bhpekspert
08.08.02, 21:01
Miasto wisielców To miasto miało klimat wyjątkowy, odróżniający go od innych.
Nawet w czasach słusznie minionych czuło się tu Europę, bo stąd do niej rzut
beretem. Stąd jeździło się, a raczej wypływało, w daleki świat. Tomasz
Szafirski, właściciel restauracji "Balaton u Eli" w centrum Szczecina,
niegdyś tłumnie odwiedzanej:
– Naszymi najlepszymi gośćmi zawsze byli stoczniowcy, rybacy z
dalekomorskiego "Gryfa", portowcy, dziennikarze. Balowali ostro, z fantazją,
żeby odreagować całotygodniową harówę. Czuli się jak prawdziwe paniska.
Tyrali po dwie zmiany ciurkiem, ale za ciężką kasę. Umieli się bawić. Dziś
żal gadać – puchy! Knajpa jest do sprzedania. Nie wiem, co po niej będzie,
pewnie kaplica albo muzeum. A gdzie dziś spotkać marynarzowe, laski cudownej
urody spacerujące z dziećmi w wózeczkach, spoglądające pożądliwie na
chłopaków? Marynarz z Polskiej Żeglugi Morskiej to był dopiero men! Taki
Leszek Bałdys, postać niegdyś bardzo znana w marynarskim światku Szczecina,
steward na tak zwanym moście węglowym do Skandynawii (słowo most oznacza, że
statki z polskim węglem zapierdalały przez Bałtyk jak tramwaje) – zwykł
wpadać do Zakopanego na weekend swoją amerykańską furą ze swą piękną kobietą.
Stawał w "Orbisie", wypijał parę wódek, zwoływał wszystkich kelnerów. Kazał
im podawać sobie miskę i lać do niej najdroższy szampan, jaki mieli w knajpie
hotelowej. Zdejmował buciory, wsadzał nogi do michy i wrzeszczał: "Patrzcie,
kurwa, marynarz ze Szczecina przyjechał, nogi sobie moczy, marynarz się
bawi!". Polscy majtkowie byli wspaniałymi klientami burdeli Hamburga; na
słynnej St. Pauli ciecie w liberiach przed wejściem do pornokabaretów nisko
im się kłaniali. Dziś statki PŻM – resztki pozostałe po polskiej flocie –
pływają pod tanimi banderami Wysp Dziewiczych, Mozambiku i czort wie, pod
jakimi jeszcze. Dopiero od niedawna marynarzowe dostają w miarę regularnie
wypłaty za swych chłopów, którzy są w morzu. Kona stocznia. Jeszcze zipią
porty w Szczecinie i Świnoujściu. O większych przeładunkach nawet się nie
wspomina, bo co ładować na statki? Chyba że odbywają się manewry NATO i
wojskowi przywożą statkami swoje opancerzone zabawki, swoje żarcie, kucharzy
i sanitariuszy. Wówczas port szczeciński budzi się z drętwoty. * * * Życie w
Szczecinie ostro potaniało. W tym roku od stycznia do maja 100 osób popełniło
samobójstwo. Tyle, ile w całym ubiegłym. 90 proc. tych, którym odechciało się
żyć, stanowią mężczyźni. Młodzi i w średnim wieku. Ale tak samo wstrząsające
są samobójstwa starych kobiet, ponad 80-letnich, skaczących z okien na beton.
Nie miały po co i za co żyć, nie miały na czynsz za stare i wielkie,
poniemieckie mieszkania, w których wegetowały same, ogłupiałe ze smutku.
Policyjna statystyka podaje, że przyczyną desperackich kroków
są "nieporozumienia rodzinne". W przypadku mężczyzn - samobójców kryje się za
tym brak pracy i pieniędzy na utrzymanie najbliższych, utrata pozycji głowy
rodziny. To na takim tle dochodzi do nieporozumień w małżeństwach.
Najczęstszym sposobem odbierania sobie życia jest sznur. Wisielcy mają
ulubione miejsca, np. park przy ul. Gorkiego, gdzie przed wojną był cmentarz
żydowski. Skaczący z ostatnich pięter wieżowców wybierają osiedle imienia
gen. Zawadzkiego (Aleksandra – nazwa jakimś cudem pozostała). Tam mieszkają
stoczniowcy. Sklep monopolowy przy Stoczni nosi nazwę "Desperados". Przypadek
czy ironia losu? Coraz częściej policja wzywana jest do frustratów
spacerujących na krawędziach dachów. Niekiedy policyjnym negocjatorom i
antyterrorystom udaje się zapobiec tragediom, ale są to sukcesy rzadkie. * *
* Za rządów koalicji AWS i UW w Szczecinie dokonały żywota: –
Przedsiębiorstwo Połowów i Usług Rybackich "Gryf" – na bruku wylądowało ponad
1,5 tysiąca ludzi. Resztka po dawnym "Gryfie", firmie która miała potężną
flotę trawlerów i duże lądowe przetwórnie ryb. Dawała pracę kilku tysiącom
rodzin szczecińskich. – duma Szczecina, stocznia, właśnie ogłosiła upadłość; –
Zdechła fabryka włókien syntetycznych i kaset magnetofonowych "Wiskord"
przysparzając ok. 2 tysięcy bezrobotnych; – "Unikon" od dawna nie produkuje
kontenerów dla statków. Spółka, która powstała na bazie tamtej firmy, również
upada; – Padają szwalnie: dżinsów – "Odra", i damskich ciuchów – "Dana". O
małych zdechłych firmach, sklepach, zakładach usługowych nie ma co wspominać.
W mieście widać pełno szyldów na zamkniętych sklepach: "Na sprzedaż", "Do
wynajęcia". Nikt tych lokali nie kupi, nikt nie wynajmie. W budżecie miasta w
tym roku po stronie dochodów zabraknie 8 mln zł z tytułu niezapłaconego
podatku od nieruchomości. Głównie przez Stocznię Szczecińską. Niemal
całkowicie ustała sprzedaż mieszkań komunalnych ich lokatorom. W portowym i
niegdyś bogatym mieście ludzie nie mają forsy na takie luksusy. Gdy padły
pobliskie targowiska przygraniczne – kolejne rodziny w mieście zostały bez
środków do życia lub poszły prosto na garnuszek ośrodka pomocy społecznej.
Zwiększyła się za to liczba kościołów, np. w dzielnicy Niebuszewo co 100
metrów jest placówka Pana B. Zatrudnienie tam personelu wzrasta, Powiatowy
Urząd Pracy nie zarejestrował bezrobotnych księży. Nigdy. * * * Ze statystyki
Wojewódzkiego Urzędu Pracy – bezrobocie w Szczecinie na koniec kwietnia 2002
r.: 24 346 osób pozostających bez pracy, 3043 uprawnionych do zasiłku, 5218
bezrobotnych w wieku 18–24 lata, 1072 pozostających bez pracy absolwentów
szkół i uczelni wyższych, 104 proc. – przyrost liczby bezrobotnych w
porównaniu z poprzednim miesiącem (marcem 2002), 113,7 proc. – przyrost
liczby bezrobotnych w porównaniu z początkiem roku, 12,4 proc. – stopa
bezrobocia w stosunku do liczby czynnych zawodowo. W WUP słyszą opinię, że w
kolejnych miesiącach tego roku liczba bezrobotnych z pewnością będzie rosła.
Biorą przede wszystkim pod uwagę zwolnienia w Stoczni Szczecińskiej S.A.
(przynajmniej połowa z 5,5 tysiąca pracowników), które bez wątpienia nastąpią
w związku z ogłoszeniem jej upadłości. Bezrobocie wzrosło w całej strefie
przygranicznej powiązanej gospodarczo ze Szczecinem. W portowym Świnoujściu
stopa bezrobocia sięgnęła w kwietniu 17,2 proc. * * * Ze statystyki
szczecińskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie: 1998 r. pomocą objęto 11
969 rodzin, 1999 r. liczba rodzin objętych pomocą wzrosła do 13 594, 2000 r.
było już 15 120 rodzin, 2001 r. pomagano 15 900 rodzinom. Wedle oceny
pracowników MOPR, obecny rok przyniesie wzrost liczby rodzin wymagających
pomocy. Czy ją otrzymają i jaka to będzie pomoc? Zależy od napływu pieniędzy
z kasy miasta (z budżetu) i z kasy państwowej – w ramach tzw. zadań zleconych
przez administrację państwową. Nie wszystkie najuboższe rodziny są objęte
działalnością MOPR. Bieda bywa ambitna i nie przychodzi sama po zapomogi,
częściej po prostu nie wie, że taką pomoc można uzyskać. * * * Trzy
prokuratury rejonowe w Szczecinie: Śródmieście, Zachód i Prawobrzeże z roku
na rok rozpoczynają coraz więcej śledztw. W roku 2000 – 55 772, rok później –
65 422. Podrabiane są karty bankomatowe, przybyło drobnych kradzieży oraz
rozbojów, napadów na kobiety i wyrywania im torebek. – Nędza, brak perspektyw
ożywiają bandytyzm – mówi prokurator Anna Gawłowska-Rynkiewicz z Prokuratury
Okręgowej w Szczecinie. Na jednego prokuratora w Szczecinie przypada 100
śledztw, podejmowanych lub w toku. Za 4 miesiące 2002 r. zanotowano 600 spraw
więcej niż w tym samym czasie przed rokiem. * * * Niedawno z wielką pompą
otwierano w Szczecinie nowy most na rzece Regalicy. Wstążkę przecinał wódz
narodu Leszek Miller. Sztuczna była ta uroczystość. Zbudowano zaledwie jedną
nitkę mostu, nazwanego Mostem Pionierów, co niektórym w głębi kraju może
fatalnie się kojarzyć (pio