Dodaj do ulubionych

A we wtorek 07-09-0002r. Swiat sie znowu udlawi...

IP: 12.155.174.* 08.07.02, 03:23
"polski" IPN oglosi WERDYKT - Narod Polski GUILTY....... NOT GUILTY? smile
Za "Naszym Dziennikiem" (przypomnijmy sobie)
Pytania o Jedwabne (1)
Masowy mord popełniony na Żydach 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem stał się głośny w
świecie po publikacji książki amerykańskiego socjologa żydowskiego pochodzenia,
Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka", Sejny
2000. Dotychczas ukazało się jej tłumaczenie we Francji, w Niemczech i USA,
Izraelu oraz we Włoszech. Książka ta - i oparta na niej bogata publicystyka w
prasie krajowej i światowej - jest podstawą do skrajnych wystąpień
antypolskich, oskarżających Polaków o współudział w holokauście.


Na każdej furmance siedział Żyd z karabinem

Po wybuchu wojny 1939 r. wojska niemieckie 7 IX opanowały Jedwabne, jednakże na
skutek paktu Ribbentrop - Stalin (28 IX) tereny te przypadły Związkowi
Sowieckiemu. Wszyscy mieszkańcy ziem wcielonych do ZSRS zostali uznani za
obywateli sowieckich, zaś ludność polską poddano szczególnym represjom. Z
Jedwabnego i okolicy wywieziono na Syberię kilkaset osób, w tym urzędników,
policjantów, nauczycieli, działaczy politycznych, bogatszych chłopów.
Z zachowanych przekazów wynika, że część ludności żydowskiej zachowywała się
bardzo nieprzyjaźnie wobec Polaków. W relacjach czytamy: "Spisy wyborców
odbywały się [tak] że pisali całą rodzinę jak starych tak i małoletnich [...]
NKWD było w ruchu nie dano wprzód iść do kościoła, a zmuszano oddać wprzód głos
[...]. Naganiacze byli miejscowi żydzi i donosiciele, po ulicach chodziły
patrole z karabinami, ludność pod taką groźbą była bierna [...]" (Relacja
Mariana Łojewskiego z Jedwabnego, Archiwum Hoovera, USA); "Armię Czerwoną
przyjmowali żydzi, którzy pobudowali bramy. Zmienili władzę starą, a
zaprowadzili nową z pośród ludności miejscowej (żydzi i komuniści). Aresztowano
policję, nauczycielstwo. Nałożyli podatki, pozabierali ziemię, bydło i
rozdzielili biedniejszym. Rewizje odbywały się u zamożniejszych gospodarzy,
zabierali meble, ubranie i rzeczy wartościowe, a po kilku dniach w nocy cicho
aresztowali. Na zebrania zabierali siłą - opornych uznawali za tzw. wreditiela,
aresztowali. [...] Komisja składała się z wojskowych i żydów i tamtejszych
komunistów" (Relacja Józefa Rybickiego z Jedwabnego, jw.); "Zaraz po wkroczeniu
Armii Sowieckiej samorzutnie powstał komitet miejski, składający się z
komunistów polskich (przewodniczący polak Krystowczyk Czesław, członkowie byli
zaś żydzi), milicja składała się też z żydów komunistów" (Relacja Tadeusza
Kiełczewskiego z Jedwabnego, jw.); "Przed każdem aresztowaniem, które były
wyłącznie nocą, przyjeżdżało kilku 'bojców' i miejscowa milicja, składająca się
przeważnie z naszych żydków, otaczała dom aresztowanego, kilku wchodziło do
mieszkania, aresztowanemu każą położyć się na podłogę; jeden przykłada broń do
głowy, reszta natomiast przeprowadza szczegółową rewizję, zabierają wszystkie
dokumenta, fotografie i wszystkie papiery [...]" (Relacja Antoniego
Bledziewskiego ze wsi Makowskie, gm. Jedwabne, jw.).
Na podkreślenie zasługuje szczególnie gorący patriotyzm miejscowej ludności -
Jedwabne było bardzo silnym ośrodkiem konspiracji niepodległościowej (ZWZ), a
na uroczysku Kobielne istniały stałe grupy partyzanckie. NKWD zorganizowało
operację w celu likwidacji polskiej partyzantki. 29 VI 1940 r. doszło do
zaciętej walki, w której zginęło co najmniej 12 partyzantów (w tym dwie
kobiety) oraz kilkudziesięciu Rosjan. W wyniku aresztowań w następnych
tygodniach NKWD częściowo rozbiło siatkę konspiracyjną, nie zdołało jej jednak
całkowicie unicestwić. Polscy konspiratorzy zlikwidowali m.in. Szewielowa,
komendanta NKWD w Jedwabnem, Lejba Guzowskiego, współpracownika NKWD,
dyrektora "jewrejskiej niepełnej szkoły średniej" w Jedwabnem oraz oficera
NKWD, prowadzącego śledztwo przeciwko rodzinom poległych na Kobielnem.
Miejscowa ludność posądzała Żydów o naprowadzenie NKWD na ośrodek polskiej
konspiracji, na co brak jest dowodów. Według relacji Jana Czesława S. z
Jedwabnego: "pamiętam, jak wywozili Polaków do transportu na Sybir; na każdej
furmance siedział Żyd z karabinem. Matki, żony, dzieci klękały przed wozami,
błagały o litość, pomoc." (Cyt. za: D. i A. Wroniszewscy, Aby
żyć..., "Kontakty" 10 VII 1988 r.).
Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 22 VI 1941 r. i wkroczeniu następnego
dnia armii niemieckiej do Jedwabnego doszło tam do licznych samosądów na
szczególnie gorliwych współpracownikach władzy sowieckiej. Znamienne, że mimo
zachęt Niemców nie doszło jednak do szczególnie drastycznych wystąpień
przeciwko ludności żydowskiej, spośród której najbardziej gorliwi kolaboranci
władzy sowieckiej uciekli na wschód razem z Armią Czerwoną.


Relacja Wasersztejna

Dalsze wydarzenia w Jedwabnem są obecnie przedmiotem śledztwa, prowadzonego (od
jesieni 2000 r.) przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej. Według wersji
zawartej w pisemnych relacjach żydowskich, ludność polska, zachęcona przez
Niemców, samodzielnie wymordowała 10 VII 1941 r. (przez spalenie żywcem w
stodole) 1.600 mieszkańców pochodzenia żydowskiego. Niemcy w tej zbrodni mieli
nie brać udziału, ich rola miała ograniczać się wyłącznie do fotografowania i
filmowania jej przebiegu.
Podstawą wszelkich ocen i rekonstrukcji wydarzeń jest relacja Szmula
Wasersztejna z 5 IV 1945 r., złożona w Żydowskiej Komisji Historycznej w
Białymstoku w języku żydowskim i "dowolnie" przetłumaczona na język polski.
Jest ona znana wyłącznie z odpisu przechowywanego w Żydowskim Instytucie
Historycznym w Warszawie (oryginał nie został dotychczas udostępniony przez
ŻIH).
Wasersztejn twierdzi w niej, że był naocznym świadkiem wszystkich wydarzeń.
Jego opowieść jest bardzo drastyczna i niezwykle szczegółowa.
"W Jedwabnie do wybuchu wojny żyło 1.600 Żydów, z których uratowało się tylko
7, przechowanych przez Polkę Wyrzykowską, zam. niedaleko miasteczka. W
poniedziałek wieczorem, 23-go czerwca 1941 r. Niemcy wkroczyli do miasteczka.
Już 25-go przystąpili swojscy bandyci, z polskiej ludności, do pogromu Żydów. 2-
ch z tych bandytów [...], chodząc razem z innymi bandytami po żydowskich
mieszkaniach, grali na harmonii i klarnecie aby zagłuszyć krzyki żydowskich
kobiet i dzieci. [...] W międzyczasie rozpowszechniono pogłoskę, że Niemcy
wkrótce wydadzą rozkaz zniszczenia wszystkich Żydów.
Taki rozkaz został wydany przez Niemców 10 VII 1941 r.
Mimo, że taki rozkaz wydali Niemcy, ale polscy chuligani podjęli go i
przeprowadzili najstraszniejszymi sposobami - po różnych znęcaniach i
torturach, spalili wszystkich Żydów w stodole. [...]
10 VII 1941 r. rano przybyło do miasteczka 8 gestapowców, którzy odbyli naradę
z przedstawicielami władz miasteczka. Na pytanie gestapowców jakie mają zamiary
w stosunku do Żydów, to wszyscy jednomyślnie odpowiedzieli, że trzeba
wszystkich zgładzić. [...]" (Relacja Szmula Wasersztejna, A ŻIH, 301/152).


Nieprawdziwe, niewiarygodne

Już pobieżna analiza tej relacji wskazuje, że zawiera ona bardzo dużo
informacji nieprawdziwych i sprzeczności. Warto zwrócić uwagę na niektóre z
nich: w całym rejonie jedwabieńskim (w Jedwabnem, Wiźnie, Stawiskach i innych
miejscowościach) podczas okupacji sowieckiej mieszkało zaledwie 1.400 Żydów. W
samym Jedwabnem było ich zaś tylko 562, ponadto wiemy, że część z nich uciekła
w czerwcu 1941 r. do Łomży i innych miasteczek lub dalej na wschód z Armią
Czerwoną, wielu młodych mężczyzn powołano jeszcze przed wybuchem wojny
niemiecko-sowieckiej do Armii Czerwonej. Ponadto wiadomo, że do listopada 1942
r. żyło jeszcze w tej miejscowości ok. 100-200 miejscowych Żydów. Liczba 1.600
ofiar jest zatem nieprawdziwa - była bowiem 4-5 razy niższa.
Niewiarygodna jest też opowieść Wasersztejna o "naradzie" gestapowców z
władzami miasteczka, albowiem takich nie było (przedstawiciele polskich władz
Obserwuj wątek
    • Gość: Solution Re: A we wtorek 07-09-0002r. Swiat sie znowu udlawi... IP: 12.155.174.* 08.07.02, 03:26
      Niewiarygodna jest też opowieść Wasersztejna o "naradzie" gestapowców z
      władzami miasteczka, albowiem takich nie było (przedstawiciele polskich władz
      przedwojennych zostali aresztowani przez NKWD i ślad po nich zaginął, władze z
      okresu okupacji sowieckiej uciekły, natomiast "burmistrz" Karolak i jego
      pomocnicy byli mianowani przez władze niemieckie). Ponadto Niemcy, będąc u
      szczytu potęgi, nie odbywali żadnych "narad" z przedstawicielami lokalnych
      społeczności, którzy w dodatku mogli kategorycznie sprzeciwiać się ich
      koncepcjom, co zrobić z Żydami. Takie opowieści są całkowicie niezgodne z
      ówczesnymi realiami i wypaczają obraz stosunków panujących podczas II wojny
      światowej.
      Dodatkowe sprzeczności wychodzą na jaw w konfrontacji tej relacji z inną, mniej
      znaną (bez daty), również przechowywaną w ŻIH i również znaną wyłącznie z
      odpisu. Według tej drugiej relacji, Żydów było już "tylko" 1.200, natomiast ich
      palenie trwało także następnego dnia i miało to nastąpić w "szopach". Z
      dotychczasowych ustaleń śledztwa wiemy jednak, że nic takiego nie miało
      miejsca. Wyniki częściowej ekshumacji, dokonanej na miejscu zbrodni (V 2001 r.)
      są całkowitym zaprzeczeniem wersji zawartej w relacjach Wasersztejna oraz
      innych "naocznych" świadków. Okazało się bowiem, że ofiar było kilkakrotnie
      mniej (200-300 osób), na miejscu znaleziono liczne łuski karabinowe (IPN
      stwierdził jednak później, że nie pochodzą one z tego okresu), ponadto, co
      najważniejsze, ofiary nie były obrabowane. Znaleziono bowiem pieniądze (w tym
      złote pięcio- i dziesięciorublówki), złotą biżuterię, zegarki, obrączki,
      klucze, przedmioty codziennego użytku. Świadczy to o tym, że ofiary mogły
      przedtem zabrać ze sobą cenne rzeczy osobiste i dobra powszechnego użytku,
      czyli nastawione były na udanie się jakimś transportem poza teren zamieszkania.
      Ponadto - wbrew temu, co twierdził Wasersztejn - zwłoki nie były w ogóle
      bezczeszczone w celu dokonania rabunku.
      Powyższe ustalenia (a przedstawione powyżej to tylko niektóre z
      najważniejszych) nakazują traktować wszelkie "zeznania" i "relacje" - złożone w
      sprawie przebiegu wydarzeń w Jedwabnem - z najwyższą ostrożnością.
      Dodatkowym, niezwykle ważnym ustaleniem częściowej ekshumacji, jest zanegowanie
      wszelkich relacji i zeznań o mordzie popełnionym na grupie kilkudziesięciu
      Żydów na kirkucie żydowskim i znajdującej się tam mogile, do której wrzucono
      jakoby także pomnik Lenina. Ich grób znaleziono bowiem w obrębie spalonej
      stodoły, a wszelkie szczegóły świadczą, że zamordowano ich wcześniej w tym
      miejscu i pochowano jeszcze przed spaleniem stodoły.


      Nie byli świadkami

      W 1948 roku rozpoczęło się śledztwo w sprawie zagłady jedwabieńskich Żydów,
      prowadzone przez UB w Łomży. Podstawą wszczęcia śledztwa był list, wysłany 29
      XII 1947 r. przez niejakiego Migdała Całkę z Urugwaju, którego odpis
      ("tłumaczenie z żydowskiego") został przesłany przez ŻIH do Ministerstwa
      Sprawiedliwości. W książce Grossa M. Całka występuje jako kobieta, która miała
      być ponadto naocznym świadkiem zbrodni.
      ŻIH przesłał również, jako dowód w sprawie, "Wyciąg protokołu Nr 152 ŻIH",
      czyli obszerny fragment dłuższej relacji Sz. Wasersztejna. Został on jednak
      sfałszowany (mimo że jest opatrzony pieczęcią ŻIH), albowiem zawiera dłuższą
      listę rzekomych sprawców niż w odpisie relacji nr 152, przechowywanej do dziś w
      ŻIH.
      W ramach śledztwa przesłuchano kilkadziesiąt osób, zarzuty postawiono 22
      osobom. Najobszerniejsze zeznania, najbardziej obciążające miejscowych Polaków,
      złożyli: Eliasz Grądowski i Abram Boruszczak, którzy mieli być naocznymi
      świadkami zbrodni.
      Świadek Grądowski 19 I 1949 r. zeznał m.in.: "W 1941 r. kiedy wkroczyły wojska
      okupanta niemieckiego na teren Jedwabnego ludność polska przystąpiła do
      mordowania ob.[ywateli] narodowości żydowskiej, gdzie wymordowali około półtora
      tysiąca osób przez spalenie w stodole i zabijanie na cmentarzu [...]. Po
      zagnaniu wszystkich żydków na rynek dali im nosić pomnik Lenina i kazali
      śpiewać piosenkę jeśli zawtra wojna później wybrali zdrowszych mężczyzn i
      zaprowadzili na cmentarz, wykopali rów i tam ich pozabijali jak kto czym, kto
      nożem, kto kijem, kto bagnetem, a resztę zaprowadzili do stodoły Śleszyńskiego
      i spalili". E. Grądowski obciążył w swych zeznaniach 25 osób, twierdząc m.in.,
      że "Niemcy udziału w mordowaniu żydów w m. jedwabne nie brali a nawet jeszcze
      kilku schowali żeby ich polacy nie zamordowali, stali obok i to wszystko
      fotografowali, jak polacy znęcali się nad żydami". Ponadto świadek ten zeznał,
      że "widział to jeszcze Boruszczak Abram" (Protokół przesłuchania świadka
      Grądowskiego Eliasza, sygn. akt KSU 33/49).
      Następnego dnia, 20 I 1949 r. niemal tożsame zeznanie złożył świadek Abram
      Boruszczak (Protokół przesłuchania świadka Boruszczaka Abrama, sygn. akt KSU
      33/49).
      Powyższe zeznania oraz "relacja" Szmula Wasersztejna (w tym wersja spreparowana
      wówczas przez ŻIH) były podstawą rekonstrukcji wydarzeń, przyjętej przez Sąd
      Okręgowy w Łomży. Są także podstawą wszelkich "analiz", dokonanych przez J.T.
      Grossa oraz innych publicystów. Tymczasem już podczas rozprawy w Sądzie
      Okręgowym w Łomży w maju 1949 r. okazało się, że nie byli oni świadkami
      wydarzeń (E. Grądowski w 1940 r. został przez Sowietów deportowany na Syberię
      za kradzież, a A. Boruszczak nigdy nie mieszkał w Jedwabnem). Także relacji
      Wasersztejna sąd nie uznał za wiarygodną.
      Inni świadkowie, zeznający w tej sprawie, byli zmuszani przez UB do składania
      fałszywych zeznań przy pomocy bicia i znęcania się. Podczas rozprawy odwoływali
      zeznania, złożone przed oficerami śledczymi UB.
      Leszek Żebrowski

      Druga część artykułu ukaże się w numerze jutrzejszym.
      • Gość: Solution Re: A we wtorek 07-09-0002r. Swiat sie znowu udlawi... IP: 12.155.174.* 09.07.02, 04:23
        cd. Pytania o Jedwabne (2)


        Sprzeciw części rabinów spowodował przerwanie - niezgodnie z polskim prawem -
        ekshumacji w Jedwabnem w 2001 r.
        Fot. M. Borawski
        W wyniku śledztwa i procesu prowadzonego przed Sądem w Łomży nie ustalono
        dokładnie, co zdarzyło się w Jedwabnem 10 lipca 1941 r. Oskarżono łącznie 22
        osoby "o to, że (...) idąc na rękę władzy państwa niemieckiego brali udział w
        ujęciu około 1.200 osób narodowości żydowskiej, które to osoby przez niemców
        zostały masowo spalone w stodole Bronisława Śleszyńskiego". 10 osób zostało
        uniewinnionych, resztę skazano na kary długoletniego więzienia, w stosunku do
        jednego oskarżonego - Karola Bardonia, który był niemieckim żandarmem i przyjął
        volkslistę - orzeczono karę śmierci.
        Podczas procesu wyszły na jaw także inne wątki, których sąd nie wziął w ogóle
        pod uwagę. Świadek Józef Grądowski (Izrael), który przed wojną był prezesem
        gminy żydowskiej w Jedwabnem, zeznał, że "Eliasz Grądowski chciał pieniędzy od
        oskarżonych, oni nie dali mu to on ich tak oskarżył a ci ludzi są niewinni"
        (Zeznanie Józefa Grądowskiego podczas rozprawy głównej, KSU 33/49).
        Było to związane z procederem masowego przejmowania majątków po Żydach
        zamordowanych podczas II wojny światowej. W afery tego typu byli zamieszani
        m.in. funkcjonariusze Urzędów Bezpieczeństwa pochodzenia żydowskiego, w tym
        Eliasz Trokenheim, szef wydziału śledczego PUBP w Łomży (skazany w 1949 na 2
        lata więzienia, wyrok ten został zmniejszony - jako "zbyt surowy" - przez
        Najwyższy Sąd Wojskowy do 1 roku więzienia).


        "Sąsiedzi" Grossa

        Po latach do sprawy Jedwabnego wrócił J.T. Gross w artykule "Lato w Jedwabnem.
        Przyczynek do badań nad udziałem społeczności lokalnych w eksterminacji narodu
        żydowskiego w latach II wojny światowej" (w: Europa NIE prowincjonalna,
        Warszawa - Londyn 1999) oraz w książce "Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego
        miasteczka" (Sejny 2000). Oskarżył w niej mieszkańców Jedwabnego, że w
        niezwykle drastyczny sposób samodzielnie, bez udziału Niemców, wymordowali
        wszystkich Żydów, robiąc to "na własne życzenie". Uznał także, że istnieje
        konieczność zmiany metodologii historii, jeśli chodzi o badanie
        holokaustu: "Nasza postawa wyjściowa do każdego przekazu pochodzącego od
        niedoszłych ofiar holokaustu, powinna się zmienić z wątpiącej na afirmującą".
        Stało się to podstawą bardzo szerokiej dyskusji prasowej, w której niejako za
        swój obowiązek uznali wziąć udział nie tylko historycy, ale też politycy,
        dziennikarze, publicyści, "autorytety moralne". Nieliczne głosy, nawołujące do
        rzetelnych badań i rekonstrukcji wydarzeń, spotkały się z ostracyzmem i
        potępieniem dyskutujących, jako niewrażliwe moralnie, a nawet "antysemickie".
        Bardzo szybko dyskusja przeniosła się też poza granice Polski. Niektóre media
        światowe w sposób kuriozalny usiłowały przyśpieszyć jej przebieg i narzucić jej
        kierunek w Polsce, np. w "Libération" (1 XII 2000)
        stwierdzono: "Symptomatyczne, że największy polski dziennik, 'Gazeta Wyborcza',
        kierowana przez Adama Michnika, działacza Solidarności, polskiego Żyda, który
        jednak ochrzcił swego syna, niewiele o tym pisała. Ukazanie się książki Grossa
        jest zasygnalizowane, nic ponadto. Gazeta, w której kierownictwie i wśród
        autorów jest wielu znanych Żydów, jest uznana przez przeciwników - głównie
        nacjonalistyczną prawicę katolicką - za 'dziennik żydowski'. Chodzi więc o
        niedolewanie oliwy do ognia".
        Podstawowe wątki książki Grossa (jak też jego publicystyki z tego zakresu)
        zostały profesjonalnie zakwestionowane w toku badań, szczególnie po uzyskaniu
        dostępu do części źródeł przez niektórych historyków.
        J.T. Gross w swych publicznych wypowiedziach określił, że "Sąsiedzi" "są
        publikacją naukową, napisaną w oparciu o dostępną dokumentację przedmiotu i
        skrupulatne badania. (...) łatwo stwierdzić, że jest ona opatrzona przypisami i
        odnośnikami" (wypowiedź J.T. Grossa w portalu Gazeta.pl 17 V 2001). Jednakże
        rzetelność publikacji naukowej nie polega na tym, że jest ona opatrzona
        przypisami i odnośnikami, lecz na wszechstronnym zbadaniu wszystkich dostępnych
        źródeł i ich starannej weryfikacji. A tego Gross nie zrobił, co więcej - mimo
        ujawniania dodatkowych okoliczności, przeczących jego tezom, nie odstąpił od
        nich nawet w nowych wydaniach (krajowym oraz niemieckim i amerykańskim).
        Gross wśród osób biorących tego dnia udział w mordowaniu Żydów wymienił także
        Czesława Laudańskiego, twierdząc, że opiera się na jego zeznaniach ze śledztwa.
        Tymczasem, jak się wkrótce okazało (po udostępnieniu przez IPN części
        dokumentacji), Czesław Laudański w tych wydarzeniach udziału nie brał, a zeznań
        o takiej treści, jak przywołane przez autora "Sąsiadów", nie ma w ogóle w
        aktach sprawy. Mimo to Gross podtrzymał publicznie te oskarżenia, co zakończyło
        się wniesieniem sprawy sądowej o naruszenie dóbr osobistych przez rodzinę Cz.
        Laudańskiego (VI 2001).
        Już wcześniej Gross twierdził, że miał "objawienie" ("New Yorker", 12 III 2001)
        i jego wizja tej historii jest prawdziwa. Obecnie nawet historycy mu przychylni
        są bardzo krytyczni wobec jego tez i megalomaństwa. Na przykład prof. T.
        Szarota na pytanie: "Co właściwie wydarzyło się tam 10 lipca 1941?" -
        odpowiedział: "W tej chwili jest za wcześnie, aby precyzyjnie odpowiedzieć na
        to pytanie. Jan Tomasz Gross, pisząc swoją książkę 'Sąsiedzi', był przekonany,
        że wie już wszystko. Dziś historycy wiedzą znacznie więcej, ale i tak wciąż
        jest więcej pytań niż odpowiedzi. Obawiam się, że całej prawdy o tym pogromie
        nie poznamy nigdy. Zaskakuje mnie, że Gross zupełnie ignoruje głosy, które
        pojawiły się po wydaniu 'Sąsiadów'. Np. IPN chciał mu przekazać nowe materiały,
        jakie udało się zebrać i otrzymał od Grossa odpowiedź, że go to nie interesuje.
        Gross nie wprowadził też żadnych poprawek do wydania niemieckiego 'Sąsiadów',
        które ukazało się jesienią 2001, a więc po ekshumacji w Jedwabnem i pojawieniu
        się kilku ważnych relacji świadków wydarzeń. Poza jedną zmianą:
        zamiast 'dokonało tego społeczeństwo' Gross napisał w wersji niemieckiej, że
        mordu dokonali 'sąsiedzi'." (Jedwabne bez stereotypów. Wywiad z prof. T.
        Szarotą, "Tygodnik Powszechny" 28 IV 2002).


        Dwa groby

        Dodatkowe światło na tło tej publikacji rzuciły rozpoczęte prace ekshumacyjne
        na miejscu zbrodni. Poza wykluczeniem rabunkowego tła (o czym świadczą
        odnalezione przedmioty codziennego użytku oraz liczne kosztowności), miejsca
        zbrodni na cmentarzu żydowskim (tego nie było, natomiast zbrodnię popełniono w
        dwóch turach na terenie stodoły) oraz 3-4 krotnym zmniejszeniem liczby ofiar
        (początkowo do 150-250 osób, później do 300-400) ustalono, że w grobach
        znajdowały się łuski karabinowe. "Należy je wiązać z wypadkami 10 lipca 1941 r.
        Leżały na głębokości nie mniej niż 60 cm. Musiały się tam dostać wtedy, kiedy
        powstawał grób. Nie mogły tam zostać wciśnięte później. [...] W grobie
        zewnętrznym, ponad szczątkami w układzie anatomicznym, znaleźliśmy, odsiewając
        spalone kości od ziemi, pocisk pistoletowy kalibru 9 mm. A właściwie był to
        tylko zewnętrzny płaszcz pocisku, niezdeformowany. O czym to świadczy? Że
        został wystrzelony do człowieka i uwiązł w miękkiej tkance. Następnie tkanka ta
        spłonęła, a ołowiany rdzeń pocisku wytopił się. (...) Pewna część łusek, tych z
        mosiądzu, miała na spłonce wybitą datę 1939". (Ślubne obrączki i nóż rzezaka.
        Rozmowa z archeologiem Andrzejem Kolą, który kierował pracami ekshumacyjnymi w
        Jedwabnem, "Rzeczpospolita" 10 VII 2001).
        Ustalenia te zostały następnie - po wielomiesięcznych badaniach i ekspertyzach,
        wykonywanych m.in. w Niemczech - zanegowane przez IPN: "(...) Prowadzący
        śledztwo prokurator Radosław Ignatiew z białostockiego oddziału IPN przedstawił
        wyniki ekspertyzy szczątków amunicji znalezionych na miejscu kaźni. Ekspertyzę
        wykonało Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji w
        War
        • Gość: Solution Re: A we wtorek 07-09-0002r. Swiat sie znowu udlawi... IP: 12.155.174.* 09.07.02, 04:28
          cd. Ekspertyzę wykonało Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy
          Głównej Policji w Warszawie. Materiał porównawczy dostarczył Federalny Urząd
          Kryminalny w Wiesbaden w RFN.
          W okolicy miejsca kaźni znaleziono - w różnych fazach poszukiwań - około dwustu
          łusek lub innych części amunicji oraz części uzbrojenia. Zbadano wszystkie.
          Żadna z nich nie została wystrzelona w 1941 roku. Część łusek w ogóle nie była
          odstrzelona, część pochodziła z okresu pierwszej wojny światowej (w okolicach
          Jedwabnego w 1915 r. i 1916 r. były prowadzone intensywne działania wojenne),
          jeszcze inne odstrzelono nie wcześniej niż w 1942 roku. Takie ustalenia podjęto
          albo na podstawie daty wyprodukowania naboju (regularna formacja zbrojna nie
          mogła w 1941 roku posługiwać się amunicją sprzed dwudziestu kilku lat), albo na
          podstawie śladów pozostawionych przez broń na łuskach. (Z laboratorium w
          Wiesbaden nadesłano do porównania łuski odstrzelone przy użyciu różnych typów
          broni. Można zgłosić jednak zastrzeżenie: nie zapytano niemieckiego urzędu o
          karabinek wzór 1934, ale zmodyfikowany w 1941 roku - o istnieniu takiego wzoru
          informuje niemiecki leksykon Wehrmachtu.)
          Przebadano też przedmiot, uznany hipotetycznie za płaszcz pocisku, z wytopionym
          podczas pożaru ołowianym rdzeniem. Znaleziono go w zbiorowej mogile. Ekspertyza
          wykazała jednak, że nie był to element amunicji, ale metalowy przedmiot
          nieznanego zastosowania.
          Teza, że w okolicy stodoły, w której spalono Żydów jedwabieńskich, strzelano do
          nich, jak powiedział prokurator Ignatiew, jest 'wysoce mało prawdopodobna'.
          Leon Kieres dodał, że w śledztwie nie znaleziono też żadnych dowodów, iż 10
          lipca 1941 roku do Jedwabnego przyjechała jakakolwiek zbrojna formacja
          niemiecka (komando Schapera mogło tam przebywać np. w przeddzień, ale nie w
          dzień mordu); w miasteczku byli prawdopodobnie tylko żandarmi ze stałego
          ośmioosobowego posterunku". (A. Kaczyński, Bezpośrednimi sprawcami byli
          Polacy, "Rzeczpospolita" 21 XII 2001).


          Przerwana ekshumacja

          Ekshumacja, której przeprowadzenie mogło najwięcej wyjaśnić, została przerwana
          już w fazie początkowej na skutek sprzeciwu części rabinów. W ten sposób
          zaprzepaszczono szansę ustalenia stanu faktycznego - ile rzeczywiście było
          ofiar, czy do ofiar strzelano, jakie były przyczyny śmierci itp. Zatrzymanie
          ekshumacji było niezgodne z polskim prawodawstwem, które w takich przypadkach
          nakazuje wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy; ponadto argument o
          wyjątkowości ofiar żydowskich i zakazie ekshumacji jest nieprawdziwy, albowiem
          wielokrotnie w takich przypadkach przeprowadzano takie prace na wniosek strony
          żydowskiej.
          Przerwanie ekshumacji zostało skrytykowane przez grupę intelektualistów
          polskich w USA. Sygnatariusze listu otwartego (z 1 IV 2002) wezwali także
          władze polskie do jej dokładnego przeprowadzenia:
          "Zbrodnia w Jedwabnem nadal pozostaje niedokładnie zbadana, ponieważ badania
          zwłok zostały przerwane bez sporządzenia dokładnej listy czaszek, kości i
          innych szczątków. W krajach takich jak USA, Francja, Anglia, Włochy czy Izrael
          nie jest prawnie dopuszczalne, żeby jakikolwiek duchowny (ksiądz katolicki,
          pastor, rabin czy mufti) mógł wstrzymać badania sądowo-lekarskie i uniemożliwić
          przeprowadzenie kompletnych oględzin wszystkich dowodów rzeczowych dokonanej
          zbrodni, koniecznych dla ustalenia przyczyn śmierci każdej z ofiar i dokładnie,
          ile osób zostało zamordowanych.
          W Jedwabnem są dwa groby - w jednym, wewnątrz stodoły, są pochowani sprawni
          mężczyźni, którzy mogliby stawić rozpaczliwy opór, a w drugim, wzdłuż stodoły,
          bardziej bezradne osoby, jak kobiety, dzieci i starcy, którzy zginęli w
          pożarze. Fakt ten wskazuje na metodę dokonania zbrodni i jest dowodem, że
          zbrodnia została dokonana przez zorganizowanych ludzi, którzy mieli z góry
          ustalony plan działania i dużą ilość środków zapalnych.
          Obowiązkiem Instytutu Pamięci Narodowej jest dokładne wyjaśnienie tak ważnej
          sprawy. Konieczne jest dotarcie do prawdy materialnej wydarzeń w Jedwabnem we
          wszystkich aspektach badań medycyny sądowej, by uniknąć błędnych spekulacji. W
          tym celu jest niezbędne wznowienie i dokończenie ekshumacji obydwu tych
          grobów". ("Rzeczpospolita" 3 IV 2002; "Nasz Dziennik" 9 IV 2002).
          Leszek Żebrowski

          Trzecia, ostatnia część artykułu ukaże się w numerze jutrzejszym "Naszego
          Dziennika".
          • Gość: Solution Re: A we wtorek 07-09-0002r. Swiat sie znowu udlawi... IP: 12.155.174.* 10.07.02, 02:46
            cd. Pytania o Jedwabne (3)

            Co jakiś czas pojawiały się komunikaty IPN o nowych, ważnych ustaleniach w
            śledztwie, zapowiadających jakiś przełom itd. Tak było np. z odnalezieniem i
            przesłuchaniem Hermanna Schapera, dowódcy jednego z komand gestapo na tym
            terenie w lipcu 1941 r.


            Co wie Schaper

            Manipulacje prasowe z tym związane naświetlił m.in. prof. T. Szarota: "To ważne
            sprostowanie: nie IPN odnalazł świadka, ale Niemcy, po piśmie skierowanym do
            nich przez IPN. (...) Przesłuchanie trzeba było przerwać, gdy świadek źle się
            poczuł. W 'Wyborczej' użyto sformułowania 'unik gestapowca', tymczasem Schaper,
            choć został powiadomiony, że może odmówić zeznań, starał się rzetelnie
            odpowiadać na wszelkie pytania, jak długo pozwalało mu na to
            zdrowie. 'Wyborcza' ogłasza, z pewną kpiną, że nikt nie zdążył zapytać go o
            Jedwabne. Tymczasem Schaper daje do zrozumienia, że uczestniczył w jakiejś
            egzekucji, ale z tymi wydarzeniami nie ma nic wspólnego; że jego komando służyć
            miało innym celom, ale na tym terenie były jakieś inne komanda. I nie wyklucza,
            że obok aktów terroru ze strony ludności polskiej mamy tu do czynienia z
            działalnością innego niemieckiego oddziału. (...)
            Jedna sprawa staje się ewidentna: to, że działały na tym terenie inne komanda.
            To z kolei stanowi pośredni dowód, że do tragicznych zdarzeń nie doszłoby,
            gdyby nie obecność Niemców, którzy w ten czy inny sposób zorganizowali pogrom.
            (...) Jedwabne było jedną z tzw. 'akcji samooczyszczających', przeprowadzanych
            wówczas z niemieckiej inspiracji, pod niemieckim kierownictwem i z zapewnieniem
            bezkarności dla uczestników pogromu (...). Takie działania miały charakter
            propagandowy: miały dowodzić, że nienawiść do Żydów jest powszechna. Niemieckie
            oddziały specjalne Policji i Służby Bezpieczeństwa (Einsatzgruppen oraz
            Einsatzkommandos) otrzymały w 1941 r. rozkaz, aby organizować takie 'akcje
            samooczyszczające', nie zostawiając jakiegokolwiek śladu własnej roli i
            udziału. Trudno się więc dziwić, że w źródłach niemieckich materiałów
            obciążających winą Niemców jest tak niewiele. (...)
            Inny przykład: wiemy, że niemożliwe było spalenie w stodole Śleszyńskiego aż
            (jak twierdził Gross) 1.600 Żydów. Ekshumacja, choć niepełna ze względu na
            protest rabinów, pozwoliła na zredukowanie liczby ofiar do maksimum 400 (...).
            Nieprawdopodobne jest, aby tak wielki pożar stodoły (świadkowie widzieli wybuch
            i słup ognia) można było wywołać przy pomocy 8 litrów nafty czy ropy. To
            musiała być benzyna, a tę prawdopodobnie dostarczyli Niemcy. (...)
            Na tym terenie działało też tzw. 'Komando Białystok'. Ważną postacią jest tu
            Wolfgang Birkner. (...) we wrześniu 1939 r. ten zdolny oficer gestapo był w
            Einsatzgruppe IV, która działała na Białostocczyźnie. W październiku 1939 r.
            został przeniesiony do Warszawy. I sprawa najważniejsza: 3 lipca 1941 r.,
            stanąwszy na czele jednego z czterech utworzonych tu oddziałów, wyjechał z
            Warszawy do Białegostoku, aby wesprzeć działającą na tym terenie Einsatzgruppe
            B. Gross stwierdza, że ta Einsatzgruppe 10 lipca była już w Mińsku. Ale nie
            wie, że Birkner miał rozkaz pozostać w rejonie Białegostoku. Takie informacje
            znalazłem w wydanej w Niemczech w 1997 r. dokumentacji działań Einsatzgruppen,
            której Gross nie zna. (...)" (Jedwabne bez stereotypów. Wywiad z prof. T.
            Szarotą, "Tygodnik Powszechny" 28 IV 2002 r.).


            Manipulacja źródłami

            Dyskusja wokół sprawy Jedwabnego wykazała, że kręgi opiniotwórcze w Polsce są
            zdolne do bezkrytycznego powielania przedwczesnych i dowolnych na
            ogół "ustaleń" historiografii żydowskiej na temat holokaustu. A. Michnik w
            niemieckim wydaniu "Sąsiadów" uznał, że "swą książką Gross wpisuje się w długi
            szereg najświetniejszych polskich intelektualistów, począwszy od Mickiewicza i
            Słowackiego, a kończąc na Gombrowiczu i Miłoszu (...)" (cyt. za A. Michnik,
            Rachunek polskiego sumienia, "Rzeczpospolita" 5 IX 2001 r.).
            Jako źródło do poznania historii Jedwabnego uznano także tzw. księgę pamięci
            Jedwabnego
            - Yedwabne: History and Memorial Book (Julius E. Baker, Jacob L. Baker,
            Jerusalem - New York, 1980), mimo zawartych w niej fałszywych opisów i licznych
            przekłamań, np. dotyczących Izraela vel Józefa Grądowskiego (który jakoby 10
            VII 1941 r. miał przyjąć chrzest i po tym fakcie miał pomagać w wyłapywaniu
            ukrywających się Żydów; faktycznie chrzest przyjął dopiero 19 VIII 1945 r.),
            czy o roli ks. biskupa S. Łukomskiego, który jakoby w ciągu kilku
            poprzedzających te wydarzenia dni miał brać w Łomży łapówki od Żydów za
            powstrzymanie pogromu, ale słowa nie dotrzymał (choć wiadomo, że nie przebywał
            wówczas w ogóle w Łomży). Symptomatyczne są również "poprawki" dokonane w
            cytowanych relacjach, zaczerpniętych z innych źródeł (np. Julius E. Baker w
            artykule: The Destruction of the Jewish Community of Yedwabne, Poland,
            przywołując relację Ryvki (Rivke) Kaizer zamieszczoną w księdze pamiątkowej
            miejscowości Sokoły z 1962 r., używa słowa "goje" - w kontekście polskich
            mieszkańców Jedwabnego; natomiast R. Kaizer w swej relacji napisała: "Niemcy, z
            pomocą miejscowych chłopów"). Tą drogą poszli również inni publicyści zajmujący
            się opisywaną sprawą, np. tłumaczenia fragmentów księgi pamięci Jedwabnego,
            zamieszczone w żydowskim miesięczniku "Midrasz", zostały poważnie
            zniekształcone.
            Notorycznie pomijane są natomiast źródła, które podważają tezy J.T. Grossa, jak
            choćby relacja Antoniego Wyrzykowskiego, który przechował grupę jedwabieńskich
            Żydów do zakończenia wojny, m.in.
            Sz. Wasersztejna. Wyrzykowski stwierdził, że zbrodni dokonali "Niemcy przy
            pomocy niektórych Polaków" (Zeznanie nr 5825 z 2 V 1962, A ŻIH), czy
            opracowanie (1949) wysokiego funkcjonariusza SS w Białymstoku W. Macholla
            (szefa referatu IV A3), wysoko ocenione przez historyka żydowskiego Sz.
            Datnera: "Dzięki wyjaśnieniom Macholla można było określić rolę 'grup
            operacyjnych' w okresie administracji wojskowej (czerwiec-lipiec 1941) jako
            głównych wykonawców lub inicjatorów rzezi ludności żydowskiej w
            miejscowościach: Białystok, Radziłów, Jedwabne, Wąsosz i in." (Sz. Datner,
            Niemiecki okupacyjny aparat bezpieczeństwa w okręgu białostockim (1941-1944) w
            świetle materiałów niemieckich (opracowania Waldemara Macholla), "Biuletyn
            Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce", XV, Warszawa 1965).


            Kłamstwo w podręcznikach

            Śledztwo w sprawie zbrodni w Jedwabnem miało być zakończone przez IPN jesienią
            2001 r. Trwało jednak aż do lipca 2002 r., ponadto nie zostały wydane materiały
            procesowe i historyczne (ich publikacja zapowiadana była na jesień 2001 r.).
            Niezależnie od wyników Jedwabne stało się już w świecie jednym z podstawowych
            argumentów oskarżania Polaków o współudział w holokauście. Światowe media
            podkreślają na ogół nieprawdziwą liczbę ofiar (1.600, w bardziej skrajnych
            przypadkach podawana jest nawet liczba 2.000) oraz bezkrytycznie powielają tezę
            Grossa, iż "połowa zabiła połowę", czyli że w zbrodni brała cała polska ludność
            miasteczka (natomiast według dotychczasowych ustaleń pionu śledczego udział w
            tych wydarzeniach brało - w różnym zresztą zakresie - ok. 40 osób, w tym
            częściowo spoza Jedwabnego).
            Sprawa ta trafiła także do podręczników historii w Polsce, w których jest
            przedstawiana zgodnie z tezami J.T. Grossa. Oto typowy przykład: "W lipcu 1941
            roku polscy 'sąsiedzi' - ludzie z tej samej okolicy - zamordowali kilkaset
            (według innych - 1.600) osób w miasteczku Jedwabne niedaleko Łomży. Do końca
            wojny Żydów prześladowały ugrupowania partyzanckie związane z ideologią
            narodową" (T. Małkowski, J. Rześniowiecki, "Historia III. Podręcznik do
            gimnazjum", cz. II, Gdańsk 2002).


            Zafałszowań ciąg dalszy

            Do upowszechnienia tego stereotypu przyczynił się niewątpliwie także film
            dokumentalny A. Arnold "Sąsiedzi", wyemitowany przez Telewizję Polską (IV 2001
            r.). Występują w nim m.in. "świ
            • Gość: Solution Re: A we wtorek 07-09-0002r. Swiat sie znowu udlawi... IP: 12.155.174.* 10.07.02, 02:48
              cd. Zafałszowań ciąg dalszy

              Do upowszechnienia tego stereotypu przyczynił się niewątpliwie także film
              dokumentalny A. Arnold "Sąsiedzi", wyemitowany przez Telewizję Polską (IV 2001
              r.). Występują w nim m.in. "świadkowie" wydarzeń, o których wiemy już dziś na
              podstawie ustaleń śledztwa, że w ogóle nie miały miejsca, jak np. rzekome
              wymordowanie przez Polaków grupy kilkudziesięciu Żydów na cmentarzu żydowskim i
              pochowanie ich tam łącznie z przyniesionym na miejsce pomnikiem Lenina (jak się
              bowiem okazało, osoby te zostały pochowane w obrębie spalonej stodoły. W grobie
              tym znaleziono także ów pomnik).
              Część krytyków dostrzegła w tym filmie jawną manipulację (m.in. przez
              selektywny dobór wypowiedzi i świadków), jednakże nie wpłynęło to na ogólną
              ocenę filmu. A. Arnold została bowiem laureatką nagrody Wielkiej Fundacji
              Kultury za rok 2001. Kapituła nagrody uznała film za "wydarzenie artystyczne, a
              zarazem doniosłe świadectwo historyczne kształtujące świadomość społeczną"
              (cyt. za: "Gazeta Wyborcza" 25 II 2002 r.).
              Leszek Żebrowski
      • Gość:   XYZ czy uwazasz ze kazdy Polak popiera LPR ? IP: *.client.attbi.com 09.07.02, 18:04
        bo to by byla bardzo pozytywna dla Ojczyzny opinia.

        Tym bardziej ze widziana z drugiej strony barykady.
        ciplo, cieplej, goraco !
    • Gość: zyx to ty LPRowiec od "The Final Solution" ? IP: *.rdu.bellsouth.net 09.07.02, 05:41

      Zapomniales sie przedstawic, pacholku rydzyka?
      Gość portalu: Solution napisał(a):

      ) "polski" IPN oglosi WERDYKT - Narod Polski GUILTY....... NOT GUILTY? smile
      ) Za "Naszym Dziennikiem" (przypomnijmy sobie)
      ) Pytania o Jedwabne (1)
      ) Masowy mord popełniony na Żydach 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem stał się głośny w
      )
      ) świecie po publikacji książki amerykańskiego socjologa żydowskiego pochodzenia,
      )
      ) Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka", Sejny
      ) 2000. Dotychczas ukazało się jej tłumaczenie we Francji, w Niemczech i USA,
      ) Izraelu oraz we Włoszech. Książka ta - i oparta na niej bogata publicystyka w
      ) prasie krajowej i światowej - jest podstawą do skrajnych wystąpień
      ) antypolskich, oskarżających Polaków o współudział w holokauście.
      )
      )
      ) Na każdej furmance siedział Żyd z karabinem
      )
      ) Po wybuchu wojny 1939 r. wojska niemieckie 7 IX opanowały Jedwabne, jednakże na
      )
      ) skutek paktu Ribbentrop - Stalin (28 IX) tereny te przypadły Związkowi
      ) Sowieckiemu. Wszyscy mieszkańcy ziem wcielonych do ZSRS zostali uznani za
      ) obywateli sowieckich, zaś ludność polską poddano szczególnym represjom. Z
      ) Jedwabnego i okolicy wywieziono na Syberię kilkaset osób, w tym urzędników,
      ) policjantów, nauczycieli, działaczy politycznych, bogatszych chłopów.
      ) Z zachowanych przekazów wynika, że część ludności żydowskiej zachowywała się
      ) bardzo nieprzyjaźnie wobec Polaków. W relacjach czytamy: "Spisy wyborców
      ) odbywały się [tak] że pisali całą rodzinę jak starych tak i małoletnich [...]
      ) NKWD było w ruchu nie dano wprzód iść do kościoła, a zmuszano oddać wprzód głos
      )
      ) [...]. Naganiacze byli miejscowi żydzi i donosiciele, po ulicach chodziły
      ) patrole z karabinami, ludność pod taką groźbą była bierna [...]" (Relacja
      ) Mariana Łojewskiego z Jedwabnego, Archiwum Hoovera, USA); "Armię Czerwoną
      ) przyjmowali żydzi, którzy pobudowali bramy. Zmienili władzę starą, a
      ) zaprowadzili nową z pośród ludności miejscowej (żydzi i komuniści). Aresztowano
      )
      ) policję, nauczycielstwo. Nałożyli podatki, pozabierali ziemię, bydło i
      ) rozdzielili biedniejszym. Rewizje odbywały się u zamożniejszych gospodarzy,
      ) zabierali meble, ubranie i rzeczy wartościowe, a po kilku dniach w nocy cicho
      ) aresztowali. Na zebrania zabierali siłą - opornych uznawali za tzw. wreditiela,
      )
      ) aresztowali. [...] Komisja składała się z wojskowych i żydów i tamtejszych
      ) komunistów" (Relacja Józefa Rybickiego z Jedwabnego, jw.); "Zaraz po wkroczeniu
      )
      ) Armii Sowieckiej samorzutnie powstał komitet miejski, składający się z
      ) komunistów polskich (przewodniczący polak Krystowczyk Czesław, członkowie byli
      ) zaś żydzi), milicja składała się też z żydów komunistów" (Relacja Tadeusza
      ) Kiełczewskiego z Jedwabnego, jw.); "Przed każdem aresztowaniem, które były
      ) wyłącznie nocą, przyjeżdżało kilku 'bojców' i miejscowa milicja, składająca się
      )
      ) przeważnie z naszych żydków, otaczała dom aresztowanego, kilku wchodziło do
      ) mieszkania, aresztowanemu każą położyć się na podłogę; jeden przykłada broń do
      ) głowy, reszta natomiast przeprowadza szczegółową rewizję, zabierają wszystkie
      ) dokumenta, fotografie i wszystkie papiery [...]" (Relacja Antoniego
      ) Bledziewskiego ze wsi Makowskie, gm. Jedwabne, jw.).
      ) Na podkreślenie zasługuje szczególnie gorący patriotyzm miejscowej ludności -
      ) Jedwabne było bardzo silnym ośrodkiem konspiracji niepodległościowej (ZWZ), a
      ) na uroczysku Kobielne istniały stałe grupy partyzanckie. NKWD zorganizowało
      ) operację w celu likwidacji polskiej partyzantki. 29 VI 1940 r. doszło do
      ) zaciętej walki, w której zginęło co najmniej 12 partyzantów (w tym dwie
      ) kobiety) oraz kilkudziesięciu Rosjan. W wyniku aresztowań w następnych
      ) tygodniach NKWD częściowo rozbiło siatkę konspiracyjną, nie zdołało jej jednak
      ) całkowicie unicestwić. Polscy konspiratorzy zlikwidowali m.in. Szewielowa,
      ) komendanta NKWD w Jedwabnem, Lejba Guzowskiego, współpracownika NKWD,
      ) dyrektora "jewrejskiej niepełnej szkoły średniej" w Jedwabnem oraz oficera
      ) NKWD, prowadzącego śledztwo przeciwko rodzinom poległych na Kobielnem.
      ) Miejscowa ludność posądzała Żydów o naprowadzenie NKWD na ośrodek polskiej
      ) konspiracji, na co brak jest dowodów. Według relacji Jana Czesława S. z
      ) Jedwabnego: "pamiętam, jak wywozili Polaków do transportu na Sybir; na każdej
      ) furmance siedział Żyd z karabinem. Matki, żony, dzieci klękały przed wozami,
      ) błagały o litość, pomoc." (Cyt. za: D. i A. Wroniszewscy, Aby
      ) żyć..., "Kontakty" 10 VII 1988 r.).
      ) Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 22 VI 1941 r. i wkroczeniu następnego
      ) dnia armii niemieckiej do Jedwabnego doszło tam do licznych samosądów na
      ) szczególnie gorliwych współpracownikach władzy sowieckiej. Znamienne, że mimo
      ) zachęt Niemców nie doszło jednak do szczególnie drastycznych wystąpień
      ) przeciwko ludności żydowskiej, spośród której najbardziej gorliwi kolaboranci
      ) władzy sowieckiej uciekli na wschód razem z Armią Czerwoną.
      )
      )
      ) Relacja Wasersztejna
      )
      ) Dalsze wydarzenia w Jedwabnem są obecnie przedmiotem śledztwa, prowadzonego (od
      )
      ) jesieni 2000 r.) przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej. Według wersji
      ) zawartej w pisemnych relacjach żydowskich, ludność polska, zachęcona przez
      ) Niemców, samodzielnie wymordowała 10 VII 1941 r. (przez spalenie żywcem w
      ) stodole) 1.600 mieszkańców pochodzenia żydowskiego. Niemcy w tej zbrodni mieli
      ) nie brać udziału, ich rola miała ograniczać się wyłącznie do fotografowania i
      ) filmowania jej przebiegu.
      ) Podstawą wszelkich ocen i rekonstrukcji wydarzeń jest relacja Szmula
      ) Wasersztejna z 5 IV 1945 r., złożona w Żydowskiej Komisji Historycznej w
      ) Białymstoku w języku żydowskim i "dowolnie" przetłumaczona na język polski.
      ) Jest ona znana wyłącznie z odpisu przechowywanego w Żydowskim Instytucie
      ) Historycznym w Warszawie (oryginał nie został dotychczas udostępniony przez
      ) ŻIH).
      ) Wasersztejn twierdzi w niej, że był naocznym świadkiem wszystkich wydarzeń.
      ) Jego opowieść jest bardzo drastyczna i niezwykle szczegółowa.
      ) "W Jedwabnie do wybuchu wojny żyło 1.600 Żydów, z których uratowało się tylko
      ) 7, przechowanych przez Polkę Wyrzykowską, zam. niedaleko miasteczka. W
      ) poniedziałek wieczorem, 23-go czerwca 1941 r. Niemcy wkroczyli do miasteczka.
      ) Już 25-go przystąpili swojscy bandyci, z polskiej ludności, do pogromu Żydów. 2
      ) -
      ) ch z tych bandytów [...], chodząc razem z innymi bandytami po żydowskich
      ) mieszkaniach, grali na harmonii i klarnecie aby zagłuszyć krzyki żydowskich
      ) kobiet i dzieci. [...] W międzyczasie rozpowszechniono pogłoskę, że Niemcy
      ) wkrótce wydadzą rozkaz zniszczenia wszystkich Żydów.
      ) Taki rozkaz został wydany przez Niemców 10 VII 1941 r.
      ) Mimo, że taki rozkaz wydali Niemcy, ale polscy chuligani podjęli go i
      ) przeprowadzili najstraszniejszymi sposobami - po różnych znęcaniach i
      ) torturach, spalili wszystkich Żydów w stodole. [...]
      ) 10 VII 1941 r. rano przybyło do miasteczka 8 gestapowców, którzy odbyli naradę
      ) z przedstawicielami władz miasteczka. Na pytanie gestapowców jakie mają zamiary
      )
      ) w stosunku do Żydów, to wszyscy jednomyślnie odpowiedzieli, że trzeba
      ) wszystkich zgładzić. [...]" (Relacja Szmula Wasersztejna, A ŻIH, 301/152).
      )
      )
      ) Nieprawdziwe, niewiarygodne
      )
      ) Już pobieżna analiza tej relacji wskazuje, że zawiera ona bardzo dużo
      ) informacji nieprawdziwych i sprzeczności. Warto zwrócić uwagę na niektóre z
      ) nich: w całym rejonie jedwabieńskim (w Jedwabnem, Wiźnie, Stawiskach i innych
      ) miejscowościach) podczas okupacji sowieckiej mieszkało zaledwie 1.400 Żydów. W
      ) samym Jedwabnem było ich zaś tylko 562, ponadto wiemy, że część z nich uciekła
      ) w czerwcu 1941 r. do Łomży i innych miasteczek lub dalej na wschód z Armią
      ) Czerwoną, wielu młodych mężczyzn powołano jeszcze przed wybuchem wojny
      ) niemiecko-sowi
      • Gość: Solution Re: to ty LPRowiec od IP: 12.155.174.* 09.07.02, 07:10
        Gość portalu: zyx napisał(a):
        >
        > Zapomniales sie przedstawic, pacholku rydzyka?


        Tylko wsciekly "pies" napada na spokojnych ludzi.
        Miej pretensje do swojego pana, ktory cie spuscil z lancucha,
        a nie do ludzi, ktorzy cie jeszcze nie zaprowadzili do rakarza.
        • Gość: # Re: to ty LPRowiec od IP: *.wroclaw.tpnet.pl 09.07.02, 08:27
          Gość portalu: Solution napisał(a):

          > Gość portalu: zyx napisał(a):
          > > Zapomniales sie przedstawic, pacholku rydzyka?
          -----------------------------------------------------
          > Tylko wsciekly "pies" napada na spokojnych ludzi.
          > Miej pretensje do swojego pana, ktory cie spuscil z lancucha,
          > a nie do ludzi, ktorzy cie jeszcze nie zaprowadzili do rakarza.
          -----------------------------------------------------

          Hasz:
          - Bylbym ciekaw opinii pana Liska o wypowiedzi xyz_odtylca.
          Do dzis Pan nie zmienil zdania, broniac zaciekle w kulturalnej polemice, resztek
          najohydniejszego w dziejach nowozytnej Polski klamstwa, inspirowanego wrogimi
          Polsce grupami nacisku i tak usluznie realizowanego z lamaniem przez polskie
          urzedy najbardziej podstawowych zasad zwyczajowych i prawnych.

          Jesli forumowiczowi, tak skoremu do wywtykania drobnych potkniec i czeskich
          bledow #-a, nie przeszkadza styl Kieresa et consorses, to pewnie mu pasuje styl
          xyz_odtylca.

          Zraniony przez Liska wielokrotnie pomowieniami o klamstwo - #.
          • Gość: snajper Haszu, jak mogłeś !!! IP: 2.4.STABLE* / 10.1.1.* 09.07.02, 18:16
            Gość portalu: # napisał(a):

            > Hasz:
            > - Bylbym ciekaw opinii pana Liska o wypowiedzi xyz_odtylca.
            > Do dzis Pan nie zmienil zdania, broniac zaciekle w kulturalnej polemice, reszt
            > ek najohydniejszego w dziejach nowozytnej Polski klamstwa, inspirowanego wrogimi
            > Polsce grupami nacisku i tak usluznie realizowanego z lamaniem przez polskie
            > urzedy najbardziej podstawowych zasad zwyczajowych i prawnych.
            >
            > Jesli forumowiczowi, tak skoremu do wywtykania drobnych potkniec i czeskich
            > bledow #-a, nie przeszkadza styl Kieresa et consorses, to pewnie mu pasuje styl
            > xyz_odtylca.
            >
            > Zraniony przez Liska wielokrotnie pomowieniami o klamstwo - #.

            Haszu, dlaczego o mnie zapomniałeś ??? Jak mogłeś !!! A ja Ci tyle razy kłamstwo
            zarzucałem (słusznie zresztą). Dlaczego jedynie o Lisku piszesz ???
        • Gość: mania LPRudzi? swinie nie ludzie IP: *.dtcc.cc.nc.us 09.07.02, 18:18
          Gość portalu: Solution napisałcryinga):

          > Gość portalu: zyx napisałcryinga):
          > >
          > > Zapomniales sie przedstawic, pacholku rydzyka?
          >
          >
          > Tylko wsciekly "pies" napada na spokojnych ludzi.
          > Miej pretensje do swojego pana, ktory cie spuscil z lancucha,
          > a nie do ludzi, ktorzy cie jeszcze nie zaprowadzili do rakarza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka