anna1008
02.07.07, 19:00
15.06.2007 urodziłam martwego Miłoszka. 32 tc. byłam szczęśliwa, wszyscy
mówili że pięknie wyglądam, czułam sie bardzo dobrze, jeździłam samochodem,
pracowałam, fizjologia. Wieczorem ok. godz. 20 czułam jeszcze ruchy dziecka,
potem pobolewał mnie brzuch na dole, ok. godz. 23 zadzwoniłam do szpitala tam
gdzie prowadzono moja ciążę bo zesztywniał mi brzuch. Lekarz powiedział, że to
normalne i mam zażyć dwie no-spy i położyć sie spać. Za dwie godz. obudziłam
się ze strasznym bólem, szybko zebrałam się do szpitala, wtedy chlusnęła krew.
Gdy znalazłam się w szpitalu serduszko Miłoszka nie biło a ja byłam
nieprzytomna z bólu. Urodziłam mojego pięknego syneczka o godz. 10,55 dnia
następnego. Poród był straszny. Dziecko pokazano mi bez problemów, mogłam
spokojnie się pożegnać. Miłoszek był ślicznym chłopcem, ważył 1700 g, 42
długi., buzię miał okrągłą jak księżyc, włoski czarne. Spał jak aniołek.
Jestem wdzięczna,że mogłam go zobaczyć.Zawsze będę go kochała. To straszne,
ale codziennie rano pęka mi serce. Mam dwoje rodziców na cmentarzu, ale teraz
czuję,że jest tam cząstka mnie. Codziennie go szukam. Nie radzę sobie........