Dodaj do ulubionych

Mój żal....do lekarzy

19.09.08, 13:01
Po pronieniu czuję się jak dziecko we mgle. Straciłam dwie ciąże i
większość lekarzy nie widzi tu nic niepokojącego, bo za każdym razem
było inaczej. Na nic zdaje się tłumaczenie, że nie wierzę już w
przypadek, a przynajmniej nie uwierzę dopóki nie zrobię wszystkich
badań które niczego nie wykażą. Jeśli tak się stanie to znów uwierzę
w przypadek. Póki, co wybrałam się do osławionego Doktora Wielgosia
( czy już profesora) i co? Wydałam kasę na wizytę i poczułam się jak
hipochondryczna histeryczka. Na odczepnego dał mi skierowanie na
jakieś badania, a nawet mnie nie zbadał ( to był czas kontroli po
zabiegu). Za przeproszeniem w d.... mam takich lekarzy i płacenie im
setek złotych za wizytę. Wiem, że najfajniej badać ciężarne z
brzuchem po zęby i uśmiechać się kiedy wszystko jest super. Ja
szukałam lekarza, który mnie wysłucha i usłyszy co mówię. Wiem, że
może przesadzam, ale takie mam doświadczenia. Od poronienia byłam
już u czterech różnych ginekologów i od trzech wyszłam z lżejszym
portfelem i kiepskim nastrojem po ironicznych, usmiechach lekarzy.
Wszyscy każą czekać i twierdza, ze następnym razem jak się nie uda
to zaczniemy szukać przyczyny. Tylko nikt nie bierzesz pod uwagę, ze
następnym razem to ja będę miała 35 lat i wtedy to bardziej będę
potrzebowała pomocy psychiatry niż ginekologa.
Póki co trafiłam do doktora Maja który po ludzku mnie potraktował i
wielkie mu za to dzięki, dał skierowanie na badania - właściwie
powiedział jakie zrobić bo za wszystkie musiałam zapłacić ale
zrozumiał moja potrzebę, zrobienia co w mojej mocy aby następnym
razem sie udało.
Czy to jest normalne? Jelśi poronienie to taka codzienność to każdy
z tych "olewaczy" powinien z zamkniętemi oczami powiedzieć mi co
moge zrobić jeśłi chcę być spokojna. A moze to ja jestem jakaś
nienormalna, ze chcę wiedzieć czy jestem zdrowa, czy moge urodzić
dziecko, a jeśli coś mi jest to chce wiedziec co sie ze mna dzieje i
co bedzie dalej? Jak leżałam w szpitału zauwazyłam, że pacjentkom
zupełnie nic sie nie mówi, traktuje sie jest jak żołnierzy w
chińskiej fabryce....
ja sie na to nie zgadzam....
Wylałam swój żal i mi lżejsmile
Obserwuj wątek
    • agnes1704 Re: Mój żal....do lekarzy 19.09.08, 14:29
      w zupełności cię rozumiem i podpisuję się pod twoimi słowami, czuje się
      dokładnie tak samo, a stwierdzenie, że ruszyć tyłek można po 3 poronieniu jest
      ewidentnym zapominaniem o naszej psychice i zdrowiu psychicznym. Oni poronienie
      traktują jak bułkę z masłem-wyskrobać i po sprawie, bzyknie się, zajdzie i uda
      się, a jak nie to wyczyścimy znowu. Ja też nie zgadzałam się z takim podejściem,
      po pierwszym poronieniu zrobiłam dużo specjalistycznych badań. Wszystko ok,
      uwierzyłam w przypadek, teraz jestem po drugim poronieniu, i już nie dam sobie
      wmówić przypadku. Ale wiem też, że szukanie przyczyny nie jest łatwe i można nic
      nie znaleźć. I to jest dołujące, oraz to, że trzeba mieć dużo pieniędzy, bo
      niestety ginekolodzy do filantropów nie należą.
      • ursz-ulka Re: Mój żal....do lekarzy 20.09.08, 17:14
        Bo dla lekarza jesteśmy kolejnymi przypadkami jak dla sklepowej
        kolejną klientką. Takie odnoszę wrażenie. Kolejnym źródłem zysku -
        gdyby nie pacjenci nie stać by ich było na nowe bmw, wczasy na końcu
        świata, okulary od prady. Słyszałam też, że prywatnie przyjmujący
        ginekolodzy są w stanie wmawiać, że coś nie tak. MOja kumpela i jej
        dwie kumpele poszły jednocześnie, jedna po drugiej pryw. do gina,
        każda wyszła z tą samą diagnozą (torbiele) i wskazaniem na zabieg.
        Prywatnie oczywiście. Gdy poszła na konsultację do innego gina -
        powiedział, że niech schowa to zdjęcie usg - i zaczął się śmiać.
        Wszystkie trzy były zdrowe! Ile naiwnych nabrał wcześniej?

        I co tu się dziwić - lekarze mają się rozczulać nad nami gdy ronimy?
        A myślicie, że jak robią skrobankę, przy aborcji to się rozczulają?
        Gdy rozrywają żywe dziecko łyżką albo wssysają? Nie sądzę. Przecież
        dla nich to tylko płód. Błąd natury, który w nas się znalazł, ale
        spokojnie, który pomogą wyeliminować. Bo przecież dobrze sie stało,
        że teraz, że to dziecko się nie urodzi.

        A czy to jest w porządku że przepisują pigułki nie takie jakie
        pasują do nas, tylko takie jakie im przyniosą profity?

        Choć nie generalizuję - są mili i empatyczni lekarze. Np moja
        alergolog - kiedyś gdy chciałam przyspieszyć leczenie i pokryć
        koszty, powiedziała, "czy to jest w porządku by pani prywatnie
        przychodziła, by pani prywatnie pokrywała koszty testów? " I raz
        przyszła dla mnie przed godzinami przyjęć, bo powiedziałam, że jak
        do niej przyjdę na 8 to nie zdążę dojechać do pracy, a wolnego mi
        nie dali.

        I pocieszają wypowiedziane słowa:
        " "Rodzicem jest się od chwili poczęcia, strata dziecka to wielka
        tragedia, niezależnie od jego wieku" - podkreślił prof. Jan
        Wilczyński, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Medycyny
        Perinatalnej. Dlatego - jak zaznaczył - ważne jest, by już w
        szpitalu rodzice otrzymali niezbędną im pomoc i wsparcie. "

        (kobieta.wp.pl/kat,26333,wid,9408224,wiadomosc.html?P%5Bpage%
        5D=2)

        Bo jednak wygląda, że są jeszcze u nas w kraju jednostki lekarskie,
        które są wyczulone na
        te "histeryczki", "przewrażliwione", "przeżywające
        inaczej", "nierozsądne", na te roniące, dla którch fakt ten jest
        tragedią.
        • nuluska Re: Mój żal....do lekarzy 21.09.08, 12:12
          Też mam żal i to wielki.
          Tylko powiedzcie jak mam mieć zaufanie do następnego lekarza?

          Ja ciążę straciłam najprawdopodobniej przez źle leczoną tarczycę.
          Głupia byłam, nie interesowałam się. Lekarka mówiła że jest ok.
          Wierzyłam jej. Cholera, dlaczego miałam jej nie ufać. Przecież to
          lekarz, wie co robi. Dlaczego ja mam sprawdzać każdy jej krok?
          Przecież ja nie jestem lekarzem !

          Na ginie też się zawiodłam. Źle wykonany zabieg, co się wydało po
          baredzo długim czasiesad

          Teraz wróciłam do gina sprzed ciąży. Wprost powiedział, że to
          wszystko co przeszłam to przez głupotę i niedouczenie lekarzy.
          I mimo, że mam za sobą tylko jedno poronienie, a on jest ginem od
          niepłodności mam już zrobioną listę badań. Widzę inne, chyba fachowe
          podejście.

          Tylko znowu mi się wydaje, że złapałam Boga za nogi, że znowu mam
          fantastycznego gina.
          Tylko co będzie jak się znowu zawiodę?
          Nie potrafię uwierzyć że jestem pod dobrą opieką.
          Chyba już nie zaufam lekarzowi.
          • yadrall Re: Mój żal....do lekarzy 21.09.08, 17:32
            Kiedys tez tak myslalam i robilam setki badan,ktore nic nie wykazaly... Jestem
            zdrowa,a kolejne ciaze obumieraja... Dzis juz wiem,ze chocby sie czlowiek zesral
            to losu nie przechytrzy i tyle...

            Ps. w wielu innych krajach tez nie robi sie zadnych badan przed 3
            poronieniem,wiec to nie jest domena Polskich lekarzy-tyle,ze w Pl jeszcze mozna
            pojsc na te badania prywatnie,a tam juz nie... Co wiecej w wielu krajach ciaza
            do 12tc to taka ciaza probna-moze sie utrzyma,a moze nie...
            • justmaga Re: Mój żal....do lekarzy 22.09.08, 14:46
              w Angli sie nie robi. Zadnych. Za to musze przyznac,ze bardzo ich
              interesowalo moje samopoczucie psychiczne....
              • yadrall Re: Mój żal....do lekarzy 22.09.08, 15:54
                szkoda,ze mojej GP nie interesowalo moje samopoczucie psychiczne gdy plamilam w
                czwartej ciazy i chcialam kilka dni zwolnienia z pracy...
                • yafffa Re: Mój żal....do lekarzy 22.09.08, 21:32
                  Głęboko się nie zgadzam z takim podejściem. Mimo że mi nikt z lekarzy wprost nie
                  powiedział nic niemiłego, to wrażenie "olewania" też miałam często. Dlatego
                  zmieniałam lekarza w sumie 4 razy w ostatnich 4 latach.
                  Dziewczyny, nie wierzcie w takie słowa. Że to "się zdarza", że nic się nic
                  zrobic. Jeśli macie siłę, walczcie. Ja walczyłam. Siedziałam godzinami w necie,
                  szukałam, czytałam. Wydawałam, owszem, kasę na badania. Ale nie szłam do lekarzy
                  którzy są "sławami" tak ogólnie, tylko tymi znanymi z forów jako specjaliści od
                  poronień właśnie.
                  I udało mi się. Po prawie 4 latach starań i dwóch poronieniach mam fantastyczną
                  4-miesięczną córkę.
                  Moja historia jest opisana tu:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=80588044&v=2&s=0
                  Trzymam za Was kciuki. A głupim lekarzom kij w oko.
                  • dziewczyna_kolegi Re: Mój żal....do lekarzy 25.09.08, 12:34
                    Bardzo mi przykro że masz takie doświadczenia z lekarzami.
                    Ja chyba miałam szczęście trafić na dobrą lekarkę (choć na forach
                    mozna poczytac opinię osób również niezadowolonych).
                    Po pierwszym poronieniu rzeczywiście - tak sztuka lekarska nakazuje,
                    nie robi się nic, uważa się że tak natura chciała i tyle.
                    Po drugim jednak (w identycznym tygodniu ciąży) lekarka zleciła
                    kilka badań, z których i tak wynikało że jestem zdrowa jak ryba.
                    Jednakże mimo tych dobrych wyników przygotowując się do kolejnej
                    ciąży zaczęłam brać leki - kwas foliowy w wysokiej dawce, akard i
                    progesteron.
                    No i w chwili obecnej jestem w 16 tc, i jak na razie wszystko jest w
                    porządku. Jak pytałam się lekarki czy to dzięki tym lekom, to
                    szczerze powiedziała że nie umie odpowiedzieć, że może to miała być
                    po prostu ta ciąża.
                    Życzę byś znalazła w końcu kompetentnego lekarza, który się postara
                    trochę bardziej pomóc w twych problemach, choć wiem że czasami nie
                    jest to łatwe.
                    Trzymaj się i nie poddawaj smile
    • aagata4 Re: Mój żal....do lekarzy 30.09.08, 22:22
      przkro Mi bardzo.... przeszłam przez to co Ty ... też nie moglam sobie poradzic
      na poczatku... teraz jestem mama dwóch maluszków ... swoja historię opisałam na
      stronach www.poronienie.pl

      www.poronienie.pl/nadzieja_hist3.html
      mam nadzieję ze po przeczytaniu zrobi Ci sie troche lżej i nabierzesz siły do
      walki ... choc napisałam tego duuużo tam....

      pozdrawiam

      Agata
    • kosmosik Re: Mój żal....do lekarzy 02.10.08, 15:45
      editss to trzymaj się tego Maja, który miał pomysł jak Ci pomóc i
      walcz o swoje! Powodzenia. Badania możesz tez robić na własną rekę i
      pójść do kogoś z plikiem gotowym i prośbą o analizę. Nie poddawaj
      się.
    • zyziula Re: Mój żal....do lekarzy 16.10.08, 21:58
      Ja miałam zabieg w 10tc. Niestety, ani lekarze, ani personel szpitala w GDYNI (!) nie poinformował mnie o możliwości otrzymania aktu urodzenia z zaznaczeniem że dziecko urodziło się martwe (: Uważam to za ich obowiązek. Nikt nic nie mówił - ja tylko domyślałam się ze stało się to najgorsze...lekarz po badaniu usg powiedział, że nie widzi akcji serduszka........ Chwilę przed podaniem narkozy dostałam do podpisu dokument -moją zgodę na zabieg. Nie byłam już w stanie go przeczytać-lekarze czekali z zabiegiem 2dni-dostałam krwotoku, kręciło mi się w głowie, zemdlałam. Tak naprawdę podpisałam coś-bez przeczytania..... Sam zabieg chyba też był wykonany niedokładnie, po trzech dniach idąc do toalety zobaczyłam.....Stąd brak przyczyny na bad.histopatologicznym!w uzasadnieniu podano: "błoniaste masy tkankowe po złożeniu o wymiarach 2 x 1 x 1cm"

      CIEKAWE CZY TEN LEKARZ KTÓRY WYKONYWAŁ MI ZABIEG CHCIAŁBY ŻEBY JEGO CÓRKA/ŻONA PRZECHODZIŁA PRZEZ TO SAMO!

      Po obchodzie lekarz powiedział tylko, że jak się wyśpię -mogę iść do domu.....nic więcej.
    • madasia Do zyziula 17.10.08, 08:50
      Mnie trzy lata temu szpital wprowadzil w blad, gdy urodzilam
      przedwczesnie synka w 22tc. Dzieki temu forum i stronie
      poronienie.pl udalo mi sie wygrac ze szpitalem. Byl to szpital
      wojewodzki w gdansku.
      W zeszlym roku moja kolezanka przezyla strate ciazy i dziecka (
      16tc) w szpitalu w gdyni(rozumiem, ze ten sam, co u Ciebie- morski).
      W szpitalu nikt jej nie poinformowal o prawach do pochowania i
      zarejestrowania dziecka w urzedzie stanu cywilnego. Lecz gdy
      zglosili sie do szpitala z pismem zadania wydania ciala i przeslania
      dokumentow niezbedenych do zarejestrowania dziecka w usc, pani
      dyrektor szpitala przeprosila ich za "niewiedze" lekarzy i od reki
      żądania spelnila. Wiec widze, ze szpital dalej dziala na zasadzie-
      rodzice nie zadaja dokumentow ani prawa do pochowku, to nie wydajemy
      nic....
      Jesli bylabyc zainteresowana, napisz..
      Pismo, jakie napisali do szpitala zostalo stworzone w oparciu o
      pismo na stronie poronienie.pl
      www.poronienie.pl/przyk_pismo.doc
      • zyziula do madasia 17.10.08, 10:31
        Tak, to ten sam szpital. Postanowiłam o tym napisać, choć początkowo
        byłam temu przeciwna. KU PRZESTRODZE dla innch (:
        bo - skąd kobieta może wiedzieć: jak to powinno wyglądać ze strony
        zarówno medycznej jak i prawnej. Pierwsza ciąża przebiegła wzorowo,
        więc nie miałam zielonego pojęcia jakie mam prawa itp. Poza tym
        nawet nie miałam czasu aby poszukać czegoś w internecie...

        Lekarze z tego szpitala - to rzeźnicy. Bezlitośni, obojętni,
        okrutni. Wiem, że dla nich to tylko kolejny przypadek ale każda
        kobieta przeżywa wielką stratę - nie może się z tym pogodzić i to
        całkiem ludzkie odczucia; które powinni uszanować.

        Czytałam właśnie o tym piśmie...ale ja wiem, ze moje dzieciątko ...
        nie zostało w szpitalu...
        Jest w moim sercu - na zawsze! <3 i tak już pozostanie.
        Dzięki za wszystko!
        • yadrall Wejherowo! 17.10.08, 13:16
          Ja ronilam 4 razy w Wejherowie i za kazdym razem bylo lepiej-personel coraz
          bardziej zyczliwy i chetny do pomocy, lekarze mili i informujacy o
          wszystkim-fakt,ze o prawie do pochowania dziecka nikt niec nie mowil,ale
          ostatnie poronienie ze stycznia 2008 bylo jeszcze przed wydaniem
          rozpozadzenia-co nie zmienia faktu,ze lekarka na Izbie przyjec pytala mnie o
          wszystkie badania zwiazane z poronieniami i zastanawiala sie co jeszcze mozna
          szukac. I to ona zalatwila mi badanie cytogenetyczne zarodka z AMG!!!
          • yadrall Re: Wejherowo! 17.10.08, 13:17
            I jeszcze slowo wyjasnienia-mieszkam na stale w UK,ale wszystkie 4 poronienia
            (ciaze obumarle) ronilam w Wejherowie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka