Dodaj do ulubionych

Obcasy nie pomogly

18.06.10, 18:54
www.lefigaro.fr/politique/2010/06/18/01002-20100618DIMWWW00440-nicolas-sarkozy-commemore-l-appel-du-18-juin-1940-a-londres.php
Sarkozjan siega do ramienia Camerona. Obawiam sie, ze szef Le Figaro wyleci za
te fotografie...

PF
Obserwuj wątek
    • polski_francuz Re: Obcasy nie pomogly 18.06.10, 18:55
      https://www.lefigaro.fr/politique/2010/06/18/01002-20100618DIMWWW00440-nicolas-sarkozy-commemore-l-appel-du-18-juin-1940-a-londres.php
      • polski_francuz And again 18.06.10, 18:57
        https://www.lefigaro.fr/medias/2010/06/18/20100618PHOWWW00223.jpg
        • hasz0 france pour Pologne c'est la vache. 18.06.10, 19:05
          Pologne c'est la vierge.
          • polski_francuz Vierge 18.06.10, 19:10
            z tych wiecznie dziewic.

            Dziewictwo sie zawsze kiedys traci. Dla Polski ta strata to chyba gdzies na
            Ukrainie nastapila.

            PF
        • off_nick Aby się nie 18.06.10, 19:21
          pochlastaj z rozpaczy, rozdętku.

          BTW z takimi rozterkami to może pójdź na portale:

          Tekst linka

          Tekst linka
          • hasz0 To Ukraina nie Polska się sqrphiua pod banderą 18.06.10, 19:31

            o czym Ty parlesz?
            • hasz0 Re: To Ukraina nie Polska się sqrphiua pod bander 18.06.10, 19:32

              To koniec "Klubu Szalonych Dziewic"!

              https://e4.pudelek.pl/p1606/5158a65300283a124c1b5c77


              https://e3.pudelek.pl/p847/e0eecbef00031e104c1b42f6
            • polski_francuz Lepiej sie samemu poprawiac 18.06.10, 19:38
              niz innych krytykowac.

              Jak tam woda, opadla?

              3m sie

              PF
              • off_nick Re: Lepiej sie samemu poprawiac 18.06.10, 19:54
                polski_francuz napisał:
                > Jak tam woda, opadla?

                Bydlę jesteś...
                • hasz0 Tuski nie informowały w piątek że nie bedzie i ni 18.06.10, 20:03

                  NIE BYŁO!

                  Cytat w styczniu
                  2006 roku Donald Tusk odgrażał sie Prezydentowi Lechowi
                  Kaczyńskiemu, że
                  w przyszłości "doprowadzi do takiego kryzysu politycznego w Polsce
                  jakiego jeszcze Polska nie widziała";
                  (powołany Rzad Tuska po wyborach 2007 roku próbował wielokrotnie
                  ośmieszyć pozycje Prezydenta III RP a jednym z tych aktów była forma
                  nie ustanawiająca finansowego budżetu Państwa w Konstytucyjnym
                  terminie, wiec Prezydent ustawowo zagroził ustawowym rozwiązaniem
                  Sejmu z ogłoszeniem nowych wyborów do Sejmu.

                  Wyłoniły by one nowych posłów, a następnie nowy Rząd kompetentny do
                  ustalenia najważniejszej sprawy- budżetu Państwa. Tusk groził
                  Lechowi Kaczynskiemu, że go obali i zrobi taka "zadyme" w Polsce, że
                  Prezydent się nie połapie z rozumem" tak twierdził publicznie Tusk w
                  styczniu 2008 roku. Mając niezaprzeczalne fakty groźby



                  _________odtąd mu wierzę w GROŹBY za to w brak ostrzeżeń
                  już NIE tak bardzo!
                  • hasz0 __nie dopuść Boże by PO-wódź nas na...trwała nadal 18.06.10, 20:11
                    Prezydent zwrocił uwagę, że opinie przedstawione przez
                    profesjonalnych ekonomistow - naukowcow, są w znacznym stopniu
                    rozbieżne z tym, co prezentowane jest społeczeństwu w mediach

                    Z prof. Jerzym Żyżyńskim z Katedry Gospodarki Narodowej Wydziału
                    Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Małgorzata Goss


                    Prezydent naradzał się ostatnio z grupą ekonomistow. Był Pan
                    uczestnikiem tego spotkania. Czym zajmowało się to gremium? -
                    Omawiano kwestie światowego kryzysu finansowego i jego skutkow dla
                    Polski. Gośćmi Pałacu Prezydenckiego byli specjaliści od finansow,
                    zatrudnienia, organizacji i zarządzania, od makroekonomii, historii
                    ekonomii. Inaczej niż na poprzednim spotkaniu tym razem nie było tam
                    przedstawicieli instytucji. Prezydent zwrocił uwagę, że opinie
                    przedstawione przez profesjonalnych ekonomistow - naukowcow, są w
                    znacznym stopniu rozbieżne z tym, co prezentowane jest społeczeństwu
                    w mediach. To jest ważne. Rzeczywiście opinia publiczna jest w wielu
                    sprawach dezinformowana. Działa lobbing, ktory narzuca jej
                    neoliberalny paradygmat. Choćby ten niesławny podatek liniowy, przy
                    ktorym Platforma ciągle obstaje: poprawność polityczna nakazuje
                    uznawać go za "najsprawiedliwszą formułę podatkową", chociaż każdy
                    wie, że jest to formuła wysoce niesprawiedliwa i szkodliwa
                    ekonomicznie. Prezydent jest zorientowany w tych sprawach, a poza
                    tym posiada wiedzę nieobiegową, wynikającą z jego pozycji w polityce
                    w poprzednich latach, na przykład gdy był prezesem NIK i ministrem
                    sprawiedliwości.

                    O czym Pan mowił na tym spotkaniu? - Zwrociłem prezydentowi uwagę na
                    skutki relacji Polski z zagranicą widoczne w bilansie płatniczym
                    Polski. Na bilans składają się trzy elementy: rachunek finansowy,
                    rachunek kapitałowy (ma marginalne znaczenie) i rachunek bieżący.
                    Rachunek bieżący mamy ujemny, tj. więcej importujemy, niż
                    eksportujemy. Ale - co istotne - w bilansie pojawiają się dwie
                    ciekawe rzeczy. Otoż w rachunku bieżącym jest pozycja pod
                    tytułem "saldo dochodow". Przedstawia ono skutki przepływow
                    dochodowych z zagranicą. Otoż to saldo dochodow było przez większość
                    ubiegłych lat ujemne, tzn. więcej dochodow wypływało z Polski, niż
                    przypływało, na przykład w latach 90. saldo osiągało wielkość minus
                    5 mld zł, minus 4 mld zł, minus 2 mld zł, ale już w roku 2002
                    wyniosło prawie minus 8 mld zł, rok poźniej podwoiło się do prawie
                    minus 14 mld zł, a w 2004 roku sięgnęło minus 42 mld zł, i w
                    kolejnych latach wahało się między minus 35 a minus 44 mld złotych.
                    Co to oznacza? Oznacza to, że co roku średnio ok. 40 mld zł jest
                    transferowanych z Polski za granicę! Po prostu z Polski ciągnie się
                    dochody. To są konsekwencje błędnie zrealizowanej transformacji,
                    oddania znacznej części majątku w ręce zagraniczne, prywatyzacji na
                    rzecz inwestorow strategicznych, ktorzy zamiast tworzyć majątek w
                    Polsce, transferują zyski, dywidendy oraz dochody indywidualne za
                    granicę. Miał być zastrzyk kapitału z zewnątrz, a tymczasem
                    nastąpiło przejęcie kapitału wewnątrz, by wyciągać na zewnątrz
                    uzyskane z niego dochody. W rezultacie dziś tracimy zyski z majątku,
                    ktory posiadamy, zyski, ktore powinny zostać w kraju i służyć
                    rozwojowi gospodarki. W krotkim czasie transfery wzrosły
                    dziesięciokrotnie, z 4 do 44 mld zł rocznie. To kwota rzędu tej,
                    jaką dysponuje Narodowy Fundusz Zdrowia!

                    Wypada ponad tysiąc złotych rocznie na każdego Polaka, od noworodka
                    do starca. - To nie koniec. Druga ważna obserwacja: w bilansie
                    płatniczym jest pozycja, ktora się nazywa "saldo błędow i
                    opuszczeń". Skąd się bierze to saldo? Bilans musi być tak
                    skonstruowany, aby lewa strona rownała się prawej - to, co wpływa do
                    kraju, musi ze względow księgowych rownać się temu, co z niego
                    wypływa. Jeżeli my więcej importujemy, niż eksportujemy, to z
                    zagranicy muszą napłynąć środki, dzięki ktorym możemy ten import
                    zrealizować. Te środki, inwestycje zagraniczne, inwestycje
                    portfelowe i inne są ujawniane w rachunku finansowym. Rachunek
                    finansowy powinien się rownać sumie rachunku obrotow bieżących i
                    rachunku kapitałowego. Ponieważ w skali kraju nie wszystko jest
                    ujawnione i dokładnie policzone, to żeby obie strony się zrownały,
                    wprowadza się dodatkową pozycję pod tytułem "saldo błędow i
                    opuszczeń". Teoria mowi, że jest to "suma pomyłek i opuszczeń
                    powiększona o wartość nietypowych transakcji" (np. nielegalnie
                    transferowane zyski, oszczędności, nielegalny eksport, dochody,
                    ktore przywożą emigranci zarobkowi itd.). To saldo bywało czasami
                    ujemne, czasami dodatnie, w latach 90. sięgało od kilkuset milionow
                    do paru miliardow. W 2005 roku wyniosło minus 10 mld zł, ale w 2004
                    plus 6 mld zł, to znow minus 11 mld złotych. I oto nagle w 2007 r.
                    pojawia się w tej pozycji minus 31 mld zł, a w 2008 r. do listopada -
                    już minus 38 mld złotych. Czy pani to sobie wyobraża?

                    To dowodzi, że gdy zaczynał się kryzys finansowy, z naszego kraju
                    zaczęły nielegalnie wypływać gigantyczne pieniądze! - I tak się
                    dzieje już drugi rok z rzędu. Prawie 40 miliardow rocznie
                    nielegalnych transferow. I o tym się nie mowi w mediach, politycy
                    się tym nie interesują.

                    Ładnie Komisja Nadzoru Finansowego strzeże naszych pieniędzy... -
                    Jeśli dodać 44 mld zł legalnych transferow i 38 mld zł nielegalnych,
                    to okazuje się, że Polska jest po prostu "dojną krową". Około 80 mld
                    zł rocznie wypływa z kraju. Jeśli tę kwotę podzielimy przez liczbę
                    ludności (38 mln), to mamy ponad dwa tysiące na głowę, jak pani
                    trafnie powiedziała, od noworodka do starca. A jeśli przeliczymy to
                    na jednego pracującego (pracujących jest 13,7 mln), to mamy ponad
                    5800 zł rocznie.

                    W jaki sposob ten upust krwi odczuwa polska gospodarka?

                    • hasz0 Re: __nie dopuść Boże by PO-wódź nas na...trwała 18.06.10, 20:11
                      - No coż, ładujemy do wspolnego kotła, a ten kocioł ma dziurawe
                      dno. To jest zgodne z powszechnym odczuciem, że Polacy - pracownicy,
                      sfera budżetowa - nie korzystają z owocow wzrostu gospodarczego (o
                      ile on ma miejsce). Polacy pracują i niewiele im zostaje z tego, co
                      wytworzą. Utrata dochodow oznacza mniejsze wydatki, mniejsze
                      oszczędności (60 proc. Polakow nie ma żadnych oszczędności, zaś 40
                      proc. według badań Komisji Europejskiej - zalicza się
                      do "wykluczonych finansowo", podczas gdy w Danii, Belgii, Holandii i
                      Luksemburgu wykluczenie finansowe dotyczy co najwyżej 1 proc.
                      mieszkańcow). I oczywiście mniejsze wpływy podatkowe, słaby budżet
                      państwa, niedofinansowana działalność na rzecz dobra publicznego od
                      edukacji, nauki i ochrony zdrowia po policję. Trzeba dodać, że
                      częściowo wynika to także z tego, iż polscy przedsiębiorcy na ogoł
                      finansują inwestycje ze środkow własnych, a nie z drogich kredytow
                      bankowych, dążą zatem do zatrzymania dla siebie jak największej
                      części środkow i nisko opłacają pracownikow. Efektem są niskie
                      dochody pracownikow, niskie oszczędności gospodarstw domowych, ale i
                      niskie wpływy budżetowe, bo przedsiębiorcy są mniej opodatkowani niż
                      pracownicy. Problem mniejszego znaczenia kredytu dotyczy właściwie w
                      większym lub mniejszym stopniu wszystkich krajow pokomunistycznych.
                      Ale istotne jest chyba też, jak wielki jest ten bochen chleba, ktory
                      dzielimy?

                      - Oczywiście, i tu kolejna ciekawostka. Przyjrzyjmy się produktowi
                      krajowemu brutto, jaki przypada na jednego mieszkańca. Ten wskaźnik
                      pokazuje, ile przeciętnie każdy z nas wytwarza w ciągu roku. Dla
                      celow porownawczych PKB liczony jest według tak zwanego parytetu
                      siły nabywczej. Proszę zgadnąć, na ktorym miejscu jesteśmy na
                      świecie? Na trzynastym od końca! Za Polską są Rosja, Argentyna,
                      Meksyk, Turcja, Rumunia, Bułgaria, Białoruś, Afryka Płd., Brazylia,
                      Ukraina, Chiny i Indie. Przed Polską są oczywiście wszystkie kraje
                      zachodnie, ale także Węgry, Litwa, Łotwa... To jest PKB według
                      parytetu siły nabywczej, czyli nasz dochod liczony nie według kursu
                      walutowego, lecz według tego, co można by nabyć za przypadającą na
                      nas cząstkę produktu krajowego. Jest to mało, bo pamiętajmy, że na
                      początku transformacji PKB spadł o ponad 20 proc. i dopiero po
                      czteroletniej stagnacji zaczął jakoś rosnąć, a potem w latach 2001-
                      2002 znowu wzrost spadł do zera wskutek tak zwanego "chłodzenia
                      gospodarki" przez wicepremiera Leszka Balcerowicza. Zasadniczo z
                      wydajnością jest u nas kiepsko, rośnie ona wolno. A teraz drugie
                      pytanie: co z tego PKB zostaje dla ludzi? Można to odczytać, patrząc
                      na "udział kosztow związanych z zatrudnieniem" w "PKB wytworzonym".
                      Chodzi tu o koszty płac plus narzuty na płace, czyli to, co nam
                      zostaje w kieszeni, i to, co idzie na ubezpieczenie społeczne i
                      zdrowotne, podatki dla państwa. Na ktorym miejscu pod względem tego
                      wskaźnika znajduje się Polska? Na czwartym od końca! Przed nami jest
                      Brazylia, a nawet Indie! W Polsce tylko 35,2 proc. PKB trafia
                      bezpośrednio lub pośrednio do społeczeństwa w formie "kosztow
                      związanych z zatrudnieniem", a w Brazylii - 35,6 proc. PKB. Warto
                      wiedzieć, że na pierwszym miejscu plasuje się Szwajcaria, gdzie 62,2
                      proc. PKB trafia do kieszeni obywateli i państwa. Stany Zjednoczone
                      mają wskaźnik 56,8 proc., Wielka Brytania - 54,5 procent. Zasadniczo
                      w krajach rozwiniętych kształtuje się on w okolicy 50 procent. Nawet
                      Ukraina, Łotwa, Estonia plasują się wyżej od nas (aczkolwiek część
                      danych może być w jakimś stopniu zafałszowana). Nasuwa się w związku
                      z tym jeden podstawowy wniosek: wszelkie twierdzenia, że w Polsce
                      mamy wysokie koszty pracy, są zwyczajnym kłamstwem. Ten wskaźnik
                      odzwierciedla właśnie koszty pracy, czyli to, co ludziom zostaje z
                      tego, co wypracowali, i widać z niego, że my w Polsce mamy jedne z
                      najniższych na świecie kosztow pracy! A warto wiedzieć, że jeszcze
                      dziesięć lat temu koszty te były na przyzwoitym europejskim poziomie
                      44,2 proc., porownywalnym z takimi krajami jak Hiszpania,
                      Portugalia, Irlandia, Włochy.

                      Inne rządy nie pozwalają tak mocno eksploatować swoich obywateli. Co
                      się dzieje z resztą PKB?


                      • hasz0 Re: __nie dopuść Boże by PO-wódź nas na...trwała 18.06.10, 20:12
                        Cała reszta to są zyski, zazwyczaj lokowane za granicą, i
                        koszty, w tym koszty transferowe. Co to są koszty transferowe? Firma
                        zagraniczna przejmuje na przykład polską firmę tekstylną i okazuje
                        się, że w produkcji tekstyliow najwyższą cenowo pozycją stają się...
                        guziki produkowane w macierzystym kraju i stamtąd sprowadzane do
                        Polski. W takim wypadku kapitał wypływa z Polski nie w formie
                        zyskow, lecz tzw. kosztow transferowych. Pamiętajmy, że wkład
                        importowy w naszej produkcji jest bardzo duży. A zatem zaledwie 35,2
                        proc. wytworzonego dochodu trafia do kieszeni pracownikow i państwa.
                        Reszta jest w dużej części transferowana z kraju. To jest, można
                        powiedzieć, ta cała nędza polskiej transformacji i nieudolnych
                        rządow. A politycy są ślepi na to zjawisko.

                        Co zrobić, aby więcej wytworzonego dochodu trafiało bezpośrednio lub
                        pośrednio do ludzi?

                        - Nasza składka na zdrowie jest za niska. Co więcej, Polska jest
                        jedynym krajem, gdzie składkę na zdrowie płacą w całości sami
                        pracownicy, a nie pospołu z pracodawcami. Gdyby tę składkę
                        podwyższyć i obciążyć w części pracodawcow, to wskaźnik "kosztow
                        zatrudnienia" w relacji do PKB natychmiast by się poprawił. Składka
                        na ZUS, składka zdrowotna - to wszystko trafia przecież na koniec do
                        ludzi. Składka zdrowotna powinna wynosić 13-14 proc., tak jak na
                        Słowacji (13,5 proc.) i w Czechach (13,7 proc.). U nas wynosi ona
                        dzisiaj 9 proc., a początkowo wynosiła zaledwie 7,5 procent. Powinna
                        być dzielona między pracownika i pracodawcę. Nie ma żadnego
                        usprawiedliwienia dla tego, żeby pracodawca nie wspołfinansował
                        kosztow ochrony zdrowia swoich pracownikow. Gdyby we właściwy sposob
                        skonstruować tę składkę, to z jednej strony - większa część PKB
                        pozostawałaby w polskich rękach, a z drugiej strony - nie mielibyśmy
                        tak dramatycznej sytuacji w służbie zdrowia. Szpitale zadłużają się,
                        bo nie mają środkow. W ogole sytuacja jest tragiczna i
                        kompromitująca: państwo nie płaci swoim dostawcom, a to oznacza, że
                        samo popełnia przestępstwo finansowe...

                        Wprawdzie koszty pracy by wzrosły, ale pracodawcy, jeśli chcą być
                        konkurencyjni, mogliby obniżyć swoje zyski. - Warto na marginesie
                        dodać, że karygodną rolę pełnią organizacje pracodawcow, takie jak
                        KPP Lewiatan. Nie reprezentują one ogołu polskich pracodawcow, a
                        czasami w gruncie rzeczy działają w sposob wątpliwy dla ich
                        interesow. Zajmują się lobbowaniem na rzecz wąskich grup. A rząd z
                        nimi rozmawia.

                        Po spotkaniu z ekonomistami prezydent powiedział, że powstaje
                        pytanie: "Czy sposoby myślenia, ktore zdominowały myśl ekonomiczną w
                        ciągu ostatnich dwudziestu lat, się nie wyczerpały". Wygląda na to,
                        że odpowiedź jest twierdząca. Tylko co dalej?

                        - Tej sytuacji nie da się zmienić z dnia na dzień. Trzeba
                        przygotować program "zatykania dziur w kotle", podwyższania
                        standardu życia Polakow. Prezydent zdaje sobie sprawę z sytuacji,
                        ale jako głowa państwa może tylko podpowiadać, natomiast głowną rolę
                        do odegrania ma rząd, ktory - jak wiadomo - nie jest, niestety,
                        skory do wspołdziałania z prezydentem. Tymczasem rząd doszedł już do
                        tego, że nie płaci własnych rachunkow. To jest niedopuszczalne.
                        Widać dziś z całą ostrością, że w Polsce niewłaściwie jest ustawiona
                        relacja między rządem a bankiem centralnym. W szczegolnej,
                        kryzysowej sytuacji to właśnie bank centralny jest jedyną
                        instytucją, ktora może tę dziurę w budżecie załatać. Tymczasem w
                        naszej Konstytucji wprowadzono zapis ograniczający NBP możliwość
                        sfinansowania deficytu. Owszem, jest to zasada przyjęta w gospodarce
                        opartej na prawach neoliberalnych, gdzie istotna jest stabilność
                        pewnych doktrynalnych reguł rynkowych, ale nie powinna być
                        zawarowana w ustawie zasadniczej. Neoliberalizm to pewna moda, a
                        mody nie powinny wpływać na zapisy prawa podstawowego. Jest kryzys
                        finansowy, więc na Zachodzie nikt się nie przejmuje zakazem
                        kreowania pieniądza przez banki centralne. Miliardowe środki na
                        pakiety pomocowe zostaną wykreowane w ten sposob, że obligacje
                        rządowe zakupią właśnie banki centralne. W Polsce tymczasem załamują
                        się dochody państwa, a rząd nie ma takiej możliwości. Należałoby
                        prawdopodobnie zmienić zapis w Konstytucji, ktory ogranicza zakup
                        obligacji przez NBP, bo to w szczegolnej sytuacji jest jedyny sposob
                        załatania dziury budżetowej, tj. niemożności sfinansowania wydatkow.
                        Inaczej będzie się pogłębiała spirala zadłużenia i ruszy domino
                        niewypłacalności.

                        May 12, 2010 at 11:47 AM

                        • polski_francuz Jak widze 18.06.10, 20:55
                          "Jak tam woda, opadla?"

                          Jeszcze nie.

                          PF

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka