maksimum
20.03.17, 04:08
szmarowski.salon24.pl/764964,propagandowy-pogrom-generalow
Od dłuższego czasu w polskiej przestrzeni publicznej przetacza się burza, związana z odejściami wysokich oficerów z Armii. Zaczęło się podobno od tego, że kilku generałów uznało za nie do przyjęcia to, co odbywało się z udziałem i wokół Bartłomieja Misiewicza. Żaden z odchodzących co prawda nie zdecydował się na publiczne, pod własnym nazwiskiem, podanie miejsc, zdarzeń i dat, ale legenda poszła w świat. I w żaden sposób nie przeszkadza kolportującym ją, że sam Prezes wyraził wolę, aby już pan Misiewicz uwolnił resort obrony od swojej kłopotliwej obecności.
Opozycja bije na alarm. Odchodzą doświadczeni generałowie. Zahartowani w Iraku, w Afganistanie, będący za pan brat z Amerykanami. Armia bezbronna! Luka w szeregach! Koniec Polski! Sprawą przejął się nawet słynny apolityczny filantrop, pan Jurek z Orkiestry, który skierował dramatyczne przesłanie do żony Prezydenta.
Nie wątpię, że większość odchodzących oficerów ma duże doświadczenie. Z pewnością ubytek kilku z nich oznacza faktyczną, odczuwalną stratę dla Wojska. Ale nie dajmy się zwariować.
Po pierwsze, cały czas mamy w Polsce zbyt wielu generałów. Popularne, choć niezbyt ścisłe, jest porównanie do armii chińskiej, gdzie jest tyle samo generałów, co u nas. Trzeba wziąć poprawkę, bo w Chinach funkcjonuje stopień nadpułkownika, który odpowiada naszemu generałowi brygady, więc te proporcje w przeliczeniu generał na żołnierza, aż tak kosmicznie się nie różnią. Ale pozostaje faktem, że zamiast 40, góra 50 generałów, mamy ich 120. Ściślej - mamy stu dwudziestu oficerów zajmujących etaty generalskie. W 2016 roku co cywila odeszło 120 generałów i pułkowników. Pogrom? Porównajmy te dane z rokiem 2014, gdy liczba odchodzących w tej grupie wyniosła 114 (informacja za TVP Info).