Potem powiedział,ze nie chce,nie moze,stara sie nie myślec o tym co się stało,bo go tez to boli.Widocznie on tak radzi sobie z tym co się stało.Ja potrzebuję rozmowy,musze się wypłakac,a on radzi sobie w inny sposób.Czy tak robią wszyscy mężczyzni czy tlko mój?Pozdrawiam
        • margonik Re: nie potrafię... 18.08.05, 11:00
          Wiem, że mój mąż też bardzo przeżywa naszą stratę dziecka (8 tydzień). Myślę,
          że mężczyźni często przeżywają, tylko na swój sposób, nie pokazując tego po
          sobie. Dlatego może nam sie wydawać, że są obojętni, że im łatwiej, ale to
          wcale nie musi być prawda. To jest nasza druga strata w ciągu tego roku. Mąż
          nie płacze, nie szaleje, nie rwie włosów z głowy. Kupuje mi kwiaty i mnóstwo
          owoców, przynosi do domu komedie. Jakby nigdy nic. Ale czasem, gdy coś jednak z
          niego wyjdzie, mam wrażenie, że przeżywa tą stratę jeszcze bardziej niż ja - po
          pierwsze ze względu na samo dziecko, a po drugie - z tego względu, że dotyka to
          mnie, czyli osobę, którą kocha najbardziej. Widzę, że nie potrafi się z tym
          pogodzić. Gdzieś tam wewnętrznie obwinia siebie. Bardzo spadło jego poczucie
          wartości jako mężczyzny. Ma problemy z wiarą. Wcześniej był bardzo wierzący, a
          widzę, że teraz nie chce sie modlić i jest w nim złość na to wszystko, w co
          wcześniej wierzył. On też ze mną nie rozmawia o tym. To są szczegóły, które
          gdzieś tam wychodzą mimochodem. Gdy chcę porozmawiać, urywa temat. Zmusza mnie
          to trochę do tego, abym to ja się nie poddawała i nie popadała w złe nastroje -
          aby nie pogłębiać jego stanu.

          Oni są inaczej wychowywani. Im nie wypada płakać, okazywać słabości. Chcą być
          dla nas ostoją. Dlatego później cieżej im wyrażać własne emocje. Ale to, że ich
          nie okazują, wcale nie znaczy, że nie czują. A być może - przez to sowje
          milczenie - są z tym jeszcze bardziej samotni.
          • kamymama Re: nie potrafię... 18.08.05, 11:18
            Dziękuję za wszystkie słowa od Was! Ja wiem, że mój niemąż nie chciał tego
            dziecka, przynajmniej nie teraz. Powiedział mi o tym, dał mi również do
            zrozumienia, że można ciążę usunąć. Tak mi ciężko o tym pisać, wstyd mi, że mam
            takiego faceta:o( Jak się dowiedział, że jestem w ciązy z pierwszym dzieckiem
            to dosłownie nosił mnie na rękach. Urodziłam śliczną córeczkę. On nie widzi
            świata pza nią. Mnie kocha - przynajmniej tak mówi i czyni. Mówiliśmy o drugim
            dziecku tak za ok.2 lata. Przytrafiło się wcześniej. Był rozczarowany, milczał,
            zapytałam się go, czy może chce, abym tą ciążę usunęła, powiedział, że myśli o
            tym. A ja się tak cieszyłam, że jestem w ciąży, że będzie dzidziuś.
            Powiedziałam mu, że jak nie chce tego dziecka, to odejdę, wychowam sama.
            Rozpłakał się, że nie chce tak, że mnie kocha i kocha Kamę. Ja go też bardzo
            kocham, ale od tego momentu coś pękło, zostawił tymi słowami pustkę w moim
            sercu. Mam żal do niego. Może kiedyś minie, może...
            Macie wspaniałych mężów, ja na mojego nie narzekam, jest cudowny, opiekuńczy,
            wspaniały tatuś i partner, ale te jedne słowa, które powiedział coś zmieniły i
            to chyba na zawsze.
            • margonik Re: nie potrafię... 23.08.05, 00:13
              Ojej... Tak Ci współczuję. Nie chciałabym nigdy czegoś takiego usłyszeć.
              Ale myślę, że powinnaś uwierzyć w jego miłość. Faceci może trochę inaczej
              podchodzą do naszych brzuszków... Dla nas od pierwszych chwil to jest już
              dziecko. Dla nich chyba czasami zaledwie "ewentualność". Może coś, czego nie
              czują tak, jak my.
              A Twój mąż może bał się takich przyziemnych rzeczy związanych z dzieckiem i nie
              przemyślał swoich słów, tylko powiedział tak strasznie głupio...
    • meg078 Re: nie potrafię... 18.08.05, 12:00
      tego nikt nie potrafi.
      bo czym jest codzienność, do której możnaby przejść? to, co teraz czujesz i
      przeżywasz jest Twoją codziennością, Twoje emocje nie są niczym nienaturalnym i
      masz pełne prawo do smutku, żalu, do zadawania pytań: dlaczego? przeżywasz
      żałobę po stracie dziecka i to jest jak najbardziej naturalne. z czasem
      poczujesz spokój w sercu, może kiedyś zgodę.
      wiem, jak bardzo teraz potrzebujesz wsparcia najbliższej osoby, jak silna jest
      potrzeba współprzeżywania. my kobiety wszystko wolimy przegadać, wyrzucić z
      siebie, widzieć, że dla innych nie jest obojętne to, co czujemy.
      tym większy jest żal i uraza do mężczyzny, którego zachowanie jest dla nas w
      tym momencie co najmniej niezrozumiałe.
      mój mąż nie okazywał uczuć, nie chciał rozmawiać, słuchać, zaczął pracować
      coraz dłużej. zarzucałm mu wtedy, że nie chcial dziecka, że ono nic dla niego
      nie znaczyło, ba, nawet to, że pewnie się cieszy z tego co się stało.
      niestety, nie wiedziałam, że mężczyźnie trudno jest się przyznać do uczuć,
      okazać słabość i bezsilność. nie oznacza to jednak, że nie przeżywa straty lub
      że przeżywa ją mniej. po wielu miesiącach dowiedziałam się od swojego kuzyna,
      że kiedy jeszcze leżałam w szpitalu, mój mąż się przy nim rozpłakał,
      opowiedział o swojej bezsilności i o tym jak bardzo pragnął dziecka, a teraz
      chce mieć kolejne jeszcze mocniej i jeszcze szybciej. było mi trochę przykro,
      że to nie mnie się zwierzył. myślał pewnie, że potrzebuję podpory w postaci
      twardziela, sama nie wiem. dopiero po kolejnej stracie przyznał, że myśli o
      dzieciach, tęskni i prosi je o to, aby czuwały nad nami, wyobraża jakie by były
      i żałuje, że nie przeżyją tu na ziemi wielu pięknych chwil, pierwszej miłości...
      droga Kamymamo, zaufaj sobie i swojemu mężczyźnie, daj Wam obojgu czas
    • elwiska Re: nie potrafię... 01.09.05, 09:29
      Po stracie mojego pierwszego dziecka (05.01.2005r.) też myślałam, że mój Mąż
      jest nieczuły, że wogóle inaczej to wszystko przeżywa, ale w trakcie "kolędy",
      ksiądz(który udzielał nam ślubu)powiedział mi, że mężczyzni poprostu tacy są.
      Ich instynkt ojcowski przeważnie odzywa się dopiero po zobaczeniu dziecka(na
      USG czy już urodzonego). Niestety, jak zapewne wiesz oni z reguły są
      wzrokowcami, kierują się bardziej faktami i dowodami niż uczuciami tak jak my.
      Kobiety, instynkt macierzyński mają zazwyczaj wrodzony, a u facetów jest
      inaczej. Musisz to poprostu zaakceptować i przestać się zadręczać, bo oddalisz
      się od swojego niemęża tak bardzo, że nie będziesz potrafiła do niego wrócić.
      Wierzę, że gdyby Twoje dziecko przyszło na świat On by je kochał tak samo jak
      teraz Kamę. On poprostu nie zdążył pokochać tego dziecka.
      Proszę nie zadręczaj się, i spróbuj przebaczyć niemężowi. Pozdrawiam gorąco
      • kamymama Re: nie potrafię... 01.09.05, 13:35
        Jesteście kochane, dziekuję Wam za wszystkie słowa!!! Własnie się dowiedziałam,
        że koleżanka jest w ciąży, cieszę się bardzo, ale znów odezwał się ból...
        • karina66 Re: nie potrafię... 01.09.05, 20:19
          ból z czasem minie.Ja na weekend pojechalam z mezem na Mazury troche
          odetchnąć.Niestety do znajomej do której pojechaliśmy niespodziewanie
          przyjechała równiez córka.W 30 tc.Poczatkowo czułam złosć,zazdrość.Potem
          przeszło i spedziłam naprzwde fajne chwile rozmawiając o mojej ciąży,co wtedy
          czułama co czuje teraz ona.Zrozumialam ze da sie zyc i cieszym tym zyciem mimo
          tragedii jakie nas spotykają.A co do Twojego niemeza to moze wiadomosć o
          dziecku była dla niego dużym zaskoczeniem i nie zdążył się z tym oswoić przed
          poronieniem.Jestem pewna ze skoro tak bardzo kocha Wasza córeczkę to tak samo
          kochałby to dziecko.Wiesz,dla nich początkowo dziecko jest tylko abstrakcja.To
          my od początku czujemy jego obecność(nawet jeśli to dopiero kilka komórek).Mamy
          mdlośzi,zawroty głowy,wyczulony wech i inne objawy które uswiadamiają nam ze to
          Maleństwo w naszym brzuszku jest i z kazdym dniem rośnie.Spróbujcie może ze
          sobą porozmawiać-ale tak szczerze.Powiec mu to co nam napisałaś-że bardzo go
          potrzebujesz i kochasz.Czasem szczera rozmowa naprawde może zdiałać cuda.A może
          on tak zapieral sie ze nie chce tego dziecka ze teraz poprostu głupio mu
          przyznać że też cierpi.Ty go znasz najlepiej.Porozmawiajcie szczerze.

          Sciskam mocno
          Karina
          OLIWKA UR.-ZM.20.04.2005
          ANIOŁEK 03.07.2005

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka