Dodaj do ulubionych

Kryzys wiary

24.06.07, 15:53
Czy Wy też przechodzicie kryzys wiary?? Dzisiaj byłam w kościele, pierwszy
raz od zabiegu (3 tyg.). Stałam tak i czułam wielką pustkę. Oto mój Bóg
miłosierny...Wszyscy modlą się o przebaczenie, pokutują za grzechy... Ksiądz
mówi o znaczeniu poszerzania rodziny...Tępi bezbożną młodzież... Czy ktoś
zainteresował się kobietami, które straciły niewinne dzieci, aby nie teaciły
nadziei, wiary??
Przyznam się, że mam trochę wyrzuty sumienia, że o tym piszę.Ale przez cały
okres kiedy byłam w ciąży, codziennie modliłam się o opiekę, o zdrowie itp.
Dlatego jestem trochę rozgorycznoa. Może to minie?...
Obserwuj wątek
    • e-dziunia Re: Kryzys wiary 24.06.07, 15:58
      A ja do Boga żalu nie mam, choć straciłam 4 ciąże i wiem, że mogę jeszcze
      niejedną stracić. I powiem więcej, jestem mu wdzięczna za to, że obdarzył mnie
      tak dużą siłą, że jeszcze nie zwariowałam! No i dał mi jedną córeczkę, która
      jest dla mnie całym światem smile
      • forget-me-not1 Re: Kryzys wiary 24.06.07, 16:03
        Podziwiam Cię!! Musisz być naprawdę silną kobietą.
        Mam nadzieję, że u mnie to okres przejsciowy i niedługo wszystko wróci do normy
        pod względem wiary, oczywiście.
        • magdamajewski Re: Kryzys wiary 24.06.07, 17:34
          w kosciele nie bylam juz z 8 miesiecy i nie zapowiada sie zebym w najblizmym
          czasie poszla. Wierze dalej, modle sie ale na razie to wszystko.
          • joanna006 Re: Kryzys wiary 24.06.07, 17:53
            Ja po poronieniu też miałam wielki żal do Boga. Strasznie blużniłam pierwszego
            dnia i wypowiedziałam wiele słów obraźliwych dla Boga. Bardzo szybko jednak
            przeprosiłam za swoje słowa i teraz jestem wdzięczna Bogu, ze pomógł mi sie
            pozbierać i zrozumieć to, ze skoro natura odrzuciła wadliwy zarodek to tak jest
            lepiej i dla dziecka i dla mnie. Nie można się załamywać. Nie zawsze jest
            kolorowo ale ja wierzę, ze po burzy wzejdzie słoneczko.
    • gloria_ma Re: Kryzys wiary 24.06.07, 19:15
      Moja ciotka jest lekarką, starszą już osobą z ogromną wiedzą medyczną i psychologiczną, i z ogromną intuicją. Kiedy zadzwoniłam do niej ze szpitala po zabiegu, pierwsze co powiedziała, to, że Pan Bóg uchronił nas przed niepełnosprawnym dzieckiem. Wierzę, że On wie lepiej. Mimo, że bolało i boli dalej jak cholera, wiem, że Pan Bóg wie co robi. Nie buntuj się, poszukaj w Nim ukojenia, ofiaruj swoje cierpienie w jakiejś intencji. A, tak już ktoś tu pisał, po nocy zawsze przychodzi dzień. Pozdrawiam, trzymaj się.
    • zielonarzeka Re: Kryzys wiary 24.06.07, 21:18
      ja niby nie mam pretensji do Boga, rozumiem aberracje chromosomalne i takie
      tam, zresztą nie należę do osób szczególnie religijnych

      mój obecny stan (poronienie 07.06.07) charakteryzuje się jednak znacznymi
      zmianami w myśleniu i wielką emocjonalnością, więc nigdy nie wiem co będzie za
      5 minut

      i tak byłam wczoraj na czyimś ślubie w kościele i podczas ofiary myślałam sobie
      nieskromnie o Jezusie i jego ofierze i rozpaczy Maryi i o nas i ofiarach z
      naszych dzieci(?), moim bólu, tym że Jezus przynajmniej miał ciało (ciało
      Chrystusa) a moje dziecko było zbiorem jakiś komórek na kształt pęcherzyka
      żótlkowego i ogarnia mnie taka wielka rozpacz i płaczę

      a za chwilę znowu jest spokojniej i cieszę się, że maluch w niebie na kształt
      takiego robaczka świętojańskiego sobie wędruje
    • agnrek Re: Kryzys wiary 25.06.07, 12:47
      Ja podeszłam do tego inaczej. W wieku 21 lat straciłam matkę, w wieku 31 lat -
      pierwsze dziecko. Wierzę, że Bóg nie na wszystko ma wpływ, nie może zapobiec
      chorobom i nieszczęściom, że to jest taki jego plan, ma w tym jakiś cel. Wierzę,
      że zabrał te dwie bliskie mi osoby, bo tak było lepiej - może by cierpiały za
      życia, były ciężko chore? Dojrzałam do tego po 3 m-cach od poronienia, spotkałam
      fajnego księdza spowiednika, odeszłam od konfesjonału uspokojona. Nie
      wiedziałam, że nosiłam już wtedy pod sercem dwoje dzieci. Tak Bóg mi to
      wynagrodził - za kilka miesięcy urodzą się moje bliźnięta.
    • tomoe Re: Kryzys wiary 27.06.07, 22:13

      Na szczęście jestem niewierząca. dzieki temu nie musze przechodzić kryzysów
      wiary i robić gimnastyki umysłowej "jak tu wierzyć że bóg jest dobry skoro
      pozwala na takie rzeczy". (w sumie na świecie zdarzały się rzeczy znacznie
      gorsze, np.
      Auschwitz, tsunami, itd). W świecie w którym ja żyję bóg na nic nie pozwala bo
      go nie ma. I rzeczy typu trzęsienia ziemi, poronienia itp po prostu się
      zdarzają. świat w którym zdarzałyby się wyłącznie dobre rzeczy byłby nie do
      zniesienia. Ursula le Guin pięknie pisała "światło jest lewą reką ciemności, a
      ciemnosć prawą reką światła" bez cierpienia nie moglibyśmy odczuwać w pełni
      szczęscia, i nie rozumielibyśmy uczuć innych ludzi. Ja wierzę, że cierpienie
      jest dla nas konieczne po o byśmy staki się w pełni ludźmi i dojrzałymi osobami.
      Od nas zalezy czy wykorzystamy tę lekcję czy nie. I takie spojrzenie na to
      pozwala mi żyć. Rozumiem, ze komuś pozwala żyć wiara w Boga ale współczuję bo w
      takim momencie trzeba się faktycznie ciężko napracować nad jej utrzymaniem...
      Nota bene pocieszenie typu "Bog nas uchronił przed niepełnosprawnym dzieckiem"
      jest mocno obraźliwe dla niepełnosprawnych. Co by sobie ktoś niepełnosprawny
      pomyślał jakby to przeczytał?
      • agulek_32 Re: Kryzys wiary 28.06.07, 13:36
        Dokładnie też tak myślę. Pomimo iż jestem osobą wierzącą myślę, że Bóg nie ma
        wpływu na nasze życie jako siła sprawcza. To my, modląc się i zawierzając
        znajdujemy w sobie i w naturze pokłady energii, które pozwalają nam się
        uzdrowić, odrodzić...
        Jestem po dwóch poronieniach i nie rozumiem, jak można mówić, że stało się
        lepiej bo może dziecko byłoby chore, niepełnosprawne. Ale by żyło!!! A to jest
        największe szczęście i cud!
        Choroba, niepełnosprawność to trudne doświadczenia ale nie tak beznadziejne i
        ostateczne jak śmierć... Wolałabym zmagać się z chorobą i walczyć o sprawność
        kochanego dziecka niż byż pozbawiona wszelkiej nadziei...
        Pozdrawiam

        wciąż oczekując cudu...
        • zielonarzeka Re: Kryzys wiary 28.06.07, 14:01
          takie słowa to z repertuaru "nietrafionych pocieszeń"

          wiecie co, mnie wkurzyło pocieszenie od osoby, która sama przeżyła poronienie
          (a po niej się właśnie spodziewałam empatii), a okazało się, że ona w
          najlepszej wierze powtórzyła mi coś, co jej kiedyś pomogło.... a na mnie
          podziałało jak płachta na byka...

          ja nie wiem do końca, czy dla zaspokojenia swojego insynktu macierzyńskiego
          chciałaby, by moje dziecko przechodziło dziesiątki bolesnych operacji bądź było
          totalnie ubezwłasnowolnione; na mnie taki argument akurat działa;

          piszę po to, by pokazać, ze różne mogą być intencje mówiących itd...
          • e-dziunia Re: Kryzys wiary 28.06.07, 14:34
            ja się zgadzam z zielonąrzeką, bo jeśli komuś pomogło takie myślenie to ma do
            niego prawo, bo to jest _jego_ myślenie i tyle.
            Każda z nas ma prawo przechodzić okres żałoby i kończyć go w taki sposób, jaki
            jej najbardziej odpowiada. Przecież nikt nikomu niczego nie narzuca, prawda?
            Dzielimy się tylko _własnymi_ odczuciami smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka