patience
11.10.07, 13:57
Szanowny Panie Wykształciuchu,
pozwalam sobie zwrócić się do Pana (oraz oczywiście do Pań
Wykształciuchów, ale zdecydowałem się na użycie rodzaju męskiego),
kierując się zarówno interesem wyborczym mojej partii, jak i –
proszę nie czuć się zdziwionym lub oburzonym – specyficznie
ojcowską
troską, jaką wobec Pana odczuwam. W pewnym bowiem sensie jestem
Pańskim duchowym i społecznym ojcem: nie ja Pana stworzyłem,
istniał
Pan i istnieje niezależnie ode mnie, ale nikt nie może mi odmówić
tego, że to ja Pana odkryłem i nazwałem. A czyż nazwanie - i to
takie które weszło w językowy i społeczny krwioobieg - nie jest w
jakimś stopniu powoływaniem do życia, do pełni istnienia? Póki nie
nazwałem Pana Wykształciuchem, póki Pana nie zdefiniowałem i nie
określiłem, nie istniał Pan, ale co najwyżej wegetował, był Pan
zaledwie „wykształciuchem w sobie”, ale nie „dla siebie”.
Jeśli powołałem Pana do pełni społecznego istnienia, to nic
dziwnego, że poczuwam się do odpowiedzialności za Pana (społeczne
ojcostwo rodzi wszak obowiązki) i nie jest mi obcy ból, który
odczuwa Pan gorączkowo usiłując odpowiedzieć na pytanie: na kogo
głosować 21 października tego roku. Chcę Pana przekonać, by
głosował
Pan na partię Prawo i Sprawiedliwość (lista nr 6) - formację,
której
współzałożyciel Pana też w symbolicznym sensie spłodził.
Wiem, że Pan za mną nie przepada. Boleję nad tym, ale jestem
przekonany, że Pańska niechęć bierze się z nieporozumienia. Uznał
Pan, że akt nazwania z mojej strony był zarazem aktem odrzucenia i
potępienia. Nic bardziej błędnego, ale by to wyjaśnić trzeba
zastanowić się przez chwilę kim Pan jest, skąd Pan przychodzi i
dokąd podąża.
Jest Pan, Drogi Panie, osieroconym, wiszącym w społecznej pustce
dzieckiem Wielkiej Zmiany, w tym wielkiej rewolucji oświatowej,
która się po 1989 roku w Polsce dokonała. W 1989 roku było w Polsce
ok. 1,9 mln ludzi z wykształceniem wyższym, obecnie – to ponad 5
mln. Ta rewolucja oświatowa złączona była i jest z fundamentalną
zmianą struktury społecznej, politycznej, gospodarczej. Otóż, drogi
Panie, każda Wielka Zmiana łączy się z wyrwaniem przez jej zakres,
dynamikę i głębię ludzi z ich dotychczasowych grup społecznych i
układów odniesienia; każda Wielka Zmiana wykorzenia, czy „wysferza”
tych, którzy ją tworzą lub w niej uczestniczą. A odnosi się to tak
do dzieci rolników, robotników, rzemieślników, jak i dzieci
inteligentów, bo wysferzyć się, wykorzenić może także potomek od
pokoleń inteligenckiej rodziny. Pan jako Wykształciuch jest właśnie
wykorzenionym absolwentem wyższej uczelni, który swoją tożsamość
buduje nie na poczuciu ciągłości i zobowiązań społecznych, ale na
ich odrzuceniu.
Oczywiście wielka zmiana nie wykorzenia każdego. Jestem przekonany,
że większość spośród tych, którzy w ciągu minionych kilkunastu lat
zdobyli wyższe wykształcenie nie „wysferzyła się”, zachowała więź
ze
środowiskami, z których wyrosła, darzy je szacunkiem i funkcjonując
w nowym otoczeniu i nowych ramach społecznych zachowuje poczucie
ciągłości. Niemniej obok grupy społecznej, która tradycyjnie
absorbowała ludzi z wyższym wykształceniem, czyli polskiej
inteligencji oraz dużo węższej grupy, która swoją tożsamość, a
przez
to także swoje rozumienie lojalności i zobowiązań wobec innych grup
społecznych i całej wspólnoty, buduje na importowanym etosie pracy
i
odpowiedzialności wysokokwalifikowanych profesjonalistów, pojawiła
się masa takich jak Pan – bezprzydziałowych Wykształciuchów. Pan i
Panu podobni zbudowaliście namiastkę tożsamości na resentymencie i
odrzuceniu tych środowisk, z których wyszliście, bo w czasie
Wielkiej Zmiany poczucie ciągłości i lojalności wydało się wam
ograniczeniem i ciężarem. Przecież społeczne korzenie przeszkadzają
w biegu do przodu. Przecież wartości polskiego inteligenta,
robotnika, rzemieślnika, chłopa wydawały się tak beznadziejnie
niedostosowane do nowoczesnego świata. Przecież ten nowoczesny
świat, zmodernizowana Polska to miało być królestwo oddane Panu w
niepodzielne władanie. Wybrał Pan świat społecznej i aksjologicznej
pustki, bo pustkę łatwo zapełnić samemu. Ufundował Pan swoją sprawę
na nicości, bo łatwo zostać cesarzem niczego.
Taki Pan jest, a mimo to zwracam się do Pana, by oddał Pan swój
głos
na listę Prawa i Sprawiedliwości i jestem przekonany, że trud mój
nie będzie do końca daremny. A przekonanie to wspieram na
przesłankach następujących:
Po pierwsze, ma Pan prawo czuć się oszukany przez tych, którzy Pana
zapewniali, że Wielka Zmiana tworzy pusty obszar, swego rodzaju
ziemię obiecaną, a przypadnie ona Panu. Wszedł Pan na nią i okazało
się, że jest ona już wygrodzona, poprzedzielana niewidzialnymi
barierami. Pracował Pan ciężko, chciał zostać adwokatem lub
notariuszem i odbił się Pan od korporacyjnej bariery. Pracował Pan
ciężko, założył małe przedsiębiorstwo, z wysiłkiem przekształcił je
w średnie i chciał wypłynąć na wody wielkiego biznesu i odbił się
od
bariery układu. Pracował Pan ciężko przygotowywał się do realizacji
dużego zamówienia publicznego i sprzątnął je Panu sprzed nosa
konkurent posuwając walizkę z pieniędzmi pod stołem. Inni wcześniej
rozpoznali to wielkie oszustwo. Pan żywił się złudzeniami tak
długo,
że teraz przepełnia Pana gorycz.
Nie lubi Pan mojej partii, ale wie Pan, że to my ujawniliśmy
niewidzialne dotąd bariery i to my je obalamy. Nie obiecujemy Panu,
że oddamy Panu ten obszar w niepodzielne władanie, bo tego nie
obiecujemy nikomu, ale nasze wiarygodne jest zobowiązanie, że w
ramach prawa i sprawiedliwości każdy będzie miał tu równe szanse.
Dotąd oferowano Panu złudzenia. My proponujemy twardą, ale realną
umowę.
Po drugie, zwracam się o Pański głos, bo sądzę, że zawsze woli Pan
być po stronie silniejszych batalionów, a silniejsze bataliony ma
moja partia. Tu nie chodzi tylko o przewidywane zwycięstwo w
wyborach, choć dla Pana i dla mnie nie jest to bez znaczenia, ale
przede wszystkim o głębokie przeświadczenie, iż w przeszłość
odchodzi III Rzeczpospolita, jej społeczny kształt i szczególna
rola
jaką odgrywały jej elity, dla których Pan wraz z ogółem
Wykształciuchów był swego rodzaju mięsem armatnim. Nawet jeśli po
wyborach dojdzie do zawiązania koalicji strachu przez panów
Kwaśniewskiego, Tuska i Pawlaka, to jest jasne, że kształt
przyszłości będziemy nadawać my. A odnoszę wrażenie, że po prostu
lubi Pan być z tymi, którzy kształtują przyszłość.
Po trzecie, zwracam się o Pański głos, bo czci Pan sukces, a
dzisiaj
w życiu politycznym sukces to my. Wiem, że do 2005 roku, a
zwłaszcza
w latach dziewięćdziesiątych miał nas Pan w głębokiej pogardzie.
Ot,
grupka oszołomów, żałosnych maniaków bełkocących coś o zasadach,
korupcji, antykomunizmie, prawie i sprawiedliwości. Ale ku
Pańskiemu
zaskoczeniu sytuacja zmieniła się diametralnie. Dziś nasi
przeciwnicy użalają się, labiedzą i kraj ponad 6-procentowego
wzrostu gospodarczego przedstawiają jako dotknięty załamaniem
gospodarczym. Czyż nie są groteskowi? Akt wyborczy określa
świadomość i samoświadomość głosującego. Niech Pan powie szczerze:
Pan człowiek nastawiony na sukces. Jaki Pan czuje polityczny i
moralny związek z formacjami żalących się na los frustratów? Czy
chce Pan przez najbliższe cztery lata żyć ze świadomością, że
wspierał Pan przegrywających z powodu własnej nieudolności?
Dlatego apeluję do Pana, by 21 października zacisnął Pan – jeśli
trzeba – zęby i głosował na PiS. A ponieważ to będzie niedziela
polecam Panu lekturę przypowieści o robotnikach ostatniej godziny.
Z poważaniem,
Ludwik Dorn
Marszałek Sejmu RP
Wiceprezes PiS
Warszawa 10 października 2007
terra