Gość: ela
IP: 192.194.133.*
28.08.01, 14:43
Byly maz opuscil mnie w 4-tym miesiacu ciazy i przyjechal zobaczyc synka po
porodzie. W 1-wszym roku zycia widzial go 4 razy. Gdy maly mial 1,3 miesiace
Sad orzekl rozwod. W drugim roku zycia ojciec widywal sie z synem ok.6 razy
(dzieli nas odleglosc ok 400 km). Umowilismy sie, ze gdy dziecko skonczy 3,5
roku ojciec bedzie mogł wziasc go na 4 dni do siebie na "wakacje"(mieszka ze
swoja matka, ktora miala pomoc). Dziecko plakalo stesknione po 4 dniach za mna,
ojciec nie chcial go oddac, a gdy przywiozl go z powrotem maly znalazl sie w
szpitalu z powodu zatrucia przewodu pokarmowego (ojciec nawet nie raczył sie
pojawic, to ja spalam na podlodze przy dziecku). Jeszcze tylko raz odwazyłam
się pozwolic zabrac samo dziecko ojcu i sytuacja powtórzyła sie. Od tego
momentu nie chciałam juz pozwalac na samodzielne wyjazdy i kontakty odbywaly
sie w miejscu naszego zamieszkania ok raz na 1,5 miesiaca. Synek zaczal chodzic
do przedszkola od 3 roku zycia, bo ja musialam pracowac.
Ojciec nie interesował sie rozwojem dziecka, wydarzeniami w przedszkolu,
kosztami, nie kupował zadnych ubran, a poza tym uznal, ze skoro mam dobra prace
to obowiazki utrzymania dziecka spadaja tylko na mnie - uchylal sie od placenia
alimentow od urodzenia (oboje mamy takie same prawa rodzicielskie).
Synek jednak ma swiadomosc, ze to jego tata- ukochany, najdrozszy, wyteskniony
i ciagle pyta kiedy tata przyjedzie.
Kiedy synek miał 3.5 roku poznałam innego męzczyznę, ktory zamieszkal z nami
(to juz 2lata). Maly zaakceptowal go, bardzo go lubi, przytula się do niego,
nasladuje go we wszystkim, ale nie mowi do niego tato- tylko po imieniu. Mój
partner srednio go akceptuje- twierdzi, ze dziecko jest
niegrzeczne,nadpobudliwe, rozpuszczone (partner w domu byl chowany z
apodyktycznym ojcem, ktory o wszystko mial do niego pretensje i sie go czepial).
Byly maz odkad zorientowal się, ze jest ktos w naszym zyciu zaczal przywozic
dziecku stosy zabawek, ciagle przyjezdzal, wypytywal dziecko o szczegoly
naszego zwiazku- po pol roku takiej egzystencji bylismy wykonczeni. Dziecko na
wszystko mialo argument-"bo tatus mi pozwala, bo tatus mi kupi, albo wręcz-
nienawidze Was, wyprowadze sie do tatusia"- wszystkie metody wychowawcze
zawodzily. Ojciec nadal nie interesuje sie utrzymaniem dziecka, ani jego
rozwojem - jedyne czego żąda to kontaktów (po ktorych dziecko jest bardzo
trudne).
Co robic??
Pozwolic na kontakt z ojcem, próbować sie odciac od ojca i dac mozliwosc
dziecku stabilizacji emocjonalnej??
Prosze o rade...