Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
17.04.02, 02:13
Szanowni Państwo,
wądrując po otchłaniach internetu natknąłem się przypadkowo na dotychczas jezcze mi nie znany takst
A.Michnika traktujący o stosunkach polsko-żydowskich.
Ponieważ zbliża się kolejna miesięcznica opublikowania przez Pana Michnika innego głośnego artykułu,
w którym autor opierając się tylko na słabo udokumentowanych oskarżeniach T: Grossa oskarżył Polaków o
zbrodnię w Jedwabnem, publikując swe w dużym stopniu gołosłowne zarzuty jednocześnie na łamach GW i NYT,
i nadając mu poprzez fakt ten rozgłos miądzynarodowy, postanowiłem - głównie po to, aby oddać A.Michnikowi
sprawiedliwość - przypomnieć szerokiej Publiczności, ten (dla mnie nieznany dotąd) ważki (dla pełnej oceny
postaci Pana A:Michnika) tekst.
" Drogi Leonie,
Masz do mnie żal, że w swoim artykule w "NYT" "starannie
ważyłem słowa, gdy wystarczyło wyć z bólu". Myślę, że w
stosunkach polsko-żydowskich wycia z bólu było już
dostatecznie dużo. Nasłuchałem się krzyków polskich
antysemitów; dostatecznie głęboko zapadł mi w pamięć
żydowski okrzyk, że "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem
matki". Dlatego chcę sądu wyważonego i dobrej woli
zrozumienia adwersarza. Problem Polaków i problem Żydów
jest podobny. Te narody myślały zawsze o sobie jako o
"bezwinnej ofierze". To stereotyp obu narodów, które ze sobą "żyły, ale się nie zżyły", jak to napisał Isaac
Bashevis Singer. Książka Jana Tomasza Grossa o zbrodni w Jedwabnem wywołała w Polsce szok moralny i
wielką debatę, która trwa do dziś. Mord na Żydach, inspirowany niemiecką zachętą i przyzwoleniem, został
dokonany rękami Polaków. Nikt rozumny w Polsce nie usprawiedliwia tego mordu. Przeciwnie - Polska zmaga się
ze straszliwą zbrodnią, a zarazem z poczuciem utraconej niewinności. W swoim artykule opisałem ten polski
szok, temperaturę polskiej debaty. Wiedziałem, że dotykam ciemnych stron polskiej pamięci zbiorowej, ale
sądziłem, że tak właśnie powinien postąpić polski publicysta w obliczu ujawnionej zbrodni. Biorąc do ręki Twoją
replikę, sądziłem, że odpowiesz tym samym - namysłem nad mrocznymi aspektami żydowskiej pamięci.
Tymczasem, Leonie, w swej replice wybrałeś sarkazm, poczyniłeś szereg uwag na temat "moralnego
wyrafinowania", podobno obecnego w moim tekście. Pozwól, że pominę ten wymiar naszego sporu,
poprzestając na przypomnieniu opinii Spinozy, który mawiał, że "gdy Jan coś mówi o Pawle, świadczy to o
Janie, a nie o Pawle".
Napisałem, że "nie było polskiej rodziny, która by nie została okaleczona". Ty nazywasz to "zwykłą polską
apologetyką". Tymczasem, Leonie, to jest zwykła polska prawda. Ta prawda nie może relatywizować zbrodni,
ale jej znajomość jest niezbędna dla rozumienia stosunków polsko-żydowskich. Po wojnie przez wiele lat Polacy
opłakiwali swoich zamordowanych rodaków, nie przyjmując do wiadomości, że los ich żydowskich sąsiadów
by łtragedią wyjątkową w skali dziejów ludzkości. Natomiast wśród Żydów zwyciężył - cytuję rabina
Klenickiego -"tryumfalizm bólu", jakby Żydzi tylko żydowską tragedię uznali za godną utrwalenia w
powszechnej świadomości.
Oto nasz spór. Polscy autorzy dzisiaj zmagają się z dziedzictwem antysemityzmu. To trudne i bolesne. Lektura
polskich tekstów napisanych ostatnio jest przejmująca. Polacy zrywają ze stereotypem "polskiej niewinności".
Natomiast ty, Leonie, wygodnie tkwisz w żydowskich stereotypach i nie masz ani chęci, ani odwagi podjąć
trudnego dialogu z Polakami. Bowiem dialog wymaga rewizji stereotypów.
Leonie, Polacy też mają prawo do pamięci o własnym bólu; mają też prawo oczekiwać, że będą o tym pamiętali
także Żydzi. Spróbuj przekroczyć żydowski stereotyp i spojrzeć na tamtą rzeczywistość polskim okiem. Myślę,
że Polak ma obowiązek spojrzeć żydowskim okiem, by rozumieć żydowskie cierpienie. Ale i Ty spróbuj
zobaczyć w polskim rozmówcy przyjaciela, który zmaga się z trudną historią, a nie antysemitę czy krętacza,
który "nie chce pozostawić żadnej winy wyrazistą". Polacy nie są genetycznie skażonymi antysemitami, nie
uchylają się dzisiaj od spojrzenia w oczy prawdzie, choćby najtrudniejszej. Nie oznacza to jednak zgody na
fałszywe generalizacje.
*
Czy Polacy byli jednocześnie "ofiarami i prześladowcami"? Boję się takich uogólnień. Jacy Polacy? Ci, którzy
ginęli w walce z niemieckim nazizmem? A może ci, którzy ratowali Żydów, także Twoją matkę? Czy tych
Polaków czynisz odpowiedzialnymi za mord w Jedwabnem? A może to właśnie polskiego szmalcownika - a nie
bohaterów antyhitlerowskiego podziemia - uważasz za symbol postawy Polaków podczas okupacji? Taki sąd,
którego nie mam odwagi Ci przypisać, może wynikać bądź z ignorancji, bądź z nieuczciwości. Dlatego widzę
symbol w bohaterach powstania w getcie, a nie w żydowskich policjantach, którzy wysługiwali się hitlerowcom
i - bez wątpienia - byli jednocześnie "prześladowcami i ofiarami".
Piszesz, że polskich zbrodniarzy było więcej niż sprawiedliwych. Jak to policzyłeś?
Tak, byli Polacy, którzy podczas okupacji hitlerowskiej dopuszczali się zbrodni przeciw Żydom. Jednak te
zbrodnie były piętnowane przez rząd RP w Londynie i karane przez władze polskiego podziemia. Powiem więcej
- także wśród bojowników antyhitlerowskiego ruchu oporu było wielu ludzi ukształtowanych w kręgu
antysemickich stereotypów. Jednak przytłaczająca większość polskiej prawicy antysemickiej - inaczej niż np.
we Francji - uczestniczyła w antyhitlerowskim oporze, a niektórzy ratowali Żydów. Wśród nich była Zofia
Kossak-Szczucka, autorka przejmującego apelu w obronie Żydów, który cytowałem w swoim artykule w "NYT".
Apel Kossak-Szczuckiej - bez wątpienia antysemicki w swej treści i heroiczny w swym przesłaniu - przeczy
żydowskim stereotypom, że antysemityzm to tyle co Zagłada. Dlatego w apelu Kossak-Szczuckiej nie znalazłeś,
Leonie, nic poza antysemicką trucizną. Natomiast ja znalazłem w tym apelu zapis heroizmu najwyższej próby.
Zofia Kossak-Szczucka, pisarka katolicka, więźniarka Auschwitz, przez lata dzień po dniu narażała swoje
życie, ratując Żydów. Pomyśl, Leonie - to rozpaczliwe szukanie mieszkań dla Żydów, ten lęk o bliskich, gdy
wokół łapanki i uliczne egzekucje paraliżują ludzi. A ta dzielna kobieta narażała w każdej minucie
bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich dla ludzi sobie obcych, których specjalnie ani znała, ani lubiła. Taka
postawa zasługuje na najwyższy szacunek, a nie na pogardliwe wzruszenie ramion. Polakom i Żydom
potrzebna jest dzisiaj szczera rozmowa. Chciałbym służyć takiej rozmowie, przełamując polskie i żydowskie
stereotypy. Czuję się za to odpowiedzialny. Natomiast nie wierzę w odpowiedzialność kolektywną inną niż
moralna. Oznacza to, że nie czuję się winny ani za zbrodnie morderców z Jedwabnego, ani też za zbrodnie
komunistów o żydowskich rodowodach. (Choć za tych drugich czuję się odpowiedzialny nieco bardziej, z
przyczyn całkowicie osobistych.)
Oznacza to jednak tyle, że to ja siebie obwiniam, ale nikomu innemu nie przyznaję takiego prawa. Moja moralna
odpowiedzialność polega także na tym, że stałem się bardzo wstrzemięźliwy w obciążaniu kolektywną winą
jakiejkolwiek innej społeczności.
Piszesz, Leonie: "Jednostki należą do grup, a zakorzenienie moralne w owych grupach - również będących
moralnymi podmiotami - jest kosztem lub dobrodziejstwem owej przynależności. Z tej przyczyny nie czuję się
dotknięty, gdy pyta się mnie o nieprawości Żydów lub Amerykanów, bo zdecydowałem, że znany będę jako Żyd
i jako Amerykanin. ( ) Nie mógłbym pozwolić sobie na odczuwanie dumy z osiągnięć mojego narodu i mego kraju,
gdybym nie wymagał od siebie poczucia wstydu za przewrotność mego narodu i mego kraju". Dorzucasz: "Nie
wierzę, by Michnik nie zgodził się z tym, co właśnie napisałem".
Oczywiście, że zgadzam