Dodaj do ulubionych

Miłość miejsko-wiejska

21.02.07, 10:22
Da się? Przetrwa po wakacyjnym zauroczeniu? Jak myślicie?
Ile przeszkód stoi na drodze takiej miłości? Różnice w wychowaniu? Stylu
życia? Jakie szanse na coś bardziej trwałego ma na przykład dziewczyna
przyjeżdżająca z miasta na wakacje do wsi, gdzie zauroczył ją chłopak?
Założywszy, ze najbardziej zainteresowani trwają w uczuciu, ale mają
przeszkody obiektywne - jakie?
Czy taki chłopak będzie wystarczająco "dobry"? Czy dziewczyna będzie
wystarczająco "dobra"?
A widzicie jakieś przeciwwskazania?
Może macie własne doświadczenia - spełniona albo niespełniona miłość miejsko-
wiejska?
Zapraszam do obszernych wypowiedzi smile
Obserwuj wątek
    • madziaaaa "daleko od szosy-reaktywacja" piszesz? ;) 21.02.07, 10:31
      Bo to moja ulubiona książka. Film zresztą też.
      Nie mam doświadczenia w temacie powyższym. Ale jak rozumiem Tobie zonko chodzi
      o taki"mezalians", tak?
      Bo dla mnie tu wiekszą przeszkodą była by tu odległość. Nie jestem fanką
      takich zwiazków.
      Kurczę, wiesz co, to wszystko chyba od ludzi po prostu zależy.
      Jak pokazuje przykład Ani i Leszka da się to przetrwać, choć kłód pod nogami
      jest mnóstwo.
      A wśród znajomych mam najróżniejsze pary, ale akurat takiej miejsko wiejskiej
      nie.
      No w kazdym razie, ja bym się nie zdecydowała przede wszystkim dlatego, że nie
      jestem stworzona do zwiazków na odleglość.
      • zona_mi Re: "daleko od szosy-reaktywacja" piszesz? ;) 21.02.07, 10:52
        Nie całkiem, ale jesteś blisko smile
        A gdyby odległośc dało się przeskoczyć - to co wtedy może być przeszkodą? Taką
        prawdziwą, która jest albo trudna do przeskoczenia, albo niemożliwa.
        • madziaaaa Re: "daleko od szosy-reaktywacja" piszesz? ;) 21.02.07, 11:02
          odległości nie da się przeskoczyć. Ale gdyby....
          Tak jak napisałam,wszystko zależy od ludzi i od sily uczucia. Jeśli jesteś
          damulką paradującą na codzień w 10 cm szpilkach i kostiumie od Channel, to nie
          masz szans, by być tam szczęśliwą.
          I juz wiem, że ja bym jednak nie mogła żyć na wsi, ani nawet w małym mieście.
          Jestem przyzwyczajona do dużego miasta, do anonimowości. To mi odpowiada. nie
          lubie jak obcy ludzie za dużo o mnie wiedzą.
          Lubię duze miasta, bo lubię, jak coś się dzieje. Myślę, ze mnie na wsi
          brakowałoby kin, teatrów, ale przede wzystkim koncertów.
          Więc wolałabym, aby ten ewentualny partner ze wsi przeprowadził sie do miasta.
          Ale powiem jeszcze jedno. Jestem za tym, żeby partnerzy byli na mniej więcej
          tym samym poziomie intelektualnym, mieli jakąś wspólną pasję.
          • arienne07 Re: "daleko od szosy-reaktywacja" piszesz? ;) 21.02.07, 11:18
            Ja i mój mąż co prawda oboje jesteśmy ze wsi, ale na podobnym poziomie
            intelektualnym(skończyliśmy studia). Jakoś nigdy nie miałam kłopotów z
            chłopakami "z miasta".Gwarą nie mówię, krówek ani nawet kurek nie posiadam- w
            tej chwili to nawet działki porządnej nie mam- jak w mieśiesmile Tylko jak myślę o
            dziecku, to trochę żal, bo na wsi nie ma takich możliwości rozwoju. Trzeba
            poświęcić więcej czasu żeby na basen pojechać, czy jakieś inne zajęcia. Ale za
            to przestępczość prawie zerowasmile
    • anik801 Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 10:35
      Ja jestem z miasta mój mąż ze wsi.Nie widzę żadnych przeszkód.Tym bardziej,że
      ja wieś bardzo lubię(do miasta nie wrócę!).Nie uważam też ludzi ze wsi za
      gorszych,a miastowych za lepszych.Chociaż znam dziewczyny,które za nic na
      świecie na wieś nie przyjdą.Znam też takie,które ze wsi uciekły.Żyją teraz w
      mieście na chlebie z margaryną(a rodzinny dom na wsi pusty stoi),ale są bardzo
      szczęśliwe,że im się udało i są w mieście.Mój mąż nie wysławia się normalnie
      (żadnej gwary czy czegoś takiego).Ja z kolei dopasowałam się do wiejskiego
      życia i nie strugam wielkiej damy,co to z miasta przybyła.Ja tam jak trzeba to
      na traktor wsiadam,krowy przygnam i nie widzę w tym nic wstydliwego.Do miasta
      lubię jechać raz w tygodniu i to mi w zupełności wystarcza.Mieszkałam w trzech
      miastach przez dłuższy czas.Polskę zjeździłam prawie całą,Europy też trochę.Tak
      więc juz mi wystarczy.Styl życia różni się tym,że tu ludzie bardziej
      religijni,poza tym wszyscy się znają.Jak dla mnie zero przeszkód w miłości
      miejsko-wiejskiej!
      • zona_mi Anik, 21.02.07, 10:59
        a dzieci? Widzisz różnicę w wychowywaniu dzieci ludzi od urodzenia żyjących na
        wsi, a tych, którzy się przeprowadzili? Jest coś, czego wolałabyś uniknąć w
        przypadku Twoich własnych, a nie da się ze względu na otoczenie? W mieście jest
        chyba większa możliwość izolacji, przynajmniej dopóki ma się wpływ na to z kim
        dziecko przebywa.
        A gdyby Twój mąż mówił gwarą to też nie byłoby dla Ciebie problemem? Czy to nie
        Barbara miała za złe Bogumiłowi? wink
        • anik801 zona! 21.02.07, 20:17
          Uważam,że dzieci wychowywane na wsi są szczęśliwsze to po pierwsze.Po drugie
          dzieci ze wsi są zupełnie inne.Nie ma w nich tyle agresji i chamstwa.Nie muszę
          się bać,że zostanę tu napadnięta przez grupę szczyli w kapturach.Dzieci tutaj
          mają o wiele większy szacunek dla rodziców,tradycji itd.Pomagają rodzicom i
          wiedzą,że nic nie spadnie im z nieba.Dla mojego męża to normalna sprawa,że
          trzeba pomóc ojcu w gospodarstwie.Jeśli mój mąż jest akurat w domu,a jest coś
          do roboty to robi to.Mój mąż nigdy nie odezwie się nieodpowiednio do rodziców.
          Tymczasem np.moja siostra(mieszczanka pełną gębą)potrafi powiedzieć mojej mamie
          np.że jest głupia!Dla mnie normalnie szok!Dla niej to normalka.Ona jest z tych
          miastowych dzieci,które mają wszystko gdzieś,nastawiona wyłącznie na branie.
          Ja się cieszę,że moje dziecko będzie dorastało na wsi.Wiadomo,że zło jest
          wszędzie,ale w mieście jest go znacznie więcej.Tutaj ludzie bardziej się
          jednoczą.W mieście możesz umrzeć i nie wychodzić przez miesiąc z domu,a
          sąsiedzi mają to gdzieś.Co zaś do gwary.Moi teściowie mówią niepoprawnie typu
          końcówków jak mrówków.Mój mąż mówi normalnie,co świadczy o tym że nie przejął
          słownictwa od rodziców.Moje dziecko też będzie mówiło poprawnie i jestem tego
          pewna.W mieście się po prostu duszę!
    • elag3 Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 12:00
      Ja wychowałam się na wsi a mój mąż w mieście. Nigdy nie było to problemem - dla
      mojego męża wyjazdy na wieś (taką prawdziwą z krowami, polem itd) jest nawet
      atrakcją bo jak mówi lubi sobie popracować fizycznie. Ja cenię w moim mężu to
      że nie obce są mu żadne prace domowe czego z pewnością nie nauczyłby się od
      ojca takiego jak mój. Moja koleżanka natomiast która związała się z facetem ze
      wsi nie trafiła najszczęśliwiej bo gość jest w pewnych sprawach
      niereformowalny. Wiele też zależy od tego gdzie planowaliby wspólną przyszłość.
      Jeśli tak jak jest w przypadku Twojej koleżanki miałaby ona przeprowadzić się
      na tą wieś po to by zająć się rolnictwem to nie wróżę dobrze - zwłaszcza gdyby
      miało się to odbywać pod czujnym okiem teściów - ale jeśli zamieszkają zupełnie
      sami i całkiem sami ustalą jak chcą żyć i żadne nie będzie upierać się przy
      jakimś określonym stylu życia to nie widzę żadnych przeszkód.
      • bj32 Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 12:23
        Ela... gdzie tam jest o jej koleżance, bo nie widzę?
        Jako, że mieszkałam na wsi czas niejaki (tak ze 3 lata, myślę, że to dość, żeby
        poznać pewne realia), to sądzę, że największym problemem mogłoby być otoczenie,
        jako ludzie. Ja musiałam ludziom z wiochy udowodnić, że nie czuję się od nich
        lepsza, "bo jestem miastowa". To znaczy niby nie *musiałam*, ale puki nie
        udowodniłam, że ucho mi się od wyrzucenia gnoju spod rogacizny nie urwie, to
        patrzyli na mnie jak na "księżniczkę z miasta".
        Ludzie na wsi są dość specyficzni, inaczej traktują wczasowiczów, a inaczej
        kogoś, kto zamieszkał wśród nich. Od takiego "mieszkańca" wymaga się pewnych
        rzeczy.
        Sprawy takie, jak wykształcenie czy poziom intelektualny są ważne w każdym
        związku, bez względu na miejsce zamieszkania. Też bym się nie dogadała z kimś,
        kogo jedyną ambicją jest nie dachować spychaczem. Ale różnice kultur i
        otoczenie, to, jak inni patrzą, jak komentują, może popsuć nawet wspaniały
        związek.
        Kurde, Zona! Nudzisz się, że takie zadania dajesz? Ja wiem, o co mi chodzi, ale
        nie mam daru słowa. Egona spytaj, cholera.
        • zona_mi Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 12:49
          > Ela... gdzie tam jest o jej koleżance, bo nie widzę?

          Ja też nie widzę, bo tam nie ma o koleżance nic smile

          > Od takiego "mieszkańca" wymaga się pewnych rzeczy.

          Jakich rzeczy?

          Nie, nie nudzę się.
          Nie znasz żadnego przypadku z tej swojej wsi, kiedy dziewczyna z miasta
          zakochała się w chłopaku ze wsi i ich miłość została rozdarta przez rodzinę,
          otoczenie, zniechęcenie się któregoś z nich - ona zwątpiła lub on?
          Może sama byłaś zakochana w jakimś wsiowym chłopaku? To napisz mi o tym na
          priv, żeby Twój ukochany nie zobaczył wink
          Bo interesują mnie przeszkody, nie wynikające z różnic tak w ogóle między
          ludźmi (chociaż też) ale głównie z miejsca zamieszkania, wychowania.
        • elag3 Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 13:10
          No fakt jakoś po przeczytaniu wszystkich wpisów coś mi się zdało że pytanie
          zostało rzucone apropos jakiejś konkretnej osoby - mniejsza o to.
          • arienne07 Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 16:02
            Bj wybacz ale ja też nie zrozumiałam o jakie rzeczy chodzismile Ja tam od
            wszystkich wymagam np. kultury i obojętne skąd człowiek pochodzi. Pamętam
            dziewczynę(z miasta) która grzebała tipsami(dłuuugimi!) w talerzu i wybierała
            grzyby z sałatki. Było mi za nią wstyd przy ludziach i wymagałam od niej
            odrobiny kulturybig_grin Znam mnóstwo par mieszanych, ale nie mają problemów natury
            wsiowej(może mają inne)Wydaje mi się że teraz to już "mezalianse" nie są
            problemem.
            • zona_mi Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 16:52
              Nie chodzi mi o mezalianse jako takie. Raczej na tyle duże różnice w życiu na
              wsi i w mieście, że np. po przeprowadzce na wieś dziewczyna nie udźwignie
              obowiązków prowadzenia gospodarstwa, albo będzie chciała wrócić do miasta ze
              względu na ambicje zawodowe, bo to okaże się silniejsze, albo on pojedzie z nią
              do miasta i nie odnajdzie się tam, bo mówi wyłącznie gwarą i nie potrafi
              poruszać się tramwajami.
              A wtrącający się rodzice, ciotki, sąsiedzi? Czy to nie jest bardziej dotkliwe
              na wsi? To też może uprzykrzyć życie, co?
              • bj32 Re: Miłość miejsko-wiejska 21.02.07, 18:21
                Jak ja tam zaczęłam mieszkać, to oni wszyscy jakoś tak dziwnie ze mną gadali,
                żeby sprawdzić, czy ja aby na pewno nimi nie pogardza albo coś. Jeden wesoły to
                mi nawet wprost powiedział kilka razy: bo ty myślisz, że jak jesteś z miasta to
                jesteś lepsza od nas. Zapytałam go grzecznie, czy jakoś okazałam mu, że tak
                myślę. Okazało się, że nie okazałam, ale on myślał, że ja myślę. Dość długo
                trwało, zanim zrozumieli, że ja ich nie zamierzam traktować jak wiejskich
                głupków. Jakoś w rozmowach to wychodziło i właśnie tych moich odpowiedzi
                słuchali strasznie uważnie, czy przypadkiem się nie sypnę, że jednak tak na
                prawdę uważam i ch za gorszych.
                To o to mi chodzi z tmi wymaganiami. Tylko mało wymowna jakaś jestem.
                Amanta nie miałam, robiłam za singla, co budziło panikę zwłaszcza w tancbudzie
                szumnie zwanej dyskoteką, bo dziewczyny z nieznanych mi przyczyn sądziły, że ja
                tam amanta właśnie szukam. I najlepiej tego ich.
                Jedno tam małżeństwo było takie, że ona faktycznie z miasta pochodziła, ale lat
                już naście na tej wsi mieszkała, a on z tej wsi był. Ale to ni będzie pasować
                raczej do Zonowej teorii, bo tam okoliczności bardziej były skomplikowane: ona
                z domu dziecka, jej brat (przynajmniej formalnie) też, adopcyjni rodzice po
                rozwodzie, ona mieszkała z tym ojcem, brat z matką, różne tam wieści o nich
                dziwne krążyły, ale jak było na prawdę to diabli wiedzą. A ten jej mąż
                dodatkowo moczymorda, złodziej i koło żadnej baby spokojnie nie przeszedł, żeby
                przygody nie szukać. To raczej mało reprezentatywne stadło.
                A ja się uczyłam do maturywink
              • anik801 zona! 21.02.07, 20:32
                Ty naprawdę myślisz,że ludzie ze wsi nie potrafią poruszać się w mieście?Powiem
                tak-życiowe niedorajdy są wszędzie i w mieście i na wsi.Niestety sporo ludzi
                wieś kojarzy z chatami ze strzechą,gnojem i chustkami na głowie ewentualnie
                mocherowym beretem.Na wsi mieszka mnóstwo wykształconych ludzi,mają ładne
                domy,są nowocześni.Nie muszę mieć kina i teatru na miejscu.Jak mam ochotę to
                wsiadam i jadę do miasta.Co do ubioru.Nie będę na codzień ubierać się
                elegancko,bo po co?I kobiety tutaj nie chodzą na codzień w futrach-to byłoby
                śmieszne.Ale jak trzeba potrafią się ubrać.Zobaczcie jak pokazywana jest wieś.Z
                ludzi mieszkających na wsi zawsze robią głupich.Weźmy "Plebanię","Złotopolskich"
                itd.Co do wtrącania się.Jak nie mam ochoty z kimś gadać to nie gadam.Nie mam
                obowiązku otwierania drzwi.Sąsiedzi nas nie nachodzą.Plotki mnie w ogóle nie
                interesują.Dla mnie uciążliwe to było mieszkanie w bloku.Ludzie poupychani w
                mieszkaniach jak króliki w klatkach.Słychać wszystko!Awantury sąsiadów na
                górze,wrzeszące dzieci na dole itd.Nigdy już nie wróce do tego koszmaruwinkTutaj
                mogę sobie robić co chce.Mam ochotę słuchać głośno muzyki to słucham.A na
                podwórku jak będę chciała to nawet nago się mogę opalać.I pomyśleć,że na
                początku miałam wielkie wątpliwości.
                • bj32 Re: zona! 21.02.07, 21:20
                  Kurczę, Anik, jak ja Ci zazdroszczę.
                  A Zona jest po prostu wykwit cywilizacji i wieś pewnie pamięta z dziecięcych
                  wyjazdów wakacyjnych na jakieś zadupsko, gdzie gołębie do góry brzuchami
                  latają, żeby im obrączek ne pokradliwink))
                  • madziaaaa Re: zona! 21.02.07, 21:21
                    wykwitem to ja jestem, bo tylko raz byłam na wsi. Z koleżanką z podstawówki
                    byłyśmy kilka dni u jej babci. Nie miałam nigdy rodziny na wsi, mój mąż też nie
                    ma. Szkoda.
                    • anik801 to wszystko zależy od... 21.02.07, 21:34
                      tego co kto lubi.Znam ludzi,którzy wsi nie cierpią.Kochają szybie,miejskie
                      życie-imprezki,kluby,dyskoteki,puby itd.Ja cenię spokój,którego w mieście jak
                      dla mie po prostu nie ma!Przez trzy lata mieszkałam w bloku blisko ulcy.Jak
                      otworzyłam okno to miałam w domu taki szum jak na autostradzie!Nie wspomnę już
                      o odgłosach dobiegających od sąsiadów.Miasto jest fajne na dzień,dwa.Żeby iść
                      do kina,na zakupy,na pizzę itd.Poza tym w mieście nawet na 5min.nie mogłabym
                      mieć nie zamkniętych drzwi na klucz.Po klatce ciągle ktoś się pałętał.Tutaj
                      jakoś jestem spokojna.W ciągu dnia drzwi prawie nigdy nie zamykam na klucz.Auta
                      nie zamykam i nawet kluczki często w środku zostawiam.Jakieś inne jest tu życie.
                      Każdy ma inne upodobania i ma do tego prawo.
                    • arienne07 Re: zona! 21.02.07, 21:39
                      Zono moja droga-albo ja mieszkam we wsi wielce ucywilizowanej albo ty wieś
                      kojarzysz jedynie z "Chłopów" ReymontawinkTy tu o mizernych tramwajach, a u nas
                      co drugi samolotem do Irlandii lata..smileGwary to też chyba tylko starsi ludzie
                      używają. A Anik ma świętą rację- buraki są wszędzie, niezależnie od tego gdzie
                      mieszkają.
                      P.S. Biada ci zono, jeśli wpadnie tu przywoływany wcześniej Egon- zagorzały
                      miłośnik wsi!big_grinDDDDDDDDDDDDDDD
                • zona_mi Anik :) 21.02.07, 21:31
                  Nie myślę tak.
                  Moje pytania są trochę tendencyjne, ale nie odzwierciedlają mojego zdania o
                  mieszkańcach wsi - słowo. Chodzi mi znalezienie różnic i problemów.

                  A Tobie Bejot, to dam kopka, jak będziesz mi tu ryła!
                  Wykwit cywilizacji, heh.
                  Żebyś zobaczyła jak ja potrafię drewno rąbać i krowy przepolować!
                  ;P
                  • anik801 Re: Anik :) 21.02.07, 21:36
                    Różnice i problemy ludzie sami sobie stwarzają.Problemy i różnice to by
                    były,gdybym wyszła za czarnoskórego mieszkańca afrykańskiej wioski i przeniosła
                    się z nim na czarny ląd w jego rodzinne stronywink
                    • arienne07 Re:A propos krów;) 21.02.07, 21:49
                      Boję się krów i nigdy nie miałam roli do obrobienia- ci co mają to wygrali los
                      na loterii bo ziemia teraz w cenie-ja mam marne 3 ary a na tym dom. Nie każdy
                      we wsi ma hektary...
                      • anik801 Re:A propos krów;) 21.02.07, 22:02
                        A ja się krów nie boję.Boję się byków,bo mogą zrobić naprawdę krzywdę.Nie boję
                        się też koni(kiedyś jeździłam konno prawie codziennie).Niestety konika nie mamy
                        sad
                        • arienne07 Re:A propos krów;) 21.02.07, 22:08
                          Ja się krów boję, bo jak w zeszłym roku albo i wcześniej, poszliśmy na spacer z
                          psiskiem to taka krowa na nas szarżowała! A nasz pies obronny zamiast czynić
                          swoją powinność, to się chowała(bo to suka) za nami!
                          • anik801 Re:A propos krów;) 21.02.07, 22:26
                            Na pewno się latowaławink
    • zona_mi Kurdę, no - ja JESTEM miłośniczką wsi! 21.02.07, 21:49

      • arienne07 Re: Kurdę, no - ja JESTEM miłośniczką wsi! 21.02.07, 21:58
        To zapraszamwink))))))))))))))))))))
      • egon26 Re: To ci sie zona oberwie ;) 21.02.07, 22:29
        Nie wiem zona w czym tak na prawdę widzisz problem, na wsi, przynajmniej u nas
        już coraz mniej ludzi którzy gospodarką sie zajmują. Życie w zasadzie jest
        podobne bo jeśli chce się skorzystać z dobroci miasta można w ciągu 15 -40
        minut dojechać do niego i problemu nie ma. Korzystanie z tranwajów – wybacz,
        przecież można instrukcje z internetu ściągnąć wink W Paryżu w ciągu 2 godzin
        nauczyliśmy się korzystać z metra gdzie ja francuskiego ni w ząb. Ja mieszkałem
        w Krakowie przez 4 lata, dla mnie największym problemem było mieszkanie w
        mieszkaniu, fakt że sąsiadów miałem okropnych i mieszkanie też straszne było.
        Ale to że nie mam swojego prywatnego skrawka ziemi gdzie mogę wyjść i wypić
        piwo na trawie, dobijało mnie strasznie. Na wsi żyje się wolniej, na wszystko
        jakoś więcej czasu zostaje. Ale też czasem nudniej, choć akurat w wypadku par z
        dziećmi to chyba nie gra roli. Z jednej strony miasto daje dzieciom większe
        możliwości ale z drugiej też są większe zagrożenia. Ja mając 5 lat chodziłem po
        wsi gdzie chciałem, w mieście dziecka bym nie wypuścił. Głównie właśnie dlatego
        wróciłem na wieś, bo nie byłem w stanie sobie wyobrazić jak można w mieście
        dzieci wychowywać. A wracając do tematu myślę że ludzie zakochują się w
        ludziach na podobnym poziomi i czy to jest miasto czy wieś, czy mieszane nie
        gra roli. I tyle. Jest część prac które można też wykonywać mieszkając na wis,
        wiec można się do niej sprowadzać.
        Bj- a ludzie na wsi nie są inni. Łatwiej tam zauważyć pewne zjawiska, ludzie
        się znają przynajmniej z widzenia więc jeśli pojawi się ktoś nowy, wzbudza to
        ciekawość. A część społeczeństwa nie potrafi się pohamować no i widać że są
        ciekawi. W dużych blokowiskach ludzie nawet nie wiedzą czy ktoś jest nowy i
        nikt na ciebie uwagi nie zwróci. Choć w Krakowie w kamienicy w której
        mieszkałem było pewnie z 25 rodzin i też wścipskie jak jasna cholera, sąsiadka
        z którą toczyłem wojny bo chlali po nocach i spać nie dawali. Złapała kiedyś
        arienne na klatce i powiedziała jej że 2 tygodnie wcześniej spała u mnie jakaś
        ruda. Tyle że babsko było na tyle pijane że nie zauważyło że moje słonko
        zmieniło kolor włosówwink)))))) Tam to dopiero była wiocha. Wniosek: wiochę
        tworzą ludzie a nie status nadany przez państwowink
        • zona_mi Re: To ci sie zona oberwie ;) 21.02.07, 22:44
          No bo moim zdaniem wieśniak to nie ten, który mieszka na wsi, tylko ten, który
          jest wieśniakiem...

          Egon - ja NIE WIDZĘ problemu właśnie. Ja go SZUKAM.
          A Wy mnie przekonujecie, że jest cacy, kiedy ja potrzebuję właśnie coś NIEcacy
          znaleźć.
          Nie można na Was liczyć... crying((
          • anik801 zona! 21.02.07, 22:56
            A po co Ci to nie cacy?Nie cacy to jest wszędzie.Dwoje miastowych i chłop
            pije,albo kobitka się puszcza albo coś tam jeszcze i już jest nie cacy.Nie
            trzeba być małżeństwem "mieszanym" żeby było nie cacy.Po prostu wieś już nie
            odbiega od miasta tak jak kiedyś.To już nie są te czasy.Po czym poznajesz,że
            ktoś jest ze wsi?
            • zona_mi Re: zona! 21.02.07, 23:00
              > Po czym poznajesz,że ktoś jest ze wsi?

              Po niczym. ja poznaję tylko wieśniaków w sensie wieśniaków o pejoratywnym
              zabarwieniu tego określenia.

              Po co, po co... potrzebuję i już smile
              • anik801 Re: zona! 21.02.07, 23:08
                No to nie wiem,co by tu wymyślić nie cacy?Na pewno by się coś znalazło,ale
                teraz nic mi do głowy nie przychodzi.A słowo wieśniak obojętnie w jakim sensie
                jest moim zdaniem obraźliwe.Dlaczego właśnie to słowo kojarzone jest negatywnie?
                Jakoś słowo mieszczuch nie kojarzy się z tym samym co wieśniak.Jestem
                wieśniaczką,czyli mieszkanką wsismileDlaczego gdy chcemy kogoś obrazić mówimy"ty
                wieśniaku"albo"ty wieśniaro"?Tak się jakoś dziwnie to przyjęło.
                • zona_mi Re: zona! 21.02.07, 23:19
                  > Dlaczego właśnie to słowo kojarzone jest negatywnie?

                  Nie wiem dlaczego. Mało to dziwadeł w naszym języku i zwyczajach?
                  A osobiście, kiedy chcę kogoś obrazić, to używam innych słów. Nawet
                  niekoniecznie wulgarnych wink
                  • egon26 Re: zona! 21.02.07, 23:37
                    Widzisz ja jakoś nie moge wpaść na powód wink Ale powiem więcej znam kobiete z
                    gdańska która ożeniła sie z chłopakiem od nas. I pomimo że ten miał działke w
                    centrum miejscowosci naszej ślicznej, ona chciała w górach tam gdzie jego
                    rodzice. A tam to wlecie ciężko autem dojechać - my mamy ten problem tylko w
                    zimie wink
                    • zona_mi Re: zona! 22.02.07, 10:00
                      A ja też znam dziewczynę z Gdańska, która wyszła za mąż za chłopaka z gór.
                      Może to ta sama? Jak ta Twoja ma na imię?
    • bj32 Re: Miłość miejsko-wiejska 22.02.07, 00:51
      Drogi Egonie! W tej wsi, gdzie ja mieszkałam były w zasadzie trzy rodziny i w
      dodatku jakoś tam spowinowacone ze sobą, zatem zdarzało sie, że część
      mieszkańców była "inna". Nie pokryci łuskami, ale specyficzny był to naród...
      O! Zona mam! Tam był taki jeden, za którego żadna by nie poszła Bo raz go ze
      świni ściągali, a raz kurę trzeba mu było odebrać.
      Jak tak bardzo potrzebujesz problemów, to może tak: w mieście z braku trzody
      chlewnej żywej łatwodostępnej, tudzież drobiu żywego ciężko o takiego miłośnika
      zwierząt. To jak chcesz mieć przeszkodę, to proszę: jak chłopak za bardzo lubi
      rogaciznę i gumofilce to jest przeszkoda nie do przejścia. I dopiero po
      wakacjach i trochę dłuższej znajomości może się okazać, bo nikt sie do sodomii
      gospodarskiej od początku nie przyzna.
      Tak lepiej?wink
      A z tą kurą to faktycznie niespełniona miłość była o ile pamiętam...
      • zona_mi Re: Miłość miejsko-wiejska 22.02.07, 10:02
        O fuj.
        Ja o miłości wyłącznie między ludźmi chcę!
        • zona_mi Re: Miłość miejsko-wiejska 22.02.07, 10:02
          A ta kura miastowa była?
          wink
          • bj32 Re: Miłość miejsko-wiejska 22.02.07, 10:48
            Niestety, był to zwykły drób gospodarski. Ale i tak właściciel jej kuper
            uratował... Wyobrażasz sobie potem taki rosołek?sad
    • madziaaaa Zona, no i jak tam wnioski? 27.02.07, 08:32
      Coś Ci się nasunęło po tej dyskusji?
      • zona_mi Re: Zona, no i jak tam wnioski? 27.02.07, 11:30
        Owszem i to sporo.
        Chociaż, jak wspominałam, szukałam problemów, a tu mi większość pokazuje
        zalety smile
        Ale jeszcze nie czas na ogłaszanie wniosków i przemyśleń - na razie chłonę
        atmosferę i tarzam się w temacie smile
    • 74l Re: Miłość miejsko-wiejska 27.02.07, 08:57
      Moje małżeństwo jest dzieckiem takiej miłości.
      Ja pochodzę ze wsi i to takiej specyficznej.Cokolwiek chciałeś zrobić zawsze
      trzeba było brac pod uwagę reakcję sąsiada.Długo nie mogłam się wyzbyć
      doszukiwania się podtekstów ze strony przyjaciól, znajomych czy rodziny.
      A braki, owszem miałam i starałam się nad nimi pracować.Ale niestety wiele osób
      z miasta też je ma...
      Jeśli chodzi o poziom intelektualny dogadujemy się świetnie.
      • bj32 Re: Miłość miejsko-wiejska 27.02.07, 14:34
        Zona raczej nie braków intelektualnych poszukuje tylko jakiejś abstrakcyjnej
        niemożności porozumienia, która powoduje że chcieliby, ale nie mogą. Cokolwiek
        to znaczy...
    • madziaaaa zona, przypomniała mi się historia 01.03.07, 09:39
      koleżanki z poprzedniej pracy. Było to jakieś 17 -18 lat temu.
      Otóż dziewczyna przyjechała do Łodzi zaraz po maturze z jakiejś wsi pod
      Radomiem. Znalazła pracę w jakimś sklepie z biżuterią. W sklepie obok pracował
      chłopak, któremu wpadła w oko. zaczęli sie spotykać.
      Jego matka szalala, bo on-wychuchany jedynak, a tu nagle zjawia sie jakaś
      dziewczyna ze wsi, która chce go usidlić, pewnie wkrecić się w meldunek do
      miasta. Dziewczyna zachodzi w ciażę. Matka jego mało nie przypłaca tego
      zawalem. Co drugi dzień przybiega do jej pracodawcy wymyślając niestworzone
      historie na temat tej dziewczyny, ze sprowadza sobie gachów, nie wiadomo z kim
      sypia. Za wszelką cenę starała się by dziewczyne straciła pracę, bo może wtedy
      na wieś wyjedzie . na co pracodawca, który zawsze ją splawiał w końcu ogrzekl,
      ze życie seksualne jego pracownic go w ogóle nie interesuje i nie musi znać
      pikantnych sczegółów z ich życia. Oczywiście dziewczynie nic nie zrobił, mógł
      tylko współczuć.
      W końcu był ślub, do któreo mimo wszystko starano sie nie dopuścić. Ale Ci
      młodzi naprawdę się kochali. Matka chłopaka odpusciła dopiero jak dziecko sie
      urodziło, jak zobaczyła, jaką miłościa jest otoczone, jak jego rodzice na
      siebie patrzą. Małżeństwem są do dzis, dziecko chodzi już do gimnazjum, a
      babcia poza wnuczka świata nie widzi.
      • elag3 Re: zona, przypomniała mi się historia 01.03.07, 15:04
        Niby happy end ale serce jakoś nie rośnie. Co za kretynipo tym świecie chodzą.
        No jak można?
        • anik801 Re: zona, przypomniała mi się historia 01.03.07, 17:10
          Ja bym takiej teściowej nie odpuściła-co za wariatka!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka