Dodaj do ulubionych

ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC?

29.01.06, 18:33
PROSZĘ POMÓŻCIE, MOŻE KTOŚ ZNA JAKIEGOS PSYCHOLOGA, KTÓRY ZAJMUJE SIE
LECZENIEM PSYCHIKI PO PORONIENIU? JESZCZE TYDZIEŃ TEMU MĄŻ GLASKAŁ MÓJ BRZUCH
I ROZMAWIAŁ Z MALUSZKIEM A DZIŚ MIJAJĄ 3 DNI OD ZABIEGU. STRACIŁAM DZIECIĄTKO
W 11 TYG, ALE NIE ROZWIJAŁO SIĘ JUZ OD OSTATNIEGO USG CZYLI OD 8 TYG. W
PONIEDZIAŁEK POJECHAŁAM DO SZPITALA Z PLAMIENIEM A TAM MI POWIEDZIANO ŻE
SERDUSZKO NIE BIJE A DZIECIĄTKO "ZANIKA". KAZALI MI WRÓCIĆ ZA DWA DNI.
PORONIŁAM A W ZASADZIE RONIŁAM CAŁY NASTĘPNY DZIEŃ. DOBRZE ŻE ZOSTAŁAM W
DOMU POD OPIEKĄ SIOSTRY A NIE SPĘDZIŁAM TEGO CZASU W SZPITALU, GDZIE NIKOGO
BY TO NIE INTERESOWAŁO. GDY PRZYJECHAŁAM NASTĘPNEGO DNIA ZOSTAŁAM
NA "DOCZYSZCZENIE". JAK TO OKREŚLAJĄ. GDY SZŁAM JUZ NA SALĘ OPERACYJNĄ NA
KORYTARZU SPOTKAŁAM SZĘŚLIWĄ PARĘ, ON TRZYMAL KILKUGODZINNE DZIECIĄTKO. BOŻE
CO ZA BÓL. NIGDY W ZYCIU TAK NIE CIERPIAŁAM. NIE UMIEM NIC Z TYM ZROBIĆ. OD
POPRZEDNIEGO PONIEDZIAŁKU CIĄGLE PŁACZĘ, NIE WIEM JAK MAM SOBIE PORADZIĆ.
ZAWALIŁ MI(NAM) SIĘ ŚWIAT. STARALIŚMY SIĘ O DZIECIĄTKO PONAD ROK A TERAZ JAK
SIĘ JUŻ UDAŁAO, TO BÓG NAM JE ZABRAŁ PO 11 TYG. MĄŻ TEŻ CIERPI ALE NIE
POTRAFIMY SOBIE WZAJEMNIE POMÓC. ON PRÓBUJE TO JAKOS TŁUMACZYĆ ALE JA NIE
CHCĘ TEGO ZROZUMIEĆ, NIE MA WYTŁUMACZENIA KTÓRE BYM, ZAAKCEPTOWAŁA. CHCĘ O
NIM PAMIĘTAĆ ALE I DALEJ ŻYĆ I KIEDYŚ ZNÓW BYĆ SZCZĘŚLIWĄ. PORADŹCIE JAKIEGOŚ
SPECJALISTĘ, PROSZĘ.MOŻE NAM POMOŻE. PRZECIEŻ MUSIMY JAKOS Z TYM ŻYĆ.
Obserwuj wątek
    • sizi1 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 29.01.06, 19:28

      Nie polecę Tobie specjalisty, bo nie znam. Wiem co czujesz, bo 3tyg temu
      również i mój świat się zawalił. Próbuj za wszelką cenę myśleć, że może z
      naszych łez rodzi sie ogromne szczęście. Poczytaj forum ...tutaj jest dużo
      dziewczyn, które się nie poddały i są mamusiami. Ja mam córeczkę i to była moja
      druga ciąża (upragniona i wyczekiwana) ale strata boli okropnie. Ja próbuje
      szukać sensu tego wszystkiego, nie bede kłamać, ze go znalazłam.... Chociaż
      wiem jak jest Wam ciężko, sama przecież wypłakuje jeszcze morze łez i nie mam
      pojecia jak Was pocieszać..to mocno Was przytulam i nie poddawajcie się.
    • mimoooza Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 29.01.06, 19:40
      Bardzo Ci współczuję i mocno przytulam.

      Pamiętaj, że dalej masz dla kogo żyć - masz męża, który Cię kocha, i w tej
      tragedii powinniście być razem.

      Miłość do męża była tym, co dawało mi po zabiegu siły do tego, by wstać z
      łóżka, umyć się, jeść, jakoś funkcjonować.
      Teraz minęło już ponad 2,5 mca i choć czasem płaczę i jest mi ciężko, jest już
      jakoś lepiej żyć i wierzę w to, że był w tym jakiś cel, może taki, byśmy byli
      lepszymi ludźmi, byśmy bardziej cenili życie i siebie nawzajem, byśmy umieli
      być blisko siebie także w bólu...

      Spróbuj wejść stronę www.poronienie.pl
      może tam znajdziesz informacje na temat grupy wsparcia w Twojej okolicy. Jest
      tam też wiele materiałów dotyczących bólu po stracie od strony psychologiicznej
      itp., polecam - mi one bardzo, bardzo pomogły.
      • wimabe Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 29.01.06, 20:26
        A mnie nie pomagało nic. Ani mądre rady, ani psycholog, ani mąż, ani jego
        miłość i miłośc do niego, ani nawet świadomość że mogę urodzić jeszcze dziecko.
        Mój stan pogarszal się z dnia na dzień osiągając szczyty depresji po osmiu
        miesiącach od poronienia. Nie chcialam żyć, mialam myśli samobójcze i nie wiem,
        co by ze mną bylo, gdybym ostatkiem sil nie zdecydowala się na hipnoterapię.
        Balam się jak cholera, ale było warto, bo to naprawdę pomaga i to "od ręki". W
        ciągu dwóch tygodni stanęłam "na nogi" i znów chce mi się żyć. A poronienie w
        końcu zostalo tam, gdzie być powinno, czyli w przeszłości.Nadal bardzo mi żal,
        że moje maleństwo się nie urodzilo, jednak potrafię już nad tą rozpaczą
        zapanować.Warunkiem jest to, ze trzeba oddać się w ręce prawdziwego specjalisy -
        fachowca a nie jakiegoś naciągacza. POLECAM, bo ja to przeżyłam i dobrze wiem,
        jak to jest, kiedy wszystko się sypie i nie ma czego się uchwycić. Pozdrawiam i
        życzę duuuuużo sily. Naprawdę można z tego wyjść!!!
    • lidek0 Re: świat nam się zawlił, dzie po pomoc? 30.01.06, 06:48
      Nie piszes z kąd jesteś. Na forum dziekco info w podfoumporonienia jest na
      stałe wklejony wątek na temat pomocy psychologicznej po poronieniu. W warszawie
      w szpitalu św.Zofii jest psycholog.
    • ludwiczka1 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 30.01.06, 11:52
      Nie podam Ci namiarów na psychologa bo takowych nie mam, ale opowiem Ci coś
      innego. Ponad dwa miesiące temu znalazłam się w identycznej jak Ty sytuacji. To
      był 11 tydzień ciąży. Dostałam plamień. W szpitalu okazało się, że dziecko nie
      żyje od ok 8 tygodnia. Byłam zrozpaczona. Też kazano mi wrócić do szpitala za
      dwa dni. W szpitalu w sali obok, leżała dziewczyna z kilkudniowym
      dzieciaczkiem. Dodam, że między naszymi salami była szyba przesłonięta
      żaluzjami a łózeczko dzieciaczka było tuż za szybą. A ja pogrążona w rozpaczy,
      po podaniu środków poronnych i czekająca na zabieg nie mogłam się oprzeć by tam
      nie zajrzeć. To był straszny czas. Następne dni nie były łatwiejsze. Też
      zawalił nam się świat. Ja cały czas płakałam, złościłam się a mąż starał się
      pocieszać. I wiesz co. Ten płacz dał mi w końcu jakieś ukojenie. Przyszedł taki
      moment, że przestałam płakać. Zapanował spokój. Na to wszystko potrzeba było
      trochę czasu. Teraz wiem, że musiałam dać ujście tym wszystkim potwornym
      emocjom, które we mnie tkwiły. Teraz też cały czas myślę o moim Aniołku, ale
      wierzę, że jest mu dobrze tam gdzie obecnie przebywa i wierzę w to, że kiedyś
      się z nim spotkamy. Myślę, że Bóg by go nam nie zabrał, gdyby to nie było
      konieczne. Może dzieciaczek był bardzo chory o czym nie zdążyliśmy się
      przekonać. Teraz skupiamy się na przygotowaniach do następnej ciąży. Ja robię
      badania co i Tobie radzę zrobić i czekam na zielone światło od mojego
      ginekologa. Wierzę, że tym razem się uda bo nasz Aniołek czuwa nad nami. Wasz
      nad Wami też. Dlatego sobie poradzicie. Rozpacz minie, pozostanie poczucie
      pogodzenia się z losem i nadzieja na to, że i my zostaniecie szczęśliwymi
      rodzicami.My tej nadzieji nie tracimy. Serdecznie pozdrawiam.
      • madda4 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 30.01.06, 16:58
        JESTEM Z WARSZAWY. ZUPEŁNIE ZAPOMNIAŁAM O TYM NAPISAĆ A TO PRZECIEŻ PODSTAWA.
        ALE TAK JEST Z WIELOMA RZECZAMI. NIGDY W ŻYCIU NIE POSOLIŁAM HERBATY, A WŁAŚNIE
        TO DZIS MI SIE ZDARZYŁO. SIEDZĘ JAK KOŁEK- NIE CHODZĘ DO PRACY BO DOSTAŁAM
        ZWOLNIENIE 11 DNI I NIE MOGĘ SIE POZBIERAĆ.MĄŻ NIE WIE CZY MA SIĘ ODZYWAĆ CZY
        NIE, JAK MI POMÓC. A PRZECIEŻ ON TEZ CIERPI, WIDZĘ TO, TYLKO ŻE CIERPI INACZEJ.
        WŁAŚNIE MAM SESJĘ I NIE MOGĘ WZIĄĆ KSIĄŻKI DO RĘKI, ZA 4 MIES MAM SIĘ BRONIĆ.
        NIC Z TEGO NIE WYJDZIE. NIE ZALEŻY MI JUŻ. TO WSZYSTKO STRACIŁO SENS WRAZ Z
        UTRATĄ DZIECIĄTKA. PROSZĘ NIE PISZCIE, ŻE SKORO MAM 24 LATA TO JESTEM JESZCZE
        MŁODA I ŻE MAM CZAS, ŻE JESZCZE BEDĘ MIAŁA DZIECI. WIEM, ŻE TO MOZLIWE, ALE
        TEGO PIERWSZEGO, TAK WYCZEKIWANEGO NIC NAM NIE ZWRÓCI. NIGDY O NIM NIE
        ZAPOMNIMY I NIE PRZESTANIE NAM BYĆ PRZYKRO NA WSPOMNIENIE O NIM. "ZA 3 MIES
        ZAJDZIESZ W NASTEPNĄ CIĄŻĘ", TAK "POCIESZAJĄ" MNIE WSZYSCY BLISCY, WIEM ,ŻE
        CHCĄ DOBRZE, ŻE POPROSTU NIKT, KTO TEGO NIE PRZEŻYŁ, NIE UMIE ZNALEŹĆ
        WŁAŚCIWYCH SŁÓW. NIE MAM IM TEGO ZA ZŁE. OD ŚLUBU STARALIŚMY SIĘ O DZIECIĄTKO,
        A RODZINA JEST DLA NAS NAJWAZNIEJSZA. TAK PRAGNELIŚMY MIEĆ DZIECI 3-4, DUŻO JAK
        NA DZIESIEJSZE CZASY I NIE CZEKAĆ Z TĄ DECYZJĄ. NIESTETY NATURA JEST
        NIEODGADNIONA. DLACZEGO ALKOHOLICZKI RODZĄ PO 5 DZIECI, KTÓRYCH NIE KOCHAJĄ, A
        LUDZIE, KTÓRZY CHCA MIEC DZIECI STARJĄ SIĘ, CZEKAJĄ I JAK W KOŃCU IM SIĘ UDAJE
        TO TRACĄ DZIECKO. DLACZEGO TO SIE STAŁO? DBAŁAM O SIEBIE, BADANIA BYŁY OK, NIE
        BRAŁAM LEKÓW, NIE WZIĘŁAM KROPLI ALKOHOLU DO UST. TE PYTANIA SĄ TROCHĘ
        RETORYCZNE, WIEM ,ŻE NIKT, MI NIE ODPOWIE, PISZĘ BO MOŻE MI TO ULŻY. ALE MÓJ
        BÓL JEST TYM WIEKSZY BO MOJA SIOSTRA CIOTECZNA JEST W 6MIESIĄCU I NIE MA
        MOŻLIWOŚCI ŻEBYŚMY SIE NIE SPOTYKAŁY NA IMIENINACH, ŚWIĘTACH ITP. JAK JA BĘDĘ Z
        TYM ŻYŁA. TERAZ PATRZĘ NA JEJ WIELKI BRZUCH A POTEM BEDĘ MUSIAŁA PATRZEĆ NA JEJ
        DZIECKO I ICH RADOŚĆ. WSZYSCY SIĘ Z NIĄ CIESZĄ (O NASZYM DZIECIĄTKU WIEDZIELI
        TYLKO RODZICE) A MI SIĘ ZBIERA NA PŁACZ JAK O NIEJ POMYSLĘ. MAM PRETENSJĘ DO
        BOGA- MIMO, ŻE WIERZĘ I CHODZĘ DO KOŚCIOŁA, TO TERAZ ZWĄTPIŁAM. JAK MI
        STRASZNIE ŹLE. JEŚLIBYŚCIE MIAŁY JAKIŚ NAMIARY NA PSYCHOLOGA SPACJALIZUJĄCEGO
        SIE W TAKIEJ POMOCY TO PROSZĘ O NIE. dzięki
        LUDWICZKO1 JEŚLI CHCIAŁABYŚ POPISAĆ PRZEZ MAILE TO DAJ ZNAĆ. ZROZUMIEM, JEŚLI
        JUZ SIE TROSZKĘ POZBIERAŁAŚ I NIE CHCESZ DO TEGO WRACAĆ.
        • ludwiczka1 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 30.01.06, 20:38
          Z chęcią porozmawiam i podzielę się swoimi przeżyciami. Podaję maila
          ludwiczka@autograf.pl
          • madda4 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 31.01.06, 11:51
            Ludwiczko1, napisałam do Ciebie 2 maile, ale padła mi bateria w komputerze i
            nie wiem czy dojdą. Jeśli nie to napiszę jeszcze raz. Daj znać na forum.
            Pozdrawiam
            • ludwiczka1 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 31.01.06, 12:29
              Doszły, doszły. Zabieram się za czytanie. Wieczorem ja napiszę do Ciebie, bo
              teraz szykuję się do lekarza. Pozdrawiam.
            • martka.b Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 31.01.06, 12:38
              Kochana madda4. Przytulam Cię mocno. Ja też nie wierzyłam, że przejdzie mi tak
              potworna rozpacz i że uda mi się spojrzeć w przyszłość z nadzieją. Dziś też nie
              ma we mnie tej pewności, choć niebawe minie drugi miesiąc od zabiegu. My
              staraliśmy się ponad rok o dzieciątko, więc też bardzo się cieszyliśmy że w
              końcu się udało.
              Wypłakałam się. Wzięłam miesiąc zwolnienia a mąż opiekę nade mną. I to mi
              pomogło. Dziś myślę o naszym Aniołku z miłością. Czuję Jego obecność i pomoc i
              zwracam się do Niego, kiedy go potrzebuję. Po stracie bardzo podupadłam na
              zdrowiu i teraz staram się to naprawić. Zajęłam się badaniami.
              Do dziś mam problem z modlitwą. Do dziś łzy czają się w oczach, ale to bardziej
              łzy miłości niż bólu i rozpaczy. Nigdy nie zapomnimy o naszym Dziecku.
              Wierzę, że Maluszek jest bardzo szczęśliwy. Wierzę że się spotkamy. Wierzę, że
              Bóg uchronił Go od czegoś złego. Wiele osób modliło się o szczęśliwą ciążę i
              rozwiązanie. Bóg zabrał Dzieciątko do siebie. Ale przez te 12 tygodni Maluszek
              po tamtej stronie brzucha zdziałał wiele cudownych rzeczy, a gdy poszedł do
              nieba, zrobił jeszcze więcej. Zmieniło to mnie, męża, naszą miłość i podejście
              do codzienności.
              Życzę Ci, byś i Ty poczuła tą miłość bez bólu. Tęsknota nie ustanie, ale
              niebawem poczujesz się lepiej. A Twój Aniołek zawsze już będzie przy Tobie.
              • madda4 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 31.01.06, 14:23
                Jak mam przebłyski rozsądnego myślenia to też myslę, że widocznie mój organizm
                nie był gotowy na dzidziusia, że maluszek musiał być naprawdę bardzo słaby i
                chory, że i tak by nie przeżył, że cierpiałby a my razem z nim. Pocieszam się
                myslą, że nie mam sobie nic do zarzucenia, że stracilismy go mimo, iż dbałam o
                niego i o siebie najlepiej jak umiałam. Nie wiem czy wybaczyłabym sobie gdybym
                miała chociaż cień wątpliwości, że to przez moje zaniedbanie albo lekkomyślność
                on umarł. Nie umiem jednak tego zaakceptować. Tego, że go nie ma, że odszedł,
                że to nie jest sprawiedliwe. Tak jak nie umiem pogodzić się z sugestią mojej
                mocno wierzącej mamy, że w stracie tego dziecka był jakiś sens. Że bóg chciał
                nam coś powiedzieć, pokazać żebyśmy np. bardziej sie kochali i nie uczynili
                dzieci jedynymi adresatami naszej miłości, że my jako małżeństwo jesteśmy
                najważniejsi dla siebie nawzajem. Zdaję sobie sprawę, że może jest w tym trochę
                sensu ale nie umiem tego zaakceptowaćsad
                • martka.b Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 31.01.06, 20:13
                  Podziwiam Cię Madda4, bo mi po głowie różne myśli krążyły, włącznie z
                  obwinianiem siebie, choć wiem że nie miałam żadnych podstaw do tego - bardzo o
                  siebie dbałam, nawet poszłam na zwolnienie mimo ryzyka utraty pracy.. To chyba
                  jeden z różnych możliwych etapów jakie niektóre z nas przechodzą. Tak sobie
                  myślę, że to faktycznie nie pomaga w niczym takie tłumaczenie że Bóg chciał nam
                  coś pokazać czy udowodnić a moze ukarać. Poza tym wcale nie wierzę w takie słowa
                  i też ich nie akceptuję. To, co miałam na myśli to to, że Dzidziuś wyczekiwany i
                  kochany od początku zbliżył nas z mężem jeszcze bardziej i sprawił, że codzienne
                  problemy, które wczesniej przeżywaliśmy stały się nagle takie błahe.. Ale to
                  wcale nie znaczy, że musieliśmy przez to przejść, żeby się o tym dowiedzieć. Po
                  prostu patrzyliśmy na siebie z innej strony. Chcę być matką także tu na ziemi.
                  Każda z nas tutaj chce. I wierzę, ze każda z nas będzie.
                  Ciężko się oddycha po stracie ukochanego Maluszka. Ale tak jak pisałam, choc
                  sama po stracie w to nie wierzyłam - potem jest łatwiej. Są lepsze i gorsze dni.
                  Tęskni się zawsze,a Mamą jest się juz do końca życia. A nasze Aniołki są przy
                  nas, choć nie możemy ich zobaczyć. Dziś ta świadomość dodaje mi sił.
                  Długa droga przede mną do zielonego światełka. Ale jestem pełna nadziei, którą
                  chciałaby zarazic i Ciebie.
                  Przytulam mocno i [*] dla Tojego Aniołka
                  • madda4 Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 31.01.06, 21:37
                    Nie podziwiaj martka.b bo to sa tylko przebłyski rozsadku, nie mojego, które i
                    tak do mnie nie docierają, a tak ogólnie to jest rozpacz i poczucie
                    niesprawiedliwości. Takiej cholernej niesprawiedliwości tego świata. A
                    tłumaczenie, że Bóg tak chciał i ma w tym plan wcale mnie nie pocieszaja, tylko
                    zastanawiam sie co to za Ojciec, który mogąc wszystko pozwala na takie
                    tragedie. Jak ja sie modliłam, żeby to sie okazało nieprawdą, żeby aparat był
                    zepsuty, a żeby na drugim pojawiło się piekne dzieciątko z bijącym serduszkiem.
                    Czemu ma nam służyć takie cierpienie? Wzmocnieniu na przyszłość? Przecież i tak
                    stratę każdej osoby się przeżywa i nie da sie uodpornić na takie tragedie.
                    Strata kolejnego dziecka będzie bolała tak samo jak strata pierwszego. Wierzę
                    mocno,że kiedyś nam sie uda byc mamami i pisać na forum "ciąża i poród" a nie
                    tu. Chociaż to forum jest takie smutne to tak bardzo potrzebne. A stare
                    powiedzenie, że czas leczy rany, mam nadzieję, że i w tym przypadku sie
                    sprawdzi.
    • renata.bw Re: ŚWIAT NAM SIĘ ZAWALIŁ, GDZIE PO POMOC? 02.02.06, 10:25
      Wiem co przeżywasz. 27 stycznia urodziłam dwie śpiące dziewczynki w 15 tygodniu
      ciąży. Od miesiąca żyłam ze świadomością, że są bardzo chore.
      To najtrudniejszy okres w życiu.
      Nie potrafię Ci pomóc, bo sama próbuję wrócić do życia.
      Nie szukałam psychologa, bo nie sądzę, że takie rozmowy mi pomogą.
      Zwariowałabym przez ten czas, gdyby nie forum Strata Dziecka, Chore Dziecko.
      Pomaga mi przebywanie z ludźmi, którzy rozumieją ten ból.
      Nie potrzebne mi są słowa pocieszenia, ale ich obecność, łączenie się w smutku.

      Tak jak Ty nie potrafię wytłumaczyć sobie, dlaczego się tak stało. Pierwsze
      poronienie, długie miesiące starań, gdy już nadchodziło zwątpienie - udało się.
      Potem radość podwójna - bliźnięta. Pierwsze nasze święta z Dzieciaczkami w moim
      brzuszku. Wielkie oczekiwanie, marzenia, plany. Po kolejnych badaniach radość
      prysnęła jak bańka mydlana, świat się nam zawalił.
      Mimo przestróg lekarzy, nie poddawałam się. Byłam cały czas myślami i sercem z
      moimi dziećmi. Ale nie udało się.
      Wiem, że muszę żyć, ale nigdy nie zapomnę o moich Dzieciątkach. JESTEM MAMĄ,
      MAM TROJE DZIECI - W SERCU. Z córeczkami mam od wczoraj swoje miejsce spotkań
      na cmentarzu.
      Tak jak inne mamy będę pamiętać o ich imieninkach, świętach, będę się o nie
      troszczyć. Tylko serce się rozdziera, że nie mogę ich przytulić...

      Łączę się z Tobą w Twoim bólu. Jeśli mogłaby Ci pomóc rozmowa z drugą cierpiącą
      mamą - napisz do mnie lub odwiedź forum: Strata Dziecka, Chore Dziecko.

      -----------------------
      Renata mama Aniołka (7tc), Aniołków: Kornelki i Kalinki (15 tc)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka